.
Strona główna Blog Strona 201

ATM Grupa z kulturą na najwyższym poziomie w czasach pandemii

„Męskie Granie #wdomu” – to seria darmowych koncertów on-line, w ramach znanego cyklu „Męskie Granie”, zagranych przez popularnych polskich artystów: Artura Rojka, Meli Koteluk, Darii Zawiałow i Błażeja Króla oraz grup „Sorry Boys” i „Bass Astral x Igo”. W jej ramach są zbierane środki, które zostaną przeznaczone na pomoc szpitalom zakaźnym.

Z koncertu na koncert rośnie liczba oglądających. Zespół „Sorry Boys”, który zainaugurował „Męskie Granie w domu”, zgromadził kilkudziesięciotysięczną widownię. Transmisję koncertu Błażeja Króla w szczytowym momencie śledziło 50 tys. widzów, a przez dobę wyświetleń było ponad 400 tys. Natomiast koncert „Bass Astral x Igo” w szczytowym momencie oglądało 120 tys. osób, a w ciągu doby zanotował aż 1 milion odtworzeń. Ostatni koncert z cyklu – występ na żywo Artura Rojka transmitowany w niedzielę 19 kwietnia br. – już został ogłoszony muzycznym wydarzeniem.

Koncerty są organizowane i produkowane przez ATM Grupę, największego polskiego producenta telewizyjnego, we współpracy z Grupą Żywiec. Seria koncertów „Męskie Granie” w tym roku świętuje 10. rocznicę powstania. Już od początku kwietnia br. koncerty „Męskie Granie #wdomu”, do których zaproszeni zostali popularni polscy artyści i grupy muzyczne, można było oglądać online zupełnie za darmo na stronie Onet oraz na kanałach FB i YT „Męskiego Grania”. W serii koncertów wystąpili Artur Rojek, Mela Koteluk, Daria Zawiałow i Błażej Król oraz grupy „Sorry Boys” i „Bass Astral x Igo”.

„Męskie Granie #wdomu” jest też okazją do zbiórki pieniędzy na sprzęt do walki z pandemią koronowirusa pod hasłem „Gramy i Pomagamy!”. Akcję organizuje serwis www.siepomaga.pl. W jej ramach zbierane są środki na niezbędne wyposażenie m.in. nowopowstających oddziałów zakaźnych.

Organizacja koncertu on-line od strony technicznej

Koncerty produkowane przez ATM Grupa stosują się do zaleceń epidemicznych. Bez dużego zaplecza, bez tradycyjnej sceny i przy użyciu minimalnej ilości sprzętu może to ogromne wyzwanie dla ekip technicznych. W przypadku „Męskiego Grania #wdomu” o jakość dźwięku i obrazu dbają specjaliści z ATM System, spółki technologicznej należącej do Grupy ATM, którzy opracowali specjalną technologię pracy w czasach koronawirusa.

– Na co dzień ATM System dysponuje czterema dużymi, profesjonalnymi wozami transmisyjnymi, które obsługują wielkie imprezy sportowe i koncertowe, jak igrzyska olimpijskie czy festiwale muzyczne – tłumaczy Mariusz Szulc, Dyrektor Techniczny ATM System. – Obecne warunki zmusiły nas do poszukiwania nowych rozwiązań, gdyż do obsługi takich wozów potrzebna jest ogromna grupa ludzi, a to nie jest obecnie możliwe ze względu na bezpieczeństwo. Dlatego postawiliśmy na trochę inną technologię. Do realizacji obrazu i dźwięku wykorzystujemy zaledwie trzy-cztery zdalnie sterowane kamery oraz systemy do przesyłania wszystkich sygnałów audio i wideo z planu bezpośrednio do dwóch małych busów ustawionych pod domem artysty.

W normalnych warunkach przy realizacji koncertu pracowałoby min. 30 osób, w czasie pandemii liczba ta została ograniczona do 3-4 osób, które pracują w maseczkach, rękawiczkach i zachowując bezpieczną odległość. Ekipa ATM przyjeżdża pod dom artysty ok. 7 godzin przed rozpoczęciem koncertu. Przed drzwi zostaje dostarczony dokładnie zdezynfekowany sprzęt, który każdy wykonawca instaluje samodzielnie, korzystając ze zdalnych instrukcji producenta.

– Zwykle ten sprzęt jest obsługiwany przez techników, teraz musieliśmy przygotować go tak, żeby każdy był w stanie połączyć potrzebne nam urządzenia do naszych elementów sterujących – tłumaczy Mariusz Szulc. – Dzięki łączności radiowej możemy porozumiewać się i udzielać wskazówek osobom, które podłączają urządzenia, unikając kontaktu fizycznego z nimi.

Ekipa ATM System nie wchodzi do mieszkań, a czasami artyści mieszkają w różnych zakątkach Polski. Niezbędnym elementem wyposażenia technicznego stał się na przykład mały generator prądu, do którego można podłączyć czajnik elektryczny, żeby zrobić kawę albo herbatę.

– Finalny rezultat nagrania w jakości HD 1080p25 jest dostarczany satelitarnym łączem internetowym i usługą CDN (content delivery network) na platformy odbiorców, tj. stronę Onet oraz kanały FB i YT „Męskiego Grania” – wyjaśnia Dyrektor Techniczny ATM System. – Po zakończeniu koncertu, złożeniu sprzętu i powrocie do bazy, cały sprzęt jest dokładnie dezynfekowany przed kolejnym wydarzeniem.

