
Po wielu latach zapowiedzi i przygotowań nabiera rozpędu ogólnopolski system kaucyjny. Jest to ogromne przedsięwzięcie. Dotyczy bowiem rocznie 12 miliardów opakowań, takich jak butelki PET, puszki oraz szkło zwrotne w co zaangażowanych zostanie ponad 200 tysięcy punktów handlowych obsługujących około 35 mln konsumentów
Według analiz Ministerstwa Klimatu oraz branży napojowej, łączny koszt uruchomienia systemu uwzględniający automaty, infrastrukturę, informatykę, logistykę i raportowanie wyniesie w pierwszych latach 3,5–4 miliardy złotych. Sam zakup i instalacja automatów kaucyjnych (RVM – reverse vending machines) pochłonie ok. 1,5 miliarda złotych, a utrzymanie i obsługa logistyczna kolejnych 700–900 milionów rocznie.
– To ogromna inwestycja, ale nie państwowa – mówi Andrzej Jaśkiewicz, prezes Organizacji Odzysku Opakowań Erbis SA. – Finansują ją producenci napojów i sieci handlowe, które zgodnie z ustawą muszą stworzyć lub przystąpić do operatorów systemu kaucyjnego (OSK). Operatorzy będą odpowiedzialni za całość procesów: od ewidencji i rozliczeń kaucji, przez transport opakowań, aż po ich recykling.
Wszystko zaczęło się od Pilsnera
W 1842 roku w Pilźnie, w sercu ówczesnych Czech należących do monarchii austro-węgierskiej, powstał Browar Miejski – dziś znany jako Pilsner Urquell – nikt nie przypuszczał, że w jego rozlewni narodzi się coś, co zrewolucjonizuje gospodarkę opakowaniami na całym świecie. Szklana butelka, ciężka, droga i trwała, była wtedy towarem zbyt cennym, by ją wyrzucać. Browarnicy skwapliwie pilnowali, by do browaru wracała każda z nich. Już w księgach z lat 60. XIX wieku pojawia się zapis o „Pfandflaschen” – butelkach objętych zastawem. Klient dopłacał drobną sumę, a gdy przynosił puste naczynie, pieniądze wracały do jego kieszeni. Tak narodził się pierwszy czeski system kaucyjny, prosty i genialny w swej logice: nic nie ginie, wszystko krąży.
Z Pilzna idea szybko rozlała się po całym kraju. Velké Popovice, České Budějovice, Pardubice, Praga – w drugiej połowie XIX wieku niemal każdy większy browar prowadził ewidencję butelek i skrzynek, pobierał zastaw i rozliczał zwroty. W prasie tamtych lat pojawiały się ogłoszenia: „Za vrácené lahve od piva Prazdroj vyplácí se záloha” – „Za zwrócone butelki po piwie Prazdroj wypłacana jest kaucja”.
Równolegle mleczarnie w Pradze i Brnie stosowały depozyt 10 halerzy za butelkę mleka, a winiarnie morawskie pobierały kaucję za karafki. W 1903 roku Związek Browarów w czeskich krajach przyjął oficjalny regulamin opakowań zwrotnych, standaryzując pojemność butelek i ustalając wysokość zastawu – 20 halerzy za butelkę, koronę za skrzynkę dwudziestu. Tak powstał pierwszy branżowy system kaucyjny Europy Środkowej, obejmujący cały region.
Tuż przed I wojną światową czeskie browary działały już w pełnym obiegu zamkniętym. Butelki krążyły między browarem, gospodą i sklepem w cyklu, który mógł trwać latami. Wtedy nikt nie mówił jeszcze o ekologii ani zrównoważonym rozwoju, ale czescy piwowarzy praktykowali obydwa – z czystego rozsądku i rachunku ekonomicznego. Ich „Pfandflasche” – butelka pod zastaw – stała się symbolem gospodarności, który sto lat później powrócił do Europy w nowoczesnej, cyfrowej odsłonie.
