.
Strona główna Blog Strona 345

Niebezpieczne CV

Wieland Alge wiceprezes i dyrektor generalny na kraje EMEA, Barracuda Networks

Jeden z naszych klientów otrzymał pięć CV w postaci plików .doc, które zawierały bardzo niebezpieczne zagrożenia typu APT. Po ich otwarciu uruchamiało się makro, które przystępowało do złośliwych działań. Za każdym razem źródłem ataku był inny adres e-mail, a celem – inny, i to szeregowego szczebla, pracownik. Hakerzy wcale nie muszą bowiem infiltrować wrażliwych kont, np. tych należących do starszej kadry kierowniczej, zamiast tego szukają najsłabszego ogniwa w zabezpieczeniach systemu. Oto dwa typowe sposoby działania cyberprzestępców:

– Po zainfekowaniu jednego konta hakerzy wysyłają nowe zagrożenie na inne, używając adresu e-mail pierwotnie zainfekowanego pracownika.
– Hakerzy infekują konto i śledzą, kto w firmie zajmuje się przelewami, fakturami itd. Następnie wykorzystują te informacje, aby przypuścić ukierunkowany atak phishingowy w celu wyłudzenia określonych informacji lub nakłonienia ofiary do określonych działań.
Wiadomości e-mail były napisane potocznym językiem, a ich autorzy podszywali się pod pracownika pytającego kolegę o opinię na temat dossier potencjalnego kandydata. We wszystkich przypadkach pracownicy otworzyli wiadomość e-mail, ponieważ mylnie sądzili, że przesłano im prawdziwe życiorysy. Jak się przed tym chronić? Oto kilka porad:
• Nie klikaj żadnych łączy w wiadomości e-mail. Wpisz adres bezpośrednio w przeglądarce.
• Nie otwieraj podejrzanych załączników, nawet jeśli wydaje się, że przesłał je ktoś, komu ufasz.
• Regularnie aktualizuj antywirusy, system i inne oprogramowanie.
• Nie ujawniaj poufnych informacji osobistych lub firmowych w wiadomości e-mail.
• Jeśli nie jesteś pewien, czy wiadomość e-mail jest autentyczna, sprawdź to, kontaktując się z daną osobą lub firmą telefonicznie

Ochrona tożsamości

Ireneusz Wiśniewski dyrektor zarządzający F5 Networks

Cyberprzestępcy najczęściej próbują wykorzystać luki w zabezpieczeniach. Hakują loginy i hasła z zamiarem kradzieży tożsamości lub infiltrują systemy sieciowe, aby zdobyć inne istotne dane. Z kolei korzystanie z zaszyfrowanej komunikacji zawierającej złośliwe oprogramowanie lub inne bardziej zaawansowane techniki może narazić na ataki zarówno użytkowników, jak i całe firmy. Niedawno aż 400 mln kont założonych na AdultFriendFinder zostało zhakowanych. Podobnie stało się z kontami z serwisu Ashley Madison.

Stało się tak dlatego, gdyż portale te nie były wyposażone w wystarczająco elastyczne sposoby uwierzytelniania w zależności od miejsca pobytu, używanego urządzenia i czasu, w którym dany użytkownik próbowałby uzyskać dostęp do usługi. Takie jak np. inteligentne uwierzytelniania serwera proxy. Usługa ta zapewnia scentralizowane logowanie, wiele sposobów ustalenia tożsamości użytkownika, a następnie przechodzi do jednoczesnego uwierzytelniania go w różnych aplikacjach.

Wiedzieć to jedno, stosować w praktyce to drugie. Dzisiaj cyberprzestępstwo to kwestia kilku kliknięć, więc należy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby chronić się przed nieprzyjacielem. Warto zrozumieć, że dane uwierzytelniające naszą tożsamość, takie jak te zawarte w paszporcie, szczegóły na temat naszego zdrowia czy numery kont bankowych są wyjątkowe i muszą być strzeżone. Nie mniej ważne jest też to, komu udostępniamy nasze dane i w jaki sposób są one wykorzystywane. Warto się dwa razy upewnić, czy firma, której pozwalamy korzystać z tych informacji, rzeczywiście istnieje. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, to trzeba pamiętać, że każdy ma prawo do odmowy udostępnienia danych personalnych.

Cyberbezpieczeństwo: nowe trendy na rok 2017

hacker at work with graphic user interface around

Ponieważ zagrożenia zwiększają się zarówno pod względem wielkości, jak i poziomu skomplikowania, potencjalne szanse na bycie zaatakowanym stają się coraz bardziej prawdopodobne

Ataki DDoS na amerykańską firmę Dyn pod koniec października 2016 r. spowodowały zablokowanie na kilka godzin stron internetowych wielu jej klientów, w tym Twittera, Netfliksa i Reddita. Serwery firmy Dyn zostały wtedy zbombardowane zapytaniami, wskutek czego wszystkie wolne zasoby zostały zajęte, a strony sparaliżowane. Wysoka skuteczność tego typu ataków jest spowodowana jednoczesnym ich przeprowadzaniem z wielu miejsc, najczęściej za pomocą tzw. botów, czyli programów udających ludzkie zachowanie.

Kolejny głośny atak tego samego typu, o rekordowej wielkości 620 GB, został niedawno przeprowadzony na stronę internetową amerykańskiego dziennikarza Briana Krebsa. Niestety, został pobity zaledwie tydzień później, kiedy to hakerzy zaatakowali firmę hostingową OVH, tworząc sieć botnet zawierającą 150 tys. inteligentnych urządzeń i przeprowadzając atak 1 TB. A wszystko to oznacza, że biznes nie może spać spokojnie. Trzeba być wyjątkowo czujnym i na bieżąco śledzić najnowsze trendy w tym obszarze. Poniżej kilka najważniejszych, z którymi mogą się zetknąć także polskie firmy, i to w najbliższych miesiącach.

