.
Strona główna Blog Strona 178

Jak skutecznie przeprowadzić postępowanie restrukturyzacyjne?

Na mocy przepisów tarcz antykryzysowych, przedsiębiorcy mający problemy finansowe otrzymali niezwykle użyteczne narzędzie ułatwiające przeprowadzenie procesu restrukturyzacji. Tym narzędziem jest uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Może ono być otwarte bez udziału sądu a przedsiębiorca uzyskuje dzięki niemu czasową ochronę przed wierzycielami. Nowe przepisy spotkały się z bardzo pozytywnym przyjęciem, w trzecim kwartale 2020 roku aż 72% otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych odbywało się według nowej procedury.

Autor: Mariusz Grajda, partner zarządzający, członek zarządu MGW Corporate Consulting Group Sp. z o.o.

Co zadłużony przedsiębiorca może zyskać dzięki postępowaniu restrukturyzacyjnemu?

Przede wszystkim, należy podkreślić, że otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego samo w sobie nie stanowi rozwiązania problemów przedsiębiorstwa, a ochrony przed wierzycielami uzyskanej na czas postępowania nie należy mylić z oddłużeniem firmy. Celem postępowania restrukturyzacyjnego jest wypracowanie jak najkorzystniejszego porozumienia z wierzycielami oraz uporządkowanie spraw przed okresem, w którym trzeba będzie rozpocząć regulowanie zobowiązań. Oczekiwania względem wierzycieli należy formułować w sposób ostrożny
i racjonalny ponieważ to do nich będzie należeć ostateczna decyzja o przyjęciu układu. Oczekiwania muszą więc być zgodne z realiami rynkowymi oraz możliwe do wykonania przez dłużnika. Należy też pamiętać, że nie wszyscy dłużnicy muszą się zgodzić na układ. W głosowaniu decyduje zwykła większość posiadająca co najmniej 2/3 sumy wierzytelności.

Rozsądną propozycją z pewnością będzie rozłożenie zobowiązań na raty możliwe do spłaty.

Bankructwo dłużnika, szczególnie wtedy, gdy nie posiada on znaczącego majątku, nigdy nie jest opcją korzystną dla wierzycieli. A więc, jeżeli będą oni postępować racjonalnie, powinni pozytywnie zareagować na propozycję ustalenia możliwego do obsługi harmonogramu spłat.  Aby tak się stało, należy zadbać o wiarygodność propozycji zgłaszanej wierzycielom. Jednym z najlepszych sposobów na jej uwiarygodnienie jest doprowadzenie do poprawienia sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Odroczenie spłat na czas postępowania, które w przypadku postępowania uproszczonego trwa do czterech miesięcy, to doskonała okazja na uporządkowanie spraw finansowych. Jeżeli w czasie okresu zawieszenia spłaty zobowiązań dojdzie do odzyskania równowagi biznesowej, będzie to stanowić bardzo pożądany sygnał dla wierzycieli. W postępowaniach zatwierdzonych w III kwartale 2020 roku, średni okres rozłożenia zobowiązań na raty wynosił 56 miesięcy, natomiast najdłuższy okres rozterminowania wynosił 18 lat. W 66% przypadków nastąpiło częściowe umorzenie długu podstawowego natomiast we wszystkich postępowaniach dokonano umorzenia odsetek karnych.

Źródło problemu bardzo rzadko leży wyłącznie w sferze finansowej.

Właściwa restrukturyzacja powinna więc dotyczyć przede wszystkim operacyjnych aspektów działalności. Dlatego oprócz negocjacji z wierzycielami, najważniejsze działania przedsiębiorstwa w okresie restrukturyzacji powinny polegać na skupieniu się na rentownych obszarach działalności oraz poszukiwaniu dodatkowego finansowania.

Porzucenie nierentownych obszarów działalności może być dla przedsiębiorcy bardzo trudne mentalnie, szczególnie wtedy gdy przez wiele lat przyczyniały się one do odnoszenia sukcesu przez firmę. Takie zmiany, jak przeniesienie działalności sprzedażowej do internetu czy automatyzacja procesów administracyjnych mogą się wiązać ze zwolnieniami zasłużonych pracowników lub koniecznością nagłej zmiany procedur i przyzwyczajeń. Może to też wymagać przeszkolenia personelu na każdym szczeblu organizacji.

Znalezienie nowych sposobów finansowania przedsiębiorstwa również może wymagać kreatywności i rezygnacji z dotychczasowych metod działania. Z oczywistych powodów, dla przedsiębiorstwa mającego problem z wypłacalnością, niedostępne może być finansowanie bankowe lub emisja akcji i obligacji. Ciekawą opcją może być natomiast poszukiwanie zewnętrznego inwestora. W czasach zerowych stóp procentowych dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwa mające chwilowe problemy z płynnością mogą być łakomym kąskiem dla szukających nowych możliwości posiadaczy wolnych środków finansowych.

W grę wchodzą różne formy restrukturyzacji, takie jak sprzedaż przedsiębiorstwa, przejęcie udziałów przez inwestora lub fuzja. Uzyskane w ten sposób środki mogą w znaczący sposób ułatwić negocjacje z wierzycielami. Warto wspomnieć o tym, że uchwalona w sierpniu ustawa o pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców jest pierwszym instrumentem umożliwiającym otrzymanie rządowego finansowania przez przedsiębiorstwa znajdujące się w trakcie procesu restrukturyzacji. Na etapie przygotowania strategii pomoc może być udzielona w formie kredytu, natomiast w trakcie właściwego procesu restrukturyzacji będąca operatorem programu Agencja Rozwoju Przemysłu ma do dyspozycji znacznie szerszą paletę instrumentów, na przykład takich jak objęcie akcji, udziałów bądź obligacji restrukturyzowanego przedsiębiorstwa.

