.
Strona główna Blog Strona 29

Sortowanie i recykling w gąszczu przepisów

Wojciech Kamiński, ekspert rynku surowców wtórnych, którym zajmuje się przez 25 lat od wejścia pierwszej ustawy o odpadach. Kieruje firmą doradczą EcoKam, pomagając przedsiębiorstwom w walce z urzędami i zawiłościami przepisów.

Jak zaczęła się pańska w kariera w branży surowców wtórnych?

Jeden z moich pierwszych pracodawców, właściciel firmy zajmującej się odpadami, zlecił mi, żebym zajął się nowymi wymogami prawnymi. Zacząłem więc analizować te przepisy, a następnie wdrażać je i śledzić pojawiające się zmiany. Robię to do dziś, choć już na własną rękę jako ekspert, działając na rzecz wielu podmiotów. Niedawno uruchomiłem spółkę – Kancelarię Eco.

Pierwszy poważny projekt, nad którym pan pracował?

Była to budowa sortowni odpadów komunalnych, która miała zajmować się również przetwarzaniem, co wówczas stanowiło nowość. W tym czasie pracowałem we wspomnianej wyżej firmie. Miałem silną motywację – jako bardzo młody człowiek zostałem kierownikiem zakładu. W ogóle moja kariera w tej spółce była bardzo szybka – zaczynałem jako przedstawiciel handlowy, po dwóch miesiącach okazało się, że trzeba zorganizować cały dział, więc mi to zlecono. Był to ciekawy okres. Wielu przedsiębiorców dopiero wtedy zrozumiało, że zamiast wywozić odpady na składowisko, lepiej je posortować, wyciągnąć niektóre rzeczy, sprzedać i zakontraktować. Zakład, którym zarządzałem, spełniał wszystkie wymagania. A ja nieźle radziłem sobie w roli managera, choć dużo lepiej czuję się jako niezależny specjalista. Okazało się, że potrafiłem wszystko zorganizować, napisać wniosek, przygotować decyzję środowiskową, wybrać właściwe maszyny, a potem zadbać, żeby wszystko działało.

Wspominał pan o przełomowej ustawie o odpadach z 27 kwietnia 2001 roku.

Zalążki recyklingu istniały wcześniej, ale dzięki ustawie i związanymi z nią przepisami nastąpiła profesjonalizacja branży. Czułem, że znalazłem się we właściwym czasie i miejscu, by zrobić coś wartościowego. Analizowałem krajowe plany gospodarki odpadami, wgłębiałem się w szczegóły przepisów. Po raz pierwszy zetknąłem się z przedstawicielami WIOŚ, czyli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy przyjechali na kontrolę zakładu. Ucieszył mnie brak zastrzeżeń. Swego rodzaju dzwonkiem ostrzegawczym było jednak dla mnie to, że urzędnicy postrzegali rzeczywistość zupełnie inaczej niż przedsiębiorcy. Zrozumiałem, że moim zadaniem będzie pogodzenie obu tych światów.

Co zmieniło wejście naszego kraju do Unii Europejskiej?

Nie było to szczególnie odczuwalne. Znacznie łatwiejsze stało się przesyłanie odpadów za granicę. Generalnie nie korzystałem jednak z tej możliwości, wolałem znajdować partnerów w Polsce. Największa rewolucja wybuchła, gdy gminy stały się właścicielem odpadów komunalnych. Także i w moim życiu wywołało to zmianę. Postanowiłem wyspecjalizować się w dziedzinie odpadów niebezpiecznych i pobudowlanych. Następnie zająłem się recyklingiem elektroniki, zostałem kierownikiem zajmującego się tym zakładu. Odzyskiwaliśmy metale szlachetne oraz ziem rzadkich, ale też różne komponenty, które można było ponownie wykorzystać. Ciekawostkę stanowiły stare automaty do gier, które miały wyglądać bogato, więc elementy metalowe pokrywano prawdziwym złotem. Dzisiaj producenci są mniej rozrzutni, choć nie dotyczy to elektroniki przeznaczonej dla wojska.

A jak rozwijała się pańska kariera?

Po pięciu latach pracy w zakładzie stwierdziłem, że warto zacząć coś robić samemu. Jak już wspomniałem, bardziej odpowiadała mi rola eksperta niż managera. I tak zostało do dziś. Moja własna firma powstała w sposób naturalny, zgłaszały się do mnie kolejne spółki, prosząc o przygotowanie różnych opracowań. W końcu okazało się, że mam dużo zleceń, przynoszących mi znacznie więcej pieniędzy niż praca etatowa. Nie było się więc nad czym zastanawiać.

Kim są pana klienci?

Większość podmiotów działających w branży ochrony środowiska zajmuje się zagospodarowaniem odpadów. Muszą uzyskiwać odpowiednie zezwolenia na przetwarzanie i zbieranie odpadów. Są też firmy, które muszą mieć pozwolenia na wytwarzanie odpadów. Słowem – prawo nakłada na przedsiębiorców pewne obowiązki, wskazując, co trzeba opisać i przedstawić w stosownym urzędzie. Następnie urzędnicy oceniają, czy wnioski zgłaszane przez przedsiębiorców spełniają wymagania ustawy o odpadach i innych regulacji dotyczących ochrony środowiska.

Kto podejmuje końcowe decyzje – samorządy czy administracja państwowa?

Na przestrzeni lat kompetencje się zmieniały, podobnie jak przepisy. Dobrze ilustruje to następujący przykład: któregoś razu przyszedłem do urzędu, a urzędniczka ze starostwa powitała mnie z pretensją: „Co pan najlepszego narobił? Przez pana mamy spór kompetencyjny z marszałkiem.” Przepisy były przedziwnie sformułowane. Przykładowo, zakład przetwarzania elektroniki podlegał marszałkowi, a za przetwarzanie odpadów budowlanych odpowiadał starosta. Pokazuje to, że nawet wewnątrz administracji rządowej występowały sprzeczności. Kolejny problem to kompetencje samorządów. Obecnie, chcąc uruchomić zakład zajmujący się odpadami, trzeba najpierw uzyskać od samorządu pozytywną decyzję środowiskową, potem zgodę wydaje administracja.

Podsumowując – najpierw należy zwrócić się do samorządu, a następnie do starosty lub prezydenta.

To duże uproszenie. Także i dziś nie jest to zero-jedynkowe. Wiele zależy od tego, z jakim podmiotem mamy do czynienia, np. miastem na prawach powiatu, gdzie prezydent ma uprawnienia starosty. Kolejne problemy pojawiają się, gdy inwestor zamierza podjąć działalność na terenach zamkniętych, na przykład kolejowych. Za takie tereny odpowiada Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, podlegająca ministerstwu. Organy samorządowe w takim przypadku nie mają nic do powiedzenia. Gdy jednak zakład ma powstać na ich terenie, wydają opinię, która niekoniecznie jest wiążąca. Wielokrotnie miałem do czynienia z przypadkami, gdy burmistrz czy wójt mówił nie, chociaż nie było żadnych przeciwskazań. Jeśli przedstawiciel samorządu nie znajdował oparcia w przepisach, sprawa była kierowana do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. A ostatecznie i tak decydował przedstawiciel administracji rządowej. Jeden z burmistrzów powiedział mi w zaufaniu, że wstrzymywał godną wsparcia inwestycję, ponieważ nie chciał wejść w konflikt z wyborcami.

A kto odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie zakładów zajmujących się sortowaniem i recyklingiem odpadów?

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. W związku z tym, że pojawiło się rozporządzenie dotyczące zasad przeciwpożarowych w miejscach magazynowania odpadów, drugą instytucją kontrolną stała się Straż Pożarna. Ma ona bardzo rozbudowane kompetencje, ponieważ może zamknąć zakład z dnia na dzień.

Czy ten gąszcz przepisów nie hamuje inicjatywy w tej dziedzinie?

Najgorsza jest nieustająca wojna polsko-polska. Z jednej strony, są przedsiębiorcy, a z drugiej, gminy, administracja, WIOŚ i straż. To jest prawdziwa walka, przedsiębiorcy muszą korzystać z pomocy specjalistów – takich jak ja – oraz prawników, bo przegraliby na wstępie, usiłując przedrzeć się przez kruczki prawne. Nikt nie przeczy, że sortownie odpadów są bardzo potrzebne, ale inwestorzy nie mogą liczyć na żadną pomoc.

Nie wspomniał pan o szarej strefie.

Mamy dzisiaj w Polsce Bazę Danych Odpadowych, w której są zapisane dane o działalności przedsiębiorców na terenie naszego kraju. Są tam informacje o decyzjach, które otrzymał dany zakład i jakie odpady może przetwarzać. Niestety, baza bywa wykorzystywana przez kombinatorów. Znam przypadek cudzoziemca, który założył spółkę w Polsce, wpisał ją do BDO, i podał różnego rodzaju informacje, które nie zostały zweryfikowane. Przyjmował odpady i trudno powiedzieć, co z nimi robił. Teoretycznie powinien go skontrolować WIOŚ, ale rejestr jest w gestii urzędu marszałkowskiego… I znów zaczyna się wojna polsko-polska, bo jeżeli przedsiębiorca zleci w dobrej wierze cokolwiek temu cudzoziemcowi, to na końcu ma zagwarantowaną wizytę u prokuratora. A co z oszustem? Zdąży wyjechać, zanim pojawią się prawdziwe problemy. Co gorsza – nie jest to przypadek odosobniony.

