.
Strona główna Blog Strona 17

Tradycja i nowoczesność

Paweł Gaca, prezes Spółdzielczej Mleczarni Spomlek, opowiada o polskim rynku mleka wartym 50 miliardów zł, ale też o wyzwaniach, które stoją przed krajowymi producentami. Rekomenduje sery dojrzewające, które jakością i smakiem nie ustępują tradycyjnym odpowiednikom z Włoch i Francji.

Panie prezesie, zacznijmy od tego, skąd pan się wziął w mleczarstwie.

Jak to często w życiu bywa, zdecydował o tym przypadek. Karierę zawodową zaczynałem w firmach z sektora IT, w których zgodnie z moim wykształceniem zajmowałem się zarządzaniem. I tak spotkałem się z prezesem Spomleku, który opowiedział mi o zmianach w spółdzielni i planach naprawczych związanych z trudną sytuacją finansową tej firmy. Szukał ludzi, którzy pomogliby zarządowi stworzyć nową strategię rozwoju.

Złapaliście dobry kontakt?

Tak, dlatego umówiliśmy się na spotkanie, a potem domówiliśmy warunki mojej pracy. Zostałem członkiem zarządu odpowiedzialnym za finanse. Jak się wkrótce okazało, moje zadanie nie było łatwe. Wyniki finansowe były bardzo złe, a co za tym idzie, sytuacja ekonomiczna trudna. W skrócie – wszystko wynikało z tzw. toksycznych opcji walutowych. Szczęście w nieszczęściu miałem spore doświadczenie w tematyce rynków finansowych.

Udało się?

Z perspektywy czasu patrzę na to, jak na wielkie wyzwanie. Przez długi czas uważałem to za mój największy sukces managerski.

Spółdzielcy docenili pana wiedzę, zaangażowanie i nieprzespane noce, został pan wiceprezesem Spomleku.

Szybko, bo już po 2 miesiącach rada nadzorcza zdecydowała, żebym objął tę funkcję.

Na czym w polegało wyprowadzenie firmy ze złych opcji?

Banki oferowały firmom instrumenty walutowe, które w odpowiednich, korzystnych warunkach rynkowych pozwalały dużo zarobić. Oczywiście po drugiej stronie było ryzyko, że jeśli się nie uda, to straty też się zmultiplikują. I niestety tak się stało: kryzys 2008 roku, spadki akcji, szalejące kursy walut. Aby wyjść z kłopotów, dużo pracowałem z KNF i bankami, które zaakceptowały mój plan naprawczy i pomogły nam wyjść z asymetrii finansowej. Stres w jakim pracowałem, wynikał nie tylko z niewiadomej czy się uda, ale czy zepniemy finalnie, ale i z tego, czy uratujemy pracowników i współpracujących z nami rolników. Kolor moich włosów to między innymi efekt tamtych czasów. Nam się udało, ale sporo firm, w tym nasi partnerzy biznesowi, zniknęło z rynku. Na bazie tych doświadczeń uważam, że firmy produkcyjne, takie jak nasza, nie powinny spekulować na opcjach finansowych, a raczej starać się stabilizować dochód. Ważne są dla nas rozliczenia złotówkowe, więc generalnie powinniśmy sobie zabezpieczyć przychody w polskim złotym i do tego powinna sprowadzać się nasza działalność. Oczywiście, jeżeli pojawia się jakaś szansa na to, żeby przyszłe przychody ubezpieczyć, robimy to w niewielkim procencie.

Jak długo prowadził pan operacje ratunkową?

Pół roku. Dostałem od Rady Nadzorczej kredyt zaufania, który jednak obowiązuje krótko, więc trzeba się o niego cały czas starać.

Ile pan miał lat, gdy został wiceprezesem?

34, byłem stosunkowo młodym człowiekiem. Gdy wyszliśmy na prostą, postawiłem na rozbudowany controlling. Postawiliśmy na szkołę gdańską związaną ze Stefanem Olechem. Zaprosiłem go do nas, do firmy. Zrobiliśmy szkolenia i zaczęliśmy zmieniać system finansowy. Dzisiaj, patrząc z perspektywy 17 lat, mogę stwierdzić, że wdrożyliśmy bardzo nowoczesne rozwiązania. Do tego stopnia, że prowadzimy szkolenia dla członków rady nadzorczej, żeby było im łatwiej zrozumieć specyfikę funkcjonowania firmy. Dzięki tym wszystkim zabiegom spółdzielnia zaczęła się rozwijać, a na przestrzeni tych kilkunastu lat osiągnęła kilkukrotny wzrost przychodów.

Po finansach przyszła kolej na reorganizację produkcji.

Nie byliśmy gigantem mleczarstwa, ale produkowaliśmy wiele wyrobów. Najwięcej serów dojrzewających, były też jogurty i mleko w kartonikach. Uznaliśmy, że musimy zmienić strategię funkcjonowania i na coś postawić. Celem było wzmocnienie firmy do tego stopnia, aby stała się dużym dostawcą i mogła samodzielnie rozmawiać z sieciami handlowymi. Zaczęliśmy też tworzyć własne marki, pierwszą była Serenada, kompletnie oderwana od nazwy Spomlek, którą wcześniej brendowaliśmy wszystkie produkty.

Aby zwiększyć produkcję łączyliście się z innymi mleczarniami.

Tak – z OSM w Elblągu i OSM w Chojnicach. Skoncentrowaliśmy się na produkcji serów dojrzewających. Myśleliśmy również o tym, jakie nazwy nadawać serom długo dojrzewającym.

Po różnych badaniach doszliśmy do marki Skarby Serowara. Myślę jednak, że konsumenci najlepiej rozpoznają nas po nazwach naszych topowych serów: Bursztyn, Rubin, Szafir.

Konsolidację rynku wymusza konkurencyjność czy opłacalność?

Cóż, firma może mieć świetny produkt i problemy z jego dystrybucją. Jak zwykle w handlu nie jest sztuką wyprodukować, lecz sprzedać.

Tutaj do gry wchodzą sieci handlowe.

Generalnie handel, czyli dostawa towaru w miejsce, w którym będzie sprzedawany finalnemu konsumentowi. Dlatego właśnie mniejsze mleczarnie, mimo że mają świetny towar, mogą mieć problem ze sprzedażą, co często kończy się większymi kosztami, a więc niższą marżą. Regres oznacza sytuację alarmową i pojawia się pytanie – co dalej? Często podmioty w takiej sytuacji podejmują decyzję o tym, żeby połączyć się z większym partnerem. Szukają synergii, bo jedni posiadają dobry produkt lub markę regionalną, a inni dystrybucję. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zrealizowaliśmy 3 takie procesy. O dwóch wspomniałem wcześniej, trzeci to połączenie z OSM Bychawa. Wiąże się to z korektą naszej strategii, bo ten zakład produkuje inne wyroby niż sery dojrzewające.

Rynek mleczarski potrafi być bardzo wrażliwy i niestabilny.

Lata 2022-2023 to czas kryzysu, ceny na rynku serów w ciągu tygodnia potrafiły spaść o 40-50 proc. Dla nas było to podwójnie trudne, bo z jednej strony nie byliśmy w stanie tego amortyzować, a z drugiej strony musieliśmy to zbuforować w taki sposób, by nie dotknęło to współpracujących z nami rolników. Było ciężko, ale daliśmy radę.

Co było przyczyną kryzysu?

