.

Czas transformacji – jaka będzie Europa przyszłości?

XXXIV Forum Ekonomiczne to największa i najważniejsza konferencja społeczno-ekonomiczna będąca platformą dialogu pomiędzy polityką, biznesem, nauką i kulturą w Europie Środkowej. Hasło tegorocznej edycji brzmi: „Czas transformacji – jaka będzie Europa przyszłości?

To wyjątkowe na skalę Europy wydarzenie zgromadzi ponad 6000 gości z 60 krajów świata. Program konferencji obejmuje ponad 500 wydarzeń merytorycznych, tj. sesji plenarnych, paneli dyskusyjnych, debat, wykładów, keynote speechy, warsztatów, spotkań autorskich i rozmów specjalnych.

Misją Forum od ponad trzech dekad jest budowanie platformy dialogu i przyjaznego klimatu dla rozwoju współpracy politycznej i gospodarczej pomiędzy państwami Unii Europejskiej i ich sąsiadami. W wypełnianiu swojej misji Forum jest niezależne i bezstronne. Po rozszerzeniu Unii Europejskiej Forum nie tylko nie straciło na znaczeniu, ale znalazło nową formułę i zyskało nową jakość pomostu między Wschodem i Zachodem. Forum Ekonomiczne to europejski głos w debacie nad sprawami Europy i świata.

Przez ponad 30 lat organizowania Forum Ekonomicznego udało się stworzyć przestrzeń do dialogu, która dzięki swojemu niepowtarzalnemu klimatowi stała się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Europie przez liderów świata polityki, biznesu, nauki i kultury. Gośćmi Forum są prezydenci, szefowie rządów, ministrowie, politycy i samorządowcy, prezesi korporacji, ludzie kultury i sportu, uznani naukowcy, opiniotwórczy dziennikarze i przedstawiciele organizacji pozarządowych.

Motto tegorocznego Forum – „Czas transformacji – jaka będzie Europa przyszłości?” – określa główną oś tematyczną, wokół której koncentrować się będą kluczowe debaty Forum. W obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej Europa musi budować większą autonomię strategiczną oraz nową architekturę bezpieczeństwa – militarną, energetyczną i cyfrową. Ogromna większość zgadza się z opinią, że Zielony Ład to konieczność cywilizacyjna, ale też wymaga realistycznej ścieżki, uwzględniającej tempo transformacji w różnych krajach, ponieważ Europa musi pogodzić cele klimatyczne z bezpieczeństwem energetycznym i konkurencyjnością przemysłu. Europa przyszłości to gospodarka oparta na innowacjach, technologii i autonomii cyfrowej – konieczne są zatem inwestycje w badania i rozwój. Utrzymanie konkurencyjności – zwłaszcza w kontekście starzejącego się społeczeństwa – wymaga reform rynku pracy, edukacji i podatków.

Forum Ekonomiczne jest znakomitą okazją nie tylko do wymiany poglądów i inspirujących rozmów, ale także miejscem do szerokiego, wielosektorowego networkingu. W ubiegłym roku Forum miało ponad 300 partnerów biznesowych, instytucjonalnych, społecznych i medialnych. Centrum Konferencyjne w Hotelu Gołębiewski to także ogromna strefa wystawiennicza dla partnerów o łącznej powierzchni przekraczającej 5000 metrów kwadratowych.

Na szczególną uwagę zasługuje wyjątkowo duża w ubiegłym roku reprezentacja przedstawicieli świata nauki z ponad 30 rektorami i 250 profesorami wyższych uczelni, wśród których byli m.in.: prof. Alojzy Z. Nowak, rektor Uniwersytetu Warszawskiego; prof. Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej; prof. Andrzej Szarata, rektor Politechniki Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki, prof. Krzysztof Zaremba, rektor Politechniki Warszawskiej, kontradmirał prof. Tomasz Szubrycht, rektor-komendant Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, gen. bryg. prof. Przemysław Wachulak, rektor-komendant Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, prof. Czesław Zając, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, prof. Jerzy Lis, rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i prof. Arkadiusz Wójs, rektor Politechniki Wrocławskiej.

Forum co roku otwiera prezentacja Raportu Szkoły Głównej Handlowej i Forum Ekonomicznego. Raport stanowi kompleksowe opracowanie najważniejszych zagadnień dotyczących krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jest jednym z najbardziej wpływowych opracowań ekonomicznych w Polsce, analizującym kluczowe wyzwania społeczno-gospodarcze. Przedstawia również wnioski i rekomendacje, które mogą mieć istotny wpływ na decyzje podejmowane zarówno na poziomie rządowym, jak i samorządowym.

Forum Ochrony Zdrowia w Karpaczu to jedna z najważniejszych ścieżek tematycznych Forum Ekonomicznego. W 2025 roku, podczas XVI edycji FOZ, liderzy ochrony zdrowia, eksperci, a także przedstawiciele sektora publicznego i prywatnego spotkają się, aby dyskutować o przyszłości systemu ochrony zdrowia w Polsce i Europie. W centrum uwagi znajdą się kluczowe wyzwania, takie jak finansowanie opieki zdrowotnej, cyfryzacja, innowacje w medycynie czy poprawa jakości usług medycznych. Forum Ochrony Zdrowia stanowi doskonałą okazję do poszukiwania inspiracji, prezentacji nowych rozwiązań, a także do nawiązania współpracy na rzecz poprawy jakości opieki zdrowotnej.

Kulminacyjną częścią Forum Ekonomicznego jest zawsze wręczenie nagród dla wybitnych osobowości oraz zasłużonych podmiotów gospodarczych, których aktywność ma wpływ na życie polityczne i społeczne w naszym kraju i regionie. Podczas poprzedniego Forum tytuł Człowieka Roku otrzymał Władysław Kosiniak-Kamysz, Wicepremier i Minister Obrony Narodowej. Nagroda Forum w kategorii Firma Roku została przyznana firmie Budimex S.A., a odebrał ją Artur Popko, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Budimex S.A.

Forum Ekonomiczne w Karpaczu organizowane jest przez Fundację Instytut Studiów Wschodnich w formule partnerstwa z województwem dolnośląskim – głównym partnerem FE jest Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, gminą i miastem Karpacz – miastem gospodarzem, miastem Wrocław, Portem Lotniczym we Wrocławiu oraz Hotelem Gołębiewski w Karpaczu, który podczas Forum pełni funkcję Centrum Kongresowego.

Praktyczne wdrożenia AI i zarządzanie danymi

    W The Westin 6–7 października Warsaw Hotel odbyła się 6. edycja Data Economy Congress 2025, wydarzenie, które stało się platformą wymiany wiedzy i doświadczeń w obszarze innowacji cyfrowych i zarządzania danymi.

    Kongres otworzyli Jarosław Królewski, dr Mariusz Cholewa i Szymon Wałach, którzy w praktyczny sposób pokazali możliwości sztucznej inteligencji – zarówno te pozytywne, zmieniające biznes i administrację, jak i te ryzykowne, wymagające odpowiedzialnego podejścia, a także odpowiedzieli na pytania – jak zrobić kongres bez prelegentów? Jak zastąpić Przewodniczących agentami AI?

    Pierwsze panele skupiły się na budowaniu potencjału instytucji naukowych, rozwoju talentów i wsparciu deep tech w Polsce. Dyskutowano o transferze wiedzy do gospodarki, cyfrowej suwerenności i wykorzystaniu krajowych modeli językowych, a także o znaczeniu globalnych partnerstw i strategicznych inwestycji w rozwój zasobów intelektualnych. Równolegle omawiano geopolityczne znaczenie danych, sojusze cyfrowe oraz wpływ międzynarodowych graczy na przepływ i przechowywanie danych w Europie i na świecie.

    Kolejne sesje dotyczyły wyzwań wdrożeniowych AI w biznesie i sektorze publicznym. Eksperci omawiali bariery jakości danych, kultury organizacyjnej i gotowości zarządów do delegowania decyzji AI. Ciekawym momentem były prezentacje poświęcone wdrożeniom sztucznej inteligencji – uczestnicy mogli prześledzić realne przykłady zastosowań AI w bankowości, ochronie zdrowia i administracji publicznej. Dyskusje pokazały, że sukces AI wymaga nie tylko technologii, ale też odpowiedniej kultury organizacyjnej, przejrzystości decyzji i budowania zaufania wśród użytkowników.

    Mając na uwadze aktualny stan AI i tego jak on wygląda na rynku, ta technologia generalnie powinna być technologią supportującą decyzje ludzkie, a nie zastępującą.

    Paweł Biel, Wiceprezes Zarządu ds. Digitalizacji, Amica Group

    W dalszej części dnia uczestnicy omawiali nowoczesne podejścia do zarządzania danymi i transformacji organizacyjnej. Dyskutowano o elastycznych modelach Data Governance, łączeniu zgodności z regulacjami z adaptacyjnymi strukturami, modernizacji procesów i ocenie zaufania do algorytmów. Kolejne panele poruszały współdzielenie danych między organizacjami, tworzenie otwartych i bezpiecznych środowisk wymiany informacji oraz wdrażanie zasad zrównoważonej analityki i zielonej infrastruktury danych.

