.
Strona główna Blog Strona 322

Pełną parą!

ManagerOnline

Rafał Trusiewicz, prezes Katharsis Development, opowiada o nowych pomysłach na biznes.

Rozmawiał Wojciech Gryciuk

Katharsis Development pięć lat temu rozpoczął swoją działalność od budowy sieci centrów handlowych HopStop typu convenience. Jak się rozwija ten biznes?

Do dziś otworzyliśmy ich pięć, a kolejnych pięć jest w fazie budowy. Budujemy je zarówno w dużych miastach, jak i tych średnich, w pobliżu dworców PKS i PKP połączonych z operatorami stacji benzynowych, w których ulokowane są sklepy i punkty usługowe oferujące wszystko to, co jest potrzebne na co dzień.

I nie planujecie dywersyfikacji swojej działalności?

Wręcz przeciwnie. Ponieważ nasz biznes rozwija się nadspodziewanie dobrze, chcemy spróbować swoich sił także w innych obszarach deweloperki. Przykładowo, bierzemy udział w postępowaniu z jednym z dużych podmiotów publicznych na wspólną realizację inwestycji, której celem miałoby być zagospodarowanie terenu tego podmiotu w sposób komercyjny. Byłby to ulokowany w Warszawie aparthotel z apartamentami na wynajem krótkoterminowy. Budynek będzie miał 300 mieszkań, a jego budowa będzie kosztować ponad 300 mln zł. Apartamenty będą dostępne w trzech wielkościach: 35 mkw., 50 mkw. oraz 85 mkw. Cena zależna od wielkości i czasu pobytu, od 200 do kilkuset złotych. Umowa ma być podpisana we wrześniu.

Pomysł wziął się stąd, że coraz więcej pracowników spoza stolicy nie chce mieszkać w tradycyjnych hotelach, bo są tam pozbawieni prywatności. A ponieważ pracowników jest mniej niż zapotrzebowania na nich, pracodawcy wynajem takich mieszkań chcą im zagwarantować w bonusie jako dodatek do wynagrodzenia. Dlatego już teraz prowadzimy rozmowy z pracodawcami w rejonie przyszłego aparthotelu. Apartamenty z założenia można wynająć na krótki okres czasu, ale jeśli pracownik będzie miał z pracodawcą podpisaną umowę na jeden rok czy dwa lata, to umowa zmieni swój charakter na długoterminowy, a to poprawi efektywność ich wykorzystania. Oczywiście, wszystkie będą gotowe do natychmiastowego zamieszkania, z meblami, aneksem kuchennym, Wi-Fi, basenem i niewielką częścią rekreacyjną. Rzecz jasna, nie będziemy pierwszą firmą, która z taką ofertą wejdzie na warszawski rynek. Jeden z niemieckich TFI już teraz proponuje 50 apartamentów na wynajem w centrum Warszawy.

Z kolei z drugim dużym partnerem międzynarodowym jako joint venture chcemy na terenie położonym w doskonałej lokalizacji w górach wybudować jeden z najnowocześniejszych hoteli w Polsce, bazując na wzorcach skandynawskich. Partner zagraniczny nie tylko dofinansuje jego budowę, ale także wniesie niezbędny w tym przypadku know-how. Obecnie prowadzimy jeszcze badania studyjne, ale docelowo będzie miał 210 pokoi i charakter turystyczno-konferencyjny.

Oba hotele to oczywiście inwestycje o znacznie większej skali niż pojedynczy HopStop. Budowa centrum handlowego kosztuje 40-50 mln zł, budowa hotelu co najmniej 200 mln zł, a aparthotelu ponad 300 mln zł. Ale ponieważ to atrakcyjne produkty inwestycyjne, na brak inwestorów, jak sądzę, nie będziemy narzekać.

A nie marzy się wam budowa budynków wielorodzinnych, bądź biur?

Nie, bo w obu tych obszarach jest za duża konkurencja. Bardziej podoba nam się pomysł budowania niedrogich segmentów jednorodzinnych, bo zapotrzebowanie na nie systematycznie rośnie. Nieduże segmenty o powierzchni 130 mkw. z małym ogródkiem 50-70 mkw. w dzielnicach poza centrum miasta, w cenie 550-600 tys. zł to idealna inwestycja dla młodych małżeństw chcących w spokoju wychowywać dzieci. W najbliższym czasie zamierzamy wybudować ponad 300 takich segmentów w dzielnicach podmiejskich Warszawy – Rembertowie, Białołęce oraz Piasecznie, po 60-70 domów w każdej lokalizacji, ze wspólną infrastrukturą edukacyjną i łatwym dojazdem do pracy.

Nie ma problemu z pozyskaniem gruntów oraz finansowania?

Oczywiście, że są, bo atrakcyjnych terenów jest coraz mniej, szczególnie w dużych miastach, a jak już są, to są drogie. Duży na to wpływ ma zatrzymanie podaży nieruchomości ze strony publicznej po likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa.

Jeśli chodzi o finansowanie, to głównie posiłkujemy się obligacjami korporacyjnymi oraz kredytami bankowymi, bo są one obecnie oferowane po bardzo atrakcyjnych cenach. I nawet jeśli są one obwarowane pewnymi restrykcjami, to i tak jest to dla nas korzystniejsze od uruchamiania np. procedury tworzenia FIZ-ów (zamkniętych funduszy inwestycyjnych – przyp. red.), które na dodatek od grudnia ub.r. są podwójnie opodatkowane, co czyni je mało atrakcyjnymi, a REIT-y, które miały zagwarantować optymalizację podatkową przy inwestowaniu w mieszkania na wynajem, nie wiadomo czy w ogóle wejdą w życie. Do większych projektów startujemy jednak razem z innymi inwestorami.

Co ważne, głównym udziałowcem naszej firmy jest znany żeglarz Mariusz Koper i jego firma typu private equity, która zasila nas gotówką od początku działalności. Bez tego firma nie mogłaby wystartować, bo początek jej działania zszedł się z nadejściem kryzysu na rynku finansowym, co branża deweloperska boleśnie odczuła. Nam się udało, bo grunty były wtedy nieporównywanie tańsze niż obecnie. Dlatego też powtórzenie tego pomysłu teraz nie byłoby raczej możliwe

Jesteście bardziej deweloperem, czy instytucją finansową?

Raczej to drugie. W firmie pracuje tylko 10 osób i cała działalność deweloperska jest outsourcowana. Dzięki temu możemy się wykazać niskimi kosztami stałymi i rentownością na poziomie 20 proc. A to się inwestorom podoba.

