.
Strona główna Blog Strona 386

Mieszkaniowe dylematy

Hand with a house keyWiadomo choćby z literatury, że przed wojną dobrze nie było i tysiące kilkupokoleniowych rodzin gnieździło się w lokalach bez wygód, a samodzielny pokój ze zlewem w korytarzu i wychodkiem w podwórzu był niemal luksusem. Wojna przyniosła straszliwe zniszczenia – zakładów przemysłowych, urządzeń komunikacyjnych, zabytków, ale przede wszystkim domów mieszkalnych. Straty samej Warszawy w tej mierze szacuje się na 80 procent. Pierwsze lata po wojnie to nie było zapewnianie ludziom mieszkań. To było zapewnianie dachu nad głową, jakiegokolwiek. Owo „jakiekolwiek” stało się, niestety, standardem i później weszło niejako do kanonu mieszkalnictwa, nazywanego już wówczas polityką mieszkaniową. Jakoś nikt nie zauważył (a jeśli zauważył, to siedział cicho), że „polityka mieszkaniowa” jest pojęciem absurdalnym. Jest to tym dziwniejsze, że próbuje się uprawiać ją jeszcze dzisiaj. To prawdziwy chichot komuny zza grobu. Bo przecież tam, gdzie idzie o podstawowe potrzeby ludzkie, nie ma miejsca na politykowanie. Nie istnieje polityka obuwnicza ani polityka jazdy autobusem.

Polityka to, w myśl klasycznej definicji, wykonywanie założonych celów. Celem ma być w tym wypadku zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych. Ale… jak to jest z tymi potrzebami? I tu wracamy do dogmatu o braku mieszkań. O ile sam brak jest oczywisty, to okazuje się, że podawane są bardzo różne liczby obrazujące ten deficyt. Najczęściej pada liczba 700-750 tysięcy. Przeciwny biegun to aż 8,3 miliona (szacunek Lion’s Banku). Różnica, jak widać, niemała. Pomiędzy tymi skrajnymi wartościami lokują się inne oceny. Na przykład, branżowa firma Home Broker stwierdziła, że w Polsce brak 2,4 mln lokali mieszkalnych.

Jest jeszcze ciekawa obserwacja autora specjalistycznego bloga, że według wyników ostatniego spisu powszechnego mieszkań jest w Polsce więcej niż gospodarstw domowych. Stąd tylko krok do zakwestionowania dogmatu o deficycie. Ale to raczej żart statystyczny. Jak z tego widać, jedyną pewną rzeczą jest chaos pojęciowy. Żadna z tych, tak bardzo przecież odległych, liczb nie wzięła się przecież znikąd. Za każdą stoi jakiś sposób sporządzenia rachunku. Szokujące ponad 8 mln Lion’s Banku powstało z zastosowania metodologii Eurostatu i porównania warunków polskich do zachodnioeuropejskich. A te są, z naszego punktu widzenia, bajeczne. Przykładowo, Eurostat w ogóle nie uznaje za mieszkania ta popularnych w Polsce kawalerek. Według zachodnich norm, nawet samotna osoba powinna bowiem mieć do dyspozycji co najmniej dwa pokoje: sypialny i dzienny. Ogólną zasadą jest tam: jeden pokój plus tyle, ile osób w rodzinie. O łazience i kuchni lepiej nawet nie wspominać.

Te ponad 8 milionów brakujących mieszkań wynikło z porównania z obecną średnią Unii Europejskiej. To wyliczenie i tak dla Polski łaskawe. Gdyby bowiem chcieć osiągnąć poziom Danii, Norwegii czy Holandii, potrzeba dodatkowo 13,8 mln lokali, czyli podwojenia tego, co jest. To nie koniec, 15 mln mieszkań brakuje, aby każdy Polak miał warunki takie, jakie już ma Irlandczyk. A doścignięcie najwyższego w UE poziomu belgijskiego oznacza konieczność budowy prawie 18 mln mieszkań. Zejdźmy na ziemię. Najczęściej przywoływana liczba 700 tysięcy brakujących mieszkań to wynik analiz rynkowych. Czyli: ile dałoby się sprzedać. Ale uwaga, chodzi o optykę firm deweloperskich i budowlanych. A te chcą budować i sprzedać nie tylko ostatecznym klientom-mieszkańcom, ale także gminom, na potrzeby socjalne. Nadto, mieszkanie mieszkaniu nierówne.

