Alfa Romeo Junior Elettrica – Moda zamiast metrażu – test redakcyjny

    Nowa Alfa Romeo Junior zaliczyła trudny start jeszcze zanim zdążyła wyjechać na ulice. Najpierw nazywała się Milano. Nazwa piękna, na wskroś włoska, pachnąca espresso, rozgrzanym marmurem Duomo i tygodniem mody. A potem przyszła rzeczywistość, a wraz z nią włoscy politycy, którzy uznali, że skoro auto powstaje w tyskich zakładach Stellantis, to nawiązywanie do włoskiej geografii może wprowadzć w błąd. Milano zniknęło więc z pokrywy bagażnika, a pojawił się Junior.

    Autor: Michał Garbaczuk

    Miejski SUV w designerskich sneakersach

    Junior robi dobre wrażenie wizualne, ale od razu widać, że to Alfa z innej bajki niż Giulia czy Stelvio. Szczególnie z przodu, gdzie charakterystyczny grill został zinterpretowany na nowo, bardziej geometrycznie, bardziej modowo, mniej klasycznie. To nie jest Alfa w garniturze szytym na miarę. To modny adidas założony do oversizowego garnituru. Świadomy kontrast, który ma przyciągać młodszych klientów i tych, którzy traktują samochód jako element stylu, a nie rodzinny obowiązek.

    W środku wszystko wraca na właściwe tory. Alcantara jest wszędzie tam, gdzie powinna być — miękka, elegancka, budująca klimat. Kabina ma charakter, jest przyjemna wizualnie i wyraźnie „alfowa” w odbiorze. Największą gwiazdą są jednak kubełkowe fotele firmy Sabelt. Robią ogromne wrażenie nie tylko wyglądem, ale i konstrukcją. Są sportowe, lekkie, z otwartym oparciem, które pozwala… podrapać się po plecach przez fotel. Detal absurdalny? Być może. Ale dokładnie takie smaczki budują tożsamość marki i sprawiają, że kochamy włoską motoryzację.

    Jasno postawione granice

    Trzeba powiedzieć sobie wprost: Junior nie jest autem rodzinnym. To nie jest samochód do wożenia dzieci do szkoły, na basen i zajęcia z robotyki. Kabina jest ściśle dopasowana, żeby nie powiedzieć – ciasna. Wyjazd z Krakowa do Trójmiasta? Można, ale raczej jako akt desperacji, a nie plan na długi weekend. Junior najlepiej czuje się jako auto dla singla, być może dla pary. Nie można mu jednak zarzucić egoizmu, bo przecież ma 4 miejsca i jest w stanie zabrać waszych znajomych do modnej restauracji w centrum miasta.

    Bez fajerwerków, bez stresu

    Elektryczny Junior nie próbuje imponować osiągami. Dostajemy dokładnie to, co Stellantis proponuje nam w innych modelach koncernu, podane w bardziej zawadiackiej formieI słusznie. Silnik o mocy 156 KM zapewnia sprawne, płynne przyspieszanie, idealne do miasta. 0–100 km/h w około 9 sekund, dokładnie tyle, ile trzeba, żeby czuć lekkość, ale nie dostać mandatu.

    Bateria o pojemności około 54 kWh pozwala w miejskich warunkach przejechać około 300 km, a przy spokojnej jeździe nawet więcej. To nie jest auto stworzone do długich tras, raczej do codziennego przemieszczania się między pracą, kawą a wieczornym wyjściem. Auto jest w stanie ładować się z mocą do100 kW na mocnej ładowarce DC lub 11 kW na domowym słupku. Jak każdy elektryk, Junior korzysta z miejskich bonusów: buspasów i darmowego parkowania w płatnych strefach. To realna oszczędność czasu i pieniędzy. Takich, które można odkładać do skarbonki na weekend w Toskanii.

    Alfa Romeo Junior Elettrica to auto, które nie udaje rodzinnego SUV-a i nie aspiruje do dalekich tras. Stworzono ją dla młodych singli, którzy poruszają się głównie sami i traktują samochód jako element stylu, a nie logistyczne centrum dowodzenia.