.
Strona główna Blog Strona 331

Lot do Kenii

Sebastian Mikosz, dwukrotny prezes PLL LOT, przejął stery kenijskich linii lotniczych Kenya Airways. Zadanie ma takie samo jak w Polsce: przywrócić rentowność jednego z największych afrykańskich przewoźników lotniczych. Restrukturyzacja i reformy w firmach to specjalność polskiego managera. Zresztą anglojęzyczne media afrykańskie, kenijskie i inne nie pozostawiały złudzeń – wybrano twardego zawodnika.

Nowy szef kenijskich linii w fotelu prezesa PLL LOT zasiadał w latach 2009–2010 i 2013–2015. Za każdym razem w tym samym celu – ratowania upadającego przewoźnika narodowego i przygotowania go do przejęcia przez inwestora strategicznego. Znienawidzony przez związki zawodowe, odszedł w trakcie pierwszej kadencji, w trakcie drugiej wyprowadził polskiego przewoźnika ze strat i przywrócił firmie rentowność. Co jeszcze nie oznaczało trwałego sukcesu.

Za drugim razem odszedł, bo zmieniła się koncepcja – LOT miał jednak pozostać w rękach państwa. Co więcej, pierwsze zyski nie oznaczały trwałej poprawy – wynik po 2015 r. był znowu ujemny. Dopiero za rok 2016 wynik spółki był dodatni (125 mln zł), głównie dzięki pomocy publicznej zaakceptowanej  przez Komisję Europejską, jednak związanej z cięciem połączeń i ograniczeniem działalności. Dziś LOT ma 45 samolotów i proponuje rejsy do 60 miejsc na świecie. Pod tym względem linie kenijskie są porównywalne z polskim przewoźnikiem – w 2016 r. flota liczyła 47 samolotów (rok wcześniej 52). Oferuje loty na niemal 62 lotniska.

 

fot. Archiwum

Doprawiony ekologią

Przepis na dobre coupé to sportowe doznania połączone ze stylową elegancją. Lexus postanowił doprawić to smaczne danie pewną tajemniczą przyprawą – ekologią

Na pierwszy rzut oka połączenie dynamicznego charakteru auta z jego zieloną naturą nie powinno się udać. Lexus pokazał, że jest to możliwe, a koncepcja hybrydy, czyli zintegrowanie silnika spalinowego z elektrycznym, sprawdza się również w przypadku samochodów ze sportowym zacięciem. Stylistycznie model RC czerpie garściami z założeń supersamochodu Lexus LFA. Moim zdaniem to dobrze. Coupé ma zwracać na siebie uwagę i dbać o to, by jego właściciel został zauważony na drodze. RC 300h w białym kolorze robi to doskonale. Auto przyciąga wzrok nie tylko innych kierowców, lecz także przechodniów. Wnętrze utrzymane w czarnej kolorystyce to również kwintesencja sportu. Fotele są wygodne, świetnie opasują ciało kierowcy. Kierownica dobrze leży w dłoniach, a zakres regulacji ustawień zadowoli każdego. W aucie siedzi się bardzo nisko, ale pozycja jest wygodna i nie męczy nawet na długich dystansach.

Zespół napędowy to benzynowa wolnossąca jednostka o pojemności 2,5 l oraz silnik elektryczny. Łącznie do dyspozycji mamy 223 KM, auto przyspiesza do setki w 8,6 s, co nie jest porażającym wynikiem, ale subiektywne wrażenia są znacznie korzystniejsze. Dla głodnych mocniejszych wrażeń producent przewidział lepiej doprawioną odmianę RC 200t lub piekielnie pikantną RC F. Zadaniem RC 300h nie jest jednak spychanie wszystkich z lewego pasa autostrady. Napiszę więcej, w pewnej chwili to wy możecie zostać popędzeni przez handlowca w białym kombi. Wszystko za sprawą fabrycznego ograniczenia prędkości maksymalnej… Auto kończy zabawę, gdy na jego liczniku pojawi  liczba 198. Wszystko po to, by chronić skomplikowaną mieszankę elektroniki i baterii.

Jego świat to centrum miasta, nowoczesne biurowce, eleganckie restauracje i teatry. Umiejętna jazda miejska owocuje spalaniem na poziomie 6,5 l na 100 km, więc jest bardzo dobrze. W utrzymaniu prawej nogi na wodzy pomaga niewątpliwie zestaw audio Mark Levinson, który przenosi pasażerów w inny świat. Zamówienie auta bez niego to jak poproszenie kelnera o „vin de table” do podanej przed chwilą wykwintnej sezonowanej polędwicy. Lexus jako pionier w budowaniu napędów hybrydowych wie doskonale, jak podać tę potrawę swoim klientom. Zdecydowanie nie jest to danie dla wszystkich. Na pewno przypadnie ono do gustu smakoszom szukającym wyrafinowanego designu, sportowej elegancji, wygody, luksusowego dźwięku oraz dużej dozy ekologii.

