.
Strona główna Blog Strona 136

TAIGO – kompaktowy SUV Coupe od Volkswagena

Nazywa się TAIGO, bo wszystkie modele, oprócz Golfa i Atreona, mają „imiona” na rozpoczynające się literą „T. Zbudowany na płycie modułowej MQB A0 jest pierwszym w historii SUV-em Coupe Volkswagena. Drugim lada moment będzie id.5, ale na tę chwilę oglądać można go tylko w reklamach. Kilka dni temu uczestniczyliśmy w polskiej prezentacji i pierwszych jazdach tym ciekawym modelem.

Okazuje się, że czasem sukces odniesiony na jednym rynku może skłonić producenta do spróbowania swoich sił na zupełnie innym. Tak stał się właśnie z modelem TAIGO, który zadebiutował na rynku Ameryki Południowej jako NIVUS. Auto dostępne będzie teraz nie tylko w Europie, ale także w Turcji i w RPA.

Radosne wnętrze

Pierwsze jazdy pokazały, że TAIGO bez problemu odwraca głowy innych kierowców, szczególnie, gdy odziany jest w lakier Vision Green. Kolor jest nie tyle wyzywający, co niezwykle intrygujący, ponieważ ta magiczna zieleń zmienia swoje odcienie w zależności od kąta padania światła. W wersji stylistycznej Style możemy zamówić Taigo z panelem deski rozdzielczej w kolorze lakieru. Na pokładzie możemy mieć komplet systemów asystujących, nowy system multimedialny MIB3 z bezprzewodowym Apple CarPlay, a nawet oświetleniem IQ.Light. I to jest absolutny hit. Każdy, kto raz spróbował jazdy nocnej z adaptacyjnym oświetleniem Volkswagena będzie wiedział o czym piszemy.

Wnętrze TAIGO jest zaskakująco przestronne i nie tylko z przodu, ale i na tylnej kanapie. Do dyspozycji pasażerów jest mnóstwo schowków, a w kieszeniach drzwi zmieszczą się nawet duże butelki z napojami. Bagażnik ma 438 litrów, podwójną podłogę i regularne kształty, dzięki czemu 4-osobowa rodzina bez problemu pomieści swoje bagaże nawet na wakacyjny wyjazd.

Znane silniki

Wersje silnikowe są dwie: 3-cylindrowy motor 1.0 TSI o mocy 95 KM lub 110 KM oraz 4-cylindrowy 1.5 TSI ACT o mocy 150 KM połączony ze skrzynią DSG. Do jazd testowych otrzymaliśmy egzemplarz z najmocniejszym wariantem pod maską. Muszę przyznać, że auto jest zaskakująco dynamiczne i bardzo pewnie się prowadzi. Producent podaje, że TAIGO rozpędza się do 100 km/h w 8,3 sekundy i osiąga prędkość maksymalną 212 km/h! A to przecież kompaktowy SUV zbudowany na płycie podłogowej MQB A0, czyli tej samej, którą znajdziemy w modelach T-Cross i Polo!

Wygląda na to, że Volkswagen, uzupełniając swoją ofertę o model SUV Coupe, zafundował klientom kolejny bestseller, który razem z modelami T-Roc i T-Cross zgarnie kolejny kawałek rynkowego tortu.

 ***

Poniżej pełna informacja prasowa dotycząca Volkswagena Taigo

Nowy model o niezwykłej formie nadwozia i stylistyce pojawia się w segmencie A0, wnosząc do niego solidną porcję emocji i indywidualności. Taigo to pierwszy SUV w stylu coupé Volkswagena debiutujący w klasie, w której szczególnie liczy się cena auta. Ma sylwetkę crossovera i zupełnie nowy w tej klasie samochodów lifestylowy charakter – jest niezwykle funkcjonalny w codziennym użytkowaniu i ma zaskakująco bogate wyposażenie. Tył nadwozia pięcioosobowego Taigo ukształtowano na wzór modeli coupé – dach opada nisko, nie zmniejszając jednak przestrzeni w tylnej części kabiny. Volkswagen wzbogaca ofertę przednionapędowych niedużych aut skonstruowanych na modułowej platformie podłogowej MQB o model w nowej wersji nadwoziowej, stosowanej dotąd w znacznie droższych samochodach. Taigo dołącza do Volkswagenów Polo (hatchback) i T-Cross (SUV). Nowy model wyróżnia się stylistyką i niepowtarzalnym charakterem, który nikogo nie pozostawia obojętnym. Taigo jest seryjnie wyposażany w pełne LED-owe reflektory, zestaw cyfrowych wskaźników i system multimedialny najnowszej generacji (MIB3) – dzięki temu ten 4,26-metrowy SUV w stylu coupé wyznacza nowe standardy technologiczne w swojej klasie.

