Red Hat: od open source do open culture

    Claire Delalande, VP of EMEA Marketing w Red Hat, opowiada o otwartej kulturze w jej firmie.

    Na czym polega open culture jako kultura organizacyjna w firmie technologicznej, takiej jak Red Hat?

    To podejście bazujące na transparentności i współpracy wspieranej przez poczucie przynależności do wspólnoty. Liderzy w naszej firmie są zachęcani do zatrudniania najlepszych ludzi, bo wiedzą, że to od nich będą pochodzić najciekawsze pomysły. Za każdym razem, gdy uruchamiamy nowy projekt, najpierw pytamy członków zespołu, kto chce się w niego zaangażować. To oddolne podejście jest jednym z kluczowych wyróżników open culture. Gdybyśmy zamiast pytać narzucali obowiązek zajmowania się konkretnymi zadaniami, mogłoby to przynieść opłakany skutek.

    Od jak dawna działacie w zgodzie z open culture?

    Ja spotkałam się z otwartą kulturą po raz pierwszy 10 lat temu, gdy zaczynałam pracę w Red Hat. Przygotowany przeze mnie plan marketingowy wykorzystujący oddolne inicjatywy został bardzo pozytywnie odebrany. Innym przykładem ogromnego sukcesu projektów opartych na otwartej kulturze w Red Hat był proces odświeżania naszej identyfikacji wizualnej. W tym globalnym projekcie zmiany logotypu wziąć udział mógł każdy, a zainteresowani otrzymywali kolejne iteracje grafiki logo i mogli wypowiedzieć się na jej temat. Naturalnie przez to cały proces trwał dłużej, niż gdyby projekt przygotowywał dedykowany kilkuosobowy team, ale końcowy efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Dziś taki oddolny sposób działania to norma i coraz więcej naszych partnerów technologicznych także dostrzega jego korzyści.

    co daje open culture w kontekście relacji z klientem?

    Wyposaża nas w empatię i umiejętność słuchania klienta, co pozwala nam lepiej go poznać. To z kolei przekłada się na dokładniejsze zrozumienie wymagań biznesowych i pomaga wspierać firmy we wdrażaniu pomysłów i dobrych praktyk do społeczności, w których się obracają.

    Spróbujmy teraz uściślić, jaka jest rola lidera i struktury organizacyjnej w firmie o otwartej kulturze?

    Z mojej perspektywy to przede wszystkim wyznaczanie kierunków, coaching i wspieranie zespołu w codziennej pracy. Ważne jest też ciągłe zachęcanie pracowników do dzielenia się pomysłami i angażowanie wszystkich we wspólną pracę. Taka struktura organizacyjna bywa wymagająca – wiąże się z częstym kontaktem z ludźmi oraz byciem zawsze otwartym na rozmowę i feedback. Dla niektórych może to oznaczać konieczność wyjścia ze strefy komfortu.

    Przychodząc do Red Hat z innej firmy technologicznej, która nie kultywowała open culture, nie miała Pani doświadczenia w tym obszarze. Jak sobie Pani poradziła?

    Na początku największym wyzwaniem było dla mnie przebodźcowanie. Miałam wrażenie, że każdy czegoś ode mnie potrzebuje: pomysłu, feedbacku, rady, decyzji. Adaptacja zajęła mi kilka miesięcy, a nasza firma liczyła przecież wtedy tylko 6 tys. pracowników. Dziś, kiedy na pokładzie mamy już 23 tys. ludzi, działamy w bardziej ustrukturyzowany sposób. Nowych pracowników zabieramy na wyjazdowe szkolenie wprowadzające, gdzie od razu przedstawiamy im Red Hat: naszą misję, wizję i kluczowe produkty. W skład tego treningu wchodzi również dwugodzinny panel na temat idei open culture oraz sesja, w której liderzy dzielą się ze słuchaczami doświadczeniami z funkcjonowania w firmie o otwartej kulturze. I choć każdy z nich prezentuje własną historię, pewne wartości, takie jak przejrzystość, umiejętność współpracy i wspieranie merytokracji, pozostają wspólne dla nas wszystkich.

    To jak wygląda i czym się różni styl pracy managera oraz wyzwania w organizacji o otwartej kulturze od firm z innym stylem zarządzania?

