.
Strona główna Blog Strona 196

Co się dzieje z globalnymi łańcuchami wartości

Współczesna produkcja przemysłowa, szczególnie w branży nowoczesnych technologii, wymaga współpracy przedsiębiorców z wielu krajów. Jednak już od dłuższego czasu w strukturze międzynarodowego handlu zachodzą zmiany. O tym, co się zacina w globalnych łańcuchach wartości rozmawiamy z Robertem Samczykiem, prezesem firmy Protech Motors, ekspertem z dziedzinie międzynarodowych stosunków gospodarczych.

Globalne łańcuchy wartości to ostatnio bardzo modne pojęcie. Bardzo proszę o wyjaśnienie, co ono dokładnie oznacza.

Łańcuch wartości to pojęcie spopularyzowane przez amerykańskiego uczonego Michaela R. Portera. Oznacza ono wszystkie działania, jakie musi wykonać przedsiębiorstwo aby dostarczyć na rynek gotowy produkt lub usługę. Te działania muszą być wykonane w taki sposób, aby stworzyć dla nabywcy wartość, która będzie wyższa niż poniesione przez przedsiębiorstwo koszty. Badając elementy łańcucha wartości możemy zidentyfikować wewnątrz firmy miejsca powstawania kosztów, zysków a także określić źródła przewagi konkurencyjnej.

Pojęcie powstało w latach osiemdziesiątych XX wieku, ale szczególnego znaczenia nabrało w późnych latach 90-tych. Wtedy uczeni zaczęli opisywać globalne łańcuchy wartości, czyli takie, które obejmowały swoim zasięgiem wiele krajów. Właśnie wtedy zauważono, że nie da się już wyprodukować żadnego skomplikowanego produktu od początku do końca w jednym kraju.

Szczególne znaczenie w globalnych łańcuchach wartości zajęły Chiny.

To na początku nie było takie oczywiste. Uczestnictwo w globalnych łańcuchach wartości miało pozytywny wpływ na bardzo wiele krajów.  Wiele z nich znajduje się w Azji. Pierwszym istotnym krajem, który osiągnął wysoki stopień rozwoju była Japonia. Imponująco rozwijały się też od dawna tak zwane azjatyckie tygrysy, czyli będący jeszcze pod panowaniem brytyjskim Hong Kong, Tajwan, czy Singapur. Zaraz za nimi podążała Korea Południowa. Dopiero na początku XXI wieku poważnym graczem zaczęły się stawać Chiny.

Dla krajów rozwijających się, włączenie się w globalne łańcuchy wartości było znacznie łatwiejsze, niż budowanie od podstaw własnego konkurencyjnego przemysłu. Początkowo, kraje rozwijające się zajmują w łańcuchach wartości najmniej istotne miejsce. Jednak przykład Chin, ale również Polski, pokazuje, że to wcale nie jest dla nich zły interes. Pod jednym warunkiem, należy dbać o to, aby w ramach łańcucha tworzyć coraz większą część wartości. Ten proces w wielu przypadkach zachodzi naturalnie.

Ale dlaczego akurat ostatnio tyle się mówi o globalnych łańcuchach wartości?

Dlatego, że odczuwamy negatywne skutki zachodzących zmian. Już od dawna było widać, że porządek ustalony w latach 90-tych nie odpowiada współczesnym realiom. Model, w którym produkcja odbywa się na Wschodzie a konsumpcja na Zachodzie bezpowrotnie odszedł do historii. W ogóle globalne łańcuchy wartości zaczynają powoli tracić na znaczeniu. Z jednej strony Chiny prowadzą świadomą politykę ograniczania importu i starają się wszystkie potrzebne komponenty produkować u siebie. To podejście doprowadziło do ograniczenia wymiany handlowej pomiędzy krajami azjatyckimi. Z drugiej strony uzależnienie Europejskiej gospodarki od chińskich dostawców również powoduje spadek znaczenia lokalnej wymiany handlowej. Kolejny cios dla międzynarodowego handlu stanowi wzrost konsumpcji w Chinach. Coraz większe znaczenie lokalnego rynku powoduje, że już nie wszystko opłaca się z Chin eksportować.

Proszę również zauważyć, że postęp technologiczny prowadzi do tego, że w nowoczesnych zakładach produkcyjnych będzie pracować coraz mniej ludzi. Automatyzacja, roboty kierowane algorytmami sztucznej inteligencji, przemysłowe zastosowania internetu rzeczy czy bezprzewodowe łączenie urządzeń w standardzie 5G, spowodują, że na znaczeniu straci największy atut krajów rozwijających się – tania, niewykwalifikowana kadra. Przestanie ona być potrzebna. Dlatego już niedługo będziemy świadkami reindustrializacji Stanów Zjednoczonych, Europy Zachodniej i Japonii.

Czy katalizatorem dalszych zmian będzie koronawirus?

To jest bardzo ciekawe pytanie. Żeby na nie odpowiedzieć, trzeba skojarzyć kilka faktów. Po pierwsze proszę zwrócić uwagę, jak długo trwa walka z koronawirusem w takich krajach jak Włochy czy Hiszpania. Nawet drastyczne środki długo nie przynoszą efektów. Tymczasem oficjalne dane pokazują, że Chiny po skokowym wzroście zachorowań w pierwszej połowie lutego, poradziły sobie z problemem w ciągu kilku dni. Wniosek może być tylko jeden. Chińskie dane są prawdopodobnie kompletnie niewiarygodne. Wygląda na to, że władze zorientowały się, jak wiele mają do stracenia nie wywiązując się ze swoich zobowiązań w ramach globalnych łańcuchów dostaw. Postanowiły więc zignorować epidemię i za wszelką cenę uruchomić gospodarkę. Odbiorcy chińskich towarów w Europie i USA mogą być więc spokojni. Wszystko niedługo zacznie działać od nowa, bez względu na koszty.

