.
Strona główna Blog Strona 147

Renault rozpoczęło przyjmowanie zamówień na nowego Trafica

Nowe Renault Trafic posiada zmieniony, bardziej solidny i dynamiczny przód oraz montowane w standardzie światła Full LED. Całkowicie nowe wnętrze łączy komfortowe i ergonomiczne miejsce kierowcy z prawdziwym mobilnym biurem. Wyróżnia się nową deską rozdzielczą, szeregiem nowoczesnych, funkcjonalnych i pomysłowych elementów wyposażenia oraz jedną z największych na rynku łączną pojemnością schowków, która wynosi aż 88 litrów.

W Nowym Traficu nie zapomniano też o bezpieczeństwie. Został wyposażony w dziesięć systemów wspomagania prowadzenia oraz nową, czołową poduszkę powietrzną, chroniącą obu pasażerów. Nowa, objęta w całości homologacją Euro 6d-Full, bardziej rozbudowana gama jeszcze wydajniejszych silników Blue dCi jest oferowana z mechanicznymi skrzyniami biegów lub skrzyniami automatycznymi EDC. Z okazji rynkowego debiutu modelu w ofercie pojawi się nowy kolor nadwozia, Niebieski Cumulus.

SOLIDNY I DYNAMICZNY

Nowy Trafic posiada całkowicie nowy przód, podkreślający osobowość tego eleganckiego i dynamicznego furgonu. Pozioma pokrywa silnika i pionowa osłona chłodnicy nadają mu solidny i wyrazisty wygląd, dodatkowo podkreślony przez światła Full LED i zderzak, który został zaprojektowany na nowo. Spośród ośmiu dostępnych kolorów nadwozia na debiut rynkowy modelu Renault wybrało Niebieski Cumulus. Ponadto samochód otrzymał nową antenę radiową i nowe, 17-calowe obręcze kół ozdobione bardziej eleganckimi kołpakami.

CAŁKOWICIE NOWE WNĘTRZE

Całkowicie nowa deska rozdzielcza podkreślona poziomą, zachodzącą na panele boczne drzwi listwą ozdobną powiększa optycznie kabinę. Zmiany stylistyczne objęły także zespół zegarów, panele boczne drzwi i gałkę dźwigni zmiany biegów w połączeniu z szeregiem chromowanych ozdobnych wstawek. Dzięki wprowadzonym zmianom samochód znacząco zyskał na jakości postrzeganej.

KOMFORT I INTELIGENTNE SYSTEMY POKŁADOWE

Nowy Trafic posiada elektrycznie składane lusterka, komfortowe siedzenia i nowe panele boczne drzwi z poszerzonymi podłokietnikami. Po złożeniu oparcia środkowego siedzenia kabina zamienia się w mobilne biuro, w którym jest dość miejsca na postawienie notebooka, a dokumenty robocze można umieścić na odchylanym pulpicie formatu A4. Składane oparcie środkowego siedzenia pozwala również na wygodne zjedzenie posiłku w kabinie w razie niepogody. W kabinie jest też mnóstwo pomysłowych schowków, takich jak nowa szuflada EASY LIFE, o łącznej pojemności 88 litrów, w tym 54-litrowy schowek pod dwumiejscową kanapą po stronie pasażera, jeden z najpojemniejszych w tej klasie.

WIĘCEJ TECHNOLOGII NA POKŁADZIE

Nowy Trafic jest wyposażony w system multimedialny Renault EASY LINK z wbudowaną nawigacją i 8-calowym wyświetlaczem, kompatybilny z Android Auto i Apple CarPlay. W kabinie pojawia się też indukcyjna ładowarka do smartfonów o mocy 15 W, dzięki której użytkownicy mają zapewnioną stałą łączność ze światem przez cały dzień pracy. Zespół zegarów i wskaźników został uzupełniony o kolorowy wyświetlacz o przekątnej 4,2 cala. W kabinie do dyspozycji użytkowników są też trzy porty USB.

10 NOWYCH SYSTEMÓW WSPOMAGANIA PROWADZENIA SAMOCHODU

Jeśli chodzi o prowadzenie, Nowy Trafic został wyposażony w szereg nowych systemów wspomagania prowadzenia, które zapewniają kierowcy jeszcze większy komfort za kierownicą i ułatwiają parkowanie. Wśród ponad dziesięciu dostępnych systemów ADAS znajdziemy: aktywny regulator prędkości, automatyczne światła drogowe, system kontroli pasa ruchu, system monitorowania martwego pola, aktywny system wspomagania nagłego hamowania, system rozpoznawania znaków drogowych z ostrzeganiem o przekroczeniu dozwolonej prędkości, system ostrzegania o zmęczeniu kierowcy, przednie, tylne i boczne czujniki parkowania oraz kamerę cofania.

GAMA WYDAJNYCH SILNIKÓW O WYSOKICH OSIĄGACH

Nowy Trafic dysponuje poszerzoną gamą czterech udoskonalonych silników Blue dCi o mocy od 110 do 170 KM, która pozwala wyjść naprzeciw wszelkim potrzebom użytkowników. Ulepszony dwulitrowy silnik diesla posiada moc zwiększoną w zależności od wersji o 5 do 10 KM oraz większy moment obrotowy. Wszystkie te silniki spełniają wymagania normy Euro 6D-Full, są wyposażone w system Stop & Start i dostępne z mechaniczną skrzynią biegów. Wersje Blue dCi 150 i 170 mogą być również montowane z automatyczną skrzynią biegów EDC z podwójnym sprzęgłem.

Fabryka Stellantis kończy produkcję Opla Astry – czas na samochody dostawcze

Przełom 2021 i 2022 roku jest wyjątkowym okresem dla polskiego oddziału Stellantis w Gliwicach. Firma przygotowuje się intensywnie do uruchomienia produkcji dużych samochodów dostawczych w swojej nowo wybudowanej fabryce. W związku z tym dzisiaj zakończono produkcję samochodów osobowych w sąsiadującej z nią, i również należącej do Stellantis, fabryce Opel Manufacturing Poland. Ostatnim samochodem, który opuścił jej linię montażową był czerwony Opel Astra dla klienta w Polsce.

