.

Rewolucyjna zmiana w księgowości

Dzięki zastosowaniu technologii AI do rozpoznawania tekstu, można dwukrotnie skrócić czas obsługi dokumentów, zwiększyć ich dokładność, uniknąć wielu ludzkich pomyłek i błędów

Poza różnego rodzaju dokumentacją przechowywaną w firmach, w zależności od profilu, u każdego przedsiębiorcy nie da się uniknąć zbioru segregatorów z dokumentacją finansowo–księgową. Nadchodzi zatem czas, aby także w systemie księgowym wprowadzić rewolucyjne zmiany, pozbyć się definitywnie papieru i wprowadzić e-faktury.

Fundamentalne decyzje

Krajowy System e-Faktur (KSeF) to największa zmiana w obszarze fakturowania od momentu wdrożenia elektronicznych faktur, która od 2026 roku zrewolucjonizuje i ujednolici sposób dokumentowania i rozliczania transakcji w Polsce. To rozwiązanie wpłynie na cały proces księgowy, zobowiązania podatników, a także wprowadzi szereg korzyści i wyzwań dla przedsiębiorców.

Ustawa z 5.08.2025 r. „O zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw” została opublikowana 1.09.2025 r. w Dzienniku Ustaw (Dz.U. z 2025 r.poz.1203). Ta nowelizacja przesunęła obowiązek wystawiania e-faktur na 1.02.2026 roku, w związku z tym do tego czasu zasady fakturowania pozostają bez zmian.

Kluczowe przepisy określają, że od 1.02.2026 r. wszystkie faktury muszą być wystawiane za pośrednictwem systemu, co jest zgodne z celami cyfryzacji i poprawy kontroli podatkowej. Ponadto wprowadzono rozwiązania ułatwiające korzystanie z systemu, np. tryb offline 24 czy możliwość dodawania załączników, które mają umożliwić płynne przejście w nową erę fakturowania.

Od 1.02.2026 r. KSeF będzie obowiązkowy dla wszystkich firm wystawiających faktury w Polsce, jednak wdrożenie będzie zachodziło etapami. Od 1.02.2026 r. obligatoryjnie dla dużych podatników (wartość sprzedaży za 2024 przekraczająca 200 mln wraz z podatkiem). Od 1.04.2026 r. dla pozostałych przedsiębiorców. Od 1.01.2027 r. dla drobnych przedsiębiorców, których wartość faktur wystawionych w danym miesiącu nie przekracza kwoty 10.000 złotych brutto.

Podatnicy muszą się przygotować do tego procesu już teraz, gdyż faktury będą miały ustrukturyzowany format XML, co wyeliminuje konieczność ręcznego przepisywania danych z plików PDF czy skanów. Nowe zasady oznaczają, że momentem uznania faktury za wpływającą do systemu będzie jej przyjęcie w KSeF z nadanym numerem, co wpłynie na terminy rozliczeń VAT i odliczeń, w tym skrócenie czasu zwrotu VAT z 60 do 40 dni.

Bankowość cyfrowa, brak konieczności archiwizacji papierowej i automatyzacja procesów transakcyjnych uczynią system efektywniejszym, w pełni integrując przepływ dokumentów z systemami księgowymi przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy będą musieli dostosować swoje procedury akceptacji faktur oraz regularnie monitorować postępy we wdrażaniu rozwiązań technicznych, aby wyeliminować potencjalne błędy, a wcześniejsze przetestowanie procesów i narzędzi pozwoli także na usprawnienia pod kątem potrzeb w organizacji.

Wady systemu

Mimo wielu korzyści, KSeF wiąże się z wyzwaniami. Faktury pobrane z KSeF będą miały formę nieczytelnego zestawu danych, co uniemożliwi ich natychmiastową weryfikację. Taki system wymusi użycie niezbędnego oprogramowania, które pozwoli na dalszy obieg dokumentów. Przedsiębiorcy muszą zainwestować w infrastrukturę IT, szkolenia pracowników i procesy integracji systemów księgowych z platformą. Aby uniknąć wątpliwości i problemów, podatnicy także co do zasady powinni wysyłać faktury do systemu KSeF w dniu ich sporządzenia. Dla mniejszych firm i tych z ograniczonym dostępem do internetu, obowiązek ten może stanowić barierę, zwłaszcza w trakcie etapów wdrożenia i ewentualnych awarii technicznych. Ponadto błędy w danych przesyłanych do systemu mogą skutkować problemami finansowymi i podatkowymi, jeśli nie zostaną odpowiednio wcześnie wykryte i skorygowane.

Zalety dla przedsiębiorców

KSeF to przede wszystkim narzędzie zwiększające efektywność i transparentność rozliczeń podatkowych, przyspieszające zwrot VAT, a także minimalizujące ryzyko fałszerstw i sprzecznych z prawem praktyk na rynku. Automatyzacja pozwala na eliminację ręcznego księgowania i ograniczenie ludzkich błędów, co przekłada się na oszczędność czasu i pieniędzy. Ponadto, rozwiązanie to sprzyja cyfrowej transformacji przedsiębiorstw i ułatwia ich dostosowanie do standardów unijnych. Co więcej, nie potrzeba kupować płatnej aplikacji, co na pewno jest ważne dla drobnych przedsiębiorców, a Ministerstwo Finansów zapewnia bezpłatne narzędzia, które będą poddawane regularnej aktualizacji.

Wprowadzenie KSeF to wielka rewolucja, która wymusi na przedsiębiorcach zmiany w codziennej działalności, ale jednocześnie przyniesie korzyści w postaci szybszych zwrotów VAT, poprawionej kontroli i efektywności procesów księgowych. Fakt, że system ten jest oparty na nowoczesnej technologii, wprowadza nie tylko wygodę, ale i wymaga od podatników dużej adaptacyjności. Ostatecznie czas pokaże, czy benefity przewyższą wyzwania, a najwięksi przegrani to ci, którzy zbyt późno przygotują swoje systemy i procedury.

Agnieszka Jakubowska

Bestune B70 – modły zostały wysłuchane? – test redakcyjny

Pojawia się na naszej drodze trochę jak gość z daleka, który mówi spokojnie, bez podnoszenia głosu, a po pięciu minutach orientujesz się, że warto go posłuchać. Chińska motoryzacja wciąż budzi emocje, ale ten samochód nie ma zamiaru nikogo przekonywać agresywnym marketingiem. On po prostu… jest. I to jest jego największa siła.

