.
Strona główna Blog Strona 346

Rekiny Biznesu rozdane

Znamy już zwycięzców tegorocznych Rekinów Biznesu. Oto najbardziej wpływowi na rynku kapitałowym:

CD Projekt SA, Livechat Software SA, 11 Bit Studios SA, Filary Polskiej Gospodarki: Mateusz Morawiecki – Wicepremier, Minister Rozwoju i Finansów, oraz Paweł Borys – Prezes Zarządu PFR SA,  Osobowości: Adam Kiciński – Prezes Zarządu CD Projekt SA, Inwestorzy i wizjonerzy: Dariusz Miłek – Prezes Zarządu CCC SA.

29 marca 2017 roku w siedzibie telewizji inwestorzy.tv, w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, odbyła się kolejna edycja Rekinów Biznesu – wydarzenia promującego nowe idee, networking oraz wymianę doświadczeń pomiędzy biznesem, instytucjami finansowymi a inwestorami. Podczas gali rozdano nagrody dla spółek i osób, które w 2016 roku znacząco wpłynęły na rozwój polskiego rynku kapitałowego.

– Wśród laureatów tegorocznych Rekinów Biznesu mamy spółki z imponującą kapitalizacją, odznaczające się innowacyjnością, wyróżniające się na rynku eksporterów, debiutujące w 2016 roku, a także przyznające najwyższe dywidendy. Nagrodzeni zostali również inwestorzy i znane osobowości świata finansów – podsumowuje Artur Błasik, Prezes Zarządu inwestorzy.tv SA.

Podczas panelu inauguracyjnego, którego tematem była perspektywa wzrostu innowacyjności polskiego rynku finansowego, uczestnicy, w tym m.in. Paweł Borys – Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju SA, Bartłomiej Dmitruk – Senior Country Officer Haitong Bank czy Andrzej Przybyło – Prezes Zarządu AB SA, porównywali polski i brytyjski rynek finansowy, wskazali nasze kluczowe walory i możliwości konkurencyjne, w tym rozwój rynku komplementarnego czy finansów i technologii (czyli FinTech).

– Polski rynek jest bardzo konkurencyjny. Jesteśmy największym rynkiem w regionie i powinniśmy to pielęgnować. Polska giełda jest największą giełdą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – powinniśmy o to dbać. Porównując nas np. do Turcji czy Rosji, nadal jesteśmy krajem, który jest bardziej przewidywalny i obarczony mniejszym ryzykiem politycznym i gospodarczym – mówił Bartłomiej Dmitruk – Senior Country Officer Haitong Bank.

Kolejnym punktem spotkania był Salon Inwestorów. W debacie poświęconej szansom dla polskiego rynku kapitałowego w kontekście wprowadzanej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, udział wzięli Prezesi i Wiceprezesi spółek, takich jak m.in. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie SA, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych SA, Związek Maklerów i Doradców czy Jastrzębska Spółka Węglowa SA i URSUS SA.

– Jeżeli inicjatywy przewidziane w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju zostaną wdrożone w perspektywie kolejnego roku, dwóch, to mamy szansę w Polsce na zupełnie nowe otwarcie, jeżeli chodzi o polski rynek kapitałowy. Na budowę silnej, lokalnej bazy inwestorów – podsumowywał plany na najbliższe lata Paweł Borys – Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju SA.

W uroczystej gali rozdania Rekinów Biznesu 2016 udział wzięło ponad 200 osób związanych z rynkiem kapitałowym. Wydarzenie swoją obecnością uświetnili przedstawiciele Zarządów i Rad Nadzorczych, GPW SA – Jacek Fotek, Wiceprezes Zarządu, KDPW SA – dr Iwona Sroka, Prezes Zarządu, AB SA – Andrzej Przybyło, Prezes Zarządu, Haitong Bank SA – Bartłomiej Dmitruk, Senior Country Officer, URSUS SA – dr Monika Kośko, Wiceprezes Zarządu, GK Immobile SA – Rafał Jerzy, Prezes Zarządu, oraz przedstawiciele firm GetBack SA, SARE SA, Pfleiderer Group SA, DM BOŚ SA, Unified Factory SA, Vivus Finance Sp. z o.o., Brand24 SA, Ebury, Grant Thornton. Całość zwieńczył koncert oraz koktajl, dający możliwość nawiązywania relacji biznesowych.

Zwycięzcy gali Rekiny Biznesu 2016 w poszczególnych kategoriach:

Spółka Roku 2016 z kapitalizacją do 250 mln zł – Bloober Team SA,

Spółka Roku 2016 z kapitalizacją do 1 mld zł – 11 Bit Studios SA,

Spółka Roku 2016 z kapitalizacją powyżej 1 mld zł – CD Projekt SA,

Spółka innowacyjna Roku 2016 – Livechat Software SA,

Eksporter Roku 2016 – CD Projekt SA,

Debiut Roku 2016 – Celon Pharma SA,

Inwestor Roku 2016 – Dariusz Miłek, Prezes Zarządu CCC SA,

Osobowość Roku 2016 – Adam Kiciński, Prezes Zarządu CD Projekt SA

Spółka dywidendowa 2016 – Prime Car Management SA,

Nagrody specjalne Inwestorów za 2016 dla Filarów Polskiej Gospodarki – Mateusz Morawiecki, Wiceminister, Minister Rozwoju i Finansów oraz Paweł Borys, Prezes Zarządu PFR SA.

 

Polska w budowie

    Pierwsze dekady XXI w. to w Polsce czas gigantycznych wydatków na infrastrukturę, która jest podstawą życia gospodarczego i społecznego. Oto skrótowy przegląd tego, co się dzieje na placach budów, w pracowniach inżynierów i w gabinetach finansistów

    Opis zaczynamy od budowy dróg. W powszechnym przekonaniu ten program inwestycyjny ma już szczyt za sobą i trwa teraz tylko jego dopełnianie i wykańczanie. To prawda, ale niepełna. Szkopuł w tym, że na koniec przesunięto odcinki najtrudniejsze z wielu względów – technicznych, finansowych lub formalno-organizacyjnych.

    Na kołach
    Mapa szybkich dróg kołowych w Polsce to zadziwiająca mozaika. Te drogi dzielą się formalnie na dwie kategorie, a faktycznie na trzy. Pierwsza to autostrady. Druga do drogi ekspresowe (czyli jakby autostrady drugiej klasy). Trzecia kategoria, niewidoczna w definicjach GDDKiA, ale dobrze widoczna na mapach, to odcinki w okolicach wielkich miast, które zdają się rządzić swoimi prawami. Sieć autostrad, tych prawdziwych, jest bliska domknięcia. Jednak słowo „bliska” czyni pewną różnicę… Brakuje bowiem arcyważnego odcinka południkowej A1 – od Piotrkowa Trybunalskiego przez Częstochowę do północnych rubieży okręgu katowickiego. To bodaj najważniejszy szlak drogowy w Polsce i naprawdę trudno pojąć, dlaczego odłożono go na koniec. Jego protezę stanowi na razie odcinek starej gierkówki, jazda nim nie należy jednak do przyjemności, przejazd zaś przez miasto pod Jasną Górą może się zdarzyć w złym śnie. Brakujący kawałek to prawie 22 proc. długości całej A1. Został on podzielony na kilka tzw. odcinków, z których każdy znajduje się w tej chwili na innym etapie realizacji. Żadnych dat zakończenia prac państwowy inwestor już nie podaje, najpewniej nauczony doświadczeniem. Równoleżnikowej autostradzie A2 brakuje jeszcze więcej, bo 26 proc. planowanej długości. To fragment na wschód od Warszawy, z wyłączeniem istniejącej długiej obwodnicy Mińska Mazowieckiego. Poza odcinkiem najbliższym stolicy na całość poczekamy jeszcze długo, ale dla całego krajowego układu drogowego brak kawałka do granicy białoruskiej nie jest priorytetem. Choć, oczywiście, jeżdżący tamtędy mają prawo sądzić inaczej. Autostrady wyglądają jednak całkiem znośnie na tle dróg ekspresowych. Ma ich być łącznie prawie 5,8 tys. km, z czego do tej pory powstało niewiele ponad 1,5 tys. km, czyli 29 proc. Szlachetnym wyjątkiem jest szosa S8 (Wrocław–Białystok) zbudowana już w 77 proc. Ukończono ponadto kilka krótkich łączników mających na mapach odrębną numerację. Żadna z pozostałych dróg ekspresowych nie jest zbudowana nawet w połowie, a są i takie, których stan zaawansowania określa się na 5–10 proc.

