.
Strona główna Blog Strona 248

Plastik w plastik?

Processed with MOLDIV

W polskich gospodarstwach domowych poziom recyclingu sięga zaledwie 40 proc. 

Aż jedna trzecia ze zużywanych na polskim rynku 3,5 mln ton tworzyw sztucznych służy dziś produkcji opakowań. Eksperci Deloitte są przekonani, że w rozwiązaniu problemów pomóc może gospodarka o obiegu zamkniętym. Model GOZ dla Polski zakłada, że 1 proc. redukcji zużycia materiałów i energii we wszystkich sektorach naszej gospodarki wygenerować może aż 19,5 miliarda złotych wartości dodanej rocznie.

Tworzywa sztuczne stanowią dziś niezwykle istotny element globalnej gospodarki. Szacuje się, że w naszym kraju roczne zapotrzebowanie na nie sięga 3,5 mln ton. 8 tys. przedsiębiorstw, które związane są z tą branżą, daje zatrudnienie 160 tys. osób. W Europie przemysł tworzyw sztucznych plasuje się na 7. miejscu pod względem wytwarzania wartości dodanej. Funkcjonuje w nim 60 tys. firm o łącznych obrotach rzędu 350 mld euro rocznie. Każdego roku wytwarzamy na Starym Kontynencie aż 60 mln ton plastiku. 

Plastik plastikowi nierówny

W Polsce największym odbiorcą tworzyw sztucznych jest  sektor opakowań, który zużywa aż 1/3 produkowanego plastiku. 26 proc. produkcji trafia w ręce budownictwa, a co dziesiąta tona służy branży motoryzacyjnej

Zużycie tworzyw do produkcji opakowań w Polsce stale wzrasta. W latach 2013 – 2017 liczba ta wyniosła 1,12 mln ton. Plastik kojarzy się nam przede wszystkim z plastikowymi butelkami PET (wykonane z politereftalanu etylenu). Ale ich produkcja ma jedynie 14 proc. udziału w sektorze opakowań. W Polsce najwięcej plastiku zużywamy do produkcji toreb na zakupy wielokrotnego użytku, folii oraz tacek do żywności.

W Polsce od 30 do 50 proc. wycofanych tworzyw jest składowanych. Na rynek trafia ponad 997 tys. ton opakowań z plastiku, z czego na gospodarstwa domowe przypada 678 tys. ton. Poziom recyklingu odpadów wynosi około 40 proc., co oznacza, że nie wiadomo, co dzieje się z ponad 406 tys. ton.

Rok 2018 przyniósł znaczące zmiany w obszarze regulacji dotyczących gospodarowania odpadami oraz efektywnego wykorzystania surowców naturalnych. W styczniu 2018 roku opublikowana została unijna strategia dotycząca tworzyw sztucznych, w maju przedstawiono projekt dyrektywy w zakresie produktów jednorazowego użytku z plastiku (tzw. Single Use Plastic), a 4 lipca zaimplementowano pakiet dyrektyw dotyczących . Dokumenty te stawiają ambitne cele, dążące do poprawy wykorzystania tworzyw sztucznych, m.in. poprzez usprawnienie działania systemu ROP, czyli rozszerzonej odpowiedzialności producenta, poprawę produktów już na etapie projektu, wykorzystywanie materiałów biodegradowalnych, tworzenie rynków do ponownego wykorzystania tworzyw sztucznych i surowców pochodzących z recyklingu oraz przede wszystkim ich znaczne ograniczenie, a w przypadku niektórych produktów nawet eliminację z rynku przedmiotów jednorazowych, wykonanych z tworzyw sztucznych.

Przyjęcie ostatecznego kształtu dyrektywy Single Use Plastic spodziewane jest w pierwszym kwartale tego roku. 

W ocenie ekspertów Deloitte główne konsekwencje nowych przepisów poniesie sektor FMCG. Zakaz wykorzystywania wielu jednorazowych produktów z plastiku, w tym: plastikowych sztućców i talerzy czy patyczków do uszu może okazać się dla nich bardzo dotkliwy. Do tego nowe przepisy nałożą na nich prawdopodobnie konieczność pokrycia kosztów zbiórki, transport i przetworzenia odpadów oraz kosztów usuwania odpadów z oceanów. Cele odnoszą się również do zawartości recyklatu w butelkach PET (co najmniej 25 proc. od 2025 oraz 30 proc. począwszy od 2030 r.) oraz konieczności zbiórki opakowań PET po napojach (77 proc. do 2025 oraz 90 proc. do 2030 roku).

Nowa optyka biznesu

Zmiany w zakresie odpowiedzialnego wykorzystania plastiku wymagają zaangażowania wszystkich uczestników rynku. To m.in. wycofywanie przedmiotów z tworzyw sztucznych jednorazowego użytku i wprowadzanie biodegradowalnych alternatyw.

Na świecie, kolejne firmy ogłaszają zobowiązania do redukcji zużycia plastiku w opakowaniach czy wprowadzenia opakowań z recyklatów. Firmy pracują nad wprowadzeniem opakowań zdatnych do recyclingu, biodegradowalnych lub wielokrotnego użytku. W działania te angażują klientów. Ponadto, duże środki są inwestowane w rozwój innowacji w obszarze nowych tworzyw sztucznych.