Jednak w wielu przypadkach straty poniesione przez chińskie przedsiębiorstwa są nieodwracalne. Menedżerowie zachodnich firm zdali sobie sprawę że ich stopień uzależnienia od dostaw z Chin jest zbyt duży. Poza tym zjawiska, o których mówiłem przed chwilą będą z każdym rokiem miały coraz większy wpływ na światowy handel. Chińska gospodarka, której cała struktura jest nastawiona na eksport może w najbliższych czasach przeżyć dość poważny szok.

 

Scenariusze dla przedsiębiorców na czas kryzysu

O dylematach, jakie stoją przez przedsiębiorcami rozmawiamy z ekspertami w dziedzinie handlu zagranicznego: Leszkiem Zołotarskim i Marcinem Pietrusińskim, założycielami firmy El-Expert

Jak przedsiębiorcy powinni sobie radzić w czasie obecnego kryzysu?

LZ: Kluczowe jest zdanie sobie sprawy z faktu, że z biznesowego punktu widzenia obecny kryzys ma przede wszystkim wymiar finansowy. A w zarządzaniu finansami istotne są zawsze dwie rzeczy: przychody i koszty. Obie są tak samo ważne i w obliczu kryzysu pierwsze zadanie każdego przedsiębiorcy powinno polegać na przeanalizowaniu obu. Możemy być zmuszeni do radykalnych kroków w kwestii obniżki kosztów.

MP: Z kolei utrzymanie stabilnego strumienia przychodów może być zapewnione dzięki przeniesieniu kluczowych procesów biznesowych do internetu.

Mówi Pan o radykalnych metodach cięcia kosztów. Najważniejsze pytanie, jakie zadaje sobie w tej chwili bardzo duża część przedsiębiorców brzmi – czy zwalniać pracowników?

MP: Bardzo byśmy chcieli, żeby tym zagadnieniem nie rządziła prosta matematyka. Niestety, każdy przedsiębiorca wie, że czasami nie może być inaczej. W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dwóch tygodni przybyło 10 milionów bezrobotnych. Świadczy to o tym, że tamtejsze firmy agresywnie tną koszty. Być może ich działania są radykalne ale niewykluczone, że dzięki temu pracodawcy przetrwają i w lipcu ci sami pracownicy będą mieli gdzie wrócić.

LZ: Mam nadzieję, że nasz model, polegający na unikaniu zwolnień za wszelką cenę, nie doprowadzi do tego, że w Polsce w lipcu nie będzie ani pracodawców ani miejsc pracy.

Może nie będzie tak źle. Rząd zaproponował bezpośrednie wsparcie biznesu kwotą 100 miliardów złotych pochodzących z NBP.

LZ: Niestety trzeba było tak zrobić. Mówię niestety, ponieważ jeżeli te pieniądze trafią bezpośrednio do przedsiębiorstw to spowodują znaczący impuls inflacyjny. Aktualna ilość pieniądza w gospodarce mierzona agregatem M1 wynosi około 840 miliardów złotych. NBP chce ją zwiększyć o około 12%.

MP: Porównując to z wyczynami amerykańskiego FED, który po kryzysie finansowym z 2008 roku zwiększył podaż pieniądza trzykrotnie nie wygląda to na szalony ruch. Dodajmy, że w Stanach Zjednoczonych nie spowodowało to inflacji. Wyemitowane środki trafiły do systemu bankowego, z którego konsumenci przestraszeni kryzysem nie chcieli ich pożyczać. W efekcie trafiły na giełdy powodując ogromną hossę, trwającą do początku lutego tego roku. Jednak w Polsce, jeżeli wydrukowane pieniądze rzeczywiście trafią bezpośrednio do przedsiębiorstw, będzie inaczej. Możemy się spodziewać powrotu do dwucyfrowej inflacji. W połączeniu z prawie zerowymi stopami procentowymi doprowadzi ona do erozji oszczędności Polaków.

LZ: Pamiętajmy, że całkiem niedawno rząd ogłosił program „Czyste powietrze”, wart również około 100 miliardów złotych. Jednak po jego uruchomieniu okazało się, że nie ma kto rozpatrzeć ogromnej ilości wniosków. Program na długo ugrzęzł w biurokracji. Oby podobnie nie było teraz. Na wszelki wypadek przedsiębiorcy powinni liczyć przede wszystkim na siebie.

Jak w takim razie będzie wyglądał biznesowy świat, który wyłoni się z aktualnego kryzysu?

MP: Tak, jak po każdym kryzysie. Przetrwają najsilniejsi. Zweryfikowane zostaną nieodpowiedzialne strategie polegające na przyspieszonym wzroście finansowanym z kapitału zewnętrznego.

LZ: Na studiach ekonomicznych uczy się studentów, że dobrze, żeby wartość kapitału zewnętrznego w przedsiębiorstwie nie przekraczała 2/3. Nie chciałbym w tej chwili być zmuszony do finansowania takiego poziomu zadłużenia przy spadku sprzedaży wynoszącym kilkadziesiąt procent. W ten sposób wiele przedsiębiorstw może nie przetrwać miesiąca. Spojrzenie dyrektorów finansowych na ryzyko w najbliższym czasie będzie musiało ulec radykalnej zmianie. W ogóle podejrzewam, że gdy sytuacja gospodarcza się uspokoi, jeszcze przez kilka lat będziemy bez przerwy słyszeć słowo „ryzyko” odmieniane przez wszystkie przypadki.

MP: Wzrośnie też znaczenie innowacji i nowych technologii. Ich celem jest przecież zwiększenie efektywności procesów gospodarczych. Bez wątpienia coraz większą rolę będzie spełniać branża e-commerce. W polskiej gospodarce możemy się spodziewać przyspieszonego procesu digitalizacji. Do tej pory odstawaliśmy pod tym względem od reszty Europy. Niewykluczone, że dość szybko nadrobimy zaległości. I to będzie pozytywny skutek tego kryzysu.

Sytuacja specjalistów i menedżerów podczas pandemii Covid-19 w sektorze handlu i branży marketingowej

48% pracodawców z sektora handu deklaruje prowadzenie nowych procesów rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Tylko 1% informuje o planach większych zwolnień w ramach tej grupy zawodowej.

