Producenci samochodów dzielą się na tych, którzy uważnie wsłuchują się w głos klientów i tych, którzy bardziej wsłuchują się w głos księgowych. I jest jeszcze Citroën. Marka, która od dziesięcioleci konsekwentnie idzie własną drogą. Czasami zachwyca cały świat, czasami wprawia go w lekkie zakłopotanie, ale jedno trzeba jej oddać – nigdy nie była nudna.
Autor: Michał Garbaczuk
To właśnie Francuzi wymyślili hydropneumatyczne zawieszenie, eksperymentowali z kierownicą o nieruchomym środku i od zawsze udowadniali, że samochód może być czymś więcej niż tylko środkiem transportu. Problem polega na tym, że granica między odważnym designem a artystycznym performansem bywa wyjątkowo cienka. Nowy Citroën C5 Aircross Electric jest tego najlepszym przykładem.
Nie będę udawał bezstronnego. Lubię Citroëny. W moim życiu było ich kilka, kolejne jeździły w rodzinie, a zawodowo przetestowałem ich tyle, że dawno przestałem je liczyć. O modelu C5 Aircross pisałem już wcześniej, porównując go do latającego dywanu i luksusowego jachtu sunącego po spokojnych wodach Adriatyku. Po teście elektrycznej odmiany podpisuję się pod tymi porównaniami obiema rękami, bo pod względem komfortu… praktycznie nic się nie zmieniło.

Francuski sposób na podróżowanie
Jest w tym samochodzie coś niezwykle kojącego. Zawieszenie sprawia wrażenie, jakby nadwozie było delikatnie zawieszone kilka centymetrów nad asfaltem. Drobne nierówności znikają bez śladu, większe przeszkody są skutecznie filtrowane, a kierowca bardzo szybko przestaje interesować się stanem nawierzchni. To czysta przyjemność podróżowania. I chyba właśnie dlatego doszedłem do wniosku, że na liście wyposażenia dodatkowego powinien znaleźć się… żywy asystent siedzący na tylnej kanapie. Jego jedynym zadaniem byłoby delikatne szturchanie kierowcy zaostrzonym patykiem w ramię co kilka minut, żeby wyrwać go z błogiego letargu. Tak relaksująco potrafi podróżować chyba tylko Citroën.
Napęd elektryczny okazuje się tutaj wręcz idealnym dopełnieniem charakteru samochodu. Cisza, płynne rozwijanie mocy i brak najmniejszych wibracji sprawiają, że C5 Aircross osiąga coś, do czego francuska marka dążyła od lat. Wreszcie nic nie zakłóca tego błogiego spokoju.
Producent deklaruje zasięg sięgający około 350 kilometrów i trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie tyle powinien wynosić dzienny etap takiej podróży. Nie po to, żeby bić rekordy, ale żeby znaleźć po drodze klimatyczne miejsce, podłączyć samochód do ładowarki i spokojnie napić się kawy. I choć historia wielkokrotnych zwycięstw rajdowego zespołu fabrycznego w WRC mówi całkowicie co innego, to Citroën nigdy nie był samochodem dla ludzi żyjących w ciągłym pośpiechu.

Francuski romantyzm spotyka sztukę nowoczesną
I właśnie tutaj zaczynają się moje rozterki. Nie dotyczą zawieszenia. Nie dotyczą napędu. Nie dotyczą jakości wykonania. Dotyczą… sztuki nowoczesnej. Citroën od zawsze lubił eksperymentować z ergonomią i designem. Czasami wychodziły z tego rozwiązania wyprzedzające epokę, innym razem pomysły, które kierowcy wspominają z lekkim uśmiechem. Wystarczy przypomnieć słynną kierownicę z nieruchomą centralną częścią. Rozwiązanie tak odważne, że świat motoryzacji chyba do dziś nie jest pewien, czy był na nie gotowy.
Dzisiaj rolę artystycznego manifestu przejął pionowy ekran systemu multimedialnego. Wygląda efektownie. Naprawdę efektownie. Problem w tym, że jest również mocno pochylony i tak skutecznie dominuje we wnętrzu, iż praktycznie zasłania dostęp do uchwytów na kubki znajdujących się poniżej.
Najwyraźniej francuski projektant założył, że kiedy kierowca poczuje ochotę na espresso, zatrzyma samochód przy przydrożnym bistro, zamówi filiżankę mocnej kawy i chrupiącego croissanta, po czym przez kilkanaście minut będzie kontemplował smak życia.

Tymczasem Polak właśnie wyjechał z restauracji drive thru z dużym kubkiem coli i próbuje wyjąć go z uchwytu podczas jazdy. Dwie kultury, dwa światy, jeden projektant.
Jeszcze większe emocje wzbudziły we mnie wysokotonowe głośniki umieszczone na desce rozdzielczej. Być może to odważna interpretacja nowoczesnego wzornictwa. Być może element, który ma podkreślać wyjątkowy charakter wnętrza. Ja przez cały tydzień miałem jednak wrażenie, że gdyby dodać im niewielkie wcięcie w górnej części, mogłyby z powodzeniem służyć jako ekstrawaganckie wieszaki na parasol albo torbę z zakupami.
Nie chcę zostać źle zrozumiany. Być może po prostu nie rozumiem współczesnej sztuki użytkowej. Ale obawiam się, że podobne odczucia może mieć wielu polskich kierowców. Bo awangarda powinna wywoływać efekt „wow”, a nie pytanie: „dlaczego?”.

Elektryk, który idealnie odnalazł własny charakter
Paradoksalnie właśnie napęd elektryczny sprawił, że C5 Aircross stał się najbardziej „citroenowym” Citroënem z całej gamy. Ten samochód nie zachęca do sprintów spod świateł. Nie prowokuje do ostrej jazdy po zakrętach. Nie próbuje udowodnić światu, że potrafi przyspieszyć do setki w czasie godnym sportowego hatchbacka. On ma zupełnie inną misję. Jest jak elegancki żaglowiec sunący po spokojnych wodach Adriatyku, a nie powerboatem z dwoma potężnymi silnikami, którego zadaniem jest rozrzucać wodę na wszystkie strony i bić rekordy prędkości. Tutaj liczy się sama podróż, muzyka sącząca się z głośników, rozmowa z pasażerami, widok za szybą i ten charakter trudno pomylić z jakimkolwiek innym samochodem.

Zrozumieć projektanta
Citroën C5 Aircross Electric po raz kolejny udowodnił mi, dlaczego od lat darzę tę markę ogromną sympatią. Za komfort podróżowania zasługuje na najwyższe noty. Pod tym względem pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych samochodów dostępnych na rynku i trudno znaleźć konkurenta, który równie skutecznie zamienia każdą podróż w chwilę relaksu. Szkoda tylko, że projektanci postanowili nieco przesadzić z artystyczną wizją wnętrza. Bo czasami naprawdę niewiele brakuje, żeby bardzo dobry projekt stał się po prostu projektem doskonałym.

Mam tylko jedną prośbę do stylistów Citroëna: Kiedy następnym razem będziecie odwiedzać muzeum sztuki nowoczesnej, zajrzyjcie po drodze na parking przed pierwszym lepszym centrum handlowym w Polsce. Popatrzcie, jak kierowcy wyciągają kawę z uchwytów, gdzie odkładają telefon i jak korzystają z samochodu na co dzień. Czasami odrobina codzienności potrafi być równie inspirująca jak najbardziej awangardowa wystawa.
Bo C5 Aircross Electric jest samochodem, którego naprawdę chce się polubić. Trzeba tylko najpierw… zrozumieć, co autor miał na myśli.



















