.
Strona główna Blog Strona 152

Pytania o Polski Ład

Jak interpretować założenia programu Polski Ład w dziedzinie obciążeń podatkowych? Czy rzeczywiście samorządy mogą stracić znaczne kwoty w związku z wprowadzeniem programu? Na te fundamentalne dziś pytania odpowiada prof. Elżbieta Chojna-Duch.

Poziom dochodów budżetu państwa jest zawsze uwarunkowany rozwojem gospodarki. Zgodnie z przyjętym scenariuszem makroekonomicznym wzrost PKB w 2022 r. ma osiągnąć 4,6 proc. w ujęciu realnym. Prognozuje się więc, że w 2022 r. dochody podatkowe wzrosną o 5,3 proc. w ujęciu nominalnym.

Na poziom dochodów podatkowych w 2022 r. wpływ będzie miała oczywiście także reforma dokonywana w ramach programu Polski Ład, oddziałująca przede wszystkim na podatników podatku dochodowego od osób fizycznych. Działania takie jak podwyższenie kwoty wolnej do poziomu 30 tys. zł dla wszystkich podatników podatku dochodowego od osób fizycznych obliczających podatek według skali podatkowej, podwyższenie progu podatkowego z 85 528 zł na 120 tys. zł, wprowadzenie ulgi dla klasy średniej, czy zmiany w zakresie preferencji podatkowych, m.in. umożliwienie wspólnego rozliczenia małżonków, którzy zawarli związek małżeński w trakcie roku podatkowego, którego dotyczy rozliczenie, z pewnością poprawią sytuację podatników PIT.

Uszczelnienie systemu

Reformy Nowego Ładu zmieniają jednocześnie kierunki i formy redystrybucji środków publicznych, uszczelniając bardziej system podatkowy również w innych podatkach i zwiększając przy tym zasoby budżetowe. Są to: likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku, zmiana w zakresie ustalania składki zdrowotnej dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, umożliwienie odliczenia od podstawy opodatkowania kosztów uzyskania przychodów poniesionych na zwiększenie przychodów ze sprzedaży produktów (tzw. ulga prowzrostowa), ulga na innowacyjnych pracowników, modyfikacja ulgi na działalność badawczo-rozwojową, wprowadzenie jednolitych zasad opodatkowania przychodów z najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy oraz innych umów o podobnym charakterze, zawieranych poza działalnością gospodarczą poprzez objęcie przychodów osiąganych z tego tytułu wyłącznie opodatkowaniem w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, złagodzenie warunków tworzenia i funkcjonowania podatkowych grup kapitałowych, warunków umożliwiających przejście na tzw. estoński CIT oraz umożliwienie podmiotom powiązanym finansowo, ekonomicznie i organizacyjnie wspólnego rozliczania dla potrzeb podatku od towarów i usług. Zmieniając przepisy podatkowe państwo realizuje swój szeroko dyskutowany program, swą politykę podatkową i jest to naturalne. To jego imperium.

Co z podatkiem akcyzowym?

Nie znamy jeszcze kształtu podatku akcyzowego, gdyż trwają konsultacje Forum Akcyzowego w Ministerstwie Finansów. Prowadzone są one on-line i jest to bardzo szeroka formuła konsultacji tego podatku, realizującego funkcje fiskalne i stymulacyjne (zdrowotne). Oczywiście należy zwiększyć obciążenia, czyli stawki zarówno wyrobów tytoniowych, jak i innych używek, gdyż w Polsce istotnie wzrosły wynagrodzenia w ostatnich latach, zaś cena paczki papierosów utrzymuje się na niemal jednolitym poziomie, czyli realnie staje się tańsza, bardziej dostępna dla konsumenta. Cena papierosów oraz wkładów do tzw. e-papierosów powinna rosnąć wraz z siłą nabywczą ludności. W innych państwach członkowskich ustawodawcy położyli nacisk na wprowadzenie rozwiązań, które skutkują obligatoryjnym podwyższeniem ceny paczki papierosów – to chyba skuteczne rozwiązanie, które zapewni wyższe dochody do budżetu państwa i ograniczy liczbę palaczy. Oczywiście, palacze nie będą zadowoleni. Należy podnieść akcyzę przede wszystkim na najpopularniejsze i najbardziej szkodliwe wyroby tytoniowe, czyli na papierosy.

Wybór optymalnego modelu opodatkowania akcyzą jest trudny, gdyż należy brać pod uwagę różne kryteria. Poza podstawowym czynnikiem, tzn. efektywnością fiskalną, czyli poziomem wpływów budżetowych: siłę nabywczą ludności w stosunku do jej dochodów, kulturę, zwyczaje konsumentów, potencjał kontrybucji w budżecie poszczególnych kategorii wyrobów, konieczność ograniczania szarej strefy, w tym przestępczości zorganizowanej i niezorganizowanej (nie tylko w wyrobach tytoniowych, ale i alkoholu, oleju opałowego i napędowego czy węgla), możliwości techniczne w zakresie pełnego nadzoru akcyzowego i kontroli podatkowej, wpływ na poziom inflacji, ponieważ jest to podatek cenotwórczy, powszechność i sprawiedliwość oraz inne wartości unijne, ale zawsze i przede wszystkim ochronę zdrowia konsumentów. To także czynnik rozwoju rynków, czyli konkurencja międzynarodowa i konkurencyjność małych przedsiębiorców na rynku polskim w stosunku do dużych koncernów. Czynników tych jest wiele, są poddane analizie, wyważone i wzięte pod uwagę w wieloletniej perspektywie polityki podatkowej.

Dochody samorządów

Samorząd terytorialny, czyli gminy, powiaty i województwa samorządowe, ma dochody określone w Konstytucji i gwarantowane ustawami – dochody własne i transfery z budżetu państwa. Państwo nie określa ich corocznie według uznania, a na podstawie obowiązującego prawa, algorytmów, zaś ich wielkość zależy, najogólniej, od wypracowanego PKB i wzrostu dochodów podatkowych. W ustawie budżetowej na rok 2022 podstawowe transfery z budżetu państwa to subwencje ogólne (relatywizowane do wskaźnika dochodów podatkowych); zaplanowano je w wysokości 71,6 mld zł, tj. na poziomie wyższym o 2,1 proc. niż w 2021 r. Część subwencji ogólnej finansuje zadania oświatowe. Część ta dla jednostek samorządu terytorialnego to wielkość ponad 53 mld zł i jest o 2,6 proc. wyższa od kwoty określonej na rok 2021 (52 mld zł). Kwotę przeznaczoną na część oświatową subwencji ogólnej dla wszystkich jednostek samorządu terytorialnego według ustawy ustala się w wysokości łącznej kwoty części oświatowej subwencji ogólnej, nie mniejszej niż przyjęta w ustawie budżetowej w roku bazowym, skorygowanej o kwotę innych wydatków z tytułu zmiany realizowanych zadań oświatowych. Podobnie też inne części subwencji mogą być wyższe lub niższe niż w roku poprzednim, np. część wyrównawcza subwencji ogólnej dla województw jest o 22,1 proc. wyższa od kwoty zaplanowanej na 2021 r. Ponadto zaplanowano też uzupełnienie subwencji (336 mln zł i rezerwę subwencji ogólnej w wysokości 320 mln zł) z przeznaczeniem na dofinansowanie budowy i przebudowy, utrzymania i zarządzania drogami wojewódzkimi. Środki te są podzielone według ustawowych kryteriów.

Zgodnie z ustawą o dochodach jednostek samorządu terytorialnego oraz ustawami ustrojowymi, jednostki samorządu terytorialnego mogą otrzymywać też dotacje z budżetu państwa. Na rok 2022 na finansowanie zadań z zakresu administracji rządowej, na dofinansowanie ich zadań własnych oraz zadań realizowanych na podstawie porozumień zaplanowano dotacje w wysokości ponad 64 mld zł! Są one również określane na podstawie algorytmów wynikających z ustaw.

Więcej wpływów z PIT i CIT

Poważne kwoty dochodów stanowią też udziały wszystkich jednostek samorządowych w podatkach państwowych – PIT i CIT. Tu zdecydowanie widać, że żadna jednostka samorządowa nie będzie miała niższych dochodów. Ponieważ w związku z reformą podatkową zmaleją dochody z PIT w 2022 r. w stosunku do bieżącego roku, zostanie ponownie zwiększony udział gmin we wpływach z tego podatku. Łączny udział jednostek samorządu terytorialnego we wpływach z PIT wzrośnie z 50,08 proc. w 2021 r. do 50,19 proc. w 2022 r. W przypadku podatku CIT udział jednostek samorządu terytorialnego pozostanie na poziomie z 2020 r., tj. 22,86 proc., gdyż ten podatek, w wyniku realizacji Nowego Ładu, planowany jest z kilkumiliardowym wzrostem. Oba te podatki od lat stanowią udział podsektora samorządów w ponad 50 proc. wpływów do budżetu Państwa, są stabilne i żadna jednostka samorządowa nie traci na Polskim Ładzie. W latach 2016-2020 dochody samorządów wzrosły do prawie 1,3 bln zł, a w porównaniu do lat 2011-2015 to więcej o prawie 40 proc. Nawet w pandemicznym okresie samorządy miały nadwyżkę 5,7 mld zł, zaś obecnie po pół roku nadwyżka wynosi 22,4 mld zł. W 2021 roku ponadto podsektor otrzymał 8 mld zł dodatkowo oraz 4 mld zł na wsparcie inwestycji wod-kan. Przed ogłoszeniem Polskiego Ładu samorządy planowały swe dochody z transferów budżetu państwa na poziomie 140 mld zł, a będzie to 149 mld zł. Łącznie wszystkie miasta otrzymają przy tym w 2022 r. dochody z udziałów PIT i CIT wyższe o 8 mld zł niż w obecnym roku, w tym oczywiście Warszawa.

