Volkswagen Tayron 2.0 TSI 265 KM 4Motion R-Line – Bez pośpiechu – test redakcyjny

W zasadzie wszystkie nowe samochody od pierwszych kilometrów próbują udowodnić, że są „nowym czymś”. Volkswagen Tayron robi coś dokładnie odwrotnego. On uspokaja. Jakby mówił: „Znam swoją rolę. Wiem, gdzie kończą się moje kompetencje i gdzie zaczynają te Touarega.” To ważne, bo Tayron nie jest SUV-em do popisywania się osiągami ani aspirującą limuzyną na szczudłach. To duże auto dla rodziny, w praktyce duchowy następca Tourana, tylko że w realiach 2025 roku, gdzie vany zeszły z afisza, a SUV-y przejęły ich obowiązki.

Autor: Michał Garbaczuk

Start: Warszawa, popołudnie i spokojny początek

Wyjazd bez nerwów, bez planu „dojechać jak najszybciej”. S8, potem A1, kierunek Czechy. Tayron od pierwszych kilometrów pokazuje swoją najważniejszą cechę: dostojność. Dłuższy rozstaw osi niż w Tiguanie robi różnicę. Auto płynie, a nie jedzie. Jest stabilne, spokojne, jakby stworzone do tego, by połykać dystans, a nie zbierać punkty za zwinność. Pierwszy nocleg w Suchdol nad Odrou. Po kilku godzinach jazdy wysiadasz i nie czujesz potrzeby przeciągania pleców. To zawsze dobry znak i prognostyk, że dalej też będzie dobrze.

Austria, boczne drogi i Tayron w swoim żywiole

Drugiego dnia celowo odpuszczamy autostrady. Austria przejechana bocznymi drogami to najlepszy test charakteru takiego auta. Trasa z Sankt Pölten do Bruck an der Mur, a dalej w kierunku Spielberg pokazuje, że Tayron nie musi się spieszyć, żeby robić wrażenie. Zawieszenie pracuje miękko, ale z wyczuciem. Nadwozie nie buja się nerwowo, prowadzenie jest przewidywalne, wręcz stateczne. Widać, że większy rozstaw osi uspokaja reakcje auta, nadając mu bardziej „grand touringowy” charakter. Pod Red Bull Ringiem, gdzie akurat trwały motocyklowe zawody, Tayron wygląda… jakby tam pasował. Stylistyka R-Line dodaje mu odpowiedniej prezencji, ale bez agresji. To raczej sportowa marynarka niż kombinezon wyścigowy.

Droga do Reifnitz nad jeziorem Wörthersee to moment, w którym naprawdę doceniasz, czym Tayron chce być. Dużo przestrzeni, cisza, komfort. To auto, które nie absorbuje uwagi, pozwalając skupić się na widokach, rozmowach, muzyce. I tu warto powiedzieć jasno: wszystko tu pasuje. Ergonomia, jakość materiałów, multimedia. Volkswagen w najlepszym wydaniu. Bez fajerwerków, ale też bez oszczędzania na niewłaściwych rzeczach.

Alpy i Słowenia, czyli kiedy droga zaczyna grać pierwsze skrzypce

Trasa z Reifnitz do Bled w Słowenii to jedna z tych dróg, które pamięta się długo. Kręta, malownicza, idealna do spokojnej, płynnej jazdy. Tayron nie prowokuje. Nie zachęca do ataku, ale konsekwentnie utrzymuje rytm. Napęd 4Motion czuwa i robi swoje dyskretnie, gdy na jezdni pojawiają się kamyki zebrane z pobocza przez inne samochody. 2.0 TSI 265 KM daje solidny zapas mocy, dzięki czemu wyprzedzanie nie wymaga planowania, tylko prostej decyzji. Do Rovinj docieramy autostradą. Bez wysiłku, bez zmęczenia. Pora zacząć wakacje. A nie czekaj… przecież one zaczęły się już pod domem.

SUV w trybie wakacyjnym

Przez tydzień Tayron krąży po Istrii: plaże, wąskie uliczki, Porec, Vrsar, mniejsze miasteczka. I tu objawia się jego druga natura: mimo gabarytów nie przytłacza. Jest duży, ale przewidywalny. Kamera, czujniki, dobra widoczność, to wszystko sprawia, że prowadzisz auto idealne na rodzinne wakacje, gdzie jednego dnia jedziesz 20 km, a następnego 200. Bez stresu, bez kalkulowania, czy „to już za daleko”.

Pigułka do przełknięcia

Nie ma sensu udawać. Spalanie to jedyny wyraźny minus tej konfiguracji. Na trasie 8,5–10 l/100 km, nawet przy spokojnej jeździe. Autostrady, góry, napęd na cztery koła i 265 KM robią swoje. To nie jest wada konstrukcyjna, raczej konsekwencja wyboru. Chcesz mocy, kultury pracy benzyny i 4Motion — musisz to zaakceptować. Tayron nie próbuje oszukiwać obietnicami cudów. Prze do przodu bez wysiłku i jest warty tych kilkudziesięciu złotych więcej wydanych na stacji benzynowej.

Nowy Touran?

Droga powrotna przez Włochy, Austrię, Czechy i Polskę, rozłożona na dwa dni, tylko potwierdziła pierwsze wrażenia. To auto nie męczy. Nie ekscytuje na siłę. Jest partnerem w podróży, nie jej bohaterem. Volkswagen Tayron 2.0 TSI 4Motion R-Line to samochód dla ludzi, którzy: potrzebują przestrzeni, dużo podróżują, chcą komfortu i spokoju, dla których Tiguan wydaje się ciut za mały, ale niekoniecznie aspirują do Touarega. To rodzinny SUV starej, dobrej szkoły, tylko ubrany w nowoczesne technologie. Nie próbuje być wszystkim naraz. I właśnie dlatego wypada tak przekonująco. Spalanie? Tak, boli. Ale jeśli już decydujesz się na konfigurację z mocną benzyną i napędem na wszystkie koła, wiesz, po co to robisz.