Taigo ma w standardowym wyposażeniu bogaty zestaw systemów asystujących najnowszej generacji, jak Lane Assist utrzymujący samochód na wybranym pasie ruchu czy Front Assist monitorujący przestrzeń przed autem. Samochód jest produkowany w Pampelunie w Hiszpanii. Tak jak Polo i T-Cross, nowy sportowy crossover będzie sprzedawany w całej Europie. Oprócz 28 krajów naszego kontynentu będzie oferowany także w Republice Południowej Afryki i w Turcji. W Brazylii Taigo pojawił się jako Nivus – dopasowany do specyfiki brazylijskiego rynku i tam produkowany.

Jedyny w swoim rodzaju wyrazisty design. Twórcą stylistyki nowego modelu jest Marco Pavone, szef działu Design Exterieur marki Volkswagen. Ze swoim bratem-bliźniakiem, Jose Carlosem Pavone, szefem Volkswagen Design Ameryka Południowa, wielokrotnie realizował już projekty dla marki Volkswagen. Marco i Jose Carlos Pavone jeszcze w wieku szkolnym zdecydowali, że dołączą kiedyś do zespołu stylistów Volkswagena. Razem z podaniem o pracę złożyli pierwsze szkice przyszłych samochodów. Dzisiaj, 35 lat później, bracia pozostają w stałym kontakcie wymieniając poglądy i doświadczenia na temat rozwoju stylistyki marki Volkswagen.

Europejski Taigo odznacza się bardzo dobrymi proporcjami nadwozia. W oczy rzuca się sylwetka przypominająca modele typu coupé z mocno pochylonymi do przodu słupkami dachowymi C. Rozwiązanie to zaczerpnięto z SUV-ów należących do wyższych klas i sprawia ono, że Taigo jest w swoim segmencie niepowtarzalny. Jego nadwozie widziane z boku ma bardzo precyzyjne i ostre linie, które wraz z dużymi kołami i listwami na nadkolach podkreślają charakter crossovera. Tylny zwis karoserii przedłużono celowo, by podkreślić funkcjonalność nowego modelu.

Sportowy, lifestylowy, miejski i solidny. Już na pierwszy rzut oka sylwetka Taigo budzi emocje. Nabywcami tego auta będą przede wszystkim reagujący na najnowsze trendy i ceniący dobry design młodzi ludzie i kierowcy czujący się młodo, a także osoby lubiące aktywny wypoczynek. Pojemność bagażnika wynosi 438 litrów. Oznacza to, że nawet gdy autem podróżuje komplet pasażerów, bagażnik jest niemal tak duży, jak w kompaktowym SUV-ie T-Cross z przesuwaną tylną kanapą (385-455 litrów) – i to mimo że Taigo ma mocno pochylony dach. Przód i tył nadwozia wyróżniają się w obrębie modeli klasy A0 niepowtarzalnym wyglądem. Wszystkie elementy oświetlenia nadwozia, od reflektorów do tylnych lamp, są wyposażane seryjnie w technologię LED. Od linii wyposażenia Style Taigo ma seryjne nowe diodowe matrycowe reflektory IQ.Light oraz podświetlaną listwę na osłonie chłodnicy. Jest to stylistyczne nawiązanie do modeli Volkswagena z rodziny ID. oraz do nowego Golfa, Arteona, Tiguana Allspace i Polo, które także (jako opcja lub w odpowiedniej wersji wyposażeniowej) ozdabia ta charakterystyczna diodowa listwa. Przykuwający wzrok świetlny pas z tyłu podkreśla szerokość nadwozia Volkswagena Taigo. W lusterkach zewnętrznych umieszczono reflektory projekcyjne (seryjne od wersji bazowej) rzucające charakterystyczne światło o wzorze plastra miodu.

