.
Strona główna Blog Strona 322

Yong Kew Park w Kia Motors

Kia

Nowy szef europejskiej gałęzi koreańskiego producenta samochodów – Yong Kew Park w branży działa od ponad 30 lat. Pełnił funkcję prezesa w Kia Motors Russia.

Yong Kew Park Kia Motors

Wcześniej pracował na stanowiskach kierowniczych, m.in. w Dongfeng Yueda Kia Motor Co. w Chinach i w Kia Motors Central w Ameryce Południowej. Pracował jako Chief Executive Coordinator w Kia Motors America, był regionalnym managerem Kia w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Europejski fotel prezesa przejął po Ho Sung Songu, który po awansie na stanowisko wiceprezesa i dyrektora operacyjnego w Kia Motors przeniósł się z Frankfurtu do głównej siedziby firmy w Seulu.

Nowy prezes uważa, że Kia jest najdynamiczniej rozwijającą się marką i notuje regularne wzrosty sprzedaży od wielu lat, zamierza też dążyć do jeszcze większej ekspansji marki na europejskim rynku.

Pod koniec września sprzedaż pojazdów marki Kia osiągnęła w Europie poziom niemal 365 tys. sztuk, o 8,1 proc. więcej niż w tym okresie w roku 2016. W Polsce ze sprzedażą 17 150 egzemplarzy samochodów firma odnotowała wzrost o 14 proc.

Yong Kew Park Kia MotorsKia ma za sobą wieloletnią tradycję. Spółka powstała w maju 1944 r. i jest najstarszym producentem pojazdów silnikowych w Korei. Początkowo wytwarzała rowery i motocykle. Później, jako część globalnej grupy Hyundai-Kia Automotive Group, stała się piątym największym producentem samochodów na świecie.

Produkuje ponad 3 mln pojazdów rocznie, ma 14 zakładów produkcyjnych i montowni w pięciu krajach świata.

Kia Polska: http://www.kia.com/pl

Ludwik Sobolewski – Niedźwiedź rumuńskiej giełdy

Bursa de Valori București

Ludwik Sobolewski oddał stery bukareszteńskiej giełdy papierów wartościowych Bursa de Valori Bucureşti.

Znany w Polsce manager, który w latach 2006–2013 pełnił funkcję prezesa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, odszedł ze stanowiska prezesa giełdy w Bukareszcie.

Rumuński parkiet był dla niego odskocznią po niepowodzeniu w Polsce. Na początku 2013 r., gdy obejmował posadę w Bukareszcie, na rumuńskim parkiecie notowano 79 spółek o łącznej kapitalizacji 22,1 mld euro. Pod koniec jego kadencji na parkiecie w Bukareszcie notowano 87 spółek, a ich kapitalizacja wyniosła ok. 35,8 mld euro. Warto dodać, że pełni on też funkcję szefa rumuńskiej poczty.

Manager w przeszłości pracował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, w Urzędzie Rady Ministrów, był też doradcą zarządu GPW.

Pracował też jako wiceprezes Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych i zarządu głównego Zrzeszenia Prawników Polskich. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów doktoranckich na Uniwersytecie Panthéon-Assas (Paris II).

Z Polski wyjeżdżał w atmosferze skandalu, kiedy wśród szefów spółek giełdowych szukał finansowego wsparcia dla produkcji filmu, w którym w głównej roli miała wystąpić jego ówczesna partnerka. Oficjalnie Rada Giełdy w Warszawie uznała, że prezes naruszył zasady etyki w biznesie. Nieoficjalnie uważano, że za jego odejściem krył się konflikt z ówczesnym ministrem skarbu.

Wszyscy jesteśmy ekonomistami

Ekonomia Andrzej Nierychło

Jest jednak inna dziedzina życia, w której ekspertami z konieczności są naprawdę wszyscy. To ekonomia. Akademicka nauka społeczna badająca produkcję, dystrybucję i konsumpcję dóbr ma swoje lustrzane odbicie w codziennym myśleniu i działaniu ludzi, którzy nie są akademikami, a w większości zakończyli edukację na szczeblu najniższym.

Andrzej Nierychło

Każdy jest ekonomistą, chociaż nie zdaje sobie z tego sprawy. To coś na kształt sytuacji, gdy bohater komedii Moliera nie wiedział, że mówi prozą. Decyzje ekonomiczne podejmuje, choćby w sklepie, osoba bez naukowego przygotowania. Pojawia się więc teoretyczna przestrzeń,
a życie nie znosi pustki i wypełnia ją, jak potrafi.

Zjawisko jest znane nauce, tej poważnej, i nosi tu nazwę ekonomii ludowej bądź ekonomii naiwnej. Ten drugi termin jest jednak negatywnie nacechowany i z góry przesądza o stosunku do sprawy, pozostaniemy zatem przy tym pierwszym.

Ekonomia ludowa jest… starsza od swojej akademickiej siostry. Jej pierwociny pojawiły się, gdy w neolicie kształtowały się pierwsze więzy społeczne. Członkowie grup zbieracko-
łowieckich stanęli przed koniecznością znalezienia odpowiedzi na niełatwe pytania. Ile kamiennych siekier chcieć za skórę upolowanego zwierza? A ile za wielodniowy zbiór ziół i korzonków? Jak wynagrodzić tego, kto nie poluje, ale za to pilnuje ognia w jaskini i strzeże jej przed napastnikami? Wycenianie wartości żony dyskretnie tu pomijamy.

Darujmy sobie opis historycznego rozwoju zjawiska i przenieśmy się od razu do wieku XXI. Okazuje się, że ekonomia ludowa ma się dobrze. Choć nie ma spisanej teorii, to kieruje się kilkoma dogmatami.

