.
Strona główna Blog Strona 330

Markowe budynki biurowe

    Warszawa , 31.01.2017 Brama Zachodnia Immofinanz Credits: Immofinanz/APA-Fotoservice/PAP-Wojciech Pacewicz

    Magdalena Kowalewska, odpowiedzialna za operacje IMMOFINANZ na polskim rynku i wdrożenie myhive, czyli marki dla swoich office’ów

    Rozmawiał Piotr Stefański

    IMMOFINANZ, austriacki inwestor na rynku nieruchomości komercyjnych, a przy okazji jeden z największych inwestorów na warszawskim rynku biurowym, zdecydował się na rzecz niebanalną– wprowadzenie myhive. Jak może to wpłynąć na pozycję firmy w tym jakże konkurencyjnym sektorze?
    Nasza firma aktywnie działa także w sektorze nieruchomości handlowych. Jednym z elementów sukcesu na tym polu było stworzenie dwóch marek STOP SHOP i VIVO!, które doskonale przyjęły się we wszystkich krajach, w których jesteśmy obecni. Właśnie te pozytywne doświadczenia z sektora handlowego były dla nas podstawą do stworzenia marki myhive – międzynarodowego konceptu tym razem dedykowanego naszym nieruchomościom biurowym. W pierwszym etapie marką parasolową myhive zostało objętych 20 budynków biurowych w sześciu krajach. Sześć z nich znajduje się w Polsce.

    A skąd pomysł na taką właśnie nazwę – myhive?
    Nazwa „myhive” powinna być kojarzona z „my beehive”, czyli z żywotnością i produktywnością, z przyjazną i przyjemną atmosferą, z doświadczeniami podobnymi do tych, które wynosimy z pobytu w hotelu. Myhive symbolizuje także silne skoncentrowanie na jakości, a biura pod tą marką charakteryzują się szerokim zakresem usług, doskonałą infrastrukturą oraz stwarzają platformę dla komunikacji między najemcami.

    Krok, który poczyniliście, jest dość niestandardowy. Jaki macie w tym cel?
    Poprawa jakości i efektywności, wzmocnienie więzi z obecnymi najemcami i pozyskanie nowych, a także optymalizacja naszej oferty – to bezwzględnie kluczowe elementy naszej działalności. Co więcej, mając tak duże portfolio w sektorze biurowym, szukaliśmy elementów, które pozwolą nam wyróżnić się na rynku, a tym samym wzmocnić naszą pozycję konkurencyjną. W efekcie po kilkunastu miesiącach intensywnej pracy stworzyliśmy markę biurową myhive. Warto zauważyć, że w tworzeniu myhive silnie uczestniczyli także niektórzy nasi najemcy, a finalny wynik prac stanowi w dużej mierze odzwierciedlenie ich sugestii i uwag.

    Tworząc markę, tworzy się też jej cechy i wyróżniki. Jakie są te określające myhive?
    Po pierwsze zainspirowanie wnętrzami hotelowymi w kontekście designu lobby, co widać natychmiast po wejściu do budynku. Są one zaprojektowane tak, aby zapewnić najemcom oraz ich gościom komfortowe odczucia i zachęcić do pozostania w nich dłużej. Po drugie troskliwa obsługa, co przekłada się na elastyczną i szybką pomoc najemcom. Trzecim wyróżnikiem jest wszechstronna infrastruktura, którą należy interpretować w kontekście wszelakich usług i udogodnień, dzięki którym przebywanie w myhive bardzo różni się od tego z innych budynków biurowych. Wymienić możemy tu: sklepy, sale spotkań, darmowe Wi-Fi oraz sale konferencyjne i miejsca do organizacji eventów, udogodnienia dla uprawiających sport – prysznice i szafki. Wreszcie ostatnim wyróżnikiem jest społeczność międzynarodowa. Każdy z najemców jest jej częścią i może korzystać z zalet stworzonych przez tę sieć zarówno w celach prywatnych, jak i biznesowych.

    Reasumując, myhive to nie tylko ładne, nowe lobby?
    Cieszymy się, że z jednej strony poprzez myhive w pewnym sensie wyznaczamy nowe trendy w projektowaniu przestrzeni biurowych, jednak w rzeczywistości ta marka to coś zdecydowanie więcej. Stawiamy na wspomnianą wcześniej jakość. Przeszkoliliśmy już osoby w recepcjach budynków, gdyż obsługa na poziomie tej z hoteli butikowych to jedna z głównych obietnic marki. Poza tym bardzo stawiamy na networking, tak by najemcy się poznawali czy wręcz ze sobą współpracowali. Ten aspekt realizujemy równolegle poprzez eventy i technologię. Od kilku miesięcy rozwijamy pomysł na event o nazwie „200 minutes”, podczas którego zapraszamy pracowników wszystkich najemców danego budynku do lobby, serwujemy im przekąski, napoje, udostępniając jednocześnie platformę do rozmów. Ponadto w ramach tych eventów co miesiąc jeden z najemców przedstawia pozostałym zgromadzonym swoje usługi, produkty, zachęcając często do współpracy. Co więcej, aktualnie prowadzimy rekrutację na zupełnie nowe stanowisko w firmie o nazwie community manager. Rolą zatrudnionej osoby będzie zajęcie się – jak sama nazwa stanowiska sugeruje – stricte tworzeniem społeczności myhive, a jednym z narzędzi do tego będą właśnie eventy. Aspekt technologiczny, o którym wspomniałam, będzie realizowany poprzez specjalną aplikację myhive, tworzoną z myślą o najemcach. Aplikacja będzie gotowa jesienią, a jej głównym celem będzie stwarzanie miejsca do wymiany pomysłów, szukania wsparcia, podwykonawców lub usługodawców w ramach rodziny myhive.

    A jak ta marka została przyjęta przez tych, którym jest dedykowana, czyli najemców?
    Bez wątpienia jest to dla nich coś nowego. Jako inwestor staramy się, aby budynek biurowy kojarzył się z czymś więcej niż miejscem pracy. Dlatego też od momentu otwarć do teraz mamy już pięć myhive w Polsce, a inauguracja szóstego planowana jest jeszcze na to lato – kładziemy duży nacisk na edukację. Staramy się wyjaśniać, na czym polega myhive, i przekonać najemców, że jest to coś, co wdrożyliśmy z myślą o nich i ich codziennym komforcie. Po pięciu miesiącach, bo tyle upłynęło od otwarcia pierwszych myhive w Polsce, widzimy wyraźnie, że spodobał im się nasz pomysł, świadomość zmian, jakie wprowadziliśmy, rośnie, a na organizowane przez nas wydarzenia przychodzi spora część pracowników. Co więcej, nasze lobby tętni życiem nie tylko w trakcie spotkań. Dzięki odpowiedniemu wyposażeniu, tj. wysokim stołom ze stacjami dokującymi na laptop czy telefony komórkowe, a także darmowemu szybkiemu Wi-Fi, lobby stało się miejscem bardziej lub mniej formalnych spotkań biznesowych. Udało nam się osiągnąć już wiele z tego, co zamierzaliśmy, niemniej pracujemy dalej i ulepszamy nasze myhive, gdzie tylko to możliwe.

    Czy planujecie dalszy rozwój marki ponad dotychczasowe 20 biurowców?
    Zdecydowanie zakładamy dalszy rozwój myhive, ale jest za wcześnie na szczegóły. Obecnie skupiamy się na ukończeniu wdrażania pierwszego etapu, mając na uwadze, że w Polsce mamy jeszcze do otwarcia jeden budynek – myhive IO-1 – co ma się wydarzyć latem tego roku.

    fot.: Materiały prasowe

    Biznes wymaga wiedzy

    Martin Lewandowski i Maciej Kawulski, właściciele Konfrontacji Sztuk Walki MMA, o wielkim sukcesie gali KSWTV na Stadionie Narodowym i współpracy z Polsatem

    Rozmawiał Andrzej Mroziński

    Wreszcie się ziścił projekt „Stadion Narodowy”. Ogromny triumf i rekord frekwencji na stadionie. Jednym słowem, sukces.
    Martin Lewandowski: To była wyjątkowa noc, pełna magii.. Jestem naprawdę dumny, że po ponad dwóch latach przymierzania się do tego obiektu, siedmiu miesiącach intensywnych prac, na KSW Colosseum udało się pobić wiele rekordów. W tym rekord frekwencji: 57 766 sprzedanych biletów, tym samym KSW 39 stała się drugą największą galą w historii MMA na świecie. Uzyskaliśmy rekord polski w płatnym streamingu PPV na KSWTV. Było to jedno z największych wydarzeń emitowanych w historii polskiego internetu. 81 narodowości oglądało transmisję live w 42 krajach na czterech kontynentach. Prawie 200 przedstawicieli mediów z polski i zagranicy było akredytowanych na KSW 39. O polskim KSW usłyszał cały świat. Skala i zasięg wydarzenia były naprawdę ogromne.

