.
Strona główna Blog Strona 315

Suzuki sponsorem Korony Kielce

Grająca w Lotto Ekstraklasie Korona Kielce oraz Suzuki Motor Poland 10 stycznia 2018 r. podpisały umowę sponsorską, na podstawie której marka Suzuki została Partnerem Motoryzacyjnym Klubu.

W ramach umowy Suzuki dostarczy do klubu Korona Kielce flotę samochodów, na którą złożą się dwa modele: popularny SUV Vitara i wszechstronny crossover SX4 S-CROSS. Uniwersalny charakter tych aut, dynamiczne silniki i świetne właściwości jezdne doskonale wpisują się w sportową aktywność klubu promowaną przez markę Suzuki. Dodatkowo, japoński producent samochodów zasili również klub finansowo, co pozwoli na dalszy rozwój i realizację potrzebnych inwestycji.

– Korona Kielce to silna marka na sportowej mapie kraju, Suzuki to mocny gracz na skalę globalną, cieszę się, że nasze drogi się spotkały i wierzę, że ta współpraca będzie odbywała się z obustronnymi korzyściami – mówi Krzysztof Zając, Prezes Zarządu KORONA S.A.

Suzuki Motor Poland od wielu lat wspiera polski sport, angażując się w różne dyscypliny sportowe.

– Chętnie angażujemy się w działania, które promują aktywny styl życia i sport – zarówno ten amatorski, jak i profesjonalny. Piłka nożna jest najpopularniejszą dyscypliną w naszym kraju, dlatego z przyjemnością podpisujemy umowę sponsorską z Koroną Kielce. Cieszymy się z nawiązania współpracy z klubem, który bierze udział w rozgrywkach prestiżowej, najwyższej klasy rozgrywkowej. Nasze wspólne działania z pewnością przyniosą korzyści dla klubu, pozwolą Koronie rozwijać się i zajmować coraz wyższe miejsca w tabeli. Kibicujemy żółto-czerwonym w drodze po Puchar. Najbliższe mecze z pewnością dostarczą mnóstwo pozytywnych emocji – podsumowuje Piotr Dulnik, Prezes Zarządu Suzuki Motor Poland.

Logo Suzuki pojawi się na koszulkach piłkarzy i będzie wyświetlane na bandach podczas meczów. Firma otrzyma także własną lożę na stadionie.

Bridgestone ogłosił start kampanii „PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI, bez względu na wszystko”

W siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawie Bridgestone, największy na świecie producent opon i wyrobów z gumy, zainaugurował nową kampanię „PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI, bez względu na wszystko”. Podczas konferencji prasowej drużynowy mistrz świata w skokach narciarskich, Maciej Kot oraz finalistka olimpijskiego biegu na 800 metrów, Joanna Jóźwik opowiedzieli o tym, jak pokonali przeciwności losu, aby zrealizować swoje marzenia.

Obydwoje są ambasadorami kampanii „PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI, bez względu na wszystko”, której celem jest motywowanie ludzi w każdym wieku, o różnych zdolnościach i pasjach, aby mimo przeciwności napotykanych na drodze, podążali za swoimi marzeniami.

Maciej Kot, który już wkrótce będzie miał szansę reprezentować Polskę na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu, przyznał, że w przeszłości, kiedy starał się wrócić do wysokiej formy, zmagał się z brakiem pewności siebie i wiary we własne umiejętności.

– Kiedy dowiedziałem się, że nie zostałem powołany do reprezentacji Polski jadącej na mistrzostwa świata, miałem naprawdę czarne myśli, rozważałem nawet zakończenie sportowej kariery. Byłem w bardzo kiepskim stanie psychicznym. Wiedziałem, że muszę zmienić nastawienie, aby osiągnąć swoje cele. Kosztowało mnie to bardzo dużo wysiłku. Teraz już wiem, że z odpowiednim podejściem mogę pokonać każdą przeszkodę i zrealizować marzenie o olimpijskim medalu – powiedział Maciej Kot.

Joanna Jóźwik od dziecka marzyła o zdobyciu medalu na igrzyskach olimpijskich. W tym celu przeprowadziła się z rodzinnej miejscowości na Podkarpaciu do Warszawy. Była to dla niej bardzo trudna decyzja, ale w stolicy mogła liczyć na o wiele lepsze warunki do treningów. Sukces przyszedł w 2014 roku. Zdobyła brązowy medal mistrzostw Europy i awansowała do finałowego biegu mistrzostw świata. Pomimo wielu kontuzji nie zgasł jej duch walki, który pomógł odbudować formę w idealnym momencie – na igrzyska olimpijskie w Rio w 2016 roku. Właśnie tam pobiła swój rekord życiowy i zajęła bardzo dobre piąte miejsce w finale na 800 metrów.

– Nie zawsze było mi łatwo. Musiałam stawić czoła wielu wyzwaniom, ale zawsze wierzyłam w siebie. Dalej będę ciężko pracować, żeby spełnić swoje sportowe marzenia, bez względu na wszystko
– skomentowała swoją historię Joanna Jóźwik.

od lewej: Joanna Jóźwik, Radosław Bółkowski, Karolina Szostak

Start kampanii z udziałem polskich sportowców podsumowali także:

Radosław Bółkowski, Prezes Bridgestone w Regionie Europy Wschodniej:

Jesteśmy dumni z bycia Globalnym Partnerem Olimpijskim, a także bardzo podekscytowani startem naszej nowej kampanii „PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI, bez względu na wszystko”. Mamy nadzieję, że historie naszych ambasadorów zainspirują wiele osób do tego, aby spełniali swoje marzenia bez względu na przeciwności, które spotykają na swojej drodze.

