.
Strona główna Blog Strona 345

Środowisko pracy nowej generacji

Portrait of a blond woman wearing a virtual reality glasses and working with data against a cityscape. Toned image. Double exposure. Elements of this image furnished by NASA

Boom na maszyny, aplikacje B2C stosowane w B2B, firmowe urządzenia mobilne wyposażone w korporacyjne aplikacje, generowanie danych dla analityki behawioralnej oraz rosnąca popularność wideokonferencji – to główne trendy na ten rok opisane w najnowszej prognozie Dimension Data

Zacznijmy od tego, że obecnie w środowisku pracy coraz częściej mamy do czynienia z nowego rodzaju pracownikami. I nie są to milenialsi ani przedstawiciele generacji Z, ale… maszyny. Wearables, czyli komputery ubieralne, są już powszechnie wykorzystywane w Contact Centers. Monitorują parametry związane z emocjami agentów, są w stanie ocenić, jak bardzo się zdenerwowali po rozmowie z wyjątkowo irytującym klientem, i przekazują te informacje do oprogramowania zarządzającego przekierowaniami. W celu podniesienia poziomu obsługi klientów określa ono wtedy, jakiego typu połączenia powinny być przekazywane tym, a nie innym agentom. Są jeszcze roboty. Weźmy choćby produkcję samochodów, która w 80 proc. opiera się dzisiaj na tych inteligentnych maszynach. Od 15 lat są one wykorzystywane także w chirurgii, a ich rynek do 2024 r. ma osiągnąć wartość 24 mld dol. Tylko w 2015 r. zainstalowano ponad ćwierć miliona robotów przemysłowych, a to o 33 proc. więcej niż w roku poprzednim. Oblicze produkcji zmienia się też z powodu druku 3D. GE Aviation tworzy wtryskiwacze paliwa w swoich silnikach dla samolotów komercyjnych, drukując je techniką 3D. Problem z robotami polega nie na tym, że zabierają one pracę ludziom, tylko na tym, że firmy muszą na nowo przyporządkować swoją bazę kompetencji, by ją programować, obsługiwać i utrzymywać.

Jakiś inny przykład? W branży inteligentnych mebli firma Dimension Data stworzyła partnerstwo z wiodącym producentem mebli biurowych, a także Intelem i dostawcą rozwiązań analityki biznesowej. Celem jest wbudowywanie zaprojektowanych przez Intela urządzeń Internetu Rzeczy (IoT) w inteligentne meble biurowe nowej generacji na etapie ich produkcji. Takie rozwiązanie przyniesie wiele korzyści w zakresie wykorzystania przestrzeni, ulepszonej współpracy, a także ochrony środowiska ze względu na oszczędność energii. Mechaniczni „współpracownicy” mogą niektórym wydawać się futurologią, chociaż funkcjonują już dziś. Kilka lat może minąć, gdy się upowszechnią, ale są już na wykładniczej krzywej wzrostu. Niewiele więcej czasu będzie trzeba, by z obszaru B2C zaczęły wkraczać do B2B także hologramy, rozszerzona i wirtualna rzeczywistość (AR/VR – Augmented Reality/Virtual Reality). W ciągu nadchodzących dwóch–trzech lat te technologie, zdaniem Dimension Data, przyniosą fundamentalną transformację środowiska pracy.

Jedyny mankament jest taki, że wraz z ich upowszechnieniem zwiększy się ryzyko związane z bezpieczeństwem, ponieważ wszystkie te nowe „rzeczy” w naszym środowisku będą mieć unikalną cyfrową tożsamość. Urządzenia IoT już zaczynają być wykorzystywane do ataków, takich jak DDoS (zmasowany atak na sieć komputerową w celu uniemożliwienia jej działania poprzez zajęcie wszystkich dostępnych zasobów), phishing (podszywanie się pod inną osobę w celu wyłudzenia określonych informacji), wymuszenia, użycie koni trojańskich (programów, które podszywając się pod przydatne dla użytkownika aplikacje, dodatkowo instalują na komputerze np. oprogramowanie szpiegujące) i wiele innych form cyberprzestępstw, które przynoszą miliardy dolarów strat i mogą zachwiać całymi branżami. Gwałtowny przyrost ruchu będzie oznaczał poważne obciążenie dla sieci: Wi-Fi, LAN i WAN. Jednak to nie pasmo jest wyzwaniem, ale względy architektoniczne. Wielki przyrost liczby urządzeń IoT wiąże się z rozwojem tzw. edge i fog computingu, czyli umieszczeniem zasobów obliczeniowych bliżej urządzeń, a nie tylko w chmurze.

Aplikacje B2C do B2B
Aplikacje, które zostały stworzone dla świata B2C, zaczynają coraz częściej znajdować zastosowanie w przedsiębiorstwach. Warte dziś ponad 1 mld dol. jednorożce, które zaczynały od aplikacji freemium, odnoszą obecnie sukcesy w obszarze B2B. Jednorożce kontaktują się z przedsiębiorstwami np. w taki sposób: „Pięć tysięcy waszych pracowników używa programu Slack, czy nie chcielibyście zakupić teraz wersji enterprise?”. Oczywiście, wersja enterprise jest bezpieczniejsza i ma więcej funkcjonalności, umożliwiając zachowanie zgodności z regulacjami i utrzymanie kontroli nad danymi.

Facebook niedawno ogłosił, że wkracza na teren zastosowań biznesowych, co wywołało wiele spekulacji, czy mu się to uda. W ostatnim swoim raporcie finansowym stwierdził, że pomiędzy jego serwisem społecznościowym a niedawno zakupioną aplikacją WhatsApp, obecnie używaną przez miliard osób, jest przetwarzanych trzy razy więcej komunikatów z urządzeń mobilnych, niż jest wymienianych wszystkich komunikatów tekstowych na świecie. Niewątpliwie trwa ewolucja tradycyjnych biznesowych komunikatorów w kierunku aplikacji opartych na mediach społecznościowych. Dimension Data przygląda się jej z uwagą, ponieważ takie aplikacje wprowadzają nowy porządek, co można zaobserwować podczas ich szybkiego rozwoju w środowisku B2C.