Koźmiński nadal z akredytacją AACSB

Międzynarodowa Rada Zarządu The Association to Advance Collegiate Schools of Business (AACSB) zarekomendowała pozytywnie przedłużenie akredytacji dla Akademii Leona Koźmińskiego. Notuje to uczelnię wśród najlepszych szkół biznesowych na świecie.

AACSB jest prestiżową, najstarszą na świecie instytucją akredytującą szkoły biznesu na wszystkich trzech poziomach nauczania: licencjackim, magisterskim i doktorskim. Jej misją jest poprawa jakości edukacji w zakresie nauk ekonomicznych.

Obecnie akredytację AACSB posiada zaledwie ok. 6% wszystkich szkół biznesu na świecie. Może się nią poszczycić ponad 750 prestiżowych jednostek edukacyjnych, takich jak: Harvard University, Yale University, MIT, ESCP Europe.  Od 2012 roku posiada ją również Akademia Leona Koźmińskiego.

AACSB wraz z posiadanymi przez Akademię Leona Koźmińskiego akredytacjami EQUIS i AMBA tworzy tzw. potrójną koronę akredytacyjną (triple crown) – trzech najbardziej prestiżowych na świecie akredytacji przyznawanych instytucjom biznesowym.

Piękno algorytmów

Profesor Krzysztof Diks, przewodniczący Rady Instytutu Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Komisji Akredytacyjnej, o zagranicznych sukcesach młodych programistów

Rozmawiał Piotr Cegłowski

Kilka dni temu w Rapid City w Dakocie Południowej wspólnie cieszyliśmy się  z wielkiego sukcesu pańskich studentów, którzy zdobyli złoty medal podczas finału Akademickich Mistrzostw Świata w Programowaniu Zespołowym – ACM ICPC. Zajęli drugie miejsce, choć przez pewien czas wygrywali…
To najbardziej prestiżowy tego rodzaju konkurs na świecie, jest organizowany od 41 lat. Uczestniczymy w nim od roku 1994 i za każdym razem udawało nam się zakwalifikować do finałów światowych, a nasi studenci mają na koncie wielkie sukcesy – dwa razy zdobyli mistrzostwo świata i dwa razy wicemistrzostwo. Finał poprzedzają wieloetapowe eliminacje.

Dla studentów Uniwersytetu Warszawskiego wszystko zaczęło się we wrześniu 2016 r. na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki, kiedy to po indywidualnych zawodach sformowano kilkanaście trzyosobowych ekip, z których osiem najlepszych wzięło udział w Akademickich Mistrzostwach Polski w Programowaniu Zespołowym. Pięć z nich znalazło się w pierwszej dziesiątce mistrzostw i pojechało do Zagrzebia, by walczyć o Akademickie Mistrzostwo Europy Środkowej w Programowaniu Zespołowym i prawo startu w finałach w Rapid City. Zarówno mistrzami Polski, jak i mistrzami Europy Środkowej zostało trzech studentów Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, późniejsi  wicemistrzowie świata z Rapid City: Wojciech Nadara, Marcin Smulewicz i Marek Sokołowski. Szkoda, że regulamin ogranicza reprezentację uczelni w finałach światowych do jednej drużyny, ponieważ także inni nasi studenci mogliby z powodzeniem powalczyć z najlepszymi zespołami z zagranicy… Warto odnotować, że w finałowej środkowoeuropejskiej czwórce obok Chorwatów znalazły się aż trzy drużyny z naszego kraju, z uniwersytetów: Jagiellońskiego, Wrocławskiego i Warszawskiego. Nasza ekipa postawiła sobie ambitne zadanie – poprawę wyniku z ubiegłego roku, gdy UW zdobył srebrny medal i piąte miejsce w świecie. I to się udało.

