.
Strona główna Blog Strona 126

Idee zmieniają świat

    Już po raz szósty prestiżowy portal, ukazującego się od 1995 roku, magazynu Fast
    Company przyznał World Changing Ideas Awards. Nagradza nimi firmy i organizacje, które
    wprowadzają innowacyjne rozwiązania w dziedzinie zrównoważonego rozwoju.

    O randze przedsięwzięcia najlepiej świadczy liczba 3000 zgłoszeń z całego świata – w dziedzinie transportu, edukacji, żywienia, technologii, zdrowia i sprawiedliwości społecznej. Poniżej przytaczamy kilka przykładów wyróżnionych rozwiązań.

    W kategorii żywienia nagrodzono system, śledzący świeżość artykułów spożywczych. Dlaczego? W samych tylko Stanach Zjednoczonych w ciągu roku trafia na śmietniki 30-40 proc. żywności. Grupa studentów z Berkeley zaprojektowała system przypominający o terminach przydatności do spożycia zawartości lodówki. Na drzwiczkach chłodziarki umieszcza się niewielkie magnetyczne panele, które zmieniając kolor informują, co należy zjeść w pierwszej kolejności. Systemem steruje mobilna aplikacja, która zbiera niezbędne dane z paragonów sklepowych.

    Dla wegan, choć nie tylko, szczególnie ciekawa jest technologia zastosowana przez Perfect Day z Berkeley do produkcji fermentacji białka mlecznego, nie różniącego się w smaku z pochodzącym od krowy. Oznacza to, że wegańskie sery mogą być takie same jak naturalne. Firma promuje linię własnych produktów – od lodów po ser śmietankowy i białko w proszku. Co ciekawe, jej wolne białko serwatkowe w porównaniu z wytwarzanym w tradycyjnej mleczarni pozwala zaoszczędzić podczas produkcji 60 proc. energii i 99 proc. wody. Z kolei Impossible Pork udowodnił, że wieprzowinę można zastąpić doskonałym zamiennikiem pochodzenia roślinnego.

    W dziedzinie energetyki przełomowe znaczenie może mieć wynalazek kolumbijskiego startupu Edina, który zatrudnił przedstawicieli rdzennych mieszkańców północnej Kolumbii, aby wspólnie zaprojektować WaterLight. W tym nowatorskim urządzeniu morska woda w procesie jonizacji wytwarza energię elektryczną. Z zaledwie pół litra słonej wody można wyprodukować energię potrzebną, by… przez 45 dni ładować baterie telefonu, radioodbiornika czy też niewielkiej lampy. Z rozwiązania tego ma szansę skorzystać ponad 750 mln ludzi mieszkających na terenach z dostępem do morza.

    Belgijski deweloper Ion szukając zrównoważonych alternatyw grzewczych dla nowej dzielnicy mieszkalnej wVeurne, podjął współpracę PepsiCo. Koncern zaproponował, by wykorzystać do ogrzewania osiedla – zamiast gazu ziemnego – parę z fabryki chipsów Lay-’s. Para powstała przy gotowaniu 20 ton ziemniaków na godzinę podgrzewa wodę, co ogranicza emisję dwutlenku węgla. Projekt dotyczy 500 mieszkań i obliczony jest na 10 lat.

    Ciekawy pomysł w dziedzinie fotowoltaiki promuje GAF Energy spółka należąca do największej na świecie firmy dekarskiej. Są to małe panele, które można przybić do dachu jak zwykły gont. Biorąc pod uwagę fakt, że rynek dekarski jest 20 razy większy niż solarny, zaangażowanie tak duże firmy może przyspieszyć popularyzację energooszczędnej technologii.

    Potencjalni nabywcy domów mogą zweryfikować swoje plany pod kątem zagrożeń klimatycznych korzystając z Redfin’s ClimateCheck. Narzędzie dostępne jako open source podpowiada architektom, jak zaprojektować domy odporne na zmiany klimatu, uwzględniając lokalne warunki pogodowe. Pomaga uwzględnić w projekcie nowatorskie rozwiązania, jak np. ściany termowizyjne zaprojektowane do wychwytywania ciepła ze światła słonecznego. Podobną filozofią kierowali się twórcy BlocPower, które wykorzystuje specjalistyczne oprogramowanie do modelowania budynków, pod kątem zużycia energii.

    Celne diagnozy Think Tanku Fundacji Wizja Rozwoju

      Think Tank, który powstał przy Fundacji Wizja Rozwoju, celnie prognozuje, analizuje i komentuje ważne wydarzenia gospodarcze. Opowiada o tym prezes Fundacji Andrzej Michalak. 

      Jak doszło do powstania Think Tanku przy kierowanej przez pana Fundacji?

      Współpracujący z nami eksperci zbudowali znakomity i aktywny zespół, który wciąż jeszcze się rozrasta. Tak właśnie, w sposób naturalny, ukształtował się Think Tank, który analizuje i komentuje najważniejsze fakty gospodarcze. Zespół spotyka się przy okazji różnych wydarzeń nie tylko na Pomorzu, ale też na terenie kraju. Przedstawiciele Think Tanku kontaktują się z mediami i przedstawicielami biznesu oraz środowiskami, które są zainteresowane tematyką gospodarczą i geopolityczną.

      Czy są to eksperci reprezentujący Pomorze?

      Część z nich tak, ale współpracujemy ze specjalistami z całej Polski. Organizowane przez nas Forum Wizja Rozwoju to duża konferencja, która koncentruje się na wydarzeniach gospodarczych istotnych dla kraju. Często mówimy też o przedsięwzięciach wychodzących poza granice, jak np. Baltic Pipe. Oczywiście, tematyka związana z Pomorzem jest dla nas szczególnie ważna, zwłaszcza w kontekście tego, co się będzie działo w najbliższej i dalszej przyszłości. Dużo uwagi poświęcamy energetyce, wykorzystaniu wodoru, przekopowi Mierzei Wiślanej i wielu innym działaniom strategicznym ważnych dla Polski. Nasi eksperci reprezentują środowiska akademickie i biznesowe. Są wśród nich przedstawiciele instytutów i uczelni, którzy rozumieją biznes i nierzadko mają doświadczenie z rad nadzorczych i zarządów różnych przedsiębiorstw. W związku z tym nie teoretyzują, lecz odnoszą się do rzeczywistości gospodarczej.

      Jakimi sprawami ostatnio zajmował się Think Tank?

      Przez wiele miesięcy siłą rzeczy główny temat stanowiła pandemia i jej oddziaływanie na gospodarkę. Była ona sprawdzianem tego, jak ważny jest kapitał narodowy. Podmioty z polskim kapitałem bardzo szybko i sprawnie reagowały na wymogi rzeczywistości, angażując się w różne formy pomocy. Wykazały się też zdolnością do dywersyfikacji produkcji, umiejętnością elastycznego dostosowania się do zmieniających się warunków. Wiele podmiotów przeorganizowało działalność, opracowując nowe strategie wykorzystania potencjału parku maszynowego i zasobów ludzkich.

      Wspomniał pan, że wiele uwagi poświęciliście problematyce kanału żeglugowego na Mierzei Wiślanej, który wkrótce zostanie uruchomiony.

      Znamy już termin – wydarzy się to 17 września tego roku. Jest to data symboliczna, odwołująca się do wtargnięcia Armii Czerwonej na terytorium Polski w 1939 roku. Przekop Mierzei uniezależni żeglugę na Zalewie Wiślanym od działań Rosji. Nasi eksperci od lat podkreślali, jak ważna i uzasadniona jest to inwestycja. Słuszność decyzji o jej rozpoczęciu najlepiej widać z perspektywy czasu i tego, co się dzieje na Ukrainie… Port w Elblągu, który uzyska nieskrępowany dostęp do Bałtyku, zwiększy możliwości przeładunkowe portu gdańskiego, ponieważ przejmie część transportu drobnicowego. Będzie to impuls rozwojowy działalności gospodarczej wokół Elbląga. Co więcej, zakładamy, że powstanie około tysiąca nowych miejsc pracy.

      Pozytywnym efektem ubocznym dyskusji o przekopie Mierzei była eksplozja patriotyzmu lokalnego w Elblągu.

      W tej sprawie obowiązywała zgoda ponad podziałami. Mieszkańcy zdają sobie sprawę, ile dla nich znaczy ta inwestycja. Odrzucają argumenty polityków, którzy lepiej wiedzą, co jest ważne lokalnie, choć patrzą z pozycji Warszawy. Samorządowcy i reprezentanci regionu we władzach centralnych wspólnie wsparli ideę budowy kanału żeglugowego. Także eksperci Think Tanku podkreślali od samego początku, że o tej inwestycji trzeba mówić wyłącznie w kontekście gospodarczym, a nie politycznym. Powtarzali: mówmy o korzyściach dla regionu i społeczeństwa, dla wszystkich mieszkańców. Inwestycja w znaczący sposób zwiększa potencjał przeładunkowy w portach. Jeżeli zapomnimy o sporach natury politycznej koncentrując się wyłącznie na aspekcie ekonomicznym tego przedsięwzięcia, możemy powiedzieć: to znakomicie, że projekt jest realizowany i że wkrótce zostanie ukończony. Tematyka przekopu Mierzei Wiślanej pojawi się podczas jubileuszowego, 5. Forum Wizja Rozwoju w Gdyni, 20 i 21 czerwca tego roku. Przewidujemy kolejny panel poświęcony tej sprawie.

      W mediach pojawiło się sporo informacji bardzo krytycznie przedstawiających możliwości portu w Elblągu.

      Trzeba powiedzieć wprost, że to są fake newsy. Specjaliści, którzy są związani ze środowiskiem portowym w Elblągu oraz w Gdańsku i Gdyni, ale też armatorzy i firmy transportowe stwierdzają: nie będziemy czekać na rozbudowę portu, zamierzamy realizować przewozy od chwili otwarcia kanału na Mierzei Wiślanej. Powinniśmy więc poprosić krytyków o informacje, co mają na myśli deprecjonując możliwości portu w Elblągu – głębokość zanurzenia statków, gabaryty towarów, czy wielkość jednostek pływających? Elbląg, tak jak każdy port, ma swoje ograniczenia, ale może obsłużyć znaczne ilości towarów masowych. Prezes portu gdańskiego podkreśla, że jest to bardzo ważna inwestycja. Może więc zamiast polityków, którzy mają swoje własne interesy, lepiej słuchać
      ekspertów i skupiać się wyłącznie na merytorycznych dyskusjach? Trzeba poważne odpowiadać na prześmiewcze głosy, że Elbląg to port, który będzie obsługiwał kajaki i żaglówki, bo to zwyczajnie nie jest prawdą.

      A co wasz Think Tank mówi o planowanych morskich farmach wiatrowych.

      I tym razem dotykamy kwestii, która nie powinna budzić żadnych wątpliwości. To szansa na pozyskanie znacznych ilości zielonej energii. Potencjał wynikający z warunków klimatycznych Bałtyku, czyli wiatru, jest olbrzymi. Warto przypomnieć, że temat ten został wpisany do strategii rozwoju energetyki w Polsce. Podczas ostatniego Forum poświęciliśmy mu cały blok, składający się z kilku paneli, pokazujący m.in. w jaki sposób powstawały regulacje prawne, jak wyglądał wybór partnerów, wykonawców oraz podwykonawców inwestycji. Chciałbym podkreślić, że Forum Wizja Rozwoju pomaga w kreowaniu decyzji strategicznych. Eksperci postawili pytanie, czy port instalacyjny, którego zadanie stanowi obsługa tej gigantycznej inwestycji, powinien zostać ulokowany w Gdyni, czy też w Gdańsku. Po kilku miesiącach wstępna decyzja o lokalizacji została zamieniona i port powstanie w Gdańsku. Może on zostać wykorzystany również przy planowanej produkcji wodoru, który ma szansę stać się kolejnym cennym alternatywnym źródłem energii. Oczywiście, w takim przypadku pojawią się kwestie specjalistycznej logistyki, transportu i magazynowania. Jesteśmy coraz bliżej ostatecznych ustaleń i rozpoczęcia prac wykonawczych.

