.
Strona główna Blog Strona 182

ŚWIAT SIĘ ZACHWYCIŁ POLSKIM WYNALAZKIEM

Smart Kid Belt to polski wynalazek, którym zachwycił się cały świat. To rewolucyjny adapter do pasów dla starszych dzieci, który w testach bezpieczeństwa rekomendowanych przez Unię Europejską osiąga lepsze parametry od niektórych topowych fotelików samochodowych. Obecnie Smart Kid Belt jest sprzedawany w 25 krajach w ilości setek tysięcy sztuk rocznie.

Rodzice pragnąc zapewnić dzieciom jak największe bezpieczeństwo podczas jazdy samochodem, kupują foteliki samochodowe lub boostery. Działają automatycznie i tradycyjnie jak inni rodzice, nie wiedząc, że Smart Kid Belt to rewolucyjny, polski wynalazek, który z powodzeniem może być stosowany zamiast drogiego fotelika samochodowego. Posiada wszelkie odpowiednie homologacje i zgodnie z europejskim certyfikatem bezpieczeństwa może być używany do przewozu dzieci o wadze od 15 kg. Przekonali się o tym rodzice z ponad 25 krajów, m.in. Unii Europejskiej, USA, Kanady, Japonii, Tajlandii, Tajwanu, Singapuru czy Korei Płd. Co więcej, spółka Smart Kid SA planuje debiut na rynku publicznym pod koniec 2020 roku .

Smart Kid Belt, jak każde inne urządzenie przytrzymujące, w tym foteliki, podlega pod regulamin Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ. Każde takie urządzenie przytrzymujące, by uzyskać homologację, czyli dopuszczenie do użytkowania, musi przejść te same testy dynamiczne, zgodnie z dyrektywami tego regulaminu. Dzięki temu łatwo porównać, jak dane urządzenie chroni lub nie chroni dziecko w razie wypadku samochodowego. Podczas testów rejestrowane są parametry: siły w odcinku szyjnym manekina, momenty w odcinku szyjnym manekina, przyspieszenie torsu manekina, przemieszczenie torsu manekina, ciśnienie dla lewej i prawej części obszaru brzusznego, przyspieszenie wózka badawczego. Testy Smart Kid Belt zostały przeprowadzone przy zastosowaniu najnowocześniejszej generacji manekinów zgodnie z wymogami nowego regulaminu nr 129 (iSize) Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ.

System Smart Kid Belt został przebadany według najnowszych wytycznych homologacyjnych, tak jak i inne dostępne na rynku urządzenia przytrzymujące. Analizując wyniki testów dynamicznych odwzorowujących proces zderzenia pojazdu, można stwierdzić, że dla większości z zarejestrowanych parametrów system Smart Kid Belt uzyskał lepsze wyniki w porównaniu do renomowanych fotelików samochodowych oraz potocznie zwanych „podstawek” – mówi dr inż. Artur Muszyński, ekspert ds. mechaniki zderzeń.

Smart Kid Belt jest rodzimym wynalazkiem, który ma szerokie zastosowane i jest bardzo przydatny w wielu sytuacjach: w przypadku przewozu dziecka taksówką, autokarem, samochodem dziadków lub w przypadku rodzin wielodzietnych. Gdy z tyłu nie mieszczą się trzy foteliki, dzieci mogą siedzieć bezpiecznie na swoich miejscach, przypięte jedynie Smart Kid Belt. Dodatkowo adapter jest o wiele tańszy od fotelików samochodowych, kosztuje ok. 100 PLN, dzięki czemu odciąża budżet rodziny – dodaje Maciej Łuczak, członek zarządu Smart Kid SA.

Więcej informacji: https://smartkidbelt.com

Drugie życie baterii z autobusów Volvo

Volvo Buses oraz spółka Stena Recycling Batteryloop nawiązały współpracę, dzięki której żywotność użytkowa baterii autobusowych zostanie znacznie wydłużona, co będzie sprzyjać ochronie środowiska naturalnego. Po zakończeniu użytkowania baterii w autobusach Volvo, będą one ponownie wykorzystywane przez kilka lat jako jednostki magazynowania energii, na przykład w budynkach i stacjach ładowania.