Jak przebiega konkurs?
Każda z trzyosobowych drużyn zasiada przy jednym stanowisku komputerowym, by w ciągu pięciu godzin rozwiązać kilkanaście zadań algorytmiczno- programistycznych sformułowanych w formie historyjek, z ukrytym problemem do rozwiązania. Młodzi programiści muszą odpowiednio zidentyfikować problem, zaprojektować stosowny algorytm, a następnie zaimplementować go w postaci programu komputerowego, który poddawany jest testom przygotowanym przez organizatorów. Jeśli program jest poprawny i wydajny obliczeniowo, tzn. zaliczy wszystkie testy, to zadanie zostaje zaliczone. Gdy obliczenia są niepoprawne lub za wolne, zawodnicy nadal mogą pracować nad zadaniem, ale za każde niepoprawne zgłoszenie są karani 20-minutową karą w przypadku, gdy zadanie w końcu zostanie zaliczone. Szybkość pracy nad zadaniami i kary mają poważny wpływ na końcową punktację, ponieważ w przypadku takiej samej liczby rozwiązanych zadań o miejscu w końcowej klasyfikacji decyduje krótszy czas spędzony nad ich rozwiązywaniem. W Rapid City naszą drużynę wyprzedzili tylko Rosjanie, którzy również rozwiązali 10 z 12 zadań, ale właśnie mieli lepszy czas. Bez wdawania się w kolejne szczegóły należy podkreślić, że zawody w programowaniu zespołowym znakomicie sprawdzają wiedzę i umiejętności programistyczne i w małej skali odpowiadają rzeczywistej pracy informatyka nad projektem – od zebrania wymagań do wdrożenia.

Mam wrażenie, że najważniejszą nagrodą dla uczestników tego konkursu jest możliwość podjęcia pracy w najważniejszych koncernach branży informatycznej.
Najważniejszą nagrodą są prestiż i satysfakcja, że się należy do najlepszych informatyków na świecie w swoim pokoleniu. To oczywiście skutkuje ofertami pracy w najlepszych i największych firmach informatycznych w każdym miejscu globu. Studenci z całego świata wyłonieni w eliminacjach to idealni kandydaci z punktu widzenia nawet najbardziej wymagającego pracodawcy. Nie trzeba organizować naboru, angażować specjalistów HR. Konkurs daje firmom bezpośredni dostęp do najlepszych młodych programistów. Spośród polskich mistrzów świata z lat 2003 i 2007 dwóch pracuje dla Elona Muska, a jeden trafił do IBM po doktoracie na MIT. Bardzo mnie ucieszyło to, że pomimo kuszących propozycji ze świata biznesu dwóch naszych mistrzów z roku 2017 zdecydowało się na karierę naukową na UW. Jeden z mistrzów prowadzi własny biznes w Polsce. Wielu finalistów konkursu – niezależnie od krajów, z których pochodzą – pracuje dziś dla takich potęg jak Microsoft, Google, Nvidia, Facebook i IBM. Sporą grupę zatrudnił wspomniany wcześniej Elon Musk, który szukał nieszablonowo myślących informatyków do swojego projektu kosmicznego i firmy OpenAI, tworzącej otwarte oprogramowanie dla sztucznej inteligencji.

Wspomniał pan o finalistach, którzy podjęli pracę na uczelni. Biorąc pod uwagę wysokość pensji, trudno im konkurować z przeciętnymi absolwentami informatyki, którzy zaraz po studiach zarabiają przynajmniej 8 tys. zł miesięcznie…
Na szczęście nie jest tak źle. Utalentowani młodzi naukowcy do 35. roku życia mają duże szanse na granty, z których mogą sobie wypłacać wynagrodzenie. Z dumą obserwuję też kariery moich studentów, którzy sami stworzyli świetnie prosperujące firmy, takich jak np. Grzegorz Jakacki z Codility, który wraz z kolegami opracował unikalny internetowy serwis do sprawdzania umiejętności myślenia algorytmicznego i programowania, niezwykle przydatny przy rekrutacji do firm informatycznych. Czterech innych absolwentów – wspólnie z Tomaszem Kułakowskim – założyło w Polsce CodiLime, obecnie dynamicznie rozwijającą się firmę, która dużą część swoich zysków z pracy dla zleceniodawców z USA i Japonii przeznacza na stworzenie oryginalnych narzędzi informatycznych „dla każdego” do analizowania wielkich zbiorów danych, co odpowiada na jedno z największych wyzwań informatyki XXI w.

Kwestie, o których mówimy, na pewno miały wpływ na decyzję koncernu IBM, który aż przez 20 lat był głównym sponsorem konkursu.
Mam wieloletnie doświadczenia w tej dziedzinie jako przewodniczący Komitetu Głównego Olimpiady Informatycznej, która od 1994 r. wyłania najbardziej utalentowanych informatycznie uczniów z całej Polski. Najbardziej cieszy mnie współpraca z partnerami, którzy pomoc w takiej sprawie traktują jako element misji. Jestem przekonany, że taki właśnie był główny motyw IBM, który zawsze stawiał na badania i rozwój. Podczas każdej edycji konkursu jeden dzień poświęcony jest najnowszym osiągnięciom koncernu, nierzadko w dziedzinach niedawno kojarzonych jeszcze ze science fiction. A jeśli to zachęci wybitnie zdolnych młodych programistów do podjęcia pracy dla IBM, to nie ma w tym nic zdrożnego.