Autor: Michał Garbaczuk

Za B70 stoi koncern FAW, czyli jeden z filarów chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, który co ciekawe, odpowiada w Chinach za produkcję dla Volkswagena. W praktyce oznacza to, że pewne rozwiązania techniczne nie są tu dziełem przypadku. W ofercie znajdziemy nawet jednostkę 1.5 TSI sprzężoną z 7-biegową, dwusprzęgłową skrzynią DSG. Nasz egzemplarz testowy poszedł jednak inną drogą: wyposażono go w benzynowe 2.0 i klasyczny automat o sześciu przełożeniach.

Spokojna siła

To zestaw z kategorii „bez nerwów”. 218 KM nie robi tu show na światłach, ale z dużą, rodzinną limuzyną radzi sobie dokładnie tak, jak powinien. Bestune B70 nie zrywa asfaltu, za to daje poczucie solidnego zapasu mocy i spokoju, czyli tego tego samego, którego dziś wielu kierowców szuka bardziej niż sprintów spod świateł.

Na rynku B70 mierzy się z legendami pokroju Skody Superb czy Toyoty Camry. I trzeba uczciwie powiedzieć: w kwestii przestronności oraz jakości wykonania wstydu nie ma absolutnie żadnego. Wrażenia zza kierownicy? Jakbym prowadził dobrą japońską, tylko z poprzedniej albo jeszcze wcześniejszej generacji. I nie, to nie jest przytyk. To wręcz komplement dla tych, którzy tęsknią za motoryzacją mniej nadopiekuńczą.

Auto, które nie poucza

Bestune B70 nie zasypuje kierowcy ostrzeżeniami, nie strofuje za każdy rzut oka w bok i nie próbuje wychowywać. Jedziesz, a samochód ci w tym nie przeszkadza. Prowadzenie na trasie jest neutralne, przewidywalne, pozbawione nerwowości. Auto po prostu jedzie tam, gdzie mu każesz, i robi to z godnym podziwu spokojem.

Miałem okazję testować B70 w styczniowych mrozach i muszę przyznać, że w takich warunkach potrafi zaskoczyć bardzo pozytywnie. Nawet reflektory, często traktowane przez producentów po macoszemu świecą wzorowo: dobry rozkład światła, odpowiednia jasność i zero stresu na ciemnych odcinkach drogi.

Wnętrze bez skrzypienia

Materiały wykończeniowe i spasowanie zasługują na osobny akapit. Nic nie trzeszczy, nic nie udaje, a elementy konsoli sprawiają wrażenie przyspawanych do konstrukcji. Bagażnik? Jak na tak dużą limuzynę mógłby być nieco większy, zwłaszcza jeśli ktoś zna możliwości Superba czy Camry. Ale to już czysto subiektywne narzekanie z kategorii „wiem, że da się więcej”.

Teraz się czepiamy

Podgrzewanie foteli ma tylko dwa stany: grzeje i nie grzeje. A kiedy grzeje, robi to naprawdę. Zimą bywa to zaletą, ale po kilku minutach można odnieść wrażenie, że producent chciał sprawdzić odporność kierowcy na wysoką temperaturę.

Druga rzecz to multimedia. I tu trzeba być uczciwym: tego systemu w tej formie nie powinno być w samochodzie, który z ceną około 119 tys. zł ma realne szanse na status rynkowego hitu. Brak RDS i problemy z obsługą radia w trasie to coś, co w 2026 roku ociera się o dyskwalifikację. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że wersje, które trafią do klientów dostaną już systemy z obecnej epoki, więc ten temat zostawmy z gwiazdką i nadzieją na szybkie poprawki.

LPG? Proszę bardzo

Na ogromny plus zasługuje za to instalacja LPG. Realny zasięg w okolicach 1000 km brzmi dziś niemal egzotycznie. Butla sprytnie ukryta w miejscu koła zapasowego, wlew pod klapką paliwa, a przełączanie między benzyną a gazem – niezauważalne. Silnik 2.0 współpracuje z instalacją wzorowo, bez protestów i bez zmiany charakteru auta.

Podsumowanie

Bestune B70 to samochód dla ludzi, którzy chcą jeździć, a nie debatować z autem o stylu prowadzenia. Spokojny, przestronny, solidnie wykonany i zaskakująco dojrzały. Nie próbuje być futurystycznym gadżetem, tylko normalną, dużą limuzyną. I właśnie dlatego może się wielu kierowcom bardzo spodobać.

Wielki jubileusz światowego fenomenu „THE PHANTOM OF THE OPERA” – po raz pierwszy w Polsce w angielskiej wersji językowej

W ramach celebracji 40-lecia światowej premiery, legendarny musical Andrew Lloyda Webbera – „THE PHANTOM OF THE OPERA” – zawita do Polski. To bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych nadchodzącego roku. Już w czerwcu widzowie będą mieli niepowtarzalną okazję, by po raz pierwszy w historii zobaczyć tę epicką produkcję w oryginalnej, angielskiej wersji językowej.

Arcydzieło, które zmieniło historię rozrywki

Od premiery na londyńskim West Endzie w 1986 roku, „Upiór w Operze” zachwyca widzów na całym świecie. Spektakl zgromadził ponad 160 milionów widzów w 205 miastach, zdobył przeszło 70 prestiżowych nagród, w tym 7 statuetek Tony i 4 nagrody Oliviera, dołączając do kanonu kultowych musicali. W czerwcu tego roku to niezwykłe widowisko muzyczne na światowym poziomie zawita do Polski, sprawiając, że zebrani w Gliwicach i Trójmieście widzowie będą mogli poczuć się, jakby przenieśli się na widownię Broadwayu czy West Endu.

Ponadczasowa historia w nowoczesnym wydaniu

Oparty na klasycznej powieści Gastona Leroux musical opowiada o nieszczęśliwej miłości tytułowego Upiora, tajemniczego geniusza muzycznego, skrywającego twarz pod maską, do młodej sopranistki Christine Daaé. To pełna mroku opowieść o potędze sztuki, cenie geniuszu i samotności, a także o potrzebie akceptacji, która potrafi być silniejsza niż strach. Przeniknięta atmosferą tajemnicy i emocjonalnej intensywności historia od dekad nie traci na aktualności, niezmiennie poruszając serca widzów na całym świecie.

Rozmach, który zapiera dech w piersiach

Polska publiczność zobaczy spektakl o wyjątkowej skali artystycznej i produkcyjnej:

– Ponad 100-osobowy zespół: artyści światowej klasy, wirtuozi muzyczni oraz ekipa techniczna dbająca o każdy detal.