Andrzej Kraśnicki, Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego:

– To dla mnie zaszczyt móc powitać firmę Bridgestone w gronie globalnych sponsorów olimpijskich. Cieszę się, że wspólnie będziemy mogli wspierać polskich olimpijczyków oraz współpracować w ramach kampanii „PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI, bez względu na wszystko”, która rozpoczyna się tuż przed startem igrzysk olimpijskich – najważniejszego wydarzenia w świecie sportu. Każdy sportowiec przeżywał w swojej karierze ciężkie chwile i myślę, że to bardzo ważne, by młodzi ludzie mogli poznać inspirujące historie dwójki polskich olimpijczyków. Dzięki nim mogą wyciągać wnioski i uczyć się, że ciężka praca i determinacja mogą przezwyciężyć nawet największe przeszkody.

imprezę poprowadziła Karolina Szostak – dziennikarka Polsat Sport

Kampania „PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI, bez względu na wszystko” będzie trwała przez cały rok olimpijski. Cele akcji są zbieżne z misją firmy Bridgestone, jaką jest zapewnianie wszystkim jej klientom bezpieczeństwa i pewności na drodze, niezależnie od tego, jak wymagająca jest ich podróż. Bridgestone pozostanie Globalnym Partnerem Olimpijskim przez kolejnych 7 lat. Współpraca obejmie Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczangu w 2018 roku, Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku, Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie w 2022 roku oraz Igrzyska Olimpijskie w Paryżu w 2024 roku.

Nowy silnik 1.5 TSI o mocy 130 KM dostępny dla Golfa i Golfa Varianta

Volkswagen rozszerzył gamę silników oferowanych do Golfa i do Golfa Varianta wzbogacając ofertę o benzynową jednostkę napędową najnowszej generacji – 1.5 TSI o mocy 96 kW/130 KM.

Turbodoładowany, czterocylindrowy silnik, który pracuje w cyklu Millera, jednocześnie oferuje wysoki moment obrotowy i korzyści wynikające z zastosowania bezpośredniego wtrysku paliwa. Wysoki stopień sprężania sprawia, że nowa jednostka napędowa odznacza się większą wydajnością i znacząco niższym zapotrzebowaniem na paliwo. W wypadku Golfa – w zależności od wyposażenia – oznacza to zużycie paliwa od 4,8 do 5 l na 100 km, co odpowiada emisji CO2 na poziomie od 110 do 116 g/km.

Czterocylindrowy silnik zaskakuje cichą pracą i wysokim momentem obrotowym dostępnym już przy niskich prędkościach obrotowych, nawet podczas ekonomicznej jazdy na wysokich biegach. Maksymalny moment wynoszący 200 Nm jest do dyspozycji już od zaledwie 1.400 obr./min i utrzymuje się na takim poziomie aż do 4.000 obr./min. To główna zasługa turbosprężarki o zaawansowanej konstrukcji ze zmienną geometrią łopatek turbiny (VTG). Golf 1.5 TSI osiąga maksymalną prędkość wynoszącą 210 km/h.

Wraz z tą jednostką napędową Volkswagen po raz pierwszy oferuje w Golfie silnik z funkcją żeglowania, co oznacza, że podczas jazdy ze stałą prędkością i bez przyspieszania silnik jest całkowicie wyłączony. Przy prędkości do 130 km/h silnik – współpracujący z przekładnią o dwóch sprzęgłach – wyłącza się, gdy tylko kierowca zdejmuje nogę z pedału gazu. Wówczas samochód zaczyna „żeglować”, a kompaktowych rozmiarów litowo-jonowy akumulator dostarcza zasilanie do urządzeń elektrycznych, takich jak wycieraczki, reflektory czy system audio.
W zależności od obciążenia jednostki napędowej, podczas jazdy z prędkością obrotową silnika w przedziale od 1.400 do 3.200 obr./min., system odłączanych cylindrów (Active Cylinder Management) niewyczuwalnie dla kierowcy wyłącza również dwa z czterech cylindrów, co zdecydowanie ogranicza zużycie paliwa i emisję spalin.

Silnik 1.5 TSI o mocy 96 KW/130 KM można zamówić zarówno do Golfa w wersji hatchback, jak i do Golfa w wersji Variant z wyposażeniem Comfortline i Highline. Ceny Golfa z tym silnikiem zaczynają się od 85.190 złotych, a Golfa Varianta – od 90.790 złotych w połączeniu z sześciobiegową przekładnią mechaniczną.

1) Golf 1.5 TSI (96 kW/130 KM) zużycie paliwa w l/100 km: w mieście
6.4-6.1 / poza miastem 4.2-4.0 / w cyklu mieszanym 5.0-4.8; emisja CO2
w g/km: 116-110 (w cyklu mieszanym); klasa efektywności: B-A.
2) Golf Variant 1.5 TSI (96 kW/130 KM) zużycie paliwa w l/100 km:
w mieście 6.4-6.1 / poza miastem 4.2-4.1 / w cyklu mieszanym 5.0-4.8; emisja CO2 w g/km: 116-110 (w cyklu mieszanym). Klasa efektywności: B-A.

Dobry na co dzień

Czy wszyscy oczekujemy od samochodu zaawansowanej elektroniki, mocnego silnika i bajerów wyskakujących z każdego kąta? Przecież w każdej rozmowie ze znajomymi wspominamy motoryzację z przed lat, niezawodną, mechaniczną. Mitsubishi modelem ASX także pokazuje, że nie zapomniał.

Ekstrawagancki przód z chromowanymi elementami przyciąga wzrok i może się podobać. Mocnym punktem crossovera jest także duży prześwit 19cm, który podobnie jak krótkie zwisy nadwozia pomogą w utrzymaniu zderzaków w należytym stanie podczas parkowania na krawężnikach. Egzemplarz wyposażony został w 16-calowe koła i opony o wysokim profilu. Pozwolą one zapomnieć o dziurawych drogach, czy nierównych przejazdach tramwajowych.