Z początkiem stycznia 2022 roku rozpocznie działalność Stellantis Gliwice – nowoczesna fabryka typu greenfield, w której od kwietnia przyszłego roku, rozpocznie się produkcja dużych samochodów dostawczych. Do tego czasu w zakładzie będą prowadzone prace przygotowawcze, w tym testy maszyn i urządzeń, a także systemów informatycznych i logistycznych. Równolegle będzie kontynuowana testowa produkcja pojazdów, którą z sukcesem rozpoczęto już w sierpniu tego roku.

„To jeden z najważniejszych momentów w historii naszej firmy. Przełomowa zmiana profilu produkcyjnego na duże samochody dostawcze czyni nas współodpowiedzialnymi za ten, ważny dla Stellantis, segment rynku. Jesteśmy na ostatniej prostej w przygotowaniach do uruchomienia produkcji dużych vanów dla marek Stellantis: Peugeota, Citroëna, Opla i Fiata”, powiedział Andrzej Korpak, prezes zarządów Opel Manufacturing Poland i PSA Manufacturing Poland (od 3 stycznia, 2022 r. – Stellantis Gliwice).

Uruchomienie produkcji pojazdów LCV w Gliwicach nadaje nowy kontekst biznesowy tej polskiej lokalizacji Stellantis. Grupa jest liderem rynku LCV w Europie z udziałem na poziomie 32%, co nadaje fabryce ważną rolę w jej strukturach produkcyjnych. Ponadto, dzięki planom uruchomienia
w polskim zakładzie produkcji modeli o napędzie elektrycznym (BEV), staje się on istotnym elementem strategii elektryfikacji całej gamy modelowej Stellantis. Daje to gliwickiemu zakładowi stabilne perspektywy na najbliższe lata, a co najważniejsze, zapewnia miejsca pracy wszystkim pracownikom obecnej fabryki Opel Manufacturing Poland.

Mercedes CITAN – mały wielki VAN

Każdy, kto używa w pracy pojazdu dostawczego, wie, jak istotne jest dopasowanie jego rozmiaru i funkcjonalności do konkretnej pracy. Dlatego Mercedes-Benz zdecydował o wprowadzeniu na rynek nowego modelu: Citana, małego vana, którego pierwsza wersja pojawiła się już w 2012 roku. W tym roku ten zaprojektowany od nowa pojazd dołączył do dużego Sprintera i średniego Vito.

Nowy Citan jest logicznym dopełnieniem naszego portfolio. Chcemy, żeby nasi klienci mogli dopasować pojazd dokładnie do swoich potrzeb, a nie każdy w swojej działalności potrzebuje dużego czy średniego vana – mówi Grzegorz Sawicki, dyrektor sprzedaży i marketingu Mercedes-Benz Vans w Polsce. – Jednocześnie nie chcieliśmy iść na żadne kompromisy, jeśli chodzi o jakość typową dla marki, a także bezpieczeństwo oraz funkcjonalność i – nie zapominajmy – design pojazdu, który nosi gwiazdę na masce. Dlatego zaprojektowaliśmy go zupełnie na nowo – specjalnie dla profesjonalistów.

Większy w środku niż na zewnątrz

Zupełnie jak latająca budka policyjna Tardis kultowego Doktora Who, nowy Citan jest większy w środku niż z zewnątrz. Bez problemu wciśnie się w najmniejsze miejsce parkingowe, a w środku jest w stanie pomieścić zaskakująco dużo. Mierzący 4498 mm samochód oferuje znacznie więcej miejsca w porównaniu z poprzednim modelem, np. w furgonie długość przestrzeni ładunkowej wynosi 3,05 m (w wersji z ruchomą ścianą działową), a objętość to 2,9 m3. Dodatkowe możliwości efektywnego wykorzystania przestrzeni dają rozmaite praktyczne detale, jak np.:

  • opcjonalna składana kratka za fotelem pasażera, który można złożyć na płasko,
  • drzwi przesuwne nawet po obu stronach przestrzeni załadunkowej (opcja),
  • liczący aż 451 mm szerokości i 1059 mm wysokości otwór po odsunięciu drzwi bocznych (w wersji długiej szerokość ta wynosi 615 mm),
  • niski – na wysokości 59 cm – próg załadunkowy z tyłu,
  • dwuskrzydłowe tylne drzwi.

Sprytny i komfortowy pomocnik

Bez względu na rodzaj działalności dzień spędzony za kierownicą pojazdu dostawczego bywa ciężki. Stąd duży nacisk na komfort i wsparcie kierowcy charakterystyczne dla marki Mercedes-Benz.

Tu warto przede wszystkim wymienić:

  • wygodny fotel w czterech różnych wersjach, w tym szczególnie komfortowy z regulacją wzdłużną, wysokościową i pochylenia oparcia,
  • niski poziom hałasu dzięki skutecznemu wygłuszeniu,
  • funkcjonalne i intuicyjne wnętrze zaprojektowane w sposób typowy dla samochodów użytkowych Mercedes-Benz.

Mocny i wydajny zawodnik

Mercedes-Benz przeznaczył dla modelu całą gamę nowoczesnych, oszczędnych i wydajnych silników, pozwalających na dynamiczną i ekonomiczną jazdę. I tak na przykład silnik wysokoprężny o mocy 85 kW do furgonu posiada funkcję overpower i overtorque, która na krótko może zapewnić do 89 kW mocy i 295 Nm momentu obrotowego. To sprawia, że manewry wyprzedzania są jeszcze łatwiejsze.

Pełna gama obejmuje:

  • dla Citana furgonu trzy silniki Diesla: 55 kW/75 KM, 70kW/95 KM i 85 kW/116 KM, oraz dwa benzynowe: 75k W/102 KM i 96 kW/131 KM,
  • dla Citana Tourera jeden silnik Diesla: 70 kW/95 KM, oraz dwa benzynowe: 75 kW/102 KM i 96 kW/131 KM.

Bezpieczny pracownik

Bezpieczeństwo to kolejny kluczowy temat dla Mercedesa, dlatego w projekcie nowego Citana musiało odegrać dużą rolę. Na pokładzie znalazło się więc aż siedem poduszek powietrznych w Tourerze i sześć w furgonie, a także topowe systemy asystujące znane z samochodów osobowych Mercedes-Benz, takie jak:

  • Asystent ruszania pod górę,
  • Asystent bocznego wiatru,
  • System ostrzegający o zmęczeniu ATTENTION ASSIST,
  • Asystent hamowania (standard w Citanie Tourer; opcjonalny w Citanie furgonie),
  • Aktywny asystent utrzymania pasa ruchu działający, podobnie jak w Klasie C i Klasie S, poprzez ingerencję w układ kierowniczy.