Świat według niej jest statyczny. Wielkość pracy możliwej do wykonania jest stała – jeśli ktoś znalazł zatrudnienie, to kto inny musiał je stracić. Stała jest także wartość towarów. Znaczy to, że cena produktu jest z góry określona, intuicyjnie da się określić, czy jest „sprawiedliwa”. Pośrednik-handlowiec nie zmienił na lepsze fizycznych cech towaru, więc jego doliczona marża jest podejrzana, a on jest wyzyskiwaczem. Zwłaszcza gdy jest to pośrednik z zewnątrz, „obcy”.

Cechą wyznawców ekonomii ludowej jest zamykanie się na skończonym, możliwym do ogarnięcia obszarze. Stąd bierze się podział na swoich i obcych, z oczywistą kwalifikacją. Podobnie podejrzani są bogaci. Wartość dóbr do podziału jest znana i niezmienna, więc ci zamożniejsi majątek musieli zdobyć przez wyzysk, cudzym kosztem. Stąd już krok do prawdziwej demagogii. Są autorzy, którzy w obszarze ekonomii ludowej umieszczają główne wątki marksizmu.

Z kolei krok w stronę ekonomii ludowej to populizm, świadomie używany w grze politycznej na całym świecie. Złudzeniom ekonomii ludowej ulegają pracobiorcy i klienci, ale są oni także wyborcami. Pytanie, ilu polityków odwołujących się do tej teorii w nią wierzy, pozostaje otwarte.

Stop. Dosyć teoretyzowania. Tak się składa, że w świąteczno-noworocznym czasie logika ludowa przyda się na zakupach nawet profesorowi tej prawdziwej ekonomii.

Robert Walicki. Finanse i turystyka.

Finansista i przedsiębiorca – o ewolucji rynku kapitałowego w naszym kraju, a także o perspektywach turystyki i inwestycjach w Chorwacji.

Rozmawia Jarek Dotka

Jest pan finansistą i przedsiębiorcą, który w obu dziedzinach odniósł duże sukcesy. Kiedy odkrył pan w sobie intuicję niezbędną do działania w biznesie?

Pochodzę z przedsiębiorczej rodziny, dużo nauczyłem się, obserwując ojca w latach transformacji, w życiu biznesowym byłem więc już na starcie bogatszy o solidną wiedzę. Już w szkole średniej w połowie lat 90. postanowiłem uzupełnić swój budżet handlem częściami komputerowymi. W tamtych czasach, otwierającej się wolności gospodarczej, każdy czymś handlował, a komputery i części dzięki warszawskiej giełdzie komputerowej były prawdziwym hitem. Z komputerami miałem styczność już w podstawówce, lubiłem zagadnienia związane z programowaniem i ze sprzętem. Potrafiłem od podstaw wykonać wiele urządzeń elektronicznych, bazując na schematach z czasopism. W siódmej klasie sam lutowałem przeróbki na płycie głównej komputera Amiga, żeby podkręcić prędkość procesora. Do drugiej klasy szkoły średniej chciałem zostać informatykiem. Jednak przypadek sprawił, że wpadła mi w ręce książka o giełdzie papierów wartościowych. Autorem był Zenon Komar, tytuł: „Pieniądze zbieraj z parkietu”. Wywarła na mnie takie wrażenie, że postanowiłem zmienić plany na przyszłość.

I tak niedoszły informatyk postanowił zostać graczem giełdowym.

Traderem, choć jak na tamte czasy to zbyt mocno powiedziane. Pierwszy rachunek maklerski założyłem na mamę, ponieważ byłem zbyt młody, żeby zrobić to samemu. W 1997 r., jako pełnoletni, miałem już swój własny rachunek. W kolejnym roku polska GPW wprowadziła kontrakty terminowe na WIG20. W tamtym czasie po raz pierwszy zetknąłem się z tym, czym może być duże ryzyko związane z dźwignią. Grając, uczyłem się maksymalnie je ograniczać, co spowodowało, że na pierwszym roku studiów regularnie utrzymywałem się z inwestowania na giełdzie. Jednocześnie jednak miałem w głowie zasadę, że przychody należy dywersyfikować. Stawałem się graczem finansowym, ale nie porzuciłem biznesu związanego z handlem częściami i całymi komputerami. Żeby utrzymać się na studiach w Warszawie, musiałem mieć jakiś stabilny przychód. Przez pierwsze pół roku byłem sprzedawcą w sklepie z komputerami. Swoje wynagrodzenie udawało mi się następnie pomnożyć nawet kilkaset razy, grając na giełdzie. W wieku
23 lat miałem już swój własny sklep z komputerami i telefonami komórkowymi.

Słowo „spekulacja” nie ma w polskim słowniku pozytywnych konotacji.

Niestety, lata socjalizmu w ogóle wycięły z języka polskiego słowa dotyczące giełdy, inwestowania i obrotu akcjami. W języku angielskim spekulowanie na giełdzie nie ma negatywnego znaczenia. Jest immanentną częścią funkcjonowania w obrocie. W języku angielskim funkcjonują również inne słowa, np. „trading”, a u nas mamy słowo „grać”, które również nie kojarzy się zbyt dobrze.

Zarabianie chyba nie było aż tak proste – jak się domyślam, stały za tym intuicja
i głęboka wiedza.

