Renault 5 E-Tech Electric Roland Garros – Wygląd z przeszłości, technologia z jutra – test redakcyjny

Renault 5 E-Tech Electric to typ, który bezczelnie puszcza oko do przeszłości, stojąc jednocześnie obiema nogami w cyfrowej teraźniejszości. To auto, które ma swoją historię i nie boi się do niej odnosić. A wersja Roland Garros? To już nie tylko samochód, to paryski styl życia: espresso wypite na stojąco i biały sweter nonszalancko przerzucony przez ramię.

Nowa „piątka” wygląda fantastycznie i to bez żadnych „ale”. Nawiązania do oryginału są czytelne, ale nie nachalne. Linia nadwozia, światła, proporcje, to wszystko jest świeże, a jednocześnie dziwnie znajome. W wersji Roland Garros dochodzą detale, które robią różnicę: subtelna elegancja, sportowy sznyt, zero krzyku. To auto, które dobrze wygląda zaparkowane, ale jeszcze lepiej wtedy, gdy toczy się powoli przez miasto, zbierając spojrzenia przechodniów.

Więcej niż się spodziewasz

Wsiadasz i pierwsze zaskoczenie jest bardzo pozytywne. Z przodu nie czujesz, że to miejski hatchback. Jest przestronnie, jasno, przyjemnie. Pozycja za kierownicą naturalna, fotele wygodne, a jakość wykonania dokładnie taka, jakiej oczekujesz po nowym Renault. Z tyłu jest zauważalnie ciaśniej, ale mając 174 cm wzrostu dałem radę przejechać 200 km z Białegostoku do Warszawy bez narzekania, bez drętwienia nóg, bez dramatów. To mówi więcej niż tabelka z wymiarami. System multimedialny oparty na Android Automotive to jeden z największych atutów tego auta. Mapy Google działają natywnie, bez kabli, bez kombinowania. Do tego streamingi, aplikacje, szybkie reakcje systemu wszystko dokładnie tak, jak powinno wyglądać w nowoczesnym aucie dla technologicznego freaka. Na pokładzie znalazł się też referencyjny zestaw audio od Harman Kardon. Inżynierowie upchnęli nawet subwoofer pod podłogą bagażnika, który wypełnia wnętrze soczystym basem, ale wisienką na torcie jest udział Jean-Michel Jarre w projektowaniu powitalnego intro na desce rozdzielczej oraz ustawień predykcyjnej sceny muzycznej. Powitalne dźwięki, sygnały i komunikaty, to nie są zwykłe „piknięcia”, ale drobne, dopracowane smaczki, które sprawiają, że auto zyskuje własną tożsamość. Trochę science-fiction, trochę sztuka użytkowa.

Kierownica i… nadmiar manetek

Nie wszystko jest idealne. W okolicach kierownicy dzieje się za dużo. Po prawej stronie aż trzy manetki: zmiana biegów, wycieraczki, sterowanie radiem. W większych Renault da się to jeszcze zaakceptować, ale w Renault 5 robi się po prostu ciasno i wymaga to przyzwyczajenia. Zdarza się, że zamiast wrzucić bieg wsteczny, włączą się wycieraczki przedniej szyby. Za to sama manetka zmiany biegów to czysta radość. Retro w najlepszym wydaniu. Faktura przypominająca rękojeść rakiety tenisowej z perforowanej „skóry” oraz logo Roland Garros to detale, które wywołują uśmiech za każdym razem, gdy zmieniasz tryb jazdy.

Francuski bon ton, nie beton

Prowadzenie to kolejny mocny punkt małego Francuza. Auto prowadzi się pewnie, precyzyjnie i bardzo przyjemnie. Co ważne, zawieszenie nie jest twarde. Nie odnosi się wrażenia, że amortyzatory zastąpiono betonowymi klockami. Jest raczej lekko, sprężyście i komfortowo, z tą charakterystyczną francuską nutą, znaną z większych modeli. W trasie Renault 5 nie męczy. Nie prowokuje, ale też nie boi się prędkości ekspresowych. Czuć, że zostało dobrze zestrojone, a nie tylko zaprojektowane pod normy.

I teraz ta nieco mniej przyjemna część. Zużycie energii jest po prostu za wysokie jak na tak małe auto. Przy 120 km/h potrafi dojść do 24 kWh/100 km, co oznacza, że 200 km bez ładowania staje się wyzwaniem. A to już rodzi lekki stresik, bo Białystok naprawdę nie leży na końcu świata. W mieście jest lepiej, ale nadal mówimy o około 16 kWh/100 km. Producent obiecuje do 410 km zasięgu (bateria 52 kWh) w idealnych warunkach. Przy temperaturze około 0°C komputer po pełnym naładowaniu pokazał 245 km. Zgadza się to z oficjalnym kalkulatorem dostępnym na stronie producenta, więc lipy nie ma. Jest za to rozczarowanie, że realnie jest jeszcze mniej.

Serce mówi „tak”, rozsądek liczy kilometry

Renault 5 E-Tech Electric Roland Garros to samochód, który zachwyca stylistyką, czaruje wnętrzem i technologią, daje ogromną frajdę z jazdy i naprawdę potrafi być praktyczny, ale jednocześnie przypomina, że elektryczna rewolucja wciąż ma swoje niedoskonałości, zwłaszcza gdy przychodzi do realnego zasięgu w zimowych warunkach. To auto, które kupujesz sercem i oczami, a dopiero potem liczysz kilowatogodziny. I jeśli jesteś na to gotów, Renault 5 odwdzięczy się charakterem, stylem i radością, której w motoryzacji coraz mniej. Nie jest autem idealnym, ale już zaczynam za nim tęsknić.