.
Strona główna Blog Strona 150

Most między dwiema górami

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek mówi o rozwoju badań naukowych, które są prowadzone pod kątem potrzeb gospodarki, pilotażowym programie „Powroty” dedykowanym młodym ludziom nauki, a także o tym, jak ważna jest dla niego praca na uczelni

Kilka dni temu, występując na Kongresie 590, skupił się pan na bardzo ważnej kwestii – relacji nauki i biznesu.

Mówiąc obrazowo, budujemy most między dwiema górami oddzielonymi wąską, ale głęboką przepaścią: pomiędzy nauką i biznesem. Kładka ta zaczyna się stabilizować – rząd przeznacza więcej niż dotąd pieniędzy na badania i rozwój. Granty, jakich udziela Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, przynoszą rezultaty. Widoczny jest rozwój badań naukowych, które są prowadzone pod kątem potrzeb gospodarki. Udział nakładów na B+R w odniesieniu do PKB wzrósł w latach 2016-2019 z 0,96 proc. do 1,32 proc. PKB, i to w warunkach szybkiego wzrostu gospodarczego. Na długofalowe efekty tej polityki będziemy jednak musieli jeszcze zaczekać. Obecnie koncentrujemy się na tym, żeby ważne odkrycia naukowe były wdrażane przez krajowy przemysł.

Naukowcy czują się sfrustrowani, gdy efekty ich badań nie są odpowiednio wykorzystywane.

Dokładnie tak. Uczony otrzyma grant, zaprezentuje wynalazek, uzyska patent i uznanie swojego środowiska. To jednak nie wszystko. Musi jeszcze mieć możliwość wdrożenia swojego pomysłu w życie. Bez tego cała jego praca nie ma sensu. Gdy pojawia się nowe odkrycie, na przykład dwa razy sprawniejszy bęben do pralki, informacja o tym powinna bezzwłocznie trafić do producenta. Brakuje u nas instytucji, która, działając na obrzeżach rządu, zajmowałaby się praktycznym zastosowaniem odkryć, za które przecież już zapłaciliśmy.

Do kogo ma się zwrócić przedsiębiorca zainteresowany nowym rozwiązaniem technologicznym?

Zainteresowani szukają różnych dróg i rozwiązań. Niedawno zgłosił się do nas przedsiębiorca, który wspólnie z profesorem Politechniki Rzeszowskiej postulował zwiększenie subwencji dla tej uczelni na określone badania. Niestety, dysponujemy mniejszymi środkami na granty niż Narodowe Centrum Badań i Rozwoju lub Narodowe Centrum Nauki. Coraz większa liczba przedsiębiorców zgłasza się do sieci instytutów Łukasiewicza, które rozumieją, na czym polega współpraca z biznesem. Potrafią one szybko reagować na potrzeby rynku, zlecając badania wyspecjalizowanym naukowcom. Od czasu uruchomienia tzw. Wyzwań Łukasiewicza, tj. od 15 listopada 2020 r., ogłoszono 389 wyzwań, w tym 242 pochodzą bezpośrednio od 168 różnych firm. W odpowiedzi na to inżynierowie Łukasiewicza zaproponowali 438 pomysłów. Radziłbym więc naukowcom w pierwszej kolejności kierować się do tych instytucji. Jako ministerstwo wspieramy ważne projekty, np. w ramach programów Doskonałość Naukowa i Nauka dla Innowacyjności. Jesteśmy przychylni takim inicjatywom, jak zwiększenie subwencji dla danej uczelni, np. o kilkaset tysięcy złotych, po to, by otworzyć drogę nowym badaniom.

W niektórych dziedzinach widać pozytywne zmiany, jeśli chodzi o wdrożenia odkryć naukowych. Doskonały przykład stanowi branża gier komputerowych.

Ma pan rację, to dziś polska specjalność. Mamy uznanych w świecie specjalistów najwyższej klasy. To obszar, który powinien być wzorem dla innych branż. Pokazuje, jak łatwo można wykorzystać w praktyce rozwiązania powstające na uczelniach.

W jakich branżach może się dokonać prawdziwe zbliżenie nauki z biznesem?

Na pewno szybko nastąpi to w dziedzinie energetyki źródeł odnawialnych. Dlatego krótko po tym, gdy zostałem ministrem, nie zawahałem się, by przeznaczyć 60,5 mln zł na projekt wysokotemperaturowego reaktora chłodzonego gazem, realizowany przez Narodowe Centrum Badań Jądrowych. Prowadzimy zaawansowane rozmowy z Japończykami, którzy przeszli już etap badań w tej dziedzinie i chcą się z nami podzielić swoim know-how. Musimy im pokazać nasze zaangażowanie w realizację tego projektu. A to pozwoli nam na uruchomienie w ciągu 10 lat w Świerku supernowoczesnego reaktora i produkcję wodoru na skalę przemysłową.

Możliwość intensyfikacji współpracy nauki i biznesu nie ogranicza się jednak do energetyki, dotyczy szeregu innych dziedzin. Co więcej, ważne z punktu widzenia gospodarki badania prowadzą nie tylko wielkie politechniki, ale też mniejsze uczelnie, jak na przykład Akademia Kaliska. To proces, który już trwa. Nie wolno nam jednak zapominać, że potrzebuje on ciągłego uzupełniania paliwa. Sporo dobrego w tej kwestii zrobił mój poprzednik, minister Jarosław Gowin, ale jest to dziedzina, która wymaga stałej aktywności, zarówno Ministerstwa Edukacji i Nauki, jak i wielu naszych partnerów w pozostałych resortach, w szczególności w Ministerstwie Rozwoju.

A jak zatrzymać w kraju młodych naukowców, którzy szukając realizacji zawodowej decydują się na wyjazd za granicę?

Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej rozpoczęła pilotażowy program „Powroty”, skierowany do ludzi nauki, którzy wyjechali z Polski. Program obejmuje dwie ścieżki, w zależności od etapu kariery naukowej: Junior scientist lub Experienced scientist. Mamy też inną inicjatywę, która może okazać się jeszcze bardziej efektywna i przełomowa – Narodowy Program Kopernikański. Jeżeli Sejm uchwali ustawę o Międzynarodowej Akademii Kopernikańskiej, jestem pewien, że do kraju wróci wielu naukowców o dużym dorobku i znaczących osiągnięciach, a ich wiedza posłuży Polsce.

Często spotyka się pan z ludźmi nauki w różnych ośrodkach akademickich. Czego oczekują od pana młodzi naukowcy?

Uproszczenia i transparentności procedury awansu naukowego. Mają rację. Te wnioski są możliwe do uwzględnienia. Nie zmieni to jednak procesu uzyskiwania kolejnych stopni naukowych. Polski system jest w tym zakresie klarowny i nie należy go psuć. Na marginesie, pamiętajmy, że naukowcy przed habilitacją zawsze oczekiwali ułatwień w tej dziedzinie, ale już po jej zdobyciu zmieniali front o 180 stopni. Na pewno reformy wymaga Narodowe Centrum Nauki, które dysponuje kwotą miliarda złotych na granty. Środki te powinny być dystrybuowane inaczej niż dotąd, z uwzględnieniem potrzeb mniejszych ośrodków akademickich. Trzeba też pamiętać, że na rzecz przemysłu mogą pracować nie tylko politechniki, lecz również uczelnie humanistyczne.

