.

Dacia Bigster – marzenia bywają wypadkową potrzeb – test redakcyjny

    Motoryzacja ma dziwną przypadłość. Potrafimy godzinami dyskutować o samochodach, których nigdy nie kupimy. Znamy na pamięć moc Ferrari, przyspieszenie najnowszego Porsche i liczbę cylindrów w silnikach BMW M. Zachwycamy się autami, które oglądamy na YouTubie, ustawiamy jako tapetę w telefonie i od czasu do czasu spotykamy na światłach. A potem wracamy do domu…i wsiadamy do samochodu, który następnego dnia zawiezie dzieci do szkoły, pojedzie po zakupy, odbierze paczkę z paczkomatu, a raz lub dwa razy w roku zabierze całą rodzinę na wakacje.

    Autor: Michał Garbaczuk

    I właśnie dla takich ludzi powstała Dacia Bigster. Nie po to, żeby sąsiad wyglądał przez firankę, nie po to, żeby ktoś odwrócił głowę na parkingu i nie po to, żeby kolega pytał o czas do setki. Po prostu po to, żeby być samochodem. I wiecie co? Ta pozorna wada może okazać się jego największą zaletą.

    Samochód do życia, a nie do marzeń

    Większość z nas uwielbia marzyć o motoryzacji. Problem polega na tym, że marzenia bardzo rzadko parkują pod blokiem. Codzienność wygląda znacznie mniej spektakularnie: rano szkoła, potem praca, po południu trening piłkarski z synem i zajęcia z ceramiki z córką. Jeszcze zakupy, a wieczorem jeszcze szybki wypad po karmę dla psa.

    A wakacyjna podróż? Najczęściej raz albo dwa razy w roku. I to tylko wtedy, kiedy rodzina uzna, że zamiast lecieć samolotem tam, gdzie morze ma kolor turkusu, słońce świeci przez trzysta dni w roku, a lokalna trattoria od progu przekonuje, że przecież zmieścisz jeszcze jedno tagliatelle z owocami morza, tym razem pojedziemy nad Bałtyk posiedzieć w deszczu i pograć na cymbergajach.

    I właśnie wtedy Bigster pokazuje, po co został stworzony. To naprawdę duży samochód, a właściwie ogromne rodzinne kombi przebrane za SUV-a. Pakujesz walizki, rowerki, piłki, parawan, torbę z zabawkami i pół mieszkania. I nagle okazuje się, że miejscowi sklepikarze nie zarobią na was ani złotówki, bo zabraliście z domu wszystko.

    Najsprytniejszy przycisk w samochodzie

    Jakiś czas temu rozmawiałem z osobami odpowiedzialnymi za markę Dacia w Polsce i regionie Europy Wschodniej. Usłyszałem wtedy coś, co bardzo dobrze tłumaczy filozofię tej marki. Dacia nie rezygnuje z dziesiątek elektronicznych gadżetów dlatego, że klienta na nie nie stać. Rezygnuje dlatego, że większość klientów… zwyczajnie ich nie chce. Gdyby dołożyć wszystko, czym dysponuje koncern, Bigster kosztowałby tyle co dobrze wyposażone Renault albo Nissan. Tylko po co? Przeciętny użytkownik nie potrzebuje piętnastu systemów, które nieustannie próbują podejmować decyzje za kierowcę.

    Oczywiście są systemy obowiązkowe, bo takie są dziś europejskie przepisy. Samochód przypomni o przekroczeniu prędkości o jeden kilometr na godzinę, ostrzeże, że zbliżasz się do linii na jezdni i od czasu do czasu uzna, że chyba lepiej od ciebie wie, jak prowadzić. Na szczęście inżynierowie Renault i Dacii wykazali się odrobiną… sprytnego pragmatyzmu. Po lewej stronie deski rozdzielczej umieścili przycisk, który jednym kliknięciem wyłącza najbardziej natarczywych elektronicznych opiekunów. To jeden z moich ulubionych elementów tego samochodu, bo kiedy siadam za kierownicą, chciałbym być kierowcą. Jeżeli chcę delikatnie przesunąć się w obrębie pasa, żeby ominąć zapadniętą studzienkę, naprawdę nie potrzebuję wykładu na temat prawidłowej techniki jazdy.

    Rodzina będzie zadowolona

    W środku Bigster zaskakuje ilością miejsca. Pięć dorosłych osób podróżuje naprawdę komfortowo. Przednie fotele są szerokie i wygodne, a tylna kanapa ma dobrze dobrany kąt oparcia, dzięki czemu nawet dłuższa podróż nie staje się karą.

    Mam jedynie pewne wątpliwości dotyczące tapicerki. W dotyku przypomina nieco gumowaną ceratę. Z jednej strony wykonano ją z materiałów pochodzących z recyklingu, co należy pochwalić, z drugiej zaś, jestem bardzo ciekaw, jak zachowa się podczas trzydziestostopniowych upałów. Niestety test odbywał się w połowie kwietnia, kiedy polska pogoda po raz kolejny udowadniała, że kalendarz ma własne zdanie na temat wiosny. Jedno jest natomiast pewne – Jeżeli podróżujecie z dziećmi albo psem, szybko docenicie łatwość czyszczenia tej tapicerki. Ślady po lodach, frytkach czy napojach z restauracji drive thru znikną zdecydowanie szybciej niż z jasnej kanapy pokrytej perforowaną skórą.

