.
Strona główna Blog Strona 69

Nowy Volkswagen Touareg – pierwsze jazdy w Czarnogórze

Grupa Volkswagen ma w swoim portfolio wiele marek, także tych premium i luksusowych, jak Audi, Porsche i Bentley, nie dziwi zatem fakt, że najnowsze wydanie flagowego modelu z Wolfsburga czerpie garściami z technologii swoich kuzynów, a jego walory poznawaliśmy na drogach i bezdrożach Czarnogóry.

Arystokracja w genach

Volkswagen Touareg już od pierwszej generacji zyskał uznanie kierowców nie tylko w Europie. To dopracowany w najmniejszych szczegółach duży SUV, który nie ma się czego wstydzić i w żadnym wypadku nie można go nazwać ubogim krewnym swoich znamienitych kuzynów. Jest bowiem bliskim kuzynem takich modeli jak: Porsche Cayenne, Audi Q7, Bentley Bentayga i Lamborghini Urus. Oczywiście, że jest najtańszy z całej rodziny i może mniej prestiżowy, ale nie odstaje technologicznie. To tak, jakby mieć apartament wyposażony w technologię inteligentnego domu, ze wszelkimi wygodami i wykończony włoskim alabastrem, ale zlokalizowanym na Gocławiu, zamiast w jednym z nowoczesnych wieżowców w centrum Warszawy. Nie oznacza to, że będzie się nam żyło gorzej. Po prostu będziemy mieć nieco dalej do pracy.

Trzy napędy, trzy samochody

O przynależności do tej motoryzacyjnej ekstraklasy niech świadczy fakt, że pod maską niemieckiego SUV-a pracują wyłącznie 6-cylindrowe jednostki napędowe. W gamie nowego Volkswagena Touarega znalazły się trzy zespoły napędowe: benzyna, diesel oraz hybryda plug-in. Napędzają to samo nadwozie, jednak mają tak różną charakterystykę, więc zanim dokonacie ostatecznego wyboru, warto przejechać się każdym z nich, albo choćby przeczytać ten test w całości.

Podstawowa jednostka benzynowa to 6-cylindrowy motor o pojemności 3 litrów i mocy 340 KM. Dźwięk V-szóstki zachęca do wciśnięcia gazu, ale subiektywnie z całej trójki ta opcja najgorzej radzi sobie z, bądź co bądź, ciężkim nadwoziem. Nie oznacza to wcale, że jest mało dynamiczny, bo gdy już złapie obroty, to wyprzedzanie na krótkich odcinkach pomiędzy ciasnymi zakrętami na górskich drogach daje sporo frajdy, tym bardziej, że auto jest dobrze zbalansowane, a zawieszenie ma przyjemnie komfortową charakterystykę. Po prostu brakuje mu nieco momentu obrotowego (450 Nm), by popchnąć do przodu to „tłuściutkie ciałko” na wyjściu z zakrętu. O perfekcji niemieckiej inżynierii niech świadczy fakt, iż pierwszego dnia podróżowaliśmy egzemplarzem bez pneumatycznego zawieszenia, o czym zdaliśmy sobie sprawę dopiero przed ostatnim szutrowym odcinkiem, kiedy to zauważyliśmy brak pokrętła wyboru trybu jazdy. I wiecie co? Wcale nam go nie brakowało nawet podczas jazdy terenowej.

Następnego dnia przyszła kolej na test silnika wysokoprężnego. To także konstrukcja V6 o pojemności 3 litrów, ale o mniejszej, w porównaniu z silnikiem benzynowym, mocy 286 KM, jednak w przypadku diesla ważny jest moment obrotowy. Tu do dyspozycji mamy 600 Nm, dostępnych w zakresie 1750-3250 obrotów. I to jest to, co lubimy w dużych SUV-ach najbardziej. Auto bez zbędnego proszenia nabiera prędkości i wydaje się, że nie sprawia mu to najmniejszej trudności. Wyprzedzanie pod górę? Łatwizna, gwałtowne przyspieszenie z niskich prędkości? Proszę bardzo… Choć klienci odwracają się od silników napędzanych olejem napędowym, to wciąż uważam, że to właśnie diesel jest najlepszym wyborem do dużego samochodu. Ten silnik, współpracujący ze świetnie zestopniowaną 8-biegową skrzynią DSG, ma największą klasę, a zarazem lekkość i coś, co nazywamy plastycznością. Zużywa też najmniej paliwa, bo podczas normalnej jazdy pozamiejskiej zadowalał się nieco ponad 8 litrami na 100 kilometrów. W podstawowej wersji wyposażenia, nazwanej po prostu Touareg, dostępny będzie też diesel 3.0 V6 TDI o mocy 231 KM i momencie obrotowym 500 Nm.

Trzeci w gamie, czyli hybryda plug-in zapewnia najwyższą (na papierze) moc 380 KM. To ten sam silnik benzynowy, co w wersji podstawowej, ale podrasowany obecnością silnika elektrycznego. Auto także jedzie bez proszenia, choć jego moment obrotowy 450 Nm jest wyraźnie niższy niż w dieslu. Czuć również wyższą masę auta, zwłaszcza podczas jazdy po krętych drogach. Ta wersja napędowa przypadnie do gustu w szczególności kierowcom, którzy większość czasu jeżdżą po mieście. Hybryda potrafi bowiem przejechać ponad 50 km wyłącznie na prądzie. Jeśli jednak zamierzacie wykorzystywać możliwości zespołu napędowego, nastawcie się na soczyste 15 l/100 km.

Wszystkie wersje mają napęd 4Motion i wszystkie zapewniają wybitny komfort jazdy. Volkswagen, w swojej historii wielokrotnie eksperymentował z modelami, które miały zawojować segment premium i prawie się to udało z oszałamiającą limuzyną Phaeton. Wtedy w odniesieniu sukcesu przeszkodziła wysoka cena i wciąż „masowy brand”. Dzisiaj Volkswagen Touareg ma wszystko. Jest luksusowy na miarę najlepszych modeli w swoim segmencie, tym bardziej, że dzieli z nimi technologię (Porsche Cayenne, Bentley Bentayga), wygląda wystarczająco prestiżowo, by nikt nie zwracał na niego uwagi, kiedy stał na podjeździe luksusowego hotelu w marinie w Zatoce Kotorskiej, ma też bardzo przyzwoitą cenę, bo cennik otwiera się kwotą niecałych 320 000 zł.