Zagrożenie ze strony IoT
Ataki DDoS stają się coraz łatwiejsze w dobie rosnącej popularności Internet of Things, np. sensorów masowo instalowanych w różnego rodzaju urządzeniach w celu pozyskiwania przydatnych w biznesie danych, których bezpieczeństwo pozostawia wiele do życzenia. Luki w ich zabezpieczeniach powodują, że stają się one łatwym celem dla cyberprzestępców, coraz częściej posługujących się prostymi urządzeniami, takimi jak np. kamery przemysłowe. Wspomniany wcześniej przypadek firmy Dyn stanowi instrukcję dla kolejnych hakerów, będących w stanie za pomocą kilku kliknięć wykorzystać moc tego typu urządzeń i spowodować ogromne spustoszenia, które mogą ograniczyć działanie firmowych stron internetowych i innych istotnych procesów.

GDPR to rewolucja
Mimo że nowa dyrektywa GDPR o ochronie danych osobowych wejdzie w życie dopiero w maju 2018 r., każda firma już dzisiaj powinna je mieć na uwadze, zważywszy na to, jak długo może zająć dostosowanie się do nowych wytycznych. Z uwagi na to, że kary są surowe, maksymalnie 4 proc. globalnego rocznego przychodu, przedsiębiorcy muszą jak najszybciej doprowadzić do ładu swoją infrastrukturę. Elementy związane z ochroną danych osobowych, które nie będą umieszczone w GDPR, takie jak prawo do bycia zapomnianym czy prawo przenoszalności danych, mogą spowodować spore utrudnienia. Dzieje się tak, gdyż dla wielu organizacji zakres, w jakim mają one dane na temat swoich klientów, jest nieznany pod względem zarówno wolumenu, jak i lokalizacji. Największym wyzwaniem stojącym przed organizacjami jest zrozumienie, za jaki wolumen danych są one odpowiedzialne. W momencie, gdy w przyszłości doświadczą wycieku danych, będą narażone na straty finansowe oraz utratę budowanej przez wiele lat reputacji.

Chmura wygodna, ale czy bezpieczna
Wiele organizacji wybiera chmurę i przenosi do niej całą swoją infrastrukturę, gdyż ma nadzieję na rozwój biznesu. Niestety, wciąż istnieje wiele wątpliwości związanych z kwestiami bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych. Czy firmy używające rozwiązań chmurowych wiedzą, jak w bezpieczny sposób korzystać z tego rozwiązania? Czy zdają sobie sprawę, kto tak naprawdę ma dostęp do ich informacji, biorąc pod uwagę to, że dane nie leżą już na serwerach wewnętrznych? Firmy technologiczne pomagają organizacjom w zabezpieczeniu procesu przenoszenia danych do chmury. Przykładem mogą być rozwiązania Cloud Access Security Broker (CASB). Wprowadzają one polityki bezpieczeństwa przedsiębiorstwa do usług zawartych w chmurze, dając zespołom IT kontrolę nad tym, kto może mieć do nich dostęp, i zapewniając jednocześnie odpowiedni poziom zaszyfrowania firmowych danych.

Logowanie się do aplikacji
Organizacje, które w wysokim stopniu opierają swoją działalność na aplikacjach, powinny zwrócić szczególną uwagę na użytkownika końcowego oraz ochronę jego danych logowania. Obecnie coraz częściej mamy do czynienia z pracownikiem mobilnym, który korzysta z wielu aplikacji na różnych urządzeniach i w różnych miejscach. Każdy słaby punkt w tej układance, na przykład zainfekowany telefon komórkowy, może okazać się dla cyberprzestępców kluczem do wrót królestwa. Jeśli wspomniany przestępca będzie w stanie uzyskać informacje o poszczególnych pracownikach i ich danych logowania, dostęp do wszystkich innych danych nie będzie dla niego problemem. Przesuwając zainteresowanie i zasoby z trochę staromodnych zabezpieczeń firewallowych na zabezpieczenia na poziomie aplikacji i świadomości samych użytkowników, organizacja może skutecznie zwiększyć swoje bezpieczeństwo.

Problemy z zarządzaniem dostępem
Wzrost popularności chmury doprowadził do powstania nowego ekosystemu, tworzonego przez dostawców usług zewnętrznych. Obecnie pracownicy mogą uzyskać dostęp do różnych portali online, od sprzedaży do usług finansowych czy zarządzania urlopami – wszędzie na podstawie tej samej autoryzacji użytkownika. Gdy pracownik opuszcza firmę, powstaje obawa, że będzie on miał nadal dostęp do wewnętrznych systemów organizacji na podstawie indywidualnych danych do logowania, jeśli nie zostaną one wykasowane na czas. W związku z tym przedsiębiorstwa powinny inwestować w technologie, które pozwalają na uwierzytelnianie użytkownika za każdym razem, gdy loguje się on do systemu wewnętrznego. Nakładając na siebie odpowiedzialność za dane pracowników, korporacje mogą wzmocnić swoją pozycję stróża i przyczynić się do lepszej ochrony przed różnego rodzaju oszustwami.