    Istnieją przy tym drogi ekspresowe – czyli, przypomnijmy, prawie autostrady – zupełnie wirtualne. Szosa S10 z Warszawy do Szczecina o długości 460 km składa się w tej chwili z obwodnic (w części jednojezdniowych) Torunia i Bydgoszczy oraz krótkiego odcinka pod Szczecinem. Z mozołem powstaje właśnie obwodnica Wałcza, reszta jest milczeniem. Szosa S11 spod Katowic do Koszalina, zaplanowana na 560 km, ma już ukończone ca 70 km i to w kilku kawałkach. Oczywiście, na tych trasach istnieją stare krajowe szosy 10 i 11, zatłoczone i dziurawe, ale wielkie plany chyba legły w… krzakach. Miasto Piłę mają otaczać piękne obwodnice S10 i S11, w tym miejscu się krzyżujące.

    Dotychczas jednak Piła ma tylko fragment jednojezdniowej obwodnicy krajowej „dziesiątki”. Przykładem jeszcze innej sytuacji jest szosa S1 Pyrzowice–Zwardoń. Jej plan uwzględnia zupełnie nowe połączenie Katowic (ściślej: Mysłowic) z Bielskiem- -Białą, z pominięciem Tychów i Pszczyny. Jednak zaplanowany przebieg nowej szosy został w ponad 70 przypadkach, czyli praktycznie w całości, oprotestowany, nawet w sądach. Kiedy ta potrzebna szosa zostanie zbudowana? To jest dobre pytanie. Jednak są też pozytywne przykłady. Sensownie i planowo budowana jest droga S17 na odcinku Warszawa–Lublin. Bliższy Lublina odcinek już istnieje, a właśnie ruszyła budowa połączenia ze stolicą. 95 km dwupasmówki ma powstać do połowy 2019 r. kosztem 2,4 mld zł. Do plusów należy też zaliczyć możliwość dojechania nowymi dwupasmowymi trasami z Warszawy do Szczecina (przez Poznań) i do Wrocławia. Wreszcie, wspomniane jako dodatkowa kategoria szybkich szos obwodnice większych miast dają się podzielić na jeszcze dwie podgrupy: te, które powstały najszybciej i teraz czekają na włączenie w sieć, oraz te opóźnione. Najlepszym przykładem tej drugiej sytuacji jest to, co dzieje się z tzw. wschodnią obwodnicą Warszawy. Nie ciągniemy tego wątku, bo to zadanie raczej dla dziennikarzy śledczych, jeśli nie prokuratora.

    Nie da się uciec tu od uwagi, że plany budowy dróg szybkiego ruchu, zresztą wielokrotnie modyfikowane przez kolejne rządy, obarczone były i są błędami, w części już nie do naprawienia. Plan autostrad nie przewidział połączenia miast numer jeden i numer dwa, czyli Warszawy i Krakowa. A przecież chyba nikt o zdrowych zmysłach nie pojedzie ze stolicy pod Wawel przez Łódź i Gliwice. Oczywiście, ma powstać bezpośrednia szosa ekspresowa S7, ale dotąd istnieje w jakichś 50 proc. Na pozostałych kawałkach trwa radosna twórczość budowlana, a odcinek najbliższy Krakowa – który ma prowadzić przez okolicę górzystą, ale za to gęsto zamieszkaną – istnieje chyba tylko w głowach planistów-entuzjastów. Plan dróg ekspresowych być może został zbyt rozbudowany. Gorzej, jest wciąż uzupełniany kolejnymi pomysłami. Najnowszy to trasa z Trójmiasta do Władysławowa, która miałaby powstać kosztem opóźnienia budowy nadmorskiej S6 Szczecin–Gdynia. Jednakże Polska ma nadal zaległości w tej dziedzinie. W Niemczech istnieje 36 km szybkich dróg w przeliczeniu na 1 tys. km kw. powierzchni kraju (dane z 2015 r.). W Hiszpanii wskaźnik wynosi 33, we Włoszech – 23, we Francji – 17, a w Polsce – 10. Fakt, w Hiszpanii pobudowano wiele niepotrzebnych szos i przyczyniło się to do głębokiego kryzysu, ale nawet pomijając ten kraj, widać, że Polska ma sporo do odrobienia. Z problemem relacji autostrad i dróg ekspresowych najlepiej poradzili sobie Czesi, którzy przed rokiem jednego dnia połączyli obie te kategorie w jedną. Mają od tej chwili więcej autostrad, a nie mają pojęciowego kłopotu.

    Na torach
    Inwestycje na kolejach trwają od lat, ale dopiero obecna tzw. perspektywa budżetowa UE zapewniła im znaczące wsparcie i ich złoty okres dopiero się zaczyna. Dyskusje, czy można było reanimować kolej wcześniej, są w tej sytuacji akademickie. Na proste pytanie: „Które linie powinny być remontowane?”, odpowiedź jest równie prosta: „Wszystkie”. I to nie tylko linie, bo doinwestować koniecznie trzeba także zakupy taboru, remonty dworców, system obsługi pasażerów itd. Potrzeb jest bez liku, bo zapóźnienia inwestycyjne postawiły polską kolej niemal na skraju upadku. Najważniejsze linie, w tym Centralna Magistrala Kolejowa, są remontowane praktycznie od wielu lat bez przerwy i warto by to wreszcie zakończyć. Na licznych kluczowych odcinkach należy zwiększyć możliwą prędkość, a także przepustowość. Wielu trasom trzeba podnieść kategorię przewozową. Wybrane linie lokalne należy przywrócić do ruchu, jeśli jeszcze nie zostały zdemontowane lub rozkradzione przez złomiarzy.

    Samo wyliczenie trwających czy planowanych inwestycji kolejowych nie jest możliwe w tej publikacji. Według stanu na początek obecnego roku na kolei trwały prace o wartości 7 mld zł, z tego kontrakty na 4 mld zł zostały zawarte w 2016 r. W obecnym roku rząd chce zlecić prace aż za 30 mld zł, a w kolejnym jeszcze za 8–10 mld zł. Ogólnie, w latach 2014–2022 na dofinansowane z unijnych pieniędzy modernizacje 8,5 tys. km linii kolejowych (około połowy wszystkich czynnych) ma zostać wydane nawet 66 mld zł. Bliskie końca są wreszcie modernizacje na CMK. Być może przestanie ona być czymś szczególnym na mapie sieci kolejowej w Polsce, bo podobne parametry mają wkrótce osiągnąć inne linie zbiegające się w Warszawie. Nadto, mają wreszcie zniknąć jednotorowe odcinki na liniach wybiegających ze stolicy do Lublina i Krakowa (przez Kielce).

    Kilka miast – w tym Łomża i Busko- -Zdrój – ma odzyskać połączenia kolejowe w resztą kraju, komunikacja z innymi (np. Zamość) ma się radykalnie poprawić. Klinicznym wręcz przypadkiem jest sytuacja w Wielkopolsce. Istniejąca tam gęsta sieć linii lokalnych została w latach 80. i 90. pocięta bez opamiętania. Miasto Międzychód było kiedyś węzłem dla pięciu czy sześciu linii, a dzisiaj pozostaje bez pociągów. Lokalny samorząd dobija się o odtworzenie trzech połączeń i podobno nie jest bez szans. W kilku głowach wreszcie przestawiły się zwrotnice. Remonty torów są niezwykle uciążliwe dla pasażerów. Kolejarze prowadzą ograniczony ruch na remontowanych odcinkach, co doprowadza pasażerów do wściekłości, albo w ogóle wyłączają je z ruchu, proponując jazdę autobusami. Te doświadczenia skali dopiero klientów kolei czekają. Latem tego roku zostanie całkowicie zamknięta linia lubelska, pociągi z Warszawy do Lublina pojadą przez Siedlce–Łuków–Parczew (która to linia, odcinkami boczna, jest właśnie gruntownie remontowana). Większy eksperyment to planowany remont linii średnicowej w Warszawie oraz trasy podmiejskiej do Grodziska Mazowieckiego skutkujący całkowitą dezorganizacją ruchu kolejowego na najbardziej zatłoczonej trasie w kraju; na szczegóły za wcześnie, bo plany ciągle są zmieniane.