Bardzo trudne będzie monitorowanie i zarządzanie integralnością oraz bezpieczeństwem danych, gdy konsumenckie komunikatory staną się popularne w przedsiębiorstwach. Ich upowszechnienie, wprowadzające zamęt, jest bardzo prawdopodobne, bo miliardy ludzi dobrze już zapoznało się z tym rodzajem narzędzi. A granica między wykorzystaniem do celów prywatnych a wykorzystaniem do celów zawodowych coraz bardziej się zaciera. Widać także reakcję dostawców rozwiązań do współpracy dla przedsiębiorstw. Dostrzegają oni potrzebę ewolucji korporacyjnych platform współpracy, by nadal klienci chcieli je wybierać. Odpowiedzią Cisco na Slack jest Spark. Microsoft właśnie zapowiedział Teams, twierdząc, że jest to ich „Slack killer”. W efekcie już w tym roku dojdzie do konfrontacji między powstałymi w chmurze aplikacjami, takimi jak Slack, władcami mediów społecznościowych, takimi jak Facebook, oraz gigantami platform do współpracy, takimi jak Cisco i Microsoft. Nowe trendy przynoszą w tym obszarze także hybrydy IT, gdy pewne aplikacje rezydują w lokalnej infrastrukturze lub centrum danych przedsiębiorstwa, a pozostałe są w chmurze prywatnej lub publicznej. To na CIO będzie spoczywać zapewnienie akceptowalnej wydajności aplikacji bez względu na to, gdzie się one znajdują.

Kluczem będzie zunifikowane podejście do projektowania, zarządzania i wsparcia środowiska hybrydowego. W miarę jak aplikacje do współpracy z obszaru B2C będą się upowszechniać w środowisku pracy, trzeba będzie rozważyć, jak zabezpieczać dane jednocześnie na wielu platformach chmury publicznej. A CIO i CISO mogą zostać zmuszeni do wprowadzenia tych technologii wcześniej, niżby chcieli.

BYOD vs. COPE
Do tej pory mogliśmy obserwować wykorzystywanie wielu urządzeń prywatnych w pracy, co było określane terminem Bring Your Own Device (BYOD). Pracownicy używali osobistych urządzeń do kilku zawodowych czynności, zwykle obsługi wiadomości e-mail, co niekoniecznie działo się z błogosławieństwem działu IT. Obecnie w dużych i średnich przedsiębiorstwach zaczęto wyposażać pracowników w urządzenia mobilne z korporacyjnymi aplikacjami, które mogą przez nich być wykorzystywane także jako osobiste urządzenia. Ten trend został nazwany COPE (Corporate Owned, Personally Enabled), czyli należące do firmy, ale i do użytku prywatnego. To wszystko powoduje, że już niedługo pierwszy dzień pracownika w nowej pracy będzie wyglądał zupełnie inaczej niż do tej pory. Na początek dostanie on bowiem laptop i smartfon, na którym będą zainstalowane aplikacje korporacyjne, w rodzaju dostępu do systemu ERP, oraz osobiste, np. aplikacja do zarządzania wydatkami.

Zdolność do wykorzystania urządzeń mobilnych w celu uzyskiwania dostępu do aplikacji korporacyjnych to obecnie silny trend. Już teraz Apple z systemem iOS i Google z Androidem tworzą partnerstwa w tym zakresie z wiodącymi dostawcami oprogramowania dla biznesu, takimi jak SAP, IBM i Cisco. Trend ten powinno się nazwać kreowaniem biznesowej mobilności, bo przedsiębiorstwa muszą robić coś więcej niż tylko próbować sobie z nim poradzić. Muszą mieć nad nim kontrolę poprzez zagwarantowanie, że wszystkie aplikacje korporacyjne są bezpieczne i mają przydzieloną jakość obsługi (QoS). Gdy sprzęt i oprogramowanie zaczynają się rozdzielać, oprogramowania na urządzenia mobilne stają się bardziej programowalne i  zautomatyzowane. W rezultacie łatwiejsze będzie zdalne świadczenie usług utrzymania i wsparcia. COPE nie wyprze całkowicie BYOD – oba trendy będą współistnieć. Jednak bez względu na to, do kogo będzie należeć smartfon, przedsiębiorstwa muszą mieć na uwadze dodatkowe wyzwania w kwestii bezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą ewolucja biznesowej mobilności. Jeśli pracownik straci firmowe urządzenie mobilne z zainstalowanymi aplikacjami korporacyjnymi, to złodziej może zyskać otwarty dostęp do wrażliwych i cennych danych.

Analityka behawioralna
Gdy cyfrowe środowisko pracy staje się bardziej skomunikowane, zaczyna generować informacje o tym, jak zachowują się i wchodzą w interakcje przebywający w nim pracownicy. Poprzednio, gdy ludzie pracowali, korzystając z izolowanych urządzeń, nie było możliwe zrozumienie, jak współdziałają z innymi pracownikami i systemami. Dostęp był tylko do raportów z informacjami o zarządzaniu, co dawało jedynie wgląd w ujęciu historycznym. Obecnie, mając do dyspozycji narzędzia do współpracy w chmurze i aplikacje B2C wkraczające do przedsiębiorstw, firmy dysponują znacznie większą liczbą źródeł bieżących informacji. Tym samym mogą gromadzić informacje transakcyjne dotyczące pracowników w firmie i wykorzystywać je do przewidywania wyników biznesowych.