      Jesienią powinien zostać uruchomiony gazociąg bałtycki, czyli Baltic Pipe.

      Od wielu lat powtarzamy, że musimy uniezależnić się energetycznie od Rosji. Temat ten powracał na każdej naszej konferencji. Obecne wydarzenia na Ukrainie pokazują, że mieliśmy rację. Baltic Pipe daje nam szansę pozyskiwania dużego potencjału energetycznego z Morza Północnego, stwarza perspektywę całkowitego odcięcia się od gazu z Rosji. Przesył zostanie uruchomiony już w październiku. Inwestycja napotykała po drodze przeróżne przeszkody. Mogła zostać wstrzymana na terytorium Danii, ze względu na protesty ekologów dotyczące zagrożenia pewnych gatunków zwierząt. Okazało się to jednak nieprawdą i prace wznowiono. To niezwykle ważne przedsięwzięcie stanowi zagrożenie dla rosyjskich interesów i usiłowano je blokować na różne sposoby.

      Uniezależnienie energetyczne od Rosji to także kwestia węgla i ropy. Podobno nasze porty nie są dość wydajne, by przeładowywać potrzebne ilości tych węglowodorów.

      W dużej mierze to kwestia logistyki. Ale rzeczywiście, potrzebne są nam inwestycje w tzw. suche porty, umożliwiające szybkie wywożenie i składowanie w głębi lądu. Spójrzmy, na przykład, na Barcelonę: posiada ona suche porty pod Walencią i Madrytem, a nawet w okolicach Lyonu we Francji. U nas realizowane są inwestycje dotyczące infrastruktury kolejowej w porcie w Gdyni i w Gdańsku, co spowoduje, że wkrótce będzie można sprawnie przewozić jeszcze więcej towarów docierających drogą morską. Słowem, musimy na różne sposoby zwiększać możliwości przeładunkowe.

      rozmawiał Piotr Cegłowski

      Dlaczego inflacja dopiekła Czechom?

        Największe problemy mają nasi południowi sąsiedzi. W Czechach już od dziewięciu miesięcy notuje się galopującą inflację. W lutym osiągnęła poziom ponad 11 proc., a w marcu – około 12 proc. Wojna w Ukrainie pogłębiła ten problem, drastycznie  wzrosły ceny paliw i energii. A to z kolei przełożyło się na transport, sektor spożywczy i budownictwo. Tego rodzaju problemów kraj nie przeżywał od 24 lat. Jak poinformował czeski urząd statystyczny, w ciągu ostatniego roku ceny wzrosły o 12,7 proc.

        Dlaczego inflacja jest tak bardzo widoczna i dokuczliwa właśnie nad Wełtawą? Czechy to niewielki kraj, którego mieszkańcy musieli się przyzwyczaić do tego, że wielkie koncerny uważają go za rynek zbytu drugiej kategorii. A to zakłóciło relację popyt-podaż i w wielu sytuacjach uprzywilejowało producentów i dystrybutorów kosztem nabywców.

        Mieszkańcy przygranicznych województw często spotykają Czechów w marketach oferujących materiały budowlane i meble. Dlaczego? Różnice cen między obu krajami sięgają 30 proc. Dotyczy to przede wszystkim artykułów, które wymagają specjalistycznego transportu. Drobne przedmioty, mieszczące się w osobowym aucie, mają zbliżone ceny.

        Co ciekawe, podobnie wygląda to na południu Czech. Morawianie regularnie jeżdżą na zakupy do przygranicznych austriackich marketów, ponieważ działa tam identyczny schemat. Łóżko lub szafę można kupić w wiedeńskim sklepie znanej sieci o jedną trzecią taniej niż w Brnie. Dyskryminację rynku czeskiego widać także na przykładzie artykułów spożywczych: jeśli nawet po obu stronach granicy mają podobne ceny, to w Austrii opakowania są większe, a produkty cechuje wyższa jakość.

        Mały rynek czeski był zbyt słaby, by wymusić na operatorach telefonii komórkowych ceny zbliżone do polskich. Obowiązują tam zasady jak u nas co najmniej 10 lat temu. Słowem, użytkowanie telefonu komórkowego jest tam średnio dwukrotnie droższe niż w Polsce.

        Przykłady takie można by mnożyć. Nie sposób nie wspomnieć o tym, że w Czechach brakuje małych sklepów ze świeżymi warzywami i owocami. Ten segment rynku przejęły firmy potentata branży – byłego premiera Andreja Babiša. W związku z tym szczypiorek lub jabłka można kupić tylko w supermarketach. O jakości tych towarów nawet nie warto wspominać…

        Kiedy zaczęły się problemy inflacyjne, Czesi, podobnie jak my, zaczęli na potęgę kupować nieruchomości. Nagle okazało się, że domy lub mieszkania, które nie znajdowały nabywców od wielu miesięcy, a nawet lat, stały się łakomym kąskiem. W atrakcyjnych turystycznie miejscowościach – np. w Mikulovie, tuż przy granicy austriackiej, odwiedzanym przez tysiące podróżujących na południe Polaków – ceny nieruchomości wzrosły dwukrotnie.

        Kiedy pieniądze zaczynają parzyć w ręce jak gorący kartofel, rynek błyskawicznie reaguje podwyżkami. A to wymusza reakcję na najwyższym szczeblu. Narodowy Bank Czech podwyższył na razie główną stopę procentową do 5 proc., a zdaniem ekspertów w maju podniesie ją o kolejnych 50 punktów bazowych. Dobre efekty przyniosły interwencje banku na rynku walutowym: w ciągu roku korona wzmocniła się w stosunku do euro aż o 6 proc.

        Nie zmienia to faktu, że inflacja sieje spustoszenie w czeskiej gospodarce, ale nie tylko tam. Proces ten, aczkolwiek o różnym natężeniu, dotknął już wielu krajów. Ekonomiści mierzący inflację posługują się wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych, w skrócie CPI. Odzwierciedla on ceny najważniejszych towarów i usług, z których korzystają gospodarstwa domowe. Są to: artykuły codziennego użytku (np. żywność lub benzyna), dobra trwałe (np. odzież, AGD, RTV) oraz usługi. Wszystko to składa się na koszyk konsumpcyjny, co umożliwia wyliczenie rocznej stopy inflacji na podstawie porównania wartości koszyka w określonym miesiącu obecnego i poprzedniego roku.

        Europejski Bank Centralny w strefie euro posługuje się zharmonizowanym wskaźnikiem cen konsumpcyjnych, czyli HICP. Oblicza się go według dokładnie takiej samej metody pozwalającej na precyzyjne śledzenie zmian cen w gospodarce. Co miesiąc obserwatorzy cen zbierają około 1,8 mln danych, odwiedzają ponad 200 tys. punktów w blisko 1600 miastach. W każdym kraju biorą pod lupę 700 określonych towarów i usług. Dzięki temu Bank Centralny może szybko reagować na niepokojące informacje. Według najnowszych danych np. w Niemczech HICP wyniósł w ubiegłym miesiącu 7,6 proc., o 2 proc. więcej, niż przewidywano. W poszczególnych krajach strefy euro wskaźnik ten prezentuje się rozmaicie, najgorzej w krajach bałtyckich, gdzie przekracza 10 proc. Niepokojące informacje dotyczą też Rumunii. W marcu inflacja wyrażona w CPI wyniosła tam 10,2 proc. rok do roku. Światowa gospodarka to sieć współzależności, które oddziałują na wszystkie kraje i nie omijają ekonomicznego lidera: w Stanach Zjednoczonych wskaźnik inflacji CPI w marcu wzrósł do 8,3 proc. rok do roku. A to oznacza kolejny inflacyjny rekord w tym kraju. Trudno powiedzieć, czy wskaźnik będzie dalej rósł, ponieważ po wybuchu wojny na Ukrainie bardzo wysoko, ale na krótko, poszybowały ceny paliw – benzyny i oleju opałowego. Koncerny ulegające panice kupiły dużo bardzo drogiej ropy, którą muszą teraz sprzedać, ale rynek i tak wymusił obniżki. Na wschodnim wybrzeżu w połowie lutego zaatakowała zima, co spowodowało wzrost popytu na olej. Ci, którzy zrobili zapasy, teraz żałują… Amerykańscy komentatorzy chwalą działania rządu, który aktywnie walczy z inflacją i dąży do obniżenia cen żywności. Pod koniec marca spadły ceny alkoholu, w Connecticut nawet o 30 proc. Cóż, dobre i to.

        Eleport postawi ładowarki do samochodów elektrycznych malowane przez młodych artystów.

        Eleport-naładuj się sztuką to pierwszy projekt tego typu na świecie! Operator sieci ładowania nie tylko postawi infrastrukturę za darmo, ale jeszcze wesprze młodych artystów!

        W Polsce latach 2018-2021 zanotowano ponad 600-krotny wzrost liczby samochodów elektrycznych. Jak podaje Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, czyli największa organizacja i opinio lider branży, po naszych drogach jeździ już ponad 40 000 aut „z wtyczką”. Według prognozy, do 2025 roku w Polsce będziemy mieli ponad pół miliona samochodów, które będziemy mogli naładować.

        Już niedługo w Polsce pojawią się nowe, ogólnodostępne stacje ładowania. Ich budowy podjął się Eleport. Estoński startup technologiczny nie tylko wybuduje infrastrukturę, ale przede wszystkim dostarczy oprogramowanie do jej obsługi i zarządzania. Firma zadeklarowała, że w ciągu roku postawi setki stacji, które będą dostępne dla wszystkich, zostaną połączone z siecią ponad 100 000 ładowarek, które Eleport ma już w swojej aplikacji. Eleport wybuduje również huby dla samochodów ciężarowych w ramach prowadzonego przez PSPA programu eHDV.

        Nie będą to jednak zwykłe ładowarki. Eleport jako jedyna na świecie firma postanowił podejść do budowy infrastruktury w nieszablonowy sposób. Ładowarki to element otaczającej nas przestrzeni miejskiej, nie muszą być nudne, nie powinny szpecić, dobrze, żeby przykuwały uwagę, ale mogą też skłonić do refleksji.

        Zainspirował nas jeden z obecnie prowadzonych projektów, ze względu na miejsce postawienia ładowarki wymagane było nieszablonowe podejście do części wizualnej. Pomyśleliśmy sobie wtedy, że skoro mamy do czynienia z miejscem związanym ze sztuką, to i nasza ładowarka mogłaby być swego rodzaju dziełem. Oczywiście, mogliśmy okleić ładowarkę folią, zaprojektować coś, jednak poszliśmy o krok dalej, stację postanowiliśmy pomalować, najlepiej na żywo. -relacjonuje Katarzyna Panek, Dyrektor Marketingu Eleport.

        Dzięki współpracy z galerią MAG powstała koncepcja tworzenia unikalnych stacji ładowania malowanych przez młodych artystów. Eleport- naładuj się sztuką to projekt, który ma na celu wyjściem ze sztuka do ludzi, skłonienie do refleksji, zatrzymanie się na chwilę i pokazanie, że sztuka ma wiele oblicz, barw, imion, pseudonimów i nazwisk.

        Pierwsza, niepowtarzalna ładowarka została pomalowana na żywo 24 i 25 czerwca w Modlinie, podczas EV Experience- święta elektromobilności. Specjalnie na to wydarzenie przyleciał jeden z najbardziej znanych muralistów i graficiarzy- Paparazzi. Artysta malował stację ładowania, ale też wielkie płótno, na którym przedstawił świat, w którym nie ma już samochodów spalinowych. Paparazzi w swojej artystycznej wizji sięgnął aż do czasów starożytnej Grecji i umiłowania piękna. Na obrazie znajdziemy elementy futurystyczne, klasykę i graffiti oraz nawiązania do czystego środowiska, oraz dzieci, które są przyszłością i dla których z takim zaangażowaniem zmieniamy teraz świat.