Ekonomia subskrypcji – wady i zalety dla producentów i konsumentów

Producenci oprogramowania coraz chętniej opierają swoje modele biznesowe na subskrypcjach. Już od lat w tej formie dostępne są takie produkty jak pakiet Office firmy Microsoft, czy Photoshop.

Autor: Grzegorz Szulik, prezes polskiego fintech’u Provema

Coraz wyraźniejszym trendem jest unikanie jednorazowej sprzedaży, dochody z powtarzających się stosunkowo niewielkich płatności miesięcznych lub rocznych są dla producentów znacznie lepszym źródłem przychodów. W zasadzie można powiedzieć, że ekonomia subskrypcji staje się dominującym modelem biznesowym na rynku aplikacji internetowych i oprogramowania. Wymaga on jednak od przedsiębiorców zmiany sposobu myślenia. Dawniej klient kupował produkt na własność i instalował go na swoim komputerze. Co jakiś czas potrzebne mu były aktualizacje, które mogły stanowić dodatkowe źródło dochodu dla producenta. Obecnie produkt jest zainstalowany na serwerze a klient kupuje jedynie dostęp.

Producenci oprogramowania w zdecydowanej większości z radością powitali nowy trend. Przy odpowiednim zarządzaniu procesem sprzedaży pomaga on zwiększyć średni długookresowy dochód uzyskiwany z każdego klienta. Oprócz dochodów ze sprzedaży pojawiają się regularne wpływy z odnowień subskrypcji. Wobec aktywnych subskrybentów również znacznie łatwiej jest stosować sprzedaż dodatkową i krzyżową, czyli najważniejsze techniki prowadzące do wzrostu sprzedaży w branży e-commerce. Dodatkowo, płatności cykliczne powodują, że konsumenci często kontynuują płacenie za e-usługi z których już nie korzystają.

Jednak to, co jest dobre dla producentów, niekoniecznie musi być dobre dla konsumentów. A to właśnie oni podejmują decyzje na rynku i często podświadomie wolą zapłacić raz za dany produkt i mieć spokój. Dlatego, tak jak wszystkie koncepcje marketingowe, również model subskrypcyjny powinien być stosowany w sposób świadomy. Ma on sens na przykład wtedy, kiedy mamy pewność, że klient będzie regularnie korzystał z produktu. Dobrym przykładem mogą być tutaj systemy księgowe lub fakturujące. Ponadto, aby skłonić klienta do regularnych odnowień, usługa powinna dawać klientowi bezpośrednie i łatwe do zauważenia korzyści, na przykład takie, jak dostęp do dużej bazy treści multimedialnych. Najlepiej też, jeżeli oferowana usługa będzie mieć charakter unikalny i będzie trudna do skopiowania, tak jak na przykład pakiet Office firmy Microsoft.

Z punktu widzenia klienta, ekonomia subskrypcji ma kilka istotnych zalet i wad, z których dobrze jest zdawać sobie sprawę. Przede wszystkim, w porównaniu do darmowych aplikacji z reguły producenci zapewniają wysokiej jakości obsługę klienta. Standardem jest również dostęp do najbardziej aktualnej wersji produktu. Ulepszenia i nowe funkcje pojawiają się bez udziału klienta a dostawca musi dbać o stałe doskonalenie produktu, w przeciwnym wypadku grozi mu bardzo szybka utrata klientów i przychodów. Najważniejszą wadą z kolei jest to, że z reguły klient nie jest właścicielem zgromadzonych w systemie danych. W przypadku rezygnacji z korzystania z usług lub kłopotami z ich opłaceniem, zachowanie danych lub skopiowanie ich do systemu nowego dostawcy może stanowić problem lub wręcz być niemożliwe. Poza tym subskrypcje często mogą się wydawać klientom zbyt drogie, szczególnie w sytuacji gdy klient korzysta z usługi okazjonalnie.

Producenci powinni sobie zdawać sprawę z tego, że cała branże e-commerce charakteryzuje się tym, że łatwo jest kopiować pomysły biznesowe i wprowadzać produkty konkurencyjne. Może to oznaczać, że uzyskanie założonych celów dotyczących wskaźników odnowień w długim okresie będzie bardzo trudne.

Jak udoskonalić system finansowania startupów

Stworzenie efektywnego systemu obrotu papierami wartościowymi małych i średnich przedsiębiorstw może być kamieniem milowym na drodze rozwoju nowoczesnych technologii. Jest to obecnie jeden z największych problemów, z jakimi muszą sobie poradzić dynamicznie rozwijające się przedsiębiorstwa z sektora fintech.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema

Inwestycje w startupy technologiczne należą do bardzo ryzykownych. Jednak w przypadku sukcesu, stopy zwrotu mogą być liczone w tysiącach procent. Niestety, brak finansowego powodzenia przedsięwzięcia to nie jedyne ryzyko, jakie musi brać pod uwagę inwestor. Jednym z bardzo poważnych potencjalnych problemów jest to, że inaczej niż w przypadku spółek notowanych na giełdzie, udziały w startupach technologicznych mają dość niski stopień płynności. Innymi słowy, w razie potrzeby nie można ich szybko sprzedać. Taka transakcja wymaga najczęściej znalezienia inwestora, który wierzy w sukces finansowy przedsięwzięcia oraz ma wizję jego rozwoju.