Co najbardziej pana irytuje w kontaktach z urzędami?

Gdy słyszę na wstępie: nie, bo nie. Urzędy nie odpowiadają też na pytanie: dlaczego nie? Nie wyjaśniają, co przedsiębiorca powinien zrobić, by daną sprawę załatwić. Zdarza się, że wójt czy burmistrz blokuje gotową inwestycję. Bywa że media nakręcają akcję przeciw zakładowi zajmującemu się gospodarką odpadami, bo ktoś puścił pogłoskę, że jest w nim coś niebezpiecznego. Słowem – nie jest to łatwy kawałek chleba.

Na marginesie działalności prowadzi pan działania prospołeczne na rzecz ekologii.

Utworzyłem kanał na YouTube poświęcony gospodarce odpadami. Jest to „Kanał z klimatem”. Pokazuję tam filmy edukacyjne dla dzieci tłumaczące, że różne rzeczy to nie śmieci.

Proszę, żeby na koniec opowiedział pan o kolejnej aktywności zawodowej, która daje panu wyłącznie satysfakcję?

Jestem fanatykiem filmowania z dronów. Skłoniło mnie to do podjęcia współpracy z przyjacielem – Tomaszem Czernickim, który świadczy profesjonalne usługi rejestracji filmowej. Zaczynał jako samouk, ale szybko dorównał profesjonalistom. Realizujemy ambitne projekty – tylko raz nagraliśmy wesele, ale była to niezwykła impreza w łazienkach Królewskich z koncertem fortepianowym, baletem itp. Pracujemy na zlecenia różnych firm i instytucji. Nasze materiały wykorzystywane są w reklamie i telewizji. Ujęcia z dronów zajmują mi relatywnie mało czasu, w związku z czym wdrożyłem się w inżynierię dźwięku, zajmuję się też oświetleniem. Coraz częściej filmujemy koncerty, co bardzo lubię. Ostatnio zostaliśmy zaangażowani przez Polskie Radio. Co ciekawe – mieliśmy mnóstwo zleceń podczasz pandemii, gdy firmy postawiły na streaming.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Nie tylko praca…

Wojciech Kamiński

Ulubione miejsce wypoczynku › Lubię spędzać czas na łonie natury, najchętniej w lesie, z dala od hałasu miasta.

Hobby › Jestem fanatykiem żeglarstwa. Trzymam jacht na pięknym i czystym jeziorze Wigry. Nie lubię Mazur, bo wokół jest pełno ludzi, hałasują motorówki i skutery wodne. W przyszłym roku planuję pływanie po jeziorach w Norwegii, gdzie zabiorę swój jacht. Na marginesie, żegluję już nim 32 lata i utrzymuję w doskonałym stanie, więc nigdy mnie nie zawiódł.

Pływam wszędzie, gdzie się da, np. dwa razy dopłynąłem do Gdańska – raz z Warszawy, a za drugim razem z Kazimierza. Kilka razy pokonałem trasę z Mazur na Zegrze, wygodnie, bo z prądem. Polecam żeglowanie po Wiśle, bo w niektórych miejscach można się poczuć, jak w Amazonii. Gdzie człowiek spojrzy, tam natura – pełno ptactwa, kormorany, czaple, łabędzie.

Kilka lat temu odkryliśmy z rodziną – mam 17-letnią córkę i 14-letniego syna, że najfajniej można spędzić Boże Narodzenie na nartach w górach, gdy stoki są puste.

Kulinaria › Kuchnia tajska. Moja domowa specjalność to pizza.

Sport › Pływanie. W dobrych czasach robiłem 100 basenów w godzinę.

Książki › Uwielbiam czytać, zwłaszcza science fiction. Polecam „Hyperion” Dana Simmonsa, czytałem go kilka razy. Jakiś czas temu przestawiłem się na czytnik elektroniczny.

Motoryzacja › Najlepsze auto to dla mnie takie, które może pociągnąć jacht. Kiedyś dużo jeździłem motocyklem, pojechałem nim nawet do Paryża.

Sektor bankowy liderem we wdrażaniu GenAI

Bankowość wyprzedza inne branże w tym zakresie m.in. w marketingu, zarządzaniu ryzykiem czy obsłudze klienta – wynika z najnowszego badania firmy SAS

17 proc. liderów w bankowości w pełni zintegrowało GenAI z podstawowymi procesami swoich organizacji. Oprócz tego trzech na pięciu ankietowanych w jakimś stopniu korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji, a niemal wszyscy pozostali planują jej wdrożenie. Mimo obaw dotyczących prywatności i bezpieczeństwa danych, badanie SAS potwierdziło, że banki już teraz czerpią korzyści z GenAI w różnych obszarach działalności.

Raport Your journey to a GenAI future: A strategic path to success in banking opiera się na wynikach globalnego badania międzysektorowego, przeprowadzonego przez SAS we współpracy z Coleman Parkes Research. 243 osoby z grupy 1,6 tys. ankietowanych liderów biznesowych z 20 krajów świata to przedstawiciele sektora bankowego zajmujący wyższe stanowiska kierownicze, którzy odpowiedzialni są za strategię GenAI w swoich organizacjach. Ich spostrzeżenia pozwalają ocenić, w jaki sposób banki wdrażają GenAI, z jakimi wyzwaniami się mierzą oraz jak bankowość wypada w porównaniu z innymi sektorami, takimi jak ubezpieczenia, administracja publiczna, opieka zdrowotna, produkcja czy handel detaliczny.

– Istnieje wyraźny trend, jakim jest wdrażanie GenAI w wielu sektorach, a szczególnie w usługach finansowych – powiedział Alex Kwiatkowski, dyrektor Globalnych Usług Finansowych w SAS. – Nasze badanie wykazało, że banki wraz z firmami ubezpieczeniowymi korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji częściej niż firmy z innych branż. Wśród wielu korzyści, jakie dostrzegają pierwsi użytkownicy, jedną z najczęściej wymienianych przez liderów bankowych jest poprawa w zarządzaniu ryzykiem i zgodnością z regulacjami. Prawie dziewięć na dziesięć osób zgłosiło w tym obszarze postępy po wdrożeniu GenAI.

Rosnące budżety na GenAI

Zainteresowanie banków generatywną sztuczną inteligencją jest bardzo wysokie. Aż 98 proc. przedstawicieli sektora bankowego uczestniczących w badaniu albo już korzysta z GenAI (wynik 60 proc. stawia sektor na równi z ubezpieczeniami w kategorii tempa adaptacji technologii) albo planuje wdrożenie w ciągu najbliższych dwóch lat (38 proc.). Co więcej, 90 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ma przeznaczony budżet na GenAI na nadchodzący rok.

Oprócz 17 proc. liderów, którzy zadeklarowali wdrożenie GenAI w procesach biznesowych na pełną skalę, kolejne 43 proc. eksperymentuje z tą technologią. Sześć na dziesięć osób potwierdziło co najmniej jeden przypadek użycia GenAI, a to najwyższy wskaźnik wśród wszystkich badanych branż.

Banki wykorzystują też GenAI w różnych działach i procesach biznesowych. W porównaniu ze średnią międzysektorową banki częściej stosują GenAI w marketingu (47 proc.), IT (39 proc.), sprzedaży (36 proc.), finansach (35 proc.) i obsłudze klienta (24 proc.).

– Technologia GenAI jest dla banków mieczem obosiecznym, ponieważ przestępcy mogą szybciej wykorzystać ją do oszustw niż banki do ochrony klientów – powiedział Stu Bradley, wiceprezes ds. ryzyka, oszustw i zgodności w SAS. –  Lepsze zabezpieczenia antyfraudowe to jednak tylko jedna z wielu potencjalnych korzyści, na które mogą liczyć firmy decydujące się na wdrożenie GenAI. Liderzy pierwszej fali wdrożeń tej technologii już teraz widzą zwroty z inwestycji w wielu obszarach działalności banku.

GenAI już przynosi korzyści

Korzyści z zastosowań GenAI w bankowości są widoczne już dziś, szczególnie w bankowych procesach wewnętrznych. Wśród liderów sektora, którzy zintegrowali GenAI, zdecydowana większość zauważyła postępy w:

r doświadczeniu i satysfakcji pracowników (90 proc.),

r zarządzaniu ryzykiem i zgodnością z regulacjami (88 proc.),

r oszczędności czasu i zmniejszeniu kosztów operacyjnych (85 proc.).

Ponadto ponad trzy czwarte ankietowanych dzięki analizom opartym na danych zgłosiło poprawę satysfakcji klientów i poziomu ich utrzymania (82 proc.), wydajności w przetwarzaniu dużych zbiorów danych (78 proc.) oraz sprzedaży lub udziałów w rynku (76 proc.).