„Puls rynku pracy specjalistów i menedżerów”, badanie Antal Sales & Marketing przeprowadzone na niemal 300 firmach z sektora produkcyjnego i handlowego na początku kwietnia b.r. wskazuje, że niemal co druga firma z sektora handlowego i branży marketingowej nadal prowadzi rekrutacje na stanowiska szczebla średniej i wyższej kadry. Do wyjątków należą firmy planujące większe redukcje zatrudnienia.

„Szefowie firm z obszaru handlu wiedzą, że specjaliści i menedżerowie sprzedaży to pierwsza linia frontu i na ten moment nie planują zwolnień mimo znacznego spadku konsumpcji. Eksperci ds. marketingu, zwłaszcza internetowego w branży handlowej obecnie są wręcz pożądani. Sprzedaż przeniosła się do kanału online i szybkie przeniesienie wszystkich procesów do tego kanału jest w zagwarantować rozwój organizacji” komentuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Specjaliści ds. marketingu i sprzedaży online poszukiwani

Niemal połowa badanych firm (48%) deklaruje, że planuje nadal prowadzić rekrutacje na nowe stanowiska – w tym 63% zamierza zachować ich liczbę na niezmienionym poziomie. Specjalistów i menedżerów dynamicznie poszukują przedsiębiorcy zwłaszcza z branży FMCG oraz Farmacja i sprzęt medyczny.

„Branża farmaceutyczna i medyczna w czasach pandemii koronawirusa ma się dobrze. Firmy biją rekordy sprzedaży. Mimo to, organizacje musiały zmienić swoje sposoby działania, gdyż bezpośredni kontakt z klientami stał się niemożliwy. Co istotne, wielu pracodawców twierdzi, że obecna sytuacja pomogła im zacieśnić relacje z partnerami. Sektor farmaceutyczny i medyczny dość łatwo dostosował swoje procedury produkcyjne do nowych wymogów, ponieważ bezpieczeństwo, higiena pracy i najwyższe standardy sterylności zawsze były stawiane na pierwszym miejscu. W Antal widzimy, że branża farmaceutyczno-medyczna z optymizmem patrzy w przyszłość, mimo iż wielu pracodawców  zamroziło obecnie prowadzone procesy rekrutacyjne, gdyż preferują osobisty kontakt z kandydatem przed podjęciem decyzji o zatrudnieniu” komentuje Marta Lebuda, Team Leader, Antal Pharma
& Medical Devices.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych organizacji z sektora handlowego (84%) nie planuje żadnych zwolnień wśród kadry średniego i wyższego szczebla. Pojedyncze zwolnienia nieprzekraczające 10% zatrudnionych są deklarowane przez 14% firm, a większe zwolnienia planuje jedynie 1% przedsiębiorstw. Na najbardziej radykalne kroki decydują się częściej organizacje z branży opakowań (14%).

„Branża opakowań, jak cała gospodarka, w sposób istotny odczuwa zmiany związane z pandemią koronawirusa. Są jednak obszary, gdzie ze względu na specyfikę oferowanych dóbr widać wzrost popytu. Firmy produkujące opakowania dla branży spożywczej, chemiczno-kosmetycznej oraz farmaceutycznej w najmniejszym stopniu odczuły skutki pandemii. Nie odnotowały spadku sprzedaży czy odpływu klientów. Wprost przeciwnie – organizacje osiągają ponadprzeciętne wyniki i wzrosty, a co za tym idzie nie planują zwolnień pracowników ani redukcji nowych rekrutacji. Koronawius podzielił jednak branże i obecnie przed poważnym wyzwaniem stają firmy, które swoje produkty kierują do branży motoryzacyjnej, AGD czy przemysłowej, zwłaszcza jeżeli produkują na potrzeby rynków zagranicznych, przez co zagrożona jest stabilność ich łańcuchów dostaw. Tego typu organizacje będą prawdopodobnie zmuszone zredukować zatrudnienie o ponad 10 procent. Jakkolwiek trudno na razie oszacować jaki wpływ na funkcjonowanie branży opakowaniowej będzie miało COVID-19, tak już teraz widać wzrost zainteresowania produkcją opakowań dla e-commerce i branży spożywczej. Można się więc spodziewać, że w tych obszarach zatrudnienie wzrośnie – komentuje Anna Bzymek, Packaging Market Leader & Team Leader \ ReX Leader, Antal.

Wyzwania w czasie pandemii

Najwięcej respondentów (62%) wskazuje, że wyzwaniem dla ich działalności jest dostosowanie zakresu obowiązków pracowników do wymogów jakie niesie za sobą praca zdalna. Również dostosowanie technologiczne w tym aspekcie jest ważne dla niemal połowy organizacji.

Pandemia koronawirusa z dnia na dzień zmieniła biznes i funkcjonowanie wielu organizacji. Obecnie jednym z kluczowych tematów i wyzwań dla firm jest organizacja pracy zdalnej. Z jednej strony jej sprawne wdrożenie wiąże się z koniecznością technologicznego dostosowania organizacji do wymogów pracy poza biurem- w tym zapewnienie pracownikowi odpowiedniego sprzętu oraz oprogramowania. Z drugiej strony sytuacja wymusza na pracodawcach zmianę podejścia do biznesu, w tym modyfikację zakresu obowiązków pracowników oraz dostosowanie zespołu do licznych ograniczeń, jakie niesie z sobą praca z domu. Zmiany dotykają również procesów rekrutacyjnych. Coraz częściej działy HR wykorzystują takie narzędzia jak: webinary, video konferencje, zahasłowane miejsce online z podstawową wiedzą, potrzebną do wdrożenia. Internetowe narzędzia w znacznym stopniu pozwalają usprawnić realizowane procesy rekrutacyjne i onboarding nowych pracowników   – komentuje Krzysztof Borkowski, Senior Consultant, Sales & Marketing, Antal.

O badaniu

Badanie na próbie 284 firm z sektora handlu i produkcji zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 1-7 kwietnia 2020 roku.