W stałym kontakcie

Na życzenie w Citanie po raz pierwszy dostępny jest topowy system multimedialny Mercedes-Benz MBUX, znany z samochodów osobowych, oraz usługi łączności. Dzięki MBUX jazda po mieście i w trasie staje się większą przyjemnością – to zasługa intuicyjnej obsługi za pomocą siedmiocalowego ekranu dotykowego, przycisków Touch Control na kierownicy lub rozumiejącego zwroty potoczne asystenta głosowego „Hej Mercedes”. Mercedes me connect to z kolei pakiet usług ułatwiających pracę kierowcy.

Warto tu wymienić:

  • Zarządzanie eksploatacją (np. przeglądami),
  • Usługi zdalne:

– sprawdzanie statusu pojazdu czy to z domu, czy z biura

– ryglowanie i odryglowanie drzwi za pomocą aplikacji Mercedes me.

– Vehicle Tracker przez GPS oraz geofencing.

Volvo Trucks Polska z nominacją w konkursie Partner Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

25 listopada odbyła się gala rozdania nagród w konkursie Partner Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego organizowana przez Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. Volvo Trucks odebrało nominację w kategorii Firma Roku za działania na rzecz bezpieczeństwa na drogach, m.in. za akcję Profesjonalni Kierowcy.

Konkurs Partner Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ma za zadanie promować i wyróżniać inicjatywy oraz osoby, które przyczyniają się do podnoszenia bezpieczeństwa drogowego. W kategorii Firma Roku nominację otrzymało Volvo Trucks Polska.

Volvo Trucks to główny pomysłodawca akcji Profesjonalni Kierowcy, skierowanej do osób posiadających prawo jazdy kategorii C+E, które obecnie z różnych przyczyn nie pracują jako kierowcy zawodowi. Program powstał w 2016 roku, a każda kolejna edycja gromadzi coraz więcej uczestników. To największa akcja społeczna w Polsce dotycząca branży TSL. Tegoroczną edycję programu, oprócz pomysłodawcy Volvo Trucks, wspierali także Partnerzy: MJM Brokers, Volvo Financial Services, MAK Ubezpieczenia, Phillips Poland, PKO Leasing, Wielton, Continental, Shell Polska oraz Ergo Hestia.

Celem akcji jest przede wszystkim podniesienie bezpieczeństwa na drogach. Jest to możliwe dzięki wiedzy przekazywanej na szkoleniach teoretycznych i praktycznych, która wykracza poza standardowe kursy w szkołach jazdy. Nad szkoleniami czuwają doświadczeni instruktorzy ze Szkoły Doskonalenia Jazdy Volvo Trucks. Akcja wspiera także polskie firmy transportowe i logistyczne w rozwiązaniu problemu braku kierowców zawodowych, których deficyt w Polsce obecnie wynosi około 100 000. Do tegorocznej edycji programu napłynęło ponad 200 zgłoszeń. Do tej pory w ramach akcji udało się przeszkolić już ponad 1000 kierowców, a 75% z nich znalazło pracę w branży transportowej. Kolejna, VII edycja akcji Profesjonalni Kierowcy będzie miała miejsce w przyszłym roku!

Bezpieczeństwo na drogach to niezwykle istotny temat, który dla nas, jako Volvo Trucks, niewątpliwie jest priorytetem. Cieszymy się, że nasze działania, między innymi akcja Profesjonalni Kierowcy, zostały docenione i uhonorowane nominacją w tak ważnym konkursie. Dołożymy wszelkich starań, aby kontynuować naszą misję, jaką jest wzmacnianie świadomości kierowców na temat bezpiecznej jazdy – Wojciech Sidoruk z Volvo Trucks Polska.

W magazynie – Bezpieczeństwo finansowe kobiet

Druga edycja konferencji „Bezpieczeństwo finansowe kobiet”, której celem było przede wszystkim zwrócenie uwagi kobiet na potrzebę posiadania dodatkowego zabezpieczenia finansowego po zakończeniu pracy zawodowej, odbyła się 6 października.

Uczestników konferencji powitał Robert Zapotoczny, prezes PFR Portal PPK. Moderatorkami były dwie znane dziennikarki: Anna Popek oraz Jaśmina Nowak.

Fakty przemawiają na niekorzyść kobiet: mniej zarabiają, krócej pracują, obejmują je okresy nieskładkowe. Częściej także podejmują się prac niskopłatnych lub pracują na część etatu, godząc karierę z wychowywaniem dzieci. Efektem tych zmiennych jest emerytura średnio o 30 proc. niższa od emerytury mężczyzn. Jak powstrzymać ubóstwo emerytalne kobiet? Między innymi na te pytania odpowiadały prelegentki panelu „Bezpieczeństwo finansowe – czy potrafimy oszczędzać”: Małgorzata Smołkowska, członek zarządu PFR Portal PPK, Izabela Olszewska, wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych, Ewa Bednarczyk, dyrektor Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Marlena Janota, członek zarządu Santander TFI oraz Olga Jacek, prezes spółki Phinance.

Słowa poparcia dla poruszanych na konferencji zagadnień przesłała prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS. „W moim głębokim przekonaniu zwrócenie bacznej uwagi na sytuację społeczną kobiet zasługuje na najwyższe uznanie. W pełni doceniam wagę tematyki, która będzie omawiana w trakcie dzisiejszego spotkania” – napisała w liście do uczestników i organizatorów wydarzenia.