Patrzy pan na naukę z dwóch punktów widzenia – ministerialnego i z pozycji wykładowcy.

Lockdown spowodował, że przez kilka miesięcy nie miałem bezpośredniego kontaktu ze studentami. Udało mi się to dopiero ostatnio, dzięki czemu poczułem, jak bardzo jest to dla mnie ważne. W życiu trzeba mieć bazę, a dla mnie jest nią nauka. Po studiach podjąłem pracę na uczelni, napisałem doktorat, uzyskałem habilitację z wolności gospodarczej. Polityka pojawiła się w moim życiu później, stanowi w dużej mierze efekt pracy naukowej. Wchodząc do polityki nie zostawiłem nauki, nadal wykładam, mając świadomość, że określone misje polityczne kończą się, a nauka zostaje. Wykłady z prawa konstytucyjnego prowadzę na KUL w każdy poniedziałek.

Co lubi Przemysław Czarnek

Wypoczynek – „Własny ogród pod Lublinem, w którym chętnie pracuję. Wakacje spędzamy zwykle nad Bałtykiem.”

Kuchnia – „Lubię gotować, zdaniem moich dzieci, robię świetną pizzę, a moja specjalność to piadina romagnola i własne wersje dań kuchni polskiej.”

Sport – „Wielką rolę odgrywa dla mnie rower. Zaczęło się zabawnie, z okazji komunii chrześniaczki wybrałem się na targ, żeby kupić jej rower. Zapytałem sprzedawcy – czy przypadkiem nie jest za duży dla dziesięcioletniej dziewczynki. Odrzekł, że jest idealny. Zupełnie inaczej zareagowała moja żona, która śmiejąc się powiedziała: to przecież rower dla ciebie, a nie dla dziecka… więc chrześniaczce kupiłem drugi. I tak zostało. Przejeżdżam na rowerze około tysiąca kilometrów rocznie, co ma doskonały wpływ na moją kondycję. Mój rekord to 1,6 tys. km.”

Hobby – „Literatura. Ostatnio, po zmianach w kanonie lektur zaproponowanych przez naszych ekspertów z ciekawości przeczytałem książkę o kardynale Wyszyńskim „Ojciec wolnych ludzi” Pawła Zuchniewicza. Okazała się świetna, polecam ją wszystkim znajomym. Bardzo spodobał mi się też najnowszy kryminał „Odnowa” Krzysztofa Gawkowskiego z Nowej Lewicy.”

Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, prawnik i polityk, nauczyciel akademicki. Doktor habilitowany nauk prawnych, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W latach 2015-2019 wojewoda lubelski. Poseł na Sejm IX kadencji.

 

Rzuć palenie, zyskaj zdrowie

Palenie papierosów jest szkodliwe dla całego organizmu. Nie tylko przyspiesza procesy starzenia, powoduje choroby układu krążenia, układu pokarmowego, zapalenia dziąseł, impotencję, lecz także jest główną przyczyną nowotworów płuca

Według Światowej Organizacji Zdrowia ten rodzaj raka jest najczęstszą przyczyną zgonów spowodowanych chorobą nowotworową wśród mężczyzn i kobiet. W 1986 r. Agencja ds. Badań nad Rakiem (IARC) ogłosiła, że palenie powoduje nie tylko raka płuca, lecz także raka krtani, raka trzustki itd. Na oficjalnej liście chorób nowotworowych wywołanych przez tytoń znajduje się 14 rożnych nowotworów. Mimo wielu kampanii antynikotynowych mnóstwo osób nadal pali papierosy. Zaczyna się zwykle niewinnie, od spróbowania tego, co zakazane. Później pojawiają się presja środowiska, moda, wspólne przerwy na papierosa i wpada się w szpony nałogu. Z raportu Głównego Inspektoratu Sanitarnego do regularnego palenia przyznaje się niemal jedna czwarta Polaków. Większość robi to, ponieważ uzależniła się fizycznie i psychicznie. Nikotyna została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za narkotyk, który zatruwa organizm i powoduje rozwój wielu chorób. Papierosy zawierają w sobie ok. 4 tys. substancji chemicznych, z czego aż 40 jest rakotwórczych. Podobne działanie ma alkohol, który zwiększa ryzyko zachorowania na kilka typów nowotworów.

Choroby całego organizmu

Trzy podstawowe grupy chorób związanych z paleniem papierosów to nowotwory, niewydolność płuc i choroba wieńcowa serca. Przewlekła obturacyjna choroba płuc charakteryzuje się dusznościami, kaszlem i ograniczeniem przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Szkodliwe działanie dymu tytoniowego nie ogranicza się jednak tylko do układu oddechowego. Trucizny przez krwiobieg rozprowadzane są po całym organizmie. Powodują paradontozę, próchnicę, choroby sercowo-naczyniowe, działają negatywnie na układ nerwowy oraz na wszystkie inne narządy i tkanki, między innymi tarczycę, nerki, trzustkę, pęcherz moczowy. Głównym schorzeniem powodowanym przez używanie nikotyny jest nowotwór płuca. Niestety, u większości pacjentów diagnozuje się ten rodzaj raka dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Nasz niepokój powinny wzmóc duszności, kaszel oraz plucie krwią. Rak płuca to jeden z najczęstszych i najgorzej rokujących nowotworów złośliwych. Może się rozwijać bezobjawowo nawet przez 10 lat. Rak nie pojawia się nagle, zwykle ludzie sami zapracowują na niego lekkomyślnością, lekceważeniem zaleceń medycznych oraz wiarą w mity. Nieprawdą jest, że palenie papierosów redukuje stres i sprawia przyjemność. To tylko zaspokojenie głodu nikotynowego.

Objawy i leczenie

Nie można nigdy lekceważyć objawów, które mogą świadczyć o toczącym się procesie nowotworowym w płucach. Do duszności i bólu w klatce piersiowej dołączyć mogą bole barku, opadanie powieki, bole głowy, nudności. Podobnie jak innym nowotworom złośliwym rakowi płuca towarzyszy utrata masy ciała, brak apetytu, osłabienie, stany podgorączkowe oraz nadmierna potliwość. Leczenie nowotworu złośliwego płuca jest bardzo trudne. Najczęściej obejmuje leczenie chirurgiczne, radioterapię i chemioterapię. W zależności od rodzaju nowotworu, stopnia zaawansowania, ogólnego stanu zdrowia oraz wieku chorego lekarze decydują się na jedną lub kilka metod jednocześnie. Warto pamiętać, że bierne palenie to również wprowadzanie do organizmu szkodliwych związków. Biernie wdychany dym tytoniowy zawiera 35 razy więcej dwutlenku węgla i 4 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez palaczy. To równie niebezpieczne jak samo palenie. Zamiast na papierosa warto wyjść ze znajomymi na kawę lub spacer.

Walka z nałogiem

Skuteczna walka z rakiem płuca to zapobieganie jego rozwojowi przez zwalczanie nałogu palenia tytoniu oraz badania profilaktyczne. Wczesne stadia rozwoju nowotworu mogą być wykryte podczas badania RTG klatki piersiowej. Decyzja o rzuceniu palenia nie jest łatwa, ale warto ją podjąć na każdym etapie życia. Pomoc można znaleźć na stronie www.jakrzucicpalenie.pl oraz w Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym pod numerem 801 108 108 i 22 211 80 15. Życie bez nałogów jest pełniejsze, przyjemniejsze i zdrowsze.