Gdy skupujemy mleko, to jest w nim średnio 3 proc. białka i 4 proc. tłuszczu. I to jest wszystko, co my wykorzystujemy do naszej produkcji. Nie można dynamicznie zwiększać ilości mleka na rynku ani też dynamicznie jej redukować. W związku z tym wystarczy niewielka zmiana popytu lub podaży, aby wywołać perturbacje i wzrosty cen. Tak było w Polsce w ubiegłym roku, gdy na pewien czas masło stało się produktem deficytowym, a co gorsza również politycznym.

Czy spółdzielnie w rolnictwie nie są reliktem dawnych czasów? Czy mają jeszcze sens?

Tak, bo to spółdzielnie, których właścicielami są rolnicy. Idea polega na tym, że zaburzenie rentowności w gospodarstwie może powodować jego upadek. Właśnie spółdzielnia może to buforować.

Na czym to polega?

Dzięki spółdzielni rolnik nie odczuwa drastycznych wahań na rynku. Ewentualne straty spółdzielnia bierze na siebie i amortyzuje stratę. Chodzi o to, żeby nasi dostawcy przetrwali, żeby ilość produkowanego przez nich mleka nie uległa obniżeniu, bo inaczej wszyscy na tym stracą. Na sytuacje awaryjne staramy się reagować poprzez stworzony w naszej spółdzielni Fundusz Stabilizacji i Rozwoju.

Produkcja serów dojrzewających jest opłacalna, ale i w pewnym sensie ryzykowna.

Mamy w magazynach ogromne ilości sera dojrzewającego. Dlatego zawirowania cenowe na rynku dotykają nas o wiele mocniej niż inne mleczarnie. Dostarczają one produkty, które mogą szybko spieniężyć – kupują mleko w czerwcu i sprzedają go w tym samym miesiącu. A my, kupując mleko w czerwcu, możemy dostarczyć na rynek nasz najszybciej dojrzewający ser na końcu lipca, a nawet na początku sierpnia. Kiedy więc wytwarzamy produkty z bardzo drogiego mleka, musimy się liczyć z tym, że jego cena może spaść. Gdy w magazynie leżą 4 miliony kilogramów sera, a cena zmieni się o złotówkę, oznacza to dla nas stratę 4 milionów złotych w ciągu kilku tygodni…

Szczęśliwie dla was może też dojść do odwrotnej sytuacji.

Kiedy mamy hossę, dobra koniunktura wynosi nas pod niebo, czyli rosnące ceny powodują, że wartość sera wyraźnie rośnie. Staramy się kalkulować to ryzyko, ale rolnicy są zmęczeni tą sinusoidą. Obecny okres jest dla mleczarstwa bardzo dobry, więc większość nie może narzekać na rentowość produkcji mleka.

Dzisiaj mleczarstwo to potężny biznes warty około 50 miliardów zł. Po konsolidacjach na polskim rynku liczy się siedmiu graczy. Wygrywa specjalizacja czy ostra konkurencja?

Każda mleczarnia produkuje szeroką gamę produktów, co wymusza konkurencja. A to z kolei powoduje, że trzeba przeznaczać coraz większe środki na marketing i reklamę. Liczy się estetyczne opakowanie i dobre miejsce w sklepie. W czasie pandemii zwiększyła się sprzedaż sera pokrojonego w plastry, a zmniejszała się sprzedaż sera krojonego przez ekspedientki. Co ważne, znacząco zwiększyła się też oferta serów tartych gotowych do spożycia lub przyrządzania dań, takich jak pizza. Teraz rządzi półka, a nie lada chłodnicza, co teoretycznie jest lepsze, bo wyraźnie widać markę, ale z waszego punktu widzenia jest też i minus, czyli brandy sieci handlowych.

Kiedyś legenda miejska mówiła, że marka sieciowa to jest ten sam sok albo szynka lub ser od znanego producenta, ale znacznie gorszej jakości.

Dzisiaj jest już zupełnie inaczej. Sieci zlecają wiodącym producentom produkcję wysokiej jakości towarów, soków, wędlin, serów napojów itp. Za tym wszystkim stoi konsument, który chce w dobrej cenie kupić jakościowy towar. A to wymaga od nas szerokich działań marketingowych i edukacji mówiącej o tym, dlaczego nasz ser jest najlepszy. I tu widzę przewagę marek producenckich.

Specjalizujecie się w serach Premium. Bursztyn, Szafir i Rubin to wasze 3 flagowe marki, znane nie tylko w Polsce. Co ma wpływ na ich pierwszorzędną jakość?

Mleko spełniające najwyższe standardy, druga sprawa to technologia wytwarzania. Trzecia to czas dojrzewania od kilku do kilkunastu miesięcy. I jest jeszcze rzecz najważniejsza, czyli ludzie, nasi pracownicy, którzy dbają o to, żeby wszystko było OK. Mamy świetnych, oddanych firmie fachowców, bez nich nie osiągnęlibyśmy sukcesu. Miarą sukcesu jest to, że nasze sery jakościowo i smakowo w niczym nie ustępują renomowanym zagranicznym produktom. Świadczy o tym fakt, że przebojem wchodzimy na tamte rynki w segmencie Premium.

Konsumenci, zwłaszcza dbający o formę i linię niejako wymusili na rynku wprowadzenie do sprzedaży produktów o wysokiej zawartości białka.

Generalnie spożycie nabiału w Polsce rośnie. Nie jest to dynamiczny wzrost, mniej więcej stabilne 2-3 proc. rocznie. Te wysokobiałkowe produkty generalnie skierowane są do sportowców. To taki casualowy produkt, czyli dla kogoś, kto chce więcej białka, bo wie, że jest ono ważne w diecie. Taki odbiorca jest świadomym, dobrze wyedukowanym nabywcą. Teraz pojawiła się moda na skyr, czyli islandzki jogurt. Ponieważ jest popyt, więc pojawiła się podaż, każdy stara się wejść w tę niszę. My zaczynamy, na razie nad tym pracujemy. Linię do produkcji uruchomimy w pierwszym kwartale przyszłego roku. Nie pozostajemy w tyle, jeśli chodzi o produkty wysokobiałkowe. Przy produkcji sera pozostaje nam duża ilość serwatki. Jako pierwsi w Polsce wprowadziliśmy na rynek tak zwane izolaty białek serwatkowych i koncentraty białek serwatkowych. Sprzedajemy białko z serwatki, które ma największą wchłanialność w organizmie człowieka. Zaczęliśmy też produkować w saszetkach czyste białko, czysty bezsmakowy izolat białka serwatkowego. To jest 95 proc. białka. Nasze proszki serwatkowe są cenione. Dlatego dużą część sprzedajemy poza Polskę. To są setki ton w bardzo dobrej cenie. Produkt idealny dla sportowców. Sprzedajemy go między innymi do Wietnamu, Indii i Chin.

rozmawiał Jarek Dotka

Nie tylko praca…

Paweł Gaca

Wypoczynek › Góry

to jest coś co kocham.

W każdej postaci, od Bieszczad po wysokie Alpy. Tatry od strony polskiej jak i słowackiej przeszedłem wszerz i wzdłuż 🙂

Kuchnia › Zdecydowanie polska tradycyjna. Oczywiście z dodatkiem serów długo dojrzewających.

Hobby › Ekscytują mnie nowoczesne rozwiązania technologiczne. Znajomi mówią, że lubię gadżety,

ale zawsze wiem czego chcę i nie zawsze idzie to w parze z prestiżem marki. Szukam przede wszystkim funkcjonalności. Muzyka to jest coś co mnie najbardziej relaksuje. Wychowałem się na muzyce Depeche Mode i The Cure i zawsze będę miał sentyment do tych zespołów. Słucham różnorodnej muzyki. Od popu do muzyki znacznie ostrzejszej.