Kobieta zmienną jest – czyli jak w obecnych czasach kobiety kupują samochody

Paula Rychter - Doradca Motoryzacyjny Kingsman

Przez lata uważano, że kobieta nie posiada wielkiej wiedzy na temat motoryzacji, a co za tym idzie, przy zakupie samochodu kieruje się głównie wyglądem i emocjami. Na myśl o aucie dla kobiety wszystkim przychodzi do głowy mały, czerwony samochodzik pasujący do butów użytkowniczki.

tekst: Paula Rychter – Doradca Motoryzacyjny Kingsman Finance

Zakup auta od zawsze był domeną mężczyzn. Samochód jako towar luksusowy był czymś bardzo ważnym i nobilitującym, podnoszącym prestiż właściciela, więc mężczyzna, jako głowa rodziny brał na siebie najważniejsze kwestie związane z nowym autem. To on wybierał markę, rodzaj nadwozia, często poziom wyposażenia, jeśli dealer w ogóle dawał taką możliwość. Kobieta, żona decydowała najczęściej o kolorze rodzinnego pojazdu.

Tym czasem dziś możemy zauważyć, że granice między męskimi a żeńskimi kategoriami praktycznie się zacierają. Kobiety coraz częściej samodzielnie dokonują zakupu sprzętu RTV, narzędzi i właśnie samochodów. Mężczyźni z kolei coraz bardziej zwracają uwagę na wygląd zewnętrzny i dbają o siebie. Samodzielnie i bez problemów kupują kosmetyki, ubrania i dodatki. Tę tendencję zauważyć można szczególnie w mediach. Bloki reklamowe konstruowane są pod konkretny „target”. W reklamach samochodów występują kobiety i odwrotnie, mężczyźni prezentują produkty kosmetyczne. W jaki sposób motoryzacja przyciąga do siebie kobiety i czy aby na pewno my, płeć piękna, zwracamy uwagę wyłącznie na wygląd zewnętrzy? Przecież my zwracamy uwagę przede wszystkim na wnętrze….

Cofnijmy się nieco w czasie… Samochody traktowane były jako męska rzecz. Rola kobiety ograniczała się do wyjścia za mąż, wychowania dzieci, prowadzenia domu i dbaniu o męża, i tak właśnie większość z nas żyła, nie zastanawiając się nawet dlaczego tak jest. Kobieta za kierownicą automobilu była wytykana palcem, a emancypantki nie zawsze traktowane były poważnie. Nie każdy jednak wie, że już w początkach motoryzacji pojawiały się wyjątki od tej reguły, a wiele wynalazków zawdzięczamy właśnie kobietom. Czy w czasach, gdy samochód wyposażony jest w mnóstwo systemów wspomagających jazdę, dbających o nasze bezpieczeństwo mógłby nie mieć np. wycieraczek? A ten wynalazek zawdzięczamy właśnie kobiecie. Mary Anderson (1866-1953), farmerka z Alabamy, podczas jednej ze swoich podróży taksówką po Nowym Yorku w deszczową pogodę, zwróciła uwagę na mężczyznę, który co chwilę zatrzymywał się, by przetrzeć z błota przednią szybę swojego samochodu. Patrząc na męczącego się pana wymyśliła wycieraczki, ale choć opatentowała swój wynalazek, żaden z producentów nie chciał podjąć z nią współpracy. Niemal natychmiast po wygaśnięciu patentu wycieraczki montowane były już do każdego modelu samochodu.

Jednak Mary to nie jedyna kobieta, która dołożyła swoja cegiełkę do tworzenia motoryzacji. Florence Lawrence (1886-1938), zwana „pierwszą gwiazdą kina”, kochała nie tylko filmy, ale również samochody. To właśnie jej kreatywności zawdzięczamy łopatki wskazujące kierunek jazdy oraz znak stop pojawiający się po naciśnięciu pedału hamulca. To właśnie temu wynalazkowi zawdzięczamy dzisiejsze kierunkowskazy i światło stopu. Przykłady kobiecego wkładu w motoryzację jest wiele, ale wróćmy do współczesności.

Czym dzisiejsze Panie kierują się przy wyborze samochodu? Jakie mają potrzeby? Nowoczesne kobiety są silne i zdecydowane i takiego samochodu oczekujemy! Jesteśmy nie tylko matkami i żonami, ale również lekarzami, menadżerkami, prawniczkami i…kierowcami. Jesteśmy obecne w każdej branży, a w sporcie mierzymy się z mężczyznami, jak równy z równym. Jesteśmy wielofunkcyjne, odpowiedzialne i zorganizowane, i takich też samochodów oczekujemy. Dlatego też porzucamy małe, miejskie hatchbacki, określane jako „samochody kobiece” i przesiadamy się do dużych SUV-ów i kombi. Kolor nie jest już czynnikiem decydującym i lepiej, żeby sprzedawca w salonie przygotowany był na pytania techniczne. Małe auta pozostają jeszcze w kręgu zainteresowań kobiet, ale głównie tych, które prowadzą auto sporadycznie lub dopiero rozpoczynają swoją przygodę z motoryzacją. Jednak i one, po pewnym czasie zmieniają preferencje i decydują się na samochody większe, szybsze i bezpieczniejsze.

Według wielu handlowców po zakup auta kobiety udają się samodzielnie. Oficjalne dane mówią o tym, że 40 % klientów salonów to płeć piękna, a pozostałe 60 % to mężczyźni z żonami, córkami i kochankami. Wygląda więc na to, że to właśnie my kobiety mamy ten decydujący głos. Klientki nie pytają już o paletę kolorów karoserii, a czerwony spadł praktycznie na szary koniec palety. Panie zadają rzeczowe pytania, potrafią konkretnie określić czego potrzebują i jakich rozwiązań poszukują. Wiedzą również dokładnie jaką jednostkę napędową chcą mieć pod maską. Najczęściej wybór pada na silniki benzynowe choć i hybrydy cieszą się coraz większym powodzeniem. Nie bez znaczenia jest moc silnika oraz walory ekonomiczne. Bezpieczeństwo, to już nie tylko zapięcie pasów i zachowanie dozwolonej prędkości. Kobiety zwracają uwagę na systemy wspomagające, chcą aby ich samochody wyposażone były w asystentów pasa ruchu, martwego pola, czy aktywny tempomat. Wiele z nas ma „ciężką nogę” i lubi poczuć moc uśpioną podczas tania w korkach. Kręci nas adrenalina płynąca z prędkości i manewrów, które wykonujemy podczas jazdy. Dlatego to właśnie my kobiety często lepiej od mężczyzn orientujemy się w systemach bezpieczeństwa i świadomie dobieramy je jako elementy wyposażenia.