We wnętrzu Taigo znajdują się seryjna wielofunkcyjna kierownica i nowoczesne elementy obsługi. Systemy multimedialne skonstruowano w oparciu o modułową platformę MIB3 najnowszej generacji, zawierają one tzw. Online Control Unit (eSIM) i bezprzewodowy App Connect  (zależnie od wersji wyposażenia). Opcjonalny Climatronic z oszczędną w formie dotykową powierzchnią wpisuje się w nowoczesny charakter wnętrza, w którym dominują duże ekrany. Zestaw elementów obsługi składa się z dotykowych pól i suwaków i w podobnej formie jest stosowany także w większych modelach, jak Tiguan, Passat i Arteon. W Taigo podkreśla on wysoką jakość wnętrza.

Jazda częściowo automatyczna

Opcjonalny IQ.Drive Travel Assist. Nawiązania do modeli wyższych klas Volkswagena są widoczne również w wyposażeniu nowego crossovera w systemy asystujące. W ramach opcji do Taigo można zamówić system IQ.Drive Travel Assist. Łączy on w sobie m.in. reagujący z wyprzedzeniem nowy aktywny tempomat ACC (automatyczna regulacja odległości do poprzedzającego pojazdu uwzględniająca ograniczenia prędkości i dane z systemu nawigacyjnego) z Lane Assist, który utrzymuje auto na pasie ruchu. W sumie powstaje nowy system asystujący, który umożliwia częściowo autonomiczną jazdę do prędkości 210 km/h. Auta z tym systemem mają również seryjnie nową, wielofunkcyjną kierownicę z dotykowymi polami, które rejestrują czy przy włączonym IQ.Drive Travel Assist kierowca trzyma ręce na kierownicy, zgodnie z przepisami UE dotyczącymi tzw. poziomu 2 autonomicznej jazdy. Każdy egzemplarz Taigo jest wyposażany standardowo w system Front Assist monitorujący przestrzeń przed autem, z funkcją hamowania awaryjnego (City) i z Lane Assist. Tak szeroki zestaw innowacyjnych systemów zwiększających komfort i bezpieczeństwo mają tylko nieliczne modele tej klasy.

Trzy wersje wyposażenia

Life, Style i R-Line. Volkswagen w nowy sposób skonfigurował wyposażenie Taigo sprawiając, że stało się ono bardziej przejrzyste. Elementy najczęściej wybierane przez klientów, jak LED-owe reflektory czy Digital Cockpit są w Taigo, tak jak w Polo, seryjne. Nowa konfiguracja wyposażenia niemal całkowicie wyklucza sytuację, w której wybór jakiegoś elementu uniemożliwiał jednoczesny zakup innego. Dzięki temu oferta stała się bardziej czytelna dla klientów. Podstawowa wersja nosi nazwę Life, po niej zaś występują równorzędnie Style i
R-Line. Każda z tych trzech linii wyposażenia ma cenę skalkulowaną stosownie do zawartości i może zostać wzbogacona atrakcyjnymi pakietami i dokupywanymi pojedynczo elementami.

Osiem kolorów i Pakiet Design. Nowy Taigo jest dostępny w ośmiu kolorach nadwozia – dwa lakiery są standardowe, pięć metalizowanych i jeden z efektem perłowym. Wszystkie kolory, z wyjątkiem Deep Black, mogą być oferowane jako opcja Pakietu Design w autach z dachem w kontrastowym czarnym kolorze. Wielkość kół zależy od wybranej wersji wyposażenia – mogą mieć one rozmiar od 16 do 18 cali. Wśród licznych elementów wyposażenia dodatkowego znajdują się m.in. panoramiczny dach (podnoszony i przesuwany), Digital Cockpit Pro z 10,25-calowym ekranem, tapicerka ArtVelours, pakiet stylistyczny Black Style do wersji R-Line oraz system audio beats o mocy 300 watów z sześcioma głośnikami. Wzmacniacz umieszczono w zagłębieniu koła zapasowego, dzięki czemu nie ogranicza pojemności bagażnika, który można dostosowywać do chwilowych potrzeb transportowych (funkcja Varibo).

