Jarosław Śliwa

Rozmowa z Jarosławem Śliwą, prezesem spółki Siódemka S.A.

– Jak się zaczęła pańska kariera?
– Miałem 23 lata, gdy w 1995 roku trafiłem do izraelskiej firmy specjalizującej się w systemach nawadniających Netafi m. Była to dla mnie świetna szkoła życia i biznesu. Wiele nauczyłem się od moich ówczesnych szefów. Szybko zostałem szefem regionu, zbudowałem sieć dilerską. Po trzech latach dojrzałem jednak do zmiany – zresztą zgodnie z dewizą moich rodziców, że „kamień, który w miejscu stoi, mchem obrasta”. Zainspirował mnie przykład mojego kolegi, który pracował jako agent firmy kurierskiej „Stolica”. Kiedy wpadło mi w ręce ogłoszenie prasowe informujące, iż „Siódemka” szuka partnerów, szybko podjąłem decyzję, że zostanę jej przedstawicielem w Tarnowie. To był luty 1999 r., a dwa lata później zostałem dyrektorem operacyjnym. Firma rozwijała się w błyskawicznym tempie.

– A pan awansował…
– W 2006 roku wszedłem w skład zarządu, a w marcu roku 2009 zostałem prezesem – dokładnie 10 lat po podjęciu pracy dla „Siódemki”. Bez cienia przesady mogę stwierdzić, że znam tę firmę od podszewki. Nie raz pobrudziłem sobie ręce ładując paczki, spędziłem wiele nocy za kierownicą samochodu z przesyłkami. Mój start na stanowisku prezesa przypadł na trudny czas – akurat rozpoczynał się kryzys. Wtedy jeszcze nikt nie wierzył w szybkie załamanie gospodarcze, ale prognozy ekspertów były niepokojące. Bardzo poważnie potraktowaliśmy te informacje. W myśl chińskiego przysłowia: „Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki”, zamiast budować strategię przetrwania, zdecydowaliśmy się uprzedzić kryzys wzmacniając biznes. Nie tylko nikogo nie zwolniliśmy, ale podwoiliśmy liczbę handlowców. Postawiliśmy też na nowy wówczas kierunek biznesu, jakim był wtedy e-commerce. Jak się potem okazało, był to strzał w dziesiątkę. Nazwaliśmy naszą strategię „plus- minus” i była ona skoncentrowana na stronie przychodowej i kosztowej. W efekcie w 2010 roku nasze przychody nie tylko nie zmalały, ale… wzrosły o 30 proc. i przekroczyły 200 mln złotych (203 mln przychód w 2010 r.). Ówczesny wzrost EBITDA o 85 proc., z 13,8 mln do 25,5 mln, był co najmniej powodem do zadowolenia. Ale to już historia, bo dzisiaj „Siódemka” jest dwa razy większą firmą…

– Niewiele firm może się pochwalić takim wzrostem w czasie bessy.
– Tak, ale to wynik ciężkiej pracy świetnego zespołu. Za tym sukcesem stoi grupa zaangażowanych i odpowiednio dobranych kompetencyjnie ludzi, przed którymi stawiałem coraz to nowe wyzwania, a oni podzielali moją pasję w ich realizacji. Stawiam na partnerów, którzy podzielają mój sposób myślenia – tacy są moi najbliżsi współpracownicy, którzy ze mną tworzyli sukces firmy, np. mój zastępca Krzysiek Pawłowski. My cały czas usprawnialiśmy tę organizację – nie zatrzymywaliśmy się w miejscu ani na chwilę. Skuteczność naszych działań zachęcała nas do kolejnych zmian.

W 2009 r. postanowiliśmy odświeżyć logo, które umieszczone na samochodach stanowiło prosty przekaz dla partnerów biznesowych, że dobrze nam idzie. To również rok, w którym podjęliśmy kluczową decyzję o specjalizacji – skoncentrowaliśmy się wyłącznie na paczkach, rezygnując z przewożenia palet i innych nietypowych usług. W efekcie to właśnie ta decyzja oraz pójście w kierunku e-commerce i skupienie biznesu na segmencie B2C przyniosły doskonałe rezultaty. Ich konsekwencją były również zmiany w systemie informatycznym – jesteśmy liderem także jeśli chodzi o innowacyjne rozwiązania tak bardzo cenione przez naszych klientów. IT w naszej firmie to najnowocześniejsze systemy i aplikacje, z których korzystamy od lat i które dają nam przewagę konkurencyjną. Unikalna oferta usług i platforma 7 Internet Shipping dla przedsiębiorców, to nasze kolejne wyróżniki rynkowe.

