
DS7 było pierwszym modelem, który powstał po wyodrębnieniu z marki Citroen. To odważne posunięcie miało na celu usystematyzowanie oferty i uporządkowanie poszczególnych marek w grupie PSA (dzisiaj Stellantis). DS zajmuje miejsce na szczycie oferty, a jego celem jest dotarcie do klienta oczekującego wyjątkowego produktu. Paryscy styliści ponownie spojrzeli na swoje dzieło i wprowadzili kilka poprawek, by mogło dalej błyszczeć na salonach.
Michał Garbaczuk
Piękny jak top modelka
Wyważone proporcje nadwozia, długi przód, przywodzący na myśl klasyczne samochody sportowe, krągłe błotniki i duże koła są znakiem rozpoznawczym modelu i mogę się założyć, że nie widzieliście na ulicy niczego podobnego. Stylowa karoseria doskonale nadaje się, by nadać jej szlachetny charakter. A co najlepiej zdobi piękną suknię? To oczywiste – diamenty! Tylne światła to trójwymiarowa konstrukcja zbudowana z diodowych rombów, tworzących subtelną, elegancką świecącą siatkę. Z przodu także zastosowano technikę LED, ale w o wiele bardziej spektakularnym wydaniu. Poszczególne soczewki reflektora podczas włączania obracają się o 180 stopni, odgrywając wyjątkowe świetlne przedstawienie. Dodatkowo ich część podświetlana jest subtelnym fioletowym światłem. Same reflektory postawione na biurku mogłyby być ozdoba niejednego gabinetu. Wspomagane są również przez najnowszą technikę, która aktywnie reguluje rozdział światła.

Szlachetne wnętrze
Wewnątrz znajdziemy efekty pracy najlepszych rzemieślników. Praktycznie całe wnętrze wyściełane jest miękką skórą i aksamitną w dotyku Alcantarą. W tym wnętrzu chce się przebywać. Jest przytulne i niezwykle eleganckie. Wyjątkowości dodają mu przeszycia w kształcie rombów. Są one obecne na siedzeniach, desce rozdzielczej a także w wirtualnych zegarach wyświetlanych przez 12-calowy ekran. Nawet osłony głośników otrzymały własne rombowe wzory. Wnętrze jest tak miłe w dotyku, że miałem ochotę się do niego przytulać, a podczas jazdy bezwiednie gładziłem palcami elementy deski rozdzielczej.
Za nastrój i muzyczne uniesienia odpowiedzialna jest firma Focal – renomowany, francuski producent nagłośnienia. Na pokładzie znajduje się 14 głośników, które wypełniają kabinę subtelnymi dźwiękami. Słowo uwagi należy się jeszcze konsoli centralnej, nad którą góruje drugi 12-calowy ekran. Odpowiada on oczywiście za multimedia, nawigację i kamerę cofania, ale także za ustawienia poszczególnych funkcji klimatyzacji. Nie do końca podoba mi się, że chcąc zmienić siłę nawiewu, czy temperaturę wnętrza, za każdym razem trzeba sięgać do menu na ekranie. Odwraca to uwagę kierowcy na zbyt długi czas, a powinno być intuicyjne i możliwie najprostsze w obsłudze. Kąt pochylenia tylnych oparć można regulować za pomocą przycisków, a bagażnik pomieści walizki na weekendowy wyjazd. Przecież jedwab i kaszmir nie zajmują wiele miejsca.

Jak na latającym dywanie
Francuzi konstruując zawieszenie DS7 rzeczywiście bardzo starali się, by oddać charakter historycznych modeli marki. SUV płynie jakby lewitował kilka centymetrów nad jezdnią, a sposób resorowania to najwyższa światowa klasa, przy czym zawieszenie lepiej sprawdzi się na autostradzie czy drodze krajowej. Na górskich odcinkach Tour de France zachowuje się niczym jacht na spokojnych wodach Lazurowego Wybrzeża. Jest bajecznie komfortowy, ale nieco brak mu precyzji prowadzenia. To cena, jaką trzeba zapłacić za luksus podróżowania latającym dywanem.
Pod maską DS7 znalazł się znany hybrydowy układ napędowy Plug-in bazujący na benzynowym motorze o pojemności 1,6 litra. W połączeniu z silnikiem elektrycznym zestaw generuje równe 300 KM, a dostępna jest też mocniejsza 360-konna opcja. Układ napędowy dopełnia 8-biegowa, automatyczna skrzynia biegów. Mocy i momentu obrotowego nie brakuje, a samochód rozpędza się sprawnie praktycznie z każdej prędkości i obrotów. Przyspieszenie do 100 km/h trwa zaledwie 5,9 sekundy, a prędkość maksymalna to 235 km/h. Nie kupuje się jednak DS-a po to, by się nim ścigać. Tu przede wszystkim chodzi o komfort i przyjemność. Motor brzmi dobrze, ładnie wkręca się na obroty i dodatkowo został świetnie wyciszony. Dzięki elektrycznemu wspomaganiu nie brakuje mu elastyczności i z gracją napędza półtoratonowe nadwozie. Skrzynia biegów zmienia przełożenia praktycznie niezauważalnie. Auto wyposażone zostało także w system DS Connected Pilot, który przejmuje prowadzenie podczas jazdy autostradą, utrzymując się w pasie ruchu i zachowując bezpieczną odległość od poprzedzającego pojazdu oraz system kamer 360.

DS7 idzie z duchem czasu i jako hybryda Plug-in daje kierowcy możliwość poruszania się w trybie zeroemisyjnym, co ma zalety szczególnie w mieście, gdzie auto nie emituje do atmosfery szkodliwych substancji. Bateria trakcyjna o pojemności 13 kWh ma pozwolić na pokonanie dystansu około 60 km. W praktyce jest to około 10 km mniej, ale wynik i tak jest niezły, biorąc pod uwagę, że statystyczny Polak robi dziennie 56 km w drodze do pracy i z powrotem. Auto można ładować w domu korzystając z wallboxa, co dodatkowo jest korzystne finansowo.
Projektanci DS7 stworzyli pojazd o przepięknej powierzchowności, bogatym, miłym w dotyku i pachnącym skórą wnętrzu, połyskującym kryształami osadzonymi w luksusowych przełącznikach. Auto potrafi fantastycznie ukoić nerwy otaczającym luksusem, subtelną muzyką i wyrafinowanym stylem.
Auto dostępne jest obecnie w ciekawej wersji wyposażenia Jules Verne.

zdjęcia: mat. prasowe Stellantis













