.
Strona główna Blog Strona 255

Czy to już bessa?

Rok 2018 zamyka się wysokim poziomem niepewności o perspektywy globalnej gospodarki. Jak wynika z raportu „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?” przygotowanego przez TMS Brokers, nastroje nie muszą być pesymistyczne, a eksperci w nowym roku upatrują wzrostów, m.in. wśród instrumentów takich jak złoto czy ropa naftowa WTI.

Wiele pytań o kondycję globalnej gospodarki wciąż pozostaje bez odpowiedzi, w tym te związane z protekcjonizmem w polityce handlowej, Brexitem, czy faktycznym stanem ekonomii Chin. To od nich w dużej mierze zależą decyzje podejmowane przez inwestorów w nowym roku. Jak wynika z publikacji TMS Brokers „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?”, choć obecne nastroje nie są zbyt optymistyczne, koniec roku może zaowocować ich poprawą.

Pomimo trudnego czwartego kwartału, nie obserwujemy niekontrolowanej paniki na rynkach. To sugeruje, że inwestorzy nie porzucają wizji uspokojenia i wyjścia globalnej gospodarki z przejściowego dołka. Uważam, że światowa gospodarka jest w lepszej kondycji niż można sądzić po nerwowości rynków finansowych. Jednak aby zacząć myśleć optymistycznie, konieczne jest wyklarowanie sytuacji wokół najważniejszych źródeł niepewności – mówi Konrad Białas, główny ekonomista w TMS Brokers.

Instrumenty, na jakie warto zwrócić uwagę w kontekście możliwych wzrostów w 2019 roku to przede wszystkim złoto, ropa naftowa WTI oraz wybrane pary walutowe, w tym m.in. EUR/USD.
Po fatalnym roku na rynku metali szlachetnych, tegoroczny trend ma szansę się odwrócić. Analitycy upatrują wzrostów cen złota w spadającej rentowności obligacji skarbowych USA oraz ewentualnych turbulencjach na giełdach. Nie bez przyczyny kruszec nosi miano „bezpiecznej przystani”.

W przypadku ropy naftowej WTI, obecny pesymizm może odwrócić się wraz ze słabnięciem obaw o gigantyczną nadpodaż surowca. Wiąże się to z niestabilnością w państwach takich jak Angola, Nigeria, Libia czy Wenezuela.

Jeśli chodzi o pary walutowe, w przypadku EUR/USD, wzrost rentowności europejskich obligacji będzie zachęcać do powrotu kapitału inwestycyjnego na rynki Europy, ciągnąc euro do góry. Analitycy przewidują, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się na podniesienie kosztu pieniądza we wrześniu 2019 r., ale rynek walutowy będzie się na to szykował jeszcze w drugim kwartale, budując popyt na euro.
W raporcie „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?” znalazły się również analizy związane z możliwymi spadkami. – W 2019 roku spodziewamy się kontynuacji turbulencji na rynkach giełdowych. Słabszy globalny wzrost i mniej korzystna polityka pieniężna głównych banków centralnych to główne argumenty za słabością koszyka tzw. emerging markets. W rezultacie, po silnych wzrostach w 2018 roku, pod szczególnie mocną presją może znaleźć się brazylijski rynek akcji – podkreśla Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers.

Jak zatem będzie wyglądać ogólna kondycja globalnej gospodarki w 2019 roku? Wzrost gospodarczy w USA powinien znajdować się powyżej średniej, pomimo zaników impulsów fiskalnych. W przypadku globalnego spowolnienia, źródłem ryzyka może natomiast okazać się wysoki deficyt budżetowy USA. W Europie wciąż głównymi punktami zapalnymi pozostają Brexit oraz kryzys we Włoszech. Prawdopodobnie osłabnie wzrost gospodarczy Chin, w związku z cłami nałożonymi przez administrację Donalda Trumpa. Nie można mówić jednak o załamaniu, bowiem chińskie władze dysponują szeroką paletą narzędzi, którymi mogą stymulować gospodarkę.

Więcej informacji na temat stanu światowych gospodarek, a także kluczowych wydarzeń na rynkach w 2019 roku znajduje się w raporcie „Prognozy inwestycyjne 2019 – czy to już bessa?”.
Link do pobrania raportu: https://lp.tms.pl/lp,prognozy_2019

Źródło: Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Droższe jedzenie

2019 rok zafunduje nam wyższe ceny żywności. Prognozy Banku BGŻ BNP Paribas zakładają, ze podwyżki sięgną 2,0-3,5 proc., a więc będą zbliżone do tych, które przyniósł nam 2018 rok (2,7 proc.).

Bank BGŻ BNP Paribas przewiduje, że poza wyższymi cenami produktów zbożowych i warzyw polowych, które w głównej mierze będą efektem mniejszej podaży surowca, więcej zapłacimy również za produkty przetworzone. W ich przypadku podwyżki będą wynikiem wzrostu płac oraz kosztów energii i transportu.
Prognozy dotyczą detalicznych cen żywności, uwzględniających marże sklepów, z których przedsiębiorstwa handlowe muszą wygospodarować środki na pokrycie kosztów swojej działalności, w tym również wynagrodzeń dla pracowników.