– Na rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych liczą się duże podmioty. Wśród nich „Siódemka”…
– To dziesięć firm – większość z nich to gracze globalni. „Siódemka” jest dziś jednym z niekwestionowanych liderów. Bez żadnych kompleksów skutecznie konkurujemy z największymi, światowymi graczami, realizując postawiony wcześniej cel – chcemy być firmą pierwszego wyboru w paczkach krajowych. Postawiliśmy na specjalizację i dziś jesteśmy firmą, która nie tylko rozumie rodzimy rynek, ale szybciej i efektywniej niż konkurencja reagujemy na potrzeby zmieniającego się otoczenia biznesowego

– Co wydaje się panu najważniejsze w procesie zarządzania firmą?
– Zespół. Nie istnieje sukces bez prawdziwie zespołowej pracy i ciągłego wyznaczania sobie i innym nowych celów. Rola lidera sprowadza się do mocnego przywództwa, ale w pojedynkę można wygrać biznesowo tylko pojedyncze starcia. Wojnę o rynek wygrywa się mając za sobą doskonałą armię. Ważne jest też ciągłe poszukiwanie inspiracji, a te można znaleźć wokół. Od lat jest ze mną cytat z Terencjusza: „Jak dwóch robi to samo, to nie jest to samo”. To zdanie miało bardzo duży wpływ na moje decyzje i sposób myślenia o firmie czy o poszczególnych procesach. Zarządzanie jest na tyle złożonym działaniem, że oprócz wszystkim doskonale znanych fundamentalnych zasad, ważne są drobiazgi i okoliczności z pozoru nie związane z biznesem, bo to one tworzą rzeczywistość, w której przychodzi nam kierować przedsiębiorstwem. Ważne jest, aby nigdy nie stracić jej z oczu.

– A w jakiej sytuacji może pan komuś wręczyć zwolnienie?
– Zdarza się to rzadko, ale zawsze z jednego powodu: szczególnie istotne jest dla mnie zaangażowanie i rozumienie celu wykonywanej pracy. Jeśli nie znajduję tego w pracownikach – rozstajemy się. Zarządzam firmą, jakby to był mój własny biznes, inaczej nie potrafię. W biznesie nie ma perpetuum mobile – jeśli coś dobrze funkcjonuje, to tylko dlatego, że ciągle stawiamy sobie nowe wyzwania.

– „Siódemka” od dawna angażuje się w działania CSR.
– Przez ostatnie lata współpracowaliśmy w tym zakresie z wieloma fundacjami i organizacjami, współrealizując bardzo ciekawe projekty, m.in. akcje WOŚP, działania Amnesty International. Nasi pracownicy angażowali się w akcje Bank Żywności SOS i w akacje organizowane przez hospicja i fundacje, a nakierowane na pomoc dzieciom. Obecnie współpracujemy z organizatorami „Szlachetnej paczki”. To piękne przedsięwzięcia, nie tylko ze względu na możliwość pomocy potrzebującym. W działania te jest zaangażowanych 9 tys. młodych ludzi – wolontariuszy, dla których ważne są słowa: podaj dalej dobro. To oni znajdują rodziny, które potrzebują wsparcia. Ale ci młodzi ludzie uczą się przede wszystkim pracy w strukturach, organizacjach – zdobywają umiejętności, które w dorosłym życiu i dla przyszłych pracodawców będą niezbędne. Bardzo mocno identyfikujemy się z akcjami angażującymi, kształtującymi przyszłe pokolenia Polaków. Jesteśmy polską firmą, która z mocno niedokapitalizowanej spółki wyrosła na lidera w branży. Tym sukcesem dzielimy się z tym, którzy tworzą akcje mające wpływ na to, jak kształtują się przyszłe pokolenia. Krótko mówiąc – to ludzie, którym czegoś się chce, a takich cenię najbardziej.

Co lubi Jarosław Śliwa?

ZEGARKI – Zenith, IWC
PIÓRA – „Mój tata nauczył mnie pisać wiecznym piórem. Najczęściej używam Montblanc.”
WYPOCZYNEK – „Kiedy mam wolną chwilę – zwykle odwiedzam Mazury. Podczas wakacji szukam nowych ciekawych miejsc. Szczególnie zafascynowała mnie Afryka. Nigdy też nie zapomnę mojego pobytu w Jerozolimie podczas Wielkiego Tygodnia.”
KUCHNIA – „Włoska. Ale też street food. Ciekawość świata i smaków kieruje moimi wyborami kulinarnymi, szczególnie w czasie podróży”
RESTAURACJA – „Wolę mówić o daniach w poszczególnych miejscach, niż o lokalach. Moja krótka lista to: sum w warszawskim Domu Polskim, tatar w Dyspensie, tajskie specjały w Naam Thai.”
SAMOCHÓD – Mercedes CLS
HOBBY – podróże motocyklowe. Ulubione maszyny to: turystyczne BMW i off owe KTM