Kampania społeczna „Planuję długie życie” realizowana w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej na lata 2020–2030, finansowana ze środków Ministra Zdrowia.

 

Jesteś pracodawcą? Dbasz o zdrowie swoich pracowników? Weź udział w programie PracoDawcaZdrowia. Więcej informacji na stronie: www.planujedlugiezycie.pl zakładka PracoDawcaZdrowia. Chcesz wiedzieć więcej, szukasz informacji o bezpłatnych badaniach, wejdź na www.planujedlugiezycie.pl lub zadzwoń na bezpłatną infolinię 800 190 590. Infolinia jest czynna 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Rekordowa oferta samochodów elektrycznych w Polsce

Na polskim rynku dostępne jest już ponad 190 modeli samochodów z napędem elektrycznym, co oznacza, że niemal 38% oferty modelowej w Polsce jest już zelektryfikowana. Cały czas rosną pojemności akumulatorów litowo-jonowych, osiągi oraz moce ładowania. Średni zasięg osobowych samochodów całkowicie elektrycznych oferowanych w Polsce przekracza 390 km (WLTP). Ceny BEV rozpoczynają się już od 80 tys. zł i to bez uwzględnia dotacji ze środków publicznych – wynika z 5. edycji „Katalogu pojazdów elektrycznych” PSPA.

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) zaprezentowało 5. edycję cyklicznego raportu „Katalog pojazdów elektrycznych”. Publikacja zawiera modele całkowicie elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) i hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles), dostępne w stałej sprzedaży na terenie Polski. Prezentowane są m.in. ceny pojazdów oraz ich szczegółowe parametry. Partnerami tegorocznego wydania zostały firmy Garo oraz Webfleet Solutions. Z opracowania wynika, że liczba samochodów z napędem elektrycznym dostępnych na polskim rynku z roku na rok bardzo dynamicznie się zwiększa. Koncerny motoryzacyjne obecne w Polsce oferują już 190 modeli samochodów elektrycznych. Pod względem liczb bezwzględnych oznacza to rekordowy wzrost. W 2017 r. polscy klienci mieli do wyboru 33 modeli BEV i PHEV, w 2018 r. 35, w 2019 r. 46, zaś w roku ubiegłym – 101.

Od momentu publikacji poprzedniej edycji naszego raportu, oferta koncernów motoryzacyjnych w zakresie EV powiększyła się niemal dwukrotnie. Uwzględniając wszystkie warianty bateryjne oraz mocy, ta liczba staje się jeszcze wyższa i sięga ok. 400. W Polsce dostępne są niemal wszystkie modele BEV i PHEV oferowane na zachodzie Europy. Co ważne, samochody z napędem elektrycznym stają się coraz praktyczniejsze, coraz bardziej komfortowe i dla wielu nabywców mogą stanowić realną alternatywę dla pojazdów konwencjonalnych – uważa Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

Ceny i zasięgi EV

W Katalogu zaprezentowano zarówno modele osobowe, jak i dostawcze (78 BEV i 112 PHEV). Rozpiętość cenowa modeli sprzedawanych na polskim rynku jest bardzo szeroka. Najtańszym samochodem w pełni elektrycznym oferowanym w Polsce jest Dacia Spring, dostępna od ok. 80 000 zł, bez uwzględnienia dopłat z programu „Mój Elektryk”. Na przeciwnym biegunie znajduje się Porsche Taycan Turbo S Cross Turismo, którego ceny rozpoczynają się od ponad 800 000 zł. Najtańszą hybrydą typu plug-in w Polsce jest natomiast KIA Ceed Plug-in Hybrid w cenie od ok. 130 000 zł, zaś najdroższą – Ferrari SF90 za które trzeba zapłacić co najmniej 2 500 000 zł. Co ważne, w ciągu ostatniego roku na rynku zadebiutował szereg modeli BEV i PHEV należących do popularnych segmentów rynkowych i oferowanych w stosunkowo atrakcyjnych cenach.

Pojazdy całkowicie elektryczne stają się także coraz bardziej praktyczne w warunkach codziennego użytkowania. Z generacji na generację modele BEV wyposażane są w coraz pojemniejsze akumulatory trakcyjne i w konsekwencji dysponują coraz większymi zasięgami na jednym ładowaniu. W tej kategorii czołowe pozycje zajmują takie pojazdy jak Mercedes-Benz EQS (732 km) Tesla Model S (652 km) oraz BMW iX (629 km). Z Katalogu wynika, że średni zasięg osobowych samochodów całkowicie elektrycznych wynosi ponad 390 km (WLTP) – mówi Albert Kania, Senior New Mobility Manager PSPA.

Podobny trend można zaobserwować w segmencie PHEV. Zasięgi hybryd typu plug-in obecnej generacji często przekraczają 50 km w trybie zeroemisyjnym (WLTP). Rekordzistą w tej dziedzinie jest Mercedes-Benz Klasy S, który na napędzie elektrycznym może przejechać w teorii 103 km. Kolejne miejsca zajmują LEVEC TX (101 km), jak również Mercedes-Benz Klasy C (100 km).

Rośnie moc ładowania

Wyposażanie EV w pojemne akumulatory trakcyjne idzie w parze z przystosowywaniem ich do coraz większych mocy ładowania i korzystania z ultraszybkich stacji. Już nie tylko Porsche Taycan pozwala na uzupełnianie energii z mocą powyżej 200 kW – do tego grona dołączyły m.in. takie modele jak Hyundai IONIQ 5, KIA EV6 czy Audi e-tron GT. Do niedawna standardem w przypadku samochodów całkowicie elektrycznych było 50 kW.

– Cieszymy się, że kolejny, już piąty rok jesteśmy Partnerem katalogu pojazdów elektrycznych. Publikacja doskonale ilustruje dynamikę rynku, obrazując jak duży przyrost w gamie modelowej dokonuje się na naszych oczach rok do roku. Jako producent stacji ładowania, dokładamy wszelkich starań, aby ta dynamika miała odzwierciedlenie w rozwiązaniach, które oferujemy. Szeroko pojęta infrastruktura ładowania i jej właściwa dywersyfikacja, od prywatnych stacji garażowych po ultraszybkie stacje DC, jest kluczowym elementem prawidłowego  rozwoju całego rynku E-mobility – mówi Krzysztof Zamożny, Head of Sales E-mobility GARO Polska Sp. z o.o.

Wzrost dostępnych na rynku modeli elektrycznych to bardzo dobry sygnał dla flot komercyjnych – dodaje Agnieszka Szwaj, Kierownik marketingu na Polskę i Europę Środkową w Webfleet Solutions. – Na podstawie analizy danych pojazdów (pokonywane dzienne dystanse) podłączonych do naszej platformy telematycznej WEBFLEET możemy potwierdzić, że już teraz 49% polskich flot lekkich i dostawczych mogłoby z powodzeniem przełączyć się na auta elektryczne. Do jednych z najczęściej wymienianych przez zarządzających flotą barier przy podejmowaniu decyzji o elektryfikacji należy dostępność odpowiednich do ich potrzeb modeli aut, możne zatem przypuszczać, że przy obecnej podaży na rynku, te decyzje będą podejmowane znacznie łatwiej i chętniej.