        „Eleport- naładuj się sztuką” również swojego rodzaju manifest artystyczny namawiający do tego, żeby się na chwilę zatrzymać. Podczas ładowania samochodu mimowolnie musimy stanąć a czas, który przeznaczamy na tę czynność, możemy spożytkować w różny sposób. Wiele przejrzy pewnie social media, wiadomości czy maile, ale znajdą się też tacy, którzy z zainteresowaniem popatrzą na stację ładowania, sprawdzą na tabliczce nazwisko artysty a w internecie jego twórczość.

        Sztuka uwrażliwia, sztuka otwiera oczy, daje nam natchnienie i na chwilę odciąga od spraw życia codziennego. Czasem warto się zatrzymać, rozejrzeć, na chwilę pomyśleć o czymś innym, żeby potem spokojnie móc iść dalej – dodaje Anna Annomalia, właścicielka Galerii MAG.

        Ładowanie samochodu elektrycznego może trwać kilka, a nawet kilkanaście minut, Eleport inwestuje w szybkie stacje ładowania, żeby podróż samochodem elektrycznym była wygodna. Firma obrała sobie za cel postawienie jak największej liczby stacji DC w miejscach, gdzie czas oczekiwania na napełnienie baterii będzie można dobrze spożytkować. Eleport rozmawia z dużymi sieciami sklepów, galeriami handlowymi, właścicielami i najemcami terenów, które chcą zwiększyć atrakcyjność swoich biznesów, dzięki posiadaniu stacji.

        Obecnie inwestujemy w budowę publicznych stacji ładowania, szukamy najciekawszych lokalizacji. Spersonalizowane stacje, czyli nasze małe pomniki najchętniej stawiamy w miastach, miejscach związanych z kulturą i sztuką, ale nie wykluczamy rozszerzenia tego projektu. Jesteśmy otwarci na rozmowy, działamy szybko, mamy misję. Chcemy wybudować stacje ładowania, ponieważ wiemy, że są one niezbędne, żeby móc przesiąść się na samochody elektryczne. – dodaje Janusz Grądzki, CEO Eleport.

        Coraz więcej osób myśli o zakupie samochodu elektrycznego, to wypadkowa ceny paliwa, ale też potrzeba zmiany świata. Koncerny motoryzacyjne już zapowiadają, że kolejny rok będzie rokiem elektryków. Zainteresowanie wprowadzeniem na rynek europejski samochodów elektrycznych deklarują również producenci z Azji. Na ulicy pojawi się też coraz więcej stacji ładowania, jeśli dzięki nim nie tylko naładujemy samochód, ale też naładujemy się sztuką i wesprzemy młodych artystów, będzie to podwójna korzyść.

        Rewolucja supermarketów

          Stanisław Kluza, prezes Quant Tank, wykładowca SGH, były szef KNF, minister finansów i prezes BOŚ, rozmawia z Piotrem Cegłowskim o pozytywnym wpływie na gospodarkę dużych zorganizowanych sieci detalicznych.

           

          W kwietniu w Szkole Głównej Handlowej odbyła się konferencja poświęcona wpływowi handlu detalicznego na rozwój społeczno-gospodarczy Polski.

          Zorganizował ją Quant Tank, a patronowała jej SGH. Konferencja stanowiła uwieńczenie monografii naukowej pod tym samym tytułem, której byłem kierownikiem naukowym. Na problem ten spojrzeliśmy z różnych perspektyw – makroekonomicznej, mikroekonomicznej i społecznej. Konferencja i monografia ujawniły wiele istotnych prawd, których o handlu detalicznym dotychczas nie wiedzieliśmy.

          Proszę o nich opowiedzieć.

          Pierwsza, szczególnie istotna konstatacja jest następująca: sieci handlu detalicznego przez ostatnie 20 lat miały bardzo duży wpływ na stabilizowanie cen i obniżanie inflacji w Polsce. Ilustruje to opracowanie Andrzeja Lewińskiego i Tomasza Pruska, którzy pokazali, jak formy zorganizowanego handlu detalicznego stabilizują procesy cenowe. Inne badania, które wydają mi się bardzo ciekawe, dotyczyły rozwoju handlu detalicznego w kontekście obniżania ubóstwa w Polsce, rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw oraz branż kreatywnych, ograniczania szarej strefy i regulacji rynku pracy. Trzeba też pamiętać, że sektor ten generuje poważne wpływy w ramach CIT i PIT oraz podatku od nieruchomości i odprowadza duże kwoty do ZUS.

          Patrząc z perspektywy mediów, wygląda to zgoła inaczej – sieci handlowe to dyżurny chłopiec do bicia.

          Niesłusznie. Szkoda, że nikt nie mówi o tym, jak handel detaliczny wpływa na ograniczanie inflacji. Duże sieci zawierają z dostawcami kontrakty z poważnym wyprzedzeniem. Producenci, dla których generalnie jest to korzystne, muszą jednak bardzo sprawnie kalkulować swoje koszty. Przy dużych wolumenach są to kontrakty zawierane na pół roku, czasami nawet na rok do przodu. Spotkałem się z pojedynczymi przykładami, kiedy były to nawet dwa lata. Dotyczy to przede wszystkim artykułów podstawowych, takich jak cukier czy olej rzepakowy. Na giełdach towarowych ceny tego typu produktów mogą odnotowywać znaczne wahnięcia, co jednak nie przekłada się na ofertę supermarketów. Stosują one politykę stabilnych cen, co nie jest możliwe w przypadku mniejszych placówek handlowych zaopatrujących się w hurtowniach, które nie posiadają bufora wynikającego z długoterminowych kontraktów z producentami. Drobni sprzedawcy muszą zabezpieczać się przed ryzykiem cenowym, nie stać ich na zawężanie marży. Z kolei duzi sprzedawcy mogą sobie pozwolić na to, by utrzymując określony poziom cen, de facto obniżać inflację.

          Szybki rozwój sieci handlu detalicznego w Polsce przez ostatnie 20 lat sprowokował wiele dyskusji i protestów.

          Tymczasem jak wykazały omawiane badania, proces ten pozytywnie wpłynął na stabilizowanie cen, czyli obniżanie ich zmienności, z czym łączyło się zawężanie marż, czego konsekwencją było obniżanie oczekiwań inflacyjnych. Stabilizacja cenowa, stanowiąca efekt działania sieci zorganizowanych handlu detalicznego, miała dobry wpływ na rynek. W niektórych okresach mówiło się nawet, że polityka pieniężna jest już taka nudna, a stopy procentowe – takie niskie, że przydałoby się trochę inflacji.

          No cóż, teraz mamy jej w nadmiarze i wcale nie jest lepiej…

          Kolejny ciekawy wniosek wynikający z badań dotyczy pozytywnych aspektów konkurencji pomiędzy największymi sieciami w dziedzinie możliwie jak najniższych cen produktów podstawowych. Kryje się za tym prosty zabieg marketingowy – chęć przyciągnięcia poprzez niskie ceny produktów najbardziej podstawowych do zakupów w określonej sieci, ponieważ wyraźnie więcej się zarabia na towarach nieco wyższej klasy lub premium. Paleta produktów bazowych, private label, czyli marek własnych, to np. bułki, chleb, mleko świeże w plastikowych butelkach. Jest sprzedawana z bardzo niskimi lub zbliżonymi do zera marżami. Z perspektywy gospodarstw domowych – biednych lub niezamożnych – taka właśnie polityka sieci handlowych przesunęła wymiar społeczny granicy ubóstwa w Polsce. Spoglądając wstecz, możemy dziś kupić zdecydowanie więcej różnego rodzaju produktów. Wynika to również ze wzrostu gospodarczego i wielu innych czynników, ale w tej układance mają swój udział również sieci handlu detalicznego. Oferując naprawdę tanio najbardziej podstawowe, niezbędne do życia produkty, przesuwają granicę ubóstwa kosztowego, związanego z tym, ile możemy kupić, korzystając z minimalnego zasobu finansowego. Ważna sprawa to również wymiar ubóstwa dochodowego. Są w Polsce regiony, w których bezrobocie jest strukturalne – od zawsze wysokie. Abstrahując od procesów demograficznych, które nam obniżyły te wskaźniki, swój udział w obniżaniu poziomu bezrobocia mają również sieci handlu detalicznego. To one jako pierwsze, a jednocześnie najszerzej rozwinęły coś, co można nazwać elastycznymi formami zatrudnienia. Duży komponent bezrobocia strukturalnego czy systemowego polega na tym, że wiele osób nie może z różnych powodów pracować na cały etat. Tymczasem w placówkach handlu detalicznego sporo pracowników zatrudnionych jest na pół etatu. Niektórzy pracują tylko wieczorem, inni rano. W grupie tej jest sporo emerytów i samotnych matek, które mają liczne obowiązki domowe.

          Musi mieć to wpływ na poziom zatrudnienia w makroskali.

          Szacujemy, że w zorganizowanych sieciach handlu detalicznego w Polsce pracuje 250–300 tys. osób, pomijając warzywniaki, kioski, małe outlety czy cukiernie. Nie zgadzam się z argumentacją dotyczącą zagrożeń, jakie duże sieci mogą stwarzać dla rynku pracy. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Mówiąc o strukturalnym bezrobociu, często mamy na myśli osoby o bardzo niskim poziomie kompetencji, które nie są w stanie znaleźć pracy. Sieci handlu detalicznego dają tym ludziom szansę na godne życie. Prowadzą stały nabór, nie tylko dają zatrudnienie, lecz także uczą, jak podnosić swoją wartość na rynku pracy. Firmy te wprowadzają wysokie standardy i uczą kultury w relacjach z przełożonymi i klientami. Robią coś, czego, niestety, nie uczymy w polskich szkołach na poziomie podstawowym lub zawodowym. Podnoszą na wyższy poziom jakość kapitału ludzkiego na rynku pracy. Często chodzi o najprostsze sprawy – umiejętność przywitania się, stosunek do higieny własnej i miejsca pracy. Dzięki dużym sieciom do przeszłości przechodzi patologia, taka jak np. praca na czarno za 1,5 tys. miesięcznie, skoro legalnie można zarobić ponad dwa razy więcej, mając ochronę zdrowotną i emerytalną. Wzrosły oczekiwania co do minimalnego wynagrodzenia na rynku osób najmniej zarabiających, przez co wyciągnięto je z szarej strefy. Legalne zatrudnienie to ważna sprawa dla państwa w kontekście systemu emerytalnego i zabezpieczenia społecznego.

          A szara strefa w handlu to nieewidencjonowane obroty.

          Czy może pan sobie wyobrazić, że kasa w sklepie sieciowym nie wyda paragonu? Placówki takie obowiązuje pełna ewidencja obrotu. Wydaje nam się to dziś normalne, ale to też zasługa rozwoju zorganizowanych sieci handlu detalicznego.

          Kogo bolą sankcje?

            Sankcje nakładane na Rosję to dziś jeden z dyżurnych tematów. Jaki mogą mieć wpływ na przebieg wojny w Ukrainie? Czy rzeczywiście dokuczą najeźdźcom? Istnieje tylko jedna odpowiedź na to pytanie: sankcje mogą być skuteczne pod warunkiem, że będą wprowadzane konsekwentnie i kompleksowo przez wszystkie kraje Unii Europejskiej i USA.

            Nie wdając się w skomplikowane rozważania, wypada stwierdzić, że organizatorom sankcji najbardziej brakuje właśnie konsekwencji. Każde z państw ma na uwadze własne interesy, politycy świetnie zdają sobie sprawę, że poparciem społecznym dla Ukrainy, a następnie dla rządzących, może zachwiać brak paliwa, ogrzewania i ciepłej wody. Niekonsekwentne sankcje są jednak lepsze niż żadne. Totalną klęskę poniosła niemiecka polityka Wandel im Handel, której celem była demokratyzacja krajów autorytarnych przez nawiązanie z nimi ścisłych relacji handlowych. Jej pomysłodawcy najwyraźniej opacznie zrozumieli hasło z 1989 r., że z komunizmem wygrały nie armie, ale jeansy i coca-cola. Zachodni wzór kulturowy rzeczywiście był atrakcyjny dla społeczeństw sowieckiej strefy wpływów, ale o przegranej komunizmu zadecydowała niesprawność socjalistycznej gospodarki planowej.

