.
Strona główna Blog Strona 335

Jaki jest współczesny rynek fuzji i przejęć

Paper people surrounded by hands in gesture of protection. Concept of insurance, social protection and support.

Mapa przeszkód i ryzyka

Fuzje i przejęcia (M&A) nadal są chętnie stosowaną strategią rozwoju firm. W 2015 r. globalna wartość transakcji wyniosła 24,28 bln dolarów, co stanowi rekordowy wynik wszechczasów. Czy żegluga po tym oceanie jest bezpieczna i pozwala dopłynąć do docelowego portu? Tak, pod warunkiem, że mamy do dyspozycji sprawny kompas oraz mapę licznych gór lodowych.

Przedstawia ją opublikowany właśnie raport Crowe Horwath, 8. co do wielkości firmy doradczej na świecie, oraz kancelarii prawnej TGC Corporate Lawyers. Raport prezentuje wnioski z badań międzynarodowych przedsiębiorstw zaangażowanych w proces fuzji i przejęć. W ankiecie złożonej z 20 pytań wzięło udział 180 respondentów – członków wyższego kierownictwa odpowiedzialnych za finanse. Ponad dwie trzecie (68 proc.) z nich pochodziła ze spółek prywatnych, pozostali reprezentowali firmy publiczne i organizacje non-profit, co pozwoliło rozszerzyć spektrum badania. Raport, mimo wartości analitycznej, ma przede wszystkim walor praktyczny.

– Skupiliśmy się na aspektach ryzyka, doświadczeniach i błędach badanych podmiotów – wyjaśnia Izabela Kuśmierz-Latała, dyrektor zarządzająca Crowe Horwath. Jesteśmy firmą doradczą i dlatego zamieniliśmy nasze opracowanie w zbiór rad, przestróg i ostrzeżeń, które pozwolą zyskać świadomość niebezpieczeństw i tym samym ich uniknąć. Rynek fuzji i przejęć z pewnością będzie się rozwijał. Planując aktywność w przestrzeni M&A warto skorzystać z uporządkowanych doświadczeń tych, którzy już przeszli przez proces fuzji lub przejęć, wynosząc cenną wiedzę, jaką zechcieli się podzielić. Mimo, że badanie dotyczyło firm, które mają centralę na terenie USA oraz przedsiębiorstw międzynarodowych, wnioski są uniwersalne.

Czy na pewno wiesz czego chcesz?

Raport wyróżnia dziewięć faz procesu inwestycyjnego oraz piętnaście zidentyfikowanych ryzyk, które się z nimi łączą. Niebezpieczeństwa można zidentyfikować już na początku, w trakcie planowania M&A oraz określania celów przedsięwzięcia.

– Presja rozwoju przy jednoczesnych ograniczeniach rynku sprawiają, że aktywność w zakresie fuzji i przejęć utrzymuje się na wysokim poziomie – mówi Wojciech Marczyszyn, dyrektor zarządzający TGC Corporate Lawyers. To samo w sobie nie stanowi problemu, ale niepokojący jest brak refleksji przedsiębiorstw angażujących się w kolejne transakcje. Często brakuje temu konkretnej strategii, precyzji określenia celów czy brania po uwagę ryzyk kulturowych i konkurencyjnych. Powoduje to, że wyniki spółki po sfinalizowaniu transakcji są dużo niższe niż zakładane. Dzisiejszy rynek fuzji i przejęć jest po prostu zbyt konkurencyjny, aby polegać na arbitrażu finansowym, wyśrubowanych modelach sprzedaży krzyżowej czy myśleniu życzeniowym.

Na podstawie doświadczeń badanych firm w raporcie zdefiniowano ryzyka fazy początkowej, czyli poszukiwania celów przedsięwzięcia, a także ostrzeżenia przed niejasną strategią lub specyficznymi motywami transakcji, chęcią osiągnięcia zbyt wielu efektów synergii, zaangażowaniem w transakcje o nieodpowiedniej wartości czy brakiem zrozumienia perspektywy sprzedającego. Autorzy raportu zalecają opracowanie konkretnej strategii, sprecyzowanie celów, wprowadzenie prostego systemu zarządzania transakcjami M&A oraz zaangażowanie liderów operacyjnych w proces due diligence wraz z wykorzystaniem wiedzy obiektywnych doradców zewnętrznych.

Uwaga na wycenę

Najwięcej badanych, jako podstawowe ryzyko fazy wyceny wymienia zawyżone ceny transakcyjne oraz “aktualne wyceny rynkowe”, które je powodują. Respondenci uznali je za najpoważniejszy obszar ryzyka, upatrując niebezpieczeństw również w dostępności taniego kapitału, niejasnych motywach transakcji czy ograniczonym dostępie do przejmowanej spółki. Autorzy raportu dają tu kilkanaście pożytecznych rad, wśród których jest m.in. konieczność powstrzymania się przed zaooferowaniem ceny wyższej niż wartość aktywów i nie podążanie za rynkiem, gdy cena rośnie do poziomu zagrażającego oczekiwanemu zwrotowi z inwestycji. Równie ważna jest dyscyplina due diligence czy renegocjowanie warunków transakcji w wypadku pojaweinia się faktów sprzecznych z argumentacją przedstawioną przez sprzedającego podczas marketingowej prezentacji firmy i jej walorów. Eksperci zalecają dogłębne poznanie działalności przejmowanej spółki oraz warunków geopolitycznych i makroekonomicznych, mających na nią wpływ w przeszłości.

Due diligence

Obszar, w którym ankietowani zwracają uwagę przede wszystkim na kompletność i przejrzystość informacji, m.in. braku odpowiedniego dostępu w spółkach przejmowanych do personelu, danych, kluczowych interesariuszy, klientów czy dostawców. Tu również warto uważać na przeszłość.