Wielu kierowców będzie zadowolonych z wysokiej pozycji za kierownicą. Miejsca na tylnej kanapie jest zaskakująco dużo i wydaje mi się, że właśnie drugi rząd jest najmocniejszym atutem Japończyka. Ponieważ fotele przednie umieszczono wysoko, z tyłu możemy siedzieć z wyprostowanymi nogami. Żadne inne auto w tej klasie nie może poszczycić się tak ogromną przestrzenią na nogi. Mitsubishi to bardzo poręczne auto. Niezwykle łatwo manewruje się nim po mieście i tu gromkie brawa należą się inżynierom za niewiarygodną zwrotność. Bardzo bezpośredni i czuły jest układ kierowniczy, ale jadąc autostradą musimy uważać na nagłe podmuchy wiatru, które potrafią przestawić auto na drugi pas. Zawieszenie jest sprężyste i czuć w nim sportowego ducha rajdowych modeli koncernu. Karoseria nie przechyla się na zakrętach, a jazda w górach daje kierowcy wiele radości. Silnik naszego egzemplarza niestety nie jest w stanie wykorzystać możliwości układu jezdnego. 116KM i brak turbiny powoduje, że w mieście jest jeszcze przyzwoicie, ale szybka jazda autostradą nie jest żywiołem podstawowej jednostki napędowej. Spalanie benzynowego motoru zadowoli za to oszczędnych kierowców. Średnio 7 litrów na sto kilometrów nie będzie specjalnym wyczynem.

Mitsubishi ASX, szczególnie w specyfikacji Cool Edition, to samochód dla tych kierowców, którzy szukają niezawodnego i nieprzeładowanego elektroniką auta, które będą użytkować głównie w mieście, nie bacząc na wysokie krawężniki, czy dziurawe ulice. Takiego normalnego samochodu na co dzień.

Siła spokoju

Tuż przed Bożym Narodzeniem odebrałem od importera najnowsze wcielenie Volvo V90 – odmianę Cross Country. Ponieważ okres świąt to czas spotkania z najbliższymi, postanowiłem zabrać brata i dzieciaki i odwiedzić rodzinę, która mieszka w Białymstoku.

Ogromne kombi postawione na 19 calowych kołach to jedno z największych aut tego typu na rynku. Długie na 494 centymetry i szerokie na 188 (bez lusterek) wygląda bardzo poważnie. Prześwit 21 centymetrów to parametr godny rasowej terenówki. Niewiele SUV-ów może poszczycić się takim wynikiem. Surowe skandynawskie wzornictwo to połączenie prostoty i nowoczesności. Gładkie linie nadwozia komponują się z muskularnymi przetłoczeniami błotników nadając karoserii lekkości. Charakterystyczny szeroki grill i supernowoczesne ledowe reflektory z przodu i z tyłu to znak rozpoznawczy wszystkich nowych modeli Volvo. Stylistyka wnętrza, zapoczątkowana przez model XC90, to zupełnie nowa jakość. Wysmakowane detale, piękna kolorystyka i odważne połączenie materiałów sprawiają, że tu po prostu chce się przebywać.

Po pierwszych oględzinach czas ruszyć w drogę. Zapakowanie trójki dzieci nie stanowi problemu. Dwa foteliki dla maluchów idealnie mieszczą się na tylnej kanapie, a pośrodku starczy miejsca dla starszego. W standardzie do dyspozycji mamy uchwyty systemu IsoFix  na zewnętrznych miejscach. Dodatkowo, jeśli mamy starsze dzieci, możemy zamówić kanapę, która wyposażona jest w składane, zintegrowane podwyższone siedziska. Jeśli chodzi o komfort podróżowania dorosłych, z tyłu wygodnie będzie miało dwoje pasażerów. Bagażnik pomieści wszystko co trzeba. Jest szeroki, długi, foremny… nie będę się rozwodził nad szczegółami, dodam tylko, że będzie wystarczająco duży dla każdej rodziny. Jeszcze tylko sprawdzenie sytuacji na drodze i można ruszać. Wyjazd z Warszawy przez Marki jest zakorkowany, dlatego kierujemy się na Legionowo, Serock i dalej na Wyszków. Nasz model wyposażony jest w podstawowy silnik w gamie, to jest 190 konny wysokoprężny motor i ośmiostopniową przekładnię automatyczną. Auto waży prawie dwie tony, ale kompletnie tego nie czuć. Dynamika jest przyzwoita, a silnika prawie nie słychać. Jadąc z prędkością około 90km/h Volvo sunie bezszelestnie. Dzieje się to za sprawą dobrze dobranych nastawów zawieszenia oraz opon o wyższym profilu niż w „cywilnych” wersjach dziewięćdziesiątki. Drobne nierówności nawierzchni są praktycznie niewyczuwalne wewnątrz samochodu.

Dojechaliśmy do Wyszkowa i tu znów „niespodzianka”. Kolizja aut na obwodnicy miasta i korek. Przezornie skręciliśmy na boczną drogę, ale ta niestety przypominała wyroby nabiałowe z kraju wiecznie zielonych górskich łąk. Wybór tej trasy okazał się jednak strzałem w dziesiątkę, ponieważ właśnie na takich krętych i dziurawych drogach Cross Country czuje się najlepiej. Sposób w jaki zawieszenie radzi sobie z ubytkami nawierzchni powinien być wzorem dla innych. Auto wręcz płynie po nierównościach, pozostając przy tym cudownie stabilne podczas pokonywania ciasnych zakrętów. Nie wiem jak poradziłoby sobie auto na 21 calowych kołach, a takie można zamówić, ale 19 cali i gruba warstwa gumy wydaje się być optymalna.

Interior cockpit Volvo S90

W końcu udało nam się wrócić na główną drogę. Droga to może określenie trochę na wyrost, bo trasa jest permanentnym placem budowy, ale toczyliśmy się spokojnie w kierunku Białegostoku. Jest więc czas, żeby rozejrzeć się trochę po wnętrzu. Deska rozdzielcza do złudzenia przypomina tę z większego XC90. Materiały są najwyższej jakości. Plastiki są przyjemne w dotyku, skóra mięciutka, a aluminium nie jest udawane. To prawdziwy, przyjemnie zimny w dotyku metal. Centrum dowodzenia to ekran, dzięki któremu ustawimy każdą funkcję samochodu. Obsługa wymaga przyzwyczajenia i zapamiętania, która opcja gdzie się znajduje, ale można się we wszystkim połapać. Fotele są bardzo wygodne i posiadają możliwość ustawienia praktycznie we wszystkich płaszczyznach. Są podgrzewane, chłodzone i mają funkcję masażu, z której korzystaliśmy praktycznie przez całą drogę. Jeśli odpowiednio się usadowimy, będziemy przyjemnie uciskani od lędźwi aż po kark. Dzieci spokojnie siedziały z tyłu, fotele zapewniały pełny komfort, brakowało tylko dobrej muzyki.

