.
Strona główna Blog Strona 33

Rynek nieruchomości premium rośnie w siłę. Jak rozpoznać prawdziwą ja-kość?

Czy dom premium to tylko duży metraż i nowoczesny wygląd? Witold Indrychowski, założyciel firmy Merari, opowiada o tym, czym naprawdę są domy premium oraz jaką wizję realizuje w najnowszej inwestycji „Wille Chorowice” – wyjątkowym osiedlu pod Krakowem, które łączy luksus z funkcjonalnością.

Na rynku deweloperskim często mówi się o domach premium. Co to właściwie znaczy?

Pojęcie „dom premium” bywa nadużywane i często sprowadzane do dużego metrażu, efektownego wyglądu lub tylko atrakcyjnej lokalizacji. Tymczasem prawdziwy dom premium to nie tylko powierzchnia i przestrzeń, ale przede wszystkim jakość, styl i funkcjonalność rozwiązań. Kluczowe jest zastosowanie najwyższej klasy materiałów oraz nowoczesnych technologii, które zapewniają komfort życia na co dzień i trwałość na lata. Ważna jest również dbałość o detale techniczne i architektoniczne oraz stworzenie otoczenia i części wspólnych, które odpowiadają na potrzeby wymagających klientów.

Co równie istotne, dom premium musi być zaprojektowany z myślą o użytkowniku i łatwej adaptacji do efektownych projektów wnętrz. Chodzi o przestrzeń, która jest ”szyta na miarę” i dopasowana do nowoczesnego stylu życia mieszkańców. To miejsce, które zapewnia wygodę i komfort codziennego użytkowania, ale także daje poczucie estetyki i harmonii. Właśnie dlatego dom premium wymaga indywidualnego podejścia do projektowania – bez kompromisów.

Jednak to nie tylko dom i jego wnętrze definiują prestiż i luksus. Równie ważne jest otoczenie i przestrzeń wspólna. Osiedle premium nie może być po prostu zbiorem luksusowych domów – musi oferować wartość dodaną, w tym przestrzenie do rekreacji, integracji społecznej i odpoczynku. To przemyślane ciągi komunikacyjne, wygodne miejsca postojowe, zadbana zieleń w odpowiedniej skali oraz miejsca spotkań i relaksu, które sprzyjają budowaniu relacji sąsiedzkich i regeneracji po wyzwaniach całego dnia.

Czy na rynku jest wystarczające zapotrzebowanie na tego rodzaju nieruchomości?

Tak, chociaż to segment niszowy. Coraz więcej osób poszukuje domów, które oferują więcej niż tylko dużą powierzchnię. Klienci premium oczekują jakości, funkcjonalności i nowoczesnych technologii, które podnoszą komfort życia oraz obniżają koszty eksploatacji. To świadomi nabywcy, którzy zwracają uwagę na detale, jakość materiałów oraz trwałość rozwiązań.

Problem w tym, że na rynku wciąż jest niewiele ofert spełniających te standardy. Segment premium jest wymagający – potrzebne są duże nakłady finansowe na projektowanie, budowę i wykończenie. Nie ma miejsca na kompromisy, to nie jest masowa produkcja, gdzie liczy się szybki zwrot z inwestycji. Chodzi o perfekcyjną jakość, osiągniętą dzięki dbałości zarówno o detale, jak i o całość projektu.

Niestety, wiele domów reklamowanych jako „premium” nie spełnia tych kryteriów, ponieważ deweloperzy maksymalnie optymalizują koszty i obniżają jakość  materiałów. Efekt jest taki, że dom wygląda dobrze tylko na pierwszy rzut oka, ale w praktyce jest zbudowany z tańszych materiałów, które szybciej się zestarzeją ani nie oferuje komfortu użytkowania na odpowiednim poziomie. Jego doposażenie w dodatkowe systemy to często dodatkowe 20-30% wartości nieruchomości. My w Merari postawiliśmy na jakość bez kompromisów już na etapie tworzenia koncepcji osiedla. Wille Chorowice są zaprojektowane tak, jakbyśmy budowali je dla siebie, bez kompromisów – to są domy premium.

Proszę powiedzieć coś więcej o technologiach zastosowanych przy budowie osiedla.

Przy wyborze rozwiązań technicznych wzięliśmy pod uwagę trendy pojawiające się na rynku nieruchomości w Polsce i na świecie. Dzięki temu udało nam się znaleźć systemy i urządzenia, których działanie realnie wpływa na komfort i ekonomię użytkowania.

W Willach Chorowice zastosowaliśmy gruntowe pompy ciepła, które są ciche, stabilne energetycznie i wysoko efektywne. W odróżnieniu od popularnych pomp powietrznych nie posiadają wentylatorów dzięki czemu nie generują hałasu. To rozwiązanie z najwyższej półki, które zapewnia komfort cieplny przez cały rok, a jednocześnie obniża koszty ogrzewania. Dzięki zastosowaniu dodatkowego modułu otrzymujemy niskokosztowe chłodzenie pasywne w okresie letnim. Takie rozwiązanie w połączeniu z rekuperacją daje wymierne oszczędności na ogrzewaniu i chłodzeniu, a efektem ubocznym jest zdrowy mikroklimat w domowych wnętrzach .

Oprócz tego wdrożyliśmy zaawansowany system smart home Loxone, który umożliwia zdalne zarządzanie oświetleniem, ogrzewaniem, roletami czy systemem alarmowym. Ważne jest to, że system oparty jest na połączeniach kablowych, co gwarantuje stabilność i bezpieczeństwo danych oraz eliminuje konieczność używania niepraktycznych baterii, jak w systemach bezprzewodowych. To nie tylko wygoda, ale również optymalizacja zużycia energii oraz większe bezpieczeństwo i nieograniczone możliwości personalizacji.
W domach nie zabrakło również instalacji do montażu klimatyzacji, fotowoltaiki i ładowarki do samochodów elektrycznych. Całe osiedle podłączone jest do sieci światłowodowej. W każdym ogrodzie wygospodarowano funkcjonalną przestrzeń, która może być wykorzystana np. pod budowę prywatnego basenu.

W Willach Chorowice wybraliśmy materiały i technologie, które są odporne na zmieniające się trendy i dobrze się starzeją. To domy zaprojektowane tak, aby były wygodne i funkcjonalne przez wiele lat, a jednocześnie wyglądały elegancko i ponadczasowo. Wnętrza domów są przestronne, z dużymi oknami, które zapewniają naturalne doświetlenie. W razie chęci powiększenia tarasów i np. ich zaszklenia czy posiadania dodatkowego miejsca garażowego pod dachem, można łatwo dostawić do budynków wiaty i pergole nawiązujące stylem i materiałami do projektu willi.

Czy coś jeszcze wyróżnia Wille Chorowice na tle innych inwestycji?

Wille Chorowice to odpowiedź na potrzeby wymagających klientów, którzy szukają domu naprawdę wysokiej jakości. Lokalizacja jest tu kluczowa – blisko Krakowa i Skawiny, ale jednocześnie w spokojnej, zielonej okolicy z pięknymi widokami. To miejsce, które pozwala na odpoczynek od miejskiego zgiełku, ale jednocześnie oferuje szybki dojazd do miasta.

Bardzo ważnym elementem jest otoczenie oraz przestrzeń wspólna. Prawdziwe osiedle premium to coś więcej niż luksusowe domy – to przemyślana przestrzeń, która sprzyja integracji społecznej, rekreacji i odpoczynkowi. W Willach Chorowice mamy 80 arów przestrzeni rekreacyjnej z dostępem do potoku, w którym żyją bobry, własne ścieżki spacerowe, miejsca spotkań oraz miejsca grillowe i siłownię na świeżym powietrzu. To nie są dodatki, ale integralna część koncepcji osiedla premium, które ma być miejscem wygodnym i funkcjonalnym na co dzień, do którego chce się wracać i które się lubi. Stworzyliśmy także szerokie i wygodne ciągi komunikacyjne, oddzielone pasami zieleni, co poprawia bezpieczeństwo i estetykę przestrzeni. Każdy dom ma minimum dwa miejsca postojowe na zewnątrz, co rozwiązuje problem parkowania. To wszystko sprawia, że osiedle jest funkcjonalne, wygodne i sprzyja budowaniu dobrych relacji sąsiedzkich.