Są luksusowe, wielopokojowe lokale. Są gomułkowskie komunałki i gierkowskie M-ileś o bardzo różnym poziomie. Są wreszcie mieszkania delikatnie nazywane substandardowymi zapuszczone pomieszczenia w walących się kamienicach na warszawskiej Pradze, w centrum Łodzi i w setkach małych miasteczek. Takowych jest około 1,5 miliona i powinny być co rychlej opróżnione. Pamiętać też trzeba, że circa 25 procent narodu to mieszkańcy wsi, miasteczek i przedmieść, którzy „jednorodzinne” domy stawiali i stawiają sobie sami i pozostają całkiem poza problemem. W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Mieszkać czy mieć mieszkanie?

To jest w polskich realiach pytanie iście szekspirowskie. A może raczej freudowskie przejęzyczenie? Cała nieszczęsna polityka mieszkaniowa państwa rządzi się od dawna pojęciem-kluczem: mieć mieszkanie. W potocznym i powszechnym rozumieniu oznacza to tylko jedno –własność. W PRL-u, gdzie własność była niesłuszna ideologicznie, próbowano to maskować rozmaitymi formalnymi dziwolągami, takimi jak spółdzielcze prawo własnościowe. Ale zawsze chodziło i chodzi o to samo: użytkownik mieszkania ma za nie zapłacić.

W zapomnienie poszedł system dominujący w Polsce przed wojną, a i dzisiaj powszechny w świecie. W tym systemie człowiek zamożny budował sobie kamienicę, w niej rezerwował dla swojej rodziny reprezentacyjne mieszkanie na pierwszym piętrze, a pozostałe przeznaczał na wynajem. Najemcami mieszkań od frontu byli adwokaci, lekarze, profesorowie i lepsi urzędnicy. Od podwórza i w oficynach wynajmowali lokale urzędnicy niższej rangi, robotnicy-majstrowie i sklepikarze. Rodziny przez pokolenia mieszkały w wynajętych mieszkaniach i nikomu nie przynosiło to ujmy. Peerelowski socjalizm postawił to wszystko na głowie. Najpierw upaństwowiono co tylko się dało i łaskawie, po uważaniu, przydzielano obywatelom. Podjęto nawet spory wysiłek inwestycyjny, w wielu miastach powstały rozmaite „osiedla robotnicze” i zakładowe. W ten sposób powstał i głęboko ugruntował się mit, że państwo „daje” mieszkania. Pewien odsetek rodaków wierzy do dzisiaj, że państwo ma im mieszkanie dać Kolejnym próbom uporządkowania sytuacji za pomocą rynkowych czynszów zawsze przeciwdziała słuszny gniew społeczny.

Z czasem państwo znudziło się tą działalnością. Ktoś przypomniał sobie o XIX-wiecznej idei spółdzielczości i na te twory przerzucono odpowiedzialność za dach nad głowami Polaków. W wymiarze czysto statystycznym osiągnięcia spółdzielni mieszkaniowych nie były złe, tyle że stały się one z czasem krypto-państwowymi urzędami i ugrzęzły w marazmie. Po 1989 roku spółdzielnie wygasiły działalność inwestycyjną i stały się zwykłymi administracjami domów. Cały ciężar tworzenia podaży mieszkań wziął na siebie wolny rynek. Model jest taki, że deweloper inwestuje i buduje, a chętny kupuje i płaci. Jeśli nie ma wystarczających zasobów (99 procent przypadków) to bank udziela mu kredytu. Jest to w dzisiejszej Polsce właściwie jedyny sposób pozyskania mieszkania. Wynajem na rynku prywatnym to obecnie domena studentów i tzw. słoików. Umowy są zawierane na rok, dwa. Nie istnieje wynajem dla rodziny na dziesięciolecia. Przydział od państwa – dzisiaj gminy – to marzenie najbiedniejszych. Kolejka jest kilometrowa, a standard gminnych lokali należy do najniższych; pojedyncze nowe domy komunalne to białe niedźwiedzie na pustyni śniegowej, służące burmistrzom za tło zdjęć w kolejnej kampanii. Ogólnie, rynek najmu to dzisiaj zaledwie 4 procent mieszkań, podczas gdy lokale własnościowe to około 85 procent ogółu.