Analiza due diligence powinna także dotyczyć wielu kwestii prawnych –uzupełnia Artur Rogozik, partner w TGC Corporate Lawyers,  które pozwolą zorientować się potencjalnemu inwestorowiw ocenie prawidłowości funkcjonowania podmiotu przejmowanego oraz czy nie zachodzą historyczne okoliczności prawne, które mogą spowodować wystąpienie dodatkowych ryzyk. Jeżeli takie wystąpią, należy ocenić szanse pojawienia się potencjalnych zobowiązańw przyszłości, biorąc pod uwagę obowiązujące prawo, orzecznictwo, interpretacje, itp. Analiza due diligence, wraz z analizą podatkową, będzie też niezbędna przy prawidłowym planowaniu modelu prawnego fuzji bądź przejęcia.

Integracja

Ostatnia faza fuzji lub przejęcia, mimo prawidłowego prowadzenia wcześniejszych etapów, również niesie ryzyka. Poza przyspieszaniem wyników synergii oraz zabezpieczeniem podstawowej działalności operacyjnej, w raporcie zwrócono uwagę na kapitał ludzki oraz różnice kulturowe, zalecając właściwe zarządzanie. Zarówno na poziomie taktycznym (np. przekształcanie stanowisk) jak i strategicznym, obejmującym zmiany organizacyjne czy politykę i system komunikacji. Niezwykle ważnym, choć niedocenianym obszarem, który ma wpływ na tę fazę procesu jest asymilacja kulturowa. Respondenci wskazują tu punkty tak newralgiczne, jak relacje podległości służbowej, zmiany wynagrodzeń i świadczeń, protokoły podejmowania decyzji, bazowanie na hierarchii czy wręcz apetyt na ryzyko. Jak wynika z doświadczeń ankietowanych mają one znaczący wpływ na morale pracowników nabywcy i zbywcy przedsiębiorstwa.

Wyzwania czasu

Fuzje i przejęcia, które dokonują się we współczesnej rzeczywistości rynkowej i które z pewnością będą się dokonywać na jeszcze większą skalę, wymagają wiedzy i wynikającej z niej ostrożności. Konkurencja w obszarze M&A, wysokie wyceny rynkowe, ograniczony dostęp do informacji o przejmowanej spółce podczas procesu due diligence, wzrost cen centralizacji i kosztów integracji systemów IT oraz ograniczone doświadczenia zespołów wewnętrznych w transakcjach M&A – to zagrożenia najczęściej podkreślane w raporcie. Odpowiedzią na nie, zdaniem Macieja Krzekotowskiego, dyrektora Business Consulting w Crowe Horwath, powinno być sformułowanie przejrzystej strategii fuzji i przejęć, prosty i precyzyjny proces zarządzania transakcją, konserwatywne podejście w zakresie tworzenia i komunikowania strategii handlowych czy staranna weryfikacja wiedzy o przejmowanym podmiocie przed transakcją. Żeby wyeliminować ryzyko trzeba je najpierw poznać i zrozumieć.

Partnerzy Gali MANAGER AWARD – Tallulah Hair & Beauty

Tallulah Hair & Beauty to wyjątkowe miejsce w Warszawie – najpiękniejszy w stolicy salon fryzjerski i kosmetyczny, w którym o włosy i ciało dba międzynarodowa ekipa profesjonalistów i pasjonatów.

Salon mieści się w samym centrum Warszawy, czyli w Rezydencji Foksal przy ul. Kopernika 5. I od początku miał być inny niż wszystkie. Każdy detal przestrzeni zaprojektował Jacek Synkiewicz, który stworzył miejsce łączące klasykę art deco, elementy modernizmu i domowe ciepło. Każdego dnia słychać też w Tallulah język angielski, francuski, włoski i wiele innych, a to za sprawą międzynarodowej ekipy i naszych gości, wśród których są m.in. artyści, biznesmeni i ambasadorowie.

Chociaż Tallulah to miejsce luksusowe, motto salonu brzmi: „Piękno, na które cię stać”. Najważniejsza jest tu pozytywna energia, wielojęzyczny tygiel, połączenie mody i sztuki, a zarazem to, co Francuzi nazywają „esprit”. Dbają o to na co dzień wyjątkowi styliści, kosmetolożki i manicurzystki: to dzięki nim ci, którzy poznali już Tallulę, uwielbiają tutaj wracać.

Zmiana w T-Mobile Polska

Nowy prezes T-Mobile Polska, operatora sieci komórkowej, Andreas Maierhofer to manager z wieloletnim doświadczeniem na rynku telekomunikacyjnym i informatycznym. Już w 1987 roku rozpoczął pracę w grupie Telekom Austria i stopniowo wspinał się po managerskiej drabinie. Niecałe 10 lat później został najpierw dyrektorem departamentu rozliczeń, a kilka lat później dyrektorem pionu usług detalicznych w Mobilkom Austria. Pracował jako Chief Operating Officer w Si.mobil Slovenia, gdzie doszedł do pozycji prezesa. Był też prezesem w spółce Mobitel EAD w Bułgarii, skąd wskoczył na fotel prezesa T-Mobile w Polsce.

Z firmy odszedł Adam Sawicki, który kierował spółką od czerwca 2015 roku. Wcześniej był dyrektorem generalnym i prezesem Netii i prezesem firmy GTS Central Europe (wchłoniętej właśnie przez T-Mobile). Zdobywał doświadczenie w spółkach grupy Telia (później TeliaSonera) w Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Rosji, Polsce i na innych rynkach telekomunikacyjnych w Europie Centralnej. W Szwecji stawiał pierwsze kroki w biznesie w firmie Telia Swedtel.