Rynek EV zmienia się bardzo dynamicznie, a do sprzedaży regularnie trafiają nowe pojazdy z napędem elektrycznym, dlatego PSPA uruchomiło również aktualizowaną na bieżąco, internetową wersję katalogu w ramach kampanii społecznej elektromobilni.pl (https://elektromobilni.pl/baza-pojazdow/).

Razem dla elektromobilności

Kampania elektromobilni.pl to jedna z najbardziej kompleksowych inicjatyw w Europie, której celem jest edukacja i wzrost świadomości społecznej w zakresie rozwoju zeroemisyjnych technologii w transporcie. Organizatorami kampanii są PSPA oraz Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu. Elektromobilni.pl zostali objęci patronatem honorowym Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. W inicjatywę zaangażowało się także kilkadziesiąt podmiotów i instytucji aktywnych w obszarze zrównoważonego transportu w Polsce, w tym koncerny motoryzacyjne: BMW, Daimler, Hyundai, Nissan, Renault, Toyota, Grupa Volkswagen i Volvo Trucks, sektor infrastrukturalny: ABB, Enelion, EV+, Garo, GO+EAuto, GreenWay, Nexity, PRE Edward Biel, instytucje finansowe: Alphabet, EFL, LeasePlan, PKO Leasing, jak również koncerny energetyczne: LOTOS, PKN Orlen oraz Shell. Wśród patronów znalazły się również ambasady Austrii, Niderlandów, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Szwajcarii, Włoch, Izraela, Łotwy oraz Niemiec, izby handlowe, kilkadziesiąt polskich samorządów, liczne organizacje, w tym m.in. UDT, NCBiR, PZPM, PZWLP, Forum Energii, ZPL, ZDS, ITS, a ponadto instytucje naukowe, w tym Politechnika Krakowska oraz Politechnika Wrocławska.

Najważniejsze wnioski z “Katalogu Pojazdów Elektrycznych 2021/2022” zostały przedstawione podczas webinaru, który odbył się 08 grudnia 2021 r. Pełna wersja raportu dostępna jest pod linkiem:

https://pspa.com.pl/wp-content/uploads/2021/12/PSPA_Katalog_EV_2021.pdf

 

Dowiedz się więcej: www.elektromobilni.pl

W stolicy Wielkopolski powstaje Poznański Instytut Technologiczny

Już 1 stycznia 2022 roku zacznie działać Sieć Badawcza Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny. Połączenie dotychczasowych pięciu instytutów wchodzących w skład Łukasiewicza w jeden, zwiększy potencjał badawczy i komercjalizacyjny oraz pozwoli skuteczniej konkurować o klientów i międzynarodowe projekty B+R.

– Połączenie poznańskich instytutów Łukasiewicza jest szansą na zbudowanie multidyscyplinarnej jednostki naukowo-badawczej o międzynarodowej skali działania. Silny i stabilny instytut o rozpoznawalnej marce zwiększa możliwości dotarcia z szeroką i komplementarną ofertą do klientów, a pracownikom daje poczucie bezpieczeństwa i lepsze możliwości rozwoju. Największym potencjałem Łukasiewicza są ambitni i twórczy ludzie, a jednym z najważniejszych efektów integracji instytutów ma być podnoszenie atrakcyjności Łukasiewicza jako miejsca pracy — mówi dr Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Zgodnie z założeniami Łukasiewicz — PIT ma zwiększyć możliwości rozwojowe i znacząco poszerzyć ofertę rynkową. Powstaną nowe interdyscyplinarne kierunki badawcze, co pomoże m.in. w pozyskiwaniu międzynarodowych grantów i zagranicznych partnerów biznesowych do projektów o wysokim stopniu innowacyjności. Łukasiewicz — Poznański Instytut Technologiczny chce również rozwijać swoją infrastrukturę. W nieodległej przyszłości planowane jest stworzenie kampusu, dzięki któremu w jednym miejscu znajdą się wszystkie centra badawcze.

Za kierowanie nową jednostką odpowiedzialny będzie dr hab. Arkadiusz Kawa, który do tej pory był dyrektorem Łukasiewicz — Instytutu Logistyki i Magazynowania i p.o. dyrektora Łukasiewicz — Instytutu Pojazdów Szynowych “TABOR”.

– Integracja instytutów pozwoli nam na stworzenie silnego ośrodka badawczego o znaczącej pozycji międzynarodowej. Nowy instytut będzie zatrudniał ok. 700 osób, a w jego skład wejdzie 6 centrów badawczych i ponad 70 unikatowych urządzeń badawczych, co uczyni go drugim największym instytutem Łukasiewicza w Polsce – zapowiada dr hab. Arkadiusz Kawa.  – Jako jeden organizm będziemy mogli pozyskiwać większe środki m.in. na badania, unowocześnienie infrastruktury czy programy rozwoju talentów. Połączone kompetencje eksperckie w wielu dyscyplinach naukowych zwiększą potencjał nowej jednostki w konkursach europejskich i umożliwią podniesienie poziomu komercjalizacji prac B+R. Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny to ogromna szansa rozwojowa – dodaje.

Do 31 grudnia 2021 roku w Poznaniu funkcjonować będzie jeszcze pięć instytutów należących do Sieci Badawczej Łukasiewicz, które po tej dacie utworzą Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny. Są nimi Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Łukasiewicz – Instytut Technologii Drewna, Łukasiewicz – Przemysłowy Instytut Maszyn Rolniczych, Łukasiewicz – Instytut Obróbki Plastycznej oraz Łukasiewicz – Instytut Pojazdów Szynowych „TABOR”. Niemal rok temu podjęły one, wraz z kierownictwem Łukasiewicza, wspólne prace analityczne, mające zbadać i określić efekty połączenia tych jednostek. Prace przygotowawcze koordynował dr hab. Arkadiusz Kawa, który odbył w tym czasie wiele spotkań, przede wszystkim z reprezentantami pracowników.

Od 1 stycznia 2022 roku Łukasiewicz — Poznański Instytut Technologiczny połączy wszystkie obszary, które do tej pory reprezentowane były przez poszczególne instytuty. Centra badawcze nowego instytutu będą prowadzić prace w obszarach technologii drewna, obróbki plastycznej, pojazdów szynowych, technologii rolniczej i spożywczej, logistyki oraz technologii informacyjnych.

Sieć Badawcza Łukasiewicz powstała w 2019 roku, jej celem jest ścisła współpraca nauki z biznesem z naciskiem na komercjalizację prac badawczo-rozwojowych. Z liczbą ponad 7,5 tys. pracowników oraz infrastrukturą badawczą, na którą składa się 440 laboratoriów i blisko 4000 urządzeń kluczowej aparatury badawczo-rozwojowej, stanowi trzecią pod względem wielkości sieć badawczą w Europie. Łukasiewicz oferuje biznesowi unikalny System wyzwań, w ramach którego grupa 4 500 naukowców przyjmuje wyzwanie biznesowe i w czasie nie dłuższym niż 15 dni roboczych przygotowuje rozwiązanie. Co ważne, przedsiębiorcy nie ponoszą żadnych kosztów związanych z przygotowaniem pomysłu na prace badawcze; a jeśli odpowiedzią na problem przedsiębiorcy jest gotowe rozwiązanie, badanie lub certyfikacja, całość procesu trwa jeszcze krócej. Łukasiewicz działa w następujących obszarach badawczych: Zdrowie, Inteligentna i czysta mobilność, Transformacja cyfrowa oraz Zrównoważona gospodarka i energia.