Oszczędne silniki TSI w chwili rozpoczęcia sprzedaży

Dwie jednostki trzycylindrowe i jedna czterocylindrowa. Przednionapędowy Taigo jest oferowany z wydajnymi silnikami benzynowymi. Ich moc wynosi 70 kW (95 KM), 81 kW (110 KM) i 110 kW (150 KM). Maksymalna prędkość to, zależnie od silnika, 183 km/h, 191 km/h i 212 km/h. Również zależnie od silnika Taigo jest wyposażany w 5-lub 6-biegową mechaniczną przekładnię lub w 7-biegową dwusprzęgłową skrzynię biegów (DSG). Oszczędne i niskoemisyjne benzynowe silniki TSI to jeden z elementów sprawiających, że współczesne samochody stają się coraz mniej uciążliwe dla środowiska naturalnego.

 

Boom na kampery nie mija

Polacy coraz chętniej kupują kampery. I to w dużej części nowe. To – zdaniem ekspertów – oznacza, że rośnie rynek wynajmu kamperów. Camptoo, serwis łączący właścicieli kamperów z wypożyczającymi, zakłada, że liczba pojazdów na tej platformie w Polsce wzrośnie w tym roku ponad dwukrotnie.

Wzrost zainteresowania kamperami potwierdzają liczby. W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 3959 pojazdów. To o 1379 kamperów więcej niż w 2020 roku (wzrost o 53,3 proc.) – wynika z danych SAMAR. Boom na te pojazdy zaczął się, gdy wybuchła pandemia i Polacy nie mieli pewności, czy uda im się wyjechać na wakacje do hotelu. Zaczęli traktować wakacje w kamperze jako atrakcyjną alternatywę dla tradycyjnego urlopu w pokoju hotelowym, czy na kwaterze. Alternatywę, która zapewnia z jednej strony niezależność, a z drugiej – utrzymywanie dystansu w trakcie restrykcji pandemicznych.

Nowe kampery – większy rynek wynajmu
Co ciekawe bardzo wzrosło zainteresowanie nowymi kamperami. W 2021 r. nowe pojazdy (1977 rejestracji) osiągnęły podobną popularność, co używane (1982). Tymczasem w 2020 roku zdecydowanie rzadziej rejestrowano pojazdy prosto z salonu (950) niż z drugiej ręki (1633). Procentowy wzrost sprzedaży nowych kamperów wyniósł 108,1 proc. – Polska goni Europę w karawaningu. Polacy zaczęli masowo szukać opcji wypożyczenia kamperów. Odpowiedzią na ten popyt są zakupy nowych kamperów przez wypożyczalnie a także przez prywatnych właścicieli planujących swój pojazd wynajmować. To oznacza przede wszystkim dużo większy rynek wynajmu – mówi Jacek Fior z Camptoo Polska, internetowej platformy, która łączy właścicieli kamperów z wypożyczającymi. Coraz więcej osób wynajmuje kampery w Polsce, ale także korzysta z możliwości wypożyczenia kampera za pośrednictwem Camptoo za granicą (platforma ma swoje biura w Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Australii, Szwecji, Danii, Finlandii i Polsce). Zdarzają się wypożyczenia z krajów, gdzie Camptoo nie ma przedstawicielstwa, ostatnio jeden polski użytkownik wynajął kamper w Hiszpanii.
Ponad dwa razy więcej pojazdów na platformie Capmtoo
Od chwili wybuchu pandemii liczba kamperów w Polsce rok do roku dynamicznie wzrasta. Szacuje się, że obecnie jest ich w Polsce niemal 25 tysięcy. Kupują je nie tylko wypożyczalnie, ale też indywidualni właściciele. Mogą korzystać ze swoich pojazdów tylko przez parę tygodni w roku, dlatego w pozostałym czasie starają się je wypożyczać. Dzięki temu pojazdy mogą stać się dodatkowym źródłem dochodu dla właściciela i zarabiać na swoje utrzymanie.

I tu z kompleksową obsługą całego procesu wynajmu przychodzi bezpieczna i intuicyjna platforma Camptoo, która weszła na polski rynek w 2021 roku. – To nasz pierwszy pełny sezon na polskim rynku i prawdziwy test dla platformy wynajmu prywatnego. Już mamy na platformie 150 pojazdów, zakładamy, że będzie ich w tym roku 400. Camptoo zdobywało doświadczenia na dojrzałych rynkach w Holandii i Wielkiej Brytanii; i tę wiedzę wykorzystujemy teraz w Polsce. Jak wszędzie, naszym celem jest pomóc jak największej liczbie osób wyruszyć w wymarzoną podróż na własnych warunkach. Takie możliwości daje karawaning – zapowiada Jacek Fior.
Na rynku rośnie również liczba zarejestrowanych przyczep kempingowych. Rok temu nowych właścicieli znalazło 8788 przyczep, czyli o 884 więcej (11,2 proc.) niż dwa lata temu.