Czy banki zachowają płynność w czasie obecnego kryzysu?

Żaden bank nie ma w swoich kasach tyle środków, żeby w krótkim czasie wypłacić swoim klientom ich wszystkie depozyty. Płynność finansowa banków może być zachwiana dość łatwo, szczególnie w ciężkich czasach. Obecnie, w czasie zamrożenia gospodarki, bardzo łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której znaczna ilość kredytobiorców przestaje spłacać swoje zobowiązania. Dla każdego banku jest to recepta na poważne i natychmiastowe problemy. Dawniej dość często miały miejsce sytuacje, w których utrata płynności przez banki prowadziła do utraty oszczędności przez ich klientów. Czy mamy się czego obawiać?

Tekst: Bartosz Tomczyk – przewodniczący rady nadzorczej Provema

Obecnie władze administracyjne i monetarne robią wszystko, żeby nie dopuszczać do takich sytuacji. W razie problemów banki komercyjne mogą zwrócić się do banku centralnego, który jako emitent waluty ma bardzo duże możliwości zapewnienia im płynności. Narodowy Bank Polski może zastosować kilka środków, na przykład: obniżenie stóp procentowych, obniżenie rezerwy obowiązkowej, operacje repo, skup obligacji skarbu państwa czy kredyt wekslowy.

Stopy procentowe NBP są obecnie najniższe w historii. Najważniejsza z nich – stopa referencyjna, odnosząca się do operacji otwartego rynku, wynosi 0,50%. Stopa depozytowa, czyli stopa oprocentowania wkładów banków komercyjnych w NBP wynosi 0%. Tak niskie stopy w założeniu mają pomóc osiągnąć dwa cele. Po pierwsze umożliwić bankom łatwiejsze zaciąganie pożyczek w NBP, po drugie zniechęcić do deponowania w nim środków. Jedno i drugie ma z kolei zachęcić banki do udzielania kredytów przedsiębiorstwom. Dzięki temu mają one mieć zapewnioną płynność finansową w czasie kryzysu.

NBP w kwietniu 2020 roku obniżył podstawową stopę rezerw obowiązkowych z 3,5% do 0,5%, zamierza też wspomagać płynność sektora bankowego dzięki tak zwanym operacjom repo. Jest to skrót od anglojęzycznego terminu „repurchase agreement”. Oznacza on możliwość udzielenia bankom komercyjnym krótkoterminowych pożyczek pod zastaw papierów wartościowych. Bank centralny planuje też skup papierów wartościowych gwarantowanych przez skarb państwa na rynku wtórnym. Te operacje z pewnością zwiększą ilość gotówki w sektorze bankowym, tym bardziej, że NBP dodatkowo zaoferował bankom kredyt wekslowy. Będzie udzielać pożyczek pod zastaw weksli, które banki otrzymały jako zabezpieczenie kredytów od swoich klientów.

Wszystkie te działania oznaczają, że polskie banki są obecnie dość bezpieczne i nie zabraknie im gotówki. Ryzyko upadku istotnego polskiego banku należy w tej chwili traktować jako niewielkie. Innym problemem natomiast jest to, czy płynność banków przełoży się na ich zwiększoną skłonność do kredytowania przedsiębiorstw. Należy pamiętać, że NBP nie bierze na siebie ryzyka kredytowego a ono bardzo poważnie wzrasta w związku z kryzysem gospodarczym.

Doświadczenie z amerykańskiego kryzysu finansowego z roku 2008 pokazuje, że banki mogą nie rozszerzyć akcji kredytowej. Ogromne środki, jakimi Rezerwa Federalna wtedy zasiliła system bankowy w znacznej części w ogóle go nie opuściły. Banki bały się ryzyka a konsumenci nie mieli ochoty się zadłużać w trudnych czasach.

A więc prawdopodobnie wadą operacji otwartego rynku prowadzonych przez Narodowy Bank Polski będzie to, że nie rozruszają gospodarki. Zaletą z kolei będzie to, że dzięki nim nie musimy się martwić o bezpieczeństwo naszych wkładów w bankach. Prawdopodobnie nie wzrośnie też inflacja mimo znacznego zwiększenia ilości pieniądza w obiegu.

Niestety odmienne mogą być skutki działania tarczy antykryzysowej. Szczegóły tej operacji nie są jeszcze znane, wymaga ona też akceptacji ze strony Komisji Europejskiej. Jeżeli jednak prawdą jest, że NBP chce zwiększyć bazę monetarną o 100 miliardów złotych, to jest o około 12% oraz że te środki trafią bezpośrednio do przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, możemy spodziewać się istotnego impulsu inflacyjnego. Koszty operacji poniosą posiadacze oszczędności. Wysoka inflacja w porównaniu ze skokowym wzrostem podaży pieniądza i zerowymi stopami procentowymi to dla nich bardzo niebezpieczna kombinacja.

Co się dzieje z globalnymi łańcuchami wartości

Współczesna produkcja przemysłowa, szczególnie w branży nowoczesnych technologii, wymaga współpracy przedsiębiorców z wielu krajów. Jednak już od dłuższego czasu w strukturze międzynarodowego handlu zachodzą zmiany. O tym, co się zacina w globalnych łańcuchach wartości rozmawiamy z Robertem Samczykiem, prezesem firmy Protech Motors, ekspertem z dziedzinie międzynarodowych stosunków gospodarczych.

Globalne łańcuchy wartości to ostatnio bardzo modne pojęcie. Bardzo proszę o wyjaśnienie, co ono dokładnie oznacza.