            Co gorsza, zwolennicy Wandel im Handel postanowili udostępnić rosyjskim elitom wszystko, co wcześniej symbolizowało hasło „Jeansy i coca-cola”, nie oczekując niczego w zamian. Jak słusznie zauważył komunistyczny klasyk: kapitalista to człowiek, który gotów jest sprzedać sznurek na własny stryczek. Putinowscy funkcjonariusze na potęgę zaczęli więc kupować na
            Zachodzie nieruchomości, dzieła sztuki, luksusowe jachty i samochody, kreując obraz nowych Ruskich, którzy wszystko mogą. Prawosławne święta Bożego Narodzenia były prawdziwymi żniwami dla producentów wymyślnych przedmiotów zbytku. Kurorty narciarskie przyjmowały tysiące przybyszy ze Wschodu, dla których nic nie było zbyt kosztowne. Hotelowe sklepy oferowały luksusowe zabawki, których nie kupiłby nikt o zdrowych zmysłach, np. zegarki za miliony euro. Korzystało z tego również Zakopane, choć gościło drugi sort nowych Ruskich.

            Słowem, Europa Zachodnia stała się czymś w rodzaju parku rozrywki dla oligarchów. Ostatnio relatywnie niewielka grupa ludzi szczególnie wyróżnionych przez reżim Putina w widowiskowy sposób traci swe dobra. Czytamy o zabranym jednemu czy drugiemu miliarderowi jachcie. Czy jednak to wystarczy, by ukarać całą klasę nowych Ruskich, służących wiernie dyktatorowi? Z pewnością nie. Sankcje wymierzone w tę grupę są wybiórcze. Obrazowo mówiąc, grabie, które czyszczą tę stajnię Augiasza, mają zbyt szeroko rozstawione zęby… Przemykają między nimi tysiące funkcjonariuszy systemu, którzy zachowują swoją uprzywilejowaną pozycję. A dla najbogatszych, obracających miliardami dolarów, utrata jachtu lub willi to prztyczek.

            Ostentacyjna pogarda nowych Ruskich dla ideałów Zachodu ukazuje słabość świata, w którym wszystko jest na sprzedaż. Właśnie dlatego tak ważny jest dziś system konsekwentnie stosowanych sankcji zarówno w makroskali, jak i personalnych, które spowodują, że wspólnicy zbrodniarza nie będą się czuli dobrze i bezpiecznie na terenie Unii. Na razie sankcje działają wybiórczo: rodziny oligarchów nadal mieszkają w swoich zachodnioeuropejskich rezydencjach, zagrożone majątki są transferowane, a w Internecie nadal brylują obecne i byłe żony rosyjskich miliarderów. A kibice klubu Chelsea udzielają moralnego wsparcia swojemu idolowi Romanowi Abramowiczowi.

            Znacznie bardziej konsekwentni w dziedzinie zwalczania nowych Ruskich są Amerykanie. Polowanie odbywa się na różnych poziomach, inspektorzy skarbówki skutecznie wyszukują beneficjentów rzeczywistych firm zawiązanych z rosyjskim biznesem. Poważnym ciosem w rosyjską propagandę stanowiło zamknięcie telewizji Russia Today, czyli RT America, której gwiazdą i współwłaścicielem był syn słynnego reżysera, zdobywcy Oscara Olivera Stone’a, a przy okazji piewcy Castro, Cháveza i Putina… O upadku stacji zadecydowały działania oddolne: operatorzy sieci kablowych zerwali współpracę z RT America. We wtorek 15 marca amerykańskie media, wyprzedzając urzędową reakcję, uderzyły w wielką gwiazdę telewizji Fox News Tuckera Carlsona, który kłamliwie uzasadniał rosyjską rację stanu tak przekonująco, że codziennie cytowały go putinowskie media.

            W trzecim tygodniu wojny Rosjanie ze Stanford w USA postanowili zademonstrować swe poparcie dla Putina, naklejając na samochodach duże litery Z, takie same jak na rosyjskich czołgach. Już pierwszej nocy nieznani sprawcy spalili dwa luksusowe auta oznaczone w taki właśnie sposób, a następnego dnia organizacja obywatelska solidaryzująca się z Ukrainą opublikowała listę nazwisk i adresów właścicieli samochodów z literą Z. A potem poinformowała o tym pracodawców zwolenników Putina. Jak się łatwo domyślić, natychmiast zaczęli oni zdrapywać symboliczne Z, co uwieczniono na filmach krążących w Internecie.

            Sankcje wymierzone w nowych Ruskich to jedna strona medalu. Znacznie mniej
            widowiskowe, ale nieporównywalnie ważniejsze są pełnowymiarowe sankcje gospodarcze. Stany Zjednoczone wprowadziły zakaz importu rosyjskiej ropy, gazu i energii. Wielka Brytania poinformowała, że do końca 2022 r. całkowicie zrezygnuje z importu ropy naftowej z Rosji. Przywódcy Unii Europejskiej, która uwikłała się w wiele interesów z Rosją, byli mniej stanowczy, ale i tak zastosowali sankcje obejmujące: sektor finansowy, energię i transport, produkty podwójnego zastosowania, kontrolę i finansowanie eksportu, politykę wizową, a także zakaz transakcji z putinowskim Bankiem Centralnym. Z systemu SWIFT wykluczono siedem rosyjskich banków, które zostały odłączone od międzynarodowego obrotu finansowego. Unia zakazała też inwestowania w projekty współfinansowane przez Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich i dostarczania banknotów euro do Rosji. Wszystko to spowoduje, że kraj Putina w szybkim tempie może zamienić się w pariasa w stylu Korei Północnej. Oczywiście, o ile sankcje będą stosowane konsekwentnie…

            Efekty sankcji od razu odczuli młodzi Rosjanie, którzy nie wyobrażali sobie życia bez burgerów, bez wizyt w McDonald’s, iPhone’ów i Netfliksa. Popularna moskiewska influencerka postanowiła przypodobać się władzy i opublikowała filmik, na którym widowiskowo niszczy markowe produkty zachodnich firm. Nakręciła go… najnowszym modelem iPhone’a. Cudem udało się jej zaprezentować to wiekopomne dzieło, ponieważ dzień później kremlowskie władze zablokowały dostęp do Facebooka,Twittera i YouTube’a. W kogo najbardziej uderzą sankcje? W pierwszej kolejności w najbiedniejszych Rosjan, ogłupionych agresywną propagandą Putina. Już dziś w sklepach brakuje podstawowych towarów: racjonowany jest cukier i makaron. Starszym czytelnikom skojarzy się to z systemem kartkowym z lat 80. Wtedy też ograniczenia zaczęły się od cukru, żeby w szybkim tempie objąć mięso, alkohol, papierosy i inne towary. Pewnie niedługo tak będzie wyglądało życie mieszkańców glinianego imperium Putina.

            Naturalnym odruchem czysto ludzkiej solidarności byłaby chęć ulżenia ich losowi. Zanim jednak zaczniemy się litować nad Rosjanami, spójrzmy na zniszczoną przez nich Ukrainę. To ona potrzebuje pomocy, dziś militarnej, a miejmy nadzieję, że już wkrótce – gospodarczej, która pozwoli naszym sąsiadom na odbudowę, transformację systemową i dołączenie do Unii Europejskiej.

             

            Piotr Cegłowski

            ESG: szansa i zagrożenie

            Problematyka ESG gości w każdym wydaniu Managera. W związku z tym postanowiliśmy zorganizować debatę ekspertów poświęconą postrzeganiu ESG przez instytucje finansowe oraz inwestorów.

            Dyskusja panelowa, której zapis przedstawiamy, odbyła się 9 czerwca w Cambidge Innovation Center w Warszawie. Wzięli w niej udział: mec. Aleksandra Polak z kancelarii B2RLaw, Paweł Strączyński, członek zarządu Pekao SA, prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, dyr. Edmund Cumber z PKO BP, dyr. Michał Miszułowicz, dyrektor ds. Współpracy z Sektorem Innowacji z Banku BNP Paribas i Tomasz Pawlikowski z Sustainable Brands. Dyskusję prowadziła dr. Luiza Wyrębkowska z B2RLaw.

            Luiza Wyrębkowska: ESG, o którym dziś będziemy mówić to jeden z najważniejszych tematów dla polskiego biznesu. Szczególnie interesujący jest kontekst rynków finansowych, ponieważ mamy tu do czynienia z całym szeregiem wyzwań związanych z wdrażaniem ESG.

            Aleksandra Polak: Zacznijmy od tego, że Unia Europejska nadal nie zabrania prowadzenia i finansowania działalności, która nie jest zrównoważona środowiskowo. To, co dotąd zrobiła, to wymóg na poziomie ujawnień albo raportowania w obszarze tego, w jakim zakresie działalność albo produkty inwestycyjne są zrównoważone. Wymienię najważniejsze regulacje. Pierwsze rozporządzenie (Sustainable Finance Disclosure Regulation, SFDR) dotyczy ujawnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w sektorze finansowym – na poziomie podmiotu, czyli instytucji finansowej i na poziomie produktowym. Wiec można powiedzieć, że UE wymaga ujawnień w zakresie wdrożenia zagadnień ESG do polityki inwestycyjnej. Kolejnym aktem prawnym jest dyrektywa dotycząca raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa (Corporate Sustainability Reporting Directive, CSRD).To nowa regulacja, która bardzo rozszerza i podmiotowy i przedmiotowy zakres raportowania, ponieważ od 2024 roku kwestie zrównoważonego rozwoju będą musiały już raportować wszystkie spółki zatrudniające więcej niż 250 osób, niezależnie od tego czy są publiczne czy nie, oraz wszystkie spółki notowane na rynku regulowanym, nawet małe i średnie. Jest to znaczne rozszerzenie podmiotowe, a dodatkowo zmienia się też architektura raportowania. Teraz podmioty będą musiały raportować na temat wszystkich 3 elementów ESG, czyli kwestie środowiskowe, kwestie społeczne i dotyczące ładu zarządczego. Co bardzo ważne, uwzględniony został też element strategii. Trzeba wskazać, w jakim zakresie model biznesowy jest odporny na ryzyka środowiskowe, w jakim zakresie spółka wpływa na środowisko ale i też, w jakim zakresie środowisko może wpłynąć na działalność spółki. Żeby dane były czytelne, porównywalne i rzetelne, raporty będą otagowane cyfrowo i będą podlegały audytowi biegłych. Raportowanie będzie zgodne z jednolitym unijnym standardom.