    Wreszcie hybryda, która pasuje do charakteru Bigstera

    Największą nowością jest jednak nowy układ hybrydowy i muszę przyznać, że to zdecydowanie najmocniejszy punkt programu. Nowy silnik benzynowy o pojemności 1,8 litra współpracuje z napędem elektrycznym w sposób, który idealnie wpisuje się w charakter samochodu. Bigster bardzo chętnie porusza się na silniku elektrycznym podczas jazdy miejskiej, dzięki czemu bez większego wysiłku można osiągnąć spalanie na poziomie około 5,5 l/100 km. W trasie wynik poniżej siedmiu litrów również nie jest niczym nadzwyczajnym. To bardzo dobry rezultat, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że mówimy o dużym rodzinnym SUV-ie.

    I jeszcze jedna rzecz. Silnik 1.8 brzmi po prostu… dojrzalej. Przyznajcie sami – walory akustyczne również mają znaczenie. Bo przecież z samochodem spędzamy codziennie znacznie więcej czasu niż podczas sprintu do setki. A skoro już o osiągach mowa… 9,7 sekundy do 100 km/h. 180 km/h prędkości maksymalnej. Czy to robi wrażenie? Nie. Czy to wystarcza? Zdecydowanie tak.

    Marzenia bywają wypadkową realnych potrzeb

    Czy Dacia Bigster jest samochodem marzeń? Nie. I nawet nie próbuje nim być, bo gra w całkowicie innej lidze. Jest samochodem codzienności. A to coś zupełnie wyjątkowego. Oferuje wszystko, czego naprawdę potrzebuje współczesna rodzina, jest przestronna, do tego oszczędna i praktyczna. Ma bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, cyfrowe zegary, fabryczny uchwyt na smartfon, ładowanie indukcyjne, kanapę dzieloną w stosunku 40:20:40 i rozsądnie dobrane wyposażenie i – co dla mnie równie ważne – nie próbuje wyręczać kierowcy przy każdej możliwej okazji.

    A poza tym wygląda naprawdę dobrze. Ma zdecydowaną, męską sylwetkę i nie sprawia wrażenia auta, które za wszelką cenę chce udawać coś, czym nie jest. I właśnie chyba za tę szczerość najbardziej ją polubiłem, bo w świecie pełnym samochodów, które próbują być wszystkim naraz, Dacia Bigster ma odwagę być po prostu samochodem. A to największy komplement, jaki można wystawić współczesnemu autu.

    Nie każdy samochód musi być marzeniem. Niektóre mają po prostu dobrze służyć ludziom. W motoryzacji wciąż jest sporo snobizmu, a marketingowcy prześcigają się w szufladkowaniu swoich potencjalnych klientów, bo jeżeli ktoś jeździ Porsche – jest pasjonatem, jeżeli BMW M – zna się na samochodach, jeżeli Ferrari – spełnił marzenia. A jeżeli Dacią? To w oczach części internetowych ekspertów od razu staje się człowiekiem, który „nie czuje motoryzacji”. A przecież to kompletna bzdura.

    zdjęcia: materiały prasowe Dacia

    Bizneshacking: rewolucja w zasięgu przedsiębiorcy

     

    Lubimy uczyć się na cudzych błędach, ale prowadząc własny biznes nie możemy ustrzec się porażek, bo nie zawsze jesteśmy o wszystkim w stanie pomyśleć i przewidzieć. W świecie, gdzie korporacyjne biura duszą kreatywność, Nihat Sen w “Bizneshackingu” podaje nam klucz do tajnych drzwi sukcesu działania na własny rachunek. Ta książka to nie nudny podręcznik, lecz vademecum sprytnych sztuczek, które zamieniają biurokratyczną rutynę w mistrzowską grę o wypromowanie swojej marki osobistej. Autor, z doświadczeniem hakera biznesowego, demaskuje mity korporacyjnych gigantów, pokazując proste “haki” – od negocjacyjnych trików po cyfrowe optymalizacje – generujące większe zyski bez milionowych nakładów.

    Wyobraź sobie: zamiast żmudnych raportów, budujesz firmę na skrótach myślowych i algorytmach codzienności. Autor serwuje case studies z pierwszej ręki – od startupów, które pokonały tytanów, po managerów, którzy wynieśli własne firmy na 300% wzrostu. To lektura dla tych, którzy nienawidzą stagnacji: hacking rekrutacji, marketingu i decyzji strategicznych staje się twoją codziennością.

    “Bizneshacking” to nie teoria – to praktyczny przewodnik przedstawiający pełną strategię prowadzenia firmy, prowadzącą do rozwoju i unikania przeszkód, które często popełniają początkujący przedsiębiorcy. Książka to zachęta do refleksji i myśl, co możesz zrobić, żeby Twoja firma była silniejsza i konkurencyjna w trudnych i niepewnych czasach. Dla managera to kompedium innowacji: zainwestuj wieczór, zyskaj lata przewagi.