Łańcuch wartości to pojęcie spopularyzowane przez amerykańskiego uczonego Michaela R. Portera. Oznacza ono wszystkie działania, jakie musi wykonać przedsiębiorstwo aby dostarczyć na rynek gotowy produkt lub usługę. Te działania muszą być wykonane w taki sposób, aby stworzyć dla nabywcy wartość, która będzie wyższa niż poniesione przez przedsiębiorstwo koszty. Badając elementy łańcucha wartości możemy zidentyfikować wewnątrz firmy miejsca powstawania kosztów, zysków a także określić źródła przewagi konkurencyjnej.

Pojęcie powstało w latach osiemdziesiątych XX wieku, ale szczególnego znaczenia nabrało w późnych latach 90-tych. Wtedy uczeni zaczęli opisywać globalne łańcuchy wartości, czyli takie, które obejmowały swoim zasięgiem wiele krajów. Właśnie wtedy zauważono, że nie da się już wyprodukować żadnego skomplikowanego produktu od początku do końca w jednym kraju.

Szczególne znaczenie w globalnych łańcuchach wartości zajęły Chiny.

To na początku nie było takie oczywiste. Uczestnictwo w globalnych łańcuchach wartości miało pozytywny wpływ na bardzo wiele krajów.  Wiele z nich znajduje się w Azji. Pierwszym istotnym krajem, który osiągnął wysoki stopień rozwoju była Japonia. Imponująco rozwijały się też od dawna tak zwane azjatyckie tygrysy, czyli będący jeszcze pod panowaniem brytyjskim Hong Kong, Tajwan, czy Singapur. Zaraz za nimi podążała Korea Południowa. Dopiero na początku XXI wieku poważnym graczem zaczęły się stawać Chiny.

Dla krajów rozwijających się, włączenie się w globalne łańcuchy wartości było znacznie łatwiejsze, niż budowanie od podstaw własnego konkurencyjnego przemysłu. Początkowo, kraje rozwijające się zajmują w łańcuchach wartości najmniej istotne miejsce. Jednak przykład Chin, ale również Polski, pokazuje, że to wcale nie jest dla nich zły interes. Pod jednym warunkiem, należy dbać o to, aby w ramach łańcucha tworzyć coraz większą część wartości. Ten proces w wielu przypadkach zachodzi naturalnie.

Ale dlaczego akurat ostatnio tyle się mówi o globalnych łańcuchach wartości?

Dlatego, że odczuwamy negatywne skutki zachodzących zmian. Już od dawna było widać, że porządek ustalony w latach 90-tych nie odpowiada współczesnym realiom. Model, w którym produkcja odbywa się na Wschodzie a konsumpcja na Zachodzie bezpowrotnie odszedł do historii. W ogóle globalne łańcuchy wartości zaczynają powoli tracić na znaczeniu. Z jednej strony Chiny prowadzą świadomą politykę ograniczania importu i starają się wszystkie potrzebne komponenty produkować u siebie. To podejście doprowadziło do ograniczenia wymiany handlowej pomiędzy krajami azjatyckimi. Z drugiej strony uzależnienie Europejskiej gospodarki od chińskich dostawców również powoduje spadek znaczenia lokalnej wymiany handlowej. Kolejny cios dla międzynarodowego handlu stanowi wzrost konsumpcji w Chinach. Coraz większe znaczenie lokalnego rynku powoduje, że już nie wszystko opłaca się z Chin eksportować.

Proszę również zauważyć, że postęp technologiczny prowadzi do tego, że w nowoczesnych zakładach produkcyjnych będzie pracować coraz mniej ludzi. Automatyzacja, roboty kierowane algorytmami sztucznej inteligencji, przemysłowe zastosowania internetu rzeczy czy bezprzewodowe łączenie urządzeń w standardzie 5G, spowodują, że na znaczeniu straci największy atut krajów rozwijających się – tania, niewykwalifikowana kadra. Przestanie ona być potrzebna. Dlatego już niedługo będziemy świadkami reindustrializacji Stanów Zjednoczonych, Europy Zachodniej i Japonii.

Czy katalizatorem dalszych zmian będzie koronawirus?

To jest bardzo ciekawe pytanie. Żeby na nie odpowiedzieć, trzeba skojarzyć kilka faktów. Po pierwsze proszę zwrócić uwagę, jak długo trwa walka z koronawirusem w takich krajach jak Włochy czy Hiszpania. Nawet drastyczne środki długo nie przynoszą efektów. Tymczasem oficjalne dane pokazują, że Chiny po skokowym wzroście zachorowań w pierwszej połowie lutego, poradziły sobie z problemem w ciągu kilku dni. Wniosek może być tylko jeden. Chińskie dane są prawdopodobnie kompletnie niewiarygodne. Wygląda na to, że władze zorientowały się, jak wiele mają do stracenia nie wywiązując się ze swoich zobowiązań w ramach globalnych łańcuchów dostaw. Postanowiły więc zignorować epidemię i za wszelką cenę uruchomić gospodarkę. Odbiorcy chińskich towarów w Europie i USA mogą być więc spokojni. Wszystko niedługo zacznie działać od nowa, bez względu na koszty.

Jednak w wielu przypadkach straty poniesione przez chińskie przedsiębiorstwa są nieodwracalne. Menedżerowie zachodnich firm zdali sobie sprawę że ich stopień uzależnienia od dostaw z Chin jest zbyt duży. Poza tym zjawiska, o których mówiłem przed chwilą będą z każdym rokiem miały coraz większy wpływ na światowy handel. Chińska gospodarka, której cała struktura jest nastawiona na eksport może w najbliższych czasach przeżyć dość poważny szok.

