.
Strona główna Blog Strona 153

Emocje na torze z F1 AWS Insight

Jeszcze nie opadły emocje po ostatnim fascynującym wyścigu królewskiej serii wyścigów Formula1, w którym do ostatniego zakrętu toczyła się walka o mistrzostwo świata pomiędzy 7-krotnym mistrzem Lewisem Hamiltonem i pretendentem do tytułu Maxem Verstapenem. Walka pomiędzy zawodnikami na torze to jednak tylko wycinek tego, co tak naprawdę działo się w Abu Zabi, bowiem za kierowcami stoi sztab analityków i strategów, którzy na bieżąco analizują sytuację i starają się znaleźć najlepsze rozwiązania pozwalające wygrać wyścig.

Tekst: Michał Garbaczuk

O tym, że wyścigi wygrywa się dziś nie na torze, a w boksach mówi się od jakiegoś czasu. Oczywiście nikt nie ujmuje zawodnikom talentu, szybkości i woli walki, jednak dzisiejszy sport motorowy opiera się głównie na strategii i analizie danych. To właśnie odpowiedni dobór opon, dane pozwalające poprawnie odczytywać ich degradację w kolejnych częściach rywalizacji, umiejętność reagowania na sytuację na torze oraz spryt pozwalający dokładnie zaplanować „podcięcie” to dziś umiejętności, bez których w zasadzie walka o tytuł Mistrza Świata w ogóle nie jest możliwa.

Królowa sportów motorowych

Bolidy Formuły 1 wyglądają na pierwszy rzut oka dość niewinnie. Trochę stopów metali lekkich, kompozyty i włókno węglowe pomalowane w „klubowe barwy” i ozdobione nazwami sponsorów. Pod tym wszystkim znajduje się jednak niezwykle wyrafinowana elektronika oraz tysiące czujników pozwalających na przekazanie do centrum dowodzenia nawet, wydawałoby się, najmniej istotnych danych, które w kryzysowej sytuacji mogą pomóc zrozumieć to, co dzieje się z samochodem podczas walki na torze. Właśnie zrozumienie tych danych okazuje się dziś kluczowe, a jeśli analitycy mają również dostęp do danych konkurencji, mogą precyzyjnie zaplanować cały weekend wyścigowy. Specjaliści twierdzą, że współczesny samochód osobowy jest w stanie przesłać do serwerów nawet 2 TB danych w ciągu godziny, a to przecież maszyna, która porusza się po publicznej drodze! Ile danych i jakiej jakości przesyła bolid Formuły 1? Obawiam się, że zespoły nie podzielą się z nami takimi informacjami, ale po tłoku jaki panuje w padoku i poszczególnych boksach można przypuszczać, że o wiele więcej niż samochód osobowy, a trzeba zaznaczyć, że każdy kierowca ma swój zespół inżynierów i analityków, a dane trafiają też do fabryki, gdzie wykorzystywane są w symulatorach.

Walka na torze

Wróćmy jednak do samej walki na torze. Lewis Hamilton z zespołu Mercedes AMG Petronas Formula 1 Team po starcie z drugiego pola obejmuje prowadzenie i zaczyna budować swoją przewagę nad Maxem Verstapenem z Red Bull Racing. Trzeba już w tym momencie dodać, że kierowcy mają różne strategie wyścigowe oraz wystartowali do wyścigu na różnych oponach. Zaczyna się obserwowanie danych napływających z bolidów i szukanie najlepszego momentu na pit stop. Do rywalizacji „włączają się” kolejne zespoły, które samą swoją obecnością na nitce toru wpływają na sytuację na torze. Max zjeżdża na swoją zmianę opon jako pierwszy, a Lewis mając czysty tor przed sobą jeszcze podkręca tempo i po swojej zmianie wyjeżdża z boksów 10 sekund za Perezem z Red Bull Racing, którego zadaniem w tym wyścigu jest granie na Maxa Verstapena. Szybko okazuje się jednak, że Lewis ma lepsze tempo i w ciągu 5. okrążeń dojeżdża do Pereza mając ponad 10 sekund przewagi nad Maxem. W tym momencie na ekranach widzimy epicką walkę zawodników – atakującego Hamiltona i broniącego się Pereza. Nie widzimy jednak jeszcze najważniejszego. Starcie na czele miało pozwolić Verstapenowi na zniwelowanie straty, w efekcie czego zawodnik z Holandii w ciągu jednego okrążenia nie tylko dojechał do Hamiltona, ale też znalazł się w strefie DRS, dzięki której mógł błyskawicznie wyprzedzić Pereza nie tracąc ani ułamka sekundy.

Analiza danych

Czy to było tylko wykorzystanie przypadkowej sytuacji? Otóż nie, w Formule 1 nic nie dzieje się przez przypadek, a cała akcja została skrupulatnie zaplanowana przez strategów z Red Bulla. Gdy dwa bolidy znajdują się w bliskiej odległości stratedzy wkraczają do akcji planując tak zwane podcięcie. Akcja, która rozgrywa się podczas pit stopu ma realny wpływ na ostateczny wynik zawodnika.

Podczas wyścigu F1 pojawiają się pewne okresy, w których powinno się wykonać pit stop. Okresy te obejmują kilka okrążeń, powiedzmy od 17 do 19 i określane są mianem okna pit stopu. Gdy dwa samochody poruszają się blisko siebie w oknie pit stopu, bolid jadący z tyłu ma możliwość wyprzedzenia poprzedzającego bolidu podczas serii zbliżających się pit stopów z tak zwanym podcięciem. Założenie jest dość proste: obydwa samochody mają już pewną degradację opon, co sprawia, że jadą wolniej niż w scenariuszu, w którym mieliby zamontowane nowe opony. Chodzi więc o to, żeby tak wykonać swój pit stop, aby po serii wizyt w boksach wyjechać na tor przed przeciwnikiem.

Technologia źródłem emocji

Potrzebnymi danymi dysponują oczywiście zespoły, ale jak sprawić, żeby także widzowie włączyli się do walki na torze? Z pomocą nadchodzi  F1 AWS Insight (Amazon Web Services), który prezentuje na ekranie grafiki z których dowiadujemy się, jaka jest różnica pomiędzy zawodnikami na torze oraz czy zespołowi uda się wykonać podcięcie podczas pit stopu. Informacje wyświetlane są w czasie rzeczywistym, co dodatkowo podkręca atmosferę i pozwala w pełni przeżywać wyścig.

„F1 jest tak naprawdę sportem opartym na danych, z 300. czujnikami w każdym samochodzie wyścigowym generującym ponad 1,1 miliona danych na sekundę przesyłanych z samochodów. Dodajmy do tego 70 lat historycznych danych wyścigowych przechowywanych w chmurze, w usłudze Amazon S3, z których korzysta F1. Wszystkie te dane są analizowane za pomocą złożonych modeli i udostępniane fanom w postaci informacji, które ujawniają niuanse podejmowania w ułamku sekundy decyzji. Tworząc w ten sposób F1 Insight powered by AWS dajemy miłośnikom motosportu szansę na orientowanie się tu i teraz, co dzieje się na torze oraz wgląd w statystyki, którymi do niedawna dysponowali jedynie analitycy poszczególnych teamów.”– mówi Tomasz Stachlewski, CEE Senior Solutions Architecture Manager, AWS

Nową grafikę można było oglądać podczas ostatniego wyścigu w Abu Zabi, a precyzyjnie i czytelnie podane zmieniające się w ułamku sekundy dane pozwoliły poczuć się częścią zespołu. Aby precyzyjnie prezentować sytuację na torze F1 AWS Insight wykorzystuje uczenie maszynowe, a w tym między innymi następujące dane:

  • Obecna luka między kierowcami
  • Docelowa luka dla podcięcia
  • Degradacja opon
  • tempo kierowców

Seria zdarzeń na torze, a także spryt, determinacja i poprawna analiza danych sprawiły, że to młody Holender został Mistrzem Świata Formuły 1 w sezonie 2021, jednak już dziś wiemy, że przyszłoroczna walka będzie jeszcze bardziej zaciekła. Nowe przepisy, nowe samochody i starzy dobrzy znajomi znów spotkają się na torze, by stoczyć bój o mistrzostwo. Dziś wiemy, że dodatkowe emocje zagwarantuje widzom także możliwość śledzenia strategii zespołów w czasie rzeczywistym dzięki F1 AWS Insight.

zdjęcia: AWS

Open Innovation Playbook

Kilka słów tytułem wprowadzenia do raportu Open Innovation Playbook, który w pełnej wersji publikujemy na łamach magazynu MANAGER-Report.

Zdecydowaliśmy się zachować oryginalną wersję, ponieważ brakuje dobrych polskich odpowiedników angielskich słów odzwierciedlających określone procesy i zjawiska. Są to jednak określenia zrozumiałe dla managerów, do których kierowane jest to opracowanie.

W tym miejscu chciałbym podzielić się wiedzą, którą zbierałem przez ostatnie 10 lat na temat tego, jak powstawały ekosystemy innowacji w kilku krajach na 3 kontynentach, a także 6-letnim już doświadczeniem pracy w Cambridge Innovation Center – organizacji, która w największym stopniu przyczyniła się do wykreowania obecnej formy coworkingu oraz dzielnic innowacji na świecie. Poniżej przedstawiam kilka spostrzeżeń na temat polskiego ekosystemu innowacji i tego, co możemy zrobić, aby stworzyć najlepiej zintegrowany ekosystem.

Tekst: Aureliusz Górski

Jak ulepszyć system innowacji?

