.
Strona główna Blog Strona 150

Media jeszcze nigdy nie były tak ważne dla przedsiębiorców

Katarzyna Jarczewska – Partnerka i współwłaścicielka założonej w 1997 roku agencji reklamowej i PR, Media Forum. Ekspert ds. komunikacji, public relations, zarządzania sytuacjami kryzysowymi oraz strategii marketingowych przedsiębiorstw.

Pomimo niezbitych dowodów na bezprecedensową siłę mediów, wciąż znaczna część przedsiębiorców waha się przed podjęciem decyzji o skorzystaniu z usług profesjonalnych agencji PR. Dlaczego? Powodów można doszukiwać się zarówno we wciąż niepewnej sytuacji gospodarczej, jak i nadal dojrzewającej kulturze biznesowej na polskim rynku w ogóle. Jakie argumenty są w stanie przekonać krajowych przedsiębiorców do ścisłej współpracy ze specjalistami od public relations?

Argument 1. Wpływ mediów na społeczeństwo

Rok 1964 – w Polsce mija 8 lat od emisji pierwszej reklamy telewizyjnej, jednak myślenie o marketingu, a tym bardziej o o wiele bardziej zniuansowanej dyscyplinie, jaką jest public relations, w żaden sposób nie przebija się do dyskursu publicznego, a tym bardziej biznesowego (nic dziwnego, przecież w kraju w najlepsze rozwija się gospodarka centralnie sterowana). Tymczasem w Kanadzie medioznawca Marshall McLuhan z University of Toronto wydaje swoje najbardziej znane dzieło – “Understanding Media. The Extensions of Man (pol. “Zrozumieć media. Przedłużenia człowieka”). Właśnie na stronach tego opracowania padają znamienne słowa “The Medium is the Message”.

Co to oznacza dla społeczeństwa, a tym samym – dla konsumentów? McLuhan twierdził, że charakter środka komunikacji ma większy wpływ na odbiorcę niż sama przekazywana wiadomość, a więc tym samym dał początek dyskusji m.in. o wykorzystaniu mediów przez marki komercyjne. Co za tym idzie, szczególnie amerykańscy marketerzy i specjaliści od komunikacji rozpoczęli całkowicie nowy rozdział w historii współpracy z przedsiębiorcami. Biznesmeni w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles, a następnie w Londynie, Paryżu, czy Berlinie inicjowali wzmożone inwestycje na poczet obecności w rozpoznawalnych mediach, aby jeszcze skuteczniej komunikować się ze swoją grupą docelową.

Jak na to reagowali sami odbiorcy? Gdyby przedsiębiorcy zaczęli promować swoje produkty lub usługi samodzielnie, efekt mógłby odbiegać od ideału – istniało ryzyko dominacji specjalistycznego żargonu, nienaturalnego przerysowania, czy po prostu braku przeszkolenia medialnego. Dlatego też zachodni biznes nawiązywał współpracę z PR-owcami, aby to właśnie oni zarządzali całym procesem, a wykonawcami produktu końcowego (wywiadu, reportażu, czy recenzji) byli doświadczeni dziennikarze. Dzięki temu telewidzowie, czytelnicy, lub w późniejszych latach internauci mieli poczucie, iż przekaz przedsiębiorców jest przekazem wyjątkowo wartościowym. Ta potrzeba – silniejsza, niż kiedykolwiek – przetrwała również do roku 2022.

Argument 2. Wpływ mediów na biznes

W jaki jeszcze sposób nowe podejście do mediów i konsumentów wpłynęło na strategie przedsiębiorców? Do czasu popularyzacji internetu tylko najwięksi gracze mogli sobie pozwolić na lokowania w programach telewizyjnych, występy podczas audycji radiowych, czy publikację swoich przemyśleń na łamach jakościowej prasy. Wejście na rynek sieci całkowicie zmieniło zasady korzystania z mediów i niskie (a czasami wręcz zerowe) koszty obsługi uczyniły z internetu względnie egalitarne środowisko do promocji własnego biznesu. Tym samym nawet małe działalności (w teorii) mogły sobie pozwolić na dotarcie do swoich klientów w sposób szybki, a zarazem skuteczny.

Dlaczego krótki epizod z inkluzywnością internetu nie przetrwał próby czasu? Krótka odpowiedź brzmi: ze względu na dynamiczny rozwój względnie nowego medium i ogromny wzrost konkurencyjności. Kolejne przedsiębiorstwa – szczególnie duże – wkraczały do internetu z myślą, iż podobne, jak w przypadku telewizji, czy prasy strategie, sprawdzą się także w cyberprzestrzeni. Do pewnego stopnia mieli rację, jednak szczególnie media społecznościowe pokazały konserwatywnym biznesmenom, że kapitał bez zaplecza kreatywnego nie przełoży się na wymierne efekty.

Według ostatnich wyliczeń Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości dokładnie 30,3 proc. krajowych firm jest obecna na przynajmniej jednej platformie social media. Jest to wynik o 7 pkt proc. wyższy od pierwszej analizy PARP z roku 2016, a faktyczna aktywność w sieci może obejmować jeszcze większy odsetek. Na SM stawiają przede wszystkim firmy duże (63,8 proc.), co nie oznacza, że przedsiębiorstwa z segmentu MŚP stronią od obecności w sieci. Według PARP 41 proc. średnich przedsiębiorstw i 26,9 proc. małych regularnie korzysta z przynajmniej jednej platformy. Klucz do sukcesu? Łączenie wiedzy eksperckiej, zespołu kreatywnego ze współpracą z agencjami PR.