    Na szczęście są też pozytywne przykłady. Po serii remontów udało się znacząco skrócić czas przejazdu pociągiem z Warszawy do Wrocławia, co niejako przybliżyło to miasto do stolicy. Kolej najpewniej zauważyła powstanie bezpośredniej szosy S8, ale trudno uznać to za zarzut. Zauważalnie krótsza jest też po remoncie linii podróż z Warszawy do Gdańska. I bardzo dobrze, bo układ geograficzny polskich dużych miast jest wręcz wymarzony dla połączeń kolejowych. Pozytywem jest też zaawansowany plan budowy zupełnie nowego wyjazdu kolejowego z Krakowa w stronę Zakopanego, którego potrzeba jest oczywista od stu lat, ale dotąd jakoś się nie dało… Sieć torów to jednak nie wszystko. Musi po nich coś jeździć. Okazuje się, że polski przemysł jest potentatem w dziedzinie produkcji taboru kolejowego. Bydgoska Pesa i nowosądecki Newag należą tu do europejskiej czołówki, mają w ofercie składy zespolone nieodbiegające od produktów światowych liderów. Zakup włoskich składów Pendolino jest w tej sytuacji do dziś dyskusyjny.

    Na słupach
    Wśród trwających i planowanych inwestycji infrastrukturalnych osobne miejsce zajmują inicjatywy lokalne. Dotyczą one głównie transportu. Należy przyznać, że stan dróg miejscowych poprawia się w oczach, choć wciąż jeszcze można trafić na zaniedbane odcinki. Samorządy chętnie planują wydatki na komunikację miejską. W ich budżetach jest to zwykle największa pozycja. W przypadku linii autobusowych koszty wiążą się głównie z zakupem i utrzymaniem taboru, bo samo uruchamianie nowych linii nie jest kosztowne; wystarczy postawić przystanki. Za to budowa nowych linii tramwajowych oznacza gigantyczne koszty, bo dokonuje się na żywym organizmie dużego miasta. W Polsce działa dzisiaj 15 sieci tramwajowych i na wszystkich prowadzone są inwestycje, choć o różnej skali. Szczególny jest przypadek Olsztyna, w którym stare tramwaje skasowano w 1965 r., a nową sieć wystawiono właśnie od podstaw i będzie jeszcze powiększana. Największe inwestycje tramwajowe prowadzone są i będą w Krakowie, Gdańsku, we Wrocławiu i w Poznaniu. Z opóźnieniem do rozwijania tramwajów zabrano się w Warszawie i rejonie katowickim, ale plany są.

    Do infrastruktury zaliczają się również energetyczne linie przesyłowe, choć ich budowa rzadko trafia na pierwsze strony gazet. Z jednym wyjątkiem. Zaplanowana i bardzo potrzebna linia wysokiego napięcia z Kozienic pod Warszawę została tak skutecznie oprotestowana przez mieszkańców miejscowości, przez które miała prowadzić, że jej przyszłość to dzisiaj wielki znak zapytania. W skrajny sposób dała tu o sobie znać częsta w przypadku mniejszych i większych budów metoda lobbingu zwana z angielska NIMBY (Not In My Back Yard, czyli „Nie na moim podwórku”). To destrukcyjna postawa osób, które wyrażają swój sprzeciw wobec pewnych inwestycji w swoim najbliższym sąsiedztwie, choć nie zaprzeczają, że są one potrzebne w ogóle.

    Na wydrę
    880 mln zł kosztować ma budowa kanału o długości 1,3 km w poprzek Mierzei Wiślanej. Nowa droga morska połączy Zatokę Gdańską z Zalewem Wiślanym i umożliwi dotarcie pełnowymiarowych statków, nawet stumetrowej długości, do portu w Elblągu. Dotąd jedyny szlak morski do Elbląga wiedzie przez przesmyk w Mierzei koło rosyjskiego Bałtyjska i tamtejszej wielkiej bazy wojennej, co czyni nieskrępowaną żeglugę handlową praktycznie niemożliwą. Jest to jednak inwestycja bardzo dyskusyjna. Jej promotorzy starannie omijają kwestię kosztów utrzymywania w przyszłości kanału i całego szlaku w dobrym stanie, a wiadomo, że z racji lokalnych warunków hydrologicznych będzie on nieustannie zapiaszczany. Istnieje także obawa, że poruszenie w czasie budowy osadów dennych w zalewie – a nie były one dotykane od wojny – może wywołać trudne do przewidzenia komplikacje, np. odkrycie zatopionych chemikaliów i amunicji czy zwłok niemieckich uciekinierów z Prus Wschodnich przed Armią Czerwoną w 1945 r. (wiele jednostek wówczas zatonęło, załamywał się też lód pod idącymi pieszo Niemcami). Wszystko to może znacząco zwiększyć koszt i wydłużyć czas budowy, której ukończenie zaplanowano na 2022 r. Rząd chyba liczy się z tym ryzykiem, bo formalnie ustępując naciskom miejscowego samorządowego lobby, zadbał o specjalną ustawę przyjętą przez Sejm. W samym lobby istnieje też wyłom, inwestycję ostro oprotestowuje Krynica Morska, która po przekopaniu kanału znajdzie się… na wyspie. Powstanie absurdalnego lotniska pasażerskiego w Radomiu to wiatr w żagle dla kilku podobnych inicjatyw. Najgłośniej o potrzebie własnego portu lotniczego mówi się w Białymstoku, rozbudowy swojego improwizowanego lotniska chciałaby Zielona Góra, ambicje zgłasza też Koszalin. Do tej listy trzeba dopisać port lotniczy w Olsztynie, który tak naprawdę leży pod Szczytnem i należałoby do niego doprowadzić wygodną szosę, a może i kolej.

    Wisienką na torcie przerośniętych planów jest kilka razy już grzebana i wciąż odgrzewana koncepcja sieci Kolei Dużych Prędkości. Te zupełnie nowe linie miałyby łączyć Warszawę, przez Łódź, z Wrocławiem i Poznaniem (stąd potoczna nazwa Ygrek), ale istnieją też inne pomysły: może Katowice, może Kraków? Koszty budowy, zakupu taboru i późniejszego utrzymywania byłyby wprost bajeczne, a zyski wątpliwe. Jeśli po zakończeniu obecnych prac pociąg z Warszawy do Poznania czy Krakowa dojedzie w dwie godziny, to skrócenie tego przebiegu o jeszcze 15–20 min nie ma większego sensu, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę koszt tej operacji. Istnieje jednak grono zainteresowanych firm oraz osób i naprawdę trudno dziś przesądzić, kto weźmie górę w polskich procesach decyzyjnych.

    Prawdziwe wyzwanie

    Maja Kowalska Content Manager SALESmanago Marketing Automation

    Wydawać by się mogło, że już samo w sobie prowadzenie spójnej komunikacji na płaszczyźnie firma–klient w różnych kanałach jest nie lada wyzwaniem dla osoby zajmującej się marketingiem. Jednakże dopiero pełne wykorzystanie „cyfrowych śladów” zostawianych przez każdego z klientów pozwala przejść z myślenia kampanijnego na postrzeganie marketingu i sprzedaży jako dynamicznych oraz wielopoziomowych procesów. Jednym z najnowszych trendów w automatyzacji marketingu jest zaprzęgnięcie do pracy mechanizmów uczenia maszynowego (tzw. machine learnig) i sztucznej inteligencji, tak aby scedować zadanie obszernej analizy ogromnych zbiorów danych, którymi dysponują firmy monitorujące zachowania kontaktów na swoich stronach, na uczące się mechanizmy. Najbardziej widocznym rezultatem jest poszerzenie spektrum analizowanych akcji. Obecnie stosowane mechanizmy nie tylko analizują działania klientów w przeszłości i te odbywające się w czasie rzeczywistym, lecz także z dużym prawdopodobieństwem wyliczają ich przyszłe potrzeby oraz przewidują działania. Uwzględniają przy tym zarówno profil danej osoby, cykl życia produktu, jak i zachowania osób, które już dany produkt nabyły. Dzięki takiemu podejściu inteligentne oprogramowanie pozwala w najwyższym stopniu spersonalizować przekaz, a także dobrać kanał komunikacyjny, który najbardziej odpowiada danemu odbiorcy. Podsumowując – w najbliższej przyszłości największy nacisk będzie kładziony zarówno na integrację danych ze wszystkich dostępnych kanałów (tak online, jak offline), jak i na rozszerzenie analizy behawioralno- transakcyjnej, która obecnie stanowi standard, o przewidywanie przyszłych potrzeb każdego z klientów