– Dążymy do tego by plastik mógł być wielokrotnie przetwarzany, tym samym wspierając ideę obiegu zamkniętego. Na grudniowym szczycie klimatycznym ogłosiliśmy zobowiązanie do działania na rzecz poprawy systemu selektywnej zbiórki odpadów w Polsce, tak by już w 2025 przekroczyć poziom 90 proc. odzysku opakowań PET w kraju. Zobowiązaliśmy się również, że już w 2020 taka sama ilość plastiku, jaką wprowadzimy na rynek, zostanie zebrana i przekazana do recyclingu. Deklarujemy także systematyczne zwiększanie udziału przetworzonego plastiku w naszych opakowaniach oraz edukację konsumentów w zakresie segregacji oraz recyklingu odpadów – mówi Edyta Krysiuk- Kowalczyk, Dyrektor ds. jakości i zrównoważonego rozwoju w Żywiec Zdrój S.A.

Przejście na model gospodarki o obiegu zamkniętym może okazać się rozwiązaniem dla wielu współczesnych wyzwań. Skutek ten jest osiągany poprzez ponowne wykorzystywanie materiałów, przedłużanie żywotności produktów oraz wykorzystanie potencjału, który obecnie w dużej części jest marnowany w strumieniu odpadów. 

Opr: DD

Motywacja przede wszystkim

Niemal 80 procent firm z sektora MŚP dostrzega korzyści wynikające z motywowania pracowników! 

78,8 proc. przedstawicieli  mikro, małych i średnich firm dostrzega korzyści płynące z motywowania kadr – wynika z badania zrealizowanego w 4. kwartale 2018 roku przez Instytut Keralla Research na zlecenie VanityStyle, jednej z czołowych na polskim rynku firm oferujących pozapłacowe benefity pracownicze. Według reprezentantów sektora MŚP stosowanie narzędzi motywacyjnych przekłada się na większe zadowolenie, efektywność i lojalność pracowników.

Większa firma, większa świadomość

Im większa firma, tym większa świadomość przewag wynikających z motywowania pracowników. Aż 9 na 10 przedstawicieli średnich przedsiębiorstw, zatrudniających od 50 do 249 osób, dostrzega korzyści wynikające ze stosowania narzędzi motywacyjnych. W przypadku małych firm odsetek ten wynosi blisko 80 proc., a w mikroprzedsiębiorstwach nieco ponad 71 proc.

– Polscy pracodawcy przeszli długą drogę ,zanim dostrzegli potrzebę motywowania pracowników. Kwestie związane z motywowaniem były na początku domeną przede wszystkim dużych korporacji. To właśnie one przetarły szlak, którym podążają obecnie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa – mówi Joanna Skoczeń, prezes zarządu VanitySyle. – Sektor MŚP jest jednak zróżnicowany. O ile w strukturach średnich przedsiębiorstw często spotykani są specjaliści z obszaru HR, o tyle w mikroprzedsiębiorstwach kwestia ta spoczywa zazwyczaj w rękach właścicieli, którzy wciąż jeszcze nie zawsze przykładają do motywacji należytą wagę – dodaje.

Jak wynika z badania VanityStyle w sektorze MŚP korzyści wynikające z motywowania kadr dostrzegają najczęściej decydenci firm z branży produkcyjnej (86,6 proc. wskazań).

Zadowolenie, efektywność i lojalność pracowników

Przedstawiciele sektora MŚP nie wskazują jednej wyróżniającej się przewagi przedsiębiorstw, które stosują narzędzia motywacyjne. Dla niemal 28 proc. respondentów najważniejszą korzyścią wynikającą z motywowania pracowników jest ich większe zadowolenie, 26,9 proc. wskazuje na większą efektywność, a 26,6 proc. na większą lojalność. Przedstawiciele mikro, małych i średnich przedsiębiorstw zauważają także, że stosowanie narzędzi motywacyjnych ułatwia pozyskanie nowych pracowników (23,4 proc. wskazań) oraz przekłada się na kwestie employer brandingowe (20,1 proc. wskazań). Co istotne, ponad 1/5 przedstawicieli firm z sektora MŚP nie potrafi wskazać żadnych korzyści wynikających z motywowania kadr.

– W zależności od wielkości zatrudnienia i branży, w której działają, akcentują inne korzyści wynikające ze stosowania narzędzi motywacyjnych – zaznacza Joanna Skoczeń. – Firmy małe częściej podają, że tego typu działania podnoszą efektywność pracowników. Z kolei największe podmiot spośród sektora MŚPy, zatrudniające od 50 do 249 oraz producenci i firmy handlowe wskazują przede wszystkim na łatwość związania pracowników z firmą oraz lepszy wizerunek pracodawcy zapewniającego dodatkowe świadczenia. Usługodawcy natomiast istotnie częściej są zdania, że narzędzia motywujące wpływają przede wszystkim na większe zadowolenie pracowników – podsumowuje.

Opr: DD

7 błędów, których należy się wystrzegać, wybierając nazwę dla firmy, marki lub bloga

Nazwa firmy, usługi czy produktu, to pierwszy komunikat, jaki marka wysyła w świat. Klient, który ma do wyboru dwa produkty o zbliżonych cenach, prędzej wybierze ten, który zapamiętał i pozytywnie skojarzył. Justyna Fabijańczyk, projektantka nazw, podpowiada, w jaki sposób właściwie dobrać nazwę firmy, marki czy bloga i nie popełnić przy tym najważniejszych błędów.