            Holistyczny punkt widzenia

            Maciej Rudnicki: To bardzo trudne zadanie – spojrzeć na ESG z holistycznego punktu widzenia. Gdybyśmy spojrzeli na podstawy aksjologiczne tej problematyki i na źródła zachowania człowieka, to można tak pół żartem pół serio powiedzieć, że u zarania dziejów człowiek zachował się w bardzo niezrównoważony sposób samodzielnie opuszczając raj jako krainę szczęśliwości… A zatem można stwierdzić, że człowiekowi nie należy przypisywać aspektu racjonalnego zrównoważenia, podobnie jak firmom, czy też korporacjom. W związku z tym, że historia człowieka polega na niezrównoważonych wyborach, to jak spojrzymy historycznie na rozwój biznesu, gospodarki czy ekonomii, to w wielu procesach rozwojowych człowiek w swoich zachowaniach dochodził do nieracjonalnych granic. A to skutkowało  pojawieniem się norm nakazu albo zakazu. Wszystko, co jest związane zarówno ze zrównoważonym rozwojem jak i ESG, jest naznaczone tego typu procesami. Zwróćmy uwagę jak się rozwijał przemysł w Europie przed I Wojną Światową czy po II Wojnie Światowej. Był to rozwój oparty głównie na przemyśle ciężkim. Bardzo ingerujący w środowisko naturalne. Gdyby w pewnej chwili nie pojawiły się – na poziomie poszczególnych państw czy też w ramach wspólnot europejskich, a później w Unii Europejskiej, aż w końcu ogólnoświatowym – określone normy, to w naturalny sposób rozwój by się zatrzymał. Kto myślący tylko o zysku, miałby na względzie ochronę środowiska. Jest wiele przykładów, że przemysł ciężki drenował środowisko aż do osiągnięcia granic skrajnej zyskowności. Z tego względu normy ESG są potrzebne, związane legislacyjne ze zrównoważonym rozwojem, aktualną sytuacją globalną, klimatyczną, społeczną, socjalną oraz odpowiedzialnością za planetę. Dotyczą one również standardu życia i bezpieczeństwa socjalnego. Przykładem może być wykorzystywania pracy nieletnich dopuszczane w niektórych państwach. Ta legalność stoi w kontrze do naszej, europejskiej filozofii. Podsumowując – na linii czasu historii świata zrównoważenie ciągle ściera się z niezrównoważeniem, czyli racjonalność z nieracjonalnością. Jesteśmy w dramatycznej sytuacji, bo musimy osiągnąć balans nie tylko środowiskowy, ale i gospodarczy, czyli mniej zysku, a więcej odpowiedzialności.

            Banki ratują planetę?

            Luiza Wyrębkowska: Czy możecie się państwo zgodzić z twierdzeniem, że na instytucjach finansowych spoczywa dzisiaj ciężar odpowiedzialności za ratowanie planety, gdyż  jakkolwiek górnolotnie to brzmi, to właśnie one będą oczekiwały od swoich klientów dostosowania się do wymogów ESG.

            Aleksandra Polak: Mówiliśmy o tym, że Unia nie nakazuje działalności zrównoważonej, ale przepisy są bardzo sprytnie skonstruowane na poziomie ujawnień i zakładają, że instytucje finansowe wezmą na siebie ciężar transformacji związanej z ESG. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że polskie spółki zaczynają się interesować ESG często po kontaktach z bankami. Na szczęście polskie banki nie podchodzą ortodoksyjnie do przepisów i nie odmawiają finansowania, jeśli spółka jeszcze nie integrowała ESG, sugerując podmiotom gospodarczym jak najszybsze dostosowanie do nowych norm i uwzględnienia ich w strategii. Podsumowując – w mojej ocenie to właśnie banki jako pierwsze będą instytucjami zwracającymi uwagę firm na nowe standardy związane ESG.

            Paweł Strączyński: Bardzo się cieszę, że będę mógł podzielić się z państwem tym co w zakresie ESG i zrównoważonego rozwoju już robi, bądź w najbliższym czasie zamierza robić bank Pekao SA. Tak jak wspomniała pani mecenas, nie ma zakazu inwestowania lub angażowania się w projekty niezrównoważone. Z drugiej jednak strony, mamy wolę akcjonariuszy i inwestorów, którzy wywierają wpływ na działanie spółki i kierunki jej rozwoju. Mam tutaj na myśli zwłaszcza akcjonariuszy większościowych, bo to oni decydują, w jakim kierunku bank, będzie się rozwijał i w jaka będzie jego oferta. Znaczącym wydarzeniem była oczywiście repolonizacja, czyli przejęcie kontrolnego pakietu akcji przez podmioty związane ze skarbem państwa, czyli PZU i PFR. Oznacza to, że – tak jak w przypadku naszego głównego konkurenta – PKO BP oraz Alior Banku – sposób w jakim kierunku jest prowadzona polityka energetyczna państwa, wywiera wpływ na to jak są rozwijane strategie banku. W czerwcu zeszłego roku przyjęliśmy strategię ESG, w której określiliśmy główne cele, które chcemy osiągnąć do roku 2024. A to oznacza zaangażowanie się bezpośrednio w projekty zrównoważone na kwotę co najmniej 8 miliardów złotych, zorganizowanie finansowania, czy stanie się częścią konsorcjów, które takie finansowanie organizują na kwotę co najmniej 22 miliardów złotych. Określiliśmy, że nasze zaangażowanie w projekty zrównoważone bezpośrednie lub pośrednie powinno wynosić na koniec 2024 roku co najmniej 30 miliardów zł. Oprócz tego określiliśmy, że udział aktywów zaangażowanych w projekty wysokoemisyjne do końca roku 2024 zejdzie poniżej 1%. To są kowenanty, które są wpisane wprost w naszej strategii. Ostatnie 3 miesiące, może jeszcze nie diametralnie, ale zmieniły już sposób patrzenia na transformację energetyczną. Jest ona absolutnym driverem jeśli chodzi o osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Chciałbym zwrócić tez uwagę na znaczenie miksu energetycznego. Polska jest krajem Unii Europejskiej który, w przeliczeniu na osobę, ma jeden z największych współczynników emisji. Wynika to między innymi z tego, że nie była u nas rozwijana energetyka jądrowa. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy nasi sąsiedzi dysponują elektrowniami jądrowymi. Polska jest w tym zakresie absolutnym ewenementem. Jesteśmy krajem, który w 80 – 85% wytwarza energię tylko i wyłącznie w oparciu o źródła wysoko emisyjne. Wiele osób twierdzi, że transformacja energetyczna w Polsce powinnna być procesem gwałtownym, wręcz rewolucyjnym. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo ryzyko jest duże, a efekt niepewny. My uważamy, że zmiany powinny zachodzić w sposób ewolucyjny, czyli zrównoważony. Nie możemy działań transformacyjnych, jeśli chodzi o energetykę polską, prowadzić w sposób nieprzemyślany i niezrównoważony, bo – po pierwsze – narazimy bezpieczeństwo energetyczne kraju, po drugie – zagrozimy rozwojowi gospodarczemu, a po trzecie może stać się to pośrednią przyczyną wzrostu inflacji i bezrobocia. Podsumowując – budowy elektrowni na węgiel byśmy już dzisiaj nie finansowali, ale chcę podkreślić, że nie oznacza to, że wycofujemy się z finansowania projektów wysoko emisyjnych, ale tylko podczas transformacji energetycznej zgodnej ze strategią państwa.

            Po pierwsze nie szkodzić

            Michał Miszułowicz: Wrócę do pytania – czy na bankach powinien spoczywać ciężar ratowania planety? Chyba nie mają innego wyjścia, bo są w centrum krwiobiegu gospodarczego. Wszystko, co się dzieje w gospodarce, w ten czy inny sposób przechodzi przez bank, który dodatkowo jest lewarem pozwalającym na dokonywanie inwestycji, transformacji czy rewolucji przemysłowych. Bez udziału sektora bankowego w gospodarce niewiele się dzieje. Dlatego, mimo, że ESG oznacza dodatkowe obowiązki i koszty, to wydaje mi się, że nasz sektor jest dobrym miejscem do przyłożenia wagi tej miary. Nie wiem, czy naszą rolą jest ratowanie planety, może bardziej stajemy się kustoszem, który pilnuje, żeby więcej nie szkodzić. Wycofaliśmy się z finansowania sektora węglowego, przykładamy dużą wagę do zazieleniania naszych aktywów, natomiast widzimy, że sam kij – mówiąc kolokwialnie – kiepsko się spisuje. Warto zaznaczyć, że odcinanie kolejnych gałęzi biznesu nie motywuje pozytywnie do bycia zielonym. Mało tego – poprzez ograniczenie akcji kredytowej moglibyśmy utracić naszą pozycję rynkową. Dlatego od 2009 roku Bank BNP jest dystrybutorem różnych programów unijnych, które wspomagają przedsiębiorców i przedsiębiorstwa w transformacji efektywności energetycznej, jaki i termomodernizacji, ponieważ ogrzewanie również jest bardzo dużym, specyficznym dla Polski problemem, zwłaszcza na tle Unii. Tak więc banki są dobrym miejscem do wprowadzania ESG a taksonomia – czyli mierzenie ESG – jest tylko przykrym obowiązkiem.

            W tym roku ogłosiliśmy Strategię GOBeyond na lata 2022-2025. To pierwsza strategia Banku BNP Paribas agregująca cele biznesowe z aspektami zrównoważonego rozwoju. To symboliczne pokazanie, że aspekty ESG są dla nas driverem biznesowym. Strategia zakłada, że do 2025 roku bank osiągnie ROE na poziomie ok. 12%, a zrównoważone aktywa będą stanowiły 10% portfela. Filar POSITIVE Strategii GOBeyond gwarantuje, że wszelkie działania banku mają pozytywny wpływ na otoczenie społeczne, biznesowe i środowisko. Filar ten ma pomóc w umocnieniu pozycji banku jako lidera zrównoważonych finansów (łączna wartość kredytów udzielonych przez bank na projekty wspierające zrównoważony rozwój to już 6,6 mld zł), rozwijającego ofertę dedykowanych produktów i usług dla wszystkich linii biznesowych. Bank skoncentruje się na rozwijaniu oferty z pozytywnym wpływem środowiskowym i społecznym oraz produktów połączonych z oceną i wynikami w zakresie ESG. Dla klientów korporacyjnych bank planuje stworzenie centrum kompetencyjnego aktywnie wspierającego ich w zrównoważonej transformacji. Jako instytucja inkluzywna, dostępna dla wszystkich i zaangażowana w kwestie społeczne, bank będzie również konsekwentnie prowadził aktywne działania w obszarze wspierania różnorodności, wdrażania strategii równościowych i przeciwdziałania dyskryminacji, szczególnie poprzez realizowane projekty i podejmowane inicjatywy wspierające różnorodne grupy wrażliwe ze względu na wiek, pochodzenie, narodowość, płeć, sprawność fizyczną itd. To nasze holistyczne spojrzenie na aspekty ESG.

            Edmund Cumber: Nasz bank również przykłada dużą wagę do tych problemów. Podobnie jak Pekao SA, chcemy zmniejszyć zaangażowanie w sektory wysokoemisyjne, ale nie zrywamy z tym zaangażowaniem. Rozumiemy, że to musi być proces ewolucyjny, transformacja. Nie finansujemy nowych projektów które by sprzyjały zwiększeniu emisji, a tylko takie, które emisje redukują. Stąd coraz więcej kredytów na inwestycje w energetykę odnawialną. Przykładem mogą być farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Ciągle jednak jesteśmy zaangażowani w sektor węglowy, choć nie chcemy tego zwiększać. Obecnie każdy kredyt, jaki rozpatrujemy, jest u nas umownie pokolorowany. To pokazuje nam, czy sprzyjająca transformacji, jest neutralny czy też niesprzyjający. Chcemy, aby tych ostatnich systematycznie ubywało w naszym portfelu, tym bardziej, że na spotkaniach z inwestorami na walnych zgromadzeniach i na spotkaniach inwestorskich takie pytania są nam zadawane. Nie chcemy, żeby inwestorzy oskarżali nas, że lekceważymy problematykę ESG. Natomiast największym problemem jest metodologia, jak oceniać cele i podejście do transformacji. Nie ma bowiem jednoznacznych i ostrych kryteriów oceny, jak dana instytucja podchodzi do ESG. Jest to raczej kwestia uznaniowa.

            Ważny element wyceny

            Luiza Wyrębkowska: 1 czerwca 2022 r. policja weszła do siedziby Deutsche Bank i spółek z grupy. W związku z tym spadła cena emisyjna akcji, a do dymisji podał się CEO. Pojawia się pytanie – skąd tak silna reakcja na zarzuty nieprawdziwych danych w zakresie zrównoważonego rozwoju, przy ciągle jednak nieostrych kryteriach oceny wdrażania ESG.  Czy w Polsce taka akcja też byłaby możliwa? Czy w ogóle wyobrażacie sobie państwo, że do siedziby waszych banków wchodzi policja i prokuratura w związku z ESG?