Startupom z pewnością byłoby łatwiej pozyskiwać środki na rozwój, gdyby istniały instytucje stworzone na wzór tradycyjnych giełd papierów wartościowych, zajmujące się obrotem udziałami mniejszych firm. Istnienie takiego rynku w znaczący sposób obniżałoby ryzyko inwestycji. Komitet doradczy ds. małych i średnich przedsiębiorstw amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), już w 2013 roku wydał rekomendację dotyczącą stworzenia regionalnych instytucji zajmujących się obrotem takimi papierami wartościowymi.

Światowe giełdy próbują rozwiązywać problem tworząc parkiety alternatywne, takie jak warszawski NewConnect czy Londyński AIM. Jednak cały czas nie udało im się zlikwidować bardzo wysokich barier wejścia dla emitentów, przy czym często nie udaje się również rozwiązać problemu niskiej płynności. Można się spotkać z opiniami, że rynki alternatywne raczej łączą wady niż zalety obrotu papierami wartościowymi na giełdzie i poza nią.

W kilku krajach udało się stworzyć nieco lepsze rozwiązania. Na przykład w nowej Zelandii alternatywny rynek NZX, który miał problemy z niskimi obrotami i niską płynnością, został zastąpiony przez nowy rynek NXT, który specjalizuje się w handlu papierami wartościowymi emitowanymi przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Podobny rynek udało się stworzyć w Korei Południowej. KRX Startup Market, stworzony przez The Korea Exchange, specjalizuje się w obrocie udziałami przedsiębiorstw, które pozyskały kapitał na rozwój poprzez crowdfunding.

Wydaje się, że optymalnym rozwiązaniem problemu byłoby zezwolenie platformom crowdfundingowym na zajmowanie się wtórnym obrotem. Również takie rozwiązanie funkcjonuje już w Nowej Zelandii. Powstał tam rynek o nazwie „Unlisted”, gdzie wtórny obrót papierami wartościowymi odbywa się poprzez platformę crowdfundingową Crowdsphere. Takie rozwiązanie wymagałoby jednak stworzenia odpowiednich regulacji.

Należy pamiętać o tym, że papiery wartościowe emitowane przez małe i średnie przedsiębiorstwa, zawsze będą związane z wysokim ryzykiem. Są też podatne na manipulacje cenowe według schematu pump and dump. Między innymi dlatego historycznie wiele prób tworzenia rynków akcji małych przedsiębiorstw zakończyło się niepowodzeniami. Taka sytuacja jest poważnym wyzwaniem regulacyjnym. Jednak zmiany w strukturze światowej gospodarki, dekoncentracja wielu kluczowych rynków a także zwiększający się udział małych i średnich przedsiębiorstw tworzeniu światowego PKB powodują, że warto podjąć ryzyko reformy i decentralizacji rynków obrotu papierami wartościowymi.

Elastycznym organizacjom łatwiej przetrwać kryzys

Dane ekonomiczne wskazują, że amerykańskie przedsiębiorstwa dzięki elastyczności zatrudnienia lepiej radzą sobie z kryzysem. Jedną z najważniejszych cech, jakie są potrzebne przedsiębiorstwu w czasie kryzysu jest elastyczność. Możliwość szybkiego dostosowania się do zmiennych warunków w otoczeniu gospodarczym może nawet stanowić warunek niezbędny dla przetrwania organizacji.

Autor: Łukasz Blichewicz, współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Elastyczność przedsiębiorstwa może jednak być w istotny sposób ograniczona w ramach obowiązującego systemu gospodarczego i prawnego a szczególnym problemem mogą się okazać się obowiązujące przepisy prawa pracy. W warunkach głębokiego kryzysu los firmy może zależeć od sprawnie przeprowadzonej redukcji personelu. W tym zakresie w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych obowiązują skrajnie odmienne podejścia. W niektórych krajach Unii, na przykład we Włoszech, Szwecji czy Portugalii zwolnienie pracownika jest ekstremalnie drogie. Natomiast w Stanach Zjednoczonych prawo nie oferuje pracownikom praktycznie żadnej ochrony a zwolnienie często odbywa się z dnia na dzień. Zostawiając na boku zagadnienia moralne czy socjalne obowiązki pracodawcy wobec pracowników, zastanówmy się, jakie rozwiązanie jest długoterminowo korzystniejsze dla gospodarki jako całości (a tym samym zarówno dla pracodawców, jak i pracowników).

Bardzo ciekawych wniosków dostarcza analiza danych ekonomicznych dotyczących ostatniego poważnego kryzysu gospodarczego, czyli kryzysu finansowego z 2008 roku. Miał on istotny wpływ na rynki pracy po obu stronach Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych stopa bezrobocia zaczęła powoli rosnąć już w styczniu 2007 roku. Z poziomu 4,6% urosła aż do 10% w październiku 2009, następnie zaczęła konsekwentnie spadać. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w strefie euro, gdzie obowiązują restrykcyjne prawa dotyczące zwalniania pracowników. Stopa bezrobocia zaczęła rosnąć od marca 2008. Jednak kulminację na poziomie 12,1% osiągnęła dopiero w maju 2013. A więc w Stanach Zjednoczonych bezrobocie zaczęło spadać po około roku od wybuchu kryzysu we wrześniu 2008, podczas gdy w Europie stało się to dopiero po pięciu latach.