„Volvo Buses to jeden z pionierów w dziedzinie elektromobilności, zapewniający niskoemisyjny, cichy i wydajny transport publiczny. Mamy jasną strategię zrównoważonego rozwoju na każdym etapie naszego łańcucha wartości, a teraz robimy kolejny krok naprzód dzięki możliwości ponownego wykorzystania baterii autobusowych. Tworzymy w ten sposób nowy cykl biznesowy o obiegu zamkniętym. Oceniamy, że współpraca w z naszym partnerem w tym zakresie jest naprawdę dużym krokiem we właściwym kierunku”, mówi Håkan Agnevall, Prezes Volvo Buses.

Baterie autobusowe, zanim zajdzie potrzeba ich wymiany, są używane przez wiele lat w regularnym ruchu drogowym. Jednak po zamontowaniu w pojeździe nowych baterii, w starych pozostaje jeszcze znaczna pojemność do wykorzystania. Pojemność ta jest zbyt ograniczona, aby efektywnie napędzać autobus, ale jest zupełnie wystarczająca do statycznego wykorzystania do celów magazynowania energii. Przeznaczenie baterii do nowych celów oznacza ochronę środowiska naturalnego, gdyż nie trzeba stosować nowych akumulatorów do magazynowania energii.

„Cieszymy się i jesteśmy dumni, że Batteryloop ma możliwość zakupu używanych baterii i opracowania tego rozwiązania wspólnie z Volvo Buses. Oprócz ponownego użycia, gwarantujemy również bezpieczny i przyjazny dla środowiska recykling, gdy zakończy się drugi okres użytkowania akumulatorów jako jednostek magazynowania energii. W ten sposób oferujemy zrównoważone rozwiązanie o obiegu zamkniętym dla baterii Volvo Buses. Co więcej, współpraca ta oznacza, że możemy przekształcić koszt w źródło przychodów dla klienta”, mówi Rasmus Bergström, Prezes Batteryloop.

Nowa, niedawno podpisana umowa ma zasięg globalny. Obejmuje ona wszystkie baterie z autobusów elektrycznych Volvo Buses na całym świecie. Obecnie większość tych autobusów jeździ w Europie, ale oczekuje się, że liczba zelektryfikowanych autobusów wzrośnie również w innych częściach świata.

„Widzimy stale rosnący popyt na autobusy elektryczne ze strony miast na całym świecie. Ponieważ wcześnie weszliśmy na rynek autobusów elektrycznych, to liczba zużytych baterii będzie wzrastać,” wyjaśnia Håkan Agnevall.

Oczekuje się, że w przyszłości wzrośnie zapotrzebowanie na lokalne jednostki magazynowania energii. Takie jednostki oferują nowe możliwości przechowywania energii odnawialnej, która może być wykorzystana w momentach największego zapotrzebowania. Wszelkie nadwyżki można sprzedać i dostarczyć bezpośrednio do sieci.

Polska waluta już dawno nie była tak słaba. Co gnębi złotego?

We wtorek za euro musieliśmy płacić 4,59 zł, czyli najwięcej od sześciu miesięcy. W samym tylko wrześniu europejska waluta podrożała względem złotego o 4 proc. W górę ostro wydają się iść także: frank szwajcarski, funt i dolar, który zbliża się już do bariery 4 zł, podczas gdy ledwie przed miesiącem kosztował poniżej 3,70 zł. Dlaczego ostatnio odliczamy dni słabości złotego, a polska waluta sporo traci na wartości?

Obecna skala i dynamika deprecjacji polskiej waluty wydaje się porównywalna z tym, co działo się w marcu br., gdy światową gospodarkę mroził lockdown. Na wartości zyskiwały tzw. bezpieczne przystanie, czyli m.in. złoto, frank szwajcarski, dolar czy jen. Złoty zaś, jako waluta z grupy nieco bardziej ryzykownych, był wyraźnie w odwrocie.

Gdy rośnie liczba zachorowań i strach przed jeszcze większą falą

Koronawirus i groźba kolejnych restrykcji mogą przyczyniać się dziś do spadków notowań polskiej waluty. W wielu europejskich krajach już dziś istotnie zwiększa się dzienna liczba zakażeń COVID-19. W Polsce w minionym tygodniu padały pod tym względem niechlubne rekordy, licząc od samego początku pandemii.

