.
Strona główna Blog Strona 326

„Prototype 9” INFINITI w Pebble Beach

Pebble Beach, USA – Na Concours d’Elegance 2017 w Pebble Beach Nissan Motor Corporation oraz producent samochodów premium INFINITI zaprezentowali prototyp napędzanego elektrycznie roadstera w stylu retro, z odkrytymi kołami. Samochód nazwany Prototype 9 jest wskrzeszeniem idei samochodu wyścigowego z lat czterdziestych minionego wieku dla ultranowoczesnych technologii wykorzystanych do jego realizacji.

„Prototype 9 to hołd wobec pasji INFINITI dla designu i ducha innowacyjności poprzedników w Nissan Motor Corporation, na fundamentach osiągnięć których możemy się dziś tak stabilnie opierać. Wszystko zaczęło się od dyskusji – a gdyby INFINITI w latach czterdziestych stworzyło samochód wyścigowy? Wyobraźmy sobie wyczynowy bolid INFINITI z odkrytymi kołami na jednym ze słynnych torów wyścigowych tamtej ery, jak choćby na japońskim Tamagawa Speedway… Jak by ta wyścigówka wyglądała? Szkice designerów były tak oszałamiające, a sama idea tak pociągająca, że po prostu musieliśmy stworzyć ten prototyp. A kiedy pracownicy innych działów INFINITI dowiedzieli się o tym projekcie, ochoczo pospieszyli z ofertą poświęcenia swojego czasu na zbudowanie jeżdżącego prototypu.”

Alfonso Albaisa, wiceprezes INFINITI ds.designu

fot. materiały prasowe INFINITI

Prototype 9 można uznać za symbol kreatywności INFINITI, kreatywności jednocześnie designerskiej i technologicznej. Od surowych szkiców aż po dynamiczny samochód pokazany w Pebble Beach, Prototype 9 tworzony był jako wykonywane po godzinach pracy przez pracowników różnych działów Nissan Motor Corporation.

Do napędu samochodu służą prototypowe silnik elektryczny oraz akumulator – dzieła Wydziału Zaawansowanych Napędów w Nissan Motor Corporation. Te przyszłościowe technologie zestawione są z tradycyjnymi materiałami i technikami zastosowanymi do wykonania prototypu, w tym panelami ręcznie wykuwanymi przez zespół Takumi – mistrzami rzemiosła artystycznego.

„To, co rozpoczęło się jako zajęcie hobbystyczne, po godzinach, zaowocowało w pełni dopracowanym prototypem. Nasi designerzy i inżynierowie byli podekscytowani ideą tworzenia wizji auta z przeszłości, będącego hołdem dla naszych korzeni. W miarę rozwoju pomysłu, do projektu włączało się coraz więcej osób. Pracownicy INFINITI dowiedli umiejętności projektowania i konstruowania wyrafinowanych układów napędowych, ale chcieli też wzbogacić projekt swoim kunsztem rzemieślniczym. Zrealizowali prekursorską ideę Prototype 9 jako efekt własnej kreatywności; odtworzyli i zrealizowali od nowa przeszłość. I to napędzaną futurystycznym elektrycznym zespołem napędowym. Łączący nowoczesną technologię z rękodzielniczym artyzmem Prototype 9 jest hołdem dla praojców INFINITI.”

Roland Krueger, Prezes INFINITI

 

fot. materiały prasowe INFINITI

Inspiracją dla Prototype 9 były początki japońskiego sportu motorowego. Skonstruowany na zamówienie model Prince R380, który również zostanie pokazany podczas Monterey Car Week w The Quail Motorsports Gathering, ustanowił kilka rekordów prędkości w roku 1965, a w 1966 odniósł zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Grand Prix Japonii na Fuji Speedway.

Firma Prince Motor Company jest uważana za pierwszego w Japonii producenta samochodów premium, a INFINITI Motor Company wraz ze swoją aktualną ofertą produkcyjną jest jej bezpośrednim spadkobiercą. Prezentowany na The Quail model R380 to dokładnie ten samochód, który odniósł historyczne zwycięstwo w Grand Prix Japonii  i jedyny egzemplarz R380, jaki przetrwał do dziś.

 

„Z satysfakcją potwierdzamy, że INFINITI, ze swą wyjątkową stylistyką, sportowym duchem i osiągami oraz awangardowymi technologiami, ma w sobie sporą część DNA firmy Prince Motor Company, która niegdyś weszła w skład koncernu Nissan Motors. Prototype 9 to emanacja ducha artystycznego i inżynierskiego typowego dla naszej marki.”

Alfonso Albaisa, wiceprezes INFINITI ds.designu

 

Produkowane obecnie i zaplanowane na przyszłość modele INFINITI oznaczane są symbolami „Q” bądź „QX”, ale Prototype 9 jest zupełnie inny. Nawiązuje do korzeni firmy. Cyfra 9 to po japońsku „kiu”, a więc brzmi tak, jak litera „q” w wymowie angielskiej. A przecież ta jest stosowana w nazewnictwie wszystkich produkowanych seryjnych modeli marki.

fot. materiały prasowe INFINITI

Prototype 9. Designerzy wyobrażają sobie „A co by było, gdyby…?”

„Dyskutowaliśmy na temat prawdopodobieństwa odnalezienia nierozpoznawalnego samochodu wyścigowego, ukrytego przez całe dekady w jakiejś stodole gdzieś w głębi japońskiej prowincji. Próbowaliśmy wymyślić, jak taki samochód by wyglądał i z czego byłby zrobiony. Wyścigowe bolidy z tamtych czasów, takie z odkrytymi kołami, były przepięknymi maszynami – eleganckimi, potężnymi, emanującymi czystością formy podporządkowanej funkcji. To było takie motoryzacyjne fantazjowanie, ale spowodowało, że w pewnej chwili wyobraźnia zaczęła pracować pełną parą, więc złapaliśmy za ołówki i stanęliśmy przed pustymi arkuszami papieru.”