Mając lepiej skomunikowane urządzenia i systemy, mogą analizować zachowanie poszczególnych osób i to, jakie mają relacje z innymi, a następnie oceniać, czy te zawodowe zależności są optymalne do wydajnej współpracy. A im więcej przeniosą technologii komunikacji i współpracy do chmury, tym bardziej poszerzą sobie wgląd w to, jak ludzie ze sobą współdziałają. Pole widzenia w tym przypadku nie ma granic: obejmuje cały obszar, w którym działają pracownicy. Rozciąga się także poza nich, dołączając dostawców, partnerów i ostatecznie klientów. Zrozumienie, w jakich aspektach współdziałanie pracowników jest optymalne, a w jakich nie, jest bardzo użyteczne dla organizacji. Gdy interakcje i współpraca są optymalne, łatwiej wprowadzać innowacje i sprawić, by firma stała się bardziej konkurencyjna na rynku. Dlatego inteligentne środowisko pracy to ważny nowy trend i firmy powinny szukać pomocy u kompetentnych doradców ds. cyfrowego biznesu przy analizowaniu rosnącego wolumenu danych. Dzięki temu będą mogły zdefiniować swoją przyszłą strategię dotyczącą środowiska pracy.

Zapotrzebowanie na wideokonferencje
Wcześniej wideokonferencja wiązała się z wykorzystaniem specjalnej i odpowiednio wyposażonej sali do telepresence. Trzeba się było do niej udać, aby wziąć udział w sesji wideokonferencyjnej. Następnie, gdy ceny spadły, także mniejsze pokoje konferencyjne zaczęły być wyposażane w rozwiązania telepresence. Obecnie obserwuje się wykorzystanie osobistych urządzeń końcowych do wideokonferencji. W ciągu ostatniego roku ceny rozwiązań do wideokonferencji spadły jeszcze bardziej, a także urządzenia końcowe wideo stały się łatwiejsze w obsłudze. To po części dlatego, że aplikacje przeniosły się do chmury. Nie potrzeba już dedykowanych jednostek do konwergencji mediów ani mostków wideo w naszym centrum danych. Znacznie łatwiejsze stało się także dodawanie użytkowników. Wideokonferencja może przebiegać z udziałem użytkowników, którzy łączą się z laptopa w pokoju przez hotelowe Wi-FI, oraz takich, którzy korzystają z zestawu telepresence w głównej siedzibie firmy, wreszcie tych, którzy używają osobistych urządzeń końcowych z domowego biura.

Uczynienie z użycia wideo standardu w organizacji zmienia jej kulturę. Google postanowiło wyposażyć w wideo wszystkie swoje sale konferencyjne, których jest 50 tys. Teraz pracownicy nie mają wyboru i muszą się komunikować za pomocą wideokonferencji. A przedstawiciele Google twierdzą, że to zmieniło ich kulturę korporacyjną i sposób współpracy, zwiększając także efektywność spotkań biznesowych. Podstawowa zasada brzmi: wideo wymaga 50 razy więcej pasma niż głos. Więc jeśli zaczyna być coraz powszechniej używane, wiąże się to z poważnym obciążeniem dla sieci – od punktów dostępowych Wi-FI przez przełączniki dostępowe do całej sieci LAN, a także łączy WAN. Dlatego przedsiębiorstwa muszą racjonalnie planować modernizację infrastruktury, szczególnie na brzegu sieci, uwzględniając wzrost ruchu wiążący się z wideo. W przypadku wielu firm problem może rozwiązać zewnętrzna zarządzana usługa wideo, oferująca infrastrukturę zapewniającą wysoką jakość obsługi użytkownika. Podsumowując swoje prognozy, Dimension Data uważa, że technologia jest kluczem do uwolnienia potencjału biznesu w sposób, jaki dopiero zaczyna się rozumieć. Wykorzystując możliwości cyberbezpieczeństwa, cyfrowej infrastruktury, chmury hybrydowej oraz środowiska pracy nowego typu, świat będzie coraz lepiej przygotowany do szybszej transformacji do cyfrowego biznesu.

Rozpoczął się III etap Konkursu Złota Strona Emitenta

Do trzeciego etapu konkursu Złota Strona Emitenta X zostało zakwalifikowanych 17 spółek giełdowych. Strony internetowe będą teraz oceniane przez Kapitułę konkursu, a laureatów poznamy 7 czerwca  br. podczas IX Kongresu Relacji Inwestorskich SEG.

Dziesięć lat trwania konkursu to 10 lat prawdziwej rewolucji w komunikacji i świecie Internetu.  Dużą przyjemnością było obserwowanie jak ewoluowały strony internetowe polskich emitentów i wielką przyjemnością (ale też wyzwaniem) będzie ocena na III etapie spółek o najwyższym poziomie e-relacji inwestorskich na polskim rynku kapitałowym– mówi Prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, przewodniczący Kapituły ZSE, Mirosław Kachniewski.

Od 5 września 2016 roku strony internetowe 889 spółek giełdowych były oceniane w ramach I etapu konkursu Złota Strona Emitenta pod kątem kilkudziesięciu kryteriów z obszarów takich jak: komunikacja z inwestorem, zawartość informacyjna strony, czy użyteczność serwisu. Spółki podzielono na 5 kategorii konkursowych: „polskie spółki giełdowe należące do indeksów WIG20 i mWIG40”, „polskie spółki giełdowe należące do indeksu sWIG80”, „polskie spółki notowane na GPW nienależące do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80”, „polskie spółki notowane na rynku alternatywnym NewConnect”, „spółki zagraniczne notowane na GPW w Warszawie (w tym na rynku NewConnect)”. Do II etapu zostało zakwalifikowanych 59 spółek.