            Aleksandra Polak: Od strony formalno-prawnej byłoby to możliwe również w Polsce. Nie potrzeba do tego żadnych nowych regulacji. Policja zainteresowała się tą sprawą, ponieważ czynniki ESG są bardzo ważnym elementem wyceny i oceny ryzyka portfela inwestycyjnego. Dla przykładu – jeśli zwiększy się cena energii albo będzie mniejszy dostęp do wody, czy załamie się łańcuch dostaw, może to mieć przełożenie na marże, koszty, płynność i w konsekwencji na wyniki finansowe. Dodatkowo często się mówi, że kryteria finansowe odnoszą się do przeszłości, a czynniki ESG pozwalają przewidzieć co wydarzy się w przyszłości. Tak więc mogą one być lepszą projekcją tego co czeka spółkę niż wyniki historyczne. Jeśli, by się okazało, że instytucja finansowa podawała swoim klientom nieprawdziwe informacje na temat ryzyk związanych z kwestiami zrównoważonego rozwoju, można by to porównać z podawaniem zafałszowanych wyników dotyczących rentowności, a to byłoby po prostu oszustwo. Za tym poszłyby kary administracyjne, odpowiedzialność członków organów związana z brakiem absolutorium czy odwołaniem zarządu i w końcu odpowiedzialność cywilna wobec klientów.

            Tomasz Pawlikowski: Uważam, że właśnie instytucje finansowe ponoszą w tej chwili największą odpowiedzialność za transformację, mając wpływ na taksonomiczne aspekty ESG, czyli na to, jak środki pozyskiwane przez podmioty gospodarcze będą wykorzystywane. W Sustainable Brands wierzymy, że marki stanowią centralne miejsce przemiany i z punktu widzenia wizerunku jakiejkolwiek firmy, która poddaje się transformacji, największym ryzykiem jest powierzchowne i cyniczne traktowanie tego wymiaru. Powinniśmy mówić o holistycznej przemianie i nietraktowaniu jej, jako kolejnego instrument do powiększenia portfela. Uważam, że my wszyscy musimy się liczyć z tym, że powoli wchodzimy z konsumpcjonizmu w dobę konserwacjonizmu. Istnieje ryzyko, że wiele firm, które będą wyłącznie kierowały się tylko taksonomiczną częścią ESG, a nie traktowały go jak zmiany świadomości organizacji i jej funkcjonowania na wszystkich poziomach, pozostaniemy na cynicznym poziomie jakiegoś wskaźnika, który będzie nam umożliwiał jedynie pozyskiwanie finansowania. W pewnym sensie nie stoimy już przed dylematem – czy zarabiać lub ratować planetę, ale czy ratować gatunek ludzki.

            Ewolucja czy rewolucja?

            Maciej Rudnicki: Chcę podzielić się kilkoma refleksjami, może troszeczkę oderwanymi od siebie, ale mieszczącymi się w duchu naszej dyskusji. Po pierwsze – widzę pewną racjonalność w zachowaniu banku polegającym na nie odchodzeniu w trybie rewolucyjnym od finansowania wysokoemisyjnych projektów finansowych w przypadku naszego kraju. Proszę zauważyć, że jest to uzasadnione sekwencją czasową naszego wstąpienia do Unii Europejskiej oraz tym, co się działo przed powstaniem Unii, kiedy jeszcze królowały różnego rodzaju wspólnoty. Po II Wojnie Światowej miały one de facto integrować wydobycie węgla i produkcję stali, czyli naturalne przemysły, o które walka zawsze powodowała wojny w Europie. Chodziło o to, żeby w państwach, które były sobie wrogie, zintegrować te przemysły, by znalazły się w jednej wspólnocie. Nastawiano się wtedy na rozwój przemysłu ciężkiego, który w negatywny sposób oddziaływał na środowisko. Ograniczyły to dopiero wprowadzane ewolucyjnie dyrektywy UE. Wchodząc do Unii byliśmy już poddani wysokim kosztom dostosowania się do norm środowiskowych. W czasie, kiedy pracowałem w Ministerstwie Środowiska, w okresie przedakcesyjnym, twardo negocjowaliśmy z Komisją Europejską koszty, które Polska musiała ponieść przed akcesją oraz w pierwszych latach. Były dramatycznie wysokie. Udało nam się jednak, w drodze negocjacji, osiągnąć satysfakcjonujący nas kompromis. To, że Polsce zabrakło okresu nie skrępowanego niczym rozwoju, spowodowało trudności w płynnym dogonieniu gospodarek rozwiniętych krajów zachodnich. Z tych samych powodów kraje te przechodzą o wiele łagodniej transformację związaną z ESG. Rzecz następna – ostatnio studiowałem zachowanie się funduszy inwestycyjnych, głównie amerykańskich, określających się jako fundusze zrównoważonego rozwoju.  Inwestują w projekty finansowe i firmy, które stosują zasady zrównoważonego rozwoju oraz ESG. Okazuje się, że kilka największych funduszy zdecydowanie zwiększyło swoją ekspozycję finansową między rokiem 2018 a 2021. Najbardziej ekspansywne i największe amerykańskie fundusze, typu Black Rock, zaczynają osiągać bardzo dobre wyniki finansowe. Nawiązując do wypowiedzi mojego przedmówcy, zachodzi podejrzenie o cynizm polegający na inwestowaniu w ESG nie dlatego, że tak trzeba, ale ze zwykłej chęci zarabiania.  Potwierdza to wypowiedź prezesa funduszu, który stwierdził, że nie inwestujemy w ESG, ponieważ jesteśmy ekologami, a po prostu twardymi kapitalistami i nam się to opłaca. Jeżeli się okaże się, że inwestowanie w zrównoważony rozwój jest po prostu opłacalne to pojawia się pytanie czy nie stracimy tego holistycznego celu, że na końcu dnia jednak musimy zacząć żyć w kompletnie inaczej zorganizowanym świecie. Obawiam się, że cynizm doprowadzi do opóźnionej katastrofy, czyli spowoduje pewne przytrzymanie, uśpienie naszej czujności i szybkie dojście sytuacji, z której nie będzie już odwrotu.

            Tomasz Pawlikowski: Miejmy na uwadze, że nie jesteśmy w jakiejś bańce oderwanej od środowiska, w którym funkcjonujemy. Mam na myśli środowisko konsumentów – to oni kształtują marki. Jest takie pojęcie brand equity kształtowane przez odbiorców. W ostatnim czasie ich świadomość dramatycznie rośnie w Stanach Zjednoczonych. W tej chwili 93% konsumentów deklaruje chęć wspierania tylko marek, które w rzeczywisty sposób nie tylko wykazują się chęcią, ale też działaniami w kierunku transformacji zrównoważonego rozwoju.

            Zmiana czy greenwashing?

            Luiza Wyrebkowska: Czy państwa banki weryfikują klientów w kontekście greenwashingu?

            Michał Miszułowicz: Informacje, które są podawane w dokumentach są oczywiście weryfikowane. Greenwashing jest bardziej popularny w marketingu i działaniach wizerunkowych niż w finansach. Za wprowadzenie w błąd w przypadku danych finansowych albo okolicznych grożą konkretne sankcje karne. W przypadku greenwashingu marketingowego możliwe są głównie problemy wizerunkowe, które wiele firm ciągle bagatelizuje. W naszych dywagacjach zapomnieliśmy o jednej pozytywnej stronie tego zjawiska. Generowanie wartości przez przedsiębiorstwo dotyczy nie tylko dziedziny finansów – jak do tej pory w kapitalizmie, ale też powinno być rozpatrywane poprzez pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko. To właśnie w tych kategoriach powinniśmy rozpatrywać przyszłość ESG, czyli przez rozwijanie działalności, która ma pozytywny wpływ i co równie ważne – mierząc efektywność przedsiębiorstwa nie tylko w kontekście finansowym.

            Edmund Cumber: Nie spotkałem się z greenwashingiem u naszych klientów. Wydaje mi się, że oni nie mają aż takich bodźców, żeby nas oszukiwać w ten sposób. Owszem te największe spółki raportują swój stosunek do ESG, ale to nie jest jeszcze aż tak silnie postrzegane naszych klientów korporacyjnych.  Bardziej to dotyczy zachodnich funduszy inwestycyjnych.

            Paweł Strączyński: W kontekście greenwashingu należy pozytywnie spojrzeć na akcję w DB. Co ważne – policja i prokuratura podjęły w tej sprawie samodzielne działania. Przypomnę, że koncerny niemieckie, jeśli chodzi o podawanie nieprawdziwych informacji – nie tylko na temat ESG – mają wieloletnie doświadczenie. Zwróćmy uwagę na to że w przypadku Volkswagena, to Amerykanie odkryli fałszerstwo i gdyby nie oni, to w Europie sprawa zostałaby zamieciona pod dywan. Mam jeszcze refleksję na temat kapitalizmu. Podstawą dla jego rozwoju jest dzieło Adama Smitha „Studia nad bogactwem narodu”. Myślę, że wiele osób zapomina, iż przed ukazaniem się tej pracy, Smith napisał też dzieło filozoficzne o moralności. Jeżeli więc będziemy interpretowali biblię kapitalizmu w oderwaniu od moralności, na którą Smith zwracał szczególną uwagę, to wyciągniemy fałszywe wnioski. W mojej ocenie jedynie interpretowanie tych obu dzieł łącznie pokaże nam jaka powinna właściwa droga rozwoju kapitalizmu. A powinna ona uwzględniać moralność.

            Trzy litery, wiele interpretacji

            Luiza Wyrębkowska: Proszę państwa o komentarz do słów inwestora, który jest guru dla wielu osób na całym świecie. Elon Musk powiedział, że ESG to oszustwo wykorzystywane przez fałszywych bojowników o sprawiedliwość społeczną. Z drugiej strony podkreślić należy, że Tesla to projekt ekologiczny, a Musk inwestuje we wszelkiego rodzaju inicjatywy proklimatyczne.

            Aleksandra Polak: Czy innym są impact investment i pozytywny wpływ na klimat a czym innym ryzyka i ratingi ESG. Pojawiły się ą zarzuty, że zrównoważona fabryka Tesli w Kalifornii nie przestrzega przepisów bhp. Pojawiły się też zarzuty dotyczące dyskryminacji na tle rasowym i etnicznym, a także dotyczące samego stylu zarządzania spółką – braku transparentności oraz komunikacji między prezesem a inwestorami. Dlatego Tesla została usunięta z indeksu S&P 500 ESG.

            Luiza Wyrębowska: I tak docieramy do problemu „S” i „G”, ze skrótu ESG, określającego wskaźniki Środowiskowe (Environmental), Społeczne (Social) i Ład Korporacyjny (Corporate Governance).

            Maciej Rudnicki: Kwestie związane z „E” są dość dobrze rozłożone na czynniki pierwsze, które są identyfikowalne zarówno jako ryzyka, zagrożenia jak i korzyści. „S” wydaje się najbardziej szerokim i najmniej rozpoznanym zakresem, a jednocześnie także najtrudniejszym do uchwycenia. Jest to też kwestia metodyki badającej stopień spełniania tego kryterium. „S” musi być lepiej odbudowane prawnie.

            Edmund Cumber: Rzeczywiście, nie ma tych jednoznacznych kryteriów, zwłaszcza w social governance. W przypadku danych dotyczących środowiska można relatywnie łatwo ocenić, czy dana inwestycja je zatruwa, ale już znacznie trudniej – czy jest społecznie odpowiedzialna.