Obecnie młodzi polscy informatycy nie mają żadnych problemów ze znalezieniem pracy – w naszym kraju i za granicą. Ile lat może to jeszcze potrwać? Kiedy pojawi się symptom nadprodukcji absolwentów?
Jestem przekonany, że nic nie zmieni się w tej dziedzinie jeszcze przez wiele lat. Dzisiaj prawie każde urządzenie musi być wyposażone w jakiś element sztucznej inteligencji. Proszę zauważyć, jak dynamicznie rozwija się robotyka: coraz częściej urządzenia zastępują ludzi w miejscach niebezpiecznych, np. kopalniach. W dziedzinie IT sporo się dzieje, pewni specjaliści będą musieli zmienić obszar zainteresowań. Na przykład na pewno potrzebnych będzie mniej administratorów sieci czy systemów operacyjnych, ponieważ funkcje te przejmuje Cloud. Skoro już mówimy o przyszłości – dla mnie prawdziwym przełomem będzie dzień, w którym jedne roboty będą programowały inne roboty. A nie jest to niewykonalne, rozwój badań nad sztuczną inteligencją jest bardzo dynamiczny. Jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się, że komputer nie ma szans wygrać z mistrzem szachowym. IBM udowodnił, że to nieprawda. Niedawno padła kolejna twierdza – komputer znakomicie poradził sobie w grze GO. Powiem żartem – dla mnie prawdziwe zwycięstwo sztucznej inteligencji nastąpi wtedy, gdy zdoła ona rozwiązać kilka zadań z finałów światowych Akademickich Mistrzostw Świata w Programowaniu Zespołowym.

Jest pan wychowawcą wielu pokoleń informatyków. Jak rozpoczęła się pańska kariera w tej dziedzinie?
Należę do drugiego rocznika absolwentów informatyki na Uniwersytecie Warszawskim. Studia ukończyłem w roku 1980 i od tego czasu związałem się z uniwersytetem na stałe. Nie da się ukryć, że moja decyzja o podjęciu studiów była trochę przypadkowa. Kiedy podejmowałem decyzję o studiach, nawet nie wiedziałem, jak wygląda komputer, ale efekt tajemniczości i to, że studia odbywały się na wydziale matematycznym – matematykę zawsze lubiłem – zrobiły swoje. Miałem dużo szczęścia, ponieważ trafiłem na prawdziwych mistrzów, którzy w umiejętny sposób potrafili mnie zachęcić, żebym głębiej zainteresował się algorytmami. Najwięcej zawdzięczam prof. Wojciechowi Rytterowi i mojemu promotorowi, niestety nieżyjącemu już, prof. Antoniemu Kreczmarowi. Dzięki nim znalazłem się w środowisku, które zajmowało się fascynującymi problemami. Od razu zostałem rzucony na głęboką wodę; na wstępie usłyszałem: „Nie myśl o konkurowaniu lokalnie, zainteresuj się tym, co robi świat”. Szczęśliwie wydział, na którym pracowałem, był otwarty na świat, a pracujący w nim naukowcy mieli znakomite kontakty zewnętrzne i aktywnie uczestniczyli w światowym życiu naukowym i w głównych nurtach badawczych dla tamtego okresu, jakimi były między innymi algorytmika, języki programowania, teoria obliczeń. Jako student miałem okazję pracować na jednym z najlepszych komputerów na świecie w tamtym okresie – CDC 7000, który został kupiony dla Instytutu Badań Jądrowych w Świerku. Podobnie jak moi koledzy czułem się też dumny i jednocześnie zobowiązany, że mogę pracować w miejscu, które kontynuowało tradycje Polskiej Szkoły Matematyki. Na początku lat 90. wyjechałem na dwa lata do Kanady, gdzie na Université du Québec en Outaouais miałem okazję współpracować z wybitnym uczonym z Polski Andrzejem Pelcem. Zajmowaliśmy się problemami komunikacji w sieci. Po powrocie na UW zaangażowałem się, z sukcesami, we wspólne działania z prof. Janem Madeyem na rzecz wspierania polskich młodych, utalentowanych informatyków.

Czy miał pan okazję pracować na rzecz biznesu?
Tylko pośrednio. Na prośbę Janusza Szajny, twórcy notowanej obecnie na giełdzie w Zurychu firmy ADB, który notabene zaczynał karierę jako naukowiec, przygotowałem cykl wykładów dla pracowników jego firmy. Jak już wspomniałem wcześniej, z dumą patrzę na absolwentów naszego wydziału, którzy odnoszą sukcesy biznesowe. Mnie wystarczają do szczęścia nauka i kontakt ze studentami, zwłaszcza gdy, podobnie jak ja, potrafią odkrywać piękno ukryte w algorytmach.