Tymczasem system kupowania na kredyt jest najgorszy z możliwych. To złośliwa loteria. Wygrana oznacza zadłużenie rodziny na kilkadziesiąt lat, co skutecznie blokuje jej możliwości rozwoju – kształcenia dzieci, wypoczynku, mobilności. A przegrana? O przypadkach takich, jakie dotknęły posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich, nawet nie chce się mówić. Problem istnieje, nic zatem dziwnego, że kolejne rządy obiecywały go rozwiązać (podczas kampanii wyborczej, doda złośliwiec). Rozmaite programy dopłat dla młodych i jeszcze młodszych były może i skuteczne, ale lokowały się gdzieś po bokach. Były poza tym za proste. Budżet wykładał trochę pieniędzy i tyle. System pozostał ten sam. Na tym tle najnowsza koncepcja „Mieszkanie plus” jest zaskakująco oryginalna.

Przyjęto bowiem przytomne założenie, że większość rodzin w Polsce ma za niskie przychody, by kupić mieszkanie na rynku, ale za wysokie, by liczyć na lokal socjalny od gminy. Ta grupa, według autorów jest to 40 procent Polaków, jest adresatem programu. Ma on się opierać na trzech filarach: Narodowym Funduszu Mieszkaniowym, w którym skupione będą należące do Skarbu Państwa grunty, wspieraniu budownictwa społecznego i spółdzielczego oraz na Indywidualnych Kontach Mieszkaniowych, na których ludzie będą mogli oszczędzać na kupno albo remont swojego mieszkania. Istotna jest deklaracja, że rząd będzie odchodził od wspierania „własności mieszkaniowej”. I tu jest główna różnica między programem „Mieszkanie plus” a poprzednimi formami wspierania budownictwa mieszkaniowego. Dawne „Rodzina na swoim” i „Mieszkanie dla Młodych” koncentrowały się na dopłatach do kredytów hipotecznych, które jednak każdy musiał zaciągnąć i spłacać sam. Pomysł oczywiście nie wziął się znikąd. Jego praźródłem jest system kas mieszkaniowych. Takowe działają w Niemczech od 150 lat (i tego skopiować raczej się nie da), ale także w Czechach, kraju o podobnej historii politycznej ostatniego półwiecza.

Narodowy Fundusz dostałby od państwa w wianie na początek kilka miliardów złotych. Ponadto Fundusz mógłby emitować obligacje i zaciągać kredyty. Ich zabezpieczeniem mają być grunty, które przekażą do niego aportem nie tylko państwowe instytucje i spółki, ale także samorządy, spółdzielnie, a nawet firmy komercyjne. Ci, którzy przekazaliby funduszowi grunty, dostaliby w zamian certyfikaty inwestycyjne, które zapewniałyby kilkuprocentowy, pewny zysk. Ma to prowadzić do budowy dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy mieszkań rocznie. Ostatnio buduje się co rok niewiele ponad 130 tysięcy lokali. Przyrost byłby więc istotny. O ile ekonomicznie plan „Mieszkanie plus” jakoś się spina, to istnieją jednak inne zagrożenia. Główne to biurokracja i zwykła nieudolność. Grozi ona, gdy stanowiska w nowych instytucjach obsiądą nominaci z klucza politycznego, a taka możliwość niestety istnieje. Można lubić rząd firmowany przez PiS, można i nie lubić, ale ogłaszane przezeń programy należy oceniać merytorycznie. Ten akurat trzyma się kupy.

Na straży polskich finansów

glapinski

W wyborze Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego żadnej niespodzianki nie było. Ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dziś Szkoła Główna Handlowa). Magistrem został w roku 1972, pod koniec lat 70. obronił doktorat na temat metodologicznych podstaw marksistowskiej teorii ekonomii, a habilitował się wiele lat później, dopiero w 2004 roku na SGH. Wykładał za granicą w Kolorado, Missouri i Kansas, a także w Dubrowniku. Był posłem z ramienia Porozumienia Centrum, fundamentu PiS. Działał w Solidarności, udzielał się jako minister budownictwa i gospodarki przestrzennej w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Lepiej znany jako, przez niedługi czas, prezes Polkomtela. Uznawany za zdolnego ekonomistę, rekomendowany przez Marka Belkę, byłego prezesa NBP, do zarządu banku, ma teraz stać na straży polskich finansów. Podkreśla, że niezależność banku centralnego od rządu to sprawa kluczowa. Zarówno Marek Belka, jak i Sławomir Skrzypek, Leszek Balcerowicz czy Hanna Gronkiewicz-Walc byli związani z konkretnymi ugrupowaniami, ale zwykle potrafili uchronić NBP od zakusów polityków. Miejmy więc nadzieję, że Adam Glapiński będzie kontynuatorem tej tradycji. Tym bardziej, że poprzednicy cieszyli się szacunkiem w Europie za umiejętne prowadzenie działalności banku centralnego. Z jednej strony wypracowywali zyski i wnosili je do budżetu, a drugiej, realizowali cele niezależnie od oczekiwań kolejnych rządów