Konferencja „Bezpieczeństwo finansowe kobiet” to nie tylko zidentyfikowanie problemu niskich emerytur kobiet, ale także wskazanie konkretnych możliwości gromadzenia oszczędności na przyszłość. Tym tematem zajęli się kolejni paneliści. W wykładzie „Psychologiczna strona oszczędzania, czyli co wspólnego z moją emeryturą ma zagadnienie odroczonej gratyfikacji” Danuta Duszeńczuk-Chmiel, autorka bloga „Kobiece Finanse”, podkreślała, że oszczędzanie na przyszłość, wymagające rezygnacji z części bieżącej konsumpcji, nie jest łatwe. Przekonywała do stawiania sobie jasnych i osiągalnych celów finansowych oraz nagradzania się za każdy osiągnięty etap. O tym, że oszczędzania należy się uczyć od najmłodszych lat, opowiadała Joanna Postupalska-Bożek, autorka bloga „Oszczędzanie na przyszłość”. Jeśli wahacie się, czy warto dawać dzieciom tygodniówkę, po tym wykładzie nie mielibyście żadnych wątpliwości.

Nie zabrakło także konkretnych propozycji inwestowania i pomnażania pieniędzy. W panelu „Kobieca emerytura: PPK, IKE, IKZE” Dawid Korczyński i Krzysztof Słomiński, eksperci PFR Portal PPK, pokazywali zalety programów emerytalnych i oszczędnościowych. Przemysław Gerschmann, doradca zarządu GPW, porywająco opowiadał o możliwościach inwestowania na Giełdzie Papierów Wartościowych. Wspólnie podkreślali, że trzymanie pieniędzy „w skarpecie” to najmniej efektywny sposób oszczędzania, w którym – z racji choćby inflacji – de facto traci się pieniądze. Specjalnie dla uczestników konferencji programy emerytalne i oszczędnościowe prezentowały także na własnych stoiskach instytucje finansowe, oferujące między innymi rachunki PPK, IKE i IKZE.

Podczas ostatniego panelu konferencji „Praktyczne podejście do planowania finansów” swoimi doświadczeniami, ale też dobrymi praktykami swoich czytelniczek, dzieliły się cztery blogerki, piszące na co dzień o kobiecych finansach: Dominika Nawrocka, autorka bloga i organizacji „Kobieta i pieniądze”, Diana Litwin-Dolezińska, autorka bloga „Pieniądz jest kobietą”, dr Anna Smolińska, autorka bloga „Kobieta inwestuje” oraz Danuta Duszeńczuk-Chmiel, autorka bloga „Kobiece Finanse”.

Udział w konferencji był bezpłatny. W spotkaniu stacjonarnym w Sali Notowań Giełdy Papierów Wartościowych uczestniczyło prawie 100 osób, chętnie także oglądano konferencję online. Partnerem głównym wydarzenia była Fundacja GPW, a partnerami firmy Ziaja, Prastara i Uzdrowisko Rabka, które obdarowały uczestników konferencji pakietami produktów. Partnerami medialnymi spotkania był portal Interia.pl, pisma „Claudia” oraz „Dobre Rady”, a także Radio Wnet i Radio Warszawa.

Konferencja dotycząca tak ważnego społecznego problemu, jakim jest ubóstwo emerytalne kobiet, była nie tylko okazją do wymiany doświadczeń i opinii, ale przede wszystkim pokazała, że warto zacząć tu i teraz myśleć o swojej przyszłości, nawet jeśli zaczniemy od odkładania niewielkich kwot. Jak mówi Warren Buffet: „Nie oszczędzaj tego, co zostaje po wszystkich wydatkach, lecz wydawaj, co zostanie po odłożeniu oszczędności”. Dziękujemy uczestnikom, panelistom i partnerom konferencji i mamy nadzieję, że spotkamy się ponownie, podczas III edycji konferencji „Bezpieczeństwo finansowe kobiet”.

Pytania o Polski Ład

Jak interpretować założenia programu Polski Ład w dziedzinie obciążeń podatkowych? Czy rzeczywiście samorządy mogą stracić znaczne kwoty w związku z wprowadzeniem programu? Na te fundamentalne dziś pytania odpowiada prof. Elżbieta Chojna-Duch.

Poziom dochodów budżetu państwa jest zawsze uwarunkowany rozwojem gospodarki. Zgodnie z przyjętym scenariuszem makroekonomicznym wzrost PKB w 2022 r. ma osiągnąć 4,6 proc. w ujęciu realnym. Prognozuje się więc, że w 2022 r. dochody podatkowe wzrosną o 5,3 proc. w ujęciu nominalnym.

Na poziom dochodów podatkowych w 2022 r. wpływ będzie miała oczywiście także reforma dokonywana w ramach programu Polski Ład, oddziałująca przede wszystkim na podatników podatku dochodowego od osób fizycznych. Działania takie jak podwyższenie kwoty wolnej do poziomu 30 tys. zł dla wszystkich podatników podatku dochodowego od osób fizycznych obliczających podatek według skali podatkowej, podwyższenie progu podatkowego z 85 528 zł na 120 tys. zł, wprowadzenie ulgi dla klasy średniej, czy zmiany w zakresie preferencji podatkowych, m.in. umożliwienie wspólnego rozliczenia małżonków, którzy zawarli związek małżeński w trakcie roku podatkowego, którego dotyczy rozliczenie, z pewnością poprawią sytuację podatników PIT.

Uszczelnienie systemu

Reformy Nowego Ładu zmieniają jednocześnie kierunki i formy redystrybucji środków publicznych, uszczelniając bardziej system podatkowy również w innych podatkach i zwiększając przy tym zasoby budżetowe. Są to: likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku, zmiana w zakresie ustalania składki zdrowotnej dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, umożliwienie odliczenia od podstawy opodatkowania kosztów uzyskania przychodów poniesionych na zwiększenie przychodów ze sprzedaży produktów (tzw. ulga prowzrostowa), ulga na innowacyjnych pracowników, modyfikacja ulgi na działalność badawczo-rozwojową, wprowadzenie jednolitych zasad opodatkowania przychodów z najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy oraz innych umów o podobnym charakterze, zawieranych poza działalnością gospodarczą poprzez objęcie przychodów osiąganych z tego tytułu wyłącznie opodatkowaniem w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, złagodzenie warunków tworzenia i funkcjonowania podatkowych grup kapitałowych, warunków umożliwiających przejście na tzw. estoński CIT oraz umożliwienie podmiotom powiązanym finansowo, ekonomicznie i organizacyjnie wspólnego rozliczania dla potrzeb podatku od towarów i usług. Zmieniając przepisy podatkowe państwo realizuje swój szeroko dyskutowany program, swą politykę podatkową i jest to naturalne. To jego imperium.

Co z podatkiem akcyzowym?

