.
Strona główna Blog Strona 13

Słowa, które budują zaufanie — jak skuteczna komunikacja wzmacnia współpracę w biznesie

    W czasach szybkich zmian i rosnącej złożoności projektów, kluczowym czynnikiem sukcesu organizacji jest umiejętność porozumiewania się w sposób, który nie tylko przekazuje informacje, ale wspiera współpracę — zarówno indywidualną, jak i zespołową. O tym, jak komunikacja kształtuje efektywność zespołów i co liderzy mogą zrobić, by budować kulturę współpracy, rozmawiamy z Beatą Drzazgą — przedsiębiorcą, mentorem i ekspertem w biznesie.

     

    Pani Beato, wiele organizacji dziś mówi o „komunikacji nastawionej na współpracę”. Z Pani doświadczenia — co to właściwie oznacza w praktyce biznesowej?

    Beata Drzazga: Komunikacja nastawiona na współpracę to coś więcej niż wymiana informacji. To świadome budowanie relacji, które wspiera zrozumienie i otwartość w zespole. Każde słowo, każda informacja powinny prowadzić do zaangażowania, wzajemnego szacunku i poczucia wspólnego celu. W biznesie, gdzie współpracujemy z różnymi osobami — od zespołów projektowych po partnerów zagranicznych — komunikacja powinna łączyć, a nie dzielić.

    W pracy zespołowej często pojawiają się konflikty lub trudne rozmowy. Jak w takich sytuacjach zastosować komunikację, która sprzyja współpracy, a nie eskalacji napięcia?

    BD: Najważniejsze jest aktywne słuchanie oraz otwartość na współpracę. Ważne jest, aby być asertywnym i jasno wyrażać swoje zdanie oraz opinię, a jednocześnie pozostawać otwartym na wysłuchanie drugiej strony. Kiedy ludzie czują, że ich głos jest wysłuchany i rozumiany, nawet trudne rozmowy mogą prowadzić do konstruktywnych rozwiązań. To wymaga cierpliwości i gotowości, by spojrzeć na problem oczami drugiej strony, a nie tylko bronić własnego stanowiska. To fundament budowania zaufania w zespole.

    A co w sytuacjach szybkich zmian lub stresujących projektów? Jak liderzy mogą utrzymać współpracę, gdy tempo wymusza decyzje „tu i teraz”?

    BD: W takich momentach kluczowe są jasność przekazu i transparentność. Ludzie muszą wiedzieć, jaki jest cel, jakie są priorytety i jakie decyzje już podjęto. Lider, który pyta „jak możemy razem rozwiązać ten problem?”, zamiast „kto popełnił błąd?”, zmienia atmosferę z presji na wspólną odpowiedzialność. To pozwala zamienić chaos w kierunek działania i poczucie wspólnego celu.

    Inteligencja emocjonalna jest często wymieniana jako klucz do efektywnej komunikacji. Jak Pani to widzi?

    BD: Inteligencja emocjonalna to umiejętność rozpoznawania swoich emocji i emocji innych oraz świadomego reagowania na nie. W praktyce oznacza to, że lider rozumie, kiedy napięcie w zespole może wpłynąć na decyzje lub jakość pracy, i potrafi to odpowiednio komunikować. Zdolność do zarządzania emocjami wzmacnia otwartą współpracę i minimalizuje konflikty.

    Czy w Pani ocenie dobra komunikacja realnie wpływa na powodzenie projektów biznesowych?
    BD:
     Zdecydowanie tak. W swojej pracy wielokrotnie obserwuję, że największe trudności w projektach nie wynikają z braku kompetencji, lecz z nieporozumień, niedopowiedzeń, braku wzajemnego słuchania oraz otwartości na drugiego człowieka i jego opinię, a także z nadmiernego ego i ambicji w podejściu do projektu. Kiedy zespoły zaczynają regularnie rozmawiać o swoich celach, potrzebach i ograniczeniach, bardzo szybko pojawia się większe zrozumienie i gotowość do współpracy.

    Dobra komunikacja buduje zaufanie, a tam, gdzie jest zaufanie, ludzie chętniej biorą odpowiedzialność i proponują rozwiązania. W efekcie projekty przebiegają sprawniej, kiedy pracownicy mają możliwość swobodnie wyrażać swoje zdanie, nie zgadzać się z propozycjami i dzielić się pomysłami. Atmosfera pracy staje się lepsza, a klienci odczuwają wyższą jakość współpracy. To prosty mechanizm, który w praktyce przynosi ogromne rezultaty.

    Na koniec — jaka jest jedna rada, którą dałaby Pani liderom, chcącym poprawić komunikację w swoich zespołach?

    BD: Słuchajcie tak, jakbyście mieli coś najcenniejszego do odkrycia. Nie traktujcie komunikacji jako zadania do wykonania, lecz jako proces budowania zaufania. Kiedy ludzie czują, że naprawdę mogą wywierać realny wpływ, naturalnie angażują się w współpracę i wspólny sukces.

    PODSUMOWANIE

    Skuteczna komunikacja w biznesie nie polega wyłącznie na wymianie informacji. To świadomy proces budowania relacji, w którym słuchanie, empatia, inteligencja emocjonalna i transparentność stają się narzędziami współpracy. Liderzy, którzy potrafią kierować zespołem w oparciu o zrozumienie i wzajemny szacunek, nie tylko minimalizują konflikty, ale również zwiększają zaangażowanie i efektywność. Jak mówi Beata Drzazga: prawdziwa komunikacja to inwestycja w ludzi — a ludzie budują sukces organizacji. Jeśli ludzie czują, że mają realny wpływ na decyzje i działania, naturalnie angażują się w inicjatywy i współtworzą sukces całego zespołu.

    OFERTA KONFERENCJI NIS2

    OFERTA KONFERENCJI NIS2

    Wyzwania i obowiązki dla polskiego biznesu w związku z wejściem w życie

    dyrektywy NIS2 26 lutego 2026 | CIC Warsaw – Trend House

    Rejestracja: www.debaty.online

    1. Informacje ogólne

    Tytuł wydarzenia: Konferencja NIS2 – Wyzwania i obowiązki dla polskiego biznesu

    w związku z wejściem w życie dyrektywy NIS2

    Data i miejsce: 26 lutego 2026 CIC Warsaw – Trend House, ul. Chmielna 73,

    Warszawa

    Organizator: Instytut Managera

    Partnerzy: NASK – Państwowy Instytut Badawczy, CIC, Manager Report,

    2. Cel wydarzenia

    Dyrektywa NIS2 wprowadza nowe obowiązki dla tysięcy firm w Polsce. Konferencja

    ma na celu przedstawienie realnych konsekwencji regulacji, obowiązków zarządów

    oraz wymagań wobec dostawców i partnerów biznesowych.

    Wydarzenie wyróżnia się podejściem: Zero ogólników. Zero teorii. Tylko realne

    konsekwencje, obowiązki i kontrakty.

    3. Dlaczego warto wziąć udział

    • Najbardziej konkretne wydarzenie o NIS2 w Polsce

    • Wystąpienia przedstawicieli administracji i ekspertów praktyków

    • Perspektywa NASK, kluczowej instytucji w krajowym systemie

    cyberbezpieczeństwa

    • Możliwość zadania pytań regulatorom

    • Networking z decydentami i liderami rynku• Dostęp do materiałów i nagrań po wydarzeniu

    • Wzmocnienie pozycji firmy wobec klientów, regulatorów i partnerów

    Hasła przewodnie: Biznes. Regulacje. Kontrakty.