Camptoo jest platformą sharing economy łączącą właścicieli kamperów z chętnymi do ich wynajęcia. W 2021 r. weszła na polski rynek, na świecie ma ponad 10 tysięcy użytkowników.

 

Zapomniani artyści

O ciekawych twórcach, o których nie pamiętają kolekcjonerzy i właściciele galerii, w rozmowie z redaktorem naczelnym MANAGERA – Piotrem Cegłowskim opowiada Maria Wolleberg-Kluza – malarka polska, prekursorka współczesnego nurtu malarstwa refleksyjnego

To nasza kolejna rozmowa o zapomnianych artystach, których twórczość nie powinna przepaść w mrokach historii…

Nie mówiliśmy jeszcze o Stefanii Brandt. Nie miała ona nic wspólnego z wybitnym batalistą Józefem Brandtem, którego prace zadomowiły się na europejskim rynku i osiągają bardzo wysokie ceny. Moi rodzice spotykali panią Stefanię jeszcze na przedwojennych plenerach, organizowanych przez Tadeusza Pruszkowskiego. Potem, już po latach, po wojnie lubili wspominać te czasy w Kazimierzu. Warto przypomnieć, że Maria Kuncewiczowa napisała książkę „Dwa księżyce” o tych właśnie plenerach. Zbierała się tam brać studencka, która miała dużo wyobraźni.

W jakim stylu malowała Stefania Brandt?

Należała do kręgu kolorystów. Uciekając przed socrealizmem malowała portrety dzieci i kwiaty. Nawiasem mówiąc, mam dwa portrety naszego syna Krzysztofa jej autorstwa, a sztalugę, której ciągle używam, dostałam od niej w prezencie. Jej prace są niebanalne, poetyckie. Kiedyś bardzo się podobały kolekcjonerom, reprodukowano je na pocztówkach. Na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, na ostatnim piętrze miała maleńką kawalerkę, którą zamieniła w pracownię. Nie było jej łatwo w życiu, w dzieciństwie straciła rękę.

Ręki nie miała też inna malarka – Bronisława Wilimowska.

Tragedia ta spotkała ją w czasie okupacji. To była ciekawa postać, godna przypomnienia. Pochodziła z książąt gruzińskich, Rustaszwilich. Przed wojną studiowała w Paryżu, gdzie zainspirował ją postimpresjonizm. Po powrocie do kraju, wyszła za mąż za oficera, który zginął w pierwszych dniach kampanii wrześniowej. Brała udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie realizowała sporo zamówień ze strony wojska, organizowała plenery. Angażowała się w działania na rzecz środowiska plastycznego. To właśnie ona załatwiła emerytury artystyczne, bo wcześniej istniały tylko zasiłki dla twórców. Dzięki niej artyści, którzy decydują się płacić składki, otrzymują emerytury. Sama należę do tej grupy… Bronisława Wilimowska zostawiła po sobie sporo dobrych prac, m.in. portrety Gajcego i Baczyńskiego. Mam w kolekcji jej obraz zainspirowany podróżą do Mongolii.

W szarzyźnie czasów, o których opowiada, artyści wyróżniali się z tłumu.

W tej dziedzinie bezkonkurencyjny był Władysław Popielarczyk, który w latach 70. przyjechał ze Stanów Zjednoczonych. Był pełen fantazji, dzięki swoim amerykańskim doświadczeniom nabrał wielkiej pewności siebie, czego u nas artyści nie mają we krwi. Wiedział, że sztukę trzeba samemu promować. Miał mieszkanie na Świętojerskiej, potrafił swoje prace wywieszać na zewnątrz domu. Chętnie zapraszał do swojej pracowni. Potrafił się lansować, ale robił to w sposób kulturalny. Jego obrazy były odważne, dynamiczne. Tworzył na papierach szybkie prace, bardzo bogate kolorystycznie. Sprzedawał je sam, był własnym managerem i impresario. Nosił nietypowe skórzane kurtki z frędzlami i kolorowe buty. Nie wiem co się stało z jego pracami po śmierci, nigdy już ich później nie widziałam.