Błąd nr 1: Szyld stworzony dla właściciela, a nie dla klientów

Stworzenie skutecznej nazwy wzmacniającej sprzedaż, warto zacząć od wyodrębnienia kluczowych cech produktu, zrozumienia grupy docelowej, konkurencji i otoczenia rynkowego, w jakim produkt czy firma będą funkcjonować. Jak mówi projektantka nazw, Justyna Fabijańczyk: – Czasy, w których właściciele firm utożsamiali się ze swoimi przedsiębiorstwami, nadając im nazwy pochodzące od ich imion lub nazwisk (Adamex, Eldrut), dawno minęły. O ile sama metoda tworzenia nazw od nazwisk nie jest zła i niekiedy może się sprawdzić, warto pamiętać, aby przy tworzeniu nazwy starać się wczuć w upodobania klientów, nie nasze własne, bo to dla nich tworzymy nazwę, nie dla siebie.

Błąd nr 2: Nazwa niezrozumiała dla odbiorców

Najprostszym testem na to, by odróżnić dobrą nazwę od złej, jest test pierwszego wrażenia. Dobra nazwa to taka, która przywodzi odbiorcy na myśl pozytywne skojarzenia i wywołuje sympatię. Testując różne propozycje, warto zwrócić uwagę na pierwszą reakcję odbiorcy: czy marka kojarzy się jednoznacznie dobrze, czy trzeba powtarzać jej nazwy i czy odbiorcy nie mają wątpliwości, jak się ją zapisuje. Nazwy niezrozumiałe, trudne do powtórzenia i takie, których trzeba się wyuczyć, to z zasady nazwy złe. Przykładami dobrych marek, pozytywnie się kojarzących, mogą być np. Bakalland czy Orlen.

Błąd nr 3: Brak określenia rynków, na jakich firma będzie działać

Od samego początku warto myśleć perspektywicznie. To jedno z kluczowych zagadnień. Inaczej tworzy się nazwy firm lokalnych, na przykład salonu usługowego w małym mieście, w inny sposób firmy ogólnopolskiej, a jeszcze inaczej, gdy założyciele firmy od początku mają ambicję działać na rynku międzynarodowym. Wtedy lepiej poszukać nazwy uniwersalnej, bez polskich znaków. Na tym etapie warto już także zacząć szukać domeny do wizytówki firmy, czyli jej strony internetowej.

Błąd nr 4: Nazwa skopiowana

Przy tworzeniu nazwy, zawsze powinno się szukać tej unikatowej. Tworzenie nazw zbyt podobnych do istniejących i konkurencyjnych jest niewłaściwe, nawet jeżeli dana firma działa w zupełnie innej branży. Powielenie cudzego pomysłu nie służy reputacji i dyskredytuje innowacyjność firmy oraz jej pomysły. Jeśli zależy nam na stworzeniu marki uniwersalnej, ponadczasowej, warto także unikać chwilowych trendów. Przykładami dobrych nazw w tym kontekście są np. Lajkonik i Krakowski Kredens.

Błąd nr 5: Nazwa ma drugie dno lub zawiera ukryte słowa

Jednym z najczęściej popełnianych błędów jest brak szerszego spojrzenia na nazwę. Jak mówi Justyna Fabijańczyk: Warto sprawdzić czy w lokalnej gwarze lub języku obecnym na rynkach, gdzie firma operuje, nazwa nie będzie mieć pejoratywnego znaczenia. Zdarzyło się tak w przypadku samochodu „Nova”, co po hiszpańsku oznacza „nie jeździ”, czy niemieckiego producenta żarówek „Osram”. Warto również sprawdzić, czy w nazwie nie ukryły się jakieś inne słowa.

Błąd nr 6: Niesprawdzenie domeny podczas wyboru nazwy

Podczas tworzenia nazwy, warto od razu ją zweryfikować pod kątem dostępności domen do rejestracji. Jak mówi Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH Polska – Istnieje wiele możliwości stworzenia ciekawej domeny bez wydawania fortuny. Do dyspozycji są nie tylko domeny krajowe z końcówką .pl, ale również tak zwane domeny funkcjonalne (np. .ovh) czy domeny regionalne, które sprawdzą się, jeśli firma działa tylko na rynku lokalnym. Przy wyborze nazwy i domeny, nie warto jednak modyfikować nazwy o jedną literę, kiedy ta upatrzona jest już zajęta. W tej sytuacji lepiej dodać na przykład dodatkowe słowo do nazwy domeny.

Błąd nr 7: Nazwa została zastrzeżona przez inną firmę

Zanim wybierzemy domenę, ważne, aby sprawdzić, czy dana nazwa nie została już zastrzeżona przez inną firmę. W takim przypadku możemy narazić się na naruszenie praw chroniących znaki towarowe i w efekcie zostać ukaranym. Jak mówi Justyna Fabijańczyk: Warto zauważyć, że na rynku mogą funkcjonować takie same nazwy, ponieważ nazwy zastrzega się w danej kategorii – dlatego firma „Dove” istnieje zarówno na rynku kosmetyków, jak i słodyczy. To, czy nazwa nie została zastrzeżona, można sprawdzić na stronie Urzędu Patentowego RP, w bazie „Register Plus”. Sprawdzając dostępność nazwy, dobrym pomysłem jest uwzględnienie także tzw. klasyfikacji nicejskiej. Jeśli w danej kategorii nikt nie zastrzegł danej nazwy, możemy jej użyć. Jeśli będziemy działać szerzej, nie tylko na rynku krajowym, ale też poza nim, to w każdym kraju, czy też w bazie Unii Europejskiej, powinniśmy przeprowadzić podobną analizę.

Opłaca się znaleźć nazwę unikatową, łatwą do wymówienia i zapisania, która wyróżni nasz biznes. Wybór nazwy jest niezwykle ważny, ponieważ będzie ona najczęściej powtarzanym komunikatem marketingowym firmy. Dobra nazwa to najlepsza, a zarazem bezpłatna, reklama działalności przedsiębiorstwa.