    4. Program wydarzenia

    Format: debaty, wystąpienia eksperckie, sesje Q&A, networking Czas trwania:

    9:30–15:00 Forma: stacjonarnie + transmisja online

    4.1. Wystąpienie otwierające

    Marcin Wysocki Zastępca Dyrektora Departamentu Cyberbezpieczeństwa

    Ministerstwo Cyfryzacji

    Temat: Jak państwo będzie egzekwować NIS2 i czego biznes musi się spodziewać

    4.2. Debaty i wystąpienia

    Debata I: NIS2 – obowiązek regulacyjny czy realne ryzyko biznesowe?

    Debata II: Odpowiedzialność zarządu po NIS2 – nowe standardy nadzoru i decyzji

    Eksperckie wystąpienia: Wpływ NIS2 na relacje z klientami, dostawcami i

    partnerami zagranicznymi

    5. Prelegenci

    Marcin Wysocki – Ministerstwo Cyfryzacji

    Agnieszka Wachowska – Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy

    Damian Świderek – SecIQ

    Klaudiusz Kaleta – SektorObronny.pl

    NASK

    6. Korzyści dla uczestników

    • Zrozumienie realnych konsekwencji wdrożenia NIS2

    • Możliwość zadania pytań przedstawicielom administracji

    • Networking z liderami rynku

    • Dostęp do materiałów konferencyjnych

    • Perspektywa NASK – instytucji kluczowej dla bezpieczeństwa cyfrowego

    państwa

    • Wzmocnienie pozycji firmy wobec klientów i regulatorów

    7. Ceny uczestnictwa

    Udział stacjonarny: 1999 PLN netto Udział online: 1499 PLN nettoRejestracja: www.debaty.online

    8. Kontakt

    W sprawie partnerstwa, sponsoringu lub dedykowanych pakietów współpracy:

    kontakt@debaty.onli

    Jak dziś sprzedaje się nieruchomości komercyjne

    Rynek nieruchomości inwestycyjnych rządzi się własnymi prawami. Skuteczna sprzedaż wymaga zrozumienia sposobu działania kapitału, procesu decyzyjnego inwestorów oraz realiów planistycznych i finansowych. Dawid Pawłowski – Właściciel Nieruchomości Komercyjne. opowiada o tym jak skutecznie prowadzić proces sprzedaży na rynku nieruchomości komercyjnych.

    Jak na przestrzeni ostatnich lat zmieniła się rola pośrednika w obrocie nieruchomościami komercyjnymi, czego dziś oczekują sprzedający i kupujący?

    Jeszcze kilkanaście lat temu rola pośrednika sprowadzała się do publikacji oferty i pośredniczenia w kontakcie między sprzedającym a kupującym. Dziś rynek jest bardziej dojrzały, a jednocześnie bardziej wymagający. Sam dostęp do informacji przestał być jakąkolwiek przewagą. Właściciele nieruchomości oczekują od pośrednika kompetencji doradczych i zdolności do przeprowadzenia transakcji od początku do końca.

    Pośrednik musi doskonale rozumieć parametry techniczne nieruchomości, kontekst rynkowy, strukturę popytu, sposób myślenia inwestorów, horyzont czasowy, a także akceptowalny poziom ryzyka. Nie chodzi już o to w jaki sposób oferta powinna być zaprezentowana na portalach.

    Zmienił się również charakter odpowiedzialności pośrednika. Polega ona teraz na przygotowaniu całego procesu sprzedaży w taki sposób, aby miał on sens ekonomiczny i był możliwy do zamknięcia. Właściciele nieruchomości komercyjnych oczekują dziś skuteczności, rozumianej jako zdolność do dotarcia do właściwych kupujących i prowadzenia rozmów w sposób rzeczowy i przewidywalny. Pośrednik staje się uczestnikiem rynku, a nie jego obserwatorem. Jego skuteczność mierzy się nie liczbą ofert, lecz jakością relacji i doświadczeniem w finalizowaniu transakcji.

    Właściciele działek mają problem z korzystną sprzedażą, a inwestorzy i deweloperzy mają z kolei problem z pozyskaniem atrakcyjnych nieruchomości. Czy ten rynek w ogóle działa tak jak należy?

    Rynek działa, ale nie w sposób efektywny. Problem nie polega na braku kapitału ani na niedoborze nieruchomości, lecz na niedopasowaniu informacji i oczekiwań po obu stronach transakcji. Właściciele działek często nie potrafią przedstawić swojej nieruchomości w kategoriach inwestycyjnych, natomiast inwestorzy poszukują projektów, które spełniają jasno określone kryteria ekonomiczne i planistyczne.

    Z perspektywy właściciela działka jest zasobem, którego wartość ocenia się przez pryzmat lokalizacji lub przyszłego potencjału. Z perspektywy inwestora jest to projekt, który musi dać się policzyć, porównać i obronić w określonym horyzoncie czasowym. Jeżeli te dwa sposoby myślenia nie spotykają się w jednym punkcie, transakcja nie dochodzi do skutku, mimo że obie strony deklarują zainteresowanie.

    Dodatkowym problemem jest sposób obiegu ofert. Atrakcyjne nieruchomości rzadko funkcjonują w publicznym obiegu. Inwestorzy i deweloperzy w pierwszej kolejności opierają się na relacjach i bezpośrednich kontaktach. Właściciele działek, którzy próbują sprzedawać samodzielnie lub w oparciu o ogłoszenia, trafiają do podmiotów przypadkowych, a nie do grupy potencjalnych klientów.

    W efekcie rynek sprawia wrażenie niewydolnego, a tak naprawdę brakuje mechanizmu, który porządkowałby informacje i interesy stron. Tam, gdzie pojawia się podmiot rozumiejący logikę obu stron, transakcje dochodzą do skutku.

    A więc co w praktyce decyduje o powodzeniu transakcji? Dlaczego samo wystawienie nieruchomości na rynek coraz rzadziej prowadzi do skutecznej sprzedaży?

    Sprzedaż nieruchomości komercyjnych nie działa na podstawie logiki rynku masowego. Potencjalni nabywcy mają łatwy dostęp do ofert, danych i analiz, natomiast kapitał inwestycyjny pozostaje selektywny i ostrożny. W efekcie szeroka ekspozycja oferty nie zwiększa jej atrakcyjności, a często prowadzi do jej deprecjacji.

    O powodzeniu transakcji decyduje przede wszystkim sposób przygotowania oferty i nieruchomości do sprzedaży. Obejmuje on realistyczną ocenę jej wartości, osadzenie ceny w aktualnych warunkach rynkowych oraz właściwe określenie grupy docelowej nabywców. Inaczej sprzedaje się obiekt interesujący dewelopera, a inaczej mieszkania lub działki pod budownictwo jednorodzinne. Oferta nie może trafiać do podmiotów, dla których nie okaże się interesująca. Kluczowe znaczenie ma również moment wejścia na rynek. Nieruchomość wystawiona w nieodpowiednim czasie, przy błędnych założeniach cenowych lub bez jasnej narracji inwestycyjnej, szybko przestaje interesować kogokolwiek. Informacja o braku zainteresowania rozchodzi się szybciej niż sama oferta, co z reguły zamyka drogę do rozmów z poważnymi nabywcami.