 

Scenariusze dla przedsiębiorców na czas kryzysu

O dylematach, jakie stoją przez przedsiębiorcami rozmawiamy z ekspertami w dziedzinie handlu zagranicznego: Leszkiem Zołotarskim i Marcinem Pietrusińskim, założycielami firmy El-Expert

Jak przedsiębiorcy powinni sobie radzić w czasie obecnego kryzysu?

LZ: Kluczowe jest zdanie sobie sprawy z faktu, że z biznesowego punktu widzenia obecny kryzys ma przede wszystkim wymiar finansowy. A w zarządzaniu finansami istotne są zawsze dwie rzeczy: przychody i koszty. Obie są tak samo ważne i w obliczu kryzysu pierwsze zadanie każdego przedsiębiorcy powinno polegać na przeanalizowaniu obu. Możemy być zmuszeni do radykalnych kroków w kwestii obniżki kosztów.

MP: Z kolei utrzymanie stabilnego strumienia przychodów może być zapewnione dzięki przeniesieniu kluczowych procesów biznesowych do internetu.

Mówi Pan o radykalnych metodach cięcia kosztów. Najważniejsze pytanie, jakie zadaje sobie w tej chwili bardzo duża część przedsiębiorców brzmi – czy zwalniać pracowników?

MP: Bardzo byśmy chcieli, żeby tym zagadnieniem nie rządziła prosta matematyka. Niestety, każdy przedsiębiorca wie, że czasami nie może być inaczej. W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dwóch tygodni przybyło 10 milionów bezrobotnych. Świadczy to o tym, że tamtejsze firmy agresywnie tną koszty. Być może ich działania są radykalne ale niewykluczone, że dzięki temu pracodawcy przetrwają i w lipcu ci sami pracownicy będą mieli gdzie wrócić.

LZ: Mam nadzieję, że nasz model, polegający na unikaniu zwolnień za wszelką cenę, nie doprowadzi do tego, że w Polsce w lipcu nie będzie ani pracodawców ani miejsc pracy.

Może nie będzie tak źle. Rząd zaproponował bezpośrednie wsparcie biznesu kwotą 100 miliardów złotych pochodzących z NBP.

LZ: Niestety trzeba było tak zrobić. Mówię niestety, ponieważ jeżeli te pieniądze trafią bezpośrednio do przedsiębiorstw to spowodują znaczący impuls inflacyjny. Aktualna ilość pieniądza w gospodarce mierzona agregatem M1 wynosi około 840 miliardów złotych. NBP chce ją zwiększyć o około 12%.

MP: Porównując to z wyczynami amerykańskiego FED, który po kryzysie finansowym z 2008 roku zwiększył podaż pieniądza trzykrotnie nie wygląda to na szalony ruch. Dodajmy, że w Stanach Zjednoczonych nie spowodowało to inflacji. Wyemitowane środki trafiły do systemu bankowego, z którego konsumenci przestraszeni kryzysem nie chcieli ich pożyczać. W efekcie trafiły na giełdy powodując ogromną hossę, trwającą do początku lutego tego roku. Jednak w Polsce, jeżeli wydrukowane pieniądze rzeczywiście trafią bezpośrednio do przedsiębiorstw, będzie inaczej. Możemy się spodziewać powrotu do dwucyfrowej inflacji. W połączeniu z prawie zerowymi stopami procentowymi doprowadzi ona do erozji oszczędności Polaków.

LZ: Pamiętajmy, że całkiem niedawno rząd ogłosił program „Czyste powietrze”, wart również około 100 miliardów złotych. Jednak po jego uruchomieniu okazało się, że nie ma kto rozpatrzeć ogromnej ilości wniosków. Program na długo ugrzęzł w biurokracji. Oby podobnie nie było teraz. Na wszelki wypadek przedsiębiorcy powinni liczyć przede wszystkim na siebie.

Jak w takim razie będzie wyglądał biznesowy świat, który wyłoni się z aktualnego kryzysu?

MP: Tak, jak po każdym kryzysie. Przetrwają najsilniejsi. Zweryfikowane zostaną nieodpowiedzialne strategie polegające na przyspieszonym wzroście finansowanym z kapitału zewnętrznego.

LZ: Na studiach ekonomicznych uczy się studentów, że dobrze, żeby wartość kapitału zewnętrznego w przedsiębiorstwie nie przekraczała 2/3. Nie chciałbym w tej chwili być zmuszony do finansowania takiego poziomu zadłużenia przy spadku sprzedaży wynoszącym kilkadziesiąt procent. W ten sposób wiele przedsiębiorstw może nie przetrwać miesiąca. Spojrzenie dyrektorów finansowych na ryzyko w najbliższym czasie będzie musiało ulec radykalnej zmianie. W ogóle podejrzewam, że gdy sytuacja gospodarcza się uspokoi, jeszcze przez kilka lat będziemy bez przerwy słyszeć słowo „ryzyko” odmieniane przez wszystkie przypadki.

MP: Wzrośnie też znaczenie innowacji i nowych technologii. Ich celem jest przecież zwiększenie efektywności procesów gospodarczych. Bez wątpienia coraz większą rolę będzie spełniać branża e-commerce. W polskiej gospodarce możemy się spodziewać przyspieszonego procesu digitalizacji. Do tej pory odstawaliśmy pod tym względem od reszty Europy. Niewykluczone, że dość szybko nadrobimy zaległości. I to będzie pozytywny skutek tego kryzysu.