    Drugi dzień poświęcony był kompetencjom i organizacji pracy zespołów danych w erze AI i automatyzacji. Omawiano strategie budowania i rozwoju kadry, rolę młodych pracowników, wpływ zmian pokoleniowych oraz narzędzi cyfrowych na strukturę pracy. Kolejne panele pokazały praktyczne zastosowania danych w marketingu i komunikacji, automatyzacji doświadczenia klienta, cyfrowych interakcjach pokolenia Z oraz wyzwania prawne i etyczne związane z wykorzystaniem AI.

    Wielki brat musi patrzeć na wszystko. […] Na pewno musimy to robić w sposób, który klientom nie przeszkadza w ich działaniu, więc te systemy, które prezentujemy nie powinny nikogo obciążać. A z drugiej strony oczywiście musimy działać i działamy zgodnie w ramach prawa, gdzie rzeczywiście nie wykorzystujemy absolutnie żadnych danych, które wyglądałyby w jakikolwiek sposób ryzykownie, czy jakiekolwiek nadużywałyby sytuację klientów.

    Piotr Wojewnik, Dyrektor ds. Rozwoju Scoringu, BIK

    Sesje poświęcone Data Governance i etyce danych podkreślały znaczenie transparentnych algorytmów, odpowiedzialności w decyzjach podejmowanych przez AI, ochrony danych oraz budowy zaufania w organizacjach.

    1. Data Economy Congress udowodnił, że dane i AI to nie tylko narzędzia technologiczne – to siła napędowa innowacji, odpowiedzialności i współpracy. Uczestnicy podkreślali potrzebę dalszej współpracy między biznesem, nauką i administracją, aby budować bezpieczną, etyczną i odporną gospodarkę danych w Polsce, gotową na wyzwania globalnego rynku.

    Wśród uczestników 6. Data conomy Congress pojawili się m.in:

    • Dariusz Piotrowski, Dyrektor Generalny, Dell Technologies
    • Agnieszka Szopa-Maziukiewicz, Prezes Zarządu Digital Fingerprints, Wiceprezes Zarządu, BIK
    • Radosław Nielek, Dyrektor, NASK PIB
    • Adam Niewiński, Co-Founder & Managing Partner, OTB Ventures
    • Marcin Dzienniak, Członek Zarządu & COO, Ringier Axel Springer Polska
    • Robert Stupak, Członek Zarządu, Dyrektor Marketingu, Digital, IT i E-Commerce, Carrefour Polska
    • Dominika Rogalińska, Wiceprezes ds. Technologii Informacyjnych, Główny Urząd Statystyczny
    • Sławomir Wasielewski, Członek Zarządu nadzorujący Pion Operacji i Eksploatacji Systemów, Zakład Ubezpieczeń Społecznych
    • Mirosław Wróblewski, Prezes, Urząd Ochrony Danych Osobowych
    • Krzysztof Szubert, Pełnomocnik Dyrektora ds. Komercjalizacji i Współpracy Międzynarodowej, Instytut Łączności
    • dr hab. Bogumił Kamiński, Dyrektor AI Lab, SGH

    Pełna lista prelegentów: https://dataeconomycongress.pl/prelegenci/

    Partner strategiczny: BIK, PKO Bank Polski

    Partner: DLK Legal, Integral Solutions, Limitless Technlogies, expo.zen.com, ABAK,     PROFESCAPITAL

    Partner multimediów: M-sound

    Partner logistyczny: MMC Events

    Zapraszamy do zapoznania się z fotorelacją: https://dataeconomycongress.pl/fotorelacje/

    Kongres jest realizowany w ramach działalności MMC Polska organizującej prestiżowe kongresy, konferencje, warsztaty i szkolenia biznesowe dedykowane kadrze menadżerskiej oraz zarządom firm. Więcej na www.mmcpolska.pl.

    Suzuki Swift Hybrid CVT – mały zawadiaka w dużym świecie

    Po Tayronach, Raptorach i Porsche dobrze jest czasem wrócić na ziemię. A najlepiej zrobić to w aucie, które nie udaje, że zbawia motoryzację, tylko po prostu ma sens. Suzuki Swift w wersji hybrydowej z przekładnią CVT to dokładnie ten przypadek. Mały japoński zawadiaka, który przypomina, po co w ogóle wymyślono samochody miejskie. I tak, też go bardzo lubię… bez wstydu, bez ironii, z pełną świadomością kompromisów.

    Autor: Michał Garbaczuk

    Miasto – tu Swift jest u siebie

    Swift nie potrzebuje rozgrzewki. Od pierwszych metrów czujesz jego lekkość i zwinność. Krótkie nadwozie, niska masa, szybkie reakcje na ruch kierownicą – to auto porusza się po mieście jak ryba w wodzie. Parkowanie? Formalność. Zawracanie? Pestka. Napęd hybrydowy robi dokładnie to, co powinien: wygładza jazdę, uspokaja reakcje i pomaga w codziennym toczeniu się między światłami. CVT nie szuka sportu, ale w mieście to zaleta. Jest płynnie, spokojnie i bez szarpnięć. Swift to samochód, który nie stawia oporu. Ani kierowcy, ani miastu. Nie będę ukrywał, że mam do niego ogromny sentyment. 25 lat temu prywatnie też miałem Swifta, którym zjeździłem Polskę i pół Europy, dlatego bardzo byłem ciekawy jak zmienił się mój dawny przyjaciel.

    Zabieramy go w trasę

    No bo czemu nie? Skoro Swift jest taki sympatyczny, to sprawdźmy, jak odnajdzie się poza swoim naturalnym środowiskiem. Warszawa – Gdynia to wystarczająco długi odcinek, żeby małe auto zweryfikować bez taryfy ulgowej. I tu pojawia się pierwsze zaskoczenie: jest stabilnie. Oczywiście, to nie jest krążownik autostradowy, ale do 120 km/h Swift trzyma się drogi pewnie i daje poczucie bezpieczeństwa. Zawieszenie nie panikuje, auto nie pływa, a kierowca nie musi walczyć z kierownicą. Tak, przy prędkościach autostradowych robi się głośniej. To nieuniknione w tej klasie. Ale zamiast udawać, że to wada można potraktować to jako argument za spokojniejszą jazdą. Ekspresowa S7 pasuje do Swifta idealnie. Nie trzeba nikomu dotrzymywać tempa przy 140 km/h na A1. Jedziesz swoje 110–120, bez stresu i bez zadyszki.

    Zaskakująco dobrze… dla dwóch

    Nie oszukujmy się, Swift to nie auto rodzinne. Ale dla dwóch osób potrafi być naprawdę wygodny. Fotele są przyjemne, pozycja za kierownicą naturalna, a ergonomia typowo japońska: prosta, logiczna, bez udziwnień.

    Po kilku godzinach jazdy nie ma bólu pleców ani poczucia, że „to już za długo”. I to jest chyba największy komplement, jaki można wystawić małemu hatchbackowi w trasie. W Sopocie i Gdyni Swift wygląda… po prostu dobrze. Bez kompleksów. Bez próby nadrabiania rozmiaru agresywną stylizacją. W wąskich uliczkach, przy krawężnikach, między zaparkowanymi SUV-ami jest jak powiew rozsądku. To auto, które nie konkuruje o uwagę, ale zbiera sympatię. I robi to naturalnie.

    Lekkość i zdrowy rozsądek

    To jest ten moment, w którym warto powiedzieć coś ważnego: miłość do Swifta nie wyklucza miłości do dużych SUV-ów. To dwa zupełnie różne światy, dwie różne filozofie. Gdybym mógł miałbym oba. Bo Swift nie udaje, że jest czymś więcej. On jest dokładnie tym, czym powinien być. Suzuki Swift Hybrid CVT to samochód dla ludzi, którzy: lubią jeździć, a nie walczyć z autem, cenią zwinność i lekkość, poruszają się głównie w mieście, ale nie boją się wyskoczyć w trasę, jeśli trzeba. Nie jest przesadnie sportowy, ale zapewnia mnóstwo frajdy podczas codziennych przejazdów. Nie jest wielozadaniowy, ale wystarczy, by zadowolić singla lub dwoje bliskich sobie ludzi nawet podczas weekendowych wypadów za miasto. Jest uczciwy, a w dzisiejszej motoryzacji to znów zaczyna być wartością.

     

    „Supermoce kobiet: zawodowa siła na każdym etapie życia“ – podsumowanie debaty ekspertów o zdrowiu kobiet i ich aspiracjach w pracy

    Pomimo, że kobiety cieszą się najdłuższym życiem, ich kariery są najkrótsze. Są jednocześnie bardziej zestresowane w pracy. W obliczu tych wyzwań firma Bayer inicjuje otwartą debatę o łączeniu perspektywy zdrowotnej i zawodowej w pracy. Celem jest zwiększenie świadomości społecznej, że potrzeby zawodowe i zdrowotne kobiet zmieniają się wraz z etapami życia, a tworzenie środowisk pracy, które je respektują i wspierają – np. poprzez elastyczne rozwiązania, w tym technologiczne – jest kluczowe.

    Podczas debaty, zorganizowanej 14 października w Warszawie, eksperci rozmawiali o tym, jak różne etapy życia kobiety – od pierwszych lat pracy po okres menopauzalny – wpływają na potrzeby zdrowotne, motywacje i aspiracje zawodowe. Zaprezentowano także dobre praktyki Bayer Digital Hub, jednostki rozwijającej innowacyjne rozwiązania cyfrowe w medycynie, farmacji i rolnictwie. Wprowadzono tam polityki elastycznego czasu pracy, mentoringu i przebranżowienia, a pracowniczki angażują się w inicjatywy wspierające kobiety w rozwoju kariery w sektorze technologii, m.in. GROW Women in IT oraz Women in STEM. W efekcie 25% zespołu stanowią kobiety – to znacznie więcej niż średnia w polskim IT (14-17%).

