Laboratorium Odzyskiwania Nadziei

Rafał Krawczyk, prezes Labdaty, opowiada o tym, jak jego firma pomaga odzyskiwać dane z uszkodzonych komputerów i telefonów

Firm oferujących usługi odzyskiwania danych jest wiele. Co was wyróżnia?

To że mamy szerokie pole działania i własne laboratoria badawcze, a takich firm jest w Polsce niewiele. Ponieważ to rzadka umiejętność, większość klientów pozyskujemy przez różnego rodzaju serwisy komputerowe i telefoniczne, które odsyłają ich do nas, bo same nie potrafią sobie poradzić z tego typu problemami. Nie oznacza to, że nie pozyskujemy ich też samodzielnie. Na początku tego roku podpisaliśmy 3-letnią umową o współpracy z Grupą Orlen, a w listopadzie 2025 uzyskaliśmy kod NCAGE, który pozwala nam współpracować w zakresie odzyskiwania danych z NATO, a to ogromny rynek związany z obronnością. Sporo indywidualnych klientów mamy w większości krajów UE, a najwięcej w Norwegii, gdzie pozyskiwał ich dla nas lokalny partner. W przyszłości chcemy w ten sposób poszerzać naszą działalność także w innych krajach UE.

Kto się do was głównie zgłasza i z jakimi problemami?

Połowa naszych klientów to firmy prywatne oraz instytucje publiczne, a połowa to klienci indywidualni. Oczywiście problemy tych pierwszych są nieporównywalnie bardziej złożone od tych drugich, co nie znaczy, że podchodzimy do nich z mniejszym zaangażowaniem. W przypadku firm najczęściej zdarzającym się problemem jest utrata danych z powodu awarii serwerów. Zgłaszają się z tym do nas głównie mniejsze firmy, m.in. księgowe, ale także banki, chociaż w ich przypadku o szczegółach nie mogę nic powiedzieć. Z największą co do skali utratą danych mieliśmy jednak do czynienia w przypadku jednego z warszawskich szpitali. Z powodu awarii serwera, na którym było 16 dysków z danymi od 800 lekarzy w większości z urządzeń pracujących w szpitalu zniknęły dane dotyczące kilkudziesięciu tysięcy pacjentów. Mimo że problem wydawał się być karkołomny, bo zawiódł system zabezpieczeń RAID, wszystkie dane udało się nam odzyskać, co, wbrew pozorom, z technicznego punktu widzenia nie było specjalnie trudne. Najwięcej problemów mamy z odzyskaniem danych, co do których w ogóle nie wiadomo, czy znajdują się na nośniku. Tak jak w pana przypadku, kiedy to nie było wiadomo, czy plik z nagraniem wywiadu się zapisał, czy nie. Dobrze, że nie korzystał pan potem z dyktafonu oraz że zapamiętał nazwę pliku, co istotnie pomogło w odzyskaniu danych (dzięki pomocy firmy Labdata wywiad z wiceprezesem firmy Red Hat można przeczytać tutaj).

Jak dochodzi do mechanicznych uszkodzeń sprzętu?

Najczęściej po upadku sprzętu na ziemię, ale też gdy pociągnie się za dysk zewnętrzny połączony z laptopem kablem. Pancerna osłona założona na smartfon może zapobiec uszkodzeniu, ale wtedy może się on nagrzać i wyłączyć w najbardziej nieoczekiwanym momencie, np. na wycieczce w tropiki. Do humorystycznych, chociaż traktujemy je bardzo poważnie, można zaliczyć utratę danych po rzuceniu telefonem o ścianę, z czym klienci zgłaszają się do nas przynajmniej raz w tygodniu, ale też po włożeniu sprzętu do pralki czy wysunięciu się go do sedesu. Natychmiastowe sprawdzenie, czy smartfon nadal działa może być zawodne, bo przestać działać może on po jakimś czasie, nawet po dwóch dniach. Dlatego w takich przypadkach rekomendujemy natychmiastowy backup wrażliwych danych, żeby nie musieć przynosić sprzętu do nas i naprawiać go za duże pieniądze. Odzyskanie danych z pojedynczego nośnika, jak telefon, karta pamięci czy dysk z laptopa jest w miarę proste. Więcej problemów jest z serwerami typu NAS (z zabezpieczeniami typu RAID 0 lub RAID 1) czy NAP.