Wraz z tym zwiększają się obawy, że późną jesienią i zimą, gdy koronawirus zbiegnie się z sezonem grypowym, a liczba zachorowań zwiększyła się jeszcze bardziej, na powrót mogą zostać wprowadzone restrykcje, które negatywnie odbiją się na kondycji firm i ich pracowników, hamując ożywienie gospodarcze.

– Ten czynnik może negatywnie wpływać na złotego, stawiając polską walutę pod presją wyprzedażową, najmocniejszą od marca br. Nie jest jednak tak, że widmo koronawirusa w pełni odpowiada za ostatnie spadki wartości złotego względem głównych walut świata – zwraca uwagę Daniel Kostecki, główny analityk spółki Conotoxia Ltd., która świadczy usługę Forex dla klientów portalu Cinkciarz.pl.

Wątek polityczny, czyli co będzie z dostępem do pakietu pomocowego

Drugim z czynników, który obecnie ciąży złotemu, wydaje się nierozstrzygnięta sprawa zarzutów Unii Europejskiej o przestrzeganie zasad praworządności w Polsce. Istnieje ewentualność, że ta kwestia może odgrodzić nasz kraj od przyznanego przez UE pakietu pomocowego dla polskiej gospodarki w wysokości 750 mld euro.

– Wczoraj po południu serwisy informacyjne podały, że do przegłosowania kary za nieprzestrzeganie praworządności dla poszczególnych krajów będzie potrzebna zgoda 15 z 27 krajów UE, a nie tak jak wcześniej sądzono również w Polsce, że decyzja musi być jednomyślna. W tej sytuacji Polska czy Węgry, do których to krajów są największe zastrzeżenia, mogą być odcięte od środków pomocy z UE, chyba że zastosują się do zaleceń – analizuje Daniel Kostecki. I dodaje: – To w zasadzie od rozstrzygnięcia sporu z UE i dostępu do pakietu pomocowego może teraz zależeć sytuacja złotego oraz forinta. Inwestorzy dość jasno pokazują, jak niewielkie są obecnie szanse Polski na zmianę mechanizmu warunkowości przyznania pieniędzy z europejskiego budżetu – zauważa główny analityk spółki Conotoxia Ltd., która świadczy usługę Forex dla klientów portalu Cinkciarz.pl.

NBP prawdopodobnie nie wkroczy do gry

Wydaje się, że złotemu nie przyjdzie z odsieczą Narodowy Bank Polski. Wszak ostatnio przedstawiciele NBP opiniowali, że kurs polskiej waluty nie dostosował się do realiów.

–  Innymi słowy, złoty był zdaniem NBP zbyt mocny. Jego obecne osłabienie może być zatem niejako na rękę Radzie Polityki Pieniężnej. Dlatego wydaje się, że żadnych interwencji na rynku walutowym nie będzie – rozważa Daniel Kostecki.

4 zł za dolara? 

Polska waluta może zatem nadal tracić na wartości względem euro, franka szwajcarskiego, funta czy dolara. Na niekorzyść złotego mogą działać także inne czynniki: zbliżające się wybory prezydenckie w USA czy też negocjacje Wielkiej Brytanii z Unią Europejską w sprawie umowy handlowej po brexicie.

Możliwe istotne poziomy obecnie dla kursu EUR/PLN to 4,63 zł, dla USD/PLN 4,00 zł, dla CHF/PLN 4,38 zł, a dla GBP/PLN rejon 5,15 zł. Jeśli te wartości zostaną przekroczone, polska waluta może ponosić coraz większe straty.

źródło: Cinkciarz.pl

Amerykańscy inwestorzy mają coraz większy apetyt na ryzyko

Większość polskich inwestorów jeszcze nie wie, co to jest SPAC. Jednak prawdopodobnie niedługo ten termin będą znali wszyscy, mówimy bowiem o pomyśle na inwestycje w ciężkich czasach. A czasy dla inwestorów są teraz wyjątkowo ciężkie.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

SPAC to skrót od special purpose aquisition company, tłumacząc na polski – celowa spółka akwizycyjna. Jest to spółka, której działalność polega wyłącznie na poszukiwaniu innego przedsiębiorstwa do przejęcia, nie posiadając jeszcze po stronie aktywów praktycznie żadnego majątku. W świecie finansów nie jest to żadna nowość, takie spółki istnieją od co najmniej kilkudziesięciu lat i są tak naprawdę specyficzną formą funduszy inwestycyjnych. Jednak dotąd, z uwagi na szczególnie wysoki poziom ryzyka, jaki muszą podjąć inwestorzy, nie były one szczególnie popularne. Wszystko zmieniło się w ostatnich miesiącach.

