Dacia Bigster – marzenia bywają wypadkową potrzeb – test redakcyjny

    Motoryzacja ma dziwną przypadłość. Potrafimy godzinami dyskutować o samochodach, których nigdy nie kupimy. Znamy na pamięć moc Ferrari, przyspieszenie najnowszego Porsche i liczbę cylindrów w silnikach BMW M. Zachwycamy się autami, które oglądamy na YouTubie, ustawiamy jako tapetę w telefonie i od czasu do czasu spotykamy na światłach. A potem wracamy do domu…i wsiadamy do samochodu, który następnego dnia zawiezie dzieci do szkoły, pojedzie po zakupy, odbierze paczkę z paczkomatu, a raz lub dwa razy w roku zabierze całą rodzinę na wakacje.

    Autor: Michał Garbaczuk

    I właśnie dla takich ludzi powstała Dacia Bigster. Nie po to, żeby sąsiad wyglądał przez firankę, nie po to, żeby ktoś odwrócił głowę na parkingu i nie po to, żeby kolega pytał o czas do setki. Po prostu po to, żeby być samochodem. I wiecie co? Ta pozorna wada może okazać się jego największą zaletą.

    Samochód do życia, a nie do marzeń

    Większość z nas uwielbia marzyć o motoryzacji. Problem polega na tym, że marzenia bardzo rzadko parkują pod blokiem. Codzienność wygląda znacznie mniej spektakularnie: rano szkoła, potem praca, po południu trening piłkarski z synem i zajęcia z ceramiki z córką. Jeszcze zakupy, a wieczorem jeszcze szybki wypad po karmę dla psa.

    A wakacyjna podróż? Najczęściej raz albo dwa razy w roku. I to tylko wtedy, kiedy rodzina uzna, że zamiast lecieć samolotem tam, gdzie morze ma kolor turkusu, słońce świeci przez trzysta dni w roku, a lokalna trattoria od progu przekonuje, że przecież zmieścisz jeszcze jedno tagliatelle z owocami morza, tym razem pojedziemy nad Bałtyk posiedzieć w deszczu i pograć na cymbergajach.

    I właśnie wtedy Bigster pokazuje, po co został stworzony. To naprawdę duży samochód, a właściwie ogromne rodzinne kombi przebrane za SUV-a. Pakujesz walizki, rowerki, piłki, parawan, torbę z zabawkami i pół mieszkania. I nagle okazuje się, że miejscowi sklepikarze nie zarobią na was ani złotówki, bo zabraliście z domu wszystko.

    Najsprytniejszy przycisk w samochodzie

    Jakiś czas temu rozmawiałem z osobami odpowiedzialnymi za markę Dacia w Polsce i regionie Europy Wschodniej. Usłyszałem wtedy coś, co bardzo dobrze tłumaczy filozofię tej marki. Dacia nie rezygnuje z dziesiątek elektronicznych gadżetów dlatego, że klienta na nie nie stać. Rezygnuje dlatego, że większość klientów… zwyczajnie ich nie chce. Gdyby dołożyć wszystko, czym dysponuje koncern, Bigster kosztowałby tyle co dobrze wyposażone Renault albo Nissan. Tylko po co? Przeciętny użytkownik nie potrzebuje piętnastu systemów, które nieustannie próbują podejmować decyzje za kierowcę.

    Oczywiście są systemy obowiązkowe, bo takie są dziś europejskie przepisy. Samochód przypomni o przekroczeniu prędkości o jeden kilometr na godzinę, ostrzeże, że zbliżasz się do linii na jezdni i od czasu do czasu uzna, że chyba lepiej od ciebie wie, jak prowadzić. Na szczęście inżynierowie Renault i Dacii wykazali się odrobiną… sprytnego pragmatyzmu. Po lewej stronie deski rozdzielczej umieścili przycisk, który jednym kliknięciem wyłącza najbardziej natarczywych elektronicznych opiekunów. To jeden z moich ulubionych elementów tego samochodu, bo kiedy siadam za kierownicą, chciałbym być kierowcą. Jeżeli chcę delikatnie przesunąć się w obrębie pasa, żeby ominąć zapadniętą studzienkę, naprawdę nie potrzebuję wykładu na temat prawidłowej techniki jazdy.