Kia PV5 z tytułem „International Van of the Year 2026”

Kia PV5 zdobyła tytuł „International Van of the Year 2026” – najbardziej prestiżową nagrodę przyznawaną pojazdom dostawczym. Nagrodę wręczono podczas gali IVOTY Award w czasie targów SOLUTRANS 2025 w Lyonie we Francji, po jednomyślnym głosowaniu jury składającego się z dziennikarzy reprezentujących 26 krajów.

Nagroda IVOTY, ustanowiona w 1992 roku, jest powszechnie uważana za najbardziej prestiżowe na świecie wyróżnienie w segmencie lekkich pojazdów dostawczych (LCV). Zwycięzcy wybierani są na podstawie kompleksowej oceny, uwzględniającej wpływ danego modelu na poprawę wydajności w rzeczywistych warunkach oraz na rozwój całego segmentu LCV.

Kia PV5 osiągnęła doskonałe wyniki, wyprzedzając sześciu pozostałych finalistów. Model ten zapisuje się w historii jako pierwszy elektryczny lekki pojazd użytkowy z Azji i pierwszy koreański samochód nagrodzony tym tytułem, czyniąc z marki Kia dopiero drugiego azjatyckiego producenta, który sięgnął po to wyróżnienie w 34-letniej historii konkursu.

Kia PV5 doceniona została za innowacyjność technologiczną, wydajność, zaawansowane systemy bezpieczeństwa oraz wysoką ekologiczność. PV5 Dostawcze w wersji Long już potwierdziło swoją wydajność w warunkach rzeczywistych, ustanawiając GUINNESS WORLD RECORDS™ w kategorii „najdłuższy dystans pokonany na jednym ładowaniu przez elektryczny samochód użytkowy z pełnym ładunkiem”.

Kia PV5 już jest dostępna w Polsce jako PV5 Dostawcze w wersji Long i PV5 Osobowe w wersji 5-miejscowej. W 2026 roku do gamy PV5 dołączą PV5 Podwozie oraz PV5 Dostawcze w wersji krótkiej (L1H1) i z wysokim dachem (L2H2).

W dalszej przyszłości dołączą do nich kolejne modele typu PBV – w tym większe PV7 i PV9, które wzmocnią długofalową wizję marki Kia dotyczącą ekosystemu pojazdów typu PBV nowej generacji.

źródło: KIA

Należy stawiać na prawdziwych fachowców

    Wojciech Trojanowski, członek zarządu firmy Strabag, o sytuacji na polskim rynku budowalnym i skutkach długotrwałego braku pieniędzy z KPO

    W pana branży wyczuwalny jest ostatnio niepokój, czy da się w sensowny sposób zagospodarować pieniądze pochodzące z KPO.

    Z perspektywy roku, począwszy od trzeciego kwartału 2023 r. do dzisiaj, bardzo wiele się w tym zakresie zmieniło. W tym czasie mieliśmy zmiany na poziomie politycznym i administracyjnym, na szczeblu centralnym i samorządowym. Cieszymy się, że pieniądze z KPO zostały odblokowane i jest szansa na ich wykorzystanie. Zgodnie z informacjami rząd toczy rozmowy w sprawie przesunięcia chociażby rozliczenia pozyskanych środków oraz wydłużenia horyzontów i wykorzystania tych pieniędzy w przyszłości. Jestem umiarkowanym optymistą, pomimo przerwy, która miała miejsce w przetargach zarówno na krajowe drogi ekspresowe, jak i część projektów lokalnych.

    Jak długo trwa już ta przerwa?

    W ubiegłym roku było dość dużo przetargów organizowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Ograniczona liczba przetargów trwa od początku tego roku. Po podpisaniu umowy przez okres około dwóch lat potrzebny jest czas na zaprojektowanie konkretnej inwestycji. Proszę zauważyć, że realne wydatkowanie środków odbywa się zawsze co najmniej dwa lata później od momentu przetargu. Nie ukrywam, że z naszego doświadczenia po zmianach na szczeblu centralnym zawsze następuje spowolnienie w ogłaszaniu przetargów. Liczyliśmy się z tym, bo to było także sygnalizowane przez GDDKiA. Widzimy też przerwę na rynku inwestycji kolejowych realizowanych przez PKP PLK. Tu luka inwestycyjna trwała przez ostatnie dwa lata. Mówiąc delikatnie, sytuacja wykonawców i producentów kolejowych jest bardzo zła. Przetargi już zaczynają się pojawiać, ale widać ogromną konkurencję. Do jednego projektu składanych jest nawet po kilkanaście ofert. Pozornie tak duża konkurencja wydawać się może pozytywna z punktu widzenia inwestora. Jest to jednak pozorny zysk. Obserwujemy ogromną determinację i walkę cenową, a to, jak wiemy z doświadczenia, w okresie realizacji dobrze się nie kończy. Są bowiem granice, nie da się budować poniżej kosztów. Skutkować to może perturbacjami na budowach i negatywnie wpływa na firmy wykonawcze i same projekty. Branża ma bardzo duży potencjał wykonawczy i oczekujemy na intensyfikację inwestycji w kolejnych kwartałach. Wszyscy czekamy na zapowiadane przetargi w tym zakresie.

    Obecny poziom inwestycji w polskiej gospodarce wynosi 17 proc. PKB. Porównując to do celów sprzed dziewięciu lat, gdy Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju mówiła o poziomie 25 proc. PKB, to naprawdę jest mało. Mamy ciągle wiele do nadrobienia. Uważam, że minimalny poziom inwestycji to 20 proc. Natomiast poprzez intensyfikację zarówno publicznych, jak i prywatnych inwestycji powinniśmy osiągnąć cel 25 proc. PKB. Tu jest kilka elementów do spełnienia. Z jednej strony konieczna jest sprawność sektora publicznego w zakresie organizacji inwestycji. Zawsze mówi się o wydatkowaniu środków, ale trzeba je wydatkować mądrze. Inwestycje publiczne powinny być mnożnikiem inwestycji prywatnych. Mam tu na myśli nie tylko inwestycje komunikacyjne, ale również inwestycje w energetykę i ochronę środowiska. Mamy bardzo duże potrzeby w dziedzinie inwestycji w służbie zdrowia oraz w zakresie obronności. Mimo że ten rok pod względem nowych przetargów nie wygląda dobrze, to z umiarkowanym optymizmem patrzę na nadchodzące lata. Mam nadzieję, że w trzecim kwartale tego roku to się zmieni.

    Czy to oznacza, że obecna sytuacja będzie miała wpływ na rynek za dwa lata?

    Pozyskane przed dwoma laty inwestycje są obecnie w fazie realizacji. Nasz przyszły portfel zamówień zależy od dzisiejszych przetargów. W najbliższych kilku latach zakończy się budowa podstawowego układu dróg ekspresowych i autostrad. Nie oznacza to, że przestaniemy je budować. Co więcej, modernizacji będą podlegać odcinki oddane kierowcom przed 2010 r. Pojawiają się także projekty odcinków tras, które mają powstać w kolejnej dekadzie. Patrzę dosyć optymistycznie na projekty PKP PLK, plany inwestycyjne Centralnego Portu Komunikacyjnego, duże inwestycje prywatne. Strabag jest też ważnym partnerem inwestycji samorządowych. Mimo drobnego spowolnienia ciągle dużo budujemy dla regionów. Mamy ogromy potencjał – jesteśmy jedyną firmą w Polsce, która posiada oddziały we wszystkich 16 województwach. Nie obawiam się, że zabraknie nam pracy.

