W każdej rodzinie jest ktoś taki, kogo wszyscy wskazują jako wzór. Najstarszy brat zdobywa medale, młodszy właśnie wrócił z olimpiady, kuzyn został mistrzem świata. A ty? Ty po prostu robisz swoje. Nie dlatego, że jesteś gorszy. Po prostu urodziłeś się w rodzinie, w której przeciętność zaczyna się mniej więcej od pięciuset koni mechanicznych. Tak właśnie wygląda życie Porsche Panamery 4S E-Hybrid.
Autor: Michał Garbaczuk
Bo spróbujcie wymienić najbardziej emocjonujące modele Porsche: 911 GT3 RS, 911 Turbo S, Cayman GT4 RS, Panamera Turbo S E-Hybrid, wreszcie Panamera GTS. I gdzieś pomiędzy nimi stoi bohater tego testu. Nie ma w nazwie słowa „Turbo”, nie ma trzech magicznych liter „GTS”, nie próbuje nikomu niczego udowadniać. Po prostu… jest. I właśnie dlatego większość ludzi przechodzi obok niego, nawet nie sprawdzając specyfikacji. A szkoda, bo dane techniczne z katalogu potrafią skutecznie zepsuć kilka motoryzacyjnych mitów.

To „zwykłe” Porsche
Na papierze wygląda wręcz niepozornie. Panamera. Hybryda plug-in. Jeden z modeli otwierających gamę. Brzmi niemal jak wybór z rozsądku, do momentu, kiedy spojrzymy na liczby. 544 KM, sprint do 100 km/h w 3,7 sekundy i prędkość maksymalna 290 km/h.
I nagle okazuje się, że ten „podstawowy” model jest… mocniejszy od Panamery GTS o 44 konie mechaniczne. Do tego rozpędza się do setki o jedną dziesiątą sekundy szybciej. Czy ta różnica ma znaczenie? Na torze prawdopodobnie niewielkie, ale podczas spotkania z kolegami? Ogromne. Na pytanie „Dlaczego nie kupiłeś GTS-a?” odpowiadasz spokojnie: „Bo ten jest szybszy.” i dyskusja właściwie się kończy.

Porsche na co dzień
Największym zaskoczeniem tej wersji nie są jednak osiągi, a… spokój. Panamera 4S E-Hybrid potrafi być niezwykle delikatna i subtelna, wręcz aksamitna. Oczywiście aksamitna na miarę Porsche, bo nie oszukujmy się – w Zuffenhausen słowo „komfort” od zawsze oznaczało coś zupełnie innego niż po drugie stronie Stuttgartu. Tutaj zawieszenie nie rozpieszcza. Ono po prostu pozwala jechać bardzo szybko. I robi to fenomenalnie, ale przez zdecydowaną większość czasu samochód zaskakuje kulturą pracy. Cisza, płynność, naturalność. To auto potrafi z równą łatwością zawieźć dzieci do szkoły, pojechać na spotkanie biznesowe, a kilka minut później przypomnieć kierowcy, dlaczego herb Porsche od dekad działa na wyobraźnię milionów ludzi.

Jedna wada. Naprawdę jedna.
Przy samochodzie tej klasy naprawdę wypadałoby znaleźć jakiś problem, taką malutką wadę, coś na czym mógłbym oprzeć swoją dziennikarską wiarygodność i chyba udało mi się to zrobić.
Panamera 4S E-Hybrid osiąga maksymalnie… 290 km/h. Tak, doskonale wiem, jak absurdalnie brzmi zdanie, w którym 290 km/h staje się wadą. Ale jeśli mówimy o samochodzie, który ma wisieć na plakacie nad łóżkiem nastolatka, trzeba grać według zasad świata marzeń. A tam magiczna dolna granica wynosi 300 km/h. To właśnie dlatego Panamera GTS, rozpędzająca się do 302 km/h, ma w sobie coś z motoryzacyjnej legendy, dlatego Turbo S E-Hybrid z aktywnym, składającym się z trzech elementów tylnym skrzydłem wygląda jak samochód, który właśnie uciekł z toru wyścigowego.
I dlatego właśnie 4 E-Hybrid pozostaje trochę w cieniu. Nie dlatego, że jest słabsza. Dlatego, że jest… rozsądniejsza.

Najbardziej dojrzałe Porsche
I chyba właśnie za to ją polubiłem, bowiem paradoksalnie spośród wszystkich Panamer to właśnie ta wersja najlepiej odnajduje się w codziennym życiu.
Ma wszystko to, czego oczekujecie od Porsche, jednocześnie nie męczy, nie prowokuje, nie próbuje na każdym kroku udowadniać światu swojej wyjątkowości. Ponadto jest cicha, elegancka i dyskretna.
A kiedy trzeba, w jednej chwili przypomina, że pod prawą stopą kierowcy nadal czeka grubo ponad pięćset koni mechanicznych, gotowych na każde wezwanie swojego jeźdźcy. To samochód, którym bez najmniejszego problemu można pojechać na rodzinne wakacje, na spotkanie z klientem, na kolację i równie dobrze poczujecie się na lewym pasie niemieckiej autostrady, gdzie nagle okazuje się, że większość ruchu zostaje daleko za tobą.

Być Porsche przez 365 dni w roku
Łatwo zakochać się w Porsche. Znacznie trudniej zakochać się w „najbardziej zwyczajnym” Porsche. Bo ono nie krzyczy, nie epatuje spojlerami i nie próbuje udowodnić, że jest najbardziej bezkompromisowe w rodzinie. Po prostu robi wszystko z klasą. I może właśnie dlatego Panamera 4S E-Hybrid okazuje się być jednym z najbardziej kompletnych samochodów, jakie dziś można kupić.
Bo są Porsche, które kupuje się po to, żeby spełnić marzenie i są takie, które spełniają marzenia każdego dnia. Panamera 4S E-Hybrid zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. W motoryzacji od dawna wiadomo, że osiągi można zmierzyć stoperem, ale legendy nigdy.



