– Ponad 230 misternie wykonanych kostiumów oraz spektakularna scenografia przenosząca widzów wprost do podziemi Opery Paryskiej,

– Nieśmiertelne utwory, takie jak „The Phantom of the Opera”, „Think of Me” czy „The Music of the Night” wykonane na żywo w oryginalnej wersji językowej.

Kiedy i gdzie?

12–16 czerwca 2026 r. – PreZero Arena Gliwice

23–28 czerwca 2026 r. – ERGO ARENA Gdańsk/Sopot

Spektakle zostaną zaprezentowane w dwóch nowoczesnych halach widowiskowych, które pozwolą na pełną prezentację efektów scenicznych i specjalnych.

Informacje produkcyjne

Producentem spektaklu jest Broadway Entertainment Group, a za polską organizację wydarzenia odpowiada promotor Baltic Music Group.

Społeczny wymiar pożyczek

Andrzej Jankowski, prezes Fingo Capital SA, mówi o społecznym wymiarze działalności firmy pożyczkowej, która jest w stanie zaufać klientom niechcianym przez banki

Jak długo istnieje Fingo i czym się zajmuje?

Spółka została założona w 2016 roku. Podstawą naszej działalności jest udzielanie finansowania pozabankowego.

Co to znaczy: finansowanie pozabankowe?

Na rynku finansowym jest wielu dostawców finansowania. Kiedy myślimy o konsumencie, przeciętnym zjadaczu chleba, pierwszym skojarzeniem są banki. To z nimi mamy do czynienia od dziecka – to sektor, który obsługuje część rynku konsumenckiego i biznesowego.

Czym różnią się wasze usługi od tych bankowych?

Sektor bankowy jest regulowany przez krajowych nadzorców finansowych. Żeby spełniać ich wymagania, banki dokonują selekcji klientów – zarówno biznesowych, jak i indywidualnych. W efekcie część klientów ma trudności z uzyskaniem finansowania w banku.

Jakich klientów najczęściej odrzucają banki?

Zwykle problemy mają mali przedsiębiorcy. Banki muszą spełniać wymogi Komisji Nadzoru Finansowego, a także wytyczne banków centralnych – choćby najważniejszego z nich ulokowanego w Bazylei. Banki są zobowiązane do tego, by nie przekraczać określonego poziomu tzw. złych kredytów – czy to jest 5 proc., czy też 10 proc. – to zależy od okresu i instytucji. Złe kredyty nie mogą przekraczać ustalonego limitu w portfelu banku.

Czyli bank stara się unikać ryzyka?

Z jednej strony, bank musi bardzo dokładnie oceniać potencjalnych klientów, z drugiej zaś – ci klienci, którzy popadną w problemy i nie spłacają zobowiązań na czas, trafiają do działu windykacji lub są przekazywani do firm zewnętrznych. Klient, który ma niewystarczającą ocenę kredytową, nie dostanie finansowania w banku. A przecież wciąż go potrzebuje.

Czyli klient jest oceniany na podstawie danych z biur gospodarczych i kredytowych?

Dokładnie. W Polsce funkcjonuje konkurencyjny rynek biur gospodarczych – rejestrują one opóźnienia w płatnościach. Każdy bank lub instytucja finansowa może te dane sprawdzić i ocenić zdolność oraz wiarygodność klienta.

Fingo Capital funkcjonuje jako firma pożyczkowa?

Tak. Działamy w tym trzecim filarze sektora finansowego. Z chęcią obsługujemy klientów, których nie mogą lub nie chcą obsłużyć banki. Obsługujemy zarówno klientów indywidualnych, jak i firmy – choć w sektorze konsumenckim skupiamy się na kwotach od 1000 do 3000 zł.

To są niewielkie pożyczki na krótki okres?

Tak – najczęściej do 30 dni. Klienci potrzebują finansowania na chwilę. Ten rynek działa bardzo prężnie.

Czyli to nie są osławione chwilówki z ogromnymi odsetkami?

Nie. Trzeba rozróżnić wizerunek chwilówek i faktyczne koszty. Dyrektywa europejska nakazuje prezentować RRSO – rzeczywistą roczną stopę oprocentowania – na każdej umowie, nawet jeśli finansowanie trwa miesiąc. To może zniekształcać obraz.

A jak wygląda koszt pożyczki w waszym przypadku?

Koszty są regulowane ustawowo. Odsetki są takie same, jak w banku. Dodatkowo dochodzą koszty przygotowania umowy – to 10 proc. w skali roku, a więc miesięcznie około 0,8–0,9 proc. Przykładowo: pożyczka na 1000 zł kosztuje klienta 123 zł – łącznie z odsetkami i kosztami.

Co się dzieje, gdy klient spóźnia się ze spłatą?

Wtedy mogą być naliczane odsetki karne – obecnie to 22 proc. w skali roku, zgodnie z ustawą i WIBOR-em.

Czyli po roku niespłacony tysiąc złotych nie zmienia się w dwa tysiące?

Nie. To byłoby duże nadużycie. Przy 22 proc. rocznie mówimy o 220 zł. A nie o podwojeniu zadłużenia.

Ilu klientów spłaca w terminie?

Zdecydowana większość – ponad 90 proc. Co więcej – chętnie wracają i wnioskują ponownie o finansowanie.

Jaki procent stanowią klienci problematyczni?

To jest mniejszość – kilka procent. W naszej grupie kapitałowej liderem jest spółka windykacyjna Vindexus. Jej pracownicy reagują w przypadku problemów ze spłatą, zwykle proponują rozłożenie należności na raty płatne w dłuższym okresie.

Jakie są Wasze roczne obroty?

Operujemy na poziomie 30–50 milionów złotych rocznie.

Ile osób pracuje w Fingo?

Zatrudniamy zaledwie cztery osoby. Jest to możliwe dzięki wysokiemu poziomowi automatyzacji. Procesy – od wniosku po wypłatę środków – obsługujemy za pomocą nowoczesnych technologii.

Jakie to technologie? Co to znaczy w praktyce?

Na początku współpracowaliśmy z fizycznymi pośrednikami, którzy przyjmowali klientów w lokalach, zbierali dokumenty. Dziś funkcjonuje to inaczej – w czasie pandemii przeszliśmy całkowicie na system online. Klient składa wniosek i załatwia wszystkie formalności przez Internet.

Jak wygląda ten proces?