Obszarem, w którym banki najczęściej wykorzystują GenAI jest marketing – wskazało go 47 proc. managerów. Inne badanie SAS przeprowadzone wśród specjalistów ds. marketingu wykazało, że bankowcy najczęściej używają GenAI do interakcji z klientami (44 proc.) oraz tworzenia treści marketingowych (33 proc.) W ciągu roku planują oni także rozszerzyć zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji na targetowanie odbiorców (64 proc.) i analizę trendów (64 proc.).

Główne bariery

Z GenAI, podobnie jak z innymi inwestycjami, wiąże się ryzyko i niepewność. Główne obawy liderów bankowości dotyczą ochrony prywatności (74 proc.) i bezpieczeństwa danych własnych oraz klientów (71 proc.). Potencjalnym rozwiązaniem może być stosowanie danych syntetycznych – już 29 proc. korzysta z tej formy GenAI, a kolejne 33 proc. poważnie ją rozważa.

Kolejna bariera to wyzwania wdrożeniowe. W ocenie ponad połowy uczestników badania (54 proc.) korzystanie z publicznych i własnych zbiorów danych było lub prawdopodobnie będzie utrudnieniem we wdrażaniu GenAI. Podobny odsetek ankietowanych (49 proc.) przyznaje, że kłopoty sprawia im praktyczna realizacja pomysłów.

Powodem do obaw liderów bankowości są również kwestie zarządzania i regulacji. Tylko 6 proc. ankietowanych stwierdziło, że obecne ramy zarządzania w ich organizacjach są „dobrze ugruntowane”. Większość (58 proc.) opisuje je jako „w trakcie rozwoju”, a ponad jedna trzecia – jako „doraźne lub nieformalne” (27 proc.) albo „nieistniejące” (9 proc.). Jeżeli chodzi o największe przeszkody we wdrażaniu skutecznego zarządzania i monitorowania, to prawie jedna trzecia uczestników badania (30 proc.) wskazała na ograniczenia technologiczne. Kolejne 30 proc. zwróciło uwagę na brak przejrzystości i odpowiedzialności, co jest wynikiem nieco wyższym niż w innych branżach.

„GenAI zmienia świat bankowości w sposób wcześniej niewyobrażalny – i to w oszałamiającym tempie” – powiedział Alex Kwiatkowski. „W obszarze zarządzania AI nie ma drogi na skróty, ani w bankowości, ani w żadnej branży. Zaufana AI wymaga fundamentu, który w centrum stawia człowieka i musi ucieleśniać inne kluczowe zasady odpowiedzialnej innowacji – w tym inkluzywność, przejrzystość i odpowiedzialność”.

Raport z badania o wykorzystaniu generatywnej AI w sektorze bankowym jest dostępny na stronie https://www.sas.com/genai-banking. Więcej informacji można znaleźć w interaktywnym panelu SAS.

Wojciech Gryciuk

Red Hat: od open source do open culture

    Claire Delalande, VP of EMEA Marketing w Red Hat, opowiada o otwartej kulturze w jej firmie.

    Na czym polega open culture jako kultura organizacyjna w firmie technologicznej, takiej jak Red Hat?

    To podejście bazujące na transparentności i współpracy wspieranej przez poczucie przynależności do wspólnoty. Liderzy w naszej firmie są zachęcani do zatrudniania najlepszych ludzi, bo wiedzą, że to od nich będą pochodzić najciekawsze pomysły. Za każdym razem, gdy uruchamiamy nowy projekt, najpierw pytamy członków zespołu, kto chce się w niego zaangażować. To oddolne podejście jest jednym z kluczowych wyróżników open culture. Gdybyśmy zamiast pytać narzucali obowiązek zajmowania się konkretnymi zadaniami, mogłoby to przynieść opłakany skutek.

    Od jak dawna działacie w zgodzie z open culture?

    Ja spotkałam się z otwartą kulturą po raz pierwszy 10 lat temu, gdy zaczynałam pracę w Red Hat. Przygotowany przeze mnie plan marketingowy wykorzystujący oddolne inicjatywy został bardzo pozytywnie odebrany. Innym przykładem ogromnego sukcesu projektów opartych na otwartej kulturze w Red Hat był proces odświeżania naszej identyfikacji wizualnej. W tym globalnym projekcie zmiany logotypu wziąć udział mógł każdy, a zainteresowani otrzymywali kolejne iteracje grafiki logo i mogli wypowiedzieć się na jej temat. Naturalnie przez to cały proces trwał dłużej, niż gdyby projekt przygotowywał dedykowany kilkuosobowy team, ale końcowy efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Dziś taki oddolny sposób działania to norma i coraz więcej naszych partnerów technologicznych także dostrzega jego korzyści.

    co daje open culture w kontekście relacji z klientem?

    Wyposaża nas w empatię i umiejętność słuchania klienta, co pozwala nam lepiej go poznać. To z kolei przekłada się na dokładniejsze zrozumienie wymagań biznesowych i pomaga wspierać firmy we wdrażaniu pomysłów i dobrych praktyk do społeczności, w których się obracają.

    Spróbujmy teraz uściślić, jaka jest rola lidera i struktury organizacyjnej w firmie o otwartej kulturze?

    Z mojej perspektywy to przede wszystkim wyznaczanie kierunków, coaching i wspieranie zespołu w codziennej pracy. Ważne jest też ciągłe zachęcanie pracowników do dzielenia się pomysłami i angażowanie wszystkich we wspólną pracę. Taka struktura organizacyjna bywa wymagająca – wiąże się z częstym kontaktem z ludźmi oraz byciem zawsze otwartym na rozmowę i feedback. Dla niektórych może to oznaczać konieczność wyjścia ze strefy komfortu.

    Przychodząc do Red Hat z innej firmy technologicznej, która nie kultywowała open culture, nie miała Pani doświadczenia w tym obszarze. Jak sobie Pani poradziła?

    Na początku największym wyzwaniem było dla mnie przebodźcowanie. Miałam wrażenie, że każdy czegoś ode mnie potrzebuje: pomysłu, feedbacku, rady, decyzji. Adaptacja zajęła mi kilka miesięcy, a nasza firma liczyła przecież wtedy tylko 6 tys. pracowników. Dziś, kiedy na pokładzie mamy już 23 tys. ludzi, działamy w bardziej ustrukturyzowany sposób. Nowych pracowników zabieramy na wyjazdowe szkolenie wprowadzające, gdzie od razu przedstawiamy im Red Hat: naszą misję, wizję i kluczowe produkty. W skład tego treningu wchodzi również dwugodzinny panel na temat idei open culture oraz sesja, w której liderzy dzielą się ze słuchaczami doświadczeniami z funkcjonowania w firmie o otwartej kulturze. I choć każdy z nich prezentuje własną historię, pewne wartości, takie jak przejrzystość, umiejętność współpracy i wspieranie merytokracji, pozostają wspólne dla nas wszystkich.

    To jak wygląda i czym się różni styl pracy managera oraz wyzwania w organizacji o otwartej kulturze od firm z innym stylem zarządzania?

    W tradycyjnych firmach wszystkie decyzje podejmuje się odgórnie. Natomiast w Red Hat tłumaczymy nie tylko, co zamierzamy zrobić, ale jeszcze „dlaczego” i „jak”. Niekiedy wymaga to wysiłku, ponieważ nie każda z osób decyzyjnych czuje się komfortowo, wyjaśniając „dlaczego”. Jednak kiedy ludzie to zrozumieją, zaczyna dziać się magia. A jedyny minus jest taki, że wymaga to czasu.

    To jeszcze zapytam o rozwój zawodowy i osobisty w firmie IT o otwartej kulturze, takiej jak Red Hat?

    Prowadzimy Red Hat University, gdzie dostępnych jest wiele różnych sesji szkoleniowych, technicznych i managerskich online. Kilka z nich dotyczy open culture i tego, jak być dobrym managerem, jest też specjalny program rozwoju dla liderów. Sama brałam udział w tym ostatnim i fascynujące było to, że wykonując zadania w małych grupach z ludźmi z innych działów, np. R&D, sprzedaży, techniki czy usług, można było nauczyć się współpracy z ekspertami, którzy na co dzień specjalizują się w zupełnie innych obszarach.

    Dużą wagę przywiązujemy też do rozwoju w zakresie przywództwa, coachingu i mentoringu. Sama jestem mentorem dla kilku osób, które przychodzą do mnie z problemami typu, jak rozwiązać konflikt czy poradzić sobie z konkretną sytuacją. Bez takich spotkań i odwagi w poruszaniu niewygodnych tematów trudno by im było zostać otwartymi managerami.

    Jak ważne są w tym media społecznościowe, np. LinkedIn, na którym jest pani bardzo aktywna?

