Państwo pozwolą: Saudi Aramco

Arabia Saudyjska rozważa wprowadzenie na giełdę firmy Saudi Aramco, największego na świecie producenta ropy naftowej. To może być rekordowa sprzedaż akcji w historii, a sama spółka pod względem wartości rynkowej będzie niemal na pewno największą korporacją na świecie

Rafineria joint venture Shell i Saudi Aramco w Al-Dżubajl

Aramco produkuje ok. 10 mln baryłek ropy dziennie, więcej niż całe Stany Zjednoczone. W porównaniu do ExxonMobil, największej prywatnej, notowanej na giełdach firmy naftowej, produkcja Aramco jest trzy raz większa. Saudyjska firma ma potwierdzone rezerwy surowca rzędu 261 mld baryłek, dziesięć razy większe niż Exxon. Nad konkurentami ma także przewagę kosztową – wydobycie ropy w Arabii Saudyjskiej opłaca się już przy cenie 15 dolarów za baryłkę. Tańsze w wydobyciu złoża ma jedynie Kuwejt. Aramco nie podaje wprawdzie wyników finansowych, ale nikt właściwie nie ma wątpliwości, że po ewentualnym giełdowym debiucie firma będzie największą pod względem
wartości rynkowej korporacją na świecie.

Szacunki są bardzo szerokie, ale wszystkie przekraczają 1,5 biliona dolarów. „Financial Times” podał nawet kwotę 7 bilionów, ale padają też liczby na poziomie 10 bilionów dolarów. Tyle wynosi roczny PKB Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji razem wziętych. Alphabet (d. Google) oraz Apple, globalne korporacje działające w sektorze zaawansowanych technologii, które rywalizują o miano najwyżej wycenianej firmy na świecie, mają kapitalizację na poziomie 500 mld dolarów. Dlaczego Arabia Saudyjska rozważa sprzedaż kury znoszącej złote jaja w czasach, kiedy baryłka ropy kosztuje zaledwie 30-35 dolarów i tym samym kwota uzyskana za akcje firmy będzie daleka od optymalnej? Jednym z argumentów jest ogromny deficyt budżetowy, który w tym roku sięgnie 100 mld dolarów (równowartość 15 proc. PKB). Ale trudno uznać to za powód najważniejszy, skoro dług publiczny Arabii Saudyjskiej to tylko 6 proc. PKB, więc dodatkowe wydatki kraj mógłby sfinansować emitując obligacje. Ewentualna sprzedaż pakietu akcji Aramco (ostateczna decyzja ma zapaść w ciągu kilku miesięcy) ma być częścią zmiany prostego do tej pory modelu gospodarczego. Modelu, w którym rozwój oparty był na przychodach z wydobycia ropy.

Analitycy firmy doradczej McKinsey oszacowali, że przy utrzymaniu obecnej struktury gospodarki przeciętny dochód saudyjskiego gospodarstwa domowego spadnie o 20 procent w ciągu 15 lat. W Arabii Saudyjskiej wydajność pracy rosła w ostatniej dekadzie zaledwie o 0,8 proc. rocznie (dla porównania: w Polsce o ponad 3 proc.), a sektor wydobywczy nie będzie w stanie wytworzyć dostatecznej liczby nowych miejsc pracy dla rosnącej populacji. Rozwiązaniem jest rozwój innych branż, w których wydajność będzie rosła szybciej. Ale na to Arabia Saudyjska potrzebuje pieniędzy od inwestorów zagranicznych – jeden ze scenariuszy nakreślonych przez analityków McKinsey zakłada podwojenie PKB w ciągu 15 lat, ale pod warunkiem zainwestowania 4 bilionów dolarów w takie sektory, jak petrochemiczny, przetwórczy, turystyka, handel detaliczny i hurtowy. Władająca krajem dynastia Saudów zdaje sobie sprawę z ekonomicznych zagrożeń, więc sprzedaż akcji Aramco może być próbą oszacowania, jakie jest zainteresowanie aktywami królestwa i ile one mogą być warte. Powstać ma rządowy fundusz, który będzie się zajmował sprzedażą państwowego majątku – saudyjska gospodarka ma w większym stopniu opierać się na sektorze prywatnym.

Plan wydaje się sensowny, ale pod warunkiem, że operacja Aramco się powiedzie. I nie chodzi tu o sprzedaż akcji inwestorom, bo chętni znajdą się na pewno, ale o to, co będzie później. Czy bardzo oszczędnie informująca o swoim biznesie firma potrafi sprostać wymogom przejrzystości obowiązującym na rynku publicznym, a przyzwyczajeni do sprawowania władzy absolutnej Saudowie będą współpracować z akcjonariuszami mniejszościowymi?