    Macie w portfolio wiele bardzo dużych i ważnych kontraktów, ale także dużo mniejszych…

    Naszą filozofią jest niezachłystywanie się dużymi, spektakularnymi inwestycjami, ale długofalowe inwestowanie i zwiększanie konkurencyjności na polskim rynku. Naszym celem jest budowanie dla wszystkich sektorów gospodarki i bycie dobrym pracodawcą. Firmą innowacyjną, ale także firmą która dąży do neutralności klimatycznej.

    W czasie pandemii nie było zwolnień pracowników?

    Nie zwalnialiśmy naszych pracowników z powodu trwającej pandemii. Branża budowlana była jedną z niewielu, które stosując wszelkie zabezpieczenia i zalecenia związane z bezpieczeństwem i zdrowiem pracowników, działały sprawnie w tym bardzo trudnym dla wszystkich okresie. Wspólnie z naszymi inwestorami udało nam się w bezpieczny sposób zorganizować pracę na placach budów. Wprowadziliśmy również pracę zdalną w części administracyjnej. To jedna z niewielu branż, która codziennie pracowała i codziennie generowała wartość dodaną dla gospodarki.

    Jak wyglądają inwestycje Strabagu poza Polską?

    Strabag jest liderem na rynku budowlanym w Niemczech i Austrii oraz większości państw Europy Środkowo-Wschodniej. Zwróciłbym jeszcze uwagę na Wielką Brytanię i Kanadę. Staramy się rozwijać tam, gdzie są odpowiednie warunki w ramach działania kontraktowego czy dostępnego finansowania. W Kanadzie istniejemy od lat w budownictwie tunelowym. Poza Europą jesteśmy od lat obecni w Chile, USA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

    Czy Strabag myśli o zaangażowaniu się w odbudowę Ukrainy?

    Każda firma odpowie twierdząco na takie pytanie. Ale aby się zaangażować, muszą być spełnione podstawowe warunki. Musimy być pewni, że to rejon bezpieczny dla naszych pracowników, muszą być skończone działania wojenne, zapewnione standardy kontraktowe zgodne z zasadami compliance. Z pewnością to jest rynek nam bliski pod względem geograficznym, sąsiadujący przecież z Polską. Myślę jednak, że na razie daleko jeszcze do spełnienia tych podstawowych kryteriów. Widzimy też paradoksalnie, że przypadku odbudowy Ukrainy pojawi się zagrożenie dla budownictwa w Polsce. Ogromny popyt, który może być wygenerowany w Ukrainie, może skutkować dużym brakiem zasobów w Polsce, odpływem pracowników z naszego rynku, dużą inflacją sektorową, choćby w zakresie materiałów budowlanych. Już dzisiaj producenci materiałów budowlanych w Polsce mają duży eksport na Ukrainę. Samo odbudowywanie Ukrainy wygeneruje ogromny popyt, a możliwości produkcyjne na Ukrainie raczej się zmniejszają niż zwiększają.

    Zdecydowaliście się płacić pensje pracownikom, którzy wyjechali walczyć o wolną Ukrainę…

    Tak, to prawda. W tej chwili życie rozwiązało samo ten problem. To była sytuacja przejściowa, która wprawdzie trwała prawie dwa lata, ale ci ludzie w większości już wrócili do domów albo na nowo podjęli pracę w Polsce.

    Jakie spektakularne inwestycje prowadzi obecnie Strabag?

    Powiem inaczej – najbardziej spektakularną inwestycją jest nasza kadra. To zespół blisko 7 tys. osób, które pracują na wszystkich naszych budowach i w biurach grupy w Polsce. Czasem dużo trudniej pracuje się na budowach, które nie wydają się efektowne. Dla mnie efektowny jest każdy metr drogi, który budujemy, każdy metr kwadratowy stawianego budynku, z którego ktoś będzie korzystał. Jednym z projektów, którym chcę się jednak pochwalić, będący obecnie w fazie odbiorów, jest nowy gmach ambasady RP w Berlinie. Budynek znajduje się na Unter den Linden, kilkaset metrów od Bramy Brandenburskiej, czyli głównej arterii w samym centrum miasta. To nasza wizytówka w stolicy Niemiec, za której realizację podpowiedziany jest zespół Strabagu.

    To trudny projekt?

    Tak, wymaga dużej mobilizacji od naszego zespołu. Ambasada to dla nas także bardzo duże wyzwanie, bo wiąże się z budowaniem według polskiego prawa przetargowego na warunkach niemieckiego prawa budowlanego. To kontrakt podpisany jeszcze w okresie pandemii. W trakcie jego realizacji mocno nas dotknęły perturbacje związane z wojną w Ukrainie, przede wszystkim wzrost kosztów budowy. Dzięki dobrej współpracy ze stroną publiczną udało nam się przynajmniej częściowo znaleźć kompromisy w tym zakresie. Jako szef firmy jestem bardzo dumny z tego projektu. Chciałbym podziękować całemu zespołowi polskich inżynierów i podwykonawców, którzy pracują przy tym projekcie już od czterech lat. Była to dla nas bardzo cenna lekcja. Myślę, że końcowy efekt jest niezwykle satysfakcjonujący.

    A warszawskie realizacje?

    Jeżeli chodzi o budownictwo kubaturowe, w Warszawie ciekawym projektem jest modernizacja i budowa nowego budynku Narodowego Banku Polskiego przy ulicy Świętokrzyskiej. Stojący od lat 70. stary budynek został wyburzony. To bardzo ważny projekt, wymagający dużej umiejętności logistycznej, bo odbywa się przecież w samym centrum Warszawy. Mamy już doświadczenie w tym rejonie miasta, chociażby przy budowie hotelu Motel One na Tamce czy biurowca Central Point usytuowanego nad skrzyżowaniem linii metra, na rogu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Staramy się, żeby ta budowa była wykonana przy jak najmniejszych utrudnieniach dla mieszkańców. W marcu tego roku w Warszawie oddaliśmy (w terminie!) linię tramwajową na ulicy Kasprzaka na rozbudowującej się Woli, łączącą tę dzielnicę z centrum. Wybudowaliśmy także plac Pięciu Rogów, a obecnie, w fazie ukończenia, jest plac Na Rozdrożu wraz z nowymi zejściami i windami prowadzącymi na przystanki Trasy Łazienkowskiej.

    Co Strabag buduje dla przemysłu?

    Ciekawym projektem jest budowa największej i jedynej w tej chwili w Polsce walcowni profili stalowych w Siemianowicach, której inwestorem jest Cognor SA. Budujemy pompę ciepła dla przepompowni ścieków na zlecenie FORTUM we Wrocławiu, gdzie odzyskiwać będziemy 5 proc. energii cieplnej dla miasta. Nasz zespół jest także odpowiedzialny za budowę nowoczesnego ośrodka badawczego światłowodów w Lubartowie oraz centrum badawczo-rozwojowego BSH w Rzeszowie.

    Widać was także na inwestycjach infrastrukturalnych w całym kraju.

    Jesteśmy też dumni z projektów prowadzonych dla infrastruktury samorządowej. Budujemy w zasadzie w każdym z województw, mamy wiele realizacji drogowych i drogowo-mostowych. Trwają obecnie prace na budowie trzeciego co do wielkości mostu w kraju na rzece San w Stalowej Woli. Budujemy nowy most na Odrze w woj. śląskim w ciągu drogi wojewódzkiej 421 w pobliżu Raciborza. Rozpoczęliśmy prace na budowie czterech obwodnic w okolicach Łap w woj. podlaskim. Realizujemy też wiele ważnych krajowych inwestycji drogowych. Budujemy pięć odcinków drogi ekspresowej S19, w województwach podlaskim, lubelskim i podkarpackim. Pracujemy na obwodnicy Chełma w ciągu drogi S12. Jesteśmy odpowiedzialni za powstanie dwujezdniowej obwodnicy Pułtuska na drodze DK oraz kolejnego odcinka autostrady A2 pod Siedlcami, gdzie po raz pierwszy w Polsce stosujemy beton niskoemisyjny! Prowadzimy także prace na odcinku S1 pod Bieruniem oraz na S6 w ciągu obwodnicy Słupska. W projektowaniu jest kolejny odcinek S8 w woj. dolnośląskim. Przygotowujemy się do bardzo ciekawego zadania, jakim jest rozbudowa lotniska we Wrocławiu.