Osiedle premium to nie tylko miejsce do mieszkania, ale styl życia. Dlatego stworzyliśmy przestrzeń, która nie tylko zaspokaja potrzeby mieszkaniowe, ale także oferuje komfort, wygodę i funkcjonalność na najwyższym poziomie. To jest prawdziwa definicja luksusu – nie chwilowy efekt, ale długoterminowa wartość i komfort życia.

Jakie są dalsze plany rozwoju Willi Chorowice i firmy Merari?

Planujemy dalszy rozwój osiedla, aby jeszcze lepiej odpowiadało na potrzeby mieszkańców. Chcemy rozbudować infrastrukturę rekreacyjną oraz dodać kolejne przestrzenie do integracji społecznej. Myślimy również o kolejnych inwestycjach w podobnym stylu w innych lokalizacjach – zawsze wybieramy miejsca, które oferują równowagę między spokojem a dostępem do miejskiej infrastruktury.

Celem Merari jest tworzenie miejsc, które nie tylko spełniają standardy premium, ale także są funkcjonalne, wygodne i trwałe. Świetnym przykładem jest inwestycja Śliczna 36 i 6, w której sprzedaliśmy 150 apartamentów o metrażach od 70 – 150 m2. Duże przestrzenie szybko znalazły swoich właścicieli.  Wierzymy, że przyszłość rynku nieruchomości należy do projektów, które łączą nowoczesne technologie z wysoką jakością wykonania i przemyślaną przestrzenią wspólną. Te same wartości przyświecają nam przy tworzeniu przestrzeni biurowo – usługowych. Po sukcesie projektu Mateczny Office rozpoczynamy sprzedaż i budowę nowej inwestycji Wielicka Office. Dla nas Premium to nie tylko slogan reklamowy, to realna wartość.

Rozmawiał Mateusz Banaszak

5. Data Economy Congress

Już 26-27 marca 2025 roku w The Westin Warsaw Hotel odbędzie się 5. Data Economy Congress, którego patronem jest Manager. Pierwszy dzień wydarzenia skupi się na strategicznych aspektach transformacji cyfrowej, takich jak Strategia Cyfryzacji Polski do 2035 roku, wymiana danych oraz cyfrowa współpraca międzysektorowa, podkreślając kluczową rolę danych w globalnej gospodarce. Drugi dzień kongresu rozpocznie debata o liderach zarządzania danymi i sztucznej inteligencji, a następnie uczestnicy zgłębią tematykę deep tech, obejmującą komputery kwantowe, kryptografię postkwantową i cyfrowe bliźniaki. Zwieńczeniem wydarzenia będzie panel poświęcony roli danych w personalizacji doświadczeń klientów i obywateli. Więcej na www.mmcpolska.pl.

 

Ekologia, technologia i zysk. Przyszłość branży bezdotykowych myjni samochodowych.

    Bezdotykowe myjnie samochodowe Redconst zyskują na popularności jako dochodowy i przyszłościowy biznes, łączący nowoczesne technologie, wygodę klientów i rosnącą świadomość ekologiczną. Inwestycja w budowę myjni może przynieść wysokie zyski, ale wymaga starannego wyboru lokalizacji, odpowiedniego modelu biznesowego i zastosowania innowacyjnych rozwiązań. Jest to doskonały pomysł na dywersyfikację portfela inwestycyjnego. O szczegółach mówi Marcin Orlik – twórca marki Redconst.

    Dlaczego zainwestowanie w budowę myjni samochodowej Redconst jest dobrym pomysłem?

    Coraz więcej osób rezygnuje z samodzielnego mycia samochodu kierując się wygodą, oszczędnością czasu oraz względami ekologicznymi. Użytkownicy samochodów chętnie wybierają myjnię, które stosują technologie ograniczające zużycie wody i energii oraz wykorzystują biodegradowalne środki czyszczące. Chcą też korzystać z aplikacji mobilnych, które pozwalają na szybkie dokonanie opłaty online, kartą lub Blikiem. Takie rozwiązanie nie tylko przyciąga lojalnych klientów, ale również zapewnia właścicielowi myjni stabilne i przewidywalne przychody.

    Kluczowym elementem sukcesu cały czas jest lokalizacja. Najbardziej oczywistym wyborem są okolice dużych centrów handlowych, jednak myjnie coraz częściej powstają też w pobliżu osiedli mieszkaniowych, dużych biurowców czy stacji benzynowych. Podstawowa oferta myjni często rozszerzana jest o dodatkowe usługi, które pozwalają zwiększyć rentowność inwestycji. Chodzi o strefy do czyszczenia wnętrza pojazdu, na przykład odkurzacze samochodowe, czernidło do opon czy dystrybutory płynu do spryskiwaczy.

    Jakiego zwrotu można się spodziewać w przypadku inwestycji w myjnię samochodową w dobrej lokalizacji? Jakie czynniki oprócz lokalizacji wpływają na rentowność przedsięwzięcia?

    W zależności od skali przedsięwzięcia i rodzaju myjni, zwrot z inwestycji może nastąpić już w okresie 3 do 5 lat. W dobrze dobranej lokalizacji miesięczne przychody mogą sięgać od 50 do 150 tysięcy złotych, a marże operacyjne przekraczają 50%. Chociaż lokalizacja jest kluczowym czynnikiem sukcesu, inne elementy także odgrywają znaczącą rolę. Prawdopodobnie najważniejszym z nich jest wybór technologii. Im nowocześniejszy i bardziej niezawodny sprzęt, tym lepsza jakość usług i niższe koszty operacyjne. Systemy recyklingu wody, rozwiązania energooszczędne oraz zastosowane rozwiązania technologiczne mogą znacząco obniżyć koszty eksploatacji.

    Właściwe zarządzanie kosztami operacyjnymi jest kluczowe. Trzeba odpowiednio zaplanować wydatki na wodę, energię i chemię, istotne są również koszty eksploatacji sprzętu oraz ewentualne opłaty związane z dzierżawą terenu. Optymalizacja tych kosztów, na przykład poprzez wdrażanie energooszczędnych rozwiązań, może znacząco skrócić okres zwrotu.

    Jakie nowoczesne technologie są najważniejsze w branży myjni samochodowych?

    Kluczowe są te technologie, które poprawiają jakość usług, obniżają koszty eksploatacyjne i zwiększają wygodę użytkowników. Prawdopodobnie najważniejszym rozwiązaniem, które wprost przekłada się na rentowność biznesu, jest system recyklingu wody. Dzisiejsze technologie pozwalają na jej ponowne wykorzystanie nawet w 70%. To oznacza niższe rachunki, ale również niższy koszt dostosowania się do regulacji środowiskowych. Redconst, jako jedyna firma w Europie, opracowała i jest producentem dedykowanych oczyszczani dla myjni samochodowych.

    Kolejnym elementem, który może przesądzić o rynkowym sukcesie myjni, jest automatyzacja. Systemy płatności bezdotykowych, aplikacje mobilne oraz programy lojalnościowe pozwalają na całkowitą automatyzację procesu obsługi klienta.

    Jakie są najważniejsze wyzwania i obszary ryzyka związane z inwestycją w budowę myjni samochodowej?

    Jednym z największych zagrożeń dla rentowności myjni jest nieodpowiednia lokalizacja. Nawet najlepiej wyposażona i nowoczesna myjnia nie odniesie sukcesu, jeśli będzie znajdować się w miejscu o niskim natężeniu ruchu lub w otoczeniu silnej konkurencji. Błędna analiza rynku może sprawić, że liczba klientów będzie zbyt mała, aby pokryć koszty. Dlatego przed podjęciem decyzji inwestycyjnej kluczowe jest przeprowadzenie szczegółowej analizy lokalizacji, w tym badanie przepływu ruchu pojazdów oraz istniejących konkurencyjnych myjni w okolicy.

    Sezonowość to kolejny czynnik, który może wpływać na dochody myjni. W okresie jesienno-zimowym, gdy samochody są bardziej narażone na zabrudzenia, ruch w myjniach wzrasta, natomiast latem może występować spadek zainteresowania. Początkujący inwestorzy często popełniają błędy wynikające z braku doświadczenia w branży. Jednym z najczęstszych problemów jest niedoszacowanie kosztów. Może to prowadzić do trudności finansowych już na starcie działalności. Wielu przedsiębiorców koncentruje się jedynie na kosztach zakupu sprzętu, zapominając o wydatkach związanych z infrastrukturą, utwardzeniem terenu, przyłączeniem mediów, opłatami za media, konserwacją urządzeń oraz marketingiem. Inny błąd to niewłaściwe podejście do strategii cenowej. Zbyt wysokie ceny mogą odstraszyć klientów, a zbyt niskie utrudnią pokrycie kosztów i osiągnięcie rentowności. Kluczowe jest znalezienie równowagi oraz analiza cen konkurencji w danej lokalizacji.

