.
Strona główna Blog Strona 15

Od butelki z Pilzna do światowego systemu kaucji

    Po wielu latach zapowiedzi i przygotowań nabiera rozpędu ogólnopolski system kaucyjny. Jest to ogromne przedsięwzięcie. Dotyczy bowiem rocznie 12 miliardów opakowań, takich jak butelki PET, puszki oraz szkło zwrotne w co zaangażowanych zostanie ponad 200 tysięcy punktów handlowych obsługujących około 35 mln konsumentów

    Według analiz Ministerstwa Klimatu oraz branży napojowej, łączny koszt uruchomienia systemu uwzględniający automaty, infrastrukturę, informatykę, logistykę i raportowanie wyniesie w pierwszych latach 3,5–4 miliardy złotych. Sam zakup i instalacja automatów kaucyjnych (RVM – reverse vending machines) pochłonie ok. 1,5 miliarda złotych, a utrzymanie i obsługa logistyczna kolejnych 700–900 milionów rocznie.

    – To ogromna inwestycja, ale nie państwowa – mówi Andrzej Jaśkiewicz, prezes Organizacji Odzysku Opakowań Erbis SA. – Finansują ją producenci napojów i sieci handlowe, które zgodnie z ustawą muszą stworzyć lub przystąpić do operatorów systemu kaucyjnego (OSK). Operatorzy będą odpowiedzialni za całość procesów: od ewidencji i rozliczeń kaucji, przez transport opakowań, aż po ich recykling.

    Wszystko zaczęło się od Pilsnera

    W 1842 roku w Pilźnie, w sercu ówczesnych Czech należących do monarchii austro-węgierskiej, powstał Browar Miejski – dziś znany jako Pilsner Urquell – nikt nie przypuszczał, że w jego rozlewni narodzi się coś, co zrewolucjonizuje gospodarkę opakowaniami na całym świecie. Szklana butelka, ciężka, droga i trwała, była wtedy towarem zbyt cennym, by ją wyrzucać. Browarnicy skwapliwie pilnowali, by do browaru wracała każda z nich. Już w księgach z lat 60. XIX wieku pojawia się zapis o „Pfandflaschen” – butelkach objętych zastawem. Klient dopłacał drobną sumę, a gdy przynosił puste naczynie, pieniądze wracały do jego kieszeni. Tak narodził się pierwszy czeski system kaucyjny, prosty i genialny w swej logice: nic nie ginie, wszystko krąży.

    Z Pilzna idea szybko rozlała się po całym kraju. Velké Popovice, České Budějovice, Pardubice, Praga – w drugiej połowie XIX wieku niemal każdy większy browar prowadził ewidencję butelek i skrzynek, pobierał zastaw i rozliczał zwroty. W prasie tamtych lat pojawiały się ogłoszenia: „Za vrácené lahve od piva Prazdroj vyplácí se záloha” – „Za zwrócone butelki po piwie Prazdroj wypłacana jest kaucja”.

    Równolegle mleczarnie w Pradze i Brnie stosowały depozyt 10 halerzy za butelkę mleka, a winiarnie morawskie pobierały kaucję za karafki. W 1903 roku Związek Browarów w czeskich krajach przyjął oficjalny regulamin opakowań zwrotnych, standaryzując pojemność butelek i ustalając wysokość zastawu – 20 halerzy za butelkę, koronę za skrzynkę dwudziestu. Tak powstał pierwszy branżowy system kaucyjny Europy Środkowej, obejmujący cały region.

    Tuż przed I wojną światową czeskie browary działały już w pełnym obiegu zamkniętym. Butelki krążyły między browarem, gospodą i sklepem w cyklu, który mógł trwać latami. Wtedy nikt nie mówił jeszcze o ekologii ani zrównoważonym rozwoju, ale czescy piwowarzy praktykowali obydwa – z czystego rozsądku i rachunku ekonomicznego. Ich „Pfandflasche” – butelka pod zastaw – stała się symbolem gospodarności, który sto lat później powrócił do Europy w nowoczesnej, cyfrowej odsłonie.

    Upadek i odrodzenie idei

    W pierwszej połowie stulecia czeski i niemiecki model opakowania zwrotnego rozprzestrzenił się po całej Europie. Butelka stała się obiegiem samym w sobie – wracała do browaru, była myta, ponownie napełniana i znów trafiała w ręce klientów. W latach 30. i 40. Budvar, Pilsner Urquell, Staropramen, Heineken i Carlsberg miały niemal stuprocentowy system zwrotu. W Stanach Zjednoczonych mleczarze odbierali puste butelki spod drzwi domów, a kaucja była oczywistością – częścią codziennego rytuału zakupów.

    Ale potem przyszły lata 60. i 70. – czas plastiku, jednorazowości i marketingu, który przekonał ludzi, że wygoda jest ważniejsza niż trwałość. Wynalazek butelki PET, opatentowany w 1973 roku przez inżyniera koncernu DuPont, Nathaniela Wyetha, rozpoczął erę opakowania jednorazowego. Plastik był lekki, tani i błyszczący. Nie trzeba go było myć ani odbierać – wystarczyło wyrzucić. W ciągu dwóch dekad zniknęły punkty skupu, a w sklepach przestano pytać o puste butelki. Kaucja – niegdyś symbol gospodarności – stała się anachronizmem.

    To właśnie wtedy, gdy plastik zalał świat, idea kaucji odżyła tam, gdzie narodziła się kultura porządku: w Skandynawii i Niemczech. W 1972 roku Szwecja wprowadziła ustawowy system kaucji na butelki szklane, a Norwegowie stworzyli w 1992 roku pierwszy zautomatyzowany system depozytowy, obsługiwany przez nową firmę TOMRA Systems producenta automatów kaucyjnych, które do dziś stoją w tysiącach europejskich sklepów. W 2003 roku Niemcy poszli jeszcze dalej: powołali Deutsche Pfandsystem GmbH (DPG), cyfrowy system obejmujący całą gospodarkę napojową. Każda butelka i puszka otrzymała kod, każda kaucja była zarejestrowana i rozliczana w systemie centralnym. W efekcie zwroty osiągnęły poziom 97 proc. – najwyższy na świecie.

    Powrót do źródeł

    Dziś ten model wraca tam, skąd wyszedł. Czechy i Polska, które przez dziesięciolecia opierały się na pojemnikowej segregacji odpadów, wprowadzają własne systemy kaucyjne: nowoczesne, zautomatyzowane, cyfrowe. W Czechach system ruszy w 2026 roku, w Polsce – już w 2025. Kaucja znów stanie się czymś oczywistym: 50 groszy w Polsce, cztery korony w Czechach. Butelka, którą w XIX wieku browarnicy z Pilzna uznali za zbyt cenną, by ją wyrzucać, po 180 latach wraca do obiegu – nie jako wspomnienie dawnych czasów, lecz jako symbol nowej gospodarki, w której nic nie jest odpadem, dopóki krąży.

    Warto dodać, że w 1900 roku w USA zaczęły funkcjonować systemy kaucyjne na butelki po mleku – dostarczane rano pod drzwi domów i odbierane po opróżnieniu. Szklana butelka stawała się trwałym elementem codzienności – w obiegu mogła krążyć nawet przez 20–30 cykli. Dla producentów był to czysty zysk: koszt butelki zwrotnej był o wiele niższy niż produkcja nowej.

    U podstaw systemu nie leżała troska o środowisko – ekologia jeszcze nie istniała jako pojęcie. Chodziło o czystą ekonomię i rozsądek: butelka to surowiec, który można wykorzystać ponownie.

    W pierwszej połowie XX wieku system kaucyjny stał się powszechnym standardem. W miarę jak rozwijał się handel detaliczny i sieci dystrybucji, butelki i skrzynki transportowe krążyły w zamkniętym obiegu między producentami, sklepami i konsumentami.

    W Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji i Skandynawii funkcjonowały lokalne modele oparte na depozytach pieniężnych. W USA browary i mleczarnie wymagały zwrotu butelek jako części umowy sprzedaży. Pojawiały się też pierwsze standaryzowane butelki (np. typu „steinie”), co ułatwiało logistykę i wielokrotne wykorzystanie.

    W tym okresie zaczęto też dostrzegać, że zwrotny system działa tylko wtedy, gdy wszyscy uczestnicy rynku – producenci, sklepy i klienci – mają z niego korzyści. W wielu krajach wprowadzono nawet przepisy nakazujące odbiór pustych opakowań w sklepach.

    Polska międzywojenna i PRL

    W Polsce przedwojennej również istniał obieg zwrotnych butelek, głównie w branży piwnej i mleczarskiej. Po II wojnie światowej, w realiach gospodarki centralnie planowanej, system kaucyjny został upowszechniony i usystematyzowany.