    Maciej Kawulski: Sukces jest wtedy, kiedy widzisz uśmiechniętych ludzi po gali, którzy wstrzymywali przez cztery godziny oddech na stojąco. Zawodnicy KSW dają to fanom od lat. Przybyło nam kilka cyferek i to jest bardzo obiecujące dla dyscypliny, ale uwierzcie mi, sukces rodził się już w restauracji Champions… Tam było mniej fanów, ale wychodzili równie spełnieni po gali.

    Każda gala, a zwłaszcza o takich gabarytach, to ogromne wyzwanie logistyczne, ale i managerskie?
    M.L.: Zdecydowanie tak. Do każdej gali podchodzimy bardzo indywidualnie. Staramy się zaskoczyć naszych fanów, a także zdobyć nowych odbiorców. Każda gala ma swoją niepowtarzalną oprawę graficzną, wizualną. Często zmieniamy miasta, aby rozbudzić lokalne apetyty, a skalę produkcji dostosowujemy do danej hali. Na dziś mamy podpisanych ponad 80 kontraktów z zawodnikami. To wszystko sprawia, że pracy jest na potęgę.

    M.K.: Każda gala to nowy rozdział w życiu wielu ludzi, czasem setek, a ostatnio nawet tysięcy. Ten kolektywny zryw kreatywności to zawsze wielkie przeżycie. Cieszę się, że jestem tego częścią.

    Polska to dobre miejsce dla Konfrontacji Sztuk Walki?
    M.L.: Nasz kraj ma długą historię sportów walki i to w pewnym stopniu pomogło w ukorzenianiu tej dyscypliny. MMA jest kwintesencją wszystkich tych sportów, niejako stoi na szczycie ewolucji jako najbardziej kompletna formuła walki, i to Polacy również docenili.

    M.K.: Dotychczas jedyne. Na zawsze będzie domem naszych marzeń. W przyszłości częścią wielkiej ogólnoświatowej machiny, oby wciąż machiny marzeń.

    Pomaga doświadczenie managerskie w prowadzeniu tak dynamicznie rozwijającej się firmy?
    M.L.: Każdy biznes wymaga wiedzy i doświadczenia. Jednak podkreśliłbym tu jeszcze kilka innych czynników: wiary w to, co się robi, determinacji i odwagi w podejmowaniu decyzji, oraz pewnych sprzyjających okoliczności. Do pełnego sukcesu, rozwoju wszystkie te czynniki muszą iść równolegle.

    M.K.: Nie wiem, co to są typowe managerskie doświadczenia. Doświadczamy czegoś więcej. Nigdy wcześniej tak wielu nie patrzyło na tak niewielu w tej części świata. Czuję się doświadczony dopiero teraz, kiedy doświadczałem tego razem z prawie 60 tys. fanów KSW.

    Wrócimy do korzeni, a w tym przypadku do początków, czyli kultowej już restauracji Champions w hotelu Marriott, gdzie wykluł się pomysł KSW.
    M.L.: Tam raczej przeważała determinacja niż doświadczenie. To były naprawdę pionierskie czasy. 200 osób na pierwszej gali i tyle samo nosów przylepionych do szyb restauracji. Sami robiliśmy dosłownie wszystko: drukowaliśmy bilety, sprzedawaliśmy je, układaliśmy krzesła, prowadziliśmy część imprezy, budowaliśmy elementy scenograficzne… Do tego pracowaliśmy nad pozyskiwaniem zawodników – proszę pamiętać, że już od pierwszej gali KSW walczyli dla nas zawodnicy spoza kraju, przekonywaliśmy do siebie media, szukaliśmy finansowania. Spaliśmy po kilka godzin na dobę. Razem z zawodnikami zostawialiśmy tam dużo zdrowia.

    Na początku był Pudzian, który był skutecznym magnesem i ważną osobą dla popularyzacji tego sportu, i gala z jego udziałem. Niektórzy twierdzą, że był to krok milowy.
    M.L.: Z mojego punktu widzenia było ich kilka. To, że udało mi się przekonać mojego ówczesnego pracodawcę do tego pomysłu, wynegocjowanie pierwszych funduszy na start, później wiara w ten pomysł Mariana Kmity, którego śmiało mogę nazwać mediowym ojcem chrzestnym KSW. Jednakże od strony komercyjnej zgadza się, to Pudzian wyniósł nas na wyższy poziom rozpoznawalności, zwiększył zainteresowanie szerszej publiki i mediów. Pamiętajmy też, że pierwsze negocjacje z Mariuszem nam się nie udały, nie sprostaliśmy warunkom finansowym. Na tamte czasy był to kosmiczny kontrakt finansowy. Po jakimś czasie podjęliśmy duże ryzyko, które w finale zaowocowało.

    M.K.: To prawda, ale takich magnesów było wiele: Mamed jako pierwsza wielka gwiazda wywodząca się tylko z tego sportu, Materla ze swoją ludyczną charyzmą, zwariowany Różal, którego pokochali fani, oraz dziesiątki mniejszych kroków, które dziś wyznaczają odległość między początkami a dniem dzisiejszym.

    Skąd mają panowie to fenomenalne wyczucie publiczności i wychodzenia naprzeciw jej oczekiwaniom?
    M.L.: Wierzymy w nasze decyzje i może tym zarażamy naszych widzów. Poza tym uważnie słuchamy rynku, czyli fanów, dziennikarzy, ludzi, którzy dobrze nam życzą. Patrzymy, jak świat gna do przodu, obracając głowę w każdą stronę i staramy się za nim nadążyć.

    Jak panowie trafili do tego biznesu?
    M.L.: Od wielu lat trenowałem różne sporty walki. Moją inspiracją – i jak się później okazało też protoplastą MMA – był Bruce Lee. Po skończeniu studiów na wrocławskiej Akademii Ekonomicznej zacząłem pracę jako kierownik ds. promocji w jednym z warszawskich hoteli. Do moich obowiązków należała promocja sportu. Wyszukiwałem nowe lub mało znane dyscypliny i transplantowałem je na polski rynek. Organizowałem promocję i popularyzowałem F1 oraz amerykański football w czasach, gdy mało komu te nazwy cokolwiek mówiły. Wówczas również natknąłem się na legendarną organizację PRIDE z Japonii. Później poznałem Maćka i od słowa do słowa zorientowaliśmy się, że rozmawiamy o konfrontacji różnych stylów walki. I tak 13 lat temu powstał pomysł KSW.

    M.K.: To sprawiło powołanie, przynajmniej w moim przypadku.

    Wydaje się, że trudno byłoby osiągnąć tak gigantyczny sukces, gdyby nie życzliwość telewizji Polsat i współpraca z nią.
    M.L.: Telewizja odegrała bardzo ważną rolę w propagowaniu dyscypliny i promocji zawodników. Dzięki Polsatowi większość zawodników KSW jest tak znana i dzięki temu może to komercjalizować. Nadal mamy tam wiele osób, które bardzo nas wspierają, dobrze nam doradzają i są nam życzliwe biznesowo. Dowodem na to jest obecność podczas gali najważniejszych dla mnie osób z telewizji Polsat, włącznie z prezesem Zygmuntem Solorzem, Marianem Kmitą i Maciejem Stecem.

    M.K.: Gdyby nie Polsat i ludzie, którzy w nas wtedy uwierzyli, byłoby o wiele trudniej. Pamiętajmy jednak, że MMA samo w sobie jest sexy, a nie ludzie, którzy je tworzą.

    Która gala utkwiła panom najmocniej w pamięci.
    M.L.: Było ich naprawdę wiele. Każda z nich wiąże się z ważnymi chwilami dla rozwoju naszej firmy i z dużym emocjonalnym ładunkiem, jaki w nie wkładałem.

    M.K.: Wszystkie tkwią nam głęboko w pamięci, wszystkie są związane z emocjami.

    Każda gala jest inna, ale łączy je niesamowita oprawa, nowatorska i pomysłowa.
    M.L.: Od pierwszej gali kładliśmy nacisk na wyjścia zawodników i całą oprawę wydarzenia. Lata temu wybieraliśmy nawet muzykę, reżyserowaliśmy pokazy choreograficzne, decydowaliśmy o świetle, kształcie sceny. Od samego początku byliśmy zgodni, że każdy sport musi być odpowiednio zaprezentowany, a tym bardziej nowa na rynku polskim dyscyplina, która aby zostać zauważoną, powinna być widowiskowa.