    Coraz bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony środowiska nakładają na właścicieli myjni obowiązek stosowania systemów oczyszczania ścieków, ograniczania zużycia wody oraz stosowania biodegradowalnych detergentów. W niektórych lokalizacjach uzyskanie odpowiednich zezwoleń może być czasochłonne i kosztowne, dlatego warto już na etapie planowania inwestycji dokładnie sprawdzić wymogi lokalnych urzędów oraz przewidywane zmiany legislacyjne. Z całą pewnością już dziś warto budować myjnię z oczyszczalnią. Rozwiązanie stosowane przez Redconst nie tylko jest oszczędne i zwróci się po około 2-3 latach, ale również daje inwestorowi pełną niezależność w dobie zmian klimatycznych, ewentualnych trudności z dostępem do wody i odprowadzaniem ścieków.

    Chciałbym też podkreślić, że Redconst oferuje swoim klientom kompleksowe wsparcie w realizacji projektu. Doskonale rozumiemy, jakie ryzyka są związane z inwestycją w myjnię samochodową. Pomagamy minimalizować niepewność na każdym etapie. Dysponujemy atrakcyjnymi działkami w strategicznych lokalizacjach, co pozwala na szybsze rozpoczęcie działalności i zwiększa szanse na wysoką rentowność, pomagamy w uzyskaniu niezbędnych pozwoleń budowlanych i środowiskowych. Jesteśmy też w stanie dostarczyć całą inwestycję pod klucz. Nasze wsparcie nie kończy się na fazie budowy. Doradzamy także w zakresie strategii marketingowej, pomagając klientom efektywnie dotrzeć do grupy docelowej oraz budować trwałe relacje z użytkownikami myjni. Nasi klienci mogą skupić się na rozwijaniu biznesu, mając pewność, że RedConst zadbał o wszystkie kluczowe aspekty minimalizacji ryzyka i maksymalizacji zysków.

    Czy inwestycja w budowę bezdotykowej myjni samochodowej to gwarancja stabilnych dochodów w przyszłości? Czy ten model biznesowy ma potencjał do długoterminowej rentowności, nawet w obliczu zmian rynkowych i technologicznych?

    Bezdotykowe myjnie samochodowe już dziś stanowią bardzo atrakcyjny model biznesowy, a w przyszłości ich rentowność może jeszcze wzrosnąć. Zmieniające się nawyki konsumentów, rozwój motoryzacji oraz postęp technologiczny sprawiają, że branża myjni samochodowych będzie ewoluować, a o sukcesie przestaną decydować wyłącznie czynniki, które liczą się dziś. Kluczowe może być też na przykład wyposażenie myjni w najnowocześniejszą obecnie technologię, czyli urządzenia do mycia podwozia.

    Jednym z głównych czynników, który wpłynie na przyszłość branży myjni samochodowych może być zmieniająca się struktura własności pojazdów. Kluczowymi klientami myjni staną się firmy flotowe i operatorzy wynajmu. Bardzo ważne będzie więc wdrożenie systemów automatycznego rozliczania dla flot, co może zapewnić stabilne, przewidywalne dochody dla operatorów myjni, niezależnie od sezonowości czy nastrojów konsumenckich.

    Kolejnym czynnikiem będzie przejście od jednorazowych transakcji do modeli subskrypcyjnych poprzez aplikację, która działa jednocześnie jako system lojalnościowy. Już teraz widać rosnące zainteresowanie abonamentami na mycie samochodu, ale w przyszłości mogą one stać się standardem, zwłaszcza jeśli zostaną zintegrowane z ubezpieczeniem pojazdu lub pakietami usług serwisowych. Klienci będą traktować mycie jako stały element utrzymania pojazdu, podobnie jak przeglądy techniczne czy wymianę opon. Dla właścicieli myjni oznacza to regularne, powtarzalne przychody i większą odporność na sezonowe wahania popytu.

    To znaczy, że inwestycja w branżę bezdotykowych myjni samochodowch ma duży potencjał do generowania stabilnych dochodów w przyszłości, ale sukces będzie zależał od zdolności dostosowania się do zmieniającego się rynku. Firmy, które już dziś zaczną myśleć o tych kierunkach rozwoju, mogą liczyć na zbudowanie przewagi konkurencyjnej i długoterminową rentowność. Redconst oferuje aplikacje umożliwiające automatyczną obsługę myjni, jak i zintegrowane oczyszczanie pozwalające na odzyskiwanie nawet 70% wody. Te rozwiązania są zaprojektowane w ten sposób, aby już na starcie dawać naszym klientom przewagę nad konkurencją.

    Z producentem myjni i twórcą marki Redconst Marcinem Orlikiem rozmawiał Mateusz Banaszak.

    http://www.redconst.pl

    FB: https://www.facebook.com/myjnieredconst

    IG: https://www.instagram.com/redconst.pl/

    LI: https://www.linkedin.com/in/redconst/

     

    Sortowanie i recykling w gąszczu przepisów

    Wojciech Kamiński, ekspert rynku surowców wtórnych, którym zajmuje się przez 25 lat od wejścia pierwszej ustawy o odpadach. Kieruje firmą doradczą EcoKam, pomagając przedsiębiorstwom w walce z urzędami i zawiłościami przepisów.

    Jak zaczęła się pańska w kariera w branży surowców wtórnych?

    Jeden z moich pierwszych pracodawców, właściciel firmy zajmującej się odpadami, zlecił mi, żebym zajął się nowymi wymogami prawnymi. Zacząłem więc analizować te przepisy, a następnie wdrażać je i śledzić pojawiające się zmiany. Robię to do dziś, choć już na własną rękę jako ekspert, działając na rzecz wielu podmiotów. Niedawno uruchomiłem spółkę – Kancelarię Eco.

    Pierwszy poważny projekt, nad którym pan pracował?

    Była to budowa sortowni odpadów komunalnych, która miała zajmować się również przetwarzaniem, co wówczas stanowiło nowość. W tym czasie pracowałem we wspomnianej wyżej firmie. Miałem silną motywację – jako bardzo młody człowiek zostałem kierownikiem zakładu. W ogóle moja kariera w tej spółce była bardzo szybka – zaczynałem jako przedstawiciel handlowy, po dwóch miesiącach okazało się, że trzeba zorganizować cały dział, więc mi to zlecono. Był to ciekawy okres. Wielu przedsiębiorców dopiero wtedy zrozumiało, że zamiast wywozić odpady na składowisko, lepiej je posortować, wyciągnąć niektóre rzeczy, sprzedać i zakontraktować. Zakład, którym zarządzałem, spełniał wszystkie wymagania. A ja nieźle radziłem sobie w roli managera, choć dużo lepiej czuję się jako niezależny specjalista. Okazało się, że potrafiłem wszystko zorganizować, napisać wniosek, przygotować decyzję środowiskową, wybrać właściwe maszyny, a potem zadbać, żeby wszystko działało.

    Wspominał pan o przełomowej ustawie o odpadach z 27 kwietnia 2001 roku.

    Zalążki recyklingu istniały wcześniej, ale dzięki ustawie i związanymi z nią przepisami nastąpiła profesjonalizacja branży. Czułem, że znalazłem się we właściwym czasie i miejscu, by zrobić coś wartościowego. Analizowałem krajowe plany gospodarki odpadami, wgłębiałem się w szczegóły przepisów. Po raz pierwszy zetknąłem się z przedstawicielami WIOŚ, czyli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy przyjechali na kontrolę zakładu. Ucieszył mnie brak zastrzeżeń. Swego rodzaju dzwonkiem ostrzegawczym było jednak dla mnie to, że urzędnicy postrzegali rzeczywistość zupełnie inaczej niż przedsiębiorcy. Zrozumiałem, że moim zadaniem będzie pogodzenie obu tych światów.

    Co zmieniło wejście naszego kraju do Unii Europejskiej?