Co lubi Krzysztof Diks?

Wypoczynek najchętniej nad wodą, z przyjemnością wraca nad Bałtyk. Podziwia naturalne, monumentalne piękno przyrody w środkowo-zachodniej części USA
Samochód Ford C-Max, nie jest fanem motoryzacji, samochód to dla niego urządzenie jak każde inne, ma po prostu działać
Hobby opera, bywa w Teatrze Narodowym przynajmniej raz w miesiącu i bardzo go cieszy międzynarodowy charakter tej sceny. Jest kibicem siatkówki, zdarza się, że wyjeżdża na zagraniczne mecze naszej reprezentacji

fot.: Maja Hałko

Audyt w separacji

    Rozmawia Piotr Grabosz

    Izabela Kuśmierz-Latała, dyrektor zarządzająca Crowe Horwath, o zmianach ustawowych w dziedzinie audytu i doradztwa, przede wszystkim w kontekście jednostek zaufania publicznego

    Wiele wskazuje na to, że do końca maja Sejm przyjmie ustawę, która zmieni funkcjonowanie audytu i usług doradztwa w Polsce. Jakie najważniejsze zmiany przyniesie ten nowy akt prawny?
    Nowa ustawa dotyczy głównie tak zwanych jednostek zaufania publicznego, w skrócie JZP, czyli między innymi banków, towarzystw ubezpieczeniowych, emitentów papierów wartościowych, kas płatniczych i wielu innych podmiotów, które wymienia Komisja Nadzoru Finansowego. Zmiany dotyczą zarówno firm audytorskich pracujących dla JZP, jak i ich klientów. Tym pierwszym nowa ustawa ograniczy pole działania wyłącznie do audytu, bo nie wolno im będzie prowadzić już doradztwa podatkowego ani biznesowego.

    Czy zmieni to model funkcjonowania firm audytorskich czy również ich dotychczasową mentalność?
    Myślę, że jedno i drugie. Wymogi wdrożeniowe nowych przepisów dla firm audytorskich są wyraźne i stanowcze, a w ślad za nimi idzie cały zestaw procedur, które już na etapie negocjacji z klientem każą analizować, czy nie zachodzi konflikt interesów. Radykalną zmianą jest również ograniczenie okresu współpracy JZP z firmą audytorską do pięciu lat, choć przepisy unijne pozwalają tu na okres 10-letni, a w uzasadnionych przypadkach – nawet dłuższy.

    A zmiany, które czekają jednostki zaufania publicznego – klientów firm audytorskich?
    Dla nich to nowe obowiązki. Po pierwsze, konieczność raportowania do komitetu audytu, po drugie, udokumentowanie wyboru firmy, która bada sprawozdania finansowe. Tu również pojawia się duża wrażliwość w kwestii konfliktu interesów.

    Jak pani zdaniem wpłynie to na rodzimy rynek usług audytorskich?
    Trudno powiedzieć. Myślę, że wiele mniejszych firm dobrze się zastanowi, zanim zdecyduje się na audyt JZP w okolicznościach nowej ustawy – jeżeli nie jest to ich główna gałąź usług.

    Dlaczego?
    Po prostu koszty związane z wdrożeniem nowych procedur będą przewyższały korzyści, jakie mniejsza firma audytorska może mieć z obsługi dwóch czy trzech podmiotów z obszaru JZP.

    Czyli ceny usług audytorskich pójdą w górę?
    Z pewnością. Choćby dlatego, że audytując JZP, trzeba będzie płacić znacznie wyższe składki z tytułu nadzoru do KIBR. Poza tym nowe przepisy wymagają, aby badana jednostka zaufania publicznego zamiast zatrudniania jednej firmy, tak jak dotychczas, korzystała z dwóch: jednej do przeprowadzenia audytu, drugiej doradczej. Dotyczy to firm, które mają potrzebę wydania comfort letter, czyli np. takich, które mają wyemitowane dłużne papiery wartościowe na zagranicznych giełdach. To automatycznie podnosi koszty.

    O ile według pani wzrosną ceny usług audytorskich?
    Zakładam, że powyżej 30 proc.

    Dużo.
    Proszę nie zapominać, że zmniejszy się liczba firm świadczących dla JZP te usługi, bo mniejsze firmy same wycofają się z tego segmentu rynku. A skoro spadnie podaż, to wzrosną ceny.