    Bardzo ważne. Po pierwsze, jako osoba odpowiedzialna za marketing w Red Hat traktuję korzystanie z social mediów jako część swojej pracy. Uważam też, że to jedno z najlepszych narzędzi do utrwalania świadomości marki, zarówno zewnętrznie, jak i wewnątrz firmy. Dlatego publikując zdjęcia i posty z takiego eventu, jak Summit: Connect w Warszawie, chodzi mi nie tylko o zwrócenie uwagi na skalę przedsięwzięcia i frekwencję, która jak co roku dopisuje. Chcę również pokazać uśmiechniętych uczestników i atmosferę życzliwości, w jakiej wszyscy się tu spotykamy. Na tę atmosferę wpływa fakt, że każdy z naszych pracowników organizujących i biorących udział w tym wydarzeniu jest szczerym ambasadorem marki. Bez otwartej kultury nie dałoby się tego osiągnąć.

    Jak ocenia pani rozwój rynku, na którym działacie w regionie EMEA?

    Na Summit: Connect w Warszawie przyszło tak dużo osób, że trzeba było dostawiać krzesła, a my takich imprez w obszarze EMEA mamy co roku 19! Z roku na rok liczba odwiedzających nasze wydarzenia rośnie, także dlatego, że poruszane przez nas tematy, takie jak wirtualizacja czy automatyzacja, zyskują na znaczeniu. To technologie, na które każda firma musi postawić, jeśli chce dostarczać produkty szybciej i taniej. Wymaga to oczywiście przezwyciężenia różnych wyzwań, w tym luki kompetencyjnej, niedoboru talentów do pracy czy konieczności modernizacji IT. Red Hat wspiera przedsiębiorstwa w radzeniu sobie z tymi przeszkodami.

    Co jeszcze interesuje rynek? Oczywiście sztuczna inteligencja, chmura hybrydowa, a także kwestia tego, czy wracać do rozwiązań lokalnych, czy może zdecydować się na chmurę publiczną. Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi, ale sporo inspiracji można zyskać na naszych wydarzeniach. Wielu klientów chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami w tym zakresie i te wymiany wiedzy są jednym z najcenniejszych elementów organizowanych przez nas wydarzeń.

    A o tym, jak szybko się rozwijamy świadczą dwucyfrowe wzrosty naszych przychodów rok do roku. Nie ukrywamy przy tym, że w zarządzaniu budżetem jesteśmy nieco konserwatywni, ale dobrze na tym wychodzimy. Niektórzy dostawcy z branży IT w czasie pandemii COVID-19 zwiększali zatrudnienie nawet o 20 proc., bo spodziewali się skoku koniunktury, ale tak się nie stało i wiele osób musieli potem zwolnić. My podeszliśmy do tego tematu dużo ostrożniej i dlatego dzisiaj nasza kondycja finansowa jest więcej niż zadowalająca.

    Rozmawiał Wojciech Gryciuk

    Volvo EX30 – minimalizm też jest premium – test redakcyjny

    Volvo EX30 to miejskie auto elektryczne, które burzy stereotypy: że premium musi być duże, że elektryk to zawsze kompromis, i że niska cena oznacza taniość. Ten najmniejszy model w historii Volvo pokazuje, że można inaczej – z głową, stylem i technologicznym sprytem.

    EX30 startuje z poziomu ok. 170 tys. zł, co czyni go najtańszym elektrykiem marki premium na rynku. Ale nie daj się zwieść metce „entry level” – to w pełni przemyślana konstrukcja, zbudowana od zera jako auto elektryczne. To oznacza nie tylko lepszą dynamikę i zasięg, ale i bardziej ergonomiczne wnętrze, bez niepotrzebnych elementów pochodzących ze świata spalinówek.

    Dostępne są dwie wersje napędowe: tylnonapędowa (272 KM, 0–100 km/h w 5,7 s, zasięg do 450 km) oraz 428-konna odmiana Twin Performance z napędem na obie osie, która katapultuje się do setki w 3,6 s – najszybsze seryjne Volvo w historii. Na szczęście producent zachował zdrowy rozsądek i oferuje też bardziej stonowane warianty, które nie próbują być elektrycznym hot-hatchem na siłę.

    Z zewnątrz EX30 jest zgrabny, nowoczesny i… naprawdę niewielki. W środku jednak zaskakuje przestrzenią: cztery osoby podróżują wygodnie, a z przodu ilość miejsca przypomina większe SUV-y. Mamy tu też parę praktycznych rozwiązań, które wyróżniają ten model: sprytny wysuwany podłokietnik z tacką i uchwytami na kubki, szufladkę pod konsolą, centralny schowek zamiast tradycyjnego „na rękawiczki”, a nawet korytko na kable pod przednią maską.

    Sam design kabiny to czysta esencja skandynawskiego minimalizmu: soundbar zamiast klasycznych głośników, jeden ekran centralny jako centrum dowodzenia, brak zegarów przed kierowcą i fizycznych przycisków (oprócz szyb). Czy to wygodne? Dla niektórych będzie to świeże i nowoczesne, inni mogą tęsknić za tradycyjną deską rozdzielczą i fizycznym kluczykiem – EX30 nie ma nawet przycisków do otwierania drzwi z klucza. Wszystko obsługiwane jest cyfrowo – z poziomu aplikacji lub ekranu. Nawet fotele regulujemy jednym wspólnym joystickiem.

    Na plus zasługuje też komfort jazdy i sposób prowadzenia. Niewielkie gabaryty, nisko umieszczony środek ciężkości i tylny napęd sprawiają, że EX30 czuje się w mieście jak ryba w wodzie – zwinny, responsywny, przyjemnie cichy. Przyspieszenie robi wrażenie nawet w bazowej wersji, a zużycie energii trzyma się w ryzach: ok. 16 kWh/100 km w mieście, 20 kWh/100 km na trasie. Realny zasięg – zgodny z deklaracjami – to około 330–450 km, w zależności od wersji akumulatora (49 lub 64 kWh netto).

    Ładowanie? Producent deklaruje 150 kW, ale w praktyce – jak u większości konkurentów – realne wartości są niższe. Krzywa ładowania wskazuje, że pełna moc dostępna jest tylko przez chwilę, a potem spada. To standard w tej klasie, choć warto mieć tego świadomość, jeśli planujesz częste dalekie trasy.

    Bagażnik z tyłu ma 318 litrów – przeciętnie, ale wystarczająco dla dwóch osób na weekend. Minusem jest brak przelotki i dzielone oparcie tylko 50/50. Tylna kanapa? Dwie osoby podróżują wygodnie, trzy – tylko na krótkim dystansie. Plus za mocowania ISOFIX i płaską podłogę.

    Volvo EX30 nie jest autem bez wad – ale są one w pełni świadome i celowe. Rezygnacja z HUD-a, fizycznych przełączników czy bogatej palety lakierów to efekt wyważonej strategii: stworzyć pełnoprawny samochód klasy premium w zasięgu ludzi, którzy do tej pory premium oglądali z daleka. W zamian dostajesz technologię, design i osiągi, które trudno znaleźć w tej cenie gdziekolwiek indziej.

    To auto nie chce się podobać wszystkim – i całe szczęście. EX30 to najlepszy dowód na to, że rozsądna cena, spójna koncepcja i odważne cięcia mogą złożyć się na jednego z najbardziej interesujących elektryków na rynku. Mały? Tak. Kompromisowy? Tylko tam, gdzie ma to sens.

    Społeczny wymiar recyklingu

    Sławomir Kowalski, prezes Organizacji Odzysku Opakowań Rebis SA, mówi o tym, dlaczego postawy proekologiczne należy kształtować od najmłodszych lat.

     

    Od dłuższego czasu Rebis prowadzi kampanię społeczną poświęconą recyklingowi odpadów opakowaniowych, zwracając uwagę na różne aspekty tego problemu.

    Jestem przekonany, że najważniejsza jest świadomość kształtowana od najmłodszych lat. Zapewne pamięta pan z dzieciństwa liczne punkty skupu surowców wtórnych, do których zanosiliśmy makulaturę lub butelki, żeby zarobić na oranżadę i gumę do żucia lub wpłacić pieniądze do Szkolnej Kasy Oszczędności. Od lat przypominam, że bogaci Amerykanie nie tylko z tego nie zrezygnowali, ale poszerzyli system zachęt, żeby nauczyć kolejne pokolenia podstawowych zasad ekologii. Tak powinno się dziać również u nas. Niezbędne są jednak rozstrzygnięcia na wysokim szczeblu, ponieważ odzyskiwanie używanych opakowań powinno być częścią systemu edukacyjnego. Z mojego punktu widzenia, bardzo ważną, ponieważ w tym przypadku można łączyć dwa elementy – dbałość o środowisko i podstawy biznesu. Ktoś powie – to drobne kwoty, ale przecież kiedy czytamy o dzisiejszych miliarderach okazuje się, że zaczynali jako uczniowie, zarabiając po kilka dolarów. Spędziłem sporo czasu w USA, więc wiem, że to kraj bardzo bogaty, ponieważ jego obywatele przedsiębiorczości uczą się od najwcześniejszych lat.

     

    Prowadząc Organizację Odzysku Opakowań, jakimi kieruje się pan zasadami?