Detail Air Blade Volvo S90

O wrażenia słuchowe zadbał system Bowers & Wilkins. Pozwala on rozkoszować się dźwiękiem najwyższej jakości i podobnie jak większy brat posiada indywidualne ustawienia sceny muzycznej oraz specjalnie zaprojektowany tryb Sali koncertowej w Gotteborgu. Andre Rieu wraz z orkiestrą, w tej konfiguracji brzmi wręcz wykwintnie. Zapomnieliśmy kompletnie o robotach drogowych, korkach, przeciwnościach, które czekały na nas na każdym metrze. Nawet dzieci nie pytały kiedy dojedziemy… sielanka. Dotarliśmy szczęśliwie na miejsce i zjedliśmy kolację z rodziną. Powrót przebiegł równie spokojnie. Dzieciaki zasnęły licząc gwiazdy, a nad naszym bezpieczeństwem czuwały systemy Pilot Assist, radary oraz adaptacyjne reflektory, które przeszywały mrok oświetlając nie tylko drogę, ale i chyba połowę pól i lasów. Odczucia z prowadzenia nowego Volvo V90 Cross Country, poczucie otulenia najlepszymi materiałami, technologia która czuwa nad naszym bezpieczeństwem powodują, że subiektywnie auto nie posiada słabych punktów. Oczywiście można się spierać w różnych kwestiach, ale jeśli chcecie spokojnie dotrzeć do celu, to Volvo wydaje się być stworzone do tego idealnie.

VELAR – ciraptor

Gdy dowiedziałem się, że Brytyjczycy wprowadzą to auto na rynek nie mogłem się doczekać jego premiery. Śledziłem doniesienia prasowe i wreszcie stało się. Na skrzynkę mailową dostałem komunikat, że we wrześniu trafi do salonów. Nie spodziewałem się jednak, że będę mógł wypróbować go na drodze już pod koniec lipca.

Range Rover Velar to jeden z niewielu samochodów, który wygląda jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach. Proporcje sylwetki są niesamowite. Z boku, do linii okien przypomina klasycznego „Rendża”. Miękko przetłoczone, duże połacie lakierowanego aluminium i ogromne wnęki na koła. Producent zmieścił w nich 22-calowe felgi i jeszcze całkiem sporo gumy. Linia dachu wraz z powierzchnią szklaną to zupełnie inna historia. Range Rover przyzwyczaił nas do zwalistych konstrukcji, które oczywiście nieprawdopodobnie luksusowe, raczej nie należały do lekkich. W przypadku Velara mamy do czynienia z zupełnie innym podejściem do projektowania nadwozia. Dach został poprowadzony bardzo nisko, a powierzchnia szyb jest niezwykle mała jak na dużego SUV-a. Tył jest rozwinięciem stylistycznym obecnej linii modelowej producenta, ale to przód jest największym zaskoczeniem. Już widok stojącego auta poraża, a co jeśli nagle pojawi się w tylnym lusterku? Samochód wygląda jak drapieżny dinozaur, który szczerzy swe wielkie zębiska i przygotowuje się do ataku. Ataku, który zawsze jest skuteczny i bardzo bolesny dla swojej ofiary. Reflektory przednie to konstrukcje Matrix-Laser LED z adaptacyjnymi światłami drogowymi. Ich wyraz sprawia, że boję się Velarowi spojrzeć głęboko w oczy. Styliści zaszaleli z wysuwającymi się klamkami, które są bardzo efektowne, ale przyczepić się muszę do ich wykończenia. Do pełni szczęścia zabrakło mi tego miedzianego lakieru, widocznego na wielu detalach. Szeroko otwierające się drzwi zakrywają próg, co ma niebagatelny wpływ na czystość nogawek spodni.

17.01.2017 V8

Wnętrze to prawdziwa rewolucja stylistyczna i technologiczna. Siedzenia są luksusowe i wybitnie wygodne. Nie ma tu mowy o żadnych półśrodkach. Wentylowana skóra, podobnie jak osłony głośników, ma wzór flagi Union Jack i jeśli tak mam wyglądać Brexit, to ja nie mam nic przeciwko temu. Prawdziwą rewolucją jest natomiast deska rozdzielcza. Obszyta mięciutką skórą posiada centralny wyświetlacz, który w zależności od potrzeb przejmuje rolę nawigacji satelitarnej, widoku kamer 360 stopni, czy systemu multimedialnego Meridian. Nie będę oryginalny, pisząc że system audio gra świetnie, choć brakuje mu odrobinę więcej ustawień korektora graficznego. Regulacja tonów niskich, wysokich, subwoofera i cyfrowych nastawów dźwięku przestrzennego, to trochę za mało dla wymagającego klienta. Tym bardziej, że fantastyczne wyciszenie wnętrza daje inżynierom dźwięku pole do popisu. Pierwsze wrażenie jest bardzo obiecujące, ale im dłużej wsłuchiwałem się w muzykę, dochodziłem do wniosku, że projektanci w pewnej chwili poszli na obiad i zapomnieli dokończyć dzieło. Ale wróćmy do wnętrza.

22.12.16 V1

Konsola centralna zamieniona została w ogromny wyświetlacz, który sterowany dotykowo pozwala na ustawienie zawieszenia, trybów jazdy, klimatyzacji, czy masażu w fotelach. Rozwiązanie jest genialne w swej formie i intuicyjne w obsłudze, a do pełni szczęścia brakuje jedynie miękkiej ściereczki do polerowania powierzchni konsoli. Z tyłu miejsca będzie wystarczająco dla nawet najbardziej wymagających. Nie sądzę, by Velarem jeździły na raz więcej niż cztery osoby, więc powiem jedynie, że Range Rover stanął na wysokości zadania. W naszym egzemplarzu zabrakło co prawda oddzielnego sterowania klimatem dla tylnych siedzeń, ale nie zapomniano o podgrzewaniu i elektrycznej regulacji oparć. Bagażnik ma pojemność 673 litrów. Jest foremny i głęboki.