    W praktyce sprzedaż nieruchomości komercyjnej opiera się na precyzyjnym dotarciu do wąskiej grupy decydentów, a nie na publicznym obiegu ogłoszeń. O powodzeniu transakcji decydują relacje, zaufanie oraz zdolność do prowadzenia rozmów w oparciu o konkretne liczby i jasno określone warunki. To proces, który wymaga doświadczenia, znajomości rynku i umiejętności czytania intencji drugiej strony, a nie jedynie publikacji dobrze widocznych ogłoszeń.

    Prowadzenie transakcji to trudny proces, szczególnie gdy pojawiają się rozbieżności co do ceny czy warunków umowy. W takich sytuacjach nie wystarcza przekazywanie stanowisk stron. Konieczna jest zdolność do wyjaśnienia interesów każdej z nich, uporządkowania argumentów i zaproponowania rozwiązań, które pozwalają kontynuować proces. To wymaga doświadczenia oraz zaufania obu stron do osoby prowadzącej rozmowy.

    Praca pośrednika jest szczególnie widoczna na etapie finalizacji. Na tym rynku transakcje rzadko upadają z powodów formalnych. Znacznie częściej przyczyną są błędne założenia, brak decyzyjności lub nieumiejętność domknięcia rozmów. Pośrednik, który faktycznie prowadzi transakcję, odpowiada za spójność całego procesu, a nie jedynie za obecność przy stole negocjacyjnym.

    Często podkreśla Pan znaczenie relacji z deweloperami i inwestorami. W jaki sposób sieć kontaktów przekłada się na konkretne efekty sprzedażowe?

    Rynek nieruchomości komercyjnych funkcjonuje w dużej mierze poza obiegiem publicznych ofert. Znaczna część transakcji rozpoczyna się od bezpośrednich rozmów, jeszcze zanim pojawi się formalna propozycja sprzedaży. W takich warunkach sieć kontaktów decyduje o tym, czy zakup nieruchomości w ogóle będzie rozważany. Pośrednik, który zna strategie inwestycyjne konkretnych podmiotów, jest w stanie zaprezentować ofertę tym nabywcom, dla których ma ona sens ekonomiczny. Ogranicza to liczbę przypadkowych rozmów i pozwala skupić się na podmiotach realnie zdolnych do przeprowadzenia transakcji. W praktyce oznacza to mniejszą liczbę spotkań, ale wyższy poziom skuteczności.

    Relacje budują również zaufanie, które w tym segmencie rynku ma wymierną wartość. Inwestorzy chętniej angażują się w rozmowy, gdy wiedzą, że oferta została wcześniej zweryfikowana, a za jej prezentacją stoi osoba rozumiejąca ich sposób myślenia. Zaufanie to nie wynika z jednorazowego kontaktu, lecz z historii współpracy i powtarzalności działań. Dzięki temu rozmowy mogą dotyczyć istoty transakcji, a nie wątpliwości co do jej wiarygodności.

    Wreszcie, dobrze rozwinięta sieć kontaktów pozwala właściwie ocenić potencjał nieruchomości jeszcze przed rozpoczęciem formalnego procesu sprzedaży. Informacje zwrotne od deweloperów i inwestorów pomagają skorygować oczekiwania cenowe i dobrać strategię.

    W takim razie proszę powiedzieć jak wygląda proces dopasowania oferty do konkretnego typu kupującego?

    Jak już mówiłem wcześniej, o atrakcyjności obiektu nie decyduje jego uniwersalność, lecz zgodność z określoną strategią inwestycyjną kupującego. Ta sama nieruchomość może mieć zupełnie inną wartość dla dewelopera, funduszu inwestycyjnego czy prywatnego inwestora. Dopiero właściwe rozpoznanie tych różnic pozwala mówić o realnym procesie sprzedaży.

    Deweloper będzie patrzył na potencjał przekształceń, parametry zabudowy i otoczenie planistyczne. Inwestor długoterminowy skupi się na stabilności przychodów, jakości najemców i przewidywalności kosztów. Z kolei kapitał prywatny często poszukuje projektów wymagających uporządkowania lub restrukturyzacji, które pozwalają na wzrost wartości w określonym horyzoncie czasowym. Każda z tych grup operuje inną logiką decyzji.

    Proces dopasowania polega więc na zbudowaniu spójnej narracji inwestycyjnej, odpowiadającej oczekiwaniom konkretnego nabywcy. Nie chodzi o zmianę faktów, lecz o właściwe ich uporządkowanie i akcentowanie elementów, które mają znaczenie dla danej strategii. Bez tego nieruchomość staje się ofertą ogólną, która nie przemawia do nikogo w sposób wystarczająco przekonujący.

    W praktyce oznacza to także świadome zawężenie grona odbiorców. W przypadku nieruchomości komercyjnych, skuteczna sprzedaż rzadko polega na szerokiej dystrybucji informacji. Częściej jest efektem precyzyjnego dotarcia do kilku podmiotów, dla których dana nieruchomość stanowi odpowiedź na konkretną potrzebę. To podejście porządkuje proces sprzedaży, skraca czas rozmów i zwiększa prawdopodobieństwo domknięcia transakcji.

    Jakie błędy najczęściej popełniają właściciele nieruchomości, próbując samodzielnie sprzedać obiekt komercyjny?

    Najczęstszym błędem popełnianym przez właścicieli nieruchomości jest założenie, że sprzedaż przebiega podobnie jak sprzedaż nieruchomości mieszkaniowej. W praktyce są to dwa odrębne rynki, oparte na innych kryteriach oceny i innym sposobie podejmowania decyzji. Próba przeniesienia prostych schematów prowadzi zazwyczaj do rozczarowania i straty czasu.

    Drugim istotnym błędem jest niewłaściwe określenie ceny wyjściowej. Właściciele często opierają swoje oczekiwania na historycznych kosztach zakupu, planach inwestycyjnych lub porównaniach z ofertami, które nie znalazły nabywców. Rynek nieruchomości komercyjnych wycenia obiekty w oparciu o przyszłe przepływy pieniężne i ryzyko, a nie o sentyment czy nakłady poniesione w przeszłości. Błędna wycena skutkuje brakiem zainteresowania ze strony poważnych inwestorów.

    Często spotykanym problemem jest także brak przygotowania merytorycznego do rozmów. Inwestorzy oczekują jasnych danych dotyczących przychodów, kosztów, umów najmu, stanu prawnego oraz potencjalnych ryzyk. Jeżeli takich informacji brakuje lub są one niespójne, rozmowy kończą się na wczesnym etapie. Samodzielna sprzedaż bez odpowiedniego zaplecza analitycznego obniża wiarygodność oferty.

    Wreszcie, właściciele działający samodzielnie mają ograniczony dostęp do realnych nabywców. Publiczne ogłoszenia trafiają głównie do podmiotów przypadkowych, często bez zdolności decyzyjnej lub finansowej. Brak relacji z inwestorami i deweloperami powoduje, że oferta krąży po rynku, tracąc na atrakcyjności, zamiast trafić bezpośrednio do podmiotów, które mogłyby rzeczywiście z niej skorzystać.

    Rozmawiał Mateusz Banaszak

     

     

    NIS2 nadchodzi szybciej, niż myślisz.

    NIS2 nadchodzi szybciej, niż myślisz.
    26.02.2026 | CIC Warsaw – Trend House

    To nie będzie kolejna konferencja o cyberbezpieczeństwie.
    To będzie najbardziej konkretne spotkanie o NIS2 w Polsce — z głosem, którego wszyscy chcą słuchać.

    Marcin Wysocki,
    Zastępca Dyrektora Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji,
    pojawi się u nas, by powiedzieć wprost, jak państwo będzie egzekwować NIS2 i czego biznes musi się spodziewać.