Więcej za pieczywo

Największe podwyżki obejmą produkty zbożowe, których ceny detaliczne względem 2018 roku mają przeciętnie wzrosnąć o ok. 6-7 proc. Niższe o 11 proc. zbiory pszenicy w Unii Europejskiej spowodowane letnią suszą w wielu krajach Wspólnoty, a także mniejsze zbiory tego zboża w Rosji i na Ukrainie wpłynęły na wzrosty cen pszenicy, która jest podstawowym surowcem wykorzystywanym w przemyśle młynarskim.
Na początku grudnia 2018 r. ceny skupu pszenicy w Polsce były aż o ponad 20 proc. wyższe niż przed rokiem i dynamika ta może utrzymać się do końca sezonu. Znajdzie to odzwierciedlenie w wyższych niż przed rokiem cenach mąki, szczególnie w pierwszej połowie 2019 r.
Ponadto, należy zauważyć, że w sektorze produkcji pieczywa udział kosztów pracy jest jednym z największych w przemyśle spożywczym. W związku z przewidywanym dalszym wzrostem wynagrodzeń w Polsce będzie to kolejny czynnik kosztowy, który może znaleźć odzwierciedlenie w finalnej cenie produktu.

Warto też dodać, że wyższy niż prognozowany na 2019 r. wzrost cen detalicznych pieczywa i wyrobów piekarskich, po raz ostatni odnotowano w 2011 r., kiedy to produkty z tej branży podrożały o 9,4 proc.

Mniej za owoce

Z kolei ceny owoców krajowych, jak i cytrusowych, będą w pierwszej połowie roku niewątpliwie pod presją wysokiej podaży w Europie. Duże ilości jabłek zgromadzonych obecnie w przechowalniach, ze względu na swoje parametry jakościowe i dobór odmian, nie będą mogły zostać wyeksportowane. Prawdopodobnie więc będą oferowane na rynku krajowym lub trafią do przetwórstwa.

Przy sprzyjających warunkach pogodowych należy również zakładać, że zbiory owoców krajowych w 2019 r. będą znaczące, co również będzie sprzyjać niskim cenom detalicznym w drugiej połowie roku. W rezultacie owoce w 2019 r. mogą być o ok. 2-3 proc. tańsze niż w 2018 r.

Warto jednak podkreślić, że warzywa i owoce są najbardziej zmiennymi i najtrudniejszymi do prognozowania kategoriami żywności.

Tańsze masło i nabiał, ale nie cukier

Z naszej analizy wynika, że jaja i masło, które w 2018 r., na tle ostatnich lat były relatywnie drogie, potanieją. Z uwagi na normalizację sytuacji na rynku unijnym, zdecydowanie, bo o ponad 15 proc. tańsze powinny być jaja. Obniżki cen masła mogą natomiast przekroczyć 10 proc. W ostatnim kwartale 2018 r., za sprawą większej produkcji mleka i w konsekwencji masła w Nowej Zelandii, która jest jego największym eksporterem, ceny masła na rynkach światowych zaczęły spadać. Efekty tych obniżek na polskich półkach sklepowych będziemy mogli zaobserwować już na początku 2019 r. – mówi Paweł Wyrzykowski, ekspert ds. analiz sektorowych i rynków rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

W lipcu ub. roku cena cukru spadła poniżej 2 zł za kg. W 2019 r. ceny powinny utrzymywać się na stabilnym poziomie.

Chociaż nie ma wyraźnych przesłanek po stronie surowcowej, o kilka procent mogą natomiast podrożeć wyroby czekoladowe i słodycze. Będzie to przede wszystkim związane z wyższymi kosztami wynagrodzeń i energii.

Wzrost cen wędlin

Ceny mięsa wieprzowego, szczególnie w pierwszej połowie 2019 r., prawdopodobnie będą nieznacznie niższe niż przed rokiem. Wynika to z większego uboju trzody, a co za tym idzie wyższej podaży surowca, zarówno w Polsce, jak i w wielu krajach UE. Jednocześnie średnie ceny mięsa drobiowego i wołowiny mogą odnotować nieznaczny wzrost.

Większych podwyżek, w ujęciu średniorocznym o ponad 3 proc, należy spodziewać się w przypadku wędlin. Tu zadecydują czynniki poza surowcowe – wspomniane wcześniej wysokie koszty pracy i energii, ale też rosnąca zamożność konsumentów, sięgających coraz częściej po produkty wysokogatunkowe i zwracających uwagę na skład artykułów spożywczych.

Źródło: BGŻ BNP Paribas

4 porady, jak skutecznie nauczyć się języka obcego

„W końcu nauczę się nowego języka” – to jedno z popularniejszych noworocznych postanowień. Jak często zdarza się, że wpisujemy je na listę również w kolejnym roku, bo nie udało nam się zrealizować celu? Pora to zmienić! Dla wszystkich tych, którzy chcą wpisać to postanowienie na listę noworocznych postanowień po raz ostatni, mamy kilka rad.

Każdy sukces można zaplanować – dotyczy to również skutecznej nauki, czyli takiej, która zagwarantuje, że mówienie, pisanie czy rozumienie obcego języka nie będzie już sprawiać większych trudności. Na taką naukę trzeba jednak wyznaczyć sobie czas i bez względu na wymówki trzymać się założeń, ponieważ dobre rezultaty wymagają konsekwencji. Aby pomóc sobie w realizacji celu, warto zastosować sprawdzone metody i pewne rytuały, które sprawią, że nauka okaże się nie tylko skuteczna, ale również – przyjemna.