Wyimki:
Osiedla domków rodzinnych, innowacyjny hotel w górach na wzorcach skandynawskich oraz aparthotel z apartamentami na wynajem krótkoterminowy to nowe pomysły na biznes firmy Katharsis Development, znanej z budowy sieci centrów handlowych HopStop.

Strabag: 30 lat w Polsce

ManagerOnline

Wojciech Trojanowski i Alfred Watzl, członkowie zarządu Strabag Sp. z o.o.

Strabag jest obecny w Polsce od 30 lat, wtedy w 1987 roku zrealizował w Warszawie swoją pierwszą dużą inwestycję. Jak mogliby panowie podsumować te lata w kontekście dzisiejszej pozycji firmy na naszym rynku budowlanym?

Alfred Watzl: Strabag rozpoczął działalność w Polsce przed przemianami politycznymi i gospodarczymi w 1989 roku. Decyzja koncernu o wejściu na polski rynek wymagała wówczas dużej odwagi i perspektywicznego myślenia. W 1987 roku powstała spółka LIM, założona przez LOT, Ilbau (ówczesna nazwa Strabagu) oraz Marriott , która zbudowała hotel Marriot w Warszawie. Ta nasza pierwsza, prestiżowa inwestycja dała nam szansę na pokazanie nowej jakości w budownictwie komercyjnym.

Wojciech Trojanowski: Przez 30 lat naszej obecności w Polsce zrealizowaliśmy kilkanaście tysięcy projektów. Wśród nich są realizacje kluczowe dla polskiej infrastruktury drogowej, jak np. budowa drugiego odcinka autostrady A2 Nowy Tomyśl-Świecko, gdzie wciągu dwóch lat zbudowaliśmy 105 km koncesyjnej autostrady w technologii betonowej – w rekordowym tempie i w odpowiedniej jakości. To również kolejne odcinki trasy S7, oddawane do użytku w tym roku, również wiele innych ważnych projektów, jak fragmenty autostrady A1, liczne drogi ekspresowe i obwodnice miast. Ale to również projekty kubaturowe, które wpisały się na trwałe w krajobraz polskich miast. Mam tutaj na myśli, na przykład, Galerię Katowicką wraz z dworcem kolejowym, Galerię Krakowską czy bydgoskie Zielone Arkady. Przez 30 lat budowaliśmy lokalną firmę w oparciu o wzrost organiczny, dzięki czemu nasza struktura odpowiada wymaganiom rynku i oczekiwaniom inwestorów. Dzisiaj jesteśmy największym producentem mas bitumicznych w Polsce, posiadającym 32 własne wytwórnie. Jesteśmy partnerem w budowaniu zarówno infrastruktury krajowej, jak i lokalnej.

Strabag jest głównie znany z dużych i prestiżowych inwestycji krajowych. Jakie znaczenie ma dla firmy działalność regionalna?

A. W.: Chcemy być lokalną firmą budowlaną we wszystkich regionach i rozwijając naszą strukturę regionalną zainwestowaliśmy ponad miliard złotych w majątek produkcyjny. Od lat jesteśmy partnerem dla samorządów, województw, miast, gmin oraz powiatów realizujących w całej Polsce małe, średnie i duże zlecenia infrastrukturalne. Obecnie prowadzimy ok. 700 inwestycji, wśród których są duże kontrakty na drogi ekspresowe, autostrady, linie kolejowe, ale i małe kontrakty związane z lokalną infrastrukturą drogową. Jako największy krajowy producent mas bitumicznych jesteśmy w stanie dostarczyć je do każdej gminy, dzięki czemu możemy podjąć się relatywnie niewielkich lokalnych zleceń. Jeżeli chodzi o budownictwo kubaturowe, budujemy nie tylko największe centra handlowe w dużych miastach, na przykład niedawno zbudowaliśmy lokalne centrum handlowe w przygranicznym Hrubieszowie i rozpoczynamy budowę lokalnej galerii handlowej w Biłgoraju.

Jakie były kluczowe projekty Strabagu w ostatnich latach i jakie czekają na realizację?

A. W.: Ubiegły i obecny rok to dla Strabagu kolejne etapy realizacji ważnych inwestycji drogowych i kubaturowych. Przed terminem oddaliśmy do użytku dwie bardzo ważne inwestycje: ostatni odcinek autostrady A4 Rzeszów-Jarosław, dzięki czemu ukończona została autostrada, która przebiega przez całą Polskę i łączy Europę Zachodnią z Ukrainą, oraz odcinek Autostrady A1, będący częścią wschodniej obwodnicy Łodzi i stanowiący łącznik polskiego wybrzeża z Europą Południową. W tym roku zakończyliśmy budowę trzech odcinków trasy S7, w tym oddaliśmy do użytku małopolskim kierowcom obwodnicę Krakowa i najdłuższy w regionie most na Wiśle. Podpisaliśmy też, jak dotąd największy w Polsce, kontrakt kolejowy na modernizację odcinka Kraków Główny Towarowy-Rudzice wraz z dobudową torów linii aglomeracyjnej.

W. T.: Jesteśmy znani z tego, że nie boimy się projektów, których innym nie udało się dokończyć, kilkakrotnie przejmowaliśmy zadania bankrutujących firm. Niedawno podpisaliśmy umowę na dokończenie słynnego krakowskiego „szkieletora”, który szpecił centrum miasta przez 40 lat. Będą się tam mieściły biura i hotel.

2016 rok był trudny dla branży budowlanej w Polsce. Jak Strabagowi udało się utrzymać pozycję i dobrą kondycję finansową?

W. T.: Dzięki temu, że działamy w kilku segmentach budownictwa – od dużych projektów infrastrukturalnych począwszy, poprzez budownictwo kolejowe, po cały zakres budownictwa ogólnego, a na regionalnym budownictwie drogowym skończywszy – udało nam się nie tylko utrzymać, ale nawet zwiększyć rentowność. Przekonaliśmy się też, że terminowość oraz jakość jaką oferujemy inwestorom to nasz kapitał, niezależnie od koniunktury jaka panuje na rynku. Jako spółka jesteśmy wiarygodnym partnerem dla instytucji finansowych ze względu na wysoki poziom kapitałów własnych. Podczas gdy zanotowaliśmy w Polsce 20-procentowy spadek produkcji budowlano-montażowej, wiele firm musiało restrukturyzować zatrudnienie. Nam udało się w tym czasie zwiększyć zatrudnienie o ponad 100 osób. Grupa Strabag w Polsce zatrudnia ok. 4,5 tys. osób i planujemy wzrost w tym obszarze. Jesteśmy jednak realistami i patrząc z perspektywy obecnej na rok 2017 i lata następne, dostrzegamy ryzyka związane z kumulacją projektów w perspektywie unijnej, a potem z gwałtownym ich spadkiem.