W USA inwestorzy przestraszeni rosnącą inflacją i zerowymi stopami procentowymi są gotowi podejmować coraz większe ryzyko, byle tylko uniknąć lokowania swoich środków w nierentownych lokatach bankowych. Nie przeszkadza im nawet to, że nie wiedzą, jaka spółka ma być obiektem przejęcia, ani jaki jest końcowy cel spółki akwizycyjnej. Co więcej, amerykańskie SPACsy, nie mając do tego odpowiednich kompetencji, coraz częściej przejmują przedsiębiorstwa znajdujące się we wstępnej fazie rozwoju, a wtedy ryzyko inwestycyjne staje się jeszcze większe.

Nie można jednak zaprzeczyć, że spółki typu SPAC potrafią bardzo skutecznie wspomagać rozwój startupów. Ich największą zaletą jest to, że powstają od razu w formie spółki publicznej i są notowane na giełdzie. Przejęcie startupu odbywa się w formie fuzji obu przedsiębiorstw, a to oznacza, że przejęty podmiot automatycznie staje się spółką giełdową. Dzięki temu może skuteczniej pozyskiwać fundusze na rozwój.

W Stanach Zjednoczonych regułą jest, że środki uzyskane podczas emisji akcji spółki SPAC są gromadzone na specjalnym koncie i mogą być wykorzystane tylko w celu akwizycji przejmowanego przedsiębiorstwa. W przypadku, gdy w ustalonym czasie nie dojdzie do akwizycji zaaprobowanej przez akcjonariuszy, spółkę należy rozwiązać i zwrócić akcjonariuszom wpłacone przez nich środki.

Obecnie najszerzej komentowanym przykładem firmy rozwijającej się dzięki połączeniu ze SPAC jest Nikola Corporation. Spółka założona w 2014 roku w Salt Lake City przez miliardera Trevora Miltona pracuje głównie nad wprowadzeniem na rynek elektrycznych i wodorowych samochodów ciężarowych. Dzięki połączeniu ze spółką typu SPAC – VectoIQ, od lipca tego roku Nikola Corporation jest notowana na giełdzie NASDAQ. Inwestorzy muszą pokładać ogromne nadzieje w planach firmy, gdyż jest ona warta prawie 10,5 miliarda dolarów mimo tego, że nie sprzedała jeszcze ani jednego samochodu, a jej obroty w pierwszych 6 miesiącach tego roku wyniosły zaledwie 95 tysięcy dolarów. Wartość giełdowa Nikoli to mniej więcej jedna czwarta wartości takich gigantów jak General Motors czy BMW.

Nikola ma jednak sporo kłopotów. Analityczna firma Hindenburg Research zarzuciła jej liczne nadużycia finansowe. Ponadto, podobno, nakręcony w 2018 roku spot pokazujący ciężarówkę Nikola jadącą po pustyni, okazał się manipulacją. Pojazd nie miał napędu i jechał z górki! Raport firmy badawczej pechowo ujrzał światło dzienne zaledwie kilka dni po tym, jak wartość akcji Nikoli eksplodowała po ogłoszeniu umowy o współpracy z General Motors. Aktualnie Nikola jest pod lupą amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, a także Departamentu Sprawiedliwości.

Kłopoty firmy spowodowały ożywioną dyskusję na temat ryzyka, na jakie są narażeni inwestorzy spółek typu SPAC. Bańka internetowa z początku dwudziestego pierwszego wieku na dość długo nauczyła inwestorów, aby nie ufali firmom, które nie posiadają ani udokumentowanych przychodów, ani kompetencji w obszarze rozwoju młodych przedsiębiorstw. Widać wyraźnie, że wielu z nich już tę lekcję zapomniało. Jednak tam, gdzie jest wysokie ryzyko, mogą się pojawić również ogromne stopy zwrotu. Najwięcej zarobią jak zwykle ci, którzy dzięki zbudowanemu doświadczeniu i wypracowanym kompetencjom, będą w stanie najlepiej oszacować podejmowane ryzyko.