    Macie tak wiele projektów w różnych branżach!

    Bardzo się cieszę z dywersyfikacji realizowanych przez nas projektów. Współpracujemy z wieloma deweloperami w ramach budownictwa kubaturowego, gdzie oferujemy cały szereg usług. Realizujemy obiekty infrastruktury edukacyjnej, sektora zdrowotnego, obiekty hydrotechniczne. Dzięki tej dywersyfikacji naszych projektów mamy powody do dumy. Myślę, że Polska będzie dużym placem budowy jeszcze przez wiele lat. Mamy cały czas świadomość istnienia ciągłych braków w infrastrukturze. Cały czas uważam, że inwestycje publiczne i prywatne muszą być kołem zamachowym polskiej gospodarki. Musimy zwiększać PKB, zwiększać nasz potencjał produkcyjny i usługowy. Trzeba więcej inwestować, więcej produkować. Wciąż potrzeba stabilnej polityki gospodarczej, stabilnego prawa, pewności w zakresie rozwiązań podatkowych i administracyjnych.

    Tego oczekujemy też od nowej władzy. Jeśli chodzi o sprawność inwestycji publicznych, twierdzę, że nie wystarczy organizować przetargi, nie wystarczy mieć pieniądze na sfinansowanie tych inwestycji, ale należy zadbać też o obszar administracji. Musi być dostępna kadra, która jest w stanie tę inwestycję procedować w zakresie pozwoleń i stosowanych dokumentów w zakresie procedur budowlanych, ochrony środowiska czy gospodarki wodnej. Przed nami duże inwestycje. I wielkie wyzwania: porty, elektrownie atomowe, CPK… Chciałbym zachęcić stronę publiczną do dyskusji o bardziej partnerskich umowach, w której ważnym aspektem byłoby właśnie podejście do przetargów. Uważam, że wybór ofert nie powinien się opierać tylko na takich kryteriach jak cena, termin wykonania czy rodzaj stosowanych materiałów. Powinien się liczyć sam wykonawca i jego rzetelność, zespół pracujących dla niego ludzi, jego fachowość. A na cenę realizacji spoglądnąć należy na samym końcu. W przypadku wieloletnich wielomiliardowych kontraktów trzeba stawiać na partnerstwo, zaufanie i odpowiednie zespoły.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    MAZDA prezentuje nową CX-5

    Mazda Motor Poland zaprezentowała w Polsce nową generację swojego najlepiej sprzedającego się SUV-a – Mazdę CX-5. Model, który wyznacza nowy kierunek stylistyczny marki oraz podnosi poprzeczkę w zakresie komfortu i technologii, został wyceniony od 139 900 zł za wersję Prime-Line. Od chwili rozpoczęcia przedsprzedaży nowej Mazdy CX-5 w sierpniu do dziś, dealerzy w całej Polsce zebrali ponad 1600 zamówień na samochody, które trafią w ręce klientów w marcu 2026 r. Na tle Europy zamówienia polskich Klientów stanowią aż 40% ogólnych zamówień na ten model.

     

    Nowa Mazda CX-5 to harmonijne połączenie eleganckiej stylistyki projektowania KODO, zoptymalizowanego 2,5-litrowego silnika benzynowego z automatyczną skrzynią biegów w standardzie i zaawansowanym pakietem systemów bezpieczeństwa. W porównaniu z poprzednią generacją, nowy model urósł w każdym wymiarze i dzięki zwiększeniu rozstawu osi o 11,5 cm oraz długości nadwozia także o 11,5 cm oferuje jeszcze większą wygodę dla wszystkich pasażerów. Pojemność bagażnika została zwiększona w porównaniu do dotychczasowego modelu do 583 litrów, a po złożeniu siedzeń tylnego rzędu wynosi aż 2019 litrów.

    Już pierwsze trzy miesiące przedsprzedaży pokazały ogromne zainteresowanie Polaków nową Mazdą CX-5. Ponad 1600 klientów zdecydowało się na złożenie zamówienia, co stanowi najlepszy wynik spośród wszystkich rynków europejskich, które rozpoczęły sprzedaż tego modelu. Najczęściej wybieraną wersją wyposażenia jest najwyższa – Homura, na którą zdecydowało się ponad 36% klientów, ale równie wysokim zainteresowaniem cieszą się środkowe wersje wyposażenia Center-Line i Exclusive-Line, wybrane odpowiednio przez 30% i 24% klientów. Wśród lakierów nadwozia zdecydowanym faworytem kierowców jest ponownie lakier Soul Red Crystal, stanowiący ponad 36% w puli zamówień. Dużą popularnością cieszą się modne w ostatnich latach lakiery w odcieniach szarości: ciemniejszy Polymetal Grey oraz debiutujący dla tego modelu lakier Aero Grey, wcześniej znany z Mazdy MX-5. Niemal co trzecia zamawiana Mazda CX-5 wybrana została z napędem na wszystkie koła AWD, co stanowi potwierdzenie doskonałego wpasowania tego modelu w aktywny styl życia klientów marki.

    Popularność modelu dodatkowo wspierają najnowsze analizy wartości rezydualnej – nowa Mazda CX-5 osiągnęła wynik powyżej 70% po 3 latach użytkowania i 60 tys. km, co czyni ją jednym z najbardziej opłacalnych wyborów w segmencie kompaktowych SUV-ów zarówno dla klientów indywidualnych, jak i flot.

    „Mazda CX-5 to samochód doskonale znany polskim kierowcom. Od czasu debiutu pierwszej generacji w 2012 roku, na polskim rynku sprzedaliśmy 28 364 egzemplarzy tego modelu. Nasi klienci wiedzą, że wybierając Mazdę stawiają na jakość, styl i niezawodność, dlatego z takim entuzjazmem złożyli rekordową liczbę zamówień jeszcze przed debiutem samochodu w salonach. To dla nas jasny sygnał, że Mazda CX-5 ponownie zostanie jednym z filarów naszej marki w Polsce.” – podkreśla Maciej Hochman, Dyrektor Zarządzający Mazda Motor Poland.

    Klienci zainteresowani konfiguracją nowej Mazdy CX-5 mogą dokonać swojego wyboru na stronie www.mazda.pl lub u dealerów w całej Polsce. Pierwsze samochody demonstracyjne i odbiory zamówionych modeli zaplanowano na marzec 2026 roku.

    Źródło: Mazda

    AWS udostępnia Kiro – przełomowe narzędzie AI dla programistów dostępne w środowisku programistycznym i terminalu

      Wybrane startupy mogą korzystać z Kiro Pro+ przez rok za darmo

      Amazon Web Services (AWS) ogłosił, że Kiro – zaawansowany asystent AI dla programistów – jest już powszechnie dostępny. Kiro działa zarówno jako rozszerzenie do popularnych środowisk programistycznych (IDE), jak i w formie narzędzia terminalowego. To inteligentny pomocnik, który wspiera programistów w codziennej pracy – od pisania kodu, przez debugowanie, po tworzenie testów i dokumentacji.