            Uniwersalne normy prawne

            Maciej Rudnicki: Warto zauważyć, że trudno też o globalne rozwiązania prawnie. Jeżeli w danym kraju system prawny dopuszcza pracę osób nieletnich, a systemy prawne Unii Europejskiej tego nie akceptują, jak ustalić normę prawa międzynarodowego? Czy można postawić zarzut polegający na tym, że ktoś czerpie zysk z pracy nieletnich w zakładzie umiejscowionym w państwie, gdzie ten proceder jest legalny? Zwracam uwagę, że Europa miała już taki problem po II Wojnie Światowej. W procesach norymberskich oskarżano zbrodniarzy hitlerowskich, którzy bronili się twierdząc, że ustawy – nomen omen – norymberskie dopuszczały eliminację poszczególnych nacji, więc oni wykonywali rozkazy, działali legalnie, więc na jakiej podstawie się ich oskarża? Społeczność międzynarodowa musiała wiece zgodzić się, że istnieje system ogólny, który zakazuje jednej nacji eksterminować inną. A zatem jak w aktualnym systemie prawnym wydać negatywną decyzję finansową w stosunku do kogoś, kto czerpie zysk z pracy dzieci w państwie, gdzie to jest legalnie dopuszczalne? A w dodatku to państwo jest członkiem ONZ…

            Tomasz Pawlikowski: Znowu dotykamy problemu moralności. To jest wewnętrzny kompas, którym się powinny kierować organizacje. W tym kontekście warto ponownie odnieść się zwrócić do działalności Elona Maska. Uprawia on purpose-washing, który funkcjonuje inaczej niż greenwashing. Polega na pokazywanie swojej firmy jako organizacji zrównoważonego rozwoju na podstawie jednego elementu, wpisanego do DNA. Jest to, moim zdaniem, bardzo szkodliwe, bo posługuje się mechanizmem, że jeśli coś jest dozwolone, to mnie rozgrzesza. Natomiast co do samego greenwashingu – nie powinniśmy być całkowicie przeciwni stosowaniu go w marketingu, czy w innych działaniach z jednego tylko powodu. Jeśli dana organizacja wchodzi na drogę zrównoważonego rozwoju, oznacza to, że podejmuje ważne zobowiązanie rozłożone na lata. Ciekawy przykład to Nestle, które wyznaczyło sobie cel zakończenia procesu budowy regeneracyjnej marki do 2035 roku. Tak poważna zmiana nie następuje natychmiast. Wymaga inwestycji i zmian modelu biznesowego. Po drodze zdarzają się różne, ciekawe rzeczy, które czasami odbiorcy o odbierają jako greenwashing. A one są tylko przejawami pozytywnych działań. Ale jeśli te dobre przedsięwzięcia mają przykryć fałszywą intencję, to już oczywiście jest greenwashing.

            Nie tylko kompas moralny

            Luiza Wyrębkowska: Unia Europejska widzi, że sam dziś kompas moralny nie wystarcza. Stąd projekt dyrektywy dotyczącej taksonomii społecznej, która za chwilę wejdzie w życie i zdziwi wiele osób. Ale też zdecydowanie pomoże…

            Aleksandra Polak: Odnosząc się kwestii norm, które są potrzebne i kompasu moralnego, UE wydała 24 lutego projekt dyrektywy dotyczącej due diligence (należytej staranności przedsiębiorstw), która odnosi się m.in. do wspomnianej wcześniej sytuacji, co zrobić, jeśli unijna spółka kupuje czy produkuje w kraju, w którym pracują dzieci. Do tej pory spółki mówiły, że działając w zgodzie z przepisami krajów trzecich. Teraz Unia stwierdza, że największe spółki europejskie prowadząc działalność produkcyjną za granicą, mają tam przestrzegać unijnych zasad ochrony pracowników. Może się jednak okazać, że spółki unijne nie będą chciały inwestować w lepsze warunki pracy w krajach trzecich czy więcej płacić lokalnym pracownikom. Być może bardziej opłacalne będzie utrzymywanie produkcji na terenie Unii. A to z kolei sprawi, że skrócą się łańcuchy dostaw. Pandemia, a teraz wojna Rosji przeciwko Ukrainie też pokazały, że zakłócenia łańcuchów dostaw silnie dotykają nasze gospodarki. Pojawia się tu pytanie – czy rzeczywiście celem zmian prawnych jest ochrona praw człowieka, może de facto chodzi o ochronę unijnej gospodarki.

            Luiza Wyrębkowska: Wróćmy proszę do interpretacji elementów składowych ESG…

            Paweł Strączyński: Dokładnie tak, jak mówili moi przedmówcy, tak, jeśli chodzi o „E” – wszystko, co jest kwantyfikowalne, jest dużo prostsze. Dyskutować można tylko nad kwestią konstrukcji pewnych wskaźników. Z kolei „G” a szczególnie „S” są to są to procesy kompletnie nie kwantyfikowalne. Niełatwo wyznaczyć konkretne działania z zakresu „Social”. W dziedzinie taksonomii społecznej trudno też określić uniwersalne normy. I tak znów wracamy do kwestii filozoficznych, ale nie uciekniemy od nich, bo ich świat zmierza w tym kierunku. Ale jak przyjąć standardy w dziedzinie „S”, co do których wszyscy będą zgodni? Być może właściwszym kierunkiem byłoby tworzenie pewnych uniwersalnych norm społecznych, które obowiązywałyby na danym obszarze. W przypadku Unii jest to stosunkowo łatwe chociaż – proszę zwrócić uwagę – nieproste, co ilustruje spór dotyczący praworządności. W ujęciu ogólnoświatowym, uwzględniając różnice kultur, trudno mi sobie wyobrazić narzucenie firmom zakaz nabywania produktów od fabryk, w których pracują dzieci. Proszę rozważyć jakie skutki taki zakaz spowodowałby w Bangladeszu, Indiach czy w Wietnamie. Tam ubogie rodziny często żyją dzięki pracy dzieci. Słowem – jest to kwestia wyboru mniejszego lub większego zła. Idealnego rozwiązania chyba nie znajdziemy… Zastanówmy się też nad „E”. Dobry przykład szczegółowego rozwiązania w tej sferze stanowi Carbon Tax. Jest on odzwierciedleniem oczekiwań w dziedzinie emisji CO2. Jeśli ktoś tych norm nie spełnia, musi na granicy Unii dopłacić extra tax. Jest to słuszne, ponieważ nie obejmiemy np. Chin europejskim ESG. Dopłata, o której mówię, jest przejawem pewnego rodzaju protekcjonizmu, ale to jednak właściwy kierunek. Ostatnie 30 lat absolutnego otwarcia rynku unijnego i handlu ogólnoświatowego, doprowadziły do tego, że w Europie produkcja się zwinęła. Pozostały tylko bardzo wysoko specjalistyczne usługi. Okazało się, że wystarczy epidemia i wojna na granicy, a już wszystko siada. A to wywołało dylematy – czy można kupować od Rosji? Jako bank Pekao SA udzieliliśmy jednoznacznej odpowiedzi – nie będziemy angażowali się ani po stronie zakupowej, ani sprzedażowej w żadnym przedsięwzięcia dotyczące podmiotów, które nie wycofały się z Rosji. Jesteśmy na tyle odpowiedzialnym bankiem, że stać nas na rezygnację z zysku z niechcianych przedsięwzięć i nie interesuje nas zupełnie stopa zwrotu. Gdyby wszystkie instytucje finansowe postąpiły tak jak my, nie byłoby w ogóle tematu, czy ktoś zostaje w Rosji i na Białorusi.

            Michał Miszułowicz: Zatoczyliśmy koło, więc teraz powinienem przypomnieć, że w dziedzinie „E” Bank BNP Paribas już dawno podjął decyzję o niefinansowaniu sektora węglowego, bez względu na koszty tej decyzji. Jeśli chodzi o „S” to jest nieuchwytny element. Oczywiście, przeciwdziałamy wykluczeniu, propagując równość kobiet i mężczyzn. Promujemy też mniejsze lokalne akcje integracji banku z lokalnymi społecznościami. Nie jest to centralnie sterowane. Każdy dyrektor lub lokalny ambasador banku w terenie, który zna tą swoją społeczność, wie, co jest dla niej najlepsze, wie co należy to zrobić. Generalnie w dziedzinie „S” nie ma jednej słusznej drogi. Można odwołać się do dekalogu, który wyraźnie mówi: nie zabijaj. To granica, której nie wolno przekroczyć. Żeby być porządnym człowiekiem, czy odpowiedzialną firmą, nie można np. zatrudniać dzieci, ale też trzeba robić coś więcej. To absolutne minimum, a filmy powinny przecież konkurować o maksimum, co mogą zrobić, jaki mogą wygenerować wartość społeczną. Wydaje mi się, że z elementem „G” jest najprościej, ponieważ wszyscy mamy wdrożone procedury i różne elementy nadzoru. Z to „S” przenosi nas na grunt socjologii i filozofii. Znalezienie światowego wspólnego mianownika dla „S” będzie bardzo trudne, bo jak np. pogodzić nasze zasady z bankowością szariatu.

            Punkt zwrotny

            Luiza Wyrębkowska: W uzupełnieniu dodam, że aktualnie w Nowym Jorku trwa CEO Summit największych amerykańskich firm, zorganizowany przez Uniwersytet Yale. Szefowa Citigroup zwróciła uwagę, że przy ESG brakuje jeszcze jednego „S”.  Dodatkowe „S” powinno oznaczać security. Rozumiane bardzo szeroko bezpieczeństwo łączące się z kwestiami środowiskowym, społecznymi, jak i ładu korporacyjnego. Zapewne będzie się na ten temat dużo jeszcze dyskutowało… Na koniec poprosiłabym państwa krótkie podsumowanie naszej dyskusji, prosząc o dokończenie zdania: ESG to szansa, problem…

            Aleksandra Polak: Moim zdaniem, ESG to szansa dla firm. Adresowanie ryzyka związanego z kwestiami środowiskowymi, społecznymi czy ładu zarządczego może dać pozytywne skutki – obniżenie kosztów, lepsze zarządzanie ryzykiem wewnętrznym i zewnętrznym, lepsza relacja z pracownikami, klientami i dostawcami. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas jakiś pojawia się kryzys lub recesja. Może rozwój zrównoważony sprawi, że takie ryzyko zostanie zminimalizowane Będziemy mniej zaskakiwani inflacją lub podwyżką stóp procentowych czy też załamaniem łańcucha dostaw. Dla większości spółek zysk może być długoterminowy i stabilny, co oznacza nasza bezpieczeństwo dla gospodarek, pracowników i dla rodzin. Ważne, żeby tej szansy nie zmarnować nadmiernymi  obowiązkami, zbyt rozbudowanymi, niejasnymi przepisami i procedurami.

            Tomasz Pawlikowski: ESG może być fantastycznym punktem zwrotnym dla całej tej sfery gospodarki, która myśli o tym, że świat powinien rozwijać w sposób zrównoważony. Dzisiejsza dyskusja pokazuje, że żyjemy w świecie interpretacji. Nie chcę jak mantrę powtarzać zdań o kompasie moralnym, ale tak naprawdę to on sprawia, że te interpretacje będą dobre dla świata, albo będą dla niego niedobre, jeżeli będą kierowały się wyłącznie interesem fiskalnymi i merkantylnym.

            Michał Miszułowicz: Wydaje mi się, że ESG to jest zarówno szansa, jak i zagrożenie. Szansa – merytorycznie, bo nareszcie jest położony nacisk na nas te sprawy ważne i one zaczynają być mierzalne, a zagrożenie ze względu na możliwość przerostu biurokracji. Słowem: merytorycznie – szansa, biurokratycznie – zagrożenie.

            Maciej Rudnicki: Nasza dyskusja jest dowodem na to, że kluczową kwestię stanowi aksjologia, pewnego rodzaju też system wartości, z którego wychodzimy. Z ESG jest trochę tak, jak z typowym syndromem osoby, która się zachowa uczciwie lub nie. Osoby wychowane zgodnie z zasadami, przechodząc obok witryny jubilerskiej, nie wpadną na pomysł, żeby ją łokciem wybić i zabrać zegarek. I nie dlatego, że są przepisy, które karzą za kradzież. Z kolei złodziej, zabierze zegarek, ponieważ nie boi przepisów się karzących za taki czyn. To jest kwestia systemu wartości… ESG można traktować instrumentalnie. Ci, którzy wyznają cyniczne dążenie do zysku, na pewno będą z chęcią z tego instrument korzystali, jeżeli tylko znajdą sposób żeby zwiększał ich zyski. A ci, którzy stoją na stanowisku, że ten świat musi być lepszy, będą ESG traktować z całą powagą, ponieważ są do tego głęboko przekonani.