Można też zauważyć, że powinny zostać uruchomione dochody dla jednostek samorządu terytorialnego z KPO (czyli Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności Unii Europejskiej). Sama Rada UE rekomenduje Polsce na 2022 r. prowadzenie polityki budżetowej wspierającej wzrost gospodarczy, uwzględniającej, co ciekawe, impuls wynikający z KPO i utrzymywanie inwestycji finansowanych ze środków krajowych. Dodać można: mimo iż te środki zostały zablokowane w budżecie Next Generation Unii Europejskiej.

***

Prof. Elżbieta Chojna-Duch, w latach 1994-1995 i 2007-2010 podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, członkini Rady Polityki Pieniężnej w kadencji 2010-2016, autorka ponad stu prac naukowych i publicystycznych publikowanych w kraju i za granicą, a także licznych ekspertyz naukowych z dziedziny finansów i prawa finansowego.

W magazynie – Programy długofalowe i mikrogranty

Prof. Krzysztof Wilde, rektor Politechniki Gdańskiej, przewodniczący Zgromadzenia Związku Uczelni im. Daniela Fahrenheita w Gdańsku, mówi o relacjach nauki i biznesu w Polsce i Japonii, podkreślając, że musimy w bardziej skuteczny sposób konkurować technologiami ze światem zewnętrznym.

rozmawiał: Piotr Cegłowski

Jak powinny wyglądać relacje nauki i biznesu?

Wzorcowy tego przykład stanowi Japonia. Spędziłem tam siedem lat, najpierw obroniłem doktorat na Uniwersytecie Tokijskim, a potem przez cztery lata pracowałem jako profesor uczelni, tzw. associate profesor, mając dzięki temu bliski kontakt z tamtejszym biznesem. Ponieważ specjalizuję się w mostownictwie i reprezentuję nauki inżynierskie, było to całkowicie naturalne. Często uczestniczyłem tam w spotkaniach reprezentantów uczelni z przedstawicielami japońskiego przemysłu.

Proszę opowiedzieć, jak system ten działa w praktyce.

Duży japoński biznes postrzega współpracę z uczonymi w sposób ściśle pragmatyczny, nierzadko przeznaczając na ten cel ogromne pieniądze. Finansuje na przykład budowę i wyposażenie całych laboratoriów w ujęciu kompleksowym, z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii i aparatury. Bywa, że są to kwoty wielomilionowe, co w Polsce praktycznie się nie zdarza. W zamian biznes oczekuje nowatorskich pomysłów i rozwiązań, które niekoniecznie są gotowymi produktami, a dopiero mogą się nimi stać. Zależy mu przede wszystkim na propozycjach, które inżynierowie przekładają potem na praktyczne rozwiązania.

A jak to wygląda w Trójmieście?

W skali kraju całkiem dobrze, ale odpowiedź nie może być tu jednoznaczna. Formy współpracy nauki i biznesu są uzależnione przecież od wielkości firm. Z niewielkimi spółkami realizujemy np. program mikrograntów, na który wygospodarowaliśmy 15 mln zł. Dzięki temu każdy nieduży przedsiębiorca może aplikować o 300 tys. zł dotacji w celu opracowania i przetestowania przez naszych naukowców nowych rozwiązań, które wesprą i rozwiną jego działalność. Jest to świetne rozwiązanie, bo uczy zasad współpracy: przedsiębiorcy muszą w prawidłowy sposób formułować problemy, na które następnie odpowiadają naukowcy.

Co może pan powiedzieć o współpracy z dużymi firmami?

Na tej płaszczyźnie, w odróżnieniu od Japonii, rzadko mamy, niestety, do czynienia z programami długofalowymi. Tymczasem poważne i duże projekty, na przykład w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej i budowy farm na morzu, wymagają wielu lat wspólnej, wielopłaszczyznowej pracy i rozwiązywania bieżących wyzwań i problemów. Duńczycy, dla przykładu, nad dopracowaniem projektu morskich farm wiatrowych spędzili kilkanaście lat, szeroko współpracując z rodzimymi i zagranicznymi naukowcami. Z kolei nasz biznes nadal stanowczo zbyt rzadko widzi uczelnie jako długofalowych partnerów. Zamiast budować tę relację od podstaw, mówi: „Pokaż, co masz, to może skorzystam”. Występujemy też co jakiś czas w roli ratownika, gdy pojawia się poważna awaria, z którą inżynierowie danej firmy sobie nie radzą. Staramy się to zmienić. Biorąc pod uwagę liczby, w przypadku Politechniki Gdańskiej już teraz nie wygląda to źle. Jeśli spojrzymy, ile pieniędzy trafiło z przemysłu na uczelnię – w przeliczeniu na jednego pracownika – jesteśmy na podium w Polsce. Koncentrujemy się jednak głównie na dwóch elementach. Pierwszy z nich to badania zlecone, czyli zapytania formułowane przez przemysł. Drugi to projekty finansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, jak np. bezkontaktowy radar oddechowo-krążeniowy, który może pomóc medykom w walce z Covid-19, a który opracowaliśmy razem z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym i niedawno zakończyliśmy z powodzeniem badania kliniczne. Inne warte odnotowania przedsięwzięcia, które obecnie opracowujemy, to np. bezzałogowe pojazdy lądowe i wodne do patrolowania nabrzeży portowych i lotnisk, czy nowatorskie zastosowania sztucznej inteligencji w przemyśle.

Jakich argumentów na rzecz inwestycji w naukę używa pan w rozmowach z szefami dużych spółek?

Musimy nauczyć się w skuteczny sposób konkurować technologiami ze światem zewnętrznym. A naszym głównym konkurentem nie są już kraje zachodnie, lecz Chiny. Powinniśmy inwestować w badania polegające na znalezieniu lepszych rozwiązań i produktów, a także precyzyjnie określić obszary, w których jesteśmy w stanie tego dokonać. Przed nami jeszcze mnóstwo pracy.

Wspomniał pan na początku o swojej pracy w Japonii. Niewielu polskich uczonych miało okazję tam pracować.

Sporo czasu spędziłem za granicą i to, czego się tam nauczyłem, staram się wdrażać na Politechnice Gdańskiej. Po ukończeniu studiów wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, by tam poszerzać wiedzę inżynierską w innych obszarach: computer science, czy bussiness administration. Po powrocie do kraju otrzymałem japońskie stypendium na studia doktoranckie na Uniwersytecie Tokijskim, jednym z dwóch najlepszych w Japonii. Na marginesie, robienie doktoratu wygląda tam zupełnie inaczej niż u nas. Japoński doktorant może w pełni skupić się i skoncentrować na jednym zagadnieniu, otrzymuje za to godziwe wynagrodzenie, a jednocześnie traktuje się go tam z wysokim poważaniem, jako wysoce kompetentnego pracownika, który ma przede wszystkim wykonać swoją pracę.

Była to dla mnie ciekawa szkoła życia. Kiedy wróciłem do Polski, skupiłem się na pracy dydaktycznej i zdobyciu habilitacji, a potem uzyskałem też profesurę. W wieku 38 lat zostałem po raz pierwszy dziekanem na moim macierzystym wydziale. Z kolei po przedwczesnej śmierci śp. prof. Jacka Namieśnika, naukowca wybitnego i poważanego na całym świecie, stanąłem do konkursu i zostałem wybrany na rektora PG. Obecnie skupiam się na stwarzaniu warunków do jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju uczelni.

Na czym miałby on polegać?