    Na pierwszym miejscu – zarówno ja jak i moi współpracownicy – stawiamy staranność. Dlatego współpracujemy wyłącznie z licencjonowanymi firmami recyklingowymi, które gwarantują właściwą realizację umowy. Wymagamy od nich dokumentów potwierdzających recykling lub EDPR o przemieszczeniu wewnątrzwspólnotowym. Kolejny ważny wymóg to oświadczenie, które informuje, że za granicą zostały zachowane takie same warunki, jak w instalacjach w naszych kraju. Oprócz tego prosimy o dodatkowe dokumenty – faktury eksportowe i przewozowe.

     

    Co stanowi końcowy efekt przetwarzania opakowań, np. plastikowych?

    Zwykle jest to grys, który można ponownie użyć do produkcji. Najlepszy materiał stanowią butelki typu PET. Należy jednak pamiętać o tym, że istnieją tworzywa sztuczne, których obecnie nie da się w podobny sposób przetworzyć, więc z konieczności trafiają na wysypiska. Cieszy mnie, gdy słyszę, że uczeni wymyślili kolejne zastosowania dla materiałów pozyskiwanych z używanego plastiku. Jest to dziedzina wiedzy, która ma przed sobą znakomitą przyszłość.

    A co ze szkłem?

     

    Trafia ono do huty. Bardzo ważna jest segregacja szkła na białe i kolorowe.

    Zapotrzebowanie na pierwsze z nich jest duże. Inaczej dzieje się z kolorowym, które zawiera szereg różnych dodatków chemicznych utrudniających recykling. Huty nie chcą go przyjmować, więc jest wykorzystywane do podkładów autostrad. Wniosek? Należy apelować do producentów, żeby rezygnowali z używania szkła zabarwionego. Robią to zwykle z powodów marketingowych. Warto zastanowić się, czy sprawa ta nie powinna być załatwiona odgórnie, na szczeblu unijnym, tak jak UE podejmując czasem niepopularne decyzje uporała się z wieloma innymi problemami.

    Jako miłośnik wina, na pewno nie zniechęciłbym się, gdyby ten szlachetny trunek był rozlewany wyłącznie do białych butelek. Warto tu przypomnieć dyskusje w środowisku winiarzy na temat korków naturalnych i z tworzywa. Ze względów praktycznych powoli wygrywają te drugie.

    Z mojego punktu widzenia plastikowe są gorsze, bo nie rozkładają się w sposób naturalny, tak jak korek, który w dodatku jest dobrym materiałem do recyklingu.

     

    Zabrzmiał pan jak radykalny ekolog. Czas zapytać o papier, który dzięki handlowi internetowemu zajmuje większość miejsca w śmietnikach.

    Kiedyś traktowaliśmy papier z dużą atencją, bo ciągle go brakowało. Będąc dzieckiem, nie raz ciągnąłem do szkoły sanki załadowane paczkami ze starymi gazetami. Niestety, większość opakowań kartonowych jest zanieczyszczona – pudełka po pizzy resztkami, a paczki są oklejone taśmą plastikową i pospinane metalowymi zszywkami. Zanim trafią do dalszego przerobu – na pulpę papierową – trzeba je odpowiednio oczyścić. Słowem – klasyczny papier gazetowy jest to znacznie lepszy surowiec.

     

    Szczególnie problem to trwałe łączenie różnych materiałów.

    Nie potrafię zrozumieć, dlaczego na plastikowe opakowanie nakleja się papierową etykietę, w dodatku przy użyciu kleju o szkodliwej zawartości. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby nasi rodacy, podobnie jak czynią to Japończycy, starannie, czasem w bardzo pracochłonny sposób, oddzielali poszczególne elementy opakowań. To kwestia kulturowa.

     

    Nigdy w dziejach cywilizacji nie mieliśmy do czynienia z taką ilością opakowań, jak dziś.

    To prawda. Wystarczy zwrócić uwagę na puszki walające się w najróżniejszych miejscach. Czuję wewnętrzny sprzeciw, gdy widzę je, spacerując po lesie. Naturalnie nie zapomniałem, że przed przemianą ustrojową patrzyliśmy na puszki po sprowadzanych z zachodu napojach z podziwem. Kilku moich kolegów miało całe kolekcje. Przedmiot zbieractwa stanowiły też nietypowe kapsle.

     

    Stosunkowo mało opakowań, które kiedyś były popularne – jak np. różnej wielkości drewniane skrzynki lub metalowe pudełka.

    Obecnie to symbol luksusu, ponieważ pakuje się w nie towary z wyższej półki, jak np. brytyjskie herbaty, czekoladki bądź maślane ciasteczka. Tego rodzaju opakowania to margines, zresztą – podobnie jak kiedyś puszki – ze względu na szlachetną formę często znajdują drugie życie jako kuchenne pojemniki na przyprawy itp. Wspominam o tym, bo producenci powinni spojrzeć bardziej kreatywnie na kwestię opakowań – niektóre z nich naprawdę nie muszą trafiać na śmietnik.

     

    Co pana drażni w dzisiejszym patrzeniu na ekologię.

    Chyba nie powinienem się do tego przyznać, bo będę na bakier z unijnym zarządzeniem. Nie mogę się przyzwyczaić do nakrętek na stałe przytwierdzonych do butelek. Jest to bardzo niewygodne, kilka razy napój poplamił mi ubranie. Rozumiem zamysł – chodziło o to, żeby butelka trafiała do recyklingu razem z zakrętką, która notabene jest wykonana z droższego tworzywa. Czy jednak jest to gra warta świeczki? Moja żona – podobnie jak wiele innych osób – wcześniej zbierała nakrętki, żeby przekazać je dzieciom, które zanosiły je do szkoły. Komu to przeszkadzało?

     

    Wspomniał pan na początku o swoich obserwacjach z USA, co jeszcze warto by przeszczepić?

    W Nowym Jorku kolejne dzielnice regularnie i na dużą skalę organizują akcje polegające na wystawianiu przed domy różnych niepotrzebnych sprzętów. Nie są to śmieci, wręcz przeciwnie, niektórzy pozbywają się porządnych mebli i AGD, które postanowili zmienić na inne. Zabierają je do swoich mieszkań niekoniecznie ludzie biedni, ale wszyscy ci, którym coś może się przydać. Mnóstwo ludzi przyjeżdża z innych dzielnic. W naszym kraju niektóre miasta dopiero wdrażają takie rozwiązanie.

     

    rozmawiał Piotr Cegłowski

     

     

     

    Ankieta „Managera

    Sławomir Kowalski

    Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

    Uczciwość. Działanie w ramach prawa.

     

    Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby pan odbyć długą rozmowę?

    Z moją od dawna nieżyjącą mamą, która miała na mnie duży wpływ. Gdyby nie ona, pewnie nie zostałbym absolwentem Wydziału Zarządzania na UW. Niestety, nie zdążyliśmy porozmawiać o wielu sprawach.

     

    Pana prywatne pasje

    Turystyka – ze szczególnym uwzględnieniem Azji i Afryki. Dobrze czuję się w Wietnamie, Kambodży i na Madagaskarze. W tych krajach – jako relikt epoki kolonialnej – przetrwały elementy kultury francuskiej. Kiedyś mogło to budzić niemiłe skojarzenia, ale dziś nikt nie traktuje bagietek i znakomitej kawy jako obcego elementu.

     

    Książka, którą chciałby pan polecić naszym czytelnikom

    Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wspaniała, pięciotomowa „Wojna o pieniądz” Sona Hongbinga. Na marginesie – mam w swojej karierze ciekawy epizod – wydałem „Świat obrazów Jacka Malczewskiego”, najbardziej obszerny, jak dotychczas, album tego artysty.

     

    Najważniejsza chwila pana życia

    Narodziny mojej córki.

     

    Bucket list

    Bardzo interesuje mnie hodowla koni i związane z nią wyścigi. Jest to dziedzina, która kiedyś stanowiła naszą narodową specjalność, ale fatalnie podupadła. Zupełnie inaczej wygląda to w Europie Zachodniej, dla bogatej Francji jest to trzecie najważniejsze źródło przychodów podatkowych. Planuję – wspólnie z grupą znajomych, pasjonatów tej dziedziny – podjąć działania na rzecz przywrócenia dawnej rangi hodowli koni w Polsce.

    Co należy wiedzieć przed założeniem własnej firmy?

      Zakładanie własnej firmy to nie tylko ekscytująca perspektywa, ale także wyzwanie, które wymaga solidnego przygotowania. Wielu przedsiębiorców popełnia błędy, których można było uniknąć, gdyby wcześniej zadali sobie właściwe pytania. O tym jak tworzyć własny biznes mówi Beata Drzazga – założycielka firmy Betamed S.A.

      W jakiej sytuacji powinniśmy założyć firmę, a w jakiej lepiej tego nie robić?

      Założenie firmy nie powinno być celem samym w sobie, lecz odpowiedzią na konkretną potrzebę rynkową. Najlepszym momentem jest sytuacja, w której wyraźnie widać, że jesteśmy w stanie wyjść na przeciw potrzebom nabywców oraz mamy możliwość dostarczenia wartości w sposób lepszy niż robi to obecna konkurencja. A więc przedsiębiorczość nie polega na sprzedaży przypadkowego produktu czy usługi, lecz na tworzeniu modelu biznesowego, który odpowiada na rzeczywiste oczekiwania i jest w stanie funkcjonować w rentowny sposób.