Argument 3. Istota public relation

Zarówno wpływ mediów na społeczeństwo, jak i strategie biznesowe mają punkt wspólny m.in. w istocie rynkowej public relations. PR, a więc w najprostszym ujęciu dbałość o spójną komunikację przedsiębiorców z konsumentami stał się integralną częścią światowej gospodarki, a inwestycje w wiarygodne kampanie z roku na rok przynoszą coraz większe profity. Według wyliczeń analityków z londyńskiego Unilevera marki skutecznie komunikujące cel swojej działalności rosną o 69 proc. szybciej niż konkurencja. Te wskaźniki potwierdzają m.in. osiągnięcia klientów Media Forum.

Prowadząc od 1997 roku działania marketingowe i wizerunkowe dla największych przedsiębiorstw zarówno polskich, jak i zagranicznych zespół Media Forum przeanalizował tysiące przypadków, które mogłyby posłużyć jako wierny obraz współczesnej gospodarki. Byliśmy świadkami, w jak dynamicznym tempie zmienia się horyzont medialny oraz podejście polskiego biznesu do komunikowania się z klientami, a także, w jaki sposób brak realnych kroków w stronę pozycjonowania swoich przekazów może w zastraszającym tempie zniszczyć każdą działalność. Na szczęście współprace z Media Forum skutecznie przeciwdziałały nawet największym kryzysom ambitnych marek.

Właśnie na tym polega istota public relations – na pomocy biznesom w odnajdywaniu się w całkowicie nowych realiach medialnych, które mają jeszcze większy wpływ na rzeczywistość, niż kiedykolwiek. Nie jest to prosta sztuka, a nawet najmniejsze potknięcie może kosztować przedsiębiorców więcej, aniżeli nierzetelny kontrahent, czy spadki rynkowe. Kryzys wizerunkowy w XXI wieku to już synonim ogromnego ryzyka żegnania się z działalnością komercyjną, jednak dzięki doświadczonym specjalistom można wyjść z takiej sytuacji obronną ręką – w sposób transparentny, rzetelny i etyczny. Tymi pryncypiami kieruje się także zespół Media Forum, który pomógł biznesom w sytuacjach pozornie bez wyjścia.

Dynamika zmian w rzeczywistości medialnej, ogromny rozwój technologiczny, postępujące rewolucje w segmencie preferencji konsumenckich, a w końcu bezprecedensowy wymóg od biznesów do wyjątkowo szybkiej adaptacji to wyzwania, na które odpowiedź mają m.in. agencje public relations. Dzięki specjalistom od komunikacji przedsiębiorcy mogą wejść ze swoimi działalnościami na kolejny poziom rozpoznawalności i zaufania w oczach klientów bez obawy o lokowanie swojego kapitału bez pokrycia. Tak, PR to jedna z najlepszych inwestycji w 2022 roku – a to jedna z nielicznych stałych w XXI wieku.

Auta elektryczne są bezpieczniejsze od konwencjonalnych?

Pożar przy ulicy Górczewskiej w Warszawie, w którym spłonęło ponad 50 samochodów, a budynek został uszkodzony, nie był spowodowany przez pojazd elektryczny – ustalili śledczy. Taką przyczynę zakładały pierwsze medialne doniesienia. Tymczasem samochody elektryczne zapewniają wyższy poziom bezpieczeństwa niż pojazdy konwencjonalne.

W październiku 2020 r. w Warszawie przy ulicy Górczewskiej 181 doszło do pożaru, który spowodował znaczne straty materialne. Spłonęło około 50 samochodów zaparkowanych w podziemnym parkingu. Akcja gaśnicza trwała kilkanaście godzin. Po jej zakończeniu okazało się, że z użytku na trwałe wyłączono 48 mieszkań. Nie czekając na oficjalne ustalenia, w wielu przekazach medialnych sugerowano, że przyczyną pożaru był samozapłon samochodu elektrycznego. W międzyczasie wyjaśnianiem przyczyn zajęła się policja i prokuratura. Śledztwo toczyło się w kierunku sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru, czyli czynu opisanego w artykule 163 paragraf 1 punkt 1 Kodeksu karnego. W ramach postępowania przeprowadzono szereg czynności, m.in. przez technika kryminalistyki oraz biegłego z zakresu pożarnictwa. Ostatecznie, eksperci ustalili, że pożar został spowodowany „wystąpieniem awaryjnego stanu pracy instalacji elektrycznej”.

– Podstawą umorzenia śledztwa było stwierdzenie braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu” – poinformowała prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Tym samym, wbrew wcześniejszym spekulacjom, to nie samochód zeroemisyjny, a instalacja elektryczna była przyczyną pożaru. Nie potwierdziły się zatem sugestie, że to któryś z zaparkowanych pojazdów doprowadził do tego – kosztownego w skutkach – zdarzenia.

Amerykański Instytut Ubezpieczeniowy Bezpieczeństwa Drogowego (IIHS) niedawno przetestował szereg nowych pojazdów zeroemisyjnych (BEV), m.in. takich marek jak: Ford, Tesla, Audi czy Volvo. Rezultat? Otrzymały one szereg najwyższych wyróżnień w kategoriach „odporność na awarię” oraz „unikanie i łagodzenie awarii”. „Wyróżnienia „safety pick” potwierdzają, że pojazdy elektryczne radzą sobie równie dobrze, jak modele z silnikami spalinowymi” – argumentował w wywiadzie dla CBS News prezes IIHS David Harkey. Ostatnie testy zderzeniowe (z grudnia 2021 r.), przeprowadzone przez niezależną organizację Euro NCAP, również potwierdzają bezpieczeństwo BEV. Aż cztery z pięciu zbadanych modeli uzyskały maksymalną notą pięciu gwiazdek. Wysokie wskaźniki w zakresie bezpieczeństwa czynnego i biernego otrzymują od lat również inne pojazdy elektryczne pozostałych producentów.