Czy polityka kadrowa przekłada się na sukces firmy?

W. T.: Tak, przemyślana polityka kadrowa to niewątpliwie jeden z filarów sukcesu spółki. Przyjazne środowisko, dobra atmosfera, zintegrowany zespół wspierający się wzajemnie to wartość dodana dla pracowników. W skali roku Strabag inwestuje w rozwój kadr ponad 1,5 mln zł, poszukuje talentów, którym stwarza warunki do rozwoju. Podstawą kultury organizacyjnej naszej firmy jest dialog i wzajemny szacunek. Dzięki wyznawanym wartościom wspólnie obieramy kierunki rozwoju i razem realizujemy cele. Dziewięć wartości, na których firma opiera swoją działalność, determinują naszą postawę wobec pracowników, klientów, inwestorów, dostawców, a także społeczeństwa. Zapewniam, że dla 4,5 tys. pracowników nie są to puste hasła.

A. W.: Chcemy być najlepszym pracodawcą na rynku, a to oznacza, że jesteśmy zobowiązani do dbania o naszych pracowników. Mamy doskonały zespół w całej Polsce, który codziennie ciężko pracuje na dobre wyniki, jakie osiągamy. Wszędzie tam, gdzie jesteśmy obecni lokalnie, zatrudniamy pracowników mieszkających w danej okolicy. Dzięki temu praca w dużej międzynarodowej firmie nie jest zarezerwowana wyłącznie dla mieszkańców dużych miast.

Innowacyjność to jedna z wartości firmy, czy Strabag wdraża tę wartość w życie?

A. W.: Zdecydowanie Strabag jest w Polsce w ścisłej czołówce jeżeli chodzi o innowacyjne firmy budowlane. Już dziś digitalizujemy procesy w budownictwie infrastrukturalnym i kubaturowym. Naszym standardem staje się projektowanie wirtualne BIM 5D. Abyśmy te nowoczesne procesy mogli w pełni wprowadzać w życie, konieczne są również nowoczesne metody zarządzania, które stosujemy. Jeżeli chodzi o innowacje dotyczące samych nawierzchni, to nasze laboratorium techniczne TPA opracowuje rozwiązania, które z sukcesem wdrażamy na polskich drogach. Jednym z najgłośniejszych projektów w ostatnim czasie, który stał się słynny na całym świecie, jest świecąca ścieżka rowerowa, którą wykonaliśmy jako odcinek testowy pod Lidzbarkiem Warmińskim. Kilka lat temu na trasie S8 na 11-kilometrowym odcinku Opacz-Paszków zastosowaliśmy tzw. nawierzchnię długowieczną. Latem tego roku oddaliśmy do użytku fragment drogi S7 – obwodnicę Krakowa wraz z mostem na Wiśle – gdzie jako jedną z innowacji zastosowaliśmy asfalt modyfikowany gumą. Jest to rozwiązanie nie tylko ekonomiczne dla inwestora, ale także ekologiczne, umożliwiające recykling wielu ton zużytych opon.

W. T.: Przy tej okazji chciałbym jeszcze wspomnieć o naszych innowacjach w zakresie nawierzchni betonowych, które zastosowaliśmy na jednym z naszych kluczowych projektów, na odcinku autostrady A2 Nowy Tomyśl-Świecko. Nawierzchnia betonowa o tzw. odsłoniętym kruszywie zapewnia lepszą przyczepność kół i właściwości antypoślizgowe. Innowacje to przyszłość budownictwa i Strabag na pewno będzie wnosił w tym obszarze wartość dodaną dla wszystkich naszych klientów.

Kielce: centrum obronności

ManagerOnline

Andrzej Mochoń, prezes zarządu Targów Kielce, o drodze prowadzącej do sukcesu Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego, jednej z najważniejszych imprez branży obronnej w Europie.

Rozmawiał Andrzej Mroziński

Minął rok od naszej ostatniej rozmowy. I znowu spotkamy się w Kielcach na jubileuszowej, 25. edycji MSPO, perły w koronie Targów w Kielcach.

I perły w koronie Kielc… Warto zauważyć, że korona to herb naszego miasta, które jest właścicielem targów. Pod względem skali Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego to trzecie targi branży obronnej w Europie, po paryskim Eurosatory i londyńskich DSEI.

A jak to wszystko się zaczęło?

MSPO jest nierozerwalnie związane z historią Targów Kielce. Było pierwszą imprezą inaugurującą działalność naszego ośrodka. I co tu dużo kryć, uprawialiśmy wówczas prawdziwą targową partyzantkę. Pomysł na organizację wystawy zrodził się w gronie kilku osób, które uwierzyły, że targi obronne pomogą znaleźć się w sytuacji rynkowej dużej grupie polskich państwowych firm zbrojeniowych. Wśród pomysłodawców wystawy był między innymi ówczesny prezes MESKO Roman Musiał. Trudno uwierzyć, że targi przygotowywało wtedy 6 osób: pięć kobiet i ja. Niektóre z nich pracują przy MSPO do dzisiaj w Targach Kielce, ale zespół zasiliło jeszcze kilkadziesiąt osób, w tym większość pań. Nie wchodząc w zawiłe początki wystawy i ośrodka, należy docenić zaangażowanie także, na przykład, Witolda Zaraski, prezesa Exbudu – ówczesnego lidera branży budowlanej w kraju, który zdecydował, że firma będzie partnerem wydarzenia. Należy wspomnieć także Czesława Kiszę, dyrektora Centrum Biznesu Exbud, hotelu, w którym zatrzymywali się pierwsi polscy i zagraniczni goście, i gdzie odbywały się nasze pierwsze gale. Wizja stworzenia wydarzenia targowego o skali międzynarodowej nie mogłaby być zrealizowana, gdyby nie ówczesny prezydent Kielc Robert Rzepka, którego zachwycił ośrodek targowy w duńskim Herning i taki postanowił stworzyć w Kielcach. Bardzo pomógł w tym przedsięwzięciu wojewoda świętokrzyski Józef Płoskonka, przekazując tereny, hale i biurowiec po Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Handlu Wewnętrznego, spółce targowej. Wybudowano również w niewyobrażalnie szybkim tempie, bo w ciągu 3 miesięcy, nową drogę dojazdową do terenów targowych. I tak to się zaczęło…

Zaczęła sie droga do sukcesu Targów Kielce, które obecnie są drugim ośrodkiem targowym w Europie Środkowo-Wschodniej…

Dosyć wyboista była ta droga, nie zawsze usłana różami. Powstało Centrum Targowe Kielce – spółka skarbu państwa i miejskiego samorządu, na czele której stanęli wówczas: Andrzej Piasecki jako prezes, który notabene funkcję tę pełnił całkowicie społecznie, oraz Daniel Kunz jako wiceprezes. Na początku w targach pracowało 25 osób, obecnie ponad 180. Organizowaliśmy jedną wystawę: MSPO i jedną konferencję, teraz w naszym kalendarzu jest 75 targów i 700 konferencji. Podczas pierwszego MSPO, we wrześniu 1993 roku, zaprezentowało się 85 wystawców z 5 krajów, w tym z odległego RPA. Wydaliśmy wtedy nawet katalog polskich firm przemysłu obronnego, czego nie zrobił nikt dotąd. Dzisiaj MSPO to 620 wystawców z 30 krajów.

