.

Zbiórka opakowań szklanych: znaczny postęp i duży potencjał

Zbiórka i recykling opakowań szklanych są jednym z fundamentów gospodarki o obiegu zamkniętym. Szkło ma tę przewagę nad wieloma innymi materiałami, że można je przetwarzać praktycznie bez końca – bez utraty jakości. Każda tona stłuczki wracająca do huty to mniej zużytych surowców naturalnych i mniejsze zużycie energii.

Według danych publikowanych przez Główny Urząd Statystyczny w Polsce zbiera się około 760 tys. ton rocznie szklanej stłuczki opakowaniowej przeznaczonej do recyklingu. To wynik znaczący, pokazujący, że system selektywnej zbiórki działa i że świadomość ekologiczna społeczeństwa rośnie.

Jednocześnie branża recyklingu i producenci opakowań szklanych wskazują, że potencjał rynku jest znacznie większy. Aby osiągnąć poziom w pełni satysfakcjonujący – zarówno z punktu widzenia środowiskowego, jak i przemysłowego – należałoby zwiększyć zbiórkę o dodatkowe 350–400 tys. ton rocznie. Oznacza to, że w systemie wciąż brakuje niemal połowy obecnego wolumenu.

Prawdziwie ekologiczny surowiec

Warto podkreślić, że szkło opakowaniowe jest jednym z najbardziej „wdzięcznych” surowców wtórnych. Każda tona stłuczki użyta w hucie szkła pozwala ograniczyć zużycie piasku, sody i wapienia, a także zmniejszyć emisję CO₂ oraz zużycie energii. Im większy udział stłuczki w procesie produkcji, tym bardziej efektywna staje się cała branża.

Polskie huty szkła należą do istotnych graczy na rynku europejskim. Skala ich produkcji jest na tyle duża, że znacząca część wyrobów – butelek i słoików – trafia na eksport. Łączna produkcja krajowych hut przewyższa nawet o kilkaset tysięcy ton ilość opakowań wprowadzanych na rynek krajowy, od której liczone są poziomy recyklingu.

Ta sytuacja ma kluczowe znaczenie dla oceny zapotrzebowania na surowiec wtórny. Apetyt hut na stłuczkę nie wynika wyłącznie z obowiązków środowiskowych czy wymogów prawnych, lecz także z realnych możliwości produkcyjnych. Większy udział szkła z recyklingu oznacza niższe koszty energetyczne i większą konkurencyjność na rynkach międzynarodowych.

W praktyce zwiększenie zbiórki szkła pozwoliłoby lepiej wykorzystać istniejącą infrastrukturę i ograniczyć import surowca wtórnego z zagranicy.

Niewykorzystane moce przerobowe

Polska infrastruktura recyklingu szkła jest dobrze rozwinięta. Instalacje do doczyszczania stłuczki – wyposażone w separatory optyczne, magnetyczne i systemy usuwania zanieczyszczeń – należą do nowoczesnych i wydajnych. Łączne moce przerobowe zakładów pozwalają oczyścić około 1,15 mln ton szkła rocznie.

Obecnie wykorzystywana jest jedynie część dostępnych zdolności przetwórczych.

Tracimy setki tysięcy ton

Szacowane 350–400 tys. ton brakującej stłuczki to w praktyce szkło, które trafia do odpadów zmieszanych, jest błędnie segregowane (np. wraz z ceramiką lub szkłem technicznym) lub ulega zanieczyszczeniu, co uniemożliwia jego recykling.

Mimo rozbudowanego systemu selektywnej zbiórki w wielu gminach wciąż znacząca ilość szkła trafia do odpadów zmieszanych. Przyczyn jest kilka: niedostateczna segregacja u źródła – część mieszkańców wciąż nie rozróżnia szkła opakowaniowego od innych rodzajów szkła (np. ceramiki czy szyb), braki infrastrukturalne w niektórych regionach – szczególnie w mniejszych miejscowościach dostęp do pojemników może być ograniczony, niska motywacja ekonomiczna oraz zanieczyszczenie strumienia – domieszki innych materiałów powodują, że część zebranej frakcji nie nadaje się do recyklingu. Efektem jest sytuacja, w której potencjalnie cenny surowiec zostaje bezpowrotnie utracony – trafia na składowiska lub do spalarni.

Jak to działa w UE?

W Niemczech od lat funkcjonuje rozbudowany system depozytowy (Pfand), obejmujący również wiele opakowań szklanych. Konsument płaci kaucję przy zakupie i odzyskuje ją przy zwrocie butelki w sklepie. Efektem są bardzo wysokie poziomy zwrotu – w przypadku opakowań objętych systemem przekraczające 90 proc. Co istotne, szkło wraca w dobrej jakości, jednorodne materiałowo i mniej zanieczyszczone, co obniża koszty recyklingu.

Także Norwegia osiąga jedne z najwyższych poziomów zbiórki opakowań w Europie. System oparty na automatach przyjmujących butelki w sklepach jest prosty i intuicyjny – oddanie opakowania zajmuje kilkadziesiąt sekund. Kluczowe elementy sukcesu to powszechna dostępność punktów zwrotu, jasne zasady i realna zachęta finansowa.

Z kolei w Belgii dużą rolę odgrywa bardzo dobrze rozwinięta sieć publicznych pojemników na szkło. Charakterystyczne pojemniki do zbiórki są rozmieszczone gęsto, a szkło bezbarwne i kolorowe zbierane jest oddzielnie. Dzięki temu jakość surowca jest wysoka, a proces doczyszczania mniej kosztowny.

Co to oznacza dla Polski?

Polska już dziś posiada przemysłowe zaplecze zdolne do przetworzenia niemal 1,15 mln ton szkła rocznie. Zwiększenie zbiórki o brakujące 350–400 tys. ton jest więc technicznie możliwe bez budowy nowych instalacji.

Inspiracje zagraniczne wskazują kilka kierunków: silne i konsekwentne kampanie edukacyjne, gęstsza i lepiej zarządzana infrastruktura pojemników, wysoka jakość segregacji oraz zaangażowanie handlu i gastronomii.

Zwiększenie poziomu zbiórki szkła to jedna z najbardziej realnych dróg do wzmocnienia gospodarki o obiegu zamkniętym w naszym kraju. Szkło nie traci swoich właściwości w procesie recyklingu, a krajowy przemysł jest gotowy przyjąć znacznie większy strumień surowca.

Brakujące kilkaset tysięcy ton szkła to nie abstrakcyjna liczba, lecz realna szansa na wzmocnienie gospodarki o obiegu zamkniętym. Intensyfikacja zbiórki opakowań szklanych może stać się jednym z najłatwiejszych i najbardziej efektywnych kroków w kierunku bardziej zrównoważonej i konkurencyjnej gospodarki.

 

Profilaktyka i obowiązki w dziedzinie wytwarzania i ewidencji odpadów

Close up of female hands holding grey wallet with 20 and 50 euro banknotes. Purchases, business, finances concept

Gospodarka odpadami w przedsiębiorstwie to od wielu lat nie tylko kwestia środowiskowej odpowiedzialności, ale przede wszystkim realnego obowiązku prawnego.

Przez ponad 20 lat pracy z przedsiębiorcami – od małych warsztatów po duże zakłady produkcyjne – obserwuję jedno: największe problemy nie wynikają ze złej woli, lecz z nieznajomości przepisów, ich błędnej interpretacji lub też braku czasu na ich realizację. Tymczasem system jest logiczny – pod warunkiem, że rozumie się jego fundamenty. Podstawowym aktem prawnym regulującym obowiązki przedsiębiorców jest Ustawa o odpadach z 14 grudnia 2012 r. To w niej określone są podstawowe definicje określające czym jest odpad, kto jest wytwórcą odpadów, jakie ma obowiązki ewidencyjne i sprawozdawcze oraz jakie sankcje grożą za naruszenia.

 

Zacznijmy więc od początku, czyli co to jest odpad? Zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 6 ustawy o odpadach – przez odpad rozumie się każdą substancję lub przedmiot, których posiadacz pozbywa się, zamierza się pozbyć lub do których pozbycia się jest obowiązany.

Należy więc zwrócić uwagę, że o uznaniu czegoś za odpad nie decyduje wyłącznie jego „bezużyteczność”, lecz przede wszystkim wola lub obowiązek posiadacza, by się tego przedmiotu lub substancji pozbyć. Nawet rzecz, która potencjalnie ma jeszcze wartość, może być odpadem, jeśli jej właściciel traktuje ją jako coś przeznaczonego do usunięcia.