Na II etapie konkursu (13.02-14.04.2017)oceny dokonywało jury konkursowe, złożone ze specjalistów między innymi w takich dziedzinach jak grafika, dziennikarstwo, prawo, ekonomia czy relacje inwestorskie. Jurorzy brali pod uwagę takie aspekty jak:
1.    Jasność komunikatu, zawartość informacyjna
2.    Komunikacja z inwestorem
3.    Innowacyjność komunikacji
4.    Intuicyjność, ergonomia, zgodność z regułami nawigacji
5.    Poprawność zastosowanych technologii
6.    Estetyka strony
7.    Opinia inwestorów indywidualnych
8.    Opinia inwestorów instytucjonalnych
9.    Opinia inwestora zagranicznego

Do III etapu przeszło 17 spółek giełdowych. W kategoriach:  „polskie spółki należące do indeksu sWIG80”, „polskie spółki notowane na rynku alternatywnym NewConnect” oraz „wszystkie spółki zagraniczne” wyłoniono po 3 nominatów. W kategoriach”polskie spółki należące do indeksów WIG20, mWIG40″oraz w kategorii „polskie spółki notowane na GPW nienależące do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80”, z uwagi na bardzo wyrównany poziom, wyłoniono po 4 nominatów.

Laureatów Konkursu wybierze naetapie III (24 kwietnia 2017 – 19 maja 2017) Kapituła, w której zasiadają przedstawiciele instytucji rynku kapitałowego oraz najbardziej uznani fachowcy zajmujący się grafiką, komunikacją marketingową, dziennikarstwem, ekonomią czy relacjami inwestorskimi.

Ceremonia wręczenia nagród odbędzie się 7 czerwca 2017 roku podczas IX Kongresu Relacji Inwestorskich SEG.

Regulamin Konkursu, harmonogram oraz szczegółowe informacje nt. Złotej Strony Emitenta X są dostępne na stronie internetowej www.zse.seg.org.pl

Lista spółek zakwalifikowanych do III etapu, w kolejności alfabetycznej:

Polski spółki należące do indeksów WIG20 i mWIG40

  1. CD Projekt S.A.
  2. Ciech S.A.
  3. Enea S.A.
  4. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A.

Polskie spółki należące do indeksu sWIG80

  1. Agora S.A.
  2. Dom Development S.A.
  3. Pelion S.A.

Polskie spółki notowane na GPW nienależące do indeksów WIG20, mWIG40, sWIG80

  1. Ambra S.A.
  2. Atende S.A.
  3. Qumak S.A.
  4. Selvita S.A.

Polskie spółki notowane na rynku alternatywnym NewConnect

  1. Lug S.A.
  2. Unimot S.A.
  3. Vivid Games S.A.

 

Spółki zagraniczne notowane na GPW w Warszawie ( w tym NewConnect)

  1. Pegas Nonwovens S.A.
  2. Ronson Europe N.V.
  3. Serinus Energy Inc.

 

 

Wino to sztuka

SONY DSC

Winnica Turnau to ciekawy przykład nie tylko rodzinnego biznesu opartego na mocnych podstawach ekonomicznych, niepozbawionego jednak elementów ryzyka graniczącego czasami z szaleństwem, lecz także ciekawej filozofii działania

Wszystko zaczęło się, tak jak w wielu tego typu przypadkach, niewinnie. Tomasz Kasicki – szef ds. produkcji w podszczecińskim gospodarstwie rolnym prowadzonym przez Zbigniewa Turnaua – wrócił w 2009 r. z urlopu w Hiszpanii. Zdając relację z wakacji, zakomunikował: „Koło winnic rosły pszenica i słoneczniki, więc może koło naszej pszenicy urosłyby winogrona?”.

Luźno rzucona uwaga zaowocowała posadzeniem w maju 2010 r. 500 sadzonek winorośli różnych szczepów hybrydowych sprowadzonych z Niemiec. Rośliny przetrwały bardzo mroźną zimę 2010/2011, co było pozytywnym sygnałem. Nasadzono kolejne prawie 5 ha, szukając w tym czasie odpowiedniego miejsca na docelową winnicę. Projektem zainteresowali się kuzyn Zbigniewa, Grzegorz Turnau, który Winnica Turnau to ciekawy przykład nie tylko rodzinnego biznesu opartego na mocnych podstawach ekonomicznych, niepozbawionego jednak elementów ryzyka graniczącego czasami z szaleństwem, lecz także ciekawej filozofii działania bywa częstym gościem w rodzinnym domu Jolanty i Zbigniewa w Baniewicach, i syn Jacek odpowiedzialny za finanse w rodzinnej firmie. Koncepcja stworzenia spółki przez wyżej wymienioną czwórkę ziściła się 28 lutego 2012 r. Owocnie zakończyły się też poszukiwania odpowiedniego miejsca na dużą winnicę. Południowo nachylony stok, łagodnie schodzący do 6-hektarowego jeziora, wydawał się miejscem idealnym. Zamówiono sadzonki, konstrukcje stalowe i tak w 2012 r. winnica powiększyła się o 5 ha, a w 2013 r. o kolejne 10 ha.

W 2013 r. rozpoczęto też gruntowną renowację XIX-wiecznego budynku, do którego miały być wstawione kadzie, ale który miał też stanowić miejsce spotkań połączonych z degustacją win i ze słuchaniem muzyki. Aby wykorzystać pojawiające się na horyzoncie fundusze unijne, w trybie ekspresowym powstał projekt winiarni, przy wydatnym udziale Agnieszki Rousseau, uznanego autorytetu winiarskiego. Za namową przyjaciela rodziny Pawła Zwierza, który większość życia spędził we Francji, wspólnicy wybrali się w rejon Bordeaux, gdzie mieli okazję przyjrzeć się temu, jak funkcjonują najlepsze francuskie winnice. Tutaj też poznali enologa, który zgodził się być ich doradcą. Pomysł, by przenieść doświadczenia z rynku francuskiego do Polski, nie pasował jednak do koncepcji Zbigniewa i pozostałych wspólników.
Szukali dalej.