Klient zakłada konto, weryfikuje się telefonicznie, wypełnia kwestionariusz – dane osobowe, dochody, gospodarstwo domowe, zobowiązania. Może zadzwonić do nas, jeśli coś jest niejasne. Na naszej stronie są też odpowiedzi na najczęstsze pytania.

A jak wygląda weryfikacja?

Klient łączy się ze swoim bankiem – umożliwia nam dostęp do historii konta. Sprawdzamy również dane w Biurze Informacji Kredytowej. Cały ten proces jest zautomatyzowany.

Co dalej, jeśli wniosek zostanie zaakceptowany?

Podpisujemy umowę. Współpracujemy z firmą Amodit, która ma licencję europejską na podpis elektroniczny. Klient podpisuje dokument przez SMS i e-mail, my również – i wtedy następuje wypłata środków na wcześniej zweryfikowane konto.

Jak pan by uzasadnił sens istnienia takiej firmy jak Fingo – poza ekonomią?

Po pierwsze – szybkość. Klient potrzebuje decyzji natychmiast. Po drugie – bank może nie udzielić mu finansowania. Po trzecie – spłacenie pożyczki poprawia historię kredytową i może ułatwić powrót do sektora bankowego.

 

Czy są sezony większego zapotrzebowania na pożyczki?

Tak – przed świętami i wakacjami. Wtedy rośnie liczba wniosków.

Jak wielu klientów obsługujecie miesięcznie?

Między 2 a 3 tysiące. Większość z nich wraca do nas.

A kredyty dla przedsiębiorców?

Nie – nasza oferta jest adresowana do klientów indywidualnych. Limity to maksymalnie 3000 zł, więc to raczej nie jest finansowanie typowo biznesowe.

Na koniec jeszcze kilka zdań o panu… Jakie studia Pan ukończył?

Jestem absolwentem biologii molekularnej, z doktoratem z biochemii. Studiowałem w Toronto.

Dlaczego zdecydował się pan wrócić do Polski i zmienić zawód?

Z powodów rodzinnych – rodzice, brat zostali w Polsce. Pracowałem w Kanadzie w branży biotechnologicznej, ale to bardzo trudny, ryzykowny sektor. Wymaga ogromnych inwestycji, a większość firm nie jest w stanie przetrwać pięciu lat.

Kiedy pan wrócił?

10 lat temu. Najpierw pracowałem w Vindexusie, w departamencie nadzoru – zajmowałem się m.in. wycenami. To doświadczenie bardzo przydaje mi się dzisiaj. W Fingo jestem od początku, choć firmę zakładała moja poprzedniczka. Po dwóch latach przejąłem po niej obowiązki.

rozmawiał Piotr Cegłowski

 

Co lubi Andrzej Jankowski

Wakacje › Jeździ najchętniej do Toronto, gdzie długo mieszkał i ma tam przyjaciół.

Hobby Gra na akordeonie, instrumencie, który z roku na rok staje się coraz bardziej modny – pojawia się dziś w utworach popowych, jazzowych a nawet klasycznych.

Kuchnia › Polska, chętnie przyrządza potrawy mięsne.

Motoryzacja › Jest fanem Toyoty, docenia rolę tej firmy, która ciągle jest liderem technologicznym, a w czasie kryzysu energetycznego podbiła Amerykę Północną.

Sport Gra w squasha.

Nowe modele Porsche Taycan i Cayenne Black Edition już w Polsce

Porsche oferuje polskim klientom specjalną serię modeli Taycan i Cayenne „Black Edition” wzbogaconych o czarne akcenty. Oprócz specjalnego wyglądu zewnętrznego i wnętrza, modele tej edycji specjalnej charakteryzują się wieloma wysokiej jakości detalami wyposażenia. Taycan oferuje również dodatkową zaletę w postaci większego zasięgu dzięki większej baterii. Taycan Black Edition jest dostępny jako sportowy sedan i Sport Turismo. Cayenne Black Edition jest dostępny w klasycznej wersji SUV lub jako eleganckie SUV coupé. Do wyboru jest również kilka opcji napędu. Modele specjalnej edycji zadebiutowały podczas Goodwood Festival of Speed w Wielkiej Brytanii.

Czarne akcenty na zewnątrz i wewnątrz podkreślają sportowy, elegancki wygląd modeli Black Edition. W modelu Taycan pakiet Sport Design, listwy bocznych okien i oznaczenie modelu z tyłu są wykończone w kolorze czarnym z wysokim połyskiem. Lusterka zewnętrzne w kolorze czarnym z wysokim połyskiem w połączeniu z innymi lakierami zewnętrznymi są dostępne wyłącznie w wersji Black Edition. Standardowo montowana jest również tylna listwa świetlna z podświetlanym czarnym logo Porsche. W pakiecie znajduje się również pakiet czarnych akcentów we wnętrzu, pakiet schowków oraz czarne, szczotkowane, podświetlane listwy progowe z aluminium.

Większy akumulator Performance Battery Plus, który jest dostępny jako opcja w modelach Taycan, Taycan 4 i Taycan 4S, jest również standardowym wyposażeniem modeli Taycan Black Edition. Większa pojemność brutto wynosząca 105 kWh ma pozytywny wpływ zarówno na osiągi, jak i zasięg WLTP. Na przykład w podstawowym modelu sportowego sedana Black Edition, który generuje do 435 KM¹, zasięg wzrasta do 668 kilometrów – o 76 km, czyli 12 procent więcej niż w modelu standardowym.

Modele Cayenne są wyposażone w przedni zderzak Sport Design², pakiet zewnętrzny, lusterka zewnętrzne i logo Porsche, a także oznaczenie modelu z tyłu, wszystkie wykończone w kolorze czarnym z wysokim połyskiem. Wnętrze wzbogacono pakietem wnętrza z szczotkowanego czarnego aluminium.

Porsche dodało również do listy wyposażenia standardowego obu serii modeli: asystenta zmiany pasa ruchu, system Surround View z aktywnym asystentem parkowania⁴, 21-calowe felgi z nakładkami z pełnokolorowym logo Porsche, reflektory HD Matrix LED (przyciemniane w modelu Cayenne Black Edition), projektory LED w drzwiach wyświetlające logo Porsche, komfortowe fotele przednie (z 14-stopniową regulacją elektryczną i funkcją pamięci) z herbem Porsche na zagłówkach, system dźwiękowy BOSE® Surround Sound System z Dolby Atmos (z Electric Sport Sound w modelu Taycan), pakiet schowków oraz czarne wykończenie gładką skórą⁵. Model Taycan posiada również ekskluzywną plakietkę w konsoli środkowej z oznaczeniem „Black Edition”.