    Różne potrzeby zdrowotne na różnych etapach życia

    Dr n. med. Monika Łukasiewicz, ginekolog, podkreśla:

    • Zdrowie intymne i hormonalne realnie wpływa na aktywność i decyzje zawodowe milionów kobiet. Od pierwszych miesięczek w okresie edukacji, przez wyzwania związane z ciążą i macierzyństwem oraz z powrotem na rynek pracy, aż po objawy menopauzy, które dla wielu stają się realną barierą w karierze: każdy z tych etapów niesie inne obciążenia. To endometrioza, która może występować już u młodych kobiet, obfite krwawienia miesiączkowe, zaburzenia snu i spadek energii w okresie menopauzalnym.

    Szacuje się, że jedna na trzy kobiety na świecie może doświadczać obfitego krwawienia miesiączkowego. Wśród nich 80% zauważa wpływ silnych krwawień na swoją wydajność w pracy. Endometrioza natomiast może dotykać 15% kobiet w wieku rozrodczym na świecie; jej głównym objawem jest przejmujący, przewlekły ból, który może się wiązać z obniżoną zdolnością do pracy i zwiększoną liczbą dni zwolnień chorobowych. W związku z menopauzą nawet do 80% kobiet na świecie może doświadczyć uderzeń gorąca, stanów niepokoju oraz zaburzeń snu. W Polsce z powodu związanych z menopauzą dolegliwości 42% kobiet rozważało ograniczenie lub zakończenie aktywności zawodowej.

    Lek. Maja Herman, psychiatrka i psychoterapeutka, zaznacza:

    • Troska o zdrowie psychiczne kobiet powinna być integralnym elementem wspierania ich ścieżki zawodowej. Na każdym etapie kobiety mierzą z wyzwaniami – od presji stabilizacji w młodym wieku, przez stres związany z łączeniem ról rodzinnych i zawodowych, aż po lęk o własne zdrowie i miejsce na rynku pracy w okresie menopauzy. Te doświadczenia wpływają na poczucie wartości, motywację i energię życiową.

    Digitalizacja wspiera kobiety

    Nowoczesne narzędzia cyfrowe pozwalają na dostęp do telemedycyny czy aplikacji monitorujących zdrowie, jak również do elastycznych rozwiązań pracy zdalnej. Dzięki nim kobiety mogą dbać o siebie bez rezygnacji z aspiracji zawodowych. Technologie wspierają także edukację i rozwój w dowolnym momencie życia, pomagając łączyć ambicje zawodowe z wyzwaniami zdrowotnymi.

    Joanna Pruszyńska-Witkowska, ekspertka kompetencji cyfrowych, zauważa:

    • Kobiety coraz odważniej wkraczają w obszary zawodowe kojarzone dotychczas raczej z aktywnością mężczyzn, takie jak IT czy technologie. Warto je wspierać i zachęcać, tworząc środowisko pracy, które szanuje ich potrzeby – od zdrowia po elastyczne formy pracy. Wówczas ich potencjał może w pełni rozkwitnąć, a kompetencje cyfrowe stać się realnym atutem w karierze.

    Potwierdza to Ewa Krupa – ekspertka analityki danych i liderka w Bayer Digital Hub:

    • Super jest pracować w środowisku, gdzie możesz być sobą i w pełni wykorzystywać swój potencjał. W miejscu, w którym rozwijasz kompetencje, a jednocześnie czujesz, że różnorodność doświadczeń i perspektyw pracowników są naprawdę doceniane. To środowisko szanuje potrzeby wszystkich, w tym potrzeby zdrowotne kobiet na różnych etapach życia.

    Bogusław Tobiasz, szef Digital Hub w Bayer, podsumowuje:

    • Firmy, które wprowadzają nowoczesne oraz elastyczne rozwiązania dostosowane do cyklu życia kobiet i uwzględniają zmiany w ich zdrowiu i życiu zawodowym, zyskują większe zaangażowanie i motywację pracowniczek. Takie podejście pozwala kobietom rozwijać się w satysfakcjonujący dla nich sposób, a organizacjom – budować silniejsze i bardziej innowacyjne zespoły.

     Wojciech Gryciuk

     

    Podróż do luksusu widzenia

      Adam Mamok, prezes zarządu, współwłaściciel firmy American Lens, opowiada o branży optycznej, pomysłach na nową jakość obsługi klienta, komforcie noszenia okularów i jakości życia

      Calma, czyli spokój, ale to też świat luksusu dla noszących okulary… Na czym polega pana pomysł na biznes w branży optycznej?

      Współpracujemy z salonami optycznymi w całym kraju, a jest ich w Polsce ponad pięć tysięcy. Nasz pomysł na biznes to mocny zespół złożony z ludzi z doświadczeniem w branży oraz soczewki najwyższej jakości. Stawiamy też na marketing szyty na miarę. To nasza mocna strona, bo to absolutna nowość w branży. Konkurenci oferują z reguły standardowe materiały marketingowe, które salon dostaje z centrali. My dopasowujemy je do konkretnego salonu po analizie profilu jego klientów, czy są to witryny, bliboardy, czy jakiekolwiek inne materiały. Świat salonów optycznych to w dziewięćdziesięciu procentach mali przedsiębiorcy, niewielkie rodzinne firmy. Wsparcie dla nich pod kątem działań marketingowych, czy pod kątem widoczności w social mediach jest jednym z naszych atutów.

      Są też specjalistyczne szkolenia dla salonów…

      Tak, American Lens College. To akademia prowadząca szkolenia stacjonarne oraz webinaria. To szkolenia optyczne – produktowe oraz z zakresu psychologii sprzedaży czy zarządzania. Nasza oferta obejmuje ponad 25 webinariów. Mamy dwunastu wewnętrznych wykładowców, ekspertów w swojej dziedzinie. To jest nasza siła i kolejna przewaga nad konkurencją. Stawiamy na innowacyjność, więc staramy się przedstawiać najnowsze rozwiązania w branży, jak właśnie CALMA, która jest soczewką progresywną premium z innowacyjną strategią sprzedaży.

      Co leży u podstaw koncepcji stworzenia unikalnego na rynku sposobu obsługi klienta salonu optycznego?

      Poszukiwaliśmy jak najbardziej zaawansowanego technologicznie rozwiązania, aby konkurować czymś, co pozwoli optykom wyróżnić się na rynku. Salonom optycznym, które będą sprzedawały soczewki progresywne CALMA, dajemy unikalny koncept w postaci podróży zakupowej klienta. Chcemy, żeby miał on poczucie doświadczania czegoś wyjątkowego, tego, że został obsłużony jak nigdy wcześniej, miał świadomość obcowania z produktem najwyższej jakości i usługą na wzór salonów luksusowych samochodów, biżuterii czy zegarków.

      Czy soczewki progresywne są popularne?

      Jest nadal wiele mitów związanych z doborem soczewek progresywnych. Ale przecież fizjologii nie przeskoczymy i z wiekiem musimy oczom pomóc. Soczewka CALMA sprawia, że człowiek widzi dobrze w każdej sytuacji. Ma ona też inne funkcje: estetyczne czy ochronne. Chroni przed promieniami UV, promieniowaniem monitora, przed obcymi ciałami itp.

      Jak to się stało, że zawodowo związał się pan z branżą optyczną?

      Do branży optycznej wszedłem prawie szesnaście lat temu i chcę zostać w niej do końca życia. To niezwykle ciekawa branża, która z jednej strony związana jest z troską o wzrok, a z drugiej strony zahacza o świat mody. Dzięki pięknym oprawom możemy tworzyć okulary, które są, oprócz waloru korekcyjnego, piękną biżuterią. W przypadku mężczyzn pełnią taką rolę, jak spinki do mankietów czy zegarek. Panie mogą dzięki nim podkreślić swoją urodę, elegancję, styl. Pomyślmy: ile mamy par butów, a ile okularów? Butów mamy wiele na różne okazje, a okulary to wciąż jedna para, może dwie. Do tego dochodzi specyfika polskiego rynku. Ludzie rzadko badają wzrok. I to nie tylko dorośli, ale i dzieci.

      Porzucił pan pracę w korporacji dla własnego biznesu w branży optycznej?

      Tak. Chcę mocno rozwijać firmę. Zależy mi, żeby za dwa lata wejść na rynki zagraniczne ze sprawdzoną formułą, Chcę pokazać, że w branży, która jest zdominowana przez międzynarodowe korporacje można tworzyć coś unikalnego.

      Ile lat pan pracował w korporacji?

      22 lata. Zaczynałem od polskiej, niedużej firmy. Później trafiłem w 2001 roku do korporacji japońskiej Konica Minolta, gdzie bardzo dużo się nauczyłem. Potem dołączyłem do firmy Essilor.

      Miał pan dosyć korporacji?