Oczywiście, żeby odnieść sukces, należało na bieżąco obserwować i analizować to, co działo się na giełdzie amerykańskiej. Zawsze miało to wpływ na to, co działo się na polskim parkiecie. Na tej podstawie zawierałem transakcje na kontraktach krótkoterminowych. Nie byłem w tym szczególnie oryginalny, w tamtych czasach wszyscy gracze postępowali w ten sposób.

Czyli światowa hossa lub bessa zawsze zaczyna się na Wall Street? A rynki niemieckie, brytyjskie czy francuskie?

Zawsze są pochodną tego, co dzieje się za oceanem. Natomiast żeby w USA pojawiła się prawdziwa bessa lub hossa, przyczyna musi leżeć bezpośrednio w kłopotach zlokalizowanych w USA, pozostałe powody spadków mogą być wywołane różnymi kryzysami związanymi z wydarzeniami na świecie, ale w takich przypadkach jest to tylko okazja do kupna akcji w dobrych cenach. Kiedy rozpoczęła się moja przygoda z giełdą, miałem okazję obserwować wiele takich szoków: kryzys meksykański, azjatycki, rosyjski, oraz dwie prawdziwe bessy, pęknięcie bańki internetowej i rynku nieruchomościowego. Gdy mamy do czynienia z wieloma negatywnymi wydarzeniami w ciągu jednej dekady, wyrabiają się złe nawyki wyszukiwania okazji tylko do spadków. Można szybko zarobić na nich krocie, ale ta maszyna mało ostrożnemu graczowi może obciąć ręce. W gruncie rzeczy ludzka natura ma więcej skłonności do pozytywów, stąd i giełdy mają więcej tendencji wzrostowych. Wracając do pytania o rynek amerykański – kiedy giełda w USA rośnie, nie wszystkie rynki rosną, gdyż drugim warunkiem musi być dobra koniunktura w danym kraju. To spowodowało, że od 2000 r. zacząłem się specjalizować w rynku amerykańskim i porzuciłem inwestowanie na rynku polskim, jawiącym mi się jako mniej przewidywalny i bardziej podatny na manipulacje. W konsekwencji zarządzałem też niewielkimi funduszami hedgingowymi na rynku amerykańskim, ale inwestując już tylko w wartość.

I tak dochodzimy do inwestycji w wartość.

Historia pokazuje, że większość wielkich światowych spekulantów, np. George Soros i Mark Mobius, pierwotnie szukających na giełdzie szybkiego zysku, po jakimś czasie zaczyna inwestować w wartość. Proszę spojrzeć na listę najbogatszych na świecie – co kilka miejsc podążając od czołówki, widzimy tam szefów funduszy inwestujących w wartość, ale nie znajdziemy ani jednego spekulanta. Wyrosłem na giełdzie, jedną z aktywności, jakie wciąż będę podejmował, kiedy się zestarzeję, z pewnością będzie zarządzanie funduszem inwestycyjnym.

Czego w kontekście realnych biznesów nauczyła pana gra na giełdzie?

Z pewnością nauczyła mnie cierpliwości. Gdy jest się traderem, w każdej minucie widzi się złudną okazję do wejścia na rynek, ale powiedzenie sobie: „Nie, dziękuję, poczekam na lepszą okazję” wymaga ogromnej dyscypliny. Ta umiejętność jest nieoceniona w biznesie. Nauczyła pokory i obycia z pieniądzem. To, że tyle razy miałem wzloty i upadki na giełdzie, nauczyło mnie, że pieniądze raz są, a innym razem ich nie ma. Dlatego niezależnie od tego, ile mamy pieniędzy, trzeba być tym samym człowiekiem. To również wytworzyło we mnie nieszablonowe podejście do pieniądza, bardziej jak do narzędzia, którym możemy zrobić coś dobrego, a nie jak do celu samego w sobie, i rozwinęło skłonności do filantropii jako jednego z większych celów życiowych. Stąd w działania filantropijne jestem już zaangażowany od 10 lat.

Giełda w przeważającej części funkcjonuje w zakresie psychologii i potrafi dużo nauczyć. Mnóstwo błędów, jakie popełniamy nawet w życiu codziennym, jest istotnych w tej dziedzinie, chociażby „skrajna krótkotrwałość pamięci”: zawsze oceniamy rzeczywistość i niedaleką przyszłość tylko przez pryzmat niedalekiej przeszłości, co często naraża nas na niebezpieczeństwa. Rzeczy, które nie miały się wydarzyć, wydarzają się. Ryzyko i cena to są niesamowite zagadnienia, a giełda uczy ich w przyspieszonym tempie. Przecież bez ryzyka nie ma żadnego biznesu, trzeba wejść na drzewo, bo tam rosną owoce. Jak jednak definiować ryzyko i związany z nim zysk. Często porównujemy tylko stopy zwrotu, np. który fundusz jest lepszy, ale nie porównujemy ryzyka, jakie stoi za poszczególną stopą zwrotu. Kiedy w 2015 r. zakładałem fundusz inwestycyjny zamknięty inwestujący na rynku amerykańskim, jego ideą nie było pokonywanie benchmarków czy stóp zwrotu innych funduszy, tylko ograniczanie ryzyka utraty kapitału inwestora. W czasie hossy żaden inwestor nie obrazi się, kiedy będzie miał kilka procent mniej zarobku, ale będzie wściekły, kiedy w czasie bessy straci połowę kapitału. Takie podejście przez
1,5 roku pozwoliło nawet w hossie ominąć dwie głębokie korekty, doprowadzając, że zysk funduszu prowadzonego przeze mnie miał stopę zwrotu dwukrotnie lepszą niż benchmark. Niestety, inwestorzy kierują się tylko porównywaniem stóp zwrotu, stąd ulegają podążaniu za modnymi w danej chwili funduszami lub inwestycjami, które prędzej czy później ponoszą klęskę. Wracając raz jeszcze do psychologii na giełdzie, uważam, że bardzo ważną umiejętnością, której ona może nauczyć, jest zdolność wyłączenia się spod działania stadnego, któremu jako ludzie często ulegamy. W tym zawiera się również umiejętność opierania się opinii publicznej. Kiedy w 2015 r. zakładałem wspomniany wyżej fundusz, każdy mi mówił: „Robert, przecież akcje są tak wysoko, zaraz się skończy hossa w USA”. Otóż w tym jest clou. W hossie nie ma lepszej pożywki do wzrostów niż różnego rodzaju obawy, którymi jesteśmy zarzucani codziennie w prasie, wiadomościach. Hossa może się skończyć jutro lub za 20 lat, dlaczego nie? Nie możemy zgadywać, to nas może wyrzucić bezpowrotnie z pędzącego pociągu. Zamiast zgadywać, powinniśmy reagować. Kiedy hossa się skończy, będzie wiele czasu na reagowanie i wszyscy będziemy wiedzieć, że hossa się skończyła. Dziś rynki nie rosną kilkaset procent, by krach był od samego szczytu. Raczej jest on już w połowie bessy.