    Zero ogólników.
    Zero teorii.
    Tylko realne konsekwencje, obowiązki i kontrakty.

    Biznes. Regulacje. Kontrakty.
    Jeśli chcesz być przed zmianą, a nie pod nią — widzimy się 26 lutego.
    Rejestracja: debaty.online

    Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

    Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń funkcję tę będzie sprawował po raz drugi – prezesem PIPT był już w latach 2010-2011, następnie, aż dotąd, pełnił funkcję wiceprezesa.

    Polska Izba Przemysłu Targowego zrzesza organizatorów wystaw i operatorów obiektów targowych, firmy zajmujące się projektowaniem i budową stoisk, marketingiem, transportem czy usługami informatycznymi. Łącznie tworzy ją 70 członków. Rdzeń branży stanowią ośrodki wystawiennicze. Zdecydowana większość, bo aż 70% udziału w łącznej wynajętej powierzchni wystawienniczej należy do MTP i Targów Kielce.

    Nieco inaczej wygląda struktura zysków. Najnowsze dostępne dane (z 2024 roku) pokazują, że kielecki ośrodek wyprzedził konkurencję osiągając zysk na poziomie 18 milionów złotych. Kolejny wynik należy do ZIAD Bielsko-Biała, organizatora targów Energetab – ośrodek zarobił 2 miliony 200 tysięcy złotych. Trzecia pozycja w rankingu należy do Targów w Krakowie z zyskiem 46 tysięcy złotych. MTP, z ponad 14-milionową stratą, zajmują na liście przedostatnią pozycję. Większą stratę odnotował jedynie Ptak Warsaw Expo – 18 milionów.

    Świetne wyniki finansowe kieleckiego ośrodka od kilku lat pozostają na stabilnym poziomie, między innymi dzięki zróżnicowanemu portfolio, ale także branżowej specjalizacji centrum – ośrodek wiedzie prym w branży obronnej, wydarzeniach dla służb mundurowych oraz przemysłu. Posiada szeroką ofertę wydarzeń B2B, spośród których część ma już ugruntowaną na rynku pozycję, a inne skutecznie ją budują. Dzięki stabilnej sytuacji finansowej ośrodka możliwe było rozpoczęcie największej inwestycji ostatniej dekady, czyli budowy hali wystawienniczej o powierzchni 18,5 tysiąca metrów kwadratowych, której ukończenie zaplanowano na czerwiec tego roku.

    Kim jest Andrzej Mochoń? Funkcję prezesa Targów Kielce pełni od 20 lat. Z wykształcenia jest geologiem – ukończył studia na Uniwersytecie Wrocławskim, a stopień doktora uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 roku pełni funkcję prezesa zarządu Targów Kielce. Jest współtwórcą Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego (MSPO) – trzeciej po londyńskim DSEI i paryskim Eurosatory – wystawy obronnej w Europie. W ciągu 20 lat jego zarządzania kieleckimi targami, ośrodek stał się nie tylko jednym z najistotniejszych centrów na mapie Polski, ale także Europy. Zyskał nowoczesną infrastrukturę – między innymi za sprawą budowy Centrum Kongresowego w 2013 roku oraz hali nr 5 (dawniej hala E).

    Obok pracy zawodowej, Andrzej Mochoń interesuje się fotografią – jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. Jego pasją jest muzyka jazzowa – jest inicjatorem organizowanego od ponad 20 lat Memorial to Miles Targi Kielce Jazz Festival, a także jednym z pomysłodawców budowy pierwszego pomnika Milesa Davisa na świecie, który stoi przy Kieleckim Centrum Kultury. Uwielbia góry; jest zdobywcą Mont Blanc. Mówi w pięciu językach.

    PSPS apeluje o merytoryczną ocenę postulatów zmian Warunków Technicznych

    We wrześniu br. ma wejść w życie nowe rozporządzenie w sprawie warunków technicznych jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (WT). Polskie Stowarzyszenie Producentów Styropianu (PSPS) skierowało do Michała Jarosa, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii pismo z apelem o merytoryczną ocenę uwag zgłoszonych w konsultacjach publicznych i pracach eksperckich nad projektem. Stanowisko jest odpowiedzią na kierowane w tym zakresie do resortu postulaty środowiska tzw. ekspertów do spraw pożarnictwa.

    PSPS wskazuje, że proponowane zmiany dotyczące ocieplania budynków z uwagi na bezpieczeństwo pożarowe nie znalazły potwierdzenia w pracach eksperckich nad projektem rozporządzenia.

    W ocenie PSPS apele do Ministerstwa o utrzymanie zapisów sprzecznych z analizami przyczyn pożarów oraz badaniami skuteczności i trwałości proponowanych rozwiązań z wełną są nieuzasadnione i szkodliwe dla rynku ociepleń. Wśród negatywnych skutków wejścia w życie takich zmian PSPS wymienia m.in. istotny wzrost kosztów budowy oraz spadek dostępności termomodernizacji, co negatywnie wpłynęłoby na sytuację milionów polskich rodzin. Tego samego zdania są organizacje i producenci pozostałych dominujących w ociepleniach termoizolacji oraz organizacja zrzeszająca producentów systemów ociepleń ETICS (SSO).

    Przedstawiciele PSPS podkreślają, że propozycje ograniczenia stosowania płyt styropianowych uzasadniane względami przeciwpożarowymi nieprzypadkowo pojawiają się w przeddzień realizacji wyzwań związanych z ograniczaniem energochłonności polskich budynków. W ocenie ekspertów postulaty to element walki o rynek ociepleń, na którym trwałe, dostępne i sprawdzone płyty styropianowe o niskiej nasiąkliwości oraz innowacyjne grafitowe styropiany, pozwalające zmniejszyć grubość ocieplenia nawet o 30%, od lat dominują nad wełną w ociepleniach metodą ETICS.

    PSPS zwraca również uwagę Ministra, że apele o utrzymanie zmian Działu VI WT zgłaszane na potrzeby tej dyskusji przez środowiska tzw. ekspertów ds. pożarnictwa, pochodzą od środowisk współpracujących i wspieranych przez producentów  wełny – potencjalnych rynkowych beneficjentów takich zmian.

    Po miesiącach prac nad kształtem nowych przepisów, wyraźnie widać, że za postulatami  ograniczenia stosowania ociepleń ze styropianem nie stoją żadne twarde dane. Wykorzystywanie w dyskusji dot. nowych przepisów wybiórczych informacji nt. ostatnich przypadków pożarów oraz wiązanie tych wydarzeń ze styropianem jest nieuprawnione i narusza dobre imię naszej branży. Podważa też obiektywizm i zaufanie sektora ociepleń do grup i osób publicznie prezentujących takie wnioski z pozycji ekspertów. O zbadanie transparentności działań tych podmiotów wystąpiliśmy do właściwych służb i organów administracji. Polacy powinni mieć pewność, że troska o ich bezpieczeństwo nie jest wyłącznie narzędziem retoryki na potrzeby tej dyskusji – komentuje Kamil Kiejna, prezes PSPS.

    PSPS zwraca jednocześnie uwagę, że ETICS ze styropianem są dominującym rozwiązaniem w zakresie ocieplania zewnętrznych ścian budynków w Polsce i większości krajów Europy, a ich bezpieczeństwo potwierdzają systematyczne badania wykonywane w niezależnych jednostkach.