Opona Blizzak LM005 liderem w teście opon zimowych ADAC 2020

Opona Bridgestone Blizzak LM005 została zwycięzcą testu opon zimowych ADAC 2020. Model Blizzak LM005 opracowano z myślą o tym, aby dać kierowcy maksymalną kontrolę i poczucie bezpieczeństwa w trudnych warunkach. Opona zachwyca podczas jazdy na wszystkich rodzajach nawierzchni, utrzymując stabilność na śniegu i gwarantując świetne prowadzenie na mokrych drogach.

Biorąc pod uwagę te parametry, eksperci ADAC, największego stowarzyszenia motoryzacyjnego w Europie, przyznali oponie Blizzak LM005 ogólną ocenę 2.0 – najwyższą notę wśród 15 modeli biorących udział w teście – i tytuł zwycięzcy klasyfikacji.

Zaawansowana technologia w służbie niezawodności

Wyjątkowe parametry i osiągi Bridgestone Blizzak LM005 to wynik najnowszych osiągnięć inżynierii opon.

Oponę wykonano z mieszanki Nano ProTech™ o dużej zawartości krzemionki, dzięki czemu pozostaje miękka w niskich temperaturach, zapewniając maksymalną przyczepność i optymalne osiągi na mokrej i ośnieżonej nawierzchni. Bieżnik opony posiada unikalne zygzakowate żłobienie, co umożliwia lepsze odprowadzanie wody i zwiększa przyleganie opony do drogi. Idealne połączenie tych cech opony decyduje o świetnych osiągach, a model LM005 to pierwsza opona zimowa o przyczepności na mokrej nawierzchni klasy A, którą potwierdzono etykietą UE przyznaną wszystkim rozmiarom z tej serii.

Niski opór toczenia, spalanie i poziom hałasu sprawiają, że konsumenci chętniej decydują się na model Blizzak LM005. Wydajna energetycznie opona z jednej strony oferuje szereg korzyści dla kierowcy pod względem przebiegu i kosztów, ale także pomaga obniżyć poziom emisji. To właśnie te ekologiczne parametry opony docenił ACAD, przyznając Blizzak LM005 świetne noty w zakresie oporu toczenia i zużycia paliwa.

Skupiona na potrzebach klienta

Eksperci ADAC testowali opony Bridgestone Blizzak LM005 w aucie VW Golf GTI w rozmiarze 205/55 R16, dopasowanym do wymiarów większości popularnych modeli samochodów na rynku.

Opona Blizzak LM005 jest obecnie dostępna w 171 rozmiarach dla pojazdów osobowych i SUV-ów o wymiarach od 14 do 22 cali. Innowacyjną technologię DriveGuard Run Flat zastosowano w 24 rozmiarach modelu Blizzak LM005 (od 16 do 18 cali). dzięki czemu z przebitą oponą pojazd może przejechać nawet 80 km przy prędkości do 80 km/godz.

Pełne wyniki testów ADAC dostępne są pod adresem: https://www.adac.de/rund-ums-fahrzeug/tests/reifen/winterreifen/205-55-r16/.

Gastronomia staje się branżą innowacyjną

W roku 2009 i 2014 Główny Urząd Statystyczny przeprowadził szerokie badania dotyczące problemu nadwagi w Polsce. Potwierdziły one to, co wiemy doskonale. Jest to bardzo poważny problem społeczny. Dotyczy on 47% osób w wieku 30-39 lat, 57% osób w wieku 40-49 lat i aż 67% osób w wieku 50-59 lat. Oznacza to, że w Polsce zdecydowana większość osób które ukończyły 30 lat ma nadwagę. Skutki społeczne, to przede wszystkim niższy komfort życia, zwiększona zachorowalność na cukrzycę i choroby krążenia, a także obniżenie średniej długości życia. Jedyny korzystny wniosek z danych GUS jest taki, że problem między rokiem 2009 a 2014 się nie powiększył. Można nawet zauważyć bardzo niewielką tendencję spadkową. Prawdopodobnie oznacza to, że w społeczeństwie rośnie świadomość zagrożenia oraz wiedza na temat środków zaradczych.