Wszystkie te miękkie umiejętności wykorzystuję w biznesie, ale giełda nauczyła mnie też twardej wiedzy.

Jakiej?

Chodzi o umiejętności analityczne i czytanie ze zrozumieniem dokumentów finansowych. To jest niezbędne w biznesie. Przeglądałem sprawozdania setek firm notowanych na giełdzie przygotowane przez fachowców z najwyższej półki. Wiedza, którą zdobyłem, daje mi możliwość oceny w ciągu kilku minut dokumentów, które przedkładają mi ludzie chcący zaprosić mnie do biznesu. Indolencja w ich przygotowaniu jest ogromna. Będąc już później w zarządzie HFT Brokers, odpowiadałem za wybór emitentów, którzy przychodzili do domu maklerskiego z chęcią przeprowadzenia emisji akcji czy obligacji, i odrzuciłem mnóstwo emitentów, o których potem z rynku dowiadywałem się, że popadli w kłopoty.

Często wychodził pan z danej branży mimo dobrych wyników firmy. To chyba bardzo nietypowe działanie, z reguły ludzie, kiedy im dobrze idzie, myślą jedynie o maksymalizacji zysków. Trzeba silnej woli i wyczucia, aby rozstać się z „dzieckiem” przynoszącym krocie.

Tego nauczyła mnie giełda, wyjścia w dobrym momencie. Prowadząc liczne interesy handlowe, na których bardzo dobrze zarabiałem, zawsze zadawałem sobie pytanie, czy to jest biznes, którym mogę się wyróżnić? Czy za chwilę ktoś za rogiem nie otworzy czegoś podobnego i nie pozbawi mnie udziału w rynku. To myślenie powodowało, że sprzedawałem swoje biznesy w chwili ich największego rozwoju.

W 2015 r. zaangażował się pan w branżę turystyczną w Chorwacji. Skąd taki pomysł?

Jako przedsiębiorca lubię znajdować małe projekty, w których dostrzegam potencjał i niezwykłą skalowalność. To ma też związek z moją pasją do rozwijania kultury organizacyjnej opartej na pewnych wartościach wraz ze wzrostem spółki. Jest to bardzo głęboki i interesujący temat, może przy następnym wywiadzie będzie możliwość jego rozwinięcia.

Przypadek sprawił, że znajomy zapoznał mnie z osobą, która miała 10 domów wakacyjnych na kempingu w Chorwacji. Na podstawie swoich umiejętności analitycznych, przewidywania globalnych trendów, a przede wszystkim po analizie spółek z tej branży notowanych na giełdach nie tylko w Zagrzebiu, lecz także w Nowym Jorku, postanowiłem zaangażować się w tę branżę.

Nie obawiał się pan? Mówiło się, że w hotelarstwie pierwsze pokolenie buduje, drugie dokłada, a dopiero trzecie odcina kupony.

To się zmieniło, bo zmieniły się trendy w turystyce. Rośnie popyt w każdej grupie pokoleniowej, dostosowuje się również podaż w kwestii coraz nowszych usług i kanałów dostępności. Zmienia się styl życia ludzi na zdrowszy. Jeszcze do niedawna podróże były dla zamożnych, dziś dzięki wzrostowi średnich zarobków rosną portfele klasy średniej, a ta generuje potężny popyt. W 1950 r. było 25 mln ludzi podróżujących na arenie międzynarodowej, w 2013 r. prawie 1,1 mld, do 2030 r. prognozuje się, że rocznie podróżować będą prawie 2 mld. Czy to nie jest zachęcające? W ostatnich trzech latach kurs Orbisu wzrósł prawie o 200 proc., w tym samym okresie kursy grup hotelarskich w Chorwacji wzrosły o 500  proc. Chorwacja ma ciekawą strukturę bazy noclegowej wynikającą z zaszłości historycznych. Z danych Eurostatu za 2016 r. wynika, że w krajach europejskich udział łóżek hotelowych w całej bazie noclegowej danego kraju wynosi około 50 proc., a w typowo nadmorskich krajach nawet więcej (Grecja – 66 proc., Malta – 95 proc., Cypr – 99 proc.). W Chorwacji ten udział wynosi tylko 17 proc., z czego hoteli pięciogwiazdkowych zaledwie 0,7 proc. Mimo że rynek turystyczny w Chorwacji znany jest od ponad 100  lat, nie było tam oferty dla klienta zamożnego. To się teraz szybko zmienia. Co również ważne, Chorwacja, podobnie jak Polska, jawi się oazą spokoju, bez problemu terroryzmu, imigrantów i niepokojów z tym związanych. To spowodowało, że zaczęli tu przyjeżdżać zamożni klienci, oczekując usług na najwyższym poziomie.