    M.K.: To jest klucz do ludzkiej uwagi. Trzeba być dumnym i nie mieć pokory, aby wierzyć, że cokolwiek w dzisiejszym świecie broni się samo. Kiedy się topisz, módl się do Boga, ale płyń do brzegu. Trzeba pomagać wiecznym ideom. Nawet tak wiecznym jak walka.

    Satysfakcja satysfakcją, ale dobrze jest, gdy kasa się zgadza. To opłacalny biznes?
    M.L.: Ja dla MMA w 2006 r. porzuciłem dobrą posadę w międzynarodowej korporacji, która dawała szanse na rozwój i pracę na całym świecie,i stałem się prywatnym przedsiębiorcą. Żyję i utrzymuję z tego rodzinę… Lubię swoją pracę, tak więc nie mam prawa narzekać. Natomiast tym, co daje największego „kopa” jest naprawdę poczucie, że zrobiliśmy dużą rzecz. Startowaliśmy z KSW absolutnie od zera, w czasach gdy MMA w Polsce nie miało dobrego PR-u. Zaczynaliśmy od małej gali, organizowanej w restauracji. Doszliśmy do momentu, w którym KSW to jedyne – obok Tour de Pologne – organizowane z takim rozmachem polskie wydarzenie sportowe, rozpoznawane na świecie.

    M.K.: Myślę, że za wielką wodą za to, co zrobiliśmy, kupilibyśmy sobie po wyspie, a jak na razie ja mam w garażu jedynie Vespę, ale nie narzekam.

    Najbliższe plany.
    M.L.: Kolejne dwie gale w roku, w tym jedna poza granicami kraju. Rozwój Federacji KSW na europejskich rynkach, dywersyfikacja naszej marki na inne submarki. Stawiamy też na edukację i popularyzację MMA. W przyszłości chciałbym dać zalążek pod Polski Związek MMA.

    M.K.: Nieprzerwane pasmo sukcesów…

    Co lubi Martin Lewandowski?

    Zegarek Zenith, Hublot
    Wypoczynek „Góry. Polska i cały świat. Letni w Kalifornii spędzę na zwiedzaniu, nurkowaniu i kitesurfowaniu. Zimowy we Włoszech na nartach”.
    Kuchnia tajska i włoska
    Samochód Mercedes, Audi
    Hobby muzyka, podróże, malarstwo, fotografia, astronomia

    Co lubi Maciej Kawulski?

    Wypoczynek „Ja lubię podobać się swojej kobiecie i być z nią i moim synem tam, gdzie są szczęśliwi”.
    Kuchnia „Zjadam dużo.

    fot.: Materiały prasowe..”.

    Ustawa o biegłych rewidentach

    Dariusz Witkowski dyrektor ds. regulacji SEG

    Na ukończeniu są prace parlamentarne nad ustawą o biegłych rewidentach i ich samorządzie, firmach audytorskich oraz o nadzorze publicznym, mającą na celu wykonanie prawa Unii Europejskiej, w szczególności postanowień dyrektywy 2006/43/WE Parlamentu Europejskiego

    Autor artykułu – Dariusz Witkowski

    Pewne zmiany w pierwotnym kształcie ustawy wprowadził Senat, ale dotychczasowa zdecydowana linia, prezentowana zarówno przez stronę rządową, jak i większość sejmową, została utrzymana. Ostateczna wersja ustawy została uchwalona przez Sejm 11 maja 2017 r.  Ustawa została podpisana przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej 1 czerwca 2017 r. i wejdzie w życie po 14 dniach od daty jej opublikowania.

    Oznacza to, że wejdzie w życie przed końcem czerwca 2017 r. Zatem warto pochylić się nad przyszłymi rozwiązaniami, które należy uwzględnić w planach spółek na najbliższe lata – a na pewno w perspektywie planowanych zwyczajnych walnych zgromadzeń, na których warto rozważyć kwestie dostosowania składu rad nadzorczych do przyszłych wymogów ustawowych. Z punktu widzenia emitentów w przedmiotowym projekcie znajdują się dwie kluczowe zmiany, które wpłyną zarówno na środowisko, w jakim przyjdzie funkcjonować emitentom w najbliższych latach, jak i na koszty tego funkcjonowania: kwestia rotacji biegłych rewidentów i zakazu świadczenia usług dodatkowych oraz kwestia zasad funkcjonowania, zakresu zadań i składu komitetów audytu.

    Rotacja biegłych rewidentów
    Po pierwsze, kwestia rotacji biegłego rewidenta została ujęta w projekcie niezwykle drastycznie: przyjęto najkrótszy z możliwych okresów, wynoszący maksymalnie pięć lat. Tyle wynosić będzie maksymalny czas nieprzerwanego trwania zleceń badań ustawowych przeprowadzanych przez tę samą firmę audytorską lub firmę audytorską powiązaną z tą firmą audytorską lub jakiegokolwiek członka sieci działającej w państwach Unii Europejskiej, do której należą te firmy audytorskie. Natomiast kluczowy biegły rewident nie będzie mógł przeprowadzać badania ustawowego w tej samej jednostce zainteresowania publicznego przez okres dłuższy niż pięć lat. Warto podkreślić, że ograniczenia te należą do najbardziej surowych spośród państw Unii Europejskiej, które wdrażały przedmiotowe regulacje do swoich systemów legislacyjnych. Warto już dziś się zastanowić, czy przyjęte ograniczenia nie spowodują pogorszenia obsługi audytu i podwyższenia kosztów badania sprawozdań wynikających z konieczności każdorazowego zapoznawania się ze specyfiką spółki, sposobem jej funkcjonowania, specyfiką rynku, na którym działa dana spółka.

    Dodatkową niewiadomą dla spółek jest także kwestia ograniczeń w zakresie świadczenia przez audytorów usług dodatkowych. Przedmiotowa ustawa wprowadza bowiem nowy system ograniczeń współpracy audytorów ze spółkami. Zgodnie z przyjętymi zapisami ustawy usługi zabronione, których nie będą mogły świadczyć firmy audytorskie, dotyczą wielu obszarów, którymi dotychczas zajmowały się firmy audytorskie. Warto zastanowić się, jaki cel ma przyjęcie takiego rozwiązania. Dlaczego podmiot najlepiej znający daną spółkę nie może jej wspierać w innych obszarach? Wydaje się jednak, że już dziś można powiedzieć, iż takie rozwiązanie spowoduje wzrost kosztów usług tego typu. Wynikać to będzie z prostej przyczyny, że każdy podmiot świadczący usługi na rzecz emitenta będzie musiał od nowa zapoznawać się ze specyfiką spółki, a spółka będzie musiała za to dodatkowo zapłacić.

    Zasady komitetów audytu
    Obszar funkcjonowania komitetów audytu poruszony został w odrębnym felietonie, dotyczącym zasad ich funkcjonowania. Przyjęte w projekcie ustawy rozwiązania, które zapewne znajdą się w ostatecznym jej kształcie, dotyczą w szczególności zasad funkcjonowania komitetów audytu. Wśród wymogów ustawowych wskazać należy obowiązek, aby przynajmniej jeden członek komitetu audytu miał wiedzę i umiejętności w zakresie rachunkowości lub badania sprawozdań finansowych, większość członków komitetu audytu, w tym jego przewodniczący, jest niezależna od danej jednostki zainteresowania publicznego, a członkowie komitetu audytu mają wiedzę i umiejętności z zakresu branży, w której działa dana jednostka zainteresowania publicznego. Nasuwa się pytanie, czy te zmiany przyczynią się do wzrostu efektywności funkcjonowania spółek? Należy wskazać, że przyjęte prawdopodobnie przez ustawę rozwiązania nie rozwieją szeregu wątpliwości wynikających z brzmienia Kodeksu spółek handlowych dotyczących wzajemnych relacji między komitetem audytu i samą radą nadzorczą zarówno w obszarze relacji, odpowiedzialności, jak i sposobu podejmowania decyzji. Jest to tym istotniejsze, że określone w projekcie wymogi wsparte zostały możliwością nakładania znaczących kar administracyjnych zarówno wobec spółki, jak i członków jej zarządu oraz rady nadzorczej (w tym także członków komitetu audytu) – w przypadku nieprzestrzegania przepisów dotyczących powołania, składu i funkcjonowania komitetu audytu. Warto zatem już dziś zapoznać się z nadchodzącymi rozwiązaniami ustawowymi, które dotyczyć będą bezpośrednio spółek oraz podmiotów najbliżej z nimi współpracujących, jakimi są audytorzy.