    W czasach PRL-u kaucja była elementem codzienności. Butelki po oranżadzie, piwie, mleku czy wódce miały charakterystyczne kształty i oznaczenia producenta. W każdym sklepie można było oddać puste butelki i odzyskać kilka złotych – kwota niewielka, ale odczuwalna. Często dzieci zbierały butelki po osiedlach i sprzedawały je w sklepach, kioskach czy specjalnych punktach skupu, zyskując swoje pierwsze kieszonkowe.

    System działał, bo był prosty – producent wprowadzał butelki w obieg i doliczał do ceny kaucję. Sklepy odbierały opakowania i przekazywały je z powrotem do rozlewni. Butelki były myte, dezynfekowane i ponownie napełniane.

    W latach 70. i 80. nawet opakowania po szklanych słoikach po dżemach, konserwach czy musztardzie miały wartość. Niektóre sklepy prowadziły specjalne punkty skupu opakowań szklanych, a plakaty edukacyjne zachęcały do „oddawania szkła do obiegu”.

    Lata 70.90. – triumf plastiku

    Wraz z wynalezieniem i upowszechnieniem plastiku (szczególnie PET) w latach 70. XX wieku, system kaucyjny zaczął tracić na znaczeniu.

    Producenci zauważyli, że plastikowe butelki są: tańsze w produkcji, lżejsze i łatwiejsze w transporcie i co najważniejsze – nie wymagają zwrotu ani logistyki obiegu.

    W latach 80. i 90. rozpoczęła się globalna rewolucja opakowań jednorazowych. Dla konsumentów była to wygoda, dla handlu – prostota, ale dla środowiska – katastrofa. Odpady zaczęły rosnąć lawinowo.

    W Polsce po transformacji ustrojowej system kaucji de facto się rozpadł. Zniknęła centralna regulacja i jednolite opakowania. W sklepach przestano przyjmować butelki, których nie dało się powiązać z konkretnym producentem. Rozdrobniony rynek hurtowy i napływ nowych marek z Zachodu oparły się na modelu jednorazowości. W efekcie butelka przestała być przedmiotem użytkowym, a stała się odpadem.

    Skala biznesu

    Kaucja w wysokości 0,50 zł za każde opakowanie oznacza, że w systemie będzie krążyć nawet 6 miliardów złotych rocznie. To środki, które konsumenci w pewnym sensie pożyczają systemowi, odzyskując je przy zwrocie opakowań.

    Ten mechanizm wymaga precyzyjnego nadzoru finansowego – każda butelka ma swój kod EAN, który pozwala rozliczyć: pobranie kaucji, zwrot kaucji i ostateczny los opakowania (recykling, ponowne użycie, zniszczenie).

    Według założeń Ministerstwa, co najmniej 85–90 proc. kaucji będzie zwracane konsumentom, a 10–15 proc. pozostanie w systemie jako tzw. nieodebrana kaucja. Te środki (ok. 500–600 mln zł rocznie) mają zasilać fundusz rozwoju systemu – finansować logistykę, edukację i inwestycje w recykling.

    Ryzyka systemu kaucyjnego

    System kaucyjny w Polsce będzie miał charakter branżowo-prywatny z nadzorem publicznym. Minister Klimatu nadaje zgodę na działalność operatora, ale to branża napojowa – zrzeszona w stowarzyszeniach, takich jak Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, Polska Federacja Producentów Żywności, Związek Pracodawców EKO-PAK, czy KUPS (Klub Producentów Napojów) – tworzy realne zaplecze operacyjne.

    Organizacje odzysku, które przez 20 lat działały w ramach ROP (Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta), teraz przejmują rolę ekspertów i zaplecza kontrolnego.

    To one mają zapewnić zgodność danych, raportowanie do BDO i GIOŚ oraz kontrolę jakości recyklingu. Bez ich doświadczenia żaden operator nie zbuduje wiarygodnego systemu rozliczeń.

    Z punktu widzenia ekologii i gospodarki kluczowy jest los zebranych surowców, zwłaszcza plastiku PET. Według szacunków branży, w Polsce produkuje się rocznie ponad 200 tys. ton butelek PET, z czego dotychczas odzyskiwano ok. 30–35 proc. System kaucyjny ma ten wskaźnik podnieść do 90 proc., czyli ponad 180 tys. ton czystego PET rocznie.

    Problem polega na tym, że globalny rynek granulatu rPET (recyklat PET) znajduje się obecnie w kryzysie. W 2024 roku jego cena spadła do poziomu 3–3,5 tys. zł za tonę, podczas gdy koszt zbiórki i przetworzenia przekracza 5 tys. Dla recyklerów oznacza to ujemną marżę, a dla operatorów – ryzyko finansowe: system kaucyjny generuje czysty surowiec, ale nie ma kto i za co go przerabiać.

    To efekt nadpodaży rPET w Europie i taniego, świeżego plastiku z Azji. Jeśli sytuacja się utrzyma, system może być ekologicznie skuteczny, ale ekonomicznie deficytowy – jego finansowanie będzie musiało być utrzymywane z opłat producentów, a nie z wartości recyklatu.

    Wpływ na handel i konsumentów

    Dla konsumenta kaucja to prosta sprawa: dopłata 50 groszy, zwrot przy oddaniu butelki. Ale dla handlu to ogromna operacja logistyczna.

    W Polsce działa ponad 100 tys. małych sklepów osiedlowych, ok. 10 tys. supermarketów i dyskontów oraz kilka tysięcy punktów gastronomicznych.

    Ustawa wymaga, by punkty sprzedaży o powierzchni powyżej 200 m2 przyjmowały opakowania obowiązkowo. Sklepy mniejsze mogą to robić dobrowolnie, ale branża prognozuje, że przystąpi do systemu około 60 proc. z nich, zwłaszcza jeśli konsumenci zaczną oczekiwać możliwości oddania butelek w każdym miejscu.

    Dla sieci handlowych to również biznes: sklepy będą pobierać opłatę serwisową od operatora systemu – szacowaną na 5–8 groszy za każde przyjęte opakowanie. W największych sklepach (Lidl, Biedronka, Kaufland, Żabka) pojawią się setki nowych automatów kaucyjnych, głównie od producentów TOMRA, Envipco i Sielaff. Cały rynek automatów RVM w Polsce w 2025 roku może być wart ponad 1 miliard złotych.

    Rola państwa i kontrola systemu

    Ministerstwo Klimatu i Środowiska pełni funkcję nadzorczą, ale nie operacyjną. Kontrola obejmie: certyfikację operatorów, nadzór nad raportowaniem danych (GIOŚ, BDO) i monitorowanie osiąganych poziomów zbiórki.

    Polska, jako państwo członkowskie UE, musi osiągnąć: 77 proc. zbiórki butelek PET do końca 2025 roku, 90 proc. do 2029 roku i 25 proc. udziału rPET w każdej nowej butelce (dyrektywa SUP). Jeżeli to się nie powiedzie, grożą kary finansowe z Brukseli – szacowane nawet na kilkadziesiąt milionów euro rocznie. Dlatego system kaucyjny jest nie tylko ekologicznym projektem, ale też instrumentem ochrony przed sankcjami unijnymi.

    Korzyści makroekonomiczne i społeczne

    Choć koszty startowe są wysokie, system kaucyjny może przynieść realne korzyści: ograniczenie zaśmiecania środowiska o 70–80 proc., redukcję emisji CO2 o ok. 300 tys. ton rocznie, powstanie 5–7 tys. nowych miejsc pracy w logistyce, recyklingu i serwisie automatów, oszczędność energii (recykling PET wymaga o 60 proc. mniej energii niż produkcja pierwotna).

    Długofalowo system kaucyjny stanie się również elementem zielonej transformacji przemysłu opakowaniowego – wymusi na producentach projektowanie butelek zgodnych z zasadami recyklingu, a na konsumentach – zmianę nawyków.

    Trzy scenariusze działania systemu

    System kaucyjny to początek wielkiej zmiany strukturalnej w sposobie, w jaki Polska traktuje opakowania, odpady i surowce. To, jak ta zmiana przebiegnie, zależy od kilku czynników: od współpracy branży napojowej i handlu, od cen recyklatów, od tempa automatyzacji, ale też od postaw konsumentów. W ciągu pierwszych pięciu lat działania systemu można przewidzieć trzy realistyczne scenariusze – optymistyczny, realistyczny i kryzysowy.