– Nowoczesna konstrukcja samochodów elektrycznych, jak i samych ogniw litowo-jonowych powoduje, że w przeważającej większości zdarzeń drogowych nie dochodzi do uszkodzeń akumulatora. Dodatkowa usztywniona architektura pojazdu, wynikająca ze zwartej konstrukcji baterii trakcyjnej sprawia, że cała karoseria jest bardziej wytrzymała i odporna na uderzenia – mówi Albert Kania z Centrum Badań i Analiz PSPA.

Mitem są natomiast częste samozapłony pojazdów elektrycznych. Ekspertyzy Amerykańskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) wskazują, że elektrolity stosowane w akumulatorach litowo-jonowych stwarzają mniejsze lub porównywalne ryzyko zapłonu względem paliw konwencjonalnych, takich jak benzyna lub olej napędowy. Trzema najbezpieczniejszymi modelami samochodów na świecie są te z napędem elektrycznym. Analogiczne wnioski płyną z testów zderzeniowych Euro NCAP – BEV nie tylko nie ustępują poziomem bezpieczeństwa swoim konwencjonalnym odpowiednikom, ale też często wypadają od nich lepiej, zdobywając wyższe noty za ochronę pasażerów. Wysoki poziom bezpieczeństwa e-pojazdów potwierdziły również badania Niemieckiego Stowarzyszenia Inspekcji Pojazdów Samochodowych (DEKRA) oraz Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Getyndze. Obiekty testowe poddane bocznym i czołowym próbom zderzeniowym (z prędkościami przekraczającymi standardowe procedury) pokazały, że schematy uszkodzeń były porównywalne z pojazdami napędzanymi silnikami spalinowymi. Co istotne, systemy wysokiego napięcia samochodów elektrycznych były niezawodnie wyłączane w razie wypadku, a pożary nie wystąpiły nawet w przypadkach silnych odkształceń akumulatora trakcyjnego. Według danych agencji non profit – Highway Loss Data Institute, roszczenia dotyczące obrażeń na skutek wypadków z udziałem pojazdów elektrycznych są o około 40% niższe niż w przypadku zdarzeń z ich spalinowymi odpowiednikami. To m.in. następstwo większej masy BEV. Badania IIHS dowodzą, że na pasażerów cięższych pojazdów oddziałują mniejsze przeciążenia, co przekłada się na łagodniejsze obrażenia ciała na podczas wypadku.

– Identyczne wnioski płyną z raportu Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA). Zdaniem ekspertów zza Oceanu w wypadkach z udziałem pojazdów elektrycznych prawdopodobieństwo odniesienia obrażeń przez osoby jest mniejsze niż w przypadku pojazdów napędzanych silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi. Mówiąc wprost: pojazdy elektryczne są bezpieczniejsze w prowadzeniu, a w testach zderzeniowych wypadają często lepiej niż spalinowe – mówi Łukasz Witkowski, wiceprezes PSPA.

Także według analiz Tesli, ryzyko zapłonu BEV jest o ponad 10 razy mniejsze w porównaniu do aut spalinowych. Z danych ujawnionych w 2018 r. wynika, że na każdy miliard przejechanych mil samochody elektryczne amerykańskiego producenta, w Stanach Zjednoczonych ulegały średnio 5 pożarom, podczas gdy pojazdy spalinowe – 55. Dla porównania, w Polsce co roku płonie kilka tysięcy samochodów. W 2018 r. było ok. 10 tys. sztuk, ale już dwa lat później tylko 7827. Dane straży pożarnej nie mówią nic o pojazdach elektrycznych.

– Najczęstszą przyczyną samozapłonu w pojazdach silnikowych są nieszczelności w układzie paliwowym. Wypływające paliwo może zapalić się od pojedynczej iskry. Pożary bywają też wywołane rozgrzanym katalizatorem i jego kontaktem z podłożem, np. ściółką leśną czy suchą trawą. Podane powody mają jeden wspólny mianownik – dotyczą wyłącznie pojazdów konwencjonalnych. Samochody całkowicie elektryczne (BEV) nie posiadają układu paliwowego, świec i katalizatora, nie stosuje się w nich wysoce łatwopalnych paliw, takich jak benzyna, czy oleju silnikowego. Tym samym, nie niosą ze sobą ryzyka pożarów, które mogą być spowodowane budową i sposobem działania ich spalinowych odpowiedników – podsumowuje Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

DACIA DUSTER EXTREME – wyjątkowa seria limitowana o niepowtarzalnym wyglądzie

Dacia rozpoczyna rok mocnym akcentem i wprowadza serię limitowaną Duster Extreme. Duster Extreme, opracowany na podstawie wersji Prestige, wyróżnia się unikatowym designem i bogatym wyposażeniem.

Nadwozie Dustera Extreme przyciąga uwagę ozdobnymi pomarańczowymi wstawkami na grillu, obudowach lusterek bocznych, relingach dachowych i klapie bagażnika. Nowa seria ma również 17” felgi aluminiowe w kolorze czarnym. We wnętrzu Dustera Extreme zobaczymy specjalną tapicerkę z tkaniny łączonej ze skórą ekologiczną z pomarańczowymi przeszyciami, pomarańczowe wstawki na nawiewach, środkowym podłokietniku, uchwytach drzwi i listwie ozdobnej przy środkowej konsoli.