    MASZ WYJĄTKOWE BIURO? POCHWAL SIĘ NIM I ZGŁOŚ SIĘ DO KONKURSU OFFICE SUPERSTAR!

    3 lipca 2017Rozpoczął się konkurs OFFICE SUPERSTAR, organizowany przez firmę doradczą CBRE, który ma na celu wyłonienie najlepszych aranżacji biurowych w Polsce. Konkurs skierowany jest do firm i instytucji, które posiadają lub wynajmują własne biura, a ich aranżacja podkreśla kulturę organizacyjną oraz nastawienie do pracownika.

    Organizacje mogą zgłaszać swoje biura w ramach 12 kategorii konkursowych m. in: na najlepszą przestrzeń konferencyjną, biuro coworkingowe, biuro innowacyjne czy najlepsze aranżacje biura w 6 wybranych branżach (w tym: prawniczej, technologicznej czy kreatywnej), na stronie www.officesuperstar.pl.

    Wraz z rozwojem biznesu zmianie uległo rozumienie pojęcia biura, które nie jest już definiowane tylko jako miejsce pracy z szeregiem zagraconych biurek w open space’ach. Obecnie przestrzeń biurowa to miejsce spotkań kilku pokoleń, które łączy na jednej powierzchni różne style pracy i przyzwyczajenia. Innowacyjne rozwiązania technologiczne, przestronne sale konferencyjne dedykowane spotkaniom z klientami, miejsca pracy dla grup roboczych czy strefy nieformalnych spotkań, to cechy charakterystyczne dzisiejszych miejsc pracy. Ideą konkursu OFFICE SUPERSTAR jest wyłonienie i nagrodzenie firm, które identyfikują się z takim rozumieniem biura.

    Wyboru Laureatów dokona Kapituła Konkursowa, złożona z 12 ekspertów reprezentujących różne branże. Wśród nich jest m.in.: prof. dr hab. inż. architekt Ewa Kuryłowicz, Natalia Hatalska – autorka „Trendbooka”, Radosław Gajda – autor vloga „Architecture is a good idea”, Ewa Andrzejewska – redaktor naczelna „Eurobuild CEE”. Projekt organizowany jest przez firmę doradczą CBRE, a jego Partnerami są Philips Lighting oraz Grupa Nowy Styl. Zgłoszenia do konkursu trwają do 31 sierpnia 2017 roku. Więcej informacji oraz formularz zgłoszeniowy znajduje się na stronie: https://www.officesuperstar.pl

    Poland Capital Summit

    Tegorocznej, siódmej edycji Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie towarzyszył Poland Capital Summit – seria debat, w których omawiana była pozycja Polski w oczach inwestorów.

    Summit rozpoczęło pytanie o atrakcyjność inwestycyjną Polski. Odpowiedzi na nie udzielili szefowie sovereign ratings z  trzech największych agencji ratingowych.

    Debatę otworzyło wystąpienie Moritza Kraemera ze Standard & Poor’s, który podkreślił dotychczasowe sukcesy Polski w utrzymaniu jakości i tempa wzrostu gospodarczego. Zaznaczył przy tym, że o perspektywie ratingowej naszego kraju decydują trzy kluczowe obszary.

    Pierwszy to ocena jakości i dostosowania instytucji regulujących gospodarkę i zasad rządzących ładem społecznym, niezależnie od wewnętrznego przekonania o sytuacji kraju i jego administracji. Takie kwestie jak możliwe traktowanie inwestorów, system emerytalny, otoczenie prawne i jego przewidywalność wpływają na ocenę ratingową „tu i teraz”. Przykładem może być niepewność co do skutków decyzji o Brexicie czy okoliczności spadku ratingu USA w 2011 roku. Polska była od dekady jednym z najbardziej stabilnych ratingowo krajów. Zachwianie tej stabilności było skutkiem zaskoczenia szybkością i głębokością wprowadzanych zmian po wyborach 2015 roku.

    Drugi istotny obszar to elastyczność i struktura rynku pracy. Wszyscy uczestnicy debaty zgodnie wskazywali, że starzenie się społeczeństwa może być najpoważniejszym czynnikiem determinującym rating Polski w dłuższej perspektywie. Ryzykiem trudnym do przecenienia jest szybko pogarszający się stosunek zatrudnionych do emerytów. Nie wiadomo też, czy takie czynniki jak Brexit mogą złagodzić deficyt siły roboczej po powrocie pracowników do Polski, o ile do tego dojdzie.

    Trzeci czynnik, który może istotnie obniżyć aktywność inwestycyjną Polski w obszarze infrastruktury po 2020 roku, to spadek zasilania środkami z funduszy Unii Europejskiej. Już dzisiaj zaledwie 1/3 firm prywatnych spodziewa się wzrostu inwestycji, a postawa takich krajów jak Szwecja, Włochy czy Holandia może dodatkowo zahamować zasilanie gospodarki polskiej w fundusze prorozwojowe.

    Yves Lemay z Moody’s stwierdził, że co do zasady rating Polski jest stabilny, choć niepewność wynikająca m.in. wyżej wymienionych czynników znalazła swoje odzwierciedlenie w negatywnej perspektywie sprzed roku. Czynnik fiskalny jest istotny, ale przeważa ogólny pozytywny obraz z niezagrożonymi granicami zadłużenia. Pozytywnie oceniane jest też ryzyko sytemu bankowego, wyposażonego w solidny bufor kapitałowy oraz znaczna odporność gospodarki na zakłócenia zewnętrzne. Pewne obawy budzi natomiast starzenie się społeczeństwa i pogarszająca się struktura wiekowa rynku pracy, ograniczona zdolność redukcji długu publicznego, czy nieskuteczne lewarowanie poziomu długu wzrostem gospodarczym.

    O kluczowym znaczeniu wzrostu gospodarczego i stabilności politycznej dla stabilnego ratingu mówił Ed Parker z agencji Fitch. Obecny rating Polski to A-. Elementy, które zadecydowały o minusie przy A, to głównie nadal relatywnie duży, choć malejący, udział długu zewnętrznego, niski stopień konwergencji dochodów mimo dobrego wskaźnika wzrostu PKB, umiarkowane luzowanie fiskalne mimo korzystnego otoczenia niskich stóp procentowych. Czynniki negatywne to także presja w obszarze ochrony zdrowia i opieki emerytalnej. Z kolei ryzyko polityczne nie jest oceniane tak krytycznie. Pewne kontrowersje dotyczące demokratyczności rozwiązań nie muszą negatywnie samoistnie wpływać na jakość gospodarki i, tym samym, rating kraju. Możliwa poprawa ratingu jest uzależniona od wzrostu dochodów przy jednoczesnym spadku obaw związanych z ryzykiem politycznym.

    Kolejną debatą w ramach Poland Capital Summit był okrągły stół dotyczący fundamentalnej kwestii relacji między kapitałem zagranicznym a zrównoważonym rozwojem. Dyskusję prowadzili Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Programowej EKF oraz Andrea Dudik, Szefowa Działu Ekonomicznego dla CEE w Bloomberg.

    Zaproszeni do dyskusji finansiści byli zgodni, że – jak to ujął Wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego Vazil Hudak – podział na kapitał krajowy i zagraniczny jest w pewnym sensie przestarzały. Znaczenie ma nie tyle pochodzenie kapitału ile to, na ile wnosi on wartość dodaną do gospodarki, czyli na ile jest innowacyjny, sprzyja ochronie środowiska i rozwojowi krajowych małych i średnich przedsiębiorstw. To są czynniki, które mają wpływ na ocenę jakości napływającego kapitału.

    Również Mariusz Adamiak, Dyrektor Biura Strategii Rynkowych z PKO BP podkreślał znaczenie jakości napływającego kapitału. „Ważne jest nie tylko to, żeby kapitał umieć absorbować, ale żeby był on wysokiej jakości i dostosowany do potrzeb kraju” – mówił. Warunkiem sukcesu w kreatywnym wykorzystaniu kapitału zagranicznego dla odpowiedzialnego, wielowymiarowego rozwoju jest elastyczność gospodarki. Tylko wtedy ów kapitał staje się inspiracją dla działań przedsiębiorstw krajowych.