Sytuacja specjalistów i menedżerów podczas pandemii Covid-19 w sektorze handlu i branży marketingowej

48% pracodawców z sektora handu deklaruje prowadzenie nowych procesów rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Tylko 1% informuje o planach większych zwolnień w ramach tej grupy zawodowej.

„Puls rynku pracy specjalistów i menedżerów”, badanie Antal Sales & Marketing przeprowadzone na niemal 300 firmach z sektora produkcyjnego i handlowego na początku kwietnia b.r. wskazuje, że niemal co druga firma z sektora handlowego i branży marketingowej nadal prowadzi rekrutacje na stanowiska szczebla średniej i wyższej kadry. Do wyjątków należą firmy planujące większe redukcje zatrudnienia.

„Szefowie firm z obszaru handlu wiedzą, że specjaliści i menedżerowie sprzedaży to pierwsza linia frontu i na ten moment nie planują zwolnień mimo znacznego spadku konsumpcji. Eksperci ds. marketingu, zwłaszcza internetowego w branży handlowej obecnie są wręcz pożądani. Sprzedaż przeniosła się do kanału online i szybkie przeniesienie wszystkich procesów do tego kanału jest w zagwarantować rozwój organizacji” komentuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Specjaliści ds. marketingu i sprzedaży online poszukiwani

Niemal połowa badanych firm (48%) deklaruje, że planuje nadal prowadzić rekrutacje na nowe stanowiska – w tym 63% zamierza zachować ich liczbę na niezmienionym poziomie. Specjalistów i menedżerów dynamicznie poszukują przedsiębiorcy zwłaszcza z branży FMCG oraz Farmacja i sprzęt medyczny.

„Branża farmaceutyczna i medyczna w czasach pandemii koronawirusa ma się dobrze. Firmy biją rekordy sprzedaży. Mimo to, organizacje musiały zmienić swoje sposoby działania, gdyż bezpośredni kontakt z klientami stał się niemożliwy. Co istotne, wielu pracodawców twierdzi, że obecna sytuacja pomogła im zacieśnić relacje z partnerami. Sektor farmaceutyczny i medyczny dość łatwo dostosował swoje procedury produkcyjne do nowych wymogów, ponieważ bezpieczeństwo, higiena pracy i najwyższe standardy sterylności zawsze były stawiane na pierwszym miejscu. W Antal widzimy, że branża farmaceutyczno-medyczna z optymizmem patrzy w przyszłość, mimo iż wielu pracodawców  zamroziło obecnie prowadzone procesy rekrutacyjne, gdyż preferują osobisty kontakt z kandydatem przed podjęciem decyzji o zatrudnieniu” komentuje Marta Lebuda, Team Leader, Antal Pharma
& Medical Devices.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych organizacji z sektora handlowego (84%) nie planuje żadnych zwolnień wśród kadry średniego i wyższego szczebla. Pojedyncze zwolnienia nieprzekraczające 10% zatrudnionych są deklarowane przez 14% firm, a większe zwolnienia planuje jedynie 1% przedsiębiorstw. Na najbardziej radykalne kroki decydują się częściej organizacje z branży opakowań (14%).

„Branża opakowań, jak cała gospodarka, w sposób istotny odczuwa zmiany związane z pandemią koronawirusa. Są jednak obszary, gdzie ze względu na specyfikę oferowanych dóbr widać wzrost popytu. Firmy produkujące opakowania dla branży spożywczej, chemiczno-kosmetycznej oraz farmaceutycznej w najmniejszym stopniu odczuły skutki pandemii. Nie odnotowały spadku sprzedaży czy odpływu klientów. Wprost przeciwnie – organizacje osiągają ponadprzeciętne wyniki i wzrosty, a co za tym idzie nie planują zwolnień pracowników ani redukcji nowych rekrutacji. Koronawius podzielił jednak branże i obecnie przed poważnym wyzwaniem stają firmy, które swoje produkty kierują do branży motoryzacyjnej, AGD czy przemysłowej, zwłaszcza jeżeli produkują na potrzeby rynków zagranicznych, przez co zagrożona jest stabilność ich łańcuchów dostaw. Tego typu organizacje będą prawdopodobnie zmuszone zredukować zatrudnienie o ponad 10 procent. Jakkolwiek trudno na razie oszacować jaki wpływ na funkcjonowanie branży opakowaniowej będzie miało COVID-19, tak już teraz widać wzrost zainteresowania produkcją opakowań dla e-commerce i branży spożywczej. Można się więc spodziewać, że w tych obszarach zatrudnienie wzrośnie – komentuje Anna Bzymek, Packaging Market Leader & Team Leader \ ReX Leader, Antal.

Wyzwania w czasie pandemii

Najwięcej respondentów (62%) wskazuje, że wyzwaniem dla ich działalności jest dostosowanie zakresu obowiązków pracowników do wymogów jakie niesie za sobą praca zdalna. Również dostosowanie technologiczne w tym aspekcie jest ważne dla niemal połowy organizacji.