Nie znamy jeszcze kształtu podatku akcyzowego, gdyż trwają konsultacje Forum Akcyzowego w Ministerstwie Finansów. Prowadzone są one on-line i jest to bardzo szeroka formuła konsultacji tego podatku, realizującego funkcje fiskalne i stymulacyjne (zdrowotne). Oczywiście należy zwiększyć obciążenia, czyli stawki zarówno wyrobów tytoniowych, jak i innych używek, gdyż w Polsce istotnie wzrosły wynagrodzenia w ostatnich latach, zaś cena paczki papierosów utrzymuje się na niemal jednolitym poziomie, czyli realnie staje się tańsza, bardziej dostępna dla konsumenta. Cena papierosów oraz wkładów do tzw. e-papierosów powinna rosnąć wraz z siłą nabywczą ludności. W innych państwach członkowskich ustawodawcy położyli nacisk na wprowadzenie rozwiązań, które skutkują obligatoryjnym podwyższeniem ceny paczki papierosów – to chyba skuteczne rozwiązanie, które zapewni wyższe dochody do budżetu państwa i ograniczy liczbę palaczy. Oczywiście, palacze nie będą zadowoleni. Należy podnieść akcyzę przede wszystkim na najpopularniejsze i najbardziej szkodliwe wyroby tytoniowe, czyli na papierosy.

Wybór optymalnego modelu opodatkowania akcyzą jest trudny, gdyż należy brać pod uwagę różne kryteria. Poza podstawowym czynnikiem, tzn. efektywnością fiskalną, czyli poziomem wpływów budżetowych: siłę nabywczą ludności w stosunku do jej dochodów, kulturę, zwyczaje konsumentów, potencjał kontrybucji w budżecie poszczególnych kategorii wyrobów, konieczność ograniczania szarej strefy, w tym przestępczości zorganizowanej i niezorganizowanej (nie tylko w wyrobach tytoniowych, ale i alkoholu, oleju opałowego i napędowego czy węgla), możliwości techniczne w zakresie pełnego nadzoru akcyzowego i kontroli podatkowej, wpływ na poziom inflacji, ponieważ jest to podatek cenotwórczy, powszechność i sprawiedliwość oraz inne wartości unijne, ale zawsze i przede wszystkim ochronę zdrowia konsumentów. To także czynnik rozwoju rynków, czyli konkurencja międzynarodowa i konkurencyjność małych przedsiębiorców na rynku polskim w stosunku do dużych koncernów. Czynników tych jest wiele, są poddane analizie, wyważone i wzięte pod uwagę w wieloletniej perspektywie polityki podatkowej.

Dochody samorządów

Samorząd terytorialny, czyli gminy, powiaty i województwa samorządowe, ma dochody określone w Konstytucji i gwarantowane ustawami – dochody własne i transfery z budżetu państwa. Państwo nie określa ich corocznie według uznania, a na podstawie obowiązującego prawa, algorytmów, zaś ich wielkość zależy, najogólniej, od wypracowanego PKB i wzrostu dochodów podatkowych. W ustawie budżetowej na rok 2022 podstawowe transfery z budżetu państwa to subwencje ogólne (relatywizowane do wskaźnika dochodów podatkowych); zaplanowano je w wysokości 71,6 mld zł, tj. na poziomie wyższym o 2,1 proc. niż w 2021 r. Część subwencji ogólnej finansuje zadania oświatowe. Część ta dla jednostek samorządu terytorialnego to wielkość ponad 53 mld zł i jest o 2,6 proc. wyższa od kwoty określonej na rok 2021 (52 mld zł). Kwotę przeznaczoną na część oświatową subwencji ogólnej dla wszystkich jednostek samorządu terytorialnego według ustawy ustala się w wysokości łącznej kwoty części oświatowej subwencji ogólnej, nie mniejszej niż przyjęta w ustawie budżetowej w roku bazowym, skorygowanej o kwotę innych wydatków z tytułu zmiany realizowanych zadań oświatowych. Podobnie też inne części subwencji mogą być wyższe lub niższe niż w roku poprzednim, np. część wyrównawcza subwencji ogólnej dla województw jest o 22,1 proc. wyższa od kwoty zaplanowanej na 2021 r. Ponadto zaplanowano też uzupełnienie subwencji (336 mln zł i rezerwę subwencji ogólnej w wysokości 320 mln zł) z przeznaczeniem na dofinansowanie budowy i przebudowy, utrzymania i zarządzania drogami wojewódzkimi. Środki te są podzielone według ustawowych kryteriów.

Zgodnie z ustawą o dochodach jednostek samorządu terytorialnego oraz ustawami ustrojowymi, jednostki samorządu terytorialnego mogą otrzymywać też dotacje z budżetu państwa. Na rok 2022 na finansowanie zadań z zakresu administracji rządowej, na dofinansowanie ich zadań własnych oraz zadań realizowanych na podstawie porozumień zaplanowano dotacje w wysokości ponad 64 mld zł! Są one również określane na podstawie algorytmów wynikających z ustaw.

Więcej wpływów z PIT i CIT

Poważne kwoty dochodów stanowią też udziały wszystkich jednostek samorządowych w podatkach państwowych – PIT i CIT. Tu zdecydowanie widać, że żadna jednostka samorządowa nie będzie miała niższych dochodów. Ponieważ w związku z reformą podatkową zmaleją dochody z PIT w 2022 r. w stosunku do bieżącego roku, zostanie ponownie zwiększony udział gmin we wpływach z tego podatku. Łączny udział jednostek samorządu terytorialnego we wpływach z PIT wzrośnie z 50,08 proc. w 2021 r. do 50,19 proc. w 2022 r. W przypadku podatku CIT udział jednostek samorządu terytorialnego pozostanie na poziomie z 2020 r., tj. 22,86 proc., gdyż ten podatek, w wyniku realizacji Nowego Ładu, planowany jest z kilkumiliardowym wzrostem. Oba te podatki od lat stanowią udział podsektora samorządów w ponad 50 proc. wpływów do budżetu Państwa, są stabilne i żadna jednostka samorządowa nie traci na Polskim Ładzie. W latach 2016-2020 dochody samorządów wzrosły do prawie 1,3 bln zł, a w porównaniu do lat 2011-2015 to więcej o prawie 40 proc. Nawet w pandemicznym okresie samorządy miały nadwyżkę 5,7 mld zł, zaś obecnie po pół roku nadwyżka wynosi 22,4 mld zł. W 2021 roku ponadto podsektor otrzymał 8 mld zł dodatkowo oraz 4 mld zł na wsparcie inwestycji wod-kan. Przed ogłoszeniem Polskiego Ładu samorządy planowały swe dochody z transferów budżetu państwa na poziomie 140 mld zł, a będzie to 149 mld zł. Łącznie wszystkie miasta otrzymają przy tym w 2022 r. dochody z udziałów PIT i CIT wyższe o 8 mld zł niż w obecnym roku, w tym oczywiście Warszawa.