Rosnący rynek gwarancji

    Andrzej Puta, dyrektor Biura Gwarancji Ubezpieczeniowych w Euler Hermes o ekspansji polskich firm, kapitale i inwestycjach wymagających wsparcia gwarancji

    Czego obecnie potrzebują i poszukują polskie firmy w kwestii wsparcia w zakresie gwarancji?
    Największą branżą korzystającą z gwarancji, także w przypadku Euler Hermes, jest budownictwo. Jest to oczywiście sektor, w którym jest dużo inwestycji publicznych korzystających z dotacji unijnych, co tłumaczy duże zapotrzebowanie. Nie zawsze jednak było tak dobrze – w ostatnich dwóch–trzech latach krajowy rynek infrastrukturalny przeżywał regres, więc wiele firm wyspecjalizowanych w budownictwie kolejowym, przemysłowym, drogowym etc. szukało zleceń na rynkach zagranicznych, głównie w Niemczech i Skandynawii, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Także w tych kontraktach zleceniodawcy wymagali gwarancji trudnych do zdobycia dla firm dopiero wkraczających na dany rynek.

    Można więc powiedzieć, że polskie firmy budowlane dołączyły do eksporterów m.in. maszyn, konstrukcji czy środków transportu?
    Tak, gdyż również wspomniane sektory przy sprzedaży spotykają się z wymogiem przedstawienia różnego rodzaju gwarancji – wadialnych czy usunięcia wad i usterek. Sektor ubezpieczeniowy nie ma generalnie w tym zakresie szerokiej oferty. Euler Hermes, jako część Grupy Allianz, to wiodące w Polsce towarzystwo ubezpieczeniowe oferujące gwarancje zagraniczne, jedyne tak dobrze dostosowane do lokalnego prawa i np. systemu wymiany walutowej dzięki temu, że jego oddziały funkcjonują w kilkudziesięciu państwach świata. Co ważne, w wielu krajach, np. w USA i regionie Zatoki Perskiej, na korzyść naszą i naszego klienta działa przynależność Euler Hermes do Grupy Allianz, największej grupy ubezpieczeniowej na świecie. To rozwiewa wiele wątpliwości – liczy się nie tylko oferta eksportera, lecz także wsparcie i sposób jej realizacji (w tym usługi towarzyszące), zwłaszcza w przypadku nieznanego dostawcy z dalekiego kraju.

    Rynek gwarancji eksportowych rośnie więc wraz ze wzrostem polskiego eksportu?
    Tak, w przypadku Euler Hermes obecnie odpowiada już za 25 proc. wartości wystawionych gwarancji, co – jestem pewien – jest wartością rekordową w naszym kraju. Decydująca jest już wspomniana nasza – czy to bezpośrednia, czy przy pomocy naszych partnerów – obecność w bardzo wielu krajach. Gwarancja jest więc wystawiana nie tylko zgodnie z lokalnymi wzorami, w języku zamawiającego, lecz także przy uwzględnieniu lokalnej specyfiki biznesowej. Jesteśmy w stanie zweryfikować, które z wymaganych przez zamawiającego wymogów są standardowe, a które wykraczają poza przyjęte normy i wynikają jedynie z chęci wykorzystania niewiedzy dostawcy z zagranicy. Jako jedyni w Polsce spoza sektora bankowego przy udzielaniu gwarancji eksportowych mamy dostęp do systemu bankowego SWIFT, a to duże ułatwienie dla naszych klientów na całym świecie. Mamy też duże doświadczenie w obsłudze międzynarodowych  grup kapitałowych. Gdy jakaś polska firma otwiera swój pierwszy oddział w innym kraju, od nikogo na miejscu nie dostanie gwarancji, tylko od nas. W ten sposób wspieramy otwieranie oddziałów polskich firm, pomagamy budować ich historię zleceń i kompetencji na innych rynkach.

    A jak – wracając na rodzimy rynek – przedstawia się obecnie popyt na gwarancje? Jak się one zmieniają?
    Są one potrzebne wszędzie tam, gdzie jest dużo inwestycji i kapitału. Czyli oprócz gwarancji związanych z infrastrukturą, które w naszym przypadku wartościowo stanowią zapewne ponad 50 proc. portfela, korzystają z nich także branża metalowa, dostawcy środków transportu, farmacja. Są to zarówno gwarancje przetargowe – wadialne, jak i należytego wykonania kontraktu czy usunięcia wad i usterek. Wracając do budownictwa, obecna perspektywa budżetu UE może być ostatnią z tak dużym poziomem dofinansowania dla inwestycji i w związku z tym zmienią się zarówno rynek infrastrukturalny, jak  i wykorzystywane na nim zabezpieczenia.  Na znaczeniu zyskiwać będą projekty realizowane w ramach partnerstwa publiczno- prywatnego, a rynek gwarancji będzie musiał dostosować swoją ofertę do nowego układu na rynku inwestycji – i my już to robimy.

    Na co zwracają uwagę firmy poszukujące gwarancji? Jak wybrać najlepszą?
    Istotne są na pewno: cena, zakres, akceptowalność przez zamawiającego – beneficjenta. Mogę mówić o naszej ofercie – jest ona konkurencyjna cenowo, nie wiąże się z blokowaniem części środków klienta, jak jest w przypadku np. gwarancji bankowych. Ważna jest długość okresu, na jaki udzielane są gwarancje – my, dostosowując się do wymogów rynku, wystawiamy je nierzadko na kilkanastoletni okres (na co np. banki rzadko się decydują). Dostosowujemy też naszą ofertę do lokalnych wymogów: np. w Niemczech wymagane są gwarancje bezterminowe, i takie też wystawiamy. Dla beneficjenta gwarancja musi być płatna na pierwsze wezwanie – i tutaj liczy się dotychczasowa praktyka wystawcy w tym zakresie, bezdyskusyjne wypłacanie dochodzonych sum. My tak postępujemy i nie spotkaliśmy się w związku z tym z brakiem akceptacji wystawionej przez nas gwarancji. Istotna jest też kwestia sprawności i szybkości obsługi – nierzadko na wystawienie gwarancji mamy nawet nie dni, ale godziny. Udostępniliśmy więc klientom system online, dzięki któremu mogą szybko wnioskować i otrzymywać niezbędne gwarancje.