Pierwsza obserwacja jest taka, że możemy ulepszyć nasz ekosystem innowacji, zwracając na niego większą uwagę i doceniając jego rolę w gospodarce. Piszę to z intencją dotarcia do każdej osoby, dla której idea zmiany świata na lepsze poprzez innowacje jest ważna. Współtworząc razem coś, co eksperci nazywają ekosystemem innowacji, każdy z nas odpowiada za mały jego fragment. Rozumiejąc swoją rolę, kompetencje i możliwości czynimy cały ekosystem silnym. A to on jest fundamentem, na którym budujemy organizację, kariery i czerpiemy z tego satysfakcję. Jeżeli nie dla samego siebie lub swojej organizacji, warto jednak wznieść się na poziom, w którym z efektów tej pracy będą korzystały kolejne pokolenia, przede wszystkim nasze dzieci.

W 2012 roku dołączyłem do zespołu kierowanego przez Darka Żuka, realizującego unijny projekt budowy ogólnopolskiej sieci przestrzeni coworkingowych Business Link. To były czasy, w których dziennikarze w wywiadach prosili, by nie używać słowa startup lub akceleracja, bo nikt nie wie co to znaczy, a Bob Dorf i Steve Blank wydawali dopiero w Dolinie Krzemowej książkę „Podręcznik Startupu”, która była pierwszym kompleksowym zbiorem wskazówek dla właścicieli firm technologicznych jak walidować i skalować swoje pomysły. To niesamowite, ile się zmieniło w te 10 lat, ale fakt jest też taki, że wszyscy działali wtedy po omacku, starając się jak najlepiej adaptować trendy z Zachodu. Nie było w Polsce absolutnie nikogo kto już by to zrobił i od kogo można było się uczyć.

Timothy Rowe (założyciel i globalny prezes CIC) oraz Aureliusz Górski (współzałożyciel CIC w Polsce) na tle budowy Kampusu Innowacji w 2019 r.

Ikoniczny ekosystem

W 2015 roku spotkałem na swojej drodze człowieka, który tworzył jedną z pierwszych powierzchni coworkingowych – w 1999 r. w słynnym Cambridge obok Bostonu – i największy klaster firm technologicznych na świecie. Był to Amerykanin Timothy Rowe, który wizytował właśnie Polskę w trakcie końcówki swoich wakacji w Europie. Spotkaliśmy się w jednej z przestrzeni coworkingowych, zamówiłem nam hamburgery i postawiłem sobie za cel, by jak najwięcej się dowiedzieć, jak on to zrobił. W trakcie rozmowy powiedziałem jedno zdanie, które okazało się dla niego bardzo ważne (wrócę do tego w dalszej części), które zadecydowało o tym, że 2 tygodnie później z moją żoną (Izabelą Górską) i jednocześnie partnerką biznesową lecieliśmy do USA na tygodniową wizytę studyjną w Cambridge i Bostonie, by móc w pełni zrozumieć, jak udało się zbudować tak ikoniczny ekosystem, w którym rodziły się największe firmy technologiczne. Mieliśmy możliwość pracowania kilku godzin w każdym dziale, a także porozmawiania z zarządem i inwestorami współpracującymi z CIC.

Ostatniego dnia dostaliśmy propozycję by zbudować taki ekosystem w Polsce. To była pierwsza z kilku wizyt w różnych miastach, gdzie Cambridge Innovation Center budowało właśnie ekosystemy. Pierwszą rzeczą, która była dla mnie niezwykle fascynująca, było to, że o ile istnieje model opisujący etapy rozwoju ekosystemu i społeczności, to nie ma jednej strategii jak działać. Każde miasto poddawane jest osobnej analizie (ok. 50 wskaźników) i na jej podstawie można obliczyć potencjał ekosystemu, natomiast 80 proc. sukcesu zależy od zespołu i lokalnych partnerów, bo projekty, o których mówimy, to praca oddolna zajmująca od 10 do 25 lat.

Pierwszy coworking

Tim Rowe w trakcie pierwszego spotkania opowiedział mi, jak wpadł na pomysł stworzenia najprawdopodobniej pierwszego coworkingu na świecie. To był 1999 rok. Jego żona i koledzy, którzy razem z nim kończyli MIT, chcieli budować firmy technologiczne, ale każdy zderzał się z tym samym problemem: gdzie posadzić zespół, by stworzyć mu warunki do pracy, gdyż nikogo nie było stać czasowo i finansowo na budowanie własnej przestrzeni w dobrej lokalizacji. Dodatkowo, każdy innowacyjny projekt jest obarczony dużym ryzykiem i nie wiadomo, czy za 2 lata będzie zatrudniać tysiąc osób, czy może upadnie. To właśnie dlatego historie wielu firm technologicznych zaczynały się w garażach. Tim wpadł na dość prosty pomysł, że wynajmie kawałek piętra od uczelni, podzieli je na mniejsze części i podnajmie poszczególnym osobom. Wtedy była to przełomowa innowacja. Tak narodziło się pierwsze centrum innowacji w Cambridge nazwane później Cambridge Innovation Center (CIC).

Gdy grupa kilkudziesięciu osób pracowała razem, okazało się, że każdy potrzebuje sal do spotkań, kuchni, recepcji, drukarek i wielu innych rzeczy. Dodatkowo zarządzanie tymi usługami wymaga uwagi człowieka i każdy musiałby mieć swojego własnego asystenta biurowego. Do wynajmu powierzchni dodane zostały usługi concierge. Atmosfera była tak dobra, że co chwilę przychodziły kolejne firmy. Tam, gdzie byli utalentowani przedsiębiorcy zaczęli pojawiać się inwestorzy, dostawcy usług, a nawet sektor publiczny. Z małego piętra zrobiło się kilka pięter, później budynków.

Żeby zrozumieć innowację jaka tu nastąpiła, trzeba przyjrzeć się konkretnemu przykładowi. W 2006 r. nieduże 2-osobowe biuro wynajmują Dharmesh Shah i Brian Halligan, którzy zakładają startup HubSpot. W ciągu 4 lat zespół rozrośnie się do 178 osób. Będąc w przestrzeni coworkingowej mogą stopniowo zwiększać przestrzeń optymalizując koszty. Gdy mają już stabilne finansowanie i wsparcie funduszy venture capital, mogą wybudować własne biuro kilka bloków dalej i stać się liderem w branży. To niesamowite, bo gdyby nie elastyczna współdzielona przestrzeń, łatwy dostęp do eksperckiej wiedzy innych i zasobów m.in. inwestorów, być może ten startup nigdy by się nie rozwinął. A takich historii w CIC są setki. To stymulowało olbrzymi rozwój gospodarczy regionu i pozwoliło tworzyć klastry, m.in. jeden z większych na świecie hub inwestorski.

Thursday gathering

W 2010 roku CIC było pełne technologicznych firm. Tim postanawia zrobić eksperyment, którego celem jest sprawdzenie, czy spontaniczne łączenie ludzi w formie cyklicznego wydarzenia jest w stanie wykreować nowe pomysły i projekty zmieniające świat. Powstaje koncepcja czwartkowych spotkań, które zostają nazwane Thursday gathering i mają być cotygodniowym świętem innowacji. Wydarzenie jest darmowe, może na nie przyjść każdy. Wkrótce wydarzenie staje się centralnym punktem spotkań dla miasta i przyciąga nawet 1000 osób. Rocznie daje to liczbę przewyższająca topowe konferencje technologiczne, z tą różnicą, że cykliczność pozwala na budowanie relacji, które są fundamentem współpracy.

Dzięki zaawansowanym statystykom możliwe staje się analizowanie, kto przychodzi na wydarzenia i jak często. Numer na identyfikatorze staje się pewnego rodzaju synonimem statusu relacji w ekosystemie. Możliwe jest także analizowanie kształtu ekosystemu i zadawanie sobie pytania: kogo tu brakuje? Zmiana komunikacji lub aktywności, które będą dywersyfikować społeczność.

Thursday Gathering staje się katalizatorem powołania do życia fundacji Venture Café, której misją staje się uruchomienie kolejnych programów demokratyzujących dostęp do innowacji i zwiększanie mobilności ekonomicznej, tak by każdy, kto jest zainteresowany innowacjami, mógł poznać ten świat bliżej.

Kampusy i dzielnice innowacji

W języku angielskim funkcjonuje takie przysłowie „It takes a whole community to raise a child”. Tak samo jest z twórcami innowacyjnych firm. CIC stworzyło dlatego analogię pochodzącą ze świata akademickiego. By skupić się na nauce studenci wprowadzają się na teren kampusu uczelnianego, tak by mieć bliski i szybki dostęp do odpowiednich zasobów. Dlatego budynki, w których mieści się CIC nazywane są kampusami innowacji. Ich „profesorami” są wszystkie inne podmioty. Nigdy nie wiadomo, kiedy może przydać się bliskość pracowników branży kosmicznej lub firma specjalizująca się w druku 3D. Jedno jest pewne, bodźce tego typu pozwalają na rozwijanie się w każdym czasie. Otoczeni ludźmi, którzy tworzą rozwiązania przyszłości, są już tam jedną nogą.

W 2014 roku, czyli po 15 latach od utworzenia CIC, w USA światło dzienne ujrzał raport The Rise of Innovation Districts: A New Geography of Innovation in America, opracowany przez czołowych urbanistów Bruce’a Katza i Julie Wagner, który jako pierwszy pokazuje wpływ aktywności CIC i Venture Café na rozwój miasta.