Pandemia koronawirusa z dnia na dzień zmieniła biznes i funkcjonowanie wielu organizacji. Obecnie jednym z kluczowych tematów i wyzwań dla firm jest organizacja pracy zdalnej. Z jednej strony jej sprawne wdrożenie wiąże się z koniecznością technologicznego dostosowania organizacji do wymogów pracy poza biurem- w tym zapewnienie pracownikowi odpowiedniego sprzętu oraz oprogramowania. Z drugiej strony sytuacja wymusza na pracodawcach zmianę podejścia do biznesu, w tym modyfikację zakresu obowiązków pracowników oraz dostosowanie zespołu do licznych ograniczeń, jakie niesie z sobą praca z domu. Zmiany dotykają również procesów rekrutacyjnych. Coraz częściej działy HR wykorzystują takie narzędzia jak: webinary, video konferencje, zahasłowane miejsce online z podstawową wiedzą, potrzebną do wdrożenia. Internetowe narzędzia w znacznym stopniu pozwalają usprawnić realizowane procesy rekrutacyjne i onboarding nowych pracowników   – komentuje Krzysztof Borkowski, Senior Consultant, Sales & Marketing, Antal.

O badaniu

Badanie na próbie 284 firm z sektora handlu i produkcji zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 1-7 kwietnia 2020 roku.

Kobieta zmienną jest – czyli jak w obecnych czasach kobiety kupują samochody

Paula Rychter - Doradca Motoryzacyjny Kingsman

Przez lata uważano, że kobieta nie posiada wielkiej wiedzy na temat motoryzacji, a co za tym idzie, przy zakupie samochodu kieruje się głównie wyglądem i emocjami. Na myśl o aucie dla kobiety wszystkim przychodzi do głowy mały, czerwony samochodzik pasujący do butów użytkowniczki.

tekst: Paula Rychter – Doradca Motoryzacyjny Kingsman Finance

Zakup auta od zawsze był domeną mężczyzn. Samochód jako towar luksusowy był czymś bardzo ważnym i nobilitującym, podnoszącym prestiż właściciela, więc mężczyzna, jako głowa rodziny brał na siebie najważniejsze kwestie związane z nowym autem. To on wybierał markę, rodzaj nadwozia, często poziom wyposażenia, jeśli dealer w ogóle dawał taką możliwość. Kobieta, żona decydowała najczęściej o kolorze rodzinnego pojazdu.

Tym czasem dziś możemy zauważyć, że granice między męskimi a żeńskimi kategoriami praktycznie się zacierają. Kobiety coraz częściej samodzielnie dokonują zakupu sprzętu RTV, narzędzi i właśnie samochodów. Mężczyźni z kolei coraz bardziej zwracają uwagę na wygląd zewnętrzny i dbają o siebie. Samodzielnie i bez problemów kupują kosmetyki, ubrania i dodatki. Tę tendencję zauważyć można szczególnie w mediach. Bloki reklamowe konstruowane są pod konkretny „target”. W reklamach samochodów występują kobiety i odwrotnie, mężczyźni prezentują produkty kosmetyczne. W jaki sposób motoryzacja przyciąga do siebie kobiety i czy aby na pewno my, płeć piękna, zwracamy uwagę wyłącznie na wygląd zewnętrzy? Przecież my zwracamy uwagę przede wszystkim na wnętrze….

Cofnijmy się nieco w czasie… Samochody traktowane były jako męska rzecz. Rola kobiety ograniczała się do wyjścia za mąż, wychowania dzieci, prowadzenia domu i dbaniu o męża, i tak właśnie większość z nas żyła, nie zastanawiając się nawet dlaczego tak jest. Kobieta za kierownicą automobilu była wytykana palcem, a emancypantki nie zawsze traktowane były poważnie. Nie każdy jednak wie, że już w początkach motoryzacji pojawiały się wyjątki od tej reguły, a wiele wynalazków zawdzięczamy właśnie kobietom. Czy w czasach, gdy samochód wyposażony jest w mnóstwo systemów wspomagających jazdę, dbających o nasze bezpieczeństwo mógłby nie mieć np. wycieraczek? A ten wynalazek zawdzięczamy właśnie kobiecie. Mary Anderson (1866-1953), farmerka z Alabamy, podczas jednej ze swoich podróży taksówką po Nowym Yorku w deszczową pogodę, zwróciła uwagę na mężczyznę, który co chwilę zatrzymywał się, by przetrzeć z błota przednią szybę swojego samochodu. Patrząc na męczącego się pana wymyśliła wycieraczki, ale choć opatentowała swój wynalazek, żaden z producentów nie chciał podjąć z nią współpracy. Niemal natychmiast po wygaśnięciu patentu wycieraczki montowane były już do każdego modelu samochodu.

Jednak Mary to nie jedyna kobieta, która dołożyła swoja cegiełkę do tworzenia motoryzacji. Florence Lawrence (1886-1938), zwana „pierwszą gwiazdą kina”, kochała nie tylko filmy, ale również samochody. To właśnie jej kreatywności zawdzięczamy łopatki wskazujące kierunek jazdy oraz znak stop pojawiający się po naciśnięciu pedału hamulca. To właśnie temu wynalazkowi zawdzięczamy dzisiejsze kierunkowskazy i światło stopu. Przykłady kobiecego wkładu w motoryzację jest wiele, ale wróćmy do współczesności.