Wszystkomający

Przynależność do klasy premium zobowiązuje, dlatego inżynierowie Volkswagena dostali klucze do magazynów Porsche oraz Audi i w pełni wykorzystali swoją szansę. W najnowszym Touaregu znajdziemy zatem najlepsze ergonomiczne fotele, regulowane we wszystkich płaszczyznach. O tym, że są podgrzewane, wentylowane i mają funkcję masażu nie wypada nawet wspominać. Jest pneumatyczne zawieszenie o kilku trybach pracy, najnowocześniejsza łączność bezprzewodowa i świetny zestaw audio. O bezpieczeństwo pasażerów dbają wszystkie dostępne systemy asystujące, a adaptacyjny tempomat działa do prędkości 250 km/h! Taka też jest prędkość maksymalna wersji benzynowej i hybrydowej (3.0 TDI osiąga prędkość maksymalną 236 KM). Są wreszcie porażająco efektywne reflektory przednie LED, zbudowane z 18 000 (słownie: osiemnastu tysięcy) diod LED, każdy!!! Światła o podobnej konstrukcji ma obecnie tylko Porsche Cayenne. Nie dostaniemy ich jeszcze w Audi Q7 (w momencie pisania tego testu). Touareg znalazł się zatem w technologicznej ekstraklasie i świetnie się w niej odnajduje.

Królestwo Volkswagena

Czarnogóra jest krajem pełnym kontrastów. Kraj zachwyca szybko rozwijającymi się nadmorskimi kurortami i marinami pełnymi jachtów należących do najbogatszych ludzi świata. Wystarczy jednak odjechać od tego luksusu na kilka kilometrów, by zobaczyć inną, tę prawdziwą Czarnogórę, w zasadzie nie skażoną przemysłem, z krajobrazem niezakłóconym cywilizacją. Małe miejscowości, które można nazwać wręcz osadami przyklejone są gdzieś do skał lub kryją się w zakolach górskich rzek. Ten teren to istne królestwo Volkswagena i tak, jak Albania stoi Mercedesem W123 i W124, tak tu w dobrym tonie jest poruszać się Golfem II lub Jettą. Tych samochodów spotkacie na swojej drodze setki i to w różnym stanie: od całkowitych wraków, na których widok cierpnie skóra na plecach, po odpicowane perełki, mogące bez większych przygotowań wziąć udział w sesji zdjęciowej dla magazynu VW Scene. W tym towarzystwie nasze Touaregi wyglądały niczym przybysze z przyszłości. Dla przykładu ekran centralny na desce rozdzielczej najnowszego SUV-a ma przekątną 15 cali, zaś felga w Golfie II zaledwie 13! Te samochody różni wszystko, jednak łączy je to samo logo, a co za tym idzie, pełny szacunek na drodze.

Najnowsze wcielenie dużego SUV-a z Wolfsburga nie zaskoczyło mnie niczym tylko dla tego, że w pełni spodziewałem się najlepszych materiałów wykończeniowych, doskonałego systemu audio, rasowego brzmienia silników oraz wyszukanej technologii. Dlatego też, z całą odpowiedzialnością informuję, że Volkswagen Touareg jest pełnoprawnym przedstawicielem klasy premium. Zaskoczyła mnie za to urzekająca przyroda Czarnogóry, ale o niej opowiem przy innej okazji.

Węglowe dylematy

    Kasjan Wyligała, prezes Zarządu LW Bogdanka S.A., opowiada o transformacji rynku energetycznego i nowej strategii spółki uwzględniającej plany wygaszenia wydobycia węgla do 2049 r.

    Chińczycy otwierają nowe kopalnie i elektrownie węglowe, Niemcy zwięk- szają wydobycie węgla brunatnego w Saksonii. A my słyszymy, że będziemy musieli pozamykać nasze kopalnie i elektrownie…

    Unia Europejska musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zamierza w przyszłości zachować swoją konkurencyjność w porównaniu z innymi kontynentami. W ramach planowanej transformacji sektora energetycznego polityka Unii Europejskiej zakłada pozyskiwanie do 2050 r. aż 50% energii z farm wiatrowych. Jednakże aby osiągnąć ten cel, konieczne będzie zbudowanie po- nad 200 tys. wiatraków. Ich produkcja wymaga znacznych ilości stali i węgla koksującego, które są niezbędne do ich wytworzenia. Jak wiadomo, obecnie nie istnieją rozwiązania umożliwiające uniknięcie emisji CO2 podczas produkcji stali. Dlatego ogłoszona w tym roku dyrektywa metanowa w praktyce może prowadzić do zamknięcia kopalń wę- gla koksującego, co z kolei doprowadzi do braku dostępu do stali, niezbędnej do produkcji wiatraków na farmach wiatrowych. To wyzwanie, przed którym Unia Europejska musi stanąć w kontekście dążenia do niskoemisyjnej przyszłości oraz wpływu na konkurencyjność krajowych gospodarek, m.in. Polski, gdzie górnictwo i przemysł metalowy odgrywają znaczącą rolę.

    Już dziś widać, że europejski nacisk na zrównoważony rozwój trudno będzie pogodzić z harmonijnym rozwojem gospodarki.

    Musimy pamiętać, że konkurencyjność jest związana z efektywnym zarządzaniem surowcami, nie tylko w górnictwie, lecz także w innych gałęziach przemysłu energochłonnego, takich jak np. chemiczny. Zachodni potentaci, chcąc spełnić wymogi klima- tyczne, przenoszą działalność na inne kontynenty. A to z kolei oznacza, że transformując się w duchu sustainability, wyprowadzają szkodliwe emisje poza nasz kontynent. Warto pamiętać, że chcąc rozwijać elektromobilność, panele fotowoltaiczne i wiatraki, mu- simy uzyskać z innych części świata surowce potrzebne do ich produkcji. Często z krajów, które nie stosują tak surowych norm środowiskowych, jak my. Poważnie traktując zrównoważony rozwój, powinniśmy więc prezentować kwestię emisji w skali globalnej.

    A jak odbija się to na waszej branży?

    Górnictwo pozostaje kluczowym sektorem nie tylko w kontekście przemian gospodarczych, lecz także w dostępie do surowców, które napędzają nowe technologie, począwszy od epoki ka- mienia łupanego, a skończywszy na dzisiejszych czasach. Światowe wydobycie metali – zwłaszcza miedzi, niklu, kobaltu – rośnie dynamicznie. W Polsce często kojarzymy górnictwo z Górnym Śląskiem i wydobyciem węgla, ale jako kraj dysponujemy przecież bogatymi złożami innych surowców i umiemy z nich korzystać. Jeśli chodzi o węgiel, to decydujące znaczenie ma umowa społeczna zakładająca zakończenie wydobycia w Polsce do 2049 r. W tym samym okresie planuje się wygaszenie mocy generujących energię elektryczną, które są oparte na tym paliwie. Jest to proces, który już się toczy. W zeszłym roku doświadczyliśmy swoistego powrotu do węgla i wzrostu jego akceptacji ze względu na sytuację na wschodniej gra- nicy. W wyniku agresji na Ukrainę nasz rząd wprowadził embargo na dostawy węgla z Rosji, trzeba więc było szybko zaimportować brakujący wolumen dla gospodarstw domowych i odbiorców indywidualnych. Właśnie dla nich, ponieważ państwowa energetyka praktycznie ma w 100 proc. zabezpieczone dostawy z krajowych kopalni.