Opr: DD

Huawei o cyberbezpieczeństwie i 5G na łamach niemieckiej prasy

Wiceprezes Huawei, Eric Xu, udzielił wywiadu największym niemieckim mediom. W swoich wypowiedziach poruszył temat cyberbezpieczeństwa, 5G, wyników finansowych firmy oraz wyzwań stojących przed Huawei. Podkreślił, że cyberbezpieczeństwo powinno być sprawą techniczną, a nie polityczną. W spotkaniu udział wzięły między innymi redakcje: Der Spiegel, Die Welt czy DPA.

Wiceprezes Huawei zaznaczył, że przychody firmy w 2018 r. wyniosły 108,5 mld USD, co oznacza 20% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Zapowiedział, że tegoroczny wzrost wyniesie ponad 10% w stosunku do roku 2018, aby osiągnąć przychód w wysokości 125 mld dolarów w 2019 r.

Perspektywy rozwoju 5G

Eric Xu w kontekście rozwoju technologii 5G wyróżnił trzy rodzaje rynków. Pierwszy typ obejmuje takie kraje jak Chiny, Japonia, Korea Południowa i kraje z regionu Zatoki Perskiej, gdzie ruch danych rośnie bardzo szybko i istnieje realne zapotrzebowanie na 5G. Wyraził przekonanie, że na tych rynkach technologia 5G będzie rozwijała się  szybciej, a zapotrzebowanie użytkowników będzie większe niż na innych rynkach.

Drugim typem rynku jest Europa, gdzie rzeczywisty popyt na 5G jeszcze nie nadszedł. Nawet technologia 4G nie jest tu w pełni rozwinięta. W związku z tym kraje europejskie nadal będą dążyć do wdrożenia 5G, ale skala nie będzie tak znacząca jak w przypadku rynków pierwszego typu. Wdrożenie 5G jest podyktowane tutaj przede wszystkim celami marketingowymi i brandingowymi. Eric Xu nawiązał do wypowiedzi głównego eksperta Huawei, Danga Wenshuana, który powiedział, że liczba stacji bazowych 4G w Chinach stanowi 55% wszystkich stacji na świecie, podczas gdy w całej Francji jest ich mniej niż tych mniejsza niż liczba stacji 4G rozmieszczonych przez China Mobile w Shenzhen, w Chinach.

Trzecim typem rynku są kraje, w których 4G nie rozwinęło się w dużym stopniu. 5G jest dla nich dość odległą perspektywą.

Cyberbezpieczeństwo według Huawei

Eric Xu nawiązał również do wywiadu udzielonego przez Rena Zhengfeia, CEO Huawei, potwierdzając, że Huawei jako firma prywatna, która chce osiągnąć sukces komercyjny, firma musi kierować się etyką biznesową. Zadeklarował, że Huawei nigdy nie zaszkodzi interesom żadnego klienta ani narodu.

– Bezpieczeństwo cybernetyczne powinno być przede wszystkim kwestią techniczną. Nie powinno stać się sprawą polityczną. Jeżeli bezpieczeństwo cybernetyczne przerodzi się w coś związanego z polityką ub ideologią, to moim zdaniem znalezienie rozwiązania będzie niemożliwe. Jeżeli jest to problem techniczny, to możemy go rozwiązać – powiedział Eric Xu.

Wiceprezes firmy podkreślił, że Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło już, że żadne prawo w Chinach nie wymaga od przedsiębiorstw, aby instalowały obowiązkowe backdoory w swoich urządzeniach i do tej pory Huawei nigdy nie otrzymał takich próśb.

Przypomniał, że w przypadku Niemiec, sieci telekomunikacyjne są budowane głównie przez trzech największych operatorów komórkowych, którzy korzystają z usług kilkudziesięciu dostawców. Huawei dostarcza tylko część produktów, nie posiada ani nie obsługuje całej sieci. Firma zapewnia jedynie wsparcie techniczne, które zawsze jest nadzorowane przez operatorów.

Zauważył również, że to operatorzy ponoszą główną odpowiedzialność za bezpieczeństwo sieci telekomunikacyjnych. Nawiązał do wypowiedzi dyrektora ds. bezpieczeństwa Deutsche Telekom, Thomasa Tschersicha, który wyjaśniał w jaki sposób firma zarządzała bezpieczeństwem cybernetycznym i swoimi sieciami. Deutsche Telekom zbudował bardzo silne zdolności w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Każdy z produktów Huawei jest dokładnie testowany przed wprowadzeniem go do sieci. Według RODO operatorzy telekomunikacyjni są administratorami informacji. Rolą Huawei jest dostarczanie sprzętu, który pomaga operatorom telekomunikacyjnym w przetwarzaniu tych informacji. Huawei nie ma bezpośredniego dostępu do tych informacji.

Eric Xu poinformował, że Huawei współpracuje z Urzędem Federalnym ds. Bezpieczeństwa w Technikach Informatycznych (BSI – Bundesamt für Sicherheit in der Informationstechnik), zajmującym się cyberbezpieczeństwem w Niemczech. Wiąże się to również z utworzeniem w Bonn innowacyjnego laboratorium bezpieczeństwa cybernetycznego, które ma współpracować z różnymi zainteresowanymi stronami, w tym z BSI, przemysłem i operatorami telekomunikacyjnymi.

Ponadto, zapewnił, że sieć 5G jest znacznie bezpieczniejsza z punktu widzenia standaryzacji i technologii w porównaniu z sieciami poprzednich generacji. 5G używa 256-bitowego szyfrowania dla przesłanych danych, co oznacza, że jeżeli ktoś chciałby złamać te zabezpieczenia to musiałby korzystać z komputerów kwantowych i zajęłoby to setki lat.