    Nie było to szczególnie odczuwalne. Znacznie łatwiejsze stało się przesyłanie odpadów za granicę. Generalnie nie korzystałem jednak z tej możliwości, wolałem znajdować partnerów w Polsce. Największa rewolucja wybuchła, gdy gminy stały się właścicielem odpadów komunalnych. Także i w moim życiu wywołało to zmianę. Postanowiłem wyspecjalizować się w dziedzinie odpadów niebezpiecznych i pobudowlanych. Następnie zająłem się recyklingiem elektroniki, zostałem kierownikiem zajmującego się tym zakładu. Odzyskiwaliśmy metale szlachetne oraz ziem rzadkich, ale też różne komponenty, które można było ponownie wykorzystać. Ciekawostkę stanowiły stare automaty do gier, które miały wyglądać bogato, więc elementy metalowe pokrywano prawdziwym złotem. Dzisiaj producenci są mniej rozrzutni, choć nie dotyczy to elektroniki przeznaczonej dla wojska.

    A jak rozwijała się pańska kariera?

    Po pięciu latach pracy w zakładzie stwierdziłem, że warto zacząć coś robić samemu. Jak już wspomniałem, bardziej odpowiadała mi rola eksperta niż managera. I tak zostało do dziś. Moja własna firma powstała w sposób naturalny, zgłaszały się do mnie kolejne spółki, prosząc o przygotowanie różnych opracowań. W końcu okazało się, że mam dużo zleceń, przynoszących mi znacznie więcej pieniędzy niż praca etatowa. Nie było się więc nad czym zastanawiać.

    Kim są pana klienci?

    Większość podmiotów działających w branży ochrony środowiska zajmuje się zagospodarowaniem odpadów. Muszą uzyskiwać odpowiednie zezwolenia na przetwarzanie i zbieranie odpadów. Są też firmy, które muszą mieć pozwolenia na wytwarzanie odpadów. Słowem – prawo nakłada na przedsiębiorców pewne obowiązki, wskazując, co trzeba opisać i przedstawić w stosownym urzędzie. Następnie urzędnicy oceniają, czy wnioski zgłaszane przez przedsiębiorców spełniają wymagania ustawy o odpadach i innych regulacji dotyczących ochrony środowiska.

    Kto podejmuje końcowe decyzje – samorządy czy administracja państwowa?

    Na przestrzeni lat kompetencje się zmieniały, podobnie jak przepisy. Dobrze ilustruje to następujący przykład: któregoś razu przyszedłem do urzędu, a urzędniczka ze starostwa powitała mnie z pretensją: „Co pan najlepszego narobił? Przez pana mamy spór kompetencyjny z marszałkiem.” Przepisy były przedziwnie sformułowane. Przykładowo, zakład przetwarzania elektroniki podlegał marszałkowi, a za przetwarzanie odpadów budowlanych odpowiadał starosta. Pokazuje to, że nawet wewnątrz administracji rządowej występowały sprzeczności. Kolejny problem to kompetencje samorządów. Obecnie, chcąc uruchomić zakład zajmujący się odpadami, trzeba najpierw uzyskać od samorządu pozytywną decyzję środowiskową, potem zgodę wydaje administracja.

    Podsumowując – najpierw należy zwrócić się do samorządu, a następnie do starosty lub prezydenta.

    To duże uproszenie. Także i dziś nie jest to zero-jedynkowe. Wiele zależy od tego, z jakim podmiotem mamy do czynienia, np. miastem na prawach powiatu, gdzie prezydent ma uprawnienia starosty. Kolejne problemy pojawiają się, gdy inwestor zamierza podjąć działalność na terenach zamkniętych, na przykład kolejowych. Za takie tereny odpowiada Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, podlegająca ministerstwu. Organy samorządowe w takim przypadku nie mają nic do powiedzenia. Gdy jednak zakład ma powstać na ich terenie, wydają opinię, która niekoniecznie jest wiążąca. Wielokrotnie miałem do czynienia z przypadkami, gdy burmistrz czy wójt mówił nie, chociaż nie było żadnych przeciwskazań. Jeśli przedstawiciel samorządu nie znajdował oparcia w przepisach, sprawa była kierowana do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. A ostatecznie i tak decydował przedstawiciel administracji rządowej. Jeden z burmistrzów powiedział mi w zaufaniu, że wstrzymywał godną wsparcia inwestycję, ponieważ nie chciał wejść w konflikt z wyborcami.

    A kto odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie zakładów zajmujących się sortowaniem i recyklingiem odpadów?

    Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. W związku z tym, że pojawiło się rozporządzenie dotyczące zasad przeciwpożarowych w miejscach magazynowania odpadów, drugą instytucją kontrolną stała się Straż Pożarna. Ma ona bardzo rozbudowane kompetencje, ponieważ może zamknąć zakład z dnia na dzień.

    Czy ten gąszcz przepisów nie hamuje inicjatywy w tej dziedzinie?

    Najgorsza jest nieustająca wojna polsko-polska. Z jednej strony, są przedsiębiorcy, a z drugiej, gminy, administracja, WIOŚ i straż. To jest prawdziwa walka, przedsiębiorcy muszą korzystać z pomocy specjalistów – takich jak ja – oraz prawników, bo przegraliby na wstępie, usiłując przedrzeć się przez kruczki prawne. Nikt nie przeczy, że sortownie odpadów są bardzo potrzebne, ale inwestorzy nie mogą liczyć na żadną pomoc.

    Nie wspomniał pan o szarej strefie.

    Mamy dzisiaj w Polsce Bazę Danych Odpadowych, w której są zapisane dane o działalności przedsiębiorców na terenie naszego kraju. Są tam informacje o decyzjach, które otrzymał dany zakład i jakie odpady może przetwarzać. Niestety, baza bywa wykorzystywana przez kombinatorów. Znam przypadek cudzoziemca, który założył spółkę w Polsce, wpisał ją do BDO, i podał różnego rodzaju informacje, które nie zostały zweryfikowane. Przyjmował odpady i trudno powiedzieć, co z nimi robił. Teoretycznie powinien go skontrolować WIOŚ, ale rejestr jest w gestii urzędu marszałkowskiego… I znów zaczyna się wojna polsko-polska, bo jeżeli przedsiębiorca zleci w dobrej wierze cokolwiek temu cudzoziemcowi, to na końcu ma zagwarantowaną wizytę u prokuratora. A co z oszustem? Zdąży wyjechać, zanim pojawią się prawdziwe problemy. Co gorsza – nie jest to przypadek odosobniony.

    Co najbardziej pana irytuje w kontaktach z urzędami?

    Gdy słyszę na wstępie: nie, bo nie. Urzędy nie odpowiadają też na pytanie: dlaczego nie? Nie wyjaśniają, co przedsiębiorca powinien zrobić, by daną sprawę załatwić. Zdarza się, że wójt czy burmistrz blokuje gotową inwestycję. Bywa że media nakręcają akcję przeciw zakładowi zajmującemu się gospodarką odpadami, bo ktoś puścił pogłoskę, że jest w nim coś niebezpiecznego. Słowem – nie jest to łatwy kawałek chleba.

    Na marginesie działalności prowadzi pan działania prospołeczne na rzecz ekologii.

    Utworzyłem kanał na YouTube poświęcony gospodarce odpadami. Jest to „Kanał z klimatem”. Pokazuję tam filmy edukacyjne dla dzieci tłumaczące, że różne rzeczy to nie śmieci.

    Proszę, żeby na koniec opowiedział pan o kolejnej aktywności zawodowej, która daje panu wyłącznie satysfakcję?

    Jestem fanatykiem filmowania z dronów. Skłoniło mnie to do podjęcia współpracy z przyjacielem – Tomaszem Czernickim, który świadczy profesjonalne usługi rejestracji filmowej. Zaczynał jako samouk, ale szybko dorównał profesjonalistom. Realizujemy ambitne projekty – tylko raz nagraliśmy wesele, ale była to niezwykła impreza w łazienkach Królewskich z koncertem fortepianowym, baletem itp. Pracujemy na zlecenia różnych firm i instytucji. Nasze materiały wykorzystywane są w reklamie i telewizji. Ujęcia z dronów zajmują mi relatywnie mało czasu, w związku z czym wdrożyłem się w inżynierię dźwięku, zajmuję się też oświetleniem. Coraz częściej filmujemy koncerty, co bardzo lubię. Ostatnio zostaliśmy zaangażowani przez Polskie Radio. Co ciekawe – mieliśmy mnóstwo zleceń podczasz pandemii, gdy firmy postawiły na streaming.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Nie tylko praca…

    Wojciech Kamiński

    Ulubione miejsce wypoczynku › Lubię spędzać czas na łonie natury, najchętniej w lesie, z dala od hałasu miasta.