Upadek i odrodzenie idei
W pierwszej połowie stulecia czeski i niemiecki model opakowania zwrotnego rozprzestrzenił się po całej Europie. Butelka stała się obiegiem samym w sobie – wracała do browaru, była myta, ponownie napełniana i znów trafiała w ręce klientów. W latach 30. i 40. Budvar, Pilsner Urquell, Staropramen, Heineken i Carlsberg miały niemal stuprocentowy system zwrotu. W Stanach Zjednoczonych mleczarze odbierali puste butelki spod drzwi domów, a kaucja była oczywistością – częścią codziennego rytuału zakupów.
Ale potem przyszły lata 60. i 70. – czas plastiku, jednorazowości i marketingu, który przekonał ludzi, że wygoda jest ważniejsza niż trwałość. Wynalazek butelki PET, opatentowany w 1973 roku przez inżyniera koncernu DuPont, Nathaniela Wyetha, rozpoczął erę opakowania jednorazowego. Plastik był lekki, tani i błyszczący. Nie trzeba go było myć ani odbierać – wystarczyło wyrzucić. W ciągu dwóch dekad zniknęły punkty skupu, a w sklepach przestano pytać o puste butelki. Kaucja – niegdyś symbol gospodarności – stała się anachronizmem.
To właśnie wtedy, gdy plastik zalał świat, idea kaucji odżyła tam, gdzie narodziła się kultura porządku: w Skandynawii i Niemczech. W 1972 roku Szwecja wprowadziła ustawowy system kaucji na butelki szklane, a Norwegowie stworzyli w 1992 roku pierwszy zautomatyzowany system depozytowy, obsługiwany przez nową firmę TOMRA Systems – producenta automatów kaucyjnych, które do dziś stoją w tysiącach europejskich sklepów. W 2003 roku Niemcy poszli jeszcze dalej: powołali Deutsche Pfandsystem GmbH (DPG), cyfrowy system obejmujący całą gospodarkę napojową. Każda butelka i puszka otrzymała kod, każda kaucja była zarejestrowana i rozliczana w systemie centralnym. W efekcie zwroty osiągnęły poziom 97 proc. – najwyższy na świecie.
Powrót do źródeł
Dziś ten model wraca tam, skąd wyszedł. Czechy i Polska, które przez dziesięciolecia opierały się na pojemnikowej segregacji odpadów, wprowadzają własne systemy kaucyjne: nowoczesne, zautomatyzowane, cyfrowe. W Czechach system ruszy w 2026 roku, w Polsce – już w 2025. Kaucja znów stanie się czymś oczywistym: 50 groszy w Polsce, cztery korony w Czechach. Butelka, którą w XIX wieku browarnicy z Pilzna uznali za zbyt cenną, by ją wyrzucać, po 180 latach wraca do obiegu – nie jako wspomnienie dawnych czasów, lecz jako symbol nowej gospodarki, w której nic nie jest odpadem, dopóki krąży.
Warto dodać, że w 1900 roku w USA zaczęły funkcjonować systemy kaucyjne na butelki po mleku – dostarczane rano pod drzwi domów i odbierane po opróżnieniu. Szklana butelka stawała się trwałym elementem codzienności – w obiegu mogła krążyć nawet przez 20–30 cykli. Dla producentów był to czysty zysk: koszt butelki zwrotnej był o wiele niższy niż produkcja nowej.
U podstaw systemu nie leżała troska o środowisko – ekologia jeszcze nie istniała jako pojęcie. Chodziło o czystą ekonomię i rozsądek: butelka to surowiec, który można wykorzystać ponownie.
W pierwszej połowie XX wieku system kaucyjny stał się powszechnym standardem. W miarę jak rozwijał się handel detaliczny i sieci dystrybucji, butelki i skrzynki transportowe krążyły w zamkniętym obiegu między producentami, sklepami i konsumentami.
W Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji i Skandynawii funkcjonowały lokalne modele oparte na depozytach pieniężnych. W USA browary i mleczarnie wymagały zwrotu butelek jako części umowy sprzedaży. Pojawiały się też pierwsze standaryzowane butelki (np. typu „steinie”), co ułatwiało logistykę i wielokrotne wykorzystanie.
W tym okresie zaczęto też dostrzegać, że zwrotny system działa tylko wtedy, gdy wszyscy uczestnicy rynku – producenci, sklepy i klienci – mają z niego korzyści. W wielu krajach wprowadzono nawet przepisy nakazujące odbiór pustych opakowań w sklepach.