Dzielnice innowacji to koncepcja bardziej odnosząca się do relacji w ekosystemie niż do fizycznych przestrzeni. Jej „gęstość” nie jest mierzona ilością interakcji między graczami ekosystemu. Instytucje badawcze, projektowe i edukacyjne, takie jak uniwersytety, startupy, producenci, detaliści i firmy medialne są coraz bardziej przyciągane do tych miejsc, ponieważ przyciągają talenty. Przedsiębiorcy są do nich przyciągani, ponieważ oferują bliskość kapitału, talentów, dostawców, klientów, a także dlatego, że szukają ich również inwestorzy. Najlepsze miasta wytwarzają ten efekt magnetyzmu dla biznesu i innowacji, ale bez sprawnego facylitowania całego procesu; okazać się może, że zostaną pominięte ważne aspekty i doprowadzi to w efekcie do gentryfikacji, czyli przekształcenia danego obszaru miasta z przestrzeni użytecznej społecznie w obszar całkowicie skomercjalizowany.

Wkrótce do CIC zaczynają się odzywać liderzy miast na całym świecie, by efekt budowania organicznej dzielnicy spróbował wywołać w ich mieście.

Warszawski Kampus Innowacji

Cofając się do 2015 roku i mojego spotkania z Timem, powiedziałem mu, że Warszawa ma olbrzymi potencjał. To tu są najlepsi programiści i to w Polsce mógłby powstać globalny dział programistyczny tworzący oprogramowanie dla CIC. Ten pomysł bardzo mu się spodobał i tak w 2016 roku powstała spółka CIC Poland, a w wcześniej sprawdzaliśmy, czy Warszawa ma potencjał na zbudowanie Kampusu Innowacji. Kiedy rozpoczęliśmy trzymiesięczny proces analizy parametrów miasta okazało się, że są wzorcowe dla rozwijającego się ekosystemu. Pojawiły się jednak dwa duże wyzwania. Pierwsze z nich to znalezienie odpowiedniego budynku, gdyż żaden z istniejących nie spełniał wszystkich kryteriów, a w 2016 rok nie było jeszcze pewne, które z planowanych wieżowców będą rzeczywiście budowane. Drugie dotyczyło kosztów. Obecny stan gospodarki jeszcze przez kilkadziesiąt lat będzie pozwalał na szybki zwrot z takiej inwestycji, więc projekt musi mieć lokalnego inwestora na ponad 100 mln zł.

Znalezienie rozwiązania tych dwóch problemów zajęło 2 lata. W 2018 roku podpisaliśmy umowę ze słowackim deweloperem HB Reavis, który poza niesamowitym projektem urzekł nas swoją kulturą organizacyjną. Podpisaliśmy wieloletni kontrakt na stworzenie Kampusu Innowacji w budynku Varso Place przy ulicy Chmielnej 73. To tu powstało centrum grawitacyjne dla przyszłej dzielnicy innowacyjnej.

W lipcu 2020 roku udało nam się otworzyć przestrzeń. Te 4 lata czekania na zakończenie budowy zaowocowały unikatową możliwością dopracowania funkcji budynku, przestrzeni oraz programów, czyniąc z warszawskiego Kampusu najlepiej zaprojektowaną przestrzeń, której pełna komercjalizacja zajęła nam nieco ponad rok. Takich wyników nie miała jeszcze żadna lokalizacja w sieci globalnej CIC, a dla samej Warszawy stanowi to zupełnie nowy standard.

We wrześniu 2021 roku biura w CIC Warsaw (cic.com/warsaw) miało już 120 firm technologicznych. Nasze centrum eventowe chmielna73.org tylko we wrześniu 2021 r. zrealizowało 150 wydarzeń. A klub dla liderów ekosystemu Trend House (trendhouse.org) przekroczył magiczną liczbę 200 członków. Wpływy z centrum eventowego oraz klubu przekazywane są na działalność Fundacji Venture Café Warsaw, która udostępnia prawie 1000 mkw. darmowej strefy coworkingowej jako program wspierający mobilność ekonomiczną i realizuje szereg programów demokratyzujących dostęp do innowacji.

Strategia na lata 2022-2045

Od 2022 roku rozpoczynamy kolejny etap realizowany przez fundację Venture Café przy współpracy z partnerami. Będą to:

Innovation District – portal komunikujący aktywności wokół dzielnicy innowacji;

Innovation Visitors Bureau – biuro turystyki innowacyjnej, którego celem będzie promocja aktywności w Polsce na arenie międzynarodowej. Pierwszym projektem jest wychodzący w 2022 roku przewodnik po ekosystemie warszawskim tworzony we współpracy z międzynarodową organizacją Startup Guide;

International Innovation Bridges – międzynarodowy program współpracy społeczności ekosystemu innowacji w Polsce z 20 krajami na świecie;

Softlanding Program – 30-dniowy program wspierający wchodzenie na polski rynek obcokrajowców;

Connect – platforma współpracy ponadregionalnej skupiona na integracji i wymianie doświadczeń między społecznością w Warszawie i 4 innymi kluczowymi hubami. Pilotażowy projekt wystartował już na Śląsku i zbiera świetne recenzje.

Poradnik otwartych innowacji

Na potrzeby wewnętrzne CIC stworzyliśmy jakiś czas temu we współpracy z OpenInnovation.house poradnik w zakresie Otwartych Innowacji. Wiedza w nim zawarta mogłaby kosztować kilka tysięcy złotych, gdyby sprzedawała to firma konsultingowa. Zdecydowaliśmy się na udostępnienie go w ramach współpracy z „Managerem”, gdyż wierzymy, że zainspiruje ona wiele osób do odważnego szukania rozwiązań w otwartych innowacjach.

Ma on na celu pomoc dużym organizacjom w lepszym zrozumieniu szerszego spektrum działań innowacyjnych, inspirowanie do eksperymentowania i zapewnianie wsparcia w tworzeniu kompleksowych strategii innowacji. To odważna koncepcja demokratyzacji dostępu do wiedzy o otwartych innowacjach i stworzenia narzędzia do lepszej współpracy pomiędzy różnymi aktorami ekosystemu innowacji.

Źródło cennych inspiracji

Korzystając z tego poradnika można: odkryć temat otwartych innowacji, uzupełnić wiedzę przeglądając wymienione moduły i, co szczególnie ważne, w kreatywny sposób zbadać i użyć ją w praktyce. Mamy nadzieję, że nasza praca przyniesie cenne korzyści w innowacyjnych działaniach. Warto podkreślić, że podręcznik powstał przy współpracy z wybitnymi ekspertami z OpenInnovation.house.

Często innowacja jest postrzegana jako przejaw geniuszu jednostki. W rzeczywistość jednak innowacja powstaje poprzez dokonywanie stopniowych ulepszeń i dzielenie się wiedzą. W wyniku tych iteracji budowane są kolejne usprawnienia i tak nasza cywilizacja rozwija się od tysięcy lat. Naturalnie, podobny proces występuje w organizacjach. Innowacyjność w dłuższej perspektywie bardziej zależy od kultury niż utalentowanych jednostek. Często ludzie, którzy wprowadzają innowacje, nie są lepiej wykształceni od innych, a nawet, w większości przypadków, nie są szczególnie pracowici. Mają natomiast kompetencje widzenia rzeczy, których nikt inny nie zauważa.

Praktyczne korzyści

Założenie, że najlepszym sposobem na znalezienie rozwiązania skomplikowanego problemu jest zamknięcie grupy pracowników tej samej organizacji w pokoju konferencyjnym i nakazanie im kreatywnej pracy jest jak jechanie po autostradzie na wstecznym biegu. Owszem może dać rezultat, jednak nie będzie on tak dobry, jak szukanie rozwiązań dwutorowo, wewnątrz i na zewnątrz organizacji, czyli korzystając z tzw. otwartych innowacji.

Każda firma, bez względu na wielkość, może, a nawet powinna aktywnie współpracować z ekosystemem. Poprawia to kulturę organizacyjną i wizerunek oraz pozycję na rynku, usprawnia pracę nad rozwojem produktów, pomaga testować nowe modele biznesowe, przyciąga talenty i pomysły. Praktyczne korzyści są tak duże, że każdy prezes, dyrektor i członek zarządu powinien rozważyć wpisanie otwartych innowacji jako jedynego możliwego stylu pracy nad rozwojem produktów, bądź nawet całej organizacji. Zrobiły to już takie firmy, jak Google, IBM, Microsoft. A u nas PKO BP, Van Pur S.A. i wiele innych. Liderzy tych firm widzą w tego typu innowacjach jedyną drogę naprzód. Większość przedsiębiorstw wkrótce stanie przed wyborem: wejść na pokład lub zostać w tyle.

Wszyscy jesteśmy innowatorami

U progu 2022 roku myślenie o innowacjach należy zaczynać od ciągłego uświadamiania sobie, że innowacje są już w zasięgu ręki każdego. Dzięki internetowi i dostępności nowych technologii coraz więcej osób może i chce partycypować w ulepszaniu świata, bo do tego można by sprowadzić to, czym są innowacje. To branie nowego pomysłu i czynienie go użytecznym dla społeczeństwa. Taka definicja jest bardzo szeroka, ale pozwala na zaproszenie do bycia innowatorem: studentów, pracowników naukowych, usługodawców, sektora publicznego, startupów, korporacji i w końcu inwestorów.

Taka idea przyświecała Timowi Rowe, gdy w 1999 roku otworzył jedno z pierwszych na świecie biur serwisowanych, w których obok siebie mogło pracować wiele organizacji.