    „Redefining Performance” – nowe spojrzenie na efektywność w zarządzaniu. Zapraszamy na XXII Międzynarodowy Kongres MBA w Krakowie

    W dniach 29–31 maja 2026 roku Kraków stanie się miejscem spotkania liderów biznesu, administracji publicznej, ochrony zdrowia oraz środowiska akademickiego. Wszystko za sprawą XXII Międzynarodowego Kongresu MBA, organizowanego przez Krakowską Szkołę Biznesu Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

    Wśród uczestników programu znajdą się osoby reprezentujące kluczowe obszary współczesnego zarządzania: obronność, administrację publiczną, zdrowie, nowe technologie, geopolitykę, kulturę i biznes. W Kongresie udział wezmą m.in. Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, prof. Krzysztof Pyrć, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Stanisław Mazur, I Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa, Krzysztof Jan Klęczar, wojewoda małopolski, Mieszko Musiał, prezes Carlsberg Polska, Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight, Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, oraz Wiesław Jan Hałucha, prezes Alventa S.A.

    Tegoroczna edycja wydarzenia odbywa się pod hasłem „Redefining Performance” i koncentruje się na redefinicji efektywności w zarządzaniu w kontekście dynamicznych zmian gospodarczych, technologicznych i społecznych. Organizatorzy stawiają pytanie, jak dziś mierzyć skuteczność organizacji – i czy dotychczasowe podejścia nadal odpowiadają realiom współczesnego świata.

    Międzynarodowy Kongres MBA od lat należy do najważniejszych wydarzeń integrujących środowisko MBA w Polsce. To platforma dialogu i wymiany doświadczeń między menedżerami, absolwentami i uczestnikami programów MBA oraz przedstawicielami różnych sektorów gospodarki.

    Program Kongresu

    Program merytoryczny Kongresu, realizowany w dniach 29–30 maja, obejmuje wystąpienia i dyskusje prowadzone przez ekspertów z Polski i zagranicy. Wśród kluczowych tematów znajdą się m.in. zarządzanie w administracji publicznej, kondycja psychiczna pracowników w kontekście wysokiej efektywności, wykorzystanie sztucznej inteligencji w organizacjach czy wpływ geopolityki na biznes.

    Pierwszy dzień wydarzenia otworzy uroczysta inauguracja z udziałem władz Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz przedstawicieli administracji publicznej. W programie znajdą się m.in. panel dotyczący zarządzania zadłużeniem w sektorze publicznym, dyskusja o „ślepej plamce” zdrowia psychicznego w organizacjach czy sesje poświęcone cyfryzacji i efektywności w ochronie zdrowia.

    Równolegle odbywać się będą sesje eksperckie poświęcone m.in. wpływowi sztucznej inteligencji na zarządzanie w warunkach VUCA, redefinicji efektywności w finansach i łańcuchach dostaw oraz roli geopolityki w prowadzeniu biznesu.

    Drugi dzień Kongresu rozszerzy perspektywę o zagadnienia strategiczne i kompetencyjne. W programie znajdą się m.in. wystąpienia dotyczące budowania kompetencji technologicznych w organizacjach, realnych efektów wdrożeń AI oraz współpracy między biznesem a organizacjami pozarządowymi. Nowością tegorocznej edycji będzie również Alumni Zone – przestrzeń dedykowana rozwojowi kapitału ludzkiego, łącząca doświadczenia świata biznesu i sportu.

    Integralną częścią wydarzenia są również aktywności networkingowe. 29 maja odbędzie się Evening Networking w Sky Barze Unity Centre, 30 maja – Gala Charytatywna z aukcją, natomiast 31 maja uczestnicy spotkają się podczas finałowego wydarzenia – Golf Zone w Royal Kraków Golf & Country Club.

    Szczegółowy program: https://kongresmba.uek.krakow.pl/#schedules

    XXII Międzynarodowy Kongres MBA to nie tylko wydarzenie o wysokiej wartości merytorycznej, ale również przestrzeń budowania relacji i współpracy między środowiskiem akademickim, biznesowym i instytucjonalnym.

    Organizatorzy zapraszają do udziału studentów, absolwentów oraz wszystkich zainteresowanych tematyką współczesnego przywództwa i zarządzania.

    Bilety dostępne są na stronie:
    https://kongresmba.uek.krakow.pl/

     

    Kamper Toyota PROACE MAX Tanuki

    Na rynku debiutuje Toyota PROACE MAX Tanuki. To największy kamper w ofercie marki, który jest dostępny w dwóch wariantach mocowych, nadwoziem w dwóch długościach i długą listą pakietów dodatkowych. Ceny zaczynają się od 459 900 zł, a samochód można zamawiać w salonach Toyoty oraz punktach Toyota Professional.