      Przyszedł moment, że byłem gotowy, by przejść na własny rachunek. Nie twierdzę, że praca w korporacji jest zła. Ma swoje plusy i minusy. W poprzedniej firmie praca dawała mi sporo frajdy. Tymczasem budowanie firmy jest dużym wyzwaniem. Dla mnie było to bardzo trudne, mimo że w branży istnieję wiele lat i optycy mnie znają. Pisałem artykuły, prowadziłem szkolenia, ale gdy teraz przychodzę jako Adam Mamok z zupełnie nowym produktem, ludzie nie od razu chcą współpracować. Na to trzeba sobie zapracować. To pierwsza pułapka, w którą łatwo wpaść, zaczynając własny biznes. Okazuje się, że pewne rzeczy trzeba zbudować od początku. To ciężka praca całego zespołu. Staramy się prowadzić firmę tak, żeby była zorganizowana, jak profesjonalna korporacja, ale z rodzinną atmosferą. I to jest coś, co nam się udaje.

      Na czym polega podróż klienta w strefie Calma?

      Strefa Calma to wydzielone miejsce, gdzie klient ma poczuć się wyjątkowo. Mamy pięknie oświetlony lightbox, eleganckie elementy wizualne, dostosowane do salonu. Zależy nam na tym, żeby klient do tej strefy trafił i zobaczył dostępne rozwiązania. Soczewki produkujemy na zamówienie, są jak indywidualnie uszyty garnitur, bo przecież każdy ma inny rozstaw źrenic, inny układ oczu, ma inną wadę. To rozwiązanie szyte na miarę. Pacjent dostaje okulary w pięknym opakowaniu, które można wyeksponować  w domu, pochwalić się nimi przed znajomymi. Zwykle dostajemy okulary w etui oraz kopertę ze szkłami, którą wrzucamy gdzieś do szuflady. Nie mają w sobie nic szczególnego. U nas okulary to pięknie, luksusowo zapakowany produkt, którego zakup jest przygodą, czymś, czego klient chce doświadczyć. To ma działać jak efekt kuli śnieżnej. Optycy będą przygotowywali różne materiały marketingowe, rolki, nagrywali filmy czy relacje z zakupowej przygody pacjenta, a sami pacjenci będą chcieli o tym doświadczeniu opowiedzieć, pochwalić się nim. Oczywiście, dużą rolę odegrają tu media społecznościowe, algorytmy, nasza promocja.

      Jakie standardy powinny spełniać salony, które zainteresują się współpracą z państwem?

      Przestrzeń nie musi duża, chodzi bardziej o otwartość optyków, którzy zechcą zastosować w swoich salonach elementy nieszablonowe. Są też szkolenia z obsługi klienta. W zamian dajemy komfort działania i gwarancję, że takie strefy w salonach nie będą powstawać na każdym rogu. To nie ma być Żabka czy Biedronka. Nie wszyscy dostaną naszą autoryzację. Zapewniamy wyjątkowość i elitarność w lokalnych, rodzinnych salonach. Liczę na to, że wspólnymi siłami jesteśmy w stanie tak tworzyć polski rynek, żeby mała przedsiębiorczość przetrwała, żeby rodzinne firmy funkcjonowały dalej. I żeby nie wydarzyło się coś takiego, co istnieje w Skandynawii, gdzie firmy lokalne, niezależne, stanowią zaledwie 10 proc. rynku. Wychodzę z założenia, że lokalna przedsiębiorczość to nasza największa siła, bo w Polsce małe i średnie firmy tworzą najwięcej miejsc pracy. Jesteśmy z tego znani. Polacy są przedsiębiorczym narodem i pokazali światu, że mają gen przedsiębiorczości. Powinniśmy się tym chwalić jako naród.

      Salony optyczne skarżą się, że mają zbyt mało klientów. Czy trudno utrzymać się w tej branży?

      Konkurencja jest wszędzie, a w Polsce wzrok badamy rzadko. Nie mamy świadomości, że w wieku 40+ potrzebne są soczewki progresywne. Część osób ma dwie pary okularów, do dali i do bliży, co jest niewygodne, bo co chwilę te okulary trzeba zmieniać. A część ludzi w ogóle nie nosi okularów w wieku 40+. Trzeba zmienić sposób działania optyków, żeby przyciągać klientów. My w tym też pomagamy, robiąc dni otwarte, pokazując właścicielom salonów, że jeśli pacjenci są poinformowani o tym, że jest organizowana jakaś ciekawa akcja czy pojawia się nowa kolekcja oprawek, to do salonu przychodzą. To kwestia indywidualnych działań optyka, który powinien mieć świadomość, że salony optyczne łączą troskę o wzrok z modą. I tutaj tak naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia. Nie trzeba ogromnych budżetów, żeby przyciągnąć klientów. Tymczasem optycy mają problem z tym, żeby zacząć działać marketingowo. Dzisiaj do branży wchodzą osoby, które nie mają z optyką nic wspólnego, po prostu traktują to jako biznes, dobrze liczą, są dobrzy w marketingu, ogarnięci biznesowo i skutecznie konkurują.

      Tradycyjni optycy nie mają z nimi szans?

      Po prostu trzeba tę lekcję odrobić, mieć świadomość, że to jest branża na styku mody i medycyny. Potrzebuje działań marektingowych, jak każda inna. Mamy też zmiany cywilizacyjne, dzieci praktycznie rodzą się już z urządzeniami elektronicznymi w rękach, co katastrofalnie wpływa na ich wzrok. Czeka nas plaga krótkowzroczności, każde dziecko w pewnym momencie będzie miało problem ze wzrokiem.

      Przerażające.

      Pana zadanie to sprawianie klientom przyjemności z noszenia okularów?

      Będę cały czas głosił dobrą nowinę, że okulary nie są za karę.

      Stawia pan na jakość soczewek, prawda?

      Jakość zaczyna się od tego, że pacjent jest dobrze zbadany. Dostaje soczewki o bardzo dużej klarowności widzenia, z powłokami antyrefleksyjnymi, odporne na zarysowania, warunki atmosferyczne. Posłużmy się metaforą. Jest konstrukcja bazowa, jak w przypadku samochodów. Jest Dacia czy Fiat i konstrukcje z górnej półki. To i to jest samochodem. Dojedziemy nim w to samo miejsce, ale jakość tej jazdy będzie zupełnie inna. Jeśli chodzi o soczewki, to zależy nam na tym, żeby to był Mercedes, czyli soczewki progresywne z górnej półki, w których jakość widzenia jest niezmienna, płynnie przechodzi między bliżą a dalą, w których widzi się dobrze na każdą odległość bez konieczności szukania obszaru ostrości. To wyróżnia dobrej jakości soczewki progresywne. Pozwalają widzieć ostro, w bardzo szerokim zakresie obrazu.

      Panuje opinia, że do okularów progresywnych trudno się zaadoptować.

      To nie jest prawda. Tylko jeżeli ktoś ma jakąś chorobę oczu, to rzeczywiście może być pewien kłopot, ale po to jest technologia. Każdy jest w stanie przyzwyczaić się do soczewek progresywnych. Człowiek, który nie nosił wcześniej progresów, potrzebuje trochę czasu, żeby mózg nauczył się z nich korzystać. Ale jeżeli soczewki są jak Dacia czy mały Fiat, a nie Mercedes, to nie będą dobrej jakości. To jest ta różnica. Dlatego warto zapłacić więcej za dobrą konstrukcję. Z czasem jakość widzenia będzie idealna. Wracając do soczewek CALMA: to nie tylko kwestia zaawansowanej technologii czy unikatowej podróży zakupowej pacjenta, ale też gwarancja, że jakość widzenia będzie na najwyższym poziomie. Jeżeli z jakichś przyczyn ktoś nie potrafi się przyzwyczaić do progresów, to sprawdzamy, jaki jest tego powód. Okulary są jak proteza, muszą być odpowiednio założone. Optyk jest od tego, żeby nas dobrze obsłużyć. Mamy też zaawansowane narzędzia do diagnozy i program, który bierze poprawkę na to, że pacjent może na przykład być nienaturalnie ułożony w trakcie badania, analizuje, jak się rusza i dostosowuje parametry. Nawet mikromilimetrowe wahania wpływają na jakość widzenia. Inaczej ustawione oczy, opadająca jedna powieka, subtelne różnice, delikatne elementy.

      Soczewka CALMA jest waszym najnowszym dzieckiem?

      Wszystkie brandy istniejące w naszym katalogu są nasze. Mamy dostęp do gotowych projektów, które personalizujemy i wdrażamy do produkcji. Tworzymy nasz katalog w zależności od potrzeb. Potem to kwestia wykonania, kwestia tego, jak chcemy pakować nasz produkt, jak chcemy go sprzedawać, jaka będzie strategia sprzedaży. Ja miałem wizję tego, jak technologicznie nasz produkt ma funkcjonować. Potem budowaliśmy całą resztę, każdy gdzieś dołożył swoje pomysły.

      Czym samo badanie w strefie CALMA różni się od tradcyjnego w salonie optycznym?

      Atmosferą, podejściem do pacjenta, szczegółowym wywiadem z klientem w aurze spokoju i relaksu. W urządzeniach, które mamy do pomiarów, istnieje na przykład możliwość symulacji widzenia w czasie rzeczywistym. Czyli możemy ustalić, jak widać w jakich okularach, w jakiej sytuacji, przy jakiej wadzie wzroku.

      Decydując się na soczewki CALMA, na jakiego rzędu wydatek powinniśmy być przygotowani?