    Czyli to niedobra zmiana?
    Nie dla wszystkich. Trudno się w niej doszukać korzyści dla firm świadczących usługi audytorskie czy dla JZP. Natomiast cieszą się z niej niewielkie firmy doradztwa podatkowego działające poza dużymi sieciami, ponieważ dotychczas JZP najczęściej tego typu usługi zamawiały u swojego audytora.

    Sporo emocji budzi tak zwana czarna lista usług, których nie wolno już będzie wykonywać audytorom. Czy zechce pani to skomentować?
    Lista jest bardzo szeroka. Nie przewiduje się w Polsce dopuszczenia świadczenia usług podatkowych i wyceny, na co zdecydowały się niektóre kraje Unii, w tym nasi sąsiedzi.

    Z czego to wynika?
    Trudno powiedzieć.

    A czy można założyć, że to wola ustawodawcy, który chciał wspomóc niewielkie rodzime firmy doradztwa podatkowego?
    Być może. Taki wniosek zawsze można wyciągnąć, gdy mamy do czynienia z wyraźnymi korzyściami określonej grupy biznesowej czy środowiska, co nie znaczy, że tak właśnie było.

    No dobrze. A co się stanie z większymi podmiotami? Załóżmy taką sytuację: Firma X, która dotychczas zarówno oferowała usługi audytorskie, jak i świadczyła doradztwo podatkowe, zgodnie z nową ustawą nie może już tego łączyć. Stali klienci nadal będą jednak chcieli od niej obu rodzajów usług, bo współpracują z firmą X od wielu lat, mają do niej pełne zaufanie i niezwykle cenią kompetencje jej doradców. Co wtedy? Firma X musi się rozdzielić na dwie różne?
    Właśnie tak, z naciskiem na „różne”, bo nowe przepisy nie pozwalają na prowadzenie audytu i doradztwa nie tylko w ramach tej samej firmy, lecz także sieci.

    Przewiduje pani takie zjawiska na rynku?
    Na pewno nowe przepisy wywołają ruch klientów, a co za tym idzie – również ruch pracowników. Jeśli doradca podatkowy otrzyma zakaz świadczenia usług dla klienta, dla którego jego firma prowadzi audyt, to poszuka innej formy współpracy z tym klientem. Zwłaszcza że doradcy podatkowi znają swoich usługobiorców od lat, należą do grupy szczególnego zaufania i są dla nich bardzo ważni. W tej sytuacji i doradca, i klient będą szukać rozwiązań, z których firma zatrudniająca doradcę raczej się nie ucieszy, bo doradca prawdopodobnie z niej odejdzie.

    Czy nowa ustawa ma jakieś pozytywy?
    Wymogi, które zobowiązują audytora do przekazywania komitetowi audytowemu bardzo szczegółowych informacji z każdego etapu, włącznie z planowaniem, zwiększają transparentność, co z pewnością jest korzyścią dla inwestorów. Zyskają oni nie tylko większą wiedzę o faktycznej sytuacji spółek widocznej w sprawozdaniu finansowym, lecz także przekonanie, że jest to obraz prawdziwy. W przeszłości zdarzały się dziwne powiązania audytorów z firmami, które badali. Nowe przepisy zwiększają niezależność audytorów i ich ocen.

    Czy polski projekt ustawy jest podobny do aktów legislacyjnych regulujących kwestie audytu i doradztwa w innych krajach?
    Nowe prawo wynika z rozporządzenia unijnego, które obowiązuje w krajach wspólnoty na naszym kontynencie. W Stanach Zjednoczonych przepisy mają podobną postać. Oczywiście, w różnych państwach europejskich rozporządzenie jest różnie interpretowane, ale rozdzielenie audytu od usług doradczych traktowane jest jako standard – z punktu widzenia przejrzystości sprawozdań finansowych oraz konfliktu interesów.

    Crowe Horwath jest firmą międzynarodową. Porównujecie te przepisy wewnątrz organizacji?
    Mieliśmy spotkanie temu poświęcone w styczniu tego roku.

    I jak wypadło to porównanie dla polskiej ustawy?
    Jest bardziej restrykcyjna. W Niemczech czy Holandii okres rotacji audytorów jest dłuższy (10 lat), wiele krajów zdecydowało się na zastosowanie derogatywy pozwalającej na dopuszczenie świadczenia usług doradztwa podatkowego czy wyceny.

    Co lubi Izabela Kuśmierz-Latała?