Poza wyposażeniem typowym dla wersji Prestige (automatyczna klimatyzacja, Media Nav 8’’, podłokietnik centralny…) Duster Extreme został wyposażony również w kartę Keyless Entry, dwa gniazda USB przeznaczone dla pasażerów siedzących na tylnych miejscach oraz kamerę multiview.

Duster Extreme jest dostępny w Polsce w unikatowym kolorze Szary Urban. Duster Extreme dostępny jest w cenie od 75 700 PLN z silnikiem dwupaliwowym TCe 100 LPG.

Zamówienia na nową serię limitowaną można już składać.

Kacper Studencki obejmuje stanowisko Dyrektora Marketingu BMW w Polsce

Od 1 stycznia 2022 r. stanowisko Dyrektora Marketingu BMW w Polsce objął Kacper Studencki. W nowej roli będzie odpowiadać za tworzenie oraz nadzór nad realizacją strategii marketingowej marki BMW.

Kacper Studencki dołączył do zespołu BMW Group Polska ponad 6 lat temu. Na stanowisku Brand Managera odpowiadał m.in. za zarządzanie komunikacją marki BMW w mediach i działaniami zespołu w obszarach: digital, social media oraz dealer & aftersales marketingu.

Kampanie realizowane przez prowadzony przez niego zespół przyczyniły się do sukcesów biznesowych BMW i były wyróżniane prestiżowymi nagrodami branżowymi, w tym m.in. EFFIE, Golden Arrow czy Mixx Awards. Długofalowa strategia komunikacji doprowadziła do osiągnięcia w 2021 r. silnej pozycji marki w segmencie premium, co znalazło odzwierciedlenie w zajęciu najwyższej lokaty z perspektywy rozpoznawalności marki (Brand Monitor, marki premium, GfK 2021), pożądania marki (TGI, Q1-Q3 2021) oraz wśród zapytań w wyszukiwarce Google.

Kacper Studencki jest absolwentem zarządzania w The Swiss Hotel Management School oraz University of Derby. Przed dołączeniem do BMW Group był związany z Sony, gdzie jako Communication Manager odpowiadał za komunikację marki w kanale Retail (ATL, BLT, CRM).

Powstał społeczny komitet budowy pomnika Stefana Kisielewskiego

W 110 rocznicę urodzin i 30 rocznicę śmierci Stefana „Kisiela” Kisielewskiego zawiązał się społeczny komitet budowy jego pomnika. W latach 90 ubiegłego wieku Centrum im. Adama Smitha było wnioskodawcą nadania jego imienia skwerowi, który znajduje się na tyłach kawiarni „Rozdroże”.

Na zlecenie Centrum im. Adama Smitha Wiesław Janasz przygotował koncepcję oraz projektu pomnika Stefana Kisielewskiego pod nazwą „Kisiel i Przyjaciele”. Wśród przyjaciół znaleźli się m.in. Leopold Tyrmand, Mirosław Dzielski i Mieczysław Wilczek. Niestety śmierć rzeźbiarza i malarza Wiesława Janasza przerwała wówczas rozpoczętą realizację projektu. W rocznicowym dla Stefana Kisielewskiego roku 2021 powrócono do niezależnej i społecznej inicjatywy budowy pomnika.

W skład społecznego komitetu wchodzą: Jerzy Kisielewski; Barbara Wilczek-Michalik; Witold Dzielski; Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej; Tadeusz Syryjczyk, prezes Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego; Wiesław Uchański, prezes Wydawnictwa „Iskry”; prof. Witold Kwaśnicki, Uniwersytet Wrocławski; Ojciec Jacek Gniadek; Tadeusz Zysk, przedsiębiorca i właściciel wydawnictwa „Zysk i S-ka”; Henryk Siodmok, wieloletni prezes firmy „Atlas”; Marek Borowik, przedsiębiorca, samorządowiec, działacz opozycji demokratycznej; Andrzej Laskowski, przedsiębiorca, ekspert Centrum im. Adama Smitha; Michał Chałoński, założyciel Staropolskiego Towarzystwa Przemysłowego w Kielcach i Akcji Gospodarczej; Józef Płoskonka, założyciel Staropolskiego Towarzystwa Przemysłowego w Kielcach i Akcji Gospodarczej; Andrzej Fogtt, malarz; Prof. Robert Gwiazdowski, Uczelnia im. Łazarskiego, przewodniczący Rady Centrum im. Adama Smitha; Łukasz Warzecha, publicysta; Andrzej Sadowski, założyciel i prezydent Centrum im. Adam Smitha.

Rada nadzorcza powołała Jima Rowana na stanowisko CEO i prezesa Volvo Cars

21 marca Jim Rowan dołączy do Volvo Cars i obejmie w niej stanowisko prezesa i dyrektora generalnego. Jim jest obecnie CEO i członkiem zarządu Ember Technologies, wcześniej był dyrektorem generalnym grupy Dyson. Nowy prezes Volvo Cars, którego wybór poprzedziła staranna selekcja, ma duże doświadczenie w przeprowadzaniu transformacji cyfrowej firm i pracował w produktów innowacyjnych. Zastąpi Håkana Samuelssona, który dołączył do Volvo Cars jako członek zarządu w 2010 r., a od października 2012 r. pełni funkcję dyrektora generalnego i prezesa. Jego kontrakt wygaśnie tak jak planowano – w 2022 roku.

Jim wnosi ze sobą ponad trzy dekady doświadczenia w sektorach konsumenckim i technologicznym, które zdobył w międzynarodowych firmach. Realizowane przez niego strategie transformacji i działania angażujące klientów, zapewniły tym firmom intensywny wzrost i rentowność. Pracował również intensywnie nad cyfryzacją firm, eliminowaniem zakłóceń ich działalności, innowacjami, inżynierią i łańcuchami dostaw. Te doświadczenia będą cenne dla firmy Volvo Cars, aby w przyszłości zrealizować jej strategiczne ambicje.