Świetny pomysł na usprawnienie funkcjonowania jakiegoś produktu może paść w trakcie konkursu ogłoszonego przez firmę, jak i od szeregowego pracownika, który ma największy kontakt z klientem. Umiejętność przyjmowania tej chęci pomocy i ustawienie procesów tak, by skutecznie oceniać ich potencjał i wdrażać najlepsze jest kluczowa. Świat biznesu jest pełen historii byłych pracowników, którzy otworzyli konkurencyjny biznes, gdyż nie mogli w pełni realizować swoich przełomowych pomysłów. Nie chodzi tylko o pracowników. Uzbrojony w internet student może w zaciszu swojego akademika stworzyć zalążek najpotężniejszej platformy medialnej w historii świata – patrz: Facebook.

W magazynie – Nowy wspaniały świat?

Francis Huxley, emerytowany profesor Harvardu specjalizujący się w voodoo oraz siostrzeniec autora „Nowego wspaniałego świata”, powoli skręcał jointa: „Jeśli popatrzysz na ewolucję ludzkiego mózgu to możliwe, że rację miał McKenna. Jego Stoned Ape Theory dużo tłumaczy.”

Autor: Edi Pyrek

Terence McKenna był etnobotanikiem i filozofem, który twierdził, że nagły, a nawet skokowy rozwój mózgu zawdzięczamy psychodelicznej diecie. Jakieś 500-100 tys. lat temu nasz płat czołowy rozwinął się, a objętość naszego mózgu wzrosła prawie dwukrotnie, co z punktu widzenia logiki ewolucji wydaje się być niemożliwe w tak krótkim czasie.

Według McKenny’ego ową transformację da się wytłumaczyć zainteresowaniem naszych przodków halucynogennymi grzybami. W tym czasie przemierzali oni afrykańskie sawanny śladami zwierząt. W ich odchodach często znajdowali niewielkie psychodeliczne grzybki. Owi ledwo wyprostowani protoplaści naszego gatunku zainteresowali się nie tyle ich wartościami odżywczymi, ile wizyjnymi. Dzięki psylocybinie zyskali dostęp do świata po drugiej stronie lustra.

Dr Thomas Falk, wykładowca filozofii na University of Dayton, twierdzi, że koncepcja McKenny’ego tłumaczy tzw. eksplozję kreatywności naszego gatunku. W tym czasie, kiedy naszą dietę wzbogaciły magiczne grzybki, doszło do powstania języka. A za nim opowieści i symbole. Ludzie nauczyli się tworzyć w swoich głowach słowa, a potem odtwarzać te słowa w świecie materialnym.

– Różnica pomiędzy Homo sapiens sapiens a innymi naczelnymi to język – twierdzi dr Falk. – Język, który pozwala nam myśleć abstrakcyjnie, wyobrażać sobie, nazywać, a potem tworzyć rzeczy, które dotąd nie istniały.

Wydaje się, że trudno jednak prowadzić tak skomplikowany proces jak ewolucja mózgu do jednego prostego efektu „Acha”, który jest wynikiem nadmiernego spożycia wizyjnych grzybów.

Nie można tego wykluczyć

Tym bardziej, że nie był to pojedynczy rozbłysk zrozumienia jednego homoida, ale systematyczny proces dostarczania do mózgów kolejnych pokoleń wyprostowanych małp dużych dawek substancji powodujących inne zrozumienie.

– Nie oznacza to, że jakieś jedzenie doprowadziło do zmiany całego genomu, ale grzyby prawdopodobnie wpłynęły na ekspresje genów, które mieliśmy. Pobudziły niektóre, a inne uśpiły. I ta zmiany ich aktywności zmieniła naszych przodków psychologicznie, neurochemicznie i społecznie – dodał dr Falk.

Badania prof. Davida Nutta nad różnicami w działaniu mózgu w stanie normalnym i pod wpływem psylocybiny (głównego składnika grzybów, jakie konsumował nasz przodek) pokazują różnicę skokową między tymi mózgami. Ilość połączeń „naćpanego” mózgu przekracza tysiące razy to, co się dzieje na co dzień. Powstają nowe połączenia, te fragmenty mózgu, które nigdy się ze sobą nie kontaktowały, a nawet prawdopodobnie nie wiedziały o swoim istnieniu, zaczynają razem działać. Powstaje więc w naszej głowie świat równoległy.

Oczywiście, zmiana jest czasowa. Jeśli jednak zaczniemy trenować owe nowe połączenia to… nasz mózg zaczyna się zmieniać. Zaczynamy myśleć inaczej. Widzieć inaczej. Stajemy się inni.

Podobnie jak nasi przodkowie

Możliwe więc, że mowę i idącą za nią sztukę, ironię, politykę i kapitalizm zawdzięczamy temu, iż wiele lat temu jakiś homo erectus zainteresował się małym grzybkiem wyrastającym z gówna jakiegoś dzikiego bawołu albo innej gazeli. Jego dieta stworzyła nasz świat.

Ostatnie lata psychodeliki przeżywają tzw. trzecią falę. Powoli wychodzą z podziemia, przestają być tylko zabawą i szturmem wchodzą do głównego nurtu.

Stają się Świętym Graalem psychiatrii, nadzieją na wyleczenie depresji, zmniejszenie lęku przed śmiercią u pacjentów terminalnych, pomagają w większości chorób psychosomatycznych, leczą PTSD, etc.

Ale nie tylko. Także coraz więcej osób nie tylko z Doliny Krzemowej, ale także z warszawskiego Mordoru stosuje psychodeliki do zwiększania potencjału swojego mózgu.

Steve Jobs przyznał, że psychodeliczne doświadczenie LSD pomogło mu stworzyć Apple, Francis Crick, noblista nagrodzony za odkrycie DNA, stwierdził, że gdyby nie sesja psychodeliczna to by nigdy nie wpadł na koncept podwójnej helisy, a Douglas Engelbart, twórca myszki komputerowej i „copy-paste”, twierdził, że myszka powstała w czasie eksperymentów z LSD na MIT.

Jeśli więc McKenna miał rację i za powstaniem języka, sztuki, Dostojewskiego i komputerów Apple’a stoją psychodeliki, to teraz czeka nas kolejny skokowy rozwój świadomości. Jeśli ta dieta spowodowała, że małpa zamieniła się w człowieka to teraz…

– …teraz mamy narzędzia, żeby ową ewolucję świadomie przeprowadzić. Możemy sobie zaplanować następny krok. I stworzyć nowy wspaniały świat – prof. Huxley popatrzył z dumą na swoje dzieło i zaciągnął się.

Czym jest inflacja dla managera?

Praca managera w głównej mierze polega na podejmowaniu decyzji, od których zależy sposób funkcjonowania przedsiębiorstwa. Jednym z obszarów zarządzania jest z kolei kierowanie szeroko rozumianymi finansami firmy. To ten właśnie obszar zarządzania  determinuje politykę cenową przedsiębiorstwa. A co zatem z tą inflacją? Skąd brać informacje o inflacji i czym ona jest z perspektywy managera?

Autor: dr Arkadiusz J. Derkacz, prof. CH SGM

W XVIII w. inflację mierzono poprzez porównywanie cen 4 beczek piwa, 5 kwart zboża i 6 jardów tkaniny. To początki współczesnej inflacji, która jest oficjalnie nazywana wskaźnikiem cen. Historia ujawnia także próby konstruowania tzw. koszyka N. Dutota, który inflację liczył jako stosunek średnich cen koszyka dóbr w okresie „t” do tych wartości w okresie bazowym. W 1738 r. w koszyku dóbr znalazły się belka siana, gołąb, koza, królik i kura. Ceny natomiast pochodziły z targowisk, gdzie lokalni handlarze sprzedawali owe dobra, dziś powiedzielibyśmy – konsumpcyjne. Z tego wynika, iż inflacja jest wskaźnikiem, który pokazuje zmiany cen na skutek decyzji handlowców, a współcześnie – przedsiębiorców. Od XVIII w. minęło jednak wiele lat, a gospodarka wygląda zupełnie inaczej. Wspólnym jednak mianownikiem tych różnych historycznie gospodarek jest proces wymiany handlowej, który polega na sprzedaży-kupnie określonego dobra lub usługi. Czym zatem jest inflacja w XXI wieku?

Ramka 1. Główny podział wydatków wg Europejskiej Klasyfikacji Spożycia Indywidualnego według Celu (ECOICOP). Źródło: GUS

Wskaźnik cen towarów i usług detalicznych CPI

Jedno jest pewne, metodologia kalkulowania wskaźnika inflacji w sposób fundamentalny się zmieniła. Współczesne mechanizmy są nieco bardziej złożone od weryfikowania cen kury czy belki siana na podmiejskim targowisku. W pierwszej kolejności chciałbym wspomnieć o wskaźniku cen towarów i usług konsumpcyjnych. Jest to tzw. wskaźnik CPI (Consumer Price Index), który w potocznym rozumieniu jest nazywany właśnie inflacją. Obliczanie tego wskaźnika bazuje na dwóch fundamentach. Pierwszym z nich jest identyfikowanie cen towarów i usług konsumpcyjnych na rynku detalicznym. Stąd właśnie pochodzi określenie wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Drugim, równie ważnym fundamentem kalkulowania poziomu inflacji są badania budżetów gospodarstw domowych. Mają one na celu regularne dostarczanie informacji o przeciętnych wydatkach na towary i usługi. Tak pozyskane dane służą wypracowaniu tzw. systemu wag. Te z kolei pozwalają na przedstawienie struktury koszyka dóbr i usług konsumpcyjnych, które są brane pod uwagę w obliczaniu poziomi CPI. Inflacja jest więc wskaźnikiem zmiany cen dóbr i usług konsumpcyjnych dla przeciętnego gospodarstwa domowego przy zachowaniu określonej struktury koszyka. Warto wspomnieć, iż system wag jest aktualizowany przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) co rok. Analizując zatem zmiany poziomu inflacji w długim okresie, warto brać pod uwagę także wspomniany system wag koszyka dóbr i usług konsumpcyjnych. 12 głównych grup dóbr i usług konsumpcyjnych jest podzielony na szczegółowe dobra i usługi. (Ramka 1) Na wykresie 1 przedstawiono zmiany systemu wag dla głównych koszyków dóbr i usług konsumpcyjnych w latach 2010-2021. (Wykres 1) Istnieje także wskaźnik HICP (Harmonised Index of Consumer Prices), którym jest tzw. zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych. Jego główną funkcją jest umożliwienie badań porównawczych inflacji w różnych państwach. Wynika to z tego, iż struktura wydatków konsumpcyjnych jest różna w różnych państwach. Szczegółowe dane są dostępne w sposób ciągły na stronach www.stat.gov.pl w Dziedzinowych Bazach Wiedzy.