T-Mobile Polska zatrudnia ok. 4 tys. pracowników, pokrywa zasięgiem LTE ponad 99 proc. powierzchni kraju, rozbudowuje sieć LTE na częstotliwościach 800 MHz. Koncern T-Mobile zatrudnia w 50 krajach na świecie niemal 220 tysięcy ludzi i obsługuje ponad 200 mln klientów. Firma należy do grupy Deutsche Telekom. W roku finansowym 2016 koncern wygenerował 73,1 mld euro przychodów. W Polsce operator działa od 1995 r., początkowo jako Polska Telefonia Cyfrowa, operator sieci Era.

fot.: Archiwum

Wystawa „Pozor/na przestrzeń”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W dniu 8 czerwca br. w siedzibie warszawskiej Galerii Mokotow/s-ka odbył się wernisaż wystawy prac Anny Szprynger pt. „Pozor/na przestrzeń”. Wernisaż rozpoczął, trwającą prawie miesiąc, wystawę prac Anny Szprynger w ramach 9. edycji międzynarodowego festiwalu architektury, designu i sztuki ARCHIKULTURA 2017.

Wystawa składała się  z cyklu prac, namalowanych specjalnie na tę okazję. Wyjątkowej delikatności, geometryczne malarstwo, czarno–białe kompozycje stworzone z precyzyjnie wykonanych kresek to charakterystyczne cechy twórczości tej autorki.

Kurator wystawy, Tadeáš Goryczka, we wstępie do katalogu wystawy pisze: „Anna Szprynger buduje archetypiczne krainy, w których odnajduje się spokój. Jeżeli zechcemy, jesteśmy zaproszeni w jej niezwykły świat, pełen przestrzeni i podświadomych, ale mocno wyczuwalnych horyzontów, za którymi do końca nie wiadomo, co można odnaleźć. To już tylko sprawa naszej percepcji, dokąd dojdziemy. Te obrazy na nowo rozbudzają uśpionego w każdym z nas wewnętrznego odkrywcę. Mamy prawo, a nawet obowiązek własnej interpretacji. Bo to sztuka, która angażuje odbiorcę i nie daje, na szczęście, oczywistych odpowiedzi. I nie myśli się o wyjątkowej precyzji malarki, nie myśli się o kreskach misternie namalowanych na płótnie, nie zgłębia się technologicznej warstwy, bo te obrazy nie są tylko formą, a przede wszystkim stają się bodźcem do spojrzenia w siebie. (…) Jesteśmy wciągani w strukturę obrazu, uniwersalną geometrię, która nie jest do końca czytelna, ale dzięki temu jeszcze łatwiej poddajemy się ni stąd ni z owąd obecnym w nas emocjom. (…)Ta niekonkretność jest frapująca. Bezbrzeżność jest uniwersalnie nieskończona. W jednym obrazie można odnaleźć wszystkie pozostałe i w całości znajdzie się ten jeden”.

Wystawa prac Anny Szprynger w Galerii Mokotow/s-ka potrwa do 2 lipca.

Anna Szprynger

Urodziła się w 1982 roku w Warszawie. Studiowała grafikę i malarstwo w Kolegium Sztuk Pięknych w Kazimierzu Dolnym i na Uniwersytecie Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie. Dyplom z wyróżnieniem uzyskała pod kierunkiem profesorów Tomasza Zawadzkiego i Grzegorza Dobiesława Mazurka.

W 2014 roku obroniła pracę doktorską na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, pod kierunkiem profesor Doroty Grynczel.

Miała 18 wystaw indywidualnych, m.in. w Galerie Lindner w Wiedniu (2017), Muzeum Narodowym w Gdańsku (2014), Galerii EL w Elblągu (2014), Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (2012). Brała udział w ponad 40 wystawach zbiorowych. W 2013 została laureatem Prix Marin na paryskim Salon Réalités Nouvelles a w 2015 otrzymała Nagrodę Arteonu za 2014 rok.

Start-up: od czego zacząć?

Marcin Kopciara

Żyjemy w epoce start-upów. Dlaczego? Ponieważ start-up to idealne rozwiązanie dla młodych i pełnych ambicji ludzi. Każdy z nas nieraz zastanawiał się nad założeniem własnej działalności, ale pomysły – często innowacyjne – chowamy do szuflady

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ mamy problem z pozyskaniem kapitału. Na rynku dostępnych jest jednak wiele rozwiązań finansowych, które pozwolą nam nie tylko zrealizować założenia biznesplanu, lecz także zabezpieczyć firmę na pierwsze, początkowe lata działalności. Start-up to nic innego jak tylko młoda, innowacyjna firma, która ma unikatowy pomysł na produkt lub usługę. W definicję start-upów wpisane są ryzyko, eksperyment, test – dlatego „start-upowiec” nigdy nie powinien się poddawać i aż do skutku powinien dążyć do realizacji założonego celu. Start-upy utożsamiane są najczęściej z obszarem nowych technologii. Innowacja wiąże się z kosztami, skąd zatem wziąć dodatkowe środki finansowe?

Finansowanie start-upów
Na rynku znajdziemy instytucje gotowe do poniesienia wyższego ryzyka, które chętnie zainwestują w młode firmy z potencjałem. Tego typu możliwości dają m.in. fundusze Unii Europejskiej, w ramach których dostępne jest finansowanie innowacyjnych projektów. Szeroki zakres finansowania umożliwiają tzw. anioły biznesu oraz fundusze venture capital. Nie należy zapominać o kredytach oferowanych przez banki, które udzielają finansowania m.in. w połączeniu ze środkami z funduszy UE.

Start-upy w Polsce
Według raportu przygotowanego przez Fundację Start-up Poland, w 2016 r. funkcjonowało w Polsce ponad 2,6 tys. start-upów. Największa liczba start-upów powstaje w Warszawie, jest to ponad jedna czwarta wszystkich projektów. Kolejnymi największymi skupiskami są: Kraków, Trójmiasto i Poznań. Polska jest krajem, w którym start-upy dopiero się pojawiają, są młode, ich średni wiek nie przekracza dwóch lat, co, według raportu „Polskie Start-upy 2016”, plasuje nas na trzecim miejscu w Europie, zaraz po Rumunii i Włoszech. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że co czwarty badany start-up o regularnych przychodach przez ostatnie sześć miesięcy zdublował sprzedaż. Wyniki badania potwierdzają, że mając innowacyjny pomysł na działalność gospodarczą, nie powinniśmy zastanawiać się nad jej rozpoczęciem. Wystarczy jedynie zgromadzić kapitał – własny lub pozyskany z zewnątrz.