Polska międzywojenna i PRL
W Polsce przedwojennej również istniał obieg zwrotnych butelek, głównie w branży piwnej i mleczarskiej. Po II wojnie światowej, w realiach gospodarki centralnie planowanej, system kaucyjny został upowszechniony i usystematyzowany.
W czasach PRL-u kaucja była elementem codzienności. Butelki po oranżadzie, piwie, mleku czy wódce miały charakterystyczne kształty i oznaczenia producenta. W każdym sklepie można było oddać puste butelki i odzyskać kilka złotych – kwota niewielka, ale odczuwalna. Często dzieci zbierały butelki po osiedlach i sprzedawały je w sklepach, kioskach czy specjalnych punktach skupu, zyskując swoje pierwsze kieszonkowe.
System działał, bo był prosty – producent wprowadzał butelki w obieg i doliczał do ceny kaucję. Sklepy odbierały opakowania i przekazywały je z powrotem do rozlewni. Butelki były myte, dezynfekowane i ponownie napełniane.
W latach 70. i 80. nawet opakowania po szklanych słoikach po dżemach, konserwach czy musztardzie miały wartość. Niektóre sklepy prowadziły specjalne punkty skupu opakowań szklanych, a plakaty edukacyjne zachęcały do „oddawania szkła do obiegu”.
Lata 70.–90. – triumf plastiku
Wraz z wynalezieniem i upowszechnieniem plastiku (szczególnie PET) w latach 70. XX wieku, system kaucyjny zaczął tracić na znaczeniu.
Producenci zauważyli, że plastikowe butelki są: tańsze w produkcji, lżejsze i łatwiejsze w transporcie i co najważniejsze – nie wymagają zwrotu ani logistyki obiegu.
W latach 80. i 90. rozpoczęła się globalna rewolucja opakowań jednorazowych. Dla konsumentów była to wygoda, dla handlu – prostota, ale dla środowiska – katastrofa. Odpady zaczęły rosnąć lawinowo.
W Polsce po transformacji ustrojowej system kaucji de facto się rozpadł. Zniknęła centralna regulacja i jednolite opakowania. W sklepach przestano przyjmować butelki, których nie dało się powiązać z konkretnym producentem. Rozdrobniony rynek hurtowy i napływ nowych marek z Zachodu oparły się na modelu jednorazowości. W efekcie butelka przestała być przedmiotem użytkowym, a stała się odpadem.
Skala biznesu
Kaucja w wysokości 0,50 zł za każde opakowanie oznacza, że w systemie będzie krążyć nawet 6 miliardów złotych rocznie. To środki, które konsumenci w pewnym sensie pożyczają systemowi, odzyskując je przy zwrocie opakowań.
Ten mechanizm wymaga precyzyjnego nadzoru finansowego – każda butelka ma swój kod EAN, który pozwala rozliczyć: pobranie kaucji, zwrot kaucji i ostateczny los opakowania (recykling, ponowne użycie, zniszczenie).
Według założeń Ministerstwa, co najmniej 85–90 proc. kaucji będzie zwracane konsumentom, a 10–15 proc. pozostanie w systemie jako tzw. nieodebrana kaucja. Te środki (ok. 500–600 mln zł rocznie) mają zasilać fundusz rozwoju systemu – finansować logistykę, edukację i inwestycje w recykling.
Ryzyka systemu kaucyjnego
System kaucyjny w Polsce będzie miał charakter branżowo-prywatny z nadzorem publicznym. Minister Klimatu nadaje zgodę na działalność operatora, ale to branża napojowa – zrzeszona w stowarzyszeniach, takich jak Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego, Polska Federacja Producentów Żywności, Związek Pracodawców EKO-PAK, czy KUPS (Klub Producentów Napojów) – tworzy realne zaplecze operacyjne.
Organizacje odzysku, które przez 20 lat działały w ramach ROP (Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta), teraz przejmują rolę ekspertów i zaplecza kontrolnego.
To one mają zapewnić zgodność danych, raportowanie do BDO i GIOŚ oraz kontrolę jakości recyklingu. Bez ich doświadczenia żaden operator nie zbuduje wiarygodnego systemu rozliczeń.