Wspomniał również o testach wydajności przeprowadzanych przez grupę P3, niezależną firmę consultingową specjalizującą się w telekomunikacji, inżynierii i energetyce. Sieci dostarczane przez wszystkich operatorów telekomunikacyjnych są oceniane i klasyfikowane przez P3 na podstawie osiągniętych wyników. Sieci komórkowe zbudowane z wykorzystaniem urządzeń Huawei są zazwyczaj jednymi z najlepszych w klasyfikacji, dzięki czemu operatorzy korzystający z sprzętu Huawei mogą być bardziej konkurencyjni na swoim rynku oraz zyskać więcej klientów i większe przychody.

Zdaniem Xu, Huawei wypracował pozycję absolutnego lidera w dziedzinie telekomunikacji. Wykorzystanie sprzętu Huawei w sieciach pozwoliłoby operatorom telekomunikacyjnym na zapewnienie lepszego doświadczenia swoim użytkownikom i uzyskanie wyższego zwrotu z inwestycji.

opr. Wojciech Gryciuk

PMI wzrósł, ale sygnały niepomyślne

W styczniu indeks nastrojów managerów polskiego przemysłu wzrósł z 47,6 do 48,2 punktu, jednak niewielkie to pocieszenie. Wciąż pozostaje poniżej krytycznego poziomu, a jego wskazania nie są optymistyczne.

Po sześciu kolejnych spadkach i zejściu do poziomu najniższego od kwietnia 2013 r., wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu w styczniu zwiększył swoją wartość z 47,6 do 48,2 punktu. To niewielkie pocieszenie, bowiem trzeci miesiąc z rzędu pozostaje on poniżej poziomu 50 punktów, a więc w obszarze wskazującym na osłabienie koniunktury. W tym kontekście, mimo wzrostu wartości wskaźnika, trudno mówić o poprawie perspektywy. Dodatkowo szczegółowe odczyty sygnalizują narastanie niekorzystnych tendencji. Zdaniem managerów, wielkość produkcji zniżkowała w tempie najwyższym od czerwca 2009 r., a więc od największego nasilenia recesji po globalnym kryzysie finansowym. Podobne zjawisko miało miejsce w przypadku eksportu. Coraz mocniej narastają zapasy niesprzedanych towarów, a jednocześnie maleją zaległości produkcyjne. Bardzo wyraźnie widać, że jedną z kluczowych przyczyn kłopotów polskich firm przemysłowych jest głębokie pogorszenie się koniunktury w Europie, a w szczególności w Niemczech. Według analityków IHS Markit, zamówienia eksportowe maleją szósty miesiąc z rzędu i to w tempie najszybszym od połowy 2009 r. Trudno się dziwić, że obserwując to zjawisko polskie firmy ograniczają produkcję. Jednym z nielicznych pozytywnych sygnałów jest wzrost zatrudnienia, który nastąpił w styczniu po trzech poprzednich słabszych miesiącach. Choć w ostatnim czasie negatywne wskazania PMI kontrastowały z bardzo dobrymi wynikami polskiej gospodarki, nie należy sygnałów tego indeksu lekceważyć, tym bardziej, że są one zbieżne zarówno z analogicznymi wskazaniami płynącymi z wiodących krajów europejskich, jak również z tendencjami obserwowanymi w ich realnych gospodarkach, a także z niekorzystnymi prognozami na przyszłość. Tempo wzrostu niemieckiej gospodarki już mocno wyhamowało i pozostanie na niskim poziomie także w 2019 r. Gospodarka włoska kurczy się już drugi kwartał z rzędu. Niewiele lepiej jest we Francji. Do tego dochodzi przedłużająca się niepewność związana z Brexitem oraz negocjacjami między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Opr: DD

NIEZMIENNIE DYNAMICZNY RYNEK PRACY

Niemal 1 200 firm dających zatrudnienie ponad 260 000 pracowników – tak wygląda obecnie sektor nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Branża nie hamuje i pozostaje jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi biznesu. Jednak pomimo iż 97% firm z sektora chce wykorzystać dobrą sytuację gospodarczą i zwiększyć zatrudnienie w 2019 roku, to pracodawcy obawiają się niedoboru odpowiednich kandydatów na rynku pracy. Takie wnioski płyną z badania branży nowoczesnych usług dla biznesu, którego wyniki opublikowane zostały na łamach najnowszego Raportu płacowego Hays Poland.

Charakter usług dla biznesu świadczonych w centrach w Polsce jest bardzo zróżnicowany. Na szeroką listę realizowanych zadań składa się nawet kilkadziesiąt procesów biznesowych. Podobnie jak w roku ubiegłym najliczniej reprezentowane są centra świadczące usługi w zakresie IT oraz finansów i księgowości. Silnie reprezentowane są również podmioty realizujące usługi bankowe, HR oraz inwestycyjne (BFSI), jak również usługi kontaktu z klientem.

POLIGLOCI POSZUKIWANI

Większość firm świadczy usługi w skali globalnej zapewniając serwis najwyższej jakości, niezależnie od wykorzystywanego języka obcego. Najpopularniejszym językiem – wymaganym przez wszystkie centra – pozostaje język angielski. Na kolejnych miejscach w rankingu popularności plasuje się język niemiecki, francuski, włoski oraz hiszpański. Mniej niż połowa centrów prowadzi swoje operacje również w języku niderlandzkim, rosyjskim, portugalskim, czeskim, duńskim i norweskim. Zdecydowanie rzadziej spotykany jest język węgierski, fiński, ukraiński, słowacki i turecki. W Polsce działają jednak centra oferujące obsługę nawet w języku japońskim, serbskim oraz hebrajskim.