Alfonso Albaisa, wiceprezes INFINITI ds.designu

 

Punktem wyjścia do tchnienia życia w projekt Prototype 9 był szkic konceptualny – reinterpretacja wyścigowego auta INFINITI zainspirowana roadsterami i samolotami z epoki, ale ucieleśniona z wykorzystaniem nowych materiałów i najnowocześniejszych technologii. Od tego momentu myśl o przeniesieniu szkiców Prototype 9 do rzeczywistości była nie do powstrzymania. Albaisa naszkicował pojazd o smukłej linii, z nadwoziem zainspirowanym aeronautyką, wykonanym z surowego metalu. Idea, początkowo dzielona tylko z najbliższymi kolegami, błyskawicznie jednak rozpaliła członków zespołu stylistów INFINITI, a wielu głośno zaczęło się od razu wręcz domagać, by taki samochód zrealizować. Szkic Albaisy wywołał efekt domina – każdy, kto go zobaczył, natychmiast dochodził do wniosku, że trzeba się tym zająć na poważnie i bardzo szybko całą firmę rozpaliła żądza poprowadzenia projektu poza fazę rysowania. Designerzy w INFINITI Design Studio w Atsugi w Japonii zaczęli rysować i tworzyć własne propozycje detali auta, prezentując na przykład kształt, styl i materiały, które mogłyby pojawić się w kokpicie. Rysunki przeniesiono na gliniane modele w małej skali. Niedługo potem wyrzeźbiono model w pełnej skali.

fot. Materiały prasowe INFINITI

Japońskie rękodzieło

„Stworzenie rzeczywistego modelu INFINITI Prototype 9 przebiegło absolutnie spontanicznie, wręcz w organiczny sposób. Kiedy zaczęliśmy pracować nad fizycznym modelem, wieści rozeszły się poza zespół stylistów i inne wydziały szybko zaczęły zgłaszać się do nas z propozycjami wsparcia. W końcu fama o projekcie dotarła także do zespołu produkcyjnego, który także zapałał chęcią włączenia się w tworzenie czegoś wielkiego i popisania się swoją kreatywnością.”

Alfonso Albaisa, wiceprezes INFINITI ds.designu

fot. materiały prasowe INFINITI

 

Gdy zespół produkcyjny INFINITI zorientował się, że projekt Prototype 9 jest już w toku, natychmiast wyszedł z ofertą zbudowania go. Model przewieziono w tajemnicy z INFINITI Design Studio w Atsugi do wyizolowanej części Centrum Badawczo-Rozwojowego Nissana w Oppamie pod Yokohamą w Japonii. Tu można było dyskretnie budować samochód. Najwyższej klasy mistrzowie rzemiosła z Nissan Motor Corporation stworzyli zespół Takumi, by ręcznie wykonać, inspirowany sportami motorowymi oraz aeroplanami, bolid wyścigowy.

 

Korpus Prototype 9 wykonany z surowego metalu jest efektem niezliczonych godzin precyzyjnej pracy. Stylistyka obecnie produkowanych seryjnie aut marki cechuje się gładkimi powierzchniami i ostrymi liniami wymagającymi specyficznych procesów produkcyjnych i wykorzystywania silnych przetłoczeń. Projekt realizowany z dala od nowoczesnych linii produkcyjnych przynosi podobne efekty, ale osiągnięto je dzięki zupełnie innym, bo tradycyjnym, metodom wytwórczym.

 

Nadwozie auta wykonano z paneli stalowych osadzonych na stalowej ramie kratownicowej. Panele zostały ręcznie wykute i wykończone młotkowaniem przez artystów Takumi. Także tymi rzemieślniczymi metodami stworzone zostały typowe dla INFINITI elementy obecne w Prototype 9, jak dwułukowy grill, „rekinie skrzela” za przednimi kołami, wyoblona maska i ostre linie poprowadzone od przodu aż po sam tył auta.

 

Samochód jest bezwstydnie inspirowany stylem retro. Pełno tu nawiązań do aeronautyki. Prototype 9 charakteryzują gładkie, lotnicze powierzchnie, długa maska i krótkie zwisy, wyeksponowany kokpit oraz oczywiście konstrukcja z odkrytymi kołami. Dziewiętnastocalowe, szprychowane koła z centralnymi śrubami ogumiono diagonalnej konstrukcji oponami z epoki.

fot. materiały prasowe INFINITI

O ile jednak karoseria jest jednoznacznie japońska w swym rękodzielniczym wykonaniu i formie, o tyle kokpit całkowicie oddaje współczesne podejście INFINITI do projektowania wnętrz. Jako wyraz tego samego ducha wyrafinowanej sztuki użytkowej, typowej dla aut seryjnych oraz bliskich produkcji konceptów INFINITI, Prototype 9 ma kabinę wykonaną ręcznie przez zespoły zajmujące się w marce wnętrzami.

 

Kokpit – jednocześnie przytulny i funkcjonalny – to wynik połączenia dwóch japońskich zasad rzemiosła – „mitate” i „szitate”. „Mitate” jest drogą wytwarzania i komponowania najwyższej jakości materiałów, zaś „szitate” dąży do wydobycia przez wyrafinowaną obróbkę ich najlepszych cech, by uzyskany efekt był najlepszym z możliwych.

 

W rezultacie otrzymujemy kokpit wyłożony czarną skórą z kontrastowymi, czerwonymi przeszyciami, z fakturą odzwierciedlającą niegdysiejsze metody stosowane w jednomiejscowych wyścigówkach. W zintegrowany zagłówek głębokiego, pojedynczego, kubełkowego fotela subtelnie whaftowano japońskie flagi.