    Największy kamper w ofercie Toyota Professional – PROACE MAX Tanuki – został przygotowany przez firmę Affinity RV. Samochód oferowany jest w dwóch długościach – Tanuki 599 i Tanuki 636 – oraz silnikiem 2.2 D4-D w dwóch wariantach mocowych. Jednostka 140-konna połączona jest ze skrzynią manualną, a motor o mocy 180 KM ma ośmiobiegowy automat. Tak jak każdy model z rodziny PROACE, PROACE MAX ma trzyletnią Gwarancją PRO (lub do 1 000 000 km), która obejmuje zabudowę.

    Bogate wyposażenie w standardzie

    PROACE MAX Tanuki to sześć lakierów (Icy White, Anthracite, Misty Grey, Iron Grey, Silver Aluminium, Black Opal), a materiałowa tapicerka foteli ma dodatkowe przetłoczenia i podwójne szare przeszycia. Samochód już w standardzie jest dobrze wyposażony, a lista elementów obejmuje zaawansowane systemy bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy Toyota T-MATE, automatyczną klimatyzację, inteligentny kluczyk, 7-calowy wirtualny kokpit oraz system multimedialny z 10-calowym ekranem dotykowym i nawigacją z aktualizacjami online, a bezprzewodowa łączność ze smartfonami odbywa się poprzez Android Auto i Apple CarPlay.

    Największy kamper w ofercie Toyoty to doskonale zaprojektowana i wyposażona część mieszkalna. Samochód ma drzwi boczne z moskitierą przesuwane z prawej strony. Wejście ułatwia elektrycznie wysuwany stopień o szerokości 70 cm. Dostęp do tylnej części auta umożliwiają drzwi otwierane pod kątem 180 stopni. Fotele w przednim rzędzie są obrotowe, z tyłu jest dwuosobowa kanapa, a w podwójnej podłodze jadalni jest pojemny schowek. Izolacja ścian, podłogi i dachu ma do 20 mm grubości, dwa okna dachowe dobrze doświetlają przestrzeń.

    Wielotygodniowe podróże i niezależność gwarantują kabina prysznicowa, zintegrowana toaleta, 90-litrowa lodówka oraz dwupalnikowa kuchenka gazowa. Izolowany zbiornik wody czystej pomieści 100 l, zbiornik wody szarej ma 75 l pojemności, a okno dachowe wyposażono w elektryczny wentylator. Kamper Toyoty wyposażony jest też w ogrzewanie gazowe Truma Combi 4E i akumulator mieszkalny LiFePO4 o pojemności 135 Ah.

    PROACE MAX Tanuki 599

    PROACE MAX Tanuki 599 ma 599 cm długości, 229 cm szerokości, 264 cm wysokości i waży 3050 kg. Wysokość wewnętrzna to 189 cm, tylne łóżko ma wymiary 190 x 140 cm, a rozkładane przednie łóżko 170 x 90 cm. Z opcjonalnym łóżkiem o wymiarach 200 x 120 cm w podnoszonym dachu samochód oferuje do pięciu miejsc noclegowych.

    Samochód w wersji Tanuki 599 kosztuje od 459 900 zł z silnikiem o mocy 140 KM. Wersja 180-konna to koszt od 479 900 zł.

    PROACE MAX Tanuki 636

    Bazą dla wersji Tanuki 636 był PROACE MAX L4H2. Samochód ma 636 cm długości, 229 cm szerokości, 264 cm wysokości i waży 3090 kg. Łóżka tylne mają wymiary 181 x 74 cm oraz 193 x 71 cm, a liczbę miejsc noclegowych można zwiększyć zamawiając podnoszony dach sypialny z łóżkiem o wymiarach 200 x 120 cm.

    PROACE MAX Tanuki 636 z silnikiem 2.2 D4-D o mocy 140 KM kosztuje od 466 900 zł, a mocniejsza, 180-konna wersja od 486 900 zł.

    Opcjonalne pakiety wyposażenia

    Toyotę PROACE MAX Tanuki można doposażyć w akcesoria i pakiety, które zwiększą komfort biwakowania oraz wszechstronność samochodu. W aucie można zamontować gniazdo zewnętrznego prysznica (1450 zł), gniazdo zewnętrznego gazu (1250 zł) czy hak holowniczy z wiązką elektryczną 13 PIN (6250 zł). Pakiet startowy (1200 zł) obejmuje chemię do toalety, kabel adapter, przejściówkę CEE, kliny najazdowe i wąż do uzupełniania wody.

    Podnoszony dach z dwoma miejscami do spania (24 900 zł) zwiększa liczbę miejsc noclegowych, pakiet wentylacji (4000 zł) to wywietrznik z ramką i oświetleniem LED, a pakiet klimatyzacji (13 000 zł) to klimatyzacja dachowa z funkcją grzania. Spędzanie czasu na kempingu może ułatwić pakiet biwakowy (15 950 zł), w którego skład wchodzi markiza o długości 3,5 m z adapterem oraz bagażnik na dwa rowery. Pakiet niezależności (10 300 zł) to dodatkowe źródło energii w postaci panelu solarnego z regulatorem napięcia oraz przetwornicy napięcia, a pakiet zaciemniający (2500 zł) z roletami zaciemniającymi przednie szyby pozwala zachować prywatność we wnętrzu.