Przede wszystkim na wdrażaniu dobrych praktyk i rozwiązań systemowych z uznanych, zagranicznych uczelni, inwestowaniu w kompetencje naukowców, którzy mogą w przyszłości stworzyć ciekawe projekty badawcze, a także w infrastrukturę naukowo-badawczą. To się już zresztą powoli udaje. W ogłoszonym dwa lata temu ministerialnym konkursie „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”, dzięki któremu 10 polskich uczelni otrzymało status uczelni badawczej, Politechnika Gdańska zajęła drugie miejsce wśród wszystkich polskich uczelni publicznych i zarazem najwyższe spośród uczelni technicznych. To oczywiście wcale nie oznacza, że jesteśmy najlepszą uczelnią techniczną w kraju, bo nie jesteśmy. Ideą konkursu było natomiast wykazanie, które uczelnie mają najlepsze pomysły na swój dalszy rozwój. Udowodniliśmy zatem, że kierunek, który obraliśmy, jest słuszny. Działamy również na rzecz przyspieszenia rozwoju naszej uczelni, w czym mocno pomoże nam federalizacja trzech najsilniejszych szkół wyższych z Gdańska – naszej politechniki, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu Gdańskiego – nad którą obecnie pracujemy. Od roku współtworzymy Związek Uczelni w Gdańsku im. Daniela Fahrenheita, wielkiego uczonego, który urodził się w Gdańsku i mieszkał nieopodal miejsca, w którym teraz mieści się politechnika. Dzięki konsolidacji będziemy mogli zintegrować nasze działania, wynieść nasze projekty badawcze i dydaktykę na jeszcze wyższy poziom, a także uczynić z Gdańska duży, rozpoznawalny międzynarodowo ośrodek akademicki.

Co lubi prof. Krzysztof Wilde?

Wypoczynek – „Co roku, w czasie wakacji, wspólnie z rodziną wybieram się do Chorwacji.”

Kuchnia – „Południowa, nie tylko europejska, ale też np. libańska. Jestem także miłośnikiem kuchni japońskiej i bardzo lubię wizyty w restauracjach w Trójmieście, które reprezentują poziom uznanych tokijskich lokali tego typu: Mito Sushi i Hashi Sushi.”

Hobby – „Żeglarstwo, pływam po jeziorach niedużym jachtem, który posiadam wraz z bratem. Jestem też motocyklistą, jeżdżę na Hondzie VTX 1,8. Wspólnie z grupą rektorów pojechaliśmy na przykład w tym roku w Karkonosze. Mam też wspaniałego psa rasy border collie Zorkę, która po pracy nie odstępuje mnie na krok.”

W magazynie – Co Pan Profesor radzi?

Właśnie teraz, w pierwszych dwóch tygodniach listopada, w szkockim Glasgow trwa 26. już z rzędu – chociaż opóźniony o rok z powodu pandemii – światowy szczyt klimatyczny. Uczestniczą w nim przedstawiciele państw-stron globalnej konwencji w sprawie spowolnienia zmian klimatu

 Felieton Andrzeja Nierychło

Można przewidywać, że szczyt ten zostanie – i to po raz kolejny – zdominowany przez spór krajów dążących do szybkich zmian w sposobach pozyskiwania energii z tymi, które wolałyby ten proces spowolnić, bo tak bardzo uzależnione są od tradycyjnych kopalin. To przedziwna i z pozoru egzotyczna koalicja. Należą do niej Chiny i Indie, ale także Arabia Saudyjska i Australia, ta ostatnia na co dzień mocno skonfliktowana z Chinami.

Chociaż więc z kolejnych raportów naukowych wynika pilna potrzeba, wręcz konieczność natychmiastowego ograniczenia emisji ciepła do atmosfery ziemskiej, to przekucie teorii w praktykę napotyka gigantyczne przeszkody. Nikt wprost nie kwestionuje zaleceń nauki, ale… nie da się. Skąd my to znamy?

Powyższy przykład pokazuje trudności, jakie napotyka przełożenie dokonań nauki na język praktyki, tu akurat w skali globalnej. Ten sam problem istnieje także na wszystkich innych poziomach: wielkich firm, a także średniego i małego biznesu. Dodać można, że nie jest nowy. Przeciwnie, występował chyba od zawsze, tyle że przez wieki nie był ani uświadomiony, ani nazwany.

Gospodarka zawsze i wszędzie poszukuje lepszych produktów i sprawniejszych rozwiązań organizacyjnych. Motywy są wielorakie, chociaż oczywiste. Na pierwszym miejscu stoi chęć zwiększania zysku z działalności – choć nie bez znaczenia pozostaje też dążenie do szeroko rozumianego rozwoju – której hołdują co światlejsze jednostki w akcjonariatach i grupach zarządzających.

Nauka częściej odpowiada na takie zapotrzebowania, ale bywa też, że to ona nadaje ton i wyznacza trajektorie rozwojowe. Co ciekawe, tak bywało zwłaszcza przy najgrubszych, strategicznych wyzwaniach. Przykładem może być energia atomowa, którą naukowcy wpierw wyzwolili dla potrzeb wojennych, by następnie stworzyć na takiej bazie całą nową dziedzinę gospodarczą.

Takie przypadki zdarzają się jednak raz na kilkadziesiąt lat. Codzienność to mozolne nawiązywanie kontaktów, dziesiątki, setki i tysiące prób, wiele rozczarowań i księgowanie strat, a pomiędzy tym pomyślne rezultaty i sukcesy w postaci udanych produktów czy nowych rozwiązań technologicznych.

W cokolwiek uprzywilejowanej sytuacji są firmy największe, które stać na stworzenie własnej bazy badawczej i rozwojowej (zapamiętajmy skrót B+R). Spółki średnie i małe, które chcą się liczyć i nie odpaść z niekończącego się wyścigu, skazane są na nieustanne poszukiwanie pomysłów wśród wyspecjalizowanych placówek naukowych i kupowanie rozwiązań.

Przenosząc się na krajowe podwórko, nie wygląda to najlepiej. Z „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” przygotowanego przez PARP wynika, że przez kilka lat z rzędu firmy ograniczały nakłady na działalność innowacyjną. Od 2015 roku to spadek o niemal 8 miliardów złotych, do poziomu 36,5 miliarda złotych. Dzieje się tak mimo wprowadzonych zachęt podatkowych w postaci ulgi B+R czy IP Box (ta druga dotyczy korzyści, jakie wynikać mogą z posiadania praw do rozwiązań innowacyjnych). Z kolei z materiału firmy Ayming „Droga do innowacyjności a COVID-19. Wyzwania dla CEO” dowiadujemy się, że do bolączek trapiących przedsiębiorców rozwijających innowacje zalicza się zbyt rzadkie prowadzenie działań B+R wewnątrz firmy, brak współpracy między sferą nauki i biznesu oraz nieumiejętność zarządzania ryzykiem, które jest wpisane w projekty innowacyjne.

To są, z pozoru, oczywistości. Kłopot w tym, że podobne opinie powtarzane są od bardzo dawna. Zmieniał się jedynie język, np. w czasach centralnie sterowanego socjalizmu mowa była o służebnej roli nauki wobec gospodarki narodowej.

Nie mamy tu zresztą do czynienia z prostą relacją, w której po jednej stronie stoi nauka, a po drugiej biznes. Te zależności są bardziej skomplikowane, da się narysować spory graf, gdzie strzałki różnej grubości łączą rozmaite punkty. Po stronie teorii mamy placówki prowadzące badania podstawowe i stosowane. Dla niektórych badania takie są działalnością statutową, inne prowadzą je na konkretne zlecenia. Kolejna wyodrębniona dziedzina to edukacja; zwłaszcza prywatne uczelnie orientują się na potrzeby kadrowe firm. Daleko już jednak do czasów peerelowskich, gdy próbowano bilansować potrzeby przedsiębiorstw i tak profilować uczelnie, by w odpowiednim czasie wypuściły oczekiwane liczby inżynierów konkretnych specjalności czy księgowych. Ale dążenie do sytuacji, gdy uniwersytety wypuszczają kreatywnych specjalistów, a nie bezrobotnych absolwentów, pozostaje aktualne.

Ciekawe przy tym, że choć młodzi Polacy osiągają duże sukcesy w międzynarodowych konkursach związanych z innowacyjnością, to nie przekładają się one na komercyjne rozwiązania.

Po stronie biznesu zróżnicowanie sprowadza się do stosunku wobec innowacyjności. Z danych ogłoszonych nie tak dawno przez ówczesne Ministerstwo Gospodarki wynika nieciekawy obraz: 60 procent naszych firm nie wie jak lub nigdy nie próbowało nawiązać współpracy z naukowcami, zaś prawie 20 procent firm nie wie, że współpraca biznesu ze środowiskiem naukowym w ogóle jest możliwa. Przeciwny biegun to wąska grupa firm zorientowanych na nowe rozwiązania i intensywnie ich poszukująca.

Po odtworzeniu w Polsce relacji wolnorynkowych wyodrębniła się jeszcze trzecia strefa. To jednostki, dla których wiązanie nauki z biznesem jest treścią działalności. Mieszczą się tu firmy konsultingowe, rozmaite inkubatory, parki technologiczne, klastry, oferty business angels i podobne; kreatywność w tej sferze jest ogromna. Jednostki te mają wąską specjalizację lub przeciwnie, podejmują się każdego zadania. Istnieje tu też warstewka zwykłej hochsztaplerki, ale ogólnie są to firmy bardzo twórcze, potrzebne, rozwojowe i dobrze służą całości.