    Jak wynika z danych przedstawionych przez Marcina Mrowca, Głównego Ekonomistę Banku Pekao SA, po 1989 r. Polskę charakteryzuje niezmiennie ujemna międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (MPI), która w 2016 r. sięgnęła aż 61,1% PKB (wskaźnik ten nie powinien przekraczać 35% PKB). Przyczyny tego stanu rzeczy są dwie: kumulacja deficytów w obrotach bieżących oraz saldo dochodów z inwestycji. Warto jednak podkreślić, że od 2013 r. bilans produktów i usług w obrocie zagranicznym jest pozytywny, a saldo dochodów z inwestycji jest nieco lepsze niż w innych państwach regionu. Istotne jest też to, że w przypadku Polski w strukturze MPI przeważają najbardziej pożądane, bo najbardziej stabilne inwestycje bezpośrednie (choć na tle regionu jest ich zbyt mało w stosunku do PKB). Rekomendacje, jakie wynikają z tych danych są następujące: Polska potrzebuje:
    – redukcji MPI netto;
    – zwiększenia udziału inwestycji bezpośrednich;
    – zwiększenia eksportu i zmniejszenia importu;
    – lepszej absorpcji funduszy unijnych;
    – przyciągnięcia inwestycji branżowych;
    – zmniejszenia potrzeb pożyczkowych budżetu państwa.

    Na znaczenie awansu polskich przedsiębiorstw w globalnych łańcuchach budowy wartości zwrócił uwagę m.in. Carlos E. Pinerua, Country Manager for Poland and the Baltic States z Banku Światowego. „To jest ważniejsze od pochodzenia kapitału” – stwierdził jednoznacznie. Przy okazji przypomniał, że Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju, która mówi o potrzebie inwestycji krajowych, musi brać pod uwagę to, że taki plan wymaga odpowiednich oszczędności. Jego zdaniem wielkim wyzwaniem, jakie stoi przed Polską jest negatywny wpływ, jaki na rynek pracy ma starzejące się społeczeństwo. W podobnym duchu wypowiadała się Debora Revoltella, Dyrektor Departamentu Ekonomicznego z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Z badania, jakie przeprowadził EBI wynika, że obecnie hamulcem w inwestycjach w regionie EŚW są niepewność i brak odpowiednio wykształconych pracowników (prawdopodobnie efekt emigracji). Nie zmienia to faktu, że w 2016 r. pod względem wielkości inwestycji typu greenfield Polska zajęła bardzo wysokie, 4 miejsce w całej UE.

    Marek Rozkrut, Partner i Główny Ekonomista z EY skupił się na roli kapitału zagranicznego w internacjonalizacji polskiego biznesu i jego umiejscowieniu w globalnych łańcuchach tworzenia wartości. Jak podkreślał, Polska jest – razem z Holandią – światowym liderem pod względem udziału wartości generowanej przez eksport w budowie wartości ogółem. Wyprzedzamy pod tym względem nawet Niemcy. A wartość dodana w przeliczeniu na jednego zatrudnionego jest w przypadku przedsiębiorstw z udziałem kapitału zagranicznego o 60% wyższa niż w firmach krajowych. Co więcej, 14% przedsiębiorstw zatrudniających ponad 10 osób to efekt inwestycji zagranicznych, a przypada na nie aż 61% eksportu dokonywanego przez firmy tej kategorii zatrudnienia. Interesujące są też dane dotyczące pozytywnych zmian na polskim rynku pracy: w latach 2011 – 2015 firmy z kapitałem zagranicznym zwiększyły zatrudnienie o 4%, a krajowe o mniej niż 1%.

    Uczestnicy dyskusji, pytani o stosunek polskiego rządu do inwestycji zagranicznych podkreślali, że tak naprawdę wiele się nie zmieniło, choć władze poświęcają teraz więcej uwagi jakości kapitału – co nie powinno dziwić, bo na początku reform wszystkie państwa regionu cieszyły się z każdego napływającego dolara, ale teraz mogą już być bardziej wybredne. Natomiast niepokój, jaki pojawił się w pewnym momencie, wynikał ze sporego odpływu pieniędzy z Polski, którego źródłem były firmy zagraniczne. Jednak na takie liczby trzeba patrzeć w szerszym kontekście. Warto też pamiętać, że w każdym kraju firmy z kapitałem zagranicznym są zwykle średnio większe i bardziej aktywne niż krajowe, więc analogiczna sytuacja w Polsce nie powinna żadną miarą być źródłem kompleksu niższości.

    – Jeśli chcemy iść w górę drabiny budowy wartości musimy się otworzyć, zachowując świadomość wszelkich konsekwencji, jakie takie otwarcie oznacza – stwierdził Artur Tomala, Managing Director Warsaw, Goldman Sachs. Dodał, że oczywiście kapitał może odpłynąć, ale w przypadku inwestycji bezpośrednich aktywa produkcyjne zostaną na miejscu.

    Podsumowując debatę Paweł Borys, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju, podkreślił raz jeszcze, że cechą państw w transformacji jest transfer z branż mniej produktywnych do bardziej produktywnych, ale „teraz bardziej zależy nam na wartości dodanej”. Dodał, że obecnie nakłady na B&R sięgają ok. 1% PKB, a to oznacza, że istniejące firmy za mało inwestują w rozwój i innowacje.

    Druga debata okrągłego stołu w ramach Poland Capital Summit prowadzona przez Jakuba Papierskiego, Wiceprezesa Zarządu PKO BP dotyczyła atrakcyjności inwestycyjnej Polski dla inwestorów kapitałowych.

    W ostatnich miesiącach nastąpiła istotna zmiana w ocenie polityki gospodarczej prowadzonej przez polski rząd. Rynki finansowe patrzą przychylniej, bo – jak mówiła Iwona Sroka, Prezes Zarządu KDPW – nastąpiła stabilizacja polityki gospodarczej, została opublikowana Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju oraz zostały podjęte działania wspierające budowę długiego pieniądza. Dzięki uspokojeniu nastrojów warszawska GPW zanotowała silne wzrosty – kapitalizacja giełdy była w kwietniu 2017 r. o 100 mld zł wyższa niż rok wcześniej.

    Jak tłumaczył przedstawiciel agencji Moody’s, jeszcze niedawno było sporo niepewności co do tego, jaką politykę będzie prowadził rząd, jednak niektóre niepokojące pomysły, o których była mowa w kampanii wyborczej zostały całkowicie odłożone, albo mocno ograniczone, gospodarka notuje szybki wzrost, a Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju wskazuje wyraźnie, jakie będą priorytety rządu. Z kolei dla S&P ważna jest duża otwartość polskiej gospodarki, czyli wysoki udział eksportu w PKB oraz rosnący popyt krajowy, m.in. dzięki programowi 500+, jednak w dłuższej perspektywie będą się liczyły inwestycje, a ich udział w PKB spada od kilku lat. Natomiast agencja Fitch, która nie zareagowała nerwowo na zmiany, jakie zaszły w Polsce po ostatnich wyborach podkreśla, że obecnie polska gospodarka jest w cyklicznie dobrym momencie (m.in. napływ funduszy z UE czy niskie ceny paliw na światowych rynkach) i to byłby właściwy czas, żeby poprawić politykę fiskalną, co jednak nie ma miejsca, a struktura finansów publicznych pogarsza się, bo rosną wydatki socjalne.

    Na pytanie o przyczyny inwestowania w Polsce odpowiadał Krzysztof Krawczyk, Head of Poland, CVC Capital Partners. Jak podkreślał, polski rynek wyróżnia duża liczba startupów. „Firmy, które zaczynały po 1989 r. są teraz na giełdzie, są aktywne poza granicami kraju i to one dają polskiej gospodarce stabilność” – podkreślał. Jednak, jak mówił, Polska staje obecnie przed trzema ważnymi wyzwaniami:
    – coraz trudniejszą sytuacją na rynku pracy
    – niską produktywnością gospodarki
    – potrzebą silnego rynku kapitałowego.

    Adam Niewiński, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao SA dodał, że program 500+, który w tym roku jest silnikiem pobudzającym konsumpcję, niebawem przestanie generować znaczące wzrosty wskaźników, bo skończy się efekt bazy. Problemem będą też fundusze unijne, które obecnie nie do końca „odpaliły”, a w perspektywie jest ich ograniczenie, także ze względu na Brexit. „Co będzie silnikiem wzrostu polskiej gospodarki po funduszach UE?” – pytał. W odpowiedzi na to pytanie, na potencjał kryjący się w polskich MŚP, z których 70% nie ma żadnej ekspozycji kredytowej, wskazywał prof. Robert Gwiazdowski, Prezes Rady Warsaw Enterprise Institute. Ważne jest też to, że Polska ma suwerenność walutową, dzięki której gospodarka reaguje elastycznie na globalne zawirowania.