Według badania dokładnie połowa projektów jest finansowana przede wszystkim ze środków własnych. Firmy, które sięgają po kapitał obcy, najczęściej wybierają dotacje z UE – ponad 24 proc., fundusze venture capital stanowią udział 22 proc. Około 75 proc. start-upów świadczy swoje usługi w tzw. modelu B2B (Business to Business), kierując swoją ofertę do firm i korporacji, odchodząc jednocześnie od świadczenia usług w kierunku konsumentów. Firmy te działają najczęściej w obszarach mobilnych, e-commerce, oprogramowania dla firm, edukacji, big data czy Internetu Rzeczy.

Dotacje
Głównym programem skierowanym bezpośrednio do start-upów jest program „Start in Poland”. W perspektywie siedmiu lat w Polsce ma szansę powstać i rozwinąć działalność 1,5 tys. firm tworzących wysokiej jakości innowacyjne technologie, zdolne konkurować na rynkach zagranicznych. Budżet przygotowany na ten cel ma wynieść 3 mld zł. Pierwszą inicjatywą w ramach programu jest program „Scale Up”. Zostaną w nim wyłonione tzw. akceleratory, czyli grupy przedsiębiorców, inwestorów, entorów z doświadczeniem i kontaktami w biznesie, którzy pomogą młodej firmie w połączeniu z dużymi przedsiębiorstwami, szczególnie spółkami Skarbu Państwa. W ramach programu młodzi przedsiębiorcy mogą otrzymać do 250 tys. zł wsparcia finansowego.

Fundusze venture capital
Jeśli nie mamy wystarczających środków na start, a mamy innowacyjny pomysł na biznes, to interesującym rozwiązaniem mogą być fundusze venture capital. Dzięki temu rozwiązaniu możemy liczyć na realizację nawet bardzo ryzykownych projektów. Istotną zaletą korzystania ze wsparcia funduszu VC jest to, że oprócz środków finansowych nasza firma otrzymuje wsparcie doświadczonych doradców w zakresie marketingu, zarządzania i finansów. Wybierając VC jako źródło finansowania, należy pamiętać, że w zamian za wsparcie oddajemy inwestorowi możliwość ingerowania w nasz biznes, ponieważ sprzedajemy część udziałów naszej firmy.

Anioły biznesu
Zbliżoną formą pozyskiwania kapitału od venture capital jest współpraca z aniołami biznesu. Są nimi najczęściej przedsiębiorcy o znaczącym doświadczeniu zawodowym, posiadający własny kapitał i będący w stanie podjąć wysokie ryzyko zainwestowania części swoich środków na okres od trzech do sześciu lat w celu otrzymania wyższej niż przeciętna stopy zwrotu. Poza nabyciem udziałów przedsiębiorstwa aniołowie biznesu aktywnie angażują się w pomoc w jego rozwijaniu, dzieląc się swoim doświadczeniem, kontaktami biznesowymi oraz udzielając szeroko rozumianego wsparcia.

Kredyty inwestycyjne połączone ze wsparciem środków z UE
Są to rozwiązania oferowane przez banki i są skierowane do tych klientów, którzy chcą zrealizować swój projekt biznesowy przy wsparciu środków z funduszy pomocowych i którzy spełniają kryteria określone w poszczególnych programach operacyjnych. Kredyty inwestycyjne i obrotowe mogą być przeznaczone na prefinansowanie dotacji, tj. sfinansowanie nakładów do czasu wypłaty dotacji (tzw. kredyty pomostowe) oraz finansowanie wkładu własnego projektu.

Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?
Powinniśmy pamiętać, że wypłata środków z dotacji najczęściej następuje w formie refundacji części kosztów już poniesionych w ramach inwestycji. A to oznacza, że przedsiębiorca ubiegający się o wsparcie powinien w pierwszej kolejności zapewnić sobie finansowanie planowanej inwestycji. Potwierdzeniem zdolności wnioskodawcy do sfinansowania projektu inwestycyjnego jest dla instytucji rozpatrującej wniosek promesa kredytowa lub umowa kredytu. Kredyt finansujący wkład własny projektu jest przeznaczony na współfinansowanie przedsięwzięć. Kredyt jest udzielany na finansowanie tzw. kosztów kwalifikowanych projektu, które nie są objęte dotacją, oraz kosztów niekwalifikowanych. Bank może zaoferować kredyt współfinansujący wkład własny projektu, na okres dostosowany do potrzeb kredytobiorcy, honorując standardowe zabezpieczenia kredytów. Harmonogram spłaty jest ustalany indywidualnie w zależności od charakteru projektu inwestycyjnego.

Jakich zasobów brakuje startupowcom na początkowym etapie rozwoju? Pieniędzy. To właśnie pozyskanie kapitału stanowi największy problem w rozpoczęciu czy dalszym rozwoju swojego start-upu. Jednak tak jak wspomniano na początku tekstu – lepiej poszukać zewnętrznych form finansowania, które na polskim rynku są dla przedsiębiorców bardzo korzystne, niż rezygnować z innowacyjnego pomysłu, który mógłby rozwinąć nasz biznes na skalę europejską.

fot.: Fotolia / Materiały prasowe

Partnerzy Gali MANAGER AWARD – mKwadrat

Firma SPEKTRA oferuje usługi ochrony osób i mienia, utrzymania czystości i obsługę techniczną wszelkiego rodzaju nieruchomości, które to z powodzeniem realizuje od 1996 roku.

Ponad 20-letnie doświadczenie w zapewnianiu kompleksowych usług pozwala nam wypracowywać najlepsze rozwiązania dla obecnych oraz potencjalnych klientów.

Posiadamy bogate doświadczenie w obsłudze centrów handlowych, centrów logistycznych, biurowców, zakładów produkcyjnych, hoteli oraz osiedli mieszkaniowych poparte licznymi rekomendacjami.