Kolejny problem to finansowanie prac B+R. Małe i średnie firmy nie mają wystarczających funduszy, by ryzykować wprowadzenie rozwiązania, które nie przyniesie pewnego zysku. Brak akceptacji ryzyka występuje także w dużych spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa. W sektorze MŚP dominuje dzisiaj pogląd, że państwo powinno pomóc. Jest to rzeczywiście potrzebne, ale na poziomie systemowym, jak wspomniane ulgi podatkowe. Państwo funduje też granty, ale dotyczyć to może tylko najważniejszych, strategicznych tematów badań. Sektor małych i średnich musi raczej szukać finansowania rozwoju z pomocą rodzącej się strefy firm pośredniczących.

Fundamentalne znaczenie ma fakt, że wszystkie podstawowe koncepcje rozwoju Unii Europejskiej oparte są właśnie na nauce. To już nie trend ani moda, to dogmat. Obecność Polski w UE oznacza konieczność udziału w tym wyścigu. Innej drogi po prostu nie ma.

Kongres 590 – Nowe wyzwania i możliwości

Podczas szóstej edycji Kongresu 590, który odbył się 5-6 października w warszawskiej hali Expo XXI, można było spotkać managerów największych firm, zarówno prywatnych, jak i z udziałem Skarbu Państwa, a także czołowych polityków

Wydarzenie relacjonowały setki dziennikarzy z polskich i zagranicznych mediów. A było o czym, mówić, ponieważ podczas paneli dyskusyjnych nierzadko wypowiadali się zwolennicy krańcowo różnych poglądów. Panele były transmitowane poprzez internet (w YouTube i na stronie Kongresu), gdzie oglądały je dziesiątki tysięcy osób. W 60 panelach wzięło udział 240 prelegentów.

Warto przypomnieć, że Kongres 590 jest skierowany do wszystkich firm: od startupów, przez mikro-, małe, średnie, po duże przedsiębiorstwa. Jest to wydarzenie gospodarcze skupiające przedstawicieli polskiego biznesu, nauki, polityki i legislacji oraz gości zagranicznych. Stanowi arenę wymiany myśli, poglądów i doświadczeń polskich przedsiębiorców, managerów, polityków, naukowców oraz ekspertów ekonomicznych

Forum Green Future

O randze konferencji świadczy obecność dwóch prezydentów – Polski i Austrii. Prezydent Andrzej Duda po raz kolejny udzielił Kongresowi 590 swojego patronatu. Z kolei prezydent Alexander Van der Bellen wziął udział w Forum Ekonomicznym Polska-Austria Green Future. Prezydenci podkreślili konieczność dalszej bliskiej współpracy, szczególnie w sferze transformacji energetycznej oraz odbudowy gospodarek po pandemii Covid-19.

– Austria pozostaje jednym z najważniejszych partnerów gospodarczych Polski – powiedział prezydent Andrzej Duda. – Zależy mi, aby polsko-austriacka współpraca w zakresie nowych technologii, oprócz wymiaru dwustronnego wykorzystywała potencjał drzemiący w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Prezydent Austrii podkreślał ważność decyzji dotyczących zrównoważonego rozwoju w obrębie UE, ponieważ europejska gospodarka i przemysł potrzebują konkretnych przepisów, aby zachować konkurencyjność.

Forum Green Future podzielone zostało na trzy obszary tematyczne: digitalizacji, zielonych technologii i zdrowia. Dla managerów i polityków z obu krajów była to okazja do znalezienia partnerów biznesowych, zapoznania się z planami inwestycyjnymi oraz potrzebami technologicznymi. W Forum uczestniczyli przedstawiciele rządów, instytutów badawczych, organizacji biznesowych i przedsiębiorcy.

Nowe możliwości

Głównym hasłem tegorocznej edycji Kongresu były „Nowe możliwości”. W oficjalnym otwarciu Forum wzięli udział m.in.: Margarete Schramböck, minister cyfryzacji Austrii, wicepremier Jacek Sasin, minister Przemysław Czarnek, a także marszałek Podkarpacia Władysław Ortyl.

Austriacka minister mówiła o wzajemnej współpracy obu krajów, podkreślała jak ważne są procesy innowacyjne w konkurencji z takimi potęgami, jak Chiny czy USA. Podkreśliła, że jako Europejczycy musimy być konkurencyjni w e-mobilności.

Wicepremier Jacek Sasin przypomniał: rozmawiamy o polskiej gospodarce, która w ostatnim okresie przeszła ciężką próbę. Kryzys dotknął nas mocno, ale nie zachwiał. Jeśli ten kryzys porównamy z innymi krajami to skala recesji w naszym kraju była stosunkowo niska. Odbicie, które odnotowujemy w tej chwili jest bardzo mocne. Prognozowany wzrost gospodarki Polski zbliża się do 5 procent PKB. Nawet w roku pandemii inwestycje państwowych firm są rekordowe.

Kongres podzielono na 4 bloki panelowe: Scenę Liderów, Scenę Idei oraz dwie sceny debat. Uczestnicy konferencji musieli wybierać określone pozycje z bogatej listy paneli dyskusyjnych. Gdy dwa interesujące wydarzenia odbywały się w tym samym czasie, można było zdecydować, które z nich obejrzy się później jako zapis wideo.

Do uczestników konferencji wystosował list prezes PiS Jarosław Kaczyński, podkreślając, że: musi mieć miejsce stały, dynamiczny rozwój naszej gospodarki. Dlatego jest kwestią niezmiernej wagi, byśmy do stojących przed nami wyzwań byli przygotowani koncepcyjnie, by nieustająco toczyła się debata nad tym, jak sprostać rodzącym się, nowym wyzwaniom i w jaki sposób najlepiej wykorzystać otwierające się przed nami szanse rozwojowe.

Pytania o przyszłość

Drugi dzień obrad zainaugurował premier Mateusz Morawiecki, który nazwał Kongres 590 jednym z najważniejszych punktów na mapie gospodarczej kraju, przede wszystkim dlatego, że nie tylko stawia pytania o przyszłość, ale stara się na nie odpowiedzieć.

Prezes Narodowego Banku Polskiego profesor Adam Glapiński mówił o działaniach NBP na rzecz przezwyciężenia pandemicznego kryzysu i obrony polskiej gospodarki.

– NBP dobrze przygotował się do ewentualnego kryzysu i choć nie podejrzewaliśmy, że będzie to pandemia, to lekcję odrobiono znakomicie – stwierdził Adam Glapiński. – Nasze działania pozwoliły ochronić przed bankructwem tysiące polskich przedsiębiorstw. Ochroniliśmy wiele polskich rodzin.

Podczas Kongresu dużo miejsca poświęcono zdrowiu i profilaktyce, co jest szczególnie istotne teraz, kiedy cały świat walczy ze skutkami pandemii Covid-19. Mówiono o tym w czasie serii paneli, w których partnerem była Grupa PZU.

Siedem obszarów tematycznych

Dyskusje podczas szóstej edycji Kongresu 590 koncentrowały się wokół siedmiu obszarów tematycznych. Były to:

Nowe państwo – wyzwania związane z rozwojem administracji cyfrowej, w tym rola narzędzi wsparcia oraz programów rozwoju. Nie zabrakło też rozmowy na tematy dotyczące roli Unii Europejskiej w procesie odbudowy gospodarki oraz inwestycji infrastrukturalnych.

Nowe rynki – globalna gospodarka to nowe rynki zbytu, jak Afryka, Indie, Ameryka Południowa. Dotarcie do nich oznacza zbudowanie nowych form sprzedaży, zmiany łańcuchów dostaw, przejęcia i fuzje; oznacza także daleko idącą współpracę z partnerami zagranicznymi.

Nowe sektory – pandemia przyspieszyła rozwój nowych technologii i zmiany społeczne. To szansa na zwiększenie potencjału gospodarki i konkurencyjności polskich firm.

Demografia – zmieniająca się gospodarka światowa wymaga nowego podejścia do zagadnień związanych z rodziną, edukacją i rynkiem pracy.

Zdrowie – podstawą nowoczesnego państwa i gospodarki jest zdrowe społeczeństwo. To kolejne wyzwanie, jakie ujawniła trwająca pandemia. Dlatego podstawą rozwoju państwa i gospodarki jest coraz większa troska o rozwój kadr oraz nowoczesna medycyna.

Nauka oraz badania i rozwój – niezbędnym elementem rozwoju nowoczesnej gospodarki są badania naukowe i wdrożeniowe. Uczestnicy Kongresu przedyskutowali kwestie związane ze zwiększeniem i optymalizacją nakładów na naukę. Omówili także wyzwania dotyczące absorpcji rozwiązań przez krajowy przemysł, ochrony patentowej oraz promocji własnych rozwiązań na rynkach światowych.