Mówimy przede wszystkim o malarzach…

Najwyższy czas by przypomnieć Helenę i Lecha Grześkiewiczów, wybitnych ceramików, notabene znajomych moich rodziców. To oni stworzyli design Włocławka, nawiązujący do dawnej kujawskiej ornamentyki ludowej, a jednocześnie ciekawy artystycznie. Pod koniec lat 60. zwiedzałam pracownię doświadczalną Włocławka, zaciekawiły mnie nowoczesne projekty. Na pewno warto zainteresować się spuścizną Grześkiewiczów, choć nie wiem, co z niej jeszcze zostało.

MANAGER w skrócie – Prywatna sieć Trumpa

To, że były prezydent USA Donald Trump obraził się na media społecznościowe, wiadomo. I dlatego zapowiedział budowanie alternatywy dla Twittera, która ma rozpocząć się na początku przyszłego roku. Inwestorzy najwyraźniej widzą w projekcie dobrą okazję biznesową.

Trump może liczyć na miliard dolarów, co ogłosiła Trump Media & Technology Group (TMTG), założona przez polityka i partnerską firmę Digital World. W komunikacie nie podano dokładnie, kim są inwestorzy stojący za miliardem dolarów. Pieniądze zostaną dodane do 293 milionów dolarów, które Digital World zarobił już we wrześniu, kiedy to wszedł na giełdę.

Trump został zablokowany na głównych platformach internetowych, takich jak Facebook, Twitter i Youtube, po szturmie na Kapitol 6 stycznia 2021 roku. 75-latek ogłosił własną platformę jako alternatywę dla „tyranii” wielkich korporacji technologicznych. Będzie działać pod nazwą „Truth Social” i ruszy na początku przyszłego roku.

Digital World Acquisition Corp. to tak zwana spółka akwizycyjna specjalnego przeznaczenia, czyli wydmuszka, która jest już przedmiotem obrotu na giełdzie. Korzystanie z takich wehikułów giełdowych to coraz popularniejszy sposób wejścia na Wall Street.

 

MANAGER w skrócie – Pływające pałace

Luksusowy jacht zacumowany w marinie lub majestatycznie pływający po Morzu Śródziemnym robi wielkie wrażenie. Okazuje się, że pandemia spowodowała ogromny wzrost zamówień i globalny popyt na pływające pałace.

Zgodnie z ostatnimi danymi z Global Order Book, rynek wzrósł o 25 proc. w roku 2021, do 1200 zbudowanych jednostek. W czasach pandemii milionerzy doceniają bezpieczeństwo na jachcie i prywatność z dala od tłumów. Dostępne technologie wymiany danych, takie jak internet, umożliwiają pracę i kierowanie biznesem z każdego miejsca na świecie. Wyprzedane są jachty do końca 2025 roku, a czekający są skłonni zapłacić ogromne pieniądze za przeskoczenie kolejki. Krytycy tego trendu wskazują, że produkcja jachtów powoduje zużycie ogromnych ilości energii i stawiają zarzut, że bogaci tego świata nie dbają o los planety.

MANAGER w skrócie – Wypalenie pandemiczne

Nawet co dziesiąty młody Polak może odczuwać wypalenie pandemiczne, wiążące się m.in. z objawami depresyjnymi i lękowymi – wynika z badań psychologów z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pokazały one, że rok po wybuchu pandemii sytuacja ta nadal stresuje.

– Pandemia COVID-19 wiąże się z długotrwałą ekspozycją na nowe i stosunkowo trwałe stresory, jak zagrożenie zdrowia, izolacja, niepewność co do kolejnych fal i nowych wariantów koronawirusa. Funkcjonowanie w warunkach takiego chronicznego stresu pandemicznego może powodować rozwój syndromu wypalenia podobnego do wypalenia zawodowego, co potwierdziły nasze badania – powiedział dr Marcin Moroń z Instytutu Psychologii UŚ.

Jak wynika z badań, w radzeniu sobie z sytuacją pandemiczną pomaga odporność psychiczna, czyli zdolność do powracania do równowagi psychicznej po jakimś okresie wyzwań i trudności. Istotna jest też inteligencja emocjonalna, czyli zdolność rozumienia swoich reakcji emocjonalnych i odpowiedniego ich regulowania.