1.Przygotowanie narzędzi do pracy

Nauka języków obcych będzie tym szybsza i efektywniejsza, im lepiej się do niej przygotujemy. W tym obszarze bardzo pomocne będą narzędzia w postaci fiszek in blanco, czyli pustych kartoników, na których będziemy zapisywać nowe słówka, zwroty i konstrukcje. Dobrze sprawdzi się również MEMOBOX, czyli specjalne pudełko na fiszki, podzielone przegródkami na sekcje dla tych słówek i zwrotów, których nie znamy, i dla tych, które umiemy, ale jeszcze czasami ulatują nam z pamięci.

Podczas nauki naszym głównym przeciwnikiem jest nasza zawodna pamięć, jednak są sposoby na to, żeby z nią wygrać. Dobrym przykładem jest metoda nauki z fiszek, czyli metoda Sebastiana Leitnera. Zapewnia ona szybkie i trwałe zapamiętywanie przyswajanego materiału – mówi Patrycja Wojsyk, redaktor naczelna w Wydawnictwie Cztery Głowy. Dodaje też: Wpisując znajomość języka obcego na listę postanowień noworocznych, miejmy na uwadze istotną różnicę między poświęcaniem czasu na naukę, a prawdziwą, efektywną nauką. Świetne wyniki daje kilkakrotne powtarzanie tego samego materiału w większych odstępach czasu. Ważna jest przy tym systematyczność – codzienna nauka, choćby przez 15 minut, przyniesie lepsze rezultaty, niż godzina, ale raz w tygodniu.
Zanurzmy się w języku – korzystajmy z obcojęzycznych książek i czasopism, oglądajmy obcojęzyczne programy, słuchajmy radia internetowego. Warto również zainstalować na telefonie jedną z aplikacji do powtarzania słówek i aplikację z obcojęzycznymi podcastami

2. Krótka lekcja na początek dnia

Poranny, świeży stan umysłu sprzyja zapamiętywaniu nowych informacji. Kiedy tylko grafik nam na to pozwala, spróbujmy znaleźć choćby 15 minut na naukę języka obcego. Po szybkim, orzeźwiającym prysznicu i pierwszej filiżance kawy przyswajanie nowych słówek, zwrotów i konstrukcji może okazać się o wiele efektywniejsze niż nauka w środku dnia. Jednak nawet jeśli czujemy, że nasz umysł nie pracuje na wysokich obrotach, warto poświęcić poranną wolną chwilę na przyjemną naukę – może to być chociażby przygotowanie kilku nowych fiszek, przeczytanie artykułu po angielsku bądź obejrzenie krótkiego podcastu.

3. Języki obce w podróży

Podróże do pracy i powroty do domu zabierają dużo czasu, co często powoduje żal i niepotrzebne frustracje. Zmieńmy więc złe emocje na działanie. Uciekające minuty, które tracimy na staniu w korkach w godzinach szczytu, mogą nas przybliżyć do kolejnego poziomu znajomości języka! Wystarczy, że w autobusie czy metrze sięgniemy po fiszki, które przygotowaliśmy rano lub skorzystamy z aplikacji do nauki. A co, jeśli podróżujemy samochodem? W takich sytuacjach doskonałym zajęciem będzie krótka sesja z fiszkami audio lub obcojęzycznymi podcastami.

4. Przyjemne z pożytecznym, czyli obcojęzyczny relaks

Powrót do domu po ciężkim dniu pracy może nie wydawać się najlepszym momentem na naukę języka. Przecież w takich chwilach często jesteśmy zmęczeni i jedyne, o czym myślimy i czego potrzebujemy, to relaks. Na szczęście można połączyć przyjemne z pożytecznym. Odcinek ulubionego zagranicznego serialu bez lektora, rozdział obcojęzycznej powieści bądź słuchanie zagranicznej muzyki pozwolą nam odprężyć się, a jednocześnie przyswoić nowe słowa i zwroty. To również doskonały sposób na utrwalenie w pamięci określeń, które już zdążyliśmy poznać. Uzupełnijmy jednak taki rodzaj odpoczynku o skuteczną praktykę – np. zapisywanie nowych słów i wyrażeń na fiszkach in blanco. Wolna chwila przy porannej kawie następnego dnia będzie idealnym momentem na ich powtórzenie.

Jeśli coś zaplanujemy i naprawdę będziemy działać, prędzej czy później osiągniemy swój cel. Pamiętajmy, że w nauce języków obcych największą przeszkodą nie jest wcale brak zdolności językowych, tylko niekonsekwencja. A o wiele łatwiej ją przemóc, jeśli nauka przestanie być dla nas wyzwaniem, a stanie się miłym rytuałem. Nigdy nie uczmy się z poczucia obowiązku, lecz dla efektów i… przyjemności.

Ile nas kosztuje dziecko?

Według wyliczeń przygotowanych na zlecenie platformy MAM, koszt wychowania jednego dziecka w Polsce przekraczać może 300 000 zł. Wydatki rosną wraz z wiekiem dziecka. Wychowanie noworodka jest tańsze niż nastolatka.