    SCENARIUSZ OPTYMISTYCZNY

    Założenia: Pełna współpraca branży, sieci handlowych i organizacji odzysku. Skuteczna edukacja społeczna i szeroka sieć punktów zwrotu (również w małych sklepach). Stabilizacja cen rPET (ok. 4500–5000 zł/t) i rozwój krajowych instalacji recyklingowych.

    Przebieg: Już po dwóch latach poziom zwrotu przekracza 85 proc., a w 2028 roku osiąga 93–95 proc.. Większość butelek PET wraca do polskiego obiegu – część przetwarzana jest w zakładach Plast-Al, PRT Radomsko, czy Greiner Packaging, a część w nowych liniach tworzonych przez branżę napojową (np. Coca-Cola, PepsiCo, Żywiec Zdrój).

    Powstaje krajowa sieć obiegu zamkniętego „butelka-w-butelkę”, która ogranicza import plastiku pierwotnego nawet o 40 proc.

    Operatorzy łączą dane w zintegrowanym systemie raportowym, a Polska osiąga unijne cele recyklingowe z zapasem. Koszt funkcjonowania systemu stabilizuje się na poziomie 0,05–0,06 zł na opakowanie, co czyni go ekonomicznie zrównoważonym.

    Efekty: Polska zostaje wskazana przez Komisję Europejską jako modelowy przykład wdrożenia. W 2029 roku system rozszerza się o opakowania po produktach mlecznych i chemii gospodarczej. Poziom zaśmiecenia przestrzeni publicznej spada o 80 proc. Polska eksportuje know-how w regionie (np. do Ukrainy i Rumunii).

    SCENARIUSZ REALISTYCZNY

    Założenia: system startuje z opóźnieniem organizacyjnym i logistycznym. Początkowo działa 60–70 proc. punktów zbiórki. Ceny rPET wahają się między 3000 a 4000 zł/t, co powoduje presję na koszty.

    Przebieg: pierwszy rok (2025) przynosi poziom zbiórki ok. 65–70 proc., głównie dzięki sieciom handlowym i dużym miastom. W małych miejscowościach system rozwija się wolniej – problemem jest brak miejsca i koszt automatów kaucyjnych. Niektóre sklepy przyjmują opakowania ręcznie, inne – tylko z własnych paragonów. W 2026–2027 roku system się stabilizuje, poziom zbiórki rośnie do 85–87 proc., ale koszty utrzymania pozostają wysokie. Operatorzy kompensują je z nieodebranych kaucji (10–15 proc.) i z opłat produktowych od wprowadzających napoje. Recyklerzy zmagają się z niskimi cenami surowców, ale krajowy popyt utrzymuje system przy życiu.

    SCENARIUSZ KRYZYSOWY

    Założenia: Niestabilność rynku rPET (spadek cen do 2500 zł/t). Brak wystarczającej liczby punktów zbiórki w małych miejscowościach. Problemy z integracją systemów IT operatorów. Niedostateczna edukacja konsumentów.

    Przebieg: W 2025 roku start przebiega chaotycznie: część sklepów nie ma gotowych urządzeń, a konsumenci gubią się w zasadach. Brak kompatybilności systemów powoduje zatory w rozliczeniach – część kaucji wraca z opóźnieniem. Zbiórka osiąga zaledwie 55–60 proc., a duża część butelek trafia nadal do pojemników komunalnych.

    W 2026 roku pojawiają się pierwsze audyty GIOŚ i sankcje za zaniżone raporty. Nieodebrana kaucja nie wystarcza, by pokryć koszty logistyki, więc operatorzy podnoszą opłaty dla producentów. Część mniejszych wytwórców napojów rezygnuje z działalności, a konsumenci – z powodu frustracji – przestają systematycznie zwracać opakowania.

    Wnioski i prognoza

    Polska stoi dziś przed rzadką szansą: może stać się liderem gospodarki obiegu zamkniętego w Europie Środkowej albo – jeśli zabraknie koordynacji – powtórzyć błędy innych krajów, które zbyt późno wdrożyły spójny model. System kaucyjny to nie tylko technologia i logistyka. To umowa społeczna, oparta na zaufaniu i współodpowiedzialności.

    Jeśli uda się zbudować synergię między państwem, biznesem i obywatelami, Polska w 2030 roku będzie krajem, w którym butelka po napoju nie jest odpadem, lecz walutą w obiegu zamkniętym – cennym zasobem, który zawsze wraca do obiegu. Jeśli nie – pozostanie po nas tylko góra taniego plastiku, którego nikt nie będzie chciał.pasted-image.pdf

    Piotr Cegłowski

    pasted-image.pdf

    pasted-image.pdf

    RAMKA

    Jak dowartościować tworzywa sztuczne

    Ciągle powtarzamy, że musimy dbać o nasze środowisko. Mówimy o zmianach klimatycznych i o tym, że trzeba dbać o surowce. Często słyszy się o ekologach przykuwających się do drzew, by w ten sposób walczyć o naszą planetę, o środowisko.

    Prawda jest jednak taka, że ochrona środowiska to w znacznej mierze ochrona własnych surowców. To być albo nie być dla przemysłu, który bez surowców nie jest w stanie niczego nam zaoferować.

    Kluczowe więc jest znalezienie takich mechanizmów, które połączą wszystkich i wspólnie zadbamy o surowce i naszą przyszłość. Dzisiejszy przemysł nie jest w stanie funkcjonować bez surowców, a te naturalne wyczerpują się bardzo szybko. Nasz statek kosmiczny Ziemia musi radzić sobie tym, co ma na pokładzie. Kluczowe jest więc zrównoważone zużywanie zasobów i zapasów na pokładzie.

    W dzisiejszym świecie opartym na pieniądzu niezbędne jest wprowadzenie zachęty finansowej, a co za tym idzie sztuczne podbicie wartości istotnych zasobów i dofinansowanie dróg ich przepływu. Wiele surowców, takich jak choćby złom stalowy, broni się samodzielnie i nie potrzeba sztucznego podbijania ich wartości oraz dodatkowego finansowania ich przepływów. Złomowiska mają się świetnie w każdej społeczności i gromadzone są tam ogromne ilości cennego z punktu widzenia przemysłu surowca. Ze względu na duże zapotrzebowanie przemysłu cena złomu kształtuje się na wolnym rynku, a producenci stali chętnie go kupują.

    W przypadku tworzyw sztucznych wygląda to zupełnie inaczej. Są one trudno rozpoznawalne, opakowania są cienkie, a ilość cennego surowca jest znikoma. Bardzo szybko stają się więc bezwartościowe i nie trafiają do ponownego przetworzenia. Takim sposobem na ich dowartościowanie jest wprowadzenie kaucji, by te nawet najmniejsze plastikowe butelki i puszki opłacało się nam oddać.

    Jednak genialne pomysły i szczytne idee często rozbijają się na skałach biurokracji i idą na dno z powodu dziur budżetowych. Za system kaucyjny zapłacimy wszyscy, bo przedsiębiorcy wprowadzający napoje w opakowaniach podlegających kaucji sięgną po finansowanie do naszych kieszeni. Powołani przez nich operatorzy systemów kaucyjnych będą musieli finansować centra i systemy logistyczne, by zebrane opakowania trafiły do przetwarzających je podmiotów – recyklerów. Miejmy jednak nadzieję, że nowe regulacje nie spowodują tego, że operatorzy zasypią recyklerów górami nikomu nieprzydatnych surowców… Albo recyklerzy zamkną zakłady z powodu zbyt wysokich cen prądu i nasz cały wysiłek pójdzie w gwizdek.

    Z pewnością dla firm czerpiących zyski z surowców wtórnych będzie to spory cios. W pojemnikach na śmieci trudno będzie znaleźć opakowania z tworzyw sztucznych podlegające pod system kaucyjny, w większości te wykonane z tworzywa PET. Cóż pozostaje nam przyzwyczaić się do nowego systemu i zaprzestać zgniatania opakowań podlegających kaucji, bo w takim przypadku automat ich nie przyjmie. Podobnie jak opakowania, które nie zostało opróżnione.

    Wojciech Kamiński

    ekspert rynku surowców wtórnych, szef EcoKam

    OTOMOTO liderem cyfrowej transformacji automotive

    Rynek motoryzacyjny w Polsce wchodzi w etap głębokiej transformacji – zmieniają się oczekiwania klientów, kanały sprzedaży i rola platform cyfrowych. OTOMOTO, jedna z wiodących platform motoryzacyjnych w kraju, odpowiada na te zmiany poprzez partnerstwa, które łączą marketing, sprzedaż i technologie w jeden ekosystem. Współpraca z chińskim producentem BAIC to pierwszy przykład takiego podejścia w Polsce.