Wysoką rangę MSPO podkreślała zawsze wizyta prezydenta RP, ministrów z polski i zagranicy oraz światowych gigantów przemysłu obronnego.

W pierwszym okresie patronem MSPO był premier RP. Obecnie targom od kilku lat patronuje prezydent RP, odwiedzając je osobiście i biorąc udział w uroczystościach otwarcia czy wręczenia Defenderów, prestiżowych Nagród Prezydenta RP dla najlepszych produktów prezentowanych na wystawie. Rokrocznie gościmy w czasie Salonu Obronnego polskiego ministra obrony narodowej. Na tegorocznej edycji MSPO będziemy gościć około 50 oficjalnych delegacji zagranicznych. Spodziewamy się ośmiu ministrów obrony i dziewięciu wiceministrów z różnych krajów świata. Strategicznym partnerem targów obronnych w Kielcach jest Polska Grupa Zbrojeniowa. Nie zabraknie światowych potentatów rynku zbrojeniowego, takich jak: Airbus, Bell Helicopter, Boeing, Kongsberg Defence & Aerospace, Leonardo, Nammo, ThyssenKrupp Marine Systems, MBDA, Lockheed Martin, Raytheon czy Saab Technologies. Tradycją MSPO są wystawy narodowe, prezentujące potencjał obronny wybranego kraju. Dotychczas były już między innymi ekspozycje Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Francji, Norwegii, Izraela, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Turcji, Państw Grupy Wyszehradzkiej. W tym roku będzie to Korea Południowa.

Kielce – jak podkreślają media – na początku września stają się centrum obronności.

Wyjątkowość Salonu polega na tym, że służy on promocji polskiej zbrojeniówki i obronności. Jest dla krajowego przemysłu oknem na świat, dającym również szerokie spojrzenie na konkurencję oraz na międzynarodowe standardy i branżowe trendy w skali globalnej. To jedyna w roku tak duża prezentacja polskiego przemysłu obronnego. Nie można zapominać o praktycznej stronie wystawy – udział w targach, np. w krajach Azji, jest bardzo kosztowny. Wystarczy wyobrazić sobie całą logistykę związaną z wysyłką sprzętu jako elementów ekspozycji na inny kontynent. Tymczasem te same cele polskie firmy osiągają w Kielcach, czerpiąc korzyści z targów.

MSPO to również edukacja nie tylko dla mundurowych. Jakie imprezy towarzyszące MSPO poleciłby pan w tym roku?

Wojsko Polskie na obszernej ekspozycji pod hasłem „Innowacyjność, Technika, Skuteczność” zaprezentuje sprzęt, uzbrojenie i wyposażenie jakim dysponuje. Odrębne miejsce na tej wystawie zajmą powołane do życia w tym roku Wojska Obrony Terytorialnej. Salon pełni rolę edukacyjną, zwłaszcza dla kadry oficerskiej. Generałowie i członkowie kadry dowódczej częściej odwiedzają światowe targi i czerpią wiedzę z różnych źródeł. W tym roku organizujemy dni otwarte MSPO 9 i 10 września, wydłużając tym samym nasze przedsięwzięcie o dwa dni. W hali A i B oraz na terenie zewnętrznym będzie otwarta dla publiczności Wystawa Sił Zbrojnych. Zapraszamy do nas wszystkich miłośników militariów nie związanych zawodowo z branżą. Wstęp na Dni Otwarte jest bezpłatny. Jak każdego roku, targom towarzyszą liczne konferencje i szkolenia. Ich szczegółowy program można znaleźć na naszej stronie internetowej.

Targi w Kielcach to nie tylko MSPO, ale także cała paleta imprez.

Salon Przemysłu Obronnego nie tylko odniósł sukces, ale, co najważniejsze, przyniósł dochód i dodał nam skrzydeł. O naszym debiucie pisał 25 lat temu nawet „Financial Times” – to było coś! Wtedy nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczaliśmy, że na kolejne 25 lat MSPO będzie siłą napędową, wydarzeniem flagowym ośrodka targowego w Kielcach.

Jak to jest z wiatrakami?

ManagerOnline

Marcin Orkisz, prezes zarządu Energy Invest Group SA, o perspektywach inwestycyjnych na rynku Odnawialnych Źródeł Energii w Polsce i za granicą.

Energy Invest Group SA szykuje się do budowy kolejnych elektrowni wiatrowych, a mówi się, że ta branża upada. O co chodzi?

Najgorszy czas dla naszej firmy jest już za nami. Nie ukrywam, że było ciężko, ale stale dopasowywaliśmy strategię rozwoju firmy do wciąż zmieniających się warunków inwestycyjnych. Na bieżąco dostosowywaliśmy nasze projekty do nowych wymogów prawnych, zoptymalizowaliśmy część kosztów i ostatecznie zmniejszyliśmy skalę biznesu, choć pierwotne plany były inne. Dzisiaj wiemy, że przyjęta strategia była jedynym słusznym posunięciem i obecnie ruszamy na kolejne place budowy – w Polsce i za granicą. Tuż przed zmianą prawa dotyczącego rynku OZE uruchomiliśmy pięć elektrowni. W świetle zmian legislacyjnych, jakie zafundował nam nowy rząd, i dodatkowo rekordowo niskiej ceny zielonych certyfikatów elektrownie przynoszą naszym inwestorom niższe niż zakładaliśmy przychody, ale najważniejsze jest to, że nie są one zagrożone upadłością, a my dokładamy wszelkich starań, by dywidendy naszych inwestorów były jak najwyższe. Unormowanie w przyszłości kwestii zielonych certyfikatów przywróci zaś wysoką zyskowność biznesu.

Czy, według pana, branża OZE w Polsce ma jeszcze szansę na powrót do lat świetności?

