Sortowanie i recykling w gąszczu przepisów

Wojciech Kamiński, ekspert rynku surowców wtórnych, którym zajmuje się przez 25 lat od wejścia pierwszej ustawy o odpadach. Kieruje firmą doradczą EcoKam, pomagając przedsiębiorstwom w walce z urzędami i zawiłościami przepisów.

Jak zaczęła się pańska w kariera w branży surowców wtórnych?

Jeden z moich pierwszych pracodawców, właściciel firmy zajmującej się odpadami, zlecił mi, żebym zajął się nowymi wymogami prawnymi. Zacząłem więc analizować te przepisy, a następnie wdrażać je i śledzić pojawiające się zmiany. Robię to do dziś, choć już na własną rękę jako ekspert, działając na rzecz wielu podmiotów. Niedawno uruchomiłem spółkę – Kancelarię Eco.

Pierwszy poważny projekt, nad którym pan pracował?

Była to budowa sortowni odpadów komunalnych, która miała zajmować się również przetwarzaniem, co wówczas stanowiło nowość. W tym czasie pracowałem we wspomnianej wyżej firmie. Miałem silną motywację – jako bardzo młody człowiek zostałem kierownikiem zakładu. W ogóle moja kariera w tej spółce była bardzo szybka – zaczynałem jako przedstawiciel handlowy, po dwóch miesiącach okazało się, że trzeba zorganizować cały dział, więc mi to zlecono. Był to ciekawy okres. Wielu przedsiębiorców dopiero wtedy zrozumiało, że zamiast wywozić odpady na składowisko, lepiej je posortować, wyciągnąć niektóre rzeczy, sprzedać i zakontraktować. Zakład, którym zarządzałem, spełniał wszystkie wymagania. A ja nieźle radziłem sobie w roli managera, choć dużo lepiej czuję się jako niezależny specjalista. Okazało się, że potrafiłem wszystko zorganizować, napisać wniosek, przygotować decyzję środowiskową, wybrać właściwe maszyny, a potem zadbać, żeby wszystko działało.

Wspominał pan o przełomowej ustawie o odpadach z 27 kwietnia 2001 roku.

Zalążki recyklingu istniały wcześniej, ale dzięki ustawie i związanymi z nią przepisami nastąpiła profesjonalizacja branży. Czułem, że znalazłem się we właściwym czasie i miejscu, by zrobić coś wartościowego. Analizowałem krajowe plany gospodarki odpadami, wgłębiałem się w szczegóły przepisów. Po raz pierwszy zetknąłem się z przedstawicielami WIOŚ, czyli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy przyjechali na kontrolę zakładu. Ucieszył mnie brak zastrzeżeń. Swego rodzaju dzwonkiem ostrzegawczym było jednak dla mnie to, że urzędnicy postrzegali rzeczywistość zupełnie inaczej niż przedsiębiorcy. Zrozumiałem, że moim zadaniem będzie pogodzenie obu tych światów.

Co zmieniło wejście naszego kraju do Unii Europejskiej?

Nie było to szczególnie odczuwalne. Znacznie łatwiejsze stało się przesyłanie odpadów za granicę. Generalnie nie korzystałem jednak z tej możliwości, wolałem znajdować partnerów w Polsce. Największa rewolucja wybuchła, gdy gminy stały się właścicielem odpadów komunalnych. Także i w moim życiu wywołało to zmianę. Postanowiłem wyspecjalizować się w dziedzinie odpadów niebezpiecznych i pobudowlanych. Następnie zająłem się recyklingiem elektroniki, zostałem kierownikiem zajmującego się tym zakładu. Odzyskiwaliśmy metale szlachetne oraz ziem rzadkich, ale też różne komponenty, które można było ponownie wykorzystać. Ciekawostkę stanowiły stare automaty do gier, które miały wyglądać bogato, więc elementy metalowe pokrywano prawdziwym złotem. Dzisiaj producenci są mniej rozrzutni, choć nie dotyczy to elektroniki przeznaczonej dla wojska.

A jak rozwijała się pańska kariera?

Po pięciu latach pracy w zakładzie stwierdziłem, że warto zacząć coś robić samemu. Jak już wspomniałem, bardziej odpowiadała mi rola eksperta niż managera. I tak zostało do dziś. Moja własna firma powstała w sposób naturalny, zgłaszały się do mnie kolejne spółki, prosząc o przygotowanie różnych opracowań. W końcu okazało się, że mam dużo zleceń, przynoszących mi znacznie więcej pieniędzy niż praca etatowa. Nie było się więc nad czym zastanawiać.