Maks Kraczkowski w PKO BP

Kraczkowski duze

Premier Beata Szydło stwierdziła, że poseł PiS jest „bardzo dobrze przygotowany do pracy w instytucjach finansowych”. Maks Kraczkowski jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Od 26. roku życia mocno związany z polityką i gospodarką. Człowiekiem cenionym za przemyślane, merytoryczne wypowiedzi i działania na forum sejmowym, gdzie był przewodniczącym i wiceprzewodniczącym Komisji Gospodarki, a także członkiem m.in. Komisji Ustawodawczej. Związany z PiS, gdzie pełnił funkcję sekretarza Zarządu Głównego, sekretarza Rady Politycznej tej partii i wiceszefa partyjnej Komisji Etyki. Warto wspomnieć, że głosował – inaczej niż członkowie klubu PiS – za objęciem SKOK-ów nadzorem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego jako jeden z dwóch członków PiS. Stwierdził wtedy, że „nie ma pieniędzy prawicowych i lewicowych”. Późniejsze wydarzenia związane ze SKOK pokazały, że miał rację… Jego wybór na wiceprezesa PKO BP wiazał się z odejściem z parlamentu. PKO BP to bank kontrolowany przez Skarb Państwa i prawdopodobnie jedyna taka firma, w której nie wymieniono prezesa. Na czele zarządu od roku 2009 stoi Zbigniew Jagiełło.

Aleksander Grad już nie w ZE PAK

PHOTO: JAKUB ORZECHOWSKI / SE / EAST NEWS LUBLIN UNIWERSYTET MARII CURIE SKLODOWSKIEJ WYDZIAL PRAWA I ADMINISTRACJI WIZYTA MINISTRA SKARBU PANSTWA ALEKSANDRA GRADA N/Z ALEKSANDER GRAD 26/04/2010

PHOTO: JAKUB ORZECHOWSKI / SE / EAST NEWS LUBLIN UNIWERSYTET MARII CURIE SKLODOWSKIEJ WYDZIAL PRAWA I ADMINISTRACJI WIZYTA MINISTRA SKARBU PANSTWA ALEKSANDRA GRADA N/Z ALEKSANDER GRAD 26/04/2010

W lutym tego roku Aleksander Grad stanął na czele Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (ZE PAK). W czerwcu zrezygnował. Być może z powodu nadchodzących wakacji, kiedy prezesowanie może być zajęciem uciążliwym. Wieloletni polityk Platformy Obywatelskiej z papierami wykształconego inżyniera geodety po AGH, czyli całkiem niezłej uczelni jak na warunki lokalne, do połowy 2012 r. zajmował się działalnością samorządową i polityczną. I w tym czasie nastąpił przełom w życiu polityka-geodety, który nagle okazał się ważną postacią w polskiej energetyce. Stanął na czele spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1, by podjąć wyzwanie budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej. O koncepcji takiej inwestycji wspominano jeszcze w lewicowym rządzie SLD, plan budowy zaprezentowano za rządów PiS. Wiekopomnego dzieła podjęła się koalicja PO z PSL, acz jednym z najważniejszych osiągnięć było powołanie dwóch wspomnianych spółek zapewniających sute uposażenie managerom… Kiedy sprawdził się w spółkach zajmujących się niczym w zakresie energetyki jądrowej, przeszedł do zarządu Tauronu Polskiej Energii jako spec od spraw korporacyjnych. Energetyka najwyraźniej wciąga, skoro były polityk ochoczo podjął się zarządzania ZE PAK ze stajni Zygmunta Solorza-Żaka. Najwyraźniej jednak chemii między prezesem a nadzorem nie było, skoro w dość ekspresowym tempie partnerzy się rozstali.