    Czy rynek budowlany w najbliższych latach nadal będzie największym rynkiem dla wystawców gwarancji? Jak ocenia pan zmiany na nim zachodzące?
    Rynek budowlany jest obecnie bardziej transparentny, przewidywalny w kwestii szacowania ryzyka w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat. Wpłynęły na to nowe regulacje dotyczące zaliczkowania zakupu surowców, waloryzacji ich cen w trakcie trwania realizacji kontraktu etc. Pozwoli to wykonawcom lepiej się przygotować i znieść koszt spodziewanego wzrostu cen surowców, co było piętą achillesową kontraktów zawieranych przed Euro 2012. Większej transparentności, a więc i szacowaniu ryzyka z nimi związanego służy także szeroko obecnie stosowana formuła „Projektuj i buduj”, skracająca czas na procedury przetargowe (jedna zamiast dwóch) i eliminująca także spory na linii projektant–wykonawca.

    Wasza strategia i podejście do sektora budowlanego zostały docenione – otrzymaliście bardzo prestiżowe wyróżnienie  Diament Infrastruktury i Budownictwa dla Podmiotu Wspierającego Roku.
    Jest mi niezmiernie miło, że kapituła nagrody wręczanej na konferencji pod honorowym patronatem Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa dostrzegła naszą otwartość na relacje biznesowe w sektorze infrastruktury i budownictwa. W czasie, gdy przeżywał on kryzys, gdy wiele podmiotów wycofywało się bądź zamrażało swoją aktywność, my pozostaliśmy otwarci na potrzeby naszych klientów. Nawet w trudniejszych czasach realizowane są bowiem kontrakty i wymagają one zabezpieczenia, uznaliśmy więc, że odpowiednie szacowanie ryzyka jest lepszym wyjściem niż pozostawienie swoich partnerów. Razem z nimi weszliśmy również na rynki międzynarodowe, wspierając gwarancjami ekspansję polskich firm budowlanych, co pomoże ustabilizować cały sektor i uniezależnić jego przyszłość od dotacji unijnych.

    Rygorystyczny GDPR

    Dariusz Bocheńczak Country Manager Commvault Polska

    Rozporządzenie GDPR (General Data Protection Regulation) przyjęte przez Unię Europejską to najbardziej rygorystyczna regulacja spośród wszystkich przyjętych dotychczas przepisów w dziedzinie ochrony danych osobowych. Rok 2017 to rok zmian w polskim prawie, które przystosują przepisy lokalne do rozporządzenia GDPR. To też rok, w którym firmy powinny dokładnie zaplanować kwestie związane z przygotowaniem się do nowych regulacji, zarówno pod względem prawnym, jak i informatycznym. Tak poważne zmiany przepisów wymuszają znaczne inwestycje w rozwój struktury systemów IT. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinna być konsolidacja zarządzania danymi. Proces ten ułatwia i usprawnia zarządzanie danymi, w tym zarządzanie zgodnością z przepisami. Z kolei managerom pozwoli uzyskać informacje, które mogą znacznie wspomóc ich w podejmowaniu trafnych decyzji biznesowych.

    Skuteczne zarządzanie zgodnością z przepisami danych strukturalnych wymaga centralizacji zarządzania danymi, jest jednak dość proste. Prawdziwe wyzwanie stanowi zarządzanie zgodnością z przepisami w kontekście zapewnienia kontroli nad danymi nieustrukturyzowanymi, takimi jak dokumenty, e-maile, pliki graficzne itd. Duży problem stanowi też zapewnienie bezpieczeństwa danych powstałych na urządzeniach końcowych, takich jak komputery osobiste, laptopy, tablety i smartfony. Liczba takich urządzeń i ich użytkowników bywa bardzo duża i generuje ogromne ilości danych. Oferowana przez Commvault platforma zawiera moduły umożliwiające dochowanie zgodności z regulacjami. Nasz autorski motor przeszukiwania umożliwia szybkie i skuteczne wyszukiwanie informacji rezydujących w zasobach firmy. Rozwiązanie to stanowi podstawę w zapewnieniu zgodności z GDPR.

    Prawo i etyka mediów

    Adwokat dr Grzegorz Kuczyński mówi o etyce zawodu i prawie prasowym i tłumaczy dlaczego zostanie sędzią powinno być dla prawnika ukoronowaniem jego kariery zawodowej

    Miał pan zostać lekarzem, jednak przypadek sprawił, że stało się inaczej.
    To zabawna historia związana z moim nauczycielem języka polskiego, który złapał mnie na tym, że nie przygotowałem się należycie do lekcji. Przerabialiśmy „Antygonę” w formule procesu. Początkowo chciałem opuścić klasę, jednak z powodu mojej sympatii do lekcji języka polskiego postanowiłem, że zostanę. Sytuacja nie była prosta, gdyż nie spodziewałem się, iż wszyscy będą chcieli być oskarżycielami. Nieopatrznie wybrałem więc rolę obrońcy Kreona i okazało się, że jestem jedyny. Pojęcia o prawie nie miałem żadnego, plusem jednak było to, że obrońca przemawiał na końcu, pojawiła się więc szansa wysłuchania wszystkich i nadrobienia tego, czego nie zrobiłem w domu. Byłem trochę wystraszony, ponieważ naprzeciw siebie miałem trzech przygotowanych do lekcji kolegów, którzy zdecydowali się na rolę prokuratorów. Skupiłem się i z zaciekawieniem słuchałem oskarżenia. Po kilkudziesięciu minutach przyszła kolej na mnie. Do dziś pamiętam, co wtedy mówiłem. W przerwie nauczyciel – sędzia w naszym procesie – zakomunikował całej klasie, że pierwszy raz, od kiedy prowadzi zajęcia w tej formule, wyda inny wyrok niż zwykle i uniewinni Kreona. Postawił mi również dwie oceny: dwóję za brak przygotowania i piątkę za mowę obrończą. Zapytał mnie, kim chcę zostać, a kiedy odpowiedziałem, że lekarzem, zasugerował, abym dobrze to przemyślał i rozważył zostanie prawnikiem.