Różnorodność pod względem wykorzystywanych języków obcych sprawia, że centra usług dla biznesu to coraz częściej miejsce pracy dla cudzoziemców, posługujących się swoim narodowym językiem oraz angielskim. Szacuje się, że cudzoziemcy stanowią obecnie 10% zatrudnionych w centrach usług w Polsce. Najczęściej są to osoby pochodzące z Ukrainy, Włoch, Hiszpanii, ale również Tunezji, Egiptu i Maroko. Coraz więcej pracowników pochodzi również z Indii, Niemiec Francji oraz Wielkiej Brytanii.

PLANY I WYZWANIA

Większość firm z branży nowoczesnych usług pytana o perspektywę roku 2019, zakłada dużą aktywność w obszarach związanych z zasobami ludzkimi. Niemal wszyscy planują zwiększenie zatrudnienia. Podobnie jak w roku ubiegłym najwięcej ofert będzie kierowanych do specjalistów w obszarach finansów i księgowości, obsługi klienta, IT oraz szeroko pojętej administracji i HR. Jednocześnie taki sam odsetek firm spodziewa się trudności w pozyskaniu nowych pracowników.

Wyzwanie dla firm jest tym większe, że obecnie mniej niż połowa z nich ma pewność, że posiada zasoby kompetencyjne konieczne do realizacji celów biznesowych i budowania przewagi konkurencyjnej. W większości firm potrzeby kompetencyjne spełnione są tylko częściowo. Dlatego też kluczowe aktywności podejmowane przez firmy dotyczyć będą szeroko pojętego zwiększania zatrudnienia – zarówno poprzez pozyskiwanie pracowników tymczasowych lub kontraktowych, jak również organizowanie praktyk, umożliwiających młodym ludziom dołączenie do organizacji i po okresie stażu – związanie się z nią na stałe.

Pracodawcy przyglądają się również wynagrodzeniom swoich pracowników i w perspektywie roku 2019 chcą zaoferować podwyżki. Obok wynagrodzeń poszerza się zakres oferowanych świadczeń dodatkowych. Niestety podobnie jak w roku ubiegłym, oferowane benefity tylko częściowo odpowiadają na potrzeby pracowników. Dla zatrudnionych największe znaczenie ma prywatna opieka medyczna, lecz w rozszerzonym pakiecie oraz możliwość pracy elastycznej.

LOKALNA SPECJALIZACJA

Dynamiczny rozwój dotyczy zarówno największych ośrodków biznesowych, jak również mniejszych miast. Największy udział pod względem zatrudnienia i dojrzałości rynku przypada niezmiennie na Kraków, Warszawę i Wrocław. Biorąc jednak pod uwagę liczbę nowych inwestycji, dużą dynamiką pochwalić może się rynek trójmiejski, Aglomeracja Katowicka, Łódź oraz Poznań. Wiele dzieje się również w Bydgoszczy, Lublinie, Rzeszowie oraz Szczecinie.

– Coraz częściej obserwujemy, że branża usług dla biznesu staje się lokalną specjalizacją – podkreśla Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor w Hays Poland. – Doskonałym przykładem jest Kraków i Wrocław – miasta, w których nowoczesne usługi biznesowe mają największe znaczenie dla lokalnego rynku pracy. Ciekawą obserwacją jest również to, które typy usług dla biznesu wiodą prym na lokalnych rynkach. Z danych ABSL wynika m.in. że branża BPO jest najsilniej reprezentowana w Łodzi, Poznaniu i Warszawie, podczas kiedy centra IT oraz R&D w Bydgoszczy, Rzeszowie oraz Aglomeracji Katowickiej – dodaje ekspertka.

Dla rozwoju sektora i realizacji ambitnych planów zatrudnienia znaczenie ma zarówno rozbudowa istniejących centrów, jak również nowe, najczęściej zagraniczne inwestycje. W minionych miesiącach dominowały inwestycje amerykańskie, brytyjskie, niemieckie oraz skandynawskie. Pojawili się także inwestorzy z państw azjatyckich. Inwestorzy doceniają lokalną dostępność nowoczesnej powierzchni biurowej, infrastruktura i komunikacja oraz ich jakość. Coraz lepiej prezentują się także perspektywy współpracy z lokalnymi władzami i uczelniami.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla branży nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń dla specjalistów i kadry menedżerskiej, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2018 r. Raport w wersji elektronicznej jest dostępny tutaj.

Dostępny jest również ogólnopolski raport płacowy Hays oraz raport dla branży kontraktingu usług IT. Zapraszamy do lektury.

Internet w Europie ma się dobrze

Czytanie, oglądanie, granie. To przyciąga do świata online. 85% mieszkańców europejskiej wspólnoty regularnie korzysta z Internetu.