 

W kabinie – w żaden sposób nie odwracającej uwagi od drogi przed autem – koło kierownicy obraca się wokół piasty, w którą wkomponowano wskaźniki i instrumenty pokładowe. Sama piasta jest wykonana z toczonego aluminium na wzór elementów samolotów z pierwszej połowy XX w. Podobnie jak w maszynach stanowiących inspirację tego stylu, efekt końcowy uzyskano dzięki ręcznemu polerowaniu korkiem. Tę akurat technikę zespół zajmujący się kabiną zastosował po raz pierwszy.

 

Kabina, jako całkowicie podporządkowana funkcji prowadzenia pojazdu, ma minimalną liczbę przełączników; a te, które są, wymodelowano jak przełączniki lotnicze.

 

„Piękno modelu Prototype 9 opiera się na połączeniu sztuki użytkowej, rękodzieła artystycznego oraz głębokiej fascynacji romantycznymi nawiązaniami do naszych korzeni. Wszystko to wciągnęło ludzi do pracy nad tym autem w wolnym czasie, z całkowitym oddaniem projektowi i detalom z nim związanym. Prototype 9 dla wielu z nas był pracą wykonywaną z miłości.”

Alfonso Albaisa, wiceprezes INFINITI ds.designu

Prototypowy silnik elektryczny z Wydziału Zaawansowanych Napędów Nissana

„O ile sednem projektu INFINITI Prototype 9 jest przeszłość, o tyle do jego napędzania służy bezapelacyjnie przyszłościowy zespół napędowy z silnikiem elektrycznym nowej generacji. To doskonały przykład pomysłowości, innowacyjności i umiejętności rzemieślniczych, cechujących wszystkie zespoły pracowników naszej firmy. W Pebble Beach Prototype 9 staje przed widzami jako pełen dynamiki, jeżdżący samochód koncepcyjny.”

Roland Krueger, Prezes INFINITI

 

Kiedy wieści o realizowanym projekcie dotarły do Nissan Motor Corporation, zespół inżynierów-silnikowców wyszedł z propozycją aby wyposażyć samochód w nowej generacji elektryczny zespół napędowy. Prototype 9 to pierwszy model INFINITI napędzany nowym silnikiem elektrycznym – połączonym z wysokoprądowym akumulatorem o pojemności 30 kWh, jeszcze niestosowanym w seryjnym aucie.

 

Silnik ma moc 148 KM (120 kW) oraz moment obrotowy 320 Nm. Napędza tylne koła poprzez jednostopniową skrzynię biegów. Prototype 9 rozwija prędkość maksymalną 170 km/h, a do 100 km/h rozpędza się w 5,5 s. W warunkach jazdy torowej z pełnym obciążeniem jego zasięg wynosi 20 minut.

 

Dane techniczne

Karoseria i układ jezdny
Nadwozie Jednomiejscowy samochód wyścigowy na stalowej ramie kratownicowej, karoseria z ręcznie wykonanych paneli stalowych
Układ napędowy
Napęd Silnik elektryczny z akumulatorem litowo-jonowym
Typ akumulatora Litowo-jonowy
Moc maksymalna silnika 148 KM (120 kW)
Maksymalny moment obrotowy 320 Nm
Skrzynia biegów Jednostopniowa
Przeniesienie napędu Na koła tylne
Układ jezdny i kierowniczy
Przód Oś sztywna na drążkach prowadzących
i poprzecznym resorze piórowym
Tył Oś De Dion z poprzecznym resorem piórowym
Układ kierowniczy Bez wspomagania
Amortyzatory Hydrauliczne, typu obrotowego
Koła, opony i hamulce
Koła Przód dziewiętnastocalowe, szprychowe,
z centralną śrubą mocującą
Tył dziewiętnastocalowe, szprychowe,
z centralną śrubą mocującą
Opony Przód 450-19
Tył 650-19
Hamulce Przód Wentylowane tarcze o średnicy 252 mm,
bez wspomagania
Tył Wentylowane tarcze o średnicy 252 mm,
bez wspomagania
Wymiary (cm)
Długość 4330
Szerokość 1820
Wysokość 910
Prześwit 65
Rozstaw osi 2700
Rozstaw kół Przód 1550
Tył 1570
Masy
Masa własna (kg) 890
Rozkład masy (%) 43 / 57
Osiągi
Prędkość maksymalna (km/h) 170
Przyspieszenie (0-100 km/h) 5,5 s

Żegnaj szefie

W brazylijskiej firmie Semco każdy pracownik ma co pół roku rozmowę o swojej pensji. Jeśli poprosisz o zbyt mało, to szef niechybnie da… podwyżkę! Jednak marny los wtedy, gdy załoga uzna, że chcesz zarabiać za dużo.

W biurze są dwie recepcjonistki, ale nikt nie wie, która z nich będzie jutro rano w pracy, bo dziewczyny same ustalają grafik dyżurów. W firmie nikt nie ma własnego biurka, a problemy rozstrzyga się tam, gdzie akurat jest wolne miejsce.

W Semco nie obowiązują godziny pracy. Kiedy nie ma zamówień na produkcję, to robotnicy zostają w domu, lecz jeśli wymaga tego sytuacja – wracają do fabryki nawet w niedzielę.

Zespół wybiera sobie szefa, którego głównym zadaniem jest dbanie o płynność zatrudnienia. Każdy z pracowników ma udział w zyskach firmy. Załoga pozbywa się więc ludzi nastawionych jedynie na spełnianie własnych korzyści, albo nieproduktywnych.

dgray_xplane-via-foter-com-cc-by-nd

Gdy w 1982 roku Richard Semler, w wieku 21 lat, od ojca przejął firmę, to w Brazylii panował kryzys. Junior zaczął od zwolnienia 2/3 menedżerów wychodząc z założenia, że jeśli 1/3 czasu pracy szefa zajmuje dyscyplinowanie i kontrola pracowników, to znaczy, że co trzeci menedżer jest niepotrzebny. Utopia? Bynajmniej.