     

    Klienci stawiają dziś na omnichannel – zaczynają od wyszukiwania online, konfigurują wersje auta, porównują oferty aż po finalizację transakcji w salonie lub rezerwację z poziomu Internetu. Tradycyjne procedury sprzedaży nie spełniają już ich oczekiwań.

    Ten zwrot w sposobie kupowania samochodów znajduje odzwierciedlenie w wynikach całej branży. We wrześniu 2025 roku rynek motoryzacyjny w Polsce utrzymał solidne tempo wzrostu – zarejestrowano ponad 367 tys. samochodów, z czego największy wzrost dotyczył segmentu aut nowych. Widać też dalsze przesunięcie w stronę napędów alternatywnych: rośnie udział hybryd i plug-inów, przy spadku popytu na diesle, a auta sprzedają się szybciej niż rok temu.

    W tym kontekście OTOMOTO umacnia pozycję kluczowego punktu styku między klientami a rynkiem – we wrześniu 2025 r. platformę odwiedziło 12,9 mln użytkowników, a segment aut nowych osiągnął rekordowe wskaźniki popytowe.

    Chińskie marki zmieniają układ sił

    Transformacja rynku nowych samochodów w Polsce nabiera tempa, szczególnie dzięki ekspansji marek chińskich.

    Skalę zjawiska najlepiej obrazują dane: w 2024 roku liczba nowo zarejestrowanych samochodów chińskich marek przekroczyła 11 tys. egzemplarzy, co oznacza wzrost o aż 2963 proc. rok do roku z około 370 szt. w 2023 r. (https://autoblog.spidersweb.pl/chinskie-samochody-sprzedaz-2024-polska). W całym 2024 roku udział chińskich aut w rynku nowych pojazdów wyniósł ok. 1,9 proc. (10 691 sztuk), ale jak wskazuje Samar, w 2025 roku trend 12-miesięczny zbliżył się do 34 tys. samochodów i na koniec 2025 r. liczba rejestracji marek chińskich może osiągnąć nawet 40 tysięcy sztuk (https://www.samar.pl/rynek-w-liczbach/rejestracje-nowych-osobowych-chinskich-2025-2025). Liczby te pokazują, że debiuty marek z Azji przestają być niszowe – stają się realną konkurencją dla producentów europejskich.

    Partnerstwo z BAIC

    OTOMOTO traktuje segment nowych samochodów jako jeden z kluczowych kierunków rozwoju, tworząc modele współpracy, które łączą działania marketingowe, cyfrowe i sprzedażowe w jednym ekosystemie. W ramach współpracy z chińskim producentem BAIC platforma wdrożyła nowy wzorzec partnerstwa – pierwszą w Polsce kampanię 360°, obejmującą dedykowaną domenę baic.otomoto.pl, kompleksową komunikację digitalową (content, remarketing, media), a także narzędzia sprzedażowe wspierające dealerów w obsłudze leadów i ofert.

    Jak podkreśla Adam Simon, Senior Head of Business Development Motors Professionals Europe, OLX GROUP/OTOMOTO, nie jest to pojedyncza kampania, lecz nowy sposób współpracy, w którym platforma, importer i dealer wspólnie budują doświadczenie klienta. Partnerstwo z BAIC pokazuje, że taki zintegrowany model przynosi wymierne rezultaty – umożliwia producentom szybkie wejście na rynek, zwiększa rozpoznawalność marki i efektywność sprzedaży.

    Strategiczna perspektywa

    W kolejnych latach OTOMOTO zamierza rozwijać model współpracy 360° z producentami i dealerami – nie tylko z Chin. Strategia zakłada dalsze doskonalenie narzędzi analitycznych, CRM-owych i automatyzujących procesy sprzedaży, a także tworzenie nowych standardów dla całej branży, opartych na doświadczeniach z dotychczasowych projektów.

    Jak dodaje Adam Simon, chcemy być nie tylko obserwatorem zmian, ale ich inicjatorem. Partnerstwa takie, jak z BAIC to model przyszłości, w którym klienci i producenci zyskują wspólną wartość.

    W perspektywie średnio- i długoterminowej OTOMOTO ma potencjał, by kształtować standardy sprzedaży nowych aut w Polsce – nie jako pośrednik, lecz jako aktywny uczestnik transformacji rynku.

     

    Piotr Stefański

    Otwórz oczy na wzrok

    Okulary nie tylko sprawiają, że dobrze widzimy, ale są odzwierciedleniem naszej osobowości, a regularne badania wzroku powinny być nieodłącznym elementem troski o zdrowie i kondycję naszego organizmu w każdym wieku – przekonują eksperci z firmy American Lens, Adam Mamok, Katarzyna Wydrych-Przesmycka i Bartosz Matyjewicz

    Czy pana zdaniem Polacy dbają o wzrok?

    Adam Mamok (prezes i współwłaściciel): Zdecydowanie nie. Idziemy do okulisty czy optometrysty tylko wtedy, gdy mamy już jakiś problem ze wzrokiem, gdy gorzej widzimy. Średnio wymieniamy okulary raz na trzy, cztery lata. A powinno się to robić dużo częściej. Nasz wzrok się zużywa, a i pesel jest nieubłagany, po prostu się starzejemy. Tak jak całe ciało, starzeje się również nasz wzrok.

    Jak często powinno się go badać?

    A.M.: Zachęcamy do tego, żeby Polacy badali wzrok przynajmniej raz na rok. W kontekście wzroku dzielimy populację na osoby w wieku do 40 lat, które są przed okresem presbiopii i osoby starsze, 40+, które są potencjalnie idealnymi użytkownikami okularów progresywnych. Są też dzieci, które w tej chwili są uzależnione od urządzeń elektronicznych, a plaga krótkowzroczności rozszerza się. Tu apel do rodziców, by badać dzieci często. Dziecko nie powie nam, że źle widzi, że nie widzi napisów na tablicy, czy nie rozumie nauczyciela, po prostu przynosi do domu złe oceny.

    Profilaktyka chorób oczu właściwie nie istnieje?

    A.M.: Jest stanowczo za rzadka, szczególnie u dzieci. W późniejszych latach niewiele się na tym polu zmienia. Tymczasem żyjemy w czasach, w których wyzwania dla naszego wzroku są większe i zupełnie inne niż kiedyś. Starsze pokolenia, które dorastały w świecie analogowym nie były tak narażone na szkodliwe działanie światła niebiesko-fioletowego. Dawniej spędzaliśmy więcej czasu na świeżym powietrzu, bawiliśmy się z rówieśnikami na podwórku, cieszyliśmy się światem, często spoglądając w dal, grając w piłkę, biegając, skacząc. Teraz dużo siedzimy trzymając głowę w dół, ze wzrokiem wlepionym w telefon. Rodzice powinni bardziej troszczyć się o wzrok swoich dzieci. Ważna jest profilaktyka i regularne badanie wzroku od najmłodszych lat.

    Dorośli przywiązują większą wagę do własnego wzroku?

    A.M.: Wciąż zbyt małą. Nasz wzrok jest naszym najważniejszym zmysłem. Zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, co tracimy, nie widząc otoczenia. Kolacja w ciemnościach, której można doświadczyć w niektórych restauracjach, daje nam częściowe wyobrażenie o tym, co możemy utracić, nie widząc albo mając kłopoty ze wzrokiem. Trzeba też wiedzieć, że świat soczewek okularowych nie stoi w miejscu. Mamy nowoczesne rozwiązania chociażby dla pokolenia 40 plus – okulary progresywne pozwalające widzieć na każdą odległość. Soczewki progresywne Calma firmy American Lens są jednym z najbardziej zaawansowanychtechnologicznierozwiązań. Dzięki nim nie trzeba zmieniać okularów do bliży i dali, mamy idealne okulary do wszystkiego. Mimo to zachęcamy, żeby mieć kilka par dopasowanych do naszego stylu, do ubrania, okazji. Tak jak mamy wiele par butów na różne okazje, sandały, szpilki, buty do biegania, czy gumowce do ogrodu. Okulary to nie tylko narzędzie korekcji wzroku, ale też bardzo piękny element naszego wizerunku, który pozwala nam wyrazić siebie. Traktujmy je jak szczególny przedmiot w naszym codziennym życiu. Są piękne kolekcje opraw okularowych, każdy znajdzie coś dla siebie. Wciąż jednak kilka par to rzadkość.