Nowy obraz Polski – ważnym elementem pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej jest tzw. soft power, czyli zwiększanie atrakcyjności kraju poprzez jego kulturę i sztukę. Jednym z obszarów tematycznych 6. edycji Kongresu było zatem wypracowanie najbardziej efektywnych sposobów finansowania i promowania tych dziedzin, które w pozytywny sposób budują wizerunek i pozycję naszego kraju.

Manager podczas paneli

Moderatorem dwóch paneli był redaktor naczelny „Managera” Piotr Cegłowski. Temat pierwszego z nich to: „Wyzwania zrównoważonego rozwoju – w jaki sposób standardy ESG zmieniają perspektywę biznesową spółek giełdowych?” Jest to kwestia, która może zadecydować o przyszłości wielu dużych firm. Europejscy inwestorzy, kredytodawcy i zarządzający aktywami oczekują od spółek informacji w zakresie danych środowiskowych, społecznych oraz związanych z ładem korporacyjnym (ESG). Jak w praktyce wprowadzić ESG do polskiego biznesu i efektywnie raportować? To fundamentalna kwestia, ponieważ spółki, które nie spełnią kryteriów ESG, trafią na bariery importowe. A ich rating dramatycznie się obniży. O tej niezwykle ważnej sprawie dyskutowali: Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes Banku Pekao S.A., Karol Wolff, dyrektor Biura Strategii i Projektów Strategicznych PKN ORLEN, dyrektor Tomasz Wiśniewski z GPW i Anna Lutek, dyrektor Departamentu PR i Komunikacji w ENEA S.A. Paneliści podkreślali, że duże polskie spółki są dobrze przygotowane do wdrożenia zasad ESG, a co ważne, promują standardy ESG w relacjach ze swoimi partnerami biznesowymi.

Dużo kontrowersji wzbudził temat kolejnego panelu: „Adopcja nowych technologii informatycznych w energetyce jako warunek bezpieczeństwa Polski. Przemyśleć energetykę od nowa!” Nie sposób nie zauważyć, że obecnie kumulują się konsekwencje zmian w klimacie, gwałtownego pogorszenia się żywotności ekosystemów, zatrucia miast z permanentnymi alarmami smogowymi. Kwestionuje się nie tylko rozwój, ale samo funkcjonowanie gospodarki, bo może zabraknąć energii. Potrzebne są działania na rzecz wyprzedzających inwestycji, które stworzą odpowiednią infrastrukturę w horyzoncie 5-10 lat. Jutro narodowej gospodarki jest zależne od dzisiejszych strategicznych decyzji. W panelu wzięli udział: Artur Hanc, prezes Elmodis, Andrzej Laskowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha, Zbigniew Stępniewski, CEO w Centralnej Grupie Energetycznej S.A. i Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Crowdfunding to kobieca rzecz

Jeśli chcesz, by coś zostało powiedziane – powierz to mężczyźnie; jeśli chcesz, by zostało zrobione – zostaw to kobiecie. Te słowa, przypisywane Margaret Thatcher, można odnieść do sytuacji w branży finansowania społecznościowego. Mężczyźni odwołują się do crowdfundingu częściej, a kobiety skuteczniej

Autor: Marcin Giełzak – wiceprezes Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu, Innovation Manager w Beesfund S.A, autor licznych publikacji z obszaru finansowania społecznościowego, m.in. nagradzanego podręcznika „Crowdfunding. Zrealizuj swój pomysł ze wsparciem cyfrowego tłumu”.

Zacznijmy od uporządkowania definicji. Istotą crowdfundingu jest pozyskiwanie funduszy od szerokich społeczności za pomocą przeznaczonych do tego platform internetowych. Celem takiej zbiórki jest realizacja konkretnego projektu: biznesowego, artystycznego czy dobroczynnego. Wspierający, w zamian za swoje wpłaty, otrzymują zwyczajowo z góry omówione świadczenie zwrotne. Może to być produkt będący przedmiotem przedsprzedaży, akcje czy udziały w spółce, albo symboliczna „cegiełka” o wartości sentymentalnej. Mówiąc obrazowo, o finansowaniu społecznościowym mówimy, gdy zamiast iść do jednej osoby czy instytucji po milion złotych, idziemy do miliona ludzi po złotówkę albo do tysiąca osób po tysiąc złotych.

Przychodząc do sedna sprawy, czyli od „płać” do „płeć”, przyjrzyjmy się temu, jak wygląda gender balance w crowdfundingu. Jak wynika z głośnego raportu PwC, w każdej branży (od kosmetyków po IT) i w każdym kraju (od Unii Europejskiej po Afrykę) odsetek zbiórek zakończonych powodzeniem jest wyższy, gdy zarządzają nimi raczej przedsiębiorczynie niż przedsiębiorcy. Nie mówimy tu też o drobnych różnicach. Po przeanalizowaniu 450 tysięcy kampanii z całego świata okazało się, że kobiety są efektywniejsze aż o 32 proc.

Ten stan rzeczy silnie kontrastuje z sytuacją w obszarze „tradycyjnych” finansów. W skali świata jedynie 2 proc. inwestycji venture capital wspomaga biznesy prowadzone przez kobiety. Czy ma to związek z tym, że wśród partnerów zarządzających w funduszach aż 95 proc. osób to mężczyźni? A może problemem nie jest osławiony boys club, ale kwestie kulturowe i mentalność? Podobno mężczyźni wolą pracować z rzeczami, kobiety z ludźmi, a jednak wiadomo, że łatwiej jest wyskalować biznes oparty na algorytmach niż na bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Pytania te pozostawiam w zawieszeniu, odniesienie się do nich wymagałoby szerszej analizy, poprzestanę tylko na stwierdzeniu, że w crowdfundingu problemy jakie się z nimi wiążą po prostu nie istnieją.

Wiem jednak, że teorie są szare, a rzeczywistość zielona, spróbujmy więc zobrazować to, co opisane powyżej kilkoma konkretnymi przykładami. Współtworząc wiodącą platformę zajmującą się crowdfundingiem udziałowym mam na co dzień kontakt z przedsiębiorczyniami, które potrzebują środków na rozwój swoich firm. Niektóre z nich zdecydowały się na tę formę pozyskania kapitału właśnie dlatego, że zainspirowały je przykłady kobiet, które odniosły sukces w obszarze finansowania społecznościowego. Była to np. Anna Streżyńska, dawniej minister cyfryzacji, dziś kierująca MC2 Innovations, firmą IT tworzącą nagradzane rozwiązania bazujące m.in. na technologii blockchain. W toku dwóch emisji pozyskała ona blisko 3 miliony złotych od 793 inwestorów. Swoją kampanię, również z powodzeniem, zakończyła niedawno spółka z zupełnie innej branży, bo kosmetyków z segmentu Premium – Lajuu. Za tą marką również stały dwie kobiety: Weronika Rosati oraz Aneta Stacherek. Niebawem będzie można zainwestować w biznes kładący szczególny nacisk na społeczną odpowiedzialność, również kierowany kobiecą ręką. Beemunity Unlimited, na czele którego stoi prof. Aneta Ptaszyńska, pracuje nad komercjalizacją patentów, które mają uodpornić pszczoły na pestycydy, a tym samym ocalić całe ekosystemy dziś zagrożone przez działalność człowieka.

Podobno przyszłość już tu jest; sęk w tym, że jest nierównomiernie rozłożona. Jeśli to prawda, to należy zakładać, że trendy, które już zarysowały się na wyznaczających kierunki rozwoju dla całej branży amerykańskich platformach crowdfundingowych, niedługo umocnią się także w Polsce. I tak Republic.co w sposób szczególny wyróżnia emisja prowadzona przez kobiety, stosują tag „Female Founders”. W ramach oddolnej samoorganizacji 4 grupy inwestorów, a raczej inwestorek, stanowią network wsparcia dla kobiet, które poszukują finansowania na tej platformie. Ta społeczność w ramach społeczności dociera do 50 tys. zarejestrowanych użytkowników i odpowiada za 108 emisji i blisko 1300 publikacji w mediach. Niektórzy dostawcy usług crowdfundingowych idą nawet dalej i tworzą platformy przeznaczone wyłącznie dla kobiet pragnących pozyskać kapitał rozwojowy. Tak powstał m.in. iFundWomen, nazywany żeńskim Kickstarterem. Aktywność płci pięknej na tym odcinku dostrzegły również samorządy. Miasto Nowy Jork patronowało powstaniu platformy odwołującej się do pożyczkowego modelu crowdfundingu. Idea jest prosta: każdy wpłacający proszony jest o przeznaczenie minimum 25 dolarów na wsparcie wybranego kobiecego biznesu. Gdy należność zostanie spłacona, te same środki wracają na rynek, aby wesprzeć kolejną firmę. W ten sposób jednorazowa, drobna inwestycja przemnożona przez potencjalnie tysiące czy setki tysięcy wspierających tworzy fundusz wspierania kobiecej przedsiębiorczości. A wystarczy rzut oka na popularne polskie i zagraniczne platformy finansowania społecznościowego, aby wiedzieć, że jest co i kogo wspierać.