Dobrze, już dobrze… odpalam ten silnik. Dźwięk trzystukonnego, sześciocylindrowego dizla w układzie V, znamy już z Jaguara XF, jednak w Velarze jest jakby bardziej dystyngowany. Oczywiście warczy na wszystko, co napotka na swej drodze, ale robi to wysuwając żuchwę do przodu pytając „Would You mind get out of my way?” Zaraz po tym skacze swej ofierze do gardła, pierwszą setkę osiągając już po 6,5 sekundy. Ale to moment obrotowy 700Nm robi największe wrażenie, bo od 100km/h w górę jest chyba jeszcze lepiej. Range Rover zupełnie się nie męczy i przestaje przyspieszać dopiero gdy prędkościomierz wskaże 241km/h. Kompletnie przy tym nie przechyla się w zakrętach. Zachowuje się jak samochód wyścigowy i nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś zabrał go na tor. Wrażenie podczas jazdy jest takie, jakbyśmy prowadzili auto sportowe, ale siedząc na pierwszym piętrze. Potrafi być jednocześnie subtelny i komfortowy niejako unosząc się nad jezdnią. I wszystko to na tych wielkich kołach. Średnica zawracania 11,6 metra pozwala na sprawne poruszanie się w mieście oraz parkingach pod biurowcami, a wymiary zewnętrzne nie odbiegają od kombi klasy średniej. Tym, którzy widzą go w swojej firmie dam jeszcze jeden argument do rozmowy z flotowcem. Średnie spalanie w teście wyniosło 9,1 litra na 100 kilometrów, a przypomnę, że Range Rover Velar nie jest zawalidrogą. Jeśli więc choć trochę zasiałem w Was myśl o posiadaniu tego Brytyjczyka, pospieszcie się zanim Wielka Brytania odizoluje się znów od świata i obecna cena zostanie obłożona cłem. Za trochę ponad 500 tysięcy złotych otrzymacie doskonale wyposażony i wykonany, wyjątkowy samochód, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Auto z mocnym silnikiem i luksusem dużego „Rendża”, za ułamek jego ceny. I koniecznie poproście sprzedawcę o tabliczkę na bramę z napisem „Zły Velar”.

Miejskie crossovery dla każdego

Rynek małych SUV-ów rozwija się w najlepsze i nic nie wskazuje na to, żeby w nadchodzących latach cos miało się zmienić w tej kwestii. Okazuje się, że jest jeszcze bardzo dużo miejsca dla kolejnych pojawiających się modeli, a każdy powinien znaleźć odpowiedni dla siebie.

Zasada jest prosta. Auto w tym segmencie ma mieć nie więcej niż 4,3 metra długości, 1,6 wysokości i podwyższony prześwit. Nikt nie oczekuje od tych aut napędu na wszystkie koła, oraz ponadprzeciętnej dzielności w terenie, ponieważ crossovery użytkowane są głównie w miejskiej dżungli i na utwardzonej nawierzchni. Tylko w wyjątkowych sytuacjach opony zetkną się z luźną nawierzchnią, dlatego przeważająca część tych aut kupowana jest przez klientów wyłącznie z napędem na przednią oś. Takie rozwiązanie dyktuje przede wszystkim warunek ekonomiczny. Samochody są konstrukcyjnie prostsze i tańsze w produkcji. Klienci świadomi możliwości i ograniczonych zdolności terenowych tych samochodów także traktują je jako modne pojazdy do codziennych zadań. Jednak nie tylko moda spowodowała ten boom na małe pseudo terenówki. Wydaje mi się, że to właśnie ich walory praktyczne tak bardzo przyciągają nabywców do salonów. Badania pokazują, że tendencja wzrostowa potrwa jeszcze przynajmniej 5 lat, a ogólny wolumen sprzedaży aut typu SUV osiągnie poziom 20 procent ogółu nowych samochodów na drogach. Bardziej obrazowo można powiedzieć, że na co piąte auto na ulicy będzie SUV-em. Nie można nie zgodzić się z oczywistymi atutami crossoverów. Podwyższone nadwozie oraz wysokie zawieszenie to przede wszystkim wygoda wsiadania do auta. Siedziska foteli na poziomie pośladków dbają o nasze kręgosłupy i kolana. Duże koła, dzisiaj standardem są już obręcze 17 calowe i większe, na których zamontowano mięsiste opony, zapewniają komfort podróżowania. Nie straszne im dziurawe drogi oraz wysokie przeszkody. Przypomnijcie sobie, ile razy zahaczyliście zderzakiem lub progiem o betonowy krawężnik. Pozycja za kierownicą jest bardziej ergonomiczna. Kierowca siedzi bardziej wyprostowany, a uda spoczywają wygodnie na siedziskach. Oczywiście wysoka pozycja nie każdemu od razu przypadnie do gustu, ale chyba nie da się dyskutować z argumentem jakim jest lepsza widoczność. Na koniec właściwości jezdne. Zazwyczaj zawieszenie w tych autach zestrojone jest komfortowo, co wpływa na pozytywne odczucia podczas jazdy i jednocześnie uspokaja ruch na drodze, bo nikt nie będzie się ścigał autem, które nie jest do tego stworzone… W ostatnich miesięcy miałem okazję przetestować kilka modeli i chciałbym się podzielić z Wami wrażeniami, jakie wywarły na mnie. Na wstępie napisałem, że segment crossoverów rozwija się dzięki modzie na te auta.

Stylowo przez miasto


Jeśli zatem moda, to mistrzami w tej kwestii są Włosi. Fiat 500X jest strzałem w dziesiątkę dla tych, którzy chcą się wyróżnić miejskim gąszczu. Oczywiste nawiązania do kultowej pięćsetki były zdecydowanie dobrym posunięciem projektantów. Napompowany Fiat jest po prostu ładny. Obłe linie nadwozia nie pozostawiają nikogo obojętnym, a wygodne i stylowe wnętrze zachęca do podróży. Samochód świetnie czuje się w mieście, jest zwrotny, a za sprawą silnika 1,4T-Jet o mocy 140KM również dynamiczny. Delikatne uwagi mam do manualnej skrzyni biegów, która nie do końca nadąża precyzją na fantastycznym silnikiem. Ogromne fotele są po prostu wygodne. Nawet dłuższa podróż nie powoduje bólu pleców.