    Pewnie każdy by chciał mieć kilka par okularów, w oprawkach w rożnych kolorach, które można by dopasować do ubioru, ale barierą jest cena. To bardzo duży wydatek. Nie każdego stać na wydanie kilkuset złotych rocznie na ubrania, a na pewno nie jednorazowo, a zakup okularów odkładamy w czasie, traktując go jako niemiłą konieczność, bo nadszarpuje nasz budżet…

    Katarzyna Wydrych-Przesmycka (dyrektor sprzedaży): Czas zmienić sposób myślenia. Okulary to nie element garderoby, który kupujemy z kaprysu. To nie tylko moda, to przede wszystkim inwestycja w zdrowie, równie ważna, jak zakup ciepłej kurtki na zimę czy wygodnych butów. Warto spojrzeć na to z innej perspektywy i zastanowić się, ile kosztują rzeczy, które mamy w szafie. W tym zestawieniu jedna para okularów okazuje się zaledwie drobnym wydatkiem, ziarenkiem piasku na plaży codziennych kosztów. Pamiętajmy, że wzrok to jeden z naszych najcenniejszych zmysłów. To narząd, którego nie da się zastąpić żadnym implantem. Dzięki niemu poznajemy świat, budujemy relacje i doświadczamy emocji. To nasze okno na świat i odbicie duszy. Jeśli rozłożymy koszt okularów na każdy dzień roku, okaże się, że to mniej niż cena porannego posiłku, który konsumujemy w kilka minut. Taka jest magia małych liczb, wystarczy spojrzeć na nie z innej perspektywy. Ten sposób myślenia przekazujemy naszym partnerom biznesowym, czyli niezależnym salonom optycznym, z którymi współpracujemy na co dzień. Pamiętajmy, że dobra jakość widzenia to nie tylko luksus, to codzienna potrzeba.

    Czy American Lens prowadzi kampanie społeczne propagujące badania wzroku?

    K.W.-P. Tak, American Lens aktywnie uczestniczy w wielu kampaniach społecznych promujących profilaktykę i regularne badania wzroku. Wykorzystujemy zarówno media społecznościowe, jak i kanały B2C skierowane do konsumentów. Organizujemy także eventy edukacyjne we współpracy z salonami optycznymi, podczas których udostępniamy sprzęt diagnostyczny i umożliwiamy wykonywanie bezpłatnych badań przesiewowych wzroku. Prowadzimy lokalne kampanie wraz z naszymi partnerami biznesowymi, poświęcone takim problemom, jak zaćma, jaskra, presbiopia czy syndrom leniwego oka. W American Lens Światowy Dzień Wzroku i Tydzień Jaskry trwają cały rok. Regularnie, nawet kilka razy w miesiącu, w różnych lokalizacjach na terenie całego kraju, organizujemy działania edukacyjne i profilaktyczne. W nasze inicjatywy coraz częściej włączają się także samorządy, które organizują lokalne badania przesiewowe. Profilaktyka wzroku jest niezwykle istotna. Dzięki regularnym badaniom, np. pomiarowi ciśnienia oka, możemy wcześniej wykrywać choroby, takie jak jaskra, co znacząco wydłuża okres cieszenia się dobrym widzeniem. Zachęcamy, by odwiedzać optometrystę raz w roku, a okulistę co dwa lata. Tylko w ten sposób możemy świadomie dbać o zdrowie naszego wzroku.

    Bartosz Matyjewicz (dyrektor zarządzający i członek Zarządu): Przed nami spore wyzwanie. Smartfony, tablety i komputery wymusiły inne zachowania wzrokowe. Skutki widać już u dzieci, urządzenia elektroniczne wymuszają na nas pełne skupienie, wzrok musi się ciągle wytężać. To mordercza praca dla mięśni skupionych wokół gałki ocznej. Mówiąc o chorobach wzroku, myślimy o jaskrze, zaćmie, a powinniśmy przede wszystkim myśleć o krótkowzroczności, która zaczyna być chorobą cywilizacyjną.

    K.W.-P.: Chciałabym zaapelować do wszystkich rodziców: żyjemy w czasach intensywnego rozwoju technologii, dlatego tak ważny jest zdrowy rozsądek i regularne wizyty u specjalistów badających wzrok. To właśnie oni mogą odpowiednio wcześnie ocenić stan wzroku najmłodszych użytkowników smartfonów i wykryć ewentualne problemy. Ograniczajmy czas, jaki dzieci (i my sami) spędzają przed ekranem. Dbajmy o oczy poprzez krótkie ćwiczenia, wystarczy 30 sekund co pół godziny. Warto oderwać wzrok od telefonu, spojrzeć w dal, wykonać ruchy oczu w kształcie ósemek, popatrzeć przez okno, w przestrzeń. Nasze oczy zbudowane są z mięśni – potrzebują treningu, by zachować sprawność. Bądźmy więc trenerami personalnymi dla własnego wzroku i nie zaniedbujmy regularnych badań. To niewielki wysiłek, który przynosi ogromne korzyści na przyszłość.

     A.M.: Eksperci z American Lens współpracują z salonami optycznymi w Polsce jako producent soczewek okularowych. Dostarczamy też wszystkie potrzebne narzędzia do badania wzroku, nowoczesne urządzenia diagnostyczne japońskiej firmy Nidek. Zachęcamy też salony optyczne, żeby zwracać uwagę również na jakość obsługi. Jako klienci wymagajmy więcej i odwiedzajmy te salony, w których obsługa jest najlepsza, a zaawansowanie technologiczne szeroko stosowane.

    Rewolucyjna zmiana w księgowości

    Dzięki zastosowaniu technologii AI do rozpoznawania tekstu, można dwukrotnie skrócić czas obsługi dokumentów, zwiększyć ich dokładność, uniknąć wielu ludzkich pomyłek i błędów

    Poza różnego rodzaju dokumentacją przechowywaną w firmach, w zależności od profilu, u każdego przedsiębiorcy nie da się uniknąć zbioru segregatorów z dokumentacją finansowo–księgową. Nadchodzi zatem czas, aby także w systemie księgowym wprowadzić rewolucyjne zmiany, pozbyć się definitywnie papieru i wprowadzić e-faktury.

    Fundamentalne decyzje

    Krajowy System e-Faktur (KSeF) to największa zmiana w obszarze fakturowania od momentu wdrożenia elektronicznych faktur, która od 2026 roku zrewolucjonizuje i ujednolici sposób dokumentowania i rozliczania transakcji w Polsce. To rozwiązanie wpłynie na cały proces księgowy, zobowiązania podatników, a także wprowadzi szereg korzyści i wyzwań dla przedsiębiorców.

    Ustawa z 5.08.2025 r. „O zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw” została opublikowana 1.09.2025 r. w Dzienniku Ustaw (Dz.U. z 2025 r.poz.1203). Ta nowelizacja przesunęła obowiązek wystawiania e-faktur na 1.02.2026 roku, w związku z tym do tego czasu zasady fakturowania pozostają bez zmian.

    Kluczowe przepisy określają, że od 1.02.2026 r. wszystkie faktury muszą być wystawiane za pośrednictwem systemu, co jest zgodne z celami cyfryzacji i poprawy kontroli podatkowej. Ponadto wprowadzono rozwiązania ułatwiające korzystanie z systemu, np. tryb offline 24 czy możliwość dodawania załączników, które mają umożliwić płynne przejście w nową erę fakturowania.

    Od 1.02.2026 r. KSeF będzie obowiązkowy dla wszystkich firm wystawiających faktury w Polsce, jednak wdrożenie będzie zachodziło etapami. Od 1.02.2026 r. obligatoryjnie dla dużych podatników (wartość sprzedaży za 2024 przekraczająca 200 mln wraz z podatkiem). Od 1.04.2026 r. dla pozostałych przedsiębiorców. Od 1.01.2027 r. dla drobnych przedsiębiorców, których wartość faktur wystawionych w danym miesiącu nie przekracza kwoty 10.000 złotych brutto.

    Podatnicy muszą się przygotować do tego procesu już teraz, gdyż faktury będą miały ustrukturyzowany format XML, co wyeliminuje konieczność ręcznego przepisywania danych z plików PDF czy skanów. Nowe zasady oznaczają, że momentem uznania faktury za wpływającą do systemu będzie jej przyjęcie w KSeF z nadanym numerem, co wpłynie na terminy rozliczeń VAT i odliczeń, w tym skrócenie czasu zwrotu VAT z 60 do 40 dni.

    Bankowość cyfrowa, brak konieczności archiwizacji papierowej i automatyzacja procesów transakcyjnych uczynią system efektywniejszym, w pełni integrując przepływ dokumentów z systemami księgowymi przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy będą musieli dostosować swoje procedury akceptacji faktur oraz regularnie monitorować postępy we wdrażaniu rozwiązań technicznych, aby wyeliminować potencjalne błędy, a wcześniejsze przetestowanie procesów i narzędzi pozwoli także na usprawnienia pod kątem potrzeb w organizacji.