 

Natomiast kto jest wytwórcą odpadów? Zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 32 ustawy o odpadach, przez wytwórcę odpadów rozumie się „każdego, którego działalność powoduje powstawanie odpadów”. W praktyce oznacza to, że niemal każdy przedsiębiorca – niezależnie od branży i wielkości – staje się wytwórcą odpadów.

Co istotne, w przypadku świadczenia usług – wytwórcą odpadów jest podmiot świadczący usługę, chyba że umowa stanowi inaczej. Warto o tym pamiętać by nie wpędzić się w dodatkowe, formalne obowiązki.

 

Ustawa o odpadach a obowiązki wytwórcy odpadów. Jednym z podstawowych obowiązków wytwórcy odpadów jest obowiązek prowadzenia ewidencji odpadów. Kluczowym przepisem jest art. 66 ust. 1 ustawy o odpadach, który stanowi, że posiadacz odpadów jest obowiązany do prowadzenia na bieżąco ich ilościowej i jakościowej ewidencji. Ewidencja prowadzona jest w systemie teleinformatycznym BDO – Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami. Oznacza to, że dokumentacja papierowa nie jest już wymagana – przedsiębiorca musi posiadać aktywne konto w BDO oraz wpis do rejestru, jeśli podlega obowiązkowi rejestrowemu zgodny z profilem prowadzonej działalności.

 

Kiedy ewidencja nie jest wymagana, może dla małych przedsiębiorstw są jakieś wyjątki? Nie każdy przedsiębiorca musi prowadzić pełną ewidencję przy użyciu karty przekazania odpadów KPO oraz karty ewidencji odpadów KEO. Wyłączenia określa Rozporządzenie Ministra Klimatu w sprawie rodzajów i ilości odpadów, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji.

Rozporządzenie to wskazuje konkretne kody odpadów oraz maksymalne ilości, których nieprzekroczenie zwalnia z obowiązku prowadzenia ewidencji. Przykładowo:

  • odpady o kodzie 15 01 01 (opakowania z papieru i tektury) – do określonego limitu rocznego,
  • zużyte tonery, opakowania z tworzyw sztucznych czy złom metali – w granicach wskazanych w załączniku do rozporządzenia.

Przekroczenie wskazanych ilości automatycznie powoduje obowiązek prowadzenia pełnej ewidencji.

Warto podkreślić: zwolnienie z ewidencji nie oznacza zwolnienia z obowiązku właściwego zagospodarowania odpadów lub przekazania ich do uprawnionego (posiadającego właściwi wpis w bazie BDO) przedsiębiorstwa.

 

Tak więc czym jest Karta Przekazania Odpadów (KPO)? Karta Przekazania Odpadów (KPO) to dokument potwierdzający przekazanie odpadów innemu posiadaczowi, najczęściej pośrednikowi (zbierającemu odpady) lub firmie przetwarzającej. Na karcie odpadów wskazuje się także podmiot transportujący odpady – który w myśl przepisów nie staje się posiadaczem odpadów. Zgodnie z art. 69 ust. 1 ustawy o odpadach, przekazanie odpadów wymaga potwierdzenia w systemie BDO. KPO zawiera m.in.:

  • dane przekazującego i przejmującego,
  • kod i rodzaj odpadu,
  • masę odpadów,
  • datę transportu,
  • numer rejestracyjny środka transportu.

Brak wygenerowanej i zatwierdzonej KPO w dniu transportu jest traktowany jako naruszenie przepisów i może skutkować karą lub mandatem. Wytwórca odpadów ma obowiązek wygenerować w systemie BDO potwierdzenie i przekazać je kierowcy, dopuszczalna jest wersja elektroniczna. Na wygenerowanym potwierdzeniu generowany jest kod QR, który Policji i Inspekcji Transportu Drogowego umożliwia pełny dostęp do danych z systemu BDO.

 

Czym jest więc Karta Ewidencji Odpadów (KEO)? Karta Ewidencji Odpadów (KEO) to dokument służący do bieżącego rejestrowania ilości wytwarzanych, przekazywanych oraz magazynowanych odpadów.

Obowiązek jej prowadzenia wynika z art. 67 ustawy o odpadach. KEO prowadzi się odrębnie dla każdego kodu odpadu. Dokument zawiera:

  • ilość odpadów wytworzonych,
  • ilość przekazanych,
  • sposób zagospodarowania,
  • stan magazynowy.

KEO stanowi podstawę do sporządzenia rocznego sprawozdania. Jest w skrócie mówiąc spisem kart KPO oraz co bardzo ważne wskazuje datę i prócz informacji o masie przekazanych odpadów należy w niej umieścić własnoręcznie czas i masę wytworzonych odpadów.

 

Do czego nam więc ta cała ewidencja jest potrzebna? Zgodnie z art. 75 ust. 1 ustawy o odpadach, podmioty prowadzące ewidencję są obowiązane do sporządzania rocznego sprawozdania o wytwarzanych odpadach i o gospodarowaniu odpadami.

Termin złożenia sprawozdania: do 15 marca za rok poprzedni. Sprawozdanie składane jest wyłącznie elektronicznie w systemie BDO do właściwego marszałka województwa na podstawie prowadzonej ewidencji. Należy zwrócić uwagę, że nie dzieje się to automatycznie a niedotrzymanie terminu lub podanie danych niezgodnych ze stanem faktycznym może skutkować karą pieniężną.

 

Jakie błędy najczęściej popełniają przedsiębiorcy w ewidencji odpadów? Z perspektywy praktyka najczęściej spotykam się z następującymi problemami:

  1. Brak wpisu do rejestru BDO mimo obowiązku.
  2. Niewłaściwy wpis do rejestru BDO.
  3. Generowanie KPO po fakcie.
  4. Nieprawidłowa klasyfikacja kodu odpadu.
  5. Brak bieżącej ewidencji w KEO.
  6. Pomyłki w jednostkach miary – w ewidencji stosuje się Mg.
  7. Nieterminowa obsługa obiegu kart w BDO.
  8. Niezłożenie sprawozdania w terminie.
  9. Magazynowanie odpadów dłużej niż dopuszczalne 1 rok (art. 25 ustawy).

 

Czy może nam coś grozić za nieprzestrzeganie przepisów? System sankcji jest surowy. Ustawa o odpadach przewiduje administracyjne kary pieniężne, które mogą wynosić od 1 000 zł do nawet 1 000 000 zł – w zależności od rodzaju naruszenia (art. 194–196 ustawy).

Przykładowe naruszenia:

  • prowadzenie działalności bez wymaganego wpisu do BDO,
  • brak ewidencji,
  • przekazywanie odpadów podmiotowi nieuprawnionemu,
  • brak KPO w trakcie transportu.

Dodatkowo możliwe są sankcje karne, w tym grzywny, a w skrajnych przypadkach odpowiedzialność karna.

 

Podsumowując jak uporządkować system w firmie w zakresie wytwarzania i ewidencji odpadów? Przede wszystkim należy:

  1. Zweryfikować obowiązek wpisu do BDO.
  2. Sprawdzić, czy wytwarzane odpady podlegają ewidencji.
  3. Ustalić prawidłowe kody odpadów.
  4. Prowadzić KEO na bieżąco.
  5. Generować KPO przed każdym transportem.
  6. Kontrolować terminy sprawozdawcze.
  7. Przechowywać dokumentację zgodnie z wymogami.

Gospodarka odpadami nie musi być obszarem ryzyka. Właściwie wdrożony system – nawet w małej firmie – daje bezpieczeństwo prawne, porządek organizacyjny i realny wkład w ochronę środowiska. Można przecież zlecić specjaliście audyt w tym zakresie i wdrożyć w życie jego założenia – najtańsza jest profilaktyka.

Wojciech Kamiński

 

System kaucyjny zdał egzamin

Empty colored drink bottles. Recyclable plastic waste.

System kaucyjny w Polsce wszedł w fazę, w której możliwa jest jego realna ocena – nie na poziomie założeń, lecz codziennego funkcjonowania. Po kilkunastu miesiącach od uruchomienia coraz wyraźniej widać, że o skuteczności tej reformy nie przesądza wyłącznie skala inwestycji infrastrukturalnych ani tempo wdrażania technologii. Równie istotne okazują się czynniki miękkie: poziom wiedzy konsumentów, spójność komunikacji oraz jakość doświadczenia użytkownika w punktach zwrotu.

Już pierwsze badania realizowane w momencie startu systemu pokazały, że gotowość społeczna nie jest równoznaczna z operacyjnym przygotowaniem. Z raportu „Indeks Gotowości Kaucja.pl 2025” wynikało, że konsumenci rozpoczynali korzystanie z systemu z wynikiem 56 punktów na 100 możliwych. Oznaczało to stosunkowo wysoką akceptację idei przy jednoczesnych brakach w znajomości zasad praktycznych, decydujących o faktycznym udziale w systemie.