    Wszystko to nie może pozostawać bez wpływu na decyzje dotyczące przyszłości Bogdanki…
    Jesteśmy spółką giełdową, która przynosi zyski. Dzielimy się nimi zarówno z akcjonariuszami przez dywidendę, jak i z pracownikami. Wspieramy kulturę i sport w naszym środowisku. Działamy również na rzecz ochrony środowiska. Nasza strategia zakłada transformację działalności przed datą wygaśnięcia wydobycia węgla, czyli 2049 r. Mamy ambicję być pierwszą spółką górniczą, która pomyślnie przejdzie przez proces transformacji. Dlatego w zeszłym roku przyjęliśmy nową strategię przewidującą duży pakiet różnych działań. Chcemy być producentem energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii oraz an- gażować się w produkcję komponentów i ich recykling. Zbudowaliśmy już instalację fotowoltaiczną o mocy 3 MW, a w najbliższych planach mamy kolejne projekty obejmujące kilkadziesiąt megawatów i magazyny energii. Docelowo będzie to 500 MW mocy. Zakładamy przekształcenie naszej firmy w koncern surowcowy. Dlatego analizujemy potencjalne lokalizacje i przygotowujemy się do poszukiwań innych surowców niż węgiel energetyczny. Mamy zamiar za- inwestować w tym celu 50 mln zł, a jednocześnie wykorzystać nasze know-how. Naszą ambicją jest przekształcenie się w firmę, która będzie działała na rzecz ekologii i ochrony środowiska.

    Bogdanka na Lubelszczyźnie jest pewnym symbolem przeobrażenia regionu rolniczego w przemysłowy.

    Obecność kopalni otworzyła nowe perspektywy.Rzeczywiście pokłady węgla na Lubelszczyźnie są duże, ale rynek finansowy – w związku z regulacjami ESG – nie sprzyja inwestycjom w projekty górnicze. Nasi pracownicy zdają sobie sprawę z tych kwestii i mimo że jest to dla nich trudne, zgadzają się z naszą strategią. Niestety, jest to problem znacznie szerszy i bardziej skomplikowany, niżby się wydawało. Coraz mniej młodych ludzi decyduje się na kształcenie na kierunkach związanych z górnictwem, co może stworzyć problemy z kadrami w przyszłości. Kolejne wyzwanie stanowią regulacje środowiskowe, które stają się coraz bardziej restrykcyjne i trudne do spełnienia.

    W naszych wywiadach pytamy zawsze o karierę zawodową.
    Zanim trafiłem do Bogdanki, pracowałem w branży górniczo-wydobywczej oraz w przemyśle ciężkim. Przez ostatnie cztery lata byłem odpowiedzialny za nadzór nad kilkudziesięcioma spółkami krajowymi i zagranicznymi oraz relacje inwestorskie w KGHM. Praca ta dostar- czyła mi inspiracji i doświadczenia, które wykorzystuję w tworzeniu strategii dla Bogdanki. Wcześniej pracowałem w Agencji Rozwoju Przemysłu, która ma w portfolio różne spółki reprezen- tujące przemysł ciężki i wydobywczy. To doświadczenie pozwoliło mi zrozumieć szeroki kontekst działań górniczych i przemysłowych w kraju. Jestem absolwentem prawa, ukończyłem studia na Uniwersytecie Warszawskim. Uzyskałem dwa dyplomy MBA. Pierwszy w Instytucie Nauk Ekonomicznych Pol- skiej Akademii Nauk, a drugi w Queen Hedvig Academy.

    Co według pana jest kluczem do sukcesu w zarządzaniu?
    Nie ma jednej zasady, która by była komplementarna. Na pewno trzeba się otaczać ludźmi mądrzejszymi od siebie i słuchać ich. W dzisiejszym świecie, o coraz bardziej złożonych specjalizacjach w różnych sektorach i branżach, trudno jest być ekspertem we wszystkim. Dlatego warto budować zespół i być dla niego liderem, a nie tylko przełożonym.

    Empatia i indywidualne terapie

    Magdalena Łopuszyńska doktor n. med. dermatolog, właścicielka Gabinetu Bella podkreśla,
    że nie ulega trendom, nie zachłystuje się magicznymi urządzeniami. Ufa intuicji, która nigdy jej nie zawiodła. Każdemu pacjentowi oferuje terapię indywidualną stworzoną specjalnie dla niego

    Jest Pani jedną z prekursorek medycyny estetycznej w Polsce, pomimo ogromnego doświadczenia, nadal się Pani uczy.

    Jestem doktorem nauk medycznych, posiadam specjalizację pierwszego i drugiego stopnia z dermatologii, ale nie zwalnia mnie to przecież z obowiązku uczenia się nowych rzeczy. Rynek dermatologii, a zwłaszcza medycyny estetycznej rozwija się bardzo dynamicznie. Jeden z filozofów powiedział kiedyś, że „nie wstyd nie wiedzieć, wstyd swej wiedzy nie uzupełniać”. Kompleksowa wiedza pozwala mi na stworzenie moich autorskich, indywidualnych terapii, które cenią moi pacjenci. Podkreślam jednak, że bez odpowiedniej profilaktyki, systematyczności, kompleksowego zadbania o siebie, regularnych kontroli lekarskich, diety, ruchu i odpowiedniej dawki snu cuda w medycynie się nie zdarzają.

    Uczestniczy pani w licznych wydarzeniach związanych z medycyną estetyczną.
    Lubię się uczyć, dlatego cieszę się, że mogę być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami ze świata. Poszerzanie wiedzy, zdobywanie i utrzymywanie certyfikatów pozwalają mi m.in. uzyskać wiedzę nie tylko na temat leczenia, lecz także na temat wskazań, z jakimi powinnam wysłać pacjenta na przykład do endokrynologa czy dietetyka. W mojej lekarskiej praktyce zdarzało się wielokrotnie, że pacjent, który przyszedł na przykład na botoks, wymagał konsultacji innego lekarza. Musimy mieć świadomość, że pielęgnacja nie zaczyna się od poda- nia botoksu czy kwasu hialuronowego. O skórę należy zadbać jak najwcześniej i przede wszystkim primum non nocere, czyli po pierwsze nie szkodzić.