    Wady systemu

    Mimo wielu korzyści, KSeF wiąże się z wyzwaniami. Faktury pobrane z KSeF będą miały formę nieczytelnego zestawu danych, co uniemożliwi ich natychmiastową weryfikację. Taki system wymusi użycie niezbędnego oprogramowania, które pozwoli na dalszy obieg dokumentów. Przedsiębiorcy muszą zainwestować w infrastrukturę IT, szkolenia pracowników i procesy integracji systemów księgowych z platformą. Aby uniknąć wątpliwości i problemów, podatnicy także co do zasady powinni wysyłać faktury do systemu KSeF w dniu ich sporządzenia. Dla mniejszych firm i tych z ograniczonym dostępem do internetu, obowiązek ten może stanowić barierę, zwłaszcza w trakcie etapów wdrożenia i ewentualnych awarii technicznych. Ponadto błędy w danych przesyłanych do systemu mogą skutkować problemami finansowymi i podatkowymi, jeśli nie zostaną odpowiednio wcześnie wykryte i skorygowane.

    Zalety dla przedsiębiorców

    KSeF to przede wszystkim narzędzie zwiększające efektywność i transparentność rozliczeń podatkowych, przyspieszające zwrot VAT, a także minimalizujące ryzyko fałszerstw i sprzecznych z prawem praktyk na rynku. Automatyzacja pozwala na eliminację ręcznego księgowania i ograniczenie ludzkich błędów, co przekłada się na oszczędność czasu i pieniędzy. Ponadto, rozwiązanie to sprzyja cyfrowej transformacji przedsiębiorstw i ułatwia ich dostosowanie do standardów unijnych. Co więcej, nie potrzeba kupować płatnej aplikacji, co na pewno jest ważne dla drobnych przedsiębiorców, a Ministerstwo Finansów zapewnia bezpłatne narzędzia, które będą poddawane regularnej aktualizacji.

    Wprowadzenie KSeF to wielka rewolucja, która wymusi na przedsiębiorcach zmiany w codziennej działalności, ale jednocześnie przyniesie korzyści w postaci szybszych zwrotów VAT, poprawionej kontroli i efektywności procesów księgowych. Fakt, że system ten jest oparty na nowoczesnej technologii, wprowadza nie tylko wygodę, ale i wymaga od podatników dużej adaptacyjności. Ostatecznie czas pokaże, czy benefity przewyższą wyzwania, a najwięksi przegrani to ci, którzy zbyt późno przygotują swoje systemy i procedury.

    Agnieszka Jakubowska

    Bestune B70 – modły zostały wysłuchane? – test redakcyjny

    Pojawia się na naszej drodze trochę jak gość z daleka, który mówi spokojnie, bez podnoszenia głosu, a po pięciu minutach orientujesz się, że warto go posłuchać. Chińska motoryzacja wciąż budzi emocje, ale ten samochód nie ma zamiaru nikogo przekonywać agresywnym marketingiem. On po prostu… jest. I to jest jego największa siła.

    Autor: Michał Garbaczuk

    Za B70 stoi koncern FAW, czyli jeden z filarów chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, który co ciekawe, odpowiada w Chinach za produkcję dla Volkswagena. W praktyce oznacza to, że pewne rozwiązania techniczne nie są tu dziełem przypadku. W ofercie znajdziemy nawet jednostkę 1.5 TSI sprzężoną z 7-biegową, dwusprzęgłową skrzynią DSG. Nasz egzemplarz testowy poszedł jednak inną drogą: wyposażono go w benzynowe 2.0 i klasyczny automat o sześciu przełożeniach.

    Spokojna siła

    To zestaw z kategorii „bez nerwów”. 218 KM nie robi tu show na światłach, ale z dużą, rodzinną limuzyną radzi sobie dokładnie tak, jak powinien. Bestune B70 nie zrywa asfaltu, za to daje poczucie solidnego zapasu mocy i spokoju, czyli tego tego samego, którego dziś wielu kierowców szuka bardziej niż sprintów spod świateł.

    Na rynku B70 mierzy się z legendami pokroju Skody Superb czy Toyoty Camry. I trzeba uczciwie powiedzieć: w kwestii przestronności oraz jakości wykonania wstydu nie ma absolutnie żadnego. Wrażenia zza kierownicy? Jakbym prowadził dobrą japońską, tylko z poprzedniej albo jeszcze wcześniejszej generacji. I nie, to nie jest przytyk. To wręcz komplement dla tych, którzy tęsknią za motoryzacją mniej nadopiekuńczą.

    Auto, które nie poucza

    Bestune B70 nie zasypuje kierowcy ostrzeżeniami, nie strofuje za każdy rzut oka w bok i nie próbuje wychowywać. Jedziesz, a samochód ci w tym nie przeszkadza. Prowadzenie na trasie jest neutralne, przewidywalne, pozbawione nerwowości. Auto po prostu jedzie tam, gdzie mu każesz, i robi to z godnym podziwu spokojem.

    Miałem okazję testować B70 w styczniowych mrozach i muszę przyznać, że w takich warunkach potrafi zaskoczyć bardzo pozytywnie. Nawet reflektory, często traktowane przez producentów po macoszemu świecą wzorowo: dobry rozkład światła, odpowiednia jasność i zero stresu na ciemnych odcinkach drogi.

    Wnętrze bez skrzypienia

    Materiały wykończeniowe i spasowanie zasługują na osobny akapit. Nic nie trzeszczy, nic nie udaje, a elementy konsoli sprawiają wrażenie przyspawanych do konstrukcji. Bagażnik? Jak na tak dużą limuzynę mógłby być nieco większy, zwłaszcza jeśli ktoś zna możliwości Superba czy Camry. Ale to już czysto subiektywne narzekanie z kategorii „wiem, że da się więcej”.

    Teraz się czepiamy

    Podgrzewanie foteli ma tylko dwa stany: grzeje i nie grzeje. A kiedy grzeje, robi to naprawdę. Zimą bywa to zaletą, ale po kilku minutach można odnieść wrażenie, że producent chciał sprawdzić odporność kierowcy na wysoką temperaturę.

    Druga rzecz to multimedia. I tu trzeba być uczciwym: tego systemu w tej formie nie powinno być w samochodzie, który z ceną około 119 tys. zł ma realne szanse na status rynkowego hitu. Brak RDS i problemy z obsługą radia w trasie to coś, co w 2026 roku ociera się o dyskwalifikację. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że wersje, które trafią do klientów dostaną już systemy z obecnej epoki, więc ten temat zostawmy z gwiazdką i nadzieją na szybkie poprawki.

    LPG? Proszę bardzo

    Na ogromny plus zasługuje za to instalacja LPG. Realny zasięg w okolicach 1000 km brzmi dziś niemal egzotycznie. Butla sprytnie ukryta w miejscu koła zapasowego, wlew pod klapką paliwa, a przełączanie między benzyną a gazem – niezauważalne. Silnik 2.0 współpracuje z instalacją wzorowo, bez protestów i bez zmiany charakteru auta.

    Podsumowanie

    Bestune B70 to samochód dla ludzi, którzy chcą jeździć, a nie debatować z autem o stylu prowadzenia. Spokojny, przestronny, solidnie wykonany i zaskakująco dojrzały. Nie próbuje być futurystycznym gadżetem, tylko normalną, dużą limuzyną. I właśnie dlatego może się wielu kierowcom bardzo spodobać.

    Wielki jubileusz światowego fenomenu „THE PHANTOM OF THE OPERA” – po raz pierwszy w Polsce w angielskiej wersji językowej

    W ramach celebracji 40-lecia światowej premiery, legendarny musical Andrew Lloyda Webbera – „THE PHANTOM OF THE OPERA” – zawita do Polski. To bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych nadchodzącego roku. Już w czerwcu widzowie będą mieli niepowtarzalną okazję, by po raz pierwszy w historii zobaczyć tę epicką produkcję w oryginalnej, angielskiej wersji językowej.

    Arcydzieło, które zmieniło historię rozrywki

    Od premiery na londyńskim West Endzie w 1986 roku, „Upiór w Operze” zachwyca widzów na całym świecie. Spektakl zgromadził ponad 160 milionów widzów w 205 miastach, zdobył przeszło 70 prestiżowych nagród, w tym 7 statuetek Tony i 4 nagrody Oliviera, dołączając do kanonu kultowych musicali. W czerwcu tego roku to niezwykłe widowisko muzyczne na światowym poziomie zawita do Polski, sprawiając, że zebrani w Gliwicach i Trójmieście widzowie będą mogli poczuć się, jakby przenieśli się na widownię Broadwayu czy West Endu.