    Rodzina będzie zadowolona

    W środku Bigster zaskakuje ilością miejsca. Pięć dorosłych osób podróżuje naprawdę komfortowo. Przednie fotele są szerokie i wygodne, a tylna kanapa ma dobrze dobrany kąt oparcia, dzięki czemu nawet dłuższa podróż nie staje się karą.

    Mam jedynie pewne wątpliwości dotyczące tapicerki. W dotyku przypomina nieco gumowaną ceratę. Z jednej strony wykonano ją z materiałów pochodzących z recyklingu, co należy pochwalić, z drugiej zaś, jestem bardzo ciekaw, jak zachowa się podczas trzydziestostopniowych upałów. Niestety test odbywał się w połowie kwietnia, kiedy polska pogoda po raz kolejny udowadniała, że kalendarz ma własne zdanie na temat wiosny. Jedno jest natomiast pewne – Jeżeli podróżujecie z dziećmi albo psem, szybko docenicie łatwość czyszczenia tej tapicerki. Ślady po lodach, frytkach czy napojach z restauracji drive thru znikną zdecydowanie szybciej niż z jasnej kanapy pokrytej perforowaną skórą.

    Wreszcie hybryda, która pasuje do charakteru Bigstera

    Największą nowością jest jednak nowy układ hybrydowy i muszę przyznać, że to zdecydowanie najmocniejszy punkt programu. Nowy silnik benzynowy o pojemności 1,8 litra współpracuje z napędem elektrycznym w sposób, który idealnie wpisuje się w charakter samochodu. Bigster bardzo chętnie porusza się na silniku elektrycznym podczas jazdy miejskiej, dzięki czemu bez większego wysiłku można osiągnąć spalanie na poziomie około 5,5 l/100 km. W trasie wynik poniżej siedmiu litrów również nie jest niczym nadzwyczajnym. To bardzo dobry rezultat, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że mówimy o dużym rodzinnym SUV-ie.

    I jeszcze jedna rzecz. Silnik 1.8 brzmi po prostu… dojrzalej. Przyznajcie sami – walory akustyczne również mają znaczenie. Bo przecież z samochodem spędzamy codziennie znacznie więcej czasu niż podczas sprintu do setki. A skoro już o osiągach mowa… 9,7 sekundy do 100 km/h. 180 km/h prędkości maksymalnej. Czy to robi wrażenie? Nie. Czy to wystarcza? Zdecydowanie tak.

    Marzenia bywają wypadkową realnych potrzeb

    Czy Dacia Bigster jest samochodem marzeń? Nie. I nawet nie próbuje nim być, bo gra w całkowicie innej lidze. Jest samochodem codzienności. A to coś zupełnie wyjątkowego. Oferuje wszystko, czego naprawdę potrzebuje współczesna rodzina, jest przestronna, do tego oszczędna i praktyczna. Ma bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, cyfrowe zegary, fabryczny uchwyt na smartfon, ładowanie indukcyjne, kanapę dzieloną w stosunku 40:20:40 i rozsądnie dobrane wyposażenie i – co dla mnie równie ważne – nie próbuje wyręczać kierowcy przy każdej możliwej okazji.

    A poza tym wygląda naprawdę dobrze. Ma zdecydowaną, męską sylwetkę i nie sprawia wrażenia auta, które za wszelką cenę chce udawać coś, czym nie jest. I właśnie chyba za tę szczerość najbardziej ją polubiłem, bo w świecie pełnym samochodów, które próbują być wszystkim naraz, Dacia Bigster ma odwagę być po prostu samochodem. A to największy komplement, jaki można wystawić współczesnemu autu.

    Nie każdy samochód musi być marzeniem. Niektóre mają po prostu dobrze służyć ludziom. W motoryzacji wciąż jest sporo snobizmu, a marketingowcy prześcigają się w szufladkowaniu swoich potencjalnych klientów, bo jeżeli ktoś jeździ Porsche – jest pasjonatem, jeżeli BMW M – zna się na samochodach, jeżeli Ferrari – spełnił marzenia. A jeżeli Dacią? To w oczach części internetowych ekspertów od razu staje się człowiekiem, który „nie czuje motoryzacji”. A przecież to kompletna bzdura.

    zdjęcia: materiały prasowe Dacia