W rejonie Kaiserstuhl w Niemczech poznali doświadczonego winiarza, który wstępnie wyraził zgodę na współpracę, ale po namyśle stwierdził, że wiek nie pozwoli mu na tak trudne dojazdy do Baniewic. Wrócili do domu z kolejnymi doświadczeniami, gdyż odwiedzili najlepszych winiarzy w regionie. Nastąpiła kolejna zmiana projektu uwzględniająca podpatrzone u innych rozwiązania. Atmosfera na budowie robiła się coraz bardziej napięta. Kierownik budowy zmuszony był wprowadzać coraz to nowe zmiany i mimo swojej łagodnej natury klął jak szewc. Nikt nie przypuszczał, że prawdziwe zmiany dopiero nastąpią. Dzięki pomocy zaprzyjaźnionego z krakowskimi Turnauami Marka Kondrata udało się nawiązać kontakt z młodym, niezwykle zdolnym winmakerem niemieckim Frankiem Faustem, który należy do piątego pokolenia winiarzy. Pozyskanie go do współpracy nie było wcale proste, ale – jak wspomina Frank – w czasie krótkiej wizyty w Baniewicach urzekły go zapał i rodzinna atmosfera, a brak bariery językowej też miał niebagatelne znaczenie. We wspomnieniach Zbigniewa i Jacka pozostał wieczór, w czasie którego Frank opowiadał o niuansachtworzenia szlachetnego trunku, a oni nie mogli powstrzymać się od wzruszenia, bo czuli, jakby opowiadał o sprawach najbardziej intymnych. Tak rodziły się fascynacja i pewność , że udało się poznać kogoś naprawdę wyjątkowego. Do pełni szczęścia brakowało tylko akceptacji matki i babci Franka, gdyż one rządziły w klanie Faustów. Po dwóch tygodniach nadeszła upragniona wiadomość – kobiety wyraziły zgodę. Wtedy zaczęła się rewolucja. Frank z charakterystycznym dla siebie zapałem wkroczył w sferę już realizowanego projektu winiarni. Zmiany, które zaproponował, przewracały dotychczasową koncepcję do góry nogami.

– Ekipa na budowie przyzwyczajona do ciągłych zmian, dowiedziawszy się o nowej docelowej formie, patrzyła na nas jak na niespełna rozumu, rozkapryszonych, błądzących we mgle inwestorów – wspomina Zbigniew. – Frank szybko też ostudził nasze zadowolenie dotyczące winnicy. Należało szybko przyhamować bardzo intensywny wzrost winorośli. Pięknie wyglądającą między szpalerami winogron trawę należało zastąpić specjalną mieszanką roślin zabierających wszystkie składniki z górnej części gleby, a tym samym zmuszających winorośl do lepszego ukorzeniania się. Nad prawidłowym przebiegiem wszystkich prac w winnicy czuwali Tomasz Kasicki i jego córka Kasia, która również prowadzi profesjonalne degustacje.

Wszyscy producenci i miłośnicy wina wiedzą, że nie jest ono zwykłym produktem takim jak twarożek czy jogurt, w przypadku których z góry określona receptura i dobrze wyposażona wytwórnia dają gwarancję powtarzalnej jakości. Wino to serce i troska na każdym etapie powstawania, to codzienne doglądanie, częste próbowanie, wymiana doznań i dzielenie się wrażeniami. Wino to sztuka. Świadomość, że uczestniczy się w tworzeniu czegoś wyjątkowego, niepowtarzalnego, to radość i nieopisana
satysfakcja, kiedy się uda.

– Tego wszystkiego uczy nas Frank, a to, że uczymy się od najlepszych, jest gwarancją, iż polskie wino może konkurować z najlepszymi, a co najważniejsze – wypada w tej rywalizacji nadspodziewanie dobrze – zauważa Zbigniew.

Pierwsze wina zabutelkowano w kwietniu 2015 r., a w maju odbyła się ich krajowa premiera. Zanim wina pojawiły się na rynku, konieczne były: wybór kształtu i koloru butelek, zaprojektowanie odpowiedniej etykiety, stworzenie logotypu itp. Burzliwym dyskusjom nie było końca. W ich wyniku dopracowano się koncepcji , na podstawie której poznański grafik Łukasz Piekut stworzył oryginalny projekt. Dzięki niepowtarzalnej etykiecie wina z Winnicy Turnau są rozpoznawalne i kojarzone z produktem wyjątkowym. Mimo tych, bądź co bądź, misternych zabiegów marketingowych początki nie były łatwe. Relatywnie wysoka cena i nieufność do jakości nie przyciągały klientów. Trzeba było nastawić się na długi, wyczerpujący pojedynek. Obniżenie ceny nie wchodziło w rachubę, gdyż poniesiono olbrzymie koszty finansowe, co przy założeniu produkcji wyłącznie win Premium (a to oznacza redukcję i selekcję gron na krzakach w celu osiągnięcia doskonałej ich jakości) dawało w efekcie bardzo wysoki koszt wytworzenia.

Przekonanie dużych firm dystrybucyjnych do wprowadzenia na rynek wysokiej klasy polskiego wina nie było łatwe. Pierwszym partnerem, który zaryzykował, był Marek Kondrat. Organizacja wizyt w winnicy połączonych ze zwiedzaniem i z degustacją zaowocowało niezłą sprzedażą na miejscu. Dużym powodzeniem cieszą się imprezy firmowe organizowane w sali degustacyjnej lub, gdy pogoda pozwala, w winnicy, gdzie postawiono stylową wiatę mogącą pomieścić 80 osób. Nad sprawną organizacją degustacyjno-kulinarnych przeżyć czuwa Jolanta Turnau. Organizowane co dwa miesiące w winnicowej sali koncertowej recitale Grzegorza Turnaua przyciągają rzesze fanów. Dzięki niemu zainteresował się tym miejscem szczeciński jazzman Sylwester Ostrowski, który dziś jest przyjacielem winnicy oraz współtwórcą wielu niezapomnianych wydarzeń jazzowych. Fanem winnicy stał się też szczeciński estradowiec Piotr Szulc, który zaprasza na koncerty zarówno wschodzące, jak i uznane gwiazdy fortepianu oraz koncertujące na całym świecie zespoły chóralne.