Okazuje się też, że nie lubimy kupować samochodów z komisów, sprowadzanych czy od osób prywatnych. Idąc tropem lepszego wyedukowania i skupianiu się na bezpieczeństwie, Panie częściej sięgają po opinie mechaników, czy korzystają z usług stacji diagnostycznych przed zakupem auta używanego. Musimy mieć pewność co do stanu technicznego, dlatego tez w większym stopniu decydujemy się na auta nowe ze sprawdzonych źródeł. Poza tymi wszystkimi cechami oczywiście każda kobieta ceni sobie komfort oraz praktyczność. Auto, którym odwozimy dzieci do szkoły, jeździmy do pracy i po zakupy musi być przestronne i mieć pojemny bagażnik. Nasz samochód możemy porównać do damskiej torebki. Mamy w niej cały nasz świat i musimy mieć poczucie, że wszystko da się w niej zmieścić. Panowie, czy wiecie już dlaczego lubimy duże i modne SUV-y z mocnymi silnikami?

Producenci tworzyw sztucznych dotrzymują obietnic. Już 100 tys. przyłbic przekazane polskim szpitalom!

Firmy zrzeszone w Polskim Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych aktywnie uczestniczą w walce z pandemią. Zgodnie z zapowiedziami uruchomiły produkcję przyłbic ochronnych, których pierwsze ponad 100 tysięcy sztuk trafiło nieodpłatnie do polskich jednostek medycznych.

Przyłbice to obecnie w polskiej medycynie artykuł pierwszej potrzeby. Odpowiadając na nią, firmy zrzeszone w PZPTS rozpoczęły masową produkcję i bezpłatne dostawy tego asortymentu do szpitali, które się do nich zgłosiły. Pierwsze dostawy już zostały wysłane i trafiły m.in. do do szpitali, przychodni, stacji Sanepid, hospicjów, oddziałów straży pożarnej, sieci punktów pobrań do analiz, fundacji charytatywnych oraz innych instytucji niezbędnych dla naszego zdrowia i bezpieczeństwa w Szczecinie, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Radomiu, Bydgoszczy, Toruniu, Zielonej Górze, Rzeszowie, Łodzi, Łowiczu, Tarnobrzegu, Tczewie i wielu innych, także mniejszych miastach.

– W niektórych sytuacjach przyłbica jest chętniej stosowana, niż maseczka na twarz – nie zaparowuje i pozwala swobodnie oddychać, jednocześnie skutecznie izolując, chronionego, szczególnie personelu medycznego, przed kontaktem z otoczeniem i potencjalnie zarażonymi osobami. Cieszymy się, że jako Związek wyszliśmy z inicjatywą wsparcia służb medycznych w tym kryzysowym czasie walki o życie i zdrowie całego społeczeństwa. Nasza akcja spotkała się z ogromnym zainteresowaniem ze strony placówek medycznych, dlatego też będziemy się starali spełnić w miarę możliwości,  każdą prośbę, jaka do nas trafi,  – powiedział Robert Szyman, Dyrektor Generalny PZPTS.

Przyłbice to nie wszystko. Firmy zrzeszone w PZPTS produkują również inne produkty ochronne, jak kombinezony, kurtyny, oraz folię, służącą do ich wytwarzania. W ramach współpracy między poszczególnymi firmami powstało kolejnych ponad 100 tysięcy artykułów pomocowych. Dzisiaj tworzywa sztuczne zyskują na znaczeniu ze względu na swoje cechy izolacyjne, zabezpieczające przed kontaktem z drobnoustrojami, w tym koronawirusem. Ma to szczególną wagę w przypadku żywności, która wyprodukowana z zachowaniem najwyższych standardów higienicznych i mikrobiologicznych, a następnie szczelnie (często próżniowo) zamknięta w opakowaniu z tworzywa daje nam gwarancję bezpieczeństwa, a jednocześnie wydłuża okres przydatności produktu do spożycia, ograniczając marnotrawstwo żywności i konieczność częstszych zakupów.

PZPTS apeluje: NIE ŚMIEĆ PLASTIKIEM! Odpady z tworzyw sztucznych powinny trafiać do dedykowanych im pojemników tak, by jak najwięcej z nich można było poddawać recyklingowi.
#nieśmiećplastikiem

Dlaczego tylko niektórzy odnoszą sukces w biznesie?

W biznesie nic nie dzieje się bez powodu. To, że tylko niektórzy osiągają sukces, też nie bierze się znikąd. Prowadzenie własnego biznesu to coś zupełnie innego niż codzienne przychodzenie do pracy. Pierwszym przyzwyczajeniem, jakie należy w sobie wykształcić jest umiejętność samodzielnego formułowania celów. Co więcej, te cele trzeba potem realizować. I na tym etapie również potrzebna jest nieustanna inicjatywa właściciela lub właścicielki. Bez proaktywnego podejścia w firmie nie będzie się działo nic, a kłopoty finansowe pojawią się na horyzoncie bardzo szybko.

Rozmawiamy z Irminą Jakovljević – doświadczonym menedżerem, specjalistką w dziedzinie politologii i strategii biznesowych.