Czy inflacja dotyczy tylko cen konsumpcyjnych?

W związku z tym, że opisany wcześniej wskaźnik CPI dotyczy cen detalicznych, nie pozostaje on głównym przedmiotem zainteresowania przedsiębiorców. Oczywiście, sam przedsiębiorca jest także osobą, która w części swojej działalności ekonomicznej jest konsumentem, tworząc swoje gospodarstwo domowe. Z perspektywy jednak zarządzania przedsiębiorstwem dużo ważniejsze powinny być inne wskaźniki. Także i w tym zakresie GUS przychodzi z pomocą przedsiębiorcom. W Dziedzinowej Bazie Wiedzy, w grupie „Ceny”, są dostępne dane zgrupowane w kilku obszarach, które przedstawiają wskaźniki cen wartościowe dla przedsiębiorców. Są nimi podstawowe kategorie makroekonomiczne, ceny producentów, ceny nieruchomości oraz ceny w handlu zagranicznym.

Wykres 1. System wag stosowany w obliczeniach wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych – struktura. Źródło: GUS

Podstawowe kategorie makroekonomiczne

W pierwszej kolejności należy przedstawić wskaźniki cen uszeregowane wg podstawowych kategorii makroekonomicznych. (tabela 2) Przedstawiają one w sposób syntetyczny zmiany cen w gospodarce narodowej. Wskaźniki te uzyskano z rachunków gospodarki krajowej, które bazują na Europejskim Systemie Rachunków Narodowych i Regionalnych (ESA 2010). Wartość analizy tych wskaźników cen dla przedsiębiorców wynika z tego, iż dotyczą one głównych kategorii, które łącznie determinują wartość PKB. W tym celu można je pogrupować wg metodyki kalkulowania wartości produktu krajowego brutto. PKB od strony produkcji jest sumą wartości dodanej brutto oraz podatków od produktów. Z kolei wartość dodana brutto jest różnicą produkcji globalnej w skali kraju pomniejszonej o wartość zużycia pośredniego. W tabeli 2, w dwóch pierwszych wierszach przedstawiono wskaźniki cen dla tych właśnie wskaźników. Inną metodą obliczania PKB jest perspektywa rozdysponowania. W tym wypadku mamy do czynienia z sumą popytu krajowego i saldem wymiany międzynarodowej. Popyt krajowy jest natomiast sumą akumulacji brutto i ogólnego spożycia w gospodarce. Pierwsza z tych wartości zawiera w sobie m.in. nakłady brutto na środki trwałe i nakłady inwestycyjne oraz przyrost rzeczowych środków obrotowych. W tabeli 2 przedstawiono także wskaźniki cen dla tych kategorii makroekonomicznych. Dodatkowo znajduje się tu wskaźnik cen budynków i budowli.

Tabela 2. Wskaźniki cen podstawowych kategorii makroekonomicznych, analogiczny okres roku poprzedniego = 100 (w %). Źródło: GUS

Ceny producentów

Druga grupa wskaźników cen dotyczy szeroko rozumianych producentów. W ramach tej grupy wyróżnia się ceny w rolnictwie, w przemyśle, w budownictwie, w transporcie, gospodarce magazynowej i telekomunikacji oraz ceny producentów usług biznesowych.

Dostępne dane statystyczne w GUS umożliwiają szczegółową analizę wskaźników cen dla poszczególnych rodzajów działalności gospodarczej polskiego przemysłu. W grupie wskaźników cen w przemyśle warto zwrócić uwagę na tzw. wskaźnik cen produkcji sprzedanej. Ukazuje on zmiany cen bazowych w przemyśle z podziałem na poszczególne działy PKD. Cena bazowa jest określana tu jako kwota pieniędzy otrzymana przez producenta/handlowca od nabywcy za jednostkę produktu. Ważne, iż kwota ta jest pomniejszona o podatki od produktów oraz ewentualne rabaty czy opusty. Jest natomiast powiększona o ewentualne dotacje otrzymane do tego produktu. Na wykresie 2 przedstawiono kilka wybranych wskaźników cen produkcji sprzedanej. (Wykres 2) Znajduje się tam ogólny wskaźnik cen, a także kilka szczegółowych wskaźników dla losowo wybranych przeze mnie działów przemysłu. Dzięki temu widać duże zróżnicowanie wartości poszczególnych wskaźników cen produkcji sprzedanej przemysłu. Można powiedzieć, iż jest to pewnego rodzaju dowód, a może raczej zachęta dla przedsiębiorców, aby podjąć niewielki trud przeanalizowania tych wskaźników inflacji, które dotyczą konkretnych przedsiębiorstw. W grupie cen producentów znajdują się oczywiście inne wskaźniki, które dedykowane są pozostałym formom działalności gospodarczej. Ich analiza powinna być wartościowa dla managerów, którzy zarządzają przedsiębiorstwami w tych obszarach polskiego przemysłu, i nie tylko. Wydaje się także, iż mogłoby być wartościowe, aby powstał jakiś cykliczny raport o wskaźnikach cen, co ułatwiłoby managerom podejmowanie odpowiednich decyzji. Za wyjątkiem oficjalnych komunikatów GUS nie znam takich opracowań dedykowanych managerom, choć mogę nie wiedzieć wszystkiego. Niemniej jednak należy podkreślić, iż wszystkie te dane znajdują się w otwartym dostępie w odpowiednich bazach danych Głównego Urzędu Statystycznego.

Wykres 2. Wybrane wskaźniki cen produkcji sprzedanej przemysłu, analogiczny okres roku poprzedniego = 100 (w %). Źródło: GUS

Inne wskaźniki cen

Oczywiście, katalog wskaźników cen nie kończy się na cenach producentów. Dla niektórych branż wartościowe są także wskaźniki cen nieruchomości. W tym zakresie istnieje dość szeroki wachlarz wskaźników podawanych przez GUS. W tym zakresie mamy dostęp do wskaźników zmian cen lokali mieszkalnych oraz średnie ceny lokali mieszkalnych sprzedawanych w transakcjach rynkowych. Ponadto GUS podaje także wskaźniki cen w handlu zagranicznym. W tej grupie możemy analizować zmiany cen transakcyjnych w handlu zagranicznym oraz wskaźniki cen importu i eksportu według podziału PKWiU. Dla przedsiębiorców, którzy realizują także działalność eksportowo/importową wartościowe mogą być wskaźniki cen, które są publikowane poza granicami Polski. W tym kontekście warto krótko wspomnieć o statystyce Eurostatu, Światowej Organizacji Handlu czy OECD.

Z tego bardzo ogólnego artykułu płyną dwa główne wnioski dla managerów. W pierwszej kolejności należy podkreślić jeden bardzo istotny fakt. Podejmowanie decyzji managerskich w oparciu o informacje medialne o inflacji – teraz już wiemy, że najczęściej jest to wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych – jest nie do końca uzasadnione. Jest to bardzo ogólny, wręcz syntetyczny wskaźnik dotyczący całej gospodarki. W kontekście konkretnego przedsiębiorstwa dużo bardziej użytecznym będą szczegółowe wskaźniki cen dla poszczególnych grup koszyka, a nawet szczegółowych produktów i usług konsumpcyjnych. Taka analiza może być wartościowa w kontekście lokowania przedsiębiorstwa w stosunku do danego segmentu rynku. Z perspektywy zatem managera informacja o inflacji w tym rozumieniu jest informacją niepełną. W tym momencie pojawia się drugi wniosek. Dużo wartościowszą informacją dla przedsiębiorców jest taka, która bazuje na odpowiednich wskaźnikach cen producentów. Ważnym źródłem informacji są także wskaźniki cen bazujące na podstawowych kategoriach makroekonomicznych, na cenach nieruchomości czy cenach w handlu zagranicznym. Profesjonalne zarządzania wymaga profesjonalnego podejścia do pozyskiwania odpowiednich danych. Z kolei optymalnie racjonalne decyzje managerskie wymuszają poszerzanie przez managerów horyzontu informacyjnego. Odpowiedni wybór wskaźników cen jest jednym z tych źródeł informacji, które daje możliwość optymalizacji jakości analiz koniecznych w zarządzaniu przedsiębiorstwem we współczesnym, dynamicznie zmieniającym się świecie.

Nowe podejście do mobilności

Ireneusz Borowski, Country Manager Poland w Dassault Systèmes, opowiada o tym, jak nowe rozwiązania software’owe mogą pomóc firmom z branży transportowej w digitalizacji procesów biznesowych

Rozmawiał Wojciech Gryciuk

Podobno branża mobilna znajduje się pod rosnącą presją zwiększania stopnia personalizacji pojazdów?

To prawda. Zmiana ta wymaga zarówno od producentów OEM, jak i ich dostawców większej elastyczności i zdolności szybszego reagowania na rynkowe trendy. Nowe rozwiązania software’owe do digitalizacji procesów w przedsiębiorstwach pomagają firmom przewidywać potrzeby klientów i skutecznie współpracować w zakresie innowacyjnych pojazdów.