Pierwsza faza aktualnego kryzysu przynosi podobne dane. W USA stopa bezrobocia eksplodowała z 3,5% w lutym do 14,7% w kwietniu aby od maja zacząć dynamicznie spadać. W strefie euro jest zupełnie inaczej. Stopa bezrobocia wzrosła bardzo nieznacznie z poziomu 7,2% w marcu do 8,1% w sierpniu ale cały czas rośnie. Co więcej, prognozy wskazują na to, że poziom pomiędzy 8,5% a 10,5% będzie się utrzymywał co najmniej do roku 2022.

Wygląda na to, że w modelu amerykańskim przedsiębiorstwa są w stanie znacznie bardziej elastycznie reagować na kryzys. Zwalniają pracowników natychmiast aby adaptować się do nowej sytuacji ale jak tylko mają możliwość, natychmiast zatrudniają. W Europie ze względu na koszty przedsiębiorcy zwlekają z redukcjami zatrudnienia, w efekcie ich sytuacja nie ulega poprawie i muszą cały czas zwalniać, gdy ich amerykańscy konkurenci już od dawna zatrudniają. Amerykańskie podejście w długim okresie jest korzystne również dla pracowników, którzy co prawda muszą przetrwać zwolnienie ale bardzo szybko mogą znaleźć nową pracę.

Również dane o wzroście gospodarczym nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że amerykańska gospodarka jest bardziej dynamiczna. Co prawda dla obu gospodarek wstępne dane za trzeci kwartał 2020 roku wskazują na ujemne tempo wzrostu, jednak w przypadku Stanów Zjednoczonych jest to -2,9% a w przypadku strefy euro -4,3%.

Volvo S60 B4 R-Design – nowoczesność w klasycznej formie

S60 to jeden z najpopularniejszych modeli szwedzkiej marki, produkowany od 2000 roku. Obecnie na rynku jest trzecia generacja tego pojazdu – pierwszego w historii Volvo, w ofercie którego nie znajdziemy już silników wysokoprężnych oraz pierwszego, produkowanego w Stanach Zjednoczonych

Tekst: Tomasz Szmandra

Mimo zawirowań związanych z pandemią, w Polsce wciąż rośnie sprzedaż samochodów marek premium. Liczby pokazują wyraźnie, że producenci aut z tego segmentu rywalizują nie tylko między sobą, ale także przejmują klientów bardziej popularnych marek. Po siedmiu miesiącach br. rynek samochodów osobowych skurczył się o blisko jedną trzecią, tymczasem Volvo Car Poland odnotowało sprzedaż niższą jedynie o 2,58%. Rynkowy udział marki wzrósł tym samym z 2,01% do 3,01%, co oznacza, że szwedzka marka awansowała na 13. pozycję (wzrost o 6 miejsc).

Elegancja i prestiż Volvo S60

Volvo S60 to niewątpliwie jeden z najlepiej wyglądających sedanów na rynku. Wiele firm rezygnuje z tego typu nadwozia, ale w przypadku marek premium wciąż cieszy się ono dużą popularnością, czego najlepszym dowodem jest właśnie testowany model. Mimo iż jest zgodny z najnowszą stylistyką szwedzkiej marki i zaprojektowany został na podobieństwo starszego brata, modelu S90, zachował jednak swój indywidualny charakter. Jest od niego krótszy i ma bardziej zadziorne tylne lampy. S60 charakteryzuje się smukłą, dynamiczną sylwetką, co podkreślają: nisko poprowadzona linia dachu oraz niewielki prześwit. Pakiet R-Design dodatkowo uatrakcyjnia stylistykę auta zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Elementy wyróżniające tę wersję to m.in. sportowy grill, przemodelowane zderzaki, dwie końcówki wydechu i 18-calowe obręcze kół. W kabinie mamy metalowe wykończenie kokpitu – Metal Mesh, metalowe nakładki na pedały oraz wygodne sportowe fotele z dobrym trzymaniem bocznym, dzięki którym nawet długa podróż nie jest męcząca.

Estetyczne wnętrze

Kabina S60 robi bardzo dobre wrażenie. Elementy wykorzystane do jego wykończenia wykonane zostały z materiałów najwyższej jakości i są solidnie spasowane. Poza tym obsługa wszystkich funkcji jest intuicyjna – jedyne, do czego trzeba się przyzwyczaić, to ustawianie klimatyzacji wyłącznie za pośrednictwem ekranu dotykowego. Warto wspomnieć, że ten centralnie umieszczony 9-calowy ekran ma bardzo dobrą rozdzielczość oraz szybko reaguje na dotyk. Cyfrowe wskaźniki są czytelne i można dostosować ich wygląd do swoich preferencji (do wyboru są cztery warianty). Mimo wielu zaawansowanych technologicznie funkcji, w kabinie panuje charakterystyczny dla marki Volvo porządek. W testowanym modelu mieliśmy do dyspozycji jeden z najlepszych systemów audio Bowers&Wilkins, podkreślający elegancki charakter auta, dzięki któremu każdą podróż możemy sobie umilić doskonałym brzmieniem ulubionej muzyki.

Pojemność bagażnika w nowej S60

Na przednich fotelach podróżuje się komfortowo. Pasażerowie na tylnej kanapie mają dużo miejsca na nogi, a do dyspozycji jest także dodatkowy panel klimatyzacji, obszerny podłokietnik ze schowkiem i miejscami na napoje, a także wyjście 230 V. Bagażnik w modelu S60, podobnie jak w wielu innych sedanach tej klasy, nie jest zbyt obszerny. W wersji bez dojazdowego koła zapasowego oferuje pojemność 442 l, natomiast z kołem – 392 l.Jest jednak ustawny i bardzo funkcjonalny – znajdziemy tu dwa duże, składane haki do wieszania toreb oraz dwa mniejsze znajdujące się po bokach. Zarówno z lewej, jak i z prawej strony są wnęki, w których możnaumieścić mniejsze przedmioty.