Wskaźniki są czytelne i łatwo dostępne. O ile zestaw multimedialny działa poprawnie, to przyczepić mogę się do tłumaczenia na język Polski poszczególnych funkcji. Wiele z nich ma rozbudowane, kilkuwyrazowe nazwy, co wymusiło zastosowanie skrótów. W konsekwencji kierowca musi domyślać się czego dotyczy dane menu, a przeciez powinien skupić się przede wszystkim na jeździe i przyjemności z niej. Tu nie ma się do czego przyczepić. Szczególnie, jeśli przełączymy się w tryb sport. Fiat potrafi pokazać na co go stać, jednak potrzebuje do tego odpowiedniej dawki paliwa. Podczas dynamicznej jazdy nie trudno będzie osiągnąć wynik powyżej 10 litrów na 100 kilometrów. Styl jednak musi kosztować, więc 500X dostaje ode mnie rozgrzeszenie, tym bardziej,  że podczas spokojnej jazdy zapotrzebowanie na benzynę spada do 6,5 litra.

Po japońsku


Podążając tropem stylu na pewno natraficie na Toyotę C-HR. Nadwozie tego Japończyka bezwzględnie podporządkowano modzie. To auto po prostu musi być widać. Jeśli ktoś zarzucał Toyocie, że produkuje nudne samochody, od chwili pojawienia się tego modelu na rynku stracił argumenty. Autem miałem okazję podróżować po Polsce chwilę po pojawieniu się modelu w sprzedaży i powiem, że dawno nie obserwowałem takiego zainteresowania przechodniów oraz innych uczestników ruchu. Nie było parkingu, na którym niby przypadkiem ludzie obchodzili Toyotę dookoła. Ci odważniejsi przystawali i zaglądali do środka. Ten widok przypomniał mi obrazy z dzieciństwa, gdy w Sopocie w okolicach „Monciaka” niedaleko Grand Hotelu ktoś z zagranicznych gości zaparkował Porsche 911 lub sportowego Mercedesa. I ta mina, gdy otwierając auto udajesz, że cię to nie obchodzi… Wewnątrz jest równie dizajnersko jak na zewnątrz.

Na uwagę zasługuje bardzo wygodna kierownica i fotele przednie. Deska rozdzielcza została ładnie zaprojektowana, a materiały wykończeniowe są dobrej jakości. Projektanci przesadzili jednak w jednej kwestii. Schowka przed pasażerem nie da się otworzyć podczas jazdy. I nie dlatego, że się zacina. Nic z tych rzeczy. Nie pozwolą na to kolana pasażera. Deska rozdzielcza i tunel środkowy są w tym miejscu tak wyprofilowane, że nie będziecie w stanie nawet wsunąć dłoni do schowka, żeby coś z niego wyjąć. Zwróćcie więc uwagę, co tam chowacie, bo trzeba będzie się zatrzymać i poprosić pasażera, żeby na chwilę wysiadł. Pół biedy, jeśli to będzie „On”… Jesień, pada deszcz, jedziecie do restauracji. Nagle wyrywa Ci się zdanie: „Kochanie, musisz na sekundkę wyskoczyć z auta, bo chciałbym wyjąć pendrive z naszą ulubioną muzyką” … kurtyna. C-HR nie jest autem rodzinnym. Z tyłu jest mało miejsca, a wysoka linia okien potęguje wrażenie ciasnoty. Jeśli jednak jeździcie maksymalnie we dwoje, będzie Wam wygodnie. Wnętrze jest jakby szyte na miarę i miło otula swoich pasażerów. Egzemplarz, którym jeździłem, wyposażony był w silnik o pojemności 1,2 litra i mocy 116KM. Fantastyczna konfiguracja do tego małego auta. Oczywiście na topie są teraz hybrydy i w dobrym tonie jest zamówić Toyotę właśnie z takim napędem, jednak osobiście uważam, że to właśnie jednostka benzynowa najlepiej pasuje do charakteru C-HR. Jest cicha, dynamiczna i nie brakuje jej momentu obrotowego. Jeśli nie szalejemy zbytnio, spalanie można utrzymać na poziomie 7 litrów na 100 kilometrów. Również na autostradzie jest przyzwoicie i dopiero prędkości dozwolone u naszych zachodnich sąsiadów spowodują, że komputer pokaże liczbę dwucyfrową. Zbiornik paliwa pozwoli wtedy na przejechanie 300 kilometrów, bo będziecie w stanie zatankować do niego 34 litry paliwa. Auto jest jednak dobrze wyciszone i szybka jazda nie będzie męcząca. Najlepiej C-HR będzie się jednak sprawdzać w mieście, gdzie będzie mogła cieszyć oko innych użytkowników dróg. Fantastyczna propozycja dla pań, ale i mężczyzna nie będzie w niej wyglądał źle.

Paris, Paris


Peugeot 2008 to kolejny z przedstawicieli modeli, które będziemy kupować sercem. O ile jego wygląd zewnętrzny jest już bardziej zachowawczy, to w środku jest po prostu rewelacyjnie. I pod względem dizajnu, i wykończenia, i wygody foteli i wielkości wnętrza. Crossover przypominający bardzo mniejszego brata, model 208, okazuje się być trafionym wyborem, jeśli zależy Wam na przewożeniu rodziny. Z tyłu miejsca jest dużo i nie tylko dla małych dzieci. Spokojnie będziecie mogli podwozić do pracy swoich sąsiadów, a ci z premedytacją będą się spóźniać na autobus, żeby z tej pomocy skorzystać.