Po każdym koncercie goście mają możliwość zwiedzenia winiarni, później podejmowani są przekąską i oczywiście winem, mają okazję spotkać się z artystami, zrobić wspólne zdjęcie czy zdobyć autograf. W efekcie w baniewickiej winotece sprzedaje się 30 proc. całej produkcji. Spodziewany duży wzrost sprzedaży przyniosło zatrudnienie doświadczonego handlowca Macieja Karpińskiego. Udział w krajowych i międzynarodowych targach winiarskich to kolejny sposób promocji. Winnica Turnau uczestniczy w nich chętnie, a i klienci to doceniają, licznie oblegając ich stoiska. Także coroczne partnerstwo w największym krajowym tenisowym przedsięwzięciu ,Pekao Szczecin Open to ciekawa okazja do prezentacji win. Sukcesy na wielu krajowych i międzynarodowych konkursach winiarskich przyczyniają się do wzrostu zainteresowania winami w kraju i za granicą. Rozwój winnicy w takim tempie nie byłby możliwy, gdyby nie udział funduszy europejskich pozostających w dyspozycji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego. Pozyskanie ich, a potem (co jeszcze trudniejsze) rozliczenie było i jest możliwe dzięki zaangażowaniu Jacka Turnaua. Jako ekonomista czuwa on nad finansami przedsięwzięcia, a pod nieobecność Franka nadzoruje wszystkie prace w winiarni. Udziałowcy mają wiele pomysłów na najbliższą przyszłość. I trudno się temu dziwić, ponieważ liczba osób, które połknęły winiarskiego bakcyla, stale się powiększa.

Nowy, praktyczny wymiar edukacji dla menedżerów – startuje VEE

Grupa Uczelni Vistula uruchomiła nowatorską na polskim rynku szkołę dla menedżerów,według autorskiej koncepcji profesora Witolda Orłowskiego, rektora Akademii Biznesu i Finansów Vistula, oferującą konkretną i praktyczną wiedzę, o tym jak rozwijać biznes. Vistula ExecutiveEducation (VEE) to na początek 12 weekendowych programów, wykładanych przez wybitnych ekspertów rynkowych. Misją VEE jest podnoszenie kompetencji menedżerów we wszystkich istotnych obszarach działania firmy, wyposażenie ich w wiedzę i zestaw narzędzi, dzięki którym osiągną wyznaczone cele biznesowe i zbudują przewagę konkurencyjną. VEE bazuje na wieloletniej, międzynarodowej wiedzy akademickiej i praktyce rynkowej wybitnych osobistości świata nauki i biznesu.

– Jeśli polskie firmy mają doścignąć i z sukcesem walczyć z konkurentami z całego świata, polscy menedżerowie muszą dostać do ręki najskuteczniejsze i najnowocześniejsze narzędzia zarządzania. Projekt VEE powstał właśnie po to, by takie narzędzia im dostarczyć – w oparciu
o najlepszą wiedzę i najlepsze doświadczenia praktyczne
– mówi prof. Witold Orłowski.

Weekendowe, intensywne kursy trwają od jednego do pięciu tygodni. Zajęcia w małych grupach, prowadzone są przez najlepszych praktyków – strategów, prawników, doradców i dyrektorów międzynarodowych firm.

Wiele miesięcy intensywnej pracy zaowocowało dwunastoma wyjątkowymi programami edukacyjnymi, które odpowiadają na najważniejsze potrzeby kadry menadżerskiej. Część z nich to zestawy niezbędnej wiedzy, takie jak zarządzanie kluczowymi klientami, wywiad konkurencyjny czy polityka cenowa, inne dają narzędzia do ekspansji na nowe rynki, np. w Afryce lub tworzenia w firmie kultury innowacyjności – podkreśla Adam Jasser, były szef urzędu antymonopolowego i doradca do spraw gospodarczych rządu, a obecnie dyrektor VEE.

Pierwszeprogramy Vistula Executive Education startują w maju. Szczegóły, opisy programów  i dodatkowe informacje o VEE i jej wykładowcach dostępne są na stronie internetowej www.vee.edu.pl.

VEE wzbogaca ofertę Grupy Uczelni Vistula, która działa na rynku szkolnictwa wyższego od 25 lat. Dotąd kształciła studentów na czterech wydziałach, nadając uprawnienia magisterskie, prowadząc studia doktorskie i programy MBA.

 

Droższe loty i słaby złoty, czyli koszty brexitu dla Polaków

Pod koniec marca 2017 roku Wielka Brytania rozpoczęła dwuletnie negocjacje dotyczące opuszczenia Unii Europejskiej. Polski finansista Krzysztof Sadecki prognozuje jak Brexit wpłynie na Polaków mieszkających i pracujących na Wyspach. Czy będą musieli wrócić do Polski? Czy loty i rozmowy telefoniczne do Anglii podrożeją?

Polacy stanowią największą mniejszość narodową wśród mieszkających w Wielkiej Brytanii cudzoziemców, dlatego z pewnością to właśnie oni w pierwszej kolejności odczują Brexit. Pierwsza zmiana widoczna będzie w regulacjach dotyczących pracy. Zarówno pracujący Polacy, jak i polscy właściciele firm w Anglii, będą musieli prowadzić działalność czy pracować w oparciu o regulacje brytyjskie, a nie unijne.

– Z pewnością osoby, które uzyskały już prawo do pracy i mieszkania w Anglii, posiadające paszport brytyjski, bądź tam studiujące nie mają większych powodów do obaw, jednak pracownicy sezonowi czy bezrobotni muszą liczyć się nawet z deportacją – twierdzi Krzysztof Sadecki, polski finansista i analityk biznesowy, ekspert w dziedzinie tzw. alternatywnych rynków inwestycyjnych.