    Wziął pan sobie te słowa do serca?
    Oczywiście. To, że byłem dobry w przedmiotach ścisłych, umocniło mnie w wyborze nowego kierunku studiów, bo prawo to również nauka ścisła łącząca logikę, czyli czystą matematykę, z umiejętnością wyłapywania w naukach humanistycznych tego, co najistotniejsze. Zdecydowałem, że zostanę prawnikiem.

    Studia ukończył pan w 1997 r.
    I od razu rozpocząłem aplikację sądową.

    A nie adwokacką?
    Nie, ponieważ chciałem zobaczyć, jak wyglądają prawo i wymiar sprawiedliwości z punktu widzenia sędziów. Studia to
    w większości teoria, tutaj trzeba ją było przekuć na praktykę i wielką odpowiedzialność.

    Jednocześnie rozpoczął pan asystenturę na wydziale prawa w Gdańsku.
    W Katedrze Prawa Cywilnego. To właśnie mój mentor i wspaniały profesor prawa Władysław Rozwadowski namówił mnie, abym swoją przygodę z prawem w wymiarze praktycznym rozpoczął od aplikacji sądowej – poznania pracy i sposobu myślenia sędziów oraz zasad funkcjonowania machiny wymiaru sprawiedliwości. Posłuchałem, ponieważ bardzo go cenię. Jest moim mistrzem i to nie tylko w kwestiach prawnych, lecz także życiowych. Mam z nim kontakt do dziś, co uważam za wielkie szczęście, ponieważ można o nim powiedzieć, że jest prawdziwym człowiekiem renesansu o niebywałej wiedzy prawniczej, intuicji i wszechstronnej wiedzy humanistycznej. Do tego wszystkiego jest wielkim patriotą. Jestem dumny z tego, że mogę nazwać go swoim przyjacielem, a nawet ojcem, ponieważ pomógł mi w najtrudniejszym dla mnie okresie, po śmierci mojego ojca, i przysposobił mnie w myśl zasad prawa rzymskiego.

    Sam również miałem przyjemność w trakcie studiów uczestniczyć w wykładach profesora w Poznaniu i do dziś pamiętam pełną aulę i studentów z różnych kierunków uniwersyteckich, a nawet politechniki i medycyny. Wszyscy z wypiekami na twarzy słuchali wykładów z prawa rzymskiego.
    Jego wykłady zawsze były wydarzeniem i to nie z kategorii obowiązku, ale przyjemności. Zawsze prowadził je bez notatek, mówiąc nie tylko o prawie, lecz także o kulturze i zasadach. Nie uczył studentów regułek do zapamiętania, lecz wskazywał i otwierał im drzwi do samodzielnego myślenia. Rzymianie mawiali, że każda definicja w prawie cywilnym jest niebezpieczna. Należy pamiętać, że definicje i ich znaczenie zmieniają się wraz z rozwojem cywilizacji, a prawnik powinien mieć na tyle otwarty umysł, aby umieć dopasować je do zmieniających się czasów.

    Po ukończeniu aplikacji nie kusiło pana, by zostać sędzią?
    Aplikacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że zostanie sędzią powinno być dla prawnika ukoronowaniem jego kariery zawodowej. Kończąc aplikację jako 26-latek, miałem świadomość, że nie jestem gotów ani godzien, aby orzekać o ludzkim życiu i losie, a każde orzeczenie sądu o tym decyduje – poprzez majątek czy wolność osobistą. Jakie doświadczenie życiowe ma młody człowiek? Żadne. Sędziego oprócz wielkiej wiedzy powinno cechować ogromne doświadczenie, aby mógł decydować o najważniejszych sprawach ludzkiego życia. Jest jeszcze jeden argument, który uważam za bardzo ważny – sędzia, jeśli wcześniej był adwokatem, ma umiejętność spojrzenia na sprawę z perspektywy osoby, w stosunku do której orzeka, a to w jego pracy bezcenna umiejętność. Uwzględniając te wszystkie przemyślenia, zdecydowałem się na aplikację adwokacką.

    W tym czasie było to wyróżnienie, bo aplikantów adwokackich było stosunkowo niewielu, a dostanie się na aplikację graniczyło z cudem.
    To prawda, ale nie chcę tego oceniać. W skali województwa było nas zaledwie kilkudziesięciu. Z czasem jednak sytuacja szybko zaczęła się zmieniać i dostęp do adwokatury stał się o wiele łatwiejszy.

    Dzięki reformom w systemie wymiaru sprawiedliwości zmierzamy do standardów zachodnich, można wręcz powiedzieć – do normalności, w której adwokatura jest początkiem kariery, a stanowisko sędziego jej zwieńczeniem.
    Naturalnie. Odsyłam zresztą do statystyk, coraz więcej adwokatów, radców prawnych i prokuratorów występuje i uczestniczy w konkursach na stanowisko sędziego.

