Porsche 911 GTS Cabriolet – kiedy legenda uczy się nowej fizyki – test redakcyjny

Są takie momenty w motoryzacji, kiedy nawet doświadczeni kierowcy instynktownie prostują plecy. Porsche 911 w nowej odsłonie 992.2, do tego w wersji GTS Cabrio i po raz pierwszy w historii z hybrydą, jest właśnie takim momentem. To nie jest zwykła modernizacja. To jest ingerencja w DNA jednego z ostatnich naprawdę analogowych supersportów. I od razu uspokajam: 911 nie straciło duszy. Ale… nauczyło się kilku nowych sztuczek.

Autor: Michał Garbaczuk

Hybryda, ale po porsche’owemu

Słowo „hybryda” w kontekście 911 brzmi jak herezja. A jednak T-Hybrid w GTS-ie to rozwiązanie, które bardziej przypomina technologiczny dopalacz niż ukłon w stronę ekologii. Tu nie chodzi o jazdę na prądzie do piekarni. Tu chodzi o reakcję, precyzję i brak zwłoki. Sercem układu jest zmodyfikowany, sześciocylindrowy bokser, wspierany przez silnik elektryczny zintegrowany z turbosprężarką. Efekt? Turbo dziura praktycznie znika. Reakcja na gaz jest natychmiastowa, niemal mechaniczna. Masz wrażenie, że silnik czyta twoje myśli zanim jeszcze dokończysz ruch prawą stopą. To nie jest hybryda, którą się „czuje”. To hybryda, którą się docenia po fakcie, gdy orientujesz się, jak absurdalnie płynne i brutalnie skuteczne jest przyspieszanie.

Pierwsze kilometry: wszystko znajome, ale ostrzejsze

Wsiadasz, odpalasz, dach ląduje za plecami i… tak, to nadal jest 911. Pozycja za kierownicą, widok błotników, zapach powietrza wpadającego do kabiny. Wszystko się zgadza, ale już po pierwszych kilometrach czujesz, że to jest inne GTS. Auto jest bardziej zwarte, bardziej skoncentrowane. Układ kierowniczy działa z chirurgiczną precyzją, a całe podwozie sprawia wrażenie, jakby było spięte jednym, idealnie napiętym mięśniem. Każdy ruch kierownicą ma konsekwencje. Każda decyzja kierowcy jest natychmiast egzekwowana. I właśnie tu hybryda robi największą robotę: ciąg napędu jest absolutnie nieprzerwany. Nie ma chwili zawahania. Nie ma momentu „zbierania się”. Jest czysta, nieustanna fala mocy.

Emocje ponad teorią

Nie ukrywam, że sercem jestem bliżej Targi, bo to ona jest ikoną. Ale w tym konkretnym wydaniu Cabrio robi coś wyjątkowego. Otwarty dach w GTS-ie nie jest dodatkiem do stylu, tylko wzmacniaczem doznań. Słyszysz wszystko: pracę silnika, świst doładowania, strzały przy odjęciu gazu. Czujesz prędkość nie tylko przez wskazania licznika, ale przez powietrze, dźwięk i napięcie mięśni. To jazda, która angażuje całe ciało. Paradoksalnie, mimo braku stałego dachu, auto pozostaje niesamowicie sztywne. Nie ma tu wrażenia kompromisu. Jest poczucie, że inżynierowie bardzo pilnowali, żeby cabrio nie było „gorszą wersją”. Pamiętam, kiedy podczas polskiej premiery modelu 991 testowaliśmy różne wersje silnikowe na Torze Kielce, Turbo S Cabrio był szybszy od swojego „zamkniętego” odpowiednika o 0,1 sekundy w sprincie od 0 do 100 km/h. To tylko potwierdza, jak bardzo inżynierowie dbają o to, żeby Cabrio nie było bulwarową zabawką.

Najlepsze w 992.2 GTS jest to, że technologia nie wychodzi na pierwszy plan. Ona nie krzyczy, nie dominuje, nie próbuje być bohaterem. Jest schowana pod skórą i działa dokładnie wtedy, kiedy powinna. Nie myślisz o baterii. Nie analizujesz przepływu energii. Myślisz o linii przejazdu, o punkcie hamowania, o tym, jak perfekcyjnie auto trzyma się asfaltu. Hybryda nie zmienia charakteru 911. Ona go doszlifowuje.

Szybkość, która przestaje być liczbą

GTS jest absurdalnie szybkie. Ale to nie ta szybkość robi największe wrażenie. Najbardziej imponuje łatwość, z jaką Porsche oddaje tę wydajność w ręce kierowcy. Auto nie walczy z kierowcą, ale z nim współpracuje. Ma się poczucie, że można pojechać szybciej. I jeszcze szybciej. A potem orientujesz się, że twoje granice przesuwają się razem z samochodem. To klasyczne, najlepsze Porsche, tylko w wersji na 2025 rok.

Przyszłość, która nie zdradza przeszłości

Porsche 911 GTS Cabrio T-Hybrid (992.2) to dowód na to, że nawet ikona może się zmieniać, nie tracąc tożsamości. Hybryda nie odebrała mu charakteru. Nie odebrała emocji. Nie odebrała sensu istnienia. Zrobiła coś znacznie trudniejszego: sprawiła, że 911 jest jeszcze lepszym narzędziem do jazdy. Nie jest to samochód dla purystów, którzy chcą zatrzymać czas. Ale okazuje się idealny dla tych, którzy rozumieją, że motoryzacja nie musi wybierać między tradycją a technologią. Czasem może mieć jedno i drugie i właśnie to Porsche pokazało w najnowszym GTS-ie.