Można też zauważyć, że powinny zostać uruchomione dochody dla jednostek samorządu terytorialnego z KPO (czyli Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności Unii Europejskiej). Sama Rada UE rekomenduje Polsce na 2022 r. prowadzenie polityki budżetowej wspierającej wzrost gospodarczy, uwzględniającej, co ciekawe, impuls wynikający z KPO i utrzymywanie inwestycji finansowanych ze środków krajowych. Dodać można: mimo iż te środki zostały zablokowane w budżecie Next Generation Unii Europejskiej.

***

Prof. Elżbieta Chojna-Duch, w latach 1994-1995 i 2007-2010 podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, członkini Rady Polityki Pieniężnej w kadencji 2010-2016, autorka ponad stu prac naukowych i publicystycznych publikowanych w kraju i za granicą, a także licznych ekspertyz naukowych z dziedziny finansów i prawa finansowego.

W magazynie – Programy długofalowe i mikrogranty

Prof. Krzysztof Wilde, rektor Politechniki Gdańskiej, przewodniczący Zgromadzenia Związku Uczelni im. Daniela Fahrenheita w Gdańsku, mówi o relacjach nauki i biznesu w Polsce i Japonii, podkreślając, że musimy w bardziej skuteczny sposób konkurować technologiami ze światem zewnętrznym.

rozmawiał: Piotr Cegłowski

Jak powinny wyglądać relacje nauki i biznesu?

Wzorcowy tego przykład stanowi Japonia. Spędziłem tam siedem lat, najpierw obroniłem doktorat na Uniwersytecie Tokijskim, a potem przez cztery lata pracowałem jako profesor uczelni, tzw. associate profesor, mając dzięki temu bliski kontakt z tamtejszym biznesem. Ponieważ specjalizuję się w mostownictwie i reprezentuję nauki inżynierskie, było to całkowicie naturalne. Często uczestniczyłem tam w spotkaniach reprezentantów uczelni z przedstawicielami japońskiego przemysłu.

Proszę opowiedzieć, jak system ten działa w praktyce.

Duży japoński biznes postrzega współpracę z uczonymi w sposób ściśle pragmatyczny, nierzadko przeznaczając na ten cel ogromne pieniądze. Finansuje na przykład budowę i wyposażenie całych laboratoriów w ujęciu kompleksowym, z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii i aparatury. Bywa, że są to kwoty wielomilionowe, co w Polsce praktycznie się nie zdarza. W zamian biznes oczekuje nowatorskich pomysłów i rozwiązań, które niekoniecznie są gotowymi produktami, a dopiero mogą się nimi stać. Zależy mu przede wszystkim na propozycjach, które inżynierowie przekładają potem na praktyczne rozwiązania.

A jak to wygląda w Trójmieście?

W skali kraju całkiem dobrze, ale odpowiedź nie może być tu jednoznaczna. Formy współpracy nauki i biznesu są uzależnione przecież od wielkości firm. Z niewielkimi spółkami realizujemy np. program mikrograntów, na który wygospodarowaliśmy 15 mln zł. Dzięki temu każdy nieduży przedsiębiorca może aplikować o 300 tys. zł dotacji w celu opracowania i przetestowania przez naszych naukowców nowych rozwiązań, które wesprą i rozwiną jego działalność. Jest to świetne rozwiązanie, bo uczy zasad współpracy: przedsiębiorcy muszą w prawidłowy sposób formułować problemy, na które następnie odpowiadają naukowcy.

Co może pan powiedzieć o współpracy z dużymi firmami?

Na tej płaszczyźnie, w odróżnieniu od Japonii, rzadko mamy, niestety, do czynienia z programami długofalowymi. Tymczasem poważne i duże projekty, na przykład w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej i budowy farm na morzu, wymagają wielu lat wspólnej, wielopłaszczyznowej pracy i rozwiązywania bieżących wyzwań i problemów. Duńczycy, dla przykładu, nad dopracowaniem projektu morskich farm wiatrowych spędzili kilkanaście lat, szeroko współpracując z rodzimymi i zagranicznymi naukowcami. Z kolei nasz biznes nadal stanowczo zbyt rzadko widzi uczelnie jako długofalowych partnerów. Zamiast budować tę relację od podstaw, mówi: „Pokaż, co masz, to może skorzystam”. Występujemy też co jakiś czas w roli ratownika, gdy pojawia się poważna awaria, z którą inżynierowie danej firmy sobie nie radzą. Staramy się to zmienić. Biorąc pod uwagę liczby, w przypadku Politechniki Gdańskiej już teraz nie wygląda to źle. Jeśli spojrzymy, ile pieniędzy trafiło z przemysłu na uczelnię – w przeliczeniu na jednego pracownika – jesteśmy na podium w Polsce. Koncentrujemy się jednak głównie na dwóch elementach. Pierwszy z nich to badania zlecone, czyli zapytania formułowane przez przemysł. Drugi to projekty finansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, jak np. bezkontaktowy radar oddechowo-krążeniowy, który może pomóc medykom w walce z Covid-19, a który opracowaliśmy razem z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym i niedawno zakończyliśmy z powodzeniem badania kliniczne. Inne warte odnotowania przedsięwzięcia, które obecnie opracowujemy, to np. bezzałogowe pojazdy lądowe i wodne do patrolowania nabrzeży portowych i lotnisk, czy nowatorskie zastosowania sztucznej inteligencji w przemyśle.

Jakich argumentów na rzecz inwestycji w naukę używa pan w rozmowach z szefami dużych spółek?