Czym dzisiejsze Panie kierują się przy wyborze samochodu? Jakie mają potrzeby? Nowoczesne kobiety są silne i zdecydowane i takiego samochodu oczekujemy! Jesteśmy nie tylko matkami i żonami, ale również lekarzami, menadżerkami, prawniczkami i…kierowcami. Jesteśmy obecne w każdej branży, a w sporcie mierzymy się z mężczyznami, jak równy z równym. Jesteśmy wielofunkcyjne, odpowiedzialne i zorganizowane, i takich też samochodów oczekujemy. Dlatego też porzucamy małe, miejskie hatchbacki, określane jako „samochody kobiece” i przesiadamy się do dużych SUV-ów i kombi. Kolor nie jest już czynnikiem decydującym i lepiej, żeby sprzedawca w salonie przygotowany był na pytania techniczne. Małe auta pozostają jeszcze w kręgu zainteresowań kobiet, ale głównie tych, które prowadzą auto sporadycznie lub dopiero rozpoczynają swoją przygodę z motoryzacją. Jednak i one, po pewnym czasie zmieniają preferencje i decydują się na samochody większe, szybsze i bezpieczniejsze.

Według wielu handlowców po zakup auta kobiety udają się samodzielnie. Oficjalne dane mówią o tym, że 40 % klientów salonów to płeć piękna, a pozostałe 60 % to mężczyźni z żonami, córkami i kochankami. Wygląda więc na to, że to właśnie my kobiety mamy ten decydujący głos. Klientki nie pytają już o paletę kolorów karoserii, a czerwony spadł praktycznie na szary koniec palety. Panie zadają rzeczowe pytania, potrafią konkretnie określić czego potrzebują i jakich rozwiązań poszukują. Wiedzą również dokładnie jaką jednostkę napędową chcą mieć pod maską. Najczęściej wybór pada na silniki benzynowe choć i hybrydy cieszą się coraz większym powodzeniem. Nie bez znaczenia jest moc silnika oraz walory ekonomiczne. Bezpieczeństwo, to już nie tylko zapięcie pasów i zachowanie dozwolonej prędkości. Kobiety zwracają uwagę na systemy wspomagające, chcą aby ich samochody wyposażone były w asystentów pasa ruchu, martwego pola, czy aktywny tempomat. Wiele z nas ma „ciężką nogę” i lubi poczuć moc uśpioną podczas tania w korkach. Kręci nas adrenalina płynąca z prędkości i manewrów, które wykonujemy podczas jazdy. Dlatego to właśnie my kobiety często lepiej od mężczyzn orientujemy się w systemach bezpieczeństwa i świadomie dobieramy je jako elementy wyposażenia.

Okazuje się też, że nie lubimy kupować samochodów z komisów, sprowadzanych czy od osób prywatnych. Idąc tropem lepszego wyedukowania i skupianiu się na bezpieczeństwie, Panie częściej sięgają po opinie mechaników, czy korzystają z usług stacji diagnostycznych przed zakupem auta używanego. Musimy mieć pewność co do stanu technicznego, dlatego tez w większym stopniu decydujemy się na auta nowe ze sprawdzonych źródeł. Poza tymi wszystkimi cechami oczywiście każda kobieta ceni sobie komfort oraz praktyczność. Auto, którym odwozimy dzieci do szkoły, jeździmy do pracy i po zakupy musi być przestronne i mieć pojemny bagażnik. Nasz samochód możemy porównać do damskiej torebki. Mamy w niej cały nasz świat i musimy mieć poczucie, że wszystko da się w niej zmieścić. Panowie, czy wiecie już dlaczego lubimy duże i modne SUV-y z mocnymi silnikami?

Producenci tworzyw sztucznych dotrzymują obietnic. Już 100 tys. przyłbic przekazane polskim szpitalom!

Firmy zrzeszone w Polskim Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych aktywnie uczestniczą w walce z pandemią. Zgodnie z zapowiedziami uruchomiły produkcję przyłbic ochronnych, których pierwsze ponad 100 tysięcy sztuk trafiło nieodpłatnie do polskich jednostek medycznych.

Przyłbice to obecnie w polskiej medycynie artykuł pierwszej potrzeby. Odpowiadając na nią, firmy zrzeszone w PZPTS rozpoczęły masową produkcję i bezpłatne dostawy tego asortymentu do szpitali, które się do nich zgłosiły. Pierwsze dostawy już zostały wysłane i trafiły m.in. do do szpitali, przychodni, stacji Sanepid, hospicjów, oddziałów straży pożarnej, sieci punktów pobrań do analiz, fundacji charytatywnych oraz innych instytucji niezbędnych dla naszego zdrowia i bezpieczeństwa w Szczecinie, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Radomiu, Bydgoszczy, Toruniu, Zielonej Górze, Rzeszowie, Łodzi, Łowiczu, Tarnobrzegu, Tczewie i wielu innych, także mniejszych miastach.

– W niektórych sytuacjach przyłbica jest chętniej stosowana, niż maseczka na twarz – nie zaparowuje i pozwala swobodnie oddychać, jednocześnie skutecznie izolując, chronionego, szczególnie personelu medycznego, przed kontaktem z otoczeniem i potencjalnie zarażonymi osobami. Cieszymy się, że jako Związek wyszliśmy z inicjatywą wsparcia służb medycznych w tym kryzysowym czasie walki o życie i zdrowie całego społeczeństwa. Nasza akcja spotkała się z ogromnym zainteresowaniem ze strony placówek medycznych, dlatego też będziemy się starali spełnić w miarę możliwości,  każdą prośbę, jaka do nas trafi,  – powiedział Robert Szyman, Dyrektor Generalny PZPTS.