W Chorwacji pan buduje czy przejmuje?

Zaczynałem od stawiania domów mobilnych na kempingach. Nam kojarzy się to raczej z niewyszukaną ofertą, ale na Zachodzie jest zupełnie inaczej. Rynek kempingów jest rozwijany od kilkudziesięciu lat. W Chorwacji na 1 mln łóżek aż 250 tys. (25 proc.) przypada na kempingi, więc to ogromny rynek. We Włoszech jest to również 25 proc., ale ilościowo to już 1,2 mln łóżek. Króluje Francja – dla porównania łóżek przypadających na kempingi jest aż 2,8 mln, 10-krotnie więcej niż w Chorwacji, a procentowo 55 proc. Kempingi stanowią swego rodzaju styl życia, również ludzi zamożnych. Są kategoryzowane jak hotele. W tej chwili grupy hotelarskie w Chorwacji inwestują potężne pieniądze w kempingi cztero- i pięciogwiazdkowe, bo tych oczywiście również brakuje. Jak widać, Chorwacja jest idealnym miejscem do budowy zarówno hoteli, jak i prestiżowych kempingów. To właśnie tam robię.

Na czym polega mobilność tych domów?

Na tym, że nie są na stałe związane z gruntem. Jest to 34-metrowy luksusowy apartament z pełnymi węzłami sanitarnymi. Doba w takim domku w sezonie kosztuje 250 euro i, co najważniejsze, obłożenia sięgają 90 proc. w sezonie. Stopa zwrotu z inwestycji jest również interesująca, przykładowo koszt takiego domu o bardzo wysokim standardzie to około 30 tys. euro. W ciągu roku potrafi przynieść od 14 tys. do 20 tys. euro przychodu przy relatywnie niskich kosztach przypisanych wynajmowi, powodując, że marża EBITDA biznesu wynosi 72 proc. w tej branży. Jednak najlepszym konceptem na tamtym rynku jest resort, czyli zarówno luksusowy kemping, jak i hotel z całą infrastrukturą basenową i rozrywkową. Obecnie idziemy właśnie w takim kierunku, jesteśmy na etapie przejęcia grupy hotelowej Jadran Hoteli, istniejącej od ponad 50  lat. Spółka ma trzy z czterech hoteli w Rijece, mieście biznesowo turystycznym. W grupie są również interesujące grunty, nieruchomości do rewitalizacji i kemping. Wartość spółki opiewa na 200 mln zł. Nasz biznesplan zakłada w perspektywie trzech–pięciu lat podwojenie tej wartości. Jesteśmy również w trakcie audytu pięciogwiazdkowego resortu hotelowego na dużym obszarze, którego aktywa sięgają 500 mln zł.

Czy planuje pan wejście na giełdę?

Chcemy wejść na giełdę, ale nie po kapitał, bardziej ze względu na transparentność, która pomaga przy akwizycjach i działalności. Najpierw chcę jednak zbudować stabilne portfolio, na którego podstawie można będzie zakreślić dalszy rozwój grupy International Resorts & Campings, włączając w to rynek włoski i francuski. To piękne rynki w tej branży, ale na razie skupiony jestem tylko na Chorwacji. Sam uwielbiam Chorwację za piękne morze i urokliwą architekturę małych miasteczek. Dla żeglarzy wielkim atutem są setki wysp. Chorwacja bardzo się zmienia, standard usług rośnie bardzo szybko, ale ludzie się nie zmieniają, są mili, uprzejmi, uczynni i mówią bardzo podobnym do polskiego językiem, bardzo lubią Polaków i to z widoczną wzajemnością.

Hotel Przyjazny Managerom

Certyfikat

Zapraszamy do programu Certyfikacji Managera.

ManagerIdeą programu jest promocja hoteli rekomendowanych przez kadry zarządzające. Certyfikacja odbywa się pod patronatem miesięcznika MANAGER. Na bazie ponad tysiąca ankiet oraz wywiadów z managerami nasza redakcja wyłoniła hotele, które wskazywane są najczęściej jako miejsca szczególnie cenione przez managerów.

Program certyfikacji jest inicjatywą samych managerów, których intencją było uzyskanie gwarancji komfortu, przyjaznej atmosfery, wybitnej kuchni oraz wysokich standardów obsługi.

Uzyskanie certyfikatu gwarantuje stałą promocję na łamach miesięcznika MANAGER, który dociera na biurka kadr zarządzajacych w nakładzie 34.250 egzemplarzy. Jednoczesna promocja na stronach internetowych www.manageronline.pl gwarantuje dotarcie do biznesu poprzez najczęściej konsumowane w tej grupie media.

Program dedykowany jest hotelom, którym bliska jest idea rozwijania wizerunku jako miejsca przyjaznego do rozwijania biznesu i budowania relacji.