    Omnichannel i wykorzystanie danych

    Konrad Kobylecki Business Development Manager w DOT Systems
    Konrad Kobylecki
    Business Development Manager w DOT Systems

    W kolejnych dziedzinach biznesu modele statystyczne wypierają intuicyjne decyzje managerskie. Kwestia interpretacji danych zwykle nie jest bowiem tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze, w większości przypadków mamy do czynienia ze złożoną architekturą systemów i modelu danych, który wymaga standaryzacji oraz poprawy jakości danych. Na szczęście sprawdzają się tu modele statystyczne, które umożliwiają eliminację duplikatów, standaryzację wartości i wychwytywanie błędów. W kolejnym kroku stabilizujemy procesy aktualizacji danych pochodzących z różnych źródeł, w tym wielu kanałów. Dzięki temu możemy zapewnić firmom wiarygodną bazę, która obejmuje nie tylko dane klienta, lecz także historię i aktualny kontekst Customer Journey. Na koniec, na podstawie sprawdzonych modeli, które na bieżąco uczą się preferencji indywidualnych klientów, dobieramy optymalną propozycję, która z największym prawdopodobieństwem zostanie przez klienta zaakceptowana. Dotyczy to tak samo wyboru produktu czy usługi i ich parametrów, jak czasu oraz sposobu zaprezentowania jej klientowi. Przykładowo nasz model może zarekomendować wysłanie oferty w porze, kiedy klient najchętniej przegląda e-maile, w związku z tym nasza wiadomość nie zginie w kolejce nieotwartych przesyłek. Wbrew pozorom pierwsze rezultaty można osiągnąć już po kilku miesiącach – nasz rekord to sześć tygodni. To tylko kwestia ustalenia priorytetów i właściwej grupy docelowej. Rozpowszechnienie najlepszych praktyk na całą bazę klientów może następować stopniowo, razem z transformacją środowiska danych, realizując jednocześnie długofalową strategię zwiększania komfortu klientów w środowisku ewolucji do Omnichannel.

    Awaria chmury Amazona

    White clouds on the blue sky. Nature background

    Spora część serwisów internetowych trzyma swoje pliki w chmurze Amazon Web Services. Wystarczyło więc, że 28 lutego jedno z centrów danych AWS odmówiło posłuszeństwa, by padła połowa Internetu

    Pierwsze kłopoty pojawiły się dzień wcześniej, ale 28 lutego wieczorem sytuacja była już naprawdę poważna. Serwery Amazon Web Services w jednym z centrów po prostu odmówiły posłuszeństwa, a wraz z nimi przestała działać część usług świadczonych przez tego operatora, w tym liczne strony i sklepy internetowe. Przykładowo przez dłuższy czas nie można było połączyć się z takimi portalami jak iFixit, Imgur, Quora i Giphy, pobrać programów z GitHuba ani skorzystać z usług Slack i Trello. Użytkownicy urządzeń Razera nie mogli ich natomiast skonfigurować, bo serwer nie odpowiadał. Jak na ironię nie działały również serwisy, na których sprawdza się dostępność innych stron, np. Is It Down Right Now i Down Detector. Użytkownicy zgłaszali również problemy z działaniem Aleksa, czyli asystenta głosowego Amazona.

    Awaria i spowodowane nią problemy, a w konsekwencji poniesione straty finansowe zdenerwowały wielu managerów. Część klientów podeszła do sprawy ze zrozumieniem, ale w mediach społecznościowych pojawiło się bardzo dużo negatywnych wpisów. Na skutek awarii klienci AWS otrzymali wiele negatywnych opinii dotyczących swoich usług świadczonych za pośrednictwem AWS. Ponieważ skala awarii była przeogromna, Amazon na bieżąco informował o postępach prac naprawczych za pomocą swojego Twittera. Walka z problemem trwała kilka godzin i w końcu udało się przywrócić działanie serwerów, dzięki czemu użytkownicy odetchnęli z ulgą. To kolejny, po Cloudbleed, przykład, że centralizacja, choć ma swoje plusy, jest też sporym zagrożeniem. Błąd jednego podmiotu oznacza problemy setek, tysięcy, milionów…

    Kto winien
    Rozwiązania chmurowe idealnie sprawdzają się nie tylko przy przechowywaniu danych (np. Dropbox, Google Drive etc.), lecz także przy usługach hostingowych. Nie ma to jak dynamiczne tworzenie maszyn wirtualnych, do których w każdym momencie można dołożyć więcej pamięci RAM, dodatkową przestrzeń dyskową czy rdzeń procesora. Niestety, chmura to również kłopoty, o czym boleśnie przekonali się klienci korzystający z Amazon Web Services.

    Dlaczego usługi chmurowe są tak popularne? Ponieważ pozwalają na bardzo efektywne wykorzystanie zasobów sprzętowych, dzięki czemu marnuje się bardzo niewiele zasobów obliczeniowych serwerów. Oznacza to, że zakup infrastruktury IT jest po prostu tańszy, bo nikt nie kupi serwera, który przez większość czasu będzie tylko pobierać prąd. Jednak czasami bywa tak, że nieodpowiednio zaprojektowane rozwiązania chmurowe są podatne na awarie. O ile uszkodzenie pojedynczego dysku twardego czy nawet całego serwera nikogo nie zaboli, o tyle poważna awaria całego magazynu danych może odbić się na całym systemie.

    Czas na wnioski
    Wszyscy, dla których dane są ważne, powinni więc potraktować incydent z AWS jako lekcję. Firmy powinny bowiem wiedzieć, gdzie znajdują się ich dane i jak szybko są w stanie je odzyskać. Don Foster, Sr. Director WW Solutions Marketing w firmie Commvault, przygotował mały poradnik odzyskiwania danych z chmury. Cztery punkty pomogą zrozumieć, jak ważne jest odpowiednie zarządzanie danymi, a ich wdrożenie ułatwi radzenie sobie z awariami operatorów chmury.

    Jak odzyskać dane przechowywane w chmurze?

    1. Zarządzaj danymi w regionie

    Nie ma nic złego w umieszczaniu wszystkich swoich danych w jednej chmurze publicznej. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie są one przechowywane. W przypadku problemów w jednym konkretnym regionie platforma do zarządzania danymi powinna dać jasny obraz danych pochodzących z innych. Przykładowo jeśli wszystkie dane firmy są przechowywane w jednym regionie, to konieczne jest zapewnienie pełnej kopii zapasowej danych przechowywanej w innym regionie, najlepiej jak najbardziej niezależnym i oddalonym od miejsca, gdzie znajdują się podstawowe dane. Takie podejście umożliwi szybkie odzyskanie danych w przypadku awarii i utrzymanie funkcjonowania firmy w czasie przerwy w dostawie usług operatora chmury. Co więcej, konieczne jest zagwarantowanie, by kopie zapasowe dla krytycznych danych i usług pochodzących z chmury były zawsze dostępne. Zautomatyzowanie backupu i możliwość weryfikacji kopii zapasowych znacznie to ułatwia, oszczędzając firmom niepotrzebnych strat, a managerom wiele stresu.

    2. Poznaj lokalizację swoich danych

    Firmy powinny mieć dostęp do informacji o lokalizacjach, w których przechowywane są wszystkie ich dane. Błędem jest zakładanie,że po przeniesieniu danych do chmury publicznej ich kopie są przechowywane w wielu regionach. Konieczne są: aktywne zarządzanie procesem  przechowywania danych i pełna wiedza o miejscu ich przechowywania. Potrzebna jest także tablica, która szybko pokaże, które dane są dotknięte konkretną awarią, i umożliwi przygotowanie krótkiego raportu. Takie podejście pomoże w szybkim podjęciu decyzji o działaniu, takim jak odzyskanie utraconych w jednym miejscu danych z kopii zapasowej przechowywanej gdzie indziej.