    Kiedyś było odwrotnie i duży wpływ na to miały uwarunkowania ekonomiczne, adwokat zarabiał kilka razy więcej niż sędzia.
    Sytuacja się zmieniła, dzisiaj adwokat i radca walczą o klienta i podlegają normalnym prawom konkurencyjnego rynku. Funkcja sędziego wiąże się już z dużym prestiżem, przewidywalną ścieżką kariery, stabilnością i godnymi zarobkami.

    Czy kiedy pierwszy raz wystąpił pan jako adwokat, stanęła panu przed oczami sprawa Kreona z pozoru niemożliwa do wygrania?
    W prawdziwym procesie wszystko zależy od tego, jak przygotowane są materiały dowodowe. Umiejętnością adwokata jest ich ocena i zrobienie wszystkiego, niezależnie od swoich przekonań i własnej oceny oskarżonego, co leży w jego interesie. Jest to bardzo poważny dylemat, proszę wyobrazić sobie kategorię spraw, w których poszkodowane są dzieci. Adwokat musi zrobić wszystko, aby jego klient został osądzony w sposób uczciwy i sprawiedliwy w odniesieniu do materiału dowodowego. W skrócie, żeby nie został skazany bez jednoznacznych dowodów wskazujących na jego winę. Nawet najgorszy przestępca ma prawo do najlepszego adwokata.

    Jest pan uznanym specjalistą w dziedzinie prawa prasowego i medialnego. Patrząc na to, co dzieje się w mediach goniących za sensacją, z pewnością nie narzeka pan na brak pracy.
    Zacznę od tego, że – moim zdaniem – media nie są dzisiaj czwartą, ale pierwszą władzą. To one, kreując oczekiwania, determinują działania władzy wykonawczej, a nawet wymiaru sprawiedliwości. Osoby publiczne, podejmując działania, zwracają uwagę na to, jak zostaną odebrane przez opinię publiczną, a w efekcie jak to się przełoży na sondaże popularności. W mediach liczą się chwytliwy tytuł i dobre zdjęcie.

    Ponoć ponad połowa czytelników gazet czyta tylko tytuły i leady, nie zagłębiając się w treść artykułów.
    Przekaz łatwy i czytelny jest jak instrukcja parzenia herbaty w formie obrazkowej. Niestety, ma bardzo duży wpływ na kształtowanie opinii publicznej. Jest to potężna moc. Podstawowymi kwestiami są więc umiar i prawidłowe rozumienie posłannictwa dziennikarskiego.

    Media powinny być staranne i rzetelne.
    To jest podstawowy wymóg. Staranność i rzetelność powinna być samoograniczeniem każdego medium w prezentowaniu informacji, i to nie tylko politycznej oraz naukowej, lecz także satyrycznej. Dozwolona krytyka i satyra są kontratypem w kontekście odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych. I tu dochodzimy do zadośćuczynienia za skutki dokonanych naruszeń.

    W świadomości publicznej istnieje przekonanie, wyniesione z literatury i filmów, że osoba poszkodowana może żądać wielomilionowych wypłat.
    Proza życia i praktyka sądowa są jednak inne. Wszystko powinno opierać się na zasadzie adekwatności – przeprosiny, poinformowanie poprzez sprostowanie oraz kara w postaci zadośćuczynienia pieniężnego. Tutaj kłaniają się umiejętności prawnika, który w sposób adekwatny powinien sformułować w pozwie żądanie zadośćuczynienia. Wracając do początku naszej rozmowy, w tych sprawach bardzo ważne są wiedza i doświadczenie życiowe sędziego. Dla tych, którzy składają pozwy o wielomilionowe zadośćuczynienie, mam złą wiadomość – nie żyjemy w Teksasie, a w naszych sądach nie przejdą żądania oderwane od polskich realiów. Miejmy świadomość tego, że jeżeli zażądamy 3 mln zł, musimy wnieść do kasy sądu odpowiedni wpis. Jeśli wygramy, ale sąd zasądzi jedynie kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, będzie to pyrrusowe zwycięstwo. Tutaj jest pole dla dobrego adwokata, który powinien studzić oczekiwania klienta i jednocześnie adekwatnie do przewinienia doprowadzić do zasądzenia zadośćuczynienia.

    Czyli barierą ograniczającą fantazję osób, które czują się poszkodowane, jest wysokość wpisów sądowych.
    Tak, zwłaszcza w sprawach, w których w grę wchodzą prawa niemajątkowe, takie jak dobra osobiste.

    Jednak jednemu z polskich premierów w sporze z tygodnikiem udało się wygrać zadośćuczynienie w wysokości kilku milionów dolarów.
    Zgadza się, dobry adwokat poradził, aby wnieść sprawę przeciwko tygodnikowi na terenie USA, gdzie polskie wydawnictwo również prowadziło działalność. Zasądzone przez sędziego zadośćuczynienie jak na standardy polskie było olbrzymie, ale na amerykańskie – bardzo małe. Jest to jednak zupełnie inny system prawny, z tak mocną pozycją sędziego, że przy podejmowaniu decyzji o wysokości zadośćuczynienia ograniczają go jedynie fantazja i zdrowy rozsądek. Podsumowując, przełożenie standardów amerykańskich do Polski jest całkowicie niemożliwe. Dzieli nas przepaść zarówno systemowa, jak i mentalna.

    Czy w takim razie w Polsce sądy zasądzają zadośćuczynienia w kwotach przekraczających kilkaset tysięcy złotych?
    Tak, ale z reguły dotyczą naruszenia dóbr osobistych, które mają charakter bardzo fizykalny – kalectwa lub naruszenia czynności narządów ciała.