    Hobby › Jestem fanatykiem żeglarstwa. Trzymam jacht na pięknym i czystym jeziorze Wigry. Nie lubię Mazur, bo wokół jest pełno ludzi, hałasują motorówki i skutery wodne. W przyszłym roku planuję pływanie po jeziorach w Norwegii, gdzie zabiorę swój jacht. Na marginesie, żegluję już nim 32 lata i utrzymuję w doskonałym stanie, więc nigdy mnie nie zawiódł.

    Pływam wszędzie, gdzie się da, np. dwa razy dopłynąłem do Gdańska – raz z Warszawy, a za drugim razem z Kazimierza. Kilka razy pokonałem trasę z Mazur na Zegrze, wygodnie, bo z prądem. Polecam żeglowanie po Wiśle, bo w niektórych miejscach można się poczuć, jak w Amazonii. Gdzie człowiek spojrzy, tam natura – pełno ptactwa, kormorany, czaple, łabędzie.

    Kilka lat temu odkryliśmy z rodziną – mam 17-letnią córkę i 14-letniego syna, że najfajniej można spędzić Boże Narodzenie na nartach w górach, gdy stoki są puste.

    Kulinaria › Kuchnia tajska. Moja domowa specjalność to pizza.

    Sport › Pływanie. W dobrych czasach robiłem 100 basenów w godzinę.

    Książki › Uwielbiam czytać, zwłaszcza science fiction. Polecam „Hyperion” Dana Simmonsa, czytałem go kilka razy. Jakiś czas temu przestawiłem się na czytnik elektroniczny.

    Motoryzacja › Najlepsze auto to dla mnie takie, które może pociągnąć jacht. Kiedyś dużo jeździłem motocyklem, pojechałem nim nawet do Paryża.

    Sektor bankowy liderem we wdrażaniu GenAI

    Bankowość wyprzedza inne branże w tym zakresie m.in. w marketingu, zarządzaniu ryzykiem czy obsłudze klienta – wynika z najnowszego badania firmy SAS

    17 proc. liderów w bankowości w pełni zintegrowało GenAI z podstawowymi procesami swoich organizacji. Oprócz tego trzech na pięciu ankietowanych w jakimś stopniu korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji, a niemal wszyscy pozostali planują jej wdrożenie. Mimo obaw dotyczących prywatności i bezpieczeństwa danych, badanie SAS potwierdziło, że banki już teraz czerpią korzyści z GenAI w różnych obszarach działalności.

    Raport Your journey to a GenAI future: A strategic path to success in banking opiera się na wynikach globalnego badania międzysektorowego, przeprowadzonego przez SAS we współpracy z Coleman Parkes Research. 243 osoby z grupy 1,6 tys. ankietowanych liderów biznesowych z 20 krajów świata to przedstawiciele sektora bankowego zajmujący wyższe stanowiska kierownicze, którzy odpowiedzialni są za strategię GenAI w swoich organizacjach. Ich spostrzeżenia pozwalają ocenić, w jaki sposób banki wdrażają GenAI, z jakimi wyzwaniami się mierzą oraz jak bankowość wypada w porównaniu z innymi sektorami, takimi jak ubezpieczenia, administracja publiczna, opieka zdrowotna, produkcja czy handel detaliczny.

    – Istnieje wyraźny trend, jakim jest wdrażanie GenAI w wielu sektorach, a szczególnie w usługach finansowych – powiedział Alex Kwiatkowski, dyrektor Globalnych Usług Finansowych w SAS. – Nasze badanie wykazało, że banki wraz z firmami ubezpieczeniowymi korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji częściej niż firmy z innych branż. Wśród wielu korzyści, jakie dostrzegają pierwsi użytkownicy, jedną z najczęściej wymienianych przez liderów bankowych jest poprawa w zarządzaniu ryzykiem i zgodnością z regulacjami. Prawie dziewięć na dziesięć osób zgłosiło w tym obszarze postępy po wdrożeniu GenAI.

    Rosnące budżety na GenAI

    Zainteresowanie banków generatywną sztuczną inteligencją jest bardzo wysokie. Aż 98 proc. przedstawicieli sektora bankowego uczestniczących w badaniu albo już korzysta z GenAI (wynik 60 proc. stawia sektor na równi z ubezpieczeniami w kategorii tempa adaptacji technologii) albo planuje wdrożenie w ciągu najbliższych dwóch lat (38 proc.). Co więcej, 90 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ma przeznaczony budżet na GenAI na nadchodzący rok.

    Oprócz 17 proc. liderów, którzy zadeklarowali wdrożenie GenAI w procesach biznesowych na pełną skalę, kolejne 43 proc. eksperymentuje z tą technologią. Sześć na dziesięć osób potwierdziło co najmniej jeden przypadek użycia GenAI, a to najwyższy wskaźnik wśród wszystkich badanych branż.

    Banki wykorzystują też GenAI w różnych działach i procesach biznesowych. W porównaniu ze średnią międzysektorową banki częściej stosują GenAI w marketingu (47 proc.), IT (39 proc.), sprzedaży (36 proc.), finansach (35 proc.) i obsłudze klienta (24 proc.).

    – Technologia GenAI jest dla banków mieczem obosiecznym, ponieważ przestępcy mogą szybciej wykorzystać ją do oszustw niż banki do ochrony klientów – powiedział Stu Bradley, wiceprezes ds. ryzyka, oszustw i zgodności w SAS. –  Lepsze zabezpieczenia antyfraudowe to jednak tylko jedna z wielu potencjalnych korzyści, na które mogą liczyć firmy decydujące się na wdrożenie GenAI. Liderzy pierwszej fali wdrożeń tej technologii już teraz widzą zwroty z inwestycji w wielu obszarach działalności banku.

    GenAI już przynosi korzyści

    Korzyści z zastosowań GenAI w bankowości są widoczne już dziś, szczególnie w bankowych procesach wewnętrznych. Wśród liderów sektora, którzy zintegrowali GenAI, zdecydowana większość zauważyła postępy w:

    r doświadczeniu i satysfakcji pracowników (90 proc.),

    r zarządzaniu ryzykiem i zgodnością z regulacjami (88 proc.),

    r oszczędności czasu i zmniejszeniu kosztów operacyjnych (85 proc.).

    Ponadto ponad trzy czwarte ankietowanych dzięki analizom opartym na danych zgłosiło poprawę satysfakcji klientów i poziomu ich utrzymania (82 proc.), wydajności w przetwarzaniu dużych zbiorów danych (78 proc.) oraz sprzedaży lub udziałów w rynku (76 proc.).

    Obszarem, w którym banki najczęściej wykorzystują GenAI jest marketing – wskazało go 47 proc. managerów. Inne badanie SAS przeprowadzone wśród specjalistów ds. marketingu wykazało, że bankowcy najczęściej używają GenAI do interakcji z klientami (44 proc.) oraz tworzenia treści marketingowych (33 proc.) W ciągu roku planują oni także rozszerzyć zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji na targetowanie odbiorców (64 proc.) i analizę trendów (64 proc.).

    Główne bariery

    Z GenAI, podobnie jak z innymi inwestycjami, wiąże się ryzyko i niepewność. Główne obawy liderów bankowości dotyczą ochrony prywatności (74 proc.) i bezpieczeństwa danych własnych oraz klientów (71 proc.). Potencjalnym rozwiązaniem może być stosowanie danych syntetycznych – już 29 proc. korzysta z tej formy GenAI, a kolejne 33 proc. poważnie ją rozważa.

    Kolejna bariera to wyzwania wdrożeniowe. W ocenie ponad połowy uczestników badania (54 proc.) korzystanie z publicznych i własnych zbiorów danych było lub prawdopodobnie będzie utrudnieniem we wdrażaniu GenAI. Podobny odsetek ankietowanych (49 proc.) przyznaje, że kłopoty sprawia im praktyczna realizacja pomysłów.