    Ponadczasowa historia w nowoczesnym wydaniu

    Oparty na klasycznej powieści Gastona Leroux musical opowiada o nieszczęśliwej miłości tytułowego Upiora, tajemniczego geniusza muzycznego, skrywającego twarz pod maską, do młodej sopranistki Christine Daaé. To pełna mroku opowieść o potędze sztuki, cenie geniuszu i samotności, a także o potrzebie akceptacji, która potrafi być silniejsza niż strach. Przeniknięta atmosferą tajemnicy i emocjonalnej intensywności historia od dekad nie traci na aktualności, niezmiennie poruszając serca widzów na całym świecie.

    Rozmach, który zapiera dech w piersiach

    Polska publiczność zobaczy spektakl o wyjątkowej skali artystycznej i produkcyjnej:

    – Ponad 100-osobowy zespół: artyści światowej klasy, wirtuozi muzyczni oraz ekipa techniczna dbająca o każdy detal.

    – Ponad 230 misternie wykonanych kostiumów oraz spektakularna scenografia przenosząca widzów wprost do podziemi Opery Paryskiej,

    – Nieśmiertelne utwory, takie jak „The Phantom of the Opera”, „Think of Me” czy „The Music of the Night” wykonane na żywo w oryginalnej wersji językowej.

    Kiedy i gdzie?

    12–16 czerwca 2026 r. – PreZero Arena Gliwice

    23–28 czerwca 2026 r. – ERGO ARENA Gdańsk/Sopot

    Spektakle zostaną zaprezentowane w dwóch nowoczesnych halach widowiskowych, które pozwolą na pełną prezentację efektów scenicznych i specjalnych.

    Informacje produkcyjne

    Producentem spektaklu jest Broadway Entertainment Group, a za polską organizację wydarzenia odpowiada promotor Baltic Music Group.

    Społeczny wymiar pożyczek

    Andrzej Jankowski, prezes Fingo Capital SA, mówi o społecznym wymiarze działalności firmy pożyczkowej, która jest w stanie zaufać klientom niechcianym przez banki

    Jak długo istnieje Fingo i czym się zajmuje?

    Spółka została założona w 2016 roku. Podstawą naszej działalności jest udzielanie finansowania pozabankowego.

    Co to znaczy: finansowanie pozabankowe?

    Na rynku finansowym jest wielu dostawców finansowania. Kiedy myślimy o konsumencie, przeciętnym zjadaczu chleba, pierwszym skojarzeniem są banki. To z nimi mamy do czynienia od dziecka – to sektor, który obsługuje część rynku konsumenckiego i biznesowego.

    Czym różnią się wasze usługi od tych bankowych?

    Sektor bankowy jest regulowany przez krajowych nadzorców finansowych. Żeby spełniać ich wymagania, banki dokonują selekcji klientów – zarówno biznesowych, jak i indywidualnych. W efekcie część klientów ma trudności z uzyskaniem finansowania w banku.

    Jakich klientów najczęściej odrzucają banki?

    Zwykle problemy mają mali przedsiębiorcy. Banki muszą spełniać wymogi Komisji Nadzoru Finansowego, a także wytyczne banków centralnych – choćby najważniejszego z nich ulokowanego w Bazylei. Banki są zobowiązane do tego, by nie przekraczać określonego poziomu tzw. złych kredytów – czy to jest 5 proc., czy też 10 proc. – to zależy od okresu i instytucji. Złe kredyty nie mogą przekraczać ustalonego limitu w portfelu banku.

    Czyli bank stara się unikać ryzyka?

    Z jednej strony, bank musi bardzo dokładnie oceniać potencjalnych klientów, z drugiej zaś – ci klienci, którzy popadną w problemy i nie spłacają zobowiązań na czas, trafiają do działu windykacji lub są przekazywani do firm zewnętrznych. Klient, który ma niewystarczającą ocenę kredytową, nie dostanie finansowania w banku. A przecież wciąż go potrzebuje.

    Czyli klient jest oceniany na podstawie danych z biur gospodarczych i kredytowych?

    Dokładnie. W Polsce funkcjonuje konkurencyjny rynek biur gospodarczych – rejestrują one opóźnienia w płatnościach. Każdy bank lub instytucja finansowa może te dane sprawdzić i ocenić zdolność oraz wiarygodność klienta.

    Fingo Capital funkcjonuje jako firma pożyczkowa?

    Tak. Działamy w tym trzecim filarze sektora finansowego. Z chęcią obsługujemy klientów, których nie mogą lub nie chcą obsłużyć banki. Obsługujemy zarówno klientów indywidualnych, jak i firmy – choć w sektorze konsumenckim skupiamy się na kwotach od 1000 do 3000 zł.

    To są niewielkie pożyczki na krótki okres?

    Tak – najczęściej do 30 dni. Klienci potrzebują finansowania na chwilę. Ten rynek działa bardzo prężnie.

    Czyli to nie są osławione chwilówki z ogromnymi odsetkami?

    Nie. Trzeba rozróżnić wizerunek chwilówek i faktyczne koszty. Dyrektywa europejska nakazuje prezentować RRSO – rzeczywistą roczną stopę oprocentowania – na każdej umowie, nawet jeśli finansowanie trwa miesiąc. To może zniekształcać obraz.

    A jak wygląda koszt pożyczki w waszym przypadku?

    Koszty są regulowane ustawowo. Odsetki są takie same, jak w banku. Dodatkowo dochodzą koszty przygotowania umowy – to 10 proc. w skali roku, a więc miesięcznie około 0,8–0,9 proc. Przykładowo: pożyczka na 1000 zł kosztuje klienta 123 zł – łącznie z odsetkami i kosztami.

    Co się dzieje, gdy klient spóźnia się ze spłatą?

    Wtedy mogą być naliczane odsetki karne – obecnie to 22 proc. w skali roku, zgodnie z ustawą i WIBOR-em.

    Czyli po roku niespłacony tysiąc złotych nie zmienia się w dwa tysiące?

    Nie. To byłoby duże nadużycie. Przy 22 proc. rocznie mówimy o 220 zł. A nie o podwojeniu zadłużenia.

    Ilu klientów spłaca w terminie?

    Zdecydowana większość – ponad 90 proc. Co więcej – chętnie wracają i wnioskują ponownie o finansowanie.

    Jaki procent stanowią klienci problematyczni?

    To jest mniejszość – kilka procent. W naszej grupie kapitałowej liderem jest spółka windykacyjna Vindexus. Jej pracownicy reagują w przypadku problemów ze spłatą, zwykle proponują rozłożenie należności na raty płatne w dłuższym okresie.

    Jakie są Wasze roczne obroty?

    Operujemy na poziomie 30–50 milionów złotych rocznie.

    Ile osób pracuje w Fingo?

    Zatrudniamy zaledwie cztery osoby. Jest to możliwe dzięki wysokiemu poziomowi automatyzacji. Procesy – od wniosku po wypłatę środków – obsługujemy za pomocą nowoczesnych technologii.

    Jakie to technologie? Co to znaczy w praktyce?

    Na początku współpracowaliśmy z fizycznymi pośrednikami, którzy przyjmowali klientów w lokalach, zbierali dokumenty. Dziś funkcjonuje to inaczej – w czasie pandemii przeszliśmy całkowicie na system online. Klient składa wniosek i załatwia wszystkie formalności przez Internet.

    Jak wygląda ten proces?

    Klient zakłada konto, weryfikuje się telefonicznie, wypełnia kwestionariusz – dane osobowe, dochody, gospodarstwo domowe, zobowiązania. Może zadzwonić do nas, jeśli coś jest niejasne. Na naszej stronie są też odpowiedzi na najczęstsze pytania.

    A jak wygląda weryfikacja?

    Klient łączy się ze swoim bankiem – umożliwia nam dostęp do historii konta. Sprawdzamy również dane w Biurze Informacji Kredytowej. Cały ten proces jest zautomatyzowany.

    Co dalej, jeśli wniosek zostanie zaakceptowany?

    Podpisujemy umowę. Współpracujemy z firmą Amodit, która ma licencję europejską na podpis elektroniczny. Klient podpisuje dokument przez SMS i e-mail, my również – i wtedy następuje wypłata środków na wcześniej zweryfikowane konto.

    Jak pan by uzasadnił sens istnienia takiej firmy jak Fingo – poza ekonomią?