Bez przemyślanych i zaplanowanych działań rządzących będzie ciężko. Szybkie i nieroztropne zmiany legislacyjne ostatnich miesięcy, które wprowadzano bez konsultacji z ekspertami, uderzyły we wszystkich związanych choć trochę z OZE. Ostatnie regulacje prawne dotyczące branży spowolniły rozwój tego biznesu. Przychody większości elektrowni wiatrowych już uruchomionych w Polsce spadły o ok. 45 proc. i wielu inwestorów ma dziś problem ze spłatą kredytów. To wszystko powoduje, że rządowi udało się zniechęcić ludzi do tej branży, a informacje w mediach, jeśli się pojawiają, raczej nie napawają optymizmem. Prawda jest taka, że 99 proc. informacji dotyczy już uruchomionych elektrowni wiatrowych albo przyszłych projektów, które nie uzyskały w porę pozwoleń na budowę przed wejściem w życie nowego systemu wsparcia dla OZE, czyli aukcji energii.

Pierwsze aukcje już się odbyły. Jak poradziło sobie na nich EIG SA?

Aukcje to element nowego systemu wsparcia dla OZE, forma przetargu, dzięki któremu wytwórcy energii ze źródeł odnawialnych mogą zapewnić sobie stałą cenę odkupu energii przez 15 lat, indeksowaną dodatkowo o wskaźnik inflacyjny. System promuje najbardziej efektywne źródła wytwórcze z najniższą ceną produkcji. Do tej pory odbyły się dwie aukcje dla wybranych technologii, w tym dla farm fotowoltaicznych i elektrowni wiatrowych o mocy do 1 MW, i wszystkie zgłoszone przez nas projekty je wygrały. Podczas pierwszej nasza spółka zgłosiła łącznie 13 zwycięskich projektów (9 wiatrowych i 4 fotowoltaiczne), dzięki którym mamy zagwarantowany kontrakt na ponad 30 proc. energii możliwej do zakontraktowania w ramach tej aukcji. Druga aukcja odbyła się w końcu czerwca i zgłoszony przez nas projekt również wygrał. Obecnie wszystkie nasze projekty mają wsparcie na przyszłe lata, są gotowe do budowy i bezpieczne pod kątem nowych ustaw i nowelizacji dotyczących OZE.

Czy aukcje energii to ten 1 proc. pozytywnych informacji medialnych?

Tak, to bardzo ważny sygnał dla branży i dla instytucji finansujących, że system aukcyjny jest wdrażany i będzie kontynuowany jako docelowy system wsparcia OZE w naszym kraju. Opiera się on na zupełnie innych zasadach niż poprzednio i już zauważamy rosnące zainteresowanie banków. Aukcje skutkują intensyfikacją działań zmierzających do wydania ostatecznych wytycznych do procedowania przez banki projektów z zagwarantowaną ceną. Mamy już przygotowane wszystkie dokumenty, modele finansowe, jesteśmy w stałym kontakcie z producentem turbin i tylko czekamy na zielone światło ze strony banków, w których złożyliśmy wnioski o współfinansowanie.

Jaka jest strategia działań EIG SA na najbliższe lata?

Dalsza optymalizacja kosztów już uruchomionych inwestycji i realizacja nowych projektów w ramach dwóch ofert biznesowych. Pierwsza z nich to sprzedaż wybranych projektów pojedynczym inwestorom. Druga – sprzedaż udziałów w pojedynczych projektach wielu inwestorom, którzy automatycznie będą współwłaścicielami elektrowni (w tym modelu ok. 30 proc. kapitału pochodzi od inwestorów, reszta jest finansowana przez banki). Jeśli chodzi o inwestycje w Polsce, to na razie nie planujemy poszerzania portfolio projektów. Dywersyfikujemy kierunek inwestycyjny i na początku 2017 r. dodaliśmy do oferty inwestycje w elektrownie wiatrowe za granicą. Po analizie wielu potencjalnych kierunków zdecydowaliśmy się na Ukrainę i lada moment rozpoczniemy pierwszy etap budowy farmy wiatrowej o mocy 14 MW na zachodzie tego kraju, w obwodzie lwowskim.

Dlaczego akurat Ukraina? To chyba dość egzotyczny kierunek?

Powiedziałbym, że raczej bardzo perspektywiczny. Dla wielu osób pierwsze skojarzenie z Ukrainą to konflikt w Donbasie, Krym i korupcjogenny klimat polityczny. To dość krzywdzące stereotypy, bo po zmianie władzy na Ukrainie dzieje się bardzo dużo dobrego. Ten rynek czekają ogromne zmiany właściwie w każdej dziedzinie, porównywalne z tym, jak rozwijała się Polska po upadku komunizmu. System wysokich i gwarantowanych taryf w euro na energię z OZE przyciąga wielu dużych graczy z całego świata. Tak jak kiedyś Polska była postrzegana jako rynek z ogromnym potencjałem rozwoju, tak dzisiaj nasze miejsce zajmuje Ukraina. Nasze projekty w tym kraju cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów, a bardzo wysokie stopy zwrotu i bliskość granicy z Polską rekompensują egzotyczny kierunek rozwoju. W kontekście bezpieczeństwa tej inwestycji warto, moim zdaniem, wspomnieć, że Międzynarodowa Karta Energetyczna, chroniąca zagranicznych inwestorów, którzy zainwestowali w energetykę na terenie Polski, tak samo chroni polskie firmy inwestujące w energetykę na terenie Ukrainy. Dodatkowo rząd w Kijowie ogłosił wdrożenie umowy między europejskimi operatorami energoelektrycznymi a ich ukraińskim odpowiednikiem, mającej na celu budowę linii przesyłowych między Ukrainą a Polską, Węgrami i Mołdawią. „Most Energetyczny Ukraina-Unia Europejska” z czasem pozwoli na pełną integrację sieci energetycznych Ukrainy z europejskimi.

Co proponuje dzisiaj Energy Invest Group SA tym, którzy widzą potencjał rozwoju OZE i chcieliby zainwestować swoje środki?

Zgodnie z naszą strategią, proponujemy pakiety udziałów w projektach OZE i całe projekty realizowane pod klucz. Inwestycje w Polsce i na Ukrainie z gwarancjami stałej ceny sprzedaży wyprodukowanej energii na lata. Nasza oferta skierowana jest do osób i firm, które interesują się inwestycjami długookresowymi. Zgodnie z naszym myśleniem o inwestycji, jeśli dysponujesz kwotą już kilkudziesięciu tysięcy złotych, możesz zostać współwłaścicielem elektrowni OZE. Jesteśmy alternatywą dla innych długoterminowych inwestycji. Mamy doświadczenie i ciągle się rozwijamy. Zapraszam do grona wspólników.