Bogate wyposażenie

W testowej wersji R-Design na liście wyposażenia seryjnego znajdują się m.in.: nawigacja, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, cyfrowe wskaźniki, wszystkie lusterka przyciemniane automatycznie, alarm, system obsługi bezkluczykowej, czujniki cofania, diodowe reflektory oraz 18-calowe obręcze aluminiowe. Jak wiadomo, marka Volvo słynie też z dbałości o najwyższy poziom bezpieczeństwa swoich aut. W tym modelu standardowo wspomagają kierowcę m.in. systemy: utrzymywania na pasie ruchu, rozpoznawania znaków drogowych, wykrywania zmęczenia kierowcy czy zapobiegania kolizjom (w tym z pieszymi i rowerzystami). Opcjonalnie można doposażyć swoje Volvo np. w adaptacyjny tempomat, układ monitorowania martwej strefy i ostrzegający przed zderzeniem podczas cofania, wyświetlacz head-up czy kamery 360 stopni.

Komfort jazdy

Jako opcja dostępne jest również adaptacyjne zawieszenie Four-C, ale standardowy model S60 R-Line posiada znakomicie spisujące się sportowe zawieszenie. Zapewnia ono kierowcy przyjemne i pewne prowadzenie samochodu. Na dodatek układ kierowniczy działa precyzyjnie, jest dobrze wyważony i ma optymalnie dobraną siłę wspomagania.

Volvo S60 B4 R-Design wyposażono w dwa silniki: 2-litrowy benzynowy o mocy 197 KM oraz elektryczny o mocy 14 KM, zestawione z automatyczną 8-biegową przekładnią Geartronic. Taka konfiguracja pozwala od 0 do 100 km/h przyspieszyć w 7,1 s, uzyskać prędkość maksymalną 197 km/h i jest wystarczająca do codziennej, komfortowej eksploatacji. Układ Mild Hybrid przyczynia się m.in. do mniejszego zużycia paliwa (wg normy WLTP od 6,5% do blisko 10% mniej paliwa niż poprzednia odmiana T4), większej elastyczności i płynności jazdy oraz, co bardzo istotne, do redukcji emisji CO2. Producent podaje, że S60 B4 z napędem na przednią oś potrzebuje średnio w cyklu mieszanym zaledwie 6,4-7,3 l paliwa na 100 km.

Jeśli dla kogoś taka moc nie jest wystarczająca, może wybrać wariant S60 B5 (250 KM) z przednim napędem w cenie od 196 300 zł (z napędem 4×4 – od 206 300 zł) lub topowy T8 eAWD Polestar Engineered (hybryda plug-in, silniki benzynowy i elektryczny – 318+87 KM) w cenie 299 900 zł.

Cena nowego Volvo S60 B4 R Design

Wybrane modele Volvo można obecnie nabyć w atrakcyjnej cenie, ponieważ objęte są wakacyjną promocją „Lato bez VAT”. Podstawowy model Volvo S60 B4 R-Design można mieć już od 150 900 zł (taniej o 35 tys. zł!). Dobrze wyposażony samochód z segmentu premium dostępny jest więc w cenie droższych aut popularnych marek, co można sprawdzić na przykładowym porównaniu:

  • Volvo S60 B4, R-Design, 2.0 Mild Hybrid, automat, 197+14 KM – 150 900 zł
  • Mazda 6 SkyPassion, Sky-Activ G, 2.5 benzyna, automat, 194 KM – 169 900 zł
  • Volksvagen Passat, Elegance, 2.0 TSI, DSG, 190 KM – 148 190 zł
  • Volksvagen Arteon, R-Line, 2.0 TSI, DSG, 190 KM – 168 090 zł
  • Toyota Camry Comfort+Business, 2.5 Hybrid, CVT, 178 KM – 151 900 zł
  • Peugeot 508 GT, Pure Tech, 1.6 benzyna, automat, 225 KM – 184 500 zł

Za opisywanym modelem przemawia również fakt, że zgodnie z danymi Info-Eksperta ma on jedną z najwyższych wartości rezydualnych po 3 latach eksploatacji (kalkulacja dotyczy samochodów o przebiegu 90 000 km w popularnych wersjach silnikowych i wyposażeniowych). Podsumowując, Volvo S60 B4 w wersji R-Design to doskonały wybór dla osób poszukujących prestiżowego samochodu marki premium w atrakcyjnej ofercie finansowej, ceniących styl, elegancję z nutą sportu oraz komfort i bezpieczeństwo.
A więcej informacji na temat tego i innych modeli Volvo znajdziecie na stronie: https://www.volvocars.com/pl/modele/nowe-modele/s60.

 

Balans pracy, snu i czasu dla siebie – o wyzwaniach pracy zdalnej słów kilka.

Nasze czasy sprzyjają wykluwaniu się kolejnych chorób cywilizacyjnych – pośpiech, hałas, zmiany klimatyczne, nieodpowiednia dieta. Chcielibyśmy wszystko na już, stale przyspieszając w obawie o to, że ominie nas coś, co sprzyja m.in. rozwojowi depresji czy syndromu FOMO (Fear Of Missing Out). Co gorsza, zamiast je zwalczać, to często pogłębiamy objawy jedząc co popadnie i nie pilnując odpowiedniego czasu na regenerację.