Elektryczny Mercedes EQE już w kwietniu u dealerów

W polskich salonach można zamawiać już pierwszą biznesową limuzynę Mercedesa z napędem elektrycznym – model EQE. Początkowo oferta obejmuje wersję EQE 350+ (cena od 333 600 zł) oraz wariant Mercedes-AMG EQE 43 4MATIC o szczególnie wysokich osiągach (cena od 468 900 zł).

Sportowo-biznesowa limuzyna EQE oferuje wszystkie kluczowe cechy luksusowego modelu EQS w nieco bardziej zwartej formie. Początkowo, w momencie wprowadzenia na rynek, gama obejmuje dwa warianty: EQE 350+ o mocy 292 KM (0-100 km/h w 6,4 s) oraz EQE 43 4MATIC o mocy 476 KM (0-100 km/h w 4,2 s).

EQE 350+ standardowo z pakietem wyposażenia Advanced oraz wnętrzem Electric Art.

Seryjna specyfikacja obejmuje m.in. 19-calowe obręcze, pakiety lusterek i wyświetlaczy, klimatyzację automatyczną THERMATIC, a także centralną poduszkę powietrzną. Nastrojowe oświetlenie, a także podświetlany element ozdobny z wzorem Mercedes-Benz tworzą w kabinie atmosferę futurystycznego salonu. Sportowy charakter EQE 350+ można dodatkowo podkreślić, decydując się na nadwozie i wnętrze w linii AMG. Do wyboru jest też linia Electric Art (wyposażenie nadwozia), wyróżniająca się wyrazistymi, eleganckimi akcentami.

EQE ma geny EQS-a – dotyczy to nie tylko mocnego, efektywnego zespołu napędowego, ale i innych innowacji technicznych oraz wyjątkowych rozwiązań z zakresu komfortu. Do kluczowych opcji należą skrętna tylna oś, dostępna w dwóch wersjach (z kątem skrętu do 4,5 lub do 10 stopni), oraz reflektory DIGITAL LIGHT. Potencjalni nabywcy będą mogli jeszcze szybciej i łatwiej skonfigurować swój wymarzony samochód dzięki atrakcyjnym pakietom wyposażenia (Advanced Plus, Premium oraz Premium Plus)

Najmłodszy przedstawiciel „Future of Driving Performance”: Mercedes-AMG EQE 43 4MATIC

Specyficzne dla AMG rozwiązania, zwłaszcza w obszarze układu napędowego, podwozia, hamulców, brzmienia, designu oraz wyposażenia, gwarantują dynamiczne, emocjonujące wrażenia z jazdy EQE 43 4MATIC. Wariant ten jest standardowo wyposażony w skrętną tylną oś, która zwiększa zwinność prowadzenia (kąt skrętu do 3,6 stopnia). Reflektory DIGITAL LIGHT, również należące do wyposażenia seryjnego, podczas otwierania
i zamykania pojazdu prezentują grafikę specyficzną dla AMG.

Kierowca może za dotknięciem przycisku zmieniać charakterystykę pojazdu, dopasowując ją do danej sytuacji lub własnych preferencji. Programy jazdy AMG DYNAMIC SELECT obejmują szerokie spektrum, od wysokiego poziomu komfortu po wyraźnie sportowy charakter, wpływając na zasadnicze parametry, takie jak praca napędu, ustawienia zawieszenia i układu kierowniczego oraz AMG DYNAMICS, a także AMG SOUND EXPERIENCE. Maksymalną moc napędu można wywołać w trybie Sport+ lub, za pomocą kick-downu, we wszystkich pozostałych programach.

Na życzenie dostępne są liczne opcje AMG, od modyfikacji optycznych (np. pakiet Night z elementami w kolorach czarnym i czarnego chromu, czerwone zaciski hamulcowe czy elementy ozdobne AMG z włókna węglowego) aż po ceramiczno-kompozytowy układ hamulcowy AMG. Do wyboru są również aerodynamicznie zoptymalizowane 20- i 21-calowe obręcze kół AMG z lekkich stopów. Ponadto EQE 43 4MATIC można opcjonalnie wyposażyć w innowacyjny hiperekran – MBUX Hyperscreen. Duży, zakrzywiony wyświetlacz rozciąga się niemal na całą szerokość kokpitu.