    Od 30 lat niezmiennie przychodzi pani pierwsza do gabinetu i kończy pracę jako ostatnia.
    Mam ogromny szacunek do pacjentów i traktuję ich tak, jak sama chciałabym być traktowana. Każdego dnia, jeszcze zanim w gabinecie pojawia się personel, wykorzystuję czas na to, aby profesjonalnie przygotować się do każdej wizyty: czytam dokumentację, przeglądam zdjęcia pacjentów, których będę przyjmować w tym konkretnym dniu. Dzięki przygotowaniu podczas konsultacji mogę uzupełnić wywiad, w empatyczny sposób zapoznać się z trudnościami, z jakimi zmaga się pacjent, i poświęcić czas na diagnozę. Nie wyobrażam sobie, abym podczas zaledwie jednej rozmowy mogła uzyskać komplementarną informację na temat jego zdrowia. Poza pracą w gabinecie jestem w kontakcie z pacjentami, jeśli jest taka potrzeba, niezależnie od godziny i miejsca, w którym się znajduję. Od 30 lat jestem wierna swoim zasadom i priorytetom, nie ulegam trendom, nie zachłystuję się magicznymi urządzeniami. Ufam swojej intuicji, która nigdy mnie jeszcze nie zawiodła. Dzięki wiedzy i doświadczeniu mogę wybrać spośród dostępnych procedur i zaproponować pacjentowi terapię indywidualną stworzoną specjalnie dla niego.

    Pacjenci mają do pani zaufanie. Pani autorskie terapie łączone pomagają całym pokoleniom.
    Cieszę się, że mogę prowadzić pacjentów i ich rodziny przez wiele lat. W istocie przekrój wiekowy pacjentów jest bardzo zróżnicowany. Od powstania gabinetu zawsze pracuję jako główny lekarz, konsultując, lecząc, a także wykonując zabiegi. Dzięki temu wiem, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Osobiście kontroluję także pracę personelu, z którym pracuję od lat – dwie kosmetolożki są ze mną od początku istnienia gabinetu. Bella jest miejscem rozpoznawalnym, nie tylko w Warszawie i Polsce, lecz także poza jej granicami, bo przyjeżdżają do mnie pacjenci z całego świata.

    Gabinet Kosmetyki Lekarskiej Bella oferuje bogate spektrum zabiegów. Dysponujemy urządzeniami najnowszej generacji spełniającymi najwyższe międzynarodowe standardy. Mam świadomość, że dzięki temu mogę wybrać dla pacjenta najlepszą opcję. Nie wprowadzam jednak każdej popularnej nowości, bo doświadczenie nauczyło mnie, że najnowsze wcale nie znaczy najlepsze, a sprawdzone metody wielokrotnie przynoszą lepsze rezultaty. Warto poznawać nowe procedury i urządzenia, bo bez tego nie byłoby rozwoju, niestety, coraz częściej za niezbyt dobrym urządzeniem stoi znakomity marketing. Wychodzę z założenia, że aby uzyskać dobry i naturalny efekt terapeutyczny, należy przede wszystkim zapobiegać procesom starzenia. Ważne jest całościowe i systematyczne podejście do skóry, a więc od pielęgnacji w domu przez zabiegi kosmetyczne i rewitalizujące do bioregeneracji i technologii. Terapie łączone to jedyny kierunek właściwego podejścia do procesów starzenia, oczywiście z uwzględnieniem ich wskazań i przeciwwskazań.

    Jest pani znana z empatii i holistycznego podejścia do pacjentów.
    Gabinet lekarski to nie taśma produkcyjna. Do moich pacjentów podchodzę w sposób holistyczny. Każdy z nich jest inny, wymaga innych zabiegów i indywidualnie dobranego planu działania. Pacjenci często mówią mi, że jako jedna z nielicznych dbam o nich komplekso- wo, dlatego że podczas konsultacji nie ograniczam się jedynie do planu dbania o skórę i rozplanowania zabiegów. Wraz z pacjentami omawiamy dietę, podpowiadam, jakie badania i testy należy wykonać, jakie witaminy warto suplementować, w jaki sposób odpoczywać, jak wykorzystać swój potencjał biologiczny, a także żyć w harmonii psychofizycznej. Wychodzę z założenia, że medycyna estetyczna to nie tylko dbanie o skórę od zewnątrz, lecz także holistyczne dbanie o cały swój organizm. Należy pamiętać, że na przykład nadnercza, jajniki czy tarczyca starzeją się tak samo, jak skóra, dlatego ważne jest, aby mieć prawidłowo ustawione hormony po to, żeby czuć się i wyglądać dobrze.

    Od prawie 30 lat zarządza pani z suk- cesem marką, którą stworzyła pani od podstaw.

    Gabinet Kosmetyki Lekarskiej Bella to ceniony, rozpoznawalny brand. Jaka jest pani recepta na sukces? Najważniejsze w zarządzaniu są: wizja, konsekwencja, empatia i otwartość na wiedzę i zmiany. Ciągle się rozwijam, uczę, nie spoczywam na laurach. Walt Disney powiedział, że jeśli umiesz sobie coś wymarzyć, to potrafisz tego dokonać. Już na studiach wiedziałam, że chcę stworzyć własną markę. Wyznaczam sobie wciąż nowe cele, wychodzę poza strefę własnego komfortu, lubię wyzwania. Przedsiębiorczość to przecież nie tylko finansowy wynik, to determinacja, która pomaga w zbudowaniu silnej marki, a determinacja gwarantuje sukces.

    rozmawiała Anita Zakrzewska

    Zarządzanie Start-upem

    O zarządzaniu ryzykiem w start-upie i cechach niezbędnych dla przedsiębiorców, którzy próbują swoich sił w nowych technologiach, opowiada Beata Drzazga – przedsiębiorca, współorganizator konferencji nowych technologii w Silicon Valley w USA, założyciel polskiego giganta w branży medycznej BetaMed SA.

     

    Działa pani na rynku w Dolinie Krzemowej i współorganizuje konferencje w branży nowych technologii. Czy w przypadku twórców start-upów, cechy wyróżniające tych, którzy odnoszą sukces są tożsame z charakterystyką ludzi sukcesu w branżach tradycyjnych?

    Start-upy wymagają od założycieli, jak i pracowników gotowości do podejmowania ryzyka, kreowania nowych rozwiązań i rozpoczynania czegoś od zera, często bez precedensu, więc bazującego czysto na intuicji biznesowej. Tu ekstremalnie ważna jest samodzielność, gdyż często działają w warunkach ograniczonych zasobów, co wymaga umiejętności podejmowania decyzji bez długotrwałego konsultowania się z dużym zespołem. Świat start-upów jest nieprzewidywalny i dynamiczny. Musisz być gotowy na niespodzianki i umieć szybko reagować na zmieniające się warunki. Bardzo ważna jest tu innowacyjność i kreatywność. Trzeba być otwartym na nietypowe pomysły i podejścia. Wiele start-upów działa w branżach technologicznych. Zrozumienie nowych technologii i umiejętność korzystania z nich może być ogromnym atutem. Tu ważna jest ponadto długoterminowa wizja. Warto by była długoterminowa. Jest ona jak mapa, która kieruje firmą w odpowiednim kierunku, a pasja to źródło energii potrzebnej do jej realizacji. Start-upy to ciągła nauka. Trzeba być gotowym do zdobywania nowej wiedzy i dostosowywania się do zmieniających się warunków rynkowych. W moim przekonaniu, a mówię to po prawie 30 latach działania i obserwacji, w każdym biznesie przede wszystkim liczy się wizja i pasja. Bez względu na czasy. Te cechy są absolutnie niezbędne. To właśnie te elementy stanowią motywację do działania i pozwalają przetrwać trudne chwile. Oczywiście samą wizją nie odniesiemy sukcesu, potrzebna jest też ciężka praca i zaangażowanie na 101 procent w naszą firmę. Musimy stać u steru nawet jeśli zbudowaliśmy godny zaufania zespół bo to my nadajemy ton przedsięwzięciu, które wynika z naszego planu. Nasz zespół tylko pomaga to realizować, ale jednak to my jesteśmy kapitanem.