Poziom problemu jakim stały się bezsenność i inne zaburzenia snu, zyskał znamiona globalnej epidemii. Przykład powinniśmy brać ze znanych z notorycznego pracoholizmu Japończyków, którzy już sami z siebie, wręcz zachęcają firmy do wprowadzenia minimalnego czasu wypoczynku dla swoich pracowników. Na szerzenie świadomości dot. higieny snu rząd Kwitnącej Wiśni przeznaczył 3.5 mln dolarów.

– Specjaliści z Ośrodka Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie ostrzegają – Według badaczy stan niedosypiania zagraża zdrowiu i jakości życia aż 45% światowej populacji! – wyjaśnia Grzegorz Wilkosz, prezes Zepter Polska, właściciela Quanomed Sleep Smart System.

Za to niedobór snu u pracowników to prosty przepis na kłopoty w firmie, powodując m.in:

Problemy z koncentracją – niewystarczająca ilość snu zaburza naszą percepcję oraz funkcje intelektualne. Osłabia także zdolności kreatywnego myślenia, czy pojemność naszej pamięci o kilkadziesiąt procent.

Narażenie na choroby – niewystarczający czas poświęcony na regenerację organizmu zmniejsza naszą odporność i naraża nas na różne choroby. Według specjalisty ds. zaburzeń snu, Petera Hamesa, osoby, które nie wysypiają się biorą średnio o 3 dni więcej zwolnienia chorobowego niż pozostali pracownicy.

Apatia – po nieprzespanej nocy neuroprzekaźniki kontrolujące nastrój ulegają zmniejszeniu, co nasila poczucie smutku i apatii i wpływa bezpośrednio na nasze relacje ze współpracownikami i przełożonymi. Co więcej, na dłuższą metę niedosypianie zwiększa stres i powoduje stany depresyjne.

Cyberloafing – dosłownie oznacza obijanie się w sieci. Niewyspany mózg to nieproduktywny mózg i prędzej skupi się na bezcelowym scrolowaniu mediów społecznościowych niż na wartościowej pracy.

Według badania przeprowadzonego wśród pracowników dużych firm w Polsce „Praca Moc Energia w polskich firmach. Sześć obszarów, które wpływają na efektywność organizacji”, okazało się, że przeciętny Polak w pracy spędził 1963 godziny, czyli prawie jedną trzecią roku. To samo badanie wykazało, że ponad 60% ankietowanych nie czuje się wypoczęte po pobudce, prawie 30% śpi mniej niż 6 godzin, a problemy z zaśnięciem miewa aż 17%.

Co powoduje bezsenność i jak pozbyć się złych nawyków z codziennego życia?

Nadmiar obowiązków

Trudno jest ocenić, ile pracownik powinien dostawać obowiązków, by wykonywać je w sposób efektywny i rzetelny. Dlatego dobry pracodawca powinien obserwować i na bieżąco weryfikować, czy dana osoba nie jest przeciążona. W innym razie pracownik, któremu zależy na swoim stanowisku, zaczyna pracować po godzinach. Nadgodziny zaburzają dzienny budżet czasu, zabierając godziny z czasu przeznaczonego na odpoczynek lub sen, na rzecz pracy. Powoduje to uczucie rozdrażnienia, obniżenie motywacji i produktywności oraz braki snu. Pilnowanie odpowiedniego balansu jest ważne, tak samo jak komunikowanie przełożonym, zbyt dużej ilości nałożonych zadań.

Praca do późna

Już samo poświęcanie nadmiernej ilości czasu na pracę jest szkodliwe dla naszego zdrowia – jeszcze gorzej jest, gdy pracę kończymy już w domu, szczególnie gdy pracujemy przy komputerze. W trybie pracy zdalnej, w miarę możliwości powinniśmy wydzielać w domu strefę na pracę i nie mieszać jej ze strefą życia prywatnego. Pod żadnym pozorem nie pracujmy z łóżka – to miejsce naszej regeneracji, odpoczynku – niezależnie jak ją uwielbiamy, pracy do snu nie zabierajmy.

Przesyt niebieskiego światła

Korzystanie z elektroniki (komputer, smartfon, tablet) tuż przed ułożeniem się do wypoczynku zaburza wydzielanie melatoniny, zwanej też hormonem snu. Białe i niebieskie światło ekranów pobudza mózg, nie pozwalając mu spokojnie odpocząć i zregenerować się w nocy. Należy zrezygnować z używania urządzeń elektronicznych najlepiej godzinę przed snem, odkładając je z dala od miejsca odpoczynku. Zamiast scrollować ekran skupmy się na relaksie – może to dobry moment, by spróbować czegoś nowego, takiego jak joga lub medytacja?

Odpowiednie warunki snu

Przed snem warto przewietrzyć pomieszczenie i zadbać o optymalną temperaturę (pomiędzy 18 a 22 stopniami Celsjusza). Warto wyposażyć sypialnię w oczyszczacz i jonizator powietrza, który zadba o tak zwane „witaminy z powietrza”. Oprócz tego, ile śpimy zwróćmy uwagę jak śpimy i jakie warunki zapewniamy wtedy naszemu ciału. Dobrze dobrany materac potrafi łagodzić ból oraz sztywność pleców i ramion o ponad 57% oraz poprawić jakość snu nawet o 60%. Quanomed to materace i poduszki z 100% naturalnego lateksu, które wykorzystują technologie takie jak 7 Stref Regeneracji (BRS) i Therapy Air Flow (system przepływu powietrza). BRS zapewnia anatomiczne wsparcie dla wszystkich kluczowych części ciała, zmniejszając jego napięcie i poprawiając nasze krążenie. Idealne warunki podczas snu, doskonałą regulację temperatury, optymalne odprowadzanie wilgoci i stałą cyrkulację powietrza zapewnia z kolei technologia TAF (THERAPY AIR® FLOW). Materace i poduszki QUANOMED to najwyższa ochrona przed bakteriami, roztoczami i nieprzyjemnymi zapachami. Sprawiają, że jesteśmy wypoczęci i mamy lepszy nastrój, zapobiegają poceniu się, odwodnieniu, problemom skórnym, infekcjom oraz początkom i nasilaniu się objawów chorób reumatycznych i innych.