    W tradycyjnych firmach wszystkie decyzje podejmuje się odgórnie. Natomiast w Red Hat tłumaczymy nie tylko, co zamierzamy zrobić, ale jeszcze „dlaczego” i „jak”. Niekiedy wymaga to wysiłku, ponieważ nie każda z osób decyzyjnych czuje się komfortowo, wyjaśniając „dlaczego”. Jednak kiedy ludzie to zrozumieją, zaczyna dziać się magia. A jedyny minus jest taki, że wymaga to czasu.

    To jeszcze zapytam o rozwój zawodowy i osobisty w firmie IT o otwartej kulturze, takiej jak Red Hat?

    Prowadzimy Red Hat University, gdzie dostępnych jest wiele różnych sesji szkoleniowych, technicznych i managerskich online. Kilka z nich dotyczy open culture i tego, jak być dobrym managerem, jest też specjalny program rozwoju dla liderów. Sama brałam udział w tym ostatnim i fascynujące było to, że wykonując zadania w małych grupach z ludźmi z innych działów, np. R&D, sprzedaży, techniki czy usług, można było nauczyć się współpracy z ekspertami, którzy na co dzień specjalizują się w zupełnie innych obszarach.

    Dużą wagę przywiązujemy też do rozwoju w zakresie przywództwa, coachingu i mentoringu. Sama jestem mentorem dla kilku osób, które przychodzą do mnie z problemami typu, jak rozwiązać konflikt czy poradzić sobie z konkretną sytuacją. Bez takich spotkań i odwagi w poruszaniu niewygodnych tematów trudno by im było zostać otwartymi managerami.

    Jak ważne są w tym media społecznościowe, np. LinkedIn, na którym jest pani bardzo aktywna?

    Bardzo ważne. Po pierwsze, jako osoba odpowiedzialna za marketing w Red Hat traktuję korzystanie z social mediów jako część swojej pracy. Uważam też, że to jedno z najlepszych narzędzi do utrwalania świadomości marki, zarówno zewnętrznie, jak i wewnątrz firmy. Dlatego publikując zdjęcia i posty z takiego eventu, jak Summit: Connect w Warszawie, chodzi mi nie tylko o zwrócenie uwagi na skalę przedsięwzięcia i frekwencję, która jak co roku dopisuje. Chcę również pokazać uśmiechniętych uczestników i atmosferę życzliwości, w jakiej wszyscy się tu spotykamy. Na tę atmosferę wpływa fakt, że każdy z naszych pracowników organizujących i biorących udział w tym wydarzeniu jest szczerym ambasadorem marki. Bez otwartej kultury nie dałoby się tego osiągnąć.

    Jak ocenia pani rozwój rynku, na którym działacie w regionie EMEA?

    Na Summit: Connect w Warszawie przyszło tak dużo osób, że trzeba było dostawiać krzesła, a my takich imprez w obszarze EMEA mamy co roku 19! Z roku na rok liczba odwiedzających nasze wydarzenia rośnie, także dlatego, że poruszane przez nas tematy, takie jak wirtualizacja czy automatyzacja, zyskują na znaczeniu. To technologie, na które każda firma musi postawić, jeśli chce dostarczać produkty szybciej i taniej. Wymaga to oczywiście przezwyciężenia różnych wyzwań, w tym luki kompetencyjnej, niedoboru talentów do pracy czy konieczności modernizacji IT. Red Hat wspiera przedsiębiorstwa w radzeniu sobie z tymi przeszkodami.

    Co jeszcze interesuje rynek? Oczywiście sztuczna inteligencja, chmura hybrydowa, a także kwestia tego, czy wracać do rozwiązań lokalnych, czy może zdecydować się na chmurę publiczną. Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi, ale sporo inspiracji można zyskać na naszych wydarzeniach. Wielu klientów chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami w tym zakresie i te wymiany wiedzy są jednym z najcenniejszych elementów organizowanych przez nas wydarzeń.

    A o tym, jak szybko się rozwijamy świadczą dwucyfrowe wzrosty naszych przychodów rok do roku. Nie ukrywamy przy tym, że w zarządzaniu budżetem jesteśmy nieco konserwatywni, ale dobrze na tym wychodzimy. Niektórzy dostawcy z branży IT w czasie pandemii COVID-19 zwiększali zatrudnienie nawet o 20 proc., bo spodziewali się skoku koniunktury, ale tak się nie stało i wiele osób musieli potem zwolnić. My podeszliśmy do tego tematu dużo ostrożniej i dlatego dzisiaj nasza kondycja finansowa jest więcej niż zadowalająca.

    Rozmawiał Wojciech Gryciuk