Dysponujemy ogromnym potencjałem wykwalifikowanych pracowników zapewniając im  środki  do wykonania najbardziej złożonych zadań.

Wartością, której od początku byliśmy wierni i którą nadal chcemy utrzymać jest bezpieczeństwo naszych Klientów.

Mercedes w Nowym Jorku

Targi New York International Auto Show (12-23 kwietnia), choć nie największe na świecie, przyciągają ogromną liczbę zwiedzających – około miliona. Jest to najstarsza tego typu impreza, odbywa się od… 117 lat

Dla przybysza z Europy to prezentacja szczególnie interesująca, ponieważ w Nowy Jorku można zobaczyć w komplecie auta amerykańskie, które trafiają do naszej części świata bardzo rzadko, zazwyczaj za sprawą importu indywidualnego. Kreowane za Atlantykiem mody i trendy są interesujące. Trudno zgodzić się z opinią, że auta rodem z USA są niezgrabne i paliwożerne. Wręcz przeciwnie, amerykańscy designerzy tworzą bardzo udane modele, czego najlepszy dowód stanowi – dostępny również w Polsce – Ford Mustang. Ogromne emocje budził Dodge Challenger SRT Demon, najszybszy produkowany seryjnie samochód świata o przyspieszeniu 2,3 sek. do 100 km/h. Fotografowie oblegali też stoisko Manhattan Motorcars, na którym stały: Bugatti Chiron, Koenigsegg Agera RS1, Lamborghini Aventador S Rimac Concept One, Lotus Evora 400 i Spyker C8 Spyder.

Oglądając targowe stoiska trudno było przejść obojętnie obok takich marek, jak Dodge, Cadillac, Buick, Lincoln. Większość aut sygnowanych przez te marki to symbole prestiżu. Ale dla mieszkańca USA prawdziwy dowód statusu społecznego stanowi europejska limuzyna, najlepiej z logo Mercedesa na masce. Nic więc dziwnego, że niemiecki koncern wybrał Nowy Jork na miejsce amerykańskiej premiery swojego nadzwyczaj udanego kabrioletu – klasy C. Auto budziło duże zainteresowanie przedstawicieli mediów i potencjalnych nabywców, bowiem jego atuty to nie tylko znakomity design i wyjątkowe właściwości użytkowe, ale też racjonalna relacja jakości do ceny. Na tym jednak nie koniec nowości Mercedesa. Podczas NYAS zaprezentowano dwa nowe, atrakcyjne samochody AMG: GLC 63 i GLC 63 Coupé. Dziennikarze mieli okazję zobaczyć je w przeddzień targów – 11 kwietnia. Na marginesie, auta firmowane przez AMG sprzedają się w USA – podobnie zresztą jak w Polsce – jak świeże bułeczki.

Dodatkową atrakcją przedpremierowego pokazu był skrzętnie dotąd ukrywany flagowy model S-Klasse. Ze względu na embargo informacyjne, obowiązujące do czasu oficjalnej premiery 18 kwietnia na targach w Szanghaju, wszystko można było obejrzeć, dotknąć, sprawdzić – obowiązywał tylko jeden zakaz: fotografowania. Chociaż przedstawiciele prasy podpisywali zapewnienie, że nie opublikują zdjęć przed oficjalną chińska premierą, to i tak chcąc wejść do sali, w której eksponowano S-Klasse, smartfon trzeba było zostawić w przechowalni. Trudno zresztą dziwić się tym ograniczeniom, ponieważ w świecie mediów obowiązuje stara zasada: kto pierwszy ten lepszy…

Podczas konferencji prasowej szefowie Mercedesa mieli się czym pochwalić – marka ta od dawna jest postrzegana jako lider klasy Premium, a niektóre modele są projektowane i wytwarzane na miejscu, w USA.

fot.: Piotr Cegłowski

Wykorzystanie danych w Przemyśle 4.0

    Firmy doceniają znaczenie danych pomiarowych, ale większość dopiero zaczyna wykorzystywać je w produkcji, transporcie czy zarządzaniu łańcuchem dostaw – wynika z Debaty „Managera”, którą moderował Konrad Kobylecki z DOT Systems

    Konrad Kobylecki: Koncepcja Przemysłu 4.0 pojawiła się w 2012 r., ale Polska zaczęła się nią interesować w 2016 r. Ten późniejszy start to dla nas szansa czy zagrożenie?
    Dariusz Kudzia: To prawda, że niemiecka koncepcja Przemysłu 4.0, o której w Polsce mówi się najwięcej, powstała już pięć lat temu, a pierwsze amerykańskie konsorcjum zajmujące się tym tematem – Industrial Internet Consortium – powstało dopiero w 2014 r.

    W tym czasie podobne inicjatywy pojawiły się też w pozostałych liczących się krajach: Wielkiej Brytanii, Holandii, Chinach, Japonii czy właśnie we Francji, gdzie Dassault Systèmes aktywnie kreuje i wyznacza kierunek jej rozwoju. Koncepcje te różnią się między sobą głównie tym, że każda z nich uwzględnia przede wszystkim perspektywę własnego kraju. Dassault Systèmes, będąc firmą globalną, stara się uwzględnić wszystkie proponowane aspekty, a polski przemysł może, a nawet powinien czerpać najlepsze pomysły z tych koncepcji, jednocześnie dostosowując je do polskich realiów.

    Tomasz Bardzik: Polskie firmy już próbują dostosować się do tych koncepcji i jest wiele przykładów dowodzących, że wcale nie jesteśmy w tym obszarze zbytnio opóźnieni. Muszę się w tym miejscu pochwalić, że Grupie Nowy Styl (GNS) udaje się z powodzeniem wdrażać koncepcję Industry 4.0 – podejmuje działania, które pozwalają budować specyficzne produkty pod kątem oczekiwań poszczególnych klientów. Istniejemy na wielu rynkach i mamy wielu klientów o bardzo zróżnicowanych wymaganiach, nasza produkcja z konieczności jest więc rozdrobniona. Można nad nią zapanować tylko dzięki koncepcjom Przemysłu 4.0. Ponieważ produktem zajmujemy się od projektu przez produkcję do dostarczenia go, efektywnej pracy bardzo pomaga integracja całego łańcucha wartości.