Korzyści wynikające z udziału w programie:

  • Bezpośrednie dotarcie do 34.250 osób
  • Penetracja rynku na poziomie 43.000 egz. miesięcznika
  • Informacje w serwisie internetowym z wynikami 25.000 unikalnych użytkowników miesięcznie
    (dane na podstawie Google Analytics listopad 2017)
  • Dostępna do wykorzystania powierzchnia reklamowa w miesięczniku MANAGER bez dodatkowych kosztów
  • Informacje o hotelu w formie logotypu oraz linku w ramach wysyłanych do czytelników kampanii e-mail z nowościami
    (ponad 200.000 użytkowników z różnych grup docelowych)
  • Zaproszenie na doroczną galę „Manager Award” dla najbardziej aktywnych przedsiębiorców
  • Możliwość wykorzystywania logo certyfikatu we własnych materiałach informacyjnych i promocyjnych

85% uczestników programu potwierdza jego pozytywny wpływ na wizerunek, co ma niebagatelne znaczenie w kontekście public relations, marketingu oraz e-marketingu, poszerzaniu zasięgu dotarcia do klientów, jak również na poziomie operacyjnym wypełniania „luk” rezerwacji i zwiększania sprzedaży powierzchni.

Warianty uczestnictwa w programie

Certyfikat „Hotel Przyjazny Managerom” to dwa warianty współpracy:

Manager Blue

  • Certyfikat drukowany „Hotel Przyjazny Managerom” (ramka)
  • Pakiet oznaczeń – wejście, recepcja, pokoje, sale konferencyjne, restauracja
  • Stała informacja o uczestnictwie na stronie internetowej www.manageronline.pl
  • Stała informacja o uczestnictwie na łamach miesięcznika Manager
  • Cztery artykuły o hotelu w dowolnej formie redakcyjnej na stronie internetowej www.manageronline.pl
  • Możliwość wykorzystania dwóch stron miesięcznika w roku w ramach promocji jako artykuł sponsorowany, reklama lub wywiad z właścicielem / przedstawicielem hotelu
  • Rekomendacja we wszystkich wiadomościach e-mail (mailing) kierowanych doczytelników, klientów oraz partnerów miesięcznika Manager w formie logotypu oraz linku URL
  • Pakiet identyfikacji do wykorzystania we własnych materiałach informacyjnych i promocyjnych

Manager Red

  • Certyfikat drukowany „Hotel Przyjazny Managerom” (ramka premium)
  • Pakiet oznaczeń – wejście, recepcja, pokoje, sale konferencyjne, restauracja
  • Stała informacja o uczestnictwie na stronie internetowej www.manageronline.pl
  • Stała informacja o uczestnictwie na łamach miesięcznika Manager
    wraz z rekomendacją Manager’a w wydaniach specjalnych
  • Osiem artykułów o hotelu w dowolnej formie redacyjnej / reklamie na stronie internetowej www.manageronline.pl
  • Możliwość wykorzystania czterech stron miesięcznika w roku w ramach promocji jako artykuł sponsorowany, reklama lub wywiad z właścicielem / przedstawicielem hotelu
  • Rekomendacja we wszystkich wiadomościach e-mail (mailing) kierowanych do czytelników, klientów oraz partnerów miesięcznika Manager w formie logotypu oraz linku URL
  • Zaproszenie na galę Manager Awards
  • Pakiet identyfikacji do wykorzystania we własnych materiałach informacyjnych i promocyjnych

Certyfikat "Hotel dla Managera"

Jak przystąpić do programu Hotel Przyjazny Managerom?

Zapraszamy serdecznie do kontaktu w celu prezentacji warunków oferty.

Wydawnictwo Business Magazine Manager Sp. z o.o. 
02-654 Warszawa, Rejsu 4/2
reklama@manageronline.pl

Kontakt:
Kamil Majewski
+48 604-509-318
k.majewski@managermba.pl

SUV INFINITI na nowej platformie

INFINITI QX50

Nowy QX50 to najbardziej wyrafinowane technicznie INFINITI w historii marki. Ten średniej wielkości SUV klasy premium jako pierwszy na świecie wykorzystuje kilka technologii niestosowanych wcześniej w seryjnych autach.

Pierwszy seryjny silnik o zmiennym stopniu sprężania

VC-Turbo dopasowuje się do kierowcy. Ten dwulitrowy silnik zmienia swój stopień sprężania tak, by optymalizować moc i wydajność. Łączy w sobie moc benzynowej dwulitrowej jednostki turbodoładowanej z momentem obrotowym i wydajnością czterocylindrowego silnika wysokoprężnego.

Wielodźwigniowy system nieprzerwanie dopasowuje się do potrzeb, zwiększając lub zmniejszając skok tłoka, by zmienić stopień sprężania w komorze spalania. Wysoki stopień sprężania zwiększa wydajność, podczas gdy niski dostarcza więcej mocy i momentu obrotowego. Silnik VC-Turbo generuje stopnie sprężania od 8:1 (dla osiągów) po 14:1 (dla wydajności).

„Technologia zmiennego stopnia sprężania w komorze spalania to przełom w konstruowaniu silników. QX50 napędzany naszą jednostką VC-Turbo to pierwszy seryjny samochód w historii, który daje kierowcy możliwość zmiany charakteru silnika na żądanie, ustanawiając tym samym nowe standardy możliwości jednostki napędowej.”

Christian Meunier, wiceprezes INFINITI

Silnik rozwija moc 268 KM (200 kW) oraz 380 Nm. Jest to najlepsza kombinacja mocy i momentu obrotowego wśród produkcyjnych czterocylindrowych jednostek. Producent deklaruje, że modele z napędem na przednie koła zapewniają spalania niższe o 35 % w porównaniu z silnikiem benzynowym V6 w poprzednim QX50, zaś modele z napędem na 4 koła – zużywają 30 % mniej benzyny. Jednostka współpracuje z bezstopniową skrzynią biegów (CVT), co pasuje do zmieniających się parametrów silnika.