    Uczestnicy dyskusji zgadzali się, że trzeba przygotować gospodarkę na znaczące zmniejszenie napływu funduszy unijnych w perspektywie kilku lat. To będzie niezwykle ważne zadanie, bo w latach 2004-2014 aż 20% wzrostu polskiego PKB było związane z programami finansowanymi właśnie przez Unię Europejską. Podstawowe pytanie stojące przez polską polityką gospodarczą brzmi jak zmniejszyć zakres zależności od pieniędzy płynących z Brukseli.

    Podczas debaty poruszono też kwestię częstych zmian regulacyjnych, jakie są wprowadzane w Polsce. Przedstawiciele VC podkreślali, że same zmiany nie są złe, o ile biorą pod uwagę realne potrzeby podmiotów działających na rynku i nie są nagłe. Jednak zbyt często jest tak, że tzw. Ocena Skutków Regulacji jest traktowana po macoszemu, w związku z czym ustawodawca nie zwrócił np. uwagi na to, że wprowadzenie podatku bankowego ograniczy rynek REPO, bo banki zaczęły kupować masowo obligacje rządowe dające ulgę od tego podatku. Jednak agencje ratingowe patrzą bardziej na strukturalne reformy, a nie pojedyncze regulacje, a sama przynależność do UE wpływa bardzo pozytywnie na atrakcyjność inwestycyjną Polski, bo oznacza poczucie regulacyjnej stabilizacji i pewność, że wiele zasad rządzących gospodarką będzie przestrzeganych. Co również ważne, Polska ma coraz lepszą pozycję w rankingach państw sprzyjających biznesowi, a nasz system finansowy cieszy się na świecie dobrą opinią.

    Natomiast zapowiadane zwiększenie obecności państwa w gospodarce może przynieść pozytywne skutki w obszarze wsparcia dla startupów i może być kołem napędowym gospodarki po ograniczeniu napływu funduszy z UE. Trzeba jednak pamiętać, że kapitał państwowy powinien być tam i tylko tam, gdzie nie ma szans na kapitał prywatny oraz w dziedzinach, w których ryzyko regulacyjne jest wysokie, czyli np. w szpitalach.

    – Na sukces Polski składają się wzrost PKB, niskie bezrobocie, dobra ściągalność podatków, niskie stopy procentowe, wzrosty na GPW, dobre wyniki stress-testów w systemie bankowym, aktywność fintechów – podsumował Jarosław Grzywiński, p.o. Prezesa Zarządu GPW. Równocześnie przyznał, że może nam zaszkodzić otoczenie regulacyjne oraz zbyt biurokratyczne podejście administracji.

     

    XX Kongres Brokerów

    XX Kongres i 25 lat pracy Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych na rzecz środowiska brokerskiego i całego rynku ubezpieczeniowego to ważne wydarzenie w tym segmencie rynku

    Autor artykułu – Roman Lercher

    W tegorocznym kongresie udział wzięła rekordowa liczba uczestników – 1135 osób, w tym 537 brokerów i 407 przedstawicieli zakładów ubezpieczeń. Jak zaznaczył prezes zarządu stowarzyszenia Łukasz Zoń, brokerzy zawsze stali przy klientach, realizując politykę, która dopiero po wielu latach stała się obowiązującą i znalazła swoje odzwierciedlenie w zapisach ustawowych. Dlatego środowisko przygotowane jest do nowych wyzwań wynikających z implementacji unijnej dyrektywy IDD.

    Problemy związane z wprowadzeniem nowych uregulowań prawnych dla pośredników ubezpieczeniowych zdominowały merytoryczną część kongresu zarówno w wystąpieniu prezesa stowarzyszenia, jak i w odbywających się drugiego dnia debacie brokerskiej i rozmowach kuluarowych. Oceniano ich wpływ na codzienną pracę, ich pozytywne i negatywne skutki. Zastanawiano się nad ich przełożeniem na prawidłowe relacje w stosunkach między brokerem a zakładem ubezpieczeń, a przede wszystkim brokerem i jego klientem. Stowarzyszenie w sposób aktywny i konsekwentny brało udział w pracach legislacyjnych już w trakcie tworzenia dyrektywy zarówno za pośrednictwem BIPAR (Europejska Federacja Pośredników Ubezpieczeniowych), wyrażając stanowisko istotne z punktu widzenia polskiego środowiska brokerów, jak i kierując swoje uwagi do Ministerstwa Finansów. Powstałe w tym okresie analizy opracowywane przez wybitnych przedstawicieli nauki przyczyniły się do kształtowania rządowych opinii i rekomendacji.

    W trakcie prac nad ustawą o dystrybucji ubezpieczeń stowarzyszenie nie tylko monitorowało prace legislacyjne, przygotowując założenia nowej inicjatywy ustawodawczej, lecz także prezentowało je na forum środowisk ubezpieczeniowych, organizując w tym celu spotkania, seminaria naukowe, z czynnym uczestnictwem przedstawicieli
    Ministerstwa Finansów, Komisji Nadzoru Finansowego, Rzecznika Finansowego oraz organizacji samorządowych, takich jak Polska Izba Ubezpieczeń, Polska Izba Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, Polska Izba Pośredników Ubezpieczeniowych i Finansowych, i innych, a także czynnie uczestnicząc we wszystkich inicjatywach związanych z nowym ustawodawstwem.

    Celem stowarzyszenia w tym względzie było doprowadzenie do takiego kształtu nowego ustawodawstwa, by zapewniło ono możliwość prowadzenia nieskrępowanej działalności brokerskiej mimo podwyższonych wymagań wynikających z nowej dyrektywy. Z tego też powodu, oprócz wyżej opisanych działań, zarząd stowarzyszenia doprowadził do powstania autorskiego projektu ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, implementującego założenia przyjęte przez Ministerstwo Finansów, a jednocześnie korzystnego w ocenie stowarzyszenia tak dla działalności brokerskiej, jak wspomagającego rozwój rynku ubezpieczeń jako takiego. Projekt ten został zaprezentowany w grudniu 2016 r. jako stanowisko środowiska brokerów w odniesieniu do kształtu przepisów implementujących dyrektywę o dystrybucji ubezpieczeń.

    Uroczystości jubileuszowe koncentrowały się na wyróżnieniu wszystkich, którzy przez ćwierćwiecze współpracowali ze stowarzyszeniem, pomagali mu i je wspierali. Nagrody Fair Play za rok 2016 przyznawane przez brokerów za wysoki poziom merytoryczny i etyczny wspólnych działań na rzecz klientów wręczone zostały: w segmencie majątkowym Ergo Hestii, a w segmencie życiowym PZU Życie. Za długoletnią, wyróżniającą się współpracę z brokerami wyróżniono nagrodą SuperFair Play STU Ergo Hestia oraz TUiR Warta. Wyróżnienia honorowe w postaci medali 25-lecia stowarzyszenia wręczono przedstawicielom Ministerstwa Finansów, Komisji Nadzoru Finansowego, uczelni wyższych, firm współpracujących ze Stowarzyszeniem Brokerów oraz przedstawicielom mediów. Natomiast prezes stowarzyszenia Łukasz Zoń otrzymał Nagrodę Honorową im. prof. Tadeusza Sangowskiego przyznaną przez Kapitułę Izby Gospodarczej Ubezpieczeń i Obsługi Ryzyka. Z okazji jubileuszu odznaczenia ufundowane przez jednego z brokerów otrzymali ci, którzy na kongres przyjechali po raz 20.

    Drugi dzień kongresu oddano w ręce współorganizatorów: towarzystwom ubezpieczeń i firmom okołorynkowym. Organizowane przez nich zarówno spotkania merytoryczne, jak i atrakcje zdobyły uznanie uczestników, co potwierdziła wysoka frekwencja.

    fot.: Materiały prasowe

    Rekomendacja Europejskiego Kongresu Finansowego dotycząca polityki wobec imigrantów zarobkowych

    Klimat dyskusji na temat imigracji zarobkowej do Polski jest wybitnie mało merytoryczny. Ton jej nadają politycy, którzy do jednego worka wrzucają uchodźców, nielegalnych imigrantów oraz migrantów zarobkowych podejmujących pracę na podstawie zezwoleń, oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy lub innych dokumentów pobytowych. Niekorzystny klimat wokół kwestii migracji ma racjonalne podłoże – jest nim zalewająca Europę fala migrantów z Afryki i związane z nią problemy typu terroryzm. Z tego punktu widzenia, wszystkie inne problemy wokół migracji schodzą na dalszy plan.