Warszawskim metrem do Azji

Podróż składem kulinarnego Orient Expressu jeszcze nigdy nie była tak prosta. Jeśli jesteście zmęczeni konwencjonalną ofertą tradycyjnych restauracji azjatyckich, na Świętokrzyskiej możecie znaleźć coś wyjątkowego. Stołeczne Śródmieście już od kilku lat jest dumnym posiadaczem tytułu największego zagłębia kulinarnych miejscówek Warszawy, ale to dzięki takim punktom jak Sing Sing ścisłe centrum może śmiało wyprzedzać konkurencję. Czego można się spodziewać po Świętokrzyskiej 18?

Młodsze rodzeństwo z ogromnym potencjałem

Czy Sing Sing to całkowity debiutant na stołecznej scenie gastronomicznej? I tak, i nie. Co prawda wcześniej nie było podobnych planów połączenia industrialnego sznytu, przestrzeni eventowej, kuchni na bardzo wysokim poziomie z motywami Azji, ale prawdą jest, że restauracja przy Świętokrzyskiej 18 ma za sobą niemałą historię. Sing Sing to kolejny projekt Grupy Instynkt, która ma w swoim portfolio m.in. Banjalukę i kultowe AIOLI ze swoimi lokalizacjami już w 3 miastach tj. Warszawa, Gdańsk i Katowice.

Czy właśnie przez ten pryzmat, a więc niejako starszego rodzeństwa mamy rozpatrywać potencjał Sing Sing? Niekoniecznie. Projekt azjatycki to całkowicie nowy koncept, który faktycznie inspiruje się elementami z restauracji o nieco większym stażu, jednak całkowicie autorsko interpretuje sprawdzone już patenty Grupy Instynkt i samodzielnie rozpoczyna prace nad kolejnymi rozwiązaniami.

Motywy przewodnie? Neony i oczywiście Azja, a więc dwa elementy, które idealnie wpisują się w krajobraz między Metrem Świętokrzyska a Nowy Świat-Uniwersytet. Kiedy Sing Sing najbardziej uwidacznia swoje atuty? Oczywiście po zmroku – wtedy też witający gości posąg Buddy (zgadza się, właśnie w takim stylu odbywa się intro) ma nieco więcej mocy wizualnej, rośliny (których w Sing Sing jest naprawdę sporo) nadają jeszcze więcej intymności całej przestrzeni, a neony… po prostu stają się sobą. Samo wnętrze z kolei jest iście orient-expressowską podróżą przez Azję i pozwala doświadczyć jej najróżniejszych zakątków – od chińskiej prowincji Gansu słynącej z Ramenu, poprzez znany z Zongzi Shanghai, aż po tokijskie Sushi oraz perłę azjatyckiego street-foodu, czyli Tajlandię.

To oni zabiorą Was do Azji

– Sing Sing to koncept wyjątkowy, bo zbudowany na różnorodnych zainteresowaniach, ale połączonych w taki sposób, że goście nie czują przesytu, a wyraźną nutę fascynacji otaczającą ich przestrzenią. To również był nasz zamysł – zaintrygować Azją oraz duchem współczesnego miasta. Przekraczając próg Sing Sing, przenosimy się nie tyle na Daleki Wschód prosto z Warszawy, ale jak w kalejdoskopie dostrzegamy naszą stolicę, ulice Bangkoku, gigapolis Tokio, czy zaułki Hanoi – wyjaśnia Marcin Wachowicz, współtwórca Grupy Instynkt, kreator i wizjoner.

Faktycznie Sing Sing to azjatycko-polski eklektyzm w najlepszym wydaniu, a dwie bazowe funkcje, a więc gastronomiczna eventowa przenikają się wyjątkowo płynnie, współtworząc bezprecedensowy miks doznań, bez pójścia na kompromisy. Oprócz designu podkreślonego przez większe lub mniejsze szczegóły wizualne (m.in. graffiti i podwieszane kasetony), Sing Sing wygrywa jeszcze jednym elementem – kartą.

– Naszą ogromną przewagą jest szef kuchni – rodowity Nepalczyk, który już od kilku lat mieszka w Polsce, a jego prywatnym marzeniem jest jak najlepsza promocja kuchni azjatyckiej właśnie nad Wisłą. Moim zdaniem w tej kategorii nikt nie mógłby go zastąpić – to najlepszy ambasador kuchni Wschodu, jakiego znam – Marcin Wachowicz.

Czy Sing Sing to przyszłość stołecznej sceny gastronomicznej? Bez wątpienia – cała sceneria lokalu przy Świętokrzyskiej 18 jest wyjątkowym eksperymentem na żywej tkance, który już teraz notuje rzesze stałych bywalców. Czy Sing Sing zachęci kolejnych gości? Z pewnością – właśnie takiego konceptu wyczekiwaliśmy na ulicach stołecznego Śródmieścia.

Pekao S.A. – bank transformacji

od lewej: Paweł Strączyński Banku Pekao S.A. wiceprezes nadzorujący Pion Finansowy i Leszek Skiba prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

O nowych wyzwaniach stojących przed Bankiem Pekao S.A., przede wszystkim o transformacji cyfrowej i finansowaniu zielonej transformacji mówią Leszek Skiba, prezes Zarządu i Paweł Strączyński, wiceprezes nadzorujący Pion Finansowy

Historia Banku Pekao S.A. to historia nowoczesnej bankowości: pierwszy w Polsce bankomat, pierwsza karta kredytowa, Biuro Maklerskie, pierwsze zastosowanie w praktyce biometrii. Czy wciąż widzicie siebie jako lidera w tym sektorze?

Leszek Skiba: Bez wątpienia takie mamy cele strategiczne. Chcemy być wiodącym bankiem w polskim sektorze. Dodam, że pierwszy w Polsce kompleksowy system płatności i akceptacji mobilnych PeoPay dał nam też palmę pierwszeństwa i w tym obszarze. W okresie pandemii nasze konto na selfie stało się jednym z popularniejszych sposobów nawiązywania relacji z bankiem. Tu też byliśmy pionierami. Mocno stawiamy na transformację cyfrową naszego banku, by być bliżej klienta i jego potrzeb.

Dlatego bank w aktywny sposób włączył się w proces zielonej transformacji?

Paweł Strączyński: Chcemy mieć czyste powietrze. Chcemy szanować naszą planetę i zostawić ją kolejnym pokoleniom w niepogorszonym stanie. Oznacza to ogromne wyzwanie, szczególnie dla Polski, która od lat stoi węglem jako głównym źródłem pozyskiwania energii. Jesteśmy w wyjątkowej sytuacji, ponieważ dopiero po 1989 roku zaczęto poważnie mówić o ochronie środowiska. Dobrym przykładem są elektrownie i elektrociepłownie, a przede wszystkim elektrociepłownie zawodowe. Te w ostatnich latach bardzo się zmieniły, dzięki ogromnym inwestycjom w dziedzinie redukcji emisji pyłów, tlenków siarki i azotu. Znakomite technologie powodują, że nasze elektrociepłownie są naprawdę ekologiczne. W pobliżu ich kominów – a trzeba wiedzieć, że unosząca się z nich para wodna jest mylona z dymem – mamy do czynienia z czystszym powietrzem niż to, którym oddychamy na ulicy. Bruksela stawia przed nami cele redukcyjne. Mamy przed sobą jeden realny scenariusz. Jak wszyscy wokół, musimy się transformować. Nie jesteśmy wyspą. Jesteśmy dużym krajem z rozwiniętą gospodarką, położonym w centrum Europy i jednocześnie ważną częścią Unii Europejskiej.