Nowa przewidująca platforma 

QX50 jest zbudowany na zupełnie nowej płycie podwoziowej, przewidzianej dla silników montowanych z przodu i przedniego napędu, z opcją napędzania wszystkich kół. Skonstruowana z myślą o elastyczności zastosowań, nowa platforma ustanawia nowe standardy wyrafinowanej sztywności i możliwości kształtowania przestrzeni wewnętrznej w segmencie kompaktowych SUV-ów premium. Konstrukcja platformy pozwala na lepsze niż dotąd rozplanowanie modułowe, dzięki czemu QX50 ma idealne proporcje wnętrza między kabiną pasażerską a przestrzenią transportową.

„W skali globalnej rynek SUV-ów i crossoverów klasy premium jest rynkiem numer jeden. QX50 – najważniejszy obecnie model INFINITI – oferuje nabywcom aut premium wszystko to, czego mogliby oczekiwać po samochodzie tego typu. Także za sprawą zupełnie nowej platformy, pozwalającej na doskonałe połączenie przestronności i pojemności transportowej.”

François Bancon, wiceprezes Infiniti ds. strategii produktu

W konstrukcji QX50 po raz pierwszy w przemyśle motoryzacyjnym w ogóle zastosowano stal SHF (Super High Formability), czyli o superwysokiej formowalności i superwytrzymałej (jej wytrzymałość na rozciąganie to 980 MPa), co dodatkowo wzmacnia nową płytę podłogową. Wysokowytrzymały materiał może być formowany w nieosiągalne dotąd kształty i profile, co redukuje masę, a zarazem podnosi wytrzymałość skrętną o 23% w porównaniu z poprzednikiem nowego QX50. Większa sztywność przekłada się na odporność auta na skręcanie i wibracje, a także na obniżenie poziom hałasu przenoszonego do kabiny.

„QX50 to najważniejszy samochód, jaki kiedykolwiek wprowadziliśmy na rynek. Uosabia on wszystko to, co marka uważa za swe atrybuty – piękny design, ultranowoczesne technologie i znakomite osiągi. Jako średniej wielkości SUV premium jest właściwym samochodem we właściwym czasie, w tym jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku na świecie.”

Christian Meunier, wiceprezes INFINITI

 

Nowe technologie ProPILOT Assist wspierają jazdę po jednopasmowych drogach

Technologie wsparcia jazdy autonomicznej INFINITI pełnią funkcję drugiego pilota. Odciążają kierowcę przerzucając na technologie mniej istotne zadania czynności związane z prowadzeniem auta technologiom. W QX50, technologie ProPILOT Assist pomagają kierowcy kontrolować przyspieszenie, hamowanie i kierowanie podczas jazdy po jednopasmowych drogach.

„Technologie ProPILOT Assist INFINITI zapewniają wsparcie, gdy jest potrzebne, i zwiększają przyjemność prowadzenia oraz pewność siebie kierowcy. Naszą intencją jest oddanie kierowcy maksimum władzy i zwiększenie przyjemności za kierownicą, a nie eliminowanie kierowcy z idei prowadzenia samochodu.”

François Bancon, wiceprezes Infiniti ds. strategii produktu

Jego wysokość

Jak na auto klasy SUV przystało 1679 mm kierowca QX50 będzie miał bardzo dobrą widoczność do przodu. W tym miejscu warto zauważyć, że inżynierom japońskiej marki udało się obniżyć o 6% współczynnik oporu powietrza w porównaniu do poprzedniego QX50. Wnętrze nowego QX50 tradycyjnie dla INFINITI otula kierowcę. Kabina jest przestronna, a tylna przesuwna kanapa pozwala wygospodarować dodatkowe centymetry na nogi lub bagaż – zależnie od potrzeb. Pojemność bagażnika wynosi od 895 l (wg SAE) do 1048 l, zaś po złożeniu tylnych siedzeń osiąga 1699 l (SAE). Kiedy wszystkie siedzenia są rozłożone, bagażnik mieści trzy torby golfowe albo sześć reklamówek z Biedronki. Po włożeniu wózeka dziecięcego, który mieści się w nowym QX50 wzdłuż bagażnika, wciąż pozostaje dużo miejsca na dodatkowe bagaże.

Dane techniczne:

Nadwozie pięciodrzwiowe, pięciomiejscowe, SUV, konstrukcja całkowicie stalowa, samonośna. Silnik o zmiennym stopniu sprężania, turbodoładowany, napędzający koła przednie lub wszystkie cztery za pośrednictwem przekładni bezstopniowej.

Silnik

Benzynowy, 2,0 l, VC-Turbo: czterocylindrowy, turbodoładowany, rzędowy, o zmiennym stopniu sprężania

Pojemność skokowa (cm3): 1997 (stopień sprężania 8:1) do 1970 (14:1)

Moc maksymalna: 268 KM (200 kW)/5600 obr./min

Maksymalny moment obrotowy: 380 Nm/4400 obr./min

 

Przeniesienie napędu

XTRONIC przekładnia bezstopniowa z trybem zmiany manualnej

 

Osiągi

0-100 km/h           6,3 s (AWD) / 6,7 s (FWD)

Prędkość maksymalna  230 km/h

 

Wymiary (mm)

Długość: 4693

Wysokość: 1679

Szerokość bez lusterek:1903

Rozstaw osi: 2800

Prześwit: 218

 

Zużycie paliwa – QX50 nie został jeszcze homologowany według europejskiego cyklu testowego.

 

OMEGA uruchamia swoją pierwszą platformę e-commerce

OMEGA, legendarna szwajcarska marka zegarmistrzowska, z dumą ogłasza oficjalne uruchomienie swojej pierwszej platformy sprzedażowej online.