    3. Zawsze miej plan B

    Niestety, samo umieszczenie kopii zapasowej danych poza regionem ich przechowywania nie jest wystarczające, podobnie jak robienie kopii danych on-site. Potrzebna jest elastyczność przekładająca się na możliwość przenoszenia danych między różnymi lokalizacjami i różnymi platformami. Sama kopia zapasowa w formacie Amazon AMI nie zda się na wiele, jeśli infrastruktura firmowa jest oparta np. na rozwiązaniach MS Hyper-V czy VMware. W przypadku niedostępności źródła danych konieczne jest uruchomienie ich jednoczesnego odzyskiwania na miejscu, poza nim, a także między różnymi platformami hiperwizorów.

    4. Opracuj strategię zarządzania danymi

    Profesjonalne podejście i sprawdzenie podwykonawcy pomogą w osiągnięciu celów związanych z zarządzaniem danymi, a to znacznie ułatwi funkcjonowanie całej firmy i pomoże osiągnąć cele biznesowe. Commvault rozmawia o zarządzaniu danymi w chmurze z klientami na całym świecie. Takie awarie jak AWS to często czynnik mobilizujący do poważnego zastanowienia się nad kwestią strategii zarządzania danymi. Commvault kładzie duży nacisk na zarządzanie danymi i ich ochronę, mając świadomość, jak ważne są dane dla funkcjonowania każdej firmy.

    Technologie dla nowoczesnej armii

      Maciej Borecki, członek zarządu Fabryki Broni „Łucznik” – Radom sp. z o.o., o odrodzeniu polskiej zbrojeniówki, rozwoju branży oraz intensyfikacji eksportu

      To znak czasów, że jesteśmy w fabryce broni, do niedawna miejscu strzeżonym i niedostępnym dla osób postronnych, a co dopiero mediów. Dzisiaj możemy mówić otwarcie o technologiach, urządzeniach, planach, eksporcie etc.
      W dzisiejszych czasach przemysł zbrojeniowy, pomimo swojej specyfiki i zadań wytyczanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej, związanych z bezpieczeństwem państwa, podobnie jak inne gałęzie przemysłu, kieruje się uniwersalnymi zasadami biznesowymi.

      Odrodzenie polskiej zbrojeniówki to też zmiana modelu zarządzania w Fabryce Broni w Radomiu?
      Podstawą odrodzenia polskiej zbrojeniówki było włączenie w struktury Polskiej Grupy Zbrojeniowej wszystkich polskich spółek o profilu zbrojeniowym. Taki model usprawnia zarządzanie. Obecnie zarząd Fabryki Broni stawia na specjalistów, ludzi z kompetencjami i doświadczeniem, oraz rozwój lean manufacturing, dzięki któremu zoptymalizujemy procesy i zwiększymy wydajność.

      Jaka była pana droga do sektora zbrojeniowego?
      Z sektorem zbrojeniowym jestem bezpośrednio związany od ubiegłego roku. Od dłuższego czasu interesowałem się tym rynkiem i produktami. Wcześniej pracowałem jako manager w Totalizatorze Sportowym. Zarząd PGZ powołał mnie na stanowisko członka zarządu Fabryki Broni ze względu na moje doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów wdrożeniowych. Koordynowałem również projekty marketingowe z obszaru Grupy Wyszehradzkiej – z firmami z Czech, ze Słowacji i z Węgier. Biorąc pod uwagę plany fabryki związane z eksportem oraz marketingiem na rynku cywilnym   z zakresu zarządzania pozwolą mi realizować te właśnie zadania. Prezes Adam Suliga jest inżynierem o dużym doświadczeniu w obszarze organizacyjno- technicznym i produkcyjnym. Muszę powiedzieć, że dzięki temu dobrze ze sobą współpracujemy i wzajemnie uzupełniamy w modelu zarządzania.

      Czy kierowanie firmą z sektora zbrojeniowego różni się czymś, myślę o modelu zarządzania, od prowadzenia firmy cywilnej?
      Gdybyśmy pokazali postronnej osobie, która nie wie, co produkujemy w fabryce, jedynie poszczególne elementy karabinków, nie domyśliłaby się, że tutaj produkuje się broń, tylko np. maszyny do szycia. To samo dotyczy modelu zarządzania, który jest podobny do tego, jaki stosuje się w innych firmach produkcyjnych. Jedyna różnica, niewynikająca z faktu, że produkujemy broń strzelecką, to świadomość, że realizujemy produkcję na rzecz obronności kraju, a naszymi głównymi odbiorcami jest Wojsko Polskie i służby mundurowe. I od tego, jak układa się nasza współpraca z wojskiem, bardzo wiele zależy. Obecnie MON stwarza fabryce bardzo dobre warunki i perspektywy rozwoju, pozwalające przy stałych zamówieniach planować innowacje na przyszłość. Wydatki na zbrojenia w Polsce są na wysokim poziomie. Polska armia się modernizuje, a my bierzemy udział w tym procesie. Jednocześnie planujemy pracę nie tylko  najbliższe trzy–cztery lata, lecz także w dłuższej perspektywie. Już dziś musimy odpowiedzieć sobie na pytania: Jak będziemy funkcjonować po zakończeniu procesu modernizacji Wojska Polskiego w obszarze naszego  Jakie mamy plany na dalszy rozwój przedsiębiorstwa? Dlatego intensywnie pracujemy nad alternatywnymi rynkami zbytu, obszarami i możliwościami, które pozwolą funkcjonować fabryce na wysokim poziomie w przyszłości.

      Jakie znaczenie dla fabryki ma zamówienie dla polskiego wojska o wartości 350 mln zł?
      To ważny kontrakt o kluczowym znaczeniu, co najlepiej obrazują dotychczasowe przychody przedsiębiorstwa. W ubiegłym roku, który był dobry dla naszej fabryki, osiągnęliśmy przychód bliski 80 mln zł. Plan na ten rok jest jeszcze bardziej ambitny. Na tym tle realizacja zamówienia na kwotę 350 mln zł to dla fabryki prawdziwe wyzwanie.

      Wzrost przychodów spowodowany jest też zaopatrzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej?
      Prowadzący negocjacje z ramienia MON Inspektorat Uzbrojenia nie informuje nas, na jakie potrzeby negocjuje kontrakt. Natomiast liczba karabinków, które mają być zakupione, oraz komunikowana liczba żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej pozwalają przypuszczać, że tam właśnie trafią te jednostki broni.

      Moce przerobowe fabryki stale się powiększają.
      Od roku 2014 jesteśmy w nowej fabryce, jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. Część maszyn została tu przeniesiona ze starej fabryki. Od momentu przeprowadzki trwa proces sukcesywnej wymiany tych maszyn. Nowy park technologiczny ma znaczący wpływ na zwiększenie mocy produkcyjnych oraz jakość wytwarzanych detali. Maszyny konwencjonalne, gdzie następuje ręczna obróbka poszczególnych detali, są zastępowane maszynami numerycznymi. Dzięki tym zmianom, nie zwiększając znacząco zatrudnienia, zwiększamy produkcję.  optymalizujemy moce produkcyjne, skracając przy tym czas oraz zmniejszając koszty produkcji detali. Na wydziale maszyn numerycznych obowiązuje trzyzmianowy system pracy. Obecnie poszukujemy technologów, informatyków, osób do obsługi maszyn numerycznych, serwisu itp.

      Możemy otwarcie porozmawiać o produkowanym w Fabryce Broni sprzęcie?
      Oczywiście, że możemy. Oferta jest szeroka, ale w tej chwili flagowymi produktami FB w Radomiu jest 5,56-milimetrowy karabinek szturmowy wz. 96 Beryl i 5,56-milimetrowy karabinek wz. 96 MiniBeryl. To są produkty, których głównymi odbiorcami i użytkownikami są Siły Zbrojne RP. Należy również wspomnieć o – produkowanym w kooperacji z niemieckim Carlem Waltherem – pistolecie samopowtarzalnym P-99, który jest dostarczany na wyposażenie służb mundurowych, głównie policji. Poza tym nasza oferta obejmuje również produkty z przeznaczeniem na rynek cywilny: Radom-Sport, MiniRadom-Sport, pistolety maszynowe BRS-99, wspominany już pistolet samopowtarzalny P-99, karabinek samopowtarzalny Beryl 22LR.