    Powodem do obaw liderów bankowości są również kwestie zarządzania i regulacji. Tylko 6 proc. ankietowanych stwierdziło, że obecne ramy zarządzania w ich organizacjach są „dobrze ugruntowane”. Większość (58 proc.) opisuje je jako „w trakcie rozwoju”, a ponad jedna trzecia – jako „doraźne lub nieformalne” (27 proc.) albo „nieistniejące” (9 proc.). Jeżeli chodzi o największe przeszkody we wdrażaniu skutecznego zarządzania i monitorowania, to prawie jedna trzecia uczestników badania (30 proc.) wskazała na ograniczenia technologiczne. Kolejne 30 proc. zwróciło uwagę na brak przejrzystości i odpowiedzialności, co jest wynikiem nieco wyższym niż w innych branżach.

    „GenAI zmienia świat bankowości w sposób wcześniej niewyobrażalny – i to w oszałamiającym tempie” – powiedział Alex Kwiatkowski. „W obszarze zarządzania AI nie ma drogi na skróty, ani w bankowości, ani w żadnej branży. Zaufana AI wymaga fundamentu, który w centrum stawia człowieka i musi ucieleśniać inne kluczowe zasady odpowiedzialnej innowacji – w tym inkluzywność, przejrzystość i odpowiedzialność”.

    Raport z badania o wykorzystaniu generatywnej AI w sektorze bankowym jest dostępny na stronie https://www.sas.com/genai-banking. Więcej informacji można znaleźć w interaktywnym panelu SAS.

    Wojciech Gryciuk

    Red Hat: od open source do open culture

      Claire Delalande, VP of EMEA Marketing w Red Hat, opowiada o otwartej kulturze w jej firmie.

      Na czym polega open culture jako kultura organizacyjna w firmie technologicznej, takiej jak Red Hat?

      To podejście bazujące na transparentności i współpracy wspieranej przez poczucie przynależności do wspólnoty. Liderzy w naszej firmie są zachęcani do zatrudniania najlepszych ludzi, bo wiedzą, że to od nich będą pochodzić najciekawsze pomysły. Za każdym razem, gdy uruchamiamy nowy projekt, najpierw pytamy członków zespołu, kto chce się w niego zaangażować. To oddolne podejście jest jednym z kluczowych wyróżników open culture. Gdybyśmy zamiast pytać narzucali obowiązek zajmowania się konkretnymi zadaniami, mogłoby to przynieść opłakany skutek.

      Od jak dawna działacie w zgodzie z open culture?

      Ja spotkałam się z otwartą kulturą po raz pierwszy 10 lat temu, gdy zaczynałam pracę w Red Hat. Przygotowany przeze mnie plan marketingowy wykorzystujący oddolne inicjatywy został bardzo pozytywnie odebrany. Innym przykładem ogromnego sukcesu projektów opartych na otwartej kulturze w Red Hat był proces odświeżania naszej identyfikacji wizualnej. W tym globalnym projekcie zmiany logotypu wziąć udział mógł każdy, a zainteresowani otrzymywali kolejne iteracje grafiki logo i mogli wypowiedzieć się na jej temat. Naturalnie przez to cały proces trwał dłużej, niż gdyby projekt przygotowywał dedykowany kilkuosobowy team, ale końcowy efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Dziś taki oddolny sposób działania to norma i coraz więcej naszych partnerów technologicznych także dostrzega jego korzyści.

      co daje open culture w kontekście relacji z klientem?

      Wyposaża nas w empatię i umiejętność słuchania klienta, co pozwala nam lepiej go poznać. To z kolei przekłada się na dokładniejsze zrozumienie wymagań biznesowych i pomaga wspierać firmy we wdrażaniu pomysłów i dobrych praktyk do społeczności, w których się obracają.

      Spróbujmy teraz uściślić, jaka jest rola lidera i struktury organizacyjnej w firmie o otwartej kulturze?

      Z mojej perspektywy to przede wszystkim wyznaczanie kierunków, coaching i wspieranie zespołu w codziennej pracy. Ważne jest też ciągłe zachęcanie pracowników do dzielenia się pomysłami i angażowanie wszystkich we wspólną pracę. Taka struktura organizacyjna bywa wymagająca – wiąże się z częstym kontaktem z ludźmi oraz byciem zawsze otwartym na rozmowę i feedback. Dla niektórych może to oznaczać konieczność wyjścia ze strefy komfortu.

      Przychodząc do Red Hat z innej firmy technologicznej, która nie kultywowała open culture, nie miała Pani doświadczenia w tym obszarze. Jak sobie Pani poradziła?

      Na początku największym wyzwaniem było dla mnie przebodźcowanie. Miałam wrażenie, że każdy czegoś ode mnie potrzebuje: pomysłu, feedbacku, rady, decyzji. Adaptacja zajęła mi kilka miesięcy, a nasza firma liczyła przecież wtedy tylko 6 tys. pracowników. Dziś, kiedy na pokładzie mamy już 23 tys. ludzi, działamy w bardziej ustrukturyzowany sposób. Nowych pracowników zabieramy na wyjazdowe szkolenie wprowadzające, gdzie od razu przedstawiamy im Red Hat: naszą misję, wizję i kluczowe produkty. W skład tego treningu wchodzi również dwugodzinny panel na temat idei open culture oraz sesja, w której liderzy dzielą się ze słuchaczami doświadczeniami z funkcjonowania w firmie o otwartej kulturze. I choć każdy z nich prezentuje własną historię, pewne wartości, takie jak przejrzystość, umiejętność współpracy i wspieranie merytokracji, pozostają wspólne dla nas wszystkich.

      To jak wygląda i czym się różni styl pracy managera oraz wyzwania w organizacji o otwartej kulturze od firm z innym stylem zarządzania?

      W tradycyjnych firmach wszystkie decyzje podejmuje się odgórnie. Natomiast w Red Hat tłumaczymy nie tylko, co zamierzamy zrobić, ale jeszcze „dlaczego” i „jak”. Niekiedy wymaga to wysiłku, ponieważ nie każda z osób decyzyjnych czuje się komfortowo, wyjaśniając „dlaczego”. Jednak kiedy ludzie to zrozumieją, zaczyna dziać się magia. A jedyny minus jest taki, że wymaga to czasu.

      To jeszcze zapytam o rozwój zawodowy i osobisty w firmie IT o otwartej kulturze, takiej jak Red Hat?

      Prowadzimy Red Hat University, gdzie dostępnych jest wiele różnych sesji szkoleniowych, technicznych i managerskich online. Kilka z nich dotyczy open culture i tego, jak być dobrym managerem, jest też specjalny program rozwoju dla liderów. Sama brałam udział w tym ostatnim i fascynujące było to, że wykonując zadania w małych grupach z ludźmi z innych działów, np. R&D, sprzedaży, techniki czy usług, można było nauczyć się współpracy z ekspertami, którzy na co dzień specjalizują się w zupełnie innych obszarach.

      Dużą wagę przywiązujemy też do rozwoju w zakresie przywództwa, coachingu i mentoringu. Sama jestem mentorem dla kilku osób, które przychodzą do mnie z problemami typu, jak rozwiązać konflikt czy poradzić sobie z konkretną sytuacją. Bez takich spotkań i odwagi w poruszaniu niewygodnych tematów trudno by im było zostać otwartymi managerami.

      Jak ważne są w tym media społecznościowe, np. LinkedIn, na którym jest pani bardzo aktywna?

      Bardzo ważne. Po pierwsze, jako osoba odpowiedzialna za marketing w Red Hat traktuję korzystanie z social mediów jako część swojej pracy. Uważam też, że to jedno z najlepszych narzędzi do utrwalania świadomości marki, zarówno zewnętrznie, jak i wewnątrz firmy. Dlatego publikując zdjęcia i posty z takiego eventu, jak Summit: Connect w Warszawie, chodzi mi nie tylko o zwrócenie uwagi na skalę przedsięwzięcia i frekwencję, która jak co roku dopisuje. Chcę również pokazać uśmiechniętych uczestników i atmosferę życzliwości, w jakiej wszyscy się tu spotykamy. Na tę atmosferę wpływa fakt, że każdy z naszych pracowników organizujących i biorących udział w tym wydarzeniu jest szczerym ambasadorem marki. Bez otwartej kultury nie dałoby się tego osiągnąć.