Spory udział w tej sumie mają wydatki na opiekę i edukację. Wprawdzie ta ostatnia z założenia jest w naszym kraju bezpłatna, to jednak ci z rodziców, którzy zdecydują się np. na prywatny żłobek, przedszkole czy szkołę, korepetycje czy zajęcia dodatkowe będą musieli wysupłać z portfela dodatkowe i wcale niemałe pieniądze.
Opieka kosztuje

Podejmując decyzję o powiększeniu rodziny, warto mieć świadomość kosztów, które może wygenerować opieka nad dzieckiem i jego edukacja. Opracowany przez platformę MAM raport „Ile kosztuje dziecko?” dowodzi, że 22% polskich rodziców zmuszonych jest zatrudnić opiekunkę, co przeciętnie oznacza miesięczny wydatek rzędu 700 zł. 70,4% badanych deklaruje, że ich pociechy uczęszczają do żłobka, przedszkola czy szkoły. Zaledwie co 20. najmłodszy Polak (5,5%) pozostaje pod wyłączną opieką swoich rodzicieli.

Dość interesujący jest fakt, że 3 na 10 rodziców (31%) utrzymuje, iż nie ponosi żadnych kosztów opieki medycznej nad dzieckiem, ponieważ korzysta wyłącznie z usług świadczonych przez publiczną i (w teorii) bezpłatną służbą zdrowia. Większość jednak wycenia poniesione na zdrowie wydatki na wcale niebagatelną kwotę 314 zł miesięcznie.
Szkoła publiczna czy prywatna?

Rynek usług edukacyjnych, pomimo wyraźnego zdominowania przez oświatę publiczną, ma się w Polsce stosunkowo dobrze. Sprzyja temu bogacenie się społeczeństwa, ale także… zmiany prawne. Po panice wywołanej przez przeprowadzoną reformę szkolnictwa, w której zlikwidowane zostały szkoły gimnazjalne, dało się zauważyć wyraźny wzrost zainteresowania szkolnictwem niepublicznym. Następstwem reformy był jedynie 6-procentowy wzrost liczby publicznych szkół podstawowych, jednocześnie liczba ich prywatnych odpowiedników zwiększyła się o 20%. Bezpośrednią konsekwencją wydłużenia cyklu nauczania podstawowego i likwidacji gimnazjów był także wzrost liczby uczniów przypadających na jedną publiczną szkołę podstawową – ze 181 do 254 uczniów. Co istotne, liczba uczęszczających na zajęcia do prywatnych szkół podstawowych wzrosła aż o 48%. Szkołom niepublicznym nie grozi jednak przepełnienie. Na jedną niepubliczną szkołę podstawową przypada jedynie 95 uczniów. Rok wcześniej było ich 77 .

Koszty zaczynają się po szkole

85,1% dzieci i młodzieży uczęszcza do państwowych placówek edukacyjnych, a 20,2% do prywatnych. Rozbieżność procentowa i suma wyniku przekraczająca 100% wynika z faktu, że wiele dzieci uczęszcza jednocześnie do dwóch typów szkół, np. na podstawowy cykl edukacyjny do publicznej placówki, a po zajęciach do prywatnej szkoły językowej. Co ciekawe, na kursy językowe uczęszcza aż 28% wszystkich polskich dzieci. Jednocześnie nie jest to najpopularniejszy typ zajęć pozalekcyjnych. 30% uczniów jest członkami szkółek sportowych, 17% chodzi na lekcje tańca, a 10% trenuje sztuki walki. Po zsumowaniu tych liczb okazuje się, że z jakiejś formy zorganizowanej pozalekcyjnej aktywności fizycznej korzysta aż 57% wszystkich polskich uczniów!

Oprócz nauki języków obcych 13% uczniów pobiera korepetycje, a 10% jest uczniami szkoły muzycznej lub uczęszcza na indywidualne lekcje gry na instrumencie. Jednocześnie jedna trzecia spośród wszystkich uczniów nie uczęszcza na żadne zajęcia pozalekcyjne.

Ceny zajęć oczywiście zależą od ich typu, mogą wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. Średnio Polacy wydają na ten cel 265 zł. Jednakże dla 7% respondentów zajęcia dodatkowe ich pociech stanowią największy wydatek na dziecko w skali miesiąca!

Zdawać by się mogło, że najwięcej wydatków generuje małe, wymagające stałej opieki dziecko. Większość nastolatków nie potrzebuje już dodatkowej opieki, czyli koszty powinny spadać.

Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Im starsze dziecko, tym większe koszty! Wychowanie noworodka generuje średnie wydatki w wysokości 1043 zł w skali miesiąca, a nastolatka w wieku 12-16 lat – już 1538 zł. To jednak relatywnie niewiele w porównaniu z kosztami, które należy ponieść, decydując się na edukację wyższą potomka. Rodzice studenta muszą przygotować się na średnie koszty wynoszące nawet 2186 zł! Edukacja dziecka to wysokie koszty, ale też ogromna satysfakcja dla rodziców z sukcesów odnoszonych przez potomstwo.

Źródło: MAM

Plast-Box finalizuje przejęcie spółki Stark Partner

Plast-Box, notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. producent opakowań z tworzyw sztucznych zakończył proces przejęcia Stark Partner Sp. z o.o., polskiego dostawcy opakowań spożywczych. Zgodnie z umową Plast-Box nabywa 100% udziałów tej spółki stając się jej właścicielem.

Bardzo się cieszę z przejęcia Starka i witam pracowników firmy w Grupie Plast-Box – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Przed nami dużo możliwości rynkowych. Jestem pewien, że włączenie zapewni obu spółkom wiele synergii i przełoży się ostatecznie na solidną wartość dla całej Grupy – podkreśla.