Jesteśmy w stanie zbudować źródła zielonej energii. Najważniejszym elementem nowego systemu elektroenergetycznego Polski, czyli transformacji energetycznej, będzie budowa nowej podstawy. Nazwijmy ją roboczo neokonwencjonalną. Musi być ona oparta o źródła, które pracują stabilnie, na żądanie i są łatwo regulowane. Jeśli więc oprzemy nasz system energetyczny na energii jądrowej jako stabilnej podstawie, powinniśmy uzupełnić go mnóstwem źródeł odnawialnych. Przede wszystkim powinien to być offshore. Właśnie wiatraki na Bałtyku będą stanowiły nasze główne źródło zielonej energii. Można ich postawić dużo, bo plany sektora elektroenergetycznego oscylują między 10 a 13 gigawatów. Sprawność tych instalacji jest na poziomie czterdziestu kilku procent. Docelowo mogą więc w zupełności zastąpić bloki węglowe o wysokiej sprawności. Można powiedzieć, że taki współczynnik ekwiwalentności offshore’u do tych bloków zbliży się do 1:1. Offshore musi zostać uzupełniony magazynami energii, żeby źródła te uczynić bardziej stabilnymi.

Dzięki magazynom źródła staną się bardziej sterowalne. Pozwoli to rozwiązać wspomniany przez pana problem. System zostanie wzbogacony o nowoczesne farmy wiatrowe. W efekcie powstanie mix energetyczny odpowiadający oczekiwaniom Unii. Dzisiaj cena energii jest obciążona ogromnym parapodatkiem. To już 320 zł w każdej megawatogodzinie i ciągle rośnie. Jest to związane z opłatami za emisję CO2. Parapodatek zostanie zdjęty, więc będziemy mogli znowu wrócić do cen energii na poziomie 240 zł za MWh. Oczywiście, mam na myśli ceny hurtowe. W miarę rozwoju tych źródeł i wzrostu ich efektywności, ze względu na postęp technologiczny, cena jednostkowa energii będzie spadała.

od lewej: Paweł Strączyński Banku Pekao S.A. wiceprezes nadzorujący Pion Finansowy i Leszek Skiba prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Na czym polega rola Pekao S.A. w tym procesie?

L.S.: Nasz bank chce być liderem finansowania transformacji energetycznej Polski. W tej transformacji pokładamy ogromne nadzieje. Projekty, które dzisiaj są przygotowywane w sektorze, to nie są projekty ideologiczne. Opierają się na solidnych, ekonomicznych podstawach. Oznacza to, że będą dawały stabilne i zadowalające stopy zwrotu. Jako instytucja finansująca wypracujemy zyski dla naszych akcjonariuszy dzięki zaangażowaniu się w proces transformacji energetycznej. W Polsce nakłady na tę transformację wyniosą w najbliższych 20 latach, według różnych szacunków, między 1 bln a 1,5 bln złotych. To są tak ogromne wydatki. Takiego programu inwestycyjnego w historii Polski nie było, pomijając może odbudowę kraju po zaborach i po II Wojnie Światowej. Jako gospodarka, możemy potraktować transformację energetyczną jako dodatkowy bodziec do stałego, stabilnego wzrostu PKB. Sektor bankowy boryka się z problemem nadpłynności. Pieniędzy jest dużo. Jako bank chcemy być liderem finansowania, tworzyć konsorcja, proponować różnego rodzaju instrumenty zielone: zielone obligacje i inne papiery oparte o programy ekologiczne. W strategii przyjęliśmy, że chcielibyśmy zaangażować się w projekty na co najmniej 30 mld zł, w tym 8 mld naszego zaangażowania, a w przypadku 22 mld jako organizator, czyli np. emitent obligacji.

Akcjonariusze będą na tym zarabiać?

P.S.: Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Projekty oparte o zieloną energię cieszą się na całym świecie ogromnym zainteresowaniem inwestorów, zarówno instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Spełniają one dwa oczekiwania. Po pierwsze, dają solidne i stabilne zwroty. Pamiętajmy, że w energetyce planuje się nie na 5, 10 czy 15 lat. To są projekty na lat 25, 30, a nawet do 60 lat. Oczywiście, związane jest z tym pewne ryzyko, ale również wysoka premia. Transformacja energetyczna to naprawdę szeroki program zrównoważonego rozwoju, dotyczący wielu obszarów: budownictwa, transportu i finansów. Akcjonariusze banków i instytucji finansujących coraz częściej nie chcą zasilać projektów, które nie wpisują się w Europejski Zielony Ład i nie są zgodne z wytycznymi ESG. Interesują ich projekty związane z poprawą jakości powietrza i środowiska, zaprzestaniem używania paliw kopalnych, itp. Jeżeli nie odpowiedzielibyśmy na oczekiwania akcjonariuszy, byłby to fundamentalny błąd.

Jak wygląda to w praktyce?

P.S.: Nasze zaangażowanie w transformację energetyczną ma odzwierciedlenie w strategii banku, jak również w realizacji strategii ESG. Warto raz jeszcze podkreślić, że nasz plan zakłada, iż Pekao S.A. zostanie liderem tej transformacji w dziedzinie finansowania, a także doradztwa. Pamiętajmy, że inwestycje w energetyce są obliczone na lata. Pierwsze farmy offshore’owe, według najbardziej optymistycznego scenariusza, będą produkowały zieloną energię w 2026 r. Zakładamy, że cena uprawnień do emisji CO2 będzie rosła. Właśnie przekroczyła 70 euro za tonę. Będzie to oznaczało, że Polska, jeszcze przed paru laty kraj o najtańszej energii, będzie teraz miała najwyższe ceny w całej Unii Europejskiej. A to ogromne zagrożenie dla naszej konkurencyjności. Głównym problemem jest czas. Zgodziliśmy się na transformację, a to proces rozłożony w czasie. Tymczasem okazuje się, że to już nie jest transformacja, tylko rewolucja. A na rewolucję energetyczną w Polsce nie powinno być zgody. Może to zagrażać naszemu bezpieczeństwu energetycznemu, negatywnie wpływając na całą gospodarkę. Nie wolno nam zaakceptować rewolucji polegającej na uzależnieniu się od niestabilnych dostawców. Przypomnijmy, co w ostatnim okresie działo się na rynkach gazu, który jako narzędzie nacisku staje się paliwem politycznym. Nasz kraj pozyskuje środki ze sprzedaży ciągle przydzielanej puli darmowych uprawnień do emisji CO2. Proszę pamiętać, że z roku na rok będzie ona coraz mniejsza, ale są to pieniądze, które Polska chce przeznaczać na transformację energetyczną. Jeżeli mówimy o 130 mln ton darmowych uprawnień, to są to naprawdę ogromne kwoty, z których transformacja może być finansowana. Nie ma możliwości kierowania bezpośrednio pieniędzy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 do określonego sektora. Można to jednak zrobić przez rożnego rodzaju miksy programów ze środków krajowych i unijnych. Uważam, że pieniędzy na transformację nie zabraknie.