    ***

    Polskie Stowarzyszenie Producentów Styropianu z siedzibą w Warszawie, działa od 2010 roku i zrzesza 29 wiodących producentów izolacyjnych płyt styropianowych stosowanych w budownictwie, którzy reprezentują ok. 85% polskiego rynku tego materiału.

    Organizacja współtworzy, opiniuje i konsultuje normy techniczne oraz przepisy prawne dotyczące produkcji i zastosowań styropianu do termoizolacji w budownictwie. Współdziała z krajowymi i zagranicznymi organizacjami branży budowlanej, instytucjami naukowo-technicznymi, organami administracji państwowej i samorządowej na rzecz rozwoju produktów styropianowych oraz ich zastosowań. Podejmuje liczne działania na rzecz jakości styropianu dla budownictwa na polskim rynku, wspierając i upowszechniając zasady uczciwej konkurencji oraz dobre standardy na rynku budowlanym.

    PSPS reprezentuje polską branżę producentów styropianu w Europejskim Stowarzyszeniu Producentów EPS (EUMEPS).

    Range Rover SV Intrepid LWB P615 – test redakcyjny

    Luksus absolutny… z drobnymi niedogodnościami pierwszego świata. Przy samochodzie kosztującym około 1,7 mln zł wypada zachować się odpowiednio. Czyli: docenić perfekcję, a potem pozwolić sobie na narzekanie, bo przecież po coś ten luksus jest. I tak, w trakcie testu pojawiła się pierwsza rysa na marmurze.

    Autor: Michał Garbaczuk

    Walizka kontra barek

    Okazało się bowiem, że do bagażnika nie da się zapakować dużej walizki. Powód? Tylna część lodówki, tej pięknej, chłodzącej szampana, wystaje dokładnie na środku przestrzeni bagażowej i skutecznie blokuje sensowne pakowanie. Rada konsumencka? Bierzcie mniejsze walizki, albo zostawcie to concierge’owi, a na trasę dom – lotnisko – prywatny jet wystarczy kabinówka. Bo przecież nikt rozsądny nie zrezygnuje z barku dla jakiejś „pierdoły” w postaci logistyki bagażu.

    Wspinaczka alpinistyczna klasy premium

    Druga niedogodność to wysoka pozycja foteli. Owszem, Range Rover jest królem szos, monumentalnym, ostentacyjnym, grubo ponad pięciometrowym klocem dominacji, ale jednak wsiadanie i wysiadanie wymaga opracowania pewnej techniki, bowiem nogawka ubrudzona o próg boli bardziej, gdy masz na sobie coś droższego niż komplet dresowy od Balenciagi. Według mnie ten samochód powinien po prostu jeszcze bardziej się obniżać, do poziomu, w którym nie muszę się zsuwać z fotela, żeby zeskoczyć na ziemię. Dosłownie. W konfiguratorze znalazłem opcję wysuwającego się z podłogi podestu, ale nie wiedzieć czemu ktoś zapomniał jej kliknąć, choć zapewniano mnie, że podświetlono okienko z napisem „zaznacz wszystko”.

    Manewry? Proszę bardzo

    I teraz paradoks: ten ponad pięciometrowy i prawie 3-tonowy kolos skręca genialnie. Tylna oś skrętna sprawia, że Range Rover zawija niemal w miejscu, manewrując na parkingach z gracją auta o dwa segmenty mniejszego. A że zajmuje dwa miejsca parkingowe? No cóż. Kto bogatemu zabroni? A potem widzisz swoje numery rejestracyjne na fanpage-u, gdzie udostępniane są zdjęcia samochodów zaparkowanych mówiąc delikatnie – nonszalancko. Drodzy internauci, zwracam się do Was tymi słowami: kochani, wierzcie mi, nie da się inaczej. Po prostu się nie da. Kierowcy dużych samochodów wybierają mniejsze zło, bo albo będą wystawać na pół pasa blokując przejazd, albo na chodnik utrudniając życie pieszym. Nie zna życia ten, kto nigdy nie zmierzył się z zaparkowaniem Pick-upa, kampera czy luksusowej limuzyny.

    Reszta? Czysty luksus bez przypisów

    Poza powyższymi niedogodnościami Range Rover SV to luksus pełną gębą. Wszystko, co znajduje się na pokładzie, jest najlepszej jakości, perfekcyjnie spasowane i wykonane tak, że konsolę środkową spokojnie postawiłbym w salonie. W zimny dzień grzeją się wszystkie fotele, kierownica, podłokietniki, a masaż… masaż robi rzeczy, których nie da się opisać bez popadania w poezję. Program „gorące kamienie” to przeniesienie do innego wymiaru wypoczynku. Wszystko dzieje się szeptem, Ty czujesz tylko ciepło, rytm i satynową miękkość masujących dłoni. Zaczynasz lewito… chociaż nie, zaczynasz unosić się nad rzeczywistością.

    A Rzeczywistość? Też da się ogarnąć

    W tym świecie wszystko mogłoby się wydarzyć naprawdę. Nawet sytuacja, w której nagle zabrakłoby płynu do spryskiwaczy. Wyobrażam to sobie tak: dzwonisz do concierge’a, po chwili nad Tobą pojawia się transportowy samolot, który uzupełnia płyn w locie, a Ty nawet nie musisz się zatrzymywać. To urodziło się w głowie. Ale nie widzę powodu, dla którego nie mogłoby się wydarzyć.

    Zastanawiam się tylko nad jedną kwestią: Czy ten samochód powinno się prowadzić samemu? Bo skoro jest salonka i barek, i elektrycznie wysuwany stolik, i ekrany, a nawet tapicerka w różnym kolorze z przodu i z tyłu, która już po otwarciu drzwi mówi: Hej, wsiadłeś nie tymi drzwiami… to czy sąsiedzi powinni mnie oglądać wystającego zza kierownicy? Odpowiedź brzmi: czemu nie? W końcu pod prawą stopą mam potencjometr wyzwalający 615 koni mechanicznych, będących w stanie katapultować to wielkie cielsko od 0 do 100 km/h w 4,5 sekundy i rozpędzić się do ponad 260 km/h! Czysty obłęd w kolorowych skarpetkach! Ja wiem, że to jak zejść z komnaty do kuchni służby, żeby otworzyć lodówkę i wgryźć się w pęto podwawelskiej maczanej w musztardzie, ale jak smakuje!

    Konkluzja (bez fałszywej skromności)

    Range Rover SV Intrepid LWB P615 to samochód, w którym: narzekasz tylko dlatego, że możesz, problemy są luksusowe, a każda niedogodność brzmi jak anegdota do kolacji. To już nie jest auto, a stan umysłu okraszony satynowym lakierem za 66 460 zł. I tak – absolutnie nie zrezygnowałbym z barku. Nigdy.

    Integracja a nie asymilacja

    Prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prorektorka ds. nauki Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii przypomina, że nie ma powrotu do dawnych norm społecznych. Musimy szukać nowych – takich, które pozwolą łączyć nowoczesność z odpowiedzialnością za przyszłość. Co więcej, musimy przestać bać się imigrantów i lepiej wykorzystywać tzw. silversów

    Zacznijmy proszę od pani ścieżki zawodowej.

    Jest ona dosyć nietypowa. Studiowałam w Szkole Głównej Handlowej na kierunku Metody Ilościowe i Systemy Informacyjne. Kontynuowałam naukę na studiach doktoranckich, jednocześnie podejmując pracę zawodową. Mój promotor, profesor Marek Góra, współtworzył wówczas Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Systemu Zabezpieczenia Społecznego – czyli agendę rządową zajmującą się reformą emerytalną. Zaczęłam tam pracować i to zaangażowanie w administrację publiczną przedłużyło się aż do 2009 roku.