      Oczekiwany karabinek MSBS będzie produkowany tutaj czy gdzie indziej?
      To jest projekt Fabryki Broni i tutaj będzie produkowany. Oczekiwaniom na MSBS, czyli Modułowy System Broni Strzeleckiej, towarzyszą wielkie emocje. MSBS wraz z pistoletem PR-15 Ragun, nad którym pracujemy, stanowią ważny element projektu „Tytan” jako podsystem uzbrojenia polskiego żołnierza przyszłości. Ta broń jako pierwsza zostanie wdrożona do polskiej armii. Zarówno Raguna, jak i MSBS chcemy wprowadzić także na rynek cywilny. Pistolet Ragun przeszedł badania wstępne, które przeprowadziliśmy u nas, w fabryce. Z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że jest to produkt gotowy. Badania wstępne MSBS trwają i zakończą się w pierwszym kwartale tego roku. Wprowadzenie na wyposażenie Wojska Polskiego Raguna oraz MSBS będzie możliwe po zakończeniu procesu certyfikacji.

      MSBS jest kompletnie nową konstrukcją?
      To jest całkowicie innowacyjny projekt, stworzony przez inżynierów fabrykii specjalistów z Wojskowej Akademii Technicznej. Najważniejsze w tej nazwie jest określenie „modułowy”. Chodzi o łatwość przekonfigurowania, np. z wersji kolbowej na bezkolbową. Modułowy System Broni Strzeleckiej daje każdemu użytkownikowi możliwość wymiany między innymi lufy na krótszą. Użytkownik będzie mógł sam zmieniać modułową konstrukcję bez specjalnych narzędzi i bez pomocy rusznikarza, dostosowując tym samym broń do swoich indywidualnych potrzeb, celu, zadania czy wymagań pola walki.

      Jakiś czas temu z polskiego rynku broni zniknęły polskie produkty. Łatwiej kupić zagraniczny sprzęt niż polski. Czy to się zmieni?
      Przez ostatnie trzy lata Fabryka Broni w dużej mierze zajęła się produkcją tylko dla jednego głównego odbiorcy cy, czyli dla MON. Sprzedaż broni dla odbiorców indywidualnych nie była zadowalająca. Filozofia obecnego zarządu jest inna, zmieniamy podejście do rynku cywilnego. Oczywiście uważamy, że strategicznym partnerem Fabryki Broni jest i nadal będzie Wojsko Polskie, ale chcemy oferować nasze produkty także innym klientom instytucjonalnym, takim jak służby mundurowe, a także klientom rynku cywilnego. Polak, który ma pozwolenie na broń i strzela z broni sportowej, mógłby strzelać z takiej, w jaką wyposażony jest polski żołnierz.

      Czy cena broni produkowanej w FB jest konkurencyjna w porównaniu z innymi markami obecnymi na rynku?
      Tak, oferujemy dobre produkty za dobrą cenę. Jestem przekonany, że nasze produkty są konkurencyjne pod wieloma względami. Przykładem może być karabinek sportowy MSBS w wersji cywilnej, który nie tylko będzie technologicznie bardziej zaawansowanym produktem jakościowo, lecz także dzięki innowacjom, jakie wprowadziliśmy, będzie wyprzedzał konkurencję o krok. Co ważne, będzie atrakcyjny także cenowo.

      Design broni jest ważny. Fabryka Broni ma własnych designerów czy korzysta z usług kogoś z zewnątrz?
      Wygląd jest równie ważny jak ergonomia. W Fabryce Broni mamy dział konstrukcyjny, który ma za zadanie sprawić, by broń nie tylko była jak najlepsza pod względem technicznym czy ergonomicznym, lecz także aby wyglądała atrakcyjnie. Chciałbym w tym miejscu pochwalić zespół konstruktorów FB i WAT, ponieważ i z Polski, i zagranicy zbieramy bardzo pochlebne recenzje designu zarówno karabinka MSBS, jak i pistoletu Ragun.

      Jakość, tradycja i dobra marka pomagają w eksporcie?
      Fabryka Broni ma bardzo dobrą markę na całym świecie. Staramy się intensyfikować naszą obecność na zagranicznych rynkach – stawiamy na eksport. Tu, w Radomiu, przyjmujemy delegacje z wielu krajów, których przedstawiciele znają nie tylko nasze poprzednie modele broni, lecz także nowe produkty. Niewątpliwie naszą siłą są tradycja i wieloletnie doświadczenie, czego przykładem jest legendarny pistolet vis opatrzony znakiem FB w trójkącie. Beryl uznawany jest za jedną z najbardziej zaawansowanych modyfikacji systemu AK-47. Wzbudza ogromne zainteresowanie za granicą. Kolejnym krokiem jest MSBS, który znajdzie się w pierwszej kolejności na wyposażeniu polskiej armii, a następnie armii innych państw. Jestem przekonany, że będzie hitem eksportowym w skali nie tylko Fabryki Broni, lecz także całej Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

      Czy macie wyznaczane cele, wysokość obrotu, plan do wykonania tak jak w normalnych cywilnych biznesach?
      Jeżeli chodzi o procesy budowania planów sprzedaży, produkcji, finansów, to gdybyśmy produkowali zupełnie inny asortyment, np. telefony, to w założeniach nie byłoby żadnej różnicy. Jesteśmy normalną firmą i nie różnimy się od sąsiadujących z nami firm zasadami funkcjonowania i zarządzania.

      Co będzie hitem sprzedaży, poza MSBS, za pięć lat?
      MSBS i PR-15 Ragun staną się niebawem częścią uzbrojenia polskiej armii. Oczywiście pracujemy nad kolejnymi projektami, myśląc nie tylko o tym, co będzie za pięć lat, lecz także za kolejnych 10. To będą kolejne odmiany karabinka MSBS, kolejne odmiany pistoletu Ragun, kolejne modele wybranych jednostek broni. W tym momencie na rynkach, które bierzemy pod uwagę, w tym na największym rynku broni cywilnej, dominują pistolety. Mamy kilka projektów w fazie zaawansowanego rozwoju, które uzupełnią naszą rodzinę produktów. W ciągu najbliższych lat będziemy pracowali nad kolejnymi udoskonalonymi konstrukcjami. Podobnie było z Berylem. Obecnie produkujemy trzecią wersję tego karabinka. Beryl był wielokrotnie modernizowany i rozwijany. Podobnie będzie z MSBS, zgodnie z powiedzeniem: there is always something to improve. Ponadto jak już wspomniałem, prowadzimy intensywne działania w celu rozszerzenia oferty dla rynku cywilnego.

      Jak scharakteryzowałby pan trendy, którymi pokieruje się branża w przyszłości?
      Kierunek naszego biznesu najlepiej pokazuje MSBS. To, co produkuje konkurencja, nie dorównuje pełnej modułowości, jaką oferuje system MSBS. Uważam, że przyszłość należy do konstrukcji łatwo modyfikowalnych. To, co nas czeka zarówno w tej, jak i w każdej innej gałęzi biznesu, to optymalizacja kosztów przy zachowaniu wysokiej jakości. Dlatego oferujemy nowoczesne technologie dla nowoczesnej armii.

      Szukając własnej drogi

      W poprzednich artykułach zaprezentowałem główne zasady budowania marki osobistej oraz narzędzia, które pomagają nam poznać samych siebie

      Bogatsi o tę wiedzę możemy przystąpić do wyznaczenia swojej wizji i misji oraz określenia wartości, jakimi kierujemy się w swoim życiu i na podstawie których zamierzamy budować naszą markę. To bardzo ważne, by szczerze określić swoje wartości, ponieważ marka osobista oparta na sztucznych lub nieakceptowanych wewnętrznie wartościach nie będzie autentyczna i prędzej czy później będzie tylko wizerunkiem, w dodatku sztucznie wykreowanym.