Przedsiębiorstwo, aby istnieć i utrzymać się na konkurencyjnym rynku, musi być w czymś dobre. Na tyle dobre, aby klient nie chciał iść gdzie indziej. To oznacza, że musimy dostarczać pewną unikalną, trudną do skopiowania przez konkurentów, wartość. Najlepiej aby była oparta na wiedzy lub doświadczeniu. Pożądana przez klienta wartość powinna być podstawą, na której będziemy budować naszą organizacyjną strategię. A strategia, to nic innego niż zestaw długookresowych celów, które zamierzamy osiągnąć. I to jest właśnie moment, w którym musimy zrozumieć, w jaki sposób możemy być lepsi od innych. Lepsi możemy być dzięki nauczeniu się konsekwentnego osiągania celów.

Najpierw jednak należy wybrać właściwe cele. Najlepsze z nich to takie, dzięki którym koncentrujemy się na rzeczach najważniejszych. Czyli takich, które pomagają w przetrwaniu i rozwoju firmy. Częstym błędem nieskutecznych menedżerów jest mylenie bycia zajętym z produktywnością. A więc, prowadząc firmę, powinniśmy jak najszybciej zidentyfikować te czynności i procesy, które najmniej przyczyniają się do naszego sukcesu. Niestety niektóre z nich mogą być dość istotne, a nawet niezbędne, jak na przykład sprawozdawczość finansowa. Nie możemy więc pozwolić sobie na ich zaniedbywanie. Powinniśmy starać się wykonywać je w wolnym czasie albo najlepiej delegujmy je naszym pracownikom.

Sukces w biznesie ma kilku podstępnych wrogów. Być może najważniejszym z nich jest odkładanie rzeczy na później. Jeżeli nie mamy na coś czasu, nie bójmy się powierzać pracownikom nawet ważnych i trudnych spraw. Być może będziemy musieli czasami im pomóc lub podjąć za nich pewne decyzje, jednak najważniejsze jest to, żeby nie tracić okazji biznesowych przez odkładanie spraw na później.

Innym problemem mniej doświadczonych przedsiębiorców jest stawianie sobie niepotrzebnych ograniczeń w rodzaju: „ja się nie znam na rachunkach” lub „nigdy się nie nauczę programować”. Niestety, prowadzenie firmy wymaga nieustannego pokonywania przeszkód. Przedsiębiorca nie tylko musi pokonywać problemy. Musi również w ich pokonywaniu wykazywać się inicjatywą i proaktywną postawą. Bardzo łatwo jest odłożyć na później trudny do rozwiązania problem. Jednak tylko rozwiązywanie trudnych problemów może nam dać przewagę nad konkurencją.

Najważniejszą cechą przedsiębiorcy musi więc być zdolność samodzielnego stawiania sobie i osiągania celów. Właśnie ta inicjatywa stanowi sens działalności gospodarczej, jest najważniejszą cechą odróżniającą właściciela firmy od pracownika.

Szczególnie ważna grupa celów strategicznych powinna zawsze dotyczyć ciągłego ulepszania produktów, usprawniania procesów biznesowych czy poszukiwania sposobów na obniżenie kosztów. Nie chodzi nawet o to, żeby szukać w biznesie doskonałości. Ona jest z reguły trudna do zdefiniowania. Chodzi raczej o to, żeby być z dnia na dzień coraz lepszym w tym, co robimy.

Zauważono też, że osoby osiągające sukces mają jedną, bardzo ciekawą cechę. Potrafią stworzyć wartość w sytuacjach nieoczywistych. W biznesie naprawdę w cenie jest poszukiwanie oryginalnych rozwiązań problemów.

Szybka restrukturyzacja zadłużenia ratunkiem dla deweloperów i całego rynku nieruchomości

    Zamrożenie gospodarki, wywołane pandemią wirusa SARS-CoV-2, może prowadzić na rynku nieruchomości do opóźnień w realizacji projektów i istotnych zmian planów sprzedażowych. To ogromne wyzwanie dla deweloperów finansujących inwestycje długiem, zwłaszcza obligacjami – uważa Tatiana Piechota z firmy doradczej Upper Finance.

    O tym, że pandemia koronawirusa odciśnie swe piętno na krajowym rynku nieruchomości, nie trzeba nikogo przekonywać. Nie dysponujemy jeszcze wiarygodnymi danymi, które dawałyby całościowy obraz sytuacji, ale cząstkowe liczby są sygnałem bardzo istotnych wyzwań, jakie stoją przed wszystkimi uczestnikami rynku. O tym, jak będzie wyglądać ten rynek w długiej perspektywie, zadecyduje w dużym stopniu skala i długość spodziewanej w Polsce recesji oraz globalne czynniki makroekonomiczne. Jest zbyt wcześnie, by w precyzyjny sposób prognozować rozwój rynku w kolejnych latach.

    Wsparcie w restrukturyzacji zadłużenia

    Warto jednak skupić się na perspektywie krótkoterminowej i działaniach, które już teraz mogą uchronić działające na rynku podmioty przed utratą płynności finansowej. Z przeprowadzonej przez Upper Finance ankiety, skierowanej do podmiotów finansujących inwestycje bądź bieżącą działalność w oparciu o emisję obligacji, wynika, że duża część aktywnych na tym rynku podmiotów będzie potrzebować wsparcia w restrukturyzacji zadłużenia. Realizacja projektów w naturalny sposób opóźnia się, a biznesplany zakładające współfinansowanie inwestycji w oparciu o przedsprzedaż lokali już teraz w wielu przypadkach wymagają weryfikacji.

    To wyzwanie dla deweloperów, którzy na określonych warunkach i przy zakładanych parametrach (harmonogram realizacji inwestycji, budżet, harmonogram i średnia cena sprzedaży) pozyskali finansowanie dłużne. W tej sytuacji działania mające na celu restrukturyzację zadłużenia należy podjąć możliwie szybko, tym bardziej że sygnały płynące ze strony działających na tym rynku funduszy wskazują na dużą elastyczność i zrozumienie obecnego położenia emitentów. Warto jednak pamiętać, że elastyczność zmian jest uzależniona od tego, z jakim inwestorem mamy do czynienia: instytucjonalnym czy indywidualnym.

