
Sławomir Kowalski, prezes Organizacji Odzysku Opakowań Rebis SA, mówi o tym, dlaczego postawy proekologiczne należy kształtować od najmłodszych lat.
Od dłuższego czasu Rebis prowadzi kampanię społeczną poświęconą recyklingowi odpadów opakowaniowych, zwracając uwagę na różne aspekty tego problemu.
Jestem przekonany, że najważniejsza jest świadomość kształtowana od najmłodszych lat. Zapewne pamięta pan z dzieciństwa liczne punkty skupu surowców wtórnych, do których zanosiliśmy makulaturę lub butelki, żeby zarobić na oranżadę i gumę do żucia lub wpłacić pieniądze do Szkolnej Kasy Oszczędności. Od lat przypominam, że bogaci Amerykanie nie tylko z tego nie zrezygnowali, ale poszerzyli system zachęt, żeby nauczyć kolejne pokolenia podstawowych zasad ekologii. Tak powinno się dziać również u nas. Niezbędne są jednak rozstrzygnięcia na wysokim szczeblu, ponieważ odzyskiwanie używanych opakowań powinno być częścią systemu edukacyjnego. Z mojego punktu widzenia, bardzo ważną, ponieważ w tym przypadku można łączyć dwa elementy – dbałość o środowisko i podstawy biznesu. Ktoś powie – to drobne kwoty, ale przecież kiedy czytamy o dzisiejszych miliarderach okazuje się, że zaczynali jako uczniowie, zarabiając po kilka dolarów. Spędziłem sporo czasu w USA, więc wiem, że to kraj bardzo bogaty, ponieważ jego obywatele przedsiębiorczości uczą się od najwcześniejszych lat.
Prowadząc Organizację Odzysku Opakowań, jakimi kieruje się pan zasadami?
Na pierwszym miejscu – zarówno ja jak i moi współpracownicy – stawiamy staranność. Dlatego współpracujemy wyłącznie z licencjonowanymi firmami recyklingowymi, które gwarantują właściwą realizację umowy. Wymagamy od nich dokumentów potwierdzających recykling lub EDPR o przemieszczeniu wewnątrzwspólnotowym. Kolejny ważny wymóg to oświadczenie, które informuje, że za granicą zostały zachowane takie same warunki, jak w instalacjach w naszych kraju. Oprócz tego prosimy o dodatkowe dokumenty – faktury eksportowe i przewozowe.
Co stanowi końcowy efekt przetwarzania opakowań, np. plastikowych?
Zwykle jest to grys, który można ponownie użyć do produkcji. Najlepszy materiał stanowią butelki typu PET. Należy jednak pamiętać o tym, że istnieją tworzywa sztuczne, których obecnie nie da się w podobny sposób przetworzyć, więc z konieczności trafiają na wysypiska. Cieszy mnie, gdy słyszę, że uczeni wymyślili kolejne zastosowania dla materiałów pozyskiwanych z używanego plastiku. Jest to dziedzina wiedzy, która ma przed sobą znakomitą przyszłość.
A co ze szkłem?
Trafia ono do huty. Bardzo ważna jest segregacja szkła na białe i kolorowe.
Zapotrzebowanie na pierwsze z nich jest duże. Inaczej dzieje się z kolorowym, które zawiera szereg różnych dodatków chemicznych utrudniających recykling. Huty nie chcą go przyjmować, więc jest wykorzystywane do podkładów autostrad. Wniosek? Należy apelować do producentów, żeby rezygnowali z używania szkła zabarwionego. Robią to zwykle z powodów marketingowych. Warto zastanowić się, czy sprawa ta nie powinna być załatwiona odgórnie, na szczeblu unijnym, tak jak UE podejmując czasem niepopularne decyzje uporała się z wieloma innymi problemami.
Jako miłośnik wina, na pewno nie zniechęciłbym się, gdyby ten szlachetny trunek był rozlewany wyłącznie do białych butelek. Warto tu przypomnieć dyskusje w środowisku winiarzy na temat korków naturalnych i z tworzywa. Ze względów praktycznych powoli wygrywają te drugie.
Z mojego punktu widzenia plastikowe są gorsze, bo nie rozkładają się w sposób naturalny, tak jak korek, który w dodatku jest dobrym materiałem do recyklingu.
Zabrzmiał pan jak radykalny ekolog. Czas zapytać o papier, który dzięki handlowi internetowemu zajmuje większość miejsca w śmietnikach.
Kiedyś traktowaliśmy papier z dużą atencją, bo ciągle go brakowało. Będąc dzieckiem, nie raz ciągnąłem do szkoły sanki załadowane paczkami ze starymi gazetami. Niestety, większość opakowań kartonowych jest zanieczyszczona – pudełka po pizzy resztkami, a paczki są oklejone taśmą plastikową i pospinane metalowymi zszywkami. Zanim trafią do dalszego przerobu – na pulpę papierową – trzeba je odpowiednio oczyścić. Słowem – klasyczny papier gazetowy jest to znacznie lepszy surowiec.