      Moja wizja
      Określenie swojej wizji jest wyznaczeniem punktu, do którego chcemy dotrzeć w założonym czasie. Nasz „wewnętrzny GPS” należy dobrze ustawić, żebyśmy wiedzieli, gdzie dokładnie zmierzamy, i byśmy po drodze nie zbaczali z drogi. Znane jest powiedzenie Seneki: „Gdy nie wiesz, do którego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest dobry” i ta sentencja doskonale opisuje istotę określania swojej wizji. Wyznaczając swoją wizję, najlepiej wyjść od pytania: „Dlaczego?”. To, zdawać by się mogło, proste pytanie, jednak często odpowiedź na nie stwarza problemy. Ile jest sytuacji, gdy tak naprawdę nie wiemy, dlaczego coś robimy lub ktoś każe nam coś zrobić. Takie pytania o sens pewnych procesów często pojawiają się w korporacjach, gdzie wewnętrzne procedury regulują wiele obszarów, których nie rozumieją do końca pracownicy. Wyzwaniem wówczas dla managerów jest przekonanie pracowników do sensu realizowanych działań. Takie same mechanizmy działają na poziomie indywidualnym, wiele osób wie, co i jak robi, jednak trudno jest im często odpowiedzieć na pytanie, dlaczego i po co to robią. Każdy z nas pewnie znalazł się w takiej sytuacji.

      Dlatego właśnie należy  sformułować wizję własnej działalności, by wiedzieć dokładnie, dlaczego mamy robić to, co robić chcemy. Nie bez przyczyny o Elonie Musku, twórcy Tesli mówimy, że to wizjoner. Jest on bowiem doskonałym przykładem tego, jak dobrze określona wizja wpływa na jakość pracy, ale także postrzegania osoby przez środowisko zewnętrzne. Zwykle wyznaczamy sobie cele cząstkowe, dzięki którym osiągamy pojedyncze sukcesy. A czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad celem głównym twojego życia? Może to właśnie odpowiednia chwila na taką refleksję. Często boimy się myśleć, że możemy wiele osiągnąć, stawiając sobie na siłę ograniczenia. Nie bójmy się wielkiego myślenia. Prawdziwi wizjonerzy to marzyciele, którzy nie boją się wielkości własnych wizji. Elon Musk, gdyby nie był marzycielem i miał, dosłownie, przyziemne pomysły, nie stworzyłby SpaceX ani nie planowałby podboju kosmosu, a Mark Zuckerberg nie zrewolucjonizowałby podejścia ludzi do komunikacji i budowania wirtualnych społeczności, tworząc Facebooka.

      Zjedz słonia po kawałku
      Wiele osób ma problem z tym, że mając wizję i określone wielkie cele, nie wie, jak strategicznie do tego podejść, jak realizować mniejsze cele, w tym przypadku dobrze zastosować metodę, którą określa znane porzekadło „Jak zjeść słonia? Po kawałku” i którą wszystkim polecam. Kluczem do sukcesu jest dzielenie swoich wielkich celów na mniejsze zadania i konsekwentne ich realizowanie. W opozycji do tych, którzy mają wizję, są osoby, które skupiają się na realizacji codziennych, małych celów, zapominając o wyznaczeniu sobie długofalowej wizji, która nadawałaby ich działaniom głębszy sens. Takie osoby często mają problem z „wchodzeniem w ślepe zaułki”, które ich przez to ograniczają. Na swoich szkoleniach często robię proste ćwiczenie – proszę, aby uczestnicy przedstawili się tak, jakby przenieśli się w przyszłość o pięć lat i osiągnęli już swój cel. Wtedy pytam ich, jak się czują. Dla większości samo mówienie o swoich wymarzonych celach w aspekcie dokonanym jest już niesamowitym doświadczeniem, które dodaje siły i wiary we własne możliwości. Dlaczego pięć lat? Ponieważ to akurat nie za długi i nie za krótki czas na osiągnięcie efektów. To dlatego nawet firmy czy instytucje zwykle w swoich planach uwzględniają właśnie taki okres na realizację założonej wizji. Wiele osób stosuje też technikę wizualizacji, która pomaga nam wyobrazić sobie swoje cele. Nie będę oczywiście radził realizacji tego, jak do swoich marzeń podszedł znany youtuber i mówca motywacyjny Łukasz Jakóbiak, który tworząc fałszywą scenografię, „zwizualizował” swoją wizytę w programie Ellen DeGeneres, czym wzbudził sporo kontrowersji.

      Zdefiniuj swoje wartości i misję
      Drugim istotnym obszarem w określeniu swojej roli jest wyznaczenie misji. Misja to nic innego jak tylko deklaracja naszej roli w życiu, czyli tego, kim chcemy być, co chcemy osiągnąć, w jaki sposób chcemy to osiągnąć. By to było jednak możliwe, trzeba dokładnie zdefiniować wartości, jakie przyświecają naszemu życiu. Rodzina, praca, zdrowie, szczęście, odwaga, Bóg, mądrość, sprawiedliwość, wolność, sukces, lojalność, uczciwość. To tylko kilka wartości, które ludzie najczęściej wskazują. Podczas szkoleń zwykle proszę uczestników o stworzenie swojej listy wartości i nadanie im ważności. Wiele osób przyznaje, że pierwszy raz w usystematyzowany sposób podchodzi do wartości, które wyznają, i może zastanowić się, co tak naprawdę jest dla nich najważniejsze. Zatem zastanów się, jakimi wartościami ty na co dzień się kierujesz, i nadaj im hierarchię ważności. Jeśli dysponujesz już swoją listą wartości, to czas przejść do zdefiniowania swojej misji. Mówiąc wprost, misja to nasza filozofia życiowa, która wskazuje, co w życiu jest dla nas ważne, co daje nam poczucie spełnienia, i odpowiada na pytanie, po co to robimy. Są różne podejścia do tworzenia własnej misji, a jednym z nich jest szukanie metafor życia. I tak dla niektórych: „Życie to nieustanna wędrówka”, dla innych „Życie jest jak gra, albo ty ustalasz reguły, albo stajesz się pionkiem w cudzej grze”, a dla jeszcze innych „Życie jest jak zdobywanie szczytów”. Porównań może być wiele, ważne jest natomiast to, by porównanie było zgodne z wartościami, jakimi się kierujemy.

      Jedni nie wyobrażają sobie innej pracy niż na etacie, chcąc mieć poczucie stabilizacji, ochrony i względnego spokoju. Dla innych z kolei największą wartością jest wolność i chęć samodzielnego decydowania o swoich wyborach. Takie osoby dużo częściej decydują się na założenie własnego biznesu i realizowanie siebie w oparciu o to, co w życiu jest dla nich ważne. To też element kreowania własnej misji. Richard Branson, na którego przykład powoływałem się w poprzednich artykułach, jest wierny swojej osobistej misji, ale także misji, którą określił dla wszystkich swoich przedsiębiorstw. Dzięki temu firmy skupione w ramach marki Virgin traktowane są jako wspólna idea, a nie tylko przedsiębiorstwa. Tą ideą jest znajdowanie sposobów, które pomagają ludziom spędzić przyjemnie czas – najlepiej w miejscach, gdzie się tego nie spodziewają.

      Z pewnością nasza misja w miarę zdobywania nowych doświadczeń będzie się rozwijać i ewoluować. Warto jednak rozpocząć od jej zdefiniowania na poziomie ogólnym, który stanowić będzie punkt wyjścia do rozwijania. Są osoby, które uważają, że nie ma sensu tworzyć długofalowych wizji ze względu na nieprzewidywalność obecnej rzeczywistości. Na zjawisko nieprzewidywalności i kruchości obecnego systemu zwraca uwagę Nassim Nicholas Taleb w swoich książkach „Antykruchość” i „Czarny łabędź”. Oczywiście życia nie można zaplanować w 100 proc., zawsze zdarzają się nieprzewidziane sytuacje lub okoliczności, ale musimy wiedzieć, jak właśnie wtedy należy się zachować i co zrobić, jak elastycznie podejść do tego, co nam się przydarzyło. W tym właśnie pomaga wizja oparta na wartościach, które wyznajemy. Tak właśnie działa nasz wewnętrzny GPS – wiemy, dokąd zmierzamy, ale nigdy nie możemy być pewni, co nas spotka po drodze. Czy to jednak oznacza, że nie warto planować ani ruszać we własną drogę?