      Inaczej mówiąc, konieczne jest znalezienie wyraźnego problemu, który można skutecznie rozwiązać. Przedsiębiorczość ma sens, gdy istnieje grupa odbiorców skłonnych zapłacić za proponowaną wartość. Jeśli taka grupa nie została jeszcze precyzyjnie określona, otwieranie firmy może prowadzić do szybkiego wyczerpania zasobów i frustracji związanej z brakiem popytu.

      Nie każdy pomysł nadaje się do przekształcenia w biznes. Istnieją rozwiązania, które wydają się innowacyjne, ale nie znajdują wystarczającej liczby nabywców. Istnieją też rynki, które choć wydają się perspektywiczne, są już nasycone i nie pozostawiają przestrzeni dla nowych graczy, którzy nie mają przewagi kapitałowej. W takich przypadkach założenie firmy może okazać się nieopłacalne. Dlatego doświadczeni przedsiębiorcy bardzo często testują innowacyjne koncepcje na mniejszą skalę, na przykład poprzez sprzedaż pilotażową czy testy z udziałem potencjalnych klientów.

      W takim razie jak tworzyć skuteczne modele biznesowe?

      Nawet najbardziej innowacyjny produkt nie przetrwa na rynku, jeśli nie zostanie osadzony w realiach ekonomicznych. Chodzi nie tylko to, co firma oferuje, ale również o sposób, w jaki dostarcza wartość i monetyzuje swoje działania.

      Pierwszym krokiem w budowie modelu biznesowego jest określenie, dla kogo tworzona jest wartość. Nie chodzi wyłącznie o wybór segmentu klientów, ale również o zrozumienie ich potrzeb, oczekiwań oraz tego jak i ile są gotowi zapłacić za rozwiązanie konkretnego problemu. Dopiero na tej podstawie można zaprojektować sposób dostarczania produktu lub usługi oraz mechanizmy generowania przychodów.

      Istnieje wiele sposobów zarabiania w biznesie. Model oparty na sprzedaży bezpośredniej to klasyczne podejście, które sprawdza się w przypadku dóbr fizycznych i usług świadczonych jednorazowo. Alternatywą jest model subskrypcyjny, w którym klient płaci regularnie za dostęp do określonej wartości, co zapewnia przewidywalność przychodów i lojalność odbiorców. Niektóre firmy stosują model freemium, oferując podstawową wersję usługi za darmo i pobierając opłaty za funkcje premium. Inne zarabiają na pośrednictwie, np. łącząc sprzedawców z kupującymi i pobierając prowizję.

      Oprócz przychodów kluczowe są również koszty. Koszty stałe, takie jak wynajem pomieszczeń, pensje czy infrastruktura IT, wpływają na próg rentowności. Z kolei koszty zmienne rosną wraz ze skalą działalności. Młodzi przedsiębiorcy mogą być pewni tego, że w tym aspekcie czeka na nich mnóstwo niespodzianek.

      Dobry model biznesowy musi też zawierać przemyślaną strategię skalowania. Należy określić w jaki sposób firma będzie mogła rosnąć bez utraty rentowności. Czasami oznacza to automatyzację procesów, w innych przypadkach zmianę segmentu klientów lub dostosowanie struktury kosztów. Model biznesowy powinien być elastyczny i podlegać ciągłej weryfikacji. Rynek zmienia się dynamicznie, a założenia, które wydają się słuszne na początku, mogą wymagać korekty w obliczu rzeczywistych danych. Z tego powodu firmy, które regularnie analizują swoje modele biznesowe i dostosowują je do warunków rynkowych, mają większe szanse na długoterminowy sukces.

      Jakie najważniejsze umiejętności są potrzebne do skutecznego prowadzenia biznesu?

      Przedsiębiorca nie może i nie musi być ekspertem w każdej dziedzinie, ale powinien posiadać kompetencje umożliwiające podejmowanie trafnych decyzji, delegowanie zadań i dostosowywanie się do zmieniających się warunków rynkowych. Menedżer powinien umieć zarządzać zarówno zespołem, jak i procesami, a więc budować struktury organizacyjne, określać priorytety i egzekwować realizację celów. Niezbędne jest także rozumienie dynamiki zespołu, motywowanie pracowników oraz umiejętność zarządzania konfliktami. Bez tych kompetencji firma może borykać się z chaosem operacyjnym i wysoką rotacją pracowników.

      Niezależnie od branży, każdy biznes opiera się na pozyskiwaniu klientów i generowaniu przychodów. Dlatego przedsiębiorca powinien rozumieć potrzeby odbiorców, umieć prezentować wartość swojej oferty i skutecznie negocjować warunki współpracy. Kolejna kluczowa sprawa to umiejętności negocjacyjne. Negocjacje nie polegają na osiągnięciu jednostronnej przewagi, ale na tworzeniu sytuacji, w której obie strony zyskują. Umiejętność wypracowywania korzystnych warunków współpracy pozwala optymalizować koszty, zwiększać rentowność i budować trwałe relacje biznesowe. Niezbędne jest też zrozumienie mechanizmów zarządzania budżetem, przepływami pieniężnymi i rentownością. Zdolność do oceny, czy firma faktycznie zarabia, jakie koszty można ograniczyć oraz jak efektywnie inwestować środki, jest kluczowa dla stabilności finansowej przedsiębiorstwa.

      Długoterminowy rozwój biznesu wymaga także zdolności adaptacyjnych i strategicznego myślenia. Rynek zmienia się dynamicznie, dlatego przedsiębiorca powinien być elastyczny i otwarty na wprowadzanie nowych rozwiązań. Długofalowe planowanie, umiejętność dostrzegania trendów i przewidywania potencjalnych zagrożeń pozwala uniknąć sytuacji, w której firma traci swoją pozycję konkurencyjną.

      Prowadzenie firmy wymaga więc połączenia kompetencji twardych, takich jak analiza finansowa i sprzedaż, z umiejętnościami miękkimi, takimi jak przywództwo, negocjacje czy komunikacja. Sukces zależy od zdolności do łączenia tych elementów w spójną całość i umiejętności ciągłego doskonalenia swoich kompetencji.

      W jaki sposób skutecznie pozyskiwać środki na działalność? Czy tutaj też istnieje miejsce na innowacje?

      Sposób, w jaki przedsiębiorstwo zabezpiecza środki na start i skalowanie działalności, determinuje jego elastyczność operacyjną, strukturę kosztów oraz stopień zależności od czynników zewnętrznych. Niezależnie od wybranej formy, finansowanie musi być narzędziem realizacji strategii, a nie źródłem ograniczeń.

      Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez przedsiębiorców jest nadmierne uzależnienie się od kapitału zewnętrznego bez jasno określonego modelu monetyzacji. Firmy, które koncentrują się na szybkim wzroście finansowanym przez inwestorów, mogą znaleźć się w sytuacji, w której ich rozwój przestaje być wynikiem rzeczywistego popytu, a zaczyna odpowiadać na oczekiwania rynku kapitałowego. W konsekwencji strategia firmy ulega deformacji – zamiast optymalizacji struktury kosztów i stopniowego budowania wartości, priorytetem staje się pozyskiwanie kolejnych rund finansowania. Takie podejście zwiększa presję na osiąganie krótkoterminowych wyników kosztem długoterminowej stabilności.

      Alternatywą dla kapitału inwestycyjnego może być finansowanie organiczne, które opiera się na generowaniu środków poprzez działalność operacyjną. W praktyce oznacza to budowanie modelu biznesowego, który pozwala na samofinansowanie rozwoju, na przykład poprzez szybkie osiągnięcie dodatnich przepływów pieniężnych lub przychody z usług towarzyszących. Innowacyjne podejścia do finansowania mogą również obejmować dywersyfikację źródeł kapitału w sposób minimalizujący ryzyko utraty kontroli nad firmą. Wykorzystanie finansowania w postaci kredytów, leasingu czy faktoringu pozwala na zachowanie pełnej niezależności właścicielskiej, choć wiąże się z koniecznością zarządzania płynnością finansową w sposób bardziej restrykcyjny.

      Najważniejszą kwestią pozostaje jednak dopasowanie struktury finansowania do realnych potrzeb przedsiębiorstwa. Firma, która planuje stabilny, organiczny wzrost, powinna dążyć do minimalizowania kosztów kapitału i utrzymywania kontroli nad kierunkiem rozwoju. Przedsiębiorstwo nastawione na skalowanie i dynamiczną ekspansję może rozważyć bardziej agresywne formy finansowania, ale z pełną świadomością ich konsekwencji. W obu przypadkach kluczowe jest, by finansowanie było środkiem do realizacji strategii biznesowej, a nie celem samym w sobie.

      Na sukces firmy może wpływać ogromna ilość czynników, a jak już Pani wspomniała, przedsiębiorca nie może być ekspertem od wszystkiego. Jak się przygotować na różne niespodzianki, jakie szykuje nam otoczenie biznesowe?