Klienci ze Stanów Zjednoczonych mogą teraz nabywać słynne kolekcje zegarków Speedmaster, Seamaster, Constellation i De Ville bezpośrednio na stronie internetowej firmy.

Rozpoczęcie sprzedaży internetowej to ważne wydarzenie w historii OMEGA. Dotąd jej klienci mogli kupować produkty bezpośrednio od marki wyłącznie w sieci jej stacjonarnych butików. Od dziś, miłośnicy OMEGA ze Stanów Zjednoczonych mogą przeglądać kolekcje modeli i dokonywać zakupów w dowolnym miejscu i czasie, gdy pozostają połączeni z siecią.

Raynald Aeschlimann, Prezydent i Dyrektor Generalny OMEGA jest podekscytowany wieloma zaletami tego rozwiązania dla marki i jej klientów: „Oferując sprzedaż online w Stanach Zjednoczonych, OMEGA może docierać do miłośników swoich produktów w każdym zakątku kraju. To koniec geograficznych ograniczeń. Dzięki temu jesteśmy bardziej dostępni. Dostrzegamy dynamiczny rozwój rynku e-commerce w sektorze dóbr luksusowych. Wielu klientów preferuje dziś właśnie ten sposób robienia zakupów.”

OMEGA będzie dalej rozwijać swoją globalną sieć butików, które wciąż postrzega, jako ważną część doświadczenia związanego z zakupem zegarka. Uruchomienie platformy e-commerce oznacza jednak nowy wymiar działalności, dopełniający odpowiedź marki na potrzeby klientów.

Jeden z modeli będzie sprzedawany w Stanach Zjednoczonych wyłącznie online. To nowy Seamaster Planet Ocean „Michael Phelps” Limited Edition. Limitowana edycja dedykowana legendarnemu olimpijczykowi to prawdziwy okaz kolekcjonerski. Zegarek wyróżnia się znakomitym mechanizmem Master Chronometer oraz oryginalną i intrygującą kombinacją kolorów.

OMEGA wybrała Stany Zjednoczone, jako rynek, na którym zadebiutuje w sprzedaży internetowej. Marka planuje jednak, by wkrótce do amerykańskich klientów dołączyli także jej miłośnicy z innych krajów.

Więcej na www.omegawatches.com/en-us/

I Edycja Central European Energy Forum

Green Energy

W dniach 13 i 14 listopada 2017 odbyła się w Krakowie na AGH pierwsza konferencja z cyklu Central European Energy Forum – Energy CEE Day.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Wojewoda Małopolski – Piotr Ćwik oraz Okręgowa Małopolska Izba Inżynierów Budownictwa.

Jest to projekt realizowany przez Fundację dla Akademii Górniczo – Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie. W związku z podejmowaną szeroką tematyką energetyczną, ochroną środowiska i propagowaniem współpracy między placówkami naukowymi a biznesem realizowany jest z dofinansowaniem Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014 – 2020, którego operatorem jest Województwo Małopolskie.

Celem projektu jest zorganizowanie cyklu konferencji naukowo – biznesowych oraz utworzenie portalu internetowego, które pozwolą na wzmocnienie współpracy na linii nauka – biznes oraz promocję w kraju i za granicą bogatej oferty regionu Małopolskiego w zakresie energii zrównoważonej.

Do udziału w Konferencji zaproszeni zostali przedstawiciele firm prowadzących lub planujących rozwinąć działalność w zakresie szeroko rozumianej energii zrównoważonej m.in. inteligentnych sieci i magazynowania energii, czystych technologii przetwarzania paliw, efektywności energetycznej, odnawialnych źródeł energii, energooszczędnych, inteligentnych budynków i miast zarejestrowane lub prowadzące swoją działalność na terenie Małopolski.

W wydarzeniu wzięli udział naukowcy specjalizujacy się w zagadnieniach o tematyce energetycznej, a także goście zagraniczni.

Zobacz relacje fotograficzną na stronach Energy Forum.

Tematyka wystąpień prelegentów i dyskusji moderowanych obejmowała zagadnienia związane z możliwościami rozwoju energetyki zrównoważonej w kraju i na świecie ze szczegółnym uwzględnieniem Małopolski ze względu na fakt, że jest to jedna z inteligentnych specjalizacji regionu.

UE - Unia Europejska

Poruszane tematy dotyczyły takich obszarów jak: geotermia, fotowoltaika, poprawa efektywności energetycznej w budownictwie, termowizja, klastry energii, ograniczenie niskiej emisji, a także współpracy nauka-biznes-samorządy-społeczeństwo w zakresie ochrony środowiska i energii odnawialnej. Obydwa dni wypełnione zostały prezentacjami, debatami i spotkaniami biznesowymi.

Think Green

Zaproszeni goście zaprezentowali najlepsze praktyki i strategie stosowane w ich firmach oraz opracowania naukowe wynikające z prowadzonej działalności naukowej. Nie zabrakło też stoisk wystawienniczych, na których prezentowali swoją ofertę małopolscy przedsiębiorcy działający w branży energetyki zrównoważonej oraz rozmów biznesowych.
Osoby zainteresowane uczestnictwem w kolejnej edycji cyklu Central European Energy Forum – Energy CEE Day zapraszamy do zgłaszania. kolejna edycja wydarzenia zaplanowana jest na czerwiec 2018 roku.

Szczegóły:
Magdalena Peszko – Doktor
tel. +48 512 015 829
e-mail: office@energy-forum.eu
www.energy-forum.eu

Ważne Informacje

Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

Stop the clock na rynku ESG

ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...