    Jesteśmy firmą meblarską z szeroką ofertą – od szaf i krzeseł do siedzisk na stadionach piłkarskich czy w teatrach. Do produkcji używamy wielu surowców, co przekłada się na mnogość technologii produkcji. Każda z nich to jakby autonomiczna fabryka, która dostarcza klientowi w określonym czasie i miejscu ustalone dobra. Bez koncepcji Przemysłu 4.0 klientom trudno byłoby się odnaleźć w naszej organizacji. Działa to tak, że projektant mebli dostaje zlecenie od handlowca, który wcześniej pozwala klientowi skonfigurować mebel. Gotowy mebel definiuje się w sposób obiektowy bądź parametryczny za pomocą konfiguratora, po czym system komputerowy generuje odpowiednie zestawy danych do systemu ERP, zarządzania produkcją, maszyn, logistyki itd.

    Maciej Jakubowski: W przypadku Bankowości 3.0, podobnie jak w przypadku Przemysłu 4.0, kluczowa jest kastomizacja. Trzeba stworzyć usługę tak dopasowaną do potrzeb klienta, żeby mógł ją skonsumować na bieżąco. Ponieważ nad Bankowością 3.0 pracujemy coraz częściej w sposób ciągły, trudno to nadal nazywać rewolucją.

    Leszek Lis: Mnie też nie podoba się termin „rewolucja”, który wiąże się z ogromnym przełomem i ryzykiem. A przecież przemysł na takie ryzyko nie może sobie pozwolić. Termin „ewolucja” też mi przy tej koncepcji nie pasuje. Powinna ona bowiem zakładać dynamiczny rozwój, zastosowanie w praktyce nowych technologii, które będą przekładać się na znaczny wzrost wartości.

    Leszek Maśniak: Nawiązując do konieczności opracowania polskich standardów dla Przemysłu 4.0, to, moim zdaniem, wykreują się one same w ramach sektorów i można krajowemu przemysłowi zostawić w tym zakresie znaczną swobodę. Obserwujemy różne, częściowo sprzeczne koncepcje nowego przemysłu, a standard Industry 4.0 jest tylko jedną z nich. Najsilniej jest on wspierany przez kraje niemieckojęzyczne, ale już podejście francuskie czy szwedzkie jest zupełnie inne. Państwo powinno rozważać nie tyle to, która z tych koncepcji jest lepsza dla Polski, ile to, jak pomóc polskiemu przedsiębiorcy zaistnieć i konkurować w dowolnym ekosystemie gospodarczym otaczającym Polskę.

    Konrad Kobylecki: Kolejny temat to poprawa integracji firm B2B w łańcuchu wartości. Czy klienci końcowi są w stanie to docenić?
    Tomasz Bardzik: Ponieważ korzystamy z własnych technologii, jest nam łatwiej i stosowne systemy do komunikacji wewnętrznej stworzyliśmy wiele, wiele lat temu. W ostatnich latach w ramach akwizycji nabyliśmy ednak kilka firm w różnych lokalizacjach geograficznych i w nich muszą one działać podobnie, żeby móc je podpiąć do naszego ekosystemu. Na przykład tylko w części dystrybucji korzystamy z własnej logistyki, która odpowiada za transport naszych produktów, w dużej mierze korzystamy z usług operatorów zewnętrznych z całej Europy. Żeby określony model logistyczny obsługiwać, my musimy go zaprojektować, a oni realizować. Żeby jednak robić to w czasie rzeczywistym, muszą dostawać na czas określony zestaw informacji, a to wymaga wpięcia ich do naszego ekosystemu. Bez niego nie moglibyśmy konkurować i to jest chyba nawet większa wartość niż taka wewnętrzna industrializacja 4.0. I tak najważniejsza jest jednak wymiana pozyskanych informacji na końcu procesu produkcyjnego.

    Leszek Lis: Jesteśmy firmą usługową B2B w branży telekomunikacyjnej, chociaż nie operatorem. NetWorkS! działa głównie na rzecz Orange i T-Mobile, natomiast nie kontaktuje się bezpośrednio z użytkownikiem końcowym. Nie mamy własnej sieci, ale naszym zadaniem jest ich budowa, utrzymanie 24/7 i zapewnianie jakości, co nie jest łatwe, bo zarządzamy w Polsce ponad 10 tys. stacji, a stopień ich złożoności rośnie z każdą nowo wdrażaną technologią. Co więcej, ci dwaj operatorzy działają w modelu „network sharing”, czymś, co jeszcze 10 lat temu było nie do pomyślenia. To jest więcej niż krok ewolucyjny, chociaż jeszcze nie rewolucja. W tym przypadku obaj operatorzy, będąc konkurentami na rynku, współużytkują bowiem sieci radiowe, którymi zaś zarządza nasza firma.

    Leszek Maśniak: To klasyczny przykład inteligentnego współdzielenia mocy produkcyjnych, więc w pewnym sensie adaptacja idei Przemysłu 4.0, ale zwracam uwagę, że takie symbiozy są możliwe tylko dzięki temu, że usługi i protokoły komunikacyjne zostały zestandaryzowane, a państwo wprowadziło właściwe regulacje stymulujące konkurencyjność. W telekomunikacji takich przykładów jest więcej, bo to przecież zarówno roaming międzynarodowy, jak i łatwa zmiana operatora.

    Leszek Lis: To tylko jeden z elementów przemian. W telekomunikacji z dużym wyprzedzeniem, 5-, 10-letnim, antycypuje się potrzeby klienta. Choć dziś na całym świecie wdrażana jest technologia 4G, to specjaliści od standaryzacji już pracują nad tym, jakie funkcje powinna mieć kolejna generacja 5G, żeby sprostać przyszłym potrzebom klientów. Potrzebom, które kształtowane będą przez Internet Rzeczy IoT, wirtualną czy rozszerzoną rzeczywistość, miliardy czujników i sztuczną inteligencję.