Uwagę muszę zwrócić na ukształtowanie deski rozdzielczej, szczególnie ze strony pasażera. Dawno nie widziałem tak ogromnej przestrzeni na kolana i nogi. Gdybyście kiedyś mieli być taksówkarzem w Kairze, to Peugeot 2008 jest bezdyskusyjnie najlepszym wyborem. W tamtych warunkach spokojnie zmieścicie przed pasażerem jeszcze dwóch dorosłych mężczyzn i będzie im wygodnie. Kierowca na pewno doceni małą kierownicę, choć jej spłaszczenie na dole nie każdemu przypadnie do gustu. Fotele przednie wymuszają trochę pozycję jak na imieninach u cioci przy stole, ale wygodzie foteli nie można niczego zarzucić. Może brakować czasem trzymania bocznego, bo silnik 1,2 Pure Tech, choć trzycylindrowy, to swoją dynamiką zachęca do wciśnięcia pedału gazu. Do tego przyjemnie brzmi. Świetna jest także widoczność do przodu i ogólna poręczność w mieście, bo 2008 okazuje się bardzo zwrotne.

Do miasta i za miasto


Opel Mokka X, zaskoczył mnie pozytywnie w praktycznie każdej kwestii. Przyczepiłbym się jedynie do silnika testowego egzemplarza, ale o tym później. Niemiecki Crossover wyposażony był w napęd na wszystkie koła i okazało się to jego ogromną zaletą. Świetna trakcja na mokrej nawierzchni oraz dużo frajdy podczas pokonywania dróg pojezierza brodnickiego udowodniły, że choć napęd 4×4 to opcja wymierająca w segmencie miejskich SUV-ów, warto mieć ją na liście konfigurując swoje auto. Mokka X pewnie trzyma się drogi i daje kierowcy dużo przyjemności podczas jazdy, nie zaskakuje przy tym żadnym niepewnym zachowaniem. Wnętrze jest również obszerne i dobrze wykończone. Bardzo przyjemna i miękka jest kierownica. Aż chce się ją trzymać, tym bardziej, że w moim egzemplarzu była podgrzewana. Bardzo przydatna funkcja w pierwszej części tegorocznego lata… Tak w ogóle, to Mokka X może z powodzeniem konkurować z Oplem Astrą, jeśli nie potrzebujecie odmiany kombi. Bagażnik 356 litrów okazuje się całkiem pojemny w codziennym użytkowaniu, tym bardziej, że jest bardzo ustawny. Z tyłu spokojnie zmieścicie dzieciaki i nie będą one narzekać, na brak miejsca. Opel wydaje się również autem najbardziej wyważonym i to chyba w każdej dziedzinie. Nie jest szczególnie ekstrawagancki i ostentacyjny, chociaż nie można odmówić mu urody. Takiej bardziej męskiej urody…

Wnętrze jest stonowane stylistycznie, ale wszystko znajdziemy pod ręką. Bardzo dobrze się prowadzi, a napęd 4×4 pozwoli wybrać się zimą w góry, bez obawy, że nie podjedziemy do Bukowiny Tatrzańskiej od strony Poronina. A wierzcie mi, zdarzyło mi się tam założyć łańcuchy na koła. Przyczepić się mogę jedynie do silnika. Benzynowa jednostka o pojemności 1,4 litra generuje 140 koni mechanicznych. Maryla Rodowicz śpiewała kiedyś: „i tylko koni żal”. No właśnie żal, bo jakoś ich nie widać pod maską Mokki. Podczas przyspieszania, auto zachowuje się subiektywnie ociężale, jakby nie za bardzo chciało się rozpędzać. Być może moje wrażenie zostało przesłonięte doskonałą dynamiką Opla Astry, która z silnikiem o mocy 125KM w trybie sport zachowuje się jak wyścigówka. Być może jest to kwestia masy auta (1378kg), być może mniejszego momentu obrotowego silnika. Na co dzień nie będzie źle, ale zawieszenie i układ napędowy powalają na dużo więcej niż silnik.

Na wojskowo, terenowo


Na koniec zostawiłem sobie auto, które zaskoczyło mnie najbardziej. Jeep Renegade, klasyfikowany jest jako miejski crossover, ale biada temu, kto będzie się z niego naśmiewał. On nie tylko wygląda jak mała terenówka. On jest terenówką, do tego bardzo męską i zadziorną. Niby konstrukcyjnie spokrewniony z Fiatem 500X, jest od niego kompletnie różny i to w każdym calu. Jeep nie boi się zaoferować klientom gamy kolorystycznej rodem z pracowni Andiego Warhola, dlatego Wasz egzemplarz może być naprawdę wyjątkowy. Kształt karoserii, mocno zarysowany przód oraz prawie pionowa szyba przednia nawiązują do większego modelu Wrangler.

W środku zaś wrażenie miałem jakbym siedział w aucie przynajmniej o dwa numery większym. Musielibyście mieć ręce orangutana, żeby dotknąć przedniej szyby z pozycji kierowcy. Daleko wysunięty dach potęguje wrażenie przebywania w małym czołgu, ale uczucie jest jak najbardziej pozytywne. Wersję na 75-lecie marki możecie zamówić w zielonym, wojskowym lakierze, a zamiast dwa szyberdachy wyglądają jak włazy w czołgu. Co ciekawe, na pokładzie znajduje się specjalny kluczyk, który pozwala na całkowite usunięcie owych włazów. Będziecie mogli wtedy całą rodziną bawić się w „Czterech Pancernych… i Psa…” Renegade posiada wiele smaczków nawiązujących do historii marki. Elementy wyposażenia posiadają nawiązania do charakterystycznego grilla marki Jeep, a z prawej strony, po przedniej szybie wspina się klasyczny Willis. Fajnie. I całkiem wygodnie. W pełnym oglądzie sytuacji przeszkadzają trochę masywne przednie słupki, ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Miałem okazję jeździć wersją z dwulitrowym dizlem o mocy 120KM i manualną skrzynią biegów. Auto miało oczywiście napęd na wszystkie koła, z wyborem trybów terenowych. Optymalny napęd i niezrównane w tej klasie właściwości terenowe. Górki, piach, błoto… jeśli mieszkacie pod miastem, a waszym sąsiadem jest właściciel tartaku, to musicie kupić sobie Renegade. Ten Jeep w kategorii właściwości terenowe nie ma konkurencji. Do tego na asfalcie też radzi sobie całkiem dobrze i świetnie wygląda ubłocony w sobotę pod supermarketem.