      Jak ocenia pani rozwój rynku, na którym działacie w regionie EMEA?

      Na Summit: Connect w Warszawie przyszło tak dużo osób, że trzeba było dostawiać krzesła, a my takich imprez w obszarze EMEA mamy co roku 19! Z roku na rok liczba odwiedzających nasze wydarzenia rośnie, także dlatego, że poruszane przez nas tematy, takie jak wirtualizacja czy automatyzacja, zyskują na znaczeniu. To technologie, na które każda firma musi postawić, jeśli chce dostarczać produkty szybciej i taniej. Wymaga to oczywiście przezwyciężenia różnych wyzwań, w tym luki kompetencyjnej, niedoboru talentów do pracy czy konieczności modernizacji IT. Red Hat wspiera przedsiębiorstwa w radzeniu sobie z tymi przeszkodami.

      Co jeszcze interesuje rynek? Oczywiście sztuczna inteligencja, chmura hybrydowa, a także kwestia tego, czy wracać do rozwiązań lokalnych, czy może zdecydować się na chmurę publiczną. Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi, ale sporo inspiracji można zyskać na naszych wydarzeniach. Wielu klientów chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami w tym zakresie i te wymiany wiedzy są jednym z najcenniejszych elementów organizowanych przez nas wydarzeń.

      A o tym, jak szybko się rozwijamy świadczą dwucyfrowe wzrosty naszych przychodów rok do roku. Nie ukrywamy przy tym, że w zarządzaniu budżetem jesteśmy nieco konserwatywni, ale dobrze na tym wychodzimy. Niektórzy dostawcy z branży IT w czasie pandemii COVID-19 zwiększali zatrudnienie nawet o 20 proc., bo spodziewali się skoku koniunktury, ale tak się nie stało i wiele osób musieli potem zwolnić. My podeszliśmy do tego tematu dużo ostrożniej i dlatego dzisiaj nasza kondycja finansowa jest więcej niż zadowalająca.

      Rozmawiał Wojciech Gryciuk

      Volvo EX30 – minimalizm też jest premium – test redakcyjny

      Volvo EX30 to miejskie auto elektryczne, które burzy stereotypy: że premium musi być duże, że elektryk to zawsze kompromis, i że niska cena oznacza taniość. Ten najmniejszy model w historii Volvo pokazuje, że można inaczej – z głową, stylem i technologicznym sprytem.

      EX30 startuje z poziomu ok. 170 tys. zł, co czyni go najtańszym elektrykiem marki premium na rynku. Ale nie daj się zwieść metce „entry level” – to w pełni przemyślana konstrukcja, zbudowana od zera jako auto elektryczne. To oznacza nie tylko lepszą dynamikę i zasięg, ale i bardziej ergonomiczne wnętrze, bez niepotrzebnych elementów pochodzących ze świata spalinówek.

      Dostępne są dwie wersje napędowe: tylnonapędowa (272 KM, 0–100 km/h w 5,7 s, zasięg do 450 km) oraz 428-konna odmiana Twin Performance z napędem na obie osie, która katapultuje się do setki w 3,6 s – najszybsze seryjne Volvo w historii. Na szczęście producent zachował zdrowy rozsądek i oferuje też bardziej stonowane warianty, które nie próbują być elektrycznym hot-hatchem na siłę.

      Z zewnątrz EX30 jest zgrabny, nowoczesny i… naprawdę niewielki. W środku jednak zaskakuje przestrzenią: cztery osoby podróżują wygodnie, a z przodu ilość miejsca przypomina większe SUV-y. Mamy tu też parę praktycznych rozwiązań, które wyróżniają ten model: sprytny wysuwany podłokietnik z tacką i uchwytami na kubki, szufladkę pod konsolą, centralny schowek zamiast tradycyjnego „na rękawiczki”, a nawet korytko na kable pod przednią maską.

      Sam design kabiny to czysta esencja skandynawskiego minimalizmu: soundbar zamiast klasycznych głośników, jeden ekran centralny jako centrum dowodzenia, brak zegarów przed kierowcą i fizycznych przycisków (oprócz szyb). Czy to wygodne? Dla niektórych będzie to świeże i nowoczesne, inni mogą tęsknić za tradycyjną deską rozdzielczą i fizycznym kluczykiem – EX30 nie ma nawet przycisków do otwierania drzwi z klucza. Wszystko obsługiwane jest cyfrowo – z poziomu aplikacji lub ekranu. Nawet fotele regulujemy jednym wspólnym joystickiem.

      Na plus zasługuje też komfort jazdy i sposób prowadzenia. Niewielkie gabaryty, nisko umieszczony środek ciężkości i tylny napęd sprawiają, że EX30 czuje się w mieście jak ryba w wodzie – zwinny, responsywny, przyjemnie cichy. Przyspieszenie robi wrażenie nawet w bazowej wersji, a zużycie energii trzyma się w ryzach: ok. 16 kWh/100 km w mieście, 20 kWh/100 km na trasie. Realny zasięg – zgodny z deklaracjami – to około 330–450 km, w zależności od wersji akumulatora (49 lub 64 kWh netto).

      Ładowanie? Producent deklaruje 150 kW, ale w praktyce – jak u większości konkurentów – realne wartości są niższe. Krzywa ładowania wskazuje, że pełna moc dostępna jest tylko przez chwilę, a potem spada. To standard w tej klasie, choć warto mieć tego świadomość, jeśli planujesz częste dalekie trasy.

      Bagażnik z tyłu ma 318 litrów – przeciętnie, ale wystarczająco dla dwóch osób na weekend. Minusem jest brak przelotki i dzielone oparcie tylko 50/50. Tylna kanapa? Dwie osoby podróżują wygodnie, trzy – tylko na krótkim dystansie. Plus za mocowania ISOFIX i płaską podłogę.

      Volvo EX30 nie jest autem bez wad – ale są one w pełni świadome i celowe. Rezygnacja z HUD-a, fizycznych przełączników czy bogatej palety lakierów to efekt wyważonej strategii: stworzyć pełnoprawny samochód klasy premium w zasięgu ludzi, którzy do tej pory premium oglądali z daleka. W zamian dostajesz technologię, design i osiągi, które trudno znaleźć w tej cenie gdziekolwiek indziej.

      To auto nie chce się podobać wszystkim – i całe szczęście. EX30 to najlepszy dowód na to, że rozsądna cena, spójna koncepcja i odważne cięcia mogą złożyć się na jednego z najbardziej interesujących elektryków na rynku. Mały? Tak. Kompromisowy? Tylko tam, gdzie ma to sens.

      Społeczny wymiar recyklingu

      Sławomir Kowalski, prezes Organizacji Odzysku Opakowań Rebis SA, mówi o tym, dlaczego postawy proekologiczne należy kształtować od najmłodszych lat.

       

      Od dłuższego czasu Rebis prowadzi kampanię społeczną poświęconą recyklingowi odpadów opakowaniowych, zwracając uwagę na różne aspekty tego problemu.

      Jestem przekonany, że najważniejsza jest świadomość kształtowana od najmłodszych lat. Zapewne pamięta pan z dzieciństwa liczne punkty skupu surowców wtórnych, do których zanosiliśmy makulaturę lub butelki, żeby zarobić na oranżadę i gumę do żucia lub wpłacić pieniądze do Szkolnej Kasy Oszczędności. Od lat przypominam, że bogaci Amerykanie nie tylko z tego nie zrezygnowali, ale poszerzyli system zachęt, żeby nauczyć kolejne pokolenia podstawowych zasad ekologii. Tak powinno się dziać również u nas. Niezbędne są jednak rozstrzygnięcia na wysokim szczeblu, ponieważ odzyskiwanie używanych opakowań powinno być częścią systemu edukacyjnego. Z mojego punktu widzenia, bardzo ważną, ponieważ w tym przypadku można łączyć dwa elementy – dbałość o środowisko i podstawy biznesu. Ktoś powie – to drobne kwoty, ale przecież kiedy czytamy o dzisiejszych miliarderach okazuje się, że zaczynali jako uczniowie, zarabiając po kilka dolarów. Spędziłem sporo czasu w USA, więc wiem, że to kraj bardzo bogaty, ponieważ jego obywatele przedsiębiorczości uczą się od najwcześniejszych lat.

       

      Prowadząc Organizację Odzysku Opakowań, jakimi kieruje się pan zasadami?