    Dariusz Kudzia: W raporcie IDC z 2016 r. zrealizowanym na nasze zlecenie przepytano 250 niemieckich firm nt. koncepcji Przemysłu 4.0. Najbardziej zadziwiające było to, że tylko 5 proc. respondentów przyznało, iż dysponuje już jednolitym cyfrowym modelem swoich produktów, który może być wykorzystywany od momentu powstawania koncepcji produktu poprzez jego zaprojektowanie oraz wyprodukowanie w przedsiębiorstwie.

    Bardzo dużą bolączką przemysłu jest bowiem to, że inny model danych produktu powstaje w obszarze projektowania, inny jest używany w produkcji, a jeszcze inny przez dział marketingu. Modele te są budowane i odtwarzane w różnych działach, co generuje niepotrzebne koszty, powoduje stratę czasu i wiele możliwości popełnienia błędów. To musi się zmienić, gdyż rynek wymusza na firmach coraz szybsze wprowadzanie nowych innowacyjnych produktów do sprzedaży.

    Jeśli cały proces tworzenia produktu i dodawania wartości będzie cyfrowy, spójny i zintegrowany, łatwiej go będzie kontrolować i optymalizować. Dassault Systèmes jest liderem na rynku rozwiązań PLM (Product Lifecycle Management), ale znani jesteśmy przede wszystkim z systemów CAD takich jak Catia, która jest bardzo popularna w przemyśle lotniczym i motoryzacyjnym, czy Solidworks. Na ostatnich Targach Motoryzacyjnych w Genewie prezentowano nasze oprogramowanie, dzięki któremu potencjalny klient Citroëna mógł, zakładając wirtualne okulary, dobrać wszystkie szczegóły wykończenia Citroëna DX według swoich potrzeb. Zostało to wykonane bardzo szybko przez dział marketingu w oparciu o cyfrowy model produktu stworzony w dziale konstrukcyjnym. Jest to tylko jeden przykład korzyści wynikających z wykorzystania tego samego modelu danych przez różne działy jednego przedsiębiorstwa.

    Konrad Kobylecki: IoT i nowa filozofia przetwarzania danych pozwalają interpretować różne modele i wyciągać wnioski z nich równocześnie. Co by było, gdyby działy stosujące różne modele danych zostały wyposażone w system, który potrafi je interpretować?
    Tomasz Bardzik: My już to próbujemy robić, chociaż nam, inżynierom, trudno jest to sobie wyobrazić, szczególnie jeśli nie dysponuje się odpowiednią architekturą. Mamy cztery zakłady produkcyjne z bardzo podobnymi do siebie technologiami, ale bardzo różniące się między sobą organizacyjnie. Gdy trzeba przygotować jakiś nowy produkt dla klienta, najlepiej to zrobić w najbliższej mu fabryce, ale niejednokrotnie jej model danych nie ma zestawu, który jest w stanie obsłużyć daną technologię. Żeby temu zapobiec, my teraz potrafimy tak zaprojektować model danych, by był on właściwy dla tego zakładu, w którym ma się odbyć produkcja. To jest właśnie ta nakładka.

    SZTUCZNA INTELIGENCJA
    Maciej Jakubowski: Jakiś czas temu postawiliśmy na sztuczną inteligencję, a konkretnie na wirtualnego doradcę stworzonego we współpracy z jednym ze start-upów, który miał dzwonić do klienta i na podstawie odpowiedzi odpowiednio prowadzić rozmowę. Niestety, nie sprawdził się, bo był za dobry i klienci, zamiast kupować poprzez niego produkty, zaczynali mu się zwierzać. Obecnie testujemy natomiast, czy kognitywność IBM Watsona zadziała w bankowości. O wynikach mówić jest jeszcze za wcześnie, ale będziemy starali się tak uczyć maszyny, by potrafiły zmieniać odpowiedzi na te same pytania, dopasowując się do sytuacji.

    Leszek Maśniak: Jest taka koncepcja Condition Based Maintenance, gdzie linię produkcyjną wyposaża się w czujniki w sposób nadmiarowy, każąc następnie obserwować jakiejś maszynie jej pracę i przekazując jej informacje, które działania są pożądane, a które nie. Po takim treningu maszyna dużo skuteczniej rozpoznaje nieprzewidziane zachowania, które z reguły są zapowiedzią jakiejś awarii mogącej wkrótce nastąpić.

    Konrad Kobylecki: W DOT Systems staramy się wykorzystywać tę koncepcję – np. do lokalizacji czy przewidywania awarii w energetyce. Gdyby taka analiza danych była wykorzystywana przez GNS, to gdzie przyniosłaby największe korzyści?
    Tomasz Bardzik: Chociaż każdego dnia produkujemy ok. 16 tys. krzeseł, to rzadko kiedy więcej niż pięć sztuk jednej konfiguracji. Ilość informacji związana z ich produkcją jest tak duża, że żaden człowiek nie byłby w stanie tego ogarnąć. Dlatego też na niektórych liniach już od dawna funkcjonują algorytmy, które analizując spływ zamówień, wybierają określoną strategię produkcji. Kiedyś wyzwaniem było zaprojektowanie dobrego, ergonomicznego produktu z dobrym designem. Dziś powstaje konieczność przygotowania osobnych danych na potrzeby marketingu, produkcji czy logistyki. Wspomagają nas w tym technologie IT, m.in. francuskiej firmy Dassault i niemieckiej Imos, które potrafią produkować inteligentne dane jeszcze naetapie projektowania samego produktu.

    Leszek Maśniak: Obecnie potencjał gospodarki danych w Unii Europejskiej jest szacowany na 2 proc. PKB. Znaczna część tego potencjału opiera się na ponownym wykorzystaniu informacji posiadanych przez instytucje administracji publicznej.