    Pakiet Executive (11 000 zł) dla Toyoty PROACE MAX Tanuki to jeszcze lepsze wyposażenie, wyższy komfort podróżowania oraz atrakcyjniejszy design. Lista obejmuje 16-calowe felgi aluminiowe, przednie światła Full LED, elektrycznie składane lusterka zewnętrzne, cyfrowe lusterko wsteczne, system monitorowania martwego pola w lusterkach (BSM) oraz bezprzewodową ładowarkę do smartfonów.

    źródło: Toyota

    Tomás Galbis Sainz de Vicuña nowym dyrektorem zarządzającym ASTARA w Polsce

    Astara, oficjalny dystrybutor marek Nissan, Mitsubishi i Isuzu w Polsce, ogłasza powołanie Tomása Galbisa Sainza de Vicuña na stanowisko dyrektora zarządzającego firmy Astara w Polsce. W nowej roli będzie odpowiadał za kierowanie działalnością firmy na polskim rynku, rozwój biznesu dystrybucyjnego oraz dalsze wzmacnianie współpracy z producentami i siecią dealerską.

    Tomás Galbis Sainz de Vicuña będzie raportował bezpośrednio do José Savala, dyrektora operacyjnego odpowiedzialnego za działalność Astary w Europie. Do jego kluczowych zadań będzie należeć wspieranie stabilnego wzrostu firmy, budowanie długoterminowej wartości marek reprezentowanych przez Astarę oraz rozwijanie relacji z partnerami biznesowymi na polskim rynku motoryzacyjnym.

    Tomás posiada ponad 25-letnie doświadczenie w branży motoryzacyjnej i strukturach Astary. Karierę w Grupie rozpoczął w 2001 roku w hiszpańskim oddziale Hyundai jako regionalny menedżer ds. sprzedaży. W kolejnych latach pełnił szereg kluczowych funkcji menedżerskich na rynkach międzynarodowych, w tym stanowiska prezesa Astara w Peru, Argentynie i Szwecji, a także dyrektora zarządzającego KGM w Hiszpanii. Ostatnio odpowiadał za rozwój obszaru mobilności jako szef Astara Move.

    Nowy dyrektor zarządzający firmy Astara w Polsce ma doświadczenie w transformacji organizacji, zarządzaniu efektywnością biznesową, rozwoju sieci dealerskich oraz prowadzeniu firm w warunkach wysokiej zmienności rynkowej. Jego międzynarodowa perspektywa i znajomość biznesu dystrybucyjnego będą istotnym wsparciem dla dalszego rozwoju Astary w Polsce.

    „Objęcie stanowiska dyrektora zarządzającego firmy Astara w Polsce to dla mnie duże wyróżnienie i ważne wyzwanie. Polska jest jednym z kluczowych rynków w regionie, z dużym potencjałem dalszego rozwoju. Astara reprezentuje tu silne i rozpoznawalne marki – Nissan, Mitsubishi i Isuzu – które odpowiadają na różnorodne potrzeby klientów indywidualnych i biznesowych. Moim celem będzie wspieranie zrównoważonego wzrostu, rozwijanie relacji z naszymi partnerami oraz budowanie organizacji opartej na zaangażowaniu, współpracy i doskonałości operacyjnej” – powiedział Tomás Galbis Sainz de Vicuña, dyrektor zarządzający firmy Astara w Polsce.

    Astara koncentruje się na dostarczaniu klientom nowoczesnych produktów i usług mobilności oraz rozwijaniu obecności marek Nissan, Mitsubishi i Isuzu we współpracy z siecią autoryzowanych dealerów.

    źródło: Astara

    Nie bój się Terminatora tylko bałaganu w danych

    Jeszcze rok temu managerowie bali się głównie inflacji i konkurencji. Dziś na listę obaw trafiło nowe zmartwienie: co, jeśli nie zrozumiem AI? Albo, co gorsza, jeśli zrozumie ją moja konkurencja?

    Media uwielbiają skrajności, co jest oczywiste. Z jednej strony czytamy o ludziach z Doliny Krzemowej budujących „bioschrony” przed morderczą superinteligencją. Z drugiej – mamy entuzjastów wieszczacych raj na ziemi.

    Pozwólcie, że sprowadzę nas na ziemię. Prawdziwe wyzwanie, jakie AI stawia przed Twoją firmą, jest dużo bardziej prozaiczne i wcale nie wymaga łopaty.

    AI nie jest mordercą tylko bronią

    Ten strach przed „świadomą AI” to strata czasu. To nie algorytm z zimną krwią odbierze Ci klientów. Zrobi to konkurent, który użył algorytmu, by szybciej analizować rynek, taniej obsługiwać zgłoszenia i w dwie godziny wygenerować kampanię marketingową, nad którą twój zespół siedziałby dwa tygodnie.

    Najważniejsze zagrożenie jest dosyć proste: to nie jest walka „AI kontra człowiek”. To walka „firma sprawnie używająca AI” kontra „firma, która jeszcze analizuje i czeka”.