Kim są pana klienci?

Większość podmiotów działających w branży ochrony środowiska zajmuje się zagospodarowaniem odpadów. Muszą uzyskiwać odpowiednie zezwolenia na przetwarzanie i zbieranie odpadów. Są też firmy, które muszą mieć pozwolenia na wytwarzanie odpadów. Słowem – prawo nakłada na przedsiębiorców pewne obowiązki, wskazując, co trzeba opisać i przedstawić w stosownym urzędzie. Następnie urzędnicy oceniają, czy wnioski zgłaszane przez przedsiębiorców spełniają wymagania ustawy o odpadach i innych regulacji dotyczących ochrony środowiska.

Kto podejmuje końcowe decyzje – samorządy czy administracja państwowa?

Na przestrzeni lat kompetencje się zmieniały, podobnie jak przepisy. Dobrze ilustruje to następujący przykład: któregoś razu przyszedłem do urzędu, a urzędniczka ze starostwa powitała mnie z pretensją: „Co pan najlepszego narobił? Przez pana mamy spór kompetencyjny z marszałkiem.” Przepisy były przedziwnie sformułowane. Przykładowo, zakład przetwarzania elektroniki podlegał marszałkowi, a za przetwarzanie odpadów budowlanych odpowiadał starosta. Pokazuje to, że nawet wewnątrz administracji rządowej występowały sprzeczności. Kolejny problem to kompetencje samorządów. Obecnie, chcąc uruchomić zakład zajmujący się odpadami, trzeba najpierw uzyskać od samorządu pozytywną decyzję środowiskową, potem zgodę wydaje administracja.

Podsumowując – najpierw należy zwrócić się do samorządu, a następnie do starosty lub prezydenta.

To duże uproszenie. Także i dziś nie jest to zero-jedynkowe. Wiele zależy od tego, z jakim podmiotem mamy do czynienia, np. miastem na prawach powiatu, gdzie prezydent ma uprawnienia starosty. Kolejne problemy pojawiają się, gdy inwestor zamierza podjąć działalność na terenach zamkniętych, na przykład kolejowych. Za takie tereny odpowiada Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, podlegająca ministerstwu. Organy samorządowe w takim przypadku nie mają nic do powiedzenia. Gdy jednak zakład ma powstać na ich terenie, wydają opinię, która niekoniecznie jest wiążąca. Wielokrotnie miałem do czynienia z przypadkami, gdy burmistrz czy wójt mówił nie, chociaż nie było żadnych przeciwskazań. Jeśli przedstawiciel samorządu nie znajdował oparcia w przepisach, sprawa była kierowana do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. A ostatecznie i tak decydował przedstawiciel administracji rządowej. Jeden z burmistrzów powiedział mi w zaufaniu, że wstrzymywał godną wsparcia inwestycję, ponieważ nie chciał wejść w konflikt z wyborcami.

A kto odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie zakładów zajmujących się sortowaniem i recyklingiem odpadów?

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. W związku z tym, że pojawiło się rozporządzenie dotyczące zasad przeciwpożarowych w miejscach magazynowania odpadów, drugą instytucją kontrolną stała się Straż Pożarna. Ma ona bardzo rozbudowane kompetencje, ponieważ może zamknąć zakład z dnia na dzień.

Czy ten gąszcz przepisów nie hamuje inicjatywy w tej dziedzinie?

Najgorsza jest nieustająca wojna polsko-polska. Z jednej strony, są przedsiębiorcy, a z drugiej, gminy, administracja, WIOŚ i straż. To jest prawdziwa walka, przedsiębiorcy muszą korzystać z pomocy specjalistów – takich jak ja – oraz prawników, bo przegraliby na wstępie, usiłując przedrzeć się przez kruczki prawne. Nikt nie przeczy, że sortownie odpadów są bardzo potrzebne, ale inwestorzy nie mogą liczyć na żadną pomoc.

Nie wspomniał pan o szarej strefie.

Mamy dzisiaj w Polsce Bazę Danych Odpadowych, w której są zapisane dane o działalności przedsiębiorców na terenie naszego kraju. Są tam informacje o decyzjach, które otrzymał dany zakład i jakie odpady może przetwarzać. Niestety, baza bywa wykorzystywana przez kombinatorów. Znam przypadek cudzoziemca, który założył spółkę w Polsce, wpisał ją do BDO, i podał różnego rodzaju informacje, które nie zostały zweryfikowane. Przyjmował odpady i trudno powiedzieć, co z nimi robił. Teoretycznie powinien go skontrolować WIOŚ, ale rejestr jest w gestii urzędu marszałkowskiego… I znów zaczyna się wojna polsko-polska, bo jeżeli przedsiębiorca zleci w dobrej wierze cokolwiek temu cudzoziemcowi, to na końcu ma zagwarantowaną wizytę u prokuratora. A co z oszustem? Zdąży wyjechać, zanim pojawią się prawdziwe problemy. Co gorsza – nie jest to przypadek odosobniony.