      Kilku tysięcy złotych, w zależności od konstrukcji, powłoki itp.Trzeba pamiętać, że inwestujemy w dobre widzenie. A na tym nikt nie powinien oszczędzać. Ze stomatologiem nie negocjujemy ceny, chcemy mieć zdrowe zęby. Tak samo powinno być z okularami. Troska o wzrok, który jest naszym najważniejszym zmysłem, powinna być na najwyższym poziomie.

      rozmawiała Barbara Grabowska

      Ankieta „Managera

      Adam Mamok

      Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

      Szacunek, lojalność, profesjonalizm, szczerość, zaufanie i wsparcie.

      O czym najchętniej dyskutuje pan pozazawodowo?

      O życiu, literaturze, podróżach i muzyce.

      Pana pasje prywatne?

      Nurkowanie, muzyka, wspinaczka, psychologia, książki.

      Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby pan spotkać się na długą rozmowę?

      Te osoby to Ryszard Kapuściński, Haruki Murakami, Steve Jobs, Steve Harris.

      Najważniejsze momenty w życiu?

      Ślub z moją żoną Inez, narodziny moich synów Bartosza 18 lat temu i Miłosza 9 lat temu. Debiut literacki powieścią „Richter. Dni premier płyt mojego zespołu CATHARSIS. Chwila, kiedy mentalnie stałem się przedsiębiorcą w American Lens.

      Ostatnio przeczytana książka z tych pozazawodowych?

      Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt Elżbiety Sieradzińskiej.

      Bucket list

      Zbudowanie American Lens jako firmy międzynarodowej. Wydanie moich książek w innych krajach. Długie, zdrowie życie z moim klanem Mamoków

      Czas zmian na rynku motoryzacyjnym

      Witold Wcisło, prezes zarządu Inchcape Polska, opowiada o dynamicznych zmianach na rynku motoryzacyjnym. Podkreśla, że dla nowego pokolenia nabywców samochód jest częścią inteligentnego ekosystemu – zintegrowanego z domem, telefonem i pracą

      Kieruje pan firmą, która jest liderem sprzedaży BMW w Polsce.

      Nie lubię się chwalić, ale warto zauważyć, że spotykamy się w salonie, który od kilku lat sprzedaje największą liczbę samochodów tej marki. Warto podkreślić, że Inchcape to jedna z największych i najbardziej wpływowych firm dystrybucyjnych na świecie, obecna na 40 rynkach. W Europie działamy m.in. na Litwie, Łotwie, w Estonii, Finlandii, Rumunii, Bułgarii, Grecji i Belgii. Globalnie – również na Filipinach, w Australii, Indonezji, Ameryce czy w Afryce. Co ważne – jesteśmy liderem na każdym z tych rynków. Na świecie reprezentujemy ponad 60 marek. Sprzedajemy nie tylko samochody osobowe, ale też maszyny budowlane, ciężarówki, autobusy i motocykle. Nasza obecna strategia zakłada dynamiczny rozwój w dziedzinie pojazdów użytkowych i specjalistycznych.

      Od jak dawna Inchcape działa w Polsce?

      Jesteśmy tu obecni od ponad 20 lat. Od początku naszym głównym partnerem jest BMW. Prowadzimy trzy salony tej marki – w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. W stolicy mamy ponadto autoryzowany serwis BMW oraz Jaguar Land Rover.

      Kilka lat temu Inchcape został dystrybutorem samochodów Jaguar i Land Rover, a ostatnio również XPENG.

      Obydwie znakomite brytyjskie marki reprezentujemy w Polsce jako wyłączny importer od około czterech lat. Natomiast od kilku miesięcy jesteśmy dystrybutorem XPENG – jednej z najbardziej zaawansowanych technologicznie chińskich marek samochodów elektrycznych.

      Skalę firmy najlepiej ilustrują liczby.

      W Polsce zatrudniamy ponad 500 osób, a nasze roczne obroty przekraczają miliard złotych. Globalnie Inchcape zatrudnia prawie 19 tysięcy osób. Co istotne, w firmie mówi się o „colleagues”, czyli współpracownikach lub, co lepiej brzmi, o kolegach. Jest to element partnerskiej kultury organizacyjnej.

      Rynek motoryzacyjny szybko się zmienia. To już nie tylko auta elektryczne, ale przede wszystkim ofensywa chińskich marek, a gdzieś w tle rosnące zainteresowanie youngtimerami…

      Zgadzam się, jesteśmy świadkami dynamicznych przemian. Elektryfikacja, zmiana sposobu przemieszczania się, cyfryzacja – wszystko to kształtuje nową rzeczywistość. Jeśli chodzi o youngtimery, jest to nadal nisza – raczej dla zamożnych pasjonatów. Osobiście nie jestem kolekcjonerem, ale znam klientów, którzy mają po kilkanaście klasyków w garażu. Jeden z moich znajomych posiada m.in. BMW M1, warte dziś blisko milion euro. Jednak jako firma nie zamierzamy wchodzić bezpośrednio w ten segment. Za to zapewniamy dostęp do oryginalnych części zamiennych – nawet do modeli sprzed 30 i więcej lat.

      To się opłaca?

      Ekonomicznie – może nie zawsze. Ale z perspektywy relacji z klientami i budowy lojalności – zdecydowanie tak. BMW kładzie ogromny nacisk na jakość obsługi i kompleksowość oferty. To procentuje.

      Przejdźmy zatem do elektromobilności. Czy to rzeczywiście trwały trend?

      Jestem przekonany, że tak. Znajdujemy się w niezwykle dynamicznym momencie dla całej branży. Owszem, boom na auta elektryczne miał w sobie element PR-u, ale dziś to już kwestia zwrotu technologicznego. To, jak wyglądają samochody, jak się nimi poruszamy, jakie dają możliwości – radykalnie się zmienia. Młodsze pokolenia interesują przede wszystkim nowoczesne technologie, a nie naprawianie aut w garażu. Dla nich samochód ma być częścią inteligentnego ekosystemu – zintegrowanego z domem, telefonem, pracą.

      Samochód jako smartfon na kołach?

      Dziś można zdalnie sprawdzić poziom paliwa, stan oleju, uruchomić silnik, włączyć światła czy klimatyzację. To już nie przyszłość – to teraźniejszość. Stąd m.in. nasza decyzja o współpracy z firmą XPENG, która wyrosła z technologii, a dopiero potem zajęła się produkcją samochodów.

      Właśnie dlatego wybraliście XPENG jako partnera w Polsce?

      XPENG idealnie wpisuje się w naszą strategię elektromobilności. Oferuje auta z bardzo dobrym zasięgiem prawie 600 km, ładowane w 12 minut do 80 proc. Co ważne – są to dane, które sprawdzają się w praktyce, a nie tylko w katalogach. Sam testowałem wiele aut z segmentu Premium i to, co oferuje XPENG w zakresie systemów wspomagania kierowcy, jest naprawdę imponujące.

      Na przykład?

      Funkcja automatycznego parkowania. W wielu autach istnieje, ale działa słabo. W XPENG-u sprawdza się znakomicie. Samochód rozpoznaje miejsca parkingowe, potrafi samodzielnie manewrować, cofnąć się – i robi to bez udziału kierowcy. To nie jest ciekawostka – to naprawdę działa.

      To zasługa technologii?

      Zdecydowanie. 30 proc. pracowników XPENG to inżynierowie pracujący nad innowacjami. To pokazuje, gdzie leży DNA tej marki. A my jako Inchcape, mamy 20-letnie doświadczenie w Polsce i doskonale wiemy, czego oczekuje klient Premium. XPENG to obecnie jedyny chiński producent oferujący auta elektryczne w tym segmencie w Polsce.

      Chińskie auta postrzegane są jako tańsze – o 20–30 proc. w stosunku do europejskich odpowiedników i co ważne – wcale nie gorsze. Jak pan widzi ich przyszłość?

      Cena to jeden z elementów, ale nie najważniejszy. Klienci patrzą na jakość, gwarancję – w XPENG to 7 lat, a przede wszystkim – na realną użyteczność i zasięg. Segment aut elektrycznych rozwija się w Polsce coraz szybciej – wzrost wynosi ponad 50 proc. rok do roku. W naszej firmie XPENG odpowiada za dużą część tego wzrostu, ale też BMW dobrze sobie radzi w tym segmencie – są to wzrosty na poziomie 30–33 proc.

      Europejskie marki kiedyś wyprzedzały chińskie w dziedzinie elektromobilności, a dziś muszą je gonić.

      Jeśli nie chcą zostać w tyle, muszą zrozumieć, że klienci oczekują dziś aut, które spełniają ich realne potrzeby – rzeczywisty zasięg powyżej 400 km, szybkie ładowanie, niezawodność. Testowaliśmy w drodze samochód XPENG – intensywnie, z pełnym obciążeniem, z włączoną klimatyzacją i radiem, na długich trasach – i wyniki były nawet lepsze niż te deklarowane.

      A więc coraz silniejsza obecność chińskich aut w Polsce to już pewnik?

      Tak, ale pod warunkiem, że nadal będą spełniały oczekiwania jakościowe, technologiczne i cenowe. Klienci oczekują balansu: technologii, niezawodności, zasięgu i ceny. XPENG to oferuje. Dlatego jest dla nas strategicznym partnerem w elektromobilności.

      Mówił pan o przyszłości motoryzacji – jakie trendy poza elektromobilnością uważa pan za kluczowe?