Musimy nauczyć się w skuteczny sposób konkurować technologiami ze światem zewnętrznym. A naszym głównym konkurentem nie są już kraje zachodnie, lecz Chiny. Powinniśmy inwestować w badania polegające na znalezieniu lepszych rozwiązań i produktów, a także precyzyjnie określić obszary, w których jesteśmy w stanie tego dokonać. Przed nami jeszcze mnóstwo pracy.

Wspomniał pan na początku o swojej pracy w Japonii. Niewielu polskich uczonych miało okazję tam pracować.

Sporo czasu spędziłem za granicą i to, czego się tam nauczyłem, staram się wdrażać na Politechnice Gdańskiej. Po ukończeniu studiów wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, by tam poszerzać wiedzę inżynierską w innych obszarach: computer science, czy bussiness administration. Po powrocie do kraju otrzymałem japońskie stypendium na studia doktoranckie na Uniwersytecie Tokijskim, jednym z dwóch najlepszych w Japonii. Na marginesie, robienie doktoratu wygląda tam zupełnie inaczej niż u nas. Japoński doktorant może w pełni skupić się i skoncentrować na jednym zagadnieniu, otrzymuje za to godziwe wynagrodzenie, a jednocześnie traktuje się go tam z wysokim poważaniem, jako wysoce kompetentnego pracownika, który ma przede wszystkim wykonać swoją pracę.

Była to dla mnie ciekawa szkoła życia. Kiedy wróciłem do Polski, skupiłem się na pracy dydaktycznej i zdobyciu habilitacji, a potem uzyskałem też profesurę. W wieku 38 lat zostałem po raz pierwszy dziekanem na moim macierzystym wydziale. Z kolei po przedwczesnej śmierci śp. prof. Jacka Namieśnika, naukowca wybitnego i poważanego na całym świecie, stanąłem do konkursu i zostałem wybrany na rektora PG. Obecnie skupiam się na stwarzaniu warunków do jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju uczelni.

Na czym miałby on polegać?

Przede wszystkim na wdrażaniu dobrych praktyk i rozwiązań systemowych z uznanych, zagranicznych uczelni, inwestowaniu w kompetencje naukowców, którzy mogą w przyszłości stworzyć ciekawe projekty badawcze, a także w infrastrukturę naukowo-badawczą. To się już zresztą powoli udaje. W ogłoszonym dwa lata temu ministerialnym konkursie „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”, dzięki któremu 10 polskich uczelni otrzymało status uczelni badawczej, Politechnika Gdańska zajęła drugie miejsce wśród wszystkich polskich uczelni publicznych i zarazem najwyższe spośród uczelni technicznych. To oczywiście wcale nie oznacza, że jesteśmy najlepszą uczelnią techniczną w kraju, bo nie jesteśmy. Ideą konkursu było natomiast wykazanie, które uczelnie mają najlepsze pomysły na swój dalszy rozwój. Udowodniliśmy zatem, że kierunek, który obraliśmy, jest słuszny. Działamy również na rzecz przyspieszenia rozwoju naszej uczelni, w czym mocno pomoże nam federalizacja trzech najsilniejszych szkół wyższych z Gdańska – naszej politechniki, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu Gdańskiego – nad którą obecnie pracujemy. Od roku współtworzymy Związek Uczelni w Gdańsku im. Daniela Fahrenheita, wielkiego uczonego, który urodził się w Gdańsku i mieszkał nieopodal miejsca, w którym teraz mieści się politechnika. Dzięki konsolidacji będziemy mogli zintegrować nasze działania, wynieść nasze projekty badawcze i dydaktykę na jeszcze wyższy poziom, a także uczynić z Gdańska duży, rozpoznawalny międzynarodowo ośrodek akademicki.

Co lubi prof. Krzysztof Wilde?

Wypoczynek – „Co roku, w czasie wakacji, wspólnie z rodziną wybieram się do Chorwacji.”

Kuchnia – „Południowa, nie tylko europejska, ale też np. libańska. Jestem także miłośnikiem kuchni japońskiej i bardzo lubię wizyty w restauracjach w Trójmieście, które reprezentują poziom uznanych tokijskich lokali tego typu: Mito Sushi i Hashi Sushi.”

Hobby – „Żeglarstwo, pływam po jeziorach niedużym jachtem, który posiadam wraz z bratem. Jestem też motocyklistą, jeżdżę na Hondzie VTX 1,8. Wspólnie z grupą rektorów pojechaliśmy na przykład w tym roku w Karkonosze. Mam też wspaniałego psa rasy border collie Zorkę, która po pracy nie odstępuje mnie na krok.”

W magazynie – Co Pan Profesor radzi?

Właśnie teraz, w pierwszych dwóch tygodniach listopada, w szkockim Glasgow trwa 26. już z rzędu – chociaż opóźniony o rok z powodu pandemii – światowy szczyt klimatyczny. Uczestniczą w nim przedstawiciele państw-stron globalnej konwencji w sprawie spowolnienia zmian klimatu

 Felieton Andrzeja Nierychło

Można przewidywać, że szczyt ten zostanie – i to po raz kolejny – zdominowany przez spór krajów dążących do szybkich zmian w sposobach pozyskiwania energii z tymi, które wolałyby ten proces spowolnić, bo tak bardzo uzależnione są od tradycyjnych kopalin. To przedziwna i z pozoru egzotyczna koalicja. Należą do niej Chiny i Indie, ale także Arabia Saudyjska i Australia, ta ostatnia na co dzień mocno skonfliktowana z Chinami.

Chociaż więc z kolejnych raportów naukowych wynika pilna potrzeba, wręcz konieczność natychmiastowego ograniczenia emisji ciepła do atmosfery ziemskiej, to przekucie teorii w praktykę napotyka gigantyczne przeszkody. Nikt wprost nie kwestionuje zaleceń nauki, ale… nie da się. Skąd my to znamy?

Powyższy przykład pokazuje trudności, jakie napotyka przełożenie dokonań nauki na język praktyki, tu akurat w skali globalnej. Ten sam problem istnieje także na wszystkich innych poziomach: wielkich firm, a także średniego i małego biznesu. Dodać można, że nie jest nowy. Przeciwnie, występował chyba od zawsze, tyle że przez wieki nie był ani uświadomiony, ani nazwany.