Gdzie inwestować w czasie kryzysu?

Obecny kryzys gospodarczy na wiele sposobów oddziałuje na rynki finansowe i kapitałowe. Inwestorzy, aby osiągnąć dodatni zwrot z inwestycji, będą musieli korzystać z bardziej ryzykownych instrumentów. Czy są na to gotowi i czy potrafią ograniczać ryzyko?

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Nie ma wątpliwości, że obecna sytuacja gospodarcza staje się bardzo niekorzystna dla inwestorów i posiadaczy oszczędności. Prawie zerowe stopy procentowe utrudniają instytucjom finansowym oferowanie atrakcyjnych produktów depozytowych, podczas gdy wskaźnik inflacji, mimo deflacyjnego charakteru kryzysu wzrósł do 3,2 proc.. Oznacza to, że pieniądze zdeponowane w formie lokat bankowych będą szybko tracić na wartości, a szczególnie trudna stanie się sytuacja osób oszczędzających długoterminowo. Utrata 3 proc. wartości kapitału rocznie przy procencie składanym oznacza, że nasze oszczędności stopnieją o połowę w zaledwie 15 lat. Zakładając, że zostaną utrzymane niskie stopy procentowe, jest to sytuacja bardzo korzystna dla zadłużonych i niekorzystna dla inwestorów. Jak wiadomo, aktualnie najbardziej zadłużonymi podmiotami na świecie są rządy państw. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że mając wpływ na wysokość stóp procentowych, będą zainteresowane odniesieniem korzyści z istniejącej sytuacji. Inwestorzy nie mają wyjścia i muszą ratować zgromadzone przez siebie środki.

Wyraźnie widać jednak, że niektóre instrumenty finansowe od początku kryzysu przyniosły całkiem niezłe dochody. Złoto od początku roku podrożało o około 24 proc. Srebro na początku kryzysu taniało, aby od końca marca do sierpnia podrożeć prawie trzykrotnie. Amerykańskie giełdy są w okolicy historycznych rekordów, a technologiczny indeks Nasdaq 100 od końca marca wystrzelił do góry aż o 80 proc. Obecnie wielu inwestorów boi się kupować akcje tak drogo. Inwestycje w akcje i w złoto są postrzegane jako coraz bardziej ryzykowne. Przy tak wysokich cenach zakupu stopy zwrotu wcale nie muszą okazać się atrakcyjne.

Startupy odpowiedzią na potrzeby inwestorów

Inwestorzy mają jednak do dyspozycji coraz więcej metod inwestowania w przedsiębiorstwa nienotowane na giełdzie. Szczególną popularność zdobyły w ostatnich latach inwestycje w startupy, czyli przedsiębiorstwa, najczęściej z branży technologicznej, które znajdują się w początkowej fazie rozwoju i mają wysoki potencjał wzrostu. Zachętą dla inwestorów jest możliwość uzyskania bardzo wysokich stóp zwrotu, często sięgających tysięcy procent. Należy jednak pamiętać o tym, że takie inwestycje wymagają specjalistycznej wiedzy. W przeciwieństwie do spółek giełdowych, startupy nie mają określonych prawem obowiązków informacyjnych. Również obrót ich udziałami jest trudniejszy, a inwestor musi być w stanie ocenić szanse rynkowe przedsiębiorstwa, jego strategię marketingową i sytuację finansową.

Niestety w Polsce wyraźnym problemem wydaje się być niewielka wiedza inwestorów i posiadaczy oszczędności. Szczególnie wyraźne było to w przypadku afery Amber Gold. Bardzo trudno zrozumieć, czemu tak duża liczba klientów, chcąc zainwestować w złoto, zamiast kupić sztabkę lub monetę w kantorze, zdecydowała się zlecić zakup nierzetelnemu pośrednikowi. Brak umiejętności oceny ryzyka przez polskich inwestorów detalicznych to bardzo zła wiadomość w czasie, gdy dochody można osiągnąć tylko dzięki ryzykownym instrumentom, przy czym afera GetBack pokazuje, że problem dotyczy również inwestorów profesjonalnych.

Gdzie szukać wiedzy o inwestowaniu w startupy?

Dla osób chcących inwestować w rynek startupów, ale nieposiadających wystarczającej wiedzy ekonomicznej, rozsądną opcją wydaje się skorzystanie z oferty alternatywnych funduszy inwestycyjnych. Są to specjalistyczne przedsiębiorstwa działające pod lupą Komisji Nadzoru Finansowego, które zgodnie z prawem mogą przyjmować środki od inwestorów oraz alokować je zgodnie ze swoją polityką inwestycyjną. Takie fundusze zatrudniają specjalistów, których podstawowym zadaniem jest redukcja ryzyka inwestycyjnego, dzięki wiedzy z zakresu rozwoju przedsiębiorstw, prawa, marketingu i finansów. Nie bez znaczenia jest fakt, że alternatywna spółka inwestycyjna, będąc również inwestorem, ma interes w powodzeniu finansowym przedsięwzięcia. Jej cele są więc zbieżne z interesem inwestora, podczas gdy tradycyjne fundusze inwestycyjne często spotykają się z zarzutem, że są zainteresowane głównie prowizją a nie wynikami inwestycji.