Jim Rowan pracował z Ember jako inwestor, członek zarządu i CEO od lutego 2021 roku. Pełnił funkcję CEO Grupy Dyson w latach 2017-2020 oraz jako COO w latach 2012-2017, w tym czasie przyspieszył strategię e-commerce firmy, która wprowadziła na rynek nowe innowacyjne produkty i zwiększyła swój udział w rynku światowym. Przed Dysonem był dyrektorem operacyjnym BlackBerry. Obecnie jest starszym doradcą globalnej firmy inwestycyjnej KKR oraz członkiem Komitetu Akcjonariuszy Henkel AG, niemieckiej firmy technologicznej i dóbr konsumpcyjnych, działającej na całym świecie.

Bardzo się cieszę, że mogę powitać Jima Rowana jako nowego dyrektora generalnego Volvo Cars. Volvo Cars przechodzi intensywną, cyfrową transformację, dlatego chcieliśmy zaangażować kogoś z doświadczeniem globalnego dyrektora generalnego spoza branży motoryzacyjnej. Jim to właściwa osoba, która przyśpieszy wejście Volvo Cars w przyszłość. Dzięki temu Volvo stanie się najszybszym transformatorem w swojej branży, z całkowicie zelektryfikowaną ofertą i milionami bezpośrednich relacji z klientami — powiedział Eric Li, prezes zarządu Volvo Cars.

Chciałbym skorzystać z okazji, aby szczerze podziękować Håkanowi Samuelssonowi za jego zaangażowanie i determinację w ciągu ostatnich dziesięciu lat w Volvo Cars. Håkan wraz ze swoim zespołem zarządzającym stworzył odnowioną i mocną gamę produktów, przywrócił Volvo jako marce pozycję w segmencie premium, która jest dobrze przygotowana na przyszłość i umożliwiła udane wejście na rynek Volvo Cars – kontynuował Li.

Cieszę się, że mogę dołączyć do Volvo Cars w tak ekscytującym czasie dla firmy i w tak przełomowym momencie zarówno dla branży, jak i konsumentów. Volvo Cars ma liczne osiągnięcia w zakresie innowacji, bezpieczeństwa, technologii i jakości oraz zrównoważonego. Do tego mamy zespół ze światowej klasy talentami, co stawia markę w świetnej pozycji na drodze do dalszych zmian – powiedział Jim Rowan.

Cieszę się, że mogę powitać Jima w jego nowej roli, aby kontynuować wspaniałą podróż, którą odbywa Volvo Cars. Chciałbym również podziękować wszystkim pracownikom Volvo Cars za niesamowity postęp, jakiego dokonaliśmy razem w ciągu ostatnich 10 lat – nie tylko czyniąc z Volvo jedną z najszybciej rozwijających się i najbardziej zaufanych marek motoryzacyjnych premium, ale za nieustanną innowacyjność i rozwój we właściwym kierunku. Życzę wam wszystkiego najlepszego w nadchodzących ekscytujących latach – powiedział Håkan Samuelsson.

Håkan Samuelsson pozostanie na swoim stanowisku aż do przejęcia steru przez Jima Rowana w marcu bieżącego roku. Wówczas Håkan opuści zarząd Volvo Car AB. Håkan będzie nadal pełnił funkcję prezesa Polestar Automotive Holding UK Limited („Polestar”), aby przeprowadzić proces de-SPAC, ponieważ oczekuje się, że będzie notowany na giełdzie Nasdaq pod symbolem „PSNY” jeszcze w tym roku, zgodnie ze wcześniejszą deklaracją.

Milion w filiżance herbaty

Ze Stanisławem Kluzą, prezesem Quant Tanku, wykładowcą SGH, byłym szefem KNF, o roli doradztwa w dziedzinie prawa i relacji zewnętrznych rozmawia Piotr Cegłowski

Proponuję, byśmy tym razem na starcie odwrócili role. To ja zadam pierwsze pytanie: jaką objętość powinna mieć typowa filiżanka herbaty?

Taka, jaką lubię, przynajmniej 250 ml, ale zwykle podaje się ją w malutkich, bardziej nadających się do kawy filiżankach o pojemności 150 ml.

Umówmy się więc, że przeciętna filiżanka powinna pomieścić 200 ml. Gdybyśmy ją wypełnili złotem, ile ważyłby kruszec? Biorąc pod uwagę dużą masę własną złota, byłyby to dokładnie 4 kg. Ile dziś kosztowałaby filiżanka złota? Milion złotych.

Żyjemy w czasach sporej niepewności, czemu towarzyszy napięcie geopolityczne, więc wiele osób stara się o najlepsze zabezpieczanie swojego majątku.

Zastanówmy się, czy powinny to być rzeczy ruchome, instrumenty finansowe czy nieruchomości? Każda klasa aktywów ma swoje zalety, ale też i słabości. Posłużmy się przykładem. Ziemię i nieruchomości można znacjonalizować i nie sposób ich wywieźć w przypadku wyjazdu z kraju. Z drugiej strony, cenne przedmioty łatwo przewieźć, ale są bardziej narażone na zniszczenie lub pospolitą kradzież. Nieruchomości, samochody, akcje, lokaty w bankach, etc. podlegają ewidencji i państwo ma o nich wiedzę. Z drugiej strony, kolekcje lub cenne przedmioty nie są widoczne dla urzędników. Aktywa rynku finansowego zazwyczaj są płynne, ale są narażone na ryzyko inwestycyjne, tj. wahliwość wyceny, a czasami na bankructwo ich wystawcy. W tym sensie dobrze być choć częściowo zdywersyfikowanym.