Przyłbice to nie wszystko. Firmy zrzeszone w PZPTS produkują również inne produkty ochronne, jak kombinezony, kurtyny, oraz folię, służącą do ich wytwarzania. W ramach współpracy między poszczególnymi firmami powstało kolejnych ponad 100 tysięcy artykułów pomocowych. Dzisiaj tworzywa sztuczne zyskują na znaczeniu ze względu na swoje cechy izolacyjne, zabezpieczające przed kontaktem z drobnoustrojami, w tym koronawirusem. Ma to szczególną wagę w przypadku żywności, która wyprodukowana z zachowaniem najwyższych standardów higienicznych i mikrobiologicznych, a następnie szczelnie (często próżniowo) zamknięta w opakowaniu z tworzywa daje nam gwarancję bezpieczeństwa, a jednocześnie wydłuża okres przydatności produktu do spożycia, ograniczając marnotrawstwo żywności i konieczność częstszych zakupów.

PZPTS apeluje: NIE ŚMIEĆ PLASTIKIEM! Odpady z tworzyw sztucznych powinny trafiać do dedykowanych im pojemników tak, by jak najwięcej z nich można było poddawać recyklingowi.
#nieśmiećplastikiem

Dlaczego tylko niektórzy odnoszą sukces w biznesie?

W biznesie nic nie dzieje się bez powodu. To, że tylko niektórzy osiągają sukces, też nie bierze się znikąd. Prowadzenie własnego biznesu to coś zupełnie innego niż codzienne przychodzenie do pracy. Pierwszym przyzwyczajeniem, jakie należy w sobie wykształcić jest umiejętność samodzielnego formułowania celów. Co więcej, te cele trzeba potem realizować. I na tym etapie również potrzebna jest nieustanna inicjatywa właściciela lub właścicielki. Bez proaktywnego podejścia w firmie nie będzie się działo nic, a kłopoty finansowe pojawią się na horyzoncie bardzo szybko.

Rozmawiamy z Irminą Jakovljević – doświadczonym menedżerem, specjalistką w dziedzinie politologii i strategii biznesowych.

Przedsiębiorstwo, aby istnieć i utrzymać się na konkurencyjnym rynku, musi być w czymś dobre. Na tyle dobre, aby klient nie chciał iść gdzie indziej. To oznacza, że musimy dostarczać pewną unikalną, trudną do skopiowania przez konkurentów, wartość. Najlepiej aby była oparta na wiedzy lub doświadczeniu. Pożądana przez klienta wartość powinna być podstawą, na której będziemy budować naszą organizacyjną strategię. A strategia, to nic innego niż zestaw długookresowych celów, które zamierzamy osiągnąć. I to jest właśnie moment, w którym musimy zrozumieć, w jaki sposób możemy być lepsi od innych. Lepsi możemy być dzięki nauczeniu się konsekwentnego osiągania celów.

Najpierw jednak należy wybrać właściwe cele. Najlepsze z nich to takie, dzięki którym koncentrujemy się na rzeczach najważniejszych. Czyli takich, które pomagają w przetrwaniu i rozwoju firmy. Częstym błędem nieskutecznych menedżerów jest mylenie bycia zajętym z produktywnością. A więc, prowadząc firmę, powinniśmy jak najszybciej zidentyfikować te czynności i procesy, które najmniej przyczyniają się do naszego sukcesu. Niestety niektóre z nich mogą być dość istotne, a nawet niezbędne, jak na przykład sprawozdawczość finansowa. Nie możemy więc pozwolić sobie na ich zaniedbywanie. Powinniśmy starać się wykonywać je w wolnym czasie albo najlepiej delegujmy je naszym pracownikom.

Sukces w biznesie ma kilku podstępnych wrogów. Być może najważniejszym z nich jest odkładanie rzeczy na później. Jeżeli nie mamy na coś czasu, nie bójmy się powierzać pracownikom nawet ważnych i trudnych spraw. Być może będziemy musieli czasami im pomóc lub podjąć za nich pewne decyzje, jednak najważniejsze jest to, żeby nie tracić okazji biznesowych przez odkładanie spraw na później.

Innym problemem mniej doświadczonych przedsiębiorców jest stawianie sobie niepotrzebnych ograniczeń w rodzaju: „ja się nie znam na rachunkach” lub „nigdy się nie nauczę programować”. Niestety, prowadzenie firmy wymaga nieustannego pokonywania przeszkód. Przedsiębiorca nie tylko musi pokonywać problemy. Musi również w ich pokonywaniu wykazywać się inicjatywą i proaktywną postawą. Bardzo łatwo jest odłożyć na później trudny do rozwiązania problem. Jednak tylko rozwiązywanie trudnych problemów może nam dać przewagę nad konkurencją.

Najważniejszą cechą przedsiębiorcy musi więc być zdolność samodzielnego stawiania sobie i osiągania celów. Właśnie ta inicjatywa stanowi sens działalności gospodarczej, jest najważniejszą cechą odróżniającą właściciela firmy od pracownika.

Szczególnie ważna grupa celów strategicznych powinna zawsze dotyczyć ciągłego ulepszania produktów, usprawniania procesów biznesowych czy poszukiwania sposobów na obniżenie kosztów. Nie chodzi nawet o to, żeby szukać w biznesie doskonałości. Ona jest z reguły trudna do zdefiniowania. Chodzi raczej o to, żeby być z dnia na dzień coraz lepszym w tym, co robimy.

Zauważono też, że osoby osiągające sukces mają jedną, bardzo ciekawą cechę. Potrafią stworzyć wartość w sytuacjach nieoczywistych. W biznesie naprawdę w cenie jest poszukiwanie oryginalnych rozwiązań problemów.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...