
Lexus od lat udowadnia, że potrafi przekształcać projekty Toyoty w coś więcej. Nie inaczej jest w przypadku LBX-a – najmniejszego modelu marki. Bazujący na Yarisie Cross, ale stworzony z ambicją premium, ma być przystępnym biletem wstępu do świata Lexusa. Jest jednak mały haczyk, bo najlepiej gdybyście kupili tylko 2 bilety- dla siebie i kogoś bliskiego.
Z zewnątrz LBX to crossover o kompaktowych proporcjach, którego stylistyka nie zdradza toyotowskiego rodowodu. Ma własny sznyt – odważny i elegancki jednocześnie. Szczególnie dobrze prezentuje się w żółtym lakierze, który w niczym nie przypomina japońskiej powściągliwości. W nasze ręce trafił jednak egzemplarz w kolorze miedzianym, z pewnością częściej wybieranym przez klientów. To auto chce się wyróżniać – i wbrew pozorom wychodzi mu to całkiem naturalnie.

Wnętrze? Tu już pełnoprawny Lexus: dobre materiały, czytelny układ, skórzana tapicerka, HUD, elektrycznie regulowane fotele, a nawet efektowne animacje przy uruchomieniu. To jednak nie jest auto dla każdego. Zanim dokonacie ostatecznego wyboru dobrze się do niego przymierzcie, bo LBX jest jednym z tych modeli, o których powiemy, że jest „szyty na miarę”. To także zdecydowanie auto z kategorii 2+2. Tylny rząd siedzeń należy traktować jako awaryjny. Lexus po prostu ma w ofercie innego miejskiego crossovera – model UX, dlatego w przypadku LBX-a mógł sobie pozwolić na „wygumkowanie” z projektu przestrzeni na nogi pasażerów podróżujących z tyłu.

Na szczęście auto nie zawodzi w kategorii jakość prowadzenia. Układ kierowniczy i zawieszenie to Lexus jakiego znamy i lubimy: prowadzi komfortowo, ale z pewną dozą precyzji. Auto dobrze filtruje nierówności, a wyższy profil opon dodatkowo „wygładza” jazdę. W ciasnych uliczkach pomaga kamera 360°, a hamulce działają przewidywalnie. Pod maską znajdziemy znany układ hybrydowy 1.5 o mocy 136 KM, który w mieście sprawdza się po prostu dobrze. LBX osiąga setkę w 9,6 s, ale gdy zechcemy pojechać dynamiczniej, silnik za sprawą skrzyni biegów eCVT wejdzie na wysokie obroty. Zużycie paliwa w mieście: ok. 5 l/100 km. Na ekspresówce bliżej 7.

Inżynierowie Lexusa wprowadzając na rynek nowego SUV-a NX zafundowali swoim wiernym użytkownikom niezłą rewolucję w kwestii ergonomii. Elektroniczne klamki mogą wywołać konsternację u pasażerów, podobnie sterowanie z kierownicy wymaga chirurgicznej precyzji i delikatności pianisty. Łatwo jest włączyć jakąś funkcję, o której istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia. Denerwująca może być też schizofrenia polegająca na ciągłym kontrolowaniu kierowcy i jego zachowań: „patrz na drogę”, „nie dotykaj ekranu”, „a może zatrzymasz się na kawę?”. LBX wyświetla nawet komunikat o samochodzie zbliżającym się z tyłu i to na autostradzie… dobrze, że większość z systemów da się wyłączyć, ale warto opanować menu i sekwencję przycisków na kierownicy, bo trzeba to będzie robić po każdym uruchomieniu auta.

Ceny? LBX startuje od 152 900 zł, ale sensownie wyposażony egzemplarz z dodatkowymi pakietami, to już wydatek ponad 220 tys. zł. Sporo, jak za miejskiego crossovera, tyle że LBX jest Lexusem z krwi i kości, a wszelkie niedociągnięcia wkrótce znikną. Zawsze znikają.
Podsumowując, Lexus LBX to samochód stworzony z myślą o mieście, dla pary, ewentualnie z małym dzieckiem. Komfortowy, świetnie wykonany. Jeśli potraktujecie go bardziej jako modny dodatek niż auto do wszystkiego, będziecie z niego zadowoleni. Bardzo zadowoleni.