A jak w tym wszystkim ulokować kwestię zaufania?

To jeszcze trudniejszy temat. Państwo ma chronić majątek i dobra obywateli, ale zarazem je opodatkowuje. Czasami opodatkowanie może być wręcz wywłaszczające. Opodatkować może to, co jest ewidencjonowane, a najłatwiej nieruchomości. Przykładowym przeciwieństwem jest fizyczne złoto, które łatwiej ukryć. Myślę, że jest to istotny argument dla tych, którzy zainteresowali się tym kruszcem.

Nieruchomości mają też wadę – mogą zostać urzędowo przewłaszczone, jak w Rosji sowieckiej…

Żeby nie szukać daleko, w Warszawie nadal borykamy się ze skutkami dekretu Bieruta sprzed 75 lat. Ale ten przykład nam się kojarzy z doktryną komunistów, którzy również nie pogardzili przejmowaniem innych wartości materialnych w imię interesu publicznego i sprawiedliwości społecznej. Kolejnym przykładem może być wymiana pieniądza, którą przeprowadzono w 1950 r. Dla niepoznaki została nazwana „drugą reformą walutową”, a w praktyce pozbawiła ludzi ponad 60 proc. wartości posiadanych zasobów gotówkowych. Towarzyszyło temu wydanie dekretu o zakazie posiadania i handlu walutami obcymi i kruszcami, a zostało to nazwane „przestępstwem dewizowym”.

Czyli złoto nawet w banku nie musi być bezpieczne?

Paradoksalnie ciekawym przykładem są wydarzenia z USA po Wielkim Kryzysie.
5 kwietna 1933 roku prezydent Franklina D. Roosevelt wydał dekret nakazujący, aby „Wszystkie osoby dostarczyły do 1 maja 1933 wszystkie złote monety, złoty bulion i certyfikaty złota znajdujące się w ich posiadaniu do Banku Rezerwy Federalnej, jej biura lub agencji albo do dowolnego banku Systemu Rezerwy Federalnej”. Posiadanie monet i sztabek inwestycyjnych w USA stało się przestępstwem, nota bene zagrożonym karą do 10 lat więzienia lub kolosalną wówczas grzywną w wysokości 10 tys. dol. Prawdopodobnie państwo przejęło pomiędzy 120 a 500 ton złota. Po jakimś czasie złoto znowu zalegalizowano, ale uncja już nie kosztowała 20 dol., tylko 35 dol. Tak więc złota moneta dwudziestodolarowa ważąca uncję, która dotąd symbolizowała stabilność amerykańskiej waluty, zaczęła kosztować 35 dol.

Kiedyś pisałem o złocie jako przedmiocie inwestycji. Ekspert wytłumaczył mi, że właściwe każda inwestycja jest lepsza niż gromadzenie złota. Lepiej kupować sztukę, broń zabytkową, samochody. Dlaczego? Nasz pradziadek, zamawiając porządny garnitur na początku XX wieku płacił pół uncji złota. Za markowy garnitur dzisiaj płacimy dokładnie tyle samo. Rzec można, że złoto jest ponadczasowym równoważnikiem pewnych wartości.

Słusznie, podobnie wygląda to w przypadku samochodu. Ile dzisiaj kosztuje porządne auto? 250 tys. zł. Jeżeli przyjmiemy, że 1 g złota to 250 zł, a 1000 g to 250 tys. zł, to cena samochodu dobrej klasy odpowiada wartości 1 kg złota. A ile kosztował rydwan w starożytnym Rzymie, będący odpowiednikiem dzisiejszego samochodu? Również kilogram złota. Podobnie zresztą jak dobrej klasy automobil sto lat temu w USA. Przykładowo, popularny Ford T kosztował wtedy pół kilo złota, a lepsze auta odpowiednio więcej.

Ale za to przeznaczając na początku XX wieku uncję złota na zakup ziemi na Manhattanie zyskuje się przebitkę na poziomie tysięcy.

Spójrzmy na to inaczej. Kupując za tę samą uncję działkę w Warszawie lub Petersburgu, nic byśmy nie zyskali, ponieważ ziemia w tych miastach została przejęta przez władze. Ziemia ma to do siebie, że podlega działaniom regulacyjnym, czyli państwo może ją przejąć lub wykupić. Może też nałożyć tak wysoki kataster, że płacąc 3 proc. rocznie od wartości działki czy nieruchomości, w ciągu 30 lat oddaje się państwu równowartość tej inwestycji. A propos wspomnianej działki na Manhattanie: nie można jej dzielić na metry lub centymetry kwadratowe, a wartość ma jedynie w całości. Inwestycje w ziemię są ograniczone ryzykiem płynności. A nawiązując do wspomnianego Nowego Jorku, obowiązywały przepisy umożliwiające odebranie nieruchomości właścicielowi, o ile o nią nie dba.

W tym kontekście lepiej widać auty złota.

Ale ma również dużo wad. Główna z nich polega na tym, że cena doświadcza dużych rynkowych fluktuacji. Niedawno było po 1200 dol., a teraz kosztuje 1800 dol. za uncję. Inny problem wiąże się z tym, że złoto fizyczne można ukraść. Jeśli przechowuje się je w przysłowiowej skarpecie, ktoś może ją po prostu zabrać. Nie metodą regulacyjną, tylko za sprawą zwykłej kradzieży. Mamy tu więc zupełnie inne typy ryzyka, niż w przypadku inwestycji w nieruchomości.