      Kiedy trzeba zawołać fachowca

        Grzegorz Kaczor, prezes firmy Fachmistrz, mówi o tym, jak szybko i bezstresowo poradzić sobie z drobnymi naprawami w domu i firmie

        Zacznijmy od cytatu z piosenki Jonasza Kofty: „Bo dobry Bóg już zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca”. Czy to właśnie zainspirowało pana, by podjąć dodatkowe zajęcie? Z wykształcenia jest pan przecież ekonomistą i specjalistą w jednej z czołowych firm branży doradczej.
        Rzeczywiście, od ponad 10 lat pracuję głównie dla największych podmiotów z sektora energetycznego. Pomysł, by stworzyć Fachmistrza, dojrzewał we mnie od dawna. Każdy, kto mieszka w swoich czterech kątach, własnych czy wynajętych, od czasu do czasu boryka się z drobnymi problemami technicznymi: wadliwą instalacją elektryczną, cieknącym kranem lub zepsutą zmywarką. To, co z pozoru wydaje się drobnostką, może kompletnie zdezorganizować życie rodzinne. Najpierw staramy się sami coś zrobić, żeby nie wypaść głupio przed żoną i dziećmi. Niestety, z reguły to tylko strata czasu i w efekcie podkopanie naszego autorytetu.

        Zaczynamy więc szukać fachowca.
        Zwykle w Internecie lub podpytujemy znajomych. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że ten, kto pierwszy pojawi się na stronach WWW, wcale nie musi być najlepszy, np. w hydraulice, lecz jedynie zainwestował w pozycjonowanie w wyszukiwarkach i dostępnych bazach danych fachowców. Tym sposobem chce się wypromować i zarobić „na szybko”. Z zasady nie ufam takim rankingom internetowym. Szczególnie w dużych miastach rzetelni oraz kompetentni fachowcy są anonimowi i na ich znalezienie musimy poświęcić dużo czasu i energii.

        I tu pojawił się pomysł Fachmistrza.
        Stworzyliśmy swego rodzaju hub dla kompetentnych fachowców wielu specjalizacji (hydraulika, elektryka, ślusarstwo, dekarstwo, AGD, złote rączki, naprawy IT, kominiarstwo etc.) skoncentrowanych wokół usług dla domu i firmy. Naszym celem było zapewnienie klientowi jednego punktu dostępu do rozwiązania jego problemów technicznych w domu, dlatego powstało specjalne call center, gdzie konsultant Fachmistrza dobiera klientowi odpowiedniego fachowca z naszej bazy. Dzięki temu klient ma poczucie komfortu, szybko znajdując godnego
        zaufania fachowca gwarantującego wysoki standard obsługi.

        Fachmistrz działa trochę tak jak korporacja taksówkowa.
        Rzeczywiście, to trafna analogia. Dawniej to, z kim i czym pojedziemy, było dziełem przypadku. Korporacje zapewniły nam wyższy standard i bezpieczeństwo świadczenia usługi. Skutecznie też wyeliminowały oszustów. Pomyśleliśmy, że nasz biznes powinien  działać na tej samej zasadzie – zapewniać jeden punkt kontaktu, eliminować przypadkowość i dawać poczucie bezpieczeństwa.

        Czyli powstała korporacja dobrych fachowców?
        Dokładnie. Najważniejsze, że przyjęty przez nas model daje wymierne korzyści obu stronom: fachowcy nie muszą tracić czasu na poszukiwanie kolejnych zleceń i mogą się skupić na tym, co robią najlepiej. Z kolei klienci doceniają komfort i prostotę rozwiązania, wracają do nas, gdy mają kolejne problemy w domu czy firmie, i polecają nas znajomym.

        Zaczął pan od sprawdzenia w Internecie swojej konkurencji?
        Oczywiście, szukałem podobnej usługi w Polsce i za granicą. Co ciekawe, nie było niczego porównywalnego do Fachmistrza. Znalazłem wiele podmiotów, które rekomendują fachowców wąskiej specjalizacji, ale firmy działającej w tak kompleksowy sposób jak nasza jeszcze na rynku nie było.

        Czym się wyróżniacie?
        Gwarantujemy klientowi indywidualne podejście, a jednocześnie zapewniamy jednolity standard w zakresie cen i jakości obsługi.

        A jak pozyskaliście bazę fachowców?
        Nie było to łatwe, ponieważ dobrzy fachowcy potrafią być wrażliwi i dość nieufni. Z reguły są to małe, czasami nawet jednoosobowe firmy zajmujące się wybraną działalnością, np. hydrauliką lub AGD. Dla nich często dużą trudność stanowi nie tylko pozyskanie klientów, lecz także spore koszty promocji usług w Internecie. Z kolei dla nas najtrudniejsze było przekonanie ich, że współpracując z nami, zarobią więcej. Dzięki naszym staraniom w ciągu kilkunastu miesięcy udało się stworzyć bazę fachowców, którym mogliśmy zaufać i których możemy polecić klientom Fachmistrza. Wciąż nad nią pracujemy – nieustająco poddajemy ocenie jakość świadczonych usług.

        Nie obawia się pan, że klient weźmie bezpośredni kontakt od fachowca, żeby następnym razem was ominąć?
        To jest trochę tak jak z taksówką. Oczywiście, możemy wziąć numer od taksówkarza i mieć pozakorporacyjny przejazd, ale to się z reguły nie sprawdza. W czasie, gdy będzie nam najbardziej potrzebny, akurat pojedzie z innym klientem. Poza tym z reguły psują nam się różne urządzenia. Rzeczonego fachowca od pralki możemy następnym razem potrzebować za trzy–cztery lata, a w tym czasie będziemy mieć problem z kluczem w drzwiach czy instalacją elektryczną.

        Po fazie organizacyjnej w 2014 r. przeszliście do działania. Czy pomysł chwycił?
        Początkowo szło dość mozolnie. Proszę pamiętać, że pomysł na Fachmistrza był nowatorski i z początku musieliśmy przekonać naszych klientów, że takie rozwiązanie jest bezpieczne. W końcu zadowoleni klienci zaczęli nas polecać. Na chwilę obecną zrealizowaliśmy już kilkadziesiąt tysięcy zleceń w skali 10 największych polskich miast. Z czasem rozwinęliśmy współpracę z klientami biznesowymi nie tylko w zakresie obsługi ich nieruchomości (biura, sklepy etc.), lecz także świadcząc usługi w ich łańcuchu wartości na rzecz ich klientów.

        W jaki sposób rozliczacie się z klientem?
        Może płacić kartą lub gotówką. Klient poznaje przybliżony koszt realizacji usługi przed jej wykonaniem – publikujemy szczegółowy cennik na stronie WWW, poza tym nasz konsultant również informuje o szacunkowym koszcie.

        Wykonujecie również bardziej skomplikowane zadania.
        Oczywiście, mając dostęp do szerokiej gamy fachowców, możemy „szyć na miarę” rozwiązania dla naszych klientów. Możemy kompleksowo wykonać prace w odebranym od dewelopera domu lub mieszkaniu klienta, zakładając mu instalację wodną lub elektryczną, a nawet oddać pomieszczenia gotowe do zamieszkania. Dzięki nam nie ma kłopotu z terminowością ani rzetelnością wykonania zlecenia. We współpracy z klientami biznesowymi nasza elastyczność jest jeszcze większa – często wraz z klientem uzgadniamy indywidualne procesy obsługi i rozliczeń.

        Jakie macie plany na przyszłość?
        Z biegiem czasu widzimy coraz większy potencjał tego rynku. Sam segment B2C szacujemy na ponad 4 mld zł, więc spokojnie mamy gdzie się rozwijać przez kolejne kilka lat. Planujemy koncentrowanie się na rozwoju sieci w kolejnych miastach, ugruntowywaniu świadomości naszego modelu funkcjonowania i poszukiwaniu nowych pomysłów współpracy z klientami biznesowymi. W kolejnym kroku rozważymy ekspansję za granicę.

        Ważne Informacje

        Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

        Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

        Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

        Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

        Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

        Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

        Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

        Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

        Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

        XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

        XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...