Deklaratywna gotowość do korzystania z systemu sięgała wówczas 84 proc., jednak odpowiedzi na pytania szczegółowe – dotyczące m.in. obowiązku posiadania paragonu, sposobu zwrotu opakowań czy lokalizacji punktów zbiórki – ujawniały istotne luki informacyjne. Średni wynik testu wiedzy operacyjnej (72,8 punktu) wskazywał, że system był rozpoznawalny jako pojęcie, ale nie w pełni oswojony w praktyce.

Konsumenci zaakceptowali system

Dane z 2026 roku pokazują poprawę w tym obszarze. Zaktualizowany Indeks Gotowości Kaucja.pl odnotował wzrost ogólnego poziomu przygotowania konsumentów do 64 punktów. Największe zmiany zaszły w zakresie wiedzy użytkowej: więcej osób potrafi dziś wskazać miejsce zwrotu opakowań oraz rozumie podstawowe zasady działania systemu. Jednocześnie badania wskazują, że wraz z upływem czasu rośnie znaczenie jakości obsługi i przewidywalności procesu. To one w coraz większym stopniu wpływają na regularność zachowań konsumenckich.

Podobne obserwacje pojawiają się w badaniu „Global recycling habits and attitudes 2026”. Według raportu 76 proc. Polaków deklaruje gotowość korzystania z systemu kaucyjnego, co lokuje Polskę powyżej średniej światowej (73 proc.). Dane pokazują także zróżnicowanie postaw ze względu na wiek – najwyższy poziom wiedzy operacyjnej i stabilności zachowań notowany jest wśród przedstawicieli pokolenia X, którzy najszybciej włączyli zwrot opakowań w codzienne praktyki zakupowe.

Zarówno badania krajowe, jak i międzynarodowe wskazują na kluczową rolę komunikacji w utrzymaniu efektywności systemu. Konsumenci oczekują jasnych, niesprzecznych informacji oraz rozwiązań możliwych do zastosowania „przy okazji” codziennych zakupów. W raporcie Kaucja.pl z 2026 roku respondenci jako główne czynniki sprzyjające korzystaniu z systemu wskazują proste zasady (53 proc.), możliwość zwrotu opakowań podczas zakupów (48 proc.) oraz bliskość punktów zwrotu (46 proc.).

Wyniki te sugerują, że kluczowym wyzwaniem nie jest dziś przekonanie konsumentów do idei systemu kaucyjnego, lecz ograniczenie barier operacyjnych i informacyjnych. Niespójne komunikaty po stronie operatorów, handlu i producentów mogą prowadzić do dezorientacji i obniżenia zaufania do całego mechanizmu, niezależnie od jego formalnej konstrukcji.

Cztery typy postaw

Raport „Indeks Gotowości Kaucja.pl 2025” wyróżnia cztery podstawowe typy postaw wobec systemu: entuzjastów, warunkowych, obojętnych oraz obawiających się. Najliczniejszą grupę stanowią entuzjaści (47 proc.), dla których zwrot opakowań jest czynnością realizowaną przy okazji zakupów.

Pierwsze pełne miesiące funkcjonowania systemu pokazują, że Polska dysponuje wystarczającym potencjałem społecznym do utrzymania tego modelu. O dalszym powodzeniu zdecyduje jednak nie skala deklarowanego poparcia, lecz konsekwencja w upraszczaniu zasad, ujednolicaniu przekazów informacyjnych i dostosowywaniu systemu do realnych zachowań konsumenckich.

W tym sensie komunikacja nie pełni funkcji uzupełniającej. Staje się jednym z kluczowych elementów infrastruktury systemu kaucyjnego – równie istotnym jak automaty zwrotne czy logistyka odbioru opakowań.

Między deklaracją a praktyką

Choć 84% Polaków deklaruje gotowość do udziału w systemie kaucyjnym, poziom akceptacji samej idei nie przesądza jeszcze o jej skuteczności w praktyce. Z przywołanego wyżej raportu wynika, że co trzeci respondent uzależnia swój udział od spełnienia konkretnych warunków, a dla 27% badanych kluczowe znaczenie ma wygoda rozumiana bardzo operacyjnie: bliskość punktu zwrotu, krótki czas obsługi oraz jasne, jednoznaczne zasady – najlepiej bez konieczności okazywania paragonu. To właśnie te elementy decydują o tym, czy system kaucyjny stanie się częścią codziennych zachowań konsumenckich, czy pozostanie rozwiązaniem funkcjonującym głównie na poziomie deklaracji.

Istotną rolę odgrywa tu grupa tzw. konsumentów warunkowych, stanowiąca ponad jedną czwartą społeczeństwa. Są to osoby zasadniczo otwarte na system kaucyjny, ale jednocześnie szczególnie wrażliwe na wszelkie utrudnienia. Brak punktu zwrotu w pobliżu miejsca zamieszkania lub pracy, niejasne reguły przyjmowania opakowań czy ryzyko odmowy mogą skutecznie zniechęcać ich do udziału. Jednocześnie to właśnie ta grupa ma największy potencjał aktywizacji, ponieważ spełnienie kilku podstawowych warunków wystarcza, by system został przez nich zaakceptowany i realnie wykorzystywany.

Zwrot przy okazji zakupów

Z perspektywy konsumenta kluczowa jest możliwość zwrotu opakowań przy okazji, bez konieczności planowania dodatkowych wizyt czy ponoszenia kosztów czasowych. Bliskość punktu zwrotu oraz szybkość obsługi okazują się równie istotne jak przejrzystość zasad funkcjonowania systemu. Dane wskazują, że kolejki i wydłużony czas obsługi należą do najważniejszych barier, które mogą osłabić zaufanie do systemu już na wczesnym etapie jego wdrażania.

W tym ujęciu system kaucyjny przestaje być wyłącznie narzędziem realizacji celów środowiskowych czy efektem regulacji prawnych, a staje się sprawdzianem sprawności organizacyjnej rynku. To, czy infrastruktura zostanie zaprojektowana zgodnie z codziennymi nawykami konsumentów, wprost przełoży się na poziom zwrotów i efektywność całego mechanizmu. Szczególne znaczenie ma tu handel detaliczny, zwłaszcza mniejsze sklepy, które dla wielu klientów stanowią naturalny i najbliższy punkt kontaktu. Umiejscowienie punktów zwrotu w miejscach codziennych zakupów istotnie obniża barierę uczestnictwa w systemie.

Ostatecznie powodzenie systemu kaucyjnego w Polsce będzie zależeć od zdolności połączenia ambitnych celów środowiskowych z realiami codziennych zachowań konsumenckich. Dane jednoznacznie pokazują, że prostota, szybkość i dostępność są kluczowymi warunkami aktywizacji szerokiej grupy społeczeństwa. Ich spełnienie stwarza realną szansę na to, by deklarowana gotowość Polaków przełożyła się na trwałą zmianę nawyków oraz efektywne funkcjonowanie systemu w praktyce.

 

 

Elektroodpady rezerwuar surowców

Jeszcze niedawno elektroodpady kojarzyły się głównie z problemem: zużyte lodówki, pralki i telewizory, które trzeba było gdzieś oddać. Dziś coraz wyraźniej widać, że są czymś znacznie więcej — rezerwuarem surowców, bez których nowoczesna gospodarka nie jest w stanie funkcjonować.

Po dwudziestu latach działania polskiego systemu zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) pojawia się jednak pytanie: czy system nadąża za tą zmianą myślenia? To właśnie ono wybrzmiało najmocniej podczas konferencji parlamentarnej „Elektroodpady – od zanieczyszczenia po surowiec. 20 lat ustawodawstwa”, która 16 grudnia odbyła się w Sejmie. Spotkanie stało się nie tylko bilansem dwóch dekad regulacji, lecz także zapowiedzią „drugiej reformy” — takiej, która przesunie akcent z samej masy zebranych odpadów na realny odzysk surowców i bezpieczeństwo gospodarcze.

Konferencję zorganizowały ElektroEko S.A. oraz UNEP/GRID-Warszawa, pod patronatem Wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli i Marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, we współpracy z sejmowymi podkomisjami ds. gospodarki odpadami i Europejskiego Zielonego Ładu. Wpisywała się ona także w obchody Międzynarodowego Dnia Bez Elektrośmieci, akcentując znaczenie prostych i dostępnych form zbiórki.