Z Sygnity do itelligence

Bogdan-Zborowski-Sygnity

Bogdan Zborowski objął stanowisko dyrektora zarządzającego i prezesa w spółce itelligence. Spółka specjalizuje się we wdrożeniach systemu SAP, jednego z najważniejszych rozwiązań IT wspomagających zarządzanie. To mocny akcent – do firmy trafił fachowiec związany z sektorem IT od dwóch dekad. Przed przejściem do itelligence był przez mniej więcej trzy lata wiceprezesem ds. sprzedaży w spółce Sygnity. Firmie, która przez lata była jedną z najbardziej obiecujących polskich spółek informatycznych i przez lata te nadzieje zawodziła borykając się z poważnymi problemami. Dziś wydaje się, że najgorsze Sygnity ma już za sobą, a udział w sukcesie ma m.in. Bogdan Zborowski. To zresztą tylko część jego doświadczeń zawodowych. W latach 90. pracował w Bull Polska odpowiadając za rozwój sprzedaży systemów ERP. Później związał się z takimi firmami, jak IBM i ComputerLand (jedna ze składowych przyszłego Sygnity). Pracował jako account manager odpowiedzialny za relacje z klientami z branży automotive, później jako lider sektora usług finansowych, a także lider sprzedaży przeznaczonej dla największych klientów sektora administracji publicznej, finansowego, telekomunikacyjnego i energetycznego. Stąd przeszedł właśnie do Sygnity. Za sobą ma studia na Wydziale Inżynierii Produkcji Politechniki Warszawskiej i naukę m.in. w London Business School.

Nagrody MANAGER AWARD 2016 rozdane

manager-198V edycja Gali MANAGER AWARD, organizowanej od 2012 r. przez wydawnictwo Business Magazine Manager, po raz drugi z rzędu odbyła się w Willi Intrata w Wilanowie. Nagrody odebrało 16 managerów i… jeden samochód.

Gala MANAGER AWARD to z jednej strony spotkanie elit biznesu i kultury, a z drugiej prestiż związany z obecnością wybitnych przedsiębiorców i artystów, którzy nadają ton polskiej gospodarce.

Laureaci nagród zostali wyłonieni z grona kilkuset top managerów przez jury reprezentujące środowisko biznesu.

Tym razem wyróżnienie Grand Prix otrzymał Zygmunt Berdychowski, Prezes Instytutu Studiów Wschodnich, twórca Forum Ekonomicznego w Krynicy, które jest przez niego organizowane nieprzerwanie od 1993 r.

Pozostałe nagrody otrzymali:

– Krystyna Boczkowska, Prezes Zarządu, Robert Bosch Sp. z o.o.,

– Kayah i Tomik Grewiński, Kayax Production & Publishing Sp. z o.o.

– Krzysztof Kalicki, Prezes Zarządu, Deutsche Bank Polska,

– Grzegorz Zalewski, Dyrektor Generalny Terytorium East, Prezes Zarządu Renault Polska,

– Alfred Watzl i Wojciech Trojanowski, Członkowie Zarządu STRABAG Sp. z o.o.,

– Piotr Sukiennik, General Manager, FM Logistic Polska,

– Michał Czeredys, Prezes Zarządu, Arcus S.A.,

– Marian Kmita, Dyrektor ds. sportu, Telewizja Polsat Sp. z o.o.,

– Marcin Słomkowski, Prezes Zarządu, Inchcape Motor Polska,

– Loukas Notopoulos, Prezes Zarządu, Vivus Finance Sp. z o.o.,

– Adam Wysokiński, Wiceprezes Zarządu, A.B. Berren-Handlowy Sp. z o.o.,

– Piotr Ostaszewski, manager branży energetycznej,

– Tomasz Boruc, właściciel Kliniki Rehabilitacji Funkcjonalnej Life Clinic,

W kategorii Produkt Roku nagrodę specjalną Manager Quality otrzymała Skoda Superb.

manager-120

manager-131

manager-192W wydarzeniu udział wzięło ponad 100 gości, w tym przedstawiciele rządu, najwyższa kadra zarządzająca biznesem oraz reprezentanci instytucji świata kultury i sztuki. Galę prowadziła Karolina Szostak , a nagrody wręczała Żaneta Dotka, nowa Prezes Zarządu wydawnictwa Business Magazine Manager, w towarzystwie Piotra Cegłowskiego, redaktora naczelnego miesięcznika Manager.

manager-63

manager-208

manager-89

Tradycyjnie odbyła się też aukcja charytatywna, z której środki zostały przeznaczone na rzecz Fundacji „Między Niebem a Ziemią”. W sumie zebrano ok. 20 tys. zł. Gali towarzyszył występ wokalistki Tamary Rave