Z punktu widzenia ekologii i gospodarki kluczowy jest los zebranych surowców, zwłaszcza plastiku PET. Według szacunków branży, w Polsce produkuje się rocznie ponad 200 tys. ton butelek PET, z czego dotychczas odzyskiwano ok. 30–35 proc. System kaucyjny ma ten wskaźnik podnieść do 90 proc., czyli ponad 180 tys. ton czystego PET rocznie.
Problem polega na tym, że globalny rynek granulatu rPET (recyklat PET) znajduje się obecnie w kryzysie. W 2024 roku jego cena spadła do poziomu 3–3,5 tys. zł za tonę, podczas gdy koszt zbiórki i przetworzenia przekracza 5 tys. Dla recyklerów oznacza to ujemną marżę, a dla operatorów – ryzyko finansowe: system kaucyjny generuje czysty surowiec, ale nie ma kto i za co go przerabiać.
To efekt nadpodaży rPET w Europie i taniego, świeżego plastiku z Azji. Jeśli sytuacja się utrzyma, system może być ekologicznie skuteczny, ale ekonomicznie deficytowy – jego finansowanie będzie musiało być utrzymywane z opłat producentów, a nie z wartości recyklatu.
Wpływ na handel i konsumentów
Dla konsumenta kaucja to prosta sprawa: dopłata 50 groszy, zwrot przy oddaniu butelki. Ale dla handlu to ogromna operacja logistyczna.
W Polsce działa ponad 100 tys. małych sklepów osiedlowych, ok. 10 tys. supermarketów i dyskontów oraz kilka tysięcy punktów gastronomicznych.
Ustawa wymaga, by punkty sprzedaży o powierzchni powyżej 200 m2 przyjmowały opakowania obowiązkowo. Sklepy mniejsze mogą to robić dobrowolnie, ale branża prognozuje, że przystąpi do systemu około 60 proc. z nich, zwłaszcza jeśli konsumenci zaczną oczekiwać możliwości oddania butelek w każdym miejscu.
Dla sieci handlowych to również biznes: sklepy będą pobierać opłatę serwisową od operatora systemu – szacowaną na 5–8 groszy za każde przyjęte opakowanie. W największych sklepach (Lidl, Biedronka, Kaufland, Żabka) pojawią się setki nowych automatów kaucyjnych, głównie od producentów TOMRA, Envipco i Sielaff. Cały rynek automatów RVM w Polsce w 2025 roku może być wart ponad 1 miliard złotych.
Rola państwa i kontrola systemu
Ministerstwo Klimatu i Środowiska pełni funkcję nadzorczą, ale nie operacyjną. Kontrola obejmie: certyfikację operatorów, nadzór nad raportowaniem danych (GIOŚ, BDO) i monitorowanie osiąganych poziomów zbiórki.
Polska, jako państwo członkowskie UE, musi osiągnąć: 77 proc. zbiórki butelek PET do końca 2025 roku, 90 proc. do 2029 roku i 25 proc. udziału rPET w każdej nowej butelce (dyrektywa SUP). Jeżeli to się nie powiedzie, grożą kary finansowe z Brukseli – szacowane nawet na kilkadziesiąt milionów euro rocznie. Dlatego system kaucyjny jest nie tylko ekologicznym projektem, ale też instrumentem ochrony przed sankcjami unijnymi.
Korzyści makroekonomiczne i społeczne
Choć koszty startowe są wysokie, system kaucyjny może przynieść realne korzyści: ograniczenie zaśmiecania środowiska o 70–80 proc., redukcję emisji CO2 o ok. 300 tys. ton rocznie, powstanie 5–7 tys. nowych miejsc pracy w logistyce, recyklingu i serwisie automatów, oszczędność energii (recykling PET wymaga o 60 proc. mniej energii niż produkcja pierwotna).
Długofalowo system kaucyjny stanie się również elementem zielonej transformacji przemysłu opakowaniowego – wymusi na producentach projektowanie butelek zgodnych z zasadami recyklingu, a na konsumentach – zmianę nawyków.