Test nowoczesności państwa

Dyskusja koncentrowała się na tym, jak zwiększyć odzysk surowców z elektroodpadów, uporządkować dane w systemie i przygotować go na nowe strumienie zużytego sprzętu. Punktem odniesienia były m.in. ustalenia raportu Global E-waste Monitor 2024 oraz opracowanie „20 lat systemu ZSEE w Polsce: diagnoza, wyzwania i rekomendacje” przygotowane przez ElektroEko.

Z danych Eurostatu wynika, że w 2023 r. w Unii Europejskiej zebrano średnio 11,6 kg elektroodpadów na mieszkańca. Polska wypada na tym tle korzystnie — poziom zbiórki sięga około 15 kg na osobę, co lokuje nas powyżej średniej unijnej.

Jak podkreślała Wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela, elektroodpady przestały być tematem niszowym.
– To dziś sprawdzian nowoczesności państwa. Łączą politykę klimatyczną, bezpieczeństwo surowcowe i konkurencyjność przemysłu – mówiła. – Przez lata postrzegaliśmy zużyty sprzęt jako problem. Dziś wiemy, że zawiera on cenne surowce, w tym pierwiastki ziem rzadkich, kluczowe dla nowoczesnych technologii. W świecie, który coraz mocniej mówi o niezależności surowcowej, recykling przestaje być tylko obowiązkiem środowiskowym — staje się elementem strategii gospodarczej.

 

Solidne fundamenty, luki w danych

Posłanka Gabriela Lenartowicz zwracała uwagę, że raport ElektroEko pokazuje wyraźną lukę pomiędzy ilością sprzętu wprowadzanego na rynek a ilością formalnie zbieraną i przetwarzaną.

– Nadal brakuje jednolitych metod liczenia: ile sprzętu trafia na rynek, ile jest zbierane i jaka część rzeczywiście wraca do obiegu w postaci surowców. To problem całej Europy — dane są nieporównywalne, a przez to trudno rzetelnie oceniać skuteczność systemów – podkreślała, wskazując na potrzebę harmonizacji zasad raportowania na poziomie UE.

Poseł Andrzej Grzyb akcentował z kolei ograniczoną dostępność surowców krytycznych.
– Nie mamy ich w nadmiarze ani w Polsce, ani w Europie. Każdy elektroodpad, który trafia poza legalny system, to realna strata dla gospodarki – mówił, podkreślając znaczenie legalnej zbiórki, projektowania produktów z myślą o naprawialności oraz sprawnego recyklingu.

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska Anita Sowińska zapowiedziała dostosowanie polskich przepisów do wymogów CRMA oraz nowych instrumentów wsparcia recyklingu w Unii Europejskiej.

– Kolejne lata muszą przynieść zmianę akcentów: z liczenia ton na ocenę jakości odzyskiwanych surowców oraz ograniczenie opłacalności szarej strefy – zaznaczała. Wskazywała również na potrzebę przygotowania systemu na nowe strumienie odpadów związane z transformacją energetyczną, takie jak panele fotowoltaiczne, elementy elektrowni wiatrowych czy pompy ciepła.

Zdaniem Grzegorza Skrzypczaka, prezesa ElektroEko, po dwudziestu latach funkcjonowania system ZSEE potrzebuje kolejnego etapu zmian.

– Dwadzieścia lat temu budowaliśmy go niemal od zera. Dziś gospodarka zużytym sprzętem jest jednym z najszybciej rozwijających się segmentów branży odpadowej w Polsce. Problem w tym, że w elektroodpadach wciąż tracimy zbyt wiele cennych surowców – mówił. – Elektroodpady powinny być traktowane jak strategiczny zasób, a nie tylko pozycja do odhaczenia w sprawozdaniu.

 

Edukacja jako warunek skuteczności

Maria Andrzejewska, dyrektor generalna UNEP/GRID-Warszawa, przypomniała, że według Global E-waste Monitor 2024 w 2022 r. na świecie powstało około 62 mln ton elektroodpadów, z czego jedynie 22,3% trafiło do formalnej zbiórki i recyklingu.

– Sama wiedza nie wystarczy. Edukacja musi iść w parze z prostymi, dostępnymi rozwiązaniami, które pozwalają oddać sprzęt w odpowiednim momencie i miejscu – podkreślała, odwołując się do doświadczeń Międzynarodowego Dnia Bez Elektrośmieci.

Po dwudziestu latach Polska ma solidne podstawy: infrastrukturę, doświadczenie i rosnącą świadomość społeczną. Kolejny etap to jednak zmiana logiki systemu — z ilości na jakość, z raportowania na realny odzysk surowców, z odpadu na zasób.

Elektroodpady mogą stać się stabilnym źródłem surowców dla europejskiej gospodarki i elementem jej bezpieczeństwa. Warunek jest jeden: współpraca całego łańcucha — od projektowania, przez zbiórkę i egzekwowanie przepisów, po edukację, która przekłada się na codzienną decyzję konsumenta.

RAMKA 1

Elektroodpady na świecie

  • 2022 r.: ok. 62 mln ton elektroodpadów globalnie
  • Do 2030 r.: prognoza wzrostu do ok. 82 mln ton
  • Tylko 22,3% trafia do formalnej zbiórki i recyklingu
    (Źródło: Global E-waste Monitor 2024)

RAMKA 2

Elektroodpady w UE i Polsce

  • UE (2023): 11,6 kg zebranych elektroodpadów na mieszkańca
  • Polska: ok. 15 kg na mieszkańca – powyżej średniej UE
  • Kluczowy problem: brak porównywalnych danych między państwami
    (Źródło: Eurostat, dane WEEE)

RAMKA 3

Dlaczego elektroodpady są strategiczne?

  • Zawierają m.in. miedź, aluminium, metale ziem rzadkich
  • Surowce krytyczne są ograniczone i w dużej mierze importowane
  • Każdy elektroodpad poza legalnym systemem to utracony zasób

 

Japońskie Kamikatsu czyli 100% recyklingu

Japonia od lat uchodzi za jedno z najbardziej zdyscyplinowanych i skutecznych państw w zakresie segregacji oraz odzysku odpadów opakowaniowych.

W kraju o ograniczonych zasobach naturalnych i bardzo wysokiej gęstości zaludnienia gospodarka odpadami została potraktowana nie jako problem techniczny, lecz jako element kultury społecznej. Najbardziej znanym przykładem jest niewielka miejscowość Kamikatsu, o której mówi się, że osiągnęła niemal 100-procentowy poziom odzysku odpadów.

Kamikatsu, liczące około 1500 mieszkańców, w 2003 roku ogłosiło strategię „Zero Waste”. Celem było całkowite wyeliminowanie spalania i składowania odpadów. Dziś poziom odzysku sięga ponad 80%, a w niektórych frakcjach – w tym opakowaniowych – zbliża się do 100%.

Szczegółowa segregacja

Kluczem jest ekstremalnie szczegółowa segregacja. Mieszkańcy dzielą odpady na ponad 40 kategorii (niektóre źródła mówią nawet o 45). Oddzielnie zbierane są różne rodzaje plastiku, metalu, papieru, szkła, kartonów po napojach, a nawet konkretne typy opakowań spożywczych. Nie ma klasycznej śmieciarki odbierającej zmieszane odpady spod domu – mieszkańcy sami przywożą posegregowane odpady do lokalnego punktu zbiórki.

Opakowania muszą być czyste i przygotowane do recyklingu: butelki PET są płukane, etykiety zdejmowane, nakrętki oddzielane. Kartony po mleku są rozcinane, myte i suszone. Ta dbałość znacząco podnosi jakość surowca wtórnego i zmniejsza koszty dalszego przetwarzania.

Ważnym elementem systemu jest także centrum ponownego użycia – przedmioty i opakowania, które mogą być wykorzystane ponownie, trafiają do specjalnej strefy, gdzie mieszkańcy mogą je bezpłatnie odebrać. Dzięki temu ogranicza się ilość odpadów trafiających do recyklingu materiałowego.

Jak działa lokalny system?

System ogólnokrajowy opiera się na ustawie o recyklingu opakowań i pojemników, która wprowadza rozszerzoną odpowiedzialność producenta. Oznacza to, że firmy wprowadzające opakowania na rynek partycypują w kosztach ich zagospodarowania.

W praktyce mieszkańcy segregują odpady według ścisłych wytycznych gminy, samorządy organizują zbiórkę i wstępne sortowanie, specjalne organizacje odzysku przekazują surowce do recyklerów, producenci finansują system poprzez opłaty.

W wielu miastach obowiązuje harmonogram odbioru – np. plastik w jeden dzień tygodnia, szkło w inny, puszki jeszcze w inny. Niezastosowanie się do zasad może skutkować nieodebraniem worka z odpadami, który zostaje oznaczony jako nieprawidłowo posegregowany.