    Kolejna cecha to zdolność do adaptacji, dziś absolutnie kluczowa. Świat biznesu zmienia się bardzo szybko, dlatego przedsiębiorcy muszą być elastyczni i gotowi do dostosowywania się do nowych warunków i trendów, rozpędzonych technologii, które często są na początku obezwładniające i wymagają od nas odwagi i cierpliwości w opanowaniu. Ponadto umiejętność budowania trwałych relacji z klientami, partnerami biznesowymi oraz pracownikami jest niezwykle ważna, ale tak było od zawsze. Dobra komunikacja, empatia i zdolność do słuchania są niezastąpione w budowaniu powiązań. Klienci są fundamentem każdej firmy. Dlatego przedsiębiorcy sukcesu zawsze stawiają ich potrzeby na pierwszym miejscu. Zrozumienie klientów, śledzenie ich oczekiwań i dostarczanie wartościowych produktów lub usług to kluczowe elementy budowania trwałej bazy klientów.

    Jak radzi pan zarządzać ryzykiem start-upów?

     Pierwszym krokiem jest dokładna identyfikacja potencjalnego ryzyka. To oznacza zrozumienie, jakie zagrożenia mogą wystąpić w Twoim start-upie. Mogą to być ryzyka związane z rynkiem, technologią, finansami, konkurencją itp. Ważne jest, aby dokładnie przeanalizować, co może pójść nie tak. Nie każde ryzyko jest tak samo istotne. Po zidentyfikowaniu zagrożeń warto je priorytetyzować. Określić, które z nich mają największy wpływ na biznes i skoncentrować się na nich w pierwszej kolejności. Dla każdego zidentyfikowanego zagrożenia należy opracować strategię zarządzania. To oznacza określenie, jakie działania podjąć, aby zminimalizować ryzyko lub jakie kroki zrobić, gdy ryzyko się zmaterializuje. Dywersyfikacja ryzyka to słowo klucz dla tej strategii. Warto rozważyć dywersyfikację inwestycji. Oznacza to, że nie należy polegać tylko na jednym produkcie czy rynku. Dzięki różnym źródłom dochodu, ryzyko może być bardziej równomiernie rozłożone. To akurat dotyczy też klasycznego biznesu, ale w przypadku start-up’ów sprawdza się jeszcze lepie

    Jakie najczęściej start-up’y obserwuje pani w organizowanych w Silicom Valey konferencjach?

     Dolina Krzemowa, położona w Kalifornii, jest jednym z najważniejszych i najbardziej znanych regionów na świecie związanych z przemysłem technologicznym i start-upami. Powstają tam różnorodne start-upy, ale kilka branż i kategorii, które są szczególnie często spotykane na tamtejszych konferencjach to: technologie informatyczne i oprogramowanie (czyli firmy skoncentrowane na nowatorskich technologiiach, sztucznej inteligencji, uczeniu maszynowym, analizie danych). Następnie, technologie medyczne i biotechnologiczne skupione na innowacjach w dziedzinie opieki zdrowotnej, diagnostyce medycznej, biotechnologii i farmacji. Firmy te rozwijają nowe leki, urządzenia medyczne, technologie telemedyczne i inne rozwiązania związane z zdrowiem. Kolejno – Internet rzeczy (IoT) i technologie związane z hardware’em, inteligentne urządzenia domowe, czujniki, drony i etc. Firmy te skupiają się na tworzeniu sprzętu i oprogramowania, które łączy się z siecią internetową. Wreszcie rozrywka i gry komputerowe.

     

    Innowacyjne terapie MSD

    Justin Gandy, dyrektor zarządzający MSD Polska, mówi o inwestycjach firmy w naszym kraju, badaniach klinicznych oraz o roli innowacyjnych terapii i szczepień dla zdrowia publicznego.

    Czy postrzega pan nasz kraj jako rynek otwarty na wprowadzanie innowacyj- nych terapii i inwestycje w tej dziedzinie?

    Przebywam w Polsce od zaledwie kilku miesięcy, ale z nawet z tej perspekty- wy dostrzegam ogromne perspektywy i potencjał inwestycyjny. Nasza firma, będąca światowym liderem w branży biofarmaceutycznej, zainwestowała tu znaczne kwoty w ostatnich latach, co ma znaczenie w kontekście rozmiaru biznesu i liczby pracowników. W Polsce zatrudniamy bezpośrednio ponad 600 osób. Działalność MSD obejmuje wiele obszarów, od udostępniania terapii i prowadzenie badań klinicznych i zarządzania danymi ze zdarzeń niepożądanych, po zdrowie zwierząt. Nasze centrum zarządzania danymi znajduje się w Warszawie i jest jednym z sześciu na świecie, a drugim pod względem wielkości w skali globalnej. To istotne, ponieważ zajmujemy się analizą danych z badań klinicznych, więc musimy mieć odpowiednie zasoby, aby precyzyjnie gromadzić i przetwarzać te dane. Do końca 2022r. prowadziliśmy około 125 badań klinicznych, aktualnie jest ich już ponad 150, w ponad 500 róż- nych ośrodkach w Polsce, obejmujących 3,7 tys. pacjentów.

    Wspomniał pan o poważnych inwe- stycjach. Jaka jest ich skala?
    W ubiegłym roku przeznaczyliśmy na nie 157 milionów złotych. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nasze łączne inwestycje w Polsce przekraczają 2,7 miliarda złotych. Doskonale to ilustruje, jak ważny jest to dla nas rynek.

    Jaką rolę MSD odgrywa w rozwoju innowacji medycznych?
    To istotne pytanie, ponieważ innowacje, które wprowadzamy na rynek, szczególnie w obszarze badań i rozwoju, mają ogromne znaczenie. Globalnie inwestujemy ponad 23 proc. naszych rocznych przychodów w badania kliniczne. W Polsce aż 80 proc. badań klinicznych, które prowadzimy, dotyczy onkologii, jaką uważamy za obszar szczególnie ważny. Wiodącym dla nas obszarem jest oczywiście onkologia, ale jesteśmy aktywni również w dziedzinie szczepionek, diabetologii czy leczenia szpitalnego. Od czerwca br. w Polsce do Narodowego Programu Szczepień wprowadzone zostały szczepienia przeciwko HPV, co jest ogromnym krokiem naprzód w zakresie profilaktyki chorób takich jak rak szyjki macicy. Jest to program obejmujący zarówno chłopców, jak i dziewczęta w wieku 12 i 13 lat. Obecnie dostarczamy polskim pacjentom ponad pięćdziesiąt różnych produktów i planujemy inwestować w nowe obszary terapeutyczne.