Młody Semler równocześnie wdrożył program naprawczy – załoga zgodziła się na obniżkę pensji o 30 procent w zamian za udział w zyskach, których wówczas w Semco jeszcze nie było. Nowi wspólnicy zaczęli bardziej przykładać się do pracy oraz przyglądali się dwa razy każdemu wydanemu realowi. Po dwóch miesiącach zanotowano pierwsze zyski, ale to był dopiero początek rewolucji. Kiedy Semler senior był skoncentrowany na tradycyjnej działalności firmy, czyli produkcji komponentów do statków, to jego syn największą szansę widział w nowych projektach. Na początek pozwolił trzem z inżynierów założyć Nucleus of Technological Innovation, która miała być inkubatorem innowacji. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! W 1982 roku Semco miało 4 mln dolarów przychodów, dwa lata później do kasy wpływało już 35 mln, a w 2003 aż 212 milionów. W tym samym okresie zatrudnienie wzrosło z 90 do 3000 osób.

Przykładów zarządzania bez etatowych szefów jest znacznie więcej. Chociażby słynna nowojorska Orpehus Chamber Orchestra, laureatka nagrody Grammy, która nie zatrudnia dyrygenta – tę rolę pełnią rotacyjnie „klarnety”, „waltornie” oraz „smyczki”.

zappos1

Albo Zappos, jedna ze spółek giganta internetowego Amazon, sprzedająca buty przez internet. Pracownicy dostają codziennie raport z działań firmy wraz z informacją jak te wyniki mają się do wyznaczonego celu. Również biuro Zappos jest zaaranżowane w sposób demokratyczny – każdy, od stażysty do prezesa, siedzi w takim samym pomieszczeniu. No i trzeba wiedzieć, że to nie warzywniak na rogu, ponieważ spółka Zappos zarabia 1 miliard dolarów rocznie i jest notowana na liście Worldblu, gdzie prowadzi się ranking najbardziej egalitarnych przedsiębiorstw na świecie!

Mimo rozwoju Semco niewiele biznesów poszło tą drogą, a przecież „zarządzanie” jest w czołowej piątce wśród najpopularniejszych kierunków wybieranych przez polskich studentów.

 

Artykuł pochodzi z magazynu Aperitif oraz czytaj więcej na aperitif.pl

Cyberbezpieczeństwo – podstawa współczesnej działalności biznesowej

Panuje powszechne przekonanie, że cyberataki dotyczą głównie sektorów rządowych, choć tak naprawdę narażeni jesteśmy na nie wszyscy. Prywatne przedsiębiorstwa często nie zdają sobie sprawy, że „ciosy” są wymierzane także w ich dane. Co zrobić, aby uniknąć zagrożenia? Czy w dobie cyfryzacji to w ogóle możliwe?

Jako społeczność żyjemy w przeświadczeniu, że pewne problemy nas nie dotyczą. Dokładnie tak jest z atakami cyfrowymi. Słysząc o nich, zdajemy sobie sprawę, że nasz komputer potrzebuje zabezpieczenia w postaci antywirusa, ale nie wiemy, jakie dane chronić.

W pierwszej chwili wskażemy zapewne na maile, umowy i konta bankowe, ale tak naprawdę ścisłym nadzorem objęte są wszystkie informacje, które są istotne dla nas i dla firmy z punktu widzenia biznesowego, m.in. dane finansowe, technologia, wiedza, know-how i strategie marketingowe. To też dane klientów, które powierzyli nam w celu świadczenia usług również podczas rozmów i czatów. Właśnie dlatego wszyscy jesteśmy zobligowani, by poznać zasady cyberbezpieczeństwa.

Ochrona przede wszystkim

Opieka nad danymi firmowymi obowiązuje przez cały czas. Jest niezwykle ważna z punktu widzenia wizerunkowego, ale też i prawnego. Trudno sobie wyobrazić, by klienci, których poufne informacje znalazły się na „czarnym rynku”, nie wystosowali w tej sprawie pozwu. Może to doprowadzić do odejścia kontrahentów oraz braku napływu nowych. – Dlatego ważne jest zrozumienie, że obecnie dane nie są wyłącznie przetwarzane w systemach IT. Oznacza to, że firmy powinny nie tylko wdrażać techniczne zabezpieczenia, lecz także proaktywnie działać, podnosząc świadomość pracowników w zakresie istotnych zagrożeń dla bezpieczeństwa w miejscu pracy, jak i poza nim – mówi Marcin Marczewski, kierownik studiów podyplomowych „Cyberbezpieczeństwo – normy, standardy i dobre praktyki” w Akademii Leona Koźmińskiego.

Zatrudnione osoby nie zawsze rozumieją to pojęcie. I choć w umowach zaleca się im ścisły nadzór nad informacjami dotyczącymi spółki, zabezpiecza firmowy sprzęt i prosi o podpisanie NDA, to do obowiązków pracodawcy należy ich merytoryczne przygotowanie – tak aby zrozumieli, jak istotne jest bezpieczeństwo informacji. Pomoże to zwłaszcza, gdy nastąpi wyciek poufnych danych, a to może zdarzyć się nawet najlepiej przeszkolonemu pracownikowi – w końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy.

Szczerość w przypadku „wpadki”

A co zrobić w przypadku „wpadki”? – Najważniejszym aspektem jest jak najszybsze zgłoszenie incydentu bezpieczeństwa odpowiednim osobom i pełna szczerość z pracodawcą. Możliwe jest wtedy ograniczenie strat wynikających ze zdarzenia oraz wdrożenie procesów powiadamiania klientów o wycieku danych – dodaje ekspert.

