Nie bój się Terminatora tylko bałaganu w danych

Jeszcze rok temu managerowie bali się głównie inflacji i konkurencji. Dziś na listę obaw trafiło nowe zmartwienie: co, jeśli nie zrozumiem AI? Albo, co gorsza, jeśli zrozumie ją moja konkurencja?

Media uwielbiają skrajności, co jest oczywiste. Z jednej strony czytamy o ludziach z Doliny Krzemowej budujących „bioschrony” przed morderczą superinteligencją. Z drugiej – mamy entuzjastów wieszczacych raj na ziemi.

Pozwólcie, że sprowadzę nas na ziemię. Prawdziwe wyzwanie, jakie AI stawia przed Twoją firmą, jest dużo bardziej prozaiczne i wcale nie wymaga łopaty.

AI nie jest mordercą tylko bronią

Ten strach przed „świadomą AI” to strata czasu. To nie algorytm z zimną krwią odbierze Ci klientów. Zrobi to konkurent, który użył algorytmu, by szybciej analizować rynek, taniej obsługiwać zgłoszenia i w dwie godziny wygenerować kampanię marketingową, nad którą twój zespół siedziałby dwa tygodnie.

Najważniejsze zagrożenie jest dosyć proste: to nie jest walka „AI kontra człowiek”. To walka „firma sprawnie używająca AI” kontra „firma, która jeszcze analizuje i czeka”.

Cykl innowacji skrócił się z lat do miesięcy. Firmy, które nie znajdą na to odpowiedzi, obudzą się w świecie, w którym ich usługi są po prostu za drogie, a produkty przerażająco przestarzałe.

Kolejny ważny problem to pułapka tzw. „SISO”, czyli śmietnik na wejściu

Wszyscy chcą wdrażać „strategie AI”. Ale nikt nie mówi o fundamencie, na którym 90 proc. tych strategii polegnie. Nazywa się to SISO: Shit In, Shit Out (śmietnik na wejściu, śmietnik na wyjściu). Narzędzia AI nie działają „same”. One potrzebują profesjonalnego nadzoru osoby, która zna portfolia tychże, jak również umie ich używać i co najważniejsze „karmić” danymi. Dlatego większość firm nie rozbije się o brak strategii AI, ale o prozaiczny bałagan we własnych bazach danych, Excelach trzymanych na pulpitach i starych systemach, które ze sobą nie rozmawiają. Zanim zaczniesz więc snuć plany o agentach AI przejmujących obsługę klienta, zapytaj: czy mamy czyste, uporządkowane dane, na których ten agent ma się uczyć? Bo jeśli nie, to żaden automatyczny agent nie zoptymalizuje Ci procesów, tylko szybciej i na większą skalę pogłębi dotychczasowy chaos.

Pułapka „lenistwa” i halucynacji

AI potrafi kłamać z imponującą pewnością siebie. Te słynne „halucynacje” to nie są drobne błędy ortograficzne. To tworzenie wiarygodnie brzmiących, ale kompletnie fałszywych analiz, danych rynkowych czy fragmentów kodu.Media opisywały ostatnio przegrany kilkunastomiolionowy przetarg, a przyczyną było wymyślenie nieistniejących przepisów VAT w uzasadnieniu ceny, uzasadnieniu pisanym oczywiście przez AI. Jeden z sędziów w Portugalii „wydał” wyrok, a właściwie wydał go ChatGPT po przeczytaniu akt, których czytać się rzeczonemu sędziemu nie chciało. Znów system powołał się na paragrafy przez siebie wymyślone, sprawa zakończyła się skandalem i poważnymi problemami prawnymi.

Jak widać największym ryzykiem nie jest więc to, że AI zastąpi pracowników. Największym ryzykiem są tacy pracownicy, którzy bezkrytycznie kopiują to, co podsunie im algorytm. Więc gdy zespół wpada w pułapkę lenistwa i przestaje weryfikować fakty, firma traci nie tylko wiarygodność i zdolność do samodzielnego myślenia, ale na końcu traci klientów i zyski, zamiast których przychodzą kłopoty prawne. Pamiatejmy, że AI ma być narzędziem, a nie zastępstwem dla mózgu.

Strategia? Zacznij od jednego, irytującego problemu

Hype na AI prowokuje do dwóch skrajności: „poczekajmy, to moda” albo „wdrażamy wszędzie!”. Obie drogi są złe.

Prawda jest taka, że nie potrzebujesz 200-stronicowej strategii AI. Wystarczy znaleźć jeden, realny, irytujący problem w firmie – np. tworzenie miesięcznych raportów albo odpowiadanie na 100 tych samych pytań klientów – i spróbować rozwiązać go za pomocą dostępnych narzędzi. Mierz efekty, zbieraj wnioski i dopiero potem idź do kolejnego problemu. To ma być eksperyment, nie rewolucja.

Powstaje taka nowa ludzka przewaga: sędzia, a nie wytwórca. Jeśli AI przejmie dużą część pracy analitycznej i twórczej (pisanie, kodowanie, projektowanie), to co nam zostaje? Słyszymy ciągle o „kreatywności” i „relacjach”.Ja widzę to inaczej. W erze AI naszą największą wartością nie jest „tworzenie”. Naszą wartością staje się wybór odpowiednich narzędzi, umiejętność zarządzania nimi i korzystania z nich, a także zdolność krytycznej oceny tego, co AI stworzyło. Nową supermocą człowieka jest umiejętność stawiania właściwych pytań (prompting) często za pomocą AI, wiedza, które aplikacje do czego służą i weryfikowania odpowiedzi (bullshit detection). To jest kompetencja, w którą firmy muszą inwestować – w ludzi, którzy potrafią wyszukać i użyć AI oraz być sędziami, a nie tylko bezrefleksyjnymi operatorami maszyny. A pamietajmy, że już dziś wszelakich opartych na silnikach AI narzędzi jest grubo ponad czterdzieści tysięcy!

Podsumowanie

Nie potrzebujemy bunkrów przed Terminatorami. Potrzebujemy wyjść z bunkrów własnej ignorancji i firmowego bałaganu.

Prawdziwym zagrożeniem nie jest sztuczna inteligencja, ale ludzka inercja. AI nie zabije waszego biznesu, ale bardzo szybko zrobi to firma, która przestała się bać i po prostu zaczęła jej mądrze używać.

Dariusz Chlastawa