      Na pierwszym miejscu – zarówno ja jak i moi współpracownicy – stawiamy staranność. Dlatego współpracujemy wyłącznie z licencjonowanymi firmami recyklingowymi, które gwarantują właściwą realizację umowy. Wymagamy od nich dokumentów potwierdzających recykling lub EDPR o przemieszczeniu wewnątrzwspólnotowym. Kolejny ważny wymóg to oświadczenie, które informuje, że za granicą zostały zachowane takie same warunki, jak w instalacjach w naszych kraju. Oprócz tego prosimy o dodatkowe dokumenty – faktury eksportowe i przewozowe.

       

      Co stanowi końcowy efekt przetwarzania opakowań, np. plastikowych?

      Zwykle jest to grys, który można ponownie użyć do produkcji. Najlepszy materiał stanowią butelki typu PET. Należy jednak pamiętać o tym, że istnieją tworzywa sztuczne, których obecnie nie da się w podobny sposób przetworzyć, więc z konieczności trafiają na wysypiska. Cieszy mnie, gdy słyszę, że uczeni wymyślili kolejne zastosowania dla materiałów pozyskiwanych z używanego plastiku. Jest to dziedzina wiedzy, która ma przed sobą znakomitą przyszłość.

      A co ze szkłem?

       

      Trafia ono do huty. Bardzo ważna jest segregacja szkła na białe i kolorowe.

      Zapotrzebowanie na pierwsze z nich jest duże. Inaczej dzieje się z kolorowym, które zawiera szereg różnych dodatków chemicznych utrudniających recykling. Huty nie chcą go przyjmować, więc jest wykorzystywane do podkładów autostrad. Wniosek? Należy apelować do producentów, żeby rezygnowali z używania szkła zabarwionego. Robią to zwykle z powodów marketingowych. Warto zastanowić się, czy sprawa ta nie powinna być załatwiona odgórnie, na szczeblu unijnym, tak jak UE podejmując czasem niepopularne decyzje uporała się z wieloma innymi problemami.

      Jako miłośnik wina, na pewno nie zniechęciłbym się, gdyby ten szlachetny trunek był rozlewany wyłącznie do białych butelek. Warto tu przypomnieć dyskusje w środowisku winiarzy na temat korków naturalnych i z tworzywa. Ze względów praktycznych powoli wygrywają te drugie.

      Z mojego punktu widzenia plastikowe są gorsze, bo nie rozkładają się w sposób naturalny, tak jak korek, który w dodatku jest dobrym materiałem do recyklingu.

       

      Zabrzmiał pan jak radykalny ekolog. Czas zapytać o papier, który dzięki handlowi internetowemu zajmuje większość miejsca w śmietnikach.

      Kiedyś traktowaliśmy papier z dużą atencją, bo ciągle go brakowało. Będąc dzieckiem, nie raz ciągnąłem do szkoły sanki załadowane paczkami ze starymi gazetami. Niestety, większość opakowań kartonowych jest zanieczyszczona – pudełka po pizzy resztkami, a paczki są oklejone taśmą plastikową i pospinane metalowymi zszywkami. Zanim trafią do dalszego przerobu – na pulpę papierową – trzeba je odpowiednio oczyścić. Słowem – klasyczny papier gazetowy jest to znacznie lepszy surowiec.

       

      Szczególnie problem to trwałe łączenie różnych materiałów.

      Nie potrafię zrozumieć, dlaczego na plastikowe opakowanie nakleja się papierową etykietę, w dodatku przy użyciu kleju o szkodliwej zawartości. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby nasi rodacy, podobnie jak czynią to Japończycy, starannie, czasem w bardzo pracochłonny sposób, oddzielali poszczególne elementy opakowań. To kwestia kulturowa.

       

      Nigdy w dziejach cywilizacji nie mieliśmy do czynienia z taką ilością opakowań, jak dziś.

      To prawda. Wystarczy zwrócić uwagę na puszki walające się w najróżniejszych miejscach. Czuję wewnętrzny sprzeciw, gdy widzę je, spacerując po lesie. Naturalnie nie zapomniałem, że przed przemianą ustrojową patrzyliśmy na puszki po sprowadzanych z zachodu napojach z podziwem. Kilku moich kolegów miało całe kolekcje. Przedmiot zbieractwa stanowiły też nietypowe kapsle.

       

      Stosunkowo mało opakowań, które kiedyś były popularne – jak np. różnej wielkości drewniane skrzynki lub metalowe pudełka.

      Obecnie to symbol luksusu, ponieważ pakuje się w nie towary z wyższej półki, jak np. brytyjskie herbaty, czekoladki bądź maślane ciasteczka. Tego rodzaju opakowania to margines, zresztą – podobnie jak kiedyś puszki – ze względu na szlachetną formę często znajdują drugie życie jako kuchenne pojemniki na przyprawy itp. Wspominam o tym, bo producenci powinni spojrzeć bardziej kreatywnie na kwestię opakowań – niektóre z nich naprawdę nie muszą trafiać na śmietnik.

       

      Co pana drażni w dzisiejszym patrzeniu na ekologię.

      Chyba nie powinienem się do tego przyznać, bo będę na bakier z unijnym zarządzeniem. Nie mogę się przyzwyczaić do nakrętek na stałe przytwierdzonych do butelek. Jest to bardzo niewygodne, kilka razy napój poplamił mi ubranie. Rozumiem zamysł – chodziło o to, żeby butelka trafiała do recyklingu razem z zakrętką, która notabene jest wykonana z droższego tworzywa. Czy jednak jest to gra warta świeczki? Moja żona – podobnie jak wiele innych osób – wcześniej zbierała nakrętki, żeby przekazać je dzieciom, które zanosiły je do szkoły. Komu to przeszkadzało?

       

      Wspomniał pan na początku o swoich obserwacjach z USA, co jeszcze warto by przeszczepić?

      W Nowym Jorku kolejne dzielnice regularnie i na dużą skalę organizują akcje polegające na wystawianiu przed domy różnych niepotrzebnych sprzętów. Nie są to śmieci, wręcz przeciwnie, niektórzy pozbywają się porządnych mebli i AGD, które postanowili zmienić na inne. Zabierają je do swoich mieszkań niekoniecznie ludzie biedni, ale wszyscy ci, którym coś może się przydać. Mnóstwo ludzi przyjeżdża z innych dzielnic. W naszym kraju niektóre miasta dopiero wdrażają takie rozwiązanie.

       

      rozmawiał Piotr Cegłowski

       

       

       

      Ankieta „Managera

      Sławomir Kowalski

      Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

      Uczciwość. Działanie w ramach prawa.

       

      Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby pan odbyć długą rozmowę?

      Z moją od dawna nieżyjącą mamą, która miała na mnie duży wpływ. Gdyby nie ona, pewnie nie zostałbym absolwentem Wydziału Zarządzania na UW. Niestety, nie zdążyliśmy porozmawiać o wielu sprawach.

       

      Pana prywatne pasje

      Turystyka – ze szczególnym uwzględnieniem Azji i Afryki. Dobrze czuję się w Wietnamie, Kambodży i na Madagaskarze. W tych krajach – jako relikt epoki kolonialnej – przetrwały elementy kultury francuskiej. Kiedyś mogło to budzić niemiłe skojarzenia, ale dziś nikt nie traktuje bagietek i znakomitej kawy jako obcego elementu.

       

      Książka, którą chciałby pan polecić naszym czytelnikom

      Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wspaniała, pięciotomowa „Wojna o pieniądz” Sona Hongbinga. Na marginesie – mam w swojej karierze ciekawy epizod – wydałem „Świat obrazów Jacka Malczewskiego”, najbardziej obszerny, jak dotychczas, album tego artysty.

       

      Najważniejsza chwila pana życia

      Narodziny mojej córki.

       

      Bucket list

      Bardzo interesuje mnie hodowla koni i związane z nią wyścigi. Jest to dziedzina, która kiedyś stanowiła naszą narodową specjalność, ale fatalnie podupadła. Zupełnie inaczej wygląda to w Europie Zachodniej, dla bogatej Francji jest to trzecie najważniejsze źródło przychodów podatkowych. Planuję – wspólnie z grupą znajomych, pasjonatów tej dziedziny – podjąć działania na rzecz przywrócenia dawnej rangi hodowli koni w Polsce.

      Ważne Informacje

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

      Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

      Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...