Ile zatem powinno być warte złoto?

Państwo, jeżeli będzie chciało, może wydrukować każdą ilość pieniędzy, ale nie da się wydobyć dowolnej ilości złota, bo jest ona w jakimś sensie uwarunkowana technologicznie. Spójrzmy na dane dotyczące rocznego wydobycia. W czasach, kiedy popyt jest nieco obniżony, w XXI w. przekracza poziom 2000 ton w skali rocznej. Kiedy z kolei popyt wzrasta, tak jak teraz, możemy nawet zbliżyć się do 4000 ton. Czy to dużo, czy też mało? W odróżnieniu od diamentów, które można uzyskać w procesie technologicznym, złota nie da się wyprodukować. Co więcej, jest to dobro precyzyjnie wyceniane, jeśli kupuje się złoto bulionowe, a nie biżuteryjne, artystyczne czy numizmaty. Wtedy liczy się sama masa. Dzisiaj cena w Polsce zbliża się do historycznych rekordów, tj. do prawie 8000 zł za uncję. Tak wysoka cena jest symbolicznym miernikiem niepewności naszych czasów.

Wróćmy do kwestii, jaka jest realna wartość złota?

„Złoto to pieniądz. Wszystko inne to kredyt” powiedział kiedyś J.P. Morgan, założyciel jednego z największych banków inwestycyjnych świata. Zacznijmy od tego, że nie ma ono zastosowania technologicznego czy w masowym przemyśle. Ma więc po części wymiar umowny, tak jak pieniądz. Wówczas jedną z miar, która pozwala oszacować kierunek wyceny, jest nominalna podaż pieniądza. Jeżeli nadmiernie rośnie nominalna podaż pieniądza – a w ostatnim pocovidowym czasie wiele gospodarek dokonało operacji nazywanej luzowaniem ilościowym, której konsekwencją jest właśnie nadmiar pieniądza – musi nastąpić zmiana wyceny aktywów. Podobnie jest z ceną złota. Kiedyś przyjrzałem się ciekawej ponadczasowej relacji ceny złota do podaży pieniądza liczonej jako M1 i M2 w USA. Wyznacza ona pasmo, w którym w długim okresie można przewidywać zakres wychyleń ceny. Wyliczenia te mogą jednak w ostatnich latach ulegać pewnym zaburzeniem ze względu na rozwój walut wirtualnych.

Podrożeje biżuteria i złoto w sztabkach, coś więcej? Czy jest na to popyt?

Śladowe ilości są wykorzystywane w elektronice, czy w przemysłach precyzyjnych. Złoto jest bardzo kowalne. Czasami na potrzeby przemysłu kosmicznego w ramach nanotechnologii robi się powłoki o grubości kilkunastu atomów, a wówczas jednym gramem można pokryć już bardzo duże powierzchnie. Takie zapotrzebowanie nie może wykreować poważnego popytu. W tym miejscu dochodzimy do kolejnej kwestii: czy złota jest za dużo, czy jest go za mało? W pierwszym przypadku musi tanieć. I na odwrót. Spróbujmy sobie wyobrazić tak zwane duże liczby o złocie. Jeżeli przyjmiemy, że wydobywamy 2500-3500 ton rocznie, to znaczy, że gdybyśmy przyjęli, iż możemy wydobywać 3100 t. To z kolei oznacza, że wydobywalibyśmy 100 milionów uncji rocznie. Jeżeli zobaczymy, jak się zmienia ludność świata, a przyrasta mniej więcej o 100 milionów rocznie, okaże się, że ludności przybywa mniej więcej tyle, ile uncji złota wydobywa się średniorocznie. Jeżeli zastanowimy się, ile złota wydobyto w historii świata, to okaże się, że ponad 90 proc. pozyskano w okresie ostatnich 150 lat. Kiedy porównamy te liczby ze światowymi zasobami złota wydobytego, to możemy zauważyć, że ilość kruszcu na przestrzeni dziejów – w porównywalnych trendach i proporcjach – rosła jak liczba ludności na świecie.

Postarajmy się oszacować, ile złota wydobyto dotychczas.

Osiągnęlibyśmy wynik na poziomie 200 tys. ton. Gdybyśmy przeliczyli to na uncje, zbliżalibyśmy się do 7 miliardów. Liczba ludności świata w tym roku to 7,8 mld. Tak więc średnio na jednego obywatela świata przypada nie więcej niż jedna uncja złota. Abstrahując od pewnych fluktuacji w górę lub dół, na przestrzeni dziejów ta proporcja się utrzymuje. Jedna uncja – dużo to, czy mało? Biorąc pod uwagę wyposażenie w pierścionki przeciętnej Polki, to sporo. Czy statystyczna Polka posiada 10 pierścionków po 3 g czystego złota?

Powinniśmy pamiętać, że 90 proc. bogactwa świata jest w rękach 10 proc. najbogatszych ludzi.

A to znaczy, że na 10 proc. najbogatszych powinno przypadać 10 uncji złota na głowę, przy założeniu, że 90 proc. biednych ludzi nie będzie posiadało go w ogóle. 10 uncji to już jest 300 gramów. To jest 10 złotych monet np. popularnych 20 dolarowych. Są osoby, które inwestują w złoto i mają w sztabkach po kilka kilogramów. Spróbujmy jeszcze zwizualizować całe złoto, jakie wydobyto w historii świata. To trochę ponad 200 tys. ton. Gdybyśmy z niego stworzyli wielką kulę – jaki byłby jej promień? Pamiętajmy, że ciężar własny złota jest duży, więc potrzeba jakieś 19 ton na metr sześcienny. Otóż promień takiej kuli miałaby 13,5 m. Może łatwiej będzie sobie jednak wyobrazić sześcian zbudowany z identycznej ilości kruszcu. Długość boku takiej kostki wynosiłaby 22 m. Całe złoto wydobyte w dziejach ludzkości pozwoliłoby zbudować kostkę do gry o boku 22 m długości. Przyjmując, że średnio jedno piętro w budynku, to trochę ponad 3 m, taki sześcian można przedstawić jako złoty odpowiednik budynku sześciopiętrowego.