Sytuacja może się zmienić w przypadku studentów, którzy przybyli na Wyspy w ramach programu Erasmus. Gdy Brytyjczycy wyjdą z Unii, o studiowaniu oraz o praktykach w prestiżowych firmach Polacy będą mogli zapomnieć. Taka sytuacja miała już miejsce w Szwajcarii, która chcąc zmniejszyć liczbę imigrantów, w pierwszej kolejności zajęła się programami uczelnianymi. To samo będzie dotyczyło wykładowców, którzy, aby teraz poszerzać swoją wiedzę za granicą będą musieli starać się o pozwolenie na pracę. Również osoby, które w przeszłości miały zatargi z prawem albo są poszukiwane Europejskimi Listami Gończymi będą miały problem z pracą w Anglii. Życiorys każdego obcokrajowca zostanie dokładnie prześwietlony, co nie będzie dotyczyło samych Polaków – urzędy wszystkich krajów Unii muszą odpowiadać Anglii na pytania o obywateli przebywających na Wyspach. Do tej pory podobne procedury wszczynano sporadycznie.
Brexit a gospodarka

Gospodarka każdego kraju to system naczyń połączonych – wystarczy zmienić poziom cyrkulacji środków w jednym rejonie, by zauważyć zmiany we wszystkich innych. Z pewnością zmienią się kursy walut – najbardziej możliwy scenariusz to spadek kursu złotego, natomiast w górę pójdzie funt, dolar oraz frank szwajcarski. Tę zmianę najbardziej odczują osoby spłacające kredyty walutowe. Spodziewane są też obostrzenia w handlu międzynarodowym, co może dotknąć importerów. Również rachunki telefoniczne za rozmowy na terytorium Anglii nie będą już objęte tymi samymi regulacjami, co kontakty w UE, zmianie ulegnie także
system połączeń lotniczych z Wyspami i ich koszty.

– Anglia w miarę postępowania procesu odłączania się od Europy będzie dbać o równowagę i starać się uprzedzić konsekwencje swoich działań. Patrząc na szykowane ustawy można wysnuć wniosek, że sytuacja Wielkiej Brytanii na rynku światowym w relacji do rynków poszczególnych państw się zmieni. Dlatego ze względów bezpieczeństwa ruch gospodarczy musi zostać uzupełniony między innymi przez uatrakcyjnienie lokalnych warunków – uważa analityk biznesowy Krzysztof Sadecki.

Choć wciąż nie są znane wszystkie konsekwencje opuszczenia przez Wielką Brytanię struktur Unii Europejskiej, to utrata dostępu do 500 mln potencjalnych konsumentów będzie poważnym wyzwaniem dla brytyjskiej gospodarki. Jednak jak będą wyglądały późniejsze relacje Wielkiej Brytanii z członkami Unii Europejskiej? Prognozowane są szczególnie dwa scenariusze: z jednej strony państwa te będą chciały nawiązać bliską współpracę w obrębie wspólnego rynku, z drugiej też strony UE może chcieć ukarać Brytyjczyków za Brexit.

Radisson Blu Resort w Świnoujściu uchyla drzwi do swoich pokoi

Najbardziej wyczekiwany 5-gwiazdkowy hotel tego roku chwali się pokojem wzorcowym. Pierwsi goście przyjadą już w lipcu, a na nich czekać będzie nie tylko 340 pokoi z tarasami i widokiem na morze, ale przede wszystkim nowa jakość wypoczynku.

Projektanci wnętrz Radisson Blu Resort, Świnoujście inspirowali się ekosystemem morskim i jego płynnymi kształtami. Aranżacja pokoju w sposób awangardowy łączy klasykę ze świeżością żywiołu wody. Intrygujący wzór na wykładzinie odzwierciedla ukształtowanie dna morskiego. Płynna forma nad łóżkiem również nawiązuje do nieoczywistych struktur występujących pod powierzchnią wody.

Wystrój pokoju odpowiada standardom Carlson Rezidor, które zapewniają wszystko co jest potrzebne, aby pobyt był komfortowy. Powierzchnia pokoi rozpoczyna się od 25 m kw., a największy apartament z panoramicznym widokiem na morze z 12. piętra i salonem kąpielowym ma aż 100 m kw.

–Postawiliśmy nie tylko na rodzimych architektów, a le również dostawców. Ponad 80% wyposażenia pokoi pochodzi z Polski i są one kwintesencją nowoczesnej elegancji połączonej ze stylem organicznym – mówi Renata Sobczyńska, dyrektor ds. komunikacji Radisson Blu Resort, Świnoujście.

Radisson Blu Resort, Świnoujście już stał się ikoną kurortu – 13-piętrowy hotel góruje nad strefą uzdrowiskową, przyciągając uwagę spacerowiczów. Kompleks, którego projekt wyłoniono w konkursie z SARP, odmienił architektoniczny krajobraz miasta wprowadzając nadmorską śmiałość i rozmach. Jest to pierwszy 5-gwiazdkowy hotel w Polsce zbudowany zgodnie z międzynarodową certyfikacją ekologiczną Leadership in Energy and Environmental Design (LEED). Niezależnym operatorem obiektu jest Zdrojowa Hotels Central Pomerania.