Autor: Adam Adamski, właściciel cateringu dietetycznego Fit Malina

Problem nadwagi wykorzystuje się jako okazję biznesową

Nie ma wątpliwości, że rozwiązanie problemu nadwagi i otyłości to doskonała okazja biznesowa. Na tym rynku swoje miejsce znajdują firmy medyczne i branża fitness. Prowadzi się mnóstwo badań naukowych, pojawia się także ogromna ilość innowacyjnych pomysłów w branży gastronomicznej. Wokół osób z nadwagą buduje się całe spektrum strategii marketingowych. W przypadku branży gastronomicznej wyjściem do ich stworzenia jest stwierdzenie, że praktycznie wszystkie osoby posiadające nadwagę mają jeden i ten sam problem – niewłaściwie się odżywiają. W zdecydowanej większości przypadków, wprowadzenie i przestrzeganie zdrowej i odpowiednio zbilansowanej diety prowadzi do utraty wagi.

Idealnym rozwiązaniem dla osób z nadwagą są diety pudełkowe. Ich wysoka skuteczność oraz wygoda stosowania prowadzą do tego, że cieszą się one ogromnym zainteresowaniem klientów. W ciągu ostatnich kilku lat diety pudełkowe z dostawą do klienta stały się podstawą intensywnie rozwijającej się, prężnej i innowacyjnej branży działającej na pograniczu gastronomii i e-commerce. Konkurencja na tym rynku jest coraz bardziej intensywna i odniesienie sukcesu rynkowego wymaga ogromnej wiedzy na temat nowych trendów w otoczeniu. A jest ich naprawdę dużo.

Nie wystarczy już zaoferować klientom opcji bezglutenowych i wegeteriańskich. Klienci oczekują diet wegańskich, bezmlecznych, popularne ostatnio stają się diety ketonowe i paleolityczne. W 2020 i 2021 roku będą się rozwijać roślinne alternatywy dla mięsa. Stosuje się też coraz więcej alternatyw dla mleka. Jest ono zastępowane przez napoje produkowane na bazie soi i migdałów. Pojawiają się też alternatywy na bazie ryżu, kokosa, konopi i owsa. Popularna staje się kombucha i inne fermentowane napoje herbaciane.

Innowacje na rynku gastronomicznym

W Polsce cały czas spożywa się stosunkowo mało dań międzynarodowych. Nasze społeczeństwo do tej pory było pod tym względem konserwatywne, jednak zaczyna się to dynamicznie zmieniać. Kuchnia z najdalszych zakątków świata będzie się coraz częściej pojawiać nad Wisłą. Podobnie będzie z unikalną ofertą regionów. Całkowicie zmienia się rynek napojów alkoholowych. Popularnością zaczynają się cieszyć wina brokatowe czy pomarańczowe. Coraz barodziej poszukiwane są odmiany organiczne niezawierające pestycydów i chemikaliów. Klienci są też zainteresowani winami bezalkoholowymi i bezalkoholowymi koktajlami, czyli tak zwanymi mocktailami. Ponadto powstają coraz ciekawsze alternatywy dla masła, takie jak pasty warzywne, z orzechów cashew lub macadamia. Klienci oczekują od dostawców zaangażowania w zrównoważone praktyki. Do przeszłości będą odchodzić plastikowe pudełka, słomki i sztućce.

Okazuje się, że gastronomia, pod względem innowacyjności zaczyna powoli dorównywać branży technologicznej.

Czeka nas rozwój sportów motorowych

Rozmowa z Rafałem Rulskim, znanym kierowcą wyścigowym, dwukrotnym mistrzem Polski w WSMP, założycielem szkoły doskonalenia technik jazdy.

 

Jaka jest szansa na to aby w Polsce bardziej dynamicznie rozwijały się sporty motorowe? Na razie udało się to tylko w przypadku żużla. Jednak inne dyscypliny takie jak rajdy czy Formuła 1 również cieszą się ogromnym zainteresowaniem a nie przekłada się to na ich rozwój w Polsce.