Co lubi Marcin Orkisz?
Wypoczynek – aktywny, poznawanie uroków regionu z lądu i wody wykorzystując do tego quady, skutery i łodzie.
Kuchnia – włoska i śródziemnomorska, obowiązkowo dania mięsne.
Restauracja – z dobrą kuchnią, niezapomnianymi widokami i w doborowym towarzystwie.
Samochód – klasyczna elegancja, obecnie Škoda Superb L&K, w marzeniach Mercedes S.
Hobby – regularna aktywność fizyczna. Sporty siłowe i sylwetkowe, pływanie, jazda na rowerze, cotygodniowa joga i wizyta w saunie.

WYIMEK:
Dywersyfikujemy kierunek inwestycyjny i na początku 2017 r. dodaliśmy do oferty inwestycje w elektrownie wiatrowe za granicą.

Jedyne takie forum

ManagerOnline

Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego, o tym co składa się na sukces największej polskiej konferencji biznesowej i o Festiwalu Biegowym.

Zeszłoroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy stanowiło bezdyskusyjny sukces, o jakim organizatorzy innych konferencji biznesowych mogą tylko marzyć.

Z mojego punktu widzenia wygląda to trochę inaczej. Prawdziwy sukces warunkuje posiadanie kilkudziesięciu umów wieloletnich i 30 proc. stałego budżetu, dzięki czemu moglibyśmy poświęcić znacznie więcej czasu na kwestie merytoryczne podnoszące poziom debat. Obecnie musimy się koncentrować na zdobywaniu środków koniecznych do realizacji konferencji. W tym kontekście ciągle jeszcze jesteśmy na początku drogi, a to co najlepsze i najciekawsze jest wciąż przed nami.

Przemawia przez pana skromność. Forum w Krynicy to przecież najważniejsze wydarzenie biznesowe w naszym kraju.

Miło mi to słyszeć, ponieważ za każdym razem podejmujemy ogromny wysiłek, żeby kolejna konferencja byłą lepsza od poprzedniej. W tym roku wspólnie z partnerami przygotowujemy 210 różnych wydarzeń zaplanowanych na zaledwie trzy dni. Nie da się ukryć, że wymaga to gigantycznej pracy. Liczba panelistów, moderatorów, wykładowców, dyskutantów przekracza 1,5 tys. Przygotowaniem programu zajmuje się non stop, przez cały rok, 20 specjalistów zatrudnionych na umowach o pracę.

Czy tak bogatą ofertę można w ogóle porównywać z tym, co proponują inne konferencje biznesowe?

Pod pewnymi względami tak, choć wydaje mi się, że nasza oferta jest zdecydowanie bardziej urozmaicona, choćby ze względu na dużą grupę gości z zagranicy. Nie oznacza to jednak, że doszliśmy do takiego poziomu, iż nic już nie warto poprawiać. Po zakończeniu konferencji zawsze przeprowadzamy wnikliwą analizę, żeby wyeliminować w przyszłości tematy, które nie cieszyły się zainteresowaniem. Zawsze też zadajemy sobie pytanie – co jeszcze powinniśmy zrobić. Dla nas najważniejsze jest to, żeby goście chcieli wracać do Krynicy w kolejnych latach. I chyba się nam to udaje, ponieważ coraz więcej osób przyjmuje nasze zaproszenie, co pozwala nam optymistycznie spoglądać w przyszłość.

Dla wielu gości równie, a może nawet bardziej niż oficjalne panele, ważne są spotkania kuluarowe.

To wyraźnie odróżnia Krynicę od innych konferencji, które odbywają się w dużych miastach, do których można łatwo dojechać. Ale ta zaleta jest jednocześnie dużym minusem. Dojazd do Krynicy zajmuje sporo czasu, co skutecznie zniechęca gości, by już pierwszego dnia wracali do domu. Zostają na miejscu, dzięki czemu mają wiele czasu, żeby wieczorami spotykać się z partnerami biznesowymi, czy też po porostu ze znajomymi. Masa wydarzeń, które towarzyszą konferencji – koktajle, koncerty, itp. – stwarza okazję do zawierania nowych znajomości. W wydzielonym obszarze, gdzie odbywa się większość wydarzeń Forum, goście mogą czuć się swobodnie – to również coś, co wyróżnia naszą konferencję.

Co roku w mediach pojawiają się opinie, że nowe Forum może być skromniejsze niż poprzednie. Ale nigdy się tak nie dzieje. Konferencja cały czas rośnie…

Przez wiele lat liczba gości zwiększała się w znacznie wolniej niż w ostatnich latach – o kilkadziesiąt, góra sto osób. W ubiegłym, rekordowym roku było ich o 700 więcej. Nie oczekuję, że powtórzy się to w roku obecnym. Będę zadowolony, jeśli tak jak kiedyś, odnotujemy wzrost kilkuprocentowy. Rzecz jasna, że znacznie trudniej jest uzyskać kilka procent od 4 tys., niż kilkanaście procent od 1 tys. Warto podkreślić, że podczas Forum Krynica, która ma 6 tys. mieszkańców, rośnie dwukrotnie. Liczba gości i pracowników obsługi przed rokiem przekroczyła 6 tys. Dynamikę rozwoju konferencji dobrze ilustruje strona merytoryczna – kiedy zaczynaliśmy liczba tematów spotkań ograniczała się do kilku, a w ubiegłym roku było ich ponad 200.

W Krynicy podczas Forum zawsze można spotkać nie tylko szefów najważniejszych firm, ale też przedstawicieli władzy i opozycji.

Niezależnie od tego, kto był u steru władzy, zawsze dbaliśmy o to, by przedstawiciele opozycji mogli przedstawiać swe poglądy. Mam nadzieję, że tak się będzie działo również w przyszłości.

Zabawne jest to, że medialni oponenci, którzy na wizji ostro się kłócą, na krynickim deptaku nierzadko rozmawiają ze sobą w przyjacielski sposób…

Oby tak było nadal, choć obawiam się, że temperatura politycznego sporu nie sprzyja takim kontaktom.

W Krynicy pojawiają się wielcy tego świata – prezydenci, premierzy, szefowie największych firm. Dla uczestników konferencji, a zwłaszcza dla dziennikarzy to nierzadko jedyna szansa na bezpośredni kontakt… Które z tych spotkań najbardziej utkwiły panu w pamięci?