    W jakim kierunku powinno dążyć państwo, by jak najskuteczniej chronić zdrowie i życie obywateli?
    Jeśli spojrzymy na wydatki na opiekę zdrowotną w Polsce jako procent PKB, w porównaniu z innymi krajami wciąż są one stosunkowo niskie, chociaż się to poprawia. Zbyt długi jest czas oczekiwania pacjentów na nowe terapie. Inny ważny aspekt to stabilność prawna. Potrzebujemy przewidywalności. Należy dokładnie określić, jaka ilość leków i produktów leczniczych będzie potrzebna. Jest to szczególnie istotne w przypadku szczepionek, ponieważ proces produkcji szczepionek nie jest prosty, nie możemy ich także przechowywać w dowolnym miejscu. Dlatego musimy precyzyjnie planować ilość i rodzaje produktów, które będą potrzebne w przyszłości.

    A jak MSD traktuje wyzwania zrów- noważonego rozwoju?
    To dla nas bardzo ważna kwestia. Naszym celem globalnie w działalności operacyjnej jest osiągnięcie neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do 2025 roku. Podejmujemy szereg kroków mających na celu ograniczenie naszego wpływu na środowisko. Odpo- wiedzialność wobec przyrody nie jest dla nas pustym hasłem.

    Jest pan od niedawna w naszym kraju. Proszę opowiedzieć, czym zajmował się pan wcześniej.
    Posiadam stopień doktora farmakologii uzyskany w Pretorii, w Południowej Afryce, moim rodzinnym kraju. Pracowałem jako przedstawiciel handlowy w branży farmaceutycznej, zdobywając wiedzę o różnych lekach. Stopniowo przeszedłem przez działy marketingu i sprzedaży, zyskując ważne doświadczenie. Miałem możliwość zarządzania działalnością firmy MSD w Afryce, zajmując się obszarami takimi jak relacje z partnerami instytucjonalnymi, ochrona przed chorobami zakaźnymi, opieka zdrowotna kobiet na całym kontynencie afrykańskim. Później przeniosłem się do Holandii, gdzie byłam odpowiedzialny za obszar onkologii w firmie MSD w tym kraju. To dało mi zupełnie nową perspektywę – mogłem zrozumieć, jak funkcjonuje system ochrony zdrowia w Europie. Pochodzę z RPA, wcześniej niewiele wiedziałem o Polsce czy też rynkach wschodnioeuropejskich. Teraz mam okazję poznać kulturę, ludzi i zrozumieć historię tego kraju. Dlatego dużą część wolnego czasu poświęcam nauce i podróżowaniu po kraju.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Dzieło sztuki piwowarskiej

    W wywiadzie Witold Franczak, właściciel Browaru Bóbr, ujawnia tajemnicę jedynego na świecie przepisu na pieniący się, choć bezalkoholowy GRUIT, napój zakorzeniony w XIII-wiecznej polskiej tradycji piwowarskiej. Warzonego w górskim browarze w Beskidach, z dodatkiem ziół takich jak piołun, melisa, ashwagandha, żeńszeń jest już dziś pity w Muzeum Sztuki w Amsterdamie.

    Zaczniemy od początku, skąd pomysł na gruit, w czasach popularności piwa?

    Bo gruit był pierwszy, jeszcze przed piwem i chcemy powrócić do jego historii, która sięga aż XIII wieku, czyli czasów, gdy w Europie w ogóle nie było chmielu, a piwo warzono z ziół. Składnikami tego piastowskiego napoju były m.in. święty drzewiec, goździki, imbir, gałka muszkatołowa, cynamon, kolendra, anyż i wiele innych ziół. Był jedynym piwem w Europie od czasów starożytnych aż do około XVI wieku, kiedy to sprowadzoną do Europy uprawę chmielu zaczęto wykorzystywać do jego produkcji i tak powstało piwo. Warzenie piwa z chmielu stało się dużo bardziej intratnym interesem dla Kościoła, bo uprawa chmielu została obciążona dziesięciną, a takiej dziesięciny nie można było pobierać od uprawy ziół. Wkrótce piwo chmielowe wyparło z rynku gruit. Jest to bardzo ciekawy punkt na mapie historii piwowarstwa. Dziś w związku z tym, że odrodza się zainteresowanie tradycyjnymi recepturami piwowarskimi, gruit ponownie staje się popularny. Zyskuje na znaczeniu szczególnie wśród miłośników produktów rzemieślniczych, zdrowej konsumpcji.

    Co nowego wprowadza wasza receptura?

    Absolutnie innowacyjną recepturę, nikt w Europie nie potrafił jak dotąd poradzić sobie z opracowaniem receptury gruitu bezalkoholowego, bo zioła inaczej fermentują niż chmiel i są trudne do pasteryzacji. Dlatego gruit był wyłącznie napojem alkoholowym. Dziś coraz więcej osób uważa, że równie dobrze jak przy alkoholu można się bawić przy piwie bezalkoholowym, co potwierdza obserwacja wzrostu segmentu piwa bezalkoholowego i  jednocześnie systematycznym spadku zawartości alkoholu w piwie. Konsumenci poszukują alternatyw, które zadbają połączenie zabawy z troską o zdrowie i relaks. Te obserwacje sprawiły, że uruchomiliśmy w naszym Browarze Bóbr, unikalną na skalę światowej produkcję bezalkoholowego gruitu. Absolutnie innowacyjną technologię warzenia bezalkoholowego gruitu opracowaliśmy wspólnie z Centrum Badań i Innowacji Pro-Akademia, które jest jednym z najbardziej dynamicznych jednostek naukowych w Polsce oraz firmą AGRO DRINK. Browar Bóbr jest browarem otwartym na innowacje i współpracę z naukowcami. Badania przemysłowe prowadzone przez CBI zostały zakończone w 2022 roku, a wdrożenie i pierwsza produkcja zaczęły się na początku roku 2023. Stworzyliśmy niepowtarzalny smak piwa bezalkoholowego według starodawnej receptury, bo łączymy tradycję z nowoczesnością. Nasza receptura bazuje na mieszance ziół i krystalicznie czystej wody Beskidu Wyspowego, a innowacyjna technologia w połączeniu z starymi recepturami dała efekt, jakiego jeszcze nikomu na świecie nie udało się osiągnąć. Mamy już zamówienia z zagranicy, ale nasze moce przerobowe obecnie są jedynie w stanie obsłużyć Polskę, więc na Polsce się skupiamy.