Modele Black Edition są dostępne nie tylko w kolorze czarnym

Chociaż jest to wersja Black Edition, kolor czarny nie jest obowiązkowy jako kolor podstawowy: podczas konfiguracji modeli tej edycji można również wybrać inne kolory lakieru nadwozia. W przypadku modelu Taycan wszystkie kolory z kategorii Contrasts i Shades są dostępne bez dodatkowych opłat, w tym kolory takie jak Jet Black Metallic, Volcano Grey Metallic, Dolomite Silver Metallic i Ice Grey Metallic. W przypadku modelu Cayenne klienci mogą bez dodatkowych opłat wybierać spośród kategorii Contrasts: White lub Chromite Black Metallic.

Za dodatkową opłatą klienci mogą również wybrać kolor z kategorii Legends, Dreams i Shades (Cayenne) lub skorzystać z szerokich możliwości personalizacji oferowanych przez programy Paint to Sample. Dostępne są również opcje dotyczące wnętrza, w tym skóra w kolorze Slate Grey lub dwukolorowa.

Specjalny pakiet Black Edition na zamówienie i dalsza personalizacja

Rozszerzony pakiet Black Edition zawiera napis „Black Edition” na przednich drzwiach, a także podświetlane listwy progowe i zestaw kluczyków do pojazdu z etui, również z dopasowanym napisem.

Pojazdy stają się wyjątkowymi egzemplarzami dzięki opcjom oznaczonym symbolem personalizacji. Indywidualizacji można poddać wiele elementów wnętrza, w tym kluczyki i etui na kluczyki, dwustronną dywanik bagażnika, dywaniki, folder z dokumentacją pojazdu, pokrywę schowka w konsoli środkowej oraz listwy progowe.

Odpowiednie opcje dla modeli Taycan i Cayenne są oznaczone symbolem personalizacji w konfiguratorze samochodów Porsche i można je tam wyświetlić w czasie rzeczywistym. Porsche Exclusive Manufaktur realizuje te detale wyposażenia z wielką dbałością o szczegóły i kunsztem wykonania.

 

Cayenne Cena non-Black Cena Black
Cayenne 479000 548000
Cayenne E-Hybrid 511000 572000
Cayenne S E-Hybrid 580000 644000
Cayenne Coupe 497000 557000
Cayenne E-Hybrid Coupe 522000 578000
Cayenne S E-Hybrid Coupe 605000 659000
Taycan Cena non-Black Cena Black
Taycan 474000 555000
Taycan 4 495000 576000
Taycan 4S 562000 634000
Taycan Sport Turismo 479000 560000
Taycan 4S Sport Turismo 567000 639000

 

¹ Moc overboost przy użyciu Launch Control, szczegóły dotyczące metody pomiaru na stronie www.porsche.com/gtr21

² Kompletny pakiet Sport Design jest standardowym wyposażeniem modeli Cayenne S E-Hybrid Black Edition.

Sportowiec w smokingu

Model GTS w gamie modelowej Porsche nie jest ani najdroższy, ani najszybszy. Stając pośrodku stawki wydaje się więc być najbardziej uniwersalnym, ale ma w sobie coś takiego, co przyciąga jak magnes i sprawia, że jest absolutnie wyjątkowy

Ponad pięciometrowe nadwozie sportowej limuzyny prezentuje się bardzo okazale. Dostojna, niezwykle spójna linia nadwozia natychmiast informuje, iż mamy do czynienia z czymś wyjątkowym.

Wysmakowany w każdym calu

Trzecia ewolucja Panamery stała się dojrzała, dostojna, a jednocześnie wciąż prezentuje szczytowe osiągnięcia motoryzacyjnej inżynierii. Dopełnieniem sylwetki są 22-calowe koła w czarnym odcieniu oraz czarne i karbonowe dodatki, jak osłony lusterek, przyciemniane klosze lamp i wloty powietrza w zderzaku. Wyróżnikiem modelu jest trzyczęściowy, wysuwany spojler, dostępny jedynie w topowej wersji Turbo S E-Hybrid oraz cztery czarne końcówki układu wydechowego. Wnętrze utrzymane jest również w ciemnych barwach i praktycznie wszystkie elementy obszyte zostały zamszem i alcantarą. Nie ma tu mowy o świecących dodatkach, a jedynym wyróżniającym się akcentem są listwy drzwi i deski rozdzielczej oraz elementy koła kierownicy wykonane z polerowanego włókna węglowego. Cała reszta to wykwintna matowa czerń, począwszy od kierownicy, przez fotele, boczki i uchwyty, na podsufitce kończąc. Ten ultrasportowy wizerunek sprawia, że kierowca poczuje się tu… jakby luksusowo. Panamera GTS jest autem 4-osobowym, dlatego na przejażdżkę nie możecie zabrać któregokolwiek z waszych przyjaciół. Podróż tym samochodem powinna być dla nich nagrodą…

Twardy zawodnik

Jak napisałem wcześniej, Porsche Panamera GTS nie jest ani najszybsze, ani najdroższe, ale dane techniczne i tak robią wrażenie. Czterolitrowy, podwójnie doładowany, 8-cylindrowy silnik generuje równe 500 KM i 660 Nm momentu obrotowego. Pierwsze 100 km/h pojawia się już po 3,8 sekundy, co jak na auto o masie ponad 2100 kg jest wynikiem wręcz imponującym. Przyspieszaniu towarzyszy seria grzmotów i charczących dźwięków przyprawiających o dreszcze. Panamera GTS wyposażona została w specjalnie zaprojektowany do tego modelu aktywny układ wydechowy, który odpowiada za prostowanie się włosów na rękach i tężenie mięśni karku. Wrażenia słuchowe są tak hipnotyzujące, że odruchowo chcecie więcej i więcej. Prychanie, kichanie, strzały, grzmoty i wibrujący hałas gwoździ w aluminiowym wiadrze to składowe tej ścieżki dźwiękowej.