    Cykl innowacji skrócił się z lat do miesięcy. Firmy, które nie znajdą na to odpowiedzi, obudzą się w świecie, w którym ich usługi są po prostu za drogie, a produkty przerażająco przestarzałe.

    Kolejny ważny problem to pułapka tzw. „SISO”, czyli śmietnik na wejściu

    Wszyscy chcą wdrażać „strategie AI”. Ale nikt nie mówi o fundamencie, na którym 90 proc. tych strategii polegnie. Nazywa się to SISO: Shit In, Shit Out (śmietnik na wejściu, śmietnik na wyjściu). Narzędzia AI nie działają „same”. One potrzebują profesjonalnego nadzoru osoby, która zna portfolia tychże, jak również umie ich używać i co najważniejsze „karmić” danymi. Dlatego większość firm nie rozbije się o brak strategii AI, ale o prozaiczny bałagan we własnych bazach danych, Excelach trzymanych na pulpitach i starych systemach, które ze sobą nie rozmawiają. Zanim zaczniesz więc snuć plany o agentach AI przejmujących obsługę klienta, zapytaj: czy mamy czyste, uporządkowane dane, na których ten agent ma się uczyć? Bo jeśli nie, to żaden automatyczny agent nie zoptymalizuje Ci procesów, tylko szybciej i na większą skalę pogłębi dotychczasowy chaos.

    Pułapka „lenistwa” i halucynacji

    AI potrafi kłamać z imponującą pewnością siebie. Te słynne „halucynacje” to nie są drobne błędy ortograficzne. To tworzenie wiarygodnie brzmiących, ale kompletnie fałszywych analiz, danych rynkowych czy fragmentów kodu.Media opisywały ostatnio przegrany kilkunastomiolionowy przetarg, a przyczyną było wymyślenie nieistniejących przepisów VAT w uzasadnieniu ceny, uzasadnieniu pisanym oczywiście przez AI. Jeden z sędziów w Portugalii „wydał” wyrok, a właściwie wydał go ChatGPT po przeczytaniu akt, których czytać się rzeczonemu sędziemu nie chciało. Znów system powołał się na paragrafy przez siebie wymyślone, sprawa zakończyła się skandalem i poważnymi problemami prawnymi.

    Jak widać największym ryzykiem nie jest więc to, że AI zastąpi pracowników. Największym ryzykiem są tacy pracownicy, którzy bezkrytycznie kopiują to, co podsunie im algorytm. Więc gdy zespół wpada w pułapkę lenistwa i przestaje weryfikować fakty, firma traci nie tylko wiarygodność i zdolność do samodzielnego myślenia, ale na końcu traci klientów i zyski, zamiast których przychodzą kłopoty prawne. Pamiatejmy, że AI ma być narzędziem, a nie zastępstwem dla mózgu.

    Strategia? Zacznij od jednego, irytującego problemu

    Hype na AI prowokuje do dwóch skrajności: „poczekajmy, to moda” albo „wdrażamy wszędzie!”. Obie drogi są złe.

    Prawda jest taka, że nie potrzebujesz 200-stronicowej strategii AI. Wystarczy znaleźć jeden, realny, irytujący problem w firmie – np. tworzenie miesięcznych raportów albo odpowiadanie na 100 tych samych pytań klientów – i spróbować rozwiązać go za pomocą dostępnych narzędzi. Mierz efekty, zbieraj wnioski i dopiero potem idź do kolejnego problemu. To ma być eksperyment, nie rewolucja.

    Powstaje taka nowa ludzka przewaga: sędzia, a nie wytwórca. Jeśli AI przejmie dużą część pracy analitycznej i twórczej (pisanie, kodowanie, projektowanie), to co nam zostaje? Słyszymy ciągle o „kreatywności” i „relacjach”.Ja widzę to inaczej. W erze AI naszą największą wartością nie jest „tworzenie”. Naszą wartością staje się wybór odpowiednich narzędzi, umiejętność zarządzania nimi i korzystania z nich, a także zdolność krytycznej oceny tego, co AI stworzyło. Nową supermocą człowieka jest umiejętność stawiania właściwych pytań (prompting) często za pomocą AI, wiedza, które aplikacje do czego służą i weryfikowania odpowiedzi (bullshit detection). To jest kompetencja, w którą firmy muszą inwestować – w ludzi, którzy potrafią wyszukać i użyć AI oraz być sędziami, a nie tylko bezrefleksyjnymi operatorami maszyny. A pamietajmy, że już dziś wszelakich opartych na silnikach AI narzędzi jest grubo ponad czterdzieści tysięcy!

    Podsumowanie

    Nie potrzebujemy bunkrów przed Terminatorami. Potrzebujemy wyjść z bunkrów własnej ignorancji i firmowego bałaganu.

    Prawdziwym zagrożeniem nie jest sztuczna inteligencja, ale ludzka inercja. AI nie zabije waszego biznesu, ale bardzo szybko zrobi to firma, która przestała się bać i po prostu zaczęła jej mądrze używać.