    Tylko w ostatnich dwóch latach liczba cudzoziemców na polskim rynku pracy wzrosła o ponad 100%. Jest to kontynuacja (choć dynamika rośnie) tendencji obserwowanej już od kilku lat. Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w okresie 2008–2016 nastąpił istotny wzrost wydanych zezwoleń na pracę – z ponad 12 tys. w 2004 roku do ponad 127 tys. w 2016 roku. Jeszcze większe zainteresowanie podejmowaniem pracy w Polsce było obserwowane w sektorach sezonowych. W okresie 2007–2016 liczba wydanych oświadczeń o zamiarze powierzenia zatrudnienia cudzoziemcowi wzrosła z 21 tys. do ponad 1,3 mln, co oznaczało ponad 61-krotny wzrost. Oczywiście nie wszyscy cudzoziemcy, dla których wystawiono dokumenty, ostatecznie podjęli pracę w Polsce, ale tendencja jest oczywista. Główną grupą imigrantów zarobkowych od kilkunastu lat pozostają obywatele Ukrainy. Zarówno dane dotyczące zezwoleń na pracę, jak i oświadczeń, wyraźnie pokazują ich dominującą rolę na polskim rynku pracy. Stanowią oni ok. 80–90% cudzoziemskiej siły roboczej.

    Jednocześnie wzrostowi obecności cudzoziemców na polskim rynku pracy towarzyszy spadek bezrobocia. Jest to widoczne szczególnie w latach 2013–2016, kiedy to mieliśmy do czynienia z dynamicznym wzrostem wydawanych zezwoleń na pracę dla cudzoziemców oraz oświadczeń pracodawców z jednoczesnym spadkiem bezrobocia. Obecnie jest ono najniższe od 1989 roku. Z licznych badań na temat wpływu imigracji na polski rynek pracy wynika, że jest ona korzystna, a spodziewane zmiany demograficzne, które powodują starzenie się społeczeństwa, wręcz zachęcają do nowej polityki imigracyjnej. Analizy nastrojów i planów inwestorów i przedsiębiorców w Polsce pokazują tendencje wzrostowe, przy jednoczesnym kurczeniu się polskiego rynku pracy (m.in. procesy demograficzne i wejście od października obniżonego wieku emerytalnego). Aby sprostać tym wyzwaniom, potrzebna jest aktywna polityka rządu, firm, organizacji pracodawców oraz uczelni zachęcająca do migracji do Polski i dostosowanie przepisów i procedur uzyskiwania pozwoleń na pracę i pobyt, a także uzyskiwanie polskiego obywatelstwa.

    Rekomendacje

    1. Nowa polityka imigracyjna powinna spowodować przekształcanie imigracji sezonowej, realizowanej głównie poprzez oświadczenia pracodawców o zamiarze powierzenia zatrudnienia cudzoziemcowi, w imigrację na stałe. Można to zrobić poprzez wdrożenie jednego bardzo prostego instrumentu. Cudzoziemiec (będą to w praktyce sami obywatele Ukrainy), który podejmował zatrudnienie w Polsce w przeszłości i przykładowo w ostatnich dwóch latach zebrał sześć miesięcy tzw. składkowych (czyli z tytułu jego zatrudnienia były opłacane składki na ubezpieczenie społeczne i podatki), powinien otrzymywać zezwolenie na pobyt w Polsce na pięć lat z prawem zmiany pracodawcy. Warto dodatkowo uprościć możliwość uzyskiwania obywatelstwa dla cudzoziemców posiadających prawo do pobytu stałego. Po zastosowaniu takiego rozwiązania należałoby się spodziewać nie tylko wzrostu wpływów do ZUS oraz urzędów skarbowych, ale także ograniczenie wielu nadużyći związanych z zatrudnianiem cudzoziemców. Ponadto zmniejszyłaby się presja na ograniczanie wzrostu wynagrodzeń, co przy tej dynamice napływu cudzoziemców na pewno występuje. Oznaczałoby to zatem także korzyść dla polskich pracowników.
    2. Należy opracować system preferencji przy wydawaniu wiz krajowych/prawa stałego pobytu dla osób o konkretnych umiejętnościach zawodowych i wykształceniu: operatorów obrabiarek CNC, informatyków itd. Byłyby to wizy krajowe, nie schengeńskie, żeby preferowani imigranci nie wyjeżdżali dalej. Borykamy się generalnie z brakiem pracowników o wysokich kwalifikacjach i możliwość uruchomienia szybkiej ścieżki zatrudniania obcokrajowców (implementacja m.in. Dyrektywy ICT – Intracompany Transfers), nie tylko z Ukrainy, ale innych krajów z poza UE, jest dla sektora usług biznesowych i sektorów nowoczesnych technologii niezwykle istotna. Obecnie w firmach sektora usług zatrudnionych jest ok 8–9% obcokrajowców, profesjonalistów z wyższym wykształceniem. Należy zadbać o dobry PR Polski jako kraju przyjaznego obcokrajowcom, którzy chcą rozwijać swoją karierę zawodową. Jest on jednym z istotnych czynników decydujących o wyborze lokalizacji przez osoby o wysokich kwalifikacjach. Warto w tym miejscu wspomnieć o potrzebie zmiany klimatu dyskusji społecznej na temat migracji na bardziej merytoryczny (obecnie uchodźcy, nielegalni imigranci i migranci zarobkowi często sprowadzani są do tej samej kategorii).
    3. Należy przyspieszyć i uprościć procedury związane z pobytem i zezwoleniem na pracę dla obcokrajowców. Uzyskanie zezwoleń trwa od kilku miesięcy do roku, co powoduje, że traci pracownik, który w tym czasie nie może podjąć legalnie zatrudnienia (a z konieczności utrzymania się często podejmuje pracę nielegalną) oraz potencjalny pracodawca, który czeka na danego pracownika.
    4. Należy stymulować działania pracodawców na rzecz asymilacji imigrantów zarobkowych w Polsce. Firmy, oprócz oferowania atrakcyjnych zarobków, mają możliwość podejmowania działań wspierających pracowników w procesie integracji. Przykładów takich działań może być kilka: kursy języka polskiego organizowane dla pracowników, pomoc przy wynajęciu mieszkania na wolnym rynku czy zapisaniu dzieci do szkoły, szkolenia i warsztaty z kultury, wartości i systemu funkcjonowania polskiego społeczeństwa, ale też szkolenia skierowane do kadry zarządzającej oraz działów HR, PR i in. z obszaru kompetencji międzykulturowych, zarządzania różnorodnością czy przepisów i procedur legalizacji zatrudnienia w Polsce.
    5. Należy monitorować działania agencji zatrudnienia i pośredników, z którymi część firm współpracuje przy zatrudnianiu cudzoziemskich pracowników. Coraz częściej pojawiają się informacje o dużej liczbie nadużyć i nieetycznego czy wręcz nieuczciwego traktowania pracowników. Być może część pracodawców korzystających z usług takich agencji nie ma tej świadomości. Kluczowa jest świadoma i rzetelna weryfikacja potencjalnego pośrednika na rynku pracy.

     

    Startupy. Czy można na nich zarobić?

    Krzysztof Zawadzki, członek zarządu/CFO, SARE S.A.

    Odnoszę wrażenie, że to modne w ostatnich latach słowo – startup – wykorzystywane jest jako wytrych do określenia innowacyjnego, opartego na nowej technologii pomysłu, który ma z jednej strony bardzo wysokie ryzyko niepowodzenia, ale w zamian oferuje ponadprzeciętne a nawet bardzo wysokie stopy zwrotu dla jego pomysłodawców lub właścicieli. Jest jednak wiele elementów łączących te różniące się definicje startupu.

    Czym jest startup?

    Najczęściej startup nie ma swojej historii, co wynika z jego fazy rozwojowej, w której aktywnie poszukuje on dawców kapitału i dostępu do rynków zbytu. Startupy mogą powstać w dowolnej branży, jednak najczęściej kojarzone są z szeroko rozumianą branżą IT i nowymi technologiami w tej dziedzinie. Charakteryzują się niskimi kosztami rozpoczęcia działalności i zdecydowanie wyższym niż w przypadku „standardowych” przedsięwzięć ryzkiem.