Zatajenie takiego zajścia będzie miało dla pracownika poważne konsekwencje. Podobnie jest z umyślnym naruszeniem tajemnicy przedsiębiorstwa czy danych osobowych. Oprócz kar umownych sprawa może zostać skierowana do sądu. Warto pamiętać, że przekazanie informacji na temat zdarzenia w przypadku takich incydentów to również obowiązek pracodawców. Jeśli podwładnym nie zostanie wyjaśnione, jak wyglądają formalności w tym zakresie, nie można spodziewać się, że zadziałają zgodnie z nimi.

Szkolenia i testy

Za wyciek danych nie odpowiadają tylko osoby zatrudnione. Spora część odpowiedzialności leży po stronie pracodawcy. – Dla realnego podniesienia poziomu bezpieczeństwa w firmie potrzebny jest cały cykl szkoleń. Mogą to być wewnętrzne e-learningi przygotowywane przez dział IT. Ale muszą to być naprawdę dobre merytorycznie materiały, które zainteresują pracownika. Po każdym takim szkoleniu przeprowadźmy test on-line, który da władzom firmy obraz świadomości pracowników. Analizujmy wyniki tych sprawdzianów: ci, którzy nie osiągną odpowiednich rezultatów, powinni kurs powtórzyć – komentuje Marcin Marczewski.

Ekspert uważa również, że testy socjotechniczne powinny być przeprowadzane cyklicznie. To dobre rozwiązanie, żeby sprawdzić, czy zatrudnieni w firmie są świadomi zagrożeń oraz jak zapamiętują najważniejsze przekazy szkoleń. Dział IT będzie wiedział, jak sobie z tym poradzić, zwłaszcza że jednym z narzędzi są np. spreparowane maile, których celem jest choćby wyłudzenie danych do logowania.

Świadomość

Dobra ochrona to też sprawdzone zabezpieczenia. Ważne są zarówno programy służące do monitorowania aktywności pracowników, jak i kampanie uświadamiające. Jak zaznacza ekspert, w tym wypadku nie chodzi o prostą prezentację z pisemnym potwierdzeniem zapoznania się z treścią, a to niestety częsta praktyka w polskich firmach.

– Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość. Nie ma lepszego sposobu dla pracodawcy na zminimalizowanie ryzyka związanego z bezpieczeństwem danych w firmie niż nieustanne akcje podnoszenia wiedzy: przypominanie zasad bezpieczeństwa teleinformatycznego, pokazywanie przykładów – negatywnych konsekwencji nieprzestrzegania zasad zarówno dla firmy, jak i dla osoby prywatnej. Powinniśmy sobie uświadomić, że cyberbezpieczeństwo nie jest stanem, a procesem. Jeśli organizacje nie postarają się o jego skuteczne wdrożenie, zawsze będą na straconej pozycji – podsumowuje specjalista z Akademii Leona Koźmińskiego.

Cyberataki przestały być iluzoryczne. Media cały czas nagłaśniają te skierowane w duże organizacje rządowe, ale następnymi ofiarami możemy być my. Choć teoretycznie każdy wie, co robić, okazuje się, że jako społeczeństwo nie potrafimy ochronić nawet własnego konta bankowego, nadając mu te same hasła, co do Facebooka i innych portali, z których mogą wyciekać dane. Szkolenie z bezpieczeństwa w sieci to kurs, z którego skorzystają wszyscy.

Hotel GOLDEN TULIP WARSAW AIRPORT**** już otwarty!

W sobotę, 5 sierpnia br. hotel Golden Tulip Warsaw Airport**** powitał pierwszych gości. Jest to szósty hotel tej marki w Polsce oferujący usługi w standardzie 4 gwiazdek. Jego dyrektorem jest Jacek Sikorski.

Hotel mieści się w Warszawie, przy Al. Krakowskiej 235 i powstał we współpracy z prywatnym inwestorem TDS Sp. z o.o. Zarządza nim Louvre Hotels Group, właściciel marki Golden Tulip, druga co do wielkości grupa hotelowa w Europie, piąta na świecie.

Golden Tulip Warsaw Airport to kameralny hotel oferujący 90 komfortowych, przestronnych pokoi w trzech standardach: superior, executive i apartament, różniących się między sobą wielkością i wyposażeniem. Superior to wygodny pokój z komfortowym łóżkiem oraz miejscem do pracy i wypoczynku.

Executive wyróżnia większa powierzchnia i panoramiczny widok z okien. Apartament składa się z sypialni, salonu oraz dwóch łazienek. Wszystkie pokoje wyposażone są w wysokiej jakości meble, telewizor SMART z pełnym pakietem kanałów, na którym po włożeniu karty pokoju do czytnika pojawiają się informacje związane  z usługami oferowanymi przez hotel, radio, telefon, sejf z możliwością doładowania laptopów, lodówkę, minibar, ekspres do kawy oraz zestaw do parzenia herbaty. Wszystkie łazienki posiadają kabinę prysznicową, zestaw kosmetyków, ręczniki oraz suszarkę do włosów.

Hotel dysponuje także 4 nowoczesnymi salami konferencyjnymi, o łącznej powierzchni 244 m2, które po połączeniu tworzą przestrzeń pozwalającą na organizację spotkania do 220 osób.  Dzięki systemowi mobilnych ścian sale można połączyć, dopasowując ich wielkość do charakteru spotkania. Wyposażone są w nowoczesny sprzęt: wysuwane z sufitu ekrany, flipchart, rzutnik multimedialny, bezprzewodowy mikrofon oraz przybory do pisania. Hotel zapewnia pełną obsługę cateringową i techniczną.

Do dyspozycji gości jest również restauracja i bar „Taste Zone”, serwująca dania kuchni polskiej  i międzynarodowej oparte na świeżych i sezonowych produktach, siłownia-fitness i sauna.

Obiekt posiada nowoczesny i elegancki design. Jego elementem są wielkoformatowe zdjęcia Warszawy, znajdujące się w pokojach oraz przestrzeni publicznej hotelu. Dzięki panoramicznym oknom można oglądać startujące i lądujące samoloty z pobliskiego Lotniska Chopina.