Producent zapewnia, że 160 km/h pojawi się na prędkościomierzu po 9,1 sekundy, a 200 km/h zobaczymy na liczniku po kolejnych 5,5 sekundy. Zabawa kończyć się ma po osiągnięciu szalonych 302 km/h! Niestety nie było mi dane sprawdzić tych parametrów, ale muszę przyznać, że i tak zabawa w granicach przepisów polskiego prawa jest przednia i ciężko przestać. W grzecznej jeździe nie pomaga zdecydowanie pokrętło wyboru trybu jazdy, które nawet ustawione w trybie Comfort gwarantuje spektakularne wrażenia, choć wszystko odbywa się we względnej ciszy. Prawy kciuk jednak niepostrzeżenie obsuwa się na środek pokrętła, gdzie znajduje się przycisk, który na 20 sekund uwalnia całą siłę drzemiącą w czterolitrowym motorze. Robiłem to raz za razem i w ogóle mi się to nie nudziło. Wyobrażam sobie, że po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów, będzie to najbardziej lśniący przycisk w całym kokpicie.

Szaleństwo bez końca

W nomenklaturze Porsche symbol GTS oznacza sportowe osiągi, a lekkość prowadzenia i precyzję zapewnić ma zawieszenie i układ jezdny. Nie inaczej jest w przypadku Panamery. Zawieszenie zostało obniżone, a specjalnie zaprojektowany system Torque Vectoring Plus pilnuje, by auto pokonywało zakręty, jak wymierzone cyrklem na lekcjach z rysunku technicznego. Pomagać ma w tym opcjonalna skrętna tylna oś, dzięki której ten ponad 5-metrowy krążownik staje się zwinny niczym miejskie wozidełko. Wyważenie samochodu i precyzja układu kierowniczego sprawiają, że za kierownicą Panamery GTS poczujecie się, jak w samochodzie wyścigowym i o wiele mniejszym, niż to jest w rzeczywistości. Lekkość z jaką auto pokonuje kolejne łuki jest imponująca, a stabilność wręcz wzorowa. Auto wyposażone zostało w system aktywnej stabilizacji przechyłów nadwozia, któremu wtórują trzykomorowe, pneumatyczne amortyzatory tłumiące wszelkie nierówności nawierzchni.

Jak bardzo dobry jest to samochód, przekonają się pewnie nieliczni. Fascynujące jest jednak to, że w każdej chwili ten dziki zwierz potrafi schować pazury i zmienić się w potulnego misia. Układ wydechowy można wyciszyć jednym przyciskiem, a wyczynowy gokart zmienić, może nie w latający dywan, ale w komfortową limuzynę. Spece od ergonomii popracowali także nad komfortem foteli, które wreszcie są tak wygodne w długiej podróży, jak tego oczekujemy. Ten sportowiec przyozdobiony czarnymi dodatkami jest w stanie obrócić każdą głowę: i tę młodą i tę starszą, męską i kobiecą. Samochód jest po prostu piękny i prowadzi się dokładnie tak, jak wygląda.

Michał Garbaczuk

Synthos i Ekovoltis dokonują technologicznego przełomu na rynku energii

Polska energetyka otwiera się na nowych dostawców usług systemowych. Synthos – we współpracy z Ekovoltis, zakończyła proces kwalifikacji turbiny gazowej w  układzie CCGT w Oświęcimiu do świadczenia regulacyjnych usług systemowych. To sygnał, że w energetyce otwiera się przestrzeń, w której prywatny kapitał aktywnie wspiera stabilność i bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego.

Stabilność systemu elektroenergetycznego to jedno z kluczowych wyzwań współczesnej gospodarki. Przy rosnącym udziale źródeł odnawialnych, bezpieczeństwo dostaw przestaje być wyłącznie kwestią techniczną. Staje się strategicznym zagadnieniem dla różnych sektorów, od produkcji różnych dóbr, przez transport, aż po codzienne życie konsumentów. To ogromne pole dla innowacji, które coraz częściej są wprowadzane przez firmy prywatne. Jednocześnie Rynek Usług Systemowych w Polsce dynamicznie rośnie i według szacunków osiąga już wartość około 2 mld zł rocznie, co czyni go jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku energii.

We wrześniu 2025 roku Synthos i Ekovoltis – spółki należące do MS Galleon, grupy kapitałowej Michała Sołowowa, skutecznie przeszły proces kwalifikacji źródła w postaci elektrociepłowni EC 1, wyposażonej w turbinę gazową pracującą w układzie CCGT, do świadczenia usług systemowych w oparciu o nowe Warunki Dotyczące Bilansowania.

Współpraca między spółkami Synthos i Ekovoltis pokazuje, że połączenie doświadczenia przemysłowego z nowoczesnymi kompetencjami w obrocie energią
i elastycznym podejściu do klienta  pozwala na szybkie i efektywne realizowanie innowacyjnych projektów, które znacząco wzmacniają stabilność i konkurencyjność krajowego systemu energetycznego
– mówi Bogusław Brandys, dyrektor Jednostki Biznesowej Utilities w Synthos.

Synthos, który posiada wieloletnie kompetencje w świadczeniu usług systemowych na rynku czeskim i dysponuje różnorodnymi aktywami energetycznymi w kraju i zagranicą, udostępnił swoją wiedzę i aktywa. Ekovoltis, z kolei, wniósł doświadczenie w zakresie obrotu energią oraz kompetencje organizacyjne i techniczne, dzięki którym cały proces udało się przeprowadzić w zaledwie dziewięć miesięcy.

Nowa era w energetyce

Wejście Synthos i Ekovoltis na nowy segment polskiego rynku energetycznego to nie tylko kamień milowy dla obu firm, ale również dowód, że prywatne podmioty są gotowe współtworzyć bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Zdaniem Bartłomieja Kalisiewicza, członka zarządu Ekovoltis, to początek nowej epoki,
w której bezpieczeństwo energetyczne kraju będzie współtworzone także przez prywatnych graczy. Do czasu wprowadzenia nowych Warunków Dotyczących Bilansowania, które obowiązują od czerwca 2024 roku, rynek usług systemowych był obszarem zdominowanym przez duże i centralnie dysponowane jednostki wytwórcze.

Fakt, że Synthos i Ekovoltis przeprowadziły pełen proces kwalifikacji i zakończyły go z sukcesem, oznacza realne otwarcie rynku dla nowych uczestników. Ponadto, doświadczenie zdobyte w procesie kwalifikacji oraz partnerstwo Ekovoltis z firmą enspired – europejskim liderem w zakresie handlu algorytmicznego, pozwalają nam oferować najbardziej zaawansowaną na rynku usługę optymalizacji wielkoskalowych magazynów energii. To też sygnał dla całej branży, że przyszłość polskiej energetyki nie musi opierać się wyłącznie na scentralizowanych zasobach, a stabilność systemu przestaje być wyłącznym zadaniem jedynie dużych podmiotów, lecz staje się wspólnym wysiłkiem wielu uczestników rynku. To z kolei tworzy nowoczesny model, w którym bezpieczeństwo energetyczne opiera się na elastyczności, różnorodności technologii i szerokiej współpracy – podsumowuje Bartłomiej Kalisiewicz.