    Od 2002 r. kierowałam Departamentem Analiz Ekonomicznych i Prognoz w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, współpracując z profesorem Jerzym Hausnerem, pracując nad tzw. Planem Hausnera. Później byłam dwukrotnie wiceministrem pracy – w rządzie Marka Belki i w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Odpowiadałam między innymi za systemy emerytalne, politykę rodzinną, koordynację systemów zabezpieczenia społecznego i równe traktowanie. W 2009 roku wróciłam na uczelnię.

    Po powrocie zrobiła pani habilitację?

    Tak. Doktorat obroniłam w 2004 roku – jeszcze w czasie pracy w ministerstwie. Habilitację uzyskałam już po powrocie na uczelnię.

    Czy w SGH nie powstał kiedyś pomysł, by stworzyć klub byłych premierów i ministrów? Macie ich przecież wyjątkowo dużo.

    Nie liczyłam, ile jest takich osób, ale mam wrażenie, że rektor Piotr Wachowiak zna tę liczbę. Podejrzewam, że jest nas wielu – z różnych obszarów. W moim przypadku, czyli Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, chyba jestem wyjątkiem, bo większość naszych absolwentów działała raczej w ministerstwach gospodarczych czy w Ministerstwie Finansów. Ale rzeczywiście – to godna grupa. Myślę, że SGH jest wyjątkowa pod względem budowania etosu służby publicznej. To uczelnia, w której uczono nas odpowiedzialności – świadomości, że nasze decyzje mogą wpływać na polityki publiczne i że mamy wobec państwa pewną misję. Moje pokolenie jest wychowane na reformach związanych z planem Balcerowicza, którego asystentami byli moi koledzy z roku. Nasza uczelnia kształtuje liderów, również w sferze publicznej, i to kierowało moimi wyborami po studiach. Bardzo się natomiast cieszę, że po latach w administracji publicznej wróciłam do SGH.

    Moi znajomi, którzy trafiali do administracji, podkreślali: niższa pensja, większa odpowiedzialność i gorszy samochód służbowy.

    Trochę tak jest – zwłaszcza jeśli ktoś przechodzi z sektora prywatnego. Ja po studiach zaczynałam w sektorze publicznym, więc może nie miałam porównania, ale miałam poczucie misji. Byłam mianowanym urzędnikiem służby cywilnej i znaczek to potwierdzający nadal mam – choć raczej nie sądzę, bym do administracji wróciła. To było dla mnie ważne – poczucie, że robi się coś dla państwa. Inspirowali mnie tacy mentorzy, jak profesorowie Balcerowicz, Hübner czy Rosati. To osoby, które kształtowały nasze przekonanie, że służba publiczna ma znaczenie i powinna być apolityczna. Niestety, w Polsce ten ideał się nie udał – i zapewne już się nie uda – ale wciąż staramy się wspierać państwo naszą wiedzą i doświadczeniem.

    W jaki sposób?

    Obecnie jestem przewodniczącą Rządowej Rady Ludnościowej. Kontynuuję tradycję prof. Strzeleckiego z SGH, który przez wiele lat kierował Radą. Przewodniczę również Radzie ds. Polityki Rodzinnej i Demograficznej, którą wspiera minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Tam, gdzie możemy wnieść głos badaczy – głos rozsądku, oparty na wiedzy i faktach – staramy się to robić, choć nie jest to dziś łatwe.

    Od kiedy pełni pani funkcję prorektorki?

    Od 2020 roku. Warto w tym miejscu przypomnieć, że kolejni rektorzy SGH są wybierani. Przedstawiają społeczności akademickiej swój zespół – prorektorów i dziekanów. Tak jest zapisane w naszym statucie, by społeczność wiedziała, z kim rektor zamierza współpracować.

    Pełni pani wiele funkcji. Jak dużym zespołem pani kieruje?

    To zależy od obszaru. Jako prorektorka ds. nauki nadzoruję pracę Działu Nauki, Działu Obsługi Projektów, Biblioteki, Wydawnictwa – czyli koordynuję kilka struktur administracyjnych. Współpracuję z Dziekanami Kolegiów i Radami dyscyplin. Kieruję też Instytutem Statystyki i Demografii, w którym pracuje około trzydziestu kilku osób, a także zespołami projektowymi, również w ramach projektów międzynarodowych. To wymaga łączenia wielu wątków, monitorowania efektów naukowych, zarządzania i pracy badawczej.

    Zajmuje się pani demografią. Widzimy, że Polaków jest coraz mniej, a jednocześnie władze coraz bardziej obawiają się wpuszczania do kraju ludzi z zewnątrz – nawet tych kulturowo nam bliskich, jak Ukraińcy.

    Rzeczywiście, sytuacja demograficzna Polski nie wygląda łatwo, choć demografowie powtarzają od dawna, że ludność Polski będzie się starzeć i Polaków będzie ubywać. Już w 1997 roku, gdy przygotowywaliśmy reformę emerytalną, zwracaliśmy uwagę – we współpracy z badaczami, m.in. prof. Ireną Elżbietą Kotowską – że starzenie się populacji jest procesem nieuniknionym. Dane z końca lat 90. wyraźnie wskazywały skutki spadku dzietności, który rozpoczął się na początku lat 90., a także wydłużania się życia i procesów emigracyjnych.

    Polska jeszcze do niedawna była krajem emigracyjnym, co nasiliło się po akcesji do UE. Od lat zwracaliśmy uwagę na te wyzwania. Teraz widzimy, że kwestia demografii coraz mocniej przenika do dyskursu publicznego. W tym roku na Forum Ekonomicznym w Karpaczu temat ten wyraźnie był widoczny. W trakcie forum uczestniczyłam w czterech panelach poświęconych demografii – a było jeszcze kilka innych. To pokazuje, że świadomość problemu rośnie. Pracodawcy coraz wyraźniej widzą, że liczba osób w wieku produkcyjnym się kurczy, a rąk do pracy ubywa.

    Bez wątpienia migracje – szczególnie z Ukrainy – bardzo pomogły polskiemu rynkowi pracy. Bez cudzoziemców nasz system ubezpieczeń społecznych funkcjonowałby gorzej – już niemal 8 proc. osób, które płacą składki do ZUS to cudzoziemcy. Gdyby nie migranci, liczba osób ubezpieczonych w ZUS zaczęłaby spadać. A to oznacza, że możliwości finansowania emerytur i rent byłyby jeszcze bardziej ograniczone. A przecież nawet teraz FUS potrzebuje wsparcia z budżetu państwa, by zbilansować swoje wydatki.

    Czyli obecność cudzoziemców to czynnik stabilizujący?

    Tak, zdecydowanie. I to nie jest zjawisko nowe. Już po aneksji Krymu, długo przed pełnoskalową inwazją Rosji, obserwowaliśmy wzrost liczby cudzoziemców w Polsce, także tych płacących składki.

    Czy Polska mogłaby stać się miejscem pracy dla ludzi z innych regionów świata – np. z Afryki? Coraz więcej młodych Europejczyków też emigruje w poszukiwaniu pracy.