Wspaniałe wakacje

Idealny sposób na wypoczynek? Może hotel ze SPA? Taki urlop to nie tylko oderwanie się od codzienności, ale również regeneracja sił, poprawa urody, kondycji i zdrowia

Jadąc do konkretnego hotelu na wakacje warto sprawdzić, jakie atrakcje turystyczne oferuje jego otoczenie i wybrać takie, które lubimy. Może to być np. bliskość morza, szlaków górskich, leśna dzicz, spokój jeziora lub sąsiedztwo kawiarni czy klubów. Ale warto też przyjrzeć się, co takiego ma dany hotel czego brakuje konkurencji. Wakacje to czas zadbania o dobre samopoczucie, formę, zdrowie i urodę. Dlatego coraz więcej hoteli proponuje swoim gościom usługi spa & welness.

– Wszystkie nasze hotele i ośrodki mają specjalne programy zdrowotne. Pakiety obejmują programy podstawowe oferujące korzystanie ze spa, jak również kompleksowe, złożone programy skoncentrowane na relaksie, poprawie zdrowia, romantycznej atmosferze, utracie wagi, zabiegach dla urody. Możemy również stworzyć indywidualne pakiety wakacyjne – mówi Justyna Gaczorek ze SpaDreams, operatora turystycznego, który oferuje pobyty w hotelach spa. Zabiegi kosmetyczne czy rehabilitacyjne mogą być też miłym dodatkiem urlopowym, zwłaszcza w Polsce, gdzie pogoda przeważnie jest niepewna.

Wakacje inne niż wszystkie
Jeszcze do niedawna spa kojarzone było z weekendową ofertą skierowaną tylko dla kobiet – kąpielami, zabiegami ujędrniającymi i odmładzającymi, a wakacyjny pobyt w takim hotelu wydawał się być nużący. Teraz coraz częściej paniom towarzyszą mężczyźni, a także dzieci. Dlatego, aby wakacje w spa były interesujące dla całej rodziny, hotele prześcigają się w dodatkowych propozycjach. Rano zabiegi pielęgnacyjne, rower, łódka czy jazda konna, po południu możliwość poopalania się na leżaku i kąpiel w morzu lub jeziorze, a wieczorem zabiegi regenerujące. Takie rozwiązanie może być niezwykle miłą odmianą wypoczynku. Wakacyjne pakiety spa obejmują pobyty od pięciu do 14 dni i zawierają posiłki, wybrane zabiegi oraz wszystkie dostępne w hotelach atrakcje, np. basen, różnego typu sauny i jacuzzi, zajęcia sportowe i animacje dla dzieci. Coraz więcej gości dba także o swoje zdrowie i oczekuje nie tylko zabiegów, ale smacznej kuchni i możliwości aktywnego wypoczynku.

– Panie wybierają najczęściej zabiegi antycellulitowe, odmładzające i ujędrniające, a panowie masaże. Wielu z naszych gości chętnie łączy zabiegi spa z aktywnym wypoczynkiem, wiec hotele w naszym portfolio wychodzą naprzeciw ich potrzebom oferując programy fitness, czy takie zajęcia jak aqua aerobik czy nordic walking – mówi Justyna Gaczorek.

Dla każdego coś miłego
Hotele SPA Dr Irena Eris przygotowały na wakacje specjalną ofertę pod nazwą „Dłużej = Taniej”. Przez cały okres wakacyjny proponują swoim gościom wiele atrakcji – od dostępnych cały rok, jak np. Centrum SPA z kompleksem basenów, do którego przylega duży taras zewnętrzny z leżakami, po Kosmetyczny Instytut oferujący bogatą listę zabiegów pielęgnacyjnych i masaży.

– W naszych hotelach szczególnym powodzeniem cieszą się zabiegi imasaże wykonywane na całe ciało – od klasycznych, poprzez wzbogacane o różnych zapachach olejkami aromaterapeutycznymi, po zabiegi w hydrokapsułach – mówi Katarzyna Szymkiewicz z Hoteli SPA Dr Irena Eris. Przedstawiciele operatora turystycznego SpaDreams, który oferuje pobyty w wielu hotelach w Polsce, twierdzą, że najbardziej lubianym celem wakacyjnych podróży jest Morze Bałtyckie, a to dlatego, że hotele w tym regionie oferują bardzo dobry stosunek jakości do ceny, piękne wybrzeża i zdrowy klimat. Na przykład nie trzeba jechać daleko, aby poczuć się jak nad Morzem Martwym. W Hotelu Unitral w Mielnie, czyli nad Bałtykiem, znajduje się jedyny w Polsce SPA ze stworzonym środowiskiem o oddziaływaniu zbliżonym do naturalnego środowiska Morza Martwego.