Dzięki przejęciu Grupa Plast-Box zyskuje nowy zakres kompetencji z sektora opakowaniowego i wzmacnia tym samym swoją obecność w branży. Stark ma ugruntowaną pozycję, która pozwoli Plast-Box-owi na rozbudowę oferty opakowań. Akwizycja rozszerza asortyment grupy o innowacyjne produkty i rozwiązania dla przemysłu opakowaniowego. Wspólnie ze Starkiem, Plast-Box może zaproponować szersze portfolio dla klientów i zyskać nowe rynki zbytu. Obecnie wyroby przejętej spółki trafiają do dużych polskich producentów sektora spożywczego.

Jest to korzystna transakcja podyktowana zarówno perspektywami rozwoju jak i możliwościami związanymi z wykorzystaniem potencjału Grupy. Zakup ten doskonale wpisuje się w naszą strategię różnicowania biznesu i zapewnienia wzrostu sprzedaży w kolejnych latach – stwierdza Grzegorz Pawlak. – Jest to dla nas naturalny kierunek ekspansji, który przyniesie wymierne efekty wspólnych działań i zapewni dodatkową wartość dla akcjonariuszy – informuje.

Grupa kapitałowa Plast-Box z siedzibą główną w Słupsku, jest jedną z najnowocześniejszych firm w Polsce i Europie produkującą twarde opakowania z tworzyw sztucznych.

Specjalizuje się w produkcji zaawansowanych technologicznie wiader i pojemników. Produkuje również transportery dla branży spożywczej i inne produkty użytkowe, sprzedawane w sieciach handlowych. Jej odbiorcami są zarówno duże międzynarodowe koncerny jak i mniejsze podmioty. Po akwizycji w skład Grupy wchodzi 5 spółek zlokalizowanych w Polsce, 1 na Ukrainie i 1 na Białorusi. Do Grupy należą 3 zakłady produkcyjne (Słupsk, Urszulin, Czernihów – Ukraina). Plast-Box istnieje od 1983 r., a od 2004 r. akcje spółki są notowane na GPW.

Seep. ma 25 tysięcy użytkowników

Poznajmy bliżej Bartka Wierzchowskiego – pomysłodawcę aplikacji seep., który odpowiada za jej funkcjonalności, pozyskanie środków czy projekt wizualny. Sam o sobie mówi, że uwielbia ludzi i jest zwierzęciem społecznym interesującym się wieloma zagadnieniami w tym architekturą, literaturą, modą.

Seep. ma 25 tysięcy użytkowników, ale jest nadal świeżynką na zatłoczonym rynku. Co wyróżnia Pana aplikację?
Przede wszystkim zacznę od rynku – uważam, że wbrew pozorom zatłoczenie nie jest aż tak mocno odczuwalne w naszym przypadku, ponieważ takiej aplikacji jak nasza po prostu nie ma. Nasz produkt wyróżnia hybryda – trzy aplikacje w jednej i jest to bardzo mocno przemyślana idea. Dlaczego? To proste. Dzisiaj posiadanie tej, czy inne aplikacji społecznościowej określa nas jako danych odbiorców, grupę docelową. Natomiast 3 w 1 powoduje, że nie da się przypisać nas do żadnej konkurencyjnej aplikacji. Kwestią, która nas wyróżnia jest niewątpliwie zupełnie nowatorskie podejście do aplikacji. Posiadamy kilka innowacyjnych rozwiązań jak np. Mapa Miejsc, gdzie znajdziemy osoby o podobnych pasjach, z którymi możemy porozmawiać, czy umówić się na kawę.

Czym jest dla Pana konkurencja?
To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że jest to dla mnie swego rodzaju katalizator. Dzięki niej , każdego dnia myślę o zupełnie nowych rozwiązaniach, funkcjach. Konkurencja pozwala mi być nieustannie stymulowanym w kwestii kreatywności, jest ona pewnego rodzaju wyzwaniem, a ja uwielbiam wyzwania i rywalizację. To mnie nakręca do tworzenia.

Aplikacja seep. ma zmieniać przyzwyczajenia Polaków. Za cel postawił sobie Pan wyciąganie ich z domów oraz przekonanie, że randkowanie w sieci to dzisiaj norma. Czy to zadanie Pana zdaniem wykonalne?
Randkowanie to jedno. Moim większym i myślę, że jeszcze trudniejszym celem jest wyciągnięcie ich z domu na spotkanie i rozmowę w celach totalnie nie randkowych. Brzmi jak misja utopijna, ale rzeczy wielkie wymagają cierpliwości. Mógłbym stworzyć kolejną ciekawą aplikację, jasne, ale wolałem wykreować zupełną nowość, całkowicie odmienną od reszty. Jak wiemy, w Polsce hasła zmiana, czy nowość potrzebują dużej ilości czasu. Wszystko po to, aby pokazać, że my, Polacy jesteśmy fantastycznymi ludźmi, tylko brakuje nam odrobiony pewności siebie. seep. ma być właśnie taką formą pomocy, miejscem, gdzie po prostu będą mogli być sobą, bez obaw o opinię innych.