Jakie jeszcze cele strategiczne stoją przed bankiem?

L.S.: Jesteśmy najsilniejszym bankiem w Polsce pod względem obsługi klienta korporacyjnego, ale chcemy podobnie rosnąć w siłę w innych obszarach. Zamierzamy wdrożyć i wykorzystywać zaawansowaną analitykę danych, a także automatyzację i robotyzację. Chcemy rozwinąć obsługę klienta w oparciu o chatboty i voiceboty, które zapewnią klientom banku szerokie możliwości samoobsługi. Planujemy, aby aplikacja mobilna PeoPay stała się centralnym narzędziem obsługi klientów, zarówno w obszarze dokonywania płatności, w tym w segmencie e-commerce, jak i w udzielaniu pożyczek. Stoi przed nami kluczowe wyzwanie, jakim jest zwiększenie udziału sprzedaży i zakresu obsługi w bankowości mobilnej. Zmiany mają prowadzić do tego, że chcemy powrócić do płacenia swoim inwestorom wysokich dywidend – w przedziale 50-75 proc. osiąganego zysku. Dlatego dla osiągnięcia wzrostu zwrotu na kapitale (ROE) kluczowe będą inwestycje w obszarze transformacji cyfrowej, zaawansowanej personalizacji opartej o analitykę danych oraz doskonałości procesowej. Wspomniane inwestycje pozwolą nam zrealizować ambitny plan wzrostu oparty o istotne zwiększenie udziałów w najbardziej rentownych segmentach. Jednocześnie zachowamy silny i bezpieczny profil ryzyka i profil kapitałowy, pozostając jednym z najbardziej odpornych na kryzys banków w sektorze europejskim.

Na koniec pytanie-klucz dla naszego pisma. Co stanowi o sukcesie managera?

L.S.: Nie będę odkrywczy w stwierdzeniu, że przywództwo to zdolność przekładania wizji na rzeczywistość. Żeby to zrobić potrzebna jest nie tylko armia ludzi, ale i liderzy, za którymi ci ludzie podążą, by zrealizować wizję. W naszym banku kładziemy nacisk na budowanie kompetencji liderów, na transformację kultury organizacji, która będzie przyciągać nie tylko wizjonerów, ale i tych, którzy pomogą te wizje zrealizować.

P.S.: W pełni się z tym zgadzam. Sukces jest zawsze efektem pracy całego zespołu. Osiągnięciem pojedynczej osoby może być np. odkrycie naukowe. Najważniejsza jest współpraca z kompetentnymi, zmotywowanymi, ambitnymi ludźmi. Manager przede wszystkim powinien być motywatorem, czy też inspiratorem. Powinien też pamiętać, że sam niewiele zdziała.

W magazynie – Siła zniesławienia

Żeby przedsiębiorca spał spokojnie, muszą o niego dbać specjaliści w dziedzinie prawa, podatków i PR, i to ściśle ze sobą współpracując. Jest to odpowiedź na czasy, które są bardziej złożone niż to było np. przed wiekiem. Ze Stanisławem Kluzą, prezesem Quant Tanku, wykładowcą SGH, byłym szefem KNF, o roli doradztwa w dziedzinie prawa i relacji zewnętrznych rozmawia Piotr Cegłowski

Sto lat temu można było naprawić samochód za pomocą klucza francuskiego i młotka. Dzisiaj bez pewnej wiedzy trudno jest nawet otworzyć maskę lub bagażnik. Podobne reguły dotyczyły prowadzenia firm. Kiedyś ktoś, kto był ekspertem w dziedzinie, w której działała firma, mógł ją niemal samodzielnie sprawnie prowadzić. Otoczenie regulacyjne, prawne i podatkowe było na tyle intuicyjne, że mógł to objąć jeden człowiek, który skupiał się przede wszystkim na swojej podstawowej działalności. Przez ostatnie sto lat złożoność procesów gospodarczych i funkcjonowania firm bardzo się zwiększyła, stanowiąc przy okazji dla nich znaczny koszt. Dzisiaj osoba, która jest specjalistą produkcji, niekoniecznie musi znać się na prawie, podatkach i ekonomii. Zrozumienie tych wszystkich spraw staje się coraz bardziej złożone. Jednocześnie, ze względu na pewne niuanse postępowań procesowych, rośnie w biznesie ryzyko zachwiania działalnością firmy przez zdarzenia jednorazowe, które mogą mieć zarówno wymiar reputacyjny, jak i formalno-prawny.

I tu powinien pojawić się zespół, który zarządzi kryzysem?

Obecnie siła zniesławienia jest potężna, ponieważ uderza błyskawicznie. Kiedyś szybkość rozprzestrzeniania się wiadomości była liczona w tygodniach lub miesiącach i zaatakowany przedsiębiorca miał czas na przygotowanie obrony. Dziś media elektroniczne, a zwłaszcza społecznościowe i różnego rodzaju komunikatory nie czekają na weryfikację informacji, po prostu ją upowszechniają. Zniesławiony, załóżmy niesłusznie, przedsiębiorca ma ograniczone możliwości, żeby zaradzić wszystkim towarzyszącym takiemu zdarzeniu okolicznościom. Szczególnie ważne jest ryzyko reputacyjne.

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: przedsiębiorca zostaje wezwany na przesłuchanie, informacja natychmiast przedostaje się do mediów. Gdy po kilku godzinach wraca do firmy, dowiaduje się, że stracił kilku ważnych klientów, a kluczowi pracownicy przechodzą do konkurencji. Na pozór nic wielkiego się nie stało, ale dla firmy może to mieć katastrofalne skutki.

Jeżeli rzuci się na kogoś infamię, a ta osoba nie zdąży zareagować, nie mówiąc już o tym, by mogła się natychmiast wybronić, może to skutkować bardzo poważnym kryzysem. Wystarczy, że zadzwonią kontrahenci, a nikt nie odbierze od nich telefonu… Możemy założyć, że zniesławiony ma kredyt w banku i różne inne zobowiązania. W oparciu o wzrost ryzyka reputacyjnego analitycy mogą obniżyć wycenę spółki lub dodać premię za ryzyko. Co gorsza, brak szybkiej informacji dla najważniejszych pracowników może spowodować, że czując się niepewnie złożą wypowiedzenia. To wszystko zagraża nie tylko przedsiębiorcy jako osobie fizycznej, ale całemu biznesowi. Bardziej na takie darzenia są narażone podmioty średniej wielkości, tzw. MŚP.

Z tego co pan mówi można wyprowadzić wniosek, że ryzyko prawne może być w takiej sytuacji mniej istotne…

Zniesławienie zwielokrotnione przez media w konsekwencji nie dotyka jednej osoby, lecz dużej grupy: pracowników, kontrahentów, wierzycieli. Dotyczy wszystkich możliwych relacji o charakterze handlowym, ale też reputacji w społeczności lokalnej – w mieście, powiecie, gminie. Co gorsza, ma to przełożenie na reputację osobistą i dotyka rodziny. Dzieci chodzą do szkoły, współmałżonek gdzieś pracuje, podobnie jak rodzice, dziadkowie, kuzyni. W dzisiejszym świecie ochrona tych wartości ma ogromne znaczenie.