    Dariusz Kudzia: Samo posiadanie dostępu do danych nie stanowi żadnej wartości. Istotne jest to, kto i w jaki sposób potrafi je zinterpretować. I tu dochodzimy w pierwszej kolejności do prostych systemów, a następnie sztucznej inteligencji, która jednak upowszechni się dopiero za jakiś czas.

    KADRY W CZWARTEJ REWOLUCJI

    Konrad Kobylecki: Czy nowe technologie nie zmniejszają znaczenia kadry?
    Dariusz Kudzia: Jeśli ludzie przestaną kupować nowe samochody, aby w zamian korzystać z usług wynajmu autonomicznych samochodów, wynajmując jednego dnia samochód rodzinny, następnego terenowy, a trzeciego może sportowy, to będzie to rewolucja. To się oczywiście jeszcze nie dzieje, ale już teraz mamy do czynienia z rewolucją w zapotrzebowaniu na specjalistów w nowych, do niedawna nieistniejących dziedzinach, np. specjalistów od analizy dużych ilości danych tzw. big data. Oczywiście wdrożenie koncepcji Przemysłu 4.0 zwiększy bardzo znacząco zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych specjalistów i inżynierów. To w braku odpowiednich kadr firmy upatrują jedną z największych potencjalnych barier wdrożenia nowoczesnych technologii.

    Tomasz Bardzik: Coraz bardziej potrzebujemy inżynierów uniwersalnych. Aby projektować meble zgodnie z ideą Industry 4.0, trzeba być konstruktorem, technologiem, trochę mechatronikiem i jeszcze informatykiem, że o wiedzy o designie nie wspomnę. My ten problem rozwiązujemy poprzez współpracę z uczelniami, które kształcą inżynierów, uwzględniając wyżej wspomniane wymagania, np. we współpracy z Dassault i IBS uruchomiliśmy w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Krośnie kierunek projektowanie w środowisku wirtualnym.

    Leszek Maśniak: Kształcenie nowoczesnych kadr musimy zacząć od podstaw, czyli zapewnienia uczniom dostępu do Internetu i komputerów, bo inaczej nawet najlepsze programy nowoczesnej edukacji po prostu nie dotrą do adresatów. MC realizuje program zapewnienia wszystkim szkołom dostępu do szerokopasmowego Internetu do roku szkolnego 2018/2019. W marcu br. podpisało umowy na podłączenie 5,4 tys. szkół, a kolejne są przygotowywane. W dalszych planach jest wdrażanie chmurowych środowisk edukacyjnych, a także zapewnienie terminalowego dostępu do podstawowych aplikacji.

    ROLA DANYCH W PRODUKCJI

    Tomasz Bardzik: Budowa naszej najnowszej fabryki nie była łatwa, bardzo dużo problemów mieliśmy z zapanowaniem nad danymi, bo trzeba było zmienić podejście do ich wytwarzania – z modelu statycznego na parametryczny. W kwietniu br. skończyliśmy projekt budowania nakładki, w efekcie tworząc metodę kompilowania zestawu informacji o produkcie dla dowolnej linii produkcyjnej, opartą na modelu parametrycznym. Obecnie ta fabryka jest w pełni zgodna z ideą automatycznego śledzenia procesu, chociaż jeszcze nie w modelu wirtualnym, który bardzo przydałby się do symulowania przepływów w czasie rzeczywistym i pewnie wdrożymy go wkrótce.

    Dariusz Kudzia: Typowe wdrożenie systemu ERP zostawia pewną lukę pomiędzy nimi a systemami automatyki przemysłowej kontrolującymi pojedyncze maszyny czy poszczególne procesy technologiczne. Nie obsługują one w pełni procesów realizowanych na hali produkcyjnej, powodując, że sporą część danych trzeba do systemu wprowadzać ręcznie. Dzieje się to oczywiście z pewnym opóźnieniem, a to powoduje, że decyzje podejmowane są w oparciu o nieaktualne dane. W takim otoczeniu potrzebne są systemy MES/ MOM, które pozwalają na lepszą integrację procesów i monitorowanie produkcji w czasie rzeczywistym. W firmie Alstom system ten został wdrożony już w wielu fabrykach zgodnie z koncepcją Przemysłu 4.0. Dassault oprócz PLM ma oczywiście w swojej ofercie także systemy klasy MES. Jeden z nich działa np. w Alstom Transport.

    Konrad Kobylecki: Skoro systemy ERP są archaiczne, a wdrożenie nowego może sparaliżować firmę, to czy warto integrować MES z ERP?
    Dariusz Kudzia: Warto i jest to nawet dokładnie opisane w modelu ISA-95. Wykorzystanie systemu MES jako łącznika pomiędzy ERP i warstwą automatyki pozwala w lepszy sposób integrować procesy i poprawiać jakość danych w systemach. Na poziomie ERP modeluje się proces produkcyjny na potrzeby planowania zasobów przedsiębiorstwa, a w systemie MES/MOM na potrzeby monitorowania produkcji w czasie rzeczywistym. A to dwa różne modele. W ramach koncepcji Industry 4.0 wszystkie te systemy powinny być zintegrowane, co daje szansę na całościową optymalizację procesów, np. synchronizację dostaw materiałów do produkcji zgodnie z rzeczywistym postępem realizacji zamówień. Warto podkreślić, że niedostarczenie materiałów na czas jest najczęstszą przyczyną przestoju maszyn.

    Konrad Kobylecki: Podsumowując, z dopływem kadr przemysł jakoś sobie radzi, a sztucznej inteligencji się nie boi. Kluczowym problemem jest nowoczesny model danych, który można dostosować do specyfiki różnych jednostek produkcyjnych, marketingowych, sprzedażowych i logistycznych. Ponieważ wymiana systemów w tych jednostkach byłaby zbyt kosztowna, to należy raczej szukać nakładki, która pozwoli zintegrować zarządzanie procesami od końca do końca. To dopiero umożliwi optymalizację, predykcję i automatyzację zarządzania.

    fot.: Karolina Walawender

    Ważne Informacje

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

    Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

    Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...