    To możliwe. Coraz częściej mówi się o tym, że Polska staje się atrakcyjna także dla obywateli krajów południowej Europy – Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków. Widzimy wyrównywanie poziomów wynagrodzeń w Europie. Jednocześnie wciąż walczymy ze stereotypami. Polska bywa nadal postrzegana jako kraj o niższym poziomie rozwoju. Zdarzało mi się słyszeć pytania, czy mamy w Polsce kaloryfery, czy chodzą po ulicach białe niedźwiedzie. W świadomości wielu ludzi z południa Europy wciąż nie do końca uświadomiony jest poziom życia, jaki osiągnęliśmy. Zmieniamy to m.in. poprzez programy wymiany, takie jak Erasmus. Moja córka wróciła niedawno z wymiany we Włoszech i stwierdziła, że w Polsce żyje się lepiej – jest więcej zieleni, lepsze warunki mieszkaniowe, czy lepszej jakości woda w kranach.

    Cóż, w krajach południowych kaloryfery nie są czymś oczywistym.

    To prawda – tam ludzie w zimniejszych miesiącach często muszą dogrzewać się drogimi elektrycznymi piecykami. Więc z ich perspektywy pytanie o ogrzewanie ma sens.

    Jakie rozwiązania w zakresie polityki demograficznej należałoby dziś proponować? Postawić na model prorodzinny czy raczej na imigrację?

    Nie ma jednego rozwiązania. Polityka ludnościowa i demograficzna jest wielowątkowa i powinna być zintegrowana z innymi politykami publicznymi. Z jednej strony, mamy kwestie dzietności. Dziś barierą nie jest brak przedszkoli, lecz raczej niepewność młodych ludzi, ich lęki i obawy – ekonomiczne, społeczne, egzystencjalne. To także kwestie zdrowia prokreacyjnego, dostępu do mieszkań, stabilności zatrudnienia. Z drugiej strony, potrzebna jest rozsądna polityka migracyjna, która uzupełni niedobory na rynku pracy. Ale równie ważna jest refleksja o wydłużaniu aktywności zawodowej. Dyskusja o wyższym i równym wieku emerytalnym jest trudna, ale konieczna. Bez niej kobiety będą miały coraz niższe emerytury – w większości minimalne – i stracimy potencjał wykształconych kobiet w wieku 60+ na rynku pracy. Musimy też rozwijać system opieki długoterminowej i dostosowywać przestrzeń publiczną do rosnącej liczby osób starszych. To ogromne wyzwania.

    Czy w Polsce istnieje spójna koncepcja polityki migracyjnej?

    Trudno powiedzieć, że istnieje w pełni. I to nie tylko problem Polski. Widzimy w Europie przykłady zarówno udanych, jak i nieudanych polityk migracyjnych. Niemcy zdołali skutecznie zintegrować Turków czy Syryjczyków, podczas gdy Szwecja ma dziś ogromne problemy z przestępczością wśród imigrantów. Kluczem jest integracja, a nie asymilacja. Integracja oznacza włączenie migrantów w życie społeczne – zapewnienie dostępu do rynku pracy, edukacji, lokalnych wspólnot. Asymilacja natomiast wymagałaby przyjęcia tożsamości narodowej Polaków, co jest nierealne i niepotrzebne. Polska powinna tworzyć rozwiązania, które unikną błędów innych – i działać systemowo. Bo jeśli migranci będą pozostawieni sami sobie, to konflikty społeczne staną się nieuniknione.

    Warszawa już dziś jest miastem wielokulturowym.

    Tak, i to widać. Spotykamy ludzi z Indii, Afryki, Azji. Przedstawiciele tzw. czarnej Afryki to często jedni z najlepiej wykształconych i najbardziej pracowitych migrantów. Przyjeżdżają do pracy, często na określony czas, przesyłają pieniądze rodzinie, a potem wracają do siebie. Nie marzą o życiu u nas, tylko chcą godnie zarabiać. Dlatego powinniśmy ich wspierać, nie budować strachu. Lęk i nieufność tylko pogłębiają problemy.

    Ilu imigrantów Polska potrzebowałaby, żeby gospodarka działała sprawnie?

    To bardzo trudne pytanie, bo wszystko zależy od tego, jak wykorzystamy potencjał, który już mamy – także osób w wieku okołoemerytalnym. Dziś mamy około 1,7 mln cudzoziemców płacących składki w ZUS. Myślę, że w dłuższej perspektywie liczba 4–5 milionów imigrantów jest realna i możliwa do społecznego zaakceptowania. Oczywiście nie z dnia na dzień, ale stopniowo.

    Czy rekrutacja imigrantów mogłaby się odbywać poprzez oficjalne programy – np. placówki rekrutacyjne w krajach afrykańskich?

    Nie jestem specjalistką od polityki migracyjnej, ale taki kierunek ma sens – pod warunkiem, że rekrutacja dotyczyłaby osób o konkretnych kwalifikacjach, znajomości języka, chęci pracy. To mogłoby wspierać gospodarkę i jednocześnie ułatwiać kontrolowany napływ pracowników. Warto też pamiętać o studentach. Uczelnie mogą odgrywać dużą rolę, zapraszając młodych ludzi na studia w Polsce, dając im kompetencje i zachęcając, by po ukończeniu nauki zostali tu i pracowali.

    Zajmuje się pani problematyką silver generation. Jakie są szanse na aktywizację zawodową osób starszych?

    Ogromne. Stereotypy o tym, że osoby starsze są mniej produktywne, schorowane czy nie nadążają za zmianami technologicznymi, są niesprawiedliwe. Żyjemy dłużej, jesteśmy zdrowsi. Ludzie 50–60-letni to często osoby, które większość życia przeżyły w gospodarce rynkowej, dostosowując się do zmian i wykazując dużą elastyczność. To pokolenie z silnym etosem pracy. Młodzi mają dziś inne podejście – większe poczucie work-life balance – co też ma swoje zalety. Ale starsi pracownicy często nie mają już obowiązków rodzicielskich, są dyspozycyjni i doświadczeni. Ich kompetencje i wiedza są ogromnym potencjałem dla pracodawców. Starsi pracownicy potrafią radzić sobie w trudnych sytuacjach, pamiętają transformację ustrojową, inflację lat 90., mają świadomość, że dobra praca nie jest dana raz na zawsze. I potrafią ją docenić. Oczywiście pojawia się kwestia opieki nad starzejącymi się rodzicami – to też wyzwanie społeczne, które wymaga odpowiednich rozwiązań w polityce publicznej.

    Jest to postawa godna wsparcia.

    Dlatego musimy nauczyć się wykorzystywać ten potencjał – z korzyścią dla całego rynku pracy. Nie zwalniajmy ludzi, którzy jeszcze chcą pracować.

    Wracając do silversów – ilu polskich seniorów mogłoby jeszcze aktywnie uczestniczyć w rynku pracy?

    Jest to grupa sięgająca co najmniej miliona osób – a może nawet więcej. Wystarczy spojrzeć na demografię: w latach osiemdziesiątych rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie, więc dziś to właśnie te roczniki wchodzą w wiek okołoemerytalny. To ogromny potencjał.

     

    Czy te osoby wymagają jakichś specjalnych kursów aktywizacyjnych?