Natura nie lubi próżni…

No właśnie, w tle zniesławienia może się kryć czyjaś zła wola. Ktoś może chcieć przejąć spółkę lub znacząco ją osłabić, żeby zrealizować swój nieuczciwy cel ekonomiczny. Można to nazwać swoistym zajazdem prawnym, zorganizowanym po to, by skorzystać z powstałego zamieszania. Wówczas sytuacja może być jeszcze trudniejsza, bo trzeba bezzwłocznie reagować nie tylko w dziedzinie PR, ale też prawa.

Warto tu przywołać przykład firmy Astra Zeneca, której szczepionki zostały zdeprecjonowane podczas negatywnej kampanii mediowej.

Nie jestem specjalistą w dziedzinie szczepionek, ale na pewno dało się wyczuć w medialnej debacie na te tematy, że niektóre szczepionki były niebywale chwalone, a co do innych kreowano poczucie niepewności. Dawało się wyczuć wyraźną asymetrię w dziedzinie budowania ich wizerunku w mediach. Wszystko to jednak wykracza poza zakres naszej rozmowy, ponieważ mamy tu do czynienia z pewnym procesem społecznym i firmami o olbrzymich zasobach. Warto jednak zwrócić uwagę, że nawet mając do dyspozycji gigantyczne środki trudno jest walczyć z negatywnym PR, ponieważ w świadomości społecznej zostaje zawsze nuta niepewności: „może to nieprawda, ale chyba jednak coś w tym było”. W naszej świadomości funkcjonuje od dzieciństwa przysłowie: „Ukradł, albo mu ukradli. To znaczy, że był zamieszany w kradzież”.

zdjęcie: pixabay.com

W magazynie – Wspólna wizja, cel i wzorce

Oliver Kutz, General Manager w Imperial Tobacco Klaster Europa Centralna, mówi o zmianach w branży tytoniowej, miliardowych wpływach do polskiego budżetu i przepisach akcyzowych

Objął pan niedawno stanowisko dyrektora generalnego Klastra Europy Centralnej, w skład którego wchodzi też Polska. Państwa branża – tytoniowa – to wyjątkowy obszar gospodarczy, można powiedzieć pełen wyzwań.

Jestem w biznesie tytoniowym już ponad 20 lat, pracowałem na wielu rożnych rynkach – od Azji przez Rosję po Stany Zjednoczone czy Europę – i obserwuję ciekawą dynamikę tej gałęzi gospodarki w rożnych szerokościach geograficznych. Sama branża zmienia się poprzez m.in. pojawienie się nowych produktów, mniej szkodliwych w stosunku do tradycyjnych papierosów, inne są też oczekiwania konsumentów i otoczenie legislacyjne – to dynamiczna mieszanka, która wymaga od nas – organizacji – elastyczności i jasnej strategii.

Polska jest jednym z ważniejszych krajów na tytoniowej mapie Europy. Jaką rolę widzi pan dla swojej firmy w budowaniu tej pozycji?

Fakty mówią same za siebie. Dwie nowoczesne fabryki, ok. 2 tys. pracowników, nowe inwestycje oraz, co istotne, ogromna kontrybucja podatkowa do polskiego budżetu państwa, bo mówimy o miliardach złotych rocznie. Zdecydowanie Polska jest kluczowym rynkiem dla naszej firmy i w naszym klastrze, którym zarządzam. Tym bardziej odczuwam momenty zaskoczenia, gdy dochodzą do mnie informacje o niefortunnych decyzjach w zakresie polityki akcyzowej władz fiskalnych, które godzą w nasz biznes, naszych pracowników oraz naszych partnerów biznesowych w całym łańcuchu dostaw.

Państwa firma jest jednym z największych globalnych graczy w przemyśle tytoniowym. Jak pan postrzega tę branżę teraz i jutro?

Należymy do globalnej firmy Imperial Brands, która jest w bardzo wyjątkowym miejscu. Nazwałbym to nowym otwarciem – przede wszystkim biznesowo, ale także pod kątem typowo ludzkim. Nasza optyka skupia się przede wszystkim na konsumentach, ich potrzebach, oczekiwaniach… to oni wyznaczają de facto cel i kierunek, w którym mamy rozwijać się biznesowo w przyszłości. To, co daje nam siłę i motywację, to wartości spajające wszystkich pracowników – wspólny cel, zaangażowanie… więź. Po angielsku nasze nowe hasło to „connections”, ale w języku polskim brzmi równie mocno – chodzi o połączenie nas wspólną wizją, celem i wzorcami profesjonalnych zachowań.

Biznes zmienia się, jak pan wspomniał. Czy wartości także? Za nami dość trudne doświadczenie pandemii i zmiany życia o 180 stopni.

Jestem zwolennikiem podejścia, że trzeba wracać do normalności, szukać nowych rozwiązań i adoptować się do postpandemicznej rzeczywistości tu i teraz. Jako firma chcemy być doskonali – to naturalny odruch każdej rozwiniętej i ambitnej organizacji. Chcemy tworzyć jak najlepsze miejsce pracy dla naszych pracowników. Jesteśmy zresztą w szczególnym momencie, jak wspominałem, gdyż budujemy właśnie fundamenty naszej przyszłości – zarówno biznesowej, jak i całego zespołu na świecie.

Jak pan – z tak bogatym doświadczeniem managerskim – potrafił zatem odnajdywać się w nowych miejscach, na nowych rynkach?

Zawsze fascynowało mnie odkrywanie nieznanych miejsc, gdyż kluczem do sukcesu zawodowego w nowym, nieznanym miejscu jest ciekawość i szacunek dla lokalnego zespołu, ich środowiska, kultury i historii. To wzajemna nauka siebie, oparta na kluczowych wartościach dla naszej firmy – różnorodności i zaangażowaniu w to, co i jak robimy na co dzień. Tak też budujemy połączenie pomiędzy nami, szukamy wspólnych punktów styczności, gdzie się da.

Jako szef klastra ma pan zapewne kalendarz pełen obowiązków. Jak pan znajduje balans i ładuje baterie?

Moje dzieci – Hannah i Elias – mają teraz sześć lat i uwielbiam spędzać z nimi każdą minutę – gramy w piłkę nożną, chodzimy na place zabaw, czytamy książki albo po prostu jesteśmy ze sobą i wspólnie coś robimy. To dla mnie idealny sposób na wyłączenie się z trybu praca. Poza tym każda forma sportu jest dla mnie ważna, ale ze względu na to, że mam coraz mniej czasu, ograniczam się do biegania. Mieszkam na co dzień w Hamburgu, blisko Alster Lake, gdzie znajduje się świetna 7,4-kilometrowa ścieżka do biegania. Z pewnością bieganie pozwala uwolnić moją głowę od codziennych wyzwań.

Każdy manager ma wizję przyszłości nie tylko swojej firmy, lecz także… siebie. Co czeka na pana za rogiem?

Moja wizja przyszłości to także wizja moich ludzi, mojego zespołu. Na tym polega sukces każdej firmy – słowa klucze to „współpraca zespołowa” i „połączenie”. Spełnię siebie, jak będę miał u boku mądry i zgrany zespół. Tak jest teraz, zatem patrzę na kolejny nadchodzący czas z nadzieją.

Ważne Informacje

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...