Jakieś przykłady?

Kalifornijski startup Canoo, który, na bazie naszej platformy 3DEXPERIENCE w chmurze, w niecałe dwa lata zaprojektował pierwszy fizyczny prototyp pojazdu bazującego na konstrukcji deskorolki. Na standardowym podwoziu można montować różne moduły i systemy, a efektem końcowym może być choćby auto sportowe czy dostawcze. Na przykładzie Canoo można zobaczyć pełen potencjał zastosowania naszej platformy w chmurze: inżynierowie i wszyscy pracownicy firmy, niezależnie od lokalizacji, mają dostęp do jednego modelu produktu. Zespoły pracowników mogą współpracować nad powstawaniem tej koncepcji tworząc modele 3D w świecie wirtualnym, a inżynierowie mogą ten model dopracowywać. Pracując w środowisku chmurowym, Canoo nie martwi się o koszty utrzymania infrastruktury serwerowej i sieciowej. Zaoszczędzone w ten sposób zasoby może przeznaczyć na opracowywanie konkurencyjnych produktów.

Przykładem innego przełomowego projektu jest samochód koncepcyjny AKKA Technologies, producenta inteligentnych rozwiązań mobilnych. Link & Go i jego następca Link & Go 2.0 to w pełni elektryczny i autonomiczny pojazd, który może komunikować się z inteligentną infrastrukturą wzbogaconą o najnowsze technologie, sygnalizacją świetlną, znakamni, punktami poboru opłat, drogami, a także aplikacjami na smartfon.

Co łączy obie te firmy? Zarówno Canoo, jak i AKKA Technologies rewolucjonizują branżę transportową. Oferują nowatorskie rozwiązania dla nowego typu klientów. Doskonale rozumieją, że wartość w dzisiejszych czasach leży raczej w sposobie użytkowania niż w produkcie. Oferują więc nową generację pojazdów, które, oprócz wysokiego stopnia personalizacji, łączą tradycyjne techniki konstrukcyjne z łącznością internetową, alternatywnymi źródłami energii i technologiami autonomicznej jazdy. To, co czyni sieciowe koncepcje mobilności tak wyjątkowymi, to właśnie ogromne ilości danych, które mogą być zbierane przez dziesiątki czujników w milionach pojazdów w bezpośrednim otoczeniu lub na całym świecie, oraz łączone z innymi danymi z otoczenia i infrastruktury.

Wyobrażam sobie, jak wymagające są to prace pod względem konstrukcyjnym…

Oczywiście. Takie projekty są niezwykle skomplikowane zarówno od strony konstrukcyjnej, jak i projektowej. Wymagają łączenia dyscyplin oraz większej ilości testów, które, w oparciu o cyfrowe dane, pozwalają zweryfikować złożoną funkcjonalność.

A jak wygląda stosowanie innowacyjnych technologii w branży transportowej w Polsce?

Z naszej platformy korzysta w Polsce m.in. PESA Bydgoszcz, lider wśród polskich producentów pojazdów szynowych, ale też doskonale rozpoznawalna marka na rynku europejskim. PESA chce zoptymalizować procesy projektowania oraz znacząco skrócić czas wprowadzania nowych produktów na rynek. Projekty nowych tramwajów czy pociągów powstają w Pionie Technicznym, w którym pracuje ponad 250 inżynierów. Co ważne, na kolejnych etapach produkcji, aż po pojazd gotowy testowany na wewnętrznych torach próbnych, wszystkie produkty powstają całkowicie na terenie firmy.

Ponieważ prace projektowe prowadzone są przez rozbudowany zespół, PESA potrzebowała rozwiązania, które umożliwi płynną współpracę w czasie rzeczywistym podczas procesu projektowania, a także pozwoli na systematyczny nadzór nad rozwojem produktu, sprawne zarządzanie danymi i dostępem oraz zmniejszenie ilości danych wydzielonych i rozproszonych, wpływających na koszty projektu i gwarancje.

Kolejne wymagania dotyczyły zapewnienia zgodności z rygorystycznymi przepisami branżowymi oraz spełnienia norm ochrony środowiska. Ostatecznie wybór padł na rozwiązanie branżowe Global Modular Architecture, bazujące na naszej platformie, które pozwoli firmie tworzyć innowacyjne produkty dostosowane do potrzeb klientów, a jednocześnie zgodne ze standardami branżowymi.

Co konkretnie umożliwi Pesie wasza platforma?

Przede wszystkim platforma 3DEXPERIENCE zapewnia dostęp do zunifikowanego źródła wiedzy produktowej oraz związanych z tym procesów, co przekłada się na znacznie bardziej efektywne planowanie i realizowanie projektów. Ponadto, wdrożenie rozwiązania pozwoli zwiększyć wydajność projektową, podnieść jakość produktów i skrócić czas dostarczania ich na rynek, przy jednoczesnej redukcji kosztów związanych z modernizacją oraz serwisem gwarancyjnym.

Jakie inne kluczowe trendy zdominowały obecnie segment mobilności?

Elektryfikacja i koncepcja Mobility as a Service. Według prognoz McKinsey Global Institute, dzięki szybkiej poprawie ekonomiki pojazdów elektrycznych i naciskom regulacyjnym w różnych krajach europejskich do 2040 r. ok. 70 proc. wszystkich pojazdów sprzedawanych w Europie w różnych segmentach – osobowych, dostawczych, ciężarowych i autobusach – będzie posiadać napęd elektryczny.

Zarówno w Polsce, jak i na całym świecie coraz większą popularnością wśród konsumentów cieszą się także usługi mobilności w ramach tzw. ekonomii współdzielenia. Według raportu PwC „The five dimensions of automotive transformation”, jedno auto współdzielone może zastąpić od 7 do 11 prywatnych samochodów, a do 2030 r. mają one już stanowić co najmniej 30 proc. wszystkich samochodów w Europie. Do tego czasu co trzeci przejechany kilometr w Europie będzie już także realizowany właśnie w formule carsharingu.

W jaki sposób wspieracie te trendy?

Dassault Systèmes oferuje rozwiązania, które zapewniają klientom branżowym wyjątkowe możliwości zarządzania informacjami i oprogramowanie zaspokajające potrzeby związane z zaawansowanym projektowaniem i symulacją.

Filarem tej strategii jest platforma 3DEXPERIENCE. Dostępna na lokalnym serwerze lub w prywatnej bądź dzielonej chmurze, jest środowiskiem, które wspiera całościowy proces rozwoju produktu od projektu, poprzez produkcję po dostawę. Narzędzie to sprawdza się w przypadku organizacji dowolnej wielkości i działa jak kompleksowe źródło informacji, dzięki czemu zespoły mogą bezpiecznie dzielić i wymieniać się danymi w nieograniczony sposób. Zapewnia przy tym wszystkim interesariuszom dostęp do jednej wersji danych, jedynego źródła prawdy w czasie rzeczywistym. Dzięki temu działy mogą się ze sobą łączyć i współpracować przy różnych projektach, wkładając w proces swój unikalny zestaw umiejętności i doświadczenia.

Jaką rolę w procesie projektowania w branży transportowej odgrywa wirtualny bliźniak?

Jak już mówiliśmy, skomplikowane systemy techniczne, takie jak autonomiczne pojazdy czy instalacja elektryczna mechanizmu napędowego samochodów, zwiększają złożoność procesów rozwoju produktu na niespotykaną dotąd skalę. Coraz wyższe wymagania dotyczące produktów i zmieniające się warunki produkcji sprawiają, że firmy potrzebują dziś możliwości przetestowania różnych koncepcji i procesów jeszcze w fazie planowania, czyli zanim zostaną użyte zasoby fizyczne.

W ramach platformy 3DEXPERIENCE Dassault Systèmes oferuje m.in. bogate portfolio aplikacji do modelowania 3D oraz aplikacje symulacyjne do tworzenia wirtualnych bliźniaków produktów. 3DEXPERIENCE Twin, czyli wirtualny bliźniak stworzony za pomocą rozwiązań dostępnych na platformie, pozwala na analizę w świecie wirtualnym różnych czynników wpływających na zachowanie produktu oraz optymalizuje go pod kątem indywidualnych potrzeb klienta. Możliwość tworzenia wirtualnych kopii produktów sprawia, że produkcja jest znacznie bardziej wydajna i zrównoważona. Do minimum zostają bowiem zredukowane fizyczne prototypy, które po zakończeniu pracy nad produktem tracą przydatność. Innymi słowy, technologia wirtualnego bliźniaka pozwala na budowanie pomostu między światem wirtualnym i realnym, którego główne zalety to niższe koszty, szybszy rozwój, przyspieszone wprowadzenie produktów na rynek, skrócenie cyklu produkcyjnego nawet o 50 proc., bezpieczniejsza i oszczędzająca zasoby praca oraz oszczędność zasobów.

Czy to oznacza potrzebę zmiany w zarządzaniu produktami?

Zdecydowanie tak. Raport przygotowany przez Dassault Systèmes oraz Accenture wskazuje na potencjał technologii wirtualnych bliźniaków, której globalny rynek w 2020 r. osiągnął wartość szacunkową 5,4 mld dol., a prognozowany wzrost to 36 proc. CAGR w ciągu kolejnych pięciu lat. Oczekuje się, że przyszły wzrost będzie napędzany głównie przez branżę transportową, w której już dziś 30-40 proc. startupów w sektorze elektromobilności i 60-70 proc. najlepszych w swojej klasie producentów OEM korzysta z technologii wirtualnego bliźniaka.