    Po pierwsze – szybkość. Klient potrzebuje decyzji natychmiast. Po drugie – bank może nie udzielić mu finansowania. Po trzecie – spłacenie pożyczki poprawia historię kredytową i może ułatwić powrót do sektora bankowego.

     

    Czy są sezony większego zapotrzebowania na pożyczki?

    Tak – przed świętami i wakacjami. Wtedy rośnie liczba wniosków.

    Jak wielu klientów obsługujecie miesięcznie?

    Między 2 a 3 tysiące. Większość z nich wraca do nas.

    A kredyty dla przedsiębiorców?

    Nie – nasza oferta jest adresowana do klientów indywidualnych. Limity to maksymalnie 3000 zł, więc to raczej nie jest finansowanie typowo biznesowe.

    Na koniec jeszcze kilka zdań o panu… Jakie studia Pan ukończył?

    Jestem absolwentem biologii molekularnej, z doktoratem z biochemii. Studiowałem w Toronto.

    Dlaczego zdecydował się pan wrócić do Polski i zmienić zawód?

    Z powodów rodzinnych – rodzice, brat zostali w Polsce. Pracowałem w Kanadzie w branży biotechnologicznej, ale to bardzo trudny, ryzykowny sektor. Wymaga ogromnych inwestycji, a większość firm nie jest w stanie przetrwać pięciu lat.

    Kiedy pan wrócił?

    10 lat temu. Najpierw pracowałem w Vindexusie, w departamencie nadzoru – zajmowałem się m.in. wycenami. To doświadczenie bardzo przydaje mi się dzisiaj. W Fingo jestem od początku, choć firmę zakładała moja poprzedniczka. Po dwóch latach przejąłem po niej obowiązki.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

     

    Co lubi Andrzej Jankowski

    Wakacje › Jeździ najchętniej do Toronto, gdzie długo mieszkał i ma tam przyjaciół.

    Hobby Gra na akordeonie, instrumencie, który z roku na rok staje się coraz bardziej modny – pojawia się dziś w utworach popowych, jazzowych a nawet klasycznych.

    Kuchnia › Polska, chętnie przyrządza potrawy mięsne.

    Motoryzacja › Jest fanem Toyoty, docenia rolę tej firmy, która ciągle jest liderem technologicznym, a w czasie kryzysu energetycznego podbiła Amerykę Północną.

    Sport Gra w squasha.

    Nowe modele Porsche Taycan i Cayenne Black Edition już w Polsce

    Porsche oferuje polskim klientom specjalną serię modeli Taycan i Cayenne „Black Edition” wzbogaconych o czarne akcenty. Oprócz specjalnego wyglądu zewnętrznego i wnętrza, modele tej edycji specjalnej charakteryzują się wieloma wysokiej jakości detalami wyposażenia. Taycan oferuje również dodatkową zaletę w postaci większego zasięgu dzięki większej baterii. Taycan Black Edition jest dostępny jako sportowy sedan i Sport Turismo. Cayenne Black Edition jest dostępny w klasycznej wersji SUV lub jako eleganckie SUV coupé. Do wyboru jest również kilka opcji napędu. Modele specjalnej edycji zadebiutowały podczas Goodwood Festival of Speed w Wielkiej Brytanii.

    Czarne akcenty na zewnątrz i wewnątrz podkreślają sportowy, elegancki wygląd modeli Black Edition. W modelu Taycan pakiet Sport Design, listwy bocznych okien i oznaczenie modelu z tyłu są wykończone w kolorze czarnym z wysokim połyskiem. Lusterka zewnętrzne w kolorze czarnym z wysokim połyskiem w połączeniu z innymi lakierami zewnętrznymi są dostępne wyłącznie w wersji Black Edition. Standardowo montowana jest również tylna listwa świetlna z podświetlanym czarnym logo Porsche. W pakiecie znajduje się również pakiet czarnych akcentów we wnętrzu, pakiet schowków oraz czarne, szczotkowane, podświetlane listwy progowe z aluminium.

    Większy akumulator Performance Battery Plus, który jest dostępny jako opcja w modelach Taycan, Taycan 4 i Taycan 4S, jest również standardowym wyposażeniem modeli Taycan Black Edition. Większa pojemność brutto wynosząca 105 kWh ma pozytywny wpływ zarówno na osiągi, jak i zasięg WLTP. Na przykład w podstawowym modelu sportowego sedana Black Edition, który generuje do 435 KM¹, zasięg wzrasta do 668 kilometrów – o 76 km, czyli 12 procent więcej niż w modelu standardowym.

    Modele Cayenne są wyposażone w przedni zderzak Sport Design², pakiet zewnętrzny, lusterka zewnętrzne i logo Porsche, a także oznaczenie modelu z tyłu, wszystkie wykończone w kolorze czarnym z wysokim połyskiem. Wnętrze wzbogacono pakietem wnętrza z szczotkowanego czarnego aluminium.

    Porsche dodało również do listy wyposażenia standardowego obu serii modeli: asystenta zmiany pasa ruchu, system Surround View z aktywnym asystentem parkowania⁴, 21-calowe felgi z nakładkami z pełnokolorowym logo Porsche, reflektory HD Matrix LED (przyciemniane w modelu Cayenne Black Edition), projektory LED w drzwiach wyświetlające logo Porsche, komfortowe fotele przednie (z 14-stopniową regulacją elektryczną i funkcją pamięci) z herbem Porsche na zagłówkach, system dźwiękowy BOSE® Surround Sound System z Dolby Atmos (z Electric Sport Sound w modelu Taycan), pakiet schowków oraz czarne wykończenie gładką skórą⁵. Model Taycan posiada również ekskluzywną plakietkę w konsoli środkowej z oznaczeniem „Black Edition”.

    Modele Black Edition są dostępne nie tylko w kolorze czarnym

    Chociaż jest to wersja Black Edition, kolor czarny nie jest obowiązkowy jako kolor podstawowy: podczas konfiguracji modeli tej edycji można również wybrać inne kolory lakieru nadwozia. W przypadku modelu Taycan wszystkie kolory z kategorii Contrasts i Shades są dostępne bez dodatkowych opłat, w tym kolory takie jak Jet Black Metallic, Volcano Grey Metallic, Dolomite Silver Metallic i Ice Grey Metallic. W przypadku modelu Cayenne klienci mogą bez dodatkowych opłat wybierać spośród kategorii Contrasts: White lub Chromite Black Metallic.

    Za dodatkową opłatą klienci mogą również wybrać kolor z kategorii Legends, Dreams i Shades (Cayenne) lub skorzystać z szerokich możliwości personalizacji oferowanych przez programy Paint to Sample. Dostępne są również opcje dotyczące wnętrza, w tym skóra w kolorze Slate Grey lub dwukolorowa.

    Specjalny pakiet Black Edition na zamówienie i dalsza personalizacja

    Rozszerzony pakiet Black Edition zawiera napis „Black Edition” na przednich drzwiach, a także podświetlane listwy progowe i zestaw kluczyków do pojazdu z etui, również z dopasowanym napisem.

    Pojazdy stają się wyjątkowymi egzemplarzami dzięki opcjom oznaczonym symbolem personalizacji. Indywidualizacji można poddać wiele elementów wnętrza, w tym kluczyki i etui na kluczyki, dwustronną dywanik bagażnika, dywaniki, folder z dokumentacją pojazdu, pokrywę schowka w konsoli środkowej oraz listwy progowe.

    Odpowiednie opcje dla modeli Taycan i Cayenne są oznaczone symbolem personalizacji w konfiguratorze samochodów Porsche i można je tam wyświetlić w czasie rzeczywistym. Porsche Exclusive Manufaktur realizuje te detale wyposażenia z wielką dbałością o szczegóły i kunsztem wykonania.

     

    Cayenne Cena non-Black Cena Black
    Cayenne 479000 548000
    Cayenne E-Hybrid 511000 572000
    Cayenne S E-Hybrid 580000 644000
    Cayenne Coupe 497000 557000
    Cayenne E-Hybrid Coupe 522000 578000
    Cayenne S E-Hybrid Coupe 605000 659000
    Taycan Cena non-Black Cena Black
    Taycan 474000 555000
    Taycan 4 495000 576000
    Taycan 4S 562000 634000
    Taycan Sport Turismo 479000 560000
    Taycan 4S Sport Turismo 567000 639000

     

    ¹ Moc overboost przy użyciu Launch Control, szczegóły dotyczące metody pomiaru na stronie www.porsche.com/gtr21

    ² Kompletny pakiet Sport Design jest standardowym wyposażeniem modeli Cayenne S E-Hybrid Black Edition.

    Ważne Informacje

    Stop the clock na rynku ESG

    ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

    Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

    Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...