    Wypoczynek na południu Europy ze względu na dzieci – głównie w wakacje
    Hobby wolny czas spędza aktywnie. Chodzi po górach, pływa na jachcie, biega na 5 i 10 km

     

    Nowy szef Xerox Polska

    Rafał Szczap, do niedawna dyrektor zarządzający polskiej spółki firmy Kapsch, został prezesem i dyrektorem generalnym Xerox Polska. Manager od lat jest związany z branżą technologiczną – pracował w firmie Dell, był dyrektorem zarządzającym w Sagemcom Poland, był też związany z firmami Alcatel-Lucent i Taylor Nelson Sofres (dziś Kantar TNS). Absolwent elektroniki na Politechnice Wrocławskiej oraz ESCP Europe, w ramach której zdobył tytuł EMBA w zakresie Leadership Programme i International Management. Na stanowisku zastąpił Aleksa Remeza, który prowadził firmę od roku 2014, a niedawno przeszedł na emeryturę. Alex Remez w Xeroksie pracował od 2003 r. Był dyrektorem generalnym spółek firmy w Izraelu, a także w regionach Ukrainy i Kaukazu. Xerox ma za sobą 111-letnią tradycję. Firma powstała w 1906 r. Należy do legendarnych liderów rozwoju technologicznego. Wprowadziła na rynek fotokopiarki, jej pionierskie rozwiązania utorowały drogę do rozwoju komputerów osobistych, myszy komputerowych i interfejsów graficznych. W dużej części te dokonania zostały rozwinięte przez inne firmy, jak Apple czy Microsoft. Jest uważana za jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie. Obecnie zajmuje się m.in. outsourcingiem procesów biznesowych, usługami zarządzania drukiem, produkcją urządzeń wielofunkcyjnych, dostawami sprzętu IT dla przemysłu lotniczego, zbrojeniowego i kosmonautyki. W 2016 r. firma zatrudniała ponad 130 tys. pracowników, a jej przychody wyniosły ok. 10,77 mld dolarów.

    fot.: Archiwum

    Polka z Kołobrzegu wyprzedziła Airbnb

      Wpadła na genialny pomysł połączenia niezależnych apartamentów z usługami 4 i 5-gwiazdkowych hoteli na długo przed globalną platformą Airbnb.

      Wystarczy znać dobrze branżę, interpretować we właściwy sposób zachowania ludzi i wbić się w trend – komentuje Krystyna Wróblewska, założycielka polskiego startupu turystycznego VacationClub™.

      W poniedziałek (26.06.2017 r.) wszystkie światowe portale biznesowe obiegła informacja, że pokochany przez globalną społeczność serwis Airbnb wkracza mocniej w rynek hotelowy i startuje z nową usługą, dedykowaną bardziej wymagającym gościom z zasobniejszym portfelem. Tymczasowo nazwany przez media Airbnb Select ma być usługą premium polegającą na zapewnieniu, w wybranych, designerskich apartamentach o wysokim standardzie, usług świadczonych w hotelach: ręczniki, świeża pościel, butelkowana woda czy podstawowe kosmetyki i dostęp do ciepłych napojów. Tym większe było zdziwienie, gdy przeczytałam newsa z opisem nowego projektu Airbnb, który brzmiał niemalże bliźniaczo do działającego już od ponad roku polskiego startupu turystycznego, założonego wiosną 2016 r. – dodaje Wróblewska. VacationClub™ powstał rok temu, ale nie pojawił się znikąd – wywodzi się z branży hotelarskiej. – Znamy się na ekskluzywnych hotelach i na usługach na tym poziomie – mówi wprost pomysłodawczyni.

      VacationClub™ – sieć apartamentów położonych w różnych lokalizacjach w polskich kurortach nad Bałtykiem to odpowiedź na zmiany trendów w podróżowaniu, związanych z cenioną przez turystów swobodą pobytu, a z drugiej strony – z ich przyzwyczajeniem do standardu usług hotelowych.

      Startup oferuje apartamenty w Standardzie Hotelowym™. Jak to działa? W apartamentach każdy czuje się jak w hotelu. VacationClub™ nie tylko zapewnia standard, który dopiero planuje Airbnb Select, ale przede wszystkim daje gościom bezpłatny dostęp do basenu, siłowni czy Kids Clubu oraz możliwość wykupienia posiłków w restauracji czy zabiegów Wellness w partnerskich 4 i 5-gwiazdkowych hotelach. Jest to unikatowe połączenie niezależności, jaką daje wynajęcie apartamentu i pobytu w ekskluzywnych hotelach.

      W doniesieniach medialnych o Airbnb Select czytamy o postawieniu na design, a w VacationClub™ to żadna nowość, a wręcz znak rozpoznawczy wszystkich apartamentów. Architekt wnętrz VacationClub™ stworzył autorski Style Guide dla wchodzących do sieci właścicieli apartamentów. Każde nowe miejsce przechodzi inspekcję specjalistów VacationClub™ pod kątem zapewnienia przyszłym Gościom satysfakcjonującej przestrzeni do wypoczynku.