      Zarządzanie ryzykiem w biznesie nie polega na eliminacji niepewności, lecz na jej świadomym kontrolowaniu. Każda działalność gospodarcza jest obarczona różnymi rodzajami ryzyka – rynkowym, operacyjnym, finansowym czy regulacyjnym. Skuteczny przedsiębiorca nie koncentruje się jedynie na bieżących problemach, ale buduje mechanizmy umożliwiające szybkie reagowanie na nieoczekiwane zdarzenia. W tym kontekście kluczowe znaczenie ma strategia zarządzania ryzykiem oraz plan awaryjny, który pozwala na ochronę stabilności firmy w sytuacjach kryzysowych.

      Pierwszym krokiem w budowaniu odporności biznesowej jest identyfikacja kluczowych zagrożeń. Ryzyko może wynikać z czynników wewnętrznych, takich jak niewłaściwa struktura kosztów, błędne założenia modelu biznesowego czy problemy z efektywnością operacyjną, ale także z czynników zewnętrznych – zmieniającej się sytuacji rynkowej, nowych regulacji prawnych czy działań konkurencji. Każde z tych zagrożeń wymaga innego podejścia, jednak wspólnym elementem zarządzania ryzykiem jest planowanie alternatywnych scenariuszy działania.

      Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez przedsiębiorców jest brak przygotowania na sytuację, w której początkowy model biznesowy okazuje się nieskuteczny. Zakładanie, że produkt lub usługa od razu znajdzie odbiorców, prowadzi do szybkiego wyczerpania zasobów, jeśli rynek nie reaguje zgodnie z oczekiwaniami. Dlatego już na etapie projektowania działalności warto określić potencjalne modyfikacje oferty, kanałów dystrybucji lub sposobu monetyzacji, które mogą zwiększyć szanse na dopasowanie do realnych potrzeb klientów.

      Szczególnie istotnym obszarem jest także zarządzanie ryzykiem finansowym. Utrata kluczowego klienta, nieoczekiwane zmiany kosztów operacyjnych czy problemy z płynnością mogą w krótkim czasie zagrozić stabilności firmy. Dlatego przedsiębiorcy powinni dążyć do dywersyfikacji źródeł przychodów oraz ograniczenia uzależnienia od pojedynczych kontraktów czy rynków. Kluczowe znaczenie ma również utrzymywanie odpowiedniego poziomu rezerw finansowych, które pozwalają na przetrwanie okresów spowolnienia bez konieczności podejmowania decyzji pod presją braku środków.

      Plan awaryjny powinien obejmować zarówno krótkoterminowe mechanizmy stabilizacyjne, jak i długoterminowe strategie adaptacyjne. W przypadku kryzysu płynnościowego mogą to być negocjacje z dostawcami w celu wydłużenia terminów płatności, restrukturyzacja kosztów lub poszukiwanie alternatywnych źródeł finansowania. Jeśli zagrożenie wynika z utraty konkurencyjności, konieczne może być przedefiniowanie propozycji wartości i poszukiwanie nowych segmentów klientów.

      Odporność na ryzyko jest nie tylko wynikiem skutecznego planowania, ale także elastyczności w podejmowaniu decyzji. Przedsiębiorstwa, które regularnie analizują zmieniające się warunki rynkowe, testują różne scenariusze działania i są gotowe do szybkiej adaptacji, mają znacznie większe szanse na długoterminowy sukces. Planowanie awaryjne nie polega więc na przewidywaniu każdego możliwego zagrożenia, lecz na budowaniu zdolności do reagowania na zmiany w sposób przemyślany i spójny z celami strategicznymi firmy.

      Jakie źródła wiedzy i wsparcia są najcenniejsze dla początkujących przedsiębiorców?

      Skuteczne prowadzenie biznesu wymaga nie tylko kapitału i strategii, ale przede wszystkim umiejętności szybkiego przyswajania wiedzy i dostosowywania się do zmieniającego się otoczenia. Przedsiębiorcy, którzy świadomie budują swoje kompetencje i otaczają się odpowiednimi doradcami, mają większe szanse na uniknięcie kosztownych błędów i skuteczniejsze zarządzanie swoją firmą. Kluczowe jest zatem korzystanie z różnorodnych źródeł wiedzy i wsparcia, które pozwalają na rozwój zarówno umiejętności analitycznych, jak i praktycznych.

      Jednym z podstawowych źródeł wiedzy jest literatura biznesowa, która pozwala zrozumieć mechanizmy rynkowe, strategie zarządzania oraz kluczowe zasady budowania organizacji. Klasyczne pozycje, takie jak „The Lean Startup” Erica Riesa, „Zero to One” Petera Thiela czy „Rework” Jasona Frieda, pomagają w wypracowaniu efektywnego podejścia do prowadzenia biznesu i unikania typowych błędów popełnianych przez młodych przedsiębiorców. Warto również sięgnąć po „Kto zabrał mój ser?” Spencera Johnsona, książkę, która w metaforyczny sposób pokazuje, jak radzić sobie ze zmianami i niepewnością w biznesie. Wiedza teoretyczna to jednak dopiero pierwszy krok – kluczowe jest jej wdrażanie w praktyce i dostosowywanie do specyfiki własnej działalności.

      Nieocenionym wsparciem są mentoring i networking, które pozwalają na zdobywanie wiedzy w sposób bardziej interaktywny i dostosowany do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy. Korzystanie z doświadczenia mentorów umożliwia szybsze rozwiązywanie problemów, których nie da się przewidzieć na podstawie samej literatury. Programy mentoringowe organizowane przez inkubatory przedsiębiorczości, akceleratory startupów czy organizacje biznesowe pozwalają nawiązać kontakt z doświadczonymi liderami branży, którzy mogą pomóc w wypracowaniu skutecznych strategii i uniknięciu najczęstszych pułapek biznesowych. Społeczności biznesowe i grupy networkingowe umożliwiają wymianę doświadczeń i wzajemne wsparcie. Konferencje, meetupy, a także zamknięte grupy mastermind pomagają przedsiębiorcom rozwijać kontakty i zdobywać praktyczną wiedzę w sposób bardziej dynamiczny niż tradycyjne formy edukacji. Dzięki takim inicjatywom można lepiej zrozumieć aktualne trendy rynkowe i dowiedzieć się, jakie strategie sprawdzają się w realnych warunkach biznesowych.

      Dostęp do wiedzy i wsparcia jest dziś łatwiejszy niż kiedykolwiek, ale kluczowe jest umiejętne selekcjonowanie informacji i koncentrowanie się na tych, które mają realne przełożenie na prowadzenie biznesu. Najlepszym podejściem jest łączenie różnych form edukacji – od literatury i kursów, przez mentoring i programy akceleracyjne, aż po aktywny networking w społecznościach biznesowych. Świadome korzystanie z tych zasobów pozwala na dynamiczny rozwój kompetencji i zwiększa szanse na długoterminowy sukces w biznesie.

      Rozmawiał Mateusz Banaszak

      Dassault Systèmes przedstawia „3D UNIV+RSES” oraz usługi powiązane oparte na AI

      Wszystkie one bazują na wielu technologiach generatywnej sztucznej inteligencji w globalnym zarządzaniu cyklem życia własności intelektualnej (IPLM)

      Ta ewoluująca architektura pozwoli dużej liczbie klientów firmy wykorzystać bogate zasoby projektów 3D, wirtualnych bliźniaków i danych związanych z cyklem życia produktu (PLM), zapewniając nową przestrzeń reprezentacji. To najlepsze środowisko cyfrowe do trenowania nowych kategorii modeli Experience as a Service (XaaS), a w szczególności Doświadczeń Generatywnych (Generative Experiences, GenXp), Wirtualnych Towarzyszy (Virtual Companions), a także inteligentnej usługi Doświadczenia Wirtualnych Bliźniaków w formie subskrypcyjnej (Virtual Twin Experience as a Service, VTaaS). Podejście „POWER’byAI” firmy Dassault Systèmes i platformy wykorzystujące sztuczną inteligencję w obszarze produkcji (3DEXPERIENCE), nauk o życiu i opieki zdrowotnej (MEDIDATA) oraz żywności i dóbr konsumpcyjnych (CENTRIC) zapewniają klientom światowej klasy bezpieczne środowiska do wprowadzania, generowania i szybkiego wdrażania własnej wiedzy oraz doświadczenia.

      Firmy, które w przyszłości będą transformować branże, to organizacje z najlepiej rozwiniętymi zasobami wiedzy i doświadczenia, które czerpią inspirację z rzeczywistości i chcą tworzyć, a nie tylko konsumować, oddając przy tym planecie tyle, ile z niej wzięły. Dassault Systèmes nazywa to podejście gospodarką generatywną. Jest ona rezultatem połączenia gospodarki doświadczeń (Experience Economy) z ekonomią obiegu zamkniętego. To ekonomia wirtualnych zasobów, w której własność intelektualna (IP) będzie stanowić walutę jako kluczowy czynnik zróżnicowania.