Mając to wszystko na uwadze, myślę, że uprawnionym będzie lekko sparafrazować cytat otwierający ten tekst. Powinien on chyba brzmieć: „Jeśli chcesz, by coś zostało powiedziane – powierz to mężczyźnie; jeśli chcesz, by zostało sfinansowane – zostaw to kobiecie”.

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o złocie NBP…

…ale baliście się zapytać. Zadaliśmy profesorowi Adamowi Glapińskiemu, prezesowi NBP, pytania na temat polskiego złota. Ile złota ma NBP, gdzie jest ono przechowywane i w jakiej postaci? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie poniżej.

Odkąd ogłosiliśmy, że w latach 2018-2019 Narodowy Bank Polski dokonał zakupu łącznie 125,7 tony złota, a następnie zdecydował o przeniesieniu blisko połowy zasobów (100 ton) z Banku Anglii do skarbców NBP, nie gaśnie zainteresowanie tymi działaniami oraz ich motywami. Do NBP, a czasem do mnie osobiście jako prezesa banku centralnego, trafiają liczne zapytania – od dziennikarzy, parlamentarzystów, Polaków – o przesłanki decyzji, ich uwarunkowanie i konsekwencje. Każde takie pytanie traktujemy oczywiście z powagą i udzielamy stosownych wyjaśnień, ale z czasem zauważyliśmy, że wiele pytań dotyczy zbliżonych zagadnień. Warto więc rzucić nieco światła na owiane aurą tajemniczości zasoby złota NBP i uchylić szerszemu gronu pancerne drzwi naszych skarbców. Zapraszam!

Ile właściwie złota ma NBP i jak to się ma do innych banków centralnych?

Według stanu na koniec sierpnia 2021 r. zasób złota NBP wyniósł 7,402 mln uncji, tj. 230,2 tony. Wielkość zasobu złota utrzymywanego przez NBP jest zasadniczo kształtowana przez strategiczne zakupy kruszcu do rezerw, ostatnio dokonane w latach 2018-2019. Należy jednak mieć na uwadze, że w układzie miesięcznym dane dotyczące rezerw złota NBP (publikowane regularnie na naszej stronie internetowej www.nbp.pl) mogą się nieznacznie zmieniać. Przykładowo, na koniec lipca zasób złota wyniósł 7,392 mln uncji, a w czerwcu 7,452 mln uncji. Tego rodzaju zmiany (wzrosty/spadki zasobu złota), z reguły rzędu kilkuset czy kilkudziesięciu tysięcy uncji (czyli nie więcej niż kilku ton), są związane z realizacją procesu inwestycyjnego i nie odzwierciedlają strategicznych decyzji dotyczących zarządzania rezerwami złota NBP.

Banki centralne na świecie mają łącznie ok. 30 tys. ton złota. Największym posiadaczem złota są – z powodów historycznych – Stany Zjednoczone (8,1 tys. ton), następnie Niemcy (3,4 tys. ton) oraz kolejno Włochy, Francja, Rosja i Chiny – wszystkie po ok. 2 tys. ton. Zasoby złota w posiadaniu NBP są niemal dwukrotnie większe niż w Szwecji (126 ton), zbliżone do Belgii (227 ton) i nieco mniejsze niż Austrii i Hiszpanii (280 ton). Z posiadanym zasobem złota NBP zajmuje 23. miejsce pośród banków centralnych na świecie i 11. wśród europejskich banków centralnych. Oprócz wartości absolutnych, znaczenie ma też to, jaką część wszystkich aktywów banku centralnego stanowi złoto. W takim ujęciu NBP – z udziałem 6,5 proc. – sytuuje się na poziomie zbliżonym, a nawet nieco wyższym niż banki centralne w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych.

Gdzie przechowywane jest polskie złoto? Dlaczego część zasobu przechowujemy za granicą?

Blisko połowa zasobu złota – 104,9 tony – jest przechowywana w skarbcach NBP, natomiast pozostałe 125,4 tony jest utrzymywane na rachunkach za granicą, przede wszystkim na tzw. rachunku allocated w Banku Anglii, w Londynie. Warto podkreślić, że Bank Anglii nie tylko oferuje usługi przechowywania sztab złota, ale także organizuje rynek jego obrotu. Oprócz NBP rachunki prowadzi tam też większość podmiotów aktywnych na rynku złota, dzięki czemu nasze zasoby mogą być aktywnie inwestowane, np. w ramach tzw. transakcji lokacyjnych. Dla celów inwestycyjnych są wykorzystywane również rachunki złota utrzymywane przez NBP u innych korespondentów, lecz salda utrzymywane na tych rachunkach stanowią bardzo niewielki procent rezerw złota. Takie zróżnicowanie miejsc przechowywania złota nie tylko dobrze wpisuje się w praktykę banków centralnych, ale także pozwala elastycznie zarządzać jego zasobami i zarazem ogranicza koszty utrzymywania kruszcu.

Jaką postać ma złoto zdeponowane w skarbcach banku centralnego?

W skarbcach NBP znajduje się 104,9 tony złota, co odpowiada 3,371 mln uncji. Choć o złocie mówimy niekiedy zamiennie kruszec, co przywodzi na myśl rudy tego szlachetnego metalu, w rzeczywistości są to sztaby: w skarbcach NBP w Polsce jest ich obecnie 8392. Wszystkie nasze sztaby – nie tylko te w skarbcach NBP, ale także te utrzymywane w Banku Anglii – spełniają najwyższe standardy czystości określane mianem „London Good Delivery”, każda sztaba ma zbliżoną masę około 400 uncji trojańskich (12,5 kg) oraz próbę złota co najmniej 995 (musi zawierać co najmniej 99,5 proc. czystego złota), wytłoczoną w widocznym miejscu, wraz z oznakowaniem rafinera i rokiem produkcji.

Czy złoto w skarbcach NBP to część przedwojennego zasobu Banku Polskiego?

Nie. Najstarsze sztaby wchodzące w skład dzisiejszego zasobu w skarbcu NBP trafiły do banku centralnego stosunkowo późno, bo dopiero w latach 80. i na początku 90. XX wieku – w sumie były to 392 sztuki o łącznej masie ok. 4,9 tony. Przez kolejne 25 lat stan ten się nie zmieniał i dopiero po przeniesieniu 100 ton złota ze skarbców Banku Anglii do Polski w 2019 r. w skarbcach NBP pojawiło się kolejne 8000 sztab. Chociaż nie ma bezpośredniego – fizycznego – związku pomiędzy sztabami, które były w rezerwach przed wybuchem II wojny światowej, a tymi, które dziś spoczywają w naszych skarbcach, tło historyczne (o którym niżej) sprawia, że relokacja 100 ton złota do Polski ma niejako charakter symboliczny. Można powiedzieć, że zostało wypełnione honorowe zobowiązanie wobec pracowników Banku Polskiego SA, którzy z narażeniem życia i zdrowia uchronili przed ponad osiemdziesięciu laty ówczesne zasoby złota przed ich przejęciem przez wojska niemieckie. Oto link do broszury NBP zawierającej fakty i ciekawostki w tej tematyce: bankoteka-specjalne-3.pdf (cpnbp.pl).

Czy przedwojenne zasoby polskiego złota zostały zrabowane przez okupantów?

Nie, dawne złoto Banku Polskiego SA – w tym przede wszystkim to w postaci 3067 sztab – zostało bohatersko wywiezione z Polski w pierwszych dniach września 1939 r. Pierwszym przystankiem była – neutralna wówczas – Rumunia, gdzie od głównego transportu odłączono 4 tony kruszcu, z których część wykorzystano na pokrycie bieżących potrzeb, a pozostałe ok. 3 tony pozostawiono w Narodowym Banku Rumunii. W październiku 1939 r., po długiej podróży morskiej z przystankami w Syrii i Libanie, skrzynie ze złotem zostały zdeponowane w oddziale Banku Francji w Nevers, gdzie pozostawały pod nadzorem pracowników Banku Polskiego SA. Tuż przed kapitulacją Francji, w ostatniej chwili, polskie złoto wywiezione zostało do Afryki, do Dakaru, skąd przetransportowano je do fortu Kayes, położonego w głębi Sahary Francuskiej. Kontrolę nad zdeponowanym tam złotem Polacy odzyskali dopiero w styczniu 1944 roku po usilnych zabiegach dyplomatycznych i prawnych. Ostateczne przejęcie złota nastąpiło na przełomie lutego i marca. Zapadła też wtedy decyzja, żeby zasób złota zdeponować w Banku Anglii w Londynie (26 ton), Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku (26,7 tony) oraz w Banku Kanady w Ottawie (6,6 tony). Złoto przetransportowano drogą morską, a cała operacja zakończyła się jesienią 1944 r.