Popularność sportów motorowych z perspektywy statystycznego Kowalskiego jest często powiązana z sukcesami naszych reprezentantów. W naszym kraju nie brakuje utalentowanych kierowców, którzy odnoszą międzynarodowe sukcesy, dlatego sporty motorowe przyciągają rzesze fanów. Jednak ich rozwój rozwój w Polsce to proces. Szansa, że zaczną rozwijać się dynamicznej jest bardzo duża, szczególnie że cały czas powstają nowe inicjatywy i pomysły, kolejne ośrodki i nowi kierowcy. Im więcej zainteresowanych i im więcej producentów, którzy chcą ten sport wspierać, tym ten rozwój będzie szybszy. Musimy pamiętać o tym, że zarówno uprawianie sportów motorowych jak i zaplecze treningowe czy rozwój technologii niosą ze sobą duże koszty (pomijam już formułę 1 bo to są koszty wręcz niewyobrażalne).

Motosport dla producenta samochodów oznacza rozwój, ale nie jest to rozwój za darmo. Bariery wejścia są wysokie. Czy to źle? Niekoniecznie, dzięki temu, że nie każdy może sobie pozwolić na uprawianie takiego sportu, łatwiej o pewnego rodzaju wyjątkowość, zarówno jeśli chodzi o kierowców jak również producentów. Z drugiej strony im bardziej obniżymy tą  barierę tym więcej ludzi będzie chciało uprawiać ten sport.

Jaki jest związek między popularyzacją sportów motorowych a poprawą kultury jazdy na Polskich drogach?

Na polskich drogach jest coraz więcej samochodów, jesteśmy coraz bogatszym społeczeństwem. Na ulicy już tak bardzo nie zaskakuje widok super czy nawet hypercarów, mamy szasnę patrzeć na coraz lepsze samochody. Mamy całe mnóstwo dziennikarzy motoryzacyjnych czy blogerów, którzy doskonale popularyzują i pokazują samochody. Dzięki temu coraz więcej osób świadomie zaczyna myśleć o motoryzacji. Coraz popularniejsze są szkolenia bezpieczniej jazdy i różne eventy na torach samochodowych. Również ja mam grupę klientów, których szkolę z jazdy ich kilkusetkonnymi samochodami na torze Poznań czy Silesia. Jazda na torze to wiele restrykcyjnych zasad. Dzięki temu kierowcy zaczynają rozumieć na czym faktycznie polega świadoma jazda. Tor to świetne miejsce aby sprawdzić swoje umiejętności idać upust emojcjom, a w konsekwencji poruszać bezpieczniej na drodze.

Sporty motorowe to nie tylko rywalizacja ale także poligon doświadczalny i naukowy dla producentów samochodów. Czy jest szansa na to aby uznani producenci prowadzili w Polsce węcej projektów badawczo rozwojowych.

Odpowiem tak, jak na pierwsze pytanie, to jest proces i tylko od popularyzacji motosportu i producentów zależy czy będą prowadzili projekty badawcze w Polsce. Natomiast uznani producenci już doceniają polskich kierowców, więc szansa jest.

Jak prowadzą się samochody elektryczne, czy rzeczywiście są one przyszłością motoryzacji? Kiedy zobaczymy więcej samochodów elektrycznych w sportach motorowych?

Istnieją już projekty, w tym i Polskie, co uzupełnia odpowiedź na poprzednie pytanie, rajdowych czy wyścigowych samochodów elektrycznych. Rozwój tej technologii jest niesamowity i może zmienić oblicze motosportu na zawsze, choć nie wierzę, że silniki spalinowe kiedykolwiek odejdą całkowicie do lamusa.

Jak się prowadzą, to trudne pytanie, poza oczywistymi wadami dla sportu, takimi jak wysoka masa ze względu na baterie – co przekłada się na jazdę w zakrętach czy ograniczony zasięg, ale mają też sporo zalet i potrafią zachowywać się bardzo dobrze. Coraz więcej super samochdów powstaje wersjach elektrycznych lub elektryczno-spalinowych i wzbudzają one niesamowite emocje. Myślę, że na chwile obecną w sporcie nie grozi nam elektryczna dominacja, ale poza sportem każdy rok to krok bliżej do elektryfikacji motoryzacji.

Na Polskich drogach cały czas jest za dużo wypadków i ofiar. Co można zrobić, aby konsekwentnie ograniczać problem?

Uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. W Polsce mamy faktycznie problem zarówno z brawurą jak i brakiem wyobraźni. To drugie akurat mnie nie dziwi, nauka jazdy jest wciąż mocno podręcznikowa, ludzie na podczas 30 godzin jazd uczą się tylko podstaw przepisów i poruszania po mieście. Dodatkowo kierowcy dysponują coraz szybszymi i nowocześniejszymi samochodami i nie mają świadomości, że nieodpowiednio używane mogą być niebezpieczne. Tak jak mówiłem, szkolenia z bezpieczniej jazdy, czy nawet szkolenia z jazdy na torze, doskonale uświadamiają kierowcom, jak mało wiedzą, jak łatwo stracić panowanie nad kierownicą i jak ważne jest nauczenie się poprawnych nawyków, myślenia przycznowo-skutowego i przede wszystkim „przewidywania” przyszłości, chociaż na kilka ułamków sekundy.

Czy polscy producenci palw robią wystarczająco dużo dla rozwoju sportów motorowych w Polsce?

Moim zdaniem tak, mają swoich zawodników, biorą udział w topowych ligach i zawodach. Orlen próbuje budować globalną rozpoznawalność marki poprzez Formułę 1. Ponadto sponsoruje zespół rajdowy Orlen Team i imrezy z serii Verva Street Racing. Również Lotos jest zaangażowany w wiele przedsięwzięć, w tym w Lotos Rally Team.

Czy szkolenia z zakresu sportowej jazdy to branża mająca szanse na intensywny rozwój w Polsce?

Tak, ze względu na popularność track day i innych torowych eventów w Polsce, widzę duże zainteresowanie tego typu szkoleniami. Polacy kochają motoryzację, chcą jeździć lepiej, szybciej i świadomiej. Nauka jazdy sportowej, to świetne przygotowanie dla nich, uczy ich pokory przed szybką jazdą. Są w Polsce również ligi, gdzie każdy za odpowiednią opłatą może wziąć udział w prawdziwych zawodach wyścigowych. Również sim-racing rozwija się świetnie a symulacja jest bardzo pomocna przy nauce torów.

VI Kongres Energetyczny European Green Deal w Polsce

Tegoroczna szósta edycja Kongresu Energetycznego DISE jest kontynuacją misji Dolnośląskiego Instytutu Studiów Energetycznych, której podstawą jest dostarczanie wiedzy oraz promowanie rozwiązań wspierających transformację energetyczną.

Kongres konsekwentnie wpiera działania na rzecz liberalizacji polskiego rynku energii, implementacji technologii przyjaznych środowisku, redukcji emisyjności miksu paliwowego oraz analizuje wpływ światowych mega trendów na energetykę. Celem Kongresu jest umacnianie pozycji Polski w gronie liderów zrównoważonej i akceptowalnej społecznie transformacji energetycznej.

DISE jako czujny obserwator światowej sceny politycznej i gospodarczej jest think-tankiem wdrażającym najlepsze dostępne praktyki, know-how i innowacje, kształtując teraźniejszość oraz wybiegając w przyszłość.

Każdej edycji kongresu DISE przyświeca myśl tworzenia przestrzeni swobodnej i otwartej dyskusji, konfrontowania koncepcji naukowych, politycznych i praktyki biznesu oraz inspirowania pozytywnych zmian w polskiej gospodarce. Organizatorzy dokładają wszelkich starań, aby jakość dyskusji na naszym Kongresie była na możliwie najwyższym poziomie. Dlatego tegorocznym tematem przewodnim jest European Green Deal. Nowa strategia unijna ma za zadanie zrewolucjonizować dotychczasową wizję energetyki, wprowadzając Europę w erę zielonego, zrównoważonego gospodarowania energią. Przed sektorem energetycznym największe wyzwanie od ponad 100 lat, przeprowadzenia transformacji, której efektem będzie osiągnięcie neutralności klimatycznej Kontynentu do 2050 roku.

VI Kongres DISE pod hasłem: European Green Deal w Polsce odbędzie się we Wrocławiu w dniach 7-8 października 2020.

Więcej informacji i rejestracja na stronie https://dise.org.pl/kongres/

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...