 

Więcej informacji na temat projektu udzielają:

Agata Kościelnik, press@synthosgroup.com

Agata Krych, press@ekovoltis.pl

 

Vindexus: trzy dekady konsekwencji i bezpieczeństwa

Trzydzieści lat działalności to w świecie finansów symbol stabilności i konsekwencji. Dla Jana Kuchno, prezesa zarządu Giełdy Praw Majątkowych Vindexus SA, jubileusz jest także okazją do refleksji nad wartościami, które od początku towarzyszyły spółce

 

Zawsze chciałem, by Vindexus był firmą wiarygodną, zarządzaną rozsądnie, z poszanowaniem pracowników i akcjonariuszy. Taki sposób prowadzenia biznesu jest w Polsce coraz rzadszy – mówi.

Absolwent Politechniki Warszawskiej, Wydziału Mechaniki, Energetyki i Lotnictwa, już w trakcie studiów odkrył, że bliższe są mu zadania organizacyjne niż inżynieryjne. – W Studenckiej Spółdzielni Universitas kierowałem zespołami, prowadziłem zakład usług różnych. To były moje pierwsze doświadczenia menedżerskie – wspomina Jan Kuchno.

Po studiach prowadził działalność handlową, z czasem zainteresował się finansami. – Zauważyłem, że przy stosunkowo niewielkim kapitale można zarządzać dużymi aktywami. Znałem od strony praktycznej prawo, miałem doświadczenie w biznesie, więc w 1995 roku założyłem Vindexus – dodaje.

Od czterech osób do grupy kapitałowej

Firma zaczynała od dwóch pokoi przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Dziś Vindexus to grupa kapitałowa obejmująca m.in. Fingo – firmę pożyczkową, Fizbud – spółkę budowlaną, oraz trzy fundusze inwestycyjne inwestujące w wierzytelności. Niezależnie działa też FUD – producent suwnic, żurawi i innych konstrukcji przemysłowych, zatrudniający około 150 osób.

– Wszystkie nasze spółki dysponują odpowiednim zapleczem kadrowym i organizacyjnym. Takie rozproszenie nie jest przypadkowe – to wymóg efektywnego zarządzania i transparentności. Jako spółka notowana na GPW podlegamy nieustannemu nadzorowi – KNF, biegłych rewidentów. Taki nadzór to nie tylko obowiązek, ale też gwarancja wiarygodności – podkreśla prezes.

Grupa Vindexus zatrudnia dziś około 150 osób. Choć nie należy do największych podmiotów w branży, cieszy się opinią stabilnej i konserwatywnie zarządzanej. – Nie gonimy za krótkoterminowym zyskiem. Dla mnie priorytetem jest bezpieczeństwo – zarówno finansowe, jak i organizacyjne – wyjaśnia Jan Kuchno.

Rodzinny charakter i stałość zespołu

Vindexus, mimo giełdowego statusu, zachował rodzinny charakter. Żona prezesa od początku pracuje w firmie, syn Piotr kieruje radą nadzorczą, a córka Julia pełni funkcję dyrektora finansowego w jednej z jednostek zależnych, starsza córka Marta wspiera Spółkę od strony prawnej. – To nasz wspólny projekt. Ale nie chodzi o nepotyzm, tylko o odpowiedzialność. Firma rodzinna to nie tylko kapitał – to zobowiązanie wobec ludzi, którzy z nami pracują – mówi Kuchno.

Ta filozofia przekłada się na wyjątkową stabilność kadr. Większość kadry menedżerskiej jest związana ze spółką od ponad dwóch dekad. – Nie pamiętam, żebym musiał kogokolwiek zwolnić. Odejścia zdarzają się sporadycznie i zawsze za porozumieniem stron. Nie oferujemy ponadstandardowych pensji, ale gwarantujemy coś ważniejszego: pewność zatrudnienia i wzajemne zaufanie – dodaje.

Konserwatywne zarządzanie i filozofia stabilności

Choć Vindexus funkcjonuje w dynamicznym i często nieprzewidywalnym otoczeniu rynków finansowych, jego prezes podkreśla, że fundamentem działalności firmy jest konserwatyzm. – Zarządzamy ostrożnie, unikamy ryzykownych eksperymentów. Zawsze powtarzam, że dobry menedżer to taki, który nie tylko potrafi zarabiać, ale przede wszystkim chronić to, co już zbudował. Dlatego jestem jak solidny portier – pierwszy przychodzę do pracy, ostatni gaszę światło – mówi z uśmiechem Kuchno.

Taki model zarządzania, oparty na codziennej obecności właściciela i stałym nadzorze, przynosi wymierne efekty. Vindexus cieszy się zaufaniem środowiska finansowego, a jego działalność jest pozytywnie oceniana zarówno przez inwestorów giełdowych, jak i obligacyjnych. – Dla wielu z nich ważniejsze od suchych liczb jest poczucie bezpieczeństwa, jakie daje stabilne kierownictwo i transparentność działań – dodaje prezes.

Wyzwania ery cyfrowej i unijnych regulacji

Rynek, na którym działa Vindexus, zmienił się diametralnie w ostatnich latach. Branża windykacyjna, jeszcze niedawno postrzegana z rezerwą, stała się pełnoprawnym elementem systemu finansowego. To jednak oznacza także większe wymagania. – Działamy w gąszczu przepisów: krajowych i unijnych. Przestrzeganie ich wszystkich wymaga ogromnych nakładów i stale rosnących kompetencji technologicznych – tłumaczy prezes.

Ważnym wyzwaniem jest cyfryzacja. Nowe regulacje, jak unijne rozporządzenie DORA dotyczące cyberbezpieczeństwa, nakładają na firmy obowiązki, które nie zawsze uwzględniają ich skalę działania. – Oczekuje się od nas standardów takich, jak w międzynarodowych bankach. To nieproporcjonalne. Tymczasem bezpieczeństwo danych powinno być przede wszystkim domeną instytucji państwowych, takich jak policja czy prokuratura. Firmy takie jak nasza nie powinny ponosić kosztów systemowych niedoskonałości – podkreśla.