Według najnowszych danych Eurostatu mieszkańcy Unii Europejskiej, w wieku 16-74 lat, korzystają z Internetu głównie w celu wysyłania i odbierania maili (73%) oraz wyszukiwania informacji o usługach i produktach (70%). 57% internautów korzysta z sieci głównie dla contentu video, jeden procent mniej dla social mediów. Kolejne miejsca tego zestawienia to bankowość elektroniczna (54%) i poszukiwanie informacji z zakresu medycyny i zdrowego trybu życia (52%). „Użytkowanie Internetu w UE stale i regularnie rośnie. W 2007 roku tylko 57% obywateli wspólnoty deklarowało, że  korzysta na co dzień z dobrodziejstw sieci. Pięć lat później ten odsetek wzrósł już do 73%. Polska ma jeszcze sporo do nadgonienia ponieważ nadal jesteśmy pod tym względem w drugiej połowie unijnej stawki. Z wynikiem niecałych 80% plasujemy się na 21. miejscu” – komentuje Bartosz Gadzimski, z firmy hostingowej Zenbox. Tuż za Polską plasują się Węgry i Chorwacja. W unijnym ogonie plasują się Grecja, Rumunia i Bułgaria. W tym ostatnim kraju tylko 65% społeczeństwa w wieku 16-74 lat regularnie korzysta z Internetu. Europejskimi liderami, z wynikiem 98%, są z kolei Duńczycy. Na drugim miejscu w zestawieniu znajduje się Luksemburg, a dalej Holandia, Wielka Brytania i Finlandia.

Opr: DD

Zawyżone ceny paliw w Polsce. Możemy to zmienić

Dlaczego Niemcy czy Austria potrafią chronić swoich obywateli przed dyktatem koncernów paliwowych, a polscy kierowcy muszą godzić się na zawyżone o ponad 30 gr/litr ceny benzyny? Konieczne są pilne działania regulacyjne, które zwiększą konkurencję pomiędzy koncernami paliwowymi i dadzą oręż polskim konsumentom do walki z negatywnymi skutkami oligopolu – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Najnowsze dane Komisji Europejskiej pokazują, że ceny paliw w Polsce w ostatnim tygodniu stycznia zaczęły rosnąć. Benzyna bezołowiowa podrożała o 4 grosze i litr tego paliwa kosztuje przeciętnie 4,79 zł. To jest absurdalnie wysoka cena, biorąc pod uwagę wydarzenia na rynku.

Po pierwsze świat jest zalany tym paliwem. Wskazują na to zarówno wysokie zapasy, jak i rekordowo niska marża uzyskiwana z przerobu ropy na benzynę przez globalne rafinerie. Popularnej bezołowiówki nagromadziło się dużo ze względu na olbrzymi wzrost wydobycia lekkiej ropy z amerykańskich łupków, którą przerabia się głównie na benzynę.

Nadpodaż surowca widać również na europejskim rynku hurtowym ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który wyznacza ceny dla rafinerii na całym kontynencie. Od ponad dwóch miesięcy cena benzyny waha się tam w przedziale 1,30-1,50 zł za litr, obecnie 1,41 zł. Ostatnie podwyżki cen ropy nie wpłynęły wyraźnie na notowania benzyny, co tylko potwierdza fakt, że globalny rynek jest przesycony tym paliwem.

Idealna sytuacja, ale nie dla Polaków

Notowania na rynku ARA ok. poziomu 1,40 zł/litr (taka była średnia cena w ostatnich dwóch miesiącach) powinny odpowiadać detalicznej cenie ok. 4,40-4,50 zł/litr na krajowych stacjach. Tymczasem stawki przy dystrybutorach są zawyżone o ponad 30 gr i wynoszą 4,79 zł, jak wynika z danych KE na 28 stycznia br. Konsumenci nie korzystają zatem z bardzo niskich cen hurtowych popularnej „95”, które wyrażone w polskiej walucie kształtują się w granicach ponad dwuletnich minimów.

Ważnym elementem analizy detalicznego rynku paliw w Polsce są również dane Komisji Europejskiej o koszcie tankowania benzyny z wyłączeniem podatków. Pokazują one m.in., czy krajowy rynek paliw jest efektywny i konkurencyjny, gdyż publikowana jest cena detaliczna „oczyszczona” z czynników fiskalnych, które są zróżnicowane na terenie UE. W Polsce cena popularnej „95” wynosi 51,9 eurocenta za litr (2,23, zł). Tylko trzy unijne kraje mają wyższą cenę tego paliwa. Przeciętnie ona wynosi 48,7 eurocenta (2,09 zł). W Polsce dodatkowo ta cena powinna być niższa niż średnia w UE ze względu na posiadanie własnych rafinerii (popyt na benzynę jest w całości zaspokajany przez produkcję krajową) oraz fakt, że ponad połowę przerabianej ropy dostarcza się najtańszą możliwą metodą, czyli rurociągami. W Niemczech, mimo znacznie wyższych kosztów pracy, detaliczna cena „bezołowiówki” wynosi bez podatków 46,3 eurocenta (1,99 zł), czyli aż o 24 gr mniej niż w Polsce. Podobnie sytuacja przedstawia się np. w Austrii, gdzie cena wynosi 48,1 eurocenta (2,07 zł), czyli o 16 gr mniej niż nad Wisłą.

Polacy nie mogą skorzystać ze światowego i europejskiego trendu niższych cen paliw, a winowajcą tego faktu może być zaburzona konkurencja oparta na oligopolistycznym (tylko kilku głównych koncernowych sprzedawców kontroluje większość podaży) rynku. Co ciekawe, analogiczny problem z paliwami kilka lat temu mieli Niemcy oraz Austriacy. Jak sobie z nim poradzili?

Konsumenci błądzą, a koncerny naftowe wiedzą wszystko

W Polsce, podobnie zresztą jak w większości krajów świata, na rynku paliw dominuje kilka firm. Część z nich wydobywa ropę globalnie, a także zajmuje się jej przerobem, magazynowaniem, dystrybucją i sprzedażą detaliczną. Pozostali nie ma dostępu do złóż ropy. Dokładnie tak samo wygląda sytuacja w Niemczech czy Austrii.