Stworzenie aplikacji od zera wymaga niesamowitego zaangażowania, profesjonalizmu i pasji. W jaki sposób znajduje Pan w sobie pokłady energii, mimo dnia tak wypełnionego zadaniami?
Patrząc z perspektywy czasu myślę, że trzeba być pewnego rodzaju szaleńcem, aby porywać się na stworzenie takich rzeczy. Wymaga to tytanicznej ilości pracy, pełnego zaangażowania i przede wszystkim kreatywności. Jestem ogromnym fanem Murakamiego i przyświeca mi podejście z jednej jego książki: „Albo zrobię coś na 200%, całkowicie się temu oddając, albo z biegiem lat mogę żałować, że nie dałem z siebie maksa.” . Ludzie są moją największą pasją, ale po kilku spotkaniach potrzebuje samotności, aby znowu naładować baterię. Określam siebie mianem zdrowego introwertyka, czyli osoby, która uwielbia ludzi, rozmowy i spędzanie z nimi czasu, ale tylko na jakiś określony czas. I to się świetnie sprawdza, bo wtedy wymyślam najlepsze koncepcje. Przy wyłączonym telefonie, melancholijnej muzyce zapisuję wszystkie doświadczenia z danego dnia, spędzonego z ludźmi i staram się stworzyć na ich bazie ciekawe rozwiązanie.

Co najbardziej motywuje Pana do działania?
Dla twórcy najlepszą motywacją jest szczera krytyka jego odbiorców. Przeświadczenie, że to, co robi ma sens i sprawdza się pośród innych osób. To trochę tak jak kucharz, który gotuje przez kilka godzin. Całe zmęczenie znika wraz z zachwytem nad jego daniem i znów może kreować nowe smaki, z nową energią i pasją.

Najważniejsza zasada, którą kieruje się Pan w życiu?
Hm. Mam dwie. Jedna jest stricte zawodowa i polega na dawaniu z siebie 200%, ponieważ czasem 198% to za mało, tak aby nie żałować braku zaangażowania. Druga natomiast, to idea, która mówi, że w życiu najważniejsze są emocje i dla mnie, mówiąc szczerze liczą się one najbardziej. Nie planuje, co będzie za tydzień, ba, nie planuje nawet kolejnego dnia.

Czy w prywatnych social mediach dzieli się Pan swoją codziennością?
Tak, jak najbardziej. Choć dla wielu często są to przekazy zbyt melancholijne, czy wręcz utopijne. Wszystko dlatego, że SM są dla mnie pewnego rodzaju oczyszczeniem, miejscem, gdzie mogę wyrzucić swoje myśli.

Czy uważa Pan, że upublicznianie swojego prywatnego życia w social mediach jest dziś bezpieczne?
Muszę być szczery i powiem, że dla mnie nie ma to znaczenia, czy ktoś odbierze mnie w ten, czy inny sposób. Nie przejmuje się nigdy opinią innych, zwłaszcza tych, którzy nie wnoszą nic do mojego życia. Myślę, że każdy powinien tak myśleć, bo za dużą wagę przywiązujemy do tego, jak oceniają nas inni. Choćby 1000 osób skrytykowało, czy zachwalało moją osobę to i tak najważniejszy głoś mam ja i moja osobista ocena, która jest jedynym wyznacznikiem.

Jaki jest Pana przepis na sukces?
Jeszcze go nie poznałem, bo daleko mi do miana człowieka sukcesu. Dopiero podążam drogą, która ma kiedyś mnie do tego sukcesu doprowadzić. Natomiast to, czym kieruje się w jej trakcie to zaangażowanie, pasja i poświęcenie. Nie da się niczego osiągnąć, nie ryzykując całego życia, czy robiąc coś na pół gwizdka. Trzeba być odpornym na krytykę, na brak czasu, na niezadowolenie bliskich, czy nawet na samotność. Sukces wymaga całkowitego poświęcenia.

Jaką radą podzieliłby się Pan z młodymi ludźmi, które dopiero chcą osiągnąć sukces w biznesie?
Zdecydowanie powiedziałbym im tak: albo dajecie całych siebie, poświęcacie się czemuś całkowicie, nie zważacie na porażki, czy krytykę, albo nie zaczynajcie w ogóle się starać. Dzisiaj rynek jest brutalny i czasem jeden błąd sprawia, że przegrywamy. Wystarczy moment nieuwagi i mamy koniec gry. Jednak najbardziej zwracałbym uwagę na ludzi, którymi trzeba się otaczać. Jeśli nie rozumieją oni naszego podejścia, czy sytuacji ani nie wspierają nas w naszych marzeniach to szkoda czasu na takich. Będą nam zabierać tylko niezwykle cenną energię. Jestem fanem Steve’a Jobsa i jego podejścia do biznesu. To był fanatyk, perfekcjonista, który wiecznie miał pod górkę, był niesamowicie krytykowany, ale gdzieś w tym wszystkich nigdy nie przestał wątpić w to, co robi i oddał się temu całkowicie. Moim zdaniem dzisiaj tylko tak można odnieść sukces, a nawet jeśli się nie uda to niczego nie będziemy żałować, bo daliśmy z siebie ile tylko mogliśmy.

PEKAES świętuje 60. urodziny

PEKAES obchodzi w tym roku okrągły jubileusz – 60 lat działalności na rynku. Z tej okazji firma postanowiła przypomnieć najważniejsze momenty ze swojej historii oraz podsumować największe sukcesy. Oto, jak polska firma transportowa z lat 50. rozwinęła skrzydła, stając się czołowym operatorem logistycznym.