Trzy scenariusze działania systemu
System kaucyjny to początek wielkiej zmiany strukturalnej w sposobie, w jaki Polska traktuje opakowania, odpady i surowce. To, jak ta zmiana przebiegnie, zależy od kilku czynników: od współpracy branży napojowej i handlu, od cen recyklatów, od tempa automatyzacji, ale też od postaw konsumentów. W ciągu pierwszych pięciu lat działania systemu można przewidzieć trzy realistyczne scenariusze – optymistyczny, realistyczny i kryzysowy.
SCENARIUSZ OPTYMISTYCZNY
Założenia: Pełna współpraca branży, sieci handlowych i organizacji odzysku. Skuteczna edukacja społeczna i szeroka sieć punktów zwrotu (również w małych sklepach). Stabilizacja cen rPET (ok. 4500–5000 zł/t) i rozwój krajowych instalacji recyklingowych.
Przebieg: Już po dwóch latach poziom zwrotu przekracza 85 proc., a w 2028 roku osiąga 93–95 proc.. Większość butelek PET wraca do polskiego obiegu – część przetwarzana jest w zakładach Plast-Al, PRT Radomsko, czy Greiner Packaging, a część w nowych liniach tworzonych przez branżę napojową (np. Coca-Cola, PepsiCo, Żywiec Zdrój).
Powstaje krajowa sieć obiegu zamkniętego „butelka-w-butelkę”, która ogranicza import plastiku pierwotnego nawet o 40 proc.
Operatorzy łączą dane w zintegrowanym systemie raportowym, a Polska osiąga unijne cele recyklingowe z zapasem. Koszt funkcjonowania systemu stabilizuje się na poziomie 0,05–0,06 zł na opakowanie, co czyni go ekonomicznie zrównoważonym.
Efekty: Polska zostaje wskazana przez Komisję Europejską jako modelowy przykład wdrożenia. W 2029 roku system rozszerza się o opakowania po produktach mlecznych i chemii gospodarczej. Poziom zaśmiecenia przestrzeni publicznej spada o 80 proc. Polska eksportuje know-how w regionie (np. do Ukrainy i Rumunii).
SCENARIUSZ REALISTYCZNY
Założenia: system startuje z opóźnieniem organizacyjnym i logistycznym. Początkowo działa 60–70 proc. punktów zbiórki. Ceny rPET wahają się między 3000 a 4000 zł/t, co powoduje presję na koszty.
Przebieg: pierwszy rok (2025) przynosi poziom zbiórki ok. 65–70 proc., głównie dzięki sieciom handlowym i dużym miastom. W małych miejscowościach system rozwija się wolniej – problemem jest brak miejsca i koszt automatów kaucyjnych. Niektóre sklepy przyjmują opakowania ręcznie, inne – tylko z własnych paragonów. W 2026–2027 roku system się stabilizuje, poziom zbiórki rośnie do 85–87 proc., ale koszty utrzymania pozostają wysokie. Operatorzy kompensują je z nieodebranych kaucji (10–15 proc.) i z opłat produktowych od wprowadzających napoje. Recyklerzy zmagają się z niskimi cenami surowców, ale krajowy popyt utrzymuje system przy życiu.
SCENARIUSZ KRYZYSOWY
Założenia: Niestabilność rynku rPET (spadek cen do 2500 zł/t). Brak wystarczającej liczby punktów zbiórki w małych miejscowościach. Problemy z integracją systemów IT operatorów. Niedostateczna edukacja konsumentów.
Przebieg: W 2025 roku start przebiega chaotycznie: część sklepów nie ma gotowych urządzeń, a konsumenci gubią się w zasadach. Brak kompatybilności systemów powoduje zatory w rozliczeniach – część kaucji wraca z opóźnieniem. Zbiórka osiąga zaledwie 55–60 proc., a duża część butelek trafia nadal do pojemników komunalnych.
W 2026 roku pojawiają się pierwsze audyty GIOŚ i sankcje za zaniżone raporty. Nieodebrana kaucja nie wystarcza, by pokryć koszty logistyki, więc operatorzy podnoszą opłaty dla producentów. Część mniejszych wytwórców napojów rezygnuje z działalności, a konsumenci – z powodu frustracji – przestają systematycznie zwracać opakowania.
Wnioski i prognoza
Polska stoi dziś przed rzadką szansą: może stać się liderem gospodarki obiegu zamkniętego w Europie Środkowej albo – jeśli zabraknie koordynacji – powtórzyć błędy innych krajów, które zbyt późno wdrożyły spójny model. System kaucyjny to nie tylko technologia i logistyka. To umowa społeczna, oparta na zaufaniu i współodpowiedzialności.