    W pierwszym przypadku ustrukturyzowanie wymaga wyłącznie porozumienia z inwestorem odnośnie zmiany warunków emisji. Natomiast w drugim przypadku, jeżeli nie mamy zgromadzania obligatariuszy, zmiana warunków emisji wymaga jednomyślnej zgody wszystkich obligatariuszy, co dla inwestorów indywidualnych jest sporym wyzwaniem. Dlatego dużym wsparciem w procesie zmiany warunków emisji jest ustanowienie instytucji zgromadzenia obligatariuszy. Jest ono ważne, gdy jest na nim reprezentowana co najmniej połowa łącznej wartości nominalnej obligacji danej serii. Co do zasady uchwały zgromadzenia obligatariuszy zapadają większością 3/4 głosów.

    Konwersja emisji na kredyt bankowy

    Jednym z dostępnych rozwiązań jest także konwersja emisji na kredyt bankowy. Jeśli deweloper decydował się na finansowanie inwestycji częściowo z emisji obligacji, a częściowo z wpłat klientów, dopływ finansowania z tego drugiego źródła uległ zatrzymaniu w momencie znaczącego zahamowania sprzedaży. Wówczas rozwiązaniem może być zamiana długu obligacyjnego na kredyt celowy, który umożliwi kontynuację inwestycji. Dla uzyskania kredytu celowego ważny będzie oczywiście poziom wkładu własnego, przedsprzedaży. Jednak jak wynika z analiz Upper Finance, wielu inwestorów spełnia te warunki, a znacząca część inwestycji jest na tak zaawansowanym etapie, że obligacje można zrefinansować kredytem celowym.

    Restrukturyzacja zadłużenia leży obecnie w interesie wszystkich stron, ma bowiem na celu aktualizację warunków emisji, przyjęcie parametrów dostosowanych do rzeczywistej sytuacji rynkowej oraz uzgodnienie takich terminów, które pozwolą dokończyć realizację inwestycji i finalnie wykupić obligacje. „Ciężar dowodowy” spoczywa jednak na emitencie, który do całego procesu musi być przygotowany tak, jakby na nowo starał się o finansowanie. Deweloperzy muszą udowodnić, że problemy są wynikiem obecnego kryzysu, a zmiana przyjętych harmonogramów i parametrów pozwoli wypełnić wcześniejsze zobowiązania względem inwestorów.

    W tym procesie warto postawić na sprawdzonych doradców, tym bardziej że sytuacja, w którą przyszło nam się mierzyć, nie ma precedensu w ponad 30-letniej historii polskiego rynku finansowego.

    Jak zmienić pracę w czasach koronawirusa?

    Wiele firm znalazło się w stanie hibernacji, inne starają się kontynuować pracę na odległość. Już 67% pracodawców oferuje możliwość pracy zdalnej w branżach, w których jest to możliwe. Pomimo krytycznej sytuacji, nadal są więc sektory poszukujące nowych pracowników. Zmiana pracy w czasach koronawirusa wiąże się jednak z pewnymi obawami. Wyjaśniamy, jak wygląda proces rekrutacji i transferu do nowego pracodawcy?

    Wiele branż odczuwa konsekwencje sytuacji spowodowanej koronawirusem. Nieunikniona wydaje się również być redukcja zatrudnienia – przyznaje blisko połowa osób zarządzających firmami (45%) w badaniu przeprowadzonym przez Devire. Choć część firm traci, pozostałe nadal działają jak dotychczas. Pracodawcy chcąc zachować płynność biznesową prowadzą procesy rekrutacyjne, a na rynku regularnie pojawiają się nowe możliwości zawodowe.

    Straciłeś pracę i nie wiesz co dalej?

    Pracodawcy w branżach gastronomicznej, turystycznej, rozrywkowej masowo wysyłają swoich pracowników na bezpłatne urlopy lub są zmuszeni do redukcji zatrudnienia. Dla wielu osób to dobry czas na przebranżowienie się. Przy stanowiskach administracyjnych i na poziomie asystenckim czy młodszych specjalistów, firmy często zwracają uwagę na kompetencje miękkie, a umiejętności kierunkowe szkolą później w ramach swoich struktur. Dlatego osoby posiadające doświadczenie np. w branży hotelarskiej, czy też gastronomicznej, gdzie mogły rozwinąć swoje kompetencje interpersonalne oraz organizacyjne, mogą spróbować swoich sił w strukturach korporacyjnych. W związku z tym warto odświeżyć swoje CV i profil na LinkedIn oraz aplikować na wybrane oferty pracy.

    Sytuacja i specjalistów i managerów

    Kwarantanna to dobry moment na rozważenie zmiany pracy dla osób posiadających dłuższy okres wypowiedzenia. Wynika to z faktu, że wielu pracodawców, którzy szukają pracownika już dzisiaj, datę rozpoczęcia pracy odraczają w czasie i są w stanie poczekać na nowego pracownika nawet kilka miesięcy. Bardzo często powodem jest również przesuwanie części działań na czas po zakończeniu epidemii COVID-19 w kraju.

    Gdzie brakuje dziś pracowników?

    Branża medyczna

    Na przestój nie może narzekać branża medyczna. Firmy masowo rekrutują inżynierów serwisu aparatury medycznej do szpitali.

    e-Commerce
    Wzmożone zapotrzebowanie na pracowników obserwujemy również w branży e-commerce, ponieważ większość handlu może odbywać się jedynie w świecie on-line. Nagły wzrost wolumenu zamówień internetowych spowodował trudności w ich sprawnym realizowaniu i dostarczaniu, dlatego firmy zwiększają zatrudnienie w magazynach i logistyce e-commerce, żeby temu wyzwaniu sprostać. Poszukiwani są także Managerowie, Specjaliści i Analitycy E-commerce, jak również Analitycy CRM i Business Intelligence.

    SSC/BPO

    Duży potencjał obserwujemy w sektorze usług wspólnych dla biznesu, oferującej największym światowym korporacjom obsługę księgową, logistyczną, informatyczną lub kontakt z klientem. Nadal poszukiwani są: księgowi, specjaliści ds. podatków, analitycy finansowi, analitycy danych, ale w głównej mierze specjaliści Service Desk oraz w obszarze obsługi klienta.  Zatrudnienie znajdą przede wszystkim osoby, które znają języki obce, więc to dobra szansa dla pracowników dotkniętych zwolnieniami np. z obszaru HORECA.

