
Są samochody, które testuje się „w tygodniu roboczym”. I są takie, które najlepiej rozumie się dopiero wtedy, gdy ładujesz do nich całe życie na kilka dni i ruszasz w długą drogę.
Autor: Michał Garbaczuk
Warszawa, przed świtem
Rodzinna wyprawa na narty z Warszawy do Cavalese i z powrotem, to dla Volvo V90 plug-in hybrid naturalne środowisko. Tu nie chodzi o sprinty spod świateł ani o tabelki z katalogu. Tu liczy się rytm, komfort i poczucie, że wszystko jest pod kontrolą. Załadowany bagażnik, dzieci jeszcze półprzytomne, miasto dopiero przeciąga się po nocy. Pierwsze kilometry w trybie elektrycznym są niemal bezgłośne. To ten moment, w którym hybryda typu plug-in ma sens nawet wtedy, gdy wiesz, że za chwilę wkroczy fizyka i trasa. V90 nie narzuca się kierowcy. Nie wymaga adaptacji, nie zmusza do zmiany przyzwyczajeń. Wsiadasz i jedziesz. Cisza w kabinie jest niemal domowa, jakby ktoś wygasił świat zewnętrzny grubą zasłoną.

Autostrada: T8, czyli rakieta na miękkich łapach
Na długich prostych V90 pokazuje drugą twarz. Układ T8 to prawdziwa rakieta, ale pozbawiona nerwowości. Jest moment przyspieszenia, jest rezerwa mocy, ale całość podana jest z klasą – bez szarpnięć, bez teatralnych efektów. Na autostradzie i szybkich trasach przelotowych realne zużycie paliwa kręci się wokół 10 l/100 km. To wynik uczciwy – ani sensacyjny, ani rozczarowujący, za to w pełni spójny z masą auta, jego osiągami i charakterem. Pod prawą stopą jest w końcu do dyspozycji ponad 455 KM. W pewnym momencie przestajesz w ogóle analizować spalanie. Ważniejsze staje się to, że po kilkuset kilometrach wysiadasz bez zmęczenia.

Góry: paradoks, który działa na korzyść
W Alpach role się odwracają. Zjazdy, rekuperacja, spokojne tempo i nagle okazuje się, że zużycie paliwa potrafi spaść nawet do 6 l/100 km. Ciężar, który teoretycznie powinien przeszkadzać, tutaj pomaga. V90 jest stabilne, przewidywalne, pewne w zakrętach. Napęd na cztery koła nie robi show, tylko po cichu wykonuje swoją pracę, czyli dokładnie tak, jak powinien w aucie rodzinnym klasy premium.
Na miejscu, w Cavalese Volvo staje się tłem i to jest najlepszy komplement. Krótkie przejazdy na prądzie, ładowanie „przy okazji”, żadnej obsesji na punkcie gniazdka. Auto po prostu jest gotowe, kiedy trzeba podjechać pod wyciąg, zjechać do miasteczka albo wrócić wieczorem do hotelu.
Wnętrze pokazuje swoją najmocniejszą stronę: komfort i przestrzeń. Dorośli siedzą wygodnie, dzieci nie narzekają, nikt nie walczy o centymetry na nogi i szerokość. Fotele robią dokładnie to, czego oczekujesz po marce Volvo – podpierają, otulają, masują… pozwalają odpocząć.

Box dachowy: detal, który robi różnicę
Warto wspomnieć o jednym elemencie, który w tej podróży okazał się kluczowy. Oryginalny box dachowy Volvo, w który importer wyposażył auto testowe, zdjął z kabiny cały logistyczny ciężar wyjazdu na narty. Narty, buty, kaski i drobiazgi pojechały bezpiecznie na dachu, a we wnętrzu pozostała przestrzeń na walizki i włoskie pyszności. To niby detale, ale właśnie one decydują o tym, czy podróż jest przyjemnością, czy kompromisem.

Droga powrotna: kiedy doceniasz dojrzałość
W drodze powrotnej, kiedy emocje już opadły, pojawiło się zmęczenie, jest chęć dotarcia do domu. I właśnie wtedy V90 pokazało, po co właściwie powstało. Wyciszenie wnętrza, stabilność przy wysokich prędkościach, brak nerwowości. Na pierwszy plan wysunęły się genialne multimedia Bowers & Wilkins nie mające sobie równych u konkurentów oraz ultrawygodne fotele i akustyczny komfort. Do tego dochodzi coś trudnego do zmierzenia: prezencja. To auto, które zwraca uwagę, ale nie krzyczy. Premium w wydaniu skandynawskim – spokojne, pewne siebie, nienachalne.

Volvo V90 plug-in hybrid nie jest samochodem dla każdego. Nie jest manifestem elektromobilności ani ostatnim krzykiem technologii. Jest za to dojrzałym kumplem, z którym chcesz wybrać się w podróż na koniec świata. I choć coraz częściej mówi się o końcu ery plug-inów, po takiej podróży trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie one wciąż najlepiej łączą świat, który znamy, z tym, który dopiero się kształtuje.