Jednocześnie nowe regulacje stwarzają pewne szanse. Banki, zobowiązane do monitorowania tzw. należności trudnych, będą musiały zbywać większą liczbę wierzytelności – co otworzy Vindexusowi kolejne pola działalności. – To rynek bardzo konkurencyjny, ale dzięki zaufaniu i relacjom, które budowaliśmy przez dekady, możemy się na nim skutecznie rozwijać – ocenia Kuchno.

Pandemia i praca zdalna

Okres pandemii był testem dla całego sektora finansowego. – Udało nam się przejść przez ten czas bez strat, ale kosztowało to wiele wysiłku. Przeniesienie około 30 procent aktywności do strefy online pokazało, że praca zdalna nie jest panaceum. Nasza działalność wymaga współpracy zespołowej i zachowania rygorów bezpieczeństwa danych, a te trudniej utrzymać w sieci – mówi prezes.

Pandemia przyhamowała część planów technologicznych spółki, szczególnie tych związanych z rozwojem sieci teleinformatycznej. – Wkrótce jednak te zaległości nadrobimy. To tylko etap przejściowy – dodaje.

Sztuczna inteligencja i przyszłość branży

Rozwój technologiczny nie omija także sektora windykacyjnego. Coraz częściej mówi się o rosnącej roli sztucznej inteligencji w analizie danych i obsłudze wierzytelności. – W przyszłości wiele zadań, które dziś wykonują ludzie, przejmą algorytmy. Problem w tym, że wdrożenie takich rozwiązań wymaga ogromnych zasobów danych, a to z kolei rodzi pytania o ich bezpieczeństwo. Dla nas to temat kluczowy – podkreśla Jan Kuchno.

Vindexus już dziś przygotowuje się do zmian, inwestując w rozwój kompetencji zespołu i w technologie, które umożliwią bezpieczne przetwarzanie informacji. – To nieuniknione. Trzeba się rozwijać, ale mądrze, bez ślepego podążania za modą. W biznesie wygrywa ten, kto potrafi zachować równowagę między nowoczesnością a rozsądkiem – stwierdza.

Odpowiedzialność i dbałość o ludzi

Na pytanie o wartości, którymi kieruje się w życiu i biznesie, Jan Kuchno odpowiada bez wahania: – Jeszcze 30 lat temu wskazałbym uczciwość i rzetelność. Dziś wiem, że najważniejsze są pokora i odpowiedzialność. Pokora uczy dystansu do sukcesów, a odpowiedzialność to fundament zaufania w firmie.

Tych zasad wymaga także od współpracowników. – Rzetelność, lojalność i konsekwencja to nie są przestarzałe pojęcia. To codzienna praktyka. U nas nie ma przypadkowych ludzi – większość to osoby, które pracują tu od kilkunastu czy nawet dwudziestu lat. Dzięki nim Vindexus zachowuje swój charakter – tłumaczy.

Prezes z dumą podkreśla, że minimalna rotacja kadr to nie efekt polityki kadrowej, ale atmosfery opartej na wzajemnym szacunku. Firma inwestuje w rozwój pracowników, finansując studia podyplomowe i szkolenia informatyczne. – Nowe technologie są nieuniknione, dlatego chcę, by nasz zespół czuł się pewnie w tej zmieniającej się rzeczywistości – mówi.

Historia, wartości i inspiracje

Poza pracą Jan Kuchno pasjonuje się historią – zwłaszcza epoką Piastów i Jagiellonów, ale również okresem międzywojennym. – Historia to nie tylko daty i wojny, to laboratorium ludzkich decyzji. Trzeba ją rozumieć szerzej – przez pryzmat tysiąclecia, nie kilku dekad. Cenię postawy ludzi, którzy w trudnych czasach potrafili zachować odwagę i odpowiedzialność – tłumaczy.

Wśród historycznych postaci, z którymi chciałby porozmawiać, wymienia Stanisława Augusta Poniatowskiego – niesłusznie krytykowanego idealistę, Wincentego Witosa – człowieka prostego, ale wielkiego duchem, oraz generała Tadeusza Rozwadowskiego – genialnego stratega i zapomnianego bohatera. Dodaje też Romana Dmowskiego – polityka, którego myśl warto odczytać na nowo, z dystansem i bez uprzedzeń.

Zainteresowanie historią idzie w parze z refleksją o współczesności. – Kiedyś, pracując w Anglii, słyszałem często zdanie: „Anglia jest dla Anglików”. Wtedy mnie to oburzało. Dziś rozumiem, że patriotyzm i troska o własny kraj nie stoją w sprzeczności z europejską współpracą. Ważne, byśmy wiedzieli, skąd pochodzimy i co nas łączy – mówi.

Życie, które warto podsumować

Jan Kuchno często wraca myślami do momentów przełomowych: przyjazdu do Warszawy, decyzji o pozostaniu w Polsce, ślubu. – Zrezygnowałem z planów emigracji i postawiłem na rozwój biznesu w kraju. To była jedna z najlepszych decyzji mojego życia – przyznaje.

Na pytanie o przyszłość odpowiada z uśmiechem: – Mam 67 lat, ale nie zwalniam tempa. Marzę o zdrowiu – dla siebie i bliskich – oraz o tym, by firma była w dobrej kondycji jeszcze przez dziesięciolecia. Chciałbym, by Vindexus był stabilnym elementem rynku także z myślą o moich wnukach.

Nie ukrywa też, że myśli o podsumowaniu swojej drogi życiowej. – Od małej miejscowości, przez studia, po giełdową spółkę – to opowieść o konsekwencji, ale też o ludziach, którzy mi zaufali. Chciałbym, by to zostało zapamiętane – mówi.

Lektury i inspiracje

Wśród książek, które szczególnie ceni, wymienia Faraona Bolesława Prusa – „ponadczasowe studium władzy” – oraz powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. – Ostatnio wróciłem do „Znachora”. Film z 1982 roku, moim zdaniem, najlepiej oddaje ducha tej historii – dodaje.

Choć mówi o sobie z dystansem, w jego słowach słychać dumę i spokój człowieka, który przez trzy dekady potrafił połączyć rodzinny etos z wymogami rynku kapitałowego. – Vindexus to nie tylko firma. To sposób myślenia o pracy, odpowiedzialności i relacjach. W tym tkwi nasza siła – podsumowuje Jan Kuchno.

 

Piotr Cegłowski

Ważne Informacje

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...