    Nie. Przede wszystkim wymagają tego, żeby ich… nie zwalniać. To nie są ludzie, którzy nie chcą pracować – przeciwnie, bardzo często zostają odsunięci od pracy tylko dlatego, że zbliża się okres ochronny. Kobieta po sześćdziesiątce, wciąż pełna energii i doświadczenia, słyszy, że może czas już na emeryturę. To ogromna strata kapitału, zarówno dla gospodarki, jak i dla firm. W sobotę byłam na Kongresie Kobiet, gdzie właśnie dyskutowałyśmy o możliwościach wydłużania aktywności zawodowej. Patrzyłam na dyrektorkę w wieku 60 lat – pełną energii, pomysłów, doświadczenia – która została przez swoją firmę poproszona o przejście na emeryturę. Trudno nawet opisać, jak wielką stratą jest taka decyzja. Ponadto część firm zwalnia pracowników tuż przed okresem ochronnym, żeby nie brać na siebie dodatkowych obowiązków. Znam przypadki dużych, międzynarodowych firm, w których ludzie byli zwalniani dwa–trzy miesiące przed wejściem w ochronę. To po prostu marnowanie zasobów. Oczywiście trzeba inwestować w kompetencje – zmieniają się technologie, dziś wszechobecna jest sztuczna inteligencja. Uczenie się przez całe życie powinno być standardem dla wszystkich.

    To prawda – wielu pracodawców nie zdaje sobie sprawy, jak trudne jest dziś znalezienie młodych pracowników.

    Wydaje się, że starszy pracownik jest droższy, ale to nieprawda. Bo jeśli na miejsce jednej doświadczonej osoby przyjmiemy dwóch młodych, może się okazać, że nie tylko nie zaoszczędzimy, ale też stracimy na jakości pracy i efektywności. Oczywiście wszyscy musimy się uczyć nowych technologii. Sztuczna inteligencja to wyzwanie dla każdego, bez względu na wiek. Ale gdy już się przełamiemy i zaczniemy z niej korzystać, okazuje się, że to fantastyczne narzędzie. Na SGH prowadzimy wspólnie z Google już drugą edycję programu „AI – Umiejętności Jutra”, w ramach której osoby w każdym wieku – także 50+ – pracujące w sektorze MŚP mogą uczyć się korzystania z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Zgłaszają się tysiące ludzi. To dowód, że wiek nie jest barierą, jeśli tylko damy ludziom szansę na zdobycie nowych kompetencji.

    Czyli z jednej strony potrzebujemy mądrej polityki migracyjnej, z drugiej – wykorzystania potencjału silversów.

    Do tego dochodzą jeszcze kobiety, które często wycofują się z rynku pracy z powodu obowiązków opiekuńczych – nad dziećmi lub starszymi rodzicami. To ogromna grupa, którą można lepiej wspierać poprzez rozwiązania umożliwiające godzenie pracy z życiem rodzinnym. Ponadto obserwujemy też rozpad więzi rodzinnych. Coraz więcej jest singli i związków nieformalnych. Rośnie także liczba osób, które nie mają dzieci To także element zmiany społecznej, który trzeba brać pod uwagę.

    Związki nieformalne też stają się coraz powszechniejsze.

    Tak i coraz więcej dzieci rodzi się właśnie w takich związkach. To wymaga stworzenia rozwiązań prawnych, które zapewnią tym rodzinom stabilność i bezpieczeństwo. W tym kontekście ustawa o związkach partnerskich jest bardzo potrzebna – nie tylko dla par jednopłciowych, ale także dla heteroseksualnych, które żyją razem, mają dzieci, ale nie zawarły formalnego małżeństwa.

    To kwestia nie tylko równości, lecz także bezpieczeństwa socjalnego.

    Musimy też pamiętać, że bariery dzietności nie wynikają z braku świadczeń czy infrastruktury, ale często z przemian kulturowych – z różnic w oczekiwaniach kobiet i mężczyzn, z niepewności, z lęków. Badania pokazują, że młodzi ludzie bardzo różnie postrzegają rolę rodziny, pracy i szczęścia. Dlatego nie zwiększymy dzietności, wyłączając prąd i zabierając kobietom dostęp do edukacji. Nie wrócimy do dawnych norm społecznych. Musimy szukać nowych – takich, które pozwolą łączyć nowoczesność z odpowiedzialnością za przyszłość.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Ankieta Managera

    Jakie wartości są dla pani najważniejsze?

    Uczciwość i szacunek – to dwie kluczowe. Jeśli jesteśmy uczciwi i mamy szacunek do innych, potrafimy współpracować, to daje ogromny potencjał i satysfakcję.

     

    A pani pasje, zainteresowania?

    Lubię jogę, naturę, książki, rośliny – zarówno te w domu w ogrodzie zimowym, jak i w ogródku na zewnątrz. Kiedyś szydełkowałam i robiłam na drutach, ale teraz brakuje mi czasu. Chętnie też spaceruję z mężem i naszym psem – seterem irlandzkim – szczególnie poranne spacery dają dużo energii na cały dzień.

     

    O czym najchętniej rozmawia pani ze znajomymi – poza pracą?

    Często o polityce, choć to rzadko optymistyczne rozmowy. Ale też o codzienności – dzieciach, rodzinie, książkach. I o psach.

     

    Którą z ostatnio przeczytanych książek mogłaby Pani polecić?

    Ostatnio czytałam książkę profesora Marka Kowalkiewicza The Economy of Algorithms. AI and the Rise of the Digital Minions – bardzo ciekawą pozycję o tym, jak algorytmy mogą nam pomagać, jeśli tylko nad nimi panujemy. W październiku promujemy polskie tłumaczenie tej książki na SGH. Z lżejszej literatury polecam powieści Sławomira Gortycha – ostatnio czytałam jego najnowszą Schronisko, które zostało zapomniane. To już czwarta część cyklu, z elementami kryminału i pięknym tłem karkonoskich schronisk.

     

    Gdyby nie istniały żadne ograniczenia – z kim chciałaby pani spotkać się?

    Chętnie jeszcze raz spotkałabym się z profesor Janiną Jóźwiak – pierwszą kobietą rektorką naszej uczelni, która również kierowała Instytutem Statystyki i Demografii. Zmarła niemal dziesięć lat temu, bardzo mi jej brakuje.

     

    Najważniejsze chwile w pani życiu?

    Z pewnością narodziny trójki dzieci, a także obserwowanie, jak mądrymi i empatycznymi dorosłymi się stają. A zawodowo – telefon od mojego promotora, profesora Marka Góry, który zaproponował mi pracę przy reformie emerytalnej. To było jak początek filmu Hitchcocka – od razu w sam środek akcji. To były fascynujące czasy, pełne rozmów i rozwijania kontaktów i często przyjaźni międzynarodowych. Chwila, która na pewno zaważyła w moim życiu, chociaż nie wiedziałam, że tak będzie, to wieczór w 2008 roku, podczas debaty w Sejmie o wcześniejszych emeryturach, kiedy minister Andrzej Duda – wówczas w Kancelarii Prezydenta – powiedział, że „premier Tusk chowa się za ciężarną wiceminister”. Byłam wtedy tydzień przed porodem mojego najmłodszego syna. Odpowiedziałam: „Ciąża to nie choroba – swoje muszę zrobić.” Wiele osób zapamiętało tę chwilę i często wraca do niej w rozmowach, w bardzo pozytywny sposób.

     

    Bucket list

    Zawodowo – mieć więcej czasu na badania naukowe – szczególnie dotyczące starzenia się społeczeństwa. Chciałabym móc je rozwijać bez ciągłego szukania finansowania, a także dokończyć kilka rozgrzebanych artykułów i wreszcie złożyć wniosek profesorski. Prywatnie – więcej czasu dla rodziny. W lecie udało mi się z mężem zwiedzić Szkocję, odznaczone na bucket list. Kolejny kierunek – mam nadzieję w przyszłe wakacje – to kraje bałtyckie, śladami moich dziadków z Wilna i Rygi.

    Ważne Informacje

    Stop the clock na rynku ESG

    ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

    Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

    Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...