Trudny start na rynku fotowoltaiki – klienci najchętniej wybierają doświadczonych wykonawców

Osobiste wrażenia po kontakcie z przedstawicielem firmy, cena usług i opinie w internecie to główne aspekty, którymi kierują się polscy inwestorzy wybierający wykonawcę instalacji fotowoltaicznej – wynika z raportu Oferteo.pl

Tekst: Wojciech Gryciuk

Bardzo trudne zadanie staje więc przed nowymi firmami, ponieważ zleceniodawcy znacznie chętniej korzystają z usług specjalistów z długoletnim stażem. Co ważne, po zrealizowanej usłudze 89 proc. inwestorów było zadowolonych z usług firmy, na którą się zdecydowało.

Ponad 600 tysięcy instalacji w Polsce

Zainteresowanie Polaków fotowoltaiką nieprzerwanie rośnie. Dodatkowo wpływają na nie podwyżki cen energii elektrycznej oraz inflacja, zachęcająca do rozważnego inwestowania pieniędzy. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, moc zainstalowanych paneli fotowoltaicznych w połowie bieżącego roku wyniosła w Polsce ponad 5,2 GW. Liczba wszystkich instalacji wynosiła wówczas 602 021.

Rosnący popyt wpływa na zwiększającą się liczbę firm oferujących usługi związane z fotowoltaiką. Czy jednak wszyscy wykonawcy mają takie same szanse na pozyskanie klientów? Okazuje się, że dla inwestorów kluczowe jest przede wszystkim wrażenie, jakie robi na nich wykonawca. Odczucia po pierwszym kontakcie wpłynęły w ostatnim roku na decyzję niemal połowy zleceniodawców (49 proc.). Dla 38 proc. badanych ważną rolę odgrywała wycena usługi, a 32 proc. podejmowało decyzję kierując się opiniami na temat firmy w internecie. Wiele osób zwracało uwagę na polecenia najbliższych (22 proc.), długość okresu gwarancji (21 proc.) oraz dostępność w konkretnym terminie. Warto podkreślić, że większego znaczenia nie miała lokalizacja firmy.

Jakie szanse dla małych firm?

Z badania wynika, że dla aż 81 proc. ankietowanych duże znaczenie miało to, jak długo dana firma funkcjonuje na rynku oraz jak wiele zleceń dotychczas zrealizowała. Specjaliści z długoletnim doświadczeniem byli zdecydowanie najbardziej pożądani, mimo iż ich terminy są najbardziej odległe. Oznacza to, że pozyskanie nowych klientów może być utrudnione dla przedsiębiorstw, które zaczynają dopiero swoją działalność na rynku OZE.

Dodatkowo aż 55 proc. badanych przyznało, że do skorzystania z usług wykonawcy przekonałaby ich możliwość odbierania 100 proc. energii z sieci. Jest to opcja oferowana od niedawna przez największe firmy zajmujące się fotowoltaiką i stanowi dodatkową przeszkodę dla młodych przedsiębiorców.

Od projektu po instalację

Polacy najchętniej powierzali pracę nad inwestycją jednemu wykonawcy. Zajmował się on zatem całością zlecenia: od załatwienia formalności, projektu, wyceny po dobór odpowiedniego sprzętu i montaż całej instalacji. Część badanych (11 proc.) zdecydowała się samodzielnie dopełnić formalności, a 2 proc. skorzystało z usług różnych firm przy jednym projekcie.

Pełne zaufanie do wykonawcy

Polacy zlecający wykonanie instalacji fotowoltaicznej zwykle w pełni ufają wybranemu specjaliście w kwestiach technicznych. Aż 59 proc. badanych powierzyło wykonawcy pełną realizację zlecenia, nie ingerując w nią. To dobra wiadomość dla osób, które chciałyby zainwestować w fotowoltaikę, ale obawiają się, że może im to utrudnić brak znajomości tematu. W rzeczywistości rozeznanie to nie jest niezbędne, ponieważ samo użytkowanie mikroinstalacji nie przysparza wielu trudności, natomiast w jej wykonaniu inwestor niekoniecznie musi brać jakikolwiek udział. Co trzeci ankietowany zdecydował się jednak częściowo polegać na własnej wiedzy, a tylko w niektórych kwestiach zdać się na firmę realizującą zlecenie. 8 proc. pytanych zależało, aby mieć jak największy wpływ na ostateczny kształt projektu.

Szybka realizacja

Właściciele mikroinstalacji wykonywanych w ciągu ostatniego roku zostali zapytani o to, jak długo w ich przypadku trwała realizacja całego zlecenia. Okazuje się, że w co trzecim przypadku cały proces udało się zamknąć w zaledwie tydzień. U 22 proc. ankietowanych trwał on od 1 do 2 tygodni, natomiast 32 proc. czekała na uruchomienie instalacji od 2 do 4 tygodni.

Dane przedstawione w raporcie o fotowoltaice w Polsce pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego przez Oferteo.pl w sierpniu 2021 r. metodą CAWI na próbie 500 osób.

 

Ważne Informacje

Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

Stop the clock na rynku ESG

ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...