Gospodarka zawsze i wszędzie poszukuje lepszych produktów i sprawniejszych rozwiązań organizacyjnych. Motywy są wielorakie, chociaż oczywiste. Na pierwszym miejscu stoi chęć zwiększania zysku z działalności – choć nie bez znaczenia pozostaje też dążenie do szeroko rozumianego rozwoju – której hołdują co światlejsze jednostki w akcjonariatach i grupach zarządzających.

Nauka częściej odpowiada na takie zapotrzebowania, ale bywa też, że to ona nadaje ton i wyznacza trajektorie rozwojowe. Co ciekawe, tak bywało zwłaszcza przy najgrubszych, strategicznych wyzwaniach. Przykładem może być energia atomowa, którą naukowcy wpierw wyzwolili dla potrzeb wojennych, by następnie stworzyć na takiej bazie całą nową dziedzinę gospodarczą.

Takie przypadki zdarzają się jednak raz na kilkadziesiąt lat. Codzienność to mozolne nawiązywanie kontaktów, dziesiątki, setki i tysiące prób, wiele rozczarowań i księgowanie strat, a pomiędzy tym pomyślne rezultaty i sukcesy w postaci udanych produktów czy nowych rozwiązań technologicznych.

W cokolwiek uprzywilejowanej sytuacji są firmy największe, które stać na stworzenie własnej bazy badawczej i rozwojowej (zapamiętajmy skrót B+R). Spółki średnie i małe, które chcą się liczyć i nie odpaść z niekończącego się wyścigu, skazane są na nieustanne poszukiwanie pomysłów wśród wyspecjalizowanych placówek naukowych i kupowanie rozwiązań.

Przenosząc się na krajowe podwórko, nie wygląda to najlepiej. Z „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” przygotowanego przez PARP wynika, że przez kilka lat z rzędu firmy ograniczały nakłady na działalność innowacyjną. Od 2015 roku to spadek o niemal 8 miliardów złotych, do poziomu 36,5 miliarda złotych. Dzieje się tak mimo wprowadzonych zachęt podatkowych w postaci ulgi B+R czy IP Box (ta druga dotyczy korzyści, jakie wynikać mogą z posiadania praw do rozwiązań innowacyjnych). Z kolei z materiału firmy Ayming „Droga do innowacyjności a COVID-19. Wyzwania dla CEO” dowiadujemy się, że do bolączek trapiących przedsiębiorców rozwijających innowacje zalicza się zbyt rzadkie prowadzenie działań B+R wewnątrz firmy, brak współpracy między sferą nauki i biznesu oraz nieumiejętność zarządzania ryzykiem, które jest wpisane w projekty innowacyjne.

To są, z pozoru, oczywistości. Kłopot w tym, że podobne opinie powtarzane są od bardzo dawna. Zmieniał się jedynie język, np. w czasach centralnie sterowanego socjalizmu mowa była o służebnej roli nauki wobec gospodarki narodowej.

Nie mamy tu zresztą do czynienia z prostą relacją, w której po jednej stronie stoi nauka, a po drugiej biznes. Te zależności są bardziej skomplikowane, da się narysować spory graf, gdzie strzałki różnej grubości łączą rozmaite punkty. Po stronie teorii mamy placówki prowadzące badania podstawowe i stosowane. Dla niektórych badania takie są działalnością statutową, inne prowadzą je na konkretne zlecenia. Kolejna wyodrębniona dziedzina to edukacja; zwłaszcza prywatne uczelnie orientują się na potrzeby kadrowe firm. Daleko już jednak do czasów peerelowskich, gdy próbowano bilansować potrzeby przedsiębiorstw i tak profilować uczelnie, by w odpowiednim czasie wypuściły oczekiwane liczby inżynierów konkretnych specjalności czy księgowych. Ale dążenie do sytuacji, gdy uniwersytety wypuszczają kreatywnych specjalistów, a nie bezrobotnych absolwentów, pozostaje aktualne.

Ciekawe przy tym, że choć młodzi Polacy osiągają duże sukcesy w międzynarodowych konkursach związanych z innowacyjnością, to nie przekładają się one na komercyjne rozwiązania.

Po stronie biznesu zróżnicowanie sprowadza się do stosunku wobec innowacyjności. Z danych ogłoszonych nie tak dawno przez ówczesne Ministerstwo Gospodarki wynika nieciekawy obraz: 60 procent naszych firm nie wie jak lub nigdy nie próbowało nawiązać współpracy z naukowcami, zaś prawie 20 procent firm nie wie, że współpraca biznesu ze środowiskiem naukowym w ogóle jest możliwa. Przeciwny biegun to wąska grupa firm zorientowanych na nowe rozwiązania i intensywnie ich poszukująca.

Po odtworzeniu w Polsce relacji wolnorynkowych wyodrębniła się jeszcze trzecia strefa. To jednostki, dla których wiązanie nauki z biznesem jest treścią działalności. Mieszczą się tu firmy konsultingowe, rozmaite inkubatory, parki technologiczne, klastry, oferty business angels i podobne; kreatywność w tej sferze jest ogromna. Jednostki te mają wąską specjalizację lub przeciwnie, podejmują się każdego zadania. Istnieje tu też warstewka zwykłej hochsztaplerki, ale ogólnie są to firmy bardzo twórcze, potrzebne, rozwojowe i dobrze służą całości.

Kolejny problem to finansowanie prac B+R. Małe i średnie firmy nie mają wystarczających funduszy, by ryzykować wprowadzenie rozwiązania, które nie przyniesie pewnego zysku. Brak akceptacji ryzyka występuje także w dużych spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa. W sektorze MŚP dominuje dzisiaj pogląd, że państwo powinno pomóc. Jest to rzeczywiście potrzebne, ale na poziomie systemowym, jak wspomniane ulgi podatkowe. Państwo funduje też granty, ale dotyczyć to może tylko najważniejszych, strategicznych tematów badań. Sektor małych i średnich musi raczej szukać finansowania rozwoju z pomocą rodzącej się strefy firm pośredniczących.

Fundamentalne znaczenie ma fakt, że wszystkie podstawowe koncepcje rozwoju Unii Europejskiej oparte są właśnie na nauce. To już nie trend ani moda, to dogmat. Obecność Polski w UE oznacza konieczność udziału w tym wyścigu. Innej drogi po prostu nie ma.

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...