
Elektryczny Ford Transit Custom z napędem na tylną oś i mocą 218 KM to auto, które skutecznie zrywa z obrazem białego dostawczaka stojącego pod hurtownią o szóstej rano. Jest w nim energia, mnóstwo momentu obrotowego i banan na twarzy przez cały dzień.
Autor: Michał Garbaczuk
Sportowiec w roboczych butach
Pierwsze ruszenie spod świateł to moment, który kompletnie nie pasuje do tego, co widzisz w lusterkach. Transit wyrywa do przodu jak rasowy hot hatch, a jedynym dźwiękiem przypominającym, że jedziesz dostawczakiem, jest subtelne przesuwanie się ładunku na pace. 218 KM i napęd na tył robią robotę. Auto rusza decydowanie, a reakcja na gaz jest natychmiastowa i to przy każdej prędkości. Jako dziennikarz powinienem się tego spodziewać, bo doskonale wiem, jak jeżdżą elektryki, ale za każdym razem łapię się na tym, że nie powinienem się tak dobrze bawić… a potem robię to dalej.

Drugie duże zaskoczenie to wyciszenie wnętrza. Akustyczna przednia szyba sprawia, że w kabinie jest zaskakująco cicho, momentami aż za spokojnie jak na auto użytkowe. Bez problemu można porównać ten poziom komfortu akustycznego do dobrze wyposażonych busów wersji VIP.

Świąteczna logistyka, czyli test w realu
Auto trafiło do redakcji tuż przed świętami, więc zamiast laboratoryjnych warunków dostało możliwość sprawdzenia się w prawdziwym świecie. Paczki z prezentami dla potrzebujących, choinka, kartony w ilościach hurtowych – idealny scenariusz, żeby sprawdzić, czy elektryczny dostawczak faktycznie ma sens. Przestrzeń ładunkowa bez problemu przyjęła wszystko, co trzeba było przewieźć, a komfort jazdy sprawił, że nawet po długim dniu za kółkiem nie było poczucia „zmęczenia robotą”.

Zasięg i ładowanie: spokojna głowa
Największe obawy przy elektrycznych dostawczakach zawsze są takie same. Czy będę w stanie załatwić wszystko bez wizyty na stacji ładowania? I w tej kwestii Ford pozytywnie zaskakuje. Przy temperaturach bliskich 0°C i normalnej prędkości 120 km/h na S7, Transit Custom potrafił przejechać ponad 220 km na jednym ładowaniu bez poczucia, że za chwilę skończy mu się prąd. To wynik, który w realnym użytkowaniu oznacza pełny dzień pracy bez nerwowego zerkania na procenty. Do tego dochodzi szybkie ładowanie, które pozwala sensownie zaplanować przerwy, nie jako przestój w pracy, a jako naturalny element dnia, szybką kawę, hot doga, toaletę.

Nie sposób nie wspomnieć o kolorze testowanego Transita. Digital Aqua Blue jest tak bardzo soczysty i absorbujący, że zatrzymuje wzrok przechodniów i wywołując uśmiech pozostałych uczestników ruchu.

Dostawczak wizytówką nowoczesnej firmy
I tu dochodzimy do sedn, bowiem Ford E-Transit Custom przestał być jedynie narzędziem do codziennej logistyk, a stał się gadżetem użytkowym i wizytówką firmy. Linia boczna nadwozia oraz tylne lampy nawiązują do pierwszego Transita, ale auto jest na wskroś nowoczesne. We wnętrzu dostajemy multimedia z Apple CarPlay i Android Auto, błyskawiczne połączenie Bluetooth i ogromny ekran, dzięki któremu mapy nawigacji pozwalają zorientować się w przestrzeni miejskiej, a nie jedynie w obrębie kilku najbliższych ulic. Do tego egzemplarz testowy dostał efektowne nagłośnienie B&O. To auto idealne dla aktywnego kuriera, ale sprawdzi się także w nowoczesnej piekarni lub kwiaciarni, trendującej restauracji czy firmie cateringowej. Słowem jest doskonałym wyborem do małego biznesu, który chce się wyróżnić, a nie zniknąć w tłumie.

Elektryczny Ford Transit Custom zrywa ze stereotypem białej blachy. Zapewnia frajdę z jazdy i robi dokładnie to, czego oczekujesz od auta do pracy, tylko w znacznie lepszym stylu. Udowadnia, że auto użytkowe nie musi być nudne, głośne i anonimowe, a może być dynamiczne, ciche, efektowne i po prostu fajne w prowadzeniu.