Czy interesujecie się tym, jak doszło do utraty danych?

Nie, tylko tym, co zostało uszkodzone. Czasami trzeba działać bardzo szybko, gdy przykładowo została uszkodzona baza SQL-owa, w której znajdują się dane księgowe, magazynowe i wuzetki, bo bez dostępu do nich firma jest dosłownie sparaliżowana nie wiedząc przykładowo, który kontrahent pobrał ile towaru z hurtowni budowlanej. Nie będzie też można rozliczyć się z pracownikami i kontrahentami, zapłacić faktury od centrów, z których bierze się towar i jeszcze rozliczyć to wszystko z urzędem skarbowym, zapłacić podatek i ZUS. Bo jak się nie zrobi tego na czas, można zostać ukaranym nawet grzywną.

A na czym polega dokładnie wasza praca?

Zajmujemy się głównie mikroelektroniką precyzyjną. Weźmy dla przykładu dyski twarde HDD, które najczęściej trafiają do nas z uszkodzonymi głowicami. Trzeba je wymienić, odciąć lub dezaktywować w trakcie czytania za pomocą stacji diagnostycznej. Do tego są dostępne gotowe narzędzia, ale trzeba wiedzieć, jak je obsłużyć i jak skonfigurować, żeby dysk mógł ponownie działać. A to kosztuje.

No właśnie, jeśli spojrzeć na wasz cennik, to świadczone usługi nie należą do tanich, co zawęża krąg klientów. Dlaczego?

No cóż, technologie sprzętowe rozwijają się tak szybko, że nieustannie trzeba się dokształcać, do tego dochodzą bardzo wysokie koszty narzędzi programistycznych, które stosujemy w naszej pracy, a także miniaturyzacja, która powoduje wzrost gęstości zapisu danych, a to utrudnia odzyskiwanie danych. No i liczy się jeszcze dyspozycyjność, bo klienci mogą korzystać z naszych usług w modelu 24/7. Zajmujemy się kompleksowym odzyskiwaniem danych, tzn. nie tylko w przypadku uszkodzeń logicznych, ale także gdy nośnik jest uszkodzony fizycznie z powodu zalania, uderzenia, przejechania autem lub po awarii zasilania, co się zdarza najczęściej. Sęk w tym, że z technicznego punktu widzenia każdy z tych przypadków jest inny i wymaga stosowania odmiennych procedur, żeby odzyskać dane. Nawet gdy mamy ten sam telefon, to do każdego rodzaju uszkodzenia trzeba podchodzić w inny sposób. A jeśli do tego szyfruje on dane, a robi to większość, to czas ich odzyskania wydłuża się, a to kosztuje. To samo jest w przypadku dysków SSD, z których odzyskanie danych jest dużo trudniejsze niż z HDD, bo są one wyposażane w coraz to nowsze kontrolery pamięci, które je inaczej szyfrują.

Ma pan zaledwie 34 lata. Jak doszło do powstania firmy i w jakim tempie się ona rozwija?

Odzyskiwaniem danych zajmowałem się od 2014 roku w firmie mojego ojca jeszcze w czasie studiów na AGH, ale w 2016 roku założyłem w Warszawie własną, Labdatę, która jest powszechnie znana pod nazwą Laboratorium Danych. Początki nie były łatwe, bo niewielki, zaledwie 3-osobowy zespół musiał przyswoić ogromną ilość wiedzy biorąc udział w nieskończonej liczbie szkoleń, w czym bardzo pomogło wykształcenie inżynieryjne całej ekipy pod kątem fizyki i elektroniki. Obecnie nasz zespół liczy 10 osób, a przychody rosną w tempie 20% rocznie dzięki ciągle poszerzanej sieci partnerskiej, której nie tylko nie zabieramy pracy, ale poszerzamy jej kompetencje. A oprócz laboratorium w Warszawie mamy też drugie w Bielsku Białej, gdzie działa firma taty.

Rozmawiał Wojciech Gryciuk