Odwilż regulacyjna

Pandemia wyzwoliła tendencje deregulacyjne nie widziane na rynku kapitałowym od dekad. Z jednej strony to cieszy, bo polskie spółki poddane są nadmiernym wymogom, z drugiej zaś budzi pewne zaniepokojeni

Autor: dr Mirosław Kachniewski, prezes Zarządu Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych

Ewolucja regulacji polskiego rynku kapitałowego polegała na systematycznym dokręcaniu śruby. Szybkość tego dokręcania zależała od liczby i skali nadużyć. Jeśli nadużycie było wynikiem niedoskonałych regulacji, to oczywistą konsekwencją było ich rozbudowanie. Co ciekawe, nawet jeśli nadużycie było wynikiem złamania regulacji, to i tak dochodziło do dokręcania śruby, tak jakby istniało przekonanie, że jak będzie więcej przepisów, to będą rzadziej łamane.

Ten jednostajny trend widoczny był od kilku dekad w całej UE. Przy czym warto zwrócić uwagę na potrójną specyfikę rynku polskiego. Po pierwsze, mamy najmniejsze spółki, więc te same wymogi unijne są u nas bardziej dokuczliwe. Po drugie, implementacja przepisów unijnych najczęściej wiąże się z naszą radosną krajową twórczością regulacyjną dodatkowo utrudniającą funkcjonowanie. Po trzecie wreszcie, kultura egzekwowania prawa jest u nas na dużo niższym poziomie – w krajach zachodnich nawet najgłupszy przepis nie jest szkodliwy, gdyż nie zostanie zastosowany w praktyce.

Żadne analizy, badania, statystyki nie były w stanie zmienić podejścia unijnych regulatorów. Aż nastał COVID i okazało się, że otworzył oczy niedowiarkom. Nagle te dane dotyczące spółek uciekających z giełd europejskich, niekorzystne porównania z danymi z innych rynków, czy wreszcie brak możliwości finansowania małych i średnich przedsiębiorstw zaczęły być ważne. Podobnie jak zgłaszane od lat postulaty dotyczące usunięcia najbardziej szkodliwych dla rynku wymogów.

Na pierwszy ogień poszedł prospekt emisyjny. Od dawna było wiadomo, że o ile prospekt obejmuje bardzo dużo informacji ułatwiających podjęcie decyzji inwestycyjnej, o tyle nie jest dokumentem czytanym przez inwestorów. Stąd wiele lat temu pojawił się obowiązek opracowywania skrótu prospektu, żeby inwestorzy nie musieli czytać całego kilkusetstronicowego dokumentu. Bez odpowiedzi pozostawało jednak pytanie, po co opracowywać prospekt, skoro bardziej przyjaznym dla inwestorów dokumentem jest jego skrót. I wreszcie doczekało się ono odpowiedzi – ta długa wersja prospektu nie jest potrzebna i wystarczy ta 30-stronicowa. Co ciekawe, zmiana ta nie została dokonana wskutek obniżenia ryzyka na rynku, ale wręcz przeciwnie – w warunkach rosnącej pandemicznej niepewności.

Koncepcja takiego krótkiego prospektu bardzo się uczestnikom rynku spodobała, w związku z czym Komisja Europejska poszła za ciosem i zajęła się głównym obszarem regulacji dotyczących spółek giełdowych, tj. wymogów, jakie muszą spełniać już po rozpoczęciu notowań. Obecnie trwają konsultacje tzw. Listing Act, w ramach których zostały zadane pytania dotyczące wszelkich aspektów związanych z notowaniem spółek. Będąc osobą, która przepracowała w nadzorze ponad dekadę, postrzegam niektóre z nich jako bardzo ryzykowne.

Obawiam się, że tak jak po kryzysie subprime mieliśmy do czynienia z krucjatą regulacyjną, której wynikiem stały się nadmiarowe wymogi, tak obecnie możemy być świadkami zbyt daleko idących działań quasi-deregulacyjnych. Quasi dlatego, że ograniczenie wymogów może być pozorne i zwabić spółki w pułapkę. Przykładowo, ograniczenie objętości prospektu do 30 stron nie ogranicza jednocześnie ryzyka emitenta. Wręcz przeciwnie – im krótszy będzie prospekt, tym większe ryzyko, że pominięte zostały informacje uznane ex post jako kluczowe do podjęcia decyzji inwestycyjnych. Dlatego ważne jest, aby zmiana regulacji odbywała się proporcjonalnie do zmiany nastawienia nadzorców, żeby spółki nie były zaskoczone restrykcyjnym egzekwowaniem liberalnych przepisów.

 

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...