    Czy pana zdaniem istnieje granica, której managerowie w obronie dobrego imienia swojego lub firmy nie powinni przekraczać?
    Z doświadczenia powiem, że kwestia komunikacji medialnej jest zawsze wysokim priorytetem wszystkich managerów.
    Wizerunek człowieka i dobre imię firmy buduje się latami. Zniszczyć to wszystko można jedną prostą informacją medialną, która w jednej chwili może przełożyć się na słupki popularności lub sprzedaży i nieść ze sobą olbrzymie, bardzo wymierne straty finansowe. Aby kontrolować sytuację, zamożne firmy ustawicznie badają kwestie wizerunkowe związane zarówno z managementem, jak i produktem. Granicę, o którą pan pyta, ustalają zainteresowani, ponieważ sami wyznaczają cele i zakres związany z ich obecnością w mediach. Nieprzekraczalne natomiast są granice związane z prywatnością i intymnością.

    No tak, ale w tych tematach pławią się niektóre dzienniki potocznie zwane brukowymi.
    Oczywiście, bo dobrze opakowana, najlepiej zdjęciami, sensacja towarzyska to murowany wzrost sprzedaży. Z doświadczenia wiem, że media, o których mówimy, to dobrze zorganizowany biznes działający w oparciu o rachunek ekonomiczny. W publikowanie półprawd lub wręcz nieprawdziwych informacji wliczone są koszty ewentualnych zadośćuczynień związane ze wzrostem przychodów ze sprzedaży. Moralnie jest to bardzo wątpliwe, ale dla wydawnictwa to biznes. Mają one dobrych prawników, więc sprawy bardzo często kończą się ugodami. Oczywiście o tym, jak zakończy się sprawa, decyduje klient. Moją rolą jest mu odpowiednio doradzić i w ramach możliwości bardzo konsekwentnie dochodzić praw. Zdarzyło mi się prowadzić sprawę z taką determinacją i wyrafinowaniem w kwestii procedur, że doprowadziło to do wydania uchwał przez Sąd Najwyższy. Podsumowując: każda formuła zakończenia sporu jest dobra, a najlepsza jest ta, która satysfakcjonuje klienta.

    Spory, o których mówimy, toczą się na podstawie przepisów ustawy o Prawie prasowym, która jako całość ma dość archaiczny charakter i powstała na początku lat 80.
    Ustawa, choć archaiczna, jest całkiem dobra. Co najważniejsze, tworzy kanon kontratypu staranności i rzetelności dziennikarskiej. Wymaga oczywiście wielu korekt i zmian, bo na przykład jest w niej używana terminologia z okresu PRL, ale jest dobra, bo determinuje zasady odpowiedzialności. Jest też w tym zakresie ukształtowane orzecznictwo Sądu Najwyższego.

    Kiedy pana zdaniem doczekamy się kompleksowej nowelizacji Prawa prasowego?
    Ta kwestia nie leży, niestety, w rękach prawników, ale ustawodawcy, i jako temat wrażliwy czeka na swoją kolej już od ponad 26 lat.

    Co lubi Grzegorz Kuczyński?

    Zegarek „Lubię wiele marek, moja ulubiona to Baume & Mercier”.
    Pióro Montblanc
    Ubrania szyje na miarę: Wiśniewski Warszawa i Gdynia, Dziekoński Gdańsk
    Wypoczynek „Jestem zwierzęciem miejskim i lubię duże aglomeracje europejskie, w szczególności Madryt”.
    Kuchnia śródziemnomorska: owoce morza i dobra wołowina
    Restauracja Der Elefant w Warszawie
    Samochód „Tradycyjne piękno, czyli Mercedes”.
    Hobby żeglarstwo morskie

    Dell EMC w Polsce z nowym dyrektorem generalnym

    Adam Wojtkowski objął stanowisko dyrektora generalnego firmy Dell EMC w Polsce. Manager ma ponad 20-letnie doświadczenie w branży ICT. W Dellu, przed fuzją z EMC, pełnił funkcję dyrektora działu sprzedaży do dużych przedsiębiorstw. Był dyrektorem działu rozwoju sprzedaży do sektora telekomunikacyjnego w Cisco – zajmował się regionem Europy Środkowo- Wschodniej i Bliskiego Wschodu. Na nowym stanowisku nadzoruje działy sprzedaży Public, Large Commercial i Mid Market. – W ramach Dell EMC mamy wiele perspektywicznych obszarów szybkiego wzrostu, takich jak chmura hybrydowa, programowo definiowane centra danych, infrastruktura konwergentna, platform-as-a-service, analityka danych, mobilność i cyberbezpieczeństwo. Żyjemy w czasach ogromnych, wręcz rewolucyjnych zmian technologicznych w obszarze szeroko rozumianej branży IT – powiedział Adam Wojtkowski. Dell EMC należy do rodziny Dell Technologies, największej na świecie firmy technologicznej. Spółka powstała w wyniku zeszłorocznego połączenia firm Dell i EMC. Była to największa fuzja w historii branży informatycznej. Transakcję zawarto za 62 mld dol., a nowy gigant zatrudnia 140 tys. pracowników na całym świecie. Michael Dell, szef Dell Technologies, podkreślał, że połączenie było historyczną chwilą dla obu firm, pozwalającą osiągnąć znakomitą pozycję w strategicznych obszarach IT nowej generacji – cyfrowej transformacji, centrów danych, połączonej infrastruktury, rozwiązań mobilnych, chmur hybrydowych i bezpieczeństwa.