Atutem hotelu jest nie tylko ciekawy wystrój, lecz także doskonała lokalizacja. Łatwość dojazdu do ścisłego centrum Warszawy pozwala gościom miło spędzać czas korzystając z różnorodnych atrakcji turystycznych stolicy, w zależności od preferencji i posiadanego czasu. W niedalekiej odległości znajduje się Lotnisko Chopina (4 km) i Dworzec PKP Warszawa Centralna (5 km) oraz centrum biznesowe na Mokotowie, z wygodnym dojazdem do hotelu zarówno drogowym, jak i komunikacją miejską. Osoby podróżujące samochodem docenią bliskość obwodnicy S2 i S8 oraz autostrady A2.

Dyrektorem hotelu jest Jacek Sikorski, związany z Louvre Hotels Group od lutego 2016 roku. Wcześniej pracował jako Dyrektor Sprzedaży warszawskiego kompleksu hoteli Golden Tulip, Campanile i Première Classe. Z hotelarstwem związany jest od ponad 10 lat. Bogate doświadczenie     w sprzedaży i obsłudze klienta indywidualnego i korporacyjnego, zdobywał w międzynarodowych sieciach hotelarskich w Polsce i zagranicą.

Szymon Sołtysik Dyrektorem PR Mazda Polska

Szymon Sołtysik jest absolwentem dziennikarstwa na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i już podczas studiów podjął pracę w regionalnym Radiu Flash FM. W swojej dwudziestoletniej karierze dziennikarza motoryzacyjnego może pochwalić się pracą w tygodniku „Motor”, „Wysokich Obrotach” – cotygodniowym dodatku motoryzacyjnym do „Gazety Wyborczej”, „Auto-Moto” oraz polskiej edycji miesięcznika „TopGear”, którego był redaktorem naczelnym w latach 2011-2016. Jak mówi, od dzieciństwa jest zakochany w samochodach, uzależniony od prędkości i dobrych aut, więc podjęcie nowych wyzwań w strukturach Mazda Polska jest dla niego kontynuacją życiowych pasji i przestrzenią do wykorzystania zawodowych kompetencji.

Szymon Sołtysik zastępuje na stanowisku Magdalenę Węglewską, która wiosną dołączyła do zespołu marki w regionie Europa Środkowa i Południowo-Wschodnia. Jako Marketing Communications & PR Director koordynuje działania 17 rynków.

Moda na modę – Centrum Kształcenia Podyplomowego zaprasza na nowy kierunek „Prawo i zarządzanie w sektorze mody”

Branża modowa jest jedną z szybciej rozwijających się gałęzi gospodarki, charakteryzują ją jednak złożone uwarunkowania prawne i biznesowe. Przedsiębiorcy muszą więc nieustannie zgłębiać swoją wiedzę, zwłaszcza wobec perspektywy dalszego i dynamicznego rozwoju tego sektora. Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego zaprasza na nowy kierunek „Prawo i zarządzanie w sektorze mody”, który jest odpowiedzią na potrzeby rosnącego rynku.

Specyfika działalności w branży odzieżowej przejawia się z jednej strony w konieczności poruszania się w dość złożonych uwarunkowaniach prawnych – dotyczących np. kwestii takich jak prawo własności intelektualnej, z drugiej zaś znajomości aspektów związanych z zarządzaniem marką i komunikacją, wynikających chociażby z potrzeby uwzględnienia stale zmieniających się kanałów dotarcia do klientów.

Studia „Prawo i zarządzanie w sektorze mody” mają na celu przekazanie praktycznej wiedzy oraz doświadczeń dotyczących skutecznego zarządzania i promocji w sektorze mody z uwzględnieniem polskich i unijnych regulacji mających zastosowanie w tej działalności, w szczególności prawa własności intelektualnej.

„Program „Prawo i zarządzanie w sektorze mody” powstał we współpracy z najlepszymi specjalistami w swoich dziedzinach, a także z jedynym portalem na polskim rynku poruszającym problematykę biznesu w modzie – FashionBiznes.pl. Studia pozwolą słuchaczom na zdobycie kompleksowej wiedzy z zakresu biznesu w tym m.in.: kupiectwa, product managementu, e-commerce, handlu międzynarodowego, komunikacji, finansów oraz prawa oscylującego wokół wyżej wymienionych zagadnień. Program studiów porusza wszystkie zagadnienia, z którymi na co dzień spotyka się każda firma kosmetyczno-odzieżowa. Co więcej, zaproszona do współpracy kadra oraz relacje z inni słuchaczami to bezcenne kontakty niezbędne do budowania swojej kariery w branży mody – stawiamy na networking” – mówi radca prawny Agnieszka Oleksyn-Wajda, kierownik programu „Prawo i zarządzanie w sektorze mody”, która problemy branży poznała „od podszewki” prowadząc własną firmę odzieżową.

Studia przeznaczone są dla osób pracujących w sektorze odzieżowym i pragnących rozwinąć swoją karierę, a także przedsiębiorców, którzy założyli lub chcą założyć firmę w tej branży. Program może więc szczególnie zainteresować: twórców start-upów, fotografów, projektantów, wizażystów, stylistów, managerów artystów, celebrytów, aktorów, a także przedstawicieli agencji modelek, agencji aktorskich oraz agencji reklamowych i PR. Może to być także interesująca propozycja dla blogerów czy osób realizujących działalność kulturalną i rozrywkową. Oferta trafia również w potrzeby podmiotów prowadzących sprzedaż online (m.in. poprzez media społecznościowe) oraz prawników doradzających w dziedzinie ochrony własności intelektualnej, dóbr osobistych, e-commerce czy obsługujących branżę kreatywną. Studia przeznaczone są również dla przyszłych menedżerów segmentu kosmetyczno-odzieżowego – osób, które fascynują się tą branżą, a do tej pory zdobywały doświadczenie w innych sektorach.