    Marka waszego gruitu to Bo Beer, jakie inne cechy wyróżniają ten produkt?

    Bo Beer cechuje wyższa zawartość witamin, wyjątkowe właściwości sensoryczne oraz stabilność smaku w całym okresie przechowywania. Podkreślam, że jest to piwo na bazie ziół, ziaren zbóż, słodu, drożdży i nadzwyczajnie czystej i smacznej górskiej wody z Beskidu gor. Dodaliśmy piołun, który ma dobroczynne działanie na żołądek, trzustkę, jelita i wątrobę Wykorzystujemy dodatkowo surowce adaptogenne, pozyskiwane z roślin leczniczych, które pozytywnie wpływają na działanie organizmu człowieka.! Gruit jest piwem mniej kalorycznym niż tradycyjne chmielowe bezalkoholowe – ma raptem 24kcal/ml. Stworzyliśmy też wersję gruita dla kobiet, która ma ich jeszcze mniej – tylko 23kcal, i jest z dodatkiem ashwagandhy, znanej jako remedium na emocje. Ma też właściwości wzmacniania odporności, redukowanie stanów lękowych i depresji, a dzięki zawartości witanolidów posiada dodatkowo właściwości przeciwzapalne i przeciwnowotworowe. Wersja gruitu dla mężczyzn zawiera żeńszeń, który wzmacnia siły witalne, poprawia sprawność umysłową i fizyczną oraz wspomaga proces rekonwalescencji. Zwiększa też zdolność koncentracji i zapamiętywania, chroni organizm przed osteoporozą, obniża poziom cholesterolu i jest skutecznym środkiem podnoszącym potencję.

    Jakie są perspektywy rozwoju browaru?

    Dziś Browar Bóbr, to niewielki, rzemieślniczy browar umiejscowiony w sercu Beskidu Wyspowego w Limanowej. Składa się na niego warzelnia, osiem fermentorów, a także automatyczna linia do rozlewu z pasteryzatorem tunelowym. Wiemy, że dobre piwo wymaga uwagi nawet dla najdrobniejszych szczegółów, ciągłej kontroli oraz odpowiedniego czasu dojrzewania. Dlatego nasze piwa bezalkoholowe leżakują przez co najmniej 7 dni , a alkoholowe min. 4 tygodnie, od dnia warzenia, a w procesie produkcyjnym nie stosujemy sztucznych enzymów czy aromatów przyspieszających cykl produkcji. Stosujemy składniki w 100% naturalne. Warto więc dodać, że technologia, o której wspominaliśmy wcześniej, wykorzystująca ultradźwięki, jest unikalna na skale świata a nie tylko Europy. Już dziś nasze piwo jest serwowane w samej Holandii w , która jak wiadomo jest stolicą piwa, w Muzeum Sztuki w Amsterdamie, co stanowi dla nas potwierdzenie, że stworzyliśmy coś prawdziwe dzieło sztuki piwowarskiej. Stopniowo, w miarę rozszerzania naszych możliwości produkcyjnych, nasza dystrybucja będzie obejmować cztery główne kanały: sektor HoReCa, sieci handlowe międzynarodowe, tradycyjny handel detaliczny oraz sprzedaż internetowa. Planujemy zastosować zróżnicowane strategie cenowe, opierając się na popycie i cenach konkurencyjnych produktów. Nasza kampania marketingowa będzie skupiała się na marketingu internetowym, działaniach BTL, punktach sprzedaży (Point-Of-Sale) oraz zaangażowaniu marki w projekty CSR, takie jak ochrona górskich zwierząt i ptaków.

     

    Polaków nie stać na jedzenie poza domem. Jest jednak sposób na tanią kolację w najlepszych restauracjach

    Z badań przeprowadzonych na rynku gastronomicznym wynika, że Polacy nadal chcą chodzić do restauracji, ale muszą oszczędzać. Często więc wybierają sprawdzone lokale, gdzie nie spotka ich cenowe ani smakowe zaskoczenie. To kolejny cios dla branży restauracyjnej, której rynek do czasu pandemii rozwijał się bardzo dynamicznie. Te czynniki sprawiają jednak, że na popularności zyskują restauracyjne festiwale, podczas których można spróbować najlepszych i autorskich potraw danej restauracji w przystępnej i z góry określonej cenie.

    Niemal co drugiego Polaka nie stać już na odwiedzanie restauracji ze względu na zbyt wysokie ceny i konieczność rezygnacji z budżetu na przyjemności. Zgodnie z tegorocznymi danymi raportu opracowanego przez Rynek Gastronomiczny, restauracje zanotowały w pierwszym kwartale 2023 r. wzrost przychodów o 19 proc., zaś w drugim o 17 proc. w porównaniu do analogicznych okresów w 2022 r. Koszty prowadzenia działalności nie maleją, a ceny produktów spożywczych wciąż rosną. Co więc zrobić, aby zachęcić Polaków do odwiedzenia restauracyjnych stołów? Odpowiedź wydaje się jasna – zainwestować w promocję. Tyle, że promocja w klasycznym ujęciu nie jest już tak skuteczna, jak dawniej, dlatego restauracje chętnie przyłączają się do festiwali. Obecnie trwa najpopularniejszy z nich, czyli Restaurant Week, który odbywa się dwa razy w roku w największych miastach i regionach Polski.

    Wyjście do restauracji w cenie porównywalnej do zwykłego posiłku w fast-foodzie

    Koncepcja Festiwalu jest prosta – szefowie kuchni przygotowują specjalne, popisowe, trzydaniowe menu składające się z przystawki, dania głównego i deseru. W dwóch opcjach – mięsnej oraz opcji wegetariańskiej, wegańskiej lub rybnej. Na każdego gościa czeka również gratisowy festiwalowy koktajl. To wszystko, czyli trzy dania plus koktajle, jest w cenie od 69 złotych od osoby, która w obecnych, trudnych ekonomicznie czasach jest ceną atrakcyjną, bardzo zachęcającą do tego, żeby rzeczywiście sprawdzić nowe restauracje czy odwiedzić miejsca, do których się lubi chodzić, w niecodziennym wydaniu. Zważywszy, że cena zestawu w lokalach typu fast-food to wydatek rzędu 30-40 zł na osobę.

    – Pierwszy Restaurant Week odbył się w 2014 r. Zorganizowaliśmy go zachęceni sukcesem tego typu wydarzeń za granicą i dziś możemy poszczycić się mianem najpopularniejszego festiwalu tego typu w Polsce i w Europie. Do dziś w organizowanych przez nas Festiwalach wzięło udział ponad 1,8 mln Gości. Każda edycja przyciąga      setki tysięcy osób do blisko 400 starannie wyselekcjonowanych lokali gastronomicznych w całej Polsce, co pokazuje, że Polacy nadal chcą chodzić do restauracji, nawet jeśli ich budżet jest nieco skromniejszy niż dawniej – Maciej Żakowski, współzałożyciel Festiwalu.