      Od lipca tego roku, kiedy Kiro zadebiutowało w wersji testowej, narzędzie zyskało uznanie wśród programistów przede wszystkim dzięki unikalnemu podejściu do tworzenia oprogramowania opartemu na specyfikacjach (spec-driven development). W przeciwieństwie do innych asystentów AI, które często generują kod w sposób nieprzewidywalny, Kiro wymaga najpierw zdefiniowania dokładnych wymagań, na podstawie których następnie tworzy i testuje kod.

      Sam zespół AWS wykorzystał Kiro do wdrożenia jednej z jego funkcjonalności w dwa dni zamiast przewidywanych dwóch tygodni.

      Pierwszy asystent AI oparty na specyfikacjach

      Dzisiejsze wprowadzenie wersji GA (General Availability) przynosi szereg istotnych nowości. Najważniejszą z nich jest wprowadzenie testowania opartego na właściwościach (property-based testing). W praktyce oznacza to, że podczas gdy tradycyjne testy sprawdzają tylko konkretne, zdefiniowane przypadki, property-based testing w Kiro automatycznie generuje setki różnych scenariuszy testowych.

      „Weźmy za przykład system sprzedaży samochodów online. Tradycyjny test sprawdziłby tylko, czy użytkownik może dodać samochód do ulubionych i go później odnaleźć. Natomiast property-based testing w Kiro sprawdzi setki różnych scenariuszy – czy system prawidłowo zarządza statusami samochodów w bazie danych, czy poprawnie przelicza ceny przy różnych wariantach rabatów, czy właściwie waliduje dane przy różnych kombinacjach parametrów wyszukiwania. To oznacza, że klient przeglądający oferty będzie miał pewność, że ceny są prawidłowo obliczone, a system nie pozwoli na rezerwację samochodu, który nie jest już dostępny w ofercie” – wyjaśnia Tomasz Stachlewski, dyrektor ds. architektury w Amazon Web Services.

      Nowe możliwości dla zespołów programistycznych

      Kolejną przełomową funkcją jest wprowadzenie Kiro CLI – narzędzia pozwalającego na pracę z asystentem AI bezpośrednio w terminalu. To szczególnie istotne dla programistów pracujących na serwerach, debugujących problemy w środowisku produkcyjnym czy automatyzujących różne zadania deweloperskie. Kiro CLI wykorzystuje te same zaawansowane modele AI co wersja dla środowisk programistycznych – Claude Sonnet 4.5, Claude Haiku 4.5 oraz autorski model Auto, który automatycznie dobiera najbardziej odpowiedni model do danego zadania.

      AWS wprowadził również znaczące usprawnienia w zakresie pracy zespołowej. Kiro można teraz zintegrować z AWS IAM Identity Center, co pozwala administratorom na centralne zarządzanie dostępem, przydzielanie różnych poziomów subskrypcji i kontrolowanie kosztów z poziomu konsoli AWS. System obsługuje również pracę z wieloma projektami jednocześnie, co jest szczególnie przydatne w większych organizacjach.

      Specjalna oferta dla startupów

      Wraz z wprowadzeniem wersji GA, AWS ogłosił specjalny program dla startupów. Młode firmy (do poziomu finansowania Series B) mogą otrzymać do 100 licencji Kiro Pro+ za darmo na okres jednego roku. Program potrwa do 31 grudnia 2025 roku i można go łączyć z istniejącymi kredytami AWS Activate.

      Kiro korzysta z tych samych standardów bezpieczeństwa, niezawodności i prywatności co inne usługi AWS, którym ufa miliony klientów na całym świecie. Narzędzie jest dostępne zarówno dla indywidualnych programistów, jak i dla zespołów każdej wielkości, oferując elastyczne plany subskrypcji i możliwość centralnego zarządzania przez organizacje.

      Więcej informacji o Kiro, w tym szczegółową dokumentację techniczną i instrukcje rozpoczęcia pracy, można znaleźć na stronie kiro.dev.

      Wojciech Gryciuk

      XXIX Akademickie Mistrzostwa Polski w Programowaniu Zespołowym: Warszawa, 14–16 listopada 2025

      W tych dniach najlepsi studenci informatyki z całej Polski wezmą udział w AMPPZ – najważniejszym krajowym konkursie algorytmiczno-programistycznym

      W wydarzeniu weźmie udział ponad 200 studentów informatyki z całej Polski reprezentujących 23 uczelnie. W przeszłości tytuł ten wywalczyli m.in. Jakub Pachocki, Chief Scientist w OpenAI, oraz Tomasz Czajka, lider zespołu tworzącego system sterowania statku kosmicznego Crew Dragon w SpaceX — tego samego, który wyniósł w kosmos polskiego astronautę Sławosza Uznańskiego.

      Zdaniem prof. Krzysztofa Diksa z Uniwersytetu Warszawskiego, kierownika AMPPZ 2025:
      „Mistrzostwa w programowaniu zespołowym wymagają od uczestników głębokiej wiedzy oraz znakomitych umiejętności w kluczowych obszarach informatyki, jakimi są algorytmika
      i programowanie. Jestem przekonany, że tegoroczni uczestnicy dołączą do swoich poprzedników w zmienianiu informatycznego świata.”

      „Talenty są wszędzie — wszędzie może się urodzić Tomek Czajka czy Kuba Pachocki. Naszym zadaniem jest stworzyć im warunki, by mogli rozwinąć skrzydła” – powiedział Rafał Sikorski, prezes Fundacji Rozwoju Informatyki.

      O zawodach

      AMPPZ to polska edycja międzynarodowego konkursu International Collegiate Programming
      Contest (ICPC). Zawody organizowane są od 1996 roku, a ich pomysłodawcami byli prof. Jan Madey (Uniwersytet Warszawski) i prof. Jerzy Nawrocki (Politechnika Poznańska).
      Od pierwszej edycji w Poznaniu po tegoroczną w Warszawie mistrzostwa przyczyniły się do rozwoju setek młodych talentów informatycznych. Wśród zwycięzców znajdują się zespoły z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego, które wielokrotnie z powodzeniem reprezentowały Polskę na zawodach światowych. Drużyna z Uniwersytetu Warszawskiego dwukrotnie sięgnęła po tytuł akademickich mistrzów świata w programowaniu zespołowym – w 2003 roku w Beverly Hills oraz w 2007 roku w Tokio.

      Formuła rywalizacji

      Każda uczelnia może wystawić przynajmniej jeden trzyosobowy zespół studencki.
      Podczas pięciogodzinnych zawodów zespoły rozwiązują 10–14 zadań algorytmiczno-
      programistycznych w językach programowania C++ lub Python, korzystając z jednego komputera bez dostępu do Internetu.
      Zawody odbywają się w środowisku Debian Linux. Przygotowaniem zadań i oceną rozwiązań zawodników zajmuje się Komisja sędziowska złożona z doświadczonych ekspertów akademickich, którzy w przeszłości sami odnosili międzynarodowe sukcesy w tego typu zawodach. Kryterium końcowej klasyfikacji jest liczba poprawnie rozwiązanych zadań oraz łączny czas poświęcony na ich rozwiązanie. Najlepsze zespoły otrzymają złote, srebrne i brązowe medale, a także nagrody od sponsorów.

      Uczestnicy i znaczenie zawodów

      AMPPZ to nie tylko rywalizacja, ale również święto polskiej informatyki akademickiej. Zespoły przygotowują się do zawodów w ramach lokalnych eliminacji uczelnianych, a sama impreza pełni funkcję uczelnianych kwalifikacji do międzynarodowego konkurs ICPC Central European Regional Contest – eliminacji do światowych finałów konkursu ICPC oraz do Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym, które w lutym odbędą się też w Uniwersytecie Warszawskim.
      Tegoroczna edycja przyciągnęła studentów z 23 uczelni w Polsce kształcących się w obszarze informatyki. W zawodach wystartuje 69 trzyosobowych zespołów studenckich.