Koncerny naftowe mają kompletną informację o rynku. Wynika to zarówno z ich doświadczenia i ogólnej wiedzy biznesowej, jak i ciągłych badań, które w wielu przypadkach opierają się o sztuczną inteligencję pozwalającą praktycznie bezbłędnie dopasować optymalną dla maksymalizacji przychodu cenę detaliczną.

Konsument z kolei nie ma praktycznie żadnej informacji o rynku. Nie wie, czy oferowane przez sprzedawcę paliwo jest w cenie uwzględniającej normalną marżę, czy też wyraźnie za nie przepłaca. Nie opłaca mu się szukać innego miejsca do zatankowania, gdyż to wymaga czasu, a kolejne przejechane kilometry również kosztują. Chociaż teoretycznie ma wybór, by zrezygnować z tankowania, staje się faktycznie niewolnikiem stacji.

Nabywca nie może zastąpić paliwa żadnym innym produktem, a jego siła przetargowa jest niemal zerowa. To zresztą potwierdza obecna sytuacja. Poza nielicznymi przypadkami (niektóre stacje przy hipermarketach czy dyskontach) ceny są wyraźnie zawyżone, mimo to nie ma przypadków bojkotu zakupu benzyny czy diesla.

Co ciekawe, wcale nie musi dochodzić do nielegalnej zmowy (np. kartele), by koncerny wykorzystywały uprzywilejowaną pozycję. Know-how producentów i ich zaplecze badań zachowań klientów są na tyle rozbudowane, że strategia utrzymywania wysokich cen nie wymaga żadnego porozumiewania się.

Kluczowa transparentność cen

Problemy widoczne w Polsce nie są nowe. Martwić jednak może fakt, że nikt się nimi szczególnie nie przejmuje. Zarówno w Niemczech, jak i w Austrii tamtejsze urzędy antymonopolowe starają się walczyć z asymetrią informacji na rynku paliw oraz systemowo uprzywilejowaną pozycją koncernów paliwowych.

W tym celu w Niemczech wprowadzono ustawowy obowiązek publikacji każdej zmiany ceny paliw przez stację benzynową i przesyłanie tych informacji do wyspecjalizowanej jednostki przy Bundeskartellamt (Federalny Urząd Antymonopolowy). Te informacje są przekazywane nieodpłatnie konsumentom, którzy m.in. za pomocą aplikacji na smartfonach mogą sprawdzić ceny paliw na każdej stacji w dowolnym rejonie kraju.

Jeszcze dalej w swoich działaniach poszedł austriacki Bundeswettbewerbsbehörde (Federalny Urząd Ochrony Konkurencji – BWB). Prócz konieczności publikacji cen każdego dostępnego paliwa na wszystkich austriackich stacjach, ceny można podnosić tylko raz dziennie (obniżek może być więcej). Obowiązuje też zakaz wprowadzania podwyżek przed okresami wzmożonego popytu – np. podróży świątecznych.

Aplikacja podpowie, gdzie zatankować najtaniej

Działania urzędów antymonopolowych mają zwiększyć konkurencję pomiędzy koncernami paliwowymi, które zdominowały rynek paliw w Niemczech i w Austrii. Konsumenci z kolei zyskują kompletne informacje o cenach w okolicy miejsca pracy, zamieszkania czy na trasie planowanego przejazdu. Nie burzy to zasad wolnego rynku, jak sugerowali to przedstawiciele branży paliwowej, ale właśnie wzmacnia konkurencję poprzez zmniejszenie asymetrii informacji.

Branża paliwowa musiała się dostosować do bieżących regulacji. Część jej członków rozpoczęła wojnę cenową, oferując m.in. gwarancję najniższej ceny w promieniu kilku km od konkretnej stacji, aby przyciągać klientów. Kluczowe znaczenie odgrywa oczywiście aktualizacja informacji dostępnych w aplikacjach, a to może zagwarantować wyłącznie obowiązek nałożony przez urzędy antymonopolowe na stacje.

Istotne znaczenie odgrywa też fakt powszechnego wykorzystywania aplikacji. W Niemczech te najpopularniejsze – Clever-Tanken oraz Mehr-Tanken – mają po 5 milionów pobrań na samym systemie Android, a w sumie kierowcy mogą wybierać spośród kilkudziesięciu aplikacji dedykowanych cenom na stacjach paliw.

Możemy skopiować dobre rozwiązania

Aby Polscy konsumenci, podobnie jak niemieccy czy austriaccy, mieli dostęp do aktualnych cen paliw 24 godziny na dobę i bez żadnych dodatkowych kosztów, potrzebne są zmiany legislacyjne, które zmuszą stację paliw do publikacji aktualnych cen benzyny, diesla czy LPG.

W badaniach z 2011 r. przeprowadzonych przez Bundeskartellamt oszacowano, że jeżeli większa konkurencja na rynku paliw obniży średnie ceny dla konsumentów o 1,5 eurocenta (ok. 6,5 gr), przełoży się to na roczne oszczędności dla nabywców paliw o wartości 1 miliard euro (ok. 4,3 mld złotych).

Gdyby transparentność cen na polskim rynku paliw przyniosła analogiczny efekt (ok. 6 gr/litr), można liczyć na mniej więcej 1,5 mld zł (w Polsce sprzedaje się rocznie ok. 25 mld litrów) oszczędności krajowych, czyli ok. 100 zł na gospodarstwo domowe. Oczywiście ci, którzy dużo jeżdżą i przed każdym tankowaniem sprawdzaliby ceny w okolicy, mogliby oszczędzać znacznie więcej.

Ważne Informacje

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...