            Edmund Cumber: Zgadzam się, że jest to szansa, ale nie pozbawiona problemów, jak stosować te kryteria ESG, żeby były w miarę zrównoważone i sprawiedliwe i jednakowo rozumiane przez wszystkich. A z tym jest ogromny problem, więc trzeba podchodzić to tego w rozsądny sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.

            Paweł Strączyński: Zgadzam się ze słowami prof. Rudnickiego. Powiem żartem, że zabrał mi prawie właściwie całą wypowiedź… ESG postrzegam to jako ogromną szansę, ale również wielkie zagrożenie. Proceduralnie to będzie kwestia kosztów, powiększenie się działów compliance. Małe firmy mogą mieć z tym ogromny problem. Może się powtórzyć sytuacja z RODO. Nagle okazało się, że trzeba zatrudnić osobę, która zajmuje się tylko tymi sprawami. Dla mnie zagrożeniem, bo o szansach już wszyscy mówiliśmy, jest to jaki system wartości zostanie przyjęty i uznany za uniwersalny. Z tym będzie największy problem. Moje obawy, dotyczą kierunku, w jakim rozwija się Unia Europejska. Nie chciałbym, żeby zaczęły obowiązywać standardy typu: jeżeli ktoś nie zgadza się – jak w Chinach – z linią partii, to np. może zostać odcięty od dostępu do pieniędzy. Pamiętajmy, że gdzieś w tle czai się ogromna pokusa, a zarazem narzędzie wielkiej władzy.

            Luiza Wyrębkowska: Mam nadzieję, że korzyści jednak przeważą i zniwelują ryzyka. Dziękuję państwu za udział w dyskusji.

            PARTNEREM MERYTORYCZNYM PANELU BYŁ PKO BANK POLSKI

            Uczestnicy panelu

            Aleksandra Polak, adwokat, partner w kancelarii B2R/Law, specjalistka w dziedzinie fuzji i przejęć spółek IT oraz wdrażaniu ESG.

            Luiza Wyrębkowska radca prawny, wykładowca akademicki, Counsel w B2R/Law, kieruje praktyką compliance kancelarii, zajmuje się wdrożeniami ESG

            Paweł Strączyński, członek zarządu Pekao SA, były prezes Pełnił funkcję Tauron Polska Energia S.A. oraz był członkiem RZ Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

            Prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, specjalista prawa finansowego i wdrożeń ESG, były Wiceminister Środowiska

            Edmund Cumber dyrektor Departamentu Finansowania Projektów Inwestycyjnych PKO BP, organizował finansowanie wielkich projektów, jak np. autostrady, elektrownie, huty.

            Michał Miszułowicz, dyrektor. ds. współpracy z Sektorem Innowacji w Banku BNP Paribas, organizator polskich edycji BNP Paribas International Hackathon oraz MIT Innovators under 35.

            Tomasz Pawlikowski, członek Global Advisory Board Sustainable Brands, zarządzał prestiżowymi agencjami, w tym Publicis, Optimedia, Leo Burnett i Saatchi & Saatchi.

            Prawdziwa przedsiębiorczość w praktyce

            Nazwa – Wizja Rozwoju – budzi pozytywnie skojarzenia z planami, jakie udało się zrealizować inicjatorom pomorskiego Forum. Stworzyli ważną konferencję gospodarczą na północy kraju, podczas gdy wcześniej wszystkie duże kongresy o charakterze ogólnopolskim odbywały się na południu – w Krynicy, Katowicach, czy też w Jesionce.

            Podczas jednego z nich premier Mateusz Morawiecki zapytał żartobliwie, czy północ nie zazdrości południu tych ważnych wydarzeń? Słowa te zainspirowały do działania ówczesną posłankę kadencji 2015-19 Małgorzatę Zwiercan i wykładowcę akademickiego dr. inż. Andrzeja Michalaka. Choć zadanie, jakie sobie wyznaczyli, było karkołomne, okazało się realne.

            Inspiracja premiera

            Od strony organizacyjnej dużą aktywnością wykazało się środowisko Solidarności Walczącej. Prace ruszyły jesienią 2017 roku. Było bardzo mało czasu, by przygotować pierwsze Forum zaplanowane na połowę kolejnego roku. Szybko sformowano kompetentny zespół, który zajął się poszczególnymi zadaniami. Powołano fundację celową Wizja Rozwoju, której fundatorką została Małgorzata Zwiercan, pełniąca dziś funkcję komendantki OHP. Organizatorzy porozumieli się z władzami Gdyni, że Forum odbędzie się w obiektach Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Niewątpliwie silny impuls do działania stanowiło dla nich pozyskanie patronatu Prezesa Rady Ministrów i świadomość, że na północy Polski jest wiele firm, na które mogą liczyć – porty, stocznie, przemysł morski, paliwowy i chemiczny.

            Choć agendę opracowano w rekordowym tempie, dobrze się sprawdza do dziś – zapewne dlatego, że powstawała w ramach konsultacji z szerokim gronem ekspertów. Pierwszego – z dwóch dni kongresu – odbywa się gala połączona z wręczeniem nagród gospodarczych w siedmiu kategoriach reprezentujących główne działy polskiej gospodarki oraz specjalnego wyróżnienia organizatorów Forum. Kapituła wyłaniająca kandydatów zwraca się do urzędów marszałkowskich i wojewódzkich, organizacji przedsiębiorców i uczelni prosząc o wskazanie najbardziej wyróżniających się podmiotów. Następnie analizuje zebrane informacje i wybiera po 3 podmioty, nominowane do nagród w poszczególnych kategoriach. Zwycięzcy otrzymują prestiżowe Nagrody Gospodarcze Forum Wizja Rozwoju.

            Panele i hackathon

            Sztandarowymi blokami tematycznymi pierwszej edycji były energetyka i gospodarka morska. Warto wyjaśnić, że na każdy blok składało się kilka zagadnień, które prezentowano podczas godzinnych paneli. Co ciekawe – już w 2018 roku podczas Forum pojawił się wątek srebrnej, czyli senioralnej gospodarki. Problematyka ta, o czym często się zapomina, dotyczy kilku milionów Polaków. Ale pamiętają o nich twórcy pomorskiej konferencji.

            Jednocześnie organizatorzy stawiają na tematykę nowoczesnych technologii. Podczas konferencji rozgrywany jest hackathon, czyli 24-godzinny maraton projektowania, podczas którego informatycy stają przed zadaniem rozwiązania określonego problemu. Z roku na rok ranga hackathonu rośnie, pojawiają się na nim coraz lepsze zespoły informatyków.

            Podczas paneli wiele mówi się nie tylko o znaczeniu wdrażania nowoczesnych technologii do przemysłu, ale też o odkryciach dokonywanych na polskich uczelniach. Ale nowe idee rodzą się nie tylko w środowisku akademickim, coraz częściej na Forum pojawiają się twórcy pionierskich start-upów, dla których stanowi to możliwość zaprezentowania swoich pomysłów przedstawicielom dużych firm.

            Należy podkreślić, że już w pierwszej edycji wzięło udział około 400 ekspertów i 80 moderatorów. Nie trzeba dodawać, jak duże było to wyzwanie organizacyjne.

            Efekt skali

            Skalę Forum z 2018 roku dobrze ilustruje sprawnie zrealizowany plan stu debat na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. W kolejnym roku różnego typu wydarzeń było jeszcze więcej i byłoby tak dalej, gdyby nie to, że wiosną 2020 roku wybuchła pandemia…

            Już podczas pierwszej edycji pojawiło się tylu gości, że nie zmieściliby się w obiektach PPNT, gdyby władze miasta Gdynia nie wyraziły zgody na skorzystanie z położonej w pobliżu hali widowiskowo sportowej.

            Nic więc dziwnego, że organizatorzy zaczęli się zastanawiać, nad zmianą lokalizacji. Zwrócili się w tej sprawie do komendanta gdyńskiej Akademii Marynarki Wojennej prof. Tomasza Szubrychta, który wyraził zgodę na zorganizowanie kolejnego Forum na terenie uczelni. Machina przygotowań ruszyła ponownie.

            Panele planowano według przyjętego klucza. W każdym z nich brał udział przedstawiciel ministerstwa, który zajmuje się określoną tematyką i posiada wiedzę, na temat planów legislacyjnych. Kolejni uczestnicy paneli to przedstawiciele świata nauki, biznesu i mediów. I tak powstał model, który dobrze funkcjonował w czasie kolejnych edycji. Również niektóre tematy paneli wracały – np. kwestia, jak Polska gospodarka wpisuje się w silną sieć powiązań geopolitycznych. Choć nikt nie mógł przewidzieć wojny w Ukrainie, regularnie pojawiał się problem uniezależnienia Polski i Europy od gazu z Rosji. Inne ciekawe wątki dotyczyły inwestycji infrastrukturalnych takich jak Via Carpatia. Okazuje się, że dzięki niej przeładunki w portach niemieckich, np. w Hamburgu, mogą zmniejszyć awet o 20% na rzecz Gdańska i Gdyni.

            Sposób na pandemię

            Niestety, organizacja trzeciego i czwartego forum oznaczała zderzenie z obiektywnymi trudnościami, jakie wygenerował COVID. Z planowanej końcówki czerwca trzeba je było przesunąć na sierpień. Organizacja konferencji nie była łatwa, wymagała spełnienia przeróżnych zaleceń sanitarnych. Goście poruszali się w maseczkach, dezynfekowali ręce itp. Podobnie, czwartą edycję przeniesiono na koniec sierpnia. Gala odbyła się w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Ze względu na ograniczenia sanitarne uczestnicy siedzieli daleko od siebie w dużej przestrzeni, w większości wyłączonej z możliwości użytkowania.

            Nietrudno się domyślić, że podczas obrad dużo uwagi poświęcono działaniu przedsiębiorstw w warunkach lock downu i temu, jak spółki postrzegały swoją przyszłość, przede wszystkim w kontekście utrzymania miejsc pracy oraz inwestycji.

            Warto podkreślić, że w 2020, jak 2021 roku bardzo silnie podczas Forum został zaakcentowany temat morskiej energetyki wiatrowej. Zaprezentowano ideę tego arcyważnego projektu, jak również regulacje prawne i zagadnienia techniczne związane z instalacją wiatraków na morzu. Po raz pierwszy można było bardzo szeroko i dokładnie zapoznać się z przygotowaniami do inwestycji, która zapewni Polsce znaczący udział energii z odnawialnych źródeł.

            W tym roku temat morskiej energetyki wiatrowej poszerzony zostanie o zabezpieczenie samej inwestycji, z czym wiąże się ochrona naszych granic na Bałtyku. Głównym tematem piątego Forum będzie szeroko rozumiane bezpieczeństwo – począwszy od żywności, a kończąc na obronie kraju.

            Niekwestionowany sukces, jaki odnieśli twórcy najważniejszej konferencji na północy kraju, pokazuje, co oznacza prawdziwa przedsiębiorczość w praktyce. Nie trzeba milionowych nakładów, żeby stworzyć od podstaw sprawnie działający mechanizm ekonomiczny, pod warunkiem, że ma się dobry pomysł oraz chęć i umiejętności, żeby go zrealizować.

            Partnerem Generalnym Forum Wizja Rozwoju jest PKN Orlen. Partnerem Strategicznym jest Bank Gospodarstwa Krajowego. Partnerzy Główni: Totalizator Sportowy Sp. z o. o., Energa S.A. Grupa Orlen, Grupa LOTOS S.A. oraz Fundacja KGHM Miedź S.A., która jest Partnerem Głównym i Partnerem Hackhatonu. Partnerzy +: PGNiG, PKP Polskie Linie Kolejowe, PFR Polski Fundusz Rozwoju S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Węglokoks S.A.

             

            Ważne Informacje

            Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

            Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

            AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

            Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

            Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

            Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

            Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

            Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

            Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

            Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

            Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...