Jednym z najważniejszych elementów sukcesu Japonii jest postawa obywateli. Segregacja odpadów nie jest postrzegana jako uciążliwy obowiązek administracyjny, lecz jako norma społeczna. Dzieci uczą się zasad już w szkołach podstawowych. Instrukcje segregacji są szczegółowe i przejrzyste, a lokalne władze regularnie prowadzą działania edukacyjne.

W wielu gminach mieszkańcy sami sprzątają przestrzeń publiczną – co wzmacnia poczucie współodpowiedzialności za środowisko. Społeczna presja działa skuteczniej niż sankcje finansowe.

Magiczne sto procent

W praktyce 100% odzysku oznacza zwykle brak odpadów trafiających bezpośrednio na składowisko. Część odpadów może być kierowana do recyklingu materiałowego, część do odzysku energetycznego, a część do ponownego użycia. W przypadku Kamikatsu kluczowe było odejście od spalania odpadów jako głównej metody ich zagospodarowania i maksymalne wydzielenie frakcji nadających się do recyklingu.

W skali całej Japonii poziomy recyklingu opakowań należą do najwyższych na świecie, zwłaszcza w przypadku: butelek PET, puszek aluminiowych, opakowań szklanych, kartonów po napojach. Jednocześnie Japonia wciąż w dużym stopniu korzysta ze spalania odpadów z odzyskiem energii, co jest elementem krajowej strategii ograniczania składowisk.

Doskonały wzór

Model japoński pokazuje, że wysoki poziom odzysku opakowań nie wynika wyłącznie z technologii, lecz z połączenia trzech elementów: jasnych regulacji i odpowiedzialności producentów, precyzyjnej organizacji systemu lokalnego, silnej kultury społecznej opartej na dyscyplinie i edukacji.

Przykład Kamikatsu dowodzi, że nawet niewielka społeczność może zbliżyć się do ideału gospodarki bezodpadowej, jeśli mieszkańcy aktywnie uczestniczą w systemie. Kluczowe są: dokładna segregacja u źródła, wysoka jakość surowca oraz realne zaangażowanie obywateli.

Japonia pokazuje, że odzysk opakowań może być nie tylko obowiązkiem administracyjnym, ale elementem stylu życia. A to właśnie zmiana nawyków – bardziej niż sama infrastruktura – decyduje o sukcesie systemu.

 

Polska segregacja odpadów na tle UE

Woman putting an old broken appliance in the trash bin, e-waste and recycling concept

Co zaleca UE i dlaczego te frakcje są teraz na pierwszym planie? Unijny kierunek jest jasny: coraz więcej selektywnej zbiórki u źródła, bo to ona decyduje o jakości surowca i kosztach całego systemu.

Dwa obowiązki, które szczególnie obciążyły systemy gminne w ostatnich 2–3 latach, to: bioodpady: państwa członkowskie mają zapewnić, by bio było zbierane selektywnie lub przetwarzane u źródła (np. kompostowanie) najpóźniej do końca 2023 r.  Koljny element to tekstylia: od 1 stycznia 2025 r. ma działać selektywna zbiórka tekstyliów

Równolegle rosną cele dla recyklingu odpadów komunalnych: 55% (2025), 60% (2030), 65% (2035). Słowem tekstylia i bio to dziś dźwignie poprawy wyniku recyklingu — ale też frakcje trudne logistycznie (bio – sezonowość i higiena; tekstylia – konieczność sortowania, rynek zbytu, jakość strumienia).

Profil” przetwarzania vs średnia unijna

Z perspektywy wskaźników, Polska jest blisko środka stawki, ale nadal poniżej średniej UE: Polska: 41% recyklingu odpadów komunalnych w 2022 r. UE-27: ok. 49% (szacunek dla 2022 r. w profilu EEA). Eurostat podaje, że UE w 2023 r. recyklingowała ok. 48% odpadów komunalnych (materiał + kompostowanie).

Co ważne, polski „mix” metod przetwarzania pokazuje, gdzie są rezerwy: kompostowanie i fermentacja (bio) w Polsce: ok. 14% — rośnie, ale nadal jest to poziom, który ogranicza tempo doganiania liderów, spalanie z odzyskiem energii: ok. 21%.

Polska ma już dość rozwinięty system (z rosnącą rolą bio), ale żeby „dobić” do 55% i utrzymać trend, potrzebuje wyraźnie lepszych capture rates (wychwytu) i jakości selektywnej zbiórki — właśnie w bio oraz w nowych strumieniach typu tekstylia.

Liderzy UE: co robią inaczej

Najprościej widać to na przykładach: Austria: recykling odpadów komunalnych 63% (2022) oraz składowanie tylko ~2%.  Niemcy: składowanie ~1% (bardzo niskie). Co odróżnia liderów od Polski (w praktyce rynkowej): bardzo mało składowania (silny bodziec ekonomiczny + infrastruktura), stabilna jakość strumienia selektywnego: wysoka dyscyplina segregacji, mocno rozwinięte sortowanie i zagospodarowanie bio.

Grupa pościgowa, czyli kto jest podobny do Polski. Dobrym punktem odniesienia są Czechy: wzrost recyklingu odpadów komunalnych do 44% (2021) — czyli poziom zbliżony do Polski, również z presją na przyspieszenie względem celów 2025. Polska nie jest więc na końcu Europy, ale jest w grupie krajów, które muszą zrobić skok jakościowy w selektywnej zbiórce (szczególnie bio, tekstylia, a także czystość żółtego strumienia), żeby nie wypaść z trajektorii celów.

Tekstylia: realne ryzyko

Selektywna zbiórka tekstyliów od 2025 r. to obowiązek, ale wiele państw wdraża go etapami i różnymi modelami (PSZOK/bring system/pojemniki/osobne zbiórki). W Polsce problemem jest to, że obowiązek łatwo zrobić na papierze, trudniej dowieźć w infrastrukturze i logistyce — co widzieliśmy już w 2025 r. w dyskusjach o omijaniu zasad i wrzucaniu tekstyliów do zmieszanych.

Dodatkowo, na poziomie UE temat się zaostrza: Komisja podkreśla nowe podejście do zarządzania tekstyliami i jednolitą interpretację co jest odpadem, a zmiany z 2025 r. mocno akcentują tekstylia i odpady żywnościowe. Bez dobrego sortowania i jasnych zasad jakości (co trafia do pojemników vs co do ponownego użycia), tekstylia mogą stać się frakcją „kosztową”, a nie „recyklingową”.

Bioodpady: szansa na szybki wynik

W polskim profilu EEA widać, że bio już rośnie, ale nadal jest pole do poprawy.
Największą różnicę robią: częstotliwość odbioru frakcji kuchennej (szczególnie latem), czystość strumienia (domieszki plastiku) oraz — tam, gdzie wdrażane — rozdzielenie kuchenne vs „zielone, bo stabilizuje parametry wsadu i jakość kompostu/fermentacji. To trend obserwowany w wielu systemach w Europie, nawet jeśli nie zawsze ma osobny kolor, a bywa oznaczany opisem.

 

 

Gospodarka odpadami komunalnymi – porównanie wybranych państw UE

Kraj Recykling odpadów komunalnych Składowanie Spalanie z odzyskiem energii Kluczowe cechy systemu
🇵🇱 Polska ok. 41% (2022) ok. 35–40% ok. 21% Rosnąca rola bio, rozwój ITPOK, nowa frakcja tekstyliów od 2025/2026
🇨🇿 Czechy ok. 44% (2021) ok. 40% ok. 16–20% System podobny do PL, presja na ograniczenie składowania
🇩🇪 Niemcy ok. 67% (2022*) ok. 1% ok. 31–34% Minimalne składowanie, wysoka dyscyplina segregacji, silna infrastruktura
🇦🇹 Austria ok. 63% (2022) ok. 2% ok. 35% Bardzo rozwinięty system bio i kompostowania, stabilne poziomy recyklingu
🇪🇺 Średnia UE ok. 48–49% (2022–2023) ok. 23–25% ok. 26–27% Silne zróżnicowanie między państwami „starej” i „nowej” UE

*Niemcy raportują wysoki poziom recyklingu obejmujący szerokie kategorie przygotowania do ponownego użycia i odzysku materiałowego.

Źródła: European Environment Agency (EEA), Eurostat – Municipal Waste Statistics (ostatnie dostępne profile krajowe 2022–2023).

 

 

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault Systèmes do zintegrowanego zarządzania procesem projektowania, testów, zdobywania certyfikacji i produkcji. Dzięki temu decyzje mogą być podejmowane szybciej, ryzyko jest ograniczane, a rozwój projektu ulega znacznemu skróceniu.