      Transmisja i wyjątkowi goście

      Zmagania najlepszych zespołów będzie można śledzić na żywo w transmisji online pod
      adresem live.amppz.edu.pl Relacja z zawodów nie ograniczy się jednak do obserwowania
      rywalizacji — to będzie pełne pasji widowisko łączące naukę, emocje i inspirację.
      W studiu mistrzostw pojawią się wyjątkowi goście, którzy z różnych perspektyw pokażą, jak
      blisko informatyka łączy się z różnymi obszarami nauki, sztuką i codziennym życiem.
      Swój udział zapowiedzieli m.in.:
      • prof. Andrzej Dragan – fizyk, artysta i popularyzator nauki, który opowie
      o kreatywności w świecie nauki i technologii,
      • Tomasz Czajka – w przeszłości inżynier oprogramowania w firmie SpaceX, były
      uczestnik AMPPZ i mistrz świata w programowaniu zespołowym,
      • Piotr Pawlak – pianista, półfinalista tegorocznego Konkursu Chopinowskiego,
      matematyk i laureat dwóch Olimpiad Informatycznych, który opowie o łączeniu pasji
      do muzyki i informatyki.
      Transmisję poprowadzi red. Radek Brzózka oraz Adam Gąsienica-Samek, zdobywca
      drugiego miejsca i złotego medalu na Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej, który
      będzie komentować przebieg zawodów, analizować strategie drużyn i podglądać „ekrany”
      uczestników, by pokazać w czasie rzeczywistym ich sposób myślenia i atakowania problemów.
      W trakcie transmisji widzowie zobaczą nie tylko zmagania programistów, ale również
      rozmowy z gośćmi specjalnymi, materiały edukacyjne i historyczne oraz wytworzone przez
      partnerów Mistrzostw. Z okazji 40-lecia legendarnego pisma „Bajtek” — jednego
      z pierwszych w Polsce magazynów komputerowych — odbędzie się rozmowa z jego twórcami pod hasłem „Od Basica do Pythona”, ilustrowana unikalnymi materiałami archiwalnymi.
      Nie zabraknie także rozmów o kobietach w informatyce, o ścieżkach kariery młodych
      programistów, startupach, biznesie oraz o tym, jak rozpocząć przygodę
      z programowaniem w każdym wieku.
      Płk Jarosław Wacko z Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni przybliży
      kulisy pracy w obszarze bezpieczeństwa cyfrowego.
      W szczególnym momencie transmisji wspomniany zostanie śp. prof. Paweł Idziak
      z Uniwersytetu Jagiellońskiego — wieloletni przyjaciel i dobry duch Mistrzostw, który odszedł od nas kilka miesięcy temu.
      Podczas relacji pojawią się również byli mistrzowie AMPPZ, dziś odnoszący sukcesy
      zawodowe od Warszawy po San Francisco.
      Transmisja z AMPPZ 2025 będzie więc nie tylko relacją sportową z rywalizacji najlepszych
      drużyn programistycznych w kraju, lecz także solidną dawką emocji, wiedzy, inspiracji
      i wspomnień — prawdziwym świętem polskiej informatyki akademickiej.

      Organizatorzy

      Organizatorami Akademickich Mistrzostw Polski w Programowaniu Zespołowym 2025 są:
      Uniwersytet Warszawski (Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki i Wydział Zarządzania) oraz Fundacja Rozwoju Informatyki.
      Nad prawidłowym przebiegiem zawodów czuwa Komitet Sterujący: prof. Krzysztof Diks (Uniwersytet Warszawski), dr Lech Duraj (Uniwersytet Jagielloński) oraz prof. Krzysztof Loryś (Uniwersytet Wrocławski).

      Sponsorzy i partnerzy

      Zawody wspierają czołowe firmy technologiczne i innowacyjne marki z Polski i świata, w tym: Huawei, JetBrains, Docplanner Tech, ElevenLabs, Google, neptune.ai, Atende, Digital
      Technology Poland, Intel oraz Jane Street.

      Program

      14 listopada – przyjazdy i rejestracja
      15 listopada – otwarcie, wykłady i zawody próbne
      16 listopada – zawody główne, ceremonia zakończenia i wręczenie medali
      Miejsce: Uniwersytet Warszawski, Wydział Zarządzania, ul. Szturmowa 1/3, Warszawa.

      Przydatne linki:

      • Internetowa strona zawodów: amppz.edu.pl
      • transmisja internetowa: live.amppz.edu.pl
      • Facebook: https://www.facebook.com/amppz.contest
      • Playlista na YouTube z materiałami z poprzedniej edycji — AMPPZ 2024: link do playlisty

      Wojciech Gryciuk

      Suzuki S-Cross – nie próbuje być gwiazdą wieczoru – test redakcyjny

      Nie krzyczy designem, nie straszy cennikiem, nie obiecuje „sportowych emocji”, po których następnego dnia boli kręgosłup. To raczej ten klasowy kujon: zawsze przygotowany, ułożony, sympatyczny. Niby nie lider w żadnej konkurencji, ale gdy przychodzi codzienność, wszyscy nagle chcą siedzieć obok niego.

      Autor: Michał Garbaczuk

      Już po pierwszych kilometrach widać, że to auto powstało z myślą o ludziach, którzy naprawdę jeżdżą, a nie tylko przeglądają konfigurator w niedzielne popołudnie. S-Cross jest dokładnie taki, jak powinien być rodzinny miejski crossover, czyli spełnia około 99 procent założeń, a ten brakujący procent to zwykle fanaberie, o których i tak zapomina się po tygodniu jazdy.

      Spokój zamiast ambicji

      Na drodze Suzuki zachowuje się jak ktoś, kto zna swoje możliwości i nie musi niczego udowadniać. Dozwolone prędkości na krajówkach i ekspresówkach? Pełna stabilność, bez nerwowości i bez wrażenia, że auto zaraz zapyta, czy na pewno wie, co robi. Układ jezdny jest przewidywalny, komfortowy „w sam raz”, nie kanapowy, ale też nie karzący za każdą studzienkę. To samochód, który nie męczy. Ani kierowcy, ani pasażerów.

      Wnętrze, które nie przeszkadza

      W środku jest dokładnie tak, jak być powinno. Ergonomia bez niespodzianek, materiały uczciwe, a obsługa intuicyjna. Nic nie próbuje udawać futurystycznego gadżetu z targów elektroniki. Wszystko działa, wszystko jest tam, gdzie się tego spodziewasz. I właśnie dlatego po kilku dniach przestajesz w ogóle zwracać uwagę na kokpit, bo znasz już rozkład wszystkich przycisków na pamięć a to najlepsza recenzja. Bagażnik? Nie rekordzista, ale wystarczający. Walizki na rodzinne wakacje mieszczą się bez uprawiania tetrisowej gimnastyki. I dokładnie o to chodzi.

      Konstrukcja, która rozumie miasto

      Najważniejsze dzieje się jednak pod maską. Napęd S-Crossa nie jest manifestem technologicznym, tylko narzędziem do realnego oszczędzania. Efekt? Spalanie w okolicach 5 l/100 km, bez stosowania specjalnych technik jazdy i bez nerwowego zerkania na komputer pokładowy. To jedna z tych konstrukcji, które po prostu robią swoje. Nie wymagają od kierowcy zmiany nawyków ani doktoratu z eco-drivingu. Wsiadasz, jedziesz, tankujesz rzadziej.