    Logistyka

    Nowe miejsca pracy można znaleźć także w branżach powiązanych z logistyką, szczególnie w przypadku dostawców różnych dóbr. Poszukiwani są kierowcy, pracownicy magazynowi, dostawcy. Wynika to z gwałtownego wzrostu zamówień związanych z produktami, głównie żywnościowymi oraz chemią gospodarczą.

    IT
    Niezmiennie w korzystnej sytuacji są pracownicy z branży IT. W dobie powszechnej kwarantanny firmy potrzebują sprzętu, narzędzi i rozwiązań do pracy zdalnej. Poszukiwani są eksperci od bezpieczeństwa danych, utrzymania systemów oraz deweloperzy. Poza tym elastyczność miejsca pracy już od lat jest wpisana w DNA branży.

    Jak szukać pracy w czasie pandemii COVID-19?

    Chcąc zmienić pracę w obecnej sytuacji najlepiej współpracować z kimś, kto dobrze zna rynek pracy i może doradzić. Konsultant ze sprawdzonej agencji ma dostęp do najnowszych ofert pracy, ponieważ aktywnie współpracuje z klientami i pracodawcami oraz jest w kontakcie z konsultantami w innych branżach. Dodatkowo taka osoba wie, jak wygląda praca w danej firmie, może przeprowadzić kandydata przez całą rekrutację oraz wyjaśnić procedury wprowadzone przez nowego pracodawcę, w związku z koronawirusem.

    Oczywiście warto również śledzić oferty pracy, które pojawiają się w zakładce “kariera” na oficjalnych stronach firm, bądź też na ich profilach na LinkedIn. Dobrym adresem są również oferty w wyszukiwarkach, takich jak Pracuj, infoPraca i innych.

    Coraz częściej na portalach biznesowych pojawiają się wpisy specjalistów, którzy właśnie stracili pracę i proszą o rekomendację. Spotyka się to z dużym wsparciem i chęcią pomocy.

    Jak odbywa się rekrutacja, jeśli spotkanie z pracodawcą nie jest możliwe? 

    W związku z przejściem firm w tryb pracy zdalnej, rekrutacje zostają prowadzone on-line (Skype, Microsoft Teams, Zoom i inne). Jednak należy pamiętać, że taka forma spotkania jest traktowana tak samo jak ta “twarzą w twarz” i istotne jest przygotowanie się do takiej rozmowy kwalifikacyjnej przez Skype.

    Przebieg procesu i feedback. Na co się przygotować? 

    W związku z nową sytuacją i wszechobecną pracą zdalną komunikacja wewnętrzna w firmach jest bardziej rozciągnięta w czasie, a feedback dotyczący rekrutacji często się wydłuża, dlatego tak ważne jest uzbrojenie się w cierpliwość. Opóźniona informacja zwrotna lub jej brak zazwyczaj nie jest oznaką lekceważenia kandydata, lecz okoliczności związanych reorganizacją pracy w firmach. Może zdarzyć się również tak, że e-mail trafił do skrzynki SPAM lub potencjalny kandydat nie odebrał telefonu z uwagi na nieznany numer. Jeżeli oczekiwany feedback się opóźnia warto  odezwać się do rekrutera z pytaniem o status kandydatury.

    Podpisanie umowy

    Po pozytywnym przejściu całego procesu rekrutacyjnego i przyjęciu oferty następuje podpisanie umowy. Obecnie pracodawcy robią to w dwojaki sposób: podpisanie umowy zdalnie za pośrednictwem kuriera bądź w biurze przy ograniczonej liczbie pracowników.

    Oczywiście przed podpisaniem umowy konieczne będą badania medycyny pracy. Zgodnie z projektem ustawy Tarczy antykryzysowej, tradycyjne badania są zawieszone, ale pracownicy mogą skorzystać z telemedycyny pracy, a stosowne oświadczenie otrzymają on-line.

    Umowa podpisana, to jak teraz pracować?

    W głównej mierze zależy to od polityki działania firmy oraz charakteru wykonywanych obowiązków. Większość pracodawców wprowadza wdrożenia online, e-kursy, czy też platformy grywalizacyjne. Jednak również praktykowany jest on-boarding w biurze (w ograniczonym składzie pracowniczym), a następnie samodzielna praca zdalna. Część firm również przesuwa datę startu na późniejszy okres (w związku z tym jest to też szansa na zdobycie pracy dla osób z 3-miesięcznym okresem wypowiedzenia).

    Adrianna Wilczyńska, specjalista ds. rekrutacji w firmie rekrutacyjnej i Outsourcingowej Devire podaje przykład kandydata, który brał udział w prowadzonym procesie rekrutacyjnym i rozpoczyna nową pracę w Dziale Analiz:

    Umowa została podpisana zdalnie i przesłana skanem. Następnie kandydat odebrał niezbędny sprzęt od pracodawcy za pośrednictwem kuriera, a cały proces wdrożeniowy odbędzie się przez wideo rozmowy oraz intranet. Po pełnym szkoleniu on-boardingowym pracownik będzie podejmował samodzielną pracę z domu mając do tego niezbędny sprzęt z odpowiednimi dostępami – wyjaśnia Adrianna Wilczyńska z Devire.

    Decydując się na zmianę pracy warto wykorzystać więcej czasu na przeanalizowanie dostępnych ofert. Natomiast biorąc udział już w konkretnym procesie rekrutacyjnym należy uzbroić się w cierpliwość, ponieważ obecnie firmy robią wszystko, by nie narazić w żadnym stopniu swoich pracowników oraz kandydatów w trakcie prowadzonych rekrutacji.

    [i] Raport Devire “Wpływ koronawirusa na polskie przedsiębiorstwa”
    https://www.devire.pl/raport-wplyw-koronawirusa-na-polskie-przedsiebiorstwa/

     

    Ważne Informacje

    Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

    Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

    Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

    Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

    Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

    Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...