Trzeba przy tym podkreślić, że wywiezione złoto pozwoliło rządowi na uchodźstwie pokrywać koszty walki o odzyskanie niepodległości Polski: podczas wojny Bank Polski SA

przekazał rządowi złoto m.in. na uruchomienie kredytów dla Skarbu Państwa. W grudniu 1943 r. suma wykorzystanych przez Skarb Państwa kredytów wyniosła ok. 38,5 mln zł. W okres powojenny Polska wchodziła z zasobami złota na poziomie 67,3 tony, ale w ciągu kilku następnych lat cały ten zasób został wykorzystany na pokrycie deficytów płatniczych zrujnowanej okupacją gospodarki.

Po co właściwie bankowi centralnemu złoto?

Jest kilka powodów, dla których złoto pełni szczególną rolę w strategii zarządzania rezerwami dewizowymi NBP. Przede wszystkim nie stanowi ono niczyjego zobowiązania, a zatem jest wolne od ryzyka kredytowego – zmory wszystkich zarządzających aktywami. Ponadto złoto jest wolne od bezpośrednich powiązań z polityką gospodarczą jakiegokolwiek kraju, odporne na zawirowania na światowych rynkach finansowych, a jego cechy fizyczne zapewniają trwałość i praktycznie niezniszczalność. Te wszystkie właściwości czynią ze złota tzw. safe haven asset, którego wartość zazwyczaj rośnie w warunkach podwyższonego ryzyka kryzysów finansowych czy też politycznych. W efekcie złoto odznacza się relatywnie niską korelacją z głównymi klasami aktywów – szczególnie dolarem amerykańskim, dominującym w portfelu rezerw NBP – co korzystnie oddziałuje na dywersyfikację ryzyka finansowego.

Oczywiście złoto nie stanowi stabilnego źródła dochodu w tradycyjnym sensie. Uncja złota nie wypłaca kuponów odsetkowych ani dywidendy, ale, po pierwsze, trudno z tego czynić zarzut w czasach, gdy znaczna część obligacji skarbowych na świecie ma ujemną rentowność, a po drugie, pewne możliwości inwestycyjne na rynku złota mimo wszystko są dostępne i, między innymi żeby móc z nich korzystać, część naszych zasobów utrzymujemy poza granicami kraju.

Czy w ewakuacji polskiego złota we wrześniu 1939 r. uczestniczyli tylko urzędnicy i pracownicy Banku?

Urzędnikom odpowiedzialnym za ewakuację polskiego złota, co prawda niewielu, towarzyszyły rodziny. Wyjątkowy był udział lekkoatletki, mistrzyni olimpijskiej w rzucie dyskiem, Haliny Konopackiej. Konopacka była najsłynniejszą polską sportsmenką w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Zaczynała od narciarstwa, ale sukcesy odnosiła w różnych dyscyplinach: w skokach, biegach, tenisie, pchnięciu kulą i w rzucie oszczepem. Podczas gdy jej mąż, płk Ignacy Matuszewski, były minister skarbu, rozpoczął w Łucku nadzorowanie transportu złota, ona prowadziła do granicy z Rumunią jeden z 40 autobusów transportujących kruszec. Następnie małżeństwo płynęło na tankowcu Eocene wraz z transportem złota z Konstancy, przez Turcję, do Francji.

Czy NBP planuje dalsze zakupy złota? Od czego będą uzależnione?

Złoto jest „najbardziej rezerwowym” z naszych aktywów rezerwowych: dywersyfikuje ryzyko geopolityczne i stanowi swoistą kotwicę zaufania, szczególnie w czasach napięć i kryzysów. Dlatego, kontynuując dotychczasową politykę, będziemy dążyć do powiększania naszych zasobów złota, ale skala i tempo zakupów będą zależały m.in. od dynamiki zmian oficjalnych aktywów rezerwowych oraz bieżących warunków rynkowych. Informacją o zwiększeniu zasobów złota przez NBP na pewno się z państwem podzielimy.

Chłopaki nie płaczą – czym grozi nieleczona depresja u mężczyzn

Mężczyźni mają tendencję do tłumienia w sobie emocji, co może skutkować latami nieleczoną depresją. Ta z kolei z reguły wpływa również na funkcjonowanie całego organizmu, a finalnie może prowadzić nawet do samobójstwa. Rozwojowi depresji zdecydowanie sprzyjał czas pandemii COVID 19 i związana z tym przymusowa izolacja.

Utwór autorstwa zespołu T. Love opublikowany prawie ćwierć wieku temu jest również wstępem do zaskakującego świata męskich emocji. To, że „chłopaki nie płaczą”, nie znaczy, że nie doświadczają emocji. Przeciwnie, doświadczają ich paradoksalnie jeszcze intensywniej, natomiast niestety nie artykułują ich w sposób, który pozwoliłby na wyrażenie szerokiego spektrum, wielu odcieni i przeżywanych doświadczeń. Różnorodność emocji, których sobie nie uświadamiamy, a tym samym nie wyrażamy, najczęściej zastępujemy jedną z podstawowych, a u mężczyzn w grę wchodzą złość lub znudzenie – wachlarz nieszczególnie bogaty.

Tymczasem codzienne życie stawia przed płcią brzydszą liczne wyzwania, którym nie jest łatwo sprostać. Dzisiejsza kultura oczekuje, że poza symbolicznym upolowaniem zwierzyny, czyli sukcesem zawodowym zrealizujemy się w roli opiekuna partnerki lub partnera, będziemy towarzyszyć przy porodzie dziecka a następnie będziemy wzorem dla naszego potomstwa. Równocześnie będziemy prawowitym obywatelem, czułym kochankiem naszej idealnej połówki, kumplem do piwa dla znajomych, ale jednocześnie nie wpadniemy w nałóg… W trakcie weekendowych wypadów będziemy niezniszczalnym twardzielem na wyprawie survivalowej albo znajdziemy najlepszą ofertę w luksusowym kurorcie i bez problemu opłacimy pobyt. Będziemy także potrafili w razie potrzeby stanowczo, lecz nie agresywnie bronić swoich przekonań, a kiedy trzeba wykażemy się umiejętnością empatycznego słuchania.

Naturalnie przerysowuję te wizje, poszerzając stereotypy dzisiejszego wyobrażenia roli mężczyzny, co jednak wcale nie odbiega tak daleko od prawdy. Nie chodzi o to, żeby użalać się nad losem samców, ale żeby zrozumieć, że ewolucja kulturowa roli mężczyzny drastycznie nabrała tempa i rzeczywistość społeczna, w której żyjemy, oczekuje od nas zachowań diametralnie innych, znacznie bogatszych niż jeszcze 50 czy 100 lat temu. Emocjonalne schematy adaptacyjne, z których korzystamy, przystają nadal do epoki kamienia łupanego. Ewolucyjnie korzystamy przede wszystkim z narzędzi, które były najefektywniejsze jakieś 30 tysięcy lat temu. Wszystko, co pozwala nam funkcjonować we współczesnym społeczeństwie, jest związane z tzw. racjonalnym myśleniem, za które głównie odpowiada kora przedczołowa i o których tak porywająco pisał Daniel Kahneman1, natomiast instynktownie w sytuacji kryzysu lub konfliktu większość z nas najchętniej przyłożyłaby przeciwnikowi w twarz… Instynktownie korzystamy ze schematów wpisanych w dość ubogi zasób reakcji z repertuaru pod nazwą „uciekaj albo walcz”.

To wprowadzenie częściowo tłumaczy, dlaczego depresja występuje coraz częściej, a w populacji mężczyzn stanowi szczególne wyzwanie. Wszelkie informacje profesjonalne dotyczące epidemiologii zawierają informacje, że depresja występuje 2 do 4 razy częściej u kobiet, natomiast doświadczenie kliniczne sugeruje, że panowie znacznie później zgłaszają się po pomoc, lub w ogóle „nie płaczą”. Dowodem, że problem depresji wymaga zaopiekowania i jest czasami śmiertelny, są coroczne statystyki liczby samobójstw na świecie i w Polsce.

Regularnie co 12 miesięcy w naszym kraju ponad 5 tysięcy osób odbiera sobie życie, a kilka lat temu wskaźnik ten był jeszcze wyższy. Znamienne jest natomiast, że w statystce dominują mężczyźni, ponad 85% ofiar to właśnie oni. Objawy depresyjne w populacji mężczyzn często są nietypowe: przeważa irytacja, drażliwość, impulsywność, a nawet wzmożona, kompulsywna aktywność seksualna. Wobec takich zachowań raczej trudno znaleźć współczucie i traktować je jako wymagające wsparcia i opieki. Znacznie częściej mężczyzna generuje wrogość i odrzucenie, gdy prezentuje agresję słowną na zmianę z biernością i impulsywnością.