      Wrażenia zamiast liczb

      S-Cross nie uwodzi osiągami. Uwodzi tym, że po tygodniu jazdy orientujesz się, że nic cię w nim nie irytuje. Fotel jest wygodny, pozycja za kierownicą naturalna, a samochód reaguje dokładnie tak, jak się tego spodziewasz. To auto, które pozwala skupić się na drodze, rozmowie albo muzyce, a nie na obsłudze samochodu. I właśnie dlatego łatwo je polubić. Bo to nie jest crossover dla ludzi, którzy chcą robić wrażenie, a dla tych, którzy chcą spokojnie dojechać, zabrać rodzinę na weekend, pojechać na urlop i nie zastanawiać się po drodze, czy coś za chwilę zacznie denerwować.

      Suzuki S-Cross jest jak dobry współpracownik: niezawodny, sympatyczny i zawsze przygotowany. Nie zostaje bohaterem anegdot, ale to właśnie on sprawia, że wszystko działa. I czasem to jest dokładnie to, czego naprawdę potrzebujemy, bo dane techniczne można sprawdzić w katalogu, ale poczucie, że to auto jest po prostu dla ciebie, trzeba już poczuć samemu siedząc w fotelu i ruszając przed siebie.

      Siła jest Kobietą

      Rozmowa z Beatą Drzazgą, prezes wielu firm w Polsce i na świecie. O stereotypach, sile kobiet, wychowywaniu dzieci i o tym, że firma – jak dziecko – wymaga nieustannej troski.

       Było pani trudniej w biznesie, bo jest pani kobietą?
      Beata Drzazga: Było mi trudniej przez stereotypy. Na początku wiele osób, zwłaszcza mężczyzn, nie traktowało mnie poważnie. Do dziś niektórzy uważają, że kobieta jest od dzieci i domu. Wzorce z dawnych gazet podpowiadały, że żona ma mężowi po przyjściu z pracy, zrobić kolację, masaż , a nie opowiadać … i problemach. O tym, co mężczyzna powinien zrobić dla kobiety, się nie mówiło.

      Denerwowało to panią?
      Beata Drzazga: Powodowało bunt. Kobieta mogła mieć co najwyżej kwiaciarnię, a nie duży biznes. Do tego uważało się, że to mężczyzna musi zarabiać więcej, bo „utrzymuje dom”. Kiedy rozwijałam firmę, ludziom przeszkadzało, że jestem elegancka i mam blond włosy. Kobiecy, elegancki wygląd był postrzegany jako wyzywający.

      Ale wygląda na to, że pani to nie powstrzymało.
      Beata Drzazga: Nie. Pracowałam po cichu, bez oglądania się na pochwały. Po 12 latach miałam własną klinikę i firmę z 91 filiami w 11 województwach. Budując 8000 m2 swój prywatny Szpital podałam nazwę inwestora zastępczego, żeby nikt nie wiedział, że to moja inwestycja. Dzięki temu mogłam spokojnie działać.

      Kobiety często tłumaczą brak kariery dziećmi. Pani ma trójkę.
      Beata Drzazga: Dziecko nie powinno być wymówką. Wiele rzeczy mnie bolało, bywało, że płakałam, ale zawsze wstawałam z kolan. Każda przeszkoda dawała mi siłę. Zrozumiałam, że zmiana to rzecz naturalna. Wychowując dzieci samodzielnie, czułam się jak Superman. Chciałam, żeby były szczęśliwe. Miałam dobry kontakt z byłymi mężami, ale zawsze byłam silna i samodzielna.

      Pomaga pani innym kobietom w biznesie?
      Beata Drzazga : Oczywiście. Od 15 lat opowiadam swoją historię na panelach i konferencjach. Chce inspirować i mężczyzn i kobiety. Człowiek biznesu nie zależy od płci! Kiedy ktoś mówi, że ma problem, od razu szukam rozwiązania. Nawet stewardessy po wspólnym locie mówią, że chcą zmieniać życie. Wspieram kobiety także prywatnie – gdy ktoś się rozwodzi, mówię: to nie koniec, to nowy rozdział.

      Kto pani zaimponował zawodowo?
      Beata Drzazga : Pani Profesor z Akademii Górnośląskiej. Weszła na zajęcia w pięknych szpilkach, wspaniałej garsonce, z klasą. Pochwaliła się ile skończyła szkół i na ilu uczelniach działa! Uświadomiła nam, że można być kobietą elegancką, niezależną i przedsiębiorczą. Nauczyła mnie, że trzeba umieć mówić o swoich osiągnięciach i wierzyć w siebie.

      Jak pani postrzega młode kobiety w biznesie?
      Beata Drzazga :Na pewno jest im dziś łatwiej. Mają dostęp do wiedzy, podróżują, są pewniejsze siebie. Ale często zbyt dużo się osądzają, analizują, blokują się. Zwłaszcza kobiety, które łączą biznes z macierzyństwem. Powtarzam im, że jedno nie wyklucza drugiego. Dzieci będą kiedyś dumne z mamy, która miała odwagę działać, a nie siedzieć w domu i marnować swoje talenty.

      Jaką najważniejszą radę dałaby pani tym, które zakładają pierwszą firmę?
      Beata Drzazga: Nie słuchać wszystkich dookoła. Tylko tych, którzy mają doświadczenie. Wielu ludzi projektuje swoje lęki na innych. Gdy zakładasz firmę – po prostu działaj. Firma, jak dziecko, wymaga poświęcenia i uwagi. I nigdy nie jest skończona – cały czas się zmienia.

      Z pani firmą też tak było?
      Beata Drzazga : Oczywiście. Zaczynałam od jednopokojowego gabinetu, w którym planowałam podawać pacjentom ozon. Miałam listę 300 potencjalnych pacjentów – przyszło 15. Okazało się, że powinnam rozwijać się w innej części branży medycznej. Ostatecznie stworzyłam największą w Polsce firmę świadczącą opiekę dla dorosłych i dzieci pod respiratorami i opiekę medyczną w domu u pacjenta na NFZ. W biznesie, gdy coś nie wychodzi, trzeba zmienić kierunek i patrzeć na to, czego potrzebują ludzie.

      W drodze do sukcesu najważniejsze są pasja, odwaga i konsekwencja.  Niezależnie od tego, kim jesteśmy – liczy się praca, uczciwość i wiara w to, co robimy. Trzeba słuchać siebie, nie bać się zmian i działać mimo przeciwności. Bo każdy sukces zaczyna się od decyzji, żeby spróbować.

       

      Beata Drzazga

      Przedsiębiorca i Filantrop.
      Założyciel  BetaMed S.A., największej firmy medycznej w Polsce pod kątem opieki długoterminowej w domu pacjenta oraz innych dziedzin medycznych. Twórczyni, właścicielka i prezeska wielu firm w Polsce i za granicą, ekspertka w zarządzaniu, ceniona prelegentka na konferencjach ekonomicznych i medycznych, autorka tekstów biznesowych dla przedsiębiorców. Od lat inspiruje i doradza innym w prowadzeniu biznesu, zajmuje się także działalnością charytatywną. Współautor prac naukowych z dziedziny ochrony zdrowia. Pełni funkcję dziekana ds. rozwoju Akademii Górnośląskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach. Współwłaściciel „Klubu Przedsiębiorczości”.  Posiada firmy w MIAMI i w Hiszpanii. Zajmuje się również doradztwem biznesowym i mentoringiem, szczególnie w zakresie strategii biznesowych małych i średnich przedsiębiorstw.

      Ważne Informacje

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

      Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

      Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...