Regionalny samolot D328eco to nowa konstrukcja Deutsche Aircraft przeznaczona do obsługi tras krótkiego i średniego zasięgu. Bazując na sprawdzonej maszynie Dornier 328, łączy ona najnowsze systemy awioniki, wyższą efektywność oraz możliwość wykorzystywania zrównoważonych paliw lotniczych (SAF). Platforma 3DEXPERIENCE umożliwia zespołom inżynieryjnym sprawdzanie, jeszcze przed powstaniem pierwszego prototypu, takich elementów jak współdziałanie systemów, zachowanie struktur czy plany kabiny. Wymagania, dane produktowe i zmiany projektowe są zarządzane centralnie, co zwiększa przejrzystość i ułatwia spełnienie wymogów regulacyjnych. Na ciągłości cyfrowej zyskują również etapy wdrożenia przemysłowego i późniejszej eksploatacji. Procesy produkcyjne mogą być planowane w środowisku wirtualnym, przepływy materiałowe optymalizowane, wąskie gardła identyfikowane na wczesnym etapie, a uruchomienie produkcji seryjnej prowadzone w sposób uporządkowany.

Dodatkowo aplikacja 3DLive na platformie 3DEXPERIENCE, połączona z urządzeniem Apple Vision Pro, otwiera nowe możliwości w zakresie angażującej współpracy. Klienci, załogi i partnerzy mogą w realistyczny sposób analizować wirtualne modele D328eco, interaktywnie porównywać konfiguracje kabiny, a także szkolić się w zakresie procedur serwisowych i awaryjnych w bezpiecznym środowisku cyfrowym. Wszyscy uczestnicy mają dostęp do tej samej bazy danych, wykorzystywanej również w procesach rozwoju i produkcji. Podejście to łączy w spójny sposób inżynierię, planowanie przemysłowe oraz szkolenia i komunikację, znacząco skracając etap podejmowania decyzji w całym cyklu życia produktu.

Integracja a nie asymilacja

Prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prorektorka ds. nauki Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii przypomina, że nie ma powrotu do dawnych norm społecznych. Musimy szukać nowych – takich, które pozwolą łączyć nowoczesność z odpowiedzialnością za przyszłość. Co więcej, musimy przestać bać się imigrantów i lepiej wykorzystywać tzw. silversów

Zacznijmy proszę od pani ścieżki zawodowej.

Jest ona dosyć nietypowa. Studiowałam w Szkole Głównej Handlowej na kierunku Metody Ilościowe i Systemy Informacyjne. Kontynuowałam naukę na studiach doktoranckich, jednocześnie podejmując pracę zawodową. Mój promotor, profesor Marek Góra, współtworzył wówczas Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Systemu Zabezpieczenia Społecznego – czyli agendę rządową zajmującą się reformą emerytalną. Zaczęłam tam pracować i to zaangażowanie w administrację publiczną przedłużyło się aż do 2009 roku.

Od 2002 r. kierowałam Departamentem Analiz Ekonomicznych i Prognoz w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, współpracując z profesorem Jerzym Hausnerem, pracując nad tzw. Planem Hausnera. Później byłam dwukrotnie wiceministrem pracy – w rządzie Marka Belki i w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Odpowiadałam między innymi za systemy emerytalne, politykę rodzinną, koordynację systemów zabezpieczenia społecznego i równe traktowanie. W 2009 roku wróciłam na uczelnię.

Po powrocie zrobiła pani habilitację?

Tak. Doktorat obroniłam w 2004 roku – jeszcze w czasie pracy w ministerstwie. Habilitację uzyskałam już po powrocie na uczelnię.

Czy w SGH nie powstał kiedyś pomysł, by stworzyć klub byłych premierów i ministrów? Macie ich przecież wyjątkowo dużo.

Nie liczyłam, ile jest takich osób, ale mam wrażenie, że rektor Piotr Wachowiak zna tę liczbę. Podejrzewam, że jest nas wielu – z różnych obszarów. W moim przypadku, czyli Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, chyba jestem wyjątkiem, bo większość naszych absolwentów działała raczej w ministerstwach gospodarczych czy w Ministerstwie Finansów. Ale rzeczywiście – to godna grupa. Myślę, że SGH jest wyjątkowa pod względem budowania etosu służby publicznej. To uczelnia, w której uczono nas odpowiedzialności – świadomości, że nasze decyzje mogą wpływać na polityki publiczne i że mamy wobec państwa pewną misję. Moje pokolenie jest wychowane na reformach związanych z planem Balcerowicza, którego asystentami byli moi koledzy z roku. Nasza uczelnia kształtuje liderów, również w sferze publicznej, i to kierowało moimi wyborami po studiach. Bardzo się natomiast cieszę, że po latach w administracji publicznej wróciłam do SGH.

Moi znajomi, którzy trafiali do administracji, podkreślali: niższa pensja, większa odpowiedzialność i gorszy samochód służbowy.

Trochę tak jest – zwłaszcza jeśli ktoś przechodzi z sektora prywatnego. Ja po studiach zaczynałam w sektorze publicznym, więc może nie miałam porównania, ale miałam poczucie misji. Byłam mianowanym urzędnikiem służby cywilnej i znaczek to potwierdzający nadal mam – choć raczej nie sądzę, bym do administracji wróciła. To było dla mnie ważne – poczucie, że robi się coś dla państwa. Inspirowali mnie tacy mentorzy, jak profesorowie Balcerowicz, Hübner czy Rosati. To osoby, które kształtowały nasze przekonanie, że służba publiczna ma znaczenie i powinna być apolityczna. Niestety, w Polsce ten ideał się nie udał – i zapewne już się nie uda – ale wciąż staramy się wspierać państwo naszą wiedzą i doświadczeniem.

W jaki sposób?

Obecnie jestem przewodniczącą Rządowej Rady Ludnościowej. Kontynuuję tradycję prof. Strzeleckiego z SGH, który przez wiele lat kierował Radą. Przewodniczę również Radzie ds. Polityki Rodzinnej i Demograficznej, którą wspiera minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Tam, gdzie możemy wnieść głos badaczy – głos rozsądku, oparty na wiedzy i faktach – staramy się to robić, choć nie jest to dziś łatwe.

Od kiedy pełni pani funkcję prorektorki?

Od 2020 roku. Warto w tym miejscu przypomnieć, że kolejni rektorzy SGH są wybierani. Przedstawiają społeczności akademickiej swój zespół – prorektorów i dziekanów. Tak jest zapisane w naszym statucie, by społeczność wiedziała, z kim rektor zamierza współpracować.

Pełni pani wiele funkcji. Jak dużym zespołem pani kieruje?

To zależy od obszaru. Jako prorektorka ds. nauki nadzoruję pracę Działu Nauki, Działu Obsługi Projektów, Biblioteki, Wydawnictwa – czyli koordynuję kilka struktur administracyjnych. Współpracuję z Dziekanami Kolegiów i Radami dyscyplin. Kieruję też Instytutem Statystyki i Demografii, w którym pracuje około trzydziestu kilku osób, a także zespołami projektowymi, również w ramach projektów międzynarodowych. To wymaga łączenia wielu wątków, monitorowania efektów naukowych, zarządzania i pracy badawczej.

Zajmuje się pani demografią. Widzimy, że Polaków jest coraz mniej, a jednocześnie władze coraz bardziej obawiają się wpuszczania do kraju ludzi z zewnątrz – nawet tych kulturowo nam bliskich, jak Ukraińcy.

Rzeczywiście, sytuacja demograficzna Polski nie wygląda łatwo, choć demografowie powtarzają od dawna, że ludność Polski będzie się starzeć i Polaków będzie ubywać. Już w 1997 roku, gdy przygotowywaliśmy reformę emerytalną, zwracaliśmy uwagę – we współpracy z badaczami, m.in. prof. Ireną Elżbietą Kotowską – że starzenie się populacji jest procesem nieuniknionym. Dane z końca lat 90. wyraźnie wskazywały skutki spadku dzietności, który rozpoczął się na początku lat 90., a także wydłużania się życia i procesów emigracyjnych.

Polska jeszcze do niedawna była krajem emigracyjnym, co nasiliło się po akcesji do UE. Od lat zwracaliśmy uwagę na te wyzwania. Teraz widzimy, że kwestia demografii coraz mocniej przenika do dyskursu publicznego. W tym roku na Forum Ekonomicznym w Karpaczu temat ten wyraźnie był widoczny. W trakcie forum uczestniczyłam w czterech panelach poświęconych demografii – a było jeszcze kilka innych. To pokazuje, że świadomość problemu rośnie. Pracodawcy coraz wyraźniej widzą, że liczba osób w wieku produkcyjnym się kurczy, a rąk do pracy ubywa.