Jeśli uda się zbudować synergię między państwem, biznesem i obywatelami, Polska w 2030 roku będzie krajem, w którym butelka po napoju nie jest odpadem, lecz walutą w obiegu zamkniętym – cennym zasobem, który zawsze wraca do obiegu. Jeśli nie – pozostanie po nas tylko góra taniego plastiku, którego nikt nie będzie chciał.
Piotr Cegłowski
RAMKA
Jak dowartościować tworzywa sztuczne
Ciągle powtarzamy, że musimy dbać o nasze środowisko. Mówimy o zmianach klimatycznych i o tym, że trzeba dbać o surowce. Często słyszy się o ekologach przykuwających się do drzew, by w ten sposób walczyć o naszą planetę, o środowisko.
Prawda jest jednak taka, że ochrona środowiska to w znacznej mierze ochrona własnych surowców. To być albo nie być dla przemysłu, który bez surowców nie jest w stanie niczego nam zaoferować.
Kluczowe więc jest znalezienie takich mechanizmów, które połączą wszystkich i wspólnie zadbamy o surowce i naszą przyszłość. Dzisiejszy przemysł nie jest w stanie funkcjonować bez surowców, a te naturalne wyczerpują się bardzo szybko. Nasz statek kosmiczny Ziemia musi radzić sobie tym, co ma na pokładzie. Kluczowe jest więc zrównoważone zużywanie zasobów i zapasów na pokładzie.
W dzisiejszym świecie opartym na pieniądzu niezbędne jest wprowadzenie zachęty finansowej, a co za tym idzie sztuczne podbicie wartości istotnych zasobów i dofinansowanie dróg ich przepływu. Wiele surowców, takich jak choćby złom stalowy, broni się samodzielnie i nie potrzeba sztucznego podbijania ich wartości oraz dodatkowego finansowania ich przepływów. Złomowiska mają się świetnie w każdej społeczności i gromadzone są tam ogromne ilości cennego z punktu widzenia przemysłu surowca. Ze względu na duże zapotrzebowanie przemysłu cena złomu kształtuje się na wolnym rynku, a producenci stali chętnie go kupują.
W przypadku tworzyw sztucznych wygląda to zupełnie inaczej. Są one trudno rozpoznawalne, opakowania są cienkie, a ilość cennego surowca jest znikoma. Bardzo szybko stają się więc bezwartościowe i nie trafiają do ponownego przetworzenia. Takim sposobem na ich dowartościowanie jest wprowadzenie kaucji, by te nawet najmniejsze plastikowe butelki i puszki opłacało się nam oddać.
Jednak genialne pomysły i szczytne idee często rozbijają się na skałach biurokracji i idą na dno z powodu dziur budżetowych. Za system kaucyjny zapłacimy wszyscy, bo przedsiębiorcy wprowadzający napoje w opakowaniach podlegających kaucji sięgną po finansowanie do naszych kieszeni. Powołani przez nich operatorzy systemów kaucyjnych będą musieli finansować centra i systemy logistyczne, by zebrane opakowania trafiły do przetwarzających je podmiotów – recyklerów. Miejmy jednak nadzieję, że nowe regulacje nie spowodują tego, że operatorzy zasypią recyklerów górami nikomu nieprzydatnych surowców… Albo recyklerzy zamkną zakłady z powodu zbyt wysokich cen prądu i nasz cały wysiłek pójdzie w gwizdek.
Z pewnością dla firm czerpiących zyski z surowców wtórnych będzie to spory cios. W pojemnikach na śmieci trudno będzie znaleźć opakowania z tworzyw sztucznych podlegające pod system kaucyjny, w większości te wykonane z tworzywa PET. Cóż pozostaje nam przyzwyczaić się do nowego systemu i zaprzestać zgniatania opakowań podlegających kaucji, bo w takim przypadku automat ich nie przyjmie. Podobnie jak opakowania, które nie zostało opróżnione.
Wojciech Kamiński
ekspert rynku surowców wtórnych, szef EcoKam