    Bardzo często, definicja startupu jest przyjmowana na potrzeby konkretnego badania, co jest zrozumiałe, ponieważ musi w tym przypadku określić sztywne ramy analizy oraz porównywalność przedsięwzięć nim objętych. I tak, możemy spotkać definicję startupu jako przedsięwzięcia, które spełnia przynajmniej jeden z dwóch warunków: należy do sektora gospodarki cyfrowej (przetwarzanie informacji lub pochodne technologie stanowią jeden lub więcej z kluczowych elementów jego modelu biznesowego) lub tworzy nowe rozwiązania technologiczne w obszarze IT/ICT. Inną, szerszą definicję startupu, jaką możemy znaleźć, jest określenie traktujące taki projekt jako przedsięwzięcie prowadzone w celu wytworzenia nowych produktów i usług w warunkach dużej niepewności, o historii nie dłuższej niż 10 lat oraz pewnej specyfice otoczenia, która jest niezbędna dla jego funkcjonowania nazywanej ekosystemem. Startupy, które osiągnęły sukces i przyniosły swoim właścicielom bardzo dużą wartość, przekraczającą miliard dolarów, nazywane są jednorożcami.

    Przetrwają tylko najsilniejsze

    The Founder Institute, największy akcelerator startupów na świecie, w ramach swojej działalności bada m.in. przeżywalność startupów. Zgodnie z danymi tej organizacji w 2014 r. wskaźnik „umieralności” startupów wynosił dokładnie 89 proc., ale obecne statystyki pokazują, że w Stanach Zjednoczonych przeżywa już nie jeden, a dwa na 10 startupów. Należy pamiętać, że problemem w uzyskaniu wiarygodnych danych w tym zakresie jest definicja i zakres tego, co uznamy za startup. Według raportu „Startup Genome Report Extra on Premature Scaling”, opracowanego przez badaczy z Uniwersytetu Stanforda i Berkeley, w ciągu pierwszych trzech lat funkcjonowania upada nawet 92 proc. startupów. Główne przyczyn niepowodzenia młodych przedsiębiorstw, wg autorów raportu, to m.in. zbyt szybki rozwój, brak właściwej alokacji zasobów startupu oraz rozpoznania rynku. W Polsce niestety brakuje aktualnych oficjalnych badań na temat przeżywalności startupów. Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że pierwszy rok działalności jest w stanie przetrwać aż trzy czwarte nowopowstałych firm. W kolejnych latach prowadzenia działalności ten odsetek wyraźnie spada – do mniej więcej połowy w drugim i jednej trzeciej w piątym roku działalności. Badania obejmują jednak wszystkie firmy, nie tylko startupy technologiczne. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych. Jeden z raportów Amerykańskiego Urzędu Badania Rynku Pracy z ostatnich lat informuje, że dwie trzecie nowych biznesów utrzymuje się na rynku przez co najmniej dwa lata. Połowa działa przez pięć lat, a jedna trzecia przez dziesięć. Bez względu na to jakie źródła będziemy analizować i jakie definicje zostaną sformułowane dla celów badań przeżywalności startupów, pewne jest, że statystyka nie jest dla nich łaskawa. Nie będzie chyba błędnym założenie, że z rynku znika 9 na 10 startupów. Wniosek, który należałoby z tego wyciągnąć jest taki, że należy skupić wszelkie działania na metodach ograniczenia ryzyka niepowodzenia inwestowania w startupy. Ale jak zwykle, łatwo powiedzieć, tym bardziej, że temat jest wyjątkowo obszerny i niezwykle skomplikowany.

    Cierpliwość popłaca

    Według raportu brytyjskiego banku inwestycyjnego GP Bullhound w 2014 r. w Europie powstało 13 „jednorożców”, czyli technologicznych startupów, które osiągnęły wartość przynajmniej 1 miliarda USD. Zgodnie z treścią raportu od 2000 r. powstawały trzy tego typu firmy rocznie, jednak w 2014 r. doszło do dużego skoku. Łączna wartość wszystkich firm tego typu w Europie stworzonych od 2000 r. wynosi już ponad 120 mld dolarów. Oznacza to, że startupy dają zarobić dużo i bardzo dużo, ale wymagają cierpliwości. Jednym z powodów niepowodzenia startupów jest odcięcie dopływu kapitału na jego kontynuację, stąd ocena czy i w ogóle przerwanie finansowania bywa kluczowa w życiu każdego startupu. Odpowiadając na pytanie i uwzględniając powyższą statystykę, nie wystarczy być cierpliwym, ale często jednym z dziesięciu, aby móc świętować sukces.

    Kwestia wyceny

    Co zatem sprawia potencjalnemu inwestorowi największą trudność w ocenie atrakcyjności startupu? Uniwersalna i prawidłowa odpowiedź brzmi – to zależy. Która nic nie daje poza wstępem do dalszej dyskusji. Wydaje się, że tradycyjne metody, poprawne z finansowego punktu widzenia, w przypadku startupów nie do końca dają wiarygodne wyniki. Dlaczego? Ponieważ największy problem stwarzają założenia, które w przypadku startupów to bardziej zakłady losowe niż obiektywna wiedza. Truizmem jest stwierdzenie, że im trafniejsze założenia tym bardziej wiarygodne wyniki wyceny, ale właśnie od nich zależy powodzenie jednej z najbardziej popularnych metod wyceny, jaką jest metoda dochodowa, której słabością jest to, że o jej trafności dowiemy się dopiero za jakiś czas – dość odległy. Oznacza to, że im bardziej będziemy w stanie poprzeć, uzasadnić przyjęte założenia, tym komfort jej użytkowników będzie większy. Z metodą dochodową jest trochę tak, jak z prognozą pogody – im dłuższy horyzont czasu tym niższa sprawdzalność, a także wiarygodność. Jak np. potwierdzić kluczowe założenia dotyczące wielkości sprzedaży w sytuacji innowacyjnego, często całkiem nowego produktu? Prawda jest taka, że ocena przyjętych założeń odbywa się nie w oparciu o obiektywne, poparte badaniami czynniki a raczej opiera się na wierze, intuicji, przekonaniu, które razem są dobrze „opakowane” w inne słowa wytrychy, tzw. własna wiedza ekspercka. Podsumowując, te krótkie rozważania dotyczące metody dochodowej, każdy plan finansowy będzie tak dobry i wiarygodny jak jego założenia. Wszyscy wiedzą, że arkusz kalkulacyjny przyjmie wszystko i każdy startup można w nim uczynić zyskownym. „Dobry marketing” w postaci precyzyjnie określonych założeń, będzie kluczowym dla potencjalnego inwestora. A co z innymi stosowanymi metodami, takim jak np. metody porównawcze (metody mnożnikowe)? Największa trudność tej metody w przypadku startupów to dobór odpowiednich, porównywalnych przedsięwzięć, a to w przypadku tego typu przedsięwzięć graniczy z cudem. Jeżeli coś jest innowacyjne, czasami wręcz rewolucyjne może mieć swojego odpowiednika na rynku. Wydaje się, metoda ta jest dedykowana raczej dla dojrzałych, prezentujących stabilną, w miarę powtarzalną EBITDĘ przedsiębiorstw. Jednak, pomimo wielu słabości, zachęcam do stosowania powyższych metod. Z jednym zastrzeżeniem: z dużą dozą zdrowego rozsądku.

    Siła przekonywania

    Każdy rozsądny CFO musi dobrać odpowiednią argumentację dla Zarządu i Rady Nadzorczej swojej spółki, gdy chce nabyć lub uruchomić projekt startupu. Co więcej, w przypadku spółki publicznej, musi przygotować dodatkowo odpowiedni komunikat i argumentację dla otoczenia rynkowego spółki. Jak to dobrze zrobić? Zachować zdrowy rozsądek przy stosowaniu wybranych metod i co najważniejsze, dużo rozmawiać z maksymalnie szerokim spektrum osób zaangażowanych w biznes, którego dotyczy startup – w tym z osobami z marketingu, sprzedaży, IT, i jeżeli to możliwe, to również z potencjalnymi klientami. Obudować to dużą liczbą argumentów i przygotować symulacje. Należy odpowiedzieć sobie na pytania, co może pójść nie tak lub co się wydarzy, gdy nie dowiedziemy pewnych parametrów startupu. Jeżeli to możliwe, to określić prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych zdarzeń i uszeregować je według siły oddziaływania na przedsięwzięcie. Później wystarczy tylko zachować się jak rasowy sprzedawca, który potrafi dobrać odpowiednie argumenty i obronić założenia w trakcie prezentacji strony finansowej swojego startupu. Pamiętając, że immanentną cechą startupu jest wysokie ryzyko, to umiejętność przekonania, że potrafimy sobie z nimi radzić i mamy sposoby, żeby je zminimalizować, wydaje się być bardzo pożądaną umiejętnością.

    Ważne Informacje

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

    Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

    Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...