      Takie możliwości będą generowane przez „3D UNIV+RSES” oraz funkcje uczenia się oferowane przez sztuczną inteligencję. „3D UNIV+RSES” demonstrują nowy sposób przedstawiania świata: wirtualne oraz realne reprezentacje łączące modelowanie, symulację, dowody ze świata rzeczywistego oraz treści tworzone przez sztuczną inteligencję. Oferują one wyjątkowe i bezpieczne środowisko branżowe do integracji i symulowania wirtualnych bliźniaków, a także trenowania modeli opartych o wiele algorytmów AI, zapewniając jednocześnie ochronę własności intelektualnej klientów.

      „Wszyscy nasi długoletni klienci oczekują od nas ochrony wirtualnych zasobów. Aby generować i chronić tę najcenniejszą własność intelektualną, niezwykle ważne jest tworzenie doświadczeń wirtualnych bliźniaków wszystkiego dla wszystkich, co pozwala harmonizować produkt, naturę i życie. Dassault Systèmes chce stać się najbardziej zaufanym partnerem w dostarczaniu „3D UNIV+RSES”, jako ostatecznego źródła wiedzy i doświadczenia na rzecz osiągania wspólnych korzyści i postępu ludzkości” – powiedział Bernard Charlès, Executive Chairman w Dassault Systèmes.

      „3D UNIV+RSES” to siódma generacja reprezentacji świata, jakie Dassault Systèmes wprowadził w ciągu ostatnich 44 lat. Kolejne odsłony zapoczątkowały nowe sposoby projektowania, tworzenia i produkcji.

      Obecnie w sektorach produkcyjnym oraz infrastruktury i miast najbardziej zaawansowane firmy produkujące samoloty, pojazdy, maszyny, roboty lub sprzęt high-tech i med-tech korzystają z zaawansowanych wirtualnych bliźniaków od Dassault Systèmes. Dzięki temu są w stanie zapewnić jakość, wydajność oraz bezpieczeństwo swoich produktów i usług, a także zgodność z przepisami i normami. Dassault Systèmes opracował to samo podejście dla innowatorów w sektorze nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej. Firma była również pionierem w dziedzinie wirtualnych bliźniaków świata ożywionego, od komórek po narządy i pacjentów.

      „Ogrom pracy, jaką w ciągu trzech ostatnich lat wykonał Bernard Charlès i nasze zespoły ds. strategii oraz badań i rozwoju jest imponujący. Pracowali oni nad zdefiniowaniem i stworzeniem przełomowych rozwiązań opartych na głębokim i szerokim zastosowaniu generatywnej sztucznej inteligencji. Technologie te umożliwią naszym klientom ze wszystkich branż wykorzystanie ery AI na każdym etapie cyklu życia tworzonych produktów i usług, żeby uczynić je bardziej zrównoważonymi. W efekcie poprawi to codzienne życie konsumentów, pacjentów i obywateli” – mówi Pascal Daloz, CEO w Dassault Systèmes.

      „3D UNIV+RSES” umożliwia klientom tworzenie wirtualnych bliźniaków wszystkiego dla wszystkich oraz wirtualizację ich całego ekosystemu. U podstaw tego leżeć będzie doświadczenie, ponieważ „3D UNIV+RSES” to środowiska do eksperymentowania integrujące ruch, transformację i czas. Wbudowana technologia AI służy jako narzędzie do przyspieszania tworzenia przełomowych generatywnych doświadczeń, wyposażając każdego w wirtualnego towarzysza i podnosząc kwalifikacje pracowników przyszłości.

      Jak obniżyć koszty energii i zwiększyć niezależność energetyczną

      ENERGODORADCY to zespół ekspertów pomagających firmom w optymalizacji kosztów energii i wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań energetycznych. Dzięki kompleksowemu doradztwu i nowoczesnym technologiom przedsiębiorstwa mogą skutecznie obniżać wydatki, zwiększać niezależność energetyczną i poprawiać efektywność.

      Wzrost cen energii, jaki obserwujemy od wielu lat, wynika z szeregu czynników, w tym niestabilności rynków surowcowych, zaostrzających się regulacji klimatycznych oraz rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną. W efekcie firmy coraz częściej poszukują rozwiązań, które pozwolą im ograniczyć wydatki i poprawić efektywność operacyjną, co w długim okresie przekłada się na stabilność finansową i konkurencyjność na rynku.

      Skuteczne zarządzanie energią staje się kluczowym elementem strategii biznesowej. Optymalizacja taryf, monitorowanie zużycia oraz wdrażanie nowoczesnych technologii nie tylko redukują koszty, ale również zwiększają konkurencyjność i poprawiają efektywność operacyjną. Przejście na odnawialne źródła energii i wdrożenie inteligentnych systemów zarządzania zużyciem to kierunek, który staje się niezbędny w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

      Niezależność energetyczna jako priorytet

      Zrównoważony rozwój nie jest już wyborem, lecz koniecznością. Firmy, które inwestują w odnawialne źródła energii i poprawiają efektywność operacyjną, minimalizują ryzyko związane z rosnącymi kosztami i zmianami regulacyjnymi. W tych warunkach profesjonalne doradztwo energetyczne staje się kluczowym wsparciem w budowaniu strategii optymalizacji kosztów i uniezależnienia się od tradycyjnych dostawców.

      Naszym celem jest pomoc firmom w osiągnięciu większej niezależności energetycznej i ograniczeniu ich wpływu na środowisko. Stabilność energetyczna i zrównoważony rozwój mogą iść w parze, dlatego nasze działania koncentrują się na rozwiązaniach wspierających efektywność operacyjną oraz odpowiedzialność ekologiczną. Inwestycje w odnawialne źródła energii oraz systemy magazynowania pozwalają na zwiększenie niezależności i długoterminową stabilność.

      Nasza oferta – konkretne rozwiązania dla Twojej firmy

      Podstawą skutecznego zarządzania energią jest szczegółowa analiza kosztów i zużycia. Przeprowadzamy audyty energetyczne, identyfikujemy obszary strat oraz opracowujemy strategie optymalizacji. Pomagamy w doborze odpowiednich taryf, negocjowaniu warunków umów oraz wdrażaniu inteligentnych systemów monitorowania zużycia energii, co pozwala na bardziej precyzyjne zarządzanie dostępnymi zasobami.

      Jednym z kluczowych rozwiązań jest inwestowanie w odnawialne źródła energii, takie jak fotowoltaika, magazyny energii czy układy kogeneracyjne. Pomagamy firmom w planowaniu i wdrażaniu instalacji OZE, co pozwala im na stabilizację kosztów i zwiększenie niezależności. Dodatkowo oferujemy wsparcie w programach Demand Side Response (DSR), które umożliwiają firmom elastyczne zarządzanie poborem energii i uzyskiwanie korzyści finansowych z optymalizacji zużycia.

      Współpraca z ENERGODORADCAMI

      Proces współpracy obejmuje trzy kluczowe etapy. Pierwszym jest analiza wstępna, podczas której oceniane są obecne zużycie i koszty energii. Następnie opracowujemy spersonalizowane propozycje optymalizacji, dostosowane do specyfiki działalności klienta. Ostatnim etapem jest wdrożenie wybranych rozwiązań oraz bieżące monitorowanie efektów, co pozwala na dalsze dostosowywanie strategii do zmieniających się warunków rynkowych. Regularne raportowanie wyników oraz dostosowywanie strategii zapewnia trwałe korzyści i maksymalizację oszczędności.

      Efektywne zarządzanie energią to klucz do długoterminowego sukcesu. Współpracując z ENERGODORADCAMI, firmy mogą liczyć na realne oszczędności, stabilność operacyjną oraz wsparcie w budowie strategii energetycznych dopasowanych do dynamicznych warunków rynkowych. Skuteczna optymalizacja kosztów i wdrażanie nowoczesnych technologii to inwestycja, która przynosi wymierne korzyści i zwiększa konkurencyjność na rynku.

      Dzięki naszemu wsparciu, Twoja firma może zyskać pełną kontrolę nad zużyciem energii, zabezpieczając się przed wahaniami cen oraz dbając o środowisko. Skontaktuj się z nami, aby dowiedzieć się, jak możemy pomóc w optymalizacji kosztów i wdrożeniu nowoczesnych rozwiązań energetycznych.

      O firmie ENERGODORADCY

      ENERGODORADCY to firma specjalizująca się w doradztwie energetycznym, pomagająca przedsiębiorstwom optymalizować koszty energii i wdrażać nowoczesne rozwiązania technologiczne. Działamy niezależnie od dostawców energii, dzięki czemu oferujemy obiektywne analizy i rekomendacje dopasowane do rzeczywistych potrzeb klientów. Naszym celem jest zwiększanie efektywności energetycznej firm, wspieranie inwestycji w odnawialne źródła energii oraz budowanie strategii prowadzących do większej niezależności i stabilności energetycznej. www.energodoradcy.pl

       

      Autor: Katarzyna Jarczewska

       

       

      Ważne Informacje

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

      Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

      Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

      Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

      Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

      III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

      Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...