Nigdy nie zapomnę Jacka Kuronia, który bardzo dowcipnie przemawiał przez 40 minut na ceremonii otwarcia Forum, czekając aż przyjedzie premier, którego helikopter musiał wylądować w Nowym Sączu zamiast w Krynicy. Cóż, jako organizator pamiętam przede wszystkim potknięcia: na przykład brak czegokolwiek do picia w sali, w której miał spotkanie przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Durão Barroso. Innym razem Aleksander Kwaśniewski zdecydował się przyjechać do Krynicy – wspólnie z czterema innymi prezydentami – specjalną salonką. Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że w ten sposób na trzy godziny zablokuje komunikacyjnie cały subregion. Kiedy odwiedził nas – nieżyjący już – słynny publicysta Leopold Unger, na przekór swoim 90 latom postanowił na piechotę zejść niełatwą drogą z Jaworzyny Krynickiej… Przed kilku laty pechowo zaczęła się wizyta wicepremiera Federacji Rosyjskiej, który dotarł w nocy, gdy centralna recepcja była zamknięta. Co prawda nasi pracownicy szybko zareagowali, ale jednak stres pozostał. Trudno mi też zapomnieć słowa byłego ministra Mikołaja Budzanowskiego, który po wizycie w Krynicy stwierdził, że życie towarzyskie podczas Forum jest zbyt bujne, więc nie mogą brać w nim udziału przedstawiciele spółek Skarbu Państwa.

Niektórzy goście konferencji zostają na Festiwalu Biegowym, który rusza następnego dnia po zakończeniu Forum.

Od wielu lat sam uprawiam i promuję bieganie. Bardzo bym się cieszył, gdyby co roku więcej uczestników konferencji brało udział w Festiwalu. Niestety, aktywnie uprawia ten sport niewielu polityków, przedsiębiorców i managerów. Naszą ofertę kierujemy więc do zupełnie innej grupy. Festiwal należy do najważniejszych wydarzeń biegowych w naszym kraju. Chociaż w naturalny sposób wykorzystuje infrastrukturę, która powstaje przed Forum, to jednak jeszcze przez długi czas będzie wymagał nakładów. Zbudowanie dużej tego rodzaju imprezy to zadanie na lata.

Co lubi Zygmunt Berdychowski?

Po ubiegłorocznym Forum Ekonomicznym osiągnął dwa poważne sukcesy sportowe. Udało mu się wejść – 30 września 2016 roku – na szóstą najwyższą górę świata: Czo Oju 8201 m n.p.m. Jest zdobywcą Korony Ziemi. Najtrudniejszą wyprawę – na Mount Everest – ma już za sobą. Wejście na Czo Oju okazało się znacznie łatwiejsze – ze względu na krótszą aklimatyzację i lepsze warunki pogodowe. Mając na koncie takie sukcesy, po cichu planuje zaliczenie wszystkich ośmiu ośmiotysięczników. W tym roku planuje zdobycie trzeciego z kolosów w Himalajach. Niezależnie od wypraw wysokogórskich, aktywnie trenuje biegi. Podczas maratonu w Koszycach uzyskał znakomity czas 3,17 min.

Ukryci czempioni

ManagerOnline

FELIETON, AUTOR: Michał H. Mrożek, prezes zarządu HSBC Bank Polska S.A.

Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju to wydarzenie, w trakcie którego toczą się dyskusje poświęcone kwestiom o strategicznym znaczeniu dla rozwoju polskiej gospodarki.

W ubiegłym roku, za sprawą Nagrody Specjalnej dedykowanej ukrytym czempionom, dużo uwagi poświęcono polskim firmom średniej wielkości, które odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej, a jednocześnie nie są powszechnie znane z uwagi na swoją (nieraz bardzo wąską) specjalizację. W ubiegłym roku laureatem tej nagrody była firma Sescom z Gdańska, dostawca kompleksowych usług z obszaru tzw. facility management, wspierających utrzymanie i rozwój placówek sieciowych. Spółka ta w zaledwie kilka lat od powstania przekształciła się z lokalnego przedsiębiorstwa w międzynarodowego gracza, obsługującego ponad 30 tys. placówek (m.in. sklepów, oddziałów banków, punktów gastronomicznych i stacji benzynowych) w Europie. W ścisłej czołówce kandydatów do tytułu Ukrytego Czempiona Roku znalazła się też firma SECO/WARWICK ze Świebodzina oraz Kaskat z Gorzowa Wielkopolskiego. SECO/WARWICK dostarcza urządzenia i technologie do czołowych firm w branżach lotniczej, samochodowej czy energetycznej w 70 krajach. Kaskat dostarcza produkty mleczne do odbiorców z 55 krajów.

W tym roku nagroda ta zostanie przyznana ponownie. W HSBC jesteśmy dumni, że możemy być jej partnerem. Jako instytucja finansowa specjalizująca się w obsłudze polskich firm działających na rynkach zagranicznych oraz zagranicznych inwestorów prowadzących działalność nad Wisłą, mamy przyjemność na co dzień współpracować z ukrytymi czempionami, wspierając ich dalszą ekspansję międzynarodową. Imponują ogromnym zaangażowaniem w ulepszanie oferty i dbałością o najwyższej jakości obsługę klienta na każdym etapie relacji. Dzięki temu zyskują uznanie i zaufanie najbardziej wymagających odbiorców, wśród których są czołowe globalne marki z różnych branż. Wiele osiągnęli, ale nie osiadają na laurach, idą dalej, na podbój nowych rynków.

Partnerując nagrodzie dla Ukrytego Czempiona Roku, chcemy zwrócić uwagę na tych bohaterów internacjonalizacji polskiej gospodarki, licząc, że takich firm będzie w Polsce coraz więcej. Ukryci czempioni odgrywają bowiem bardzo ważną rolę w rozwoju gospodarczym kraju. W skali mikro zatrudniają członków lokalnych społeczności, niejednokrotnie będąc jednym z czołowych, o ile nie największym pracodawcą w danym regionie. W skali makro przyczyniają się do rozwoju polskiego eksportu, który napędza wzrost gospodarczy w Polsce. Dostarczając odbiorcom z różnych stron świata produkty i usługi wysokiej jakości, uczestniczą w budowaniu pozytywnego wizerunku naszego kraju w oczach międzynarodowej społeczności biznesowej.

Sławomir Halbryt, prezes zarządu Sescom SA, odbiera nagrodę Ukryty Czempion Roku w trakcie gali XXVI Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Całoroczne Oktoberfest

ManagerOnline

Cóż może być lepszym dopełnieniem solidnego rzemieślniczego piwa niż dobrane odpowiednio do złotego trunku jedzenie? Stanisław Magdij, szef sieci BIERHALLE, odsłonił przed nami tajniki prowadzenia browaru restauracyjnego.

