Kumpel Adam

Gdy oddawałem go po tygodniowych jazdach, czułem się tak, jakbym żegnał kumpla, z którym można się nieźle zabawić na mieście. Jeszcze siedem dni wcześniej nie sądziłem, że można tak dobrze spędzić z nim czas

Zacznijmy jednak od początku. Opel Adam Rocks to najmniejszy model niemieckiego producenta. Powstał, ponieważ rynek zgłosił zapotrzebowanie na małe, figlarne wozidełka dla jednej osoby bądź dwóch, które od czasu do czasu chcą podrzucić gdzieś znajomych… Samochodzik jest malutki. Mierzy niespełna 370 cm, a to stawia go w czołówce najkrótszych samochodów na rynku. Gdy do niego podchodziłem, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Stylówa widoczna na zewnątrz auta kazała mi podejrzewać, że będzie to mile spędzony czas.

Stylistom udało się narysować bardzo ładne nadwozie, które w tym przypadku pomalowane zostało na pięć kolorów. Złamana biel karoserii, czarny dach i elementy zderzaka, czerwone lusterka i elementy przedniego grilla, srebrne dodatki zderzaka i niebieskie obwódki na czarnych felgach. Bardzo śmiałe posunięcie. Powiem wręcz – całość prezentuje się wesoło, modnie, jednocześnie odważnie. Samochód może się podobać. Po otwarciu drzwi znów zaskoczenie. We wnętrzu przewidziano miejsce dla pięciu pasażerów. Tu projektantów trochę poniosło, bo na tylnej kanapie zmieszczą się filigranowe niewiasty, ale auto służy raczej do wożenia jednej, i to na przednim fotelu. Nie będę precyzował którym, ale na pewno będzie to pierwszy rząd. I tu kolejne zaskoczenie. Z przodu miejsca jest aż nadto. Poczułem się jak w aucie o dwa numery większym. Do tego biała skóra na siedzeniach, fortepianowe wykończenie deski rozdzielczej oraz niespotykana faktura w górnej jej części… stylówy ciąg dalszy.

Czego mogę więc się spodziewać pod maską? I tu znowu zaskoczenie. Tylko jeden litr pojemności, ale za to 115 koni mechanicznych, które dodatkowo brzmią bardzo obiecująco. Silnik ma trzy cylindry, a to połowa rzędowej sześciocylindrówki. Wiem, że to brzmi jak żart, ale wrażenia akustyczne są całkiem obiecujące. Szczególnie gdy silnik wkręca się powyżej 4 tys. obrotów na minutę. Gdy wyjechałem na drogę, zauważyłem, że samochód przykuwa uwagę przechodniów. Nie spotkałem chłopca, który nie obróciłby się za Adamem, wskazując na niego palcem. Co ciekawe, instynktownie obracały się za nim również mamy…

Znacie to uczucie, kiedy idziecie na zakupy do centrum handlowego i prowadzicie wózek ze swoim potomkiem? Żona kupuje buty, a wy przechadzacie się po centrum, ściągając na siebie spojrzenia wszystkich kobiet? Ten samochód to prawdziwy afrodyzjak. Nie tylko dla niej, lecz także dla ciebie. Ma nietuzinkową stylistykę, jest dynamiczny i bardzo sprytny w miejskim ruchu. Z miejsca rusza jak mała torpeda, zostawiając w tyle wszystkich macho w swoich dużych ego. Nie sprint ze świateł jest jednak jego żywiołem. Kluczowe okazują się: zwinność auta, jego predyspozycje do przeskakiwania z pasa na pas oraz niesamowita elastyczność malutkiego silnika. Zmiana biegów jest precyzyjna, a charakterystyka przełożeń przyjemnie sportowa. Nieważne, jak spokojnie byś jechał. Gdy zobaczysz lukę na pasie obok, musisz się w nią zmieścić. Potem w następną i następną… Nie możesz przestać.

Będę szczery. Opel Adam Rocks wzbudza agresję męskiej części użytkowników dróg. Będą chcieli utrzeć ci nosa, dlatego spodziewaj się rywala do wyścigu. Na wszystkich światłach będą chcieli ci udowodnić, że są szybsi. To ty jesteś jednak zwycięzcą, bo choć 115 KM w tym aucie to nie jest mało i powinno wystarczyć do pokonania większości zawodników, twoją największą bronią są: zwinność, przyczepność i doskonały układ kierowniczy. Kiedy uda się już zwolnić, można odsunąć materiałowy dach i rozkoszować się pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Do ok. 90 km/h jest przyjemnie, cicho, wręcz luksusowo. Jedziesz spokojnie i jesteś pewny, że nic nie zakłóci twojego spokoju.

I wtedy widzisz kolejną lukę na pasie obok i wszystko zaczyna się od początku. Po tygodniu takiej zabawy nadszedł czas na pożegnanie kumpla Adama i powrót do codzienności. Producent obiecuje, że spalanie w mieście to trochę ponad 6 l na każde 100 km. Mnie nie udało się zejść poniżej 8 l. Ciągłe szukanie wolnego miejsca gdzieś z przodu, frajda z prawdziwie sportowego prowadzenia, dźwięk silnika oraz precyzyjna skrzynia biegów nie sprzyjają ekonomice jazdy. Natomiast bogate wyposażenie, ogrom miejsca na przednich fotelach oraz ciekawskie spojrzenia przechodniów pozwolą poczuć się w tym aucie wyjątkowo. Myślę, że jeszcze się spotkamy