Zapraszamy do zapoznania się z pełnym programem TUTAJ.

Studia trwają 2 semestry (około 180 godzin), a zjazdy odbywają się średnio co dwa tygodnie w soboty i niedziele. Zajęcia rozpoczynają się w październiku 2017 r.

Rekrutacja w Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego trwa do 30 września lub do wyczerpania limitu miejsc. Więcej informacji: www.ckp.lazarski.pl

 

PEKAES aktywny na Bliskim Wschodzie

PEKAES, czołowy operator logistyczny, notuje stały wzrost wolumenu towarów, które przewozi na Bliski Wschód. Transport w tym kierunku odbywa się głównie drogą morską, a zakres świadczonych usług obejmuje obsługę ładunków „od drzwi” Klientów do portów na Bliskim Wschodzie. Wspólnie z lokalnymi partnerami Spółka realizuje także dostawy na terenie krajów w tej części świata.

Pierwsze transporty na Bliski Wschód PEKAES zrealizował w latach 70. Firmowe ciężarówki kursowały między innymi do Iranu, Iraku, Syrii czy Kuwejtu. Obecnie Spółka świadczy dużo bardziej zaawansowane usługi logistyczne i na znacznie większą skalę. Jest to głównie transport ładunków drogą morską, między innymi do Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Iraku.

W ubiegłym roku PEKAES przetransportował na Bliski Wschód ponad 500 kontenerów. Natomiast tylko w pierwszym półroczu 2017 roku firma przewiozła prawie 400 kontenerów. Do państw na obszarze Bliskiego Wschodu PEKAES dostarcza głównie materiały budowlane, aparaturę laboratoryjną, granulaty gumowe oraz meble i zabawki.

Dzięki wsparciu lokalnych agentów możemy zaoferować naszym Klientom możliwość realizacji nawet bardzo złożonych operacji logistycznych na Bliskim Wschodzie. Sprawną obsługę wszystkich projektów umożliwia nam także nowoczesny magazyn.   Dzięki jego doskonałej lokalizacji oraz pełnemu wykorzystaniu sieci terminali PEKAES możemy działać szybko i efektywnie dostarczając Klientom serwis na najwyższym poziomie.   mówi Kajetan Jagłowski, Dyrektor Spedycji Morskiej i Lotniczej PEKAES.

W zakresie drobnicy międzynarodowej PEKAES świadczy również usługi z Turcji (Istambuł) do Polski (Czechowice-Dziedzice).

– Tam gdzie jest to wymagane, zapewniamy naszym Klientom pełną obsługę celną, jak również liczne dodatkowe usługi portowe. A wszystko to dzięki własnym biurom spedycji morskiej i portowej w Gdyni i Szczecinie. – dodaje Kajetan Jagłowski.

Niedaleko choć za morzem, problemy podobne do naszych

Jednym z obecnie najważniejszych partnerów handlowych Finlandii w Europie jest Polska. Spojrzenie na kłopoty, z którymi się boryka, porównane do „naszych”, pozwolą Polakom docenić własne warunki, pomimo narodowych fobii, uprzedzeń i stosunku do pracy.

Dla większości ludzi Finlandia kojarzy się z firmą produkującą telefony, ewentualnie pojezierzem fińskim oraz jednym ze skarbów swojej kultury, czyli cyklem o Muminkach autorstwa Tove Jansson. W porównaniu do poziomu wiedzy potocznej, na temat choćby Belgii, to niewiele. Tymczasem w ubiegłym roku wartość fińskich inwestycji w Polsce sięgnęła poziomu 2 mld euro, zaś udział w rynku pracy wyniósł 30 tys. zatrudnionych pracowników.

Powszechnie głoszone zagrożenie

Zacznijmy od ulubionego przez polityków argumentu globalnego zagrożenia – to co dla większości krajów Europy jest problemem czysto teoretycznym, dla Finów było kwestią życia i śmierci. Granicę o długości 1,3 tys. km dzielą z Rosją, zachowanie suwerenności było i wciąż pozostaje dla nich głównym powodem narodowego stresu.

Rosja jest dla Finlandii nierozwiązywalnym problemem, mówiąc językiem biznesu, ryzykiem, którym trzeba rozważnie zarządzać a nie teorią, jak dla centrum kontynentu. Finlandia obchodzi w tym roku stulecie ogłoszenia niepodległości, boryka się przy tym z szeregiem zawoalowanych prowokacji ze strony sąsiadującego mocarstwa, które stanowią poważny element uprawianej przez Moskwę destabilizacji Europy. Aneksja Krymu przez Rosję, o której większość Europejczyków zdaje się nawet nie myśleć, dla władz fińskich wciąż jest źródłem strachu. Ale Finlandia, choć jest poza Sojuszem Atlantyckim, ściśle z nim współpracuje. Jest jednym z niewielu krajów Europy, który w wydatkach na armię zamierza przekroczyć 2 proc. PKB. Najnowsze plany zakładają przeznaczenie na nowe samoloty bojowe 10 mld dolarów – twierdzi Krzysztof Sadecki, polski finansista i analityk biznesowy.