    Przywódca stada

    Gdyby samochody przenieść do świata zwierząt i zacząć określać je imionami poszczególnych gatunków, każdy z nas miałby z konkretnymi markami oczywiste skojarzenia. Nowy Jaguar XF bezwzględnie kojarzy się z kotem… bardzo drapieżnym i to nie tylko ze względu na logo

    Jaguar przyzwyczaił nas do tego, że przy projektowaniu aut podąża własna drogą. Jednoznacznie kojarzony z brytyjską dostojnością, dystyngowaniem oraz nienagannymi manierami, w oczach klientów postrzegany jest jako auto dla dżentelmena. Piękna linia nadwozia limuzyny klasy Premium jest, z jednej strony, łagodna i nie narzuca się publiczności, z drugiej strony, muskularny przód auta, kocie reflektory i duży grill przywodzący na myśl otwartą paszczę drapieżnika sprawiają, że widząc to auto we wstecznym lusterku, odruchowo ustępujemy mu miejsca na drodze.

    Mieliśmy okazję testować auto w odmianie R-Sport z trzylitrowym silnikiem wysokoprężnym o mocy 300 KM i „potwornym” momencie obrotowym 700 Nm, dostępnym już przy 2000 obrotów na minutę. Karoseria wyróżnia się z gamy modelowej sportowymi smaczkami, jak choćby przeprojektowany przedni zderzak z dużymi wlotami powietrza oraz inna, bardziej sportowa linia progów. Kilka słów jeszcze o wnętrzu nowego Jaguara. Pozycja za kierownicą jest perfekcyjna. Nie ma najmniejszego problemu z zajęciem wygodnego miejsca. Fotele są wybitnie wygodne, ustawiane we wszystkich możliwych płaszczyznach, a kierownica regulowana elektrycznie pozwala ustawić się w taki sposób, że kierowca czuje się jakby auto zostało skrojone na wymiar u najlepszego krawca. Miejsca wokół jest wystarczająco nawet dla wysokich pasażerów, ale też nie przesadnie dużo, aby nie poczuć lęku przestrzeni.

    Deska rozdzielcza jest równie designerska, co przyjazna kierowcy. Wszystko jest na swoim miejscu i łatwo dostępne. Obsługa jest intuicyjna. Ze smaczków stylistycznych mamy obracające się o 180 stopni nawiewy boczne, które po wyłączeniu silnika powracają do pozycji zamkniętej. Deska rozdzielcza wykonana została z tworzywa dobrej jakości, ale podczas dużego mrozu, gdy auto jest wyziębione czasem można usłyszeć ciche miauknięcie plastików. Nie do końca dystyngowanej elegancji Jaguara przystoi źle spasowany schowek na okulary w podsufitce i ruszające się gniazdo 12 V w desce rozdzielczej. Ujmy te jednak uznałbym za moje czepialstwo, bowiem we wnętrzu trudno dopatrzeć się jakichś błędów jakościowych czy ergonomicznych.

    Prawdziwe oblicze Jaguar XF odkrywa jednak po odpaleniu silnika. Przez pierwsze kilka minut auto przypomina nam, że pod jego długą maską kryje się silnik zasilany olejem napędowym. Gdy jednak rozgrzeje się, jego szorstki, klekoczący dźwięk zmienia się w mruczenie rasowego kocura wylegującego się na fotelu w salonie. Sześciocylindrowe serce brzmi bardzo rasowo i przyjemnie dla ucha. Największa zabawa zaczyna się jednak, gdy „muśniemy” pedał gazu. Do tej pory miły kotek z czerwoną obróżką zmienia się w agresywnego drapieżnika gotowego odgryźć rękę każdemu, kto będzie chciał pogłaskać go tam, gdzie nie powinien. 300 KM i 700 Nm to parametry godne już prawie ciągnika siodłowego, a nie auta klasy średniej. Cała moc i moment obrotowy przenoszone są za pośrednictwem automatycznej skrzyni na tylne koła auta. Samochód startuje z miejsca jak gepard rzucający się do ataku. Rwie do przodu bez opamiętania i w głowie mu tylko złapanie ofiary. Trzeba uważać, bo nieco ponad 6 sekund do pierwszej setki, to osiągi aut sportowych. Silnik ryczy wtedy jak zraniona pantera. Moment obrotowy pojawiający się na kołach jest tak duży, że czasem podczas ruszania na suchym asfalcie tył zaczyna się uślizgiwać.

    Gdy nawierzchnia jest tylko lekko wilgotna, przy bardziej brutalnym traktowaniu auto zarzuca tyłem jak kot biegnący za myszą po mokrym gresie. Na szczęście kaganiec w postaci kontroli trakcji skutecznie studzi zapędy Jaguara. Dostępny jest oczywiście tryb zimowy, który odejmuje wigoru kocurowi, ale kastruje go jednocześnie z całego charakteru. Przy delikatnym głaskaniu porusza się bezszelestnie jak mruczek po puszystym dywanie w salonie. Jest łagodny i dostojny, choć zawieszenie pozostaje przyjemnie sprężyste. Jaguar XF z mocnym dieslem jest zdecydowanie autem dla kierowcy. Ten samochód trzeba prowadzić samemu. Daje maksymalną frajdę z jazdy, pozwalając jednak na chwilę oddechu od emocji jakie potrafi wywołać. To samochód, który niczego nie udaje. Jest bardzo szybki, rasowy i elegancki. Jest lwim samcem, który leży w cieniu i spod przymkniętej powieki dogląda swego stada, ale w każdej chwili potrafi błyskawicznie skoczyć i bronić swej pozycji. Jest maszyną dla kierowcy dojrzałego i spełnionego, który niczego nie musi już udowadniać. Maszyną dla właściciela, który bez problemu przymknie oko na minimalne błędy montażowe, bo wie, że blizny dodają mu więcej powagi. Dumny kocur, patrzący na innych nieco z góry, potrafiący jednak w jednej sekundzie ustalić hierarchię w stadzie.

    Ważne Informacje

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

    Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

    Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...