RECEPTURA – browar restauracyjny to szczególny segment na pograniczu gastronomii i piwowarstwa. Odpowiedź na pytanie, co jest tu ważniejsze: piwo czy jedzenie, przypomina dylemat o pierwszeństwie jaja czy kury. Przepis na najbardziej popularny browar restauracyjny w Polsce jest oparty na 3 składnikach: swobodna atmosfera lokalu, doskonałej jakości piwo oraz smaczne jedzenie. Firma kultywuje tradycyjną metodę produkcji piwa opartą o „prawo czystości” z 1516 roku (Reinheitsgebot).

– Nasze piwa przygotowujemy tylko na bazie słodów, chmielu, drożdży i wody, a wszystkie walory smakowe i zapachowe uzyskiwane są w naturalnym procesie warzenie i leżakowania oraz pod kontrolą piwowarów. Piwa BIERHALLE nie są poddawane filtrowaniu, ani pasteryzacji, dzięki czemu są bogatsze w minerały oraz witaminy z grupy B i D – mówi o jakości swoich piw Stanisław Magdij i dodaje, że jego firma ma na koncie ponad 100 nagród w konkursach piwnych. W BIERHALLE gość może zobaczyć piwowarów przy pracy, nawet uciąć z nimi pogawędkę na temat piwa.

KORZENIEmimo bawarskich skojarzeń, początki Bierhalle są w 100 procentach polskie i sięgają 2005 r. Wówczas działały w Polsce jedynie 4 browary-restauracje, którym – zdaniem S. Magdija – czegoś brakowało. Dlatego skorzystaliśmy z doświadczeń niemieckich. Podczas wypraw do Bawarii narodziła się nazwa, a już po uruchomieniu pierwszej restauracji w 2005 r. do naszego biznesu dołączył partner z Niemiec – dodaje S. Magdij. Z racji stosunkowo niewielkiej odległości do Monachium wielu naszych rodaków było na słynnym festiwalu Oktoberfest. Niemal wszyscy powtarzają, że urzekła ich atmosfera zabawy. BIERHALLE kupuje stroje dla swoich kelnerów u monachijskiego dostawcy, a także co roku zabiera pracowników na Oktoberfest, aby poczuli ten radosny klimat.

BIZNESprzy zakupie sprzętu o najwyższym standardzie, jak to ma miejsce w BIERHALLE, średni koszt inwestycji nie jest mały, bo sięga 4-5 milionów złotych. W ramach tych kosztów powstaje restauracja na 200-250 miejsc oraz minibrowar. Browary restauracyjne BIERHALLE zajmują zwykle od 600 do 1000 metrów kwadratowych. W naszym przypadku uznajemy, że średnia rentowność na poziomie 15 proc. jest dobrym osiągnięciem, zważywszy na fakt, iż drastycznie wrosły koszty operacyjne prowadzenia biznesu, w szczególności koszty pracy – podsumowuje bieżącą sytuację w branży S. Magdij.

HIT CZY KIT?

ManagerOnline

Po pierwszym mocno chmielonym India Pale Ale nie będziesz chciał wracać do koncernowych lagerów, czyli opowieść Bartka Napieraja z wrocławskiego AleBrowaru o składnikach, świeżości i detalach, które tworzą dobre piwo.

Jeśli jeszcze nie próbowałeś piw rzemieślniczych i zastanawiasz się, od której butelki chciałbyś zacząć, to na pierwszy raz najlepsza będzie solidna IPA. Wprawdzie jest ciężka i ma mocno wyczuwalną goryczkę, ale dzięki temu łatwiej poczuć różnicę. Aksamitny angielski ALE mógłby być niewystarczająco charakterny dla kubków smakowych przyzwyczajonych do płaskich koncernowych lagerów. Nieprzypadkowo pierwszym piwem AleBrowaru było właśnie Indian Pale Ale o swojskiej nazwie Rowing Jack. – Uwarzyliśmy piwo, którego chcieliśmy się napić – w ten lapidarny sposób Bartek Napieraj przekazuje ideę kraftu i dodaje – Warzymy piwo metodami rzemieślniczymi, własnoręcznie i bez użycia technologii, które przyspieszają produkcję.

Od tamtej pory Rowing Jack rok po roku wiosłuje ku doskonałości. – W warzeniu kręci nas nieustanny proces kreacji, leżakowanie, premiery. W krafcie nie ma miejsca klepanie milionów hektolitrów takiego samego piwa. Surowce są sezonowe, więc smaki, nawet bez korekty receptury, też się zmieniają.

B. Napieraj obiecuje też, że w AleBrowarze zawsze będą warzyli coś nowego, bez względu na biznes. W 2014 roku nastąpił drugi piwny coming out. Przy AleBrowarze urodziło się Hop Heads of Poland – pochmielona społeczność osób szukających w piwie mocniejszych doznań. – Nie chodzi tu o zawartości alkoholu, ale aromat i smak, które wprowadzają nas do lepszego świata piwa – B. Napieraj jest ojcem chrzestnym Hophedów. PIWNA REWOLUCJA oznacza sprzeciw wobec bylejakości rynku oraz negację zasad przyjętych przez branżę. – Naszym celem jest walka z piwną nudą. Staramy się być sobą. Przy początkach AleBrowaru wyszliśmy z założenia, że nasza oferta nigdy nie będzie constance, dla nas wszystkie podróże są inspiracjami do warzenia nowych piw. Jest swoisty styl życia – tak wygląda przepis na biznes jednego z najbardziej kreatywnych browarów krafotwych w Polsce.

W krafcie decydują detale. Dla przykładu, nawet dobre piwo można zepsuć poprzez jego niewłaściwe podanie. Barman powinien nalewać pod kątem 45 stopni, a kiedy płyn dochodzi do krawędzi wyprostować szkło, aby uzyskać pianę. Na koniec dokręcamy piwo mokrą pianą za pomocą dopieniacza. Kolejny „detal” to pompy grawitacyjne, które pozwalają na serwowanie piwa wprost z beczki bez pomocy gazu. Dzięki temu piwo jest mniej wysycone, gładsze i delikatniejsze, a jego smak głębszy.

RAMKA
Najczęstsze błędy barmanów:

Odstawienie nalanego piwa z powodu zbyt obfitej piany. W przypadku stylu ALE jego niechybne odgazowanie sprawi, że smak piwa stanie się płaski.

Moczenie kranu w piwie – zgroza! – powoduje zakwaszanie beczek.

Małpi chwyt – barman podaje trzymając za dolną część szkła, górna jest wyłącznie dla gościa.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...