    Sam proces rezerwacji stolika jest zdigitalizowany, szybki i bardzo prosty. Można go dokonać nawet w telefonie w zaledwie kilka minut. wystarczy wejść na stronę RestaurantWeek.pl i wybrać swoje miasto. Podobnie, jak w przypadku kupowania biletów w kinie, tyle, że tu wybiera się restaurację, liczbę osób, menu i rezerwacja jest gotowa. – Każdy nasz Festiwal trwa aż sześć tygodni, obecny aż do 12 listopada, więc okazji do skosztowania pachnących dań jest wiele. Tym bardziej, że tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem #FoodSmellsGood, więc restauracje skupiły się na najbardziej aromatycznych potrawach, co jest przyjemnym doznaniem podczas coraz bardziej jesiennej aury – dodaje.

    Jemy wszystkimi zmysłami

    Aromat potraw sprawia zresztą, że dana potrawa zapada w pamięci, co przekłada się na chęć powrotu do restauracji. Nie od dziś wiadomo, że jedzenie, oprócz potrzeby zaspokojenia głodu to również doznania estetyczne i zmysłowe. Z raportu Rynku Gastronomicznego wynika, że dla większości ankietowanych (57 proc.) ważna jest przyjemność z jedzenia. Na to oczywiście składa się – oprócz wyglądu potrawy – jej smak. Naukowcy zauważają jednak, że aż 80 proc. tego, co nazywamy „smakiem”, to w rzeczywistości aromat potrawy. Stąd też menu Festiwalu Restaurant Week restauratorzy przygotowali tak, aby każdy miał możliwość wybrania się w podróż np. do aromatycznych krajów azjatyckich lub też w podróż sentymentalną do zapachów, które przypominają dzieciństwo.

    Zero waste koniecznym krokiem oszczędności

    Mimo trudnej sytuacji restauratorzy nieustannie szukają też nowych szans na rozwój swoich biznesów. Stąd też popularność platform do internetowego bookingu menu, która daje możliwość analizy wyborów konsumenckich i dostosowanie do nich oferty. To również przekłada się na oszczędności. Kolejną metodą walki z drożyzną jest koncepcja zero waste. Według raportu „Nasza żywność, nasza odpowiedzialność” opracowanego przez Polski Bank Żywności i Bank Żywności w Polsce, straty żywności w krajowym sektorze gastronomicznym sięgają 20 proc. Oznacza to, że co piąte zamówienie w restauracji jest marnowane.

    – Cena menu nie jest wysoka między innymi dzięki temu, że rezerwacji można dokonać maksymalnie z jednodniowym wyprzedzeniem. Z prostej przyczyny, aby restauracje mogły przygotować odpowiednią ilość składników na konkretne menu – zaznacza Maciej Żakowski.

    Trwający więc Restaurant Week to korzyść obopólna. Dla zaciskających portfele Polaków oraz dla restauracji, które mogą pokazać się z jak najlepszej strony przed nowymi gośćmi i zadbać o to, aby wyszli oni zadowoleni i wrócili ze swoimi bliskimi lub z przyjaciółmi.

    Jesienna edycja Restaurant Week wystartowała 4 października i potrwa do 12 listopada. Festiwal się odbywa dwa razy do roku w około 30 miastach w 12 regionach w kraju. M.in. w Białymstoku, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Śląsku, Szczecinie, Trójmieście, Warszawie, czy we Wrocławiu. Restauracje biorące udział w Festiwalu są starannie selekcjonowane w oparciu o wysoką jakość kuchni i produktów, poziom autorskiego menu, poziom obsługi kelnerskiej. Rezerwacji można dokonać na www.RestaurantWeek.pl

    Najlepsze stoliki szybko znikają – do zobaczenia przy stole!

    Rezerwacje: https://RestaurantWeek.pl/ i https://BreakfastWeek.pl/ oraz https://app.rclb.pl

    Termin Festiwalu: 04 października – 12 listopada 2023

    ASTARA określa priorytety dla marki Nissan w Polsce

    Astara, od września br. oficjalny dystrybutor nowych pojazdów, części i usług marki Nissan w Polsce, ogłosiła priorytety na 2024 rok, zarówno w zakresie ambicji wolumenowych, jak i głównych założeń prowadzenia działalności japońskiej marki na naszym rynku.

    Podczas pierwszego spotkania z mediami w Warszawie Piotr Laube, dyrektor zarządzający marki Nissan w Polsce, podkreślił, jak blisko 150 lat historii uczyniło z astary firmę nie tylko doświadczoną w zakresie dystrybucji w branży motoryzacyjnej, ale także niezwykle innowacyjną, dysponującą szerokim portfolio usług w zakresie mobilności, w zależności od potrzeb różnych grup klientów oraz dojrzałości rynków w poszczególnych krajach. To nie przypadek, że Nissan wybrał astarę na importera w Polsce – stoją za tym sukcesy przejęcia działalności japońskiej marki na rynkach w Austrii i Szwajcarii w ubiegłym roku.

    astara jest firmą bardzo dynamicznie się rozwijającą – obecnie reprezentuje już 34 marki w 19 krajach na 3 kontynentach, a zgodnie z globalną strategią rozwoju dąży do prowadzenia działalności w 25 krajach do 2025 r. Nissan w Polsce dołączył do regionalnej jednostki astara Western Europe, obejmującej także Niemcy, Belgię, Holandię, Luksemburg, Czechy i Słowację.

    Priorytetem dla Nissana na przyszły rok jest osiągnięcie poziomu minimum 2% udziału w rynku sprzedaży nowych samochodów w Polsce. „Rozpoczęliśmy nowy rozdział w działalności marki Nissan w Polsce. Mamy odnowioną gamę – którą notabene za chwilę czekają kolejne modyfikacje – zmotywowany zespół i szerokie grono zadowolonych klientów. Wierzę, że to bardzo dobre podstawy, by wzmocnić obecność Nissana na naszym rynku, a dodatkowym atutem jest bez wątpienia wdrażana obecnie platforma cyfrowa astary, której założeniem jest towarzyszenie klientom na każdym etapie ewolucji ich potrzeb w zakresie mobilności” – powiedział Piotr Laube podczas spotkania.

    „Ponadto, jest dla mnie niezwykle istotne, by prowadzona przez nas działalność odbywała się w ścisłej współpracy z naszymi partnerami biznesowymi, aby wspólnie móc dostarczać klientom zindywidualizowane, skrojone na miarę rozwiązania, odpowiadające ich potrzebom i oczekiwaniom na każdym etapie kontaktu klienta z naszą marką” – dodał.

    Ważne Informacje

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

    Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

    Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...