Jak widać, co marka, to inny przepis na miejskiego crossovera. Może być modnie, stylowo, odważnie, ale również pragmatycznie i użytkowo. Możliwości jest wiele, bo praktycznie każda marka jest w stanie zaoferować Wam któryś ze swoich modeli. Jedno jest pewne. Zanim dokonacie wyboru, skorzystajcie z jazdy próbnej, bo może się okazać, że model, którego nie bralibyście pod uwagę spełni wszystkie Wasze oczekiwania lub zaskoczy czymś szczególnym. Jedno jest pewne, Małe SUV-y są doskonałą alternatywą dla klasy kompaktów, a za ich zakupem przemawia nie tylko moda.

Jinba Ittai dla rodziny

Co takiego wyjątkowego kryje w sobie nowa Mazda MX-5, że jej pojawienie się na rynku określano jako jedną z najważniejszych premier tego roku? Pierwsze jazdy przeprowadziłem podczas dziennikarskiej prezentacji w okolicach Barcelony. Od pierwszego momentu CX-5 zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie – na tyle dobre, że zdecydowałem się poznać ją bliżej już po powrocie do kraju.

Masywny przód z ogromnym grillem może się podobać, a na pewno budzi respekt każdego, kto zobaczy go w tylnym lusterku. Wąsko narysowane reflektory, będące niejako rozwinięciem linii grilla pozwoliły zachować frontowi lekkość. Podobne odczucia wywołuje cała linia nadwozia. Długa maska i duża kubatura przedziału pasażerskiego nie sprawia wrażenia ciężkiego. Design Kodo – to dusza ruchu. Elegancja przemieszczania się, to jedna z filozofii jaka przyświecała projektantom podczas tworzenia tego rodzinnego SUV-a, w efekcie czego powstało harmonijne nadwozie, do którego aż chce się wsiąść.

Wnętrze jest rozwinięciem filozofii Kodo, a producent definiuje je wyrażeniem Jinba Ittai, które tłumaczy się jako „koń i jeździec w idealnej harmonii”… Rozwijałem już ten temat przy okazji testu modelu MX-5 RF, napiszę więc tylko, że chodzi o wrażenie zespolenia kierowcy z autem. I rzeczywiście wszystko jest pod ręką, jakby szyte na miarę. We wnętrzu czuć, że jego zaprojektowaniu Mazda poświęciła bardzo dużo czasu. Połączenie czarnej deski rozdzielczej i białych foteli jest bardzo trafione, a całość rysuje się niezwykle elegancko. Deska rozdzielcza została bardzo skromnie wyposażona w przyciski, a większością funkcji sterujemy zmyślnym panelem umieszczonym na tunelu środkowym. Rozwiązanie jest bardzo wygodne, a obsługa intuicyjna. Fotele są ponadprzeciętnie wygodne i śmiało powiem, że jest to światowa czołówka. Przejechałem tym autem ponad 1000 kilometrów i do ergonomii i wygody nie mogę się przyczepić. Z tyłu komfortowo będzie dwóm pasażerom. Środkowe miejsce będzie zadowalające jedynie na krótkich trasach.  Bagażnik ma pojemność 506 litrów i jest to wartość przeciętna w tej klasie. Na plus mogę zapisać, że jest ustawny. Dobrym pomysłem jest także roleta zakotwiczona do klapy bagażnika. Podczas otwierania unosi się, dając pełny dostęp do przestrzeni bagażowej

Do testu dostałem wersję wysokoprężną o pojemności 2,2l i mocy 175KM. Silnik zespolono z automatyczną skrzynią biegów i napędem na wszystkie koła. I właśnie takie rozwiązanie wydaje się być optymalne dla CX-5. Moment obrotowy 420Nm dostępny jest od 2000 obrotów na minutę i doskonale radzi sobie z rozpędzaniem auta. We wnętrzu jest cicho, a delikatny hałas opływającego powietrza pojawia się dopiero gdy wskazówka prędkościomierza zaczyna wskazywać wartości niedozwolone na autostradzie w naszym kraju. Zawieszenie zestrojone jest dość sztywno, tak bardziej po niemiecku niż japońsku, ale nie cierpi na tym komfort podróżowania. Jest relaksująco i bezpiecznie zarazem. Samochód nie buja się w zakrętach, a specyfika jazdy jest bliższa osobówce niż wysokim SUV-om. Słowa uznania należą się skrzyni biegów. Przełożenia zmienia tak aksamitnie i niezauważalnie, że chwilami zastanawiałem się, czy nie jest to konstrukcja bezstopniowa… I nie potrzebne są łopatki przy kierownicy, niepotrzebny jest tryb „sport”, bo charakterystyką skrzyni sterujemy zwyczajnie prawą stopą… Jak na nowoczesne auto przystało, kierowca ma do dyspozycji szereg udogodnień i asystentów pakietu i-Activsense, które czuwają nad bezpieczeństwem jazdy. Na autostradzie egzamin zdaje asystent pasa ruchu, który utrzymuje auto na zadanym kursie, a także aktywny tempomat, który w sposób dynamiczny dostosowuje się do warunków jazdy, monitorując przestrzeń przed samochodem. Poza tym przyda się na pewno system wspomagania hamowania SCBS oraz czujnik wykrywający znużenie prowadzącego.

Jednak najlepsza w moim odczuciu atrakcja czeka na kierowcę, gdy słońce skryje się za horyzontem. Wtedy do akcji wkraczają matrycowe reflektory LED, które dostosowują się do warunków jazdy. W praktyce jedziemy cały czas na długich światłach, a poszczególne auta, te przed nami i te nadjeżdżające z przeciwka, wycinane są z wiązki światła, aby nie powodować oślepiania innych uczestników ruchu. Dodatkowo reflektory reagują na zmianę prędkości odpowiednio poszerzając lub wydłużając promień świetlny. Rozwiązanie jest wręcz genialne i działa wyśmienicie. Ujmę to tak: nie możecie zamówić nowej Mazdy CX-5 bez tych świateł. Powiem więcej… nie możecie nie zamówić nowej Mazdy CX-5. Japończykom udało się stworzyć SUV-a, który jest bliski ideału, auto które z każdym pokonanym nim kilometrem udowadnia, że jest warte każdej wydanej na niego złotówki.

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...