Spółka powstała 22 grudnia 1958 roku pod nazwą Przedsiębiorstwo Międzynarodowych Przewozów Samochodowych PEKAES. Rozwój firmy i sukcesywne powiększanie taboru przyczyniło się do przeniesienia siedziby z Warszawy do Błonia.

W 1982 roku powołano do życia spółkę akcyjną PEKAES Auto-Transport SA, którą w latach 90. przekształcono w organizację holdingową. W 1999 roku PEKAES Auto-Transport SA przyjął nazwę PEKAES SA. W 2013 roku firma rozwinęła usługi intermodalne, wykorzystując infrastrukturę i kompetencje swoich spółek zależnych – SPEDCONT oraz CHEMIKALS.

Dynamiczny rozwój

Dziś Grupa PEKAES to nowoczesne przedsiębiorstwo o profilu logistyczno-intermodalnym. W tegorocznym 23. rankingu firm TSL opublikowanym przez Dziennik Gazetę Prawną PEKAES uplasował się na I miejscu w kategorii przychodów z deklarowanej głównej działalności – spedycji drogowej.

Obecnie PEKAES posiada 16 partnerów zagranicznych w 32 kluczowych krajach Europy i Azji, a zasięg działalności obejmuje niemal cały świat. Firma sukcesywnie rozwija swoją sieć połączeń międzynarodowych. Oprócz tworzenia nowych linii drobnicowych w Europie, PEKAES postawił na rozwój usług intermodalnych. Rozbudowa kolejowego terminalu kontenerowego SPEDCONT w Łodzi umożliwiła obsługę dużego wolumenu towarów na nowym Jedwabnym Szlaku pomiędzy Chinami a Europą.

Biznes mierzony kilometrami i metrami sześciennymi
Grupa PEKAES dysponuje jedną z najefektywniejszych sieci drobnicowych w Polsce. Oprócz 19 krajowych terminali dystrybucyjnych spółka operuje w 6 magazynach logistycznych, 1 kolejowym terminalu kontenerowym, 2 kolejowych terminalach granicznych do przeładunku towarów masowych. Grupa zatrudnia blisko 1 100 pracowników.

PEKAES stawia na rozwój, innowacyjność i stałe podnoszenie jakości usług. Wszystkie te elementy wzajemnie się przenikają i mają jeden wspólny mianownik, którym jest orientacja na potrzeby Klienta. Uważnie obserwujemy trendy rynkowe, a przede wszystkim wsłuchujemy się w głosy naszych Klientów, ponieważ to oni są motorem napędowym tego rozwoju. To dla nich rozbudowujemy sieć dystrybucji, inwestujemy w infrastrukturę i nowe technologie, otwieramy nowe lokalizacje magazynowe oraz odkrywamy potencjał usług intermodalnych. – przyznaje Maciej Bachman, Prezes Zarządu PEKAES.

Społecznie odpowiedzialni

PEKAES od lat angażuje się w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, dbając o środowisko naturalne, budując świadomość ekologiczną wśród swoich pracowników oraz wspierając społeczności lokalne poprzez firmowy wolontariat pod nazwą „PEKAES Pomaga”. Działania w ramach wolontariatu to już w spółce tradycja, a pomaganie trwa tu przez cały rok.

Bonifacy i Honorata – roboty, które zastępują pracowników

White cyborg hand about to touch human hand on dark city background 3D rendering

Wystawianie i księgowanie faktur, wprowadzanie zleceń do systemu, zamykanie rachunków bankowych, weryfikacja klientów, wysyłka zamówień – to zadania, które już dziś zastępują roboty. Przykładem jest Bonifacy – robot wcielony w szeregi rekruterów Antal, czy Honorata, zajmująca się księgowaniem faktur transportowych od jednego z dostawców w międzynarodowej firmie. Jak wskazują eksperci – zastępowanie powtarzalnych procesów przez roboty jest możliwe w branżach takich jak: księgowość, finanse, bankowość, controlling czy logistyka.

Jak wynika z danych GUS – nigdy nie powstało tak dużo wakatów jak w pierwszym półroczu 2018 roku – 426 tys. nowych miejsc pracy. Jednocześnie nieobsadzonych jest ponad 160 tys. stanowisk. Problemy z pozyskiwaniem pracowników, brak kandydatów oraz odpowiednich kwalifikacji niezbędnych szczególnie na stanowiskach specjalistycznych, stanowi dziś barierę do rozwoju wielu firm.

Bonifacy – robot, który został rekruterem

Dzisiejsze procesy rekrutacyjne wymagają doskonale dopasowanych do preferencji kandydatów oraz sprawnie przeprowadzanych działań rekrutacyjnych. Najczęściej jednak kandydaci wysyłają swoje aplikacje nie zapoznając się wcześniej z ogłoszeniami i wymaganiami na danym stanowisku. W pozostałych przypadkach – w ogóle nie szukają aktywnie zatrudnienia. Stąd aż 72% pracodawców przyznaje, że potrzebuje wsparcia nowych technologii w docieraniu do kandydatów i pozyskiwaniu ich aplikacji.