– Mogą z niego korzystać również urlopowicze, którzy zdecydują się na jedną z trzech specjalnych ofert: „Mama i ja na wakacjach”, „Rodzinne lato SPA” oraz „Ty i ja w SPA”. Dostępne są dla nich również np. zajęcia z aqua aerobicu, seanse w grocie solnej oraz inne zabiegi SPA, rehabilitacyjne i odnowy biologicznej – wylicza Anna Ledochowicz z Hotelu Unitral w Mielnie.


Program specjalny
Z myślą o pobytach rodzinnych hotele przygotowują specjalne programy animacyjne dla pociech swoich gości. Hotele są też coraz lepiej przygotowane na przyjęcie rodzin z małymi dziećmi i proponują wiele udogodnień, jak np. małe łóżeczko, dodatkowy kocyk i poduszki, mały szlafrok, specjalne menu dla dzieci, krzesełko dla malucha, kącik zabaw w restauracji. Hotel Klimek SPA w górach Beskidu poszedł nawet dalej proponując opiekę nad czworonogami swoich gości – spacery, drobne zabiegi pielęgnacyjne i opiekę zdrowotną. W mazurskim Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie na terenie kompleksu hotelowego znajduje się stajnia, więc dzieci mogą codziennie korzystać z przejażdżek na kucykach, a starsze uczyć się samodzielnie jazdy konnej. Hotel Unitral w każdym tygodniu tegorocznych wakacji odwiedzą artyści ze specjalnie przygotowanymi atrakcjami. Będzie salsa, porady jak ćwiczyć i gotować by żyć zdrowo, a także przedstawienia teatralne. Organizatorzy pobytów wakacyjnych w hotelach wypełniają czas rodzicom i dzieciom tak, aby wakacje te dobrze wspominały całe rodziny.

Przygotowanie do treningu

W ostatnich latach obserwujemy dynamiczny wzrost świadomości społecznej dotyczącej zdrowia, a właściwie profilaktyki z nim związanej

Z zaangażowaniem bierzemy udział w zorganizowanych formach rekreacji ruchowej. Dużą popularnością cieszą się rekreacyjne imprezy masowe, na przykład biegi miejskie. Coraz częściej stawiamy sobie konkretne cele, jak: redukcja wagi, budowa masy mięśniowej czy przygotowanie organizmu do konkretnego wydarzenia sportowego. W realizacji tych celów coraz częściej wspieramy się pomocą specjalistów. A to oznacza zindywidualizowany trening personalny pod bezpośrednim nadzorem osoby kompetentnej w danej dyscyplinie. Nadzór instruktora, przekłada się na wzrost jakości wykonywanych zadań, a co za tym idzie, wzrost ich efektywności, co pozwala zrealizować zakładane cele szybciej i skuteczniej.

Od czego zacząć?
Od celu. Podczas pierwszego spotkania z trenerem personalnym cele te powinny być określone. Jeśli do końca nie wiemy, czego chcemy, lub nie wiemy jak to określić, specjalista będzie w stanie nam pomóc. Po wstępnej rozmowie określamy cele pośrednie i cel finalny. Satysfakcja wynikajaca z realizacji poszczególnych założeń będzie motywatorem do dalszych działań, do osiągnięcia celu finalnego, który niejednokrotnie okazuje się trudny do zdobycia. Następna kwestia to droga, którą będziemy podążać. Tu trener personalny powinien wykazać się wiedzą oraz kreatywnością. Zanim jednak podejmie planowanie, aby przedstawić szkic procesu treningowego w postaci mezocyklu, powinna nastąpić analiza stanu zdrowia. Co to jest mezocykl? Zatem, trochę podstaw teorii sportu. Mezocykl to jeden z trzech okresów podstaw planowania procesu treningowego, to plan kilkutygodniowy. Natomiast makrocykl jest okresem wieloletnim, rocznym czy wielomiesięcznym. Najmniejszy jest mikrocykl, przedstawia kilka lub jedną jednostkę treningową.