Równocześnie wielu Panów w tym okresie raczej ogranicza kontakty społeczne o walorach wspierających, natomiast istnieje ryzyko, że pojawia się tak zwane „złe” towarzystwo. Tłumacząc to na język codziennego życia, możliwe, że częściej wystąpią epizody spożywania alkoholu poza domem, eksperymenty z innymi substancjami psychoaktywnymi, raczej w celu redukcji nieprzyjemnych uczuć. Często konsekwencje są niestety jeszcze bardziej negatywne, tj. narastanie drażliwości, agresji, labilność emocjonalna, pogłębianie problemów w relacjach, narastanie ryzyka uzależnień, możliwe konflikty z prawem czy współpracownikami. Okres aktywności zagrażających może trwać miesiącami, nawet latami. Obecny okres pandemii COVID przyczynił się do intensyfikacji zachowań destrukcyjnych w grupie pacjentów, racjonalizowania, usprawiedliwiania większego spożycia alkoholu czy konfliktów domowych przez konieczność lockdownu.

Gdy już nasz potencjalny pacjent zda sobie sprawę, że to, co się z nim dzieje, jest jednak problemem godnym uwagi, ponieważ wpływa destrukcyjnie na jego psyche i physis a także na relacje z bliskimi, to zaczyna się kolejny etap do pokonania. Ze względu na ogromne pole stereotypów kulturowych, wielu potencjalnych pacjentów odwleka sięgnięcie po pomoc, ponieważ stara się radzić sobie samemu, gdyż panuje niesłuszne przekonanie, że leki psychiczne „tylko szkodzą”.

Po co psycholog, skoro mogę porozmawiać z kolegami? Argumentów w tej sferze jest niezliczona ilość, każdy zasługuje na szerokie omówienie. Odpowiem nie wprost, ale tłumacząc naturę zaburzeń depresyjnych. Bez względu na to, jaka jest przyczyna wystąpienia depresji, czy jako reakcja na stratę, czy to w przebiegu przewlekłej choroby, czy też w kontekście kryzysu zawodowego, nasz mózg przechodzi w stan przewlekłej reakcji na stres.

Maleje neuroplastyczność, zdolność do uczenia się nowych zachowań, utrwalają się niekorzystne schematy zachowań. Potocznie mówiąc – pogrążamy się w depresji. Specjalistyczna wiedza nadal nie jest kompletna, wskazuje jednak na to, że im dłużej trwają objawy, tym bardziej zmienia się funkcjonowanie naszego mózgu, a z czasem nawet jego struktura. Wiemy również o udziale układu odpornościowego i hormonalnego, co przekłada się na naszą ogólną kondycję. Tak jak złamanie ręki to choroba kości, tak depresja to choroba mózgu, której nieleczenie skutkuje poważnymi konsekwencjami.

W grupie mężczyzn trudności piętrzą się już na etapie rozpoznania, ponieważ objawy są nietypowe i trudne do sklasyfikowania jako depresja. Kolejny krok dotyczy powszechnych przekonań, które poetycko streszcza utwór T. LOVE, że „Chłopaki nie płaczą”. Mimo tych trudności pamiętajmy, że depresja jest poważną chorobą, wpływa bardzo destrukcyjnie na całokształt funkcjonowania pacjenta, przyczynia się do współwystępowania fizycznych i psychicznych chorób, a stanowczo zbyt często prowadzi także do przedwczesnej i tragicznej śmierci.

Zgłoszenie się po pomoc nie jest wyrazem słabości, a wręcz przeciwnie, jest wyrazem mądrości i rozwagi. Ilekroć spotykamy się z problemem, który wymaga zaangażowania większych zasobów, raczej jest godne podziwu, gdy potrafimy zaprosić do współpracy przyjaciół czy osoby o szczególnych talentach. Dlaczego nie kierować się tą samą logiką przy poszukiwaniu pomocy w kwestii własnego zdrowia psychicznego? Argument, że nasze emocje dotyczą naszego świata wewnętrznego, jest niewystarczający, ponieważ oczywiście jest to prawda, jednak nie cała.

Drugą jej częścią jest opowieść o tym, jak zmieniać nasze emocje, przeżywanie czy postrzeganie świata, a do tego potrzeba jest już ingerencji z zewnątrz, przy całej świadomości, że wielokrotnie to, co przeżywamy, zostało poznane i opisane w sposób profesjonalny jako depresja. Przy całej złożoności tego zaburzenia nie jesteśmy wobec niego bezsilni, a gdy pacjent, szczególnie mężczyzna pozostaje sam, jego cierpienie rośnie niewyobrażalnie, mimo że często nie daje tego po sobie poznać.

Dlatego gdy mężczyzna zaczyna u siebie obserwować objawy mogące wskazywać na zaburzenia depresyjne, nie powinien zwlekać z fachową konsultacją. Wizyta u specjalisty w żaden sposób nie przynosi ujmy. Wręcz przeciwnie – dbałość o własne zdrowie, w tym psychiczne, winna być najwyższym priorytetem, gdyż nie mamy nic cenniejszego. Tak jak skorzystanie z pomocy lekarskiej w przypadku np. grypy jest dla nas czymś oczywistym, to tym bardziej w przypadku zaburzeń psychicznych wizyta u lekarza jest czymś pożądanym. Nie warto zwlekać.

W magazynie – Pięć twarzy Namibii

Co prawda w porównaniu z Greyem o pięćdziesięciu twarzach ledwie pięć brzmi skromnie, ale wolę nawet jedną namibijską niż dziesiątki pana Greya…

tekst i zdjęcia: Adam Maciejewski

Twarze Namibii są wyraziste, czasem dzikie, czasem subtelne, ale zawsze urzekające i piękne. Zdecydowanie najdziksza i najpiękniejsza z nich to twarz pustyni. Choć ma już 50 milionów lat (jest uznawana za najstarszą pustynię świata), to wiek jej nie szkodzi. Jeśli się postaramy, to możemy ją przejechać dobrą terenówką w kilka dni. Tylko nie zapomnijmy paliwa, wody i telefonu, bo może być krucho. No i kumpla w drugim samochodzie, bo wzajemne wyciąganie się z odmętów piachu to part of the game. Taka jazda to też dreszczyk, a nawet porządny dreszcz emocji, bo te „górki” piachu potrafią mieć ponad 300 metrów wysokości. Warto dodać, że taki off-road jest naprawdę zdecydowanie off… Pustynię przemierzamy tak, jak ją stworzyła Matka Natura, czyli bezdrożami.

Druga twarz, która mnie urzekła, to twarz kobieca – piękne rysy i niepokojące spojrzenia kobiet z plemienia Himba to wrażenie, którego nie da się zapomnieć. Co prawda wydaje się, że te najpiękniejsze mieszkają w wyjątkowo trudno dostępnych regionach Kaokolandu, ale warto podjąć trud, by spojrzeć w oczy tych afrykańskich piękności.

Diamenty to twarz trzecia. Kobiety kochają diamenty, choć kobiety Himba wolą biżuterię z miedzianego drutu i wcale nie odbiera im to uroku, a myślę, że nawet dodaje. W Namibii rocznie wydobywa się ok. 2 mln karatów tego kamienia. Na pustyni Namib wciąż można znaleźć pozostałości dawnych osad górniczych i dawnych kopalni diamentów. Osobiście namawiam do poszukania tych, do których najtrudniej się dostać, czyli głęboko na pustyni, a nie przy asfaltowej drodze.

Twarz czwarta: szkielety. Skeleton Coast, zwane niegdyś bramą piekieł, to wybrzeże usiane licznymi szkieletami dziesiątków rozbitych statków trawionych przez rdzę i tysięcy mieszkańców oceanu i pustyni, zwłaszcza wielorybów i fok. Jednym z najbardziej spektakularnych wraków jest ponadstuletni wrak statku Eduard Bohlen, oddalony od brzegu o jakieś 400 metrów. Przemierzając pustynię warto przy nim zorganizować sobie nocleg, ale należy pamiętać, że we wraku lubią mościć sobie legowiska miejscowe hieny. Spotkamy też liczne szakale, ale te nie są specjalnie groźne. Pechowiec, a może szczęściarz, może spotkać też pustynne lwy…

Waterberg to twarz piąta. Ogromny, majestatyczny płaskowyż z piaskowca prezentuje nam jedne z najpiękniejszych formacji skalnych jakie widziałem. Na szczyt prowadzą nieliczne ścieżki, a wokół nich grasują stada dość agresywnych pawianów. Na samym płaskowyżu możemy spotkać groźne leopardy (pantery), bawoły afrykańskie, a nawet żyrafy i nosorożce. Waterberg to też historia. Niestety, dość ponura. W 1904 roku ok. 2 tys. niemieckich żołnierzy dowodzonych przez generała Lothara von Trotha krwawo rozprawiło się tutaj z wojownikami Herero i ich rodzinami, dla których płaskowyż stanowił święte miejsce. To, co się wydarzyło, dziś przedstawiane jest jako bitwa, ale było to zwyczajne ludobójstwo, kluczowy moment w gaszeniu powstania ludów Herero i Nama przeciwko niemieckim najeźdźcom.

W zanadrzu mam jeszcze kilka nieodkrytych twarzy tego fascynującego zakątka świata, ale może o tym innym razem…

 

 

Ważne Informacje

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...