 

Energa ma nowego szefa

Kto przypuszczał, że Jacek Kościelniak – delegowany z rady nadzorczej p.o. prezes Energi po odwołaniu Dariusza Kaśkowa z resztą zarządu – zostanie pełnoprawnym prezesem, ten musiał się rozczarować. Wprawdzie pozostał w zarządzie jako wiceprezes ds. finansowych, ale w fotelu prezesa zasiadł Daniel Obajtek. Nowy szef przez ponad rok pełnił funkcję prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, początkowo jako p.o., a na stanowisko powołany w styczniu ubiegłego roku. Wcześniej, od 2006 r., był wójtem gminy Pcim, a uprzednio gminnym radnym. W przeszłości, od końca lat 90., pracował w firmie Elektroplast, początkowo jako kierownik, później dyrektor. W czasie pracy samorządowej utworzył Centrum Usług Socjalnych, działające m.in. na rzecz wyrównania standardów nauki w lokalnych placówkach, założył też Spółdzielnię Socjalną Prima, za co zdobył kilka nagród. Cieniem na tej niewątpliwie chwalebnej działalności kładą się zarzuty narażenia Elektroplastu na straty. Są to zarzuty sprzed lat, ale do dziś sprawy nie rozpoczęto. Sam zainteresowany twierdzi, że jest niewinny, i chce jak najszybciej się oczyścić. Z całą pewnością po okresie samorządowym jego kariera gwałtownie przyspieszyła.

W zarządzie koncernu sprawami finansowymi zajmie się Jacek Kościelniak, były wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli i sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Pomoże mu też doświadczenie wyniesione z Rady Audytorów Europejskiego Instytutu Studiów Strategicznych, Górnośląskiego Funduszu Restrukturyzacji, rady nadzorczej Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i członkostwa w sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Wiceprezesem spółki została Alicja Klimiuk. Pamiętajmy też, że Energa to spółka powierzona opiece Bożej opatrzności i Matce Najświętszej Gromnicznej.

Świeża krew

Włoski producent znany jest z samochodów miejskich i klasy kompaktowej. O ile maluchy są cenione na rynku i od wielu lat znajdują nabywców jako auta nowe i używane, o tyle większe modele nie zawsze miały takie szczęście

Po całkiem udanym Bravo drugiej generacji Fiat postanowił powrócić do nazwy modelu, której używał w latach 90. ubiegłego wieku. Czy to dobre posunięcie? Czas pokaże. Po jazdach testowych wiemy, że producent powraca na rynek w dobrym stylu. Do naszej redakcji trafił model Tipo Station Wagon, czyli odmiana kombi znanego od roku kompaktu. Auto wyposażone zostało w znany silnik benzynowy 1.4 T-Jet 120 KM, z manualną, sześciobiegową skrzynią biegów. Od chwili, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy na targach Fleet Market w listopadzie ubiegłego roku, zapragnąłem poznać je bliżej. W Polsce samochód będzie się rozpychał łokciami przede wszystkim na ciasnym rynku aut flotowych. Wygląda jednak na to, że Włosi dobrze odrobili lekcje i przygotowali handlowcom ciekawe miejsce pracy. Tipo to zupełnie nowa jakość w koncernie FCA. Auto jest zgrabne, zwarte i naprawdę może się podobać. Z zewnątrz stylistycznie blisko mu do konstrukcji niemieckich, ale linii nadwozia nie można odmówić lekkości. Mówimy w końcu o włoskiej szkole projektowania samochodów. Łagodne linie karoserii pozwalają przypuszczać, że będzie się ładnie starzeć i przez długi czas pozostanie świeże…

Wnętrze jest również bardzo schludne, na desce rozdzielczej króluje duży ekran systemu multimedialnego Uconnect 7” HD LIVE. Dotykowy panel wyświetlacza dobrze reaguje na polecenia i jest czytelny. Urządzenie możemy połączyć z naszym smartfonem i cieszyć się muzyką udostępnianą przez jeden z serwisów internetowych. Nawigacja TomTom to bardzo dobry wybór, a Fiat gwarantuje bezpłatne uaktualnienie map przez trzy lata od daty zakupu auta. Do tego kamera cofania i w zasadzie mamy wszystko, czego potrzeba w nowoczesnym aucie. Są oczywiście wspomaganie kierownicy z funkcją City i automatyczna klimatyzacja. Mięsista, pokryta skórą kierownica wielofunkcyjna dobrze leży w dłoniach, a zegary są czytelne. Smaku dodają im metaliczne obwódki. Fotele są duże i wygodne. Ponieważ mamy do czynienia z autem typu kombi, kilka słów należy się bagażnikowi. 550 litrów powinno zadowolić każdego użytkownika. Nieważne, czy będzie to ojciec rodziny, czy handlowiec. Bagażnik pomieści wszystko co trzeba. Producent zastosował podwójną podłogę, a przegrodę można łatwo zdemontować, zwiększając jednocześnie głębokość powierzchni ładunkowej. Czas ruszyć w drogę.

Nasze jazdy przypadły na jeden z ostatnich ataków zimy i muszę przyznać, że nie zaskoczyła nas żadna drogowa sytuacja. Samochód zadziwiająco dobrze się prowadzi, a kabina jest dobrze wyciszona. Nawet przy wyższych prędkościach karoseria nie generuje szumów, a to zdecydowanie dobrze wpływa na komfort jazdy. Silnik 1.4 T-Jet to znana i sprawdzona jednostka. Wersja 120-konna montowana była już w modelu Bravo. Czas pokazał, że jest to bardzo udana konstrukcja i nie sprawia użytkownikom wielu kłopotów. Dodatkowo nie jest skomplikowana konstrukcyjnie, dzięki czemu bezproblemowo uzyskuje przebiegi sięgające 300 tys. km. Dynamika jest na przyzwoitym poziomie, silnik jest elastyczny i chętnie wkręca się na obroty. Skrzynia precyzyjnie zmienia przełożenia. Wszystko naprawdę sprawia dobre wrażenie i potwierdza tylko, że warto było czekać na Tipo cztery miesiące. Do tego cennik dla silnika 1.4 T-Jet 120 KM otwiera się kwotą 62,5 tys. zł za wersję wyposażenia POP. Nasze auto z praktycznie kompletnym wyposażeniem wycenione zostało na około 82 tys. zł. A takie ceny wróżą nowemu Tipo Station Wagon sukces rynkowy.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...