Krwawa historia

Nie bez znaczenia jest dla Finów ich historyczne doświadczenie. W porównaniu do przebiegu wydarzeń w regionie nordyckim, los doświadczył Finów w wyjątkowo krwawy sposób. Kiedy w 1917 roku w Rosji toczyła się wojna domowa, w Finlandii (która wówczas należała do Rosji) liczba ofiar sięgnęła 40 tys. W dwóch wojnach przeciwko Związki Radzieckiemu w latach 1939 – 1945 zginęło 93 tysiące ludzi. Nie koniec na tym – na mocy porozumienia z 1947 roku wymuszono na Finlandii oddanie wschodniemu sąsiadowi około 10% swoich ziem oraz wypłacenia wysokiego odszkodowania. Kolejne lata to w polityce fińskiej nacisk na pozostanie poza ramami Układu Warszawskiego. Jednocześnie dokonywano niemożliwego, jak na owe czasy, wykorzystywania wszystkich nadarzających się okazji zbliżenia do Zachodu bez prowokowania Moskwy. Ukuto nawet termin „Finlandyzacja” na określenie polityki prowadzonej przez Helsinki polegającej na ograniczeniu swobody polityki zagranicznej innego państwa. Ceną za taką sytuację był brak interwencji w politykę wewnętrzną. W przypadku Finów była to jedyna strategia przetrwania. Obejmowała autocenzurę w wykonaniu lokalnych decydentów oraz media. W efekcie Finlandia nigdy nie dołączyła do NATO, członkiem UE została dopiero w 1995 roku. W tym samym roku w europejskiej rodzinie znalazły się też Szwecja i Austria, ale to, co dla Szwecji miało znaczenie czysto ekonomiczne, w przypadku Finów było dyktowane perspektywą bezpieczeństwa, charakterystyczną dla ich sposobu myślenia utrwalonego przez dekady. W dodatku ważne było znalezienie się w oddziaływaniu zachodniej solidarności, bez której ich pozycja mogła być kwestionowana.

W ostatnich latach doszło do intensyfikacji działań Finlandii z państwami zachodnimi, co zostało spowodowane aneksją Krymu przez Rosję. Pomimo tego nie przewiduje się, by Finlandia dołączyła do NATO, choć jej siły zbrojne spełniają standardy tej organizacji. Zamiast przystąpienia do Sojuszu, Finlandia zachowa tylko możliwość członkostwa (tak wygląda finlandyzacja w praktyce). Doświadczenie, które nagromadziło się przez lata dzięki takiej polityce zostanie wykorzystane do pogłębienia współpracy z Zachodem, przede wszystkim z najbliżej położonymi nordyckimi krajami i dużym atutem będzie tu dla Finów bardzo dobra znajomość wschodniego sąsiada – kontynuuje Sadecki.

Finowie wierzą w solidarność wspólnoty europejskiej, mimo to są postrzegani jako naród prowadzony przez wiarę we własną niezależność. Mogą być przykładem kraju, który pozostając poza schematami dyplomatycznymi nie zatraca swojej tożsamości i związanej z nią rześkości albo skłonności do działań postrzeganych jako nieszablonowe.

Edukacja

Niektórzy socjologowie wskazują Finlandię jako ostatni bastion czysto rdzennej kultury nie zanieczyszczonej przez multikulturalizm, czy zmienność zachodnich mód, a przy tym zadziwiająco samodzielnej i niezależnej, bez okrzyków traktujących o wartościach i ich roli. Pomimo że w swej niezależności jest nieco osamotniona, wychodzi jej to na dobre. Do ciekawostek, może należeć szczególny kształt fińskiego systemu edukacyjnego. Niewiele osób wie, że jednym z najbardziej prestiżowych zawodów jest zawód nauczyciela. Według badań jest drugim najbardziej pożądanym po zawodzie lekarza. Nauczyciele pracują w specjalnym systemie – cztery godziny dziennie z obowiązkiem poświęcania dwóch godzin tygodniowo na rozwój zawodowy, do tego państwo finansuje w stu procentach wszystkie szkolenia dla nauczycieli. Jeśli chodzi o uczniów to kształcenie obowiązkowe trwa 9 lat, zaczyna się w siódmym roku życia – czyli najpóźniej w Europie. Trwa do ukończenia przez ucznia 16 roku życia. Przybory szkolne uczniowie dostają za darmo, podobnie jak podręczniki i posiłki w stołówce. I nie dość, ze przez pierwsze 4 lata dzieci nie dostają ocen, to jeszcze w pierwszych 6 latach nauki nie mają żadnych egzaminów.

Nie liczą się osiągnięcia oceniane według sztucznych czy wręcz wydumanych kryteriów, najważniejsza jest prowadzona na zasadzie partnerstwa współpraca nauczyciela z uczniami, którą stawia się na pierwszym miejscu  – zauważa Krzysztof Sadecki.

Zgodnie z założeniami dydaktycznymi zajęcia są prowadzone w 16-osobowych grupach, więc wiele szkół liczy mniej niż 100 uczniów. W dodatku większość z nich to szkoły państwowe. Placówki prywatne nie są zbyt liczne, ale uczniowie, którzy do nich uczęszczają nie płacą za naukę – państwo opłaca czesne. Nie ma też znanego z polskiego podwórka zjawiska płatnych korepetycji, są one wręcz zakazane. System edukacyjny dba, aby każdy uczeń otrzymywał niezbędną pomoc w ramach szkolnych zajęć. Dzięki pomocy udzielanej na bieżąco i dbałości o wyrównanie poziomu, nie ma zjawiska powtarzania klasy. I co znamienne – państwo inwestuje w rozwój zawodowy nauczycieli 30 razy więcej niż w badaniach wydajności nauczania i osiągnięć uczniów.

Na pierwszy rzut oka widać, że jest to system być może pracochłonny, ale skuteczny i ze społecznego punktu widzenia opłacalny. Gdy spojrzymy na Finlandię, nasz własny los zaczyna wyglądać zgoła inaczej, a jeśli rozejrzymy się szerzej po Europie zobaczymy, że każdy naród boryka się z kłopotami, niekiedy uderzająco podobnymi do naszych a podejmowane środki zaradcze moglibyśmy wykorzystać na własny użytek po uprzedniej adaptacji, zgodnej z naszymi uwarunkowaniami. Im trudniejsza sytuacja tego, od kogo się uczymy, tym lepsze rozwiązania, więc naprawdę warto – kontynuuje ekspert.

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...