      Jednym z najważniejszych kierunków jest autonomiczna jazda. To już nie jest science fiction – to się dzieje. W Japonii czy Stanach Zjednoczonych już dziś testowane są samochody jeżdżące bez udziału kierowcy.

      Czy prawo nadąża za technologią?

      Nie do końca. W Europie przepisy wciąż nie pozwalają na pełną autonomię – dopiero się kształtują. W Stanach czy Chinach są bardziej liberalne rozwiązania, stąd przewaga tych rynków. Ale to tylko kwestia czasu, zanim u nas również się to zmieni.

      A latające pojazdy? Jeden z nich pokazaliście na prezentacji XPENG.

      Naprawdę się to dzieje. Marka XPENG już dziś prowadzi trzy projekty związane z latającymi pojazdami i zbiera na nie zamówienia. Testowaliśmy ich wielki dron, który jest rodzajem latającej taksówki. To nie są prototypy w fazie koncepcji – to realne produkty. Póki co brakuje jednak regulacji prawnych, żeby rozpocząć sprzedaż, ale technologia już istnieje.

      Zmienia się też sam krajobraz motoryzacji, marki, które wcześniej nie słynęły z designu, dziś produkują naprawdę atrakcyjne samochody.

      Zgadza się. Widać ogromny postęp. Zmieniło się podejście producentów – design przestał być tylko dodatkiem, stał się kluczowym wyróżnikiem.

      A polski rynek? Z miesiąca na miesiąc przybywa samochodów z wyższej półki.

      To prawda. Na zakup decyduje się coraz więcej przedsiębiorców – zakup auta na firmę jest dziś stosunkowo prosty i korzystny podatkowo. Stąd tak dynamiczny wzrost obecności aut klasy Premium na naszych drogach.

      Kiedyś za samochód płaciło się gotówką. Dziś coraz częściej korzystamy z leasingu, często z dużą wartością wykupu końcowego, albo też z wynajmu długoterminowego.

      Są to rozwiązania, które pozwalają korzystać z aut wyższej klasy za relatywnie niewielkie pieniądze. Co dalej z tym rynkiem? Wydaje się, że ten trend będzie się już tylko umacniał. Choć leasing i wynajem długoterminowy to trend światowy, jego skala w Polsce jest wyjątkowa. Udział tego typu transakcji w naszym kraju jest znacznie wyższy niż w innych częściach Europy. Świadczy to o zmianie podejścia – coraz więcej osób chce korzystać z samochodu, ale niekoniecznie go posiadać. Klienci oczekują elastyczności, komfortu, bezpieczeństwa – a my to zapewniamy. Od lat współpracujemy z największymi bankami, tworząc oferty skrojone na miarę potrzeb. Jesteśmy partnerem wiarygodnym – zarówno dla producentów, jak BMW czy Jaguar Land Rover, jak i dla banków oraz klientów. Naszą siłą jest stabilność i doświadczenie.

      co się dzieje z samochodami po zakończeniu takich umów?

      To kolejny ważny rosnący segment rynku. Klientom, którzy chcą mieć na własność dobry i relatywnie niedrogi pojazd, oferujemy sprawdzone auta używane z niewielkim przebiegiem. W każdej lokalizacji, w której działamy, prowadzimy sprzedaż samochodów używanych. Mamy największy w Polsce salon samochodów używanych – blisko 100 aut pod dachem w Warszawie. Takiego komfortu zakupu nie znajdzie się u innych dealerów.

      Czy auta używane można również leasingować?

      Oczywiście. Oferujemy pełne możliwości finansowania, zapewniając drugie życie pojazdu. Jest to idealna opcja dla klienta, który szuka kompromisu między jakością a ceną. Stawiamy na transparentność, wiarygodność i komfort zakupu. To dla nas równie ważne, jak sprzedaż aut nowych. Co więcej – to rosnąca część naszego biznesu, segment z dużym potencjałem wzrostu, choć jednocześnie trudny pod względem rentowności. Klienci mają konkretne oczekiwania – chcą auta taniego, bezwypadkowego, z małym przebiegiem i dobrym wyposażeniem. Czasem wszystkie te warunki się wykluczają, dlatego naszym celem jest znalezienie złotego środka, ale bez kompromisów w zakresie bezpieczeństwa i jakości.

      Trzyletnie BMW to wciąż świetny samochód.

      Zgadza się. A my – jako firma – w dużej mierze wpływamy na to, jak określona marka czy model będą postrzegane za kilka lat. Decydujące jest to, jak dbamy o dystrybucję, jakość obsługi, serwis, wpływa na wartość rezydualną pojazdu. To ważne również z perspektywy banków i klientów.

      Przejdźmy teraz do pana kariery. Jak to się wszystko zaczęło?

      Jestem absolwentem akademii wychowania fizycznego, szybko jednak zrozumiałem, że nie sprawdzę się w roli nauczyciela. Karierę zawodową rozpocząłem w Tesco jako zastępca kierownika działu. Później byłem związany m.in. z IKEA i Metro Group (Makro Cash & Carry). W Tesco spędziłem 10 lat, z czego osiem w Polsce, a kolejne dwa w Wielkiej Brytanii. Praca za granicą była dla mnie przełomem – nauczyłem się zarządzania w wielokulturowym środowisku, i to bez perfekcyjnej znajomości języka. To była ogromna szkoła.

      A jak trafił pan do branży motoryzacyjnej?

      Był to zupełny przypadek. Zadzwonił headhunter z propozycją spotkania. Byłem zaskoczony, bo nie miałem doświadczenia w automotive. Usłyszałem wtedy, że właśnie dlatego zostałem zaproszony. Zaintrygowało mnie to. Spotkań i testów było sporo, aż w końcu dołączyłem do Inchcape. Najpierw jako dyrektor zarządzający salonem w Warszawie, potem – już jako prezes – objąłem odpowiedzialność za całą firmę w Polsce.

      Co najbardziej zaskoczyło pana w tej branży?

      Dynamika. W FMCG myślałem, że wszystko dzieje się szybko – dopiero w motoryzacji zobaczyłem, co to znaczy prawdziwe tempo. Automotive nieustannie się zmienia: struktury kosztów, źródła przychodów, oczekiwania klientów. Marże są dziś znacznie niższe niż jeszcze kilka lat temu – odnotowujemy spadek nawet o 40 proc. rok do roku. Jednocześnie rosną koszty: pracy, infrastruktury, finansowania.

      A przecież samochody bardzo podrożały po pandemii.

      To efekt m.in. rosnących kosztów produkcji i finansowania, ale też rosnących oczekiwań klientów. Polacy kupują auta dobrze wyposażone, często z wyższej półki. Samochód nadal pozostaje symbolem statusu. Polacy chętnie kupują drogie, dobrze wyposażone samochody, co nie jest typowym podejściem naszych sąsiadów. Widać to na ulicach. Kiedy jako nastolatek jeździłem po Europie, zaraz po przekroczeniu granicy widziałem lepsze auta. Teraz takich różnic już nie ma. Polska jest dziś bardzo ważnym krajem dla producentów – dynamicznym, perspektywicznym i wymagającym.

      Jak pan widzi przyszłość Inchcape w naszym kraju?

      Wierzę, że nasza pozycja będzie się umacniać. Polska pozostaje rynkiem bardzo atrakcyjnym – zarówno pod względem skali, jak i jakości klientów. n

      rozmawiał Piotr Cegłowski

      Ankieta „Managera

      Witold Wcisło

      Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

      Uczciwość, transparentność i ambitne podejście do życia – te trzy wartości przenikają się i są dla mnie fundamentem działania.

      O czym pan najchętniej rozmawia poza pracą?

      O sporcie i aktywności fizycznej. To mnie odpręża i inspiruje.

      Pana pasje prywatne?

      Squash – minimum trzy godziny tygodniowo, jazda na rowerze – średnio 4 tysiące kilometrów w sezonie, triathlon oraz sporty wodne: narty wodne i wakeboard, głównie na Mazurach. To mój sposób na oczyszczenie głowy i sprawdzanie własnych granic.

      Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby się pan spotkać na długą rozmowę i o czym porozmawiać?

      Chciałbym porozmawiać z osobą, która wspina się na wieżowce bez zabezpieczeń – interesuje mnie, co takiego ją napędza, jak radzi sobie ze stresem i jak przygotowuje się psychicznie do takich wyzwań.

      Jaką książkę z tych pozazawodowych chciałby pan polecić naszym czytelnikom?

      Nie czytam beletrystyki – czerpię wiedzę i inspirację w inny sposób. Lubię być w ruchu, nie potrafię długo usiedzieć w miejscu, wolę doświadczać i działać.

      Najbardziej pamiętna chwila pana życia to…

      Wyjazd do Anglii – przełomowe doświadczenie, które otworzyło mi oczy na inne sposoby zarządzania, inne kultury organizacyjne i zupełnie nowe perspektywy.

      Bucket list?

      Skok na bungee – zrealizowany. Marzenie o skoku ze spadochronem – jeszcze przede mną.

      Dzień, w którym Porsche przypomniało, po co w ogóle są samochody

      Porsche Experience na Silesia Ringu nie było prezentacją gamy modelowej ani akademią techniki jazdy. Było koncentratem emocji, w którym wszystko kręciło się wokół jednego pytania: jak dziś smakuje Porsche? Odpowiedź była oczywista: smakuje intensywnie.