    Dariusz Chlastawa

    Kryzys w chemii budowlanej: ceny idą w górę, a na rynku brakuje surowców

    Modern Corporate Business Interior and Technology Environment.

    Przemysł chemiczny znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Firmy muszą radzić sobie jednocześnie ze znacznymi podwyżkami cen podstawowych surowców oraz problemami z ich dostępnością i transportem. To koniec ery rynkowej stabilności. Drastyczny wzrost kosztów produkcji i logistyki sprawił, że dotychczasowe mechanizmy działania wyczerpują się. W tej sytuacji zmiany cen produktów końcowych są nieuniknione, a rynek musi przygotować się na nową rzeczywistość.

    Obecna sytuacja rynkowa nie ma charakteru lokalnego ani przejściowego. – To efekt nałożenia się kilku zjawisk: napięć geopolitycznych, ograniczeń w sektorze petrochemii oraz drastycznego wydłużenia szlaków transportowych. Wszystko to bezpośrednio uderza w rentowność i stabilność producentów w Europie. W takich warunkach problemem branży nie jest już wyłącznie presja cenowa. Coraz większym wyzwaniem staje się fizyczna dostępność surowców oraz brak przewidywalności dostaw, co ogranicza możliwość stabilnego planowania produkcji – tłumaczy Adrian Miałkowski, Dyrektor Zarządzający Polskiego Związku Producentów Farb i Klejów (PZPFK).

    Dlaczego brakuje surowców do produkcji chemii budowlanej i technicznej w Europie?

    Głównym czynnikiem destabilizującym rynek chemiczny jest ogłoszenie tzw. siły wyższej (force majeure) przez wiele wiodących zakładów petrochemicznych na Dalekim Wschodzie oraz producentów zaopatrujących rynek europejski. Ograniczenia te przełożyły się na istotne zmniejszenie globalnej podaży surowców, obejmujące również Europę. Problemy operacyjne potwierdziły m.in. koncerny takie jak TotalEnergies i QatarEnergy, a dodatkowo kryzys pogłębiły zakłócenia logistyczne, w tym wstrzymywanie i przekierowywanie transportów z Bliskiego Wschodu, które uderzyły w kluczowych eksporterów. W konsekwencji stan siły wyższej ogłosili także wiodący producenci VAM (monomer octanu winylu) w Europie i USA.

    Szczególnie trudna sytuacja występuje na rynku dyspersji, gdzie kluczowym problemem stał się niedobór VAM, potwierdzony przez kilku znaczących wytwórców. W efekcie ceny dyspersji wzrosły nawet o 80%, a na rynku spotowym ceny VAM podniosły się w krótkim czasie nawet o około 300%. Skutkiem jest zawieszanie kontraktów terminowych i drastyczne ograniczenie dostępności surowców. Co istotne, obecny kryzys różni się od wcześniejszych. Kluczowym wyzwaniem nie jest już wyłącznie wzrost cen, lecz fizyczna dostępność surowca, decydująca o możliwości utrzymania ciągłości produkcji.

    Ceny surowców petrochemicznych rosną w rekordowym tempie

    Najbardziej odczuwalne zmiany dotyczą rynku surowców ropopochodnych. – Ceny podstawowych komponentów wzrosły w nienotowanej dotąd skali, co bezpośrednio przekłada się na koszty wytwarzania gotowych wyrobów chemicznych. Z danych przekazywanych przez firmy z branży wynika, że skala wzrostów w wybranych kategoriach sięga od kilkudziesięciu do nawet kilkuset procent – mówi Michał Czekaj Prezes Zarządu PZPFK.

    Przykłady wzrostów cen surowców wykorzystywanych w branży przedstawiają się następująco (w przybliżeniu):

    • aceton: +300%,
    • monomer VAM (octan winylu): +300%,
    • nafta: +57%,
    • benzyny techniczne: +56%,
    • heksan: +45%,
    • ksylen: +41%,
    • wybrane dyspersje: +80%.

    Te dynamiczne zmiany powodują, że standardowe kontrakty terminowe są czasowo wstrzymywane. W efekcie producenci muszą zaopatrywać się w surowce po cenach bieżących, które są znacząco wyższe i dużo mniej przewidywalne.

    Droższe opakowania i logistyka

    Równolegle z kryzysem surowcowym branża odczuwa silną presję kosztową w obszarze opakowań. Choć w części kategorii skala podwyżek jest niższa niż w przypadku komponentów chemicznych, to ich łączny wpływ na rentowność działalności okazuje się bardzo dotkliwy. Do najważniejszych źródeł wzrostu kosztów w tym obszarze należą:

    • opakowania z tworzyw sztucznych: ich ceny rosną wraz z gwałtownym wzrostem kosztów polimerów na rynkach europejskich;
    • stal, aluminium i papier: odnotowuje się podwyżki na poziomie 3-9%;

    Znaczące dla branży są także koszty transportu, które zwiększyły się o około 15%, zarówno na skutek zakłóceń na Morzu Czerwonym i konieczności wydłużania tras wokół Afryki, jak i wyższych cen paliw pozostających pod wpływem niestabilnej sytuacji na rynku ropy. Dodatkowe obciążenia generują także wzrost stawek ubezpieczeniowych i kosztów operacyjnych przewoźników morskich. Dla producentów oznacza to realne ryzyko przestojów oraz brak możliwości kompensowania strat wyłącznie poprzez poprawę efektywności operacyjnej.

    Obecnie rynek nie premiuje już najniższych cen, lecz zdolność do zapewnienia ciągłości dostaw surowców, które stanowią podstawę stabilnej produkcji. Ta zmiana w istotny sposób redefiniuje warunki funkcjonowania całej branży i ceny produktów.

    Nowa opona Bridgestone Duravis Winter Drive zwiększa niezawodność i efektywność flot samochodów ciężarowych

    Warszawa (5 maja 2026 r.) – Bridgestone, światowy lider w dziedzinie opon klasy premium i zrównoważonych rozwiązań w zakresie mobilności, rozszerza swoje portfolio zimowych opon ciężarowych, wprowadzając na rynek Duravis Winter Drive. Ta najnowsza opona premium Bridgestone, zaprojektowana z myślą o łagodnych warunkach zimowych w Europie, zapewnia wydłużony przebieg, zwiększoną efektywność paliwową oraz niezawodną przyczepność w zimie, co pomaga flotom ograniczyć przestoje operacyjne i całkowite koszty posiadania.

    Nowa, trwalsza opona ciężarowa Bridgestone Duravis Winter Drive oferuje przebieg dłuższy o 15 procent w porównaniu do poprzednika, modelu Bridgestone RW-DRIVE 001¹. Dodatkowo, charakteryzuje się ona 3-procentowym zmniejszeniem oporów toczenia w stosunku do poprzedniej generacji¹, co bezpośrednio przekłada się na niższe zużycie paliwa i mniejszą emisję dwutlenku węgla dla flot. Oponę Duravis Winter Drive zaprojektowano również tak, by zapewniała niezawodną przyczepność na śniegu przez cały okres jej eksploatacji, co skutecznie minimalizuje ryzyko nieplanowanych przestojów.

    „Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, europejskie floty potrzebują zarówno przewidywalnych i niezawodnych osiągów, jak i rozwiązań, które pomogą obniżyć koszty operacyjne. Dlatego stworzyliśmy oponę, która działa niezmiennie i efektywnie od pierwszego do ostatniego kilometra” – powiedział Waqqas Ahmad, VP Commercial, Bridgestone EMEA. „Opona Duravis Winter Drive została stworzona, by zapewnić sprawne działanie pojazdów i pomagać flotom bezpiecznie poruszać się po drogach”.

    Napędzana nową konstrukcją bieżnika i technologią ENLITEN

    Poprawa osiągów opon Bridgestone Duravis Winter Drive jest możliwa dzięki nowemu wzorowi bieżnika, specjalnie dobranej mieszance oraz zastosowaniu technologii ENLITEN firmy Bridgestone. ENLITEN to pakiet technologii nowej generacji, który zapewnia dostosowane do potrzeb i bezkompromisowe osiągi opon, jednocześnie zwiększając ich zrównoważony charakter i gwarantując gotowość na przyszłe wyzwania w całym portfolio opon Bridgestone EMEA.

    Zaprojektowana w oparciu o najnowocześniejsze technologie, opona Bridgestone Duravis Winter Drive oferuje lepszą przyczepność aż do końca jej eksploatacji, co jest zasługą nowej geometrii lameli. Dodatkowo, opona wyróżnia się większą powierzchnią styku z nawierzchnią, zwiększoną głębokością bieżnika i zmiennymi kątami rowków, co korzystnie wpływa na jej żywotność i wydłuża przebieg. Specjalnie dostosowana technologia mieszanki w oponie Duravis Winter Drive, w połączeniu z zazębiającymi się żebrami centralnymi, redukuje opory toczenia i poprawia efektywność paliwową.

    Aby jeszcze bardziej wydłużyć żywotność opon, zmniejszyć koszty operacyjne i wspierać zrównoważone zarządzanie flotą, opona została zaprojektowana z myślą o wielokrotnym bieżnikowaniu oraz użytkowaniu przez cały rok. Konstrukcja umożliwiająca bieżnikowanie pozwala flotom na wydłużenie żywotności opon, zmniejszenie ilości odpadów i obniżenie całkowitych kosztów operacyjnych, wspierając tym samym ich zaangażowanie w redukcję wpływu na środowisko. Co więcej, dzięki zintegrowanemu systemowi RFID, opona Bridgestone Duravis Winter Drive jest gotowa do obsługi rozwiązań cyfrowych.

    Opona Bridgestone Duravis Winter Drive będzie dostępna od maja 2026 roku w rozmiarze 315/80 R22.5. Dodatkowe rozmiary zostaną wprowadzone w sierpniu 2026 roku.

    Ważne Informacje

    Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

    W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

    23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

    21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

    Stop the clock na rynku ESG

    ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...