Generalnie pomaga ona w transformacji ku gospodarce o obiegu zamkniętym, pozwalając firmom zmniejszyć koszty, zużycie zasobów i ograniczyć ślad wodny, równocześnie wspierając innowacyjność. Biorąc pod uwagę prognozowany wzrost zastosowania wirtualnych bliźniaków w ciągu kolejnych lat, można się spodziewać, że technologia ta odegra znaczącą rolę w transformacji przemysłu ku zrównoważonemu rozwojowi. Studia przypadków dowodzą, że przyspiesza ona czas wprowadzania produktów na rynek i pomaga obniżyć koszty nowych układów napędowych, lekkich konstrukcji nadwozi czy akumulatorów pojazdów elektrycznych.

W magazynie – Sekrety nowoczesnej stomatologii

O nowych trendach i cyfrowej rzeczywistości w stomatologii oraz o tym, co dla pacjenta najważniejsze, czyli braku bólu, opowiada dr. n. med. Paweł Niewada, właściciel i kierownik Niewada Clinic – Implantologia i Stomatologia Estetyczna

Czy po pierwszej wizycie u dentysty możemy zobaczyć własny uśmiech będący efektem końcowym leczenia i działań z zakresu stomatologii estetycznej?

Można go ujrzeć jeszcze przed rozpoczęciem leczenia. Potrafimy przewidzieć i przedstawić końcowy efekt, co jest ważne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza. Co więcej, umiemy wprowadzić korekty, by uzyskać taki efekt, aby pacjent był stuprocentowo zadowolony ze swojego uśmiechu i czuł się komfortowo. Dlatego zawsze przed rozpoczęciem pracy protetycznej, czy dotyczy to implantolów, czy też czy odbudowy zębów, staramy się wykonać wax-up, czyli projekt uśmiechu. To tzw. mockup, czyli przymiarka nowego kształtu zębów w jamie ustnej. Wykonujemy kilka zdjęć, by z różnego kąta i perspektywy pacjent mógł ocenić przyszły efekt. Mówimy tu o tzw. stomatologii emocjonalnej, czyli emotional dentistry, dzięki której pacjent może zobaczyć swoje przyszłe zęby, co wiąże się z pozytywnymi emocjami, dodatkową motywacją i stymulacją do rozpoczęcia procesu leczenia. Lekarz z technikiem dentystycznym planują dokładnie kształt i długość zębów, ale pacjent ma w tym swój udział. W tym celu przygotowujemy precyzyjny mockup woskowy bądź cyfrowy, który również można wydrukować i przymierzyć. W toku tego procesu pacjent też może nanosić na projekt zmiany – indywidualne odczucia są niezwykle ważne. Warto pamiętać, że stomatologia to bardzo istotna część medycyny estetycznej. Dobrze wykonane zęby są w stanie odmłodzić o 10 lat i mają wielki wpływ na to, jak postrzegamy całą twarz.

Podobno Polacy stanowczo zbyt rzadko odwiedzają gabinety dentystyczne.

Generalnie prawidłowość jest taka, że do dentysty chodzimy dość nieregularnie. Zalecenia medyczne wskazują na wizyty kontrolne co 3-6 miesięcy, w zależności od indywidualnej historii leczenia i chorób, jednak w wielu przypadkach oznacza to, że gabinet odwiedzany jest dopiero wtedy, gdy ząb zacznie boleć. Za granicą zwykle wymogiem ubezpieczenia jest to, by pacjent pojawił się raz na pół roku u dentysty. U nas wizyty kontrolne, zabiegowe, jak i higienistyczne, np. związane z czyszczeniem zębów, nie są regularne, a świadomość ich potrzeby nadal jest niska. Ważne, by o tym mówić głośno, bo profilaktyka i regularne odwiedziny w gabinecie dentystycznym to najlepsza inwestycja, by unikać poważnych chorób i zachować jak najdłużej zdrowe oraz piękne zęby.

Ciekawe, czy wśród nowinek dentystycznych znajdziemy rozwiązania, które zupełnie zniosą lęk przed bólem?

Strach bardzo dobrze eliminuje podtlenek azotu, czyli tzw. gaz rozweselający, który pacjent może wdychać. W Klinice Niewada stosujemy tę metodę bardzo często, m.in. podczas zabiegów chirurgicznych, usuwaniu ósemek, czy też przed zwykłym znieczuleniem. Pacjenci, u których stosujemy gaz rozweselający, pozbywają się lęku, wchodzą w stan błogości, odprężenia i relaksacji. Świetnym rozwiązaniem jest stosowane przez nas urządzenie, które komputerowo podaje znieczulenie kropla po kropli – The Wand. Kontroluje ono ilość substancji znieczulającej, zapewniając niskie poczucie dolegliwości bólowej podczas zabiegu. Warto stosować też środki, które znieczulają powierzchniowo, np. smakowe żele znieczulające. Jeśli strach przed leczeniem dentystycznym jest ponadnormatywny lub mamy do czynienia z poważnymi zabiegami chirurgicznymi, możemy zastosować znieczulenie ogólne, czyli narkozę, oczywiście przeprowadzaną przez doświadczony zespół – anestezjologa oraz lekarza dentystę.

W różnych krajach do tematu znieczuleń podchodzi się w inny sposób. Podam tu za przykład ciekawostkę z Niemiec – tam coraz bardziej popularna jest… hipnoza. Korzystając z niej nie trzeba stosować żadnych farmakologicznych znieczuleń.

Czy sztuczny ząb może idealnie zastąpić własny?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Zawsze własny ząb jest najbardziej wartościowy, oczywiście pod warunkiem, że jest on zdrowy lub można go odbudować w sposób minimalnie inwazyjny i nie przeszkadza nam w zgryzie. Odbudowa zęba jest największą sztuką i potrzeba dużych umiejętności zarówno lekarza, jak i technika, by stworzyć na nowo naturalnie wyglądający ząb. Dlatego ratujemy zęby za wszelką cenę, zanim podejmujemy decyzję o zastąpieniu ich implantami. Warto jednak pamiętać, że zbyt długie utrzymywanie zęba w stanie zapalnym może prowadzić do utraty kości i braku możliwości wszczepienia implantu. Dlatego czasami musimy usunąć ząb, ale dopóki istnieje szansa na wyleczenie i uratowanie zęba, dopóty walczymy. To nasz priorytet.

Czym jest biostomatologia?

Jesteśmy pierwszą kliniką, która rozpoczęła prace w stomatologii bioestetycznej, czyli stomatologii, która skupia się na stabilizacji stawu skroniowo-żuchwowego i naturalnej formie zębów. Staramy się odbudować utraconą formę zębów, ponieważ pacjenci zaczynają bardzo niszczyć zęby już we wczesnym wieku. Dochodzi do utraty morfologii zębów, przez to też i ich funkcji. Pacjenci zaczynają zgrzytać zębami, odczuwają napięcie mięśniowe, zarówno mięśni żucia, jak i potylicy, karku. Właśnie na to zwraca uwagę stomatologia bioestetyczna, która w kompleksowy sposób zajmuje się ustawieniem kręgosłupa, mięśni, stawu skroniowo-żuchwowego i na końcu oczywiście zębów.

Kompleksowe leczenie przywracające piękny, zdrowy uśmiech oznacza nierzadko poważne koszty.

Jeżeli mówimy o stomatologii kompleksowej, to musimy wziąć pod uwagę wiele aspektów, przede wszystkim musimy zrobić prawidłową diagnostykę – wykonać odpowiednie badania, m.in. tomografię komputerową, wykonać skany wewnątrzustne, jak i jamy ustnej. Przeanalizować ustawienie kręgosłupa, skierować do fizjoterapeuty stomatologicznego i zastosować np. szynoterapię, żeby ustabilizować staw skroniowo-żuchwowy. Przede wszystkim chodzi tu jednak o czas przy wykonaniu takiej pracy. Zdrowie na długie lata, komfort i zadowolenie pacjenta to nasze priorytety. Takie podejście wymaga zaangażowania lekarzy różnych specjalności i techników dentystycznych, zagranicznych szkoleń, stosowania materiałów najwyższej jakości – wszystko to wpływa na ostateczną cenę, ale efekt jest tego wart.

Zapewne są takie trendy w stomatologii, przed którymi pan przestrzega i dlaczego?

W social mediach co i rusz pojawiają się nowe pomysły, jak np. ostatnio modne na Tik-Toku piłowanie zębów. Przecież to nic innego jak niszczenie własnych zębów. Przestrzegam też przed piercingiem języka – potrafi bardzo źle wpływać na śluzówkę jamy ustnej, kiedy dochodzi do utraty tkanek wewnątrz ust. Kolejny przykład to niezwykle popularny obecnie bonding – służący rewitalizacji uśmiechu, najczęściej za pomocą kompozytów – stosowany nieprawidłowo może powodować powikłania, napięcia mięśniowe i np. odkształcanie zębów, ich kształtu czy koloru.

Wiele osób stara się samodzielnie diagnozować lub podąża za trendami, np. oczekując wykonania licówek, które zachwyciły ich u influencerów bądź celebrytów. Zwykle okazuje się, że rzeczywistość weryfikuje te pomysły. Domowe wybielanie czy inne zabiegi, jak np. „implanty w 1 dzień”, doprawdy nie są strzałem w dziesiątkę. Wiele trendów kreowanych jest sztucznie, marketingowo. A z drugiej strony, internet zwiększa też świadomość w dziedzinie wielu zabiegów.