      Certyfikowany przez Porsche Silesia Ring jest miejscem idealnym na takie spotkania. Techniczny, szybki, z miejscami, które brutalnie obnażają niedostatki zarówno auta, jak i kierowcy. To tor, na którym nie da się „przejechać” okrążenia. Tu trzeba je pojechać, jakbyś walczył o mistrzostwo świata. I dokładnie w takich warunkach oddano nam do dyspozycji najmocniejsze, najbardziej bezkompromisowe wersje wszystkich aktualnych modeli Porsche.

      Autor: Michał Garbaczuk

      Porsche 911 Carrera T – ostatni Mohikanin

      Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, dlaczego manualna skrzynia biegów jest czymś więcej niż nostalgią, to 911 Carrera T rozwiewa je w pierwszym zakręcie. To nie jest najszybsze 911 w gamie, jest za to najczystsze, najbardziej purystyczne i absorbujące, bo żaden inny model nie jest w stanie obnażyć niedoskonałości kierowcy jak właśnie Carrera T w wymagających łukach toru. Krótka, precyzyjna skrzynia, idealnie dobrane przełożenia sprawiają, że szybko odnajdujesz rytm i zaczynasz czerpać przyjemność z prowadzenia, a każde kolejne okrążenie staje się twoim najlepszym. „Najsłabsze” Porsche wcale nie musi być najwolniejsze, bo kiedy masz pełną kontrolę, jedziesz precyzyjniej, a dokładność na Silesii znaczy więcej niż moc. To auto, które przypomina, że Porsche zbudowało swoją legendę na mechanice i zaufaniu, nie na algorytmach.

      Porsche 718 Spyder RS – bolid bez filtra

      Spyder RS to jeden z tych samochodów, z których wysiadasz na lekko miękkich nogach. Wolnossący czterolitrowy silnik za plecami brzmi jak permanentny atak na zmysły. Każde przyspieszenie powoduje nie tylko przyspieszenie tętna, ale wręcz sztywnienie karku. Nie jest autem, które „lubi tor”, ale maszyną, która została do niego stworzona. Surowe, głośne, wymagające. Tu nie ma miejsca na półśrodki ani błędy. Ale jeśli trafisz w rytm, nagrodą będzie jedno z najbardziej intensywnych doznań, jakie można dziś legalnie przeżyć za kierownicą.

      Porsche 718 Cayman GT4 RS – dźwięk, który wchodzi pod skórę

      Jeśli Spyder RS jest koncertem na żywo, to Cayman GT4 RS jest koncertem… w twojej głowie. Dźwięk tego auta podczas przyspieszania jest niemal fizycznym doświadczeniem. Wibruje w klatce piersiowej, wywołuje dreszcze, sprawia, że zapominasz oddychać. Na torze GT4 RS jest piekielnie szybki, ale też zaskakująco czytelny. Daje kierowcy sygnały, komunikuje granice, pozwala się prowadzić. To auto, które nagradza za precyzję i karze za brawurę. I właśnie dlatego jest tak uzależniający.

      Porsche Cayenne Turbo GT – fizyka na urlopie

      Moment, w którym Cayenne Turbo GT wjeżdża na tor, budzi naturalny sceptycyzm. A potem przychodzi pierwsze szybkie okrążenie… i fizyka bierze dzień wolny. SUV, który przyspiesza, hamuje i skręca z determinacją, jakiej nie powstydziłby się rasowy sportowiec. Masa? Oczywiście jest. Ale została tak skutecznie zamaskowana, że przestajesz o niej myśleć. Na Silesii Cayenne okazało się absurdalnie szybkie i jednocześnie przerażająco skuteczne, bo potrafi popędzać mniejsze i wydawałoby się trafniej skonfigurowane do torowych warunków modele.

      Nowa era: elektryczny Macan i znajoma Panamera

      Elektryczny Porsche Macan Electric pokazuje, że Porsche bardzo poważnie traktuje przyszłość. Na torze jest stabilny, precyzyjny i zaskakująco angażujący. Nie brzmi, ale komunikuje się z kierowcą w inny sposób, bo przez reakcje, trakcję, balans.

      Z kolei Porsche Panamera GTS, o której już pisaliśmy na łamach Manager-Report, ponownie udowodniła, że potrafi łączyć komfort limuzyny z temperamentem auta sportowego. Na torze była szybka, ale bez teatralnych gestów. Po prostu skuteczna.

      Porsche 911 GT3 RS – sport w najczystszej postaci

      To nie jest samochód, to narzędzie do wygrywania. 911 GT3 RS wygląda jakby uciekło prosto z alei serwisowej wyścigu długodystansowego i tylko przez pomyłkę dostało tablice rejestracyjne, a z opcjonalnym pakietem Weissach po prostu zrywa kaptur… Aerodynamika pracuje tu nie „dla efektu”, tylko dla czasu okrążenia, zawieszenie nie wybacza błędów, a każdy metr toru jest testem koncentracji. To esencja wyczynowej jazdy: głośna, bezkompromisowa, wymagająca absolutnej precyzji. GT3 RS nie prowadzi się „szybko”, ono prowadzi się na granicy, tej cienkiej linii, po której potrafią iść tylko najlepsi. Spoci nawet największego twardziela, bo nie oferuje wsparcia emocjonalnego ani taryfy ulgowej. W zamian daje coś znacznie cenniejszego: poczucie obcowania z maszyną, która istnieje po to, by jechać szybciej niż ty jesteś gotów. I właśnie dlatego jest nieprawdopodobna.

      Co zostało po tym dniu?

      Porsche Experience na Silesia Ring nie było pokazem mocy, a poważną lekcją filozofii budowania wyczynowych samochodów sportowych w dobie powszechnej cyfryzacji. Niezależnie od tego, czy mówimy o manualnym 911T, wolnossącym 718 RS, hybrydowym Cayenne czy elektrycznym Macanie, każdy z tych samochodów miał jasno zdefiniowaną osobowość. I to jest dziś największa siła Porsche. W świecie, w którym wiele marek próbuje być wszystkim dla wszystkich, oni wciąż budują auta, które wymagają, angażują i zostają w głowie długo po zgaszeniu silnika.

      Kolagen przyszłości

      Jak polska firma podbija świat naturalnym „Salmon Collagenkolagenem ze skóry łososia. Opowiadają o tym Eva i Dariusz Majka – założyciele i producenci innowacyjnej marki suplementów kolagenowych i linii kosmetyczno–leczniczej

      Od czego wszystko się zaczęło? Skąd pomysł na biznes oparty na kolagenie?

      Eva Majka: Uniknęłam operacji kręgosłupa dzięki kolagenowi ze skóry łososia. Od lat zmagałam się z rwą kulszową i zaawansowaną dyskopatią. Ból był tak silny, że utrudniał mi codzienne funkcjonowanie – nie mogłam siedzieć, chodzić, a nawet spać bez bólu. Przeszłam dziesiątki konsultacji, rehabilitacji, terapii manualnych, zabiegów przeciwbólowych. Niestety – wszystko działało tylko chwilowo. Lekarze zaczęli mówić wprost, że powinnam pomyśleć o operacji. Nie poddałam się. Zaczęłam intensywne poszukiwania naturalnych metod regeneracji – takich, które nie tylko uśmierzą ból, ale odbudują to, co uszkodzone. Wtedy po raz pierwszy natknęłam się na badania dotyczące bioaktywnego kolagenu rybiego – w szczególności z łososia. Kluczowy był jeden fakt: kolagen ten nie jest rozbijany chemicznie, lecz zachowuje naturalną strukturę, dzięki czemu organizm traktuje go jak swój własny materiał budulcowy. Zaczęłam suplementację – konsekwentnie, codziennie, bez przerw. Po kilku tygodniach ból zaczął się zmniejszać. Po dwóch miesiącach mogłam znów chodzić bez łez. Po trzech – spałam całą noc bez wybudzania. A najważniejsze – uniknęłam operacji. Właśnie ta historia dała mi siłę i motywację, by stworzyć wraz z mężem markę, której celem jest pomoc innym. Dziś jako pacjentka i współzałożycielka firmy wiem jedno: dobry kolagen to nie moda, to fundament zdrowia.

      Dariusz Majka: Od zawsze interesowało nas, jak naturalne składniki mogą wspierać organizm – nie chwilowo, ale długofalowo i bez skutków ubocznych. Gdy trafiliśmy na badania dotyczące hydratu kolagenu rybiego, zwłaszcza z dzikiego łososia norweskiego, zrozumieliśmy, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Problem polegał na tym, że większość kolagenów dostępnych na rynku była niskiej jakości – często sztucznie hydrolizowana, bez bioaktywności, bez efektu.

      EM: Dlatego postanowiliśmy stworzyć produkt, który będzie w 100 proc. naturalny, bez chemii i maksymalnie skuteczny. Nasz kolagen nie jest rozbijany chemicznie – dzięki specjalistycznemu procesowi liofilizacji zachowujemy jego potrójną helisę, co czyni go bioaktywnym. To właśnie ta technologia nas wyróżnia – i daje prawdziwe efekty.

      Wasz kolagen zdobywa popularność na całym świecie. Jak długo działacie na rynku i gdzie obecnie sprzedajecie?

      DM: Na rynku amerykańskim jesteśmy obecni od ponad 15 lat. Zaczynaliśmy skromnie – od sprzedaży do środowisk medycyny naturalnej i estetycznej. Ale dzięki efektom, jakie przynosi nasz produkt, zaufanie zaczęło rosnąć bardzo szybko. Dziś jesteśmy obecni na wielu rynkach międzynarodowych.