Stan zdrowia
Konieczna i wręcz niezbędna jest wstępna analiza stanu zdrowia. Brzmi to poważnie i tak też powinna być traktowana. Odbywa się ona na podstawie wywiadu. To jest czas na to, aby poruszyć wszystkie wydarzenia, nawet te sprzed lat, które mogą nam się wydawać nieistotne. Pominięcie faktów dotyczących przebytych kontuzji, schorzeń, powikłań, itp., w kontekście długofalowego, czy też krótkotrwałego, ale intensywnego procesu treningowego, może przynieść efekty odwrotne do zakładanych. Zamiast poprawy samopoczucia, nawet utratę zdrowia. Dlaczego wstępna analiza jest tak ważna? Profesjonalista zaleci nam wykonanie podstawowego badania krwi, które z czasem stanie się okresowym i będzie podstawą do monitoringu stanu zdrowia. Trening to wiele zmiennych zachodzących w organizmie. Jesteśmy biomaszynami. Metaforycznie można określić, że nic w naszym organizmie nie jest stałe. Wszystko ulega procesom adaptacyjnym, zmienia się. Ponadto, trening to długoterminowe oddziaływanie na organizm. Pod wpływem wysiłku fizycznego nasze ciało reaguje w płaszczyznach psychicznej i fizycznej, a zmiany następują we wszystkich układach. Dochodzi do wzrostu czynności układu oddechowego i krążeniowego. Występują zmiany w napięciu układu nerwowego. Układ kostny reaguje na obciążenia. W układzie mięśniowym wysiłek fizyczny zwiększa i przyspiesza wiele procesów biochemicznych. Wywołuje w ten sposób swego rodzaju reakcję łańcuchową, wytrącającą organizm w pewnym sensie z homeostazy – stanu równowagi. Równocześnie pojawiają się zjawiska zmierzające do przywrócenia zakłóconej równowagi. Reakcją organizmu na zmiany zachodzące pod wpływem wysiłku fizycznego jest proces przystosowawczy – adaptacyjny do danej pracy, zwany potocznie wytrenowaniem.

Bardzo istotne są też badania okresowe. Najczęstszymi wydarzeniami są zaburzenia w układzie ruchu, choroby i wady wrodzone układu kostno-stawowego, zmiany pourazowe, choroby zwyrodnieniowe kręgosłupa i stawów czy stawów o etiologii zapalnej. Jest co naprawiać, a można też zepsuć niewłaściwym procesem treningowym. Cała gama zaburzeń hormonalnych, chociażby wynikających z niedoczynności tarczycy, o których uczestnik zajęć nie wiedział dopóki nie dostał wskazania badań. Najpoważniejszym przypadkiem z jakim się spotkałem, było zdiagnozowanie raka pęcherzyka żółciowego. Dodam, że lekarze zgodnie stwierdzili, iż pacjent dotarł do nich niemalże w ostatniej chwili. Nie sposób też pominąć kwestii żywienia i snu. W branży istnieje opinia, że jedzenie jest najważniejsze. Oponenci twierdzą, że to sen, obok treningu, jest najistotniejszy. Posłużę się metaforą: to jest jak z kobietą i mężczyzną. Ona i on – mają różne zdanie, ale żyć bez siebie nie mogą. Tak też jest w tym przypadku, powinniśmy podchodzić do tej sfery holistycznie i szukać równowagi.

BMI – o co w tym chodzi?
Na koniec tych rozważań coś, co nas najbardziej interesuje na samym początku przygody z treningiem. Body Mass Index i skład tkankowy ciała. BMI to łatwy i skuteczny sposób na obliczenie wskaźnika masy ciała. Daje nam podstawową informację o tym, czy jesteśmy zagrożeni niedowagą lub otyłością. W jednym i drugim przypadku przekraczamy limit wagowy wynikający ze wzoru BMI. Nadwaga może wynikać z nadmiaru tkanki tłuszczowej, ale również z hipertrofii funkcjonalnej. Polega ona na stymulowanym wzroście włókien mięśniowych odpowiedzialnych za siłę, ale też obwody naszych mięśni. Otyłość jest stanem, w którym ilość energii dostarczonej znacznie przewyższa jej zużycie przez dany organizm, co powoduje zwiększenie ilości tkanki tłuszczowej, która wpływa niekorzystnie, a wręcz chorobotwórczo na stan zdrowia.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...