Szczególnie problem to trwałe łączenie różnych materiałów.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego na plastikowe opakowanie nakleja się papierową etykietę, w dodatku przy użyciu kleju o szkodliwej zawartości. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby nasi rodacy, podobnie jak czynią to Japończycy, starannie, czasem w bardzo pracochłonny sposób, oddzielali poszczególne elementy opakowań. To kwestia kulturowa.
Nigdy w dziejach cywilizacji nie mieliśmy do czynienia z taką ilością opakowań, jak dziś.
To prawda. Wystarczy zwrócić uwagę na puszki walające się w najróżniejszych miejscach. Czuję wewnętrzny sprzeciw, gdy widzę je, spacerując po lesie. Naturalnie nie zapomniałem, że przed przemianą ustrojową patrzyliśmy na puszki po sprowadzanych z zachodu napojach z podziwem. Kilku moich kolegów miało całe kolekcje. Przedmiot zbieractwa stanowiły też nietypowe kapsle.
Stosunkowo mało opakowań, które kiedyś były popularne – jak np. różnej wielkości drewniane skrzynki lub metalowe pudełka.
Obecnie to symbol luksusu, ponieważ pakuje się w nie towary z wyższej półki, jak np. brytyjskie herbaty, czekoladki bądź maślane ciasteczka. Tego rodzaju opakowania to margines, zresztą – podobnie jak kiedyś puszki – ze względu na szlachetną formę często znajdują drugie życie jako kuchenne pojemniki na przyprawy itp. Wspominam o tym, bo producenci powinni spojrzeć bardziej kreatywnie na kwestię opakowań – niektóre z nich naprawdę nie muszą trafiać na śmietnik.
Co pana drażni w dzisiejszym patrzeniu na ekologię.
Chyba nie powinienem się do tego przyznać, bo będę na bakier z unijnym zarządzeniem. Nie mogę się przyzwyczaić do nakrętek na stałe przytwierdzonych do butelek. Jest to bardzo niewygodne, kilka razy napój poplamił mi ubranie. Rozumiem zamysł – chodziło o to, żeby butelka trafiała do recyklingu razem z zakrętką, która notabene jest wykonana z droższego tworzywa. Czy jednak jest to gra warta świeczki? Moja żona – podobnie jak wiele innych osób – wcześniej zbierała nakrętki, żeby przekazać je dzieciom, które zanosiły je do szkoły. Komu to przeszkadzało?
Wspomniał pan na początku o swoich obserwacjach z USA, co jeszcze warto by przeszczepić?
W Nowym Jorku kolejne dzielnice regularnie i na dużą skalę organizują akcje polegające na wystawianiu przed domy różnych niepotrzebnych sprzętów. Nie są to śmieci, wręcz przeciwnie, niektórzy pozbywają się porządnych mebli i AGD, które postanowili zmienić na inne. Zabierają je do swoich mieszkań niekoniecznie ludzie biedni, ale wszyscy ci, którym coś może się przydać. Mnóstwo ludzi przyjeżdża z innych dzielnic. W naszym kraju niektóre miasta dopiero wdrażają takie rozwiązanie.
rozmawiał Piotr Cegłowski
Ankieta „Managera”
Sławomir Kowalski
Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?
Uczciwość. Działanie w ramach prawa.
Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby pan odbyć długą rozmowę?
Z moją od dawna nieżyjącą mamą, która miała na mnie duży wpływ. Gdyby nie ona, pewnie nie zostałbym absolwentem Wydziału Zarządzania na UW. Niestety, nie zdążyliśmy porozmawiać o wielu sprawach.
Pana prywatne pasje
Turystyka – ze szczególnym uwzględnieniem Azji i Afryki. Dobrze czuję się w Wietnamie, Kambodży i na Madagaskarze. W tych krajach – jako relikt epoki kolonialnej – przetrwały elementy kultury francuskiej. Kiedyś mogło to budzić niemiłe skojarzenia, ale dziś nikt nie traktuje bagietek i znakomitej kawy jako obcego elementu.
Książka, którą chciałby pan polecić naszym czytelnikom
Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wspaniała, pięciotomowa „Wojna o pieniądz” Sona Hongbinga. Na marginesie – mam w swojej karierze ciekawy epizod – wydałem „Świat obrazów Jacka Malczewskiego”, najbardziej obszerny, jak dotychczas, album tego artysty.
Najważniejsza chwila pana życia
Narodziny mojej córki.
Bucket list
Bardzo interesuje mnie hodowla koni i związane z nią wyścigi. Jest to dziedzina, która kiedyś stanowiła naszą narodową specjalność, ale fatalnie podupadła. Zupełnie inaczej wygląda to w Europie Zachodniej, dla bogatej Francji jest to trzecie najważniejsze źródło przychodów podatkowych. Planuję – wspólnie z grupą znajomych, pasjonatów tej dziedziny – podjąć działania na rzecz przywrócenia dawnej rangi hodowli koni w Polsce.