Wszystko sprowadza się jednak do niezastąpionej konsultacji z lekarzem, który jest po to, by doradzić najlepszą, indywidualnie dobraną procedurę. Zamiast obsesyjnego śledzenia trendów, warto sięgać do podstaw, czyli regularnych wizyt u stomatologa i higienistki, która np. może skorygować technikę codziennego mycia zębów.

Jakie rozwiązania technologiczne jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się abstrakcyjne?

Postęp w ciągu ostatnich 10 lat jest dynamiczny i w wielu obszarach zauważam niezwykle istotne zmiany. Mamy możliwość znacznie lepszej diagnostyki komputerowej. Dziś w stomatologii wiele procedur sprowadza się do badań cyfrowych. To, co było kiedyś pieśnią przyszłości, stało się rzeczywistością. Na przykład, w mojej klinice zamiast wycisków stomatologicznych korzystamy standardowo ze skanowania jamy ustnej, co stanowi początek np. planowania i projektowania nowego uśmiechu. Możemy łączyć skany jamy ustnej, żuchwy z tomografią trójwymiarową, nakładając poszczególne obrazy na siebie, co pozwala nam zobaczyć i ocenić estetykę planowanych zębów. W fazę komputerową weszło również znieczulanie.

Dassault Systèmes zaprezentuje wirtualną kopię bliźniaczą ludzkiego ciała podczas targów CES 2022

Goście, którzy odwiedzą stanowisko Dassault Systèmes (nr 8715), mieszczące się w hali północnej Las Vegas Convention Center, będą mogli uczestniczyć w trzech interaktywnych prezentacjach poświęconych technologii wirtualnych kopii bliźniaczych ludzkiego ciała. Ta zupełnie nowa gałąź nauk biologicznych i ochrony zdrowia pozwala wizualizować, testować, wyjaśniać i przewidywać to, czego nie widać gołym okiem; od działania leków na chorobę po efekty zabiegów chirurgicznych jeszcze przed rozpoczęciem leczenia.

Cykl prezentacji rozpoczyna się od wolumetrycznego doświadczenia świetlnego, które, wychodząc od zdjęcia zrobionego uczestnikowi, wyświetla wirtualną kopię bliźniaczą jego głowy w powiększeniu. To lustrzane odbicie staje się półprzezroczyste, aż odsłania obracający się mózg, który pulsuje w kolorach i wzorach symbolizujących różne stany chorobowe. Następnie, zwiedzający zobaczy animację serca. Z każdym uderzeniem serca wirtualny bliźniak powiększa się, aż do momentu, gdy rozrastając się na cząsteczki, odsłania sylwetkę odwiedzającego, który może tańczyć i poruszać się, aby wejść w interakcję ze swoim wirtualnym bliźniakiem, zanim rozpłynie się on w chmurze danych.

Living Heart

Uczestnik może także wziąć udział w prezentacjach wykorzystujących rzeczywistość rozszerzoną w ramach projektów „The Living Heart” i „The Living Brain”. Obie inicjatywy wykorzystywane są obecnie przez badaczy, naukowców, producentów urządzeń oraz lekarzy do tworzenia wysoce precyzyjnych modeli wirtualnych, pozwalających odtwarzać warunki oraz możliwości leczenia. Uczestnicy będą mogli wziąć w ręce wydrukowane na drukarce 3D repliki serca i mózgu oraz obracać je i ściskać. Każda z replik będzie wyposażona w czujniki i procesory, a działania uczestników będą odwzorowane w czasie rzeczywistym na wirtualnej kopii bliźniaczej wyświetlanej na połączonym ekranie dotykowym. Fizyczny model serca mierzy tętno uczestnika prezentacji, a jego wirtualna kopia bliźniacza pulsuje w zgodnym rytmie i wyświetla wynik pomiaru. Podczas interakcji z fizycznym modelem mózgu uczestnik może badać jego półkule na wirtualnej kopii bliźniaczej, aby dowiedzieć się więcej na temat ich funkcji.

Poza wspomnianymi prezentacjami osoby odwiedzające stanowisko Dassault Systèmes będą mogły wziąć udział w inscenizowanej próbie klinicznej, aby dowiedzieć się, w jaki sposób  rozwiązania firmy Medidata są wykorzystywane do opracowania najnowszych leków i szczepionek.

Niekontrolowana rozbudowa infrastruktury IT jednym z zagrożeń cyfryzacji

Firma baramundi software przeanalizowała liczbę urządzeń końcowych zarządzanych za pomocą baramundi Management Suite wśród polskich klientów. Z danych jasno wynika, że liczba ta systematycznie wzrasta, a w ciągu czterech ostatnich lat powiększyła się o średnio 80 proc. Jak wskazują eksperci firmy, rozrastająca się infrastruktura informatyczna przedsiębiorstw ma związek z wieloma zmianami zachodzącymi w polskiej gospodarce i kulturze pracy. Szczególnie istotnym czynnikiem jest postępująca cyfryzacja polskich przedsiębiorstw. Według raportu McKinsey & Company „Digital Challengers in the next normal. Central and Eastern Europe on a path to digitally-led growth” rozwój polskiej gospodarki cyfrowej w 2021 r. gwałtownie przyspieszył i był 2,5-krotnie wyższy niż w poprzednich dwóch latach, osiągając poziom 18,4 proc. Transformacja biznesu, a także zmiany w nawykach konsumentów, którzy coraz częściej oczekują od firm i instytucji cyfrowych kanałów kontaktu, naturalnie wiąże się z wdrażaniem coraz większej liczby urządzeń sieciowych. Problem powiększającej się infrastruktury IT dotyczy również przedsiębiorstw z sektora produkcji, które transformują się w kierunku Przemysłu 4.0.

Zmiany w kulturze pracy

Do powiększającej się infrastruktury IT w polskich przedsiębiorstwach w znacznym stopniu przyczyniła się pandemia i związany z nią lockdown. Z danych Eurostatu wynika, że w 2020 r. prawie 9 proc. Polaków pracowało całkowicie zdalnie, co stanowi stuprocentowy wzrost względem roku 2017. Ta zależność zauważalna jest również w firmowych działach IT. Więcej pracowników zdalnych wiąże się z większą liczbą wykorzystywanych do pracy urządzeń, takich jak komputery, smartfony czy tablety. Oznacza to również więcej pracy dla zazwyczaj przeciążonych już działów IT.

„Widzimy ogromną korelację między wzrostem liczby osób pracujących zdalnie, a powiększaniem się firmowych infrastruktur IT. Pracodawcy musieli zapewnić swoim pracownikom narzędzia do pracy z domu. Nie każda firma jednak mogła sobie na to pozwolić. Część osób musiało wykorzystać do pracy swoje własne urządzenia, co jest szczególnie ryzykowne w kontekście bezpieczeństwa cyfrowego”, powiedział Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę w baramundi software.

Zmieniające się podejście do trendów BYOD (Bring Your Own Device) oraz COPE (Company Owned Personally Enabled) jest według ekspertów firmy kolejnym czynnikiem wpływającym na rozbudowę infrastruktury IT. Potwierdza to raport Syntonic, który wskazuje, że już 87 proc. organizacji jest w pewnym stopniu uzależnionych od tego, czy ich pracownicy mają dostęp do aplikacji biznesowych z poziomu swoich osobistych smartfonów.

Wielkie zagrożenie

Eksperci baramundi zwracają uwagę na związane z tym zagrożenia, z których przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy. Niekontrolowany rozwój środowiska informatycznego firmy prowadzi do powstania zjawiska zwanego Shadow IT oraz przeciążenia działów IT. W połączeniu z brakiem scentralizowanej kontroli nad urządzeniami, może to doprowadzić do zwiększenia podatności organizacji na cyberataki.

„Mnogość urządzeń podłączonych do sieci, mających dostęp do często bardzo wrażliwych firmowych zasobów, niesie za sobą wiele zagrożeń. Przede wszystkim rozległa infrastruktura IT oznacza większe pole działania dla cyberprzestępców”, powiedział Kamil Strzałka, inżynier wsparcia sprzedaży w baramundi software. „To również zagrożenie w postaci Shadow IT, czyli wszelkich niezatwierdzonych przez dział IT elementów infrastruktury, takich jak ściągnięte z Internetu oprogramowanie lub podłączony do sieci firmowej niezabezpieczony komputer”.

Konieczne centralne zarządzanie

Jak wskazują eksperci, niekontrolowany rozrost infrastruktury informatycznej przedsiębiorstwa wymaga zastosowania odpowiednich narzędzi, które pozwolą w łatwy i przejrzysty sposób zarządzać wszystkimi jej elementami, od komputerów stacjonarnych, po pracownicze laptopy, służbowe smartfony, drukarki czy porty sieciowe w przedsiębiorstwach produkcyjnych.

„baramundi Management Suite to system do ujednoliconego zarządzania punktami końcowymi w przedsiębiorstwach. Narzędzie to ułatwia pracę administratora IT, który jest odpowiedzialny w swojej firmie za kilkadziesiąt lub nawet kilkaset urządzeń podłączonych do sieci. bMS zapewnia rzetelną inwentaryzację, dzięki której pracownicy działu IT mają dokładny wgląd w tzw. mapę IT organizacji. Za pomocą poszczególnych modułów naszego narzędzia, możliwe jest zautomatyzowanie czynności, które zazwyczaj pochłaniają mnóstwo czasu, takich jak instalacja poprawek bezpieczeństwa, aktualizacja oprogramowania czy systemu. To również wiele więcej możliwości, które nie tylko usprawniają zarządzanie infrastrukturą IT, ale przede wszystkim zwiększają jej bezpieczeństwo” – podsumował Sebastian Wąsik.

Ważne Informacje

Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

Stop the clock na rynku ESG

ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...