      Smaczku dodaje fakt, że VacationClub™ to młodsza siostra grupy Zdrojowa Invest & Hotels – siostra dosłownie, gdyż starszymi braćmi Krystyny są jej założyciele Jan i Szymon Wróblewscy. Zdrojowa Invest & Hotels to rodzinny holding wywodzący się z Kołobrzegu. Sieć tworzą wyjątkowe obiekty premium wyróżniające się doskonałą lokalizacją w kurortach oraz ciekawą architekturą z regionalnymi akcentami.

      VacationClub™, z charakterystyczną różową identyfikacją, podbija serca rosnącej z dnia na dzień społeczności odwiedzających apartamenty sieci w nadbałtyckich kurortach. Startup sprawnie obsługuje gości z Polski i zagranicy oraz zarządza relacjami z liczną grupą właścicieli apartamentów. Już dziś VacationClub™ ma 120 tys. użytkowników.

      O VacationClub

      #Startup, polski serwis istniejący od wiosny 2016 r. – sieć apartamentów & kultowych domków letnich nad Bałtykiem. Jedyna w Polsce sieć apartamentów łącząca swobodne pobyty w apartamentach i Hotelowy Standard™, oferując Gościom usługi premium typowe dla hoteli: pościel i ręczniki hotelowe, bezpłatny dostęp do usług SPA (basen, sauna, łaźnie, aquapark), siłowni, Kids Clubów oraz opcje wykupienia wyżywienia w hotelowych restauracjach. Obecnie zarządza apartamentami położonymi w Kołobrzegu, Świnoujściu i Mielnie. Posiada 120 tys. unikalnych użytkowników. Należy do holdingu Zdrojowa Invest & Hotels – pioniera i lidera condo z hotelami w najpiękniejszych polskich kurortach.

      ZYX Target buduje BIG DATA dla branży windykacyjnej

      Spółka ukończyła prace nad kolejnym autorskim narzędziem z obszaru BIG DATA, jakim jest Autoskiper. Pozwala ono na automatyczne wyszukiwanie danych w czasie rzeczywistym w źródłach dostępnych publicznie, w formacie umożliwiającym ich szybie matchowanie.  Jest ono profilowane do potrzeb komorników i firm windykacyjnych

       

      Autoskiper pozwoli podnieść wydajność manualnego skiptracingu o 160%. System umożliwia też utrzymywanie kontekstu historycznego danych, archiwizując chronologicznie poszczególne uzupełnienia rekordów. Dodatkowo Spółka uruchomiła dla swoich klientów analityczny moduł stanowiący rolę panelu użytkownika, który pozwala na śledzenie postępów prac nad danym zleceniem w czasie rzeczywistym oraz głęboką analitykę wyników przeprowadzonych procesów.

      Nasi partnerzy wymagają od nas stałego zwiększania tempa realizacji zleceń. W ich przypadku opóźnienia w procesie generują bardzo policzalne koszty. Nasze nowe narzędzie, Autoskiper, pozwala wykonywać w godzinę całodzienną pracę zespołu 20 osób. Tym samym pełny proces skiptracingu, 40 000 rekordów, wraz z matchowaniem danych, trwa u nas tylko tydzień. Myślę, że naszej konkurencji zajmie jeszcze chwilę osiągnięcie takich parametrów – mówi Dariusz Olejnik, CEO ZYX Target.

       

      ZYX Target, jako członek Polskiego Związku Zarządzania Wierzytelnościami współpracuje z partnerami Związku nad rozwiązaniami w systemie Spółki dedykowanymi kancelariom komorniczym oraz firmom windykacyjnym.

       

      Polski rynek windykacyjny stale się rozwija. Jego liderzy ścigają się m.in. pod względem poziomu odzysków. Stale usprawnianie tego procesu nie obędzie się bez odpowiedniego uwypuklenia baz danych, dającego znaczącą poprawę parametrów niepracujących portfeli wierzytelności.  Dlatego też obserwujemy stale rosnący popyt na nasze usługi. Nie chcemy przespać tego okresu i stale udoskonalamy w tym obszarze nasze rozwiązania IT – dodaje Dariusz Olejnik.

      ZYX Target to firma zajmująca się skiptracingiem i analizą BIG DATA, wywodząca się z sektora windykacji. Posiada dedykowaną informacji i jej przetwarzaniu platformę Skiper 1.0. Prowadzi również działania związane z wywiadem gospodarczym, polegające na głębokiej analizie podmiotów i osób w internecie oraz poprzez działania w terenie. Spółka zapewnia też swoim klientom usługi z zakresu bezpieczeństwa informacji.

      więcej informacji na www.zyx-target.pl

      Ważne Informacje

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

      Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

      Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...