Ponadto alternatywne spółki inwestycyjne mogą pełnić dość ważną rolę dla samych startupów. Nie tylko dostarczają im kapitału niezbędnego dla funkcjonowania i rozwoju, ale również są doradcą w zakresie biznesowego know how. Jest to kolejny element redukcji ryzyka inwestycyjnego, dzięki któremu młode przedsiębiorstwa mogą skoncentrować się na pracy nad swoim projektem, czyli na tym, na czym najlepiej znają się ich założyciele, podczas gdy spółka inwestycyjna pomaga im w spełnianiu zadań formalnych i administracyjnych.

Banki często rezygnują z finansowania startupów. Powodem jest zarówno wysoki poziom ryzyka, jak i brak wystarczającej historii kredytowej. Oznacza to, że banki z własnej woli rezygnują z finansowania najbardziej dynamicznej gałęzi gospodarki. Istniejący od kilkuset lat model biznesowy banków, polegający na gromadzeniu depozytów i udzielaniu kredytów, staje pod znakiem zapytania, przynajmniej na innowacyjnych rynkach technologicznych. Rolę banków muszą więc przejąć alternatywne spółki inwestycyjne oraz nowoczesne przedsiębiorstwa z sektora technologii finansowych.

Z Oplem nie boisz się ciemności

Właśnie cofnęliśmy wskazówki zegarów o godzinę, przechodząc na czas zimowy, ale kierowcy samochodów marki Opel nie muszą obawiać się wcześnie zapadających ciemności. Od Corsy i Astry po flagową Insignię ich pojazdy są doskonale przygotowane do jazdy po zmroku dzięki matrycowym reflektorom IntelliLux LED®.

Do modeli wyposażonych w tę technologię dołączyły ostatnio nowa Mokka oraz jej elektryczna odmiana Mokka‑e. Obydwa samochody również są dostępne z adaptacyjnymi, nieoślepiającymi reflektorami matrycowymi IntelliLux LED®.

W pełni diodowe reflektory z licznymi automatycznymi funkcjami są oferowane w większości samochodów osobowych marki Opel, takich jak Grandland X. W porównaniu z tradycyjnym systemami oświetlenie LED jest nie tylko jaśniejsze, ale też trwalsze i bardziej energooszczędne, więc przyczynia się do dalszego ograniczenia emisji CO2.

Precyzyjne, nieoślepiające, jasne jak słońce: adaptacyjne matrycowe reflektory IntelliLux LED®

Reflektory matrycowe IntelliLux LED® znacznie przewyższają oświetlenie ksenonowe lub konwencjonalne pod względem precyzji i mocy. Inteligentne reflektory sprawiają, że jazda nocą jest bezpieczniejsza i bardziej komfortowa. Gdy tylko samochód opuści obszar zabudowany, reflektory matrycowe automatycznie przełączają się w tryb świateł drogowych oraz nieustannie dostosowują zasięg i rozkład wiązki świetlnej. System działa na autostradach i drogach pozamiejskich oraz pomaga doświetlać zakręty. Segmenty LED błyskawicznie i automatycznie dostosowują się do sytuacji w ruchu drogowym. Poszczególne diody reagują w czasie mierzonym w milisekundach, zmieniając noc w dzień bez oślepiania kierowców pojazdów nadjeżdżających z przeciwka.

Adaptacyjne pixelowe reflektory IntelliLus LED w Insignii mają łącznie 168 elementów LED — po 84 na każdy reflektor. Duża liczba reagujących na każdy sygnał elementów LED umożliwia płynną adaptację. Pojazdy poprzedzające lub nadjeżdżające z przeciwka są precyzyjnie „wycinane” ze snopa światła.

W szczególności w reflektorach pikselowych udoskonalono tryb autostradowy. Na zakrętach w lewo dodatkowe piksele oświetlają lewą stronę, poprawiając widoczność pasa ruchu. Jednocześnie prawa strona również pozostaje dobrze oświetlona, aby kierowca mógł lepiej zauważyć na przykład znaki drogowe. Na zakrętach w prawo wiązka światła sięgająca dalej w tym samym kierunku nie oślepia kierowców nadjeżdżających z przeciwka.

Nowa Mokka z pełnym oświetleniem LED w standardzie

Opel oferuje zaawansowane oświetlenie także w wielu innych modelach. Na przykład nowy Opel Mokka jest standardowo wyposażony w pełny zestaw oświetlenia LED obejmujący reflektory, światła do jazdy dziennej, kierunkowskazy i tylne światła. Nowy Opel Crossland jest dostępny z opcjonalnymi adaptacyjnymi reflektorami LED z funkcją doświetlania zakrętów, asystentem świateł drogowych i automatycznym poziomowaniem. Całość jest zintegrowana w Opel Vizor — podobnie jak w Oplu Mokce.

Zamiast standardowych reflektorów LED Opel Grandland X może być wyposażony w opcjonalne adaptacyjne reflektory AFL LED współpracujące z kamerą. Dzięki automatycznemu włączaniu świateł drogowych kierowca nie musi obsługiwać przełącznika ręcznie, a inni użytkownicy drogi nie są oślepiani. Adaptacyjne reflektory LED oferują nawet osiem różnych funkcji, w tym tryb miejski, pozamiejski, autostradowy, doświetlania zakrętów i łuków drogi oraz parkingowy, a także automatyczne przełączanie świateł drogowych na mijania i odwrotnie.

źródło: OPEL

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...