Co najbardziej pana irytuje w kontaktach z urzędami?

Gdy słyszę na wstępie: nie, bo nie. Urzędy nie odpowiadają też na pytanie: dlaczego nie? Nie wyjaśniają, co przedsiębiorca powinien zrobić, by daną sprawę załatwić. Zdarza się, że wójt czy burmistrz blokuje gotową inwestycję. Bywa że media nakręcają akcję przeciw zakładowi zajmującemu się gospodarką odpadami, bo ktoś puścił pogłoskę, że jest w nim coś niebezpiecznego. Słowem – nie jest to łatwy kawałek chleba.

Na marginesie działalności prowadzi pan działania prospołeczne na rzecz ekologii.

Utworzyłem kanał na YouTube poświęcony gospodarce odpadami. Jest to „Kanał z klimatem”. Pokazuję tam filmy edukacyjne dla dzieci tłumaczące, że różne rzeczy to nie śmieci.

Proszę, żeby na koniec opowiedział pan o kolejnej aktywności zawodowej, która daje panu wyłącznie satysfakcję?

Jestem fanatykiem filmowania z dronów. Skłoniło mnie to do podjęcia współpracy z przyjacielem – Tomaszem Czernickim, który świadczy profesjonalne usługi rejestracji filmowej. Zaczynał jako samouk, ale szybko dorównał profesjonalistom. Realizujemy ambitne projekty – tylko raz nagraliśmy wesele, ale była to niezwykła impreza w łazienkach Królewskich z koncertem fortepianowym, baletem itp. Pracujemy na zlecenia różnych firm i instytucji. Nasze materiały wykorzystywane są w reklamie i telewizji. Ujęcia z dronów zajmują mi relatywnie mało czasu, w związku z czym wdrożyłem się w inżynierię dźwięku, zajmuję się też oświetleniem. Coraz częściej filmujemy koncerty, co bardzo lubię. Ostatnio zostaliśmy zaangażowani przez Polskie Radio. Co ciekawe – mieliśmy mnóstwo zleceń podczasz pandemii, gdy firmy postawiły na streaming.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Nie tylko praca…

Wojciech Kamiński

Ulubione miejsce wypoczynku › Lubię spędzać czas na łonie natury, najchętniej w lesie, z dala od hałasu miasta.

Hobby › Jestem fanatykiem żeglarstwa. Trzymam jacht na pięknym i czystym jeziorze Wigry. Nie lubię Mazur, bo wokół jest pełno ludzi, hałasują motorówki i skutery wodne. W przyszłym roku planuję pływanie po jeziorach w Norwegii, gdzie zabiorę swój jacht. Na marginesie, żegluję już nim 32 lata i utrzymuję w doskonałym stanie, więc nigdy mnie nie zawiódł.

Pływam wszędzie, gdzie się da, np. dwa razy dopłynąłem do Gdańska – raz z Warszawy, a za drugim razem z Kazimierza. Kilka razy pokonałem trasę z Mazur na Zegrze, wygodnie, bo z prądem. Polecam żeglowanie po Wiśle, bo w niektórych miejscach można się poczuć, jak w Amazonii. Gdzie człowiek spojrzy, tam natura – pełno ptactwa, kormorany, czaple, łabędzie.

Kilka lat temu odkryliśmy z rodziną – mam 17-letnią córkę i 14-letniego syna, że najfajniej można spędzić Boże Narodzenie na nartach w górach, gdy stoki są puste.

Kulinaria › Kuchnia tajska. Moja domowa specjalność to pizza.

Sport › Pływanie. W dobrych czasach robiłem 100 basenów w godzinę.

Książki › Uwielbiam czytać, zwłaszcza science fiction. Polecam „Hyperion” Dana Simmonsa, czytałem go kilka razy. Jakiś czas temu przestawiłem się na czytnik elektroniczny.

Motoryzacja › Najlepsze auto to dla mnie takie, które może pociągnąć jacht. Kiedyś dużo jeździłem motocyklem, pojechałem nim nawet do Paryża.