W 2018 roku Antal zatrudnił w swoich szeregach wirtualnego pracownika – Bonifacego. Bonifacy jest robotem, algorytmem napisanym we współpracy konsultantów Antal wraz z partnerem zewnętrznym. Robot szybciej od ludzi przeprowadza rekrutację i skraca proces o jedną trzecią. Można mu przekazać najbardziej pracochłonne i kosztowne zadania takie jak poszukiwanie oraz selekcję kandydatów. Bonifacy został stworzony właśnie w celu maksymalizacji efektywności tej części procesu. Dzięki temu rekruterzy zyskali więcej czasu na spotkania i rozmowy z kandydatami, które są sensem działania każdego headhuntera. Teraz mogą przeznaczyć go na dbałość o jakość współpracy i prowadzonych rekrutacji.

– Powyższe doświadczenia oraz potrzeby obecnego rynku pracy, zainspirowały nas do pójścia o krok dalej i wdrożenia robota na stanowiskach w innych branżach. Tak powstała Agencja Pracy Robotów w ramach dywizji Antal Robotic Process Automation. Roboty mogą zostać wdrożone wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z pracą rutynową i powtarzalną. Mowa o takich zadaniach jak wystawianie i księgowanie faktur, wprowadzanie zleceń do systemu, zamykanie rachunków bankowych, weryfikacja klientów czy wysyłka zamówień. Agencja Pracy Robotów to zatem nic innego jak możliwość wdrożenia lub wypożyczenia robotów do wykonywania najbardziej żmudnej pracy. Standaryzacja i automatyzacja wspomnianych procesów umożliwi pracownikom skupienie się na zadaniach kreatywnych, ambitnych i ukierunkowanych na rozwój, a to zapewni firmom nieustanny, ekonomiczny wzrost – mówi Artur Skiba, prezes Antal.

Księgowa Honorata

Kolejnym robotem, funkcjonującym z sukcesem, jest Honorata, która zajmuje się księgowaniem faktur transportowych od jednego z dostawców w międzynarodowej firmie. Wdrożenie polegało przede wszystkim na optymalizacji wolumenowej części procesu. Miesięcznie firma otrzymuje aż 2000 faktur od jednego z dostawców za transport towarów. Dane z dokumentów muszą zostać wprowadzone do systemu SAP. Dedykowany do tego pracownik robił to ręcznie, jednak ta praca była dla niego monotonna i nużąca. Ponadto w dziale finansowym firmy czekało na niego wiele projektów, znacznie ciekawszych i bardziej rozwijających.

Wyzwanie

  • pracownik przepisywał dane z jednej faktury do systemu SAP przez 10 minut;
  • dziennie był w stanie zaksięgować nie więcej niż 60 faktur;
  • pracując na cały etat nie był w stanie obsłużyć 2000 faktur;
  • księgowanie 2000 faktur zajęłoby mu ponad 330 godzin;
  • rosły zaległości oraz frustracja pracownika.

Rozwiązanie i opis procesu:

Firma zdecydowała się rozwiązać ten problem korzystając z technologii Robotic Process Automation i zatrudniając robota. Cyfrowy pracownik nazwany Honoratą, codziennie loguje się na skrzynkę pocztową, pobiera faktury, które są załącznikami w formacie PDF, kopiuje dane z faktur, loguje się do systemu SAP oraz wpisuje do systemu kwoty z faktur.

Ile czasu zajmuje robotowi obsługa procesu?

Cyfrowy pracownik księguje jedną fakturę średnio przez 4 minuty, co daje 200 faktur dziennie. Rozwiązanie takie powoduje że proces ten nie jest narażony na błędy oraz prowadzony jest szybciej.

Jak szybko uzyskano zwrot inwestycji? 6 miesięcy.

Korzyści z wdrożenia:

  • ograniczenie kosztów procesu o 80%;
  • znacznie przyśpieszenie procesu księgowania faktur (o 98%) – dawniej faktura czekała średnio 60 dni na zaksięgowanie, dziś księgowana jest nie później niż 24h po otrzymaniu;
  • wyeliminowanie błędów księgowych;
  • robot nadrobił trzymiesięczne opóźnienie w trakcie 2 tygodni;
  • uwolnienie pracownika od monotonnych działań i wykorzystanie jego kompetencji do bardziej zaawansowanych zadań.

Robota można również wypożyczyć, czyli model try&hire

Z opisanego przykładu wynika, że część powtarzalnych procesów może być zastąpiona z sukcesem i korzyścią dla organizacji. Warto jednak najpierw przeanalizować, czy dany zakres obowiązków pracownika, jest na tyle zaawansowany, że wymaga optymalizacji. Po wstępnych szacunkach możliwe jest programie rozwiązania, które trwa od 7 do 40 dni. Następnie Antal wypożycza robota z kosztem miesięcznym porównywalnym do wynagrodzenia 1 pracownika i na bieżąco wspiera proces jego pracy. Dzięki temu firma nie ponosi kosztów wyprodukowania i zakupu robota oraz może przetestować rozwiązanie ocenić zwrot inwestycji czy zdecydować o zatrudnieniu kolejnych robotów do swojej organizacji.

Automatyzacja? Nie ma się czego bać

Roboty przejmują najbardziej powtarzalne, wolumenowe procesy i dają możliwość rozwoju pracowników w bardziej zaawansowanych obszarach funkcjonowania przedsiębiorstwa. Pozwalają również na oszczędności w kontekście kosztów zatrudnienia, zmniejszają ryzyko powstawania błędów, ale co najważniejsze powodują że przedsiębiorstwo może skupiać się na dodatkowych aktywnościach.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...