Bez wątpienia migracje – szczególnie z Ukrainy – bardzo pomogły polskiemu rynkowi pracy. Bez cudzoziemców nasz system ubezpieczeń społecznych funkcjonowałby gorzej – już niemal 8 proc. osób, które płacą składki do ZUS to cudzoziemcy. Gdyby nie migranci, liczba osób ubezpieczonych w ZUS zaczęłaby spadać. A to oznacza, że możliwości finansowania emerytur i rent byłyby jeszcze bardziej ograniczone. A przecież nawet teraz FUS potrzebuje wsparcia z budżetu państwa, by zbilansować swoje wydatki.

Czyli obecność cudzoziemców to czynnik stabilizujący?

Tak, zdecydowanie. I to nie jest zjawisko nowe. Już po aneksji Krymu, długo przed pełnoskalową inwazją Rosji, obserwowaliśmy wzrost liczby cudzoziemców w Polsce, także tych płacących składki.

Czy Polska mogłaby stać się miejscem pracy dla ludzi z innych regionów świata – np. z Afryki? Coraz więcej młodych Europejczyków też emigruje w poszukiwaniu pracy.

To możliwe. Coraz częściej mówi się o tym, że Polska staje się atrakcyjna także dla obywateli krajów południowej Europy – Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków. Widzimy wyrównywanie poziomów wynagrodzeń w Europie. Jednocześnie wciąż walczymy ze stereotypami. Polska bywa nadal postrzegana jako kraj o niższym poziomie rozwoju. Zdarzało mi się słyszeć pytania, czy mamy w Polsce kaloryfery, czy chodzą po ulicach białe niedźwiedzie. W świadomości wielu ludzi z południa Europy wciąż nie do końca uświadomiony jest poziom życia, jaki osiągnęliśmy. Zmieniamy to m.in. poprzez programy wymiany, takie jak Erasmus. Moja córka wróciła niedawno z wymiany we Włoszech i stwierdziła, że w Polsce żyje się lepiej – jest więcej zieleni, lepsze warunki mieszkaniowe, czy lepszej jakości woda w kranach.

Cóż, w krajach południowych kaloryfery nie są czymś oczywistym.

To prawda – tam ludzie w zimniejszych miesiącach często muszą dogrzewać się drogimi elektrycznymi piecykami. Więc z ich perspektywy pytanie o ogrzewanie ma sens.

Jakie rozwiązania w zakresie polityki demograficznej należałoby dziś proponować? Postawić na model prorodzinny czy raczej na imigrację?

Nie ma jednego rozwiązania. Polityka ludnościowa i demograficzna jest wielowątkowa i powinna być zintegrowana z innymi politykami publicznymi. Z jednej strony, mamy kwestie dzietności. Dziś barierą nie jest brak przedszkoli, lecz raczej niepewność młodych ludzi, ich lęki i obawy – ekonomiczne, społeczne, egzystencjalne. To także kwestie zdrowia prokreacyjnego, dostępu do mieszkań, stabilności zatrudnienia. Z drugiej strony, potrzebna jest rozsądna polityka migracyjna, która uzupełni niedobory na rynku pracy. Ale równie ważna jest refleksja o wydłużaniu aktywności zawodowej. Dyskusja o wyższym i równym wieku emerytalnym jest trudna, ale konieczna. Bez niej kobiety będą miały coraz niższe emerytury – w większości minimalne – i stracimy potencjał wykształconych kobiet w wieku 60+ na rynku pracy. Musimy też rozwijać system opieki długoterminowej i dostosowywać przestrzeń publiczną do rosnącej liczby osób starszych. To ogromne wyzwania.

Czy w Polsce istnieje spójna koncepcja polityki migracyjnej?

Trudno powiedzieć, że istnieje w pełni. I to nie tylko problem Polski. Widzimy w Europie przykłady zarówno udanych, jak i nieudanych polityk migracyjnych. Niemcy zdołali skutecznie zintegrować Turków czy Syryjczyków, podczas gdy Szwecja ma dziś ogromne problemy z przestępczością wśród imigrantów. Kluczem jest integracja, a nie asymilacja. Integracja oznacza włączenie migrantów w życie społeczne – zapewnienie dostępu do rynku pracy, edukacji, lokalnych wspólnot. Asymilacja natomiast wymagałaby przyjęcia tożsamości narodowej Polaków, co jest nierealne i niepotrzebne. Polska powinna tworzyć rozwiązania, które unikną błędów innych – i działać systemowo. Bo jeśli migranci będą pozostawieni sami sobie, to konflikty społeczne staną się nieuniknione.

Warszawa już dziś jest miastem wielokulturowym.

Tak, i to widać. Spotykamy ludzi z Indii, Afryki, Azji. Przedstawiciele tzw. czarnej Afryki to często jedni z najlepiej wykształconych i najbardziej pracowitych migrantów. Przyjeżdżają do pracy, często na określony czas, przesyłają pieniądze rodzinie, a potem wracają do siebie. Nie marzą o życiu u nas, tylko chcą godnie zarabiać. Dlatego powinniśmy ich wspierać, nie budować strachu. Lęk i nieufność tylko pogłębiają problemy.

Ilu imigrantów Polska potrzebowałaby, żeby gospodarka działała sprawnie?

To bardzo trudne pytanie, bo wszystko zależy od tego, jak wykorzystamy potencjał, który już mamy – także osób w wieku okołoemerytalnym. Dziś mamy około 1,7 mln cudzoziemców płacących składki w ZUS. Myślę, że w dłuższej perspektywie liczba 4–5 milionów imigrantów jest realna i możliwa do społecznego zaakceptowania. Oczywiście nie z dnia na dzień, ale stopniowo.

Czy rekrutacja imigrantów mogłaby się odbywać poprzez oficjalne programy – np. placówki rekrutacyjne w krajach afrykańskich?

Nie jestem specjalistką od polityki migracyjnej, ale taki kierunek ma sens – pod warunkiem, że rekrutacja dotyczyłaby osób o konkretnych kwalifikacjach, znajomości języka, chęci pracy. To mogłoby wspierać gospodarkę i jednocześnie ułatwiać kontrolowany napływ pracowników. Warto też pamiętać o studentach. Uczelnie mogą odgrywać dużą rolę, zapraszając młodych ludzi na studia w Polsce, dając im kompetencje i zachęcając, by po ukończeniu nauki zostali tu i pracowali.

Zajmuje się pani problematyką silver generation. Jakie są szanse na aktywizację zawodową osób starszych?

Ogromne. Stereotypy o tym, że osoby starsze są mniej produktywne, schorowane czy nie nadążają za zmianami technologicznymi, są niesprawiedliwe. Żyjemy dłużej, jesteśmy zdrowsi. Ludzie 50–60-letni to często osoby, które większość życia przeżyły w gospodarce rynkowej, dostosowując się do zmian i wykazując dużą elastyczność. To pokolenie z silnym etosem pracy. Młodzi mają dziś inne podejście – większe poczucie work-life balance – co też ma swoje zalety. Ale starsi pracownicy często nie mają już obowiązków rodzicielskich, są dyspozycyjni i doświadczeni. Ich kompetencje i wiedza są ogromnym potencjałem dla pracodawców. Starsi pracownicy potrafią radzić sobie w trudnych sytuacjach, pamiętają transformację ustrojową, inflację lat 90., mają świadomość, że dobra praca nie jest dana raz na zawsze. I potrafią ją docenić. Oczywiście pojawia się kwestia opieki nad starzejącymi się rodzicami – to też wyzwanie społeczne, które wymaga odpowiednich rozwiązań w polityce publicznej.

Jest to postawa godna wsparcia.

Dlatego musimy nauczyć się wykorzystywać ten potencjał – z korzyścią dla całego rynku pracy. Nie zwalniajmy ludzi, którzy jeszcze chcą pracować.

Wracając do silversów – ilu polskich seniorów mogłoby jeszcze aktywnie uczestniczyć w rynku pracy?

Jest to grupa sięgająca co najmniej miliona osób – a może nawet więcej. Wystarczy spojrzeć na demografię: w latach osiemdziesiątych rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie, więc dziś to właśnie te roczniki wchodzą w wiek okołoemerytalny. To ogromny potencjał.

 

Czy te osoby wymagają jakichś specjalnych kursów aktywizacyjnych?