      Czym Wasz produkt różni się od tysięcy innych kolagenów dostępnych na rynku?

      EM: Po pierwsze, jest bioaktywny. Oznacza to, że zachowuje swoją naturalną strukturę i może realnie odbudowywać tkanki w organizmie. Po drugie, pochodzi z jednego, najwyższej klasy surowca: skóry dzikiego łososia. Jest naturalnie czysty, liofilizowany, bez dodatków chemicznych, konserwantów, aromatów. I co ważne, zawiera czysty kolagen w formie wolnych aminokwasów w formie potrójnej helisy, stymulując produkcję kolagenu ustrojowego.

      DM: Nasze podejście to zero kompromisów. Wierzymy, że jakość obroni się sama – i tak właśnie się stało.

      Kto najczęściej sięga po wasz kolagen?

      EM: Grupa naszych klientów jest bardzo zróżnicowana. Od osób dbających o cerę, przez sportowców, seniorów, osoby po urazach, aż po klientów klinik medycyny estetycznej i SPA. Nasze kapsułki pomagają utrzymać elastyczność skóry, wspierają regenerację stawów, wzmacniają kości, poprawiają ogólną kondycję organizmu, zatrzymując i odwracając procesy starzenia.

      Jak długo trzeba stosować kolagen, żeby zobaczyć efekty?

      DM: Większość osób widzi pierwsze efekty – jak poprawa nawilżenia skóry czy mniejszy ból stawów – już po 2–4 tygodniach. Ale pełne działanie pojawia się przy regularnej suplementacji – po 4 miesiącach. To proces biologiczny, nie kosmetyczny trik.

      Wasza firma działa nie tylko B2C, ale też B2B – współpracujecie z klinikami, trenerami, specjalistami.

      DM: Tak, to dla nas bardzo ważny kierunek rozwoju. Od początku zależało nam na tym, aby nasz produkt nie tylko trafiał do klientów indywidualnych, ale również był rekomendowany przez specjalistów – osoby, które na co dzień pracują z ludzkim ciałem i zdrowiem. Dlatego nasz kolagen jest dziś stosowany w wielu renomowanych gabinetach medycyny estetycznej, klinikach rehabilitacyjnych, hotelach SPA, a także przez trenerów personalnych, dietetyków klinicznych i fizjoterapeutów. Zaufanie tych profesjonalistów to dla nas ogromne wyróżnienie, ponieważ oznacza, że produkt spełnia najwyższe standardy jakości, skuteczności i bezpieczeństwa. Lekarze i terapeuci często szukają rozwiązań, które rzeczywiście wspierają procesy regeneracji, są dobrze tolerowane przez organizm i oparte na badaniach – właśnie to oferujemy. Co więcej, współpraca z tymi środowiskami pozwala nam otrzymywać realny feedback i obserwować efekty działania kolagenu u pacjentów i klientów, którzy zmagają się z bólem, kontuzjami czy starzeniem się skóry. To pokazuje, że kolagen bioaktywny przestał być tylko trendem, a stał się ważnym elementem kompleksowej opieki nad zdrowiem i wyglądem. Dla nas to nie tylko dowód na sukces marki, ale także potwierdzenie, że nasza misja ma realną wartość.

      Jakie wyzwania napotkaliście na drodze rozwoju?

      DM: Początkowo najtrudniejsze było przekonanie rynku, że kolagen kolagenowi nierówny. W świecie pełnym tanich suplementów, trzeba mieć odwagę, by postawić na najwyższą jakość – i cierpliwość, żeby zbudować zaufanie. Dziś zbieramy tego owoce.

      Jakie są najbliższe plany firmy?

      EM: Nieustannie pracujemy nad nowymi produktami – m.in. nad kosmetykami z bioaktywnym kolagenem, produktami funkcjonalnymi dla sportowców i kobiet w ciąży. Planujemy też badania kliniczne oraz ekspansję na nowe rynki, w tym oczywiście Polskę. Pomysł na Polskę zrodził się z przyjaźni. Jarosław Cecherz, przyjaciel i długoletni obserwator rynku sportowego w Polsce – namówił nas, by rozważyć wprowadzenie kolagenu do kraju, gdzie notabene jest produkowany.

      Czy planujecie działania społeczne lub edukacyjne?

      DM: Chcemy uruchomić programy edukacyjne i profilaktyczne, zwłaszcza dla osób starszych i młodzieży. Planujemy też fundację wspierającą zdrowie naturalne oraz kampanie społeczne pokazujące, jaką rolę pełni kolagen w zachowaniu zdrowia i długowieczności.

      W czym tkwi największa siła waszej marki?

      EM: W autentyczności. To nie jest produkt wymyślony przy biurku, tylko efekt lat doświadczeń, prób i pasji. Nasza siła to również zespół ludzi, którzy wierzą w misję, nie tylko w sprzedaż. Jesteśmy marką z krwi i kości – a nie z marketingowego planu.

      DM: I w jakości. Bez niej nie ma niczego. Działamy w branży, w której zaufanie buduje się latami. My je zdobyliśmy, bo nigdy nie zeszliśmy z obranej ścieżki.

      Czego można wam życzyć?

      Zdrowia – i dalszej świadomości klientów. Bo kiedy ludzie wybierają mądrze, zdrowiejemy jako społeczeństwo. A wtedy sukces przestaje być celem – staje się skutkiem.

      rozmawiał Jarek Dotka

      Co lubi…

      Dariusz Majka

      Sport tenis, piłka nożna

      Wypoczynek › Dominikana

      Kuchnia › polska

      Hobby ›  Mercedes, Rolex, Apple

      Eva Majka

      Hobby › książki – szczególnie historyczne i fantasy – bo przenoszą mnie w inne epoki i światy. Decoupage – sztuka, która pozwala nadać przedmiotom drugie życie. Lubię też fotografię – szczególnie w naturze. Uwielbiam aktywność fizyczną, zwłaszcza fitness, a kiedy chcę poczuć prawdziwą wolność – wsiadam na quada i ruszam przed siebie. Moje ulubione auto to Pick-up Denali, mój numer jeden. Doskonale oddaje moją osobowość: niezależną, dynamiczną z miłością do otwartych przestrzeni.

      Wypoczynek › Alaska – dzika, surowa, piękna. Szkocja – tajemnicza, z duszą. I oczywiście nasze polskie góry, to właśnie tam najczęściej szukam oddechu i ciszy.

      Kuchnia › Sałatki. Świeże, kolorowe, lekkie – z różnych zakątków świata.

      Znam środowisko sportowe od środka – pracując z klubami, trenerami i zawodnikami. Widziałem wiele – ale kolagen bioaktywny tej jakości to absolutna rzadkość, Dlatego, po wielu wspólnych rozmowach, analizach i wymianie doświadczeń, zdecydowaliśmy się połączyć siły. Uznaliśmy, że warto wspólnie wypromować ten wyjątkowy produkt właśnie tutaj – w kraju, który zasługuje na dostęp do światowej jakości. Dziś z dumą mogę powiedzieć, że cały pomysł obecności marki w Polsce zrodził się z naszych rozmów, przyjaźni i przekonania, że prawdziwa jakość zawsze się obroni – szczególnie w środowisku sportowym, gdzie liczy się działanie, nie obietnice.

      Jarosław Cecherz

      Polski przedsiębiorca działający w USA

      Ważne Informacje

      Laboratorium Odzyskiwania Nadziei

      Rafał Krawczyk, prezes Labdaty, opowiada o tym, jak jego firma pomaga odzyskiwać dane z uszkodzonych komputerów i telefonów Firm oferujących usługi odzyskiwania danych jest wiele....

      V Europejskie Forum Handlu i Eksportu: polskie firmy w globalnej grze

      11 grudnia 2025 roku w Hotelu Bristol w Warszawie odbyła się V edycja Europejskiego Forum Handlu i Eksportu – jednego z kluczowych wydarzeń poświęconych...

      Rusza ogólnopolski projekt edukacyjny ZBADAI

      Sztuczna inteligencja w szkole? Taka myśl przeraża zarówno wielu nauczycieli, jak i rodziców. Tymczasem AI może być sprzymierzeńcem w poznawaniu świata i zrozumieniu rzeczywistości....

      Europejskie Forum Handlu i Eksportu: przyszłość europejskiego handlu, e-commerce i łańcuchów dostaw

      Już 11 grudnia 2025 roku odbędzie się kolejna edycja Europejskiego Forum Handlu i Eksportu, jednego z najbardziej prestiżowych wydarzeń w Polsce poświęconych globalnemu handlowi,...

      Open Source wg Red Hat

      Dinko Eror, VP EMEA Central, North and Eastern Europe w Red Hat, opowiada o tym, dlaczego rozwiązania open-source’owe cieszą się coraz większą popularnością Jak Red...

      Łukasiewicz i Dassault Systèmes razem na rzecz transformacji cyfrowej polskiego przemysłu

      Centrum Łukasiewicz podpisało porozumienie o współpracy z Dassault Systèmes w zakresie cyfrowej transformacji polskiego przemysłu. Współpraca ma wspierać cyfryzację procesów badawczorozwojowych, wdrażanie nowoczesnych technologii w gospodarce i wzmacnianie kompetencji cyfrowych...