Nie. Przede wszystkim wymagają tego, żeby ich… nie zwalniać. To nie są ludzie, którzy nie chcą pracować – przeciwnie, bardzo często zostają odsunięci od pracy tylko dlatego, że zbliża się okres ochronny. Kobieta po sześćdziesiątce, wciąż pełna energii i doświadczenia, słyszy, że może czas już na emeryturę. To ogromna strata kapitału, zarówno dla gospodarki, jak i dla firm. W sobotę byłam na Kongresie Kobiet, gdzie właśnie dyskutowałyśmy o możliwościach wydłużania aktywności zawodowej. Patrzyłam na dyrektorkę w wieku 60 lat – pełną energii, pomysłów, doświadczenia – która została przez swoją firmę poproszona o przejście na emeryturę. Trudno nawet opisać, jak wielką stratą jest taka decyzja. Ponadto część firm zwalnia pracowników tuż przed okresem ochronnym, żeby nie brać na siebie dodatkowych obowiązków. Znam przypadki dużych, międzynarodowych firm, w których ludzie byli zwalniani dwa–trzy miesiące przed wejściem w ochronę. To po prostu marnowanie zasobów. Oczywiście trzeba inwestować w kompetencje – zmieniają się technologie, dziś wszechobecna jest sztuczna inteligencja. Uczenie się przez całe życie powinno być standardem dla wszystkich.

To prawda – wielu pracodawców nie zdaje sobie sprawy, jak trudne jest dziś znalezienie młodych pracowników.

Wydaje się, że starszy pracownik jest droższy, ale to nieprawda. Bo jeśli na miejsce jednej doświadczonej osoby przyjmiemy dwóch młodych, może się okazać, że nie tylko nie zaoszczędzimy, ale też stracimy na jakości pracy i efektywności. Oczywiście wszyscy musimy się uczyć nowych technologii. Sztuczna inteligencja to wyzwanie dla każdego, bez względu na wiek. Ale gdy już się przełamiemy i zaczniemy z niej korzystać, okazuje się, że to fantastyczne narzędzie. Na SGH prowadzimy wspólnie z Google już drugą edycję programu „AI – Umiejętności Jutra”, w ramach której osoby w każdym wieku – także 50+ – pracujące w sektorze MŚP mogą uczyć się korzystania z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Zgłaszają się tysiące ludzi. To dowód, że wiek nie jest barierą, jeśli tylko damy ludziom szansę na zdobycie nowych kompetencji.

Czyli z jednej strony potrzebujemy mądrej polityki migracyjnej, z drugiej – wykorzystania potencjału silversów.

Do tego dochodzą jeszcze kobiety, które często wycofują się z rynku pracy z powodu obowiązków opiekuńczych – nad dziećmi lub starszymi rodzicami. To ogromna grupa, którą można lepiej wspierać poprzez rozwiązania umożliwiające godzenie pracy z życiem rodzinnym. Ponadto obserwujemy też rozpad więzi rodzinnych. Coraz więcej jest singli i związków nieformalnych. Rośnie także liczba osób, które nie mają dzieci To także element zmiany społecznej, który trzeba brać pod uwagę.

Związki nieformalne też stają się coraz powszechniejsze.

Tak i coraz więcej dzieci rodzi się właśnie w takich związkach. To wymaga stworzenia rozwiązań prawnych, które zapewnią tym rodzinom stabilność i bezpieczeństwo. W tym kontekście ustawa o związkach partnerskich jest bardzo potrzebna – nie tylko dla par jednopłciowych, ale także dla heteroseksualnych, które żyją razem, mają dzieci, ale nie zawarły formalnego małżeństwa.

To kwestia nie tylko równości, lecz także bezpieczeństwa socjalnego.

Musimy też pamiętać, że bariery dzietności nie wynikają z braku świadczeń czy infrastruktury, ale często z przemian kulturowych – z różnic w oczekiwaniach kobiet i mężczyzn, z niepewności, z lęków. Badania pokazują, że młodzi ludzie bardzo różnie postrzegają rolę rodziny, pracy i szczęścia. Dlatego nie zwiększymy dzietności, wyłączając prąd i zabierając kobietom dostęp do edukacji. Nie wrócimy do dawnych norm społecznych. Musimy szukać nowych – takich, które pozwolą łączyć nowoczesność z odpowiedzialnością za przyszłość.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Ankieta Managera

Jakie wartości są dla pani najważniejsze?

Uczciwość i szacunek – to dwie kluczowe. Jeśli jesteśmy uczciwi i mamy szacunek do innych, potrafimy współpracować, to daje ogromny potencjał i satysfakcję.

 

A pani pasje, zainteresowania?

Lubię jogę, naturę, książki, rośliny – zarówno te w domu w ogrodzie zimowym, jak i w ogródku na zewnątrz. Kiedyś szydełkowałam i robiłam na drutach, ale teraz brakuje mi czasu. Chętnie też spaceruję z mężem i naszym psem – seterem irlandzkim – szczególnie poranne spacery dają dużo energii na cały dzień.

 

O czym najchętniej rozmawia pani ze znajomymi – poza pracą?

Często o polityce, choć to rzadko optymistyczne rozmowy. Ale też o codzienności – dzieciach, rodzinie, książkach. I o psach.

 

Którą z ostatnio przeczytanych książek mogłaby Pani polecić?

Ostatnio czytałam książkę profesora Marka Kowalkiewicza The Economy of Algorithms. AI and the Rise of the Digital Minions – bardzo ciekawą pozycję o tym, jak algorytmy mogą nam pomagać, jeśli tylko nad nimi panujemy. W październiku promujemy polskie tłumaczenie tej książki na SGH. Z lżejszej literatury polecam powieści Sławomira Gortycha – ostatnio czytałam jego najnowszą Schronisko, które zostało zapomniane. To już czwarta część cyklu, z elementami kryminału i pięknym tłem karkonoskich schronisk.

 

Gdyby nie istniały żadne ograniczenia – z kim chciałaby pani spotkać się?

Chętnie jeszcze raz spotkałabym się z profesor Janiną Jóźwiak – pierwszą kobietą rektorką naszej uczelni, która również kierowała Instytutem Statystyki i Demografii. Zmarła niemal dziesięć lat temu, bardzo mi jej brakuje.

 

Najważniejsze chwile w pani życiu?

Z pewnością narodziny trójki dzieci, a także obserwowanie, jak mądrymi i empatycznymi dorosłymi się stają. A zawodowo – telefon od mojego promotora, profesora Marka Góry, który zaproponował mi pracę przy reformie emerytalnej. To było jak początek filmu Hitchcocka – od razu w sam środek akcji. To były fascynujące czasy, pełne rozmów i rozwijania kontaktów i często przyjaźni międzynarodowych. Chwila, która na pewno zaważyła w moim życiu, chociaż nie wiedziałam, że tak będzie, to wieczór w 2008 roku, podczas debaty w Sejmie o wcześniejszych emeryturach, kiedy minister Andrzej Duda – wówczas w Kancelarii Prezydenta – powiedział, że „premier Tusk chowa się za ciężarną wiceminister”. Byłam wtedy tydzień przed porodem mojego najmłodszego syna. Odpowiedziałam: „Ciąża to nie choroba – swoje muszę zrobić.” Wiele osób zapamiętało tę chwilę i często wraca do niej w rozmowach, w bardzo pozytywny sposób.

 

Bucket list

Zawodowo – mieć więcej czasu na badania naukowe – szczególnie dotyczące starzenia się społeczeństwa. Chciałabym móc je rozwijać bez ciągłego szukania finansowania, a także dokończyć kilka rozgrzebanych artykułów i wreszcie złożyć wniosek profesorski. Prywatnie – więcej czasu dla rodziny. W lecie udało mi się z mężem zwiedzić Szkocję, odznaczone na bucket list. Kolejny kierunek – mam nadzieję w przyszłe wakacje – to kraje bałtyckie, śladami moich dziadków z Wilna i Rygi.

BIO

Dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak

Prof. SGH, prorektorka ds. nauki oraz dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii SGH. Przewodnicząca Rządowej Rady Ludnościowej oraz Rady ds. Polityki Rodzinnej i Demograficznej przy Ministrze Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Członkini Komitetu Nauk Demograficznych PAN, liderka polskiej grupy badawczej SHARE 50+. W latach 2008-2009 podsekretarz stanu w MPiPS, zasiadała również w radzie nadzorczej ZUS, była członkinią KNF. W latach 2007-2009 wiceprzewodnicząca Komitetu ds. Ochrony Socjalnej Rady Europejskiej. W latach 2010-2017 w Instytucie Badań Edukacyjnych kierowała projektami związanymi z przygotowaniem wdrożenia Polskiej Ramy Kwalifikacji. Specjalizuje się w problematyce demografii